Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katyń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katyń. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lutego 2023

Katyń - Zbrodnia ludobójstwa - Ppor. H. Różnicki - Gałkówek - Odgłosy - 1989

 Mocny materiał o zbrodni ludobójstwa w Katyniu.

Odgłosy : tygodnik społeczno-kulturalny. 1989-04-30 R. 32 nr 18




Ostatnie spotkanie ppor. Henryka Różnieckiego. Jak wyglądał las katyński? 

                           Polscy robotnicy z Bauzugu 2005  

Publikacja materiałów związanych ze zbrodnią katyńską spowodowała, że redakcje różnych pism otrzymują wiele listów związanych. Z tą sprawą. Takie listy otrzymują również „Odgłosy" Na przykład ZDZISŁAW  PIASECKI z Gałkówka podzielił się z nami wspomnieniem o HENRYKU ROŻNIECKIM. 

1. Ostatnie spotkanie. 

Henryk Różniecki - pisze Zdzisław Piasecki - był absolwentem jednego z gimnazjów w Łodzi, ukończył podchorążówkę artylerii i otrzymał przydział do 4 pułku artylerii ciężkiej, który stacjonował w Tomaszowie Mazowieckim. W 4 pac służył jako podporucznik. W cywilu był urzędnikiem Urzędu Gminnego w Gałkówku. Urodził się w Gałkówku i tam ożenił się . Był człowiekiem lubianym, pracowitym, życzliwym zbliżała się wojna. W marcu 1939 roku Henryk Różniecki został powołany do wojska. Początkowo przebywał w Tomaszowie Mazowieckim, a gdy wybuchła wojna został odkomenderowany na stację kolejową Łódź Kaliska. Tutaj przybywają pociągi z wojskiem. Trzeba było je szybko rozładować i kierować wojsko na właściwe pozycje. Pociągi stały na torach wspomina żona Henryka Różnickiego - w stronę Zgierza, Karolewa i Lublinka. Brakowało łączności. Z pomocą - jako gońcy - przyszli łódzcy harcerze. Podporucznik Henryk Różniecki zaprzyjaźnił się z jednym harcerzem. Pani Różniecka wiele razy zastanawiała się, jakie losy były tego harcerza? Co się z nim stało? Czy może zapamiętał podporucznika artylerii z Gałkówka - Henryka Różnieckiego? Stacja Łódź Kaliska atakowana była z powietrza przez niemieckie samoloty. Jednemu takiemu natrętowi - wspomina żona Henryka Różnieckiego - mąż wydał walkę i poważnie go uszkodził. Samolot przymusowo lądował, a pilot dostał się do niewoli. W nagrodę ppor. Henryk Różniecki otrzymał kilka godzin urlopu i mógł wpaść do rodziny do Gałkówka. To było ich ostatnie spotkanie. Ich córka, która miała wówczas dwa lata ciągle powtarzała: 

- Tatusia główka boli, tatusiowi z główki krew leci.

 - Po wielu latach słowa te okazały się prorocze i nieszczęśliwe. 

W grudniu 1939 roku do Gałkówka nadszedł list, z którgo wynikało, że ppor. Henryk Różniecki znajduje się w ZSRR, jest cały i zdrów. Na początku 1940 roku przyszła kartka z. Kozielska w ZSRR, z której znów wynikało, że jest zdrów, pozdrawia i tęskni. I później zapanowała cisza. Dopiero z gazety „Goniec Krakowski" z. 19 czerwca 1943 roku, w której zamieszczono listę oficerów polskich pomordowanych w Katyniu, rodzina dowiedziała się, że ppor. Henryk Różniecki nie żyje, że został -zamordowany w Katyniu. Przy jego zwłokach znaleziono między innymi książeczkę oficerską . i metrykę ślubu . Na liście katyńskiej figurował pod nr 2485. Informacje te zostały potwierdzone przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. 

2. Las katyński. 

Często używamy określenia: las katyński. Stało się ono symbolem. Ale jak właściwie wyglądał las katyński? 

Leżał przy trakcie ze Smoleńska w kierunku Witebska wiodącym. Niegdyś należał - o ironio losu - do Polaka Koźlickiego. Dzielił się na trzy części: Kozie Góry, Rozbójniczy Kołodiec i Czarnogriaz. Naj- bliżej Smoleńska położone były Kozie Góry. Nie cieszyły się one dobrą sławą. W Kozich Górach po rewolucji rozstrzeliwano różnych ludzi. Teren jednak nie był ogrodzony i ludność z okolicznych wsi swobodnie chodziła po lesie zbierając grzyby i chrust. Tak było do 1929 roku. Od tego czasu Kozie Góry przejęło GPU. Las został ogrodzony drutem kolczastym a od strony drogi do Witebska drewnianym, dwumetrowym płotem. W różnych miejscach wywieszono tablice: „Zaprietnaja zona GPU. Wchod postoronnim Licam wosprieszczon". Wewnątrz ogrodzonego lasu zbudowano „daczę", w której stale mieszkał dozorca, kucharz, służąca i szofer. Wewnątrz ogrodzonego lasu nie było żadnych baraków ani innych budynków. Kozie Góry przecina Dniepr. „Dacza" stoi w pobliżu rzeki. Początkowo teren nie był pilnowany. Okoliczni mieszkańcy, choć nie mieli o katyńskim lesie najlepszego mniemania, przedzierali się przez druty i zbierali grzyby. Gdy ich dostrzeżono - przepędzano. Od początku 1940 roku las w Kozich Górach był pilnie strzeżony. Chodziły po nim patole NKWD z psami. Smiałka, który dostałby się do środka atakowały psy. Zdarzyło się to nielicznym. Nikt drugi raz już nie przelazł przez druty

3. Tragiczne odkrycie.

Dr RYSZARD WALCZAK z Poznania nadesłał do „Odgłosów" wycinek z „Głosu Wielkopolskiego" z 23 marca 1989 roku, w którym LESZEK ADAMCZEWSKI relacjonuje o· powieść Teofila R. o tragicznym odkryciu w katyńskim lesie. Okazuje się, że groby w Kozich Górach pierwsi odkryli polscy robotnicy kolejowi pracujący w Organizacji Todt. W 1941 roku Teofil R. przebywał w Rokietnicy, skąd został zabrany do prac przy odśnieżaniu torów. Następnie został włączony do pociągu budowlanego: Bauzug 2005. Na początku 1942 roku Bauzug 2005 przez Mińsk i Orszę dotarł do stacji Gniezdowa, gdzie stanął. Jego załoga pracowała przy zwężaniu torów. W ZSRR stosuje się szersze rozstawienie torów nit w pozostałej części Europy. Jak utrzymuje Ryszard Walczak Bauzug 2005 zatrzymał się u skrzyżowania dwóch linii kolejowych: Aleksandrowskiej - wiodącej na Orszę i Mińsk i Rigarłowskiej (nazwa pochodzi od słów: Ryga - Orzeł) prowadzącej w kierunku na Witebska. Stali oni koło „Brecko- wo Mosta". Zdaniem Ryszarda Walczaka Bauzug 2005 stał w odległości 1,5 km od mogił polskich oficerów. - ... kilkaset metrów wspomina Teofil R. - od Bauzugu znajdował się las otoczony około dwumetrowej wysokości płotem betonowym. Do lasu prowadziła brama, której nie było. Pewnie miejscowa ludność rozebrała ją na opał.

Teofil R. opowiada dalej, że spotkał kobietę, która była Polką pochodzącą z Brześcia nad Bugiem. Przyniosła ona Teofilowi R. czapkę porucznika piechoty i opowiedziała, że rzucił ją wiosną 1940 roku na bocznicy w Kozich Górach w krzaki i krzyknął: - Jeszcze Polska nie zginęła!!!

- Zauważyłem - opowiada dalej Leszkowi Adamczewskiemu Teofil R. - że pod spodem czapki było napisane imię Władysław i nazwisko na K. Kaczmarski czy coś takiego." I miejscowość Włodzimierz. gdzie chyba stacjonowała jego jednostka Teofil R. i dwaj jego koledzy wybrali się do lasu, obejrzeli opuszczoną „daczę" i miejsca w lesie, gdzie pozapadała się ziemia. Były też wybrzuszenia, na których rosły małe świerki. W końcu zdecydowali się na rozkopanie wzgórka. Oto zanotowana przez Leszka Adamczewskiego opowieść o tym, co odkryli wówczas w Kozich Górach:

 - Zaczęliśmy kopać. Wkrótce dotarliśmy do rozkładających się zwłok jakiegoś żołnierza w płaszczu. Z całą pewnością nie był to płaszcz polski. Zakopaliśmy więc tę zbiorową mogiłę i wyszliśmy z lasku. obok płotu stała chatka, koło której kręcił się starszy mężczyzna z długą brodą. Koledzy zapytali: 

- Gdzie tu leżą polscy oficerowie? 

Widząc, że nacieramy ostro, zaprowadził nas do lasu i wskazał mówiąc:

 - Tu kopcie! Znów zaczęliśmy kopać. 

I rychło pojawiły się częściowo zgniłe płaszcze wojskowe. Nasze, polskie! Majora, kapitana.„ Widzieliśmy skrępowane drutem na plecach ręce ofiar. Zakopaliśmy mogiłę, a nazajutrz przyszliśmy w to miejsce liczniejszą grupą. Na mogile postawiliśmy brzozowy krzyż. O naszym odkryciu dowiedzieli się Niemcy ze stacjonujących w okolicach Smoleńska jednostek Wehrmachtu i lokalnych władz okupacyjnych, lecz wtedy nikt z nich tym się nie interesował. Śmiali się nawet..

4. Koniec Bauzugu 2005 

Opowieść Teofila R. zgadza się w wielu szczegółach z innymi relacjami. Polka z Brześcia nad Bugiem nazywała się Emilia Osipowna Siemianienko, a z domu była Kozłowska. Starszy mężczyzna z długą brodą, o którym wspomina Teofil R. - to, jak sugeruje Ryszard Walczak, Parfien Kisielew, który mieszkał najbliżej płotu ogradzającego Kozie Góry. 

Powstała tylko - zdaniem Ryszarda Walczaka - pewna wątpliwość czy w rejonie Kozich G6r stacjonował jeden pociąg budowlany, czy było ich dwa. Rzecz w tym, że koledzy Teofila R. postawili na mogiłach krzyż brzozowy. Gdy wiosną 1943 roku Niemcy przystąpili do rozkopywania grobów wspomina się o dwóch a nawet trzech krzyżach postawionych przez pracujących przy torach Polaków. Stąd u Ryszarda Walczaka powstała myśl, że w rejonie Kozich Gór mogły stać dwa różne pociągi budowlane Organizacji Todt. Bauzug 2005 stał w Kozich Górach do marca 1942 roku. Teofil R. uciekł z pociągu i przedostał się do Warszawy. Na przełomie sierpnia i września 1943 roku Bauzug 2005 został zbombardowany przez samoloty radzieckie. Zginęło wtedy wielu członków jego załogi, w większości pochodzących z Poznańskiego. 

Leszek Adamczewski zapytał swego rozmówcę, dlaczego nie chce się ujawnić? Teofil R. jest emerytowanym poznańskim rzemieślnikiem. 

- Za to, co widzialem w marcu 1942 roku w pobliżu Smoleńska - powiedział Teofil R. - w czasach stalinowskich zostałbym uznany za „wroga ludu". A kilkanaście lub nawet kilka lat temu miałbym zapewne sporo nieprzyjemności. Lepiej było więc milczeć. Zresztą nie o rozgłos mi chodzi, ale o to, by po latach dać świadectwo prawdzie, którą historycy mogą chyba potwierdzić. Ryszard Walczak przysłał „Odgłosom" artykuł Leszka Adamczewskiego z „Głosu Wielkopolskiego", aby z.a naszym pośrednictwem dotrzeć do innych świadków, którzy mogliby również w czasie niemieckiej okupacji Smoleńska przebywać w tych okolicach i dorzucić dziś nieznane do tej pory szczegóły.

piątek, 13 sierpnia 2021

Generał Sikorski - Gibraltar - Katastrofa - Katyń - Litzmannstädter Zeitung - 1943

 Ciekawy artykuł z Litzmannstädter Zeitung o tragicznej w skutkach katastrofie Generała Sikorskiego. Tak tę katastrofę widziała strona niemiecka... Tajemnicza śmierć naszego Wodza pozostanie na zawsze tajemnicą...


    Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa donosi, że były generał Sikorski rozbił się w brytyjskim bombowcu, którym leciał z Gibraltaru. Samolot rozbił się na ziemi, zabijając córkę Sikorskiego. Ten niegroźny, spreparowany raport nabiera szczególnego smaku, jeśli zestawi się go z faktem, że krótko wcześniej podano informację o zabiciu Sikorskiego, że Sikorski padł ofiarą zamachu. 

    W obecnej sytuacji jest całkiem jasne, że sprzeczne doniesienia są typowym manewrem maskującym i że Sikorski został wyeliminowany przez brytyjskie służby specjalne. Po ujawnieniu masowego mordu na dziesięciu tysiącach polskich oficerów w Katyniu, Sikorski, jako szef polskiej organizacji emigracyjnej w Anglii, odważył się zażądać zbadania tej sprawy, czym naraził się na ogromną niepopularność nie tylko wśród brytyjskich i amerykańskich plutokratów, ale jeszcze bardziej w osobie Stalina. Jeśli weźmie się pod uwagę nagonkę na Sikorskiego w ostatnich tygodniach, to nie trzeba długo szukać tych, którzy mieli palący interes w śmierci Sikorskiego, a szybko wymyśla się wypadek lotniczy, którego nikt nie może i nie musi zweryfikować. Dziwne okoliczności jednoznacznie świadczą o tym, że było to celowe rozbicie samolotu, bowiem dziwnym jest, że wszyscy polscy pasażerowie bez wyjątku zginęli, natomiast pilot, który ewidentnie działał na zlecenie brytyjskich służb specjalnych, oraz pozostali członkowie załogi uratowali się skacząc na spadochronach. Można tylko podziwiać niewielką wyobraźnię, jaką Secret Service uważa za niezbędną. Wszakże francuski gubernator Chlappe też "miał wypadek" w ten sposób podczas swojego lotu do Syrii. Sikorski i tzw. szef sztabu generalnego, generał Klimecki, który zginął w tym samym czasie, to nic innego jak ostatnie ofiary Katynia. Generał Władysław Sikorski urodził się 20 maja 1881 roku w okolicach Sandomierza w dzisiejszej Generalnej Guberni. Podczas wojny światowej był członkiem Legionu Piłsudskiego, który walczył u boku mocarstw centralnych przeciwko Rosji. 

     W 1921 r. Piłsudski mianował go szefem Sztabu Generalnego, a w 1922 r. został premierem i ministrem spraw wewnętrznych, którą to funkcję pełnił do 1923 r. Od 1924 do 1925 r. był ministrem wojny. W późniejszym okresie Sikorski coraz bardziej odwracał się od swojego dawnego dowódcy w stronę narodowców, którzy widzieli w nim nadchodzącego człowieka (nowego przywódcę). W 1928 r., zdymisjonowany przez Piłsudskiego, generał wyjechał do Paryża. Po klęsce Polski, Sikorski został "Naczelnym Wodzem Armii Polskiej" i "premierem" polskiego emigracyjnego "rządu" we Francji, Anglii. Podobnie jak jego poprzednicy i następcy, Sikorski jako premier był przeciwnikiem niemieckiej grupy etnicznej w Polsce, która za jego rządów była szykanowana, tak jak przedtem i potem. Bardzo ambitny, "mały generał" (Sikorski był niskiego wzrostu) wierzył, że może być następcą Piłsudskiego. Stąd jego sprzeciw wobec Marszałka i później.



     Das britische Luftfahrtministerium meldet, der ehemalige General Sikorski sei mit einein britischen Bomber, den er von Gibraltar aus zu einem Pluge benutzt habe, abgestürzt. Das Flugzeug sei am Boden zerschellt, wobei auch Sikorskis Tochter den Tod fand. Diese harmlose frisierte Meldung bekommt Ihren besonderen Beigeschmack, wenn man dagegenhält, daß kurz zuvor gemeldet worden war, daß Sikorski einem Mordanschlag zum Opfer gefallen sei. Nach Lage der Dinge ist es ganz klar, daß es sich bei den widerstreitenden Meldungen um ein typisches Vertuschungsmanßver handelt und daß Sikorski vom englischen Geheimdienst beseitigt worden ist. Sikorski als der Chef der polnischen Emigrantenorganisation in England hatte es nach Bekanntwerden des Massenmordes an Zehntausend polnischen Offizieren in Katyn gewagt, eine Untersuchung des Falles zu fordern und auch damit nicht nur bei den britischen un us-ameriknnischen Plutokraten, sondern noch weit mehr bei Stalin äußerst unbeliebt gemacht. Man braucht, wenn man das Treiben gegen Sikorski in den letzten Wochen berücksichtigt, nicht lange nach denen zu suchen, die am Tode Sikorskis ein brennendes Interesse hatten, und ein Flugzeugunfall, den kein Mensch nachprüfen kann und darf, ist schnell erfunden. Die merkwürdigen Umstände beweisen deutlich, daß es sich um einen absichtlich herbeigeführten Absturz der Maschine gehandelt hat, denn es ist doch sonderbar, daß die polnischen Insassen ausnahmslos zu Tode kamen, während sich der offensichtlich im Auftrag des englischen Geheimdienstes handelnde Pilot mit den weiteren Mitgliedern der Besatzung durch Fallschirmabsprung gerettet haben. Man staunt nur über das geringe Man von Phantasie; das der Secret Service glaubt aufwenden zu müssen. Iat doch der französische Gouverneur Chlappe seinerzeit gleichfalls auf dem Fluge nach Syrien auf diese Weise „verunglückt". Sikorski und mit ihm der sogenannte Generalstabschef General Klimecki , der gleichzeitig den Tod fand, sind nichts anderes als die letzten Opfer von Katyn. General Wladyslaw Sikorski ist am 20. Mai 1881 bei Sandomir im heutigen Generalgouvernement geboren. Im Weltkrieg war er Mitglied der Pilsudskischen Legion, die an der Seite der Mittelmächte gegen Rußland kämpfte. 1921 wurde er von Pilsudski zum Chef des Generalstabes berufen und 1922 zum Ministerpräsidenten und Innenminister bestimmt, welches Amter bis 1923 bekleidete. Von 1924 bis 1925 war er Kriegsminister. In der Folgezeit wandte sich Sikorski immer mehr von seinem einstigen Kommandanten ab und den Nationalen zu, die in ihn den kommenden Mann sahen. 1928 von Pilsudski verabschiedet, ging der General nach Paris. Nach der Niederwerfung Polens wurde Sikorski „Oberbefehlshaber des polnischen Heeres " und „Ministerpräsident" der polnischen Emigranten-„Regierung" in Frankreich, England. Wie seine Vorgänger und Nachfolger war Sikorski als Ministerpräsident ein Gegner der deutschen Volksgruppe in Polen, die unter seiner Regierung genau so drangsaliert wurde, wie vorher und nachher. Sehr ehrgeizig, glaubte der „kleine General" (Sikorski war niedrigen Wuchses) Pilsudskis Nachfolger werden zu können. Daher seine Opposition dem Marschal gegenüber und spater.  


sobota, 28 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Zaduszki - Cmentarz - cz.8

W dniu wczorajszym zadzwonił do mnie nieznany mi człowiek. Jednak po dosłownie  dziesięciu sekundach, zrozumiałem, kto ze mną rozmawia! Tą osobą był Pan Bolesław Głębocki, syn naszej pamiętnikowej Krysi !!! Muszę w tym miejscu przedstawić postać Pani Haliny Piec, nauczycielki Szkoły w Wierzbiu. Bardzo zaangażowała się w tym temacie, to dzięki niej nawiązałem bezpośredni kontakt z Rodziną Włodarczyków. Nie będę w szczegółach opisywał mojej wczorajszej rozmowy z Panem Bolesławem (trzech Bolesławów!), zaznaczę, że była bardzo serdeczna, z wielkimi nadziejami na podanie większej ilości informacji na moim blogu.
Taki oto komentarz otrzymałem ze strony trzeciego Bolesława:
"Ocalił Pan od zniszczenia cenne rodzinne pamiątki rodziny Bolesława Włodarczyk. Pańska pasja jest niezwykle inspirująca i godna promocji w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jestem wdzięcznym beneficjentem Pańskich dociekań. Będziemy w kontakcie . Bolesław Głębowicz wnuk"

Podjąłem także decyzję, żeby te pamiętniki, jak szybciej trafiły do rąk Pani Krystyny. Muszę wszystkie strony skserować, także wprowadzić na mój komputer troszeczkę to potrwa. Mając taki nawał prac, zdecydowałem, że nie będę przepisywać pamiętników, tylko zamieszczać ksero poszczególnych stron. Czytelnicy, mogą po wciśnięciu myszką dowolnie powiększać strony.

Włodarczyk Bolesław-ojciec:


Włodarczyk Krysia - 9 lat:








Włodarczyk Bolesław (Boleś): 





poniedziałek, 23 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.7

Włodarczyk Bolesław-ojciec:

                                                                                                                25 sierpnia 1931 r.
Cały pozostały wolny sierpień spędziliśmy na czele z Krysią w Wąsaczu, u rodziców mamusi. Jest to ładna wioska, znajdująca się nad rzeką wartą, a więc w lecie pobyt u niej może sprawić dużo przyjemności. Tylko na nieszczęście jest daleko oddalona od Wierzbia, trudno się więc tam dostać. Najprzód jechaliśmy furą. I tutaj pokazało się całe babskie tchórzostwo Krysi. Przytuliła się w chustce do Rózi, która ją wiozła i ani jednem "słowem"nie zdradziła swojej obecności. Dopiero w pociągu odzyskała rezon: trochę bawiła się, trochę spała i tak szczęśliwie dojechała do ostatniej stacji. Ale teraz znów trzeba jechać furą. Krysia zachowywała się podobnie. Niedaleko Wąsacza złapała nas burza z deszczem, a kiedy zajechaliśmy przed dom dziadków, deszcz zmienił się w ulewę. Jak tu zdjąć dziecko? Do tego czasu pod parasolami była jak pod dachem, ale teraz trudno było z wysokiego woza wziąć ją razem z całymi manatkami i parasolem. Tymczasem Krysia obudziła się i rozpoczęła krzyczeć. Cała rodzina stojąca w przedsionki poczęła na wyścigi dawać rady, a dziadek, ojciec i matka niezdecydowanymi ruchami starali się jakoś wydostać dziewczynkę z kolan matki i przenieść do domu. Ale wtedy jak deus ex machina zjawiła się babka. Nim opanowaliśmy sytuację, w cienkiej sukience, nie bacząc na deszcz, rzuciła się na wóz, mimo krzyku matki, że złamie dziecko, chwyciła je i pędem pobiegła do domu. Odetchnęliśmy z ulgą. Po tej podróży Krysia płakała jakiś czas, bo bolał ją brzuszek, ale na drugi dzień była już zdrowa. Teraz zaczęły się oględziny dziewuchy. Dziadek założył okulary, a wuj Janek pomagał mu robić obserwację. Tak sobie kiwali głowami, trochę chwalili, bo jakże można inaczej, ale zdaje się, wrażenia silnego nie zrobiła. Powoli Krysia zaczęła pokazywać, co umie. pokazała wszystkie swoje uśmiechy, siłę i zapas słów (gu, ga,ta, i.t.d.), zademonstrowała całą mądrość, a i serca poczęły lgnąć do tej najmniejszej obywatelki rodziny. Wuj Janek ze zbytniej troskliwości uczył babkę kąpać dziecko. babka się trochę gniewała, bo przecie kąpała jego i jeszcze czworo jemu podobnych. Dwa tygodnie prędko przeszły i trzeba było wracać do domu. W drodze powrotnej nadzwyczajnych przygód nie było, chyba to że w czasie jazdy pociągiem, "kazała" się ojcu trzymać w oknie, ażeby patrzeć na migający krajobraz.


Włodarczyk Krysia - 9 lat:
                                                                                                   Dnia 7.V.1941 r.
Nareszcie doczekaliśmy się ciepła. Przebywamy ciągle na dworze. Po graniu, lekcjach i katechizmie zaraz chyc na dwór. Jeszcze nie skończym obiadu zaraz poszłam na dwór. Urwałam trawy dla królików. Wytarłam talerze i wzięłam się do pisania kochanego pamiętnika.

                                                                                                   Dnia 9.V.1941 r.
Postanowiłam pisać cię kochany pamiętniku trzy razy na tydzień w poniedziałek, środę i piątek. dzisiaj właśnie jest piątek. Wczoraj było bardzo zimno, nawet trochę prószył śnieg. A dziś jest ciepło.

                                              Koniec zeszytu nr.1


Włodarczyk Bolesław (Boleś): 

                                                                                                     Sołtysy, dnia 17.X. 1944 r.  
Nasza grusza. Naprzeciw rośnie gruszka. W tym roku miała dziewięć gruszek. Miała dlatego tak mało, bo jest młoda, Te gruszki nazywają się (miodówki). Teraz gruszka wygląda ładnie. Listki jej są czerwone. Niektóre mają chęć spaść.

                                                                                                     Sołtysy, dnia 23.X. 1944 r.  
Jak spędziłem niedzielę. W niedzielę rano wypluskałem się w miednicy. Zjadłem śniadanie i wybiegłem na dwór. Po obiedzie przyszedł Zdziś i Franek, bawiliśmy się dość ładnie. Na wieczór czytałem książkę pod tytułem"Młodzi gwardziści" Przyborowskiego. Bohaterem jest Tomasz Landikier.

                                                                                                      Sołtysy, dnia 27.X. 1944 r. 
Kochany Jędrusiu!
Miałem już od dawna napisać  do Ciebie list. Dzisiaj mam trochę czasu, więc piszę. Mam tutaj trzech kolegów Janek Orzeszyna, syn wdowca i Zdzisiu Figas, syn górnika i Franek Ciesielski. Czasem w niedzielę bawimy się w wojsko, czasem w kapitana okrętu. Obecnie czytam książkę pod tytułem: "Tajemnica Romka". Czytałem dużo , dużo innych książek. Czy ty też czytałeś książki? Ja przerabiam czwartą klasę, a ty podobno trzecią. Czy Krysia zaczęłą chodzić do pierwszej klasy? Ciocia pisała, że byłeś z Krysią w Gołkowicach na letnisku. Napisz mi kochany kuzynie, czy już wróciliście do domu. Całuję Cię mocno.
                                                                                              Boleś
ps. Dla Cioci pozdrowienia. 

                                                                          

                            

czwartek, 19 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.6

Dynamicznie rozwija się historia Rodziny Włodarczyk. Udało mi się skontaktować z dyrektorem Szkoły w Wierzbiu, Panem Jackiem Błasikiem. Miła i efektywna rozmowa telefoniczna, dowiedziałem się kilku nowych faktów. Najsmutniejszy, to to, że Pan Bolesław (Boleś) Włodarczyk odszedł na zawsze. Ten pozytywny, to, że Pani Krystyna żyje! W dniu dzisiejszym zadzwoniła do mnie, nauczycielka tej szkoły, Pani Halina Piec. Długa rozmowa, wniosła sporo nowych wiadomości, chociażby takie, że Pani Krystyna mieszka w Katowicach, Pan Bolesław, aż do śmierci mieszkał w Łodzi, jego żona jest lekarzem. Nie chcę obecnie podawać więcej informacji, czekam na numer telefonu do Pani Krystyny. Po tej rozmowie, za jej zgodą, fakty z życia jej Rodziny, opiszę dokładniej, a jest o czym pisać!





Włodarczyk Bolesław-ojciec:
                                                                                                         3 sierpnia 1931 r.
Tatuś wrócił wreszcie z tego wojska. Ponieważ mamusia nie miała czasu notować swoich spostrzeżeń nad Hanią, więc ten okres czasu kiedy ojciec chodził z karabinem zostanie tajemnicą. Przede wszystkim Hania zmieniła imię na Krysia. Mamusi przestało się podobać imię Hania, no i chciała trochę zrobić przyjemność tatusiowi, więc poszła do księdza, a ten dał się namówić na dodanie jeszcze jednego imienia t.j. Krystyna. W ten sposób z Hani zrodziła się Krysia. Pierwsze wrażenia ojca po powrocie z wojska: Dziewczynka bardzo urosła i zmężniała. gaworzy już na dobre. Rozumie się, są to wyrazy bez związku, często nie można ich wcale uchwycić, jednak mówi dużo. Główkę trzyma zupełnie prosto i pewnie. Przy tem rozgląda się na wszystkie strony. bardzo dużo się śmieje. Ogromnie jest wrażliwa na kolory. Potrafi zabawić się patrzeniem na jakąś kolorową rzecz dłuższy czas, a czasem krzyczy, gdy się ją zabiera, a ona jest na coś zapatrzona. Dobry ma też słuch. Najmniejszy hałas potrafi ją obudzić, albo zmusić do odwrócenia główki w kierunku źródła głosu. Gdy chce jakąś rzecz chwycić robi ruchy w kierunku danego przedmiotu, nie może go natomiast złapać garstką. Ruchy rąk jeszcze nie skoordynowane. Po zatem dużo krzyczy, je i śpi. Takie są wrażenia ojca przy spotkaniu z córką po 6-cio tygodniowem niewidzeniu się.


Włodarczyk Krysia - 9 lat:
                                                                                                           dnia 16 IV.1941
Drugie święta Wielkanocne jesteśmy bez tatusia. Dlatego było nam smutno. W Wielką sobotę była u mnie Irka z  którą zapoznałam się. W Boże Narodzenie u p.p. Leśniczych. Przyniosła nam 2 pisanki p.Dedkowa, Pani Dedkowa zaprosiła nas na pierwsze święta do siebie. mamusia poszła na rezurekcję, a Boleś i ja zostaliśmy. Zaraz po rezurekcji Mamusia poszła do pani Jaskólskiej na śniadanie i pani Leśniczowa też poszła, bo ona była na rezurekcji. Zjedliśmy śniadanie i czekamy aż przyjdą po nas. O 10 g. przyszli Rysiu i pan Włodek. Mnie zabrał p.Włodek, a synka Rysiu. W p.p.Dedków ładnie się bawiliśmy.
                                                                                                         

                                                                                                           dnia 27.IV.1941 r.
Dzisiaj jest niedziela. Jest dżdżysto, więc jesteśmy w domu. W tygodniu mam robotę. Dzień ma 12 g, lekcji 3 grania, bo się uczę. W piątek dużo szło wojska. W tym roku pójdę do komunii. Już chodzę na katechizm. Mamusia bardzo chciała żebym dopiero chodziła jak Tatuś wróci. Ale Babcia i ja chciałyśmy w tym roku. Wreszcie Mamusia się zgodziła. Część moich koleżanek poszła w tamtym roku, a reszta w tym.

                                                                                                           dnia 1.V.1941 r
Wczoraj przyszło dwóch żandarmów. Przyszli po podkurzać siatkę i ramki. Bo pewno nie pisałam, że nam zabrali ule. Po południu przyszła do mnie Hania Łachówna z dziećmi Edziem i Elusią. Edzio jest straszny urwis, trzeba go bardzo pilnować, żeby nie wyszedł na drogę. Elusia bawiła się lalką, a Boleś z Edziem w konie, a Hania i ja bawiłyśmy się w piłkę. Już późno było gdy poszła Hania z dziećmi.
  

                                                                                                           dnia 5 maja 1941 r.
Bardzo się dziwię, że jest 5 maj a tak bardzo zimno jak by to była jesień a nie wiosna. Na katechizmie byłam w zimowym palcie i jeszcze było mi zimno. Pąki na drzewach nie rozkwitają. Wczoraj i dzisiaj nawet trochę śnieg padał. Wobec tego najwięcej jesteśmy w domu. Pewno nie pisałam że Mamusia nas uczy grać na fortepianie. Mamusia jest w dobrym humorze, pewno dlatego, że miała bardzo dobry sen o Tatusiu.       

Włodarczyk Bolesław (Boleś):  

                                                                                                        Sołtysy, dnia 31 maja 44 r.   
Jak wygląda nasz ogródek. W tym roku nie sadziliśmy wcale warzyw, bo bardzo kury kopią. Zasadziliśmy tylko kartofle, bober i groch okrągły, który bardzo lubię. A na boku słoneczniki. w ogródku naszym rośnie jabłoń, leszczyna, maliny i grusza.

                                                                                                        Sołtysy, dnia 3.X. 44 r.      
Moja pierwsza lekcja. Nauka moja zaczęła się dopiero 30 września. najpierw przeszkodziła choroba Babci, a potem byłem chory na odrę, więc dlatego tak późno zacząłem się uczyć. Bardzo tęskniłem za lekcjami. Najlepiej na pierwszej lekcji udały mi się rachunki. Przekonałem się, że nic nie zapomniałem, z czego bardzo się cieszę.

                                                                                                       Sołtysy, dnia 14.X. 1944 r.  
Prace jesienne w polu. teraz na polach jest gwarni i rojno. Rolnicy orzą, bronują i sieją żyto. Kobiety kopią kartofle. dzieci pasą krowy i palą ogniska. Słowiki i skowronki już odleciały, a dziś odlatywały dzikie gęsi. Gęgały na cały głos, jakby się z nami żegnały.                                                                                                                                       

niedziela, 15 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.5

Miałem przeczucie, że te 16 zeszytów- pamiętników rodziny Włodarczyk, mają w swojej treści dziwną moc, można powiedzieć tajemnicę !
Zacząłem zamieszczać w odcinkach równocześnie wspomnienia trójki bohaterów. Nie znałem imienia, seniora Włodarczyka, wiedziałem tylko, że od wybuchu wojny, zarówno Krysia jak i Boluś ubolewają z powodu braku Ojca. Miałem dziwne przeczucie, że on nie żyje...Wczoraj przeczytałem końcówkę wspomnień Bolusia z 1949 roku, gdzie wspomina, że stracili nadzieję na jego powrót, że najprawdopodobniej spotkają się w niebie...
W tym momencie zacząłem szukać na Google Bolesława Włodarczyka... i natychmiast znalazłem, że został zamordowany w 1940 roku w Charkowie.... W części czwartej, zamieściłem wspomnienia Krysi, która napisała:
                                                                                                              dnia 8.IV.1941 r.
"Już rok minął 6 kwietnia, gdy dostaliśmy telegram od tatusia. Bardzo się martwimy. Codziennie rozmawiamy o Tatusiu i bardzo tęsknimy."

To był moment, kiedy zacząłem podejrzewać najgorsze, okres, kiedy tysiące Polskich oficerów, inteligentów zamknięto w obozach w Starobielsku i innych na terenie sowieckiej Rosji. Ten telegram został napisany ze Starobielska, był ostatnią wiadomością, kochanego syna, męża  i ojca...
Bolesław Włodarczyk był podporucznikiem i we wrześniu 1939 został zmobilizowany do 27 Pułku Piechoty w Częstochowie. Był pedagogiem, w 1934 roku, został kierownikiem Szkoły Podstawowej w Wierzbiu...

                          Bolesław Włodarczyk - Junior - Boleś - 4 maja 2015 roku.

Informacje te zaczerpnąłem z materiału:

Człowiek żyje tyle, ile trwa pamięć o nim... Katyń ... - wierzbiespsk.pl

wierzbiespsk.hol.es/.../56-czlowiek-zyje-tyle-ile-trwa-pamiec-o-nim-katyn-1940-pami...
19 maj 2015 - Wspomnienie Bolesława Włodarczyka- kierownika Szkoły Powszechnej w Wierzbiu. W świadomości i sercach Polaków, pamięć o ofiarach ...
Są w tym materiale wspomnienia syna, podporucznika Włodarczyka, także Bolesława, we wspomnieniach piszę o nim BOLUŚ!
Zamieszczane wspomnienia na moim blogu nabierają jeszcze większej wartości historycznej, zapraszam Czytelników do czytania całego materiału, który będzie się ukazywać w następnych odcinkach!
 

niedziela, 18 grudnia 2016

Baruch Steinberg - Rabin - Judaika - Wojsko Polskie - Katyń - 1897-1940

Na Facebooku znalazłem bardzo ciekawą stronę, na której zamieszczane są artykuły dotyczące historii Polski, niekiedy bardzo trudnej, także zdjęcia, dokumenty. Uzyskałem zgodę właściciela, który podpisuje się jako BOGUŚ, na korzystanie z tych materiałów, dziękuję bardzo. Postaram się umieszczać na moim blogu historie, które mnie interesują. W innych źródłach ciężkie do zdobycia. Nie biorę odpowiedzialności za wiarygodność tych materiałów.
Historia Polski dzień po dniu
Forum Żydów Polskich.

17 grudnia 1897 w Przemyślanach urodził się Baruch Steinberg - członek POW, starszy rabin II klasy Wojska Polskiego w stopniu majora, pełniący obowiązki naczelnego rabina WP, zamordowany w Katyniu przez sowietów.
Jako członek POW wziął udział w wojnie polsko-ukraińskiej w obronie Lwowa w 1919 roku.
W 1928 został kapelanem wyznania mojżeszowego służby stałej Wojska Polskiego jako rabin Okręgu Korpusu Nr I, III i V. W 1933 objął obowiązki szefa Głównego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego, a w latach 1935-1939 – szefa Głównego Wojskowego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego Biura Wyznań Niekatolickich Ministerstwa Spraw Wojskowych. W 1936 został naczelnym rabinem Wojska Polskiego.
1 września 1939, w chwili agresji Niemiec na Polskę, był jednym z siedmiu zawodowych rabinów wojskowych, został też szefem Duszpasterstwa Wyznań Niekatolickich dla Armii „Kraków”. Po najeździe sowieckim na Polskę 17 września 1939, wzięty do niewoli sowieckiej, przebywał w obozie w Starobielsku, skąd wywieziono go 24 grudnia 1939 w ramach akcji NKWD aresztowania duchownych-kapelanów wszystkich wyznań w wigilię Bożego Narodzenia 1939 do więzienia na Butyrkach w Moskwie, skąd w marcu 1940 powrócił do obozu, by następnie trafić do Juchnowa, a następnie do Kozielska. 12 kwietnia 1940 został wywieziony do Katynia i zamordowany.
Istnieją świadectwa, mówiące o niezwykłej solidarności ponad podziałami religijnymi wśród uwięzionych oficerów. Bronisław Młynarski pisze: Jak wielką i potężną była potrzeba wspólnej modlitwy dowodzi, iż jeńcy wyznania mojżeszowego, protestanckiego, prawosławnego – masowo uczestniczyli w nabożeństwach katolickich (...). Innym razem szliśmy w piątkowe wieczory pod przyzbę mizernej szopy (...), gdzie setki Żydów wznosiło gorące modły po hebrajsku, pod przewodnictwem kapelana dra Steinberga.
Minister Obrony Narodowej decyzją Nr 439/MON z 5 października 2007 awansował go pośmiertnie do stopnia podpułkownika. Awans został ogłoszony 9 listopada 2007 w Warszawie, w trakcie uroczystości „Katyń Pamiętamy – Uczcijmy Pamięć Bohaterów”.


czwartek, 1 grudnia 2016

Leśniowski Józef - Tarnopol - Legiony - Policja - Ludobójstwo - Stalin - Twer - Miednoje - Katyń !!!

Materiał zdjęciowy, który kupiłem w Hali Sportowej w Łodzi, podczas Ogólnopolskiej Giełdy Rzeczy Dawnych i Osobliwości, przed 8-10 laty. Sprzedający przekonywał mnie, że są to zdjęcia zamordowanego Policjanta, przez sowieckich morderców w Katyniu. Kupiłem za niemałą kwotę, dając mu wiarę... Byłem mocno rozczarowany, gdyż nie znalazłem wątku katyńskiego, odłożyłem te zdjęcia na półkę. Obecnie, przypadkowo wróciłem do tematu, znalazłem miejsce kaźni Aspiranta Policji Wojskowej w Tarnopolu. Od początku:
Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, w piśmie z 1960 roku, że poszukiwany przez rodzinę, Józef Lesniowski, urodzony 20.III.1899, w Płotyczy, syn Floriana i Marii, nie został odnaleziony na terenie Związku Radzieckiego....,* kłamstwo!
Rodzina Leśniowskiego, po wysiedleniu z rodzinnego Tarnopola,wywieziona do łagrów sowieckich, dotarła do Polski i osiedliła się w Wołczakowie, gm.Dobra, woj. szczecińskie.. 
Według Wikipedii, posterunkowy Józef Leśniowski był ofiarą zbrodni katyńskiej, jeńcem obozu w Ostaszkowie, zamordowany w 1940 roku w Twerze, dawniejsza nazwa tej miejscowości Kalinin. Został pochowany w Miednoje..., był jednym z 5.500 policjantów rozstrzelanych przez sowieckich siepaczy !
Znaczki na zdjęciach są zabezpieczeniem, przez kopiowaniem, wszystkie z nich są moją własnością. Zainteresowanych tym tematem, proszę o kontakt.



Aspirant Policji Państwowej, Józef Leśniowski, w mundurze policyjnym. Oryginalne zdjęcie (zbiory własne).


Józef Leśniowski w mundurze legionisty, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, z tyłu zdjęcia ręczny zapis: "Pamiątka z 7/5.1920 roku Leśniowski Józef".



Najprawdopodobniej, zdjęcie ślubne Józefa Leśniowskiego z Marią. Ręczny zapis: " Pamiątka z 4/4.1920 z Tarnopola".



                                                         Rodzinne zdjęcie, bez podpisu.



                   Najprawdopodobniej Posterunek Policji w Tarnopolu, bez opisu.



                        

                           Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar 10,5x17,5 cm, rodzinne, bez opisu. 



Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar 10,5x17,5 cm, rodzinne, ręczny zapis:" Pamiątka 3/5 1918 rok -Tarnopol.


*St.przod. Szczepan Morawski - Tarnopol - Policja Panstwowa

policjapanstwowa.pl › ... › Albumy