Zdjęcie kościoła ewangelickiego w Bukowcu - Königsbach zamieszczone w Volksfreund Kalender - 1930
Napisał do mnie Bartosz A., że znalazł mój blog a w nim materiały dotyczące Dalikowa. Dzisiaj odbyliśmy miłą rozmowę telefoniczną. Myślę, że nie ostatnią. Przesłał mi zdjęcie kościoła ewangelickiego w Hucie Bardzińskiej (poprawił je mój przyjaciel Kacper). Kościółek jak prawie wszystkie inne zburzono po zakończeniu wojny w 1945 roku. W Bibliotece Cyfrowej znalazłem relację z Konfirmacji w tym kościele, myślę, że będzie to dobrym uzupełnieniem.
Freie Presse. 1933-05-03 Jg. 11 Nr 121
Konfirmacja w Hucie Bardzińskiej. W niedzielę w Hucie Bardzińskiej odbyła się tegoroczna konfirmacja. Przy dźwiękach trąbek i dzwonów konfirmanci, na czele z pastorem J. Busem, nauczycielem i kantorem O. Wolskim oraz kolegium kościelnym, wkroczyli do uroczyście udekorowanego kościoła. Konfirmowani zostali: Irma Fenger, Wanda Ludwig, Maria Reimann, Wanda Schönknecht, Anna Woendland, Bruno Frank, Egon Hoffmann, Edmund Jaschke, Erwin Kirsch, Zygmunt Krüger, Eduard Metler, Alfred Wendland i Eduard Zück. W niedzielę konfirmacja odbędzie się również w Aleksandrowie.
Konfirmation in Huta-Bardzinska. Am Sonntag fand in Huta-Bardzinska die diesjährige Konfirmation statt. Bei Posaunenspiel und Glockengeläut begaben sich die Konfirmanden unter Vorantritt des Pastors J. Buse, des Lehrers und Kantors O. Wolski, sowie des Kirchenkollegiums in die festlich geschmückte Kirche. Konfirmiert wurden: Irma Fenger, Wanda Ludwig, Maria Reimann, Wanda Schönknecht, Anna Woendland, Bruno Frank, Egon Hoffmann, Edmund Jaschke, Erwin Kirsch, Zygmunt Krüger, Eduard Metler. Alfred Wendland. Eduard Zück. Am Sonntag findet auch in Alexandrow die Konfirmation statt.
LISTY
Z listu współwyznawczyni z Łodzi, który otrzymaliśmy kilka dni temu, wynika kilka interesujących szczegółów:
„... coraz bardziej rozumiem, że silna wiara i pozostawanie w łączności z Bogiem poprzez modlitwę to dar łaski Bożej. Bóg dokonał wielu cudów, a ja często uniknęłam niebezpieczeństw, które mi groziły... W Łodzi ewangelicy otrzymali pozwolenie na korzystanie z kościoła św. Mateusza, który prawie zawsze jest wypełniony wiernymi podczas nabożeństw. Na czele stoi pastor Kotula, a także pastor Glotz. Również w mniejszych miastach, takich jak Zgierz, Ozorków i Łęczyca, powstają kantory, a pastorzy od czasu do czasu odprawiają tam nabożeństwa, poza tym zawsze odbywają się nabożeństwa czytane. Szczególnie angażuje się w to były nauczyciel z Olechowa – pan Lennert. Pastor Wende również powrócił do pełnienia swojej funkcji po śmierci swojej żony w Warszawie. Nasz cmentarz jest stopniowo remontowany i nie wygląda już tak zaniedbany.
W Łodzi przeprowadza się wiele prac upiększających, wszędzie tętni życie, a wszystkie artykuły spożywcze są teraz dostępne bez kartek. Wiosną chciałbym pojechać do Ozorkowa i zobaczyć moje miasto rodzinne, coś mnie tam pociąga... Poza tym mam tylko jedno życzenie, aby dane mi było jeszcze raz zobaczyć moich krewnych i przyjaciół tam...”.
BRIEFE
Aus dem Brief einer Glaubensgenossin in Lodz, der uns vor paar Tagen zugeschickt wurde, gehen verschiedene interessante Einzelheiten hervor:
".... ich sehe es immer mehr ein, daß es ein Gnadengeschenk Gottes ist, wenn stark im Glauben steht und mit Gott in Gebetsverbindung bleit. Viele Wunder hat mit Gott erwiesen, und ich bin oft Gefahren entronnen, die über mir schwebten... In Lodz haben die Evangelischen die Matthäikirche betreten dürfen, die zu den Gottesdiensten fast immer gefühllt ist. An der Spitze steht Pastor Kotula, dazu Pastror GHlotz, auch in kleineren Städten wie Zgierz, ozorkow, Lentschütz werden Kantorate gebildet, Pastoren halten dort von Zeit zu Zeit Gottesdienste ab sonst ist immer Lesegottesdienst. Ein früherer Lehrer aus Olechow - Herr Lennert bemüht sich darum ganz besonders. Auch Pastor Wende ist wieder in Amt und zwar seit dem Tode seine Frau in Warschau. Unser Friedhof wird auch nach und nach instand gesetzt und sieht nicht mehr so verwahrlost aus.
In Lodz werden viele Verschönerungsarbeiten vorgenommen, überall ist Leben und sämtliche Lebensmittel sind jetzt ohne Karten. In Frühling möchte ich gern mal nach Ozorkow und mir meine Geburtsstadt ansehen, es zieht mich direkt etwas dort hin.... Sonst habe ich nur noch den einen Wunsch, daß es mir vergönnt wäre, meine verwandten und Freunde drüben noch einmal zu sehen...."
Współczesna historia tego budynku jest bardzo dobrze opisana poniżej (templum.com.pl), zapraszam
Zdjęcie tej modlitewni w Łodzi-Żubardziu przy ul. Sierakowskiego 3 zawdzięczamy naszemu rodakowi Gertowi Güntherowi, który wykonał je na początku sierpnia 1966 roku podczas pobytu w Łodzi. Dom modlitwy, w którym jako chłopiec uczęszczał do szkoły Fröbela, został zbudowany 40 lat temu. Obecnie mieści się w nim magazyn warzyw. (Mieszkańcy Żubardzia, którzy chcieliby otrzymać nieco większe oryginalne zdjęcie, proszeni są o zgłoszenie się).
Die zeitgenössische Geschichte dieses Gebäudes wird unten sehr gut beschrieben (templum.com.pl), ich lade Sie ein, sich dort umzuschauen
templum.com.pl
http://www.templum.com.pl › historia
Nach dem Krieg, im Jahr 1948, wurde die Pfarrei der Heiligen Dreifaltigkeit aufgelöst, und das Gebäude in der Sierakowskiego-Straße 3 ging in Privatbesitz über und wurde seitdem ...
Das Foto dieses Bethauses in Lodz-Zubardz, ul. Sierakowskiego3. verdanken wir unserem Landsmann Gert Günther, der Anfang August 1966 bei seinem Aufenthalt in Lodz diese Aufnahme machte. Das Bethaus, in dem er einst als Junge die Fröbelschule besuchte, wurde vor 40 Jahren erbaut. Jetzt befindet sich darin ein Gemüselager. (Zubardzer, die das etwas größere Originalfoto haben möchten, wollen sich bitte melden.
Grupa pomocników z Aleksandrowa
W 1912 roku grupa pomocników szkółki niedzielnej parafii Aleksandrów pod Łodzią świętowała swoje 25-lecie istnienia. Z tej okazji wykonano zdjęcie, które po ponad 50 latach publikujemy w „Heimatboten”. „Niech to zdjęcie sprawi Aleksandrowianom wiele radości i przywoła wiele miłych wspomnień o naszym ukochanym Aleksandrowie” – pisze para Karl Krause, 4803 Amshausen 195, Post Steinhagen/Westf. Chętnie prześle zainteresowanym osobom pocztówki ze zdjęciem po uiszczeniu opłaty w wysokości 1,50 DM.
Osoby przedstawione na zdjęciu to (od lewej do prawej) 1. rząd u góry: Böttcher, Paul Hadrian, Max Littke, Richard Henschel, Böttcher, Otto Wagnitz. 2. rząd: Olga Scheller, Marie Weber, Melida Lechelt, Wanda Schultz, Olga Hirsch, Sophie Wagnitz, Martha Reichert, Marie Vogelsang. 3. rząd: Winerle, Wanda Hadrian, Pauline Pögel, Leitloff, Olga Pögel, Ida Pögel, Olga Lechelt, Juliane Wiese, Kurtz, Emma Schmidt. 4. rząd: Natalie Littke, Berthold Greilich, Adolf Greilich. Pastor Julius Buse, Heinrich Hadrian, Emilie Bischoff. 5. rząd: Laubstein, Emma König, Wanda Grönke, Klara Littke, Ida Schultz.
Der Helferkreis von Alexandrow
Im Jahre 1912 feierte der Sonntagsschul-Helferkreis der Gemeinde Alexandrow bei Lodz sein 25jähriges Bestehen. Aus diesem Anlaß wurde eine Aufnahme gemacht die wir nach
über 50 Jahren hier im "Heimatboten" bringen. "Möge dieses Bild den Alexandrowern viele Freude bereiten und auch viele schöne Erinnerungen an unser liebes trautes Alexandrow wekken", schreibt das Ehepaar Karl Krause, 4803 Amshausen 195,
Post Steinhagen/Westf., dazu. Es ist gern bereit, Interessenten gegen Einsendung eines Unkostenbetreges von DM 1,50 Postkarten des Fotos zu übersenden.
Die dargestellten Personen sind (von links nach rechts) 1. Reihe oben: Böttcher, Paul Hadrian, Max Littke, Richard Henschel, Böttcher, Otto Wagnitz. 2. Reihe: Olga Scheller, Marie Weber, Melida Lechelt, Wanda Schultz, Olga Hirsch, Sophie Wagnitz, Martha Reichert, Marie Vogelsang. 3. Reihe: Winerle, Wanda Hadrian, Pauline Pögel, Leitloff, Olga Pögel, Ida Pögel, Olga Lechelt, Juliane Wiese, Kurtz, Emma Schmidt. 4. Reihe: Natalie Littke, Berthold Greilich, Adolf Greilich. Pastor Julius Buse, Heinrich Hadrian, Emilie Bischoff. 5. Reihe: Laubstein, Emma König, Wanda Grönke, Klara Littke, Ida Schultz.
Obszerny materiał poświęcony miastom Bełchatów i Zelów i okolicznym gminom i wsiom ewangelickim (Kleszczów, Kałduny, Pożdżenice. Wola Mikorska, Janów, Rasy, Kelhenhof - Kielchinów, Zwierzyniec itp.) był prezentowany w Der Heimatbote w 1950 roku. Ze względu na brak czasu, zamieszczam część poświęconą budowie kościoła ewangelickiego w Zelowie.
BUDOWA KOŚCIOŁA W ZELOWIE – Z OFIAROWANYCH PIENIĘDZY I DAROWIZN
Nie można pominąć jeszcze jednego bardzo ważnego wydarzenia z okresu przedwojennego: mianowicie poświęcenia ewangelicko-luterańskiego kościoła św. Gustawa Adolfa w Zelowie w dniu 17 maja 1936 r. Zdjęcie tego kościoła zamieściliśmy już w sierpniowym numerze „Heimatboten”. Wyznawcy nie szczędzili ofiar pieniężnych na jego budowę; ubodzy tkacze płacili co tydzień 1 złoty. W ciągu dwóch lat 80 rodzin tkaczy zebrało 24 000 złotych, a pozostałe 11 000 złotych zebrano poza miejscowością. Syn byłego kantora w Pożdżenicach, Rienhold Ritter z Łodzi, zebrał wśród swoich przyjaciół w Łodzi kwotę 5000 złotych. Samo stowarzyszenie Gustav-Adolf-Verein przekazało wówczas 1000 złotych. Superintendent Kons.-Rat Dietrich 320, Ziegler 200, Hugo Rzejak 155, Bertschinger Ernst 100, Hermanns Ad. 100, Buhle Josef 100, firma Krusche & Ender 100, Kindermann 100, Petzold Frd. 50, Daube Oskar 50, Gebr. Goldberg 50, Schneller Ernst 50, Dir. Seipelt 100, Dir. Sanne 200, firma Eisenbraun 300, Seliger Fer. 100, Ziegler Albert 50, Kindermann Julius 100, Buhle Karl Th. 200, Dir. Pohlmann 50, F.W. Schweikert 100, Hauk Kurt 100, Doberstein Alex 100, Gust. Keilich 100, Dyrektor K.Ender 150, Bejenke Alex 100, Jersak Josef 250, Schulz Wilh. 85, Kurzmanowski Hermann 80, Flemming Gust. 53, Engel Marta 100, Slama Joh. 90, Reichert Konstantin 25, P. Schmidt w Pabianicach poprzez zbiórkę 245, Stowarzyszenie Kobiet Pabianice 200 oraz żyrandol. Wiele innych osób pomogło w ukończeniu tego pięknego dzieła. Poświęcenie kościoła odbyło się 17 maja 1936 r. przy udziale pastorów Schmidta, Freyde, Fiebicha i Gerharda oraz generalnego superintendent D. Bursche. W pierwszą rocznicę powstania nowego kościoła parafia macierzysta w Bełchatowie podarowała swojej parafii córce dzwon „Ojcze nasz”.
Umfangreiches Material über die Städte Bełchatów und Zelów sowie die umliegenden Gemeinden und evangelischen Dörfer (Kleszczów, Kałduny, Pożdżenice, Wola Mikorska, Janów, Rasy, Kelhenhof – Kielchinów, Zwierzyniec usw.) wurde 1950 in Der Heimatbote veröffentlicht. Aus Zeitgründen veröffentliche ich hier nur den Teil, der sich mit dem Bau der evangelischen Kirche in Zelów befasst.
BAU DER KIRCHE ZU ZELOW - MIT OPFERGELD UND SPENDEN
Noch ein sehr wichtiges Ereignis aus der Vorkriegszeit darf hier nicht unerwähnt bleiben: nämlich die Einweihung der evang.-luth. Gustav- Adolf - Kirche in Zelow am 17.5.1936. Das Bild dieser Kirche brachten wir bereits in der August - Nummer des "Heimatboten". Für ihren Bau haben die Glaubensgenossen keine Geldopfer gescheut; arme Weber zahlten wöchentlich 1 Zloty. In zwei Jahren haben 80 Weberfamilien 24.000 Zloty aufgebracht und der Rest - 11.000 Zloty - wurde außerhalb gesammelt. Der Sohn eines ehemaligen Filialkantors in Pozdzenice, Rienhold Ritter aus Lodz, sammelte unter seinen Freunden in Lodz den Betrag von 5000 Zloty. Der Gustav-Adolf-Verein selbst spendete damals 1000 Zloty. Superintendent Kons.-Rat Dietrich 320, Ziegler 200, Hugo Rzejak 155, Bertschinger Ernst 100, Hermanns Ad. 100, Buhle Josef 100, Firma Krusche&Ender 100, Kindermann 100, Petzold Frd. 50, Daube Oskar 50, Gebr. Goldberg 50, Schneller Ernst 50, Dir. Seipelt 100, Dir. Sanne 200, Firma Eisenbraun 300, Seliger Fer. 100, Ziegler Albert 50, Kindermann Julius 100, Buhle Karl Th. 200, Dir. Pohlmann 50, F.W. Schweikert 100, Hauk Kurt 100, Doberstein Alex 100, Gust. Keilich 100, Dir. K.Ender 150, Bejenke Alex 100, Jersak Josef 250, Schulz Wilh. 85, Kurzmanowski Hermann 80, Flemming Gust. 53, Engel marta 100, Slama Joh. 90, Reichert Konstantin 25, P. Schmidt in Pabianice durch Sammlung 245, Frauenverein Pabianice 200 und einen Kronleuchter. Noch viele andere haben geholfen, das schöne Werk zu vollenden. Die Weihe der Kirche vollzug in Assistenz der Pastoren Schmidt, Freyde, Fiebich und Gerhard, der Generalsuperintendent D. Bursche am 17. Mai 1936. Am 1 Geburtstage der neuen Kirche schenkte die Muttergemeinde Bełchatów ihre Tochtergemeinde die Vater-Unser-Glocke.
W Zelowie i okolicach (powiat łódzki) dzisiaj
„Cztery lata temu, dzięki naszym skromnym siłom i pomocy Bożej, odnowiliśmy kościół im. Gustawa Adolfa w Zelowie (gazeta „Heimatbote” w numerze 8/1950 opublikowała zdjęcie tego kościoła, który został poświęcony dopiero w 1936 roku – przyp. red.) i udało nam się osiągnąć jeszcze więcej niż zniszczono w 1945 roku, ponieważ zainstalowaliśmy również oświetlenie elektryczne i oszkliliśmy okna w wieży. Wielu naszych wrogów podziwia naszą pracowitość i poświęcenie. Jest ich tak wielu i mają własny i nasz majątek – a nie robią nic w swoich kościołach. Dziękujemy Panu, że pomógł nam tak bardzo, że od kilku lat mamy już nasz własny, ukochany kościół. Największą radość sprawia mi nauczanie młodzieży. Dziękuję Bogu, że daje mi do tego ochotę i pomaga mi w tym, ponieważ sam nie byłbym w stanie tego zrobić. Całkiem przypadkowo znalazłem w starej szafie książkę z przykładami kazań, która bardzo mi się przydaje. W ostatnie święta Bożego Narodzenia otrzymałem od pana pastora w prezencie książkę „Kazania na nabożeństwa dla dzieci”, która sprawiła mi ogromną radość, ponieważ nie muszę już sam układać kazań i oszczędza mi to wysiłku. Dwa lub trzy razy w miesiącu na nabożeństwo przychodzi pastor z Piotrkowa, który za każdym razem prowadzi również spotkania młodzieżowe, lekcje religii i przygotowuje młodzież do bierzmowania. Wszystko, łącznie z nabożeństwem, odbywa się w języku polskim. Nie wiem, czy jest to nakaz z góry. Również w kościele reformowanym znany jest tylko język polski.
Z jeszcze jednego szczególnego powodu trudno jest tutaj prowadzić nabożeństwa w języku niemieckim. Nasze dzieci i młodzież słabo rozumieją niemiecki, ponieważ od 1945 roku prawie wszystkie pracowały u polskich rolników lub gdzie indziej, gdzie przez kilka lat nie słyszały ani jednego niemieckiego słowa i nie mogły chodzić do szkoły. Nasz pastor kilka razy prowadził spotkania młodzieżowe w języku niemieckim i niektórzy zgłosili, że rozumieją niemiecki w zaledwie 50 procentach. Utracona ojczyzna językowa! Poza tym nasza młodzież trzyma się razem, a pastor ostrzega nas przede wszystkim, abyśmy nie chodzili do katolickich stowarzyszeń. Sam przyznaje: „Możemy być dumni z tego, że jesteśmy ewangelikami!”
Nasz pastor, który mieszka w Piotrkowie, oprócz Piotrkowa i Zelowa opiekuje się również Kleszczowem. Jednak parafia jest bardzo mała, a połączenia komunikacyjne do niej są bardzo słabe. Bełchatów liczy zaledwie 22 dusze. W Pawłowie nie mieszka już ani jeden Niemiec, a tych kilku, którzy nie wyjechali, mieszka teraz u nas w Zelowie/Pozdzenicach, które obecnie należy do Zelowa, a tym samym również do Bełchatowa. Nasza parafia Zelów liczy obecnie około 300 dusz.
In Zelow und Umgegend (Bezirk Lodz) heute
"Vier Jahre ist es her, daß wir mit unseren schwachen Kräften und Gottes Hilfe die Zelower Gustav-Adolf-Kirche (der "Heimatboten" hatte in Nr. 8/1950 das Bild dieser erst 1936 eingeweihten Kirche gebracht - d. Red.) renoviert haben und noch mehr schaffen konnten als 1945 zerstört wurde, denn wir haben auch elektrisches licht angelegt und die Fenster im Turm verglast. Viele von den Feinden bewundern unseren Fleiß und Opfer. Ihrer sind so viele und haben eigene und unsere Vermögen - und schaffen nichts in ihren Kirchen. Wir danken dem Herrn, daß er uns soweit geholfen hat, daß wir nun schon einige Jahre unsere eigene liebe Kirche haben. Ich selbst habe am Jugendunterricht die größte Freude. Ich danke Gott, daß Er mir lust dazu gibt und hilft auf diesem Wege, denn von allein könnte ich es nicht tun. Ganz zufällig fand ich in einem alten Schrank ein Buch mit Predigtbeispielen, das mir sehr dienlich ist. Vergangene Weihnachten bekam ich als Geschenk von Herrn Pastor das Buch "Predigten für Kindergottesdienste", das mir die allergrößte Freude bereitet hat, brauche ich doch nun nicht selbst die Predigten zusammensetzen, und ist mir die Mühe erspart. Zum Gottesdienst erscheint zwei- oder dreimal im Monat ein Pastor aus Petrikau, der jedes Mal auch Jugendbund, Religions- und Konfirmandenunterricht abhält. Alles, auch der Gottesdienst wird in polnischer Sprache gehalten, ich weiß nicht, ob es Vorschrift von oben ist. Auch in der reformierten Kirche kennt man nur die polnische Sprache.
Es ist noch aus einem besonderen Grunde schwierig, hier eine kirchliche Stunde in deutscher Sprache abzuhalten. Unsere Kinder ·und Jugendlichen nämlich verstehen schlecht deutsch, waren sie doch ab 1945 fast alle bei polnischen Bauern oder sonstwo im Dienst, wo sie einige Jahre hindurch kein deutsches Wort hörten und zur Schule auch nicht gehen durften. Jugendbund hielt unser Herr Pastor einige Male in deutscher Sprache und da meldeten sich einige, daß sie Deutsch kaum zu 50 Prozent verstehen. Verlorene Muttersprache!! Sonst hält unsere Jugend sehr zusammen, vor allem warnt uns Herr Pastor; daß wir nicht in katholische Gesellschaften gehen. Er bekennt selbst: "Wir können stolz darauf sein, daß wir Evangelische sind!"
Unser Pastor, der seihen Wohnsitz in Petrikau hat, betreut außer Petrikau und Zelow noch Kleszczow. Doch ist die Gemeinde sehr klein und die Verkehrsverbindung nach dort äußerst schlecht. - Belchatow zählt bloß noch 22 Seelen. In Pawlow wohnt kein einziger Deutscher mehr, die paar, die nicht rausgefahren sind, wohnen jetzt bei uns in Zelow/Pozdzenice gehört heute gleichfalls zu Zelow, somit auch Belchatow. Unsere Gemeinde Zelow zählt zur Stunde noch etwa 300 Seelen.
Założenie gminy i pierwszy kościół
W miarę jak w ciągu lat między Wisłą a Drwęcą powstawały kolejne niemieckie osady, w 1793 roku założono ewangelicko-luterańską gminę Lipno. Jej pierwszym duszpasterzem został pastor P a s t e n a c y. Początkowo mieszkał on w osadzie Białowierzyn, położonej 4 km na południe od miasta. Czy miał tam również miejsce do sprawowania nabożeństw, czy też po prostu odprawiał je w salach modlitewnych gmin kantoralnych, pozostaje tajemnicą przeszłości. Być może miał on tylko bardzo skromne mieszkanie, podobnie jak później jego sąsiad, pastor T a c h t e r m a n n w Ossuwce, który mieszkał w jednym pokoju w wiejskim domu i musiał przechodzić przez kuchnię gospodarza, aby dostać się do swojego pokoju.
Niemieckie rodziny nadal przybywały do miasta Lipno. Wśród nich byli farbiarze tkanin, tacy jak Musalf, Gutekunst, Blechert i inni, którzy wkrótce zgromadzili pokaźny majątek. Postanowiono więc przenieść siedzibę pastora właśnie tutaj.
Pastor Pastenacy kupił dwa domy na skraju Nowego Pierścienia, gdzie wówczas stał jeszcze potężny wiatrak, którego długie skrzydła obracały się na wietrze. Jeden z nich został zaadaptowany na plebanię. Teraz członkowie parafii mieli znacznie łatwiejszy dostęp do pastora. Ponieważ nowa parafia nie miała kościoła, postanowiono wkrótce go zbudować. Miejsce budowy wybrano pomiędzy dwoma zakupionymi domami.
I tak powstał pierwszy kościół – skromna świątynia z wieżyczką dachową, która ledwo wystawała ponad dachy okolicznych domów. Ale srebrzystym dźwiękiem mały dzwonek wzywał stamtąd do modlitwy i chwalenia Boga.
Zdjęcie tej świątyni widzieliśmy w grudniowym numerze Heimatboten na stronie 7. Wkradł się tam jednak błąd. Zdanie „Poświęcony dokładnie 100 lat temu” odnosi się bowiem do drugiego kościoła, który stoi do dziś przy Nowym Ringu w Lipnie i został poświęcony 8 grudnia 1868 roku. Pierwszy kościół jest znacznie starszy i po wybudowaniu drugiego został przekształcony w dom parafialny.
Drugi kościół
„Gdy w mieście i okolicy osiedlało się coraz więcej Niemców, skromny kościół okazał się zbyt mały. Nie był w stanie pomieścić wiernych w dni świąteczne. Konieczne było więc zakupienie działki przy plebanii, aby wybudować nowy kościół.
Działka była piaszczystym wzgórzem i najpierw trzeba było ją zrównać i wyrównać. W tym celu pastor podczas nabożeństwa wezwał rolników, aby przyjechali z końmi i wozami, i wyznaczył na to konkretny dzień. Wzywając ich, nie miał najmniejszego pojęcia, że wybierając ten dzień, popełnił wielki błąd. Miało się to jednak okazać właśnie tego konkretnego dnia. Kiedy bowiem tego ranka leżał jeszcze w łóżku, już o świcie z wszystkich stron zjeżdżały się wozy chłopskie z miasta Lipno. Kiedy wstał, aby wyjrzeć przez okno na plac budowy kościoła, nie wierzył własnym oczom: na całej działce budowlanej stały ciasno upakowane wozy chłopskie, a część z nich nawet na Nowym Pierścieniu. Również młynarz z Neuen Ring patrzył zdziwiony, drapiąc się za uszami pokrytymi mąką, ze swojego wysokiego młyna na wiele wozów, które sterczały ciasno ustawione wokół jego młyna. Zastanawiał się, co rolnicy tu robią, skoro nie był to dzień jarmarku. Ojciec autora tych słów był wśród nich jako 15-letni chłopiec z koniem i wozem. Wtedy pastor zawołał do tłumu, że część wozów powinna wrócić do domu i przyjechać ponownie następnego dnia. Ale nikt nie chciał wracać do domu. Każdy chciał być pierwszym przy rozpoczęciu budowy nowej świątyni.
Dzięki takiemu zapałowi budowa kościoła postępowała szybko. 8 grudnia 1868 roku świątynia została poświęcona.
Wyświęcenie 8 grudnia 1868 r. miał przeprowadzić superintendent diecezji Plocker, dr teologii Ignaz von Boerner. Jednak gdy przybył przez Włocławek, na Wiśle panowały tak silne lody, że nie mógł przeprawić się łodzią. Musiał zawrócić i zrezygnować z wyświęcenia.
Pastorzy, którzy przybyli na wielką uroczystość, nie wiedzieli, co mają zrobić. W ten sposób lokalny duchowny Rondthaler, budowniczy nowego kościoła, dokonał jego poświęcenia. Musiał szybko improwizować kazanie i zacytował słowa z Ewangelii Łukasza 19, 5: „Dziś muszę zatrzymać się w twoim domu”. Nad portalem umieścił tablicę z datą poświęcenia.
Kościół poświęcony 100 lat temu do dziś stanowi ozdobę miasta Lipno. Swoją wysoką, spiczastą wieżą góruje nad miastem i rozciąga się daleko na płaskie tereny, przez które wije się rzeka Mien niczym wąska srebrno-niebieska wstęga, napędzając koła kilku młynów wodnych. Podniosłym widokiem było zawsze, gdy trzy dzwony rozbrzmiewały melodyjnym akordem nad miastem i okolicą.
Organy w tym kościele są darem braci Walter. Ołtarz i ambona są białe i bogato zdobione złotem. Wzrok każdego, kto wchodzi do świątyni, kieruje się najpierw na duży obraz ołtarzowy namalowany olejem, przedstawiający Chrystusa na krzyżu. Nad ołtarzem świeci okrągłe okno z pięknymi witrażami, z barankiem paschalnym pośrodku.
Po poświęceniu nowego kościoła stary został przebudowany na dom parafialny. Znajdowała się tu sala lekcyjna niemieckiej szkoły, mieszkanie kantora, sala dla konfirmantów i kancelaria kościelna. Mały dzwonek przeniesiono na cmentarz miejski, gdzie z wieżyczki nad domem grabarza ogłaszał pogrzeby zmarłych.
(ciąg dalszy nastąpi)
Ołtarz kościoła ewangelicko-luterańskiego w Lipnie
Kto może policzyć wszystkich, którzy klękali przed tym ołtarzem, aby przyjąć Komunię Świętą?!
Der Altar der ev.-luth. Kirche in Lipno
Wer kann all diejenigen zählen, die an diesem Altar gekniet haben, um das Heilige Abendmahl zu empfangen?!
Gemeindegründung und erste Kirche
Als im Laufe der Jahre zwischen Weichsel und Drewenz noch mehr deutsche Siedlungen entstanden, wurde im Jahre 1793 die evangelisch-lutherische Gemeinde Lipno gegründet. Ihr erster Seelsorger wurde Pastor P a s t e n a c y. Er hatte anfangs seinen Wohnsitz in der 4 Kilometer südlich der Stadt gelegenen Siedlung Bialowierzyn. Ob er dort auch einen gottesdienstlichen Raum hatte oder lediglich in den Betsälen der Kantoratsgemeinden Gottesdienste hielt, deckt der Schleier der Vergangenheit in stilles Schweigen. Möglich, daß er nur ein ganz bescheidenes Unterkommen hatte, wie später sein Nachbar, Pastor T a c h t e r m a n n in Ossuwka, der in einem Bauernhaus nur eine Stube bewohnte und zudem noch durch die Küche des Bauern gehen mußte, um in sein Zimmer zu gelangen.
Noch und noch kamen deutsche Familien auch in die Stadt Lipno. Unter ihnen waren Tuchfärber wie Musalf, Gutekunst, Blechert und andere, die es bald zu einem ansehnlichen Vermögen brachten. Und so entschloß man sich, den Wohnsitz des Pfarrers nach hier zu verlegen.
Pastor Pastenacy kaufte am Rande des Neuen Ringes, auf dem damals noch eine wuchtige Windmühle stand und ihre langen Flügel im Winde drehte, zwei Häuser. Eines davon wurde als Pfarrhaus eingerichtet. Es war nun für die Gemeindeglieder viel einfacher, den Pfarrer zu erreichen. De ober die neue Gemeinde ohne Kirche war, wurde beschlossen, diese bald zu bauen. Den Bauplatz erwählte man zwischen den beiden gekauften Häusern.
Und so wurde die erste Kirche errichtet - ein schlichtes Gotteshaus mit einem Dachreitertürmchen, das kaum über die umliegenden Hausdächer hinausschaute. Aber mit silberhellem Klang rief das kleine Glöcklein von dort oben zur Andacht und zum lobe Gottes.
Das Bild dieses Gotteshauses sahen wir in der Dezembernummer des Heimatboten auf der 7. Seite. Es hatte sich da auch ein Fehler eingeschlichen. Die Zeile "Vor genau 100 Jahren eingeweiht" trifft nämlich erst auf die zweite Kirche zu, die noch heute am Neuen Ring in Lipno steht und am 8. 12. 1868 ihre Einweihung erlebte. Jene erste ist viel älter und wurde nach dem Bau der zweiten zum Gemeindehaus umgebaut.
Die zweite Kirche
"Als sich in der Stadt und Umgebung immer mehr Deutsche ansiedelten, erwies sich die schlichte Kirche als viel zu klein. Sie konnte an Festtagen die Gläubigen nicht mehr fassen. Und so mußte ein Grundstück gekauft werden, das am pfarrhaus log, um eine neue Kirche zu bauen.
Des Grundstück war ein sandiger Hügel und mußte erst abgetragen und eingeebnet werden. Hierzu rief der Pastor in einem Gottesdienst die Bauern auf, mit pferd und Wagen zu kommen, und er bestimmte dazu einen Tag. Und hier, bei diesem Aufruf, ahnte er es nicht im geringsten, daß er mit diesem einen Tag einen großen Fehler beging. Das sollte er aber noch an diesem bestimmten einen Tag erfahren. Denn als er an diesem Tagesmorgen noch im Bett lag, da rollten schon in aller Herrgottsfrühe von allen Seiten die Bauernwagen der Stadt Lipno zu. Als er aufstand, um aus dem Fenster auf den Kirchbauplatz zu schauen, da traute er seinen Augen nicht: Auf dem ganzen Baugrundstück standen dicht gedrängt die Bauernwagen, ein Teil sogar auf dem Neuen Ring. Auch der Windmüller auf dem Neuen Ring schaute verdutzt und sich hinter den mehlbestaubten Ohren kratzend von seiner hohen Bockmühle auf die vielen Wagen, die da dichtgedrängt um seine Mühle standen. Er wunderte sich, da es doch gerade kein Jahrmarktstag war, was die Bauern hier wollten. Der Vater des Schreibers dieser Zeilen war als 15 jähriger Junge mit pferd und Wagen unter ihnen. Nun rief der Pastor in die Menge, daß ein Teil der Wagen nach Hause fahren und am nächsten Tage wiederkommen sollte. Aber keiner wollte heimfahren. Jeder wollte der erste beim Beginn des neuen Kirchbaues sein.
Bei solchem Eifer schritt der Kirchbau auch schnell voran. Am 8. Dezember 1868 konnte das Gotteshaus eingeweiht werden.
Die Einweihung am 8. 12. 1868 sollte eigentlich der Superintendent der Plocker Diözese, D. theol. Ignaz von Boerner, vollziehen. Als er aber über Wloclawek anreiste, war dort aus der Weichsel ein so starker Eisgang, daß er mit dem Kahn nicht übergesetzt werden konnte. Er mußte umkehren und auf die Einweihung verzichten.
Die zu der großen Feier erschienenen Pastoren wußten nicht, was sie tun sollten. So kam es dazu, daß der Ortsgeistliche Rondthaler, Erbauer des neuen Gotteshauses, dieses auch einweihte. Er mußte geschwind eine Predigt "vom Zaun brechen", und nahm dazu das Wort aus Lukas 19, 5: "Ich muß heute in deinem Hause einkehren". Ueber dem Portal befestigte er eine
Tafel mit dem Einweihungsdatum.
Die vor 100 Jahren eingeweihte Kirche ist noch heute eine Zierde der Stadt Lipno. Mit ihrem hohen spitzen Turm schaut sie weit über die Stadt hinaus ins flache Land, durch welches sich der Fluß Mien wie ein schmales silberblaues Band dahinschlängelt und das Räderwerk einiger Wassermühlen in Bewegung setzt. Erhebend war es immer, wenn die drei Glocken im melodischen Akkord über die Stadt und das Land läuteten.
Die Orgel dieser Kirche ist ein Geschenk der Brüder Walter. Der Altar und die Kanzel sind weiß und tragen reichliche Goldverzierungen. Der Blick eines jeden, der das Gotteshaus betritt, wird zuerst auf das in Oel gemalte große Altarbild gelenkt, das Christus am Kreuz darstellt. Ueber dem Altar leuchtet in schönen Glasfarben das runde Fenster mit dem Osterlamm in der Mitte.
Nach der Einweihung der neuen Kirche wurde die alte zum Gemeindehaus umgebaut. Hier befand sich dann der Klassenraum für die deutsche Schule, die Wohnung für den Kantorlehrer, der Konfirmandensaal und die Kirchenkanzlei. Die kleine Glocke wurde auf den Stadtfriedhof gebracht, wo sie vom Türmchen auf dem Totengräberhaus die Verstorbenen zu Grabe läutete.
(Fortsetzung folg)
Uratowany przed całkowitym zniszczeniem
Kleszczów. Nieliczni wyznawcy w miejscowości Kleszczów, położonej między Bełchatowem a Zelowem w powiecie Łask, udowodnili, że nawet niewielka grupa może uratować świątynię. Kościół ewangelicki w tej miejscowości zaczął już zagrażać przechodniom. W związku z tym rada powiatu zarządziła natychmiastową naprawę. Pomoc nadeszła z zagranicy i praktycznie wszyscy członkowie gminy przez trzy miesiące pracowali w swoim wolnym czasie, aby naprawić wieżę i dach oraz wzmocnić poluzowane fundamenty. Udało się. Kościół, w którym tłum wybił wszystkie szyby, został również oszklony, a z sąsiedniej gminy, która już dawno przestała istnieć, sprowadzono ławki, ponieważ wszystkie zostały skradzione. Wnętrze kościoła wymaga oczywiście jeszcze wielu napraw, zanim będzie można ponownie odprawiać tu nabożeństwa ku czci Boga. Ale nasi współwyznawcy są na najlepszej drodze i na początku 1962 roku chcą również ogrodzić na nowo teren kościoła.
Vor völligem Verfall gerettet
Kleszczow. Die wenigen Glaubensgenossen in dem zwischen Belchatow und Zelrów im Kreise Lask gelegenen Kleszczow stellten unter Beweis, daß auch ein kleines Häuflein ein Gotteshaus retten kann. Von der evangelischen Kirche des Ortes begannen bereits Vorübergehender zu gefährden. Da ordnete der Kreisvolksrat die unverzügliche Reperatur an. Hilfe aus dem Ausland kam, und praktisch alle Gemeindeglieder arbeiten drei Monate lang in ihre freien Zeit mit, um Turm und Dach auszubessern und die locker gewordenen Fundamente festzumachen. Es gelang. Die Kirche, in der Pöbel alle Scheiben ausgeschlagen hatte, wurde auch aufs verglast, und aus einer Nachbargemeinde, die längst nicht mehr besteht, wurden Bänke geholt, denn die waren alle gestohlen. Das Kircheninnere bedarf freilich noch vieler Reparaturen, ehe es möglich ist, hier wieder Andachten zur Ehre Gottes zu halten. Aber unsere Glaubensgenossen sind auf dem besten Wege, und zum Jahresanfang 1962 wollen sie das Kirchengrundstück auch neu umzäunen.
Na tym kończy się artykuł o Boguchwale. Zobacz także numery 10 i 11/1977.
Do parafii szkolnej i kantoralnej Boguchwała należeli Niemcy z miejscowości Boguchwała, Cztery-Włóki, Gorzeszyn-Duży, Gorzeszyn-Mały, Osiek, Budki i Malanówko.
Kantorat należał do parafii Sierpc. W kantoracie działał chór trąbkowy i chór mieszany.
Być może rzadkością w naszej dawnej ojczyźnie było to, że z tak małej gminy kantoralnej, jaką była Boguchwała, wywodziło się czterech nauczycieli. Byli to: bracia Julius i Gustav Prill, Gustav Schlachter i Albert Prill. Z nich żyje już tylko ten ostatni.
Spośród nauczycieli kantora, którzy pracowali tutaj w Boguchwale, należy wymienić następujących: Albert Bessel, Daniel Retz, Gottlieb Scherp, August Ferchau, Edwin Stoy, Eduard Jabs, Adolf Tomm, Samulewitsch, Hermann Tomm, Hirsch oraz polski nauczyciel o niemieckim nazwisku Josef Fisch. W ostatnim okresie przed 1939 r. językiem wykładowym w szkole był język polski. Ostatni nauczyciele nie pracowali tu długo. Podczas II wojny światowej, podobnie jak w wielu innych szkołach, uczyła tu dziewczyna z Arbeitsdienst (służby pracy).
Przed II wojną światową parafia kantorska zleciła piękne pomalowanie swojej kaplicy. Wchodząc do świątyni rozjaśnionej tak pięknymi, jasnymi kolorami, widz musiał wyznać słowami psalmisty: „Jakże miłe są Twoje mieszkania, Panie Zebaoth! Psalm 84,2”. Już wiele lat temu powiększono również cmentarz.
W ostatnich latach przed II wojną światową, a także w jej trakcie, nabożeństwa czytane były na zmianę przez kantora Adolfa Stockmanna i jego syna Bertolda. Podczas II wojny światowej Boguchwała otrzymała niemiecką nazwę Gottlob.
Boguchwała dzisiaj
Kiedy w mroźne styczniowe dni 1945 r. burza wojenna dotarła również do Boguchwala, niosąc ze sobą strach i przerażenie, niemieckie życie zostało tutaj zniszczone jednym ciosem. Ciężko załadowane wozy rolnicze wyruszyły w pośpiechu na ucieczkę. Po pokrytych głębokim śniegiem drogach powoli i mozolnie zmierzały na zachód, do nieokreślonego celu. W tyle pozostały pokryte grubą warstwą śniegu pola, które niegdyś niemieccy osadnicy z takim trudem uczynili urodzajnymi. W tyle pozostały również zbudowane z wielkim wysiłkiem gospodarstwa rolne i piękna kaplica. Kilka kobiet, które pozostały z dziećmi, zostało wysiedlonych po tym, jak przeszły przez wiele ciężkich doświadczeń. Dzisiaj mieszka tam tylko jeden rolnik pochodzenia niemieckiego. Wszyscy inni żyją teraz jak plewy rozwiane przez wiatr, rozproszeni gdzieś po całym świecie.
Po 1945 roku kaplicę ozdobiono obrazami świętych i poświęcono jako kościół katolicki przez duchownego z Ligowa. Później jednak kaplicę rozebrano. Z pozyskanych materiałów budowlanych wzniesiono mały dom mieszkalny, a budynek szkolny powiększono i przebudowano na szkołę dwuklasową.
Dzwon przeniesiono do sąsiedniej wsi Ligowo. Tam bije z wysokiej wieży dwuwieżowego dużego kościoła katolickiego. Przy sprzyjającym wietrze jego dźwięki cicho docierają do dawnej niemieckiej osady Boguchwała i jej cmentarza, gdzie całkowicie wybrzmiewają. Wieża dzwonnicza została rozebrana, a drewno prawdopodobnie wykorzystano jako opał.
Kiedy w 1975 roku ktoś odwiedził swoje miejsce urodzenia i ojczyznę Boguchwałę, zastał osadę wymarłą. Niektóre gospodarstwa zniknęły, a inne popadły w ruinę. Część piaszczystych pól uprawnych została obsadzona lasem sosnowym. Cmentarz został ogrodzony siatką drucianą, ale brakuje już bramy wejściowej. Jest bardzo zarośnięty krzakami osiki, tak że można wejść na niego tylko z wielkim trudem.
Tak spoczywają teraz niemieccy osadnicy, którzy ciężką pracą uczynili tę ziemię urodzajną, aby stworzyć sobie nową ojczyznę. Latem wiatr szumi w drżących liściach osiki, a jesienią i zimą zawsze tak zimna burza w nagich gałęziach śpiewa melancholijną melodię o przemijalności wszystkiego, co ziemskie.
Otto Lange, Nienburg
dawniej Plock i Lipno.
Hiermit wird der Artikel über Boguchwala Beendet. Siehe auch die Folgen, in den Nummern 10 und 11/1977.
Zur Schul- und Kantoratsgemeinde Boguchwala gehörten die Deutschen aus den Ortschaften Boguchwala. Cztery-Wl
uki, Gorzeszyn-Duży, Gorzeszyn-Mały, Osiek, Budki und Malanówko.
Das Kantorat gehörte zur Kirchengemeinde Sierpc. Im Kantorat bestand ein Posaunenchor und ein gemischte Gesangchor.
Es mag wohl eine Seltenheit in unserer alten Heimat gewesen sein, daß aus solch einer kleinen Kantoratsgemeinde, wie es Boguchwała war, 4 Lehrer hervoragegangen sind. Es waren dies: Die Brüder Julius und Gustav Prill, Gustav Schlachter und Albert Prill. Von ihnen lebt nur noch der zuletzt genannte.
Von den Kantorlehrern, die hier in Boguchwala tätig waren, seien folgende genannt: Albert Bessel. Daniel Retz, Gottlieb Scherp, August Ferchau, Edwin Stoy, Eduard Jabs, Adolf Tomm, Samulewitsch, Hermann Tomm, Hirsch und der einen deutschen Namen tragende polnische Lehrer Josef Fisch. Die Schule hatte in letzter Zeit vor 1939 die polnische Unterichtssprache. Die letzten Lehrer waren hier nicht lange tätig. Im 2. Weltkrieg unterrichtete hier, wie an fielen anderen Schulen auch, ein Mädchen vom Arbeitsdienst.
Vor den zweiten weltkrieg ließ die Kantoratsgemeinde ihre Kapelle sehr schön ausmalen. Betrat man jetzt das in so schönen hellen Farben strahlende Gotteshaus, dann mußte der Beschauer mit den Worten des Psalmisten bekennen:"Wie lieblich sind deine Wohnungen. Herr Zebaoth! Psalm 84,2". Vor Jahren schon war auch der Friedhof vergrößert worden.
In den letzten Jahren vor dem 2. Weltkrieg und auch während desselben wurden die Lesegottesdienste vom Kantoratsvorsteher Adolf Stockmann und seinem Sohn Bertold abwechselnd gehalten. Im 2. Weltkrieg bekam Boguchwala den deutschen Namen Gottlob.
Boguchwala heute
Als in den eissigen Januartagen 1945 der Kriegssturm auch nach Boguchwala heranbrauste und Angst und Schrecken mit sich brachte, da wurde auch hier das deutsche Leben mit einem Schlag ausgelöscht. Mit schwerbeladenen Bauernwagen macht man sich eilend auf auf die Flucht. Auf tiefverschneiten Wagen ging es nun langsam und mühsamigen Westen, einem umbestimmten Ziele zu. Zurück blieben die mit hohem Schnee warm zugedeckten Felder, die einst die deutschen Siedler mit so viel Schweiß urbar gemacht hatten. Zurück blieben auch die mit so viel Mühe erbauten Bauernhöfe und die schöne Kapelle. Einige noch zurück gebliebene Frauen mit ihren Kindern wurden ausgewiessen, nachdem sie noch sehr viel Schweres durchgemacht hatten. Heute ist dort nur ein deutschstämmiger Bauer. Alle anderen leben jetzt wie vom Winde verwehte Spreu, weit zerstreut irgendwo in der Welt.
Nach 1945 wurde die Kapelle mit Heiligenbildern geschmückt und vom kathol. Geistlichen aus Ligowo als katholisches Gotteshaus geweiht. Später aber wurde die Kapelle abgetragen. Aus dem gewonnenen Baumaterial wurde ein kleines Wohnhaus erbaut und das Klassenhaus vergrößert und zu einer zweiklassigen Schule ausgebaut.
Die Glocke wurde nach dem bebachbarten Kirchdorf Ligowo gebracht. Dort läutet sich von dem einen hohen Turm der doppeltürmigen großen katholischen Kirche. Dann klingen ihre Töne bei günstigem Luftzug leise herüber nach der einstigen deutschen Siedlung Boguchwala und ihrem Friedhof und verhallen hier vollends. Der Glockenturm ist abgebrochen worden und das Holz hat man wahrscheinlich als Brennholz genutzt.
Als einer 1975 seinen Geburst- und Heimatort Boguchwala besuchte, fand er die Siedlung wie ausgestorben vor. Manche Gehöfte fehlen und andere sind inzwischen baufällig geworden. Ein Teil der sandigen Ackerfelder sind mit Kiefernwald bepflantz worden. Der Friedhof ist mit Maschendrath eingezäunt worden, aber es fehlt schon die Eingangspforte. Es ist sehr stark mit Espengestrüpp überwuchert, so daß man ihn nur mit großer Mühe betreten kann.
So ruhen nun die deutsche Siedler, die dort in harter, schwerer Arbeit das Land urbar machten, um sich eine neue Heimat zu schaffen. Im Sommer rauscht der Wind in den zitternden Espenblättern eine lispelnde Weise und im Herbst und Winter klagt der immer so kalte Sturm in dem kahlem Geäst eine wehmütige Melodie von der Vergänglichkeit alles Irdischen.
Otto Lange, Nienburg
früher Plock und Lipno.
-
SPOŁECZNOŚĆ SZKOLNA I KANTORSKA BOGUCHAŁA / GOTTLOB
W tym artykule Otto Lange opisuje, jak trudne było życie niemieckich osadników, którzy wyruszyli na wschód, aby tam zagospodarować ziemię i stworzyć sobie nową ojczyznę. Podobnie jak w osadzie Boguchwała, tak samo było w wielu innych osadach niemieckich imigrantów na ziemiach polskich.
Budowa domu modlitwy i szkoły
Wraz z powstaniem małej osady Cztery-Włuki znacznie powiększyła się cała osada Boguchwała. W ten sposób w 1853 roku osadnicy zbudowali szkołę i dom modlitwy. Budynek szkoły, zbudowany z sosnowych bali, był niewielki. Na jednym końcu znajdowało się małe mieszkanie nauczyciela, a na drugim sala lekcyjna. Dom modlitwy, również zbudowany z sosnowych bali, był niewielką chatą położoną między szkołą a cmentarzem. Wyglądał bardzo skromnie i prosto. Można było z pełnym prawem powiedzieć: „Oto dom Boży wśród ludzi!” (Ap 21,3). Ale osadnicy stworzyli sobie miejsce, w którym mogli gromadzić się w niedziele i święta, aby czerpać z Bożego słowa pocieszenie i siłę do ciężkiej i pełnej trudów codzienności. Jakże droga i cenna była dla nich ta święta „chata”!
Dzwon
Parafia kantorska w Boguchwale posiadała piękny, duży dzwon. Jego dźwięk zawsze rozbrzmiewał uroczyście z drewnianej wieży w rozproszonej osadzie, gdy w sobotę wieczorem zwiastował nadejście niedzieli, w niedziele i święta zapraszał wiernych do kościoła, a swoim smutnym dźwiękiem towarzyszył zmarłym w drodze do ostatniego spoczynku. Powodem powstania tego dzwonu było bardzo osobliwe wydarzenie.
Rolnik Hein stracił żonę. Bardzo martwił się, czy jego zmarła żona odeszła w błogosławieństwie. Szczególnie zajmowało go to pytanie, gdy siedział przy ciepłym piecu w swojej izbie podczas długich zimowych wieczorów. Wtedy wpadł na pomysł, że posadzi dąb na grobie swojej zmarłej żony, a jeśli będzie on pięknie rosnąć, będzie to znakiem, że jego żona zmarła w błogosławieństwie. Kiedy stopniał śnieg i ziemia rozmroziła się, rolnik Hein udał się na cmentarz i posadził dąb przy grobie swojej żony. Podczas sadzenia nagle przyszła mu do głowy myśl, aby obok grobu swojej żony, w miejscu, gdzie w przyszłości będzie znajdował się jego własny grób, posadzić jeszcze jeden dąb. A jeśli ten również wyrośnie, będzie to znak, że on również umrze w błogosławieństwie. I tak posadził drugi dąb.
Wiosną Hein często przychodził na cmentarz, aby sprawdzić, czy posadzone dęby rosną. Był bardzo szczęśliwy, gdy zobaczył, że dąb przy grobie jego żony zazielenił się. A latem jego gałęzie były już gęsto pokryte błyszczącymi, ciemnozielonymi liśćmi. Teraz głęboko wierzył, że jego żona zmarła w błogosławieństwie. Ale teraz, w tej swojej wielkiej radości, musiał zauważyć, że dąb posadzony przy jego przyszłym grobie nie zazielenił się. Przez całe lato stał bez liści. Bardzo go to zasmuciło. Stał się poważnym, cichym człowiekiem i dużo modlił się o zbawienie swojej duszy. Następnej wiosny zauważył z wielką radością, że ten dąb również zaczął zielenić się. Liście pozostawały jednak małe i mizerne. W ciągu następnych lat drzewo rosło coraz piękniej, ale pozostawało znacznie mniejsze niż to przy grobie żony.
Z wielkiej radości i wdzięczności, że oba dęby rosły, a tym samym zapewniły zbawienie jego duszy i duszy jego żony, ofiarował Bogu na cześć piękny, duży dzwon. Drewniana dzwonnica została zbudowana przez gminę kantoralną. Na cmentarzu stały jednak nierówne dęby, świadczące o hojności ofiarodawcy dzwonu.
Budowa kaplicy i inne sprawy
Z biegiem lat gmina kantoralna znacznie się powiększyła dzięki osiedleniu się kilku niemieckich rodzin. Okazało się, że konieczna jest rozbudowa domu modlitwy, który popadł w ruinę. Dzięki wielkim poświęceniom zbudowano przestronną, masywną kaplicę z sklepieniem i emporą. Stała się ona sercem gminy kantoralnej.
Wraz ze wzrostem liczby uczniów stara sala lekcyjna stała się zbyt mała. Przekazano ją nauczycielowi jako salon, a w okresie międzywojennym zbudowano bardzo przestronny budynek szkolny. Nie powstał on jednak na terenie szkoły, lecz na działce, którą rolnik Adolf Stockmann podarował gminie ze swoich pól uprawnych. Była ona do tego celu dobrze przystosowana, ponieważ znajdowała się w pobliżu szkoły.
Przed II wojną światową dzwon podarowany przez Heina pękł. Został wysłany do odlewni dzwonów, gdzie został przetopiony, a następnie zakupiono nowy.
DIE SCHUL- UND KANTORATSGEMEINDE BOGUCHALA / GOTTLOB
Landsmann Otto Lange schildert in diesen Artikel, wie schwer er unsere deutschen Siedler hatten, als sie nach dem Osten zogen und dort das Land urbar machten, um sich eine neue Heimat zu schaffen. So wie in der Siedlung Boguchwała war es ja auch in vielen anderen Siedlungen der deutschen Einwanderer im polnischen Land.
Bethaus und Schule werden
erbaut
Durch die Entstehung der kleiner
Siedlung Cztery-Wluki hatte sich die gesamtsiedlung Boguchwała bedeutend
vergrösert. Und so erbauter die Siedler im Jahre 1853 die Schule und das
Bethaus. Das aus Kiefernbohlen erbaute Schulhaus war nur klein. Auf einem Ende
befand sich die kleine Lehrerwohnung und auf dem andern Ende der Klassenraum.
Ab Bethaus wurde, ebenfalls aus Kiefernbohlen, zwischen Schulhaus und Friedhof
ein kleines Häuschen errichtet. Es machte einen sehr bescheidenen und
schlichten Eindruck auf den Betrachter. Mit vollem Recht konte man davon sagen;
.,Siehe da, die Hütte Gottes bei den Menschen !"(Offenbarung 2l,3). Aber
die Siedler hatten sich hiermit eine Stätte errichtet, an der sie sich an den
Sonn-und Festtagen versammeln konnten, um von hier aus dem Worte Gottes sich
Trost und Stärkung für den schweren und so mühereichen Alltag zu holen. Wie
lieb und wert war ihnen diese heilige ,,Hütte"!
Die
Glocke
Die Kantoratsgemeinde Boguchwała
war im Besitz einer schönen großen Glocke. Ihr Geläute klang immer so feierlich
von hölzernen Turm durch die Streusiedlung, wenn sie am Samstag abends den
Sonntag einläutete an Sonn- und Festtagen die Gemeinde ins Gotteshaus einlud
und die Heimgegangen mit ihren Trauerklängen auf dem Wege zur letzten Ruhe
begleitete. Diese Glocke veranlaßte, war eine sehr eigenartige Begebenheit.
Dem Bauern Hein war die Ehefrau
gestorben. Er machte sich viele ernste Sorgen darüber, ob seine heimgegangene
Frau auch selig gestorben sei. Besonders viel beschäftigte er sich mit dieser
Frage wenn er an den langen Winterabenden in sejner Stube am warmen Ofen saß.
Hierbei kam ihm der Einfall, er werde an den Grabeshügel sejner verstorbenen
Ehefrau eineche pflanzen, und wenn sie schön wachsen wirdso soll dies ein
Zeichen dafür sein, daß seine Frau selig gestorben ist. Als die Schneeschmelze
vor war und der Erdboden aufgetaut, ging der Bauer Hein auf den Friedhof und flantze
dort am Grabe seiner Frau die Eiche. Beim Pflanzen kam ihm plötzlich der
Gedanken, neben den Grabeshügel seiner Frau dort wo in Zukunft sein eigenes
Grab sich befinden wird, auch noch eine Eiche zu pflanzen. Und wenn auch diese wachsen
wird, so soll auch dieses ein Zeichen sein, daß auch er einst selig sterben
werde. Und so pflanzte er die zweite Eiche.
Im Frühling kam Hein oft auf den Friedhof, um nachzusehen, ob die gepflantzen Eichen wachsen. Seine Freude war groß, als er sah, daß die Eiche am Grab seiner Frau grünte. Und im Sommer waren ihre Zweige bereits dicht mit glänzenden tiefgrünen Blättern bedeckt. Nun glaubte er ganz fest, daß seine Frau selig gestorben sei. Aber nun mußte er in dieser seiner großen Freunde sehen, daß die gepflanzte Eiche an seinem zukünftigen eigenen Grabe nicht grünte. Den ganzen Sommer stand sie ohne Blätter da. Dies machte ihn sehr traurig. Er wurde ein ernster stiller Mann und betete viel für sein Seelenheil. Im nächsten Frühling bemerkte er zu großen Freude, daß diese Eiche auch zu grünen begann. Die Blätter blieben jedoch nur klein und kümmerlich. Im Laufe der nächsten Jahre wuchs sie zwar immer schöner, aber sie blieb doch bedeutend kleiner als die am Grab der Ehefrau.
Aus großer Freude und Dankbarkeit, daß beide Eichen wuchsen und daher seines und seiner Ehefrau Seelenheils gewiß, spendete er Gott zur Ehre die schöne große Glocke. Der hölzerne Glockenturm wurde von der Kantoratsgemeinde erbaut. Auf dem Friedhof aber standen die ungleichen Eichen und zeugen von dem hochherzigen Glockenspender.
Der Kappelenbau und anderes
Im Laufe der Jahre hatte sich die Kantoratsgemeinde durch die Ansiedlung von einigen deutschen Familien merklich vergrößert. Da erwies sich das als, inzwischen baufällig gewordene Bethaus zu erbauen. Mit großen Opfern wurde eine geräumige massive Kapelle mit gewölbter Decke und einer Empore errichtet. Sie war nun das Herzstück der Kantoratsgemeinde.
Als die Schülerzahl immer größer wurde, war die alte Schulklasse zu klein. Man überließ diese dem Lehrer als Wohnzimmer und es wurde zwischen den beiden Weltkriegen ein sehr geräumiges Klassenhaus erbaut. Dieses wurde aber nicht auf dem Schullande errichtet, sondern auf einem Bauplatz, welchen der Landwirt Adolf Stockmann von seinem Ackerland der Gemeinde schenkte. Er war hierfür gut geeignet, denn er lag dicht an der Schule.
Vor dem 2. Weltkrieg war die von Hein gespendete Glocke gesprungen. Sie wurde in die Glockengießerei eingesandt, dort eingeschmolzen und es wurde eine neue bezogen.
Schluß folgt
Powstaje niemiecka osada
W wyniku długotrwałego i kosztownego procesu właściciel majątku popadł w kłopoty finansowe. Zrezygnował więc z dalszej rozbudowy majątku i postanowił osiedlić na tych terenach leśnych Niemców. W 1847 roku przybyli tu Niemcy z różnych stron i osiedlili się tutaj. Nowo powstała niemiecka osada zachowała nazwę Boguchwała.
Osadnicy przeznaczyli 3 morgi ziemi na szkołę, dom modlitwy i cmentarz. Najpierw przygotowano cmentarz, aby zmarłych można było pochować w ziemi poświęconej Bogu. Ledwie to zrobiono, trzeba było pochować pierwszą zmarłą osobę. Był to osadnik, który zginął w tragicznym wypadku. Podczas uprawiania nowo nabytej ziemi został zabity przez przewracające się drzewo podczas ścinki dużego drzewa leśnego. To było naprawdę bardzo smutne, nagłe zakończenie życia pracowitego osadnika!
Miejscowość Cztery - Włóki / Vier - Hufen
Pomiędzy nowo powstałą osadą Boguchwała a majątkiem ziemskim znajdował się jeszcze las o powierzchni 4 łanów (120 morgów), który również należał do właściciela majątku ziemskiego z Osieka. Postanowił on osiedlić tu również Niemców. W 1852 roku osiedliło się tu 9 Niemców. Osadnicy nadali swojej małej osadzie nazwę Cztery - Włuki. Początkowo mieli własnego sołtysa. Dopiero po latach osadnicy zostali podporządkowani sołtysowi wsi Boguchwała.
Los tych osadników był nieludzko ciężki. Aby stworzyć sobie prowizoryczne schronienie, zbudowali ziemiankę. Była to wykopana w leśnej ziemi jama, nad którą ułożono belki. Na nich ułożono deski, które stanowiły sufit, a następnie krzewy, trawę leśną i mech, tak aby wszystko to tworzyło nieco pochyły dach oparty o ziemię. Następnie wszystko przykryto grubą warstwą piasku. Na małym kominie umieszczono blaszaną rurę, aby dym miał lepszy odpływ.
Taka ziemianka miała tylko dwa pomieszczenia: stodołę i pokój mieszkalny. Do drzwi wejściowych ziemianki prowadził pochyły korytarz. Najpierw wchodziło się do stodoły. Stąd wąskie drzwi prowadziły do pokoju mieszkalnego, gdzie gotowano i spano. Przez małe, wąskie okienko składające się tylko z dwóch szyb do pomieszczenia wpadało tylko skąpe światło. Ponieważ dach ziemianki był bardzo płaski i często grzebały po nim kurczaki w poszukiwaniu robaków, przeciekał, tak że podczas topnienia śniegu i ulewnego deszczu woda kapała do wnętrza chaty przez sufit. Żona jednego z osadników opowiadała, że kiedy stała przy kuchence i gotowała skromny posiłek, woda ciągle kapała jej na głowę. Przez to przeziębiła się i wkrótce zmarła.
Osadnicy w Cztery-Włuki musieli wykonywać bardzo ciężką pracę przy karczowaniu lasu. Ponieważ w Boguchwale las został już wykarczowany w wyniku sprzedaży żydowskiemu handlarzowi drewnem, tutaj trzeba było to dopiero wykonać. Na mocy umowy właściciel majątku w Osieku zastrzegł sobie prawo do drewna. Za pomocą motyki, siekiery i łopaty trzeba było uprawiać glebę leśną, aby następnie zasiać pierwsze zboże. Ileż potu kosztowało usunięcie grubych pniaków i korzeni! Do tego dochodziło to, że wszystkie te ciężkie prace musiały być wykonywane przy bardzo skromnym wyżywieniu. Posiłki składały się z zup z buraków, kaszy gryczanej i kaszy żytniej. Do kaszy żytniej, z której pieczono chleb, dodawano jeszcze otręby, ponieważ inaczej nie wystarczyłaby.
Dopiero gdy największa trudność została pokonana, osadnik zbudował sobie mały dom. Składał się on z jednego pomieszczenia mieszkalnego z spiżarnią, stajnią i stodołą. Wszystko to tworzyło jedną całość pod jednym dachem. Aby zaoszczędzić na kosztach materiałów budowlanych, dom był bardzo niski. Opowiadano o osadniku, który miał 1,78 m wzrostu i musiał chodzić po swoim pokoju zgarbiony, w „pokornej” postawie, aby nie uderzyć głową o belkę stropową. Mimo to był bardzo szczęśliwy i wdzięczny Bogu, że nie musiał już mieszkać „pod”, ale „nad”.
Ciąg dalszy nastąpi.
Es entsteht eine deutsche Siedlung
Durch den langdauernden und kostspieligen Prozeß war der Gutherr in Geldschwierigkeiten geraten. So nahm er von dem weiteren Ausbau des Teilgutes Abstand und entschloß sich, auf diesem Waldgeände Deutsche anzusiedeln. Im Jahre 1847 kamen aus verschiedenen Gegenden Deutsche und siedelten sich hier an. Die neuentstandene deutsche Siedlung behielt den Ortsnamen Boguchwała.
Für Schule, Bethaus und Friedhof bestimmten die Siedler 3 Morgen Land. Zuerst wurde der Friedhof hergerichtet, damit man die Verstorbenen in gottgeweihter Erde zur letzten Ruhe betten konnte. Kaum war dies geschehen, da mußte auch schon der erste Tote hier beerdigt werden. Es war ein Siedler, der durch einen tragischen Unfall ums Leben gekommen war. Als er sein neuerworbens Land urbar machte, war er bei Fällen eines großen Waldbaumes von dem umstürzenden Baum erschlagen worden. Wahrlich, ein sehr trauriges, jähes Ende eines fleißigen Siedlers!
Der Ortsteil Cztery - Włuki / Vier - Hufen
Zwischen der neuentstandenen Siedlung Boguchwała und dem Gut lag noch ein Waldstück in der Größe von 4 Hufen (120 Morgen), welches auch dem Gutsbesitzer von Osiek gehörte. Er beschloß, auch hier Deutsche anzusiedeln. Im Jahre 1852 siedelten sich hier 9 deutsche anzusiedeln. Diese Siedler gaben ihrer kleinen Siedlung den Namen Cztery - Włuki. Sie hatten anfangs ihren eigenen Schulzen. Erst nach Jahren wurden diese Siedler dem Dorfschulzen von Boguchwała unterstellt.
Unmenschlich hart war das Los dieser Siedler. Um ein notdürftiges Unterkommen sich zu schaffen, errichtete man eine Erdhütte. Dies war eine im Waldboden ausgehobene Grube, über die man die Balken legte. Darauf wurden Bretter gelegt, welche die Decke bildeten, und dann Strauch, Waldgras und Moos so, daß dies alles ein etwas schräg abfallendes Dach bildete, das sich auf die Erde lehnte. Dan wurde alles mit einer dicken Schicht Sand zugedeckt. Dem kleinen Schornstein setzte man noch ein Blechrohr auf, damit der Rauch einen besseren Abzug hatte.
Solh eine Erdhütte hatte nur zwei Räume, den Stall und den Wohnraum. Zur Eingangstür der Erdhütte führte ein schrägabfallender Gang. Zuerst kam in den Stall. Von hier führte eine schmale Tür in den Wohnraum, wo auch gekocht und geschlafen wurde. Durch ein kleines, schmales, nur aus zwei Scheiben bestehendes Fensterchen drand nur ein spärlicher Lichstschein in den Raum. WEil das Dach der Erdhütte nur sehr flach lag und daher die Hühner oft darauf nach Würmen suchend herumscharrten, so wurde es undicht, so daß es bei Schneeschmelze und starkem Regen in Innern der Hütte durch die Decke tropfte. Von der Frau eines Siedlers wurde erzählt, daß wenn sie am Herd stand und das karge Essen kochte, es ihr dann ständig auf den Kopf tropfte. Dadurch hatte sie sich eine Erkältung zugezogen, so daß sie bald starb.
Eine sehr harte Rodearbeit mußten die Siedler hier in Cztery - Włuki verrichten. Da in Boguchwała der Wald durch den Verkauf an den jüdischen Holzhändler bereits gerodet war, mußte dieses hier erst ausgeführt werden. Durch Vertrag hatte sich der Gutsherr von Osiek das Holz für sich vorbehalten. Mit Rodehacken, Axt und Spaten mußte der Waldboden urbar gemacht werden, um dann die erste Saar hineinstreuen zu können. Mit wieviel Schweiß ist dicken Stubben und Wurzeln freigemacht war! Dazu kam, daß alle diese schweren Arbeiten bei einer sehr mageren. Ernährung verrichtet werden mußten. Die Speisen bestanden aus Suppen von roten Rüben. Buchweizengrütze und Roggenschrotbrei. Dem Roggenschrot, aus dem das Brot gebacken wurde, mengte man noch Kleie bei, weil es sonst nicht gereicht hätte.
Erst als die größte Not überwunden war, erbaute der Siedler sich ein kleines Haus. Es bestand aus einem einzigen Wohnraum mit Speisekammer, Stall und Scheune. Dieses alles bildete ein Ganzes unter einem Dach. Um Baumaterialkosten zu sparen, war das Haus sehr niedrich. So wurde von einem Siedler erzählt, der 1,78 Meter groß war, daß er in seinem Wohnraum immer gebückt, in "demütiger" Haltung, gehen mußte, um nicht seinen Kopf an den Stubenbalken wund zu stoßen. Und trotzdem war er sehr froh und Gott dankbar, daß er nun nicht mehr "unter", sondern " über der Ende wohnen durfte.
Fortsetzung folgt.
KIEDY NASI PRZODKOWIE PRZYBYLI DO POLSKI
Widzimy ziemiankę niemieckiego osadnika w Czterech Włókach - Vier-Hufen/Gottlob (skan poniżej). Chociaż dzień dobiega końca, a żona osadnika rozpaliła już ogień w piecu, aby ugotować skromną kolację, osadnik nadal pilnie zajmuje się karczowaniem pni.
W tym artykule Otto Lange opisuje, jak trudne było życie naszych niemieckich osadników, którzy wyruszyli na wschód i tam zagospodarowali ziemię, aby stworzyć sobie nową ojczyznę. Tak jak w przypadku niemieckich imigrantów na ziemiach polskich.
SPOŁECZNOŚĆ SZKOLNA I KANTORSKA BOGUCHWAŁA/GOTTLOB
Wspominam dawne czasy. Psalm 143, 5.
Aby dotrzeć do niemieckiej osady Boguchała/Gottlob w naszej dawnej ojczyźnie, trzeba było zejść z rynku małego miasteczka Skempe, położonego w powiecie Lipno, stromą uliczką prowadzącą na południe. Mijało się tam wzgórze, na którym stała stara drewniana dzwonnica. Kiedyś stał tu drewniany kościół parafialny w Skempe. Kiedy stał się on zbyt zniszczony, został rozebrany w 1818 roku i nie odbudowano go. Za tym wzgórzem kościelnym dochodziło się do drewnianego mostu, który prowadził przez szeroki ciek wodny łączący Święte Jezioro z Wielkim Jeziorem. Następnie szło się między starymi spichlerzami mieszkańców Skemper, które stały ciasno obok siebie po obu stronach drogi w długich rzędach. Potem droga stała się bardzo piaszczysta, ale prowadziła również przez łąkę i bardzo gęsty las. Po 6 kilometrach wędrówki docierało się do Boguchwała.
Już z daleka witała nas wieżyczka dachowa kaplicy ewangelickiej. Pomiędzy wysokimi drzewami cmentarza można było dostrzec ciemną drewnianą dzwonnicę. Po lewej stronie, w niewielkiej odległości, widać było stary wiatrak, którego skrzydła obracały się na wietrze. Większość większych gospodarstw rolnych znajdowała się nieco na uboczu, po prawej stronie drogi. Za nimi rozciągały się pastwiska i częściowo łąki sianowe. Przez te łąki przepływał strumień Czyżnica, który wypływał z łąk Bielskich i wpadał do rzeki Skrwy w Malanowie.
Nazwa miejscowości Boguchwała
130 lat temu na ziemiach Boguchwała rosły jeszcze gęste lasy, które były własnością właściciela ziemskiego z Osieka. Na wysokim, piaszczystym podłożu proste jak świeczki sosny wyciągały swoje korony wysoko w powietrze, a na zimnych, bagnistych terenach rosły grube olchy. Właściciel majątku sprzedał ten drzewostan żydowskiemu handlarzowi drewnem i zamierzał rozbudować tu część majątku wraz z własnymi budynkami gospodarczymi. Najpierw zbudował tu dużą stajnię.
Doszło jednak do poważnego sporu między właścicielem majątku a Żydem, który ostatecznie doprowadził do ciężkiego i zaciętego procesu sądowego. W końcu właściciel majątku wygrał proces. Po ogłoszeniu wyroku, pełen radości, wykrzyknął: „Chwała Bogu!”. To skłoniło go do nadania części majątku nazwy Boguchwała.
ALS UNSERE VORFAHREN NACH POLEN KAMEN
Wir sehen die Erdhütte eines deutschen Siedlers in Vier - Hufen/Gottlob. Kann auch der Tag schon zu Neige geht und die Siedlerfrau bereits das Feuer im Herd angezündet hat, um das karge Abendessen zu kochen, ist der Siedler noch immer fleißig beim Stubbenroden.
Landsmann Otto Lange schildert in diesem Artikel, wie schwer es unsere deutschen Siedler hatten, als sie nach dem Osten zogen und dort das Land urbar machten, um sich eine neue Heimat zu schaffen. So wie in der deutschen Einwanderer i, polnischen Land.
DIE SCHUL-UND KANTORATSGEMEINDE BOGUCHWALA/GOTTLOB
Ich gedenke an die vorigen Zeiten. Psalm 143, 5.
Um in unserer alten Heimat die deutsche Siedlung Boguchala/Gottlob zu erreichen, wanderte man vom Marktplatz der im Kreise Lipno gelegenen kleinen Stadt Skempe die nach Süden führende steil abfallende Gasse hinunter. Dort kam man an einem Hügel vorbei, auf dem ein alter hölzerner Glockenturm stand. Hier hatte einst die aus Holz erbaute Skemper Pfarrkirche gestanden. Als sie baufällig geworden war, wurde sie im Jahre 1818 abgebrochen und nicht mehr aufgebaut. Hinter diesem Kirchhügel kam man auf eine Holzbrücke, die über den breiten Wasserlauf führte, der den Heiligen See mit dem Großen See verband. Dann schritt man zwischen den uralten Kornscheunen des Skemper Ackerbürger dahin, die dicht aneinander gedrängt an beiden Seiten des Weges in langen Reihen fanden. Dan wurde der Weg sehr sandig, führte aber auch der eine Wiese und durch einen sehr dichten Wald. Nach einer Wanderung von 6 Kilometern erreichte man Boguchwala.
Schon aus der Ferne grüßte das Dachreitertürmchen der evangelischen Kapelle. Zwischen den hohen Friedhofsbäumen erblickte man den dunklen hölzernen Glockenturm. Links davon sah man die alte Windmühle in kleiner Entfernung stehen, deren Flügel sich im Winde drehten. Die meist größeren Bauernhöfe lagen etwas abseits an der rechten Straßenseite. Dahinter als Vichweide und zum Teil als Heuwiesen genutzt wurden. Durch diese Wiesen floß ein Bach, die Czyżnica, die den Bieler Wiesen entsprang und bei Malanowo in den Fluß Skrwa einmündete.
Der Ortsname Boguchwala
Vor 130 Jahre stand auf den Boguchwaler Ländereien noch dichter Urwald, der im Besitz des Gutsherrn von Osiek war. Auf dem hohen sandigen Boden reckten die kerzengraden Kiefern ihre Kronen hoch in die Lüfte, und in den kalten sumpfigen Gründen standen dickstämmige Erlen. Der Gutsherr verkaufte diesen Baumbestand an einen jüdischen Holzhändler und beabsichtigte, hier ein Teilgut mit eigenen Wirtschaftsgebäuden auszubauen. Zuerst erbaute er hier einen großen Gutsstall.
Da kann es aber zu einem großen Streit zwischen dem Gutsherrn und dem Juden, was schließlich einen harten erbitterten Prozeß auslöste. Endlich gewann der Gutsherr doch den Prozeß Hocherfreut rief er bei der Urteilsverkündung aus:"Chwała Bogu!" (Gott Lob). Und dies veranlaßte ihm, dem Teilgut den Ortsnamen Boguchała zu geben.
Parafia Kanin opłakuje śmierć członka rady parafialnej Adolfa Mikołajewskiego
8 czerwca 1969 r. w szpitalu w Heinsbergu w Nadrenii zmarł członek rady parafialnej Adolf Mikołajewski z Konina nad Wartą. W momencie objęcia przeze mnie stanowiska pastora ewangelicko-augsburskiej parafii w Koninie w 1928 r. pan Mikołajewski był już przewodniczącym rady kościelnej i pełnił tę funkcję aż do momentu wysiedlenia do Niemiec w 1964 r. Urodzony 17 marca 1894 r. w Wenglewer Holland, dużej i kwitnącej niemieckiej osadzie na Nizinie Wartoskiej, gdzie spędził dzieciństwo i zdobył wykształcenie, a następnie pracował jako rolnik w Bielawach i inspektor mięsny w powiecie konińskim, czuł się głęboko związany ze swoimi ludźmi i parafią. Ta więź znalazła wyraz nie tylko w słowach, ale także w oddane 8 czerwca 1969 r. w szpitalu w Heinsbergu w Nadrenii zmarł członek rady parafialnej Adolf Mikołajewski z Konina nad Wartą. W m j, pełnej poświęcenia pracy, gdy zaufanie jego rodaków pozwoliło mu awansować na stanowisko przewodniczącego parafii i członka rady nadzorczej niemieckiej spółdzielni powiatowej w Koninie. Nie szczędził czasu ani rad, aby być godnym tego zaufania i pozostać nim. W burzliwych latach przedwojennych, kiedy niektórzy rodacy stracili orientację, przewodniczący parafii Mikołajewski zawsze należał do tych, którzy zachowali panowanie nad sobą. Tak, był on w gminie Konin jednym z tych, którzy nawoływali do umiaru i refleksji.
Mimo to musiał wypić kielich cierpienia do dna, gdy w 1945 roku nie udało mu się uchronić przed nadchodzącym potopem. Uwięziony w obozie internowania w Poznaniu, narażony na najcięższe niedostatki, poważnie zachorował i został zwolniony jako niezdolny do pracy. Z trudem powlókł się pieszo z powrotem do Bielaw, ale jego gospodarstwo było zajęte przez obcych, a jego bliscy, żona i dzieci, zostali wypędzeni. Znalazł ich jako robotników przymusowych w różnych polskich gospodarstwach. Kiedy pierwsza fala nienawiści opadła, rodzina Mikołajewskich zebrała się w 1952 roku w Koninie, gdzie pan Adolf Mikołajewski pełnił funkcję proboszcza i organisty, ożywiając pozostałą społeczność. Zaangażował się m.in. w zwrot gruntów kościelnych w okolicznych gminach kantoralnych, co było trudnym zadaniem, ale zakończyło się sukcesem. Relację na ten temat przeczytaliśmy w „Heimatboten” w wydaniu z listopada 1964 roku.
Ceremonia pogrzebowa zmarłego proboszcza odbyła się 12 czerwca w Heinsbergu, po czym nastąpił pochówek. Ceremonię pogrzebową poprowadził pastor Fuchs, który jako tekst swojego przemówienia wybrał Księgę Izajasza 43, wers 1: „Nie bój się, bo cię wykupiłem. Wezwałem cię po imieniu, jesteś moim”.
Na pogrzebie pojawili się również niektórzy towarzysze losu z okręgu konińskiego, m.in. były przewodniczący kościoła B. Schultz z Briesener Holland i pan Tews. Zmarłego opłakuje żona Natalie z domu Rauch, która od 1917 roku dzielił z nim radości i smutki. (Małżeństwo zostało pobłogosławione przez pastora wojskowego Schnorra z Bawarii w Koninie). Oprócz tego zmarłego opłakują córka i dwaj synowie wraz z rodzinami w Heinsbergu, Düsseldorfie i Naumburgu nad Soławą, a także brat i siostra w strefie wschodniej. Trzej synowie polegli na wojnie.
Wśród wszystkich, którzy zebrali się, aby uczcić jego pamięć, są również członkowie naszej dawnej parafii w Koninie, którzy dziś żyją w rozproszeniu. Wszyscy oni, bliscy i dalecy, opłakują w duchu swojego sprawdzonego przewodniczącego kościoła. Jako ostatni przedwojenny pastor parafii w Koninie, w ich imieniu składam najszczersze kondolencje rodzinie zmarłego. Do samego zmarłego kieruję słowa: Błogosławieni są umarli, którzy od tej pory umierają w Panu. Tak, Duch mówi, że „odpoczywają od swoich trudów”, ponieważ ich dzieła idą za nimi. Obj. 14, 13.
Spoczywaj w pokoju!
Kilka dni później w Heinsbergu zmarła inna rodaczka z Konina – pani Rosalie Rauch – w sędziwym wieku 87 lat. Została pochowana 13 czerwca. Ostatnie lata życia spędziła u swojej córki Marie Poley w Heinsbergu. Łączy nas głęboka więź smutku i żalu z wszystkimi jej bliskimi.
Pastor Robert Badke
Edmonton, Kanada, dawniej Konin/Warta
Z okazji śmierci konińskiego proboszcza Adolfa Mikołajewskiego zamieszczamy to zdjęcie. Przedstawieni na nim pastorzy to (od lewej): Karl Świtalski, który obecnie mieszka w Republice Federalnej Niemiec, Edward Dietz, od lat senior diecezji wielkopolsko-pomorskiej, Emil Dawid, który pełnił posługę we Włocławku i zmarł w wieku 70 lat (6 września 1963 r.) oraz Karol Jadwiszczok, który został pastorem dopiero w wieku 40 lat (1945 r.). Za dwoma środkowymi pastorami stoi Ldm. Adolf Mikolajewski.
Anläßlich des Heimganges des Koniner Kirchenvorstehers Adolf
Mikolajewski bringen wir dieses Bild. Die dargestellten Pastoren sind von
links: Karl Schwitalski, der heute in der Bundesrepublik lebt, Edward Dietz,
seit Jahren Senior der Diözese Großpolen-Pommerellen, Emil Dawid, der in
Wloclawek amtierte und noch im sei ben Jahr verstarb (am 6. 9. 1963) und Karol Jadwiszczok,
der erst mit 40 Jahren (1945) Pfarrer wurde. Hinter den beiden mittleren
Pastoren steht Ldm. Adolf Mikolajewski.
Die Heimatgemeinde
Konin trauert um Kirchenvorsteher Adolf Mikolajewski
Am 8. Juni 1969 verstarb im Krankenhaus zu Heinsberg, Rheinland,
der Kirchenvorsteher Adolf Mikołajewski aus Konin an der Warthe. Zur Zeit
meines Amtsantrittes im Jahre 1928 als Pfarrer der Ev.-Augsb. Kirchengemeinde Konin
war Herr Mikolajewski bereits Kirchenvorsteher und bekleidete dieses Amt bis zu
seiner Aussiedlung nach Deutschland im Jahre 1964. Geboren am 17. 3. 1894 in
Wenglewer Holland, einer großen und blühenden deutschen Siedlung in der Wartheniederung,
wo er auch seine Kindheit verlebte und seine Ausbildung genoß, um dann als Bauer
in Bielawy und Fleischbeschauer im Gebiet des Kreises Konin tätig Z\J sein,
fühlte er sich seinen Leuten und seiner Kirchengemeinde gegenüber zutiefst verbunden.
Diese Verbundenheit fand ihren Ausdruck nicht nur im Lippenbekenntnis, sondern in
hingebender, aufopferungsvoller Arbeit, als das Vertrauen seiner Landsleute ihn
zum Kirchenvorsteher der Gemeinde und zum Mitglied des Aufsichtsrates der
deutschen Kreisgenossenschaft in Konin aufrücken ließ. Er scheute weder Zeit
noch Rat, um des Vertrauens würdig zu sein und zu bleiben. In den turbulenten
Vorkriegsjahren, in welchen manche Landsleute ihre Selbstorientierung verloren haben,
gehörte Kirchenvorsteher Mikolajewski immer zu denjenigen, die ihre
Selbstbeherrschung behielten. Ja, er war im Bereich der Gemeinde Konin einer von
denen, die zur Mäßigung, und Besinnung gemahnt haben.
Trotzdem mußte er den Kelch des Leidens bis zur Neige auskosten,
als es ihm im Jahre 1945 nicht gelungen war, sich vor der herannahenden
Sintflut zu retten. Im Internierungslager in Posen festgehalten, den schwersten
Entbehrungen ausgesetzt, erkrankte er schwer und wurde als zur Arbeit
untauglich entlassen. Mühsam schleppte er sich zu Fuß nach Bielawy zurück, doch
sein Hof war von Fremden besetzt und seine Angehörigen, Frau und Kinder,
vertrieben. Er fand sie als Zwangsabeiter auf verschiedenen polnischen Höfen.
Als die erste Haßweile sich legte, fand sich Familie Mikołajewski im Jahre 1952
in Konin zusammen, wo Herr Adolf Mikolajewski als Kirchenvorsteher und Organist
eine für die Restgemeinde belebende Tätigkeit ausübte. Er setzte sich u. a. für
die Rückgabe der Kirchengrundstücke in den umliegenden Kantorotsgemeinden ein,
eine dornige Aufgabe, die aber doch von Erfolg gekrönt war. Einen Bericht
darüber lasen wir im "Heimatboten" in der Novemberausgabe des Jahres
1964.
Die Trauerfeier für den verstorbenen Kirchenvorsteher fand am
12. Juni in Heinsberg statt, worauf die Beisetzung erfolgte. Die
Trauerfeierlichkeiten leitete Pastor Fuchs, der als Text für seine Ansprache
Jesaja 43, Vers 1, wählte: "Fürchte dich nicht, denn ich habe dich erlöst.
Ich habe dich bei deinem Namen gerufen, du bist mein".
Zur Beerdigung fanden sich auch manche Schicksalsgenossen aus
dem Kreise Konin zusammen, u. a. der frühere Kirchenvorsteher B. Schultz aus
Briesener Holland und Herr Tews. Um den Verstorbenen trauern die Ehefrau
Natalie geb. Rauch, die seit 1917 mit ihm Freud und Leid geteilt hat. (Die Ehe
wurde vom Kriegspfarrer Schnorr aus Bayern in Konin eingesegnet.) Weiter
trauern um den Verstorbenen eine Tochter und zwei Söhne mit ihren Familien in Heinsberg,
Düsseldorf und Naumburg/Saale, sowie ein Bruder und eine Schwester in der Ostzone.
Drei Söhne sind im Kriege gefallen.
Zu allen, die sich zum Gedenken zusammengefunden haben, gehören
auch die Glieder unserer früheren Heimatgemeinde Konin, die heute in der
Zerstreuung leben. Sie alle, in der Nähe und in der Ferne, trauern im Geiste um
ihren bewährten Kirchenvorsteher. Und als letzter Vorkriegspastor der Kirchengemeinde
Konin spreche ich in ihrem Namen den Hinterbliebenen mein herzlichstes Beileid
aus. Dem Verstorbenen selbst rufe ich die Worte zu: Selig sind die Toten, die
in dem Herrn sterben von nun an. Ja, der Geist spricht, daß sie ruhen von ihrer
Arbeil", denn ihre Werke folgen ihnen nach. Offb. 14, 13.
Ruhe sanft in Frieden!
Einige Tage später verstarb in Heinsberg eine andere Landsmännin
aus Konin - Frau Rosalie Rauch - im ehrenvollen Alter von 87 Jahren. Sie ist am
13. Juni zur letzten Ruhe gebettet worden. Sie verlebte ihren Lebensabend bei
ihrer Tochter Marie Poley in Heinsberg. Auch mit allen ihren Hinterbliebenen
fühlen wir uns in Trauer und Leid innig verbunden.
Pastor Robert Badke
Edmonton, Kanada, vormals Konin/Warthe