Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożar. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lutego 2026

Gmina Dalików - Wypadki - Pożary - Morderstwa - Pobicia - 1891- 1951

 Działo się, podobnie jak w innych gminach.

Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1891-05-02 R. 8 nr 97

Podczas targu na Starym Rynku weterynarz miejski p. Kwaśniewski, skonfiskował wczoraj 4 pudy ryb zepsutych, które zakopano głęboko w ziemi. 

U kolonisty z gm. Dalików, powiatu łęczyckiego, przybyłego wczoraj na targ do Łodzi, policya skonfiskowała 4 funty cuchnącego masła i 7 funtów sera, w którym w środku znaleziono ciasto. 

Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-04-09 R. 5 no 81

Pożar. We wsi Wyrobki, gm. Dalików, powiatu łęczyckiego, w niedzielę dnia 6 b. m. zapalił się dom mieszkalny, należący do Józefa Górniaka. Ugaszenie ognia przedstawiało znaczne trudności, gdyż nie było żadnych narzędzi ratunkowych. Dzięki tylko spokojnemu powietrzu, pożar nie przerzucił się na sąsiednie budynki. Dom, który zgorzał, był niedawno wybudowany i nieubezpieczony. 

Rozwój. 1907-05-25 No 113

W dniu 8 września 1906 r. odbyło się uroczyste poświęcenie straży aleksandrowskiej według obrzędu rzymsko-katolickiego i ewangelickiego. Taktyka działalności straży wyraziła się w tern, że do pożarów w okresie sprawozdawczym wyjeżdżała 5 razy, mianowicie do pożaru w nieruchomości Karola Poronickiego w Aleksandrowie; w dn. 2 sierpnia 1906 r. do pożaru we wsi Karolew, odległej o 6 wiorst od Aleksandrowa; do pożaru we wsi Dalików; do pożaru w posiadłości Kopela Handelsmana w Aleksandrowie; do pożaru w posiadłości Paszkego w Aleksandrowie.  

Gazeta Łódzka : organ narodowy. 1915-09-10 No 237 Wyd. wieczorowe

Z Łęczycy. (a) W nocy z dnia 17 na 18 u. m. w majoracie Psary gminy Dalików, spłonął dzierżawiony spichlerz z żytem, przyczem zniszczeniu uległo 350 korcy żyta. Wydano rozporządzenia o wprowadzeniu podatku na psy i o zakazie wywozu cukru. 

Echo. 1928-12-11 R. 4 nr 294

Stóg zboża zamienił się w olbrzymią pochodnię.  Pożar we wsi Prawęcice.  

Łódź, 11. 12. W dniu wczorajszym około godziny 8 wieczorem na polach wsi Prawęcice, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego stanął w płomieniach stóg zboża stanowiący własność Ludwika Szkudlarka. Ogień powodowany wiatrem zagrażał kilku stogom pobliskim, lecz skuteczna akcja ratunkowa mieszkańców z Prawęcic pożar zlikwidowała. Stóg Szkudlarka jednakże spłonął doszczętnie. Przyczyną pożaru jak ustalono było podpalenie. Szkudlarek wartość stogu zboża obliczał na sumę 4.000 złotych. Podpalacza poszukuje policja.  


Echo. 1935-07-14 R. 11 nr 194

                 KOS Z REWOLWEREM. ZNÓW KREW NA ZABAWIE TANECZNEJ.

Łódź 14 lipca. W dniu wczorajszym we wsi Woźniki, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego. odbywała się zabawa taneczna, urządzona przez miejscową młodzież.. Około godziny 10 wieczór, gdy młodzież męska podochociła sobie nieco, wynikła sprzeczka, która rychło zamieniła się w bójkę. Powaśnionych usiłował pogodzić 21-letni Zygmunt Kos, mieszkaniec Dalikowa, uchodzący w całej okolicy za niepokonanego siłacza. Interwencja ta zakończyła się jednak sromotną porażką Kosa, którego dotkliwie poturbowano. Porażka ta stała się przyczyną drwin i zjadliwych uśmiechów tych, którzy dotąd wierzyli w siłę Kosa. Wyprowadzony tern z równowagi miody wieśniak wyciągnął znienacka rewolwer i zanim zdołano mu w tem przeszkodzić strzelił kilkakrotnie. Jedna z kul raniła w głowę 33-letniego Adama Sęczkowskiego, zamieszkałego w Woźnikach.. Ranny wieśniak z jękiem osunął się na ziemię. Przerażony dokonanym czynem Kos rzucił się do ucieczki. Świadkowie tragicznej sceny ujęli go jednak i rozbrojonego oddali w ręce zawezwanej policji.

Zygmunt Kos osadzony został w areszcie do dyspozycji władz sądowych.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-09-23 R. 8 nr 261

6 DOMÓW W PŁOMIENIACH POD ŁODZIĄ

Ubiegłej nocy we wsi Dalików (pow. łódzki) wybuchł pożar, który strawił doszczętnie 6 zagród. Pastwą płomieni padło 6 domów mieszkalnych, obory, stajnie, stodoły itp. wraz z inwentarzem i zbiorami. Straty wynoszą 80 tys. zł. Osiem rodzin pozostało bez dachu nad głową . Władze prowadzą dochodzenie, celem ustalenia przyczyn pożaru oraz organizują pomoc dla pogorzelców.

Ilustrowana Republika. 1937-02-09 R. 15 nr 40

Na polach koło wsi Dalików pod Łodzią znaleźli przechodnie zwłoki sześciomiesięcznego dziecka. Ciało było zawinięte w szmaty i leżało w rowie. Na ciele dziecka, widnieją ślady śmierci gwałtownej. Władze prowadzą dochodzenie.

Echo. 1938-11-12 R. 14 nr 316


Ilustrowana Republika. 1938-11-13 R. 16 nr 312

                       Zastrzelił sąsiada na polowaniu. Władze wszczęły dochodzenie

Wojewódzki urząd śledczy powiadomiony został o zbrodni, jakiej dokonano we wsi Antoniew gminy Dalików w wojew. łódzkim. W polu znaleziono zwłoki zastrzelonego mężczyzny. W toku dalszych dochodzeń ustalono, iż zmarłym był Antoni Gołębiowski, mieszkaniec wsi Mrowianka( gminy Poddębice).

Ubiegłej nocy aresztowano sprawcę zastrzelenia Gołębiowskiego. Był nim Władysław Krysiak, sąsiad zabitego, który wraz z nim wyruszył na polowanie. Obaj myśliwi pokłócili się w drodze i Krysiak położył na miejscu trupem swego towarzysza. Krysiaka oddano do dyspozycji władz sądowych.


Głos Radomszczański : organ WK i ŁK Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1951-02-22 R. 4 (7) nr 52

ZUCHWAŁY KUŁAK STANIE PRZED SĄDEM

Najoporniejszym w gromadzie Huta Bardzyńska gm. Dalików pow. łęczyckiego był kułak, Rafał Biernasiak, posiadający 28-hektarowe gospodarstwo. Wobec tego chłopi małorolni postanowili przeprowadzić u niego przymusowe omłoty. W czasie młocki kułak ten rzucił się na nich z widłami. Rozprawa sądowa przeciwko zuchwałemu kułakowi odbędzie się dziś w Dalikowie.

poniedziałek, 17 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1906 - 1939 - cz.2



Rozwój. 1906-05-10 No 105

Pożar w okolicy. We wsi Olechów, gminy Wiskitno, wynikł pożar, który zniszczył doszczętnie dom mieszkalny drewniany oraz zabudowania gospodarcze, należące do Michała Gana, Straty wynoszą do 1000 rb. w majątku ubezpieczonym, w nieubezpieczonym około 300 rubli. 

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1913-07-02 R. 3 nr 149

 - Czego nie kradną? Na 42 wiorście traktu łódzko-tomaszewskiego, w Widzewie, dróżnik, Bronisław Ludwiszewski, zauważył włościanina, wyrywającego z traktu kamienie bankietowe i ładującego go na wóz. Po zatrzymaniu złodzieja, przy pomocy robotników, tłukących szaber, okazało się, że jest to gospodarz ze wsi Olechów, gminy Wiskitno, Edward Majer. Sprawcę skierowano do sądu.

Godzina Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1917-09-11 R. 2 nr 249

Wiskitno. Aresztowanie zbrodniarzy. Już od dłuższego czasu mieszkańcy wiosek gminy Wiskitno, żyli pod wrażeniem częstych zbrodni, dokonywanych przez szajkę zbrodniarzy, których pomimo energicznych poszukiwań, nie udawało się wykryć. Obecnie jednak policji kryminalnej powiodło się wpaść na trop zbrodniarzy, których aresztowano, we wsi Jędrzejowie. Są nimi: Ignacy Ślaski, Antoni Kodliński i Franciszka Baryła, która stała na czele szajki. Brat jej za dokonaną zbrodnię skazany już został na śmierć przez rozstrzelanie.

Aresztowani członkowie szajki podejrzani są, prócz szeregu innych zbrodni, i o dokonanie napadu rabunkowego na mieszkanie gospodarza Karsza we wsi Olechów, gminy Wiskitno, podczas którego Karsz został ranny, a żona z synem zabici.

Republika : dziennik polityczny, społeczny, literacki i handlowy. 1923-08-05 R. 1 no 206

WYKRYCIE SZAJKI KONIOKRADÓW. | Już od dłuższego czasu na terenie pow. Łódzkiego grasowała szajka koniokradów. Złoczyńcy byli doskonale zorganizowani i przez długi czas byli nieuchwytani. Dzięki energicznie prowadzonemu śledztwu policji powiatowej udało się ująć trzech członków tej bandy, a mianowicie: Piotra Milczarka, Walentego Smyczka i Władysława Bolanka, lecz nie udawało się policji przez dłuższy czas ująć herszta tej bandy. Przed kilku dniami policji udało się otrzymać poufne wiadomości i wskutek tych wiadomości w jednej z melin został aresztowany herszt bandy Władysław Goss w chwili, gdy przybywał w odwiedziny do rodziców we wsi Olechów, gm. Wiskitnie. Część łupów łącznej wartości kilkaset miljonów marek została odebraną, (p.)

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-08-02 R. 4 nr 209

Groźny pożar pod Łodzią.
Onegdaj we wsi Olechów, gminy Nowosolna, powiatu łódzkiego wybuchł wskutek nieostrożnego obchodzenia się z ogniem groźny pożar w domu mieszkalnym Minika. - Czyżby chodziło o rodzinę Milnikel?
Zbudzeni ze snu chłopi okoliczni wszczęli natychmiastową akcję ratunkową ograniczającą się jedynie do niedopuszczenia rozszerzania się ognia.
Jednocześnie zawezwano straż ogniową z Kraszewa. Ogień wskutek sprzyjających wiatrów ogarnął drugi dom i stodoły, a nawet groził przerzuceniem na całą wieś.
Gdy około godz. 6-ej rano przybyła straż zastała już tylko dogasające zgliszcza.
Ogółem spłonęło 2 domy mieszkalne i dwie stodoły napełnione zbożem.
Straty wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych.



Echo. 1932-07-09 R. 8 nr 188

Dzień piorunów w Łodzi. Skutki wczorajszej burzy.
Łódź, 9 lipca. Wczorajsza burza nad Łodzią, jak to już szczegółowo doniosła prasa poranna, wyrządziła poważne szkody zarówno w mieście, jak i okolicy.
Pioruny wznieciły 4 pożary, które straż stłumiła w zarodku....
Na terenie powiatu łódzkiego, w czasie burzy pioruny spowodowały dwa pożary. Jeden z nich we wsi Kalinka, gminy Gospodarz, gdzie spaliła się doszczętnie zagroda niejakiego Wilczaka, a drugi we wsi Olechów, gminy Wiskitno, gdzie spaliła się zagroda Wilhelma Urlicha....

Ilustrowana Republika. 1935-07-28 R. 13 nr 205

Straszny wypadek w cegielni pod Łodzią. W cegielni w Jędrzejowie pod Łodzią wydarzył się wczoraj ciężki i straszny wypadek. O godzinie siódmej rano przybył z wozem cegły do wypalenia 30-letni Michał Niewiadomski, zamieszkały we wsi Olechów pod Łodzią. Jeden z robotników cegielni nie zauważył Niewiadomskiego i otworzył drzwiczki od wielki go pieca. Z pieca buchnęły wielkie płomienie, padły na Niewiadomskiego i zajęły na nim ubranie. Na przeraźliwy krzyk poparzonego zbiegli się robotnicy, którzy ugasili na nim ogień własnemi ubraniami. Lekarz pogotowia P. C. K. przewiózł strasznie poparzonego w stanie b. ciężkim do szpitala przy ul. Zagajnikowej. 


Ilustrowana Republika. 1937-08-24 R. 15 nr 232

Skłonili wieśniak do fałszywych zeznań. Cztery osoby skazane po roku więzienia.
Przed czterema laty, dwaj rzeźnicy Kifer i Frydrych, nabyli kilka krów u wieśniaków. Reinhold Thieme ze wsi Olechów krótko po tej tranzakcji złożył skargę, że rzeźnicy, nabywając odeń krowę, wręczyli mu fałszywą stuzłotówkę. Przeciwko obu wdrożone zostało dochodzenie. Kifer i Frydrych do winy się nie przyznali, a rzekomo poszkodowany kolonista cofnął swe zeznania. Oświadczył w toku przesłuchania, że w podejrzanych nie poznaje tych rzeźników, którzy mu wręczyli fałszywy banknot i że nic pewnego powiedzieć nie może. Dochodzenie zostało na tej podstawie umorzone. Działo się to przed czterema laty. Przed niespełna rokiem do władz wpłynęło doniesienie od pokątniarza Wieliczkiera z meldunkiem, że ów kolonista, który najpierw oskarżał obu rzeźników a potem niewiele pamiętał — został przez nich przekupiony i dlatego zmienił zeznania.
Aparat wymiaru sprawiedliwości wrócił na drogę, z której zbył zeszedł. Znów został Thieme przesłuchany, tym razem bardzo dokładnie i wtedy przyznał się, że to brat Kiefera i inni skłonili go do złożenia fałszywych zeznań. Władze wróciły znów do Kiefera i Frydrycha. Trzeba było wyrównać ich chwilowo zawieszone rachunki sądowe w sprawie owych stuzłotówek. W marcu r. b. odbyła się sprawa, i Kifer został skazany na trzy lata, a Frydrych z braku dowodu — uniewinniony. Nie na tym jednak koniec. Ręka sprawiedliwości sięgnęła teraz po tych ludzi, którzy skłonili wieśniaka do złożenia fałszywych zeznań. Ta sprawa odbyła się wczoraj. Odpowiadało 4 oskarżonych. Trzej zostali skazani po roku więzienia, z darowaniem połowy kary z amnestii i z zawieszeniem drugiej połowy; jedynie Godlowi Milsztajnowi sąd drugiej połowy kary nie zawiesił.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1939-09-01 R. 11 nr 242

Kronika reporterska województwa łódzkiego.
W kolonii Olechów, gminy Wiskitno, wybuchł pożar w zagrodzie Rudolfa Morgentalera. Zagroda spłonęła doszczętnie. Straty wynoszą 5000 zł. Wdrożone dochodzenie ustaliło, że pożar powstał wskutek podpalenia. Istnieje podejrzenie, że podpalenia dokonał sam Morgentaler, by uzyskać wysoką premię asekuracyjną. Wyniki śledztwa nie mogą być na razie ujawnione.

niedziela, 16 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1898 - 1937 - cz.1

 Działo się w pobliskim Olechowie!

Rozwój. 1898-06-08 No 130

Kamienne serce. Wczoraj o godz. 5 po południu, na rogu ulic Pańskiej i św. Benedykta rozbiegały się konie Samuela Sieskiego, włościanina wsi Olechów gm. Wiskitno, zaprzężone do wozu. Na wozie leżały nowo nabyte szafa i stół, na których jechał właściciel koni. Na samym rogu wymienionych ulic konie wywróciły wóz i potłukły rzeczy, Samuel Sieski zaś dostawszy się między konie, otrzymał od kopyta końskiego głęboką i niebezpieczną ranę. Pierwszą pomoc podał nieszczęśliwemu jakiś żyd, polewając go wodą i obmywając ranę, a następnie wezwano pobliskiego felczera. Przybyły felczer przyglądał się dosyć długo obojętnie upływowi krwi, po przeniesieniu zaś nieszczęśliwego do bramy domu prosił, by zapytano na wpół przytomnego, czy ma pieniądze na zapłacenie za podaną mu pomoc?  Znaglony jednak przez rewirowego meludzki felczer przyłożył rannemu watę na ranę i zażądał od niego chustki, którą przewiązał mu nogę, poczem wsadzono rannego na stojący przed domem wóz i odwieziono do szpitala. Zebrany tłum rozszedł się do domów, podziwiając kamienne serce pana felczera. 

Rozwój. 1899-06-10 No 130

Kradzieże. Mieszkańcowi wsi Olechów w powiecie łódzkim Karolowi Rot skradziono z mieszkania w gotowiźnie 55 rb. W kradzieży tej podejrzany jest Krzysztof Majer, który został aresztowany.

Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1890-10-28 R. 7 nr 243

Nagła śmierć. W zeszłym tygodniu we wsi Olechów, gminy Wiskitno, zmarł nagle 71-letni żebrak, Bernard Wagner stały mieszkaniec Łodzi.

Ilustrowana Republika. 1926-03-30 R. 2 no 89

Krwawe porachunki na wiejskiej zabawie. Podrycki w afekcie wyrżnął kolegę flaszką w głową.  
Wieczorem 15 lipca 25 roku we wsi Starowa Góra gmina Gospodarz odbywała się zabawa taneczna u gospodarza tejże wsi, Ernesta Wolfa.
Na zabawę powyższą został zaproszony Oskar Jon, Ludwik Jon i Alfred Podrycki ze wsi Olechów. Podczas tańca wynikła sprzeczka na tle „odbijanego" pomiędzy Oskarem Jonem a Alfredem Podryckim. Do sprzeczki wmieszali się Ludwik Jon i Artur Jotke, w krótkim czasie sprzeczka zamieniła się w
bójkę, w trakcie której Podrycki uderzył Ludwika Jona w nos, krwawiąc go co widząc brat Oskar stanął w obronie brata, wyjął nóż i zagroził nim Podryckiemu. Podrycki schwycił leżącą na ziemi flaszkę i zadał mu straszny cios w skroń. Oskar Jon zabrany do szpitala w tydzień potem zmarł.
Przeprowadzone dochodzenie policyjne ustaliło, że winny śmierci jest Alfred Podrycki. 
Aresztowano go. Sprawę powyższą rozpatrywał sąd. okr. w dniu wczorajszym pod przewodnictwem s. o. Arnolda w asystencji sędz. Jurkowskiego i Kurczyńskiego. Badany oskarżony, Alfred Podrycki lat 25 do winy się nie przyznał; twierdząc, że został napadnięty, gdyż Jonowie zazdrościli mu powodzenia u dziewczynek w tańcu. Przesłuchani świadkowie zeznali, że oskarżony działał w afekcie, nie chciał zabić ś. p. Oskara Jona i tylko przypadkowo zadał mu śmiertelny cios. Prokurator Żabiński wnosił o przykładny wymiar kary dla podsądnego ze względu na to, iż na wsi od dłuższego czasu panuje samosąd, gdzie główną.przyczyną jest zawsze kobieta i wódka. Obrońca, mec. Kobyliński stwierdził że oskarżony działał w afekcie i prosił sąd o łagodny wymiar kary dla oskarżonego. Sąd po naradzie skazał Alfreda Podryckiego na 4 miesiące więzienia, 

Łódzkie Echo Wieczorne. 1926-04-02 R. 2 nr 77

Gdy żona pośle męża po sprawunki. Najpierw zakupy, a potem hulanka. 
Adolf Drajkorn. mieszkaniec wsi Olechów. tuż pod Łodzią. znalazł się w dniu wczorajszym w godnym pożałowania stanie. Wysłała go żona do Łodzi po sprawunki a że był człekiem nie w ciemię bitym, więc zakupił wszystko według danej mu przez połowicę kartki, a nawet zaoszczędził kilka złotych, za które zamierzał się zabawić. 
Do wieczora daleko a do domu blisko, i nie namyślając się wiele Drajkorn wstąpił do podrzędnej knajpki na ,.jednego", który jak to zwykle bywa, przeciąg­nął się do późnej nocy. 
Rozbawiony pan Adolf wyszedł z restauracji dopiero wówczas, gdy mu zabrakło
gotówki. Obładowany paczkami wlókł się piekną serpentyną, tak go bowiem "rozebrała" wódka.
Pocił się Drajkorn, sapał, starając się wmówić w siebie. że jest zupełnie trzeźwym mimo to nogi nie chciały go słuchać.
Nagle wesoły wieśniak potknął się o kamień i runął prosto do ścieku ulicznego.
Drajkorn nie mogąc się już podnieść, zdołał jedynie przewrócić się na bok i zasnął.
Paczki porozrzucane wokół chrapiącego wieśniaka znalazły amatorów.
Zlitował się wreszcie nad stanem Drajkorna przechodzący patrol policyjny i odprowadził, a właściwie odniósł wieśniaka do komisarjatu.
Wartość skradzionych paczek poszkodowany oblicza się sumę 70 zł.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1928-08-31 R. 4 nr 207

Pojechali w swaty, a dostali baty. Niefortunna wyprawa. 
W dniu wczorajszym Leopold Smoczyński, wdowiec, zamieszkały przy ulicy Reitera 12, zdradzający chęć powtórnego ożenku wybrał się ze znanym kojarzycielem małżeństw do wsi Olechów, pod Łodzią, do sympatycznej i zamożnej wdowy w konkury. Swat niejaki Władysław Nurek i Smoczyński przyjęci zostali przez nią przychylnie. Nie można było tego powiedzieć o innych wieśniakach, którzy na wieść o konkurach łodzianina do bogatej wdowy, zaczęli się burzyć. Nic jednak nie przeszkodziło przybyszom do konkretnego omówienia sprawy i naznaczenia terminu zaręczyn. Wieczorem gdy swat i jego klient znaleźli się za wsią wypadło na nich kilku uzbrojonych w kije wieśniaków. Smoczyński i Nurek pod razami stracili przytomność. Nieprzytomnych znalazł patrol policyjny. Przewieziono ich do Łodzi gdzie lekarz pogotowia ratunkowego udzielił im pomocy. W wyniku przeprowadzonego przez policję dochodzenia sprawców napaści pociągnięto do odpowiedzialności sądowej.

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1929-09-14 R. 3 nr 252

Pożar na wsi. Wczoraj w nocy wybuchł pożar we wsi Olechów gminy Wiskitno pożar w zagrodzie Franciszka Furmańczyka. Pomimo energicznej akcji ratowniczej straży pożarnych Jędrzejowa, Cho· . jen i Wiskitna. spłonęła doszczętnie stodoła i szopa. Straty wynoszą przeszło 16 tysięcy złotych. Policja wdrożyła energiczne dochodzenie celem ustalenia przyczyny pożaru. Pożar jest o tyle zagadkowy panieważ w zeszłą sobotę spalił się Furmańczykowi dom mieszkalny. (p) 

Ilustrowana Republika. 1931-06-16 R. 9 nr 163

Podpalił zagrodę by podjąć premję asekuracyjną 
Nocy ubiegłej wybuchł pożar we wsi Olechów pod Łodzią. Olbrzymia łuna zajaśniała nad wioską budząc ze snu wszystkich mieszkańców. Natychmiast zaalarmowano wszystkie okoliczne oddziały, straży ogniowej, które energicznie zabrały się do ratowania płonącej zagrody i stodoły. Jak wykazało wdrożone dochodzenie pożar powstał skutkiem podpalenia, na co wskazywał a przedewszystkiem okoliczność, że ogień wybuchł jednocześnie w czterech rogach stodoły. W trakcie wdrożonego śledztwa aresztowany został właściciel gospodarstwa Ign. Kowalski, którego pod eskortą przewieziono do Łodzi i osadzono do dyspozycji sędziego śledczego. Spalone gospodarstwo ubezpieczone było na sumę 8,000 zl. a powodem podpalenia jak ustalono była chęć podjęcia premji asekuracyjnej, (p)

Echo. 1934-05-24 R. 10 nr 139

Dziś nad ranem, w niewielkim lasku pod wsią Olechów, gminy Wiskitno, powiatu łódzkiego, znaleziono wiszące na drzewie zwłoki mężczyzny. Wisielca spostrzegł jeden z wieśniaków i niezwłocznie przeciął pętlę. Wszelki ratunek okazał się już spóźniony. Denat nie żył. Okazał się nim łodzianin 38-letni Andrzej Łoboś, kupiec, zamieszkały przy ulicy Senatorskiej 19. Łoboś popełnił samobójstwo wskutek trudności finansowych. Łoboś osierocił żonę i dwoje drobnych dzieci. 

Express Wieczorny Ilustrowany. 1935-04-05 R. 13 nr 95

Wisielec we wsi pod Łodzią. Prawdopodobnie jest to łodzianin.
Łódź 5 kwietnia.
We wsi Olechów pod Łodzią, znaleziono zwłoki jakiegoś wisielca. Mimo natychmiastowej pomocy, samobójcy nie zdołano uratować. Zwłoki przewieziono do prosektorium miejskiego.
Przy desperacie nie znaleziono żadnych dokumentów. Istnieje przypuszczenie, że jest to stały mieszkaniec Łodzi. Liczył on lat około 40. Dochodzenie w toku.

Echo. 1935-04-06 R. 11 nr 96

We wczorajszem „Echu" donosiliśmy o znalezieniu w niewielkim lasku, należącym do wsi Olechów pod łodzią zwłok wisielca, pizy którym nic znaleziono żadnych dowodów osobistych. W wyniku przeprowadzonego przez komendę policji powiatowej dochodzenia udało się ustalić nazwisko samobójcy. Okazał się nim łodzianin 51-letni Otto Becher, malarz z zawodu, zamieszkały przy ul. Rzgowskiej 15..
Przyczyną rozpaczliwego kroku malarza były złe warunki materjalne.

Echo. 1936-07-13 R. 12 nr 193

Pożar starej rudery.
— Ubiegłej nocy we wsi Olechów gminy Wiskitno. pod Łodzią, wybuchł pożar w zagrodzie Józefa Michałowicza, któremu spalił się stary, niezamieszkały dom drewniany. Straty wynoszą kilkaset złotych. Przyczyny pożaru nie ustalono. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1937-10-25 R. 9 nr 294

W ataku szału zranił nożem rodziców i rodzeństwo 
Prywatne pogotowie lekarskie (2222-6) wezwane zostało nocy wczorajszej do wsi Olechów pod Łodzią, gdzie syn miejscowego gospodarza Artur Frantz. dostał nagle ostrego ataku szału. Frantz zdemolował urządzenie mieszkania, a w pewnej chwili chwycił nóż i zaczął nim zadawać ciosy rodzicom oraz rodzeństwu. 5 osób zostało poważnie zranionych przez furia. Przybyły lekarz pogotowia ratunkowego opatrzył rannych, a po udzieleniu pierwszej pomocy Frantzowi skierował go do szpitala dla umysłowo chorych w Kochanówku. 


poniedziałek, 6 maja 2024

Łaznowska Wola - Grömbach - Die Zeit im Bild - Pożar - 1937

 




                                                        Niemiecka wioska w ruinie.
                                        Fotorelacja z wielkiego pożaru w Grömbach.
Niegdyś piękne domy i duże dziedzińce teraz przedstawiają obraz bezsensownej dewastacji. Żywioł często nie oszczędził nawet ścian i spowodował ich zawalenie.









Pomimo trudności i rozpaczy, ludzie wracają do pracy. Czerwonawe dachy zbijane z pozostałych belek i desek, są wznoszone; maszyny są wprawiane w ruch; W ciężkim trudzie,życie toczy się dalej..






Łaznowska Wola - Grömbach - Freie Presse - Pożar - 1937

       O tej tragedii jaka wydarzyła się  28 maja 1937 roku w Łaznowskiej Woli pisałem na moim blogu wcześniej (30 czerwca 2021). Dwa artykuły, różnią się w swoich opisach. Najważniejszy to ten, że w obecnym podano, że spłonęło 20 gospodarstw, w polskiej gazecie, że 36 zabudowań.  W tym artykule podano, że sprawcami tego pożaru byli polscy pracownicy mieszkający w pobliżu cegielni. W części 2, zamieszczam zdjęcia zrobione krótko po pożarze.


Łaznowska Wola - Grömbach - Rokiciny - Pożar - Straż Pożarna - Republika - 1937

       


                     

                                                      Niemiecka wioska w ruinie.

                         (Od członka naszej redakcji pkb, który podróżował do Grömbach).


Jedną z najlepszych dróg w województwie łódzkim (a jest naprawdę dobra), przez Andrzejów, Königsbach - Bukowiec i Karpin dotarliśmy w niespełna godzinę pod tablicę informującą, że stuletnia niemiecka wieś przydrożna Grömbach - Łaznowska Wola - części maszyn rolniczych - znajdowała się właśnie tutaj, około 30 kilometrów od Łodzi, przy drodze prowadzącej do Rokicin i Gałkówka.

Chciałoby się wręcz powiedzieć: była. Z pięknych domów otoczonych ogrodami pozostało niewiele, a zamiast stodół i stajni widać tylko zwęglone, tlące się jeszcze belki i pogięte części maszyn rolniczych.

Dwadzieścia dwie farmy zostały zniszczone przez płomienie w ciągu kilku krótkich godzin w zeszłym tygodniu. Wysiłki ratunkowe mężczyzn i kobiet spieszących do domu, bezinteresowna, praktyczna pomoc przejeżdżających oficerów, późne przybycie straży pożarnej z Łodzi, Tomaszowa i Brzecina - niektórzy ludzie z Grömbach ledwo zdołali uratować swoje życie  i swoich małych dzieci.

Nieświadomi świadkowie pożaru, który wybuchł o godzinie 11 w domu zamieszkałym przez polskich robotników obok miejscowej cegielni, byli zrozpaczeni. W ciągu kilku minut lecące iskry, którym sprzyjał silny wiatr, podpaliły kryte strzechą dachy gospodarstw w Łaznowskiej Woli na przestrzeni prawie półtora kilometra. Płomienie oszczędziły tylko dwa lub trzy murowane gospodarstwa. Spłonęły gospodarstwa: Boberka, Fiksa, Rittmanna, Włodarczyka, Promińskiego, Pauline Kühler, Karla Kühlera, Rudolfa Klemma, Ludwiga Klemma, Kepplera, Rudolfa Hau, Friedricha Klemma, Friedenstaba, Kuhlmanna, Hinza, Menera, Wegnera, Juliua Eglera i Karla Grubera. Spłonęło również gospodarstwo Grunwalda, które znajdowało się już w Rokicinach. Większość poszkodowanych nie była ubezpieczona w ogóle lub tylko w ograniczonym zakresie.

Łaznowska Wola była zamieszkana głównie przez Szwabów i został założony około 1800 r. przez Południowopruską Komorę Wojenną i Domenalną oraz Urząd Domenalny w Łaznowie. Mniej więcej w tym samym czasie powstały również osady Wiończyń, Wilhelmswald - Borowa, Grünberg - Zielona Góra i Neu-Sulzfeld - Nowosolna, dobrze znane wszystkim łodzianom jako letniska.

Gruzy wciąż dymią, a zapach spalenizny unosi się nad okolicą kilometrami - ale ręce niemieckich rolników, początkowo zrozpaczone i zastygłe w bezradności, już znów pracują. Twarde chłopskie pięści już przybijają deskę do deski, kobieca pracowitość już pielęgnuje pola, pola i wyblakłe bydło, choć z łzawiącymi oczami.

A ziarno na polach dojrzewa i kwitnie. Drzewa i łodygi są ciężkie od owoców. Szeroka ziemia oddycha życiem. 

J.G.B. dał nam 5 złotych i E.R. również 5 złotych, w sumie 10 złotych jako pierwszą darowiznę dla ciężko doświadczonych mieszkańców w Łaznowskiej Woli.



Ein deutsche Dorf in Schutt und Asche.
(Von unserem nach Grömbach entstandten pkb-Redaktionsmitglied). 


 

Auf einer des besten Straßen der Lodzer Wojewodschaft (die wirklich gut ist), sind wir in knapp eine Stunde über Andrzejów, Königsbach und Karpin an der Tafel angelangt, die in etwa 30 kilometer Entfernung von Lodz – an der Straße, die nach Rokiciny i Gałkówek weiterführt – besagt, daß sich hier das hundertjähriger deutsche Straßendorf Grömbach – Teile landwirtschaftlicher Maschinen.

Fast möchte man sagen: befand. Denn von den gartenumgebenen Schmucken Häusern sind nich viele mehr übrig geblieben, und anstelle der Scheunen und Ställe sieht man nur verkohlte, noch schelende Balken und verbogene Teil landwirtschtlicher Maschinen.

Zweiundzwanzig Wirtschaften sin dam Freietag der verganengen Woche im Laufe kurzer Mittagsstunden ein Raub der Flammen geworden. Nichts halfen die Rettungsbemühungen der von den Zelben heimwärts stürzenden Männer und Frauen, nichts die uneingennützige, praktische Hilfe zufällig vorbeifahrender Offiziere, nicht das späte Eintreffen der Lodzer, Tomaschower und Brzeziner Feuerwehr – manchem Grömbacher gelang es kaum, sein und Feiner kleinen Kinder nacktes Leben zu retten.

Berzweifelte Bilder boten sich den ohnmächtigen Zeugen des Brandes, der um 11 Uhr in einem neben der örtlichen Ziegelei befindlichen, von polnischen Arbeitern bewohnten Haus ausbrach. Der durch starken Wind begünstigte funkenflug setzte im Laufe weniger Minuten die Strohdächer der Gehöfte von Grömbach auf einer Strecke von nahezu eineinhalb Kilometer in Brand. Nur zwei oder drei gemauerte Wirtschaften blieben von den Flammen verschont. Die auf die Grundmauern brannten nie der die Wirtschaften von: Boberek, Fiks, Rittmann, Włodarczyk, Promiński, Pauline, Kühler, Karl Kühler, Rudolf Klemm, Ludwig Klemm, Keppler, Rudolf Hau, Friedrich Klemm, Friedenstab, Kuhlmann, Hinz, Mener, Wegner, Julius Egler und Karl Gruber. Auch die bereits in Rokiciny liegende Wirtschaft von Grunwald verbrannte. Die meinsten der Getroffenen waren überhaupt nicht ober nur gering versichert.

Grömbach ist eine zumeist von Schwaben bewohnte, die um 1800 von der südpreußischen Kriegs-und Domänenkammer und Domänenamte Łaznów gegründet wurde. Zur gleichen Zeit etwa entstanden auch die als Sommerausenthaltsorte allen Lodzer bestens bekkanten Siedlungen Wionczyn, Wilhelmswald, Grünberg und Neu-Sulzfeld.

Noch rauchen Trümmer noch liegt kilometerweit Brandtgeruch über dem Land – aber schon sind die anfangs in Berzweiflung gestalteten, in Hilflosigkeit erstarrten Hände hundertfältig geprüfter deutscher Bauern wieder tätig. Schon nagelt harte Bauernfaust Bret tan Brett, schon besorgt, wenn auch tränenden Auges, Frauenfleiß Acker, Feld und verblibenes Bieh.

Und die Saat auf den Feldern reift und blüht. Fruchtschwer sind Bäume und Halme. Leben atmet das weite Land.

Als erste Spende für die schwer geprüften Volksgennosen in Grömbach wurden uns von J.G.B. 5 Zloty und von E.R. ebenfalls 5 Zloty zusammen 10 Zloty übergeben.



czwartek, 14 grudnia 2023

Gałków - Kościół - Odpust - Kolej - Turystyka - Pożar - Rozwój - 1898 - 1907

Przełom XIX-XX wieku dla Gałkowa był bardzo ważny. Konieczność budowy dworca kolejowego, dzięki któremu, łodzianie spragnieni  świeżego powietrza i aktywnego wypoczynku na łonie natury, zwiększali dobrobyt miejscowych mieszkańców. Istotnym było także to, że uroczyste odpusty ściągały tłumy łodzian i innych wiernych z okolic. 

Łódzka gazeta ROZWÓJ upodobała sobie Gałków, gdyż tyle informacji mogłyby pozazdrościć większe Brzeziny czy też Koluszki!


Rozwój. 1898-08-01 No 174

Pożar w Gałkowie. W sąsiednim nam Gałkowie w piątek o 2-ej po południu spaliła się osada Maryanny Nowackiej, ubezpieczona na 200 rubli. Ogień, zawdzięczając energicznemu kierunkowi akcyą ratunkową tamtejszego pisarza gminnego p. Aleksandra Milewskiego, umiejscowiono; inaczej cała gęsto zaludniona wieś mogłaby pójść z dymem.  


Rozwój. 1898-08-25 No 194

Letnie mieszkania. Jeden z kolejarzy łódzkich nabył 9 morgów ziemi w Różycy pod lasem przy Gałkowie od Józefa Wojdali, gdzie zamierza wystawić odpowiedni dom dla wygody letników.


Rozwój. 1898-09-27 No 221

POŻAR W OKOLICY.
Wypadek z ogniem 21 września w Gałkowie włościanie małżeństwo Marciniaki zostawili w domu dwuletniego chłopca, który zapałką zapalił na sobie ubranie i w strasznych męczarniach zakończył życie.

Rozwój. 1899-02-15 No 37

Złote gody. W ubiegłą niedzielę, właściciele majątku Gałków, pp. Franciszek i Antonina Rożyccy, obchodzili niezwykłą uroczystość 50-letniego pożycia małżeńskiego. Błogosławieństwa udzielił jubilatom proboszcz parafii Gałków ks. Bielecki w kościele parafialnym w Gałkowie, poczem licznie zebrana rodzina, złożona z dzieci, wnuków i prawnuków oraz goście z różnych stron kraju i sąsiedzi, byli z prawdziwie polską gościnnością podejmowani w domu czcigodnych jubilatów, cieszących się w całej okolicy nadzwyczajnym szacunkiem

Rozwój. 1899-02-22 No 43


Przystanek w Gałkowie. 
Kilkakrotnie upominaliśmy się o niezbędny ten przystanek dla łodzian. Otóż teraz z pewnego źródła dowiadujemy się, że wysłane podanie od gałkowian zostało uwzględnione, dzięki zabiegom miejscowego księdza proboszcza.
Gałków, okolony lasami stanowi bardzo dobrą klimatyczną stacyę. Przytem produkty tu są niedrogie, kościółek ładny na miejscu, słowem przybędzie Łodzi jeszcze jedna miejscowość, gdzie spragniony świeżego powietrza - pracownik może odpocząć wśród skwarnych miesięcy.

Rozwój. 1899-04-25 No 94

Przystanek w Gałkowie. Dyrektor kolei fabryczno-łódzkiej p. Knapski przybył do Gałkowa, aby obrać miejsce przydatne na przystanek kolei, który już przy letnim rozkładzie pociągów ma być uwzględnionym. Towarzyszył mu p. Jabłoński, dozorca drogowy z Koluszek. Włościanie gałkowscy, za wstawieniem się ks. Bieleckiego, postanowili oddać bezpłatnie 2000 kwadratowych sążni pod przystanek. Miejsce odpowiednie zostało wybrane. Tym sposobem dla Łodzi przybywa jeszcze jedno miejsce dla letników. Okolica wzgórzysta, sucha i leśna; o bliższe szczegóły można się porozumiewać listownie z sołtysem gałkowskim, Józefem Zdobikiem, przez Brzeziny, który bezinteresownie ma udzielać informacyj. 

Rozwój. 1899-05-23 No 115

Dziecko. W Gałkowie mieszka już za wsią starzec siedmdziesięcioletni Mikołaj Kulesza z żoną swoją staruszką. Parę dni temu około północy starzec usłyszał pod drzwiami płacz dziecka i skomlenie psa. Wyszedłszy przed sień. znalazł podrzucone dziecko roczne, płci męskiej, o czem zawiadomił miejscowego wójta, który kazał mu dziecko zatrzymać na koszt gminy do przeprowadzenia śledztwa. W parę dni potem około północy usłyszał pukanie do drzwi. Po otworzeniu weszła zapłakana kobieta, popatrzyła na dziecko, wymówiła "Teodor" i  niebawem zniknęła. Kulesza dał znać do sąsiadów o tem zajściu ale jej nigdzie znaleść nie mogli.  

Rozwój. 1899-05-30 No 121

Odpust w Gałkowie. W niedzielę, w .uroczysty dzień, poświęcony św. Trójcy Pobożni łodzianie w pokaźnej liczbie zebrali się na foksalu i o godz.8 minut 23 rano ruszyli koleją do Gałkowa na przypadający tam odpust. Od przystanku z pieśnią "Kto się w opiekę podda Panu swemu" przybyli do kościoła, gdzie ich rzewnem słowem powitał miejscowy proboszcz i o godz. 10 odprawił wotywę.  Sumę celebrował ksiądz Brzęczkowski, słowo Boże wygłosił ksiądz Skolimowski, a w czasie nabożeństwa pobożne pienia zanosił do Boga chór śpiewacki z kościoła św Krzyża. Ludu było sporo, boć warto być w Gałkowie, w tem iście cichem ustroniu, otoczonem dookoła lasami. Zarząd kolei łódzkiej robi nadzieję, że za jakieś 3 tygodnie pociągi stale zatrzymywać się tam będa.

Rozwój. 1900-10-01 No 224

Rozwalenie grobowca, Dnia 26 z. m. służba kościelna w Gałkowie spostrzegła na dawnym cmentarzu, na którym poprzednio stał stary kościół, że w nocy ktoś wykopał dół, w którym rozbito grób murowany i na nowo do połowy ziemią zasypano. Wójt miejscowy rozpoczął śledztwo i władzę wyższą o tem powiadomił. 

Rozwój. 1901-05-25 No 121

 Odpust w Gałkowie. W przyszłą niedzielę w dzień Św. Trójcy t. j. 2 czerwca r. b. odbędzie się doroczny odpust w Gałkowie. Ks. Władysław Serwatowski wyjednał pozwolenie u władz odnośnych, by w dniu tym pociąg wychodzący z Łodzi w doi świąteczne o godzinie 8 m, 35 rano był zatrzymany w Gałkówku dla wysadzenia udających się na odpust pobożnych. Powrót nastąpi pociągiem, który wychodzi z Koluszek · o godzinie 8 minut 49 wieczorem będzie on zatrzymany w Gałkówku dla przyjęcia pasażerów. Sumę będzie celebrował ks. dziekan z Brzezin, kazanie wypowie ks. prałat hr. Łubieński.

Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-07-15 R. 5 no 160

Dworce. Odnoga szerokotorowa kolei fabryczno-łódzkiej będzie miała 7 dworców, a mianowicie: w Łodzi (osobny towarowy), w Karolewie, Chojnach, Sortowni, Andrzejowie, Gałkowie i Słotwinach. W Sortowni, Andrzejowie i Gałkowie, dworce będą wspólne dla toru szeroko. i wązkotorowego. Poziom linii około Gałkowa zostanie znacznie podniesiony. Dworzec gałkowski będzie się składał z dużej izby poczekalnej, z kancelaryi i mieszkania dla stróża i starszego dróżnika. Przybrany zostanie też grunt dla urządzenia zapasowej linii, wszystkiego około 5 mórg, z których dwie odstąpili już przedtem mieszkańcy Gałkowa pod stacyę żądając za morgę 200 rb. a to z tej okazyi, że przystanek znacznie podniesie dochody mieszkańców. Obecnie zaś okazała się potrzeba zakupienia jeszcze 3-ch mórg i za te już żądają po 600 rb. Jest to cena niezmiernie wygórowana i jeżeli układy nie dojdą do skutku, grunt zostanie oszacowany i wywłaszczony. 

Rozwój. 1907-05-27 No 114

Odpust w Gałkowie. Wczoraj z powodu uroczystości św. Trójcy w Gałkowie, odprawione były odpustowe nabożeństwa, na które przybyły koleją. fabryczno-łódzką kompania pątników z Łodzi, piesza z. Koluszek i Brzezin. Na spotkanie kompanii wchodził miejscowy proboszcz, który po przemówieniu wprowadzał je uroczyście do kościoła. . O godzinie 11-ej i pół ks. kanonik Karol Szmidel proboszcz parafii świętokrzyskiej w Łodzi, rozpoczął, uroczystą Sumę, w czasie której wygłosili kazania, z prowizorycznej ambony na cmentarzu, ks. Zagrzejewski proboszcz z Kurowic, a w kościele ks. Józef Jaśkiewicz wikaryusz z parafii świętokrzyskiej w Łodzi. Na Sumę zebrały się takie tłumy pobożnych, że nie tylko w kościele na obszernym cmentarzu kościelnym, ale i w ogrodzie miejscowego proboszcza pomieścić się nie mogły. Zjazd duchowieństwa również był bardzo liczny. Po skończonej Sumie, łodzianie korzystali z pięknej pogody, udali się do lasu na zabawę która przeciągnęła się aż do odejścia ostatniego pociągu. Duchowieństwo i wiele osób świeckich, zebrało się na plebanii, gdzie miejscowy proboszcz podejmował prawdziwie z staropolską gościnnością. Na odpust nie omieszkali przyjechać rozmaici kramarze, których towary cieszyły się dużem zbytem. Pociągi kolei fabryczno-łódzkiej przez cały dzień kursowały przepełnione, pomimo iż w trzech pociągach kursowały wagony klasy IV. W czasie Sumy chór sumowy kościoła św. Krzyża w Łodzi wykonał pienia religijne.


wtorek, 28 listopada 2023

Lipiny - Nowosolna - Neu-Sulzfeld - Pożar - Litzmannstädter Zeitung - 1943

 

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-03-27 Jg. 26 nr 86

Poważny pożar w pobliżu Nowosolnej w powiecie łódzkim wybuchł około południa we wtorek we wsi Lipiny w gminie Nowosolna i został spowodowany przez uszkodzony komin. Walka z tym pożarem, który pochłonął życie pięciu niemieckich i ośmiu polskich małych gospodarstw rolnych, była bardzo trudna z powodu silnego wiatru. Oprócz miejscowej straży pożarnej w gaszeniu pożaru wzięły udział zmotoryzowane jednostki straży pożarnej z Löwenstädter (Brzeziny) i Łodzi, a także jednostki straży pożarnej z Nowosolnej i sześciu innych miejscowości. Trzeba było dołożyć wszelkich starań, aby uratować pozostałe gospodarstwa w wiosce, co było trudnym zadaniem przy silnym wietrze. Na miejscu pożaru pojawił się również komendant powiatowy ochotniczej straży pożarnej w okręgu łódzkiego, Bruno Berndt, który sam podjął próbę gaszenia pożaru. Gdyby straż pożarna nie była tak aktywna, całe miasto mogłoby zostać pochłonięte przez płomienie, ponieważ unoszące się iskry groziły pochłonięciem coraz większej liczby budynków,

Lipiny – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Nowosolna. Do 1954 roku istniała gmina Lipiny. W latach 1954–1972 wieś należała i była siedzibą władz gromady Lipiny. W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do ówczesnego województwa łódzkiego. Wikipedia


Ein Großfeuer bei Neu-Sulzfeld im Litzmannstädter Landkreis brach um die Mittagsstunde des Dienstags ein größeres Schadenfeuer in der Ortschaft Lipiny im Amtsbezirk Neusulzfeld aus und hatte seine Ursache in einem schadhaften Kamin Die Bekämpfung dieses Brandes, dem fünf deutsche und acht polnische Batierugehöfte kleineren Ausmaßes zum Opfer fielen, war infolge orkanartigen Windes sehr erschwert Es handelte sich durchweg um Holzbauten mit Strohdächern. Zur Löschhilfe erschienen außer der Ortsfeuerwehr die Löwenstädter und Litzmannstädter mit Motorspritze, dazu die Wehren von Neusulzfeld und weiterer sechs Ortschaften. Es mußte alles daran gesetzt werden, die übrigen Gehöfte des Dorfes zu erhalten, was bei der großen Windstärke ein schweres Stück Arbeit war. Es gelang aber, und auch das Vieh der abgebrannten Gehöfte konnte fast durchweg in Sicherheit gebracht werden Auch der Bezirksführer der Freiw. Feuerwehren im Reg.- Bezirk Litzmannstadt, Bruno Berndt, erschien an der Brandstätte und bemühte sich selbst um die Durchführung der Bekämpfungsmaßnahmen. Wären die Wehren nicht so tatkräftig bei der Hand gewesen, hätte der ganze Ort ein Raub der Flammen werden können, da der Funkenflug immer weitere Baulichkeiten zu erfassen drohte.


Lipiny - ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódzkie (Woiwodschaft), östlicher Kreis Łódzkie, in der Gemeinde Nowosolna. Bis 1954 gab es eine Gemeinde Lipiny. In den Jahren 1954-1972 gehörte das Dorf zur Gemeinde Lipiny und war Sitz der Behörden. In den Jahren 1975-1998 gehörte das Dorf verwaltungsmäßig zur damaligen Woiwodschaft Łódzkie. Wikipedia


sobota, 18 listopada 2023

Olechów - Łódź - Podpalacz - Pożar - Hasło Łódzkie - 1930


                                STRASZNA ZEMSTA MŚCIWEGO WIEŚNIAKA


Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-11-30 R. 4 nr 328

Najgroźniejszą plagą wszystkich wsi są pożary, które w tak katastrofalny sposób niszczą rok rocznie w Polsce kilkadziesiąt tysięcy gospodarstw wiejskich, przy czym straty materialne sięgają do 5 milionów złotych rocznie.

    W lwiej części pożary te wynikają skutek podpaleń przez zbrodnicze ręce wieśniaków, którzy w zemście swej nie namyślają się, iż ogień może się rozszerzyć i pochłonąć również i jego gospodarstwo.

    W bieżącym roku we wsi Olechów, gminy Chojny wybuchło pięć pożarów, które pociągnęły za sobą straty materialne dochodzące do 29.000 złotych.

    Przeprowadzone dochodzenie policyjne przez komendanta miejscowego posterunku policji starszego przodownika Zygmunta Krupińskiego ustaliło, iż wszystkie te pożary wynikły wskutek pożarów, jednakże sprawcy nie udało mu się ująć, które zawsze na miejscu zbrodni umiejętnie zacierał wszystkie ślady.

     Onegdajszej nocy, wybuchł piąty z kolei pożar w tejże wsi w zabudowaniach gospodarczych należących do Reinholda Krolla.

    Gdy około godziny 2-ej w nocy, łuna rozjaśniła nad wsią Olechów, komendant miejscowego posterunku policji starszy przodownik Kurpiński, niezwłocznie udał się na miejsce pożaru, przyczem udało mu się odkryć ślady obuwia pozostawione przez podpalacza obok podpalonej przez siebie stodoły z całym tegorocznym zbiorem. Idąc śladami pozostawionymi przez zbrodniarza, st. przodownik Kurpiński doszedł do zabudowań gospodarczych stojących na końcu wsi, należących do 16 morgowego gospodarza 34-letniego Edmunda Kowalskiego.

    Celem zabezpieczenia pozostawionych przez podpalacza śladów, st. przodownik Kurpiński polecił podległym sobie funkcjonariuszom porobić z nich odlewy gipsowe mogące następnie służyć dla sądu jako dowody rzeczowe.

    Kowalskiego, policja w mieszkaniu nie zastała, wobec czego postanowiła czekać na niego. Około godziny 7-ej rano w dniu wczorajszym, udało się wreszcie st. przodownikowi Kurpińskiemu wyśledzić kryjówkę Kowalskiego i aresztować go. Podczas badania butów aresztowanego stwierdzono, że pasują one idealnie do pozostawionych śladów przez podpalacza obok stodoły Krolla.

    Dopiero, gdy Kowalski został aresztowany, na posterunek policji zgłosiło się 20 gospodarzy tejże wsi, którzy zeznali, iż podejrzewali oni, iż wszystkie pożary wynikłe we wsi Olechów, były dziełem aresztowanego Kowalskiego. przedtem obawiali się powiadomić policję o swych podejrzeniach w obawie przed zemstą Kowalskiego, który niejednokrotnie mając złość do któregoś z wieśniaków, w nocy wybijał szyby w oknach jego mieszkania, a nawet siekierą rozbijał drzwi lub rany okienne, a nawet wnętrza mieszkań.

    W wypadkach, gdy napadnięci grozili mu powiadomieniem policji o najściu mieszkania lub zdemolowaniu drzwi, Kowalski "radził" im by zaniechali takiego odwetu, gdyż następnej nocy podpali ich zabudowania.

    W obawie przed groźbami znanego we wsi zawalidrogi wieśniacy obawiali się powiadamiać policję o jego zbrodniczej działalności. Ze względu na to, iż około godziny 5 nad ranem w okolicy wsi Ner, gminy Nowosolna pod Łodzią, widziano również przechodzącego Kowalskiego, starszy przodownik Kurpiński, iż wynikły podejrzewał, iż wynikły tejże nocy pożar tam wskutek podpalenia, był dziełem zemsty Kowalskiego.

    W toku dochodzenia, ustaliła policja, iż wynikły pożar we wsi Ner, u gospodarza Gustawa Tabelona, był również spowodowany przez Kowalskiego

    I tu pozstawione ślady obuwia pasowały do pozostawionych śladów przez podpalacza obok stodoły Krolla we wsi Olechów. Dowiedziawszy się o wynikach dochodzenia policyjnego, cała wieś Olechów ruszyła pod posterunek policji, celem dokonania samosądu nad aresztowanym i jedynie orientacja komendanta posterunku uchroniła podpalacza od niechybnej i strasznej śmierci z rąk rozbestwionego chłopstwa, przez przesłanie go do Łodzi samochodem pod silnym konwojem policjantów.

     Aresztowanego podpalacza, który odpowiadać będzie przed sądem za dokonanie 6 podpaleń w ciągu jednego i to nawet nie całego roku, osadzono w więzieniu przy ulicy Kopernika do dyspozycji sędziego śledczego Narkesa i prokuratora szczecha.


 
      DIE SCHRECKLICHE RACHE EINES RACHSÜCHTIGEN DORFBEWOHNERS

Die gefährlichste Geißel aller ländlichen Gebiete sind die Brände, die jedes Jahr mehrere zehntausend ländliche Haushalte in Polen so verheerend vernichten, dass ein materieller Schaden von bis zu 5 Millionen Zloty pro Jahr entsteht.

    Ein Großteil dieser Brände ist auf Brandstiftung durch kriminelle Dorfbewohner zurückzuführen, die in ihrem Rachefeldzug nicht daran denken, dass sich das Feuer ausbreiten und auch ihren Hof vernichten könnte.

    In diesem Jahr brachen im Dorf Olechów in der Gemeinde Chojny fünf Brände aus, die einen Sachschaden von bis zu 29.000 PLN verursachten.

    Die polizeilichen Ermittlungen des Kommandanten der örtlichen Polizeistation, Oberpolizist Zygmunt Krupiński, ergaben, dass alle diese Brände durch Feuer verursacht wurden, aber es gelang ihm nicht, den Täter zu fassen, der stets geschickt alle Spuren am Tatort verwischte.

    Der fünfte Brand im Dorf brach in der vergangenen Nacht in den Wirtschaftsgebäuden von Reinhold Kroll aus.

    Als gegen 2 Uhr nachts ein Feuer über dem Dorf Olechów aufflammte, begab sich der Einsatzleiter der örtlichen Polizeistation, Oberpolizist Kurpiński, sofort zum Brandort, wo er neben der Scheune, die er mit der gesamten diesjährigen Ernte in Brand gesetzt hatte, die Fußspuren des Brandstifters entdecken konnte. Den Fußspuren des Täters folgend, gelangte Wachtmeister Kurpiński zu den am Ende des Dorfes stehenden Wirtschaftsgebäuden, die einem 16-jährigen Landwirt, dem 34-jährigen Edmund Kowalski, gehören.

    Um die vom Brandstifter hinterlassenen Spuren zu sichern, wies Hauptkommissar Kurpiński seine unterstellten Beamten an, Gipsabdrücke der Spuren anzufertigen, die dann vor Gericht als materielle Beweise verwendet werden konnten.

    Kowalski wurde nicht in der Wohnung angetroffen, so dass die Polizei beschloss, auf ihn zu warten. Gegen 7 Uhr morgens am Vortag gelang es dem Polizeipräsidenten Kurpiński schließlich, Kowalskis Versteck ausfindig zu machen und ihn festzunehmen. Bei der Untersuchung der Schuhe des Verhafteten wurde festgestellt, dass sie genau mit den Spuren übereinstimmten, die der Brandstifter neben der Kroll-Scheune hinterlassen hatte.

    Erst als Kowalski verhaftet wurde, kamen 20 Landwirte aus demselben Dorf auf die Polizeiwache und sagten aus, dass sie den Verdacht hegten, dass alle Brände im Dorf Olechów auf das Konto des verhafteten Kowalski gingen. Zuvor hatten sie Angst, der Polizei ihren Verdacht mitzuteilen, weil sie befürchteten, dass Kowalski sich rächen würde; mehr als einmal hatte er aus Wut auf einen der Dorfbewohner nachts die Fenster ihrer Wohnungen eingeschlagen und sogar eine Axt benutzt, um die Türen oder Fenster und sogar das Innere der Wohnungen zu zertrümmern.

    In Fällen, in denen die Angreifer damit drohten, ihn bei der Polizei anzuzeigen, weil er in ihre Wohnungen eingedrungen war oder ihre Türen eingeschlagen hatte, "riet" Kowalski ihnen, von solchen Vergeltungsmaßnahmen abzusehen, da er ihre Gebäude in der folgenden Nacht in Brand setzen würde.

    Aus Angst vor den Drohungen eines im Dorf bekannten Unruhestifters hatten die Dorfbewohner Angst, die Polizei über seine kriminellen Aktivitäten zu informieren. Da Kowalski gegen 5 Uhr morgens auch in der Nähe des Dorfes Ner in der Gemeinde Nowosolna in der Nähe von Łódź gesehen wurde, vermutete Oberpolier Kurpiński, dass der dort in der Nacht durch Brandstiftung entstandene Brand das Werk von Kowalskis Rache war.

    Im Laufe der Ermittlungen stellte die Polizei fest, dass der Brand im Dorf Ner, im Haus des Bauern Gustaw Tabelon, ebenfalls von Kowalski gelegt wurde.

    Und hier stimmten die hinterlassenen Fußspuren mit denen überein, die der Brandstifter neben der Scheune von Kroll im Dorf Olechów hinterlassen hatte. Nachdem das ganze Dorf Olechów von den Ergebnissen der polizeilichen Ermittlungen erfahren hatte, eilte es zur Polizeistation, um eine Selbstverbrennung gegen den Verhafteten durchzuführen, und nur die Orientierung des Kommandeurs der Polizeistation bewahrte den Brandstifter vor einem unvermeidlichen und grausamen Tod durch die Hände der widerspenstigen Bauern, indem er ihn mit einem Auto unter einem starken Polizeikonvoi nach Łódź schickte.

    Der verhaftete Brandstifter, der sich vor Gericht verantworten muss, weil er in einem Jahr sechs Brandanschläge verübt hat und nicht einmal ein ganzes Jahr, wurde im Gefängnis in der Kopernika-Straße untergebracht und steht dem Untersuchungsrichter Narkes und dem Staatsanwalt Szech zur Verfügung.





     




poniedziałek, 31 lipca 2023

Łaznowska Wola - Grömbach - Pożar - Alfred Kiss

 Zdjęcie autorstwa Alfreda Kissa pokazuje odbudowę po tragicznym w skutkach pożarze, który miał miejsce w Łaznowskiej Woli  29 maja 1937 roku. Tego dnia spłonęło 36 zabudowań!

Źródło: Bildarchiw.de

         GROŹNY POŻAR POD ŁODZIĄ


W wsi Łaznowska Wola spłonęło 36 zabudowań. - Przejeżdżający oficerowie wzięli udział w akcji ratunkowej i złożyli 100 złotych dla pogorzelców.

    Wczoraj w godzinach przedpołudniowych wybuchł we wsi Łaznowska Wola, odległej o trzy kilometry od stacji Rokiciny, katastrofalny pożar, który omal nie strawił całej tej rozległej i dobrze zagospodarowanej wsi. W akcji ratunkowej brała również udział straż łódzka, a wieś jest odległa o ok. 25 kilometrów od Łodzi. O pożarze tym dowiadujemy się następujących szczegółów. Łaznowska Wola leży po obu stronach nowej szosy asfaltowej, wiodącej przez Widzew—Andrzejów i Kurowice do Tomaszowa. Ogień powstał w domu pokrytym strzechą. Podczas gotowania obiadu, krótko przed godziną jedenastą, przez szczelinę pękniętego komina wydostał się płomień. Dach zajął się odrazu wielkim ogniem. Wczorajszy silny wiatr sprzyjał szerzeniu się ognia, który nie przenosił się jednak z sąsiedniego domu na sąsiedni, a szerzył się po wsi w sposób zupełnie nie dający się przewidzieć: tlejące kawały słomy, niesione wiatrem wzniecały ogień w różnych punktach dużej wsi.

    Na ratunek zjechały wszystkie straże ogniowe z okolic, ze strażą brzezińską, kurowicką i rokicińską na czele. Ze wszystkich stron nadciągały tłumy letników. Ponadto z targów pobliskich, przy wczorajszym piątku, zjechały setki furmanek z gapiami. Wkrótce na miejsce pożaru przybył starosta brzeziński Reindl, naczelnik po wiatowy policji — kom. Fichna, z Łodzi inspektor Kula i, na czele dwuch plutonów naszej straży, komendant Kowalczyk i nacz. Komorowski. Dopiero z chwilą przybycia na miejsce, dzięki doskonałej drodze, w kilkanaście minut naszej straży, akcja ratownicza stała sie odrazu skuteczna. Straż łódzka przyjechała z tysiącem metrów węża gumowego i z trzema motopompami. Dla umożliwienia szybszej jazdy, strażacy nasi przybyli na kilku lżejszych wozach.

    Mimo wysiłków straży, nie udało się uratować już płonących 12 zagród. Spłonęło z nich 36 zabudowań wszelkiego rodzaju wraz z domami mieszkalnymi. Inwentarz żywy został przeważnie uratowany. Zresztą, dopiero w ciągu dnia dzisiejszego zostanie dokonany dokładny bilans strat w inwentarzu martwym i żywym. Straty są zgruba szacowane na ok. 65 tys. złotych. Pogorzelcy ulokowali się nad samą szosą ze swym uratowanym dobytkiem. W pobliżu szosy powstało obozowisko, w którym asfaltowa droga gra rolę jakby ulicy. Władze zajęły się pogorzelcami, przychodząc im w miarę możności z pomocą. Zostały już zorganizowane zbiórki, oraz plan umieszczenia, przynajmniej dzieci, wśród sąsiadów, których mienie ocalało. W chwili gdy ogień szalał w najwyższym natężeniu, przejeżdżało szosą pięć samochodów z oficerami, odbywającymi kursy prowadzenia auta. Oficerowie przez krótki czas pomagali w akcji ratowniczej, następnie zaś, po upływie paru minut przez swych dwóch dowódców wręczyli p. staroście Reindlowi sto złotych — rezultat doraźnie zorganizowanej między sobą zbiórki na pogorzelców. Była to pierwsza suma, jaka wpłynęła na rzecz nieszczęśliwych. Łuna tego wielkiego pożaru była wczoraj w godzinach południowych widoczna aż w Widzewie.





sobota, 28 stycznia 2023

Pałczew - Gmina Brójce - Podpalacz - Pożary - 1928-43

 Czerwony kur był aktywny we wsi Pałczew. Nie zawsze niestety z przyczyn losowych. W tej wsi znalazł się podpalacz, który wzniecił 12 pożarów, zanim został unieszkodliwiony. Ile nieszczęść i strat materialnych spowodował, trudno wyliczyć....

 Po złąpaniu podpalacza czerwony kur działa w dalszym ciągu co umieściłem na końcu.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1928-03-21 R. 4 nr 69

Wiosenne harce czerwonego kura. Pożar w powiecie. 

Lórfź. 21 marca. Ubietrłej nocy nad wsią Pałczew gminy Brojce, powiatu łódzkiego, zajaśniała krwawa łuna pożaru, który wybuchł w zagrodzie Władysława Grinkego. Na ratunek płonącego gospodarstwa pośpieszyła straż ogniowa z okolicy, dzięki której pożar szybko zlokalizowano. Spaliła się szopa drewniana i dach domu mieszkalnego. Stratv spowodowane ogniem sięgają wysokości 2 tysięcy złotych. Przyczyny pożaru nie ustalono dotąd. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi posterunek policji powiatowej.

,,Ilustrowana Republika” 3.2.1930

Groźny pożar pod Łodzią

,,Wczoraj w nocy we wsi Pałczew, gminy Brójce pod Łodzia wybuchł pożar w zagrodzie Jana Simonia. Zaalarmowane pobliskie oddziały straży ogniowej pożar po kilkugodzinnej akcji ugasiły. Spłonęło prawie doszczętnie całe gospodarstwo. Straty wynoszą 6.000 złotych. Przyczyną pożaru jak ustaliło dochodzenie był niedopałek papierosa porzucony w stodole”

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1930-02-08 R. 2 nr 38

TAJEMNICZA EPIDEMJA POŻARÓW ZANIEPOKOIŁA POWIATOWE WŁADZE POLICYJNE

    Od dłuższego już czasu wieś pałczew w powiecie łódzkim była dotknięta tajemniczą epidemją pożarów, które powstawały zazwyczaj w stodołach, a następnie pochłaniały całe gospodarstwo wraz z żywym i martwym inwentarzem.
    I tak w ciągu ostatniego tygodnia naliczono we wsi Pałczew aż 8 wielkich pożarów, które doszczętnie strawiły 8 gospodarstw.
     Ta epidemja pożarów zupełnie nie wytłumaczona w porze zimowej zainteresowała komendę powiatową policji.
    Komendant powiatu łódzkiego Lange odbył na ten temat dłuższą konferencję z naczelnikiem urzędu śledczego podinspektorem Noskiem i w wyniku tej konferencji wysłano w okolice Pałczewa kilku najzdolniejszych wywiadowców urzędu śledczego oraz dwa psy policyjne.
    Policja, badając szczegółowo przyczyny każdego pożaru, stwierdziła niezbicie, że pożary te wybuchają skutkiem podpalenia, w tym też kierunku potoczyło się dalsze śledztwo.
    W międzyczasie funkcjonariusze policji przeprowadzający dochodzenie w samej wsi spotkali się z dziwną wersją, krążącą wśród mieszkańców.
    Twierdzili oni mianowicie, że nocami widzą po polach jakieś tajemnicze sylwetki, z pochodniami w ręku, które okrążają jakąś stodołę lub szopę, a w kilka godzin potem w stodole tej wybucha zwykle pożar.
    Policja naturalnie nie przywiązuje żadnej wagi do tych wersji, które są wytworem masowej sugestii, natomiast przypuszcza, iż zbrodnicze podpalenia są dokonywane przez jakiegoś umysłowo chorego człowieka, który podnieca się widokiem pożarów.
    Wskazuje na to przede wszystkim fakt, że pożary te wybuchają zwykle w stodołach, a więc sadysta ów lubuje się widokiem pożaru łatwopalnych materiałów.
    Energiczne śledztwo trwa.
    W dniu wczorajszym na miejsce tajemniczych pożarów wyjechał sędzia śledczy na powiat łódzki Natkes oraz prokurator na powiat łódzki Szczech, którzy dokonali na miejscu wizji lokalnej.
    
    
    

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-06-16 R. 4 nr 162

We wsi Pałczew gm. Brujce, pow. łódzkiego wybuchł pożar w zabudowaniach Franciszka Wimana. Ogień z niebywałą szybkością objął dom mieszkalny, oborę i stodołę, które jeszcze przed przybyciem straży całkowicie spłonęły. Straty wynoszą około 30,000 złotych. Władze policyjne wszczęły dochodzenie celem ustalenia przyczyny pożaru. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-06-17 R. 4 nr 163

                               UJĘCIE PODPALACZA ZAGRÓD WIEJSKICH
       SZALENIEC, KTÓRY WZNIECAŁ POŻAR DLA WŁASNEJ SATYSFAKCJI.

    W dniu wczorajszym donosiliśmy o zagadkowym powstaniu ognia w zagrodzie Franciszka Wimana, we wsi Pałczew, gm. Brójce, gdzie pastwą płomieni padły wszystkie zabudowania, stanowiące własność wspomnianego, wartości 30.000 zł.
    Władze policyjne, prowadząc dochodzenie w kierunku ustalenia przyczyn pożaru, znalazły w zgliszczach stodoły zwitek łachmanów, zawierających różne przedmioty, w których poznano własność parobka 23-letniego Wacława Doliwy. W wyniku dalszych poszukiwań ujęto Doliwę w jednej z okolicznych wsi, w chwili, kiedy wypoczywał na stogu siana.
    Badany przez policję parobek przyznał się, iż ogółem dopuścił się około 12 podpaleń, przeważnie dlatego, iż widok ognia sprawiał mu duże zadowolenie. Zagrodę Wimana podpali z zemsty, iż nie chciał on dać zajęcia.
    Dalsze dochodzenie, mające na celu ustalenie, czy Doliwa jest osobnikiem nienormalnym, czy też tylko wyjątkowo o żłośliwem indywiduum, trwa.

===============================================================

Echo. 1935-08-06 R. 11 nr 217


Dzisiaj o godzinie 1-ej w nocy wybuchł z nieustalonych dotąd przyczyn powstał w zagrodzie Kisiela Jana, we wsi Pałczew, gminy Brojce. Ogień strawił pełną tegorocznego .sprzętu stodołę, oborę, dwa wo zy, bryczkę i dalszy Inwentarz martwy. Wypadków i ludźmi nic było. Bydło zostało również uratowane. Wynikłe wskutek pożaru straty Kisiel oblicza na 11 tysięcy złotych.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nowy Dziennik Łódzki. 1932-11-13 R. 2 nr 314                                                                           

                           CHŁOPSKA ZAGRODA W OGNIU

We wsi Pałczew, gminy Brójce, pow. łódzkiego, wybuchł pożar w zagrodzie 60-letniego Marcina Pakuły.
    Pożar trwał od godziny 1-ej w nocy do godziny 5-ej rano. W akcji ratunkowej brała udział straż ogniowa z Wardzynia i Pałczewa.
    Podczas akcji ratunkowej uległ poparzeniom Marcin Pakuła.
    Wszystkie zabudowania spłonęły, powodując straty w wysokości około 10.000 złotych. Przyczyna wybuchu pożaru nieznana.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-12-28 Jg. 26 nr 362

Spalona stodoła. 21 grudnia o godz. 21.40 w stodole niemieckiego rolnika Johanna Jerke w Palczewie (gmina Königsbach) wybuchł pożar, który zniszczył stodołę z plonami i maszynami rolniczymi oraz dobudowaną szopę.

Eine Scheune eingeäschert. A m 21 Dezember, um 21.40 Uhr, entstand in der Scheune des deutschen Landwirts Johann Jerke in Palczew (Gemeinde Königsbach) ein Brand, dem die Scheune mit einqelaqerter Ernte und landwirtschaftlichen Maschinen sowie ein angebauter Schuppen zum Opfer fielen.