Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pabianice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pabianice. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2026

Regulacja Hipotek - Piotrków - Pabianice - 1826

W tych dniach minęło 200 lat od Regulacji Hipotek . Zamieściłem w tym materiale tylko wsie w województwie piotrkowskim. Pabianic i okolicy. Pisownia oryginalna.

Źródło: Biblioteka Cyfrowa WBP w Lublinie

                  DZIENNIK URZĘDOWY WOJEWÓDZTWA LUBELSKIEGO

w Lublinie dnia 19 kwietnia 1826 roku. 

                                              OBWIESZCZENIE

                                       TRYBUNAŁ CYWILNY

                       Pierwszey instancyi Województwa Lubelskiego.

Na skutek Postanowienia NAYJAŚNIEYSZEGO PANA z daty 12 (24) Stycznia r. b. Regulacyą Hipotek Dóbr Narodowych z któremi Skarb Publiczny do Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego przystępuie nakazującego, i na skutek reskryptów Kommissyy Rżadowych, Sprawiedliwości i Przychodów i Skarbu dd. 22 i 24 Lutego r.b. Rozpoczynaiąc Regulacyą takową Hypotek. podaje do wiadomości publiczney iż do przyimowania Aktów pierwiastkowego regulowania Hypotek Dóbr Realności niżey wymienionych w Województwie Kaliskim położonych wyznaczył termin, iako to na dzień 1 Maja 1826 r. dla: 

2/ Dóbr Narodowych Ekonomii Czarnocin składaiącey się z folwarku wsi Carnocin i młyna Wygoda z wsi Wóytostwa i z wsi Bierzywody z Folwarku i wsi Podolin i młyna wodnego Podolin z wsi Biskupia wola i młyna Franki, z wsi Gaykowice i młyna Maciejek, z części wsi Srocka, z wsi Wodzyn i wsi Tychów, z folwarku i wsi Szczukwiu, z wsi Wóytostwo, z folwarku Podolin, z wsi Gościmowic, z młyna Abraham, z folwarku Tuczynek, Starostwo z wsi Tuczynek, z wiatraka w Tuczynie i z młynów Pyć i Kunka, tudzież z folwarku i wsi Rydzyny, wszystkich w Powiecie i Obwodzie Piotrkowskim sytuowanych.

10. Dóbr Narodowych Ekonomij Pabianice składającey się z folwarku i wsi Wiskitno, z folwarku Potaznia z wsiów Karniszew, Piątkowizna i Róża z folwarku Pabianice, z wsi Bychlew, z miasta Pabianice, z młynów Łęczno, Grobelno stary, i nowy, z wsiów Jutrzkowic i Mogilno, z folwarków Młodzieniaszek i Żytowice, z wsiów Żytowice i woli Żytowskiey, z folwarku i wsi Konin, z folwarku i wsi Górka, z folwarku i wsi Świątniki,, z wsi Kudrowa, z folwarku i wsi Szynkielów, z wsi Petrykozy, z folwarku i wsi Bras, z wsi Petrykin i Rokicie, z folwarku, wsi i młyna Ruda, z folwarku Widzów, z Rypultowice, Laskowice, Gadka i Chocianowice, z folwarku i wsi Wola Zaradyńska, z folwarku i wsi Łdzar, z folwarku Majówka, w Powiecie Szadkowskim: z folwarku i wsi Huta Wiskicka, z wsi Guzów i Kalino, z folwarku i wsi Gospodarz, z wsi Guzów Grodzisko, Czyzinin, Prawda i Kalinko, z folwarku i wsi Broyce, z folwarku i wsi wola Rakowa, z wsi wola Kutowa, Pałczew i Kraszów, z folwarku i wsi Wardzyn, z folwarku i wsi Kotliny, z wsiów Karpin, Kurowice i Dalków, z folwarku i wsi Dłutów, z folwarku i wsi Huta Dłutowska, z wsi Leszczyn, z folwarku W. Leszczyny, z wsi Orszak, z folwarku i wsi Szlątkowice, z wsi Mierżączki i Łazisko, z miasta Rzgów, w Powiecie i Obwodzie Piotrkowskim, z młyna, Laskowcie i Talar, z osad wieczno dzierżawnych iako to: Kolonij Chechło, Pawlikowice, i Wymysłowo, z folwarku Wymysłów, z osad wieczno dzierżawnych Markówka, Dąbrowa, Xawerów i Olechów, z młynów Mieszage, Pliszka, Jachim Bruss, Rokicie, Charzen, Chachuła, Czyryczyn, i Wiskitno, w powiecie Szadkowskim Obwodzie Sieradzkim, Kolonij Starowa Góra, Rędlica i Bakowice, z młynów Gospodarz, Radzyn, Cieplucha, Karpin, Kotliny, Kozia, Pułtalarek, Molenda, Lipiniec, Depcik i Grodzisko.... 


piątek, 19 grudnia 2025

DIE SCHLACHT BEI LODZ - BITWA POD ŁODZIĄ 1914 - Pabianice - Der Heimatbote - 2/1965 - cz.10

 

Dnia 3 grudnia gorąco było również pod Pawlikowicami (na południe od Pabianic). Z kolonii Chechło (na południe od Pabianic) czołgi ostrzelały gradem pocisków żołnierzy pomorskich, którzy wciąż byli w fazie rozwoju. Sierżant Zander poległ z flagą w ręku. Major von Knobelsdorff chwycił symbol, ale podobnie jak jego porucznik Eichstädt został śmiertelnie trafiony. To kolejny przykład zaciętości walk.

Dalej na południe 48. Dywizja Rezerwowa zdołała zdobyć przeprawę przez Grabię w Karczynach.

Prawoskrzydłowa część armii Mackensena odniosła kolejny sukces w swojej szeroko zakrojonej ofensywie na Pabianice: w nocy z 3 na 4 grudnia generał von Linsingen osiągnął linię Pawlikowice-Kolonia Chechło-Wymysłów. 5 grudnia Pabianice zostały otoczone od południa, ich opór został złamany, punkt oparcia Pawlikowice został zajęty, a Łódź znalazła się w niebezpieczeństwie w wyniku otwarcia przełęczy. 11. korpus i 24. korpus rezerwowy dotarły w międzyczasie do drogi Pabianice-Wadlew.

Było to udane przedarcie się przez lukę, która powstała między zgromadzonymi pod Łodzią siłami rosyjskimi a grupą bojową z Piotrkowa, i było to całkowitym zaskoczeniem dla wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza. Obleganie południowego skrzydła Łodzi stanowiło jednocześnie przełamanie rosyjskiego centrum i rozdzieliło 1., 2. i 5. armię rosyjską, które stały na froncie Łowicz-Łódź, oraz 4. i 9. armię walczącą pod Piotrkowem i Krakowem. Uniemożliwiło to również próbę przełamania przez Mikołaja pod Bełchatowem. 3 grudnia gwardia wyparła Rosjan z Bełchatowa do Mzurek i Piotrkowa. Walczyli tu również Austriacy pod dowództwem Tersztyńskiego, którzy jednak nie zdołali przełamać rosyjskiej linii Nowo Radomsk- Piotrków. Rosjanie byli jednak tak zajęci walkami w tym rejonie, że nie mogli już atakować prawego skrzydła armii Mackensena pod Pabianicami.

                                                               Łódź ewakuowana w nocy

Generał von Mackensen nie myślał jeszcze o bezpośrednim szturmie na miasto, zwłaszcza że było ono ufortyfikowane, a liczba rosyjskich . Postanowił więc przeprowadzić nocną operację prawoskrętną, aby ominąć pozycje wroga w Łodzi. Z okolic Dłutowa miał zostać przeprowadzony szeroki atak na lewe skrzydło wroga, aby go rozbić.

W nocy z 5 na 6 grudnia Rosjanie atakują gęstymi masami piechoty, zwłaszcza w okolicach Niesułkowa i Głowno. Odnoszą krwawe straty. Niemcy nie mają pojęcia, że ataki te mają na celu jedynie ukrycie wycofania się z Łodzi! W rzeczywistości Iwan opuszcza w nocy i we mgle półmilionowe miasto wraz z całym sprzętem wojennym i samymi żołnierzami; koła pojazdów są owinięte, a Niemcy dopiero rano zdają sobie sprawę, co się dzieje! Wielki książę nakazuje wtedy ostrzał artyleryjski, podczas gdy swoje oddziały wycofuje do przygotowanej pozycji obronnej nad Miazga.

Zaledwie kilka godzin później po zdobytej Łodzi rozbrzmiewają kroki maszerujących Niemców: o godz. 16.45 jako pierwsza jednostka wkracza do naszego rodzinnego miasta XI Korpus. Jest niedziela, 6 grudnia 1914 r.

Bitwa pod Łodzią trwała od 12 listopada do 5 grudnia 1914 r. 78 000 Rosjan trafiło do niewoli. Ponad 39 000 dzielnych mężczyzn, Niemców i Rosjan, straciło życie w burzliwych walkach. Większość z nas zna cmentarz bohaterów w Rzgowie, ale należy również pamiętać o innych cmentarzach z poległymi żołnierzami, np. cmentarzu w Małczewie lub Grabinej Woli przy drodze Łódź-Piotrków, gdzie dzielni niemieccy wojownicy odparli rosyjski atak z Piotrków na flankę i tyły wojsk otaczających Łódź od południa.

                                             Iłów, Łowicz, Piotrków niemiecki

Nasi rodacy będą zainteresowani dalszym przebiegiem wydarzeń. Łódź wprawdzie upadła, ale bitwa w Polsce nie dobiegła końca. Rosyjskie dowództwo armii straciło wprawdzie swoje oparcie wraz z utratą pozycji w Łodzi, ale nie było skłonne do całkowitego wycofania się i ustąpienia przed Warszawą. Niemiecki dowódca naczelny Hindenburg, którego genialna strategia złamała siłę ataku Rosjan w Polsce, musiał ponownie zaatakować. 10 grudnia 1914 r. wysłał więc wojska na linię Iłów-Łowicz, a już 12 grudnia wojska wirtembergskie zdobyły Iłów, macierzystą gminę naszych Niemców nadwiślanych. 17 grudnia generał von Morgen mógł w końcu wkroczyć do silnie bronionego Łowicza. Na rynku tysiące żołnierzy zaśpiewało chorał Lutra, który rozbrzmiał echem w zimową noc wypełnioną pożarami i burzą bitewną.

W połowie grudnia 1914 r. Rosjanie wycofywali się na południu w okolicach Dukli, Grzybowa i Limanowej, przed Krakowem i Częstochową oraz w okolicach Petrikau, a na północy w okolicach Łowicza. Piotrków udało się zdobyć 16 grudnia. Austriacy dotarli przez Nowo-Radomsk do Przedborza. Jednak między Łowiczem a Łodzią Rosjanie wycofali się na wschód dopiero 17 grudnia z Brzezin. Bronili lasów Wiączynia i wzgórza 260 przy drodze Nowosolna-Brzeziny do samego końca i ustąpili dopiero przed bagnetami. Ta kolejna bitwa o dostęp do Brzezin zakończyła serię bitew, w których Hindenburg powstrzymał rosyjski marsz.

Wielki książę wycofał się wraz ze swoimi nieco osłabionymi armiami za bariery rzeczne Bzury, Pilicy, Nidy i Dunajca (w Galicji). Podobnie jak na zachodzie, również na wschodzie rozpoczęła się wojna pozycyjna, przerywana jedynie niewielkimi potyczkami. Jedynie w Galicji i na Mazurach doszło do większych starć.

W nowej wojnie manewrowej wojska niemieckie kontynuowały natarcie wiosną i latem 1915 roku, zajmując między innymi miasta Warszawa i Białystok. Do tych wydarzeń sprzed 50 lat również jeszcze powrócimy.

                                                             KONIEC

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Heiß her ging es am 3. 12. auch bei Pawlikowice (südlich von Pabianice). Und von Kolonie Chechlo (südlich von Pabianice schickten Panzerkraftwagen einen Eisenhagel auf die noch in der Entwicklung begriffenen Pommern. Sergeant Zander fiel mit der Fahne in der Hand. Major von Knobelsdorff ergriff das Wahrzeichen, doch auch ihn wie seinen Leutnant Eichstädt ereilte die mörderische Kugel. Das als ein weiteres Beispiel für die Härte des Kampfes. 

Weiter südlich gelang es der 48. Res.Div., bei Karcziny den Uebergang über die Grabia zu erkämpfen.

Der Südflügel (rechte Flügel) der Armee Mackensen hatte in seinem umfassenden Angriff auf Pabianice weiteren Erfolg: In der Nacht zum 4. 12. erreichte General v. Linsingen die Linie Pawlikowice-Kolonie Chechlo-Wymyslow. Am 5. Dezember war Pabianice von Süden umfaßt, seine Widerstandskraft gebrochen, der Flankenstützpunkt Pawlikowice genommen und Lodz in der aufgerissenen Weiche bedroht. Das 11. Korps und das 24. Res.Korps hatten inzwischen die Straße Pabianice-Wadlew erreicht.

Es war ein erfolgreicher Einbruch in die Lücke, die zwischen den bei Lodz versammelten russischen Kräften und der Petrikauer Kampfgruppe klaffte, und er kam für den Großfürsten Nikolai Nikolajewitsch ganz überraschend. Die Umfassung der Lodzer Südflanke stellte sich zugleich als eine Durchbrechung des russischen Zentrums dar und riß die 1., 2. und 5. Russen- Armee, die in der Front Lowicz-Lodz standen, und die bei Petrikau und Krakau kämpfende 4. und 9. Armee auseinander. Sie machte auch den Versuch Nikolais, bei Belchatow durchzubrechen zunichte. Am 3. 12. trieb die Garde die Russen von Belchatow auf Mzurki und Petrikau zurück. Hier kämpften auch die Oesterreicher unter Tersztyanski, die indes die russische Linie Nowo Radomsk-Petrikau nicht zu nehmen vermochten. Immerhin wurden die Russen hier so stark beschäftigt, daß sie dem rechten Flügel der Armee Mackensen bei Pabianice nicht mehr in die Seite fallen konnten.

                                                      Lodz über Nacht geräumt

General von Mackensen dachte noch nicht an einen unmittelbaren Sturm auf die Stadt, zumal diese festungsartig ausgebaut war und die Zahl der russ. Steilfeuerbatterien sich dort täglich vermehrt hatte. Er beschloß, in nächtlicher Rechtsschiebung die feindliche Stellung von Lodz umgehen zu lassen. Aus der Gegend von Dlutow sollte der Stoß umfassend gegen den feindlichen linken Flügel zum Aufrollen des Gegners angesetzt werden. .

In der Nacht zum 6. 12. greifen die Russen mit dichten Infanteriemassen insbesondere bei Niesulkow und Glowno an Sie holen sich blutige Köpfe. Bei den Deutschen ahnt niemand, daß diese Angriffe nur zur Verschleierung des Abzuges aus Lodz dienen sollen! Tatsächlich verläßt der Iwan bei Nacht und Nebel mit sämtlichem Kriegsgerät und mit der Truppe selbst die Halbmillionenstadt; die Räder der Fahrzeuge sind umwickelt und die Deutschen erkennen erst am Morgen, was los ist! Der Großfürst läßt dann die Artillerie feuern während er seine Truppen in eine an der Miazga vorbereitete' Auffangstellung zurückführt. 

Nur wenige Stunden später hallt der Marschtritt der Deutschen durch das eroberte Lodz: Um 16.45 Uhr rückt als erste Einheit das XI. Korps in unsere Heimatstadt ein. Es ist Sonntag, der 6. Dezember 1914.

Vom 12. 11.-5. 12. 1914 dauerte die Schlacht bei Lodz 78000 Russen fielen in Gefangenschaft. Ueber 39000 tapfere Männer Deutsche und Russen, mußten in den auf- und abwogenden Kämpfen ihr Leben lassen. Die meisten von uns kennen den Heldenfriedhof von Rzgow, aber auch der anderen Friedhöfe mit toten Kämpfern sei gedacht, z. B. des Friedhofes von Malczew oder Grabina Wola an der Straße Lodz-Petrikau wo tapfere deutsche Krieger den russ. Ansturm von Petrikau her gegen Flanke und Rücken der Lodz südlich umfassenden Truppen abgewehrt haben.

                                          Ilow, Lowicz, Petrikau deutsch

Unsere Landsleute wird interessieren, wie es weitergegangen ist. Lodz war ja gefallen, aber die Schlacht in Polen nicht zu Ende. Die russ. Heeresleitung hatte mit der Räumung der Lodzer Stellung zwar ihre Schulterstütze verloren, war indes nicht gesonnen, sich völlig zum Rückzug zu bequemen und auf Warschau zu weichen. Der deutsche Oberbefehlshaber Hindenburg, durch dessen geniale Strategie die russ. Angriffskraft in Polen gebrochen wurde, mußte von neuem angreifen. So ließ er am 10. 12. 1914 auf der Linie Ilow-Lowicz antreten und schon am 12. 12. konnten württembergische Truppen Ilow erobern, die Muttergemeinde unserer Weichseldeutschen. Am 17. 12. konnte General v. Morgen endlich in das stark verteidigte  L o w i c z  einziehen. Auf dem Marktplatz stieg aus tausend Soldatenkehlen der Lutherchoral empor und hallte durch die von Bränden erfüllte und vom Donner der Schlacht aufgewühlte Winternacht.

Mitte Dezember 1914 waren die Russen im Süden bei Dukla, Grybow und Limanowa, vor Krakau und Czenstochau und bei Petrikau und im Norden bei Lowicz im Rückzug. Petrikau konnte am 16. Dezember gestürmt werden. Die Oesterreicher gelangten über Nowo-Radomsk nach Przedborz. Zwischen lowicz u. Lodz gingen die Russen aber erst am 17. 12. von Brzeziny nach Osten zurück. Sie hatten die Waldungen von Wiontschin und die Höhe 260 an der Straße Neusulzfeld-Brzeziny bis zum äußersten gehalten und waren erst dem Bajonett gewichen. Mit diesem abermaligen Kampf um die Zugänge von Brzeziny endete die Schlachtenfolge, in der Hindenburg den Vormarsch Rußlands zum Scheitern gebracht hat.

Der Großfürst zog sich mit seinen etwas angeschlagenen Armeen hinter die Flußschranken der Bzura, Pilica, Nida und des Dunajec (in Galizien) zurück. Wie bereits im Westen begann auch hier im Osten der Stellungskrieg, der nur von kleineren Gefechten unterbrochen wurde. Lediglich in Galizien und Masuren kam es zu größeren Treffen.

In einem neuen Bewegungskrieg sind dann die deutschen Truppen in den Frühjahrs- und Sommermonaten des Jahres 1915 weiter vorgerückt und haben u. a. die Städte Warschau und Bialystok eingenommen. Auch auf diese Ereignisse vor 50 Jahren wollen wir noch zurückkommen.

DIE SCHLACHT BEI LODZ - BITWA POD ŁODZIĄ 1914 - Pabianice - Der Heimatbote - 2/1965 - cz.9

                                                           Przełamali pierścień

W ciągu dwóch dni zaciętych walk wojska niemieckie przełamały rosyjski pierścień. Cesarz Wilhelm II zachował trzy dywizje piechoty i dwie dywizje kawalerii generała Richthofena, które w międzyczasie stoczyły ciężkie walki pod Laznowską Wolą (Groembach). Na polu bitwy leżało około 1500 zabitych; odnotowano 2800 rannych, z których ponad 2000 udało się bezpiecznie przetransportować. Długa kolumna wagonów, na których byli przewożeni, wjechała 25 listopada 1914 r. do Strykowa. Wiele pojazdów było ciągniętych lub pchanych przez jeńców. Do wagonów przyczepiono również zdobyte działa (64) i karabiny maszynowe (39), a cały pociąg wywarł uroczyste i głębokie wrażenie na widzach, którzy już prawie nie wierzyli, że kiedykolwiek zobaczą jeszcze coś z grupy armii Scheffera. Przywiózł on jeszcze 16 000 jeńców.

Rosyjski wielki książę Mikołaj Mikołajewicz był jednak wściekły! Na trasie Skierniewice-Warszawa przygotował już puste pociągi do transportu niemieckich jeńców, których uważał już za swoich, ale niestety wszyscy uciekli. Odwołał Rennenkampfa ze stanowiska głównodowodzącego i sprowadził posiłki ze Skierniewic, aby ponownie zaatakować grupę armii Scheffera między Brzeziny a Głowno. Również oddziały naciskające z Petrikau i Rawy otrzymały rozkaz zniszczenia niepowstrzymanego niemieckiego pierścienia ogniowego przemieszczającego się na północ. Ale było już za późno! A później nawet rosyjski krytyk wojskowy Szumski napisał z uznaniem w petersburskiej gazecie: „Bardzo duża liczba niemieckich batalionów, które dotarły do Rzgowa i Tuszyna, została otoczona ze wszystkich stron przy pomocy dużych oddziałów rosyjskiej kawalerii. Jednak oddziały te w heroicznej walce przedarły się przez linie rosyjskie, co wzbudziło szacunek i podziw wszystkich rosyjskich wojskowych.

W stanie wyczerpania ludzi i koni niemożliwe było oczywiście szybkie wycofanie całego taboru uratowanej grupy armii Scheffera. Powrót trwał dość długo, a Rosjanie, którzy mocno naciskali, musieli zostać odparci pod Polikiem i Buczkiem. Dopiero późną nocą ostatnie oddziały dotarły do odcinka Mrożyca koło Niesułkowa, a 26 listopada udało się również zamknąć 15-kilometrową lukę na froncie między Strykowem a Brzezinami.

                                           W centrum walk: okolice Pabianic

Dni od 27 do 30 listopada 1914 r. upłynęły pod znakiem zaciętych walk pozycyjnych. Sytuacja stała się trudniejsza jedynie na północ od Bzury. Rosjanie, którzy przedarli się przez dolinę Bzury od Soboty do Orłowa, zagrażali flankom I Rezerwowego Korpusu i tyły armii, a jedynie dzięki natarciu I Dywizji Piechoty pod dowództwem generała porucznika v. Conta, przeprowadzonemu przez Kiernozię przeciwko tylnym połączeniom wroga, siły rosyjskie zostały wieczorem 28 listopada ponownie wycofane do Soboty. W zwycięskiej ofensywie wzmocniony I Korpus Rezerwowy zdołał do 30 listopada odzyskać opuszczoną 5 dni wcześniej pozycję na wzgórzu na północny zachód od Łowicza.

Z pozostałych posiłków przeznaczonych dla lewego skrzydła 26. Dywizja dotarła 27 listopada do okolic Gostynina, podczas gdy oddział Westernhagen, maszerujący z Torunia, dotarł tylko do Krośniewic. Jednak również Rosjanie sprowadzili z Warszawy nowe silne siły przez Łowicz na front. Aby nie doszło do przełamania po obu stronach Bzury, na skrzydle południowym przeprowadzono atak, który zakończył się sukcesem.

1 grudnia generał von Linsingen, który wyszedł z linii Zduńska Wola-Szadek, w zwycięskim natarciu przez Łask dotarł do odcinka Dobroń-Markówka, podczas gdy dalej na północ korpus Poznań odparł wroga do linii Juljanów-Apolonia, gdzie połączył się z częściami 38. dywizji, które przeszły przez Ner.

W międzyczasie 48. Dywizja Rezerwowa dotarła do odcinka Widawka i po długich walkach wymusiła przejście przez rzekę Widawka. Jeszcze trudniejszą sytuację miał generał broni Trossel ze swoją 3. Dywizją pod Dobroniem; wprawdzie 2 grudnia zdobył szturmem wzgórza położone na południe od wsi Dobroń, ale nowe, silnie ufortyfikowane pozycje na skraju lasu uniemożliwiły dalszy marsz na wschód.

2 grudnia korpus poznański po ciężkich walkach przedarł się do linii Żytowice-Zalew. Najbardziej zacięta walka toczyła się o wzgórze 181 na południe od Bechcic. Tutaj widoczny był czarny drewniany krzyż cmentarza, a dwa tygodnie wcześniej Niemcy musieli się stąd wycofać. Teraz podpułkownik von Taysen wraz ze swoimi dzielnymi Turyńczykami ponownie wkroczył na tę pozycję dominującą nad doliną Neru. Wywiązała się dzika walka wręcz z wysokimi jak drzewa Azjatami! Kolby uderzały w futrzane czapki wroga, który mimo przewagi liczebnej ostatecznie ustąpił. Jednak w ciemnościach wróg powrócił i tylko wysunięte działa artylerii z Naumburga uratowały Niemców. W świetle reflektorów granaty wyrywały szerokie przejścia w atakujących masach, które zostały również otoczone od północnego brzegu Ner przez inne baterie pułku 55. Atakujący wycofali się, ponosząc straszliwe straty. Rosjanie pięciokrotnie próbowali ponowić nocny atak. W końcu ich siły zostały złamane, a 887 syberyjskich zwłok pokryło wąskie pole bitwy przy czarnym drewnianym krzyżu w Bechcicach (koło Konstantynowa).



                                        Sie hatten den Ring durchbrochen

In zweitägigem heißem Kampfe hatten die deutschen Truppen den russischen Ring durchbrochen. Dem Kaiser Wilhelm II. waren 3 Infanterie-Divisionen und die beiden Kavallerie-Divisionen des Generals Richthofen, die unterdessen ernste Kämpfe bei Laznowska Wola (Groembach) zu bestehen gehabt hatten, erhalten geblieben. Etwa 1 500 Tote deckten die Walstatt; 2800 Verwundete wurden gezählt, von denen über 2000 wohlbehalten zurückgebracht werden konnten. Die lange Wagenkolonne, auf der sie verladen waren, zog am 25. 11. 1914 in Strykow ein. Viele von den Fahrzeugen wurden von den Gefangenen gezogen oder geschoben. Auch die eroberten Geschütze (64) und Maschinengewehre (39) hingen an den Wagen, und der ganze Zug machte einen feierlichen und tiefen Eindruck auf die Zuschauer, die kaum noch geglaubt hatten, etwas von der Armeegruppe Scheffer wiederzusehen. Diese hatte noch 16000 Gefangene mitgebracht.

Der russische Großfürst Nikolai Nikolajewitsch aber schäumte vor Wut! Hatte er auf der Strecke Skierniewice-Warschau doch bereits Leerzüge zum Abtransport der deutschen Gefangenen bereitstellen lassen, die er schon in seiner Hand wähnte, die ihm aber leider alle entwichen waren. Er rief Rennenkampf vom Oberbefehl ab und ließ Verstärkungen von Skierniewice heranführen, um die Armeegruppe Scheffer zwischen Brzeziny und Glowno noch einmal anzufallen. Auch die von Petrikau und Rawa nachdrängenden Truppen erhielten Befehl, den unaufhaltsam nach Norden wandernden deutschen Feuerring zu zerschmettern. Aber - es war zu spät! Und hinterher schrieb sogar der russische Militärkritiker Schumski in einer Petersburger Zeitung anerkennend: "Eine sehr große Anzahl von deutschen Bataillonen, die bis Rzgow und Tuschin gelangt waren, sind unter Zuhilfenahme großer russischer Kavalleriemassen von allen Seiten eingekreist gewesen. Diese Truppen haben aber in heldenhaften Kämpfen sich einen Weg durch die Russen gebahnt, was ihnen die achtungsvolle Bewunderung aller russischen Militärs gewonnen hat.

Bei dem erschöpften Zustand von Mann und pferd war es freilich unmöglich, den gesamten Troß der geretteten Armeegruppe Scheffer in kürzester Zeit zurückzuführen. Der Rückmarsch dauerte einige Zeit und heftig andrängende Russen mußten bei Polik und Buczek abgewehrt werden. Erst spät in der Nacht erreichten die letzten Teile den Mrozyca-Abschnitt bei Niesulkow und am 26. 11. konnte auch die zwischen Strykow und Brzeziny noch bestehende Frontlücke von 15 km geschlossen werden.

                               Im Kampfmittelpunkt: der Raum Pabianice

Die Tage vom 27. 11. bis 30. 11. 1914 vergingen in harten Stellungskämpfen. Schwieriger wurde es nur nördlich der Bzura. Im Bzuratale über Sobota bis Orlow vorgedrungene Russen bedrohten die Flanke des I. Reserve-Korps und den Rücken der Armee, und einzig nur dem über Kiernozia gegen die rückwärtigen Verbindungen des Feindes geführten Vorstoß der I. Infanterie-Division unter Gen.Leutnant v. Conta war es zu danken, daß die russischen Kräfte am Abend des 28. 11. wieder bis Sobota zurückgenommen wurden. In siegreichem Vorgehen gelang es dem verstärkten I. Reserve-Korps dann bis zum 30. 11. die vor 5 Tagen aufgegebene Höhenstellung nordwestlich Łowicz zurückzuerobern.

Von den übrigen für den linken Flügel bestimmten Verstärkungen erreichte am 27. 11. die 26. Division die Gegend von Gostynin, während die von Thorn anmarschierende Abteilung Western hagen erst bis Krosniewice gelangte. Aber ,auch die Russen brachten von Warschau her neue starke Kräfte über Lowicz zur Front. Damit nicht noch ein Durchbruch beiderseits der Bzura erfolgte, wurde auf dem Südflügel ein Angriff unternommen, der erfolgreich war.

Am 1. 12. erreichte General von Linsingen, der aus der Linie Zdunska Wola-Szadek vorgegangen war, im siegreichen Vordringen über Lask den Abschnitt von Dobron-Markowka, während weiter nördlich das Korps Posen den Feind bis zur Linie Juljanow-Apolonia zurückwarf, wo es Anschluß an die über den Ner gegangenen Teile der 38. Division gewann.

Die 48. Res.Div. erreichte inzwischen den,. Widawka-Abschnitt und erzwang nach langem Kampfe den Uebergang über das Flüßchen Widawka. Noch schwerer hatte es Generalleutnant tJ. Trossel mit seiner 3. Division bei Dobron; er nahm zwar am 2. 12. die südlich des Dorfes Dobron gelegenen Höhen im Sturm, aber neue, am Waldrande befindliche, stark verschanzte Stellungen verhinderten ein weiteres Vordringen nach Osten.

Das Korps Posen stieß am 2. 12. schwer kämpfend bis zur Linie Zytowice-Zalew vor. Am heftigsten tobte der Kampf um die Höhe 181 südlich Bechcice. Hier ragte weihin sichtbar das schwarze Holzkreuz des Friedhofes gen Himmel und vor 2 Wochen hatten sich die Deutschen von hier zurückziehen müssen. Jetzt brach Oberstleutnant von Taysen mit seinen braven Thüringern aufs neue in diese das Nertal beherrschende Stellung ein. Ein wildes Handgemenge entspann sich da mit den baumlangen Asiaten! Der Kolben sauste auf die Pelzmützen des trotz seiner Ueberzahl schließlich weichenden Feindes. Aber der Feind kam in der Dunkelheit wieder, und nur die vorgezogenen Geschütze der Naumburger Artillerie retteten die Deutschen. Im Leuchten der Scheinwerfer rissen die Granaten breite Gassen in die anstürmenden Massen, die auch vom Nordufer des Ner her von den anderen Batterien des Regiments 55 in Flanke und Rücken gefaßt wurden. Unter furchtbaren Verlusten flutete der Angreifer zurück. Noch fünf· mal versuchte der Russe den nächtlichen Ansturm. Dann war seine Kraft gebrochen, und 887 sibirische Leichen bedeckten das engbegrenzte Gefechtsfeld am schwarzen Holzkreuz von Bechcice (bei Konstantynow).

czwartek, 26 września 2024

Ppłk. Henryk Świetlicki - 28 p. Strzelców Kaniowskich - Dokumenty

    Następna perełka znaleziona przez Pana Wojciecha Chwastniewskiego! Jak jest mi bliska postać ppłk. Henryka Świetlickiego, pisać nie muszę. 

Każdy dokument jest wartościowy, ważny dla pamięci o tej wielkiej postaci, również ważny dla Pabianic, tutaj się urodził, wychował, walczył o niepodległość i spoczywa godnie na pabianickim cmentarzu. Dzięki!

Źródło: Wojskowe Biuro Historyczne






Dowództwo XII Komp. 
28 p. Strzelców Kaniowskich
                                                                         Załącznik na odznaczenie Krzyżem "Virtuti
                                                                         Militari" na pdch. Twardowskiego.

                                                                  Zaświadczenie
        Pchr. Twardowski Czesław w dniu 22 maja 1920 pod wsią Golbią swym energicznym i pełnym odwagi atakiem przyczynił się w głównej mierze do zajęcia tej wsi demoralizując tym nieprzyjaciela, który w panicznej ucieczce zostawił na polu bitwy wielu rannych i zabitych.
     Co podpisem własnoręcznym stwierdzam.



                                Ppłk. Henryk Świetlicki - zdjęcie ze zbiorów rodziny Świetlickich.

Ppłk. Władysław Kudaj - 28 p. Strzelców Kaniowski - Virtuti Military - 1920 - cz.2

 

Następne, jakże ciekawe dokumenty przesłane przez Pana Wojciecha, związane z ppłk. Kudajem i 28 p. Strzelców Kaniowskich. Wielkie dzięki!







Ppłk. Władysław Kudaj - 28 p. Strzelców Kaniowski - Virtuti Military - 1920 - cz.1

    Z Panem Wojciechem Chwastniewskim miałem okazję się spotkać kilka lat temu w Izbie Pamięci Strzelców Kaniowskich w Łodzi przy ul. Żeligowskiego. Byłem tam wspólnie z moim przyjacielem Ryszardem Świtlickim. Nazwisko Świetlicki jest w tej historii bardzo istotne. Otóż miałem to szczęście dobrze poznać tatę Ryszarda. To właśnie od niego dowiedziałem się o ppłk. Władysławie Kudajowi. Niesamowita historia z bardzo smutnym zakończeniem....

                               Ppłk. Władysław Kudaj - zdjęcie ze zbiorów rodziny Świetlickich.


Żołnierz 28 Pułku Strzelców Kaniowskich spoczął na cmentarzu w Pabianicach, niestety jego grobu już niestety nie ma.. (zainteresowanych zapraszam na mój blog) pod: 

Podpułkownik Henryk Świetlicki - Pabianice - ppłk. Kudaj - Litwa - Strzelcy Kaniowscy - cz.8

Kilka dni temu Pan Wojciech napisał do mnie w temacie ppłk. Kudaja:

Dzień dobry Panie Andrzeju,

szukając na stronie Wojskowego Biura Historycznego w kolekcji odznaczonych Orderem Virtuti Military natrafiłem na coś takiego. Wniosek odznaczeniowy dla kapitana Kudaja. Może przyda się to Panu do pańskiego bloga?

Pozdrawiam Wojciech Chwastniewski.



Dnia 22 maja 1920 r. pod wsią Gołbią III/28 p.S.K. pod dow. kpt. Rymszy miał z zadanie zając silnie ibsadzoną wieś Gołbię i powstrzymać ofensywę bolszewicką na tym odcinku. Bój trwał od godz. 8 rano 8 wieczór z przerwami, wszystkie ataki nieprzyjaciela odparto.
    Wieczorem bolszewicy z powodu dywersji oddziałów armji znaleźli się na tyłach baonu i sytuacja była groźna. O świcie bolszewicy rozpoczęli ogień zaporowy artylerji, bijąc ze skrzydeł i z czoła k.m.
    Kapitan Kudaj nie tracąc ani jednej chwili kompanją rezerwową zajmuje wypadowe pozycje, uniemożliwiając prowadzenie energicznych ataków, na linji obronnej formuje nowy front i skombinowanym atakiem wyrusza naprzód po uporczywej i krwawej kilkugodzinnej bitwie, zajmuje poprzednie stanowisko i dyslokacją pododdziałów uniemożliwia prowadzenie akcji zaczepnych nieprzyjaciela.
    W boju tym kpt. Kudaj swą przytomnością umysłu, znajomością sztuki wojowania i pełnym poświęceniem, wyrósł na bohatera tego pułku.

Wielkie podziękowania, Panie Wojciechu!







 

wtorek, 16 kwietnia 2024

Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Wyzwolenie - Korespondencja - 1941 - cz.6 b

To ostatni list który prezentuję. Myślę, że ciekawa korespondencja. Listy przekażę Sewerynowi Gramborowi z Pabianic, bo tam jest ich miejsce.

....Śpiewaczka i geografka to także młode i sympatyczne nauczycielki.

Profesor rysunków jest również bardzo sympatyczny. Jak przyszedł na pierwszą lekcję, to miał taką przemowę jak na uniwersytecie. Na sam początek zadał nam rysowanie liter, ale takim grubym stolarskim ołówkiem. Teraz jeszcze pozostaje łacina. Na początku miałyśmy profesora. Na jego lekcjach siedziałyśmy jak na szpilkach, bo wyobraź sobie, że gdzieindziej patrzył i w innym końcu klasy pytał. Wyrywał zawsze niespodzianie. To było takie śmieszne, że parskałyśmy śmiechem. Na ostatnią lekcję nie przyszedł, a właśnie zrobiłyśmy bardzo efektowny żart. Narysowałyśmy grób i napisałyśmy "tu leży dziecina, którą zabiła dziecina". Na miejsce profesora, przyszła taka antigua magistra, że szkoda mówić. Niby była dla nas dobra, ale taka nudna jak rycyna. W rezultacie wszystkie uczennice skarżyły się na ból głowy. Wolałybyśmy łacinnika. Profesorka nie jest jeszcze, zdaje się zatwierdzona, ale naszego profesora też już pewnie oglądać nie będziemy.. Wtedy ja "oszalałam z bólu i rozpaczy", napisałam wiersz tak straszny, że aż skóra cierpnie ze strachu i boki bolą od śmiechu. Chociaż niejednemu wyda się to nie przyzwoitym, żeby wiersze na swoich nauczycieli pisać, to jednak chyba nikt nie omija natchnienia i daje się ponieść uczuciu.




    A teraz napiszę Ci o koleżankach. Z dwoma staram się bliżej kolegować. Z Wandzią Polakowską, co siedzi razem ze mną i z jedną bardzo miła i bardzo dziwną panienką, Krysią Krasoniówną. Krysia używa dziwnych wyrażeń i w tym przypomina naszą ulubioną bohaterkę, Anie z zielonego wzgórza. Mamy w klasie jedną pannę, co na pauzach dialogi wygłasza. Mówię Ci, teatr za darmo. Takie głupstwa opowiada, aż się cała klasa ze śmiechu trzęsie. Co ta nie wymyśli. Raz ubrała się w spodnie od piżamy i tańczyła. Mam nadzieję, że jak tak dalej pójdzie, to lepszej demokracji, jak w naszej klasie nigdzie się nie znajdzie, bo w takiej żyjemy wszystkie zgodnie.

    Teraz jeszcze napiszę Ci o święcie szkolnym. Odbyło się ono z wielką pompą.W szkole co prawda była tylko skromna akademia w poszczególnych klasach. Uczennice pisały referaty. Ja również napisałam referat, ale nie został on odczytany, gdyż dałam się porwać uczuciu i napisałam tak, że brzmiał jak bojowe wezwanie. Mówiąc innymi słowy za dużo jechałam w nim na Niemców i postawiłam ich w bardzo jaskrawym świetle. Żałowałam, że mi się tak z tym referatem nie poszczęściło, bo ta, co napisała dobrze wkradła się zaraz w łaski polonistki.

    Najważniejszą częścią święta był niewątpliwie pochód do katedry i defilada.

    Uczniowie wszystkich szkół mieli odznaki o barwach narodowych. Początkowo miałyśmy iść klasami i nasza klasa miała mieć polny mak i biały rumianek, ale później pomieszały się szyki i byłyśmy ustawione podług wzrostu. Ze sztandarem szkolnym i transparentami maszerowała każda szkoła de katedry. Piękny to był widok gdy w górę wzniósł się las biało-czerwonych chorągiewek. Wszystka młodzież nie zmieściła się w katedrze i musiała się odprawić msza święta polowa. Po mszy świętej złożenie wieńca na grobie nieznanego żołnierza o defilada przed władzami cywilnymi i wojskowymi. Sam wojewoda był na trybunie i kurator. jednym słowem trybuna była pełna. Po bokach stały flagi o barwach narodowych polskich, angielskich, amerykańskich i rosyjskich. Grała nawet orkiestra. W nas było pragnienie tylko jedne, żeby ładnie maszerować. Jak zobaczyłyśmy salutującego, polskiego wojskowego, to czuło się wielką dumę i zupełnie tak, jakby kto miodu w serce nalał. Później organizator powiedział nam, że ładnie maszerowałyśmy. Ach, jakie byłyśmy zadowolone z tej pochwały. Wszystkie szkoły pomaszerowały na Plac Wolności. Tam złożono wieńce na grobach polskich i rosyjskich żołnierzy. Godzinę czasu schodziły się szkoły na Plac Wolności. Wszyscy wysłuchali przemówień przedstawicieli władz. Najpierw przemawiał kurator. Zaczął przemowę od słów dopiero teraz słowa hymnu nabrały dla nas prawdziwego znaczenia.

    Następnie przemawiał wojewoda, przedstawiciel wojska rosyjskiego i polskiego, a później jeszcze inni. Gdy na trybunę wszedł polski wojskowy, to powitał go las chorągiewek i radosne o o o o.... Przy każdym przemówieniu wznosiliśmy okrzyki "niech żyje"! Na zakończenie zaśpiewano rotę.

    Przed świętami była u nas w gimnazjum zbiórkę na rannych żołnierzy. Każda starała się coś ofiarować. Porobiłyśmy pisanki, chusteczki, popiekłyśmy ciastka i te upominki ofiarowałyśmy przez czerwony krzyż rannym żołnierzom. Nasza wychowawczyni mówiła, że pisanek było przeszło sto.

    Z książkami szkolnymi mam kłopot, bo nie można ich wcale dostać. Na razie mam tylko historię, polską książkę i pisownię.

    A teraz już muszę kończyć, bo jest późno. Już mnie nawet ręka od pisania boli. Cały list piszę za jednym zamachem. Myślę, że będziesz zadowolona z dłuższego listu. Nie będziesz się chyba gniewać za długie niepisanie, bo chyba zrozumiesz, że jak chodzi się do szkoły, to nie zawsze ma się czas. Niech ten długi list i zawarte w nim wiadomości wynagrodzą Ci długie oczekiwanie. na końcu przyrzekam Ci uroczyście, jak Ania Dianie, że będę nadal Twoją wierną przyjaciółką jak niegdyś, na ławie szkoły powszechnej. Myślę, że Ty również zatwierdzisz ten nasz sojusz.

    Zapomniałam Ci jeszcze napisać, ze mieliśmy jedną lekcję rosyjskiego. W święta wybieram się na wesele do kuzynki.

    Teraz to już chyba wszystko co miałam Ci do zakomunikowania. Napisz mi, moja kochana, jak Ci się powodzi w szkole. Bardzo Cię proszę, o napisanie o całym Twoim życiu. Teraz to chyba więcej będziemy miały sobie do pisania. Z wielkiej prośby mojej i łaski swojej odpisz jak tylko będziesz mogła.

    Przy nadchodzących świętach zasyłam Ci życzenia Wesołego Alleluja!

                                                                                                     Twoja Danka.


    


niedziela, 31 marca 2024

Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Wyzwolenie - Korespondencja - 1941 - cz.6 a

 Koniec mrocznej niemieckiej okupacji. Te kilka listów, które zamieściłem wnoszą sporo informacji. Danusia pisała te listy jako dorastająca dziewczynka, która musiała przekształcić się w dorosłą, zatrudniona w niemieckim sklepie.... Jej tęsknoty i marzenia przelewała na papier do swojej szkolnej przyjaciółki, która rzadko odpisywała. Te listy przekażę Sewerynowi Gramborowi (wielki fan Pabianic), wiem , że się nimi dobrze zaopiekuje. Pozostał bardzo obszerny list pisany 3 miesiące po wyzwoleniu, sam jestem ciekaw co w nim jest, gdyż go nie czytałem. zapraszam.

                                                                                                                 Łódź, dn. 28- III - 45 r.

                                                                 Kochana Hanko!

Bardzo długo do Ciebie nie pisałam. Musisz być chyba ciekawa, co też się u mnie święci. A więc zacznijmy "ab owo". Jak przyjechałam do domu, to tak się czułam jak po spadnięciu z księżyca. Nadrabiałam miną jak mogłam, ale pomimo wszystkiego tylko jedna myśl krążyła po głowie "Co zrobić?" i nie dała się odegnać. W domu posiedzenie całej rodziny. No i .... następnego dnia chodzę z mamą po całej Łodzi w sprawie tego gimnazjum. najpierw do kuratorium, później w poszukiwaniu gimnazjum, do inspektoratu i wreszcie do gimnazjum E.Sczanieckiej przy ul. Pomorskiej 16. Idę do zapisu na górę, a serce tłucze mi w piersiach jak spłoszony ptak. W pokoju nauczycielskim była jedna nauczycielka, co mi przypominała jedną, która uczyła mnie prywatnie i była okropnie niedobra. Zapisali mnie do klasy przyspieszonej. To było w poniedziałek. W sobotę wszystkie uczennice poszły z całym gimnazjum do kościoła. Msza święta była oczywiście uroczysta. Później z powrotem do szkoły. W poszczególnych klasach nauczyciele mieli do nas przemowy, a potem, na korytarzu odśpiewałyśmy hymn narodowy i rotę. Od poniedziałku zaczynały się egzaminy. Niektóre były od egzaminów zwolnione, ale ja nie miałam nadziei. Miałam egzamin w środę. Straszna to chwila, decydująca o dalszym życiu. Serce takie niespokojne, wali jak młot. Staram się opanować. Trudno to przychodzi i pomimo wysiłków ręka trochę drży. Wypracowanie, zadania i koniec. Z niczego więcej nie potrzebowałyśmy zdawać.

     O mojej Victorii dowiedziałam się w sobotę. Na 17 uczennic z kursu przyspieszonego zdało 7. Od poniedziałku zaczęły się lekcje. Z początku koleżanki były obce, ale teraz jest to "jedna sprzymierzona banda" mówiąc żartobliwie. Oczywiście sprzymierzona przeciwko nauczycielom. Nie wiem jakich Ty masz nauczycieli, ale u nas to nie sami "antigui magistri". Są również młodzi. Naszą wychowawczynią jest pani Zwierzowa, ucząca robót. Nauczycielka starej daty. Matematyczka, to wychowanka naszego gimnazjum. (Ta, której się przy wpisie zlękłam). Pomimo, że młoda, to jednak oschła, jak reguła matematyczna. Czasem, jednak znajduje dla nas uśmiech. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ją, uśmiechająca się, wydało to mi się czymś dziwnym. To rodzaj dobrego, lecz opancerzonego serca.

    Przyrodniczka jest również młoda. Jak przyszła pierwszy raz na lekcje, to miałyśmy wrażenie, że nam wszystkim głowy poukręca. Każde zdanie było źle powiedziane. Kazała powiedzieć drugi raz, a drugim razem kręciło się jeszcze gorzej. Zupełnie tak, jakby nas miała uczyć budowy zdań. Ostatnio zrobiła się trochę mniej uważna. Zdaje się, że żadna z nas nie dostanie od niej bardzo dobrego stopnia, bo raz tak powiedziała:

Pan Bóg umie na piątkę, nauczyciel na czwórkę, a uczennica na trójkę. Ładna perspektywa.

Historyczka jest również młoda i ciągle prawie roześmiana.

Gimnastyczka przezwana "Funią" jest osobą przypuszczalnie trochę sfiksowaną na punkcie sportu. Powiedziała do nas z bolesną miną:

- Te które nie mogą ćwiczyć będą musiały postarać się o zaświadczenie lekarskie, bo szkolnej lekarki nie mamy, ale lekarze zwykle bez trudności zwalniają młodzież z ćwiczeń, nie zdając sobie sprawy, jaka to ważna rzecz. 

    Chwaliła się przed nami, że przed wojną miała doskonałe wyposażoną salę gimnastyczną, ale Niemcy wszystko zniszczyli. Ja jestem za to wdzięczna Bogu, bo jakby wszystkie przyrządy były, to by kazała nam koziołki fikać i jeszcze licho wie co robić, a ja do takich rzeczy nie mam zdolności.

    Polonistka jest trochę starsza, ale bardzo sympatyczna. Zamęcza nas wypracowaniami. Zwykle podaje nam kilk tematów, a my opracowujemy dowolny z tych tematów. Pierwsze wypracowanie było o ogrodzie w zimie, później "Zdarzenie" które utkwiło w mej pamięci i jeszcze inne opracowania i nie opracowania. ostatnie z nich nosi numer 10. Nie pozwoliła nam pisać w zeszytach, tylko kazała porobić specjalne teczki. Teraz te teczki zabrała i jeszcze mojej nie otrzymąłam z powrotem. jestem bardzo ciekawa jakie dostanę stopnie za te wypracowania...




    

Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Korespondencja - 1941 - cz.5

                                                                                                               Dn. 2.X.44 r.


                                                     Kochana Hanko!

      bardzo się Twoim listem ucieszyłam. Dobrze, że jesteś na miejscu, bo to chyba nic przyjemnego zostać gdzieś wysłąnym. Szkoda, że masz tak mało czasu i z tego powodu nie możesz do mnie napisać. Ale bardzo Cię proszę, jak znajdziesz chwilkę, to napisz chociaż kartkę. ten list do Ciebie piszę też tak "na kolanie" i dlatego tak brzydko.

    U nas w sklepie była dziś wielka awantura, a to z tego powodu, że nie mieliśmy ceny na marmoladzie i kontroler napisał karę. Mówię Ci, co to było! Stara na nas wyzywała i powiedziała, że my będziemy płacić karę. I teraz nie wiadomo co będzie. Zobaczymy. Napiszę Ci o tym jeszcze.

    Nic mi nie pisałaś, czy otrzymałaś moje fotografie i jak Ci się podobały. Moja najukochańsza, kiedy Ty mi przyślesz swoją fotografię?

    Jak będziesz do mnie pisać, to napisz kiedy pracujesz, do południa czy po południu. Może nadarzy się okazja do jazdy? ...

    1 października zaszły u nas zmiany. Mamusia musi pracować od 1-ej do 10-ej wieczór, tj. 9 godzin. Na drugi tydzień będzie pracować od rana.

    W obiad mamusi nie ma, na wieczór nie ma. Tylko rano ją trochę widzę. Muszę sama zmywać statki. Ze sklepu jak wyjdę, to już jest zupełnie ciemno. Lampy się nie palą. Idę i potykam się w ciemności, deszcz pada, wiatr wieje. I muszę iść tak sama jedna smagana deszczem i wiatrem, jak ten zżółkły jesienny liść. Tak sobie myślę, jakby to było przyjemnie iść z kimś! We dwójkę. Ale to tylko marzenie. Szósta wojenna jesień. Smutna jesień.

    W domu kolacja i zaraz spać. Deszcz wybija w szyby smętną kołysankę, a ja marzę. Tobie jednej tylko powiem, bo Ty jesteś moją przyjaciółką ze szkolnych lat, Ty zawsze wiedziałaś moje myśli.

    Marzę o szczęściu i wiesz, chciałabym kiedyś w swym życiu namalować coś ładnego, napisać powieść.... Kiedyś będę się śmiać z mych marzeń.

    Teraz już dobranoc. Idę marzyć wśród gęsich puchów o bohaterskich czynach.

                                                                                   Ściskam Cię z całego serca

                                                                                       Danka

P.S. Napisz, czy nasze dziewczynki też wyjechały do kopania rowów? Co u Ciebie słychać i w ogóle w Pabianicach? czy jesteś zdrowa? Napisz jak możesz najprędzej.

                                                                                      Danka

                                                                               




Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Korespondencja - 1941 - cz. 4

                                                                                                                            Łódź. dn. 24 - IX - 44 r.


                                                                   Kochana Hanko!


     Nie mam pojęcia dlaczego do mnie wogóle nie piszesz. przecież jak nie masz czasu na list to mogłabyś przysłać pocztówkę. To chyba niemożliwe żebyś nie miała czasu nawet na pocztówkę. Pisałam do Ciebie kartę, a później wysłałam list i fotografię. Czyżbyś nie otrzymała mojego listu? Sądzę, że nie było w nim nic, o co miałabyś się obrazić. Może Ciebie już wcale w Pabianicach już niema. Może wyjechałaś, bo teraz bardzo niespokojnie.

     W zeszłą niedzielę panny ze wszystkich sklepów musiały iść na stadion do przeglądu. Myśmy nie poszły, tylko stara zaniosła spis pracowników. Od nas naznaczyli jedną. W środę przyszła kartka po Sonię. Stara chciała za Sonię wysłać Alusię, ale nie chcieli zmieniać i Sonia w piątek wyjechała. Alusia teraz choruje, więc w sklepie jest tylko stara, ja i Jadźka. teraz mam więcej roboty. Marysię z kuchni też chcą zabrać. Mówi Ci, świat kończy. Może za dwa tygodnie znowu będą brać.... Licho wie!

    Nela, ta starsza córka starej przyjechała z reichu na parę dni. Zabiera stąd meble.

    W czwartek byłam z Marysią po raz pierwszy w czasie wojny w kinie na filmie "Die Lied der Nachtigal". Bardzo ładny film i wesoły.

    Dzisiaj muszę iść do krawcowej do miary, chociaż wcale nie mam chęci. Będę miała palto zimowe. Ciemno zielone z szarym kołnierzem.

    Wiesz, tą Wackę od Heimbecherowej to zamkli, bo się nie meldowała w arbeitsamcie. Jednak jakoś się wytłumaczyła i ją puścili, ale musi pracować gdzie indziej. Pracuje w szwalni.

    Heimbecherowa przyjechała na parę dni zobaczyć co tu się dzieje. Nie bardzo jej się tam podoba.

    Już kończę to pisanie. Spodziewam się, że chyba do mnie napiszesz nareszcie. Napisz, jak Twoje zdrowie. Nie gniewaj się, nie zrywaj naszej przyjaźni w imię minionych lat droga moja sekundantko!

                                                                                   Zasyłam pozdrowienia dla wszystkich.

                                                                                                          Danka.





sobota, 30 marca 2024

Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Korespondencja - 1941 - cz. 3

Przeglądając koperty z adresem w Pabianicach okazało się, że rodzina Dorszewiczów zmieniała lokum: Nachtigalstrasse 15 m.8 na Nachtigalstrasse 5 m.6. Wydaje mi się, że chodzi o ulicę Targową.

                                                                                                                 Łódź, dn. 16 - VII - 44 r.


                                                                        Kochana Hanko!

Bardzo się cieszę, że nadal oczekujesz ode mnie listu. Ja już nie miałam odwagi do Ciebie napisać, bo myślałem, że mnie już wykreśliłaś ze swego serca i pamięci.

    Bardzo natomiast zmartwiły mnie Twoje dolegliwości. Pomyślałem sobie o Tobie i wiesz tak jakoś, że się popłakałam. Bój się Boga, nie choruj! Czy się leczysz? Czy Ci pomaga? Jak się nie leczysz, to musisz koniecznie iść do doktora.

    Dziwię się, że Twoja Mama nie puszcza Cię na spacer samą. Może się trzyma jakichś starych zasad? Ale wiesz, jak tak pomyśleć, że mogłaby Ci nie wierzyć to jest okropne. Przecież to tak jakbyś siedziała w klasztorze. Poproś Twojej Mamusi ode mnie żeby Ci pozwoliła chodzić na spacery również samej. Bardzo mi jest przykro, że moja przyjaciółka musi siedzieć w domu, pomimo że skończyła siedemnaście lat, zamiast cieszyć się pięknem przyrody. Jeszcze raz proszę najmocniej Twoją Szanowną Mamusię o puszczenie Cię na spacer.

    Przypominasz sobie może jak raz za szkolnych czasów pisałam do Twojej Mamy list? Prosiłam wtedy żebyś mogła do mnie przyjść bo nie chciała Cię puścić. Ja to chyba tego nigdy nie zapomnę. Ja pracuję nadal w sklepie. Dwudziestego będzie już sześć miesięcy. Sprzedaje się sprzedaje.... Wiesz nieraz to już bym z miłą chęcią powyrzucała te baby ze sklepu. Niektóre to są nudne jak rycyna. Ja już do mojej mamusi powiedziałam:

- Miałaś zawsze pretensję że ja Ci w sklepie nic nie załatwię, a teraz to jeszcze drugich załatwiam. Zakupy w sklepie to już ja załatwiam. Z obiadem, to tam zawsze jakoś jesteś. Czasem tatuś napali ogień, a czasem obierze kartofle. Nasza stara, to jest taki postrzeleniec. Lubi urządzać awantury. Jak jej się tam przyśni.. Waży 133 kg. Starsza córka starej, Nela (nie ta ze sklepu) wyszła za mąż. Narzeczony przyjechał 3 maja to było zdaje się w środę, a w sobotę było wesele. Mówię Ci, co za ruch był w tym weselem. Nawet sklep wcześnie się zamkło. 

     Wilczyca Diana już nie żyje. Przejechał ją samochód. Biedne psisko! Jadzia płakała swojej Diany. Mówię Ci taka była mądra. Kołatała do drzwi za klamkę.

    Marysia i służąca Alusia mieszkały u starej, bo pochodzą z pod Łęczycy. Ostatnio była awantura i Alusia się wyprowadziła do ciotki. Teraz ona jest w sklepie, a Marysia w domu. Trochę pomaga.

    Stara wzięła sobie do domu polską sierotkę, Zosię. Ma 12 lat, ale wygląda na osiem. Nie bardzo ją lubię, bo jest niegrzeczna i uparta.

    Pani Nowakowa była w Łodzi po lekarstwo i wstąpiła do nas z Haliną i Wandą Dobrzyńskiej, to nie mogłam wcale poznać. Jak Cię Halina spotkała, to Ci napewno mówiła.

    Ojciec tej kuzynki Helenki niedawno umarł. Na wujka pogrzebie była mamusia i tatuś. Ja  nie byłam, bo to było w powszedni dzień. Brzydko z Twojej strony, że nic nie napisałaś, że układasz nową pisownię. Pomimo ostrożności to się wydało, bo gaz napisałaś przez "S" na końcu.

    Ja też muszę ciągle gderać i Ty musisz pewnie ziewać nad moim listem. Czasu mam bardzo mało. Czasem trzeba dłużej zostać. Przeważnie przychodzę o wpół do ósmej jak nie póź niej. Jak mamy nie ma to muszę kolację szykować. Jeszcze nieraz podlewa się. Idę spać o jedenastej. teraz jeszcze co drugą niedzielę będę chodzić do mleka. Nie mam wcale czasu. Zmiłuj się i napisz. Czy masz kaszel? 

                                                                                                 Całuję Cię najmocniej

                                                                                                          Danka



Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Korespondencja - 1941 - cz. 2

     W Polska Niezwykła łódzkie pod hasłem ul. Nowa 22/24 można przeczytać:

Nie tylko łódzkie kamienice kryją jakieś tajemnice. Niepozornie wyglądające budynki, stojące na uboczu też ukrywają to i owo. Przy ul. Nowej, na posesji pod nr. 24/26 istniała huta szklana "GEHA".

Rok powstania datuje się na 1882. Pierwszym właścicielem był Uszer Fiszman, który wcześniej prowadził hutę w Klizinie (pow.radomszczański). Od 1904 r. obejmuje hutę Majer Fiszman. W roku następnym zmiana nazwy zakładu na GEHA, poprzednio "Bracia Fiszman - produkcja butelek".

W drugiej połowie lat 20-tych XX wieku, w 1927 r. następuje przekształcenie w spółkę Łódzka Huta Szklana "GEHA" S.A. Produkcja obejmowała butelki białe monopolowe szkło oranżowe dla browarów, szkło techniczne i laboratoryjne, oraz zwykłe szklanki. Po zakończeniu II wojny światowej, od 1947 r. pod Przymusowym Zarządem Państwowym. Rok później nastąpiła likwidacja przedsiębiorstwa.

Być może rodzice Danusi przeprowadzili się do Łodzi i byli zatrudnieni w hucie szkła GEHA?



 
                                                                                                                    Łódź, dn. 28 - V - 1941 r.

                                                            Kochana Hanko!
     
    Przepraszam Cię, że tak długo musiałaś czekać na mój list. Tak się jakoś składało.... Dzień za dniem upływał a listu nie pisałam.
    Od stryjka pożyczyłam kilka książek: "Chrobry", "Legendy o kwiatach", "Jak Tomek Kowalczyk do nieba się dostał". Ładne książki Tobie też by się podobały. Żeby to istniało czytanie na odległość, to miała byś przeczytać. Pobieram już lekcje. Na razie od jednej gimnazjalistki. Dosyć ją nawet lubię.
    Panna w liście mi się skarży, że z rachunkami źle stoi, ale zdaje się, że i z ortografią nie lepiej, bo ze strzelnicy wyszła szczelnica. Zresztą, ja też nie pierwsza.
     Pogoda poprawiała się ciągle "z pieca na łeb", ale teraz jest już grzeczna. Zrobiło się ślicznie zielono. Pisałam wypracowanie p.t. "Wiosna". Udało mi się to wypracowanie. Ale wiosna to nie tylko to, o czym Ty opisujesz. Wiosnę czuje się i w sercu (naturalnie nie w słotne dni, tylko słoneczne). W Łodzi do dwóch parków Polakom wolno chodzić.
    nasze kury opuściły pałac zimowy, a przeniosły się do świeżo wybudowanej rezydencji. Tylko nie wiem jak tą kurzą posiadłość nazwać. Kurzyce, Kogutowice.... Może Ty coś wymyślisz. A Piwnica zamieniła się w "schron".
    W ogrodzie mamy trzy długie zagonki i rabatę pod murem. Ja na własną rękę skopałam trzy zagonki na placu.
    Moja droga, proszę Cię bardzo, przyjedź do mnie na święta. Chociaż na kilka dni. W ogrodzie siedzą tylko "nimki" z dzieciarami i szwargoczą. Cały obóz rozłożony. Jak pójdę na plac to nie mam z kim pogadać. Ach, gdybyś Ty przyjechała! Tak mi się samej nudzi! Tak bym chciała mieszkać w Pabianicach. Poproś Mamusię żeby Cię puściła. Nic Ci się nie stanie. Wyjdę po Ciebie. Więc w sobotę, tak na czwartą, a jak nie, to w niedzielę o dziesiątej będę czekała przy Pabianickim tramwaju bez względu na pogodę. Z pabianickiego tramwaju wsiądziemy na ósemkę, dojedziemy do szpitalika Anny Marii, dojedziemy do Zagajnikowej, Zagajnikową do Nawrotu i Nawrotem do Nowej. Tylko nie zawiedź moich nadziei i przyjedź na pewno. Forsę za podróż Ci zwrócę. Jeszcze raz proszę bardzo Twoją mamusię żeby Cię puściłą. Zasyłam ukłony dla Twych Szanownych Rodziców, Sióstr, oraz dla Ciebie.
Oczekuję Cię z wielką niecierpliwością.
                                                                                                 Twoja koleżanka
                                                                                                  Danka



Pabianice - Łódź - Okupacja niemiecka - Korespondencja - 1941 - cz. 1

 Robię porządki w moich kartonach z listami i znaczkami.... Znalazłem kilka listów z okresu okupacji pisanych przez Danusię Marszałkówną zamieszkałą w Łodzi ul. Nowej 24/26 (Litzmannstadt Badenbergerstrasse 22/24) do swojej przyjaciółki w Pabianicach Anny Dorszewiczówny zamieszkałej przy ul.   Nachtigallstrasse 15 m. 8. Zawsze interesowały mnie korespondencje z tego okresu, zadawałem sobie pytania, jak można było żyć w ciągłym strachu o życie czy też zdrowie pod niemieckim okupantem?

    Z treści listu wynika, że pisząca ten list Danusia i jej rodzina była mieszkanką Pabianic. Co się stało, być może w następnych listach się dowiemy?

    Każdy list był inny, w podtekstach czuło się strach, obawy, listy były często cenzurowane, nie o wszystkim można było napisać. jednak mają one wielką wartość historyczną. 

    Wielka szkoda, że nie przetrwały listy zwrotne od Ani z Pabianic. Myślę jednak, że czytelnicy będą z zainteresowaniem czytać te wspomnienia.




                                                                                                    Łódź, dn. 14.I. 1941 roku.

                                                 Kochana Hanko!

Swoim listem dałaś mi porządny "Pater Noster", który (przyznaję sama) słusznie mi się należał.

    Do Haliny listu nie pisałem. Posłałam tylko kartkę przez Mamusię, na której był mój adres. Haniu, donoszę Ci o śmierci Sikorki (kurki od pani Kunowej). Zniosła nam dwa jajka, a trzeciego nie mogła, czekaliśmy na nie blisko dwa tygodnie, ale nie zniosła, więc był z niej rosół.

   Wyobraź sobie że, na drugi dzień wieczorem przyszła pani Winiarska i prosiła, czyby nie mogła u nas trzymać swoich kur, bo jej siedzą w zupełnie ciemnej piwnicy. Mamusia się zgodziła i dziewczyna na drugi dzień przyniosła te kury. Chociaż to kogutek i kurka (jeszcze młode) nasz kogut przyjął ich dość gościnie. Ale za to kura jak tylko je zauważyła zaczęła tak strasznie się awanturować, że żeśmy myśleli, że zwariowała. Dziób jej się nie zamykał, tak się kłóciła.

    Po obiedzie Mamusia mówi:

- Idź udobruchaj jakoś tą kurę. Więc poszłam. Wchodzę i mówię:

- Cipula, Cipula, a kura ... płacze (tylko jej łzy nie leciały). Zupełnie łkała. Jak ją się głaskało i mówiło czułe słówka, była cicho. Ale jak się ją puściło i złapała któraś z tamtych, rozpacz nie do opisania. przez cały dzień (w niedzielę) tak rozpaczała. Na drugi dzień chrypki dostała.

    Nasze kury teraz tak się oswoiły, że dadzą się złapać. Bawię się z nimi jak z pieskami. Jak trzymam w ręku dość wysoko flaczek od wędliny, albo jaki inny przysmaczek, podskakują i porywają go. Szczególnie kura. Kogut też czasem skacze, ale najczęściej stoi z boku i tak jakoś dziwnie na mnie patrzy... Jakby chciał powiedzieć: daj mi też. Może nawet trochę się boi tej swojej żony. Bo nasza kura to "Herod baba" (a właściwie Herod kura) jak tylko która z tamtych kur jej się nawinie to jak złapie za piórka to z prawej strony na lewą, albo odwrotnie przerzuci, lub uderzy dziobem z całej siły, albo pociągnie mocno z piórka aż nieborak z bólu wrzaśnie.

    Może mi nie uwierzysz, ale to co Ci piszę to prawda najszczersza. Ja jestem Twoją koleżanką.

    Napisz mi, kiedy jest popielec i Wielkanoc, bo nie mam o tym pojęcia.

    Bardzo zazdroszczę Halinie i Ninie, że mogą z Tobą jeździć na sankach. Jak o tym pomyślę, to mi się po prostu płakać chce. Na sankach byłam w Łodzi dopiero dwa razy, z Helenką i raz z Mamusią. A na łyżwach byłam raz po śniegu. Ciekawa jestem, czy często używasz sanny? Czy w Pabianicach jest lodowisko? Czy wpuszczają na nie Polaków? I, czy byłaś już na lodzie?

    Piszesz mi:

- Ty, to masz lepiej ode mnie. Bo masz tam jaką rodzinkę. Mylisz się, bo trzeba Ci wiedzieć, że ta Helenka to jeszcze większy słoń ode mnie. Prawie w równie wadze z Mamusią. Lubi tylko siedzieć i robić ręczne robótki. Przed sankami ucieka jak przed muchami. Na samą sannę muszę ją wyciągać kilka dni. Może Ty masz, albo wymyślisz, jaki sposób na takiego uparciucha? bardzo Cię proszę, napisz go! Poratuj mnie! Bo już sobie z nią rady dać nie mogę.

     Pytasz o tę dziewczynkę? Otóż to była "koleżanka dla interesu". teraz to nie raczy nawet dzień dobry powiedzieć. A przedtem to dzwoniły jak na ogień. Myślały, że je będę do mieszkania zapraszać. Mam zresztą pewną obawę, że te dziewczynki są coś z gatunku Jeżyńskiej.

    Co do naszego mieszkania to sypialnię mamy jeszcze raz taką dużą jak w Pabianicach, a stołowy jest mniejszy. Za znaczki Ci dziękuję.

    Ja dostałam na gwiazdkę choinkę. Ale ta choinka to "Boże zlituj się". Tak była połamana, że Tatuś musiał ją naprawiać. Mamusia dostała ode mnie saszetkę do chusteczek. Czy Ty zrobiłaś podarunek dla mamusi?

    W Łodzi niemcy dali "na gwiazdkę" po 6 dkg. masła na osobę, a oprócz tego po 6 dkg. margaryny.

    Polakom wolno kupować dopiero po 10 rano. Bułek i wogóle żadnego pszennego pieczywa Polakom nie sprzedają. Napisz, czy w pabianicach tak samo?

    Za życzenia noworoczne dziękuję. Na razie się nie uczę. Obchodzę święta leniucha. Czy uczysz się?

    Na tym kończę, pozdrawiam Cię i jeśli się gniewasz przepraszam.

                                                                                                     Twoja koleżanka

                                                                                                      Danka

P.J. Zasyłam ukłony Twoim Szanownym Rodzicom i Siostrom. Jeśli spotkasz Halinę, Ninę lub Borkoszczanki, proszę, kłaniaj im się ode mnie.





    


    

piątek, 3 listopada 2023

Ruda Pabianicka - Pabianice - Chór - Der Heimatbote


Der Heimatbote - 2/1981

Ewangelicko-Luterańskie Towarzystwo Puzonowe BUDA PABIANICKA BEI LODZ nagranie z 3 maja 1939 roku

Orkiestra dęta brała udział w wielu festiwalach puzonowych w Parku Sielanka i w Pabianicach pod batutą chórmistrza Artura Andersa. Chór zdobył pierwszą nagrodę na konkursie nagród w Pabianicach, organizowanym przez kantora Webera, oraz drugą nagrodę w parku Sielanka, organizowanym przez Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej św. Jana (pierwszą nagrodę zdobył chór z Żyrardowa). W święto konstytucji 3 maja pasiaki maszerowały z naszą klubową flagą. A o tym, że graliśmy też na Gräberbergu w niedzielę zmarłych informowałem w nr 11/78 na str. 4 HB.

                                                                                                                Richard Mandel, Hagen


Der ev. luth. Posaunenvarein von BUDA PABIANICKA BEI LODZ aufgenommen am 3. Mai 1939

Dieser Bläserverein hat so manches Posaunenfest im Park Sielanka und in Pabianice unter seinem Chorleiter Arthur Anders mitgemacht. Beim Preisspielen in Pabianice, das Kantor Weber veranstaltete, errang der Chor den ersten Preis, im Park Sielanks, wo der Jünglingsverein von St. Johannis der Veranstalter war, den zweiten Preis (der erste ging an den Chor von Zyrardow). Am Verassungfeiertag, dem 3 Mai, sind die Passiven mit unserer Vereinsfahne mitmarschiert. Und daß wir am Totensonntag auch auf dem Gräberberg spielten, berichtete ich in der Nr. 11/78 auf Seite 4 des HB.

                                                                                                   Richard Mandel, Hagen



poniedziałek, 16 października 2023

Zofiówka - Pabianice - Kościół ewangelicki - Der Heimatbote - 1979

 Bardzo ciekawy materiał zamieszczony w Der Heimatbote w maju 1979 roku. Dotyczy Zofiówki i Pabianic. 

To był prawdziwie wiosenny dzień - jasne słońce, błękitne niebo, bezwietrznie - to była uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego 1936 r. I był to ważny dzień dla pabianickiej parafii.

     Już o godzinie 7 rano przed kościołem zatrzymały się wozy drabiniaste podobne do tych, którymi rolnicy przywożą plony. Wozy były udekorowane młodą zielenią i wyposażone w prymitywne miejsca siedzące dla około 15-20 osób. Parafianie tłumnie wsiedli do wozów drabiniastych i ruszyli do Zofiówki. Na rowerach, przeważnie młodsi,własnymi wygodniejszymi pojazdami, jechali do Zofjówki także inni. Na przykład członkowie chóru puzonowego i kościelnego. Firma Krusche und Ender zapewniła transport paniom ze stowarzyszenia kobiet. Jak już wspomniałem, był to ważny dzień dla Pabianic, ponieważ w oddalonej o 10 kilometrów Zofjówce, najbiedniejszym kantoracie w gminie, miał zostać zainaugurowany nowy dom modlitwy.

     Stara szkoła i dom modlitwy niszczały. Znajdował się obok cmentarza, w połowie drogi między Zofjówką a Czyżeminem, około 3 km od obu wsi. Był to budynek z desek. Od 1933 r., kiedy to społeczność polityczna wybudowała w Czyżeminie nowy budynek szkolny i mieszkanie dla nauczyciela, stara szkoła i dom modlitwy stały nieużywane i stopniowo popadały w ruinę. Postanowiono sprzedać zrujnowany budynek, przeznaczyć teren na cmentarz i wybudować nowy dom modlitwy z mieszkaniem dla księdza w środku wsi Zofjówka.

     Plac budowy został podarowany Kantoratowi przez wdowę Jerchau. Plac budowy został przygotowany przez Otto Kolbe, który przejął cały nadzór nad budową, w tym zakup materiałów i zatrudnienie rzemieślników. I to wszystko bez zapłaty! Skarbiec kościelny nie mógł mu nawet zwrócić kosztów podróży między Pabianicami a placem budowy. Obecnie mieszka w Berlinie Wschodnim. Niniejszy raport jest również wyrazem wdzięczności i serdecznego pozdrowienia dla Otto Kolbe.

     Cała budowla była wyjątkowa na tym terenie w tamtym czasie; wydłużona kwadratowa nawa, na końcu której znajdowało się półokrągłe prezbiterium. Wnętrze było również architektonicznie nowoczesne. Nowe ławki miały zostać zakupione później. Na razie ławki ze starej sali modlitewnej służyły jako miejsca siedzące.

    Na uroczystość inauguracyjną rada zboru zaprosiła generalnego superintendenta D. Juliusa Bursche z Warszawy oraz pastorów Bruno Löfflera i Gustava Schedlera z Łodzi. Kiedy samochód z pastorem Rudolfem Schmidtem i generalnym superintendentem podjechał na miejsce festiwalu, chór dęty zaintonował pieśń: "Die Himmel rühmen" (Chwalcie niebiosa); następnie chór męski zaśpiewał: "Gott grüße dich!" (Bóg cię pozdrawia!). Gen.-Sup. Bursche dołączył do chórów i pastora Horna, który powitał go w Zofjówce.

     Następnie pastor Horn udał się wraz z muzykami dętymi, kierownikami kantorów i współwyznawcami z Zofjówki do starego domu modlitwy. Tutaj, śpiewem, czytaniem Pisma Świętego i modlitwą, pożegnali to prawie stuletnie miejsce. W uroczystej procesji (patrz zdjęcie) udali się do nowego domu modlitwy. Przywódcy nieśli Biblię, krzyż ołtarzowy i świeczniki.

     W międzyczasie przed nowym domem modlitwy zgromadził się duży tłum, w tym wielu katolików. Poprosiłem przełożonego generalnego o przemówienie powitalne w języku polskim. Zdumiony zapytał mnie: "Czy kiedykolwiek odprawiałeś w Zofjówce nabożeństwo po polsku? Odpowiedziałem przecząco, ale jednocześnie zaznaczyłem, że na każdym pogrzebie, ze względu na polskich sąsiadów, którzy przychodzą, kazanie pogrzebowe odbywa się również w języku polskim. Dodałem, że wśród zebranych jest starsza pani, która ofiarowała znaczną sumę na nasz budynek. Jest Polką i katoliczką. Jest to sędziwa matka pierwszego starosty łódzkiego po 1918 roku, Rzewuskiego. Generał Sup. spełnił moją prośbę. Katolicy potwierdzili to słyszalnym "Panie Boże zapłać"! Potem nastąpiło to, co zwykle: przekazanie kluczy, otwarcie nowego budynku, wejście zgromadzenia.

    Gen.-Sup. wygłosił uroczyste przemówienie, a także modlitwę poświęcenia. Po uroczystości nie było bankietu. Nasi duchowi goście spieszyli się. Po południu tego samego dnia miała zostać poświęcona kaplica Elżbietanek w łódzkim Domu Miłosierdzia. Dlatego zaraz po nabożeństwie pastorzy Löffler i Schedler pojechali z gen. Burschem z powrotem do Łodzi.

W Łodzi doszło do nieprzyjemnego incydentu. Podczas kazania D.Burschego młodociani radykalni bracia krzyczeli: 

Bursche precz! - Zakłócono nabożeństwo!!! Świętujący zbór został wyszydzony. Coś takiego nigdy wcześniej nie miało miejsca w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Polsce. Wschodziło niebezpieczne smocze nasienie. Dążono do konfrontacji, a nie do porozumienia; w pewnych kręgach naszego zboru opowiadano się za antagonizmem, a nie za braterską wspólnotą.

Powoli nadszedł wrzesień 1939 roku i styczeń 1945 roku. Nic nie widzieliśmy na oczy, bo nie chcieliśmy widzieć.

W Zofiówce jednak obchody gminne miały niezwykle piękny przebieg. Panie z koła gospodyń rozłożyły na placu wspaniały stół kawowy. Wszystkie smakołyki na stół podarowali pabianiccy piekarze i rzeźnicy. Stowarzyszenie kobiet podarowało kawę i herbatę, a woda Selter była prezentem od firmy Kunert. Pastor Rudolf Schmidt wygłosił przemówienie ewangelizacyjne, a P. Julius Horn opowiedział o budynku, który kosztował około 7000 złotych i nie miał długów. Suma na budowę została zebrana przez wielu darczyńców: prawdziwa praca społeczna małego człowieka. Oba chóry zachwyciły uczestników występami muzycznymi i wokalnymi. Bóg po raz kolejny dał pabianickiej społeczności piękny dzień i poczucie: jesteśmy jedną wielką zjednoczoną rodziną!


Jak tu pięknie.

Kiedy bracia są wiernie 

razem w harmonii i pokoju!


                                                                            Pastor Julius Horn, dawniej w Pabianicach.

Przed portalem nowego domu modlitwy. Od lewej, nieco zasłonięci, pastorzy Rudolf Schmidt i Bruno Löffler, Gen.Sup. Bursche, P. Gustav Schedler. Przy stole ojciec Julius Horn. Przy oknie R. Hepner. Ojciec domu w kolonii robotniczej Czyżeminek



Procesja kongregacji ze starego domu modlitwy do nowego. Na przedzie przywódcy: Neumann, Kirsch, Albrecht.


Das war ein echter Frühlingstag strahlende Sonne blauer Himmel, windstill - so war der Himmelfahrtstag Christi 1936. Und er  war für die Kirchengemeinde Pabianice ein bedeutsamer Tag.

Schon gegen 7 Uhr morgens hielten vor der Kirche leiterwagen wie die Bauern sie beim Einbringen der Ernte benutzen. Die Wagen mit jungem Grün geschmückt und mit primitive: Sitzgelegenheit für ungefähr 15 bis 20 Personen versehen. Gemeindeglieder strömten herbei, bestiegen die Leiterwagen und auf ging's nach Zofiówka. Auf Fahrrädern, meist jüngere Leute, und mit bequemeren eingenen Farzeugen waren andere ebenfalls unterwegs in Richtung Zofjówka. So z. B. die Mitglieder des Posaunenchors und des Kirchen-Gesangvereins Die Firma Krusche und Ender stellte Fahrmöglichkeiten für die Damen des Frauenvereins zur Verfügung. Wie gesagt, ein bedeutsamer Tag für Pabianice, denn in dem 10 kilometer entfernt gelegenen, ärmsten Kantorat der Gemeinde - Zofjowka - sollte das neue Bethaus eingeweiht werden.

Das alte Schul-und Bethaus war baufällig geworden. Es lag neben dem Friedhof, auf halbem Wege zwischen Zofjowka und Czyzemin, von beide Dörfern etwa 3 km entfernt. Es war ein Bohlenbau. Seit im Jahre 1933 die politische Gemeinde ein neues Schulgebäude nebst Lehrerwohnung in Czyzemin errichtet hatte stand das alte Schul - und Bethaus ungebraucht da und verfiel zuschends. So beschloß man, das baufällige Gebäude zu verkaufen, den Platz dem Friedhof zuzuschlagen und ein neues Bethaus mit Küsterwohnung mitten im Dorf Zofjowka zu bauen.

Den Bauplatz schenkte dem Kantorat die Witwe Jerchau. Den Bauplatz fertigte Ing. Otto Kolbe an; er übernahm die gesamte Bauaufsicht, auch die Materialbeschaffung und das Andingen der Handwerker. Und das alles ohne Entgelt!! Nicht mal die Reisenkosten zwischen Pabianice und der Baustelle durfte die Kirchenkasse ihm ersetzen. Er lebt jetzt in Ost-Berlin. Dieser Bericht ist auch als dankbarer inniger Gruß an Otto Kolbe gedacht.

Der ganze Bau war damals in jener Gegend einmalig; ein langgestrecktes viereckiges Schiff an dessen Ende sich ein halbkreisförmiger Altarraum befand. Auch der Innenraum war architektonisch neuzeitlich. Neues Gestühl sollte später angeschafft werden. Einstweilen dienten als Sitzgelegenheit die Bänke aus dem alten Betsaal.

Zum Festakt der Einweihung hatte der Kirchenvorstand den Generalsuperintendenten D.Julius Bursche aus Warschau und die Pastoren Bruno Löffler und Gustav Schedler aus Lodz eingeladen. AldasAuto mit Pastor Rudolf Schmidt und dem General-Superintendenten am Festplatz vorfuhr, intonierte der Bläserchor das Lied: "Die Himmel rühmen"; anschließend  sang der Männerchor:"Gott grüße dich!" Gen.-Sup. Bursche bei den Chören und bei Pastor Horn, der ihn in Zofjowka willkommen hieß.

     Nun ging Pastor Horn mit den Bläsern den Kantoratsvorstehern und den Glaubengenossen aus Zofjowka zum alten Bethaus. Hier nahm man mit Choral, Schriftlesung und Gebet Abschied von der Fast hundert Jahre alten Stätte. In feierlichem Zuge (siehe Bild) ging es dann zum neuen Bethaus. Die Vorsteher trugen die Bibel, das Altarkreuz und die Kerzenleuchter.

Vor dem neuen Bethaus hatte sich inzwischen eine große Menschenmenge angesammelt, darunter viele Katholiken. Ich bat den Gen.- Superintendenten um eine Begrüßungsansprache in polnischer Sprache. Er fragte erstaunt zurück: "Hast du in Zofjowka schon mal einen Gottesdienst in polnischer Sprache gehalten?" Ich verneinte,wies aber gleichzeitig daraufhin, daß bei jeder Beerdigung mit Rücksicht auf die mitgehenden polnischen Nachbarn auch eine Grabrede auf polnisch gehalten wird. Zudem befindet sich, fügte ich hinzu, unter den Versammelten eine alte Dame die eine namhafte Summe für unseren Bau gespendet hat. Sie ist Polin und Katholikin. Es ist die greise Mutter des ersten Starosten von Lodz nach 1918, Rzewski. Der Gen..-Sup. kam meiner Bitte nach. Die Katholiken quittierten das mit einem vernehmlichen "Panie Boże zapłać" (Der Herrgott vergelt es)! Dann folgte das Übliche: Schlüsselübergabe, Öffenen des Neubaus, Einzug der Gemeinde.

Die Festansprache hielt der Gen.-Sup., ebenso das Weihgebet. Ein Festessen gab es nach der Feier nicht. Unsere geistlich en Gäste hatten es sehr eilig. Am Nachmittag desselben Tages sollte nämlich die Elisabeth-Kapelle im Lodzer Haus der Barmherzigkeit eingewieht werden. Deshalb fuhren gleich nach dem Gottesdienst die Pastoren Löffler und Schedler mit dem Gen.-Sup. Bursche nach Lodz zurück.

In Lodz kam zu einem unliebsamen Zwischenfall. Während der Predigt von D.Bursche riefen jugendliche Radaubrüder: 

Bursche raus! - Ein Gottesdienst wurde gestört!! Eine feiernde Gemeinde wurde verhöhnt. So etwas hatte es bis dahin in der Evangelisch-Augsburgischen Kirche in Polen noch nicht gegeben. Eine gefährliche Drachensaat ging auf. Man suchte Konfrontation und nicht Kommunikation, man war in gewissen Kreisen unserer Kirche für das Gegeneinander und nicht für das brüderliche Miteinander.

Der September 1939 und der Januar 1945 dämmerten langsam herauf. Mit sehenden Augen sahen wir nichts, weil wir nicht sehen wollten.

In Zofiowka aber nahm die Gemeindefeier einen äußerst schönen Verlauf. Die Damen des Frauenvereins hatten auf dem Festplatz eine herrliche Kaffeetafel gedeckt. Alle Leckerbissen, die darauf standen, waren von Pabianicer Bäckern und Fleischern gestiftet worden. Der Frauenverein spendete Kaffee und Tee und das Selterwasser war ein Geschenk der Firma Kunert. Pastor Rudolf Schmidt hielt einen Evangelisationsvortrag: P.Julius Horn gab den Rechenschaftsbericht über den erstellten Bau, der ca. 7.000 Zloty kostete und schuldenlos dastand. Die Bausumme wurde von vielen Spendern aufgebracht: ein echtes Gemeinschaftswerk des kleinen Mannes. Die beiden Chöre erfreuten die Festteilnehmer durch musikalische und gesangliche Darbietungen. Gott hatte wieder mal der Pabianicer Gemeinde einen schönen Tag beschert und ihr das Gefühl geschenkt: wir sind eine große geschlossene Familie!

Wie lieblich ist's hienieden.

wenn Brüder treu gesinnt in Eintracht

 und in Frieden vertraut beisammen sind!

                                                                                   Pastor Julius Horn, früher Pabianice.