Koło Seniora w Bukowcu, zdjęcia poniżej otrzymałem od pani Janiny Frączkowskiej z domu Filip 26 lutego 2016 roku.
Przedstawiają uczniów i nauczycieli szkoły podstawowej w Bukowcu. Dzisiaj w wersji kolorowej.
Koło Seniora w Bukowcu, zdjęcia poniżej otrzymałem od pani Janiny Frączkowskiej z domu Filip 26 lutego 2016 roku.
Przedstawiają uczniów i nauczycieli szkoły podstawowej w Bukowcu. Dzisiaj w wersji kolorowej.
Piękne zdjęcia z Kroniki Szkolnej Szkoły Podstawowej w Bukowcu, pokolorowane.
Bukowiec - Szkoła Podstawowa - Kronika - 1973/74 Pan Jan Maślanka z Kotlin w temacie szkoły w Łaznowskiej Woli niewiele miał do powiedzenia. Na zdjęciach jest jego syn Stanisław, niestety zmarł w wieku 60 lat. Jest pochowany na cmentarzu w Kurowicach. Zamieszczone zdjęcia są na tyle interesujące, że pochodzą z nieistniejącej już poniemieckiej szkoły. Same w sobie mają wartość historyczną. Tylko ostatnie z nich ma zapis: Pamiątka Kl.-V-67 r.
Mam nadzieję, że czytelnicy pomogą w znalezieniu nazwisk bohaterów ze szkolnej ławy!
Teraz przedstawiam te zdjęcia poprawione i pokolorowane.
W ubiegłą środę na zaproszenie Agnieszki pojechałem z moją Elą do Będkowa. Cel naszego spotkania był wiadomy, rozmowy o historii! Oprócz Agnieszki Łabęckiej, obecna była jej Mama i Marek, cała trójka urodzona w Będkowie!
Wspaniałe kilka godzin zeszło na wspominkach i opowieściach o tym dawnym, lepszym Będkowie!.
Na drugi dzień zadzwoniła Agnieszka, że przypomniała sobie, iż kilka lat temu była obecna przy rozbiórce starego drewnianego domu rodziny Lenarczyków. Wśród rzeczy przeznaczonych do utylizacji znalazła zdjęcia i dokumenty pisane po rosyjsku (najstarszy z połowy XIX wieku!) Wzięła je na szczęście ze sobą i zapomniała o nich. Nasze spotkanie przyczyniło się, że te "będkowskie skarby" powtórnie się ukazały w dziennym świetle! Dziękuję Agnisiu, wykonałaś wspaniałą pracę ratując przed niechybnym zniszczeniem te wspaniałości!
Zdjęcia są wspaniałe, stroje ludowe są unikalne, młodzież szkolna w skromnych ale gustownych ubraniach.
Obecnie, dwa ostatnie zdjęcia są wstawione na Facebooku "Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Będkowskiej", być może ktoś rozpozna na nich swoich przodków?
Postaci Pana profesora Herberta Höfta urodzonego w Borowej, poświęcam od dłuższego czasu wiele miejsca w moich historycznych "wirtualnych podróżach".
Bardzo pomógł mi, mój Syn Tomek, który odbył dwie telefoniczne rozmowy z córką profesora, Panią Christiną Berger, która opiekuje się swoim 96-letnim Tatą. Pan profesor troszeczkę zaniemógł ostatnio, liczymy wszyscy, że szybko wróci do zdrowia!
Rozmowy były bardzo serdeczne, także moja bezpośrednia korespondencja z Panią Christyną to potwierdza. Napisała m.innymi o reakcji swojego taty na nasze kontakty:
..."Promieniał szczęściem. A ja cieszyłam się razem z nim. Bardzo miło jest widzieć mojego tatę tak szczęśliwego"....
Moim pragnieniem był dostęp do albumów ze zdjęciami z dawnej Borowej, które na szczęście zabrała ze sobą do Chemnitz jego kochana mama.
Pan profesor pisząc do mnie wspomniał:
...."W oczekiwaniu na wysiedlenie w 1947 roku moja matka
zapakowała albumy ze zdjęciami. Zabraliśmy je ze sobą. Dzięki temu mam jeszcze
wiele wspomnień z ojczyzny mojego dzieciństwa. Mógłbym opowiedzieć jeszcze
wiele o Niemcach i Polakach z Borowej"....
Moje pragnienie się spełniło, Pani Christina przesłała skany kilkunastu przepięknych zdjęć związanych z Borową, rodziną pana profesora. Jestem niezmiernie wdzięczny za zaufanie i przychylność ze strony rodziny Höft!
W tej chwili pozwalam sobie zamieścić wycinek jednego z tych zdjęć pokazujące małego Herberta z rodzicami przed ich rodzinnym domem w Borowej.
Mam pewien pomysł jak i gdzie zaprezentować te nigdy nie publikowane zdjęcia, ale jest to w tej chwili słodka tajemnica!
Dem in Borowa geborenen Professor Herbert Höft widme ich seit längerer Zeit viel Raum in meinen historischen „virtuellen Reisen“.
Mein Sohn Tomek hat mir dabei sehr geholfen, indem er zwei Telefongespräche mit der Tochter des Professors, Frau Christina Berger, führte, die sich um ihren 96-jährigen Vater kümmert. Professor Höft ist in letzter Zeit etwas angeschlagen, wir hoffen alle, dass er bald wieder gesund wird!
Die Gespräche waren sehr herzlich, was auch meine direkte Korrespondenz mit Frau Christina bestätigt. Sie schrieb unter anderem über die Reaktion ihres Vaters auf unsere Kontakte:
...„Er strahlte vor Glück. Und ich habe mich mit ihm gefreut. Es ist sehr schön, meinen Vater so glücklich zu sehen“....
Mein Wunsch war es, Zugang zu den Fotoalben aus dem ehemaligen Borowa zu erhalten, die seine liebe Mutter glücklicherweise mit nach Chemnitz genommen hatte.
Der Professor erwähnte in seinem Brief an mich:
....„In Erwartung der Vertreibung im Jahr 1947 packte meine Mutter die Fotoalben ein. Wir nahmen sie mit. Dank dessen habe ich noch viele Erinnerungen an die Heimat meiner Kindheit. Ich könnte noch viel über die Deutschen und Polen aus Borowa erzählen“....
Mein Wunsch ist in Erfüllung gegangen: Frau Christina hat mir Scans von mehreren wunderschönen Fotos geschickt, die mit Borowa und der Familie des Professors zu tun haben. Ich bin der Familie Höft für ihr Vertrauen und ihre Freundlichkeit unendlich dankbar!
Im Moment erlaube ich mir, einen Ausschnitt eines dieser Fotos zu veröffentlichen, das den kleinen Herbert mit seinen Eltern vor ihrem Elternhaus in Borowa zeigt.
Ich habe eine Idee, wie und wo ich diese bisher unveröffentlichten Fotos präsentieren könnte, aber das ist im Moment noch ein süßes Geheimnis!
Łódź - ul. Kilińskiego 125 - Rodzina Janowskich z prawej: Marianna i Józef, w środku córka Irenka.
Bohaterką pozostałych zdjęć jest Irenka, która dorastała właśnie przy Kilińskiego 125.
Na moim blogu jest więcej materiału poświęcone rodzinie Janowskich:
Lata powojenne były bardzo trudne, szczególnie finansowo. Uczniowie ubrani byli bardzo skromnie. Nikt nie słyszał o markowych ciuchach. Na rozpoczęcie nauki w szkole dostałem nowy tornister, tektura oklejona granatowym materiałem. Okazało się, że połowa uczniów 1-klasy miała takie same tornistry.
Nie było długopisów, tylko wieczne pióra i zwykłe pióra z metalową stalówką. Stoliki (ławki) były dwuosobowe, pośrodku otwór na kałamarz z atramentem.
Szkoła miała własną bibliotekę, szczególnie z lekturami. Pierwszą książkę którą przeczytałem, to była "W pustyni i puszczy" Henryka Sienkiewicza., następnymi były "Samotny biały żagiel" Walentina Katajewa i :"Jak hartowała się stal" Mikołaja Ostrowskiego.
W szkole działało kółko teatralne. W zimę przyjeżdżało kino objazdowe. Filmy wyświetlane były w dużej klasie murowanego budynku. Na boisku sportowym znajdującym się pomiędzy szkołą i cmentarzem odbywały się festyny. Najważniejszym z nich była zawsze festyn z okazji 1 maja. Pamiętam z tego tyle, że na ciężarówkę (bez plandeki), na której były ustawione ławki, wsiadało nas tyle, ile tylko się dało. Wozili nas po okolicy... Każdy był zadowolony, bo pierwszy raz jechał samochodem.
Jeszcze jedno wspomnienie: idać do szkoły z grupą kolegów, znalazłem metalową cygarniczkę. W szkole był już radiowęzeł. Ogłoszono, że dyrektor szkoły zgubił srebrną rodową cygarniczkę. Wszyscy spojrzeli na mnie. Poszedłem do kancelarii i oddałem zgubę. Dostałem plik pieniędzy. Były to pierwsze jakby zarobione pieniądze. Jekież było zdziwienie dorosłych. W Andrzejowie, w żelaznym sklepie kupiłem komplet aluminiowych widelcy.
Potwierdziły się słowa znanego polityka PIS:
"Polacy uczyli Francuzów posługiwać się widelcem, skoro dzieci mają już taką potrzebę".
Często wracało się ze szkoły łąkami wzdłuż "Kipy" obok lasu Muszyńskiego (Komendanta Olechowa) do domu.
Kipa i lasek między Olechowem i Augustowem to jedyne "wzgórza" w okolicy. Tam była możliwość zjazdu na sankach i nartach. Narty były poniemieckie Kandachery, albo swojej roboty. Obok kipy był staw, tam zimą graliśmy w hokeja. Kije hokejowe - zakrzywiona gałąź, krążęk - odpowiedniej wielkości kamień polny.
Kipa to nasyp ziemny usypany ze spadkiem. Miała to być druga górka rozrządowa do formowania składów pociągów towarowych. Pierwsza była była gotowa w latach okupacji. Kiedyś na tej działającej górce rozrządowej, wypadł klin i cysterna ze spirytusem uderzyła w stojący wagon i się uszkodziła. Spirytus lał się strumieniami. Okolicznym mieszkańcom udało się uratować znaczną część zawartości cysterny.
Ps. Kipa ciągnęła się obok torów kolejowych, równolegle do ul. Zakładowej os nr. 100 do nr. 80. W latach 90-tych zrównano ją z ziemią - zniknęła.
Łódź 18.12.2022 Horst Milnikel "Pastuch"
Szkoła w Olechowie - 1956 - Wyjazd kadry nauczycielskiej i uczniów do Warszawy na otwarcie Trasy W-Z.W aktach metrykalnych kościoła katolickiego w Mileszkach znalazłem nazwiska nauczycieli i dokumenty dotyczące Szkoły Elementarnej w Olechowie:
- 1818 rok - Bogumił Pietrowski - nauczyciel z Olechowa.
- 1827 rok - Bogumił Pietrowski - nauczyciel z Olechowa - lat 54.
- 1839 rok - Andrzej Marski - nauczyciel z Rydzyn.
- 1855 rok - Olechów - Akt ślubu: w obecności świadka Ludwika Marskiego nauczyciela z Olechowa
lat 36.
- 1857 rok - Stawił się Ludwik marski, nauczyciel Szkoły Elementarnej w Olechowie, lat 38 mający.
Dalsze poszukiwania były utrudnione, ponieważ akta metrykalne musiały być pisane w języku rosyjskim.
Po wojnie szkoła dysponowała trzema budynkami:
1. Budynek murowany z czerwonej cegły, a w nuim:
- kancelaria
- dwa pomieszczenia klasowe.
Dodatkowo była też mała stodułka i szopa.
Studnia zakryta kołem żeliwnym, takim jak od sieczkarni. To był napęd pompy do wody. W czasie przerw lekcyjnych, przypadkowi uczniowie byli angażowani do pompowania wody. Woda była tłoczona do zbiornika na strychu.
2. - Naprzeciwko szkoły murowanej był sad owocowy dyrektora szkoły. Obok budynek drewniany . jednoklasowy. Była też kuchnia do sporządzania posiłków. W wakacje dzieci miały półkolonie w godz. 8 -16.
3. - Trzeci budynek szkolny był trzy posesje dalej w kierunku Augustowa, też jednoklasowy.
Na przeciwko był sklep spożywczy p. Syski. Dalej w kierunku Augustowa była kuźnia czynna do lat 60-tych p. Bartoszewskiego.
Szkoła w Olechowie - Eugenia Werk (dół-pierwsza z lewej) - lata 1938-39?In den metrischen Aufzeichnungen der katholischen Kirche in Mileszki fand ich die Namen der Lehrer und Unterlagen über die Grundschule in Olechów:
- 1818 - Bogumił Pietrowski - Lehrer aus Olechów.
- 1827 - Bogumił Pietrowski - Lehrer aus Olechów - 54 Jahre.
- 1839 - Andrzej Marski - Lehrer aus Rydzyn.
- 1855 - Olechów - Heiratsurkunde: in Anwesenheit des Zeugen Ludwik Marski Lehrer aus Olechów - Alter 36.
- 1857 - Ludwik Marski, Lehrer an der Volksschule in Olechów, 38 Jahre alt, erscheint.
Weitere Recherchen wurden dadurch erschwert, dass die metrischen Aufzeichnungen in russischer Sprache verfasst werden mussten.
Nach dem Krieg hatte die Schule drei Gebäude:
1. ein rotes Backsteingebäude, und in nuim:
- ein Büro
- zwei Klassenzimmer.
Außerdem gab es noch eine kleine Scheune und einen Schuppen.
Ein mit einem gusseisernen Rad abgedeckter Brunnen, wie der eines Feldhäckslers. Dies war der Antrieb für die Wasserpumpe. In den Schulpausen wurden zufällig ausgewählte Schüler zum Wasserpumpen eingesetzt. Das Wasser wurde in einen Tank auf dem Dachboden gepumpt.
2 - Gegenüber der Backsteinschule befand sich der Obstgarten des Schulmeisters. Daneben befand sich ein Holzgebäude mit einem einzigen Klassenzimmer. Es gab auch eine Küche für die Zubereitung von Mahlzeiten. Während der Sommerferien hatten die Kinder von 8 bis 16 Uhr eine Halbschule.
3 - Das dritte Schulgebäude befand sich drei Grundstücke weiter in Richtung Augustow, ebenfalls ein einklassiges Gebäude.
Gegenüber befand sich der Lebensmittelladen von Herrn Syska. Weiter in Richtung Augustów gab es eine Schmiede, die bis in die 1960er Jahre geöffnet war und Herrn Bartoszewski gehörte.