Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludobójstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludobójstwo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.2

 


000014

                                                           PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 26 października 1972 roku

Sąd Powiatowy dla m. Łodzi w Łodzi w osobie Sędziego Sądu Powiatowego mgr Barbary Zelent z udziałem protokólanta Krystyny Klejman na wniosek: Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Poznaniu. Przesłuchał w dniu 26 października 1972 roku Władysława Kaczmarka w charakterze świadka, którego tożsamość  ustalono na podstawie okazanego dowodu osobistego. 

Sąd pouczył świadka o obowiązku mówienia prawdy i uprzedził o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania:

Świadek podał:

Władysław Kaczmarek, rodz. Jan i Stanisława z d. Slęzak, ur. 23.1.1922 r. w Perleburg Niemcy, zam. Łódź, ul. Warneńczyka, pracownik fizyczny.

W czasie okupacji byłem wzięty na przymusową pracę jako Polak do niemieckiej firmy Budowlanej Grün o Bielfinger z Mauscheim w charakterze robotnika, pomocnika maszynisty, na kolejce wąskotorowej roboczej. Pracowaliśmy przy budowie nasypu kolejowego na terenie między stacją Łódź – Chojny a Młynkiem. Kierownikiem budowy był Włoch – Mamani. Majstrami, osobami dozorującymi pracę maszynistami byli Niemcy. Byli oni ubrani w cywilne ubrania.

Niemiec, którego nazywaliśmy wszyscy „Tyrolczyk” miał powierzony pewien odcinek budowy nasypu i pełnił funkcję dozorcy, pilnował nas przy wykonywaniu pracy. Ten Niemiec mógł mieć wówczas około 45 lat, średniego wzrostu, dosyć tęgawy, czarny tzw. miał czarne włosy i czarne wąsiki. Nazywaliśmy go dlatego „Tyrolczyk”, bo nosił krótkie zamszowe spodenki i tyrolski kapelusz z piórkiem. Na tę budowę, gdzie myśmy pracowali przywozili, a właściwie przyprowadzali Żydów z obozu z Olechowa i jak myśmy przywozili piasek, żwir i glinę to Żydzi wysypywali to. Przeciętnie przyprowadzali do pracy 40-45- Żydów. Żydzi byli wynędzniali, wybiedzeni, ledwo chodzili, byli w różnym wieku. Byli tacy, co mieli z 16 lat, dwadzieścia parę lat, 40 i 50 lat.

Wiedzieliśmy, że to są Żydzi bo mieli na ubraniach żółte gwiazdy a poza tym przychodzili do nas po chleb i stąd wiedzieliśmy, że to są Żydzi. Myśmy pracowali na dwie zmiany po 12 godzin, w jednym tygodniu na dzień, w drugim tygodniu w nocy 12 godzin. Żydzi również pracowali w nocy. Najwięcej zabójstw Żydów widziałem, wówczas kiedy pracowałem na nocnej zmianie i kiedy była niedobra pogoda. Mokra glina, piasek załadowana przez koparkę na wagony przyklejała się do podłogi wagonu i kiedy Żydzi wyładowywali wagony musieli bardzo dokładnie wyładować wszystko wszystko, zostawić czystą podłogę. Tego wymagał Niemiec „Tyrolczyk”. Jak ten Niemiec zauważył, że podłoga wagonu nie jest zupełnie czysta, kazał szybko oczyścić Żydom podłogę, a kiedy zdawało mu się, że robią to zbyt wolno, to podchodził do wagonu, podnosił rączkę służącą do zamykania wagonu, wówczas klapa przyciskała głowę, albo uderzała w kark czy plecy Żyda i wtedy Żyd życie kończył, dlatego że waga tej klapy ważyła kilkaset kilo, ponieważ to były wagony metalowe, przeznaczone tylko na budowę. Zabici Żydzi zostawali na nasypie i jak przywieziono następną porcję ziemi to przysypywali tą ziemią zwłoki Żydów.

Ja na tym odcinku pracowałem od marca 1943 roku do października 1943 roku. Jak pracowałem na noc, to nie było w zasadzie nocy, w ciągu której nie zginęłoby w ten sposób 10-15 Żydów, to zależało, jaki humor miał „Tyrolczyk”. Te zbrodnie obserwowałem z lokomotywy, ponieważ byłem palaczem na lokomotywie i jak przypchaliśmy wagoniki z ziemią musieliśmy czekać, aż Żydzi rozładują żeby jechać po następną ziemię bo takich kursów z ziemią w ciągu 12 godzin pracy robiliśmy 20-25 razy. Według mego zdania te zbrodnie, które ja widziałem to zginęło najmniej 300-500 Żydów.

Zwłoki tych zamordowanych Żydów wszystkie zostały w nasypie z tym, że na przestrzeni całego odcinka na którym pracowaliśmy, a długość odcinka wynosiła około 1200 metrów. Nazwiska „Tyrolczyka”nie znałem, znam tylko nazwisko maszynisty z którym jeździłem na lokomotywie. Nazywał się Cymermann.

Nam nie wolno było z Żydami rozmawiać, bo byliśmy tak samo karani jak Żydzi. Tylko jak się czasem udało to rozmawialiśmy przez moment i wtedy prosili o żywność.

Wśród Polaków, którzy ze mną pracowali było dużo osób, które mówiły, że pochodzą z Ostrowia Wielkopolskiego. To byli młodzi ludzie, mieli po 19, 20 lat i byli też przywiezieni na przymusowe roboty jak i ja.

                                                                                                          Podpisy.


000014

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 26. Oktober 1972

Das Bezirksgericht für die Stadt Łódź in Łódź, vertreten durch die Bezirksrichterin Barbara Zelent, in Anwesenheit der Protokollführerin Krystyna Klejman, auf Antrag der Bezirkskommission zur Untersuchung der Hitler-Verbrechen in Posen. verhörte am 26. Oktober 1972 Władysław Kaczmarek als Zeugen, dessen Identität anhand seines vorgelegten Personalausweises festgestellt wurde.

Das Gericht wies den Zeugen auf seine Pflicht zur Wahrheit und auf die strafrechtliche Verantwortung für falsche Aussagen hin:

Der Zeuge gab an:

Władysław Kaczmarek, geboren als Sohn von Jan und Stanisława, geb. Slęzak, geboren am 23.1.1922 in Perleburg, Deutschland, wohnhaft in Łódź, ul. Warneńczyka, Arbeiter.

Während der Besatzungszeit wurde ich als Pole zur Zwangsarbeit bei der deutschen Baufirma Grün o Bielfinger aus Mauscheim als Arbeiter, Hilfsmaschinist auf einer Schmalspurbahn eingesetzt. Wir arbeiteten am Bau eines Bahndamms zwischen dem Bahnhof Łódź-Chojny und Młynkiem. Der Bauleiter war ein Italiener namens Mamani. Die Vorarbeiter und Aufseher der Maschinenführer waren Deutsche. Sie trugen Zivilkleidung.

Ein Deutscher, den wir alle „Tyrolczyk” (Tiroler) nannten, war für einen bestimmten Abschnitt des Bahndamms zuständig und fungierte als Aufseher, der uns bei der Arbeit beaufsichtigte. Dieser Deutsche war damals etwa 45 Jahre alt, mittelgroß, ziemlich kräftig, hatte schwarzes Haar und einen schwarzen Schnurrbart. Wir nannten ihn „Tiroler”, weil er kurze Wildledershorts und einen Tirolerhut mit Feder trug. Zu dieser Baustelle, auf der wir arbeiteten, wurden Juden aus dem Lager in Olechów gebracht, und wenn wir Sand, Kies und Lehm herbeischafften, schütteten die Juden diese Materialien aus. Im Durchschnitt wurden 40-50 Juden zur Arbeit gebracht. Die Juden waren abgemagert, ausgezehrt, konnten kaum laufen und waren unterschiedlichen Alters. Es gab solche, die 16 Jahre alt waren, andere waren über zwanzig, vierzig oder fünfzig Jahre alt.

Wir wussten, dass es Juden waren, weil sie gelbe Sterne auf ihrer Kleidung trugen und außerdem kamen sie zu uns, um Brot zu holen, und daher wussten wir, dass es Juden waren. Wir arbeiteten in zwei Schichten à 12 Stunden, in der einen Woche tagsüber, in der anderen Woche nachts 12 Stunden. Die Juden arbeiteten ebenfalls nachts. Die meisten Morde an Juden habe ich gesehen, als ich in der Nachtschicht arbeitete und das Wetter schlecht war. Der nasse Lehm und Sand, der mit einem Bagger auf die Waggons geladen wurde, klebte am Boden der Waggons, und wenn die Juden die Waggons entluden, mussten sie alles sehr gründlich entladen und den Boden sauber hinterlassen. Das verlangte der Deutsche „Tiroler”. Wenn dieser Deutsche bemerkte, dass der Boden des Waggons nicht ganz sauber war, befahl er den Juden, den Boden schnell zu reinigen, und wenn er der Meinung war, dass sie das zu langsam machten, ging er zum Waggon, hob den Griff zum Schließen des Waggons, dann drückte die Klappe auf den Kopf oder schlug gegen den Nacken oder Rücken des Juden, der dann starb, weil die Klappe mehrere hundert Kilogramm wog, da es sich um Metallwaggons handelte, die nur für den Bau bestimmt waren. Die getöteten Juden blieben auf dem Bahndamm liegen, und wenn die nächste Ladung Erde gebracht wurde, wurden die Leichen der Juden mit dieser Erde bedeckt.

Ich arbeitete auf dieser Strecke von März 1943 bis Oktober 1943. Wenn ich nachts arbeitete, gab es im Grunde keine Nacht, in der nicht 10 bis 15 Juden auf diese Weise ums Leben kamen, es hing davon ab, in welcher Stimmung der „Tiroler” war. Ich beobachtete diese Verbrechen von der Lokomotive aus, da ich Heizer auf der Lokomotive war, und wenn wir die Waggons mit Erde herangeschoben hatten, mussten wir warten, bis die Juden sie entladen hatten, um die nächste Ladung Erde zu holen, denn solche Fahrten mit Erde machten wir 20-25 Mal in 12 Arbeitsstunden. Meiner Meinung nach sind bei diesen Verbrechen, die ich gesehen habe, mindestens 300-500 Juden ums Leben gekommen.

Die Leichen dieser ermordeten Juden blieben alle auf dem Damm liegen, und zwar auf der gesamten Strecke, auf der wir arbeiteten, die etwa 1200 Meter lang war. Den Namen „Tyrolczyk” kannte ich nicht, ich kenne nur den Namen des Lokführers, mit dem ich auf der Lokomotive fuhr. Er hieß Cymermann.

Wir durften nicht mit den Juden sprechen, denn wir wurden genauso bestraft wie die Juden. Nur wenn es manchmal gelang, unterhielten wir uns kurz, und dann baten sie um Essen.

Unter den Polen, die mit mir arbeiteten, gab es viele, die sagten, dass sie aus Ostrów Wielkopolski stammten. Es waren junge Leute, sie waren 19, 20 Jahre alt und wurden wie ich zur Zwangsarbeit gebracht.

Unterschriften.


sobota, 18 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.1

 

Temat Olechowa stał mi się bliski dzięki kontaktom i przyjaźni z  mieszkańcem tej dawnej wsi Horstem Milnikelem. Nie miałem najmniejszego pojęcia jak bogata i zarazem tragiczna jest historia Olechowa z okresu okupacji niemieckiej w latach 1939-45. Zdobywałem coraz to nowe materiały i dokumenty świadczące o niemieckim ludobójstwie na tych terenach (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów). Horst wspominał o barakach które pozostały po wyzwoleniu, jako dziecko z kolegami biegał i bawił się na terenie obozu pracy. Z czasem było coraz mniej śladów, to co zostało to pomnik-tablica na ul. Przemysłowej. Myślę, że malutki procent nowych mieszkańców z tzw. blokowiska zdaje sobie sprawę z tragedii jakie miały miejsce.

Niemiecki okupant podjął decyzję o rozbudowie trasy kolejowej łączącej Łódź Kaliską bezpośrednio z Koluszkami przez Olechów, Andrzejów, Andrespol. Tem pomysł o budowie największej stacji rozrządowej na terenie centralnej Polski powstał jeszcze jakichś czas temu przed wojną. Jednak zabrakło na realizację tych planów funduszy. Rozmach z jakim Niemcy przystąpili do budowy wymagał bardzo dużo siły roboczej. Z rozmachem i pośpiechem zbudowano obóz pracy przy ulicy Zakładowej i ulicy Tomaszowskiej. Oprócz rdzenny Polaków, każdego dnia przywożono z łódzkiego Getta, Żydów na stację kolejową w Andrzejowie. Rotacja była olbrzymia, nieludzkie warunki pracy, bicie, systematyczne egzekucje (wieszanie) były na porządku dziennym. Żydzi byli zabijani podczas budowy nasypów, wielu z nich było grzebanych w tych nasypach lub pobliskim lasku. Spoczywają tam do dziś dnia....

Trzy lata temu miałem okazję odwiedzić dwukrotnie Instytut Pileckiego w Warszawie. Znajduje się tam ponad 3 miliony dokumentów związanych z niemiecką okupacją na terenie Polski. Także bardzo ciekawe dokumenty dotyczące Olechowa. 

Pozwolę sobie w tej części przedstawić protokół przesłuchania Tadeusza Węglewskiego przez prokuratora Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.


Sygnatura akt: D… 4/69

Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.                                 000008

                                             PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 17 września 1969 roku w Łodzi

Wiceprokurator Wiktor Klimczak , na terenie Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

Świadek: Tadeusz Węglewski, ur. 9 grudnia 1911 roku w Niedrzew pow. Kutno., syn Józefa Bronisławy, zam. w Łodzi ul. Trybały ( nie podaję całego numeru). Zajęcie: Mistrz budowlany.

W czasie okupacji zamieszkiwałem w Łodzi. Od marca 1941 roku zostałem zatrudniony w firmie braci Karola i Oskara Pleszke. Była to firma jeszcze przedwojenna prowadzona przez wymienionych braci Pleszke, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane. Bracia Pleszke jak się orientuję mogli mieć w tym czasie mieć lat ponad 50 każdy. Gdzie w m-cu wrześniu 1942 w ramach firmy Pleszke wykonywałem prace związane z budową budynku łaźni, oraz wykończeniem budynku kuchni na terenie obozu w Andrzejowie. W czasie gdy tam pracowałem, zaczęli się do tego obozu wprowadzać Żydzi.

Przez okres pracy, który trwał około 5 tygodni nawiązałem kontakt z lekarzem Żydem, mieszkańcem tego obozu. Od niego wiem, że w obozie w Andrzejowie mieszkało 630 Żydów. Na terenie tego obozu ogrodzonego płotem z kolczastego drutu znajdowało sie 6 baraków. Nazwiska tego lekarza Żyda nie pamiętam. Żydzi z tego obozu byli wyprowadzani do pracy przy budowie nasypów kolejowych pod tory przez swoich grupowych Żydów. Grupy Żydów były nadzorowane jak mi wiadomo przy pracy przez majstrów niemieckich. Jak pamiętam przy bramie wejściowej na teren obozu żydowskiego znajdowała się wartownia w której służbę pełnili funkcjonariusze policji kolejowej. Zdaje się, że byli oni ubrani w szare mundury, ciemniejsze od mundurów żandarmów. Jak pamiętam funkcjonariuszy policji kolejowej było do pilnowania tego obozu 12,którzy pełnili służby na zmianę. Nazwisk żadnego z tych funkcjonariuszy nie znam. 0d Żyda-lekarza słyszałem z opowiadania, że z grup wychodzących do pracy nie wracało wieczorem 5-6 ludzi. W tym czasie jak pracowałem na terenie wymienionego obozu Żydzi wykonywali roboty przy budowie nasypu w lasku zwanym laskiem Hoffmanowej. Z tego miejsca pracy wg. opowiadań wspomnianego lekarza zawsze kilku nie wracało. Wynikało z jego wypowiedzi, ze przy tej pracy Żydzi giną, są zabijani i zakopywani w nasypie. Roboty w tym miejscu, położonym w odległości około 2 kilometrów od Andrzejowa wykonywała jakaś niemiecka firma, której nazwy nie znam. Nadmieniam, że żydowski obóz o którym wyżej mowa był położony w odległości około 1200 metrów od stacji w Andrzejowie przy drodze prowadzącej w stronę Olechowa. Dokładnie już nie pamiętam, ale zdaje się, że w listopadzie 1942 roku, gdy przyszedłem do pracy, na teren tego obozu żydowskiego w Andrzejowie dowiedziałem się, że we wczesnych godzinach rannych na terenie obozu powieszonych zostało 7 Żydów. Mówili o tym robotnicy – Polacy, którzy zamieszkiwali w barakach położonych za obozem żydowskim. Również przy drodze na Olechów. Nazwisk tych ludzi wskazać nie potrafię. Polacy ci byli obecni przy tej egzekucji. Egzekucja została przeprowadzona jak nadmienili mi opowiadający za samowolne odchodzenie Żydów z grup. Przyczyna ta została podana przed powieszeniem tych 7 Żydów, przez jakiegoś Niemca, który przybył z zewnątrz. Nadzorowali tą egzekucję funkcjonariusze policji kolejowej pełniący służbę przy obozie. Żydzi wieszani byli przez innych Żydów pod nadzorem Niemców. W baraku polskiego obozu położonego przy obozie żydowskim w Andrzejowie miałem jako brygadzista swoje pomieszczenie. Przychodziłem do tego pomieszczenia przez okres pracy, aż do lipca 1943 r. Dopiero w tym czasie przeniosłem się do Jędrzejowa. Przed przeniesieniem się do Jędrzejowa budowałem baraki przy torach na wysokości początku wsi Olechów, licząc od Andrzejowa dla jeńców angielskich, którzy zamieszkali w tym obozie gdzieś od maja 1943 r. Obóz ten został z chwilą wprowadzenia do niego jeńców odgrodzony i izolowany od reszty zatrudnionych przy budowie. Po zakończeniu roboty przy budowie baraków dla Anglików pracowałem przy budowie baraków w Jędrzejowie. Zostało tam postawionych 6 baraków. Teren został ogrodzony drutami kolczastymi, 3 baraki zostały jeszcze oddzielone od pozostałych. W jednej części zamieszkali Żydzi w liczbie 370, a w pozostałej Polacy. Z lekarzem żydowskim o którym wyżej nadmieniłem, stykałem się przez cały czas pracy na budowie. Przychodził on również do obozu przy wsi Jędrzejów. W maju lub czerwcu 1943 r., gdy przyszedłem do pracy i znajdowałem się w swoim pomieszczeniu przy obozie Żydów koło Andrzejowa, widziałem jak był wieziony jakiś Żyd na taczce z wartowni w kierunku baraków. Gdy spotkałem wspomnianego lekarza tego samego dnia, dowiedziałem się, że wieziony Żyd został tak mocno pobity przez funkcjonariuszy policji kolejowej na wartowni, że zmarł. Nazwiska tego Żyda nie znam. Chyba już na jesieni 1943 r. kiedy przechodziłem koło torów, widziałem jak majster niemiecki bił jakiegoś Żyda kawałem drewna. Żyd ten skulony stoczył się z wału nasypu. Miało to zdarzenie miejsce w pobliżu mostu przez rzekę idąc w kierunku Chojen, na wysokości lasku Kowalszczyzna. Żyd ten został zabity i zasypany, nie widziałem, ale przypuszczam, że tak było. Ja nie zatrzymywałem się, bo tego dnia wyszedłem nieco wcześniej z pracy i unikałem spotkań z Niemcami. Nadmieniam, że w miejscu, w które spadł z nasypu zabity przez Niemca, Żyd, sypana była ziemia z wagoników. Nie byłem poza tym świadkiem innych zbrodni dokonanych przez Niemców na Żydach lub osobach innych narodowości, ani też nie potrafię wskazać nazwisk sprawców zbrodni. Widziałem też, że przy budowie wykopów pod tory byli zatrudnieni więźniowie z Sikawy, dowożeni codziennie do pracy. Byli oni nadzorowani przez strażników, którzy nie dopuszczali nikogo do tych więźniów. Nie można było z tymi ludźmi porozumieć się. Na tym protokół zakończono i po odczytaniu jako zgodny ze złożonymi zeznaniami podpisany.

Wykaz niemieckich firm które korzystały na terenie Olechowa z niewolniczej pracy Polaków, Żydów, także w niewielkiej części jeńców angielskich i rosyjskich:

Kurt Hein - . Była to firma zajmująca się przygotowaniem terenu pod tory kolejowe. Torów jednak firma ta nie zakładała. Była to firma niemiecka z terenu Rzeszy.

Firma Budowlana Grün i Bielfinger z Mauscheim - budowa nasypu kolejowego

Breutigam i Matejko - Firma budowała budynki stacyjne i inne. Była to miejscowa firma budowlana prowadzona przez miejscowych Niemców.

Niemiecka firma tzw. „Ostdeutsche”, która wykonywała wykopy pod tory kolejowe. 

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft. - właściciel firmy był Niemiec  volksdeutsch o nazwisku Jędretzki z Konina.

Firma braci Karola i Oskara Pleszke z Łodzi ul. Nawrot 46, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane.

Firma Ohlendorf - firma z Rzeszy, która wykonywała roboty związane z budową węzła kolejowego w Olechowie.

Firma Neubaumat z siedzibą w Andrzejowie. Budowa nowego dworca przetokowego.

Bilfinger & Berger - Mannheim   

Grün & Bilfinger z Mannheim 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Das Thema Olechów ist mir dank meiner Kontakte und meiner Freundschaft mit Horst Milnikel, einem Einwohner dieses ehemaligen Dorfes, sehr ans Herz gewachsen. Ich hatte nicht die geringste Ahnung, wie reichhaltig und zugleich tragisch die Geschichte von Olechów während der deutschen Besatzung in den Jahren 1939-45 ist. Ich sammelte immer mehr neue Materialien und Dokumente, die von dem deutschen Völkermord in diesen Gebieten (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów) zeugten. Horst erinnerte sich an die Baracken, die nach der Befreiung übrig geblieben waren. Als Kind rannte er mit seinen Freunden auf dem Gelände des Arbeitslagers herum und spielte dort. Mit der Zeit wurden die Spuren immer weniger, was übrig blieb, war eine Gedenktafel in der Przemysłowa-Straße. Ich glaube, dass nur ein winziger Prozentsatz der neuen Bewohner der sogenannten Plattenbausiedlung sich der Tragödien bewusst ist, die sich dort ereignet haben.

Die deutschen Besatzer beschlossen, die Eisenbahnstrecke zwischen Łódź Kaliska und Koluszki über Olechów, Andrzejów und Andrespol auszubauen. Die Idee, den größten Rangierbahnhof in Zentralpolen zu bauen, entstand bereits einige Zeit vor dem Krieg. Allerdings fehlten die finanziellen Mittel für die Umsetzung dieser Pläne. Der Elan, mit dem die Deutschen den Bau in Angriff nahmen, erforderte sehr viel Arbeitskraft. Mit großem Elan und Eile wurde ein Arbeitslager an der Zakładowa-Straße und der Tomaszowska-Straße errichtet. Neben den einheimischen Polen wurden jeden Tag Juden aus dem Łódźer Ghetto zum Bahnhof in Andrzejów gebracht. Die Fluktuation war enorm, die Arbeitsbedingungen unmenschlich, Schläge und systematische Hinrichtungen (Erhängen) waren an der Tagesordnung. Juden wurden beim Bau von Dämmen getötet, viele von ihnen wurden in diesen Dämmen oder im nahe gelegenen Wald begraben. Dort ruhen sie bis heute...

Vor drei Jahren hatte ich zweimal Gelegenheit, das Pilecki-Institut in Warschau zu besuchen. Dort befinden sich über 3 Millionen Dokumente, die mit der deutschen Besatzung in Polen in Zusammenhang stehen. Darunter sind auch sehr interessante Dokumente über Olechów.

Ich möchte an dieser Stelle das Protokoll der Vernehmung von Tadeusz Węglewski durch den Staatsanwalt der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź vorstellen.


Aktenzeichen: D… 4/69

Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź. 000008

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 17. September 1969 in Łódź

Vize-Staatsanwalt Wiktor Klimczak , auf dem Gelände der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź.

Zeuge: Tadeusz Węglewski, geboren am 9. Dezember 1911 in Niedrzew, Kreis Kutno, Sohn von Józef Bronisława, wohnhaft in Łódź, Trybały-Straße (ich gebe nicht die gesamte Hausnummer an). Beruf: Baumeister.

Während der Besatzungszeit wohnte ich in Łódź. Seit März 1941 war ich bei der Firma der Brüder Karol und Oskar Pleszke beschäftigt. Es handelte sich um ein noch aus der Vorkriegszeit stammendes Unternehmen, das von den genannten Brüdern Pleszke geführt wurde, die während der Besatzungszeit Deutsche geworden waren. Diese Firma führte Bauarbeiten durch. Soweit ich weiß, waren die Brüder Pleszke zu dieser Zeit jeweils über 50 Jahre alt. Im September 1942 führte ich im Rahmen der Firma Pleszke Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau eines Badehauses und der Fertigstellung eines Küchengebäudes auf dem Gelände des Lagers in Andrzejów durch. Während ich dort arbeitete, begannen Juden in dieses Lager einzuziehen.

Während meiner etwa fünfwöchigen Arbeit knüpfte ich Kontakt zu einem jüdischen Arzt, der in diesem Lager lebte. Von ihm weiß ich, dass im Lager in Andrzejów 630 Juden lebten. Auf dem Gelände dieses mit Stacheldraht umzäunten Lagers befanden sich sechs Baracken. Den Namen dieses jüdischen Arztes habe ich nicht mehr im Gedächtnis. Die Juden aus diesem Lager wurden von ihren Gruppenführern zur Arbeit beim Bau von Bahndämmen unter den Gleisen gebracht. Die Gruppen von Juden wurden, soweit ich weiß, bei der Arbeit von deutschen Vorarbeitern beaufsichtigt. Soweit ich mich erinnere, befand sich am Eingangstor zum jüdischen Lager ein Wachhäuschen, in dem Beamte der Bahnpolizei Dienst taten. Ich glaube, sie trugen graue Uniformen, die dunkler waren als die Uniformen der Gendarmen. Soweit ich mich erinnere, gab es 12 Bahnpolizisten, die dieses Lager bewachten und sich im Schichtdienst ablösten. Ich kenne die Namen keiner dieser Beamten. Von einem jüdischen Arzt habe ich gehört, dass von den Gruppen, die zur Arbeit gingen, abends 5-6 Menschen nicht zurückkehrten. Während meiner Arbeit in diesem Lager verrichteten die Juden Arbeiten am Bau eines Damms in einem Wald namens Hoffmanowa. Nach den Erzählungen des erwähnten Arztes kehrten von diesem Arbeitsplatz immer einige nicht zurück. Aus seinen Aussagen ging hervor, dass bei dieser Arbeit Juden ums Leben kamen, getötet und im Damm begraben wurden. Die Arbeiten an diesem Ort, der etwa 2 Kilometer von Andrzejów entfernt liegt, wurden von einer deutschen Firma durchgeführt, deren Namen ich nicht kenne. Ich möchte erwähnen, dass das oben erwähnte jüdische Lager etwa 1200 Meter vom Bahnhof in Andrzejów entfernt an der Straße in Richtung Olechów lag. Ich erinnere mich nicht mehr genau, aber ich glaube, dass ich im November 1942, als ich zur Arbeit kam, auf dem Gelände dieses jüdischen Lagers in Andrzejów erfuhr, dass in den frühen Morgenstunden 7 Juden im Lager erhängt worden waren. Das erzählten mir die Arbeiter – Polen, die in Baracken hinter dem jüdischen Lager wohnten. Auch an der Straße nach Olechów. Die Namen dieser Menschen kann ich nicht nennen. Diese Polen waren bei dieser Hinrichtung anwesend. Die Hinrichtung wurde, wie mir berichtet wurde, wegen des eigenmächtigen Verlassens der Gruppen durch die Juden durchgeführt. Dieser Grund wurde vor der Erhängung dieser sieben Juden von einem Deutschen genannt, der von außerhalb gekommen war. Die Hinrichtung wurde von Beamten der Bahnpolizei überwacht, die im Lager Dienst taten. Die Juden wurden von anderen Juden unter deutscher Aufsicht gehängt. In der Baracke des polnischen Lagers, das sich neben dem jüdischen Lager in Andrzejów befand, hatte ich als Vorarbeiter meinen Raum. Ich kam während meiner Arbeitszeit bis Juli 1943 in diesen Raum. Erst zu diesem Zeitpunkt zog ich nach Jędrzejów um. Vor meinem Umzug nach Jędrzejów baute ich Baracken an den Gleisen am Anfang des Dorfes Olechów, gezählt von Andrzejów aus, für englische Kriegsgefangene, die seit etwa Mai 1943 in diesem Lager lebten. Dieses Lager wurde mit der Einweisung der Kriegsgefangenen abgezäunt und vom Rest der am Bau beschäftigten Personen isoliert. Nach Abschluss der Arbeiten am Bau der Baracken für die Engländer arbeitete ich am Bau von Baracken in Jędrzejów. Dort wurden 6 Baracken errichtet. Das Gelände wurde mit Stacheldraht umzäunt, 3 Baracken wurden noch von den übrigen getrennt. In einem Teil wohnten 370 Juden, im anderen Teil Polen. Mit dem oben erwähnten jüdischen Arzt hatte ich während meiner gesamten Arbeitszeit auf der Baustelle Kontakt. Er kam auch in das Lager bei Jędrzejów. Im Mai oder Juni 1943, als ich zur Arbeit kam und mich in meinem Raum im Lager der Juden bei Andrzejów befand, sah ich, wie ein Jude auf einer Schubkarre vom Wachhaus in Richtung Baracken transportiert wurde. Als ich denselben Tag den erwähnten Arzt traf, erfuhr ich, dass der transportierte Jude von den Beamten der Bahnpolizei in der Wachstube so schwer geschlagen worden war, dass er starb. Den Namen dieses Juden kenne ich nicht. Ich glaube, es war im Herbst 1943, als ich an den Gleisen vorbeiging und sah, wie ein deutscher Vorarbeiter einen Juden mit einem Stück Holz schlug. Der Jude rollte zusammengekauert den Bahndamm hinunter. Dies geschah in der Nähe der Brücke über den Fluss in Richtung Chojen, auf Höhe des Waldes Kowalszczyzna. Dieser Jude wurde getötet und verschüttet, ich habe es nicht gesehen, aber ich nehme an, dass es so war. Ich habe nicht angehalten, weil ich an diesem Tag etwas früher von der Arbeit gegangen bin und Begegnungen mit Deutschen vermieden habe. Ich möchte erwähnen, dass an der Stelle, an der er von den Deutschen getötet wurde, Erde aus Waggons aufgeschüttet wurde. Ich war außerdem nicht Zeuge anderer Verbrechen der Deutschen an Juden oder Personen anderer Nationalitäten und kann auch keine Namen von Tätern nennen. Ich habe auch gesehen, dass beim Bau der Gleisgräben Häftlinge aus Sikawa beschäftigt waren, die täglich zur Arbeit gebracht wurden. Sie wurden von Wachen beaufsichtigt, die niemanden zu diesen Häftlingen ließen. Es war unmöglich, mit diesen Menschen zu kommunizieren. Damit wurde das Protokoll abgeschlossen und nach Verlesung als mit den gemachten Aussagen übereinstimmend unterzeichnet.

Kurt Hein – . Es handelte sich um eine Firma, die sich mit der Vorbereitung des Geländes für Eisenbahnschienen befasste. Die Firma verlegte jedoch keine Schienen. Es war eine deutsche Firma aus dem Reichsgebiet.

Bauunternehmen Grün und Bielfinger aus Mauscheim – Bau eines Bahndamms

Breutigam und Matejko – Das Unternehmen baute Bahnhofsgebäude und andere Gebäude. Es handelte sich um ein lokales Bauunternehmen, das von lokalen Deutschen geführt wurde.

Das deutsche Unternehmen „Ostdeutsche”, das Aushubarbeiten für die Eisenbahnschienen durchführte.

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft – Eigentümer des Unternehmens war ein Volksdeutscher namens Jędretzki aus Konin.

Das Unternehmen der Brüder Karol und Oskar Pleszke aus Łódź, ul. Nawrot 46, die während der Besatzungszeit zu Deutschen wurden. Dieses Unternehmen führte Bauarbeiten durch.

Die Firma Ohlendorf – ein Unternehmen aus dem Reich, das Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau des Eisenbahnknotens in Olechów ausführte.

Die Firma Neubaumat mit Sitz in Andrzejów. Bau eines neuen Durchgangsbahnhofs.

Bilfinger & Berger – Mannheim

Grün & Bilfinger aus Mannheim

wtorek, 31 października 2023

Tomaszów Maz. - Komorów - Getto - Judaika - Proces - Ludobójstwo - Der Heimatbote

 

Mocny materiał o mordercach z terenu Tomaszowa, nie zamieszczam ostatniej części materiału, gdyż w mojej ocenie jest zbyt tendencyjna...

Der Heimatbote - 8/1970

Niemcy z Tomaszowa na ławie oskarżonych

    Od miesięcy w sądzie przysięgłych w Darmstadt toczy się proces o morderstwo, który dla nas, Niemców z Polski, jest szczególnie poruszający: na ławie oskarżonych zasiadają Georg Boettig, urodzony 21 października 1908 r. w Tomaszowie, Benjamin Paul Fuchs, urodzony 30 sierpnia 1911 r. w Komorowie koło Tomaszowa, oraz Alois Reichl, urodzony 18 listopada 1911 r., który, choć pochodził z Monachium, od 29 września 1941 r. do 2 sierpnia 1942 r. służył w Tomaszowie jako "policjant ochronny i przewodnik psów". Proces dotyczy strasznych rzeczy: nękania, tortur i zabijania z powodu niskich instynktów. Georg Boettig jest oskarżony o 16 morderstw, Benjamin Fuchs o 27 morderstw, a Alois Reichl o 8 morderstw żydowskich mieszkańców Tomaszowa w latach 1941-43.

     Polska gazeta natychmiast zbliżyła się do Boettiga i opublikowała biografie trzech wymienionych. Boettig był czwartym synem mistrza rzeźnickiego Boettiga i został rzeźnikiem jak jego ojciec. Uciekł do Niemiec w marcu 1939 roku i powrócił po inwazji Hitlera w listopadzie 1939 roku. Urząd Pracy zatrudnił go jako tłumacza w policji bezpieczeństwa, a Boettig był wykorzystywany przez Kripo i Gestapo do zwalczania spekulacji i czarnego rynku. W sierpniu lub wrześniu 1944 r. został postrzelony w nogę podczas operacji partyzanckiej 30 km od Tomaszowa, a następnie leżał w tomaszowskim szpitalu do stycznia 1945 r. Kontynuował leczenie w Lichtensteinie. Dalsze leczenie przeszedł w Lichtensteinie, a po zwolnieniu podjął pracę. W 1965 r. został aresztowany w Stuttgarcie. Z powodu odniesionej rany został zwolniony i obecnie zeznaje jako wolny człowiek w Darmstadt.

    Drugim, którego życiorys jest tak szczegółowo publikowany przez Polaków, jest Paul Fuchs, który urodził się w Komorowie jako piąte dziecko kowala. W latach 1932-34 służył w polskim wojsku, a następnie pracował w Wilanowie. Powołany do wojska w momencie wybuchu wojny, do listopada 1939 r. był niemieckim jeńcem wojennym. Następnie przeniósł się do Starzyc koło Tomaszowa, a na początku 1940 r. zgłosił się do niemieckiej policji w Petrikau. Wraz ze 180 innymi etnicznymi Niemcami został przeszkolony i jako ochotnik wstąpił do policji ochronnej w Tomaszowie. Był tam odpowiedzialny za kontrolę cen i zwalczanie spekulacji. Jednak często był również wysyłany na kilka dni do patrolowania ulic i gett, i mówi się, że wszystkie rzeczy, o które teraz oskarża go sąd, miały miejsce. Fuchs uciekł z Tomaszowa do Rostocku w styczniu 1945 roku, a następnie udał się do Tybingi, gdzie został aresztowany w 1967 roku. .

    Trzeci z nich, przewodnik psów Reichl z Bawarii, od początku miał za zadanie pilnowanie getta w Tomaszowie. Przybył stamtąd do Lublina i walczył na Ukrainie od jesieni 1943 roku. Od 1931 r. był członkiem NSDAP, a w 1967 r. został aresztowany jako główny strażnik.

Tymczasem w samym Tomaszowie na początku lipca odbyła się lokalna rozprawa. 11 sędziów, prokuratorów i obrońców z sądu przysięgłych w Darmstadt na własne oczy zobaczyło teren byłego getta, w którym podczas wojny wegetowało 18 000 Żydów. Oczywiście także Zapiecek, dawną siedzibę gestapo i browar, w którym odbywały się egzekucje.

    Wszystko po to, by odpokutować za niezrozumiałe rzeczy, które można wytłumaczyć jedynie prawicowym fanatyzmem tamtych czasów. Tylko dzięki ciągłym nazistowskim hasłom: "Musisz stać się twardy, a nawet twardszy" i dzięki ciągłemu czytaniu "Stürmera", największej antysemickiej diatryby wszechczasów, naturalnie dobroduszni młodzi ludzie mogli całkowicie odwrócić swoje myślenie. Stali się ofiarami ówczesnych emocji....



Deutsche aus Tomaschow auf der Anklagebank

Beim Schwurgericht Darmstadt läuft seit Monaten ein Mordprozess, der gerade uns Deutsche aus Polen bewegt: Auf der Anklagebank sitzen Georg Boettig, geb. am 21.10.1908 in Tomaschow, Benjamin Paul Fuchs, geb. am 30.8.1911 in Komorow bei Tomaschow, und Alois Reichl, geb. am 18.11.1911, der zwar aus München stammt, aber vom 29.9.1941 bis zum 2.8.1942 als "Schutzpolizist und Hundeführer" in Tomaschow eingesetzt war. In dem Prozess geht es um schreckliche Dinge: um Drangsalierungen, Folterqualen und Tötungen aus niedrigen Instinkten. Dem Georg Boettig werden.16 Morde, dem Benjamin Fuchs 27 Morde und dem Alois Reichl 8 Morde an jüdischen Einwohnern Tomaschows während der Jahre 1941-43 angelastet.

Eine polnische Zeitung brachte Boettig gleich in Großaufnahme und veröffentlichte die Lebensläufe der drei Genannten. Boettig war demnach der vierte Sohn des Fleischermeisters Boettig und wurde wie sein Vater Fleischer. Im März 1939 floh er nach Deutschland und kehrte nach Hitlers Einmarsch im November 1939 zurück. Das Arbeitsamt verpflichtete ihn als Dolmetscher bei der Sicherheitspolizei, und Boettig wurde von Kripo und Gestapo bei der Bekämpfung der Spekulation und des Schwarzen Marktes eingesetzt. Im August oder September 1944 erhielt er bei einem Partisaneneinsatz 30 km von Tomaschow entfernt eine Kugel ins Bein und lag dann bis Januar 1945 im Tomaschower Krankenhaus. In Lichtenstein behandelte man ihn weiter und nach seiner Entlassung nahm er eine Arbeit auf. Im Jahre 1965 wurde er in Stuttgart festgenommen. Wegen seiner Verwundung setzte man ihn auf freien Fuß und er sagt jetzt in Darmstadt als freier Mann aus.

Der zweite, dessen Lebenslauf so ausführlich von den Polen veröffentlicht wird, ist Paul Fuchs, der als fünftes Kind des Schmiedes in Komorow zur Welt kam. Er diente von 1932-34 im polnischen Heer und arbeitete dann in Wilanow. Bei Kriegsausbruch eingezogen, war er anschließend bis November 1939 in deutscher Kriegsgefangenschaft. Er zog dann nach Starzyc bei Tomaschow und meldete sich Anfang 1940 bei der deutschen Polizei in Petrikau. Mit 180 anderen Volksdeutschen wurde er geschult und trat als Freiwilliger in die Schutzpolizei in Tomaschow ein. Dort hatte er die Preiskontrolle und Bekämpfung der Spekulation unter sich. Öfters und jeweils mehrere Tage war er aber auch zu Straßen- und Ghetto-Patrouillen eingesetzt und dabei soll all das vorgekommen sein, was ihm jetzt das Gericht vorwirft. Fuchs flüchtete im Januar 1945 aus Tomaschow nach Rostock und gelangte später nach Tübingen, wo er 1967 festgenommen wurde. .

Der dritte, der Hundeführer Reichl aus Bayer,n, hatte in Tomaschow von vorne herein die Bewachung des Ghettos als Hauptaufgabe. Er kam von da nach Lublin und kämpfte ab Herbst 1943 in der ukraine. Er war schon seit 1931 Mitglied der NSDAP und wurde als Oberwachmeister 1967 festgenommen.

Inzwischen hat Anfang Juli ein Lokaltermin in Tomaschow selbst stattgefunden. 11 Richter, Staatsanwälte und Verteidiger des Schwurgerichts Darmstadt sahen sich das frühere Ghetto- Gelände, wo in der Kriegszeit 18 000 Juden vegetiert haben sollen, mit eigenen Augen an. Natürlich auch den Zapiecek, den ehemaligen Sitz der Gestapo, und die Brauerei, an der die Exekutionen stattfanden.

Man tut hier alles, um schier unbegreifliche Dinge zu sühnen, die nur aus dem damaligen rechtsradikalen Fanatismus erklärbar sind. Nur durch die ständigen Nazi-Parolen: "Ihr müßt hart und noch härter werden" und durch die Dauerlektüre des "Stürmer", des größten antisemitischen Hetzblattes aller Zeiten, konnten von Natur aus gutmütige junge Leute in ihrem Denken ganz umgekrempelt werden. Sie wurden ein Opfer damaliger Emotionen.


niedziela, 15 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.5

Miałem przeczucie, że te 16 zeszytów- pamiętników rodziny Włodarczyk, mają w swojej treści dziwną moc, można powiedzieć tajemnicę !
Zacząłem zamieszczać w odcinkach równocześnie wspomnienia trójki bohaterów. Nie znałem imienia, seniora Włodarczyka, wiedziałem tylko, że od wybuchu wojny, zarówno Krysia jak i Boluś ubolewają z powodu braku Ojca. Miałem dziwne przeczucie, że on nie żyje...Wczoraj przeczytałem końcówkę wspomnień Bolusia z 1949 roku, gdzie wspomina, że stracili nadzieję na jego powrót, że najprawdopodobniej spotkają się w niebie...
W tym momencie zacząłem szukać na Google Bolesława Włodarczyka... i natychmiast znalazłem, że został zamordowany w 1940 roku w Charkowie.... W części czwartej, zamieściłem wspomnienia Krysi, która napisała:
                                                                                                              dnia 8.IV.1941 r.
"Już rok minął 6 kwietnia, gdy dostaliśmy telegram od tatusia. Bardzo się martwimy. Codziennie rozmawiamy o Tatusiu i bardzo tęsknimy."

To był moment, kiedy zacząłem podejrzewać najgorsze, okres, kiedy tysiące Polskich oficerów, inteligentów zamknięto w obozach w Starobielsku i innych na terenie sowieckiej Rosji. Ten telegram został napisany ze Starobielska, był ostatnią wiadomością, kochanego syna, męża  i ojca...
Bolesław Włodarczyk był podporucznikiem i we wrześniu 1939 został zmobilizowany do 27 Pułku Piechoty w Częstochowie. Był pedagogiem, w 1934 roku, został kierownikiem Szkoły Podstawowej w Wierzbiu...

                          Bolesław Włodarczyk - Junior - Boleś - 4 maja 2015 roku.

Informacje te zaczerpnąłem z materiału:

Człowiek żyje tyle, ile trwa pamięć o nim... Katyń ... - wierzbiespsk.pl

wierzbiespsk.hol.es/.../56-czlowiek-zyje-tyle-ile-trwa-pamiec-o-nim-katyn-1940-pami...
19 maj 2015 - Wspomnienie Bolesława Włodarczyka- kierownika Szkoły Powszechnej w Wierzbiu. W świadomości i sercach Polaków, pamięć o ofiarach ...
Są w tym materiale wspomnienia syna, podporucznika Włodarczyka, także Bolesława, we wspomnieniach piszę o nim BOLUŚ!
Zamieszczane wspomnienia na moim blogu nabierają jeszcze większej wartości historycznej, zapraszam Czytelników do czytania całego materiału, który będzie się ukazywać w następnych odcinkach!
 

niedziela, 18 grudnia 2016

Baruch Steinberg - Rabin - Judaika - Wojsko Polskie - Katyń - 1897-1940

Na Facebooku znalazłem bardzo ciekawą stronę, na której zamieszczane są artykuły dotyczące historii Polski, niekiedy bardzo trudnej, także zdjęcia, dokumenty. Uzyskałem zgodę właściciela, który podpisuje się jako BOGUŚ, na korzystanie z tych materiałów, dziękuję bardzo. Postaram się umieszczać na moim blogu historie, które mnie interesują. W innych źródłach ciężkie do zdobycia. Nie biorę odpowiedzialności za wiarygodność tych materiałów.
Historia Polski dzień po dniu
Forum Żydów Polskich.

17 grudnia 1897 w Przemyślanach urodził się Baruch Steinberg - członek POW, starszy rabin II klasy Wojska Polskiego w stopniu majora, pełniący obowiązki naczelnego rabina WP, zamordowany w Katyniu przez sowietów.
Jako członek POW wziął udział w wojnie polsko-ukraińskiej w obronie Lwowa w 1919 roku.
W 1928 został kapelanem wyznania mojżeszowego służby stałej Wojska Polskiego jako rabin Okręgu Korpusu Nr I, III i V. W 1933 objął obowiązki szefa Głównego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego, a w latach 1935-1939 – szefa Głównego Wojskowego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego Biura Wyznań Niekatolickich Ministerstwa Spraw Wojskowych. W 1936 został naczelnym rabinem Wojska Polskiego.
1 września 1939, w chwili agresji Niemiec na Polskę, był jednym z siedmiu zawodowych rabinów wojskowych, został też szefem Duszpasterstwa Wyznań Niekatolickich dla Armii „Kraków”. Po najeździe sowieckim na Polskę 17 września 1939, wzięty do niewoli sowieckiej, przebywał w obozie w Starobielsku, skąd wywieziono go 24 grudnia 1939 w ramach akcji NKWD aresztowania duchownych-kapelanów wszystkich wyznań w wigilię Bożego Narodzenia 1939 do więzienia na Butyrkach w Moskwie, skąd w marcu 1940 powrócił do obozu, by następnie trafić do Juchnowa, a następnie do Kozielska. 12 kwietnia 1940 został wywieziony do Katynia i zamordowany.
Istnieją świadectwa, mówiące o niezwykłej solidarności ponad podziałami religijnymi wśród uwięzionych oficerów. Bronisław Młynarski pisze: Jak wielką i potężną była potrzeba wspólnej modlitwy dowodzi, iż jeńcy wyznania mojżeszowego, protestanckiego, prawosławnego – masowo uczestniczyli w nabożeństwach katolickich (...). Innym razem szliśmy w piątkowe wieczory pod przyzbę mizernej szopy (...), gdzie setki Żydów wznosiło gorące modły po hebrajsku, pod przewodnictwem kapelana dra Steinberga.
Minister Obrony Narodowej decyzją Nr 439/MON z 5 października 2007 awansował go pośmiertnie do stopnia podpułkownika. Awans został ogłoszony 9 listopada 2007 w Warszawie, w trakcie uroczystości „Katyń Pamiętamy – Uczcijmy Pamięć Bohaterów”.


czwartek, 1 grudnia 2016

Leśniowski Józef - Tarnopol - Legiony - Policja - Ludobójstwo - Stalin - Twer - Miednoje - Katyń !!!

Materiał zdjęciowy, który kupiłem w Hali Sportowej w Łodzi, podczas Ogólnopolskiej Giełdy Rzeczy Dawnych i Osobliwości, przed 8-10 laty. Sprzedający przekonywał mnie, że są to zdjęcia zamordowanego Policjanta, przez sowieckich morderców w Katyniu. Kupiłem za niemałą kwotę, dając mu wiarę... Byłem mocno rozczarowany, gdyż nie znalazłem wątku katyńskiego, odłożyłem te zdjęcia na półkę. Obecnie, przypadkowo wróciłem do tematu, znalazłem miejsce kaźni Aspiranta Policji Wojskowej w Tarnopolu. Od początku:
Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, w piśmie z 1960 roku, że poszukiwany przez rodzinę, Józef Lesniowski, urodzony 20.III.1899, w Płotyczy, syn Floriana i Marii, nie został odnaleziony na terenie Związku Radzieckiego....,* kłamstwo!
Rodzina Leśniowskiego, po wysiedleniu z rodzinnego Tarnopola,wywieziona do łagrów sowieckich, dotarła do Polski i osiedliła się w Wołczakowie, gm.Dobra, woj. szczecińskie.. 
Według Wikipedii, posterunkowy Józef Leśniowski był ofiarą zbrodni katyńskiej, jeńcem obozu w Ostaszkowie, zamordowany w 1940 roku w Twerze, dawniejsza nazwa tej miejscowości Kalinin. Został pochowany w Miednoje..., był jednym z 5.500 policjantów rozstrzelanych przez sowieckich siepaczy !
Znaczki na zdjęciach są zabezpieczeniem, przez kopiowaniem, wszystkie z nich są moją własnością. Zainteresowanych tym tematem, proszę o kontakt.



Aspirant Policji Państwowej, Józef Leśniowski, w mundurze policyjnym. Oryginalne zdjęcie (zbiory własne).


Józef Leśniowski w mundurze legionisty, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, z tyłu zdjęcia ręczny zapis: "Pamiątka z 7/5.1920 roku Leśniowski Józef".



Najprawdopodobniej, zdjęcie ślubne Józefa Leśniowskiego z Marią. Ręczny zapis: " Pamiątka z 4/4.1920 z Tarnopola".



                                                         Rodzinne zdjęcie, bez podpisu.



                   Najprawdopodobniej Posterunek Policji w Tarnopolu, bez opisu.



                        

                           Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar 10,5x17,5 cm, rodzinne, bez opisu. 



Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar 10,5x17,5 cm, rodzinne, ręczny zapis:" Pamiątka 3/5 1918 rok -Tarnopol.


*St.przod. Szczepan Morawski - Tarnopol - Policja Panstwowa

policjapanstwowa.pl › ... › Albumy

środa, 9 listopada 2016

Kresy - Lwów - Lemberg - Mord - Ludobójstwo - Zdjęcia - 1939-45

Długo zastanawiałem się, czy pokazać te zdjęcia.. , są drastyczne, pokazują zamordowanych mieszkańców Lwowa. Zbiorowy mord, ludobójstwo, trudno ustalić, czy są to tylko Polacy, czy też obywatele Lwowa, pochodzenia żydowskiego. Tak wiele w okresie okupacji odbyło się masowych egzekucji, więc bliższy opis zdjęć, ich lokalizacja, nie wydaje się możliwa.. Jest z tyłu zdjęcia, ręczny napis "Lemberg". To, że była to egzekucja poprzez rozstrzelanie, pokazuje ściana budynku, gdzie wyraźnie widać ślady po kulach. Prawdopodobnie, trzecie zdjęcie pokazuje inny mord, zostało wykonane tym samym aparatem fotograficznym, z tyłu jest tylko numer 155. Dwa wcześniejsze zdjęcia są sygnowane numerami 123 i 129. O rozmiarach niemieckich zbrodni mogą świadczyć te numery..., z pewnością zrobił je żołnierz niemiecki, który był obecny podczas tych egzekucji... Te zdjęcia zakupiłem na bazarach w Hannoverze, były tylko te trzy.... Zdjęcia są oryginalne, rozmiar: 9,0x12,0 cm, na zdjęciach jest zabezpieczenie, przed dalszym rozpowszechnianiem bez mojej zgody. Mam nadzieję, że być może, ktoś z czytelników uzupełni informacje, dopisze historię tych drastycznych zdjęć!