Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kronika wypadków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kronika wypadków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2026

Kołomyja - Kronika wypadków - 1935-38

 

Echo. 1935-11-26 R. 11 nr 329

Pożyczone dziecko pod stosem kamieni.

Z Kołomyi donoszą: Przed kilku laty zmarł w więzieniu skazany za nadużycie władzy urzędowej sekretarz gminny Łęczowski z Harasymowa pozostawiając żonę bez środków do życia. Łęczowska rozpoczęła romans z niejakim Uhryńczukiem, a po pewnym czasie oświadczyła mu. że czuje się matką. Nie było to jednak prawdą a kobieta dla upozorowania prawdziwości jej twierdzenia używała różnych zabiegów. W kilka miesięcy później, gdy się dowiedziała, że pewna kobieta w sąsiedniem miasteczku powiła bliźnięta, pożyczyła sobie dziecko od niej i okazała je swemu przyjacielowi jako własne. Uhrynczukowi nie pozostało nic innego. jak ożenić się z niewiastą. Niedługo jednak dała się utrzymać tajemnica nieistniejącego porodu i sprytna kobieta przyznała się przed mężem do odegrania komedii. Uhryńczukowa jednak zobowiązała się przy ..pożyczaniu" dziecka do wychowania go. Aby się pozbyć kłopotu wychowania obcego dziecka oboje wpadli na szatański pomysł. W czasie moczenia konopi utopili niemowie w strumyku, a następnie przykryli je łykiem i kamieniami. Sądzili zbrodniarze, że sprawa nie wyjdzie na jaw, gdyż matka dziecka była zadowolona, że pozbyła się dziecka. Przypadkowo jednak dwaj wieśniacy natknęli się przy przechodzeniu strumyka na zwłoki dziecka i sprawa się wydała. Oboje aresztowano. Wypadek ten wywołał wielkie wrażenie w całej okolicy.

Echo. 1935-12-20 R. 11 nr 353

1000 złotych nagrody wyznaczono za schwytanie bandyty Czepychy  

Z Kołomyi donoszą: W ostatnich dniach wzięła sprawa groźnego mordercy Czepychv sensacyjny obrót. Dotychczas nie udało sie wejść na trop bandyty, mimo licznych zbrodni, popełnionych w ostatnich czasach. W ostatnich dniach dokonał Czepycha ponownie kilku napadów rabunkowych po stronie rumuńskiej. Sposób dokonania zbrodni napawa strachem mieszkańców, to też napad Czepvchy wywołuje wszędzie panikę. Onegdaj odbyła się Wyżnicy (Rumunia) konferencja policji polskiej z żandarmerią rumuńską, w której ustalono nowa taktykę śledcza w sprawie Czepychy. W konferencji wziął udział komendant żandarm, rumuńskiej Petro Bolocan, który zorganizował specjalny aparat śledczy, złożony z wzmocnionych posterunków żandarmerii, oraz policji tajnej, jaka stale patrolować będzie w lasach pogranicznych polsko-rumuńskich, w okolicy północnej Bukowiny. Za ujęcie bandyty wyznaczono nagrodę w kwocie 1000 zł.

Echo. 1936-02-17 R. 12 nr 48

 Dziesięcioletni zabójca niemowlęcia. Dramat w chacie wieśniaczej

Z Kołomyi donoszą: — W Jaworowie pow. Kosów, w wiosce huculskiej obok Żabiego zdarzył sie tragiczny wypadek. Niejaka Iłena Senczuk. mieszkająca pod jednym dachem z rodziną niejakiego Stolaszczuka posiadała rewolwer bębenkowy, który pozostawił jej zmarły mąż. Rewolwer ten miała w swej torbie, którą powiesiła na ścianie. Tego samego dnia około godz. 3 gdy  Sańczukowa przebywała na podwórzu, padł nagle strzał. Okazało się, że 9 letni pasierb Stolaszczuka, Piotr Kopczuk wyjął z torby rewolwer i zastrzelił 6 miesięczne leżące w kołysce dziecko swego ojczyma, przyłożywszy mu lufę rewolweru do ust. Chłopiec instynktownie czuł nienawiść do dziecka, którem matka jego tak dalece się zajmowała, że zaniedbywała Piotra. Ojciec zastrzelonego dziecka zgłosił o wypadku na posterunku P. P.  Oczywiście młodociany morderca nie może być karany, a sad jedynie może zastosować do niego środki, wychowawcze.  

Echo. 1938-03-15 R. 14 nr 74

Dwaj chłopcy udusili starca. Potworna zbrodnia w samotnej chacie. 

Z Kołomyi donoszą: W ubiegłym roku zawiadomiono posterunek policyjny w Żabiu o śmierci 72-letniego Dmytra Szekieryka, którego zwłoki znaleziono w chacie na połoninie w Czarnohorze w pozycji klęczącej przy łóżku. Ponieważ żadnych na pozór znamion zbrodni nie zauważono, przeto starca pogrzebano. Dopiero po pewnym czasie rozeszła się wieść, że stary Szekieryk, który zażywał szeroko sławy najmądrzejszego gazdy, nie zmarł śmiercią naturalną... Po trzech tygodniach huculi spotkali na połoninie 13-letniego Jana Ferkulaka i 18-letniego jego brata, Dymitra, obu ubranych w części garderoby starego Szekieryka. Ferkalukowie wyjaśnili, że znaleźli na połoninie te rzeczy, lecz huculi w to nic uwierzyli i obu chłopców sprowadzili do posterunku policyjnego. Tu obaj przyznali się do zamordowania starca. Opowiedzieli oni, że ojciec wygnał ich z domu, błądzili jakiś czas po lesie i żywili się jagodami, a gdy głód im zbytnio począł dokuczać, odwiedzili Szekieryka, który ich gościnnie przyjął i wskazał łoże, aby się wyspali. W nocy obaj bracia starca udusili i obrabowali. Ekshumacja zwłok potwierdziła te zeznania. Lekarz stwierdził, że Szekieryka uduszono. Obecnie przed sądem odpowiadał tylko starszy Ferkaluk, gdyż co do młodszego sąd orzekł, że działał bez rozeznania. Przysięgli 12 głosami zatwierdzili pytanie w kierunku mordu rabunkowego, a trybunał skazał młodego mordercę na siedem lat więzienia

sobota, 2 maja 2026

Kołomyja i okolice - Kronika wypadków - 1927 - 1939

 

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1927-12-18 R. 4 nr 290

Katastrofa kolejowa pod  K o ł o m y j ą

LWÓW. 17.12. (AW). Donoszą z Kołomyji, że w Matejowcach nastąpiła katastrofa kolejowa, wynikła ze zderzenia pociągu osobowego, idące go ze Lwowa do Sniatynia z pociągiem towarowym, stojącym na torze zapasowym stacji. Pociąg osobowy wjechał na tor ten na skutek złego nastawienia zwrotnicy, przyczem maszynista mimo danej przez siebie kontrpary, nie zdołał zahamować pociągu. Zderzenie było tak silne, iż kilka wagonów pociągu towarowego spiętrzyło się. W wyniku katastrofy kilkadziesiąt osób otrzymało lżejsze lub cięższe obrażenia, przyczem 11 osób jest ciężko rannych. Ną miejsce katastrofy wyjechały pociągi ratunkowe z Kołomyi i Stanisławowa. Pociągiem ze Stanisławowa przyjechała do Matejowiec komisja z wicedyrektorem dr. Grauerem na czele, która zarządziła aresztowanie urzędnika ruchu. Rannych na skutek katastrofy przewieziono do szpitala powszechnego w Kołomyji.

Echo. 1933-10-10 R. 9 nr 280

UPRZEJME LISTY BANDYTY wywołały panikę w miasteczku

Z Kołomyi donoszą: Wielokrotnie już donosiliśmy w , Echu" o niezwykłej zuchwałości głośnego opryszka Huculszczyzny, Andrzeja Czajkowskiego. Obecnie wypada zanotować nowy „kawał" tego nieuchwytnego bandyty, świadczący o tem, do jakich rozmiarów doszła już jego buta. Czajkowski wysłał przed kilkoma dniami pod adresem wielu zamożniejszych obywateli Zabłotowa listy następującej treści; ..Zawiadamiam W. Pana o swojem przybyciu i proszę uprzejmie o przygotowanie większej ilości gotówki do mej dyspozycji. Z poważaniem Andrzej Czajkowski. 

Łatwo zrozumieć, jaki strach padł na „wyróżnionych" przez Czajkowskiego obywateli zabłotowskich- , Policja ze swej strony poczyniła odpowiednie kroki celem ujęcia bandyty, by wreszcie położyć kres jego ..kawałom". 

Dziennik Piotrkowski : codzienne pismo polityczne i gospodarcze. 1935-07-30 R. 21 no 204

AWANTURY N A. POGRZEBIE . 

W Myszynie, niedaleko Kołomyi zmarło dziecko Antoniego Obuczaka. Obuczak był prawosławnym,  zachodziło więc pytanie, gdzie pochować dziecko, ponieważ w Myszvnie nie było cmentarza dla prawosławnv.ch. Starostwo kołomyjskie poleciło pochowanie dziecka na cmentarzu grecko-kokatolickim w niepoświęconem miejscu. Podczas pogrzebu  ludność zmusiła proboszcza parafji grecko-katolickiej do wyrażenia swej zgody na pochowanie dziecka w miejscu poświęconem, a nie na tym odcinku cmentarza gdzie chowano samobójców.

Ksiądz ustąpił, ale doniósł starostwu o awanturach, jakie poprzedziły pogrzeb i tem, że on został zmuszony do wyrażenia swej zgody.

Echo. 1935-10-18 R. 11 nr 290

Wesoły mecz oficerów z profesorami gimnazjum 

Z Kołomyi donoszą: Drużyna reprezentująca oficerów tut. garnizonu i drużyna złożona z profesorów szkół średnich rozegrała na dochód LOPP. zawody. Wyczynem starszawych emerytów piłkarskich towarzyszył gromki śmiech widowni. Rezultat 2:1 dla oficerów odpowiada przebiegowi gry. Najlepsi kapitan Jasiński, kpt. Abramek, por. Herman i por. Rusznica, który grał „na wesoło", poza tem z profesorów Mróz, Mul i Kot. Sędziował z należytą powagą inspektor okręgu szkolnego p. Mayer. W najbliższym czasie odbędzie się podobny mecz między oficerami a reprezentacją tut. sądu.

Echo. 1935-10-29 R. 11 nr 301

Dwa trupy pod kopcem. • TAJEMNICZA NOC SIERPNIOWA

Z Kołomyi donoszą: Policja otrzymała wiadomość o zbrodni w Budyłowie pow. Śniatyń. Mianowicie w piwnicy wykopane] w stodole wieśniaka Kejwana, pod pagórkiem ziem niaków natrafiła policja zmasakrowane zwłoki Anny Kejwan i jej syna z pierwszego małżeństwa Pawła Gregoraszczuka. W krzyżowym ogniu pytań przyznał się Jan Kejwan. że pewnej nocy sierpniowej w czasie snu. zamordował polanem drzewa żonę i pasierba, poczem dla zatarcia śladów przestępstwa zakopał ich w piwnicy, a policji doniósł o tajemniczem zniknięciu. Przyczyną morderstwa była okoliczność że Jan żądał od swej żony. by mu zapisała majątek, który Anna przeznaczyła na swego syna Pawła. Wobec kategorycznej odmowy, zamordował Kejwan żonę i jej syna. by w ten sposób otrzymać ewentualna schedę po nich gdyż poza nim nie mieli zamordowani żadnych innych spadkobierców. Cynicznego mordercę aresztowano i odstawiono do dyspozycji władz śledczych. 

Echo. 1935-10-30 R. 11 nr 302

Piechota — marynarce. Żbik na okręcie . 

Z Pokucia donoszą- Jeden z oficerów 49 pp. w Kołomyi upolował piękny okaz żbika w okolicznych lasach. W myśl propozycji pułk. dypl. Grabowskiego delegacja pułku odwiezie żbika do Gdyni. Piękny ten okaz zwierzęcia zostanie umieszczony na statku wojennym „Żbik" jako symbol łączności kresów południowowschodnich z morzem polskiem.

Echo. 1936-01-08 R. 12 nr 8

Nagi człowiek na torze. Podróżni świadkami strasznego wypadku

Z Kołomyi donoszą: Obok Zabłotowa wydarzył się tragiczny wypadek. Pociąg osobowy zdążający ze Śniatynia w kierunku Lwowa, przejechał na kilometrze 218 nieznanego na razie z nazwiska człowieka, przecinając go wpół. Przeprowadzone dochodzenia wykazały, że na kilka minut przed przyjazdem pociągu jakiś osobnik stał nad torem kolejewym i głośno szlochał. Następnie człowiek ten zrzucił i siebie wszystkie części garderoby i rozebrawszy się do naga, położył się na tor kolejowy. Zanim wieśniacy którzy to spostrzegli mogli zdążyć,  nadjechał pociąg. Zwłoki są tak zniekształcone, że osobnika nie można zidentyfikować, tembardziej, że w ubraniu nie znaleziono żadnych dokumentów ani zapisków. Tragiczny tem wypadek wywołał bardzo silne wrażenie na podróżnych.



Dziennik Narodowy. 1938-07-06 R. 24 nr 149

Wyrok w procesie „Buntu 1000 chłopów".

 Sąd Okręgowy w Kołomyi ogłosił wyrok w procesie, będącym echem „buntu tysiąca chłopów" przy rozbiórce stodoły w Tyszkowicach w Małopolsce Wschodniej. Przywódca buntu, Ukrainiec Iwan Skiba, skazany został na 1 rok więzienia, a przywódczyni kobiet Olena Kurowska — również na rok więzienia. Poza tem sąd skazał 34 oskarżonych na kary do 8 mies. więzienia.

Dziennik Piotrkowski. 1939-01-31 nr 31

Skazanie żony parocha 

Przed Sądem Okręgowym w Kołomyi stanęła Olga Bojaniakowa, żona parocha, oskarżonego o to, że w czasie utarczki słownej wyraziła się pogardliwie o herbie jednego członków związku szlachty zagrodowej. Oskarżona została skazana na 3 miesiące warunkowego aresztu.

Dziennik Piotrkowski. 1939-04-16 nr 103 [właśc. nr 104]

Za ruszczenie nazwisk polskich wyroki sądowe 

Ciągłe ruszczenie nazwisk polskich przez parochów wyznania grecko - katolickiego skłoniło władze do surowego karania podobnvch wykroczeń. Ostatnio podobna sprawa znalazła się wokandzie Sądu Okręgowego w Kołomyi. Oskarżony ks. grecko katolicki Mikołaj Tymkiw, wikary parafii w Żabciu. M. in. wydał trzy wyciągi metrykalne, podając na nich zniekształcone nazwiska polskie Pniowsyj, Kraszewskyj, Brusturskyj, mimo tego, iż są to nazwiska czysto polskie: Pniowski, Kraszewski i Brusterski. 

Mimo wykrętnych tłumaczeń Oskarżonego Sąd wydał wyrok, mocą którego ksiądz Tymkiw skazany został na trzykrotną karę 6 miesięcy więzienia.

Łączną karę 6 miesięcy zawieszono skazanemu na przeciąg 3 lat.

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Kołomyja - Haculszczyzna - Kronika wypadków

 

Ilustrowana Republika. 1937-08-21 R. 15 nr 229

PO 22 LATACH POWRÓCIŁ Z WIELKIEJ WOJNY.

Lwów 20 sierpnia

Po 22-ch latach  nieobecności do Kołomyi były żołnierz austryjacki Taras Fundur, który dostał się podczas wojny światowej do rosyjskiej niewoli.

Po przewrocie bolszewickim osiedlił się w Rosji i - chociaż pozostawił w kraju dą żonę - ożenił się powtórnie z Rosjanką.

Obecnie przyjechał do Kołomyi wraz z żoną.

Rodziców nie zastał już przy życiu. Spotkał się natomiast ze swą pierwszą żoną, która po wieloletnim  daremnym oczekiwaniu na jego powrót - przed paru laty wyszła za mąż i jest matką trojga dzieci.

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1915-02-17 R. 5 nr 47




Rozwój. 1912-09-07 No 205



Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1922-11-18 [właśc. 19] R. 5 nr 319 [właśc. 318]

DRAMAT MIŁOSNY.

Absolwent praw Józef Bernhaut, mieszkaniec Kołomyi, przyjechał do Łodzi do swojej narzeczonej, zarządzającej orkiestrą w "Gastromomji", Józefy T. Onegdaj po spożyciu kolacji, zakrapianej obficie wódką, udał się B. do Hotelu "Amerykańskiego" przy ulicy Zielonej 12. Wszedłszy do pokoju, zajmowanego przez swą narzeczoną, Bernhard wyjął rewolwer i strzelił sobie w serce. Kula przeszła na wylot obok serca. Zawezwany lekarz pogotowia pozostawił denata w stanie ciężkim na miejscu, gdyż obawa przed krwotokiem nie zezwoliła na zabranie go do szpitala.

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1935-04-20 R. 65 nr 92

Napad rabunkowy L w ó w (TeL wl.) Wieczorem we wtorek dokonano zuchwałego napadu na dyrektora banku i kantoru wymiany w Kołomyi  Z. Krissa w chwili, gdy wracał do domu. Na schodach domu, gdzie Kriss mieszkał, zaczaił się napastnik, który uderzył znienacka dyrektora w głowę cięźkim żelazem. Rannego spostrzegli domownicy. Według orzeczenia lekarza, Kriss ma złamaną kość czaszkową. Jest on jeszcze przytomny, lecz stracił pamięć. Łupem bandyty padła teczka z pokaźną gotówką w walucie polskiej i zagranicznej oraz weksle na sumę 50.000 złotych. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-08-26 R. 8 nr 233



Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1936-09-18 R. 66 nr 217

Cztery złote na komunistów hiszpańskich 

War s z a w a. (Tel. wI.) Władze administracyjne w Kołomyi pociągnęły do odpowiedzialności przewodniczącą "Bundu" Gizelę Herman za urządzenie nielegalnej zbiórki publicznej na czerwoną milicję w Hiszpanji. Zebrano .aż ... 4 złote 20 gr. 

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1936-11-18 R. 66 nr 269

Samochód wpadł do rzeki  L w ó w. (Tel. wł.) W piątek wieczorem wydarzyła się w Kołomyi przy moście nad Prutem katastrofa samochodowa. Z Kołomyi jechał samochód, kierowany przez nadkomisarza straży granicznej Wł. Ochańskiego, w kierunku Kosowa. Wskutek gęstej mgły samochód wjechał na nasyp kolejowy między mostem kolejowym a drogowym, a stamtąd z wysokości 6 metrów spadł do rzeki. ulegając doszczętnemu rozbiciu. Nadkomisarz Ochański oraz towarzysząca mu żona wraz z dwojgiem dzieci odnieśli ciężkie obrażenia. Zwłaszcza jedno dziecko zostało ciężko ranne. Na miejsce wypadku przybyła policja, straż pożarna oraz pluton pionierów, celem wydobycia samochodu. Rannych przewieziono do szpitala. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1937-07-16 R. 9 nr 192 [właśc. 193]


Trzej huculi żywcem pogrzebani przy szukaniu zbójnickiego skarbu

Z Kołomyi donoszą.: Tragiczną śmiercią. zginęło trzech hucułów, poszukujących legendarnego skarbu zbójnickiego. Na Kosowszczyźnie od dłuższego krążyły pogłoski, iż w szczelinie skalnej pod przysiółkiem Senycia kolo Krzyworówki ukryte są olbrzymie skarby słynnego zbójnika Dobosza. Iwan Gregoraszczuk, hucuł z Żabiego w czerwcu rozpoczął z kilkoma robotnikami poszukiwania skarbu, kopiąc we wskazanym miejscu jamę głębokości przeszło 7 metrów. 
Gdy przed kilku dniami Gregoraszczuk przyszedł z robotnikami do jamy, by kopać dalej, stwierdził, że jest ona całkowicie zasypana i że ktoś musiał pod zwałami ziemi ponieść śmierć. Zawiadomił o swoich spostrzeżeniach policję. Powtórnie rozkopano jamę i znaleziono na dnie zwłoki 60-letniego Jurki Gąsienickiego, oraz dwu innych hucułów, którzy na własną rękę szukali widocznie skarbów. 


Łodzianin : organ P.P.S. 1938-01-12 no 11


Łodzianin : organ P.P.S. 1938-05-10 no 129

LOT BALONÓW.
 W powiecie kołomyjskim i sąsiednich lądowały dalsze balony, które wystartowały z Mościc. Na polach w Zamolincach w odległości 2 km. od Kołomyi wylądował balon "Hel" z załogą kapitan Stencel i kapitan Osiński z Warszawy. Lądowanie odbyło się wczoraj o godz. 12 minut 50. W Załotowie powiat Śniatyn wylądował balon nie ustalonej nazwy około godz. 12 minut 30. Balon "Mazowsze" z załogą p.p. Ptasiński i Wrzesiński lądował o godz. 5 minut 58 rano na polach w rejonie miejscowości Serafince powiatu Horodenka. Lądowanie odbyło się bez wypadku.

Echo. 1938-09-03 R. 14 nr 244


Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1938-11-12 R. 68 nr 260

Wyrok w głośnym procesie komunistycznym.  17 oskarżonych skazano na 67 lat więzienia - Osoba głównego oskarżonego.  
S t a n i s ł a w ów, 10. 11. - W głośnym procesie komunistycznym mgr Naszkowskiego i tow., jaki się toczył przed Sądem w Stanisławowie, po przemówieniach obrońców, którzy w liczbie 16 bronili oskarżonych - zapadł wyrok, mocą. którego zostali skazani (w nawiasach lata więzienia): 1) mgr Marian Naszkowski (8 lat), 2) Chaim Ball (6 lat), 3) Ariel Schnudler (4 lata), 4) Chaja Schmidler (4 lata), 5) Fried Turtel (5 lat), 6) Eliza Lercher, absolwentka gimnazjum (2 lata i 6 miesięcy), 7) Sonia Morgenstern (2 lata), 8) Sala Fischler mająca ukończone 7 klas gimn. (5 lat i 6 miesięcy), 9) Abraham Haber (5 lat), 10) Soche Astman (7 lat), 11) Maksymilian Allwein, technik dentystyczny z Kołomyi (2 lata), 12) Włodzimierz Sydor z Nadwórnej (2 lata), 13) Iwan Fedorec z Lachowiec (1 rok i 6 miesięcy), 14) Józef Dmytriw z Markowiec (2 lata), 16) Andrzej Ożarko, stolarz z Dubowiec (2 lata i 6 miesięcy), 17) Klara Szpricówna (5 lat). Wszyscy skazani pozbawieni zostali praw obywatelskich i honorowych na przeciąg lat 10. 15 oskarżonych uniewinniono. Główny oskarżony mgr Marian Naszkowski jest, jak sam twierdzi, bezwyznaniowym, choć zapisany był jako rzymsko-katolicki. Pochodzi on z rodziny żydowskiej, która przeszła na katolicyzm. Naszkowski biegle włada językiem swych przodków - żargonem. Jako student był czynnym członkiem stowarzyszeń katolickich i tę jego działalność pewien odłam prasy, drukowanej w polskim języku, przede wszystkim wysuwa, przemilczając zupełnie żydowskie pochodzenie Naszkowskiego, którego imię i nazwisko wielu może zmylić. I przy tej okazji wychodzi na jaw jak bardzo słuszne jest żądanie, by różne Mońki Unsery nie przedzierżgały w Marianów Naszkowskich, aby w następnych pokoleniach powrócić do starych metod "pracy" dla ojczyzny, ułatwionych brzmieniem nazwiska.

Echo. 1938-12-30 R. 14 nr 362




Echo. 1939-03-03 R. 15 nr 62



niedziela, 26 kwietnia 2026

Kołomyja - Worochta - Haculszczyzna - Kronika wypadków

Kurjer Wieczorny. 1923-02-21, R. 3 Nr.42

                                                       Carewicz rosyjski w Kołomyi.



Kurjer Łódzki. 1927-07-01 R. 27 nr 178

SCHWYTANIE GROŹNEGO MORDERCY.

Poszukiwany przez policję 27-letni morderca Iwan Habczak, który dla kilku morgów gruntu wymordował całą rodzinę, złożoną z 6-ciu członków, został w dniach ostatnich  przez posterunkowego P.P. Sołtysa ujęty na stacji w Worochcie w chwili, gdy usiłował zbiec pociągiem do Kołomyi. Aresztowanego Habczaka odstawiono pod silną eskortą do dyspozycji sądu okręgowego w Kołomyi.


Kurjer Łódzki. 1928-05-27 R. 28 nr 146

Czerwony, urodzaJny pył spada na Małopolskę. 

Warszawa. 26 maja. (Tel. wt.) . ...,... Po niedawnym czarnym deszczu który spadł we Lwowie, ostatnio znowu w okolicach Kołomyi zaobserwowano tajemnicze zjawisko atmosferyczne. Mianowicie spadł brudny, czarno-czerwony deszcz, który pozostawił po sobie osad barwy czerwonawej.  

Bydło, pasące się na polach, samo powróciło do domów, nie tykając zµpetnie trawy. Osad pozostały po deszczu badany dokładnie pod mikroskopem wykazuje połączenie siarki i krzemionki. 

Ilustrowana Republika. 1934-01-11 R. 12 nr 10

Wilki na Huculszczyźnie pożarły a kobietę i dwoje dzieci .  

Z Kołomyi donoszą o nawiedzeniu Huculszczyzny przez groźną plagę w postaci wilków, które włóczą się całemi stadami, a w porze nocnej nachodzą nawet wsie. Początkowo wilki napadały na bydło, obecnie na ludzi. Niema dnia, w którym nie słyszałoby o jakimś nowym wypadku rozszarpania człowieka. W okolicy Bukowiec w pow. kossowskim wilki napadły na dziecko idące do szkoły i pożarły je, tak że znaleziono tylko książki i pokrwawione strzępki ubrania. Pod Kutami znaleziono buty i części ubrania kobiety i małego chłopczyka. Oboje padli pastwą wilków. , Wielkie stada wilków nie boją się nawet strzałów karabinowych, o czem świadczy wypadek na pograniczu polsko - rumuńskiem. Dwaj rumuńscy strażnicy graniczni, napadnięci przez większe stado wilków, mimo ostrzeliwania się z karabinów i położenia trupem kilku wilków, zostali rozszarpani przez krwiożercze zwierzęta. Organizowane przez starostwo powiatowe wielkie obławy na wilki nie dały do tej pory rezultatów, gdyż na miejsce stad wytrzebionych zjawiają się nowe i liczniejsze. Doszło do tego, że huculi w porze nocnej boją się wychylić poza próg chaty, gdyż wilki podchodzą pod same drzwi domostw we wsiach. 



Echo. 1935-12-22 R. 11 nr 355

Oszust w kurtce szofera. Więzienie za podszywanie się pod cudze nazwisko.

Ze Stanisławowa donoszą: W ręce policji stanisławowskiej wpadł notoryczny oszust karany więzieniem w wielu państwach europejskich, — Jegomość ten przedstawiając się za dr. Józefa Frenkla asystenta kliniki w Paryżu odwiedzał stanisławowskich lekarzy i usiłował wyłudzić różne kwoty pod pretekstem, że został okradziony z dokumentów i pieniędzy w Stanisławowie. Aresztowano go i odstawiono do dyspozycji sądu. Na rozprawie Frenkel opowiedział, że pochodzi z Putily (Rumunia) i w roku 1925 jako przestępca polityczny, zmuszony był do opuszczenia granic Rumunii, ponieważ stał w Jassach na czele spisku zmierzającego do zgładzenia ówczesnego króla Ferdynanda. Frenkel który był przez sąd w Kołomyi karany 6 mies. więzieniem twierdził na rozprawie, że jest niewinny i padł ofiarą omyłki sądowej. W, toku przeprowadzenia dochodzeń wyszło na jaw w jak chytry sposób usiłował Frenkel naciągnąć dr. Minę Haller, Frenkel przebrał się w kurtkę szofera i zgłosił się do dr. Haller z listem od lekarza wiedeńskiego dr. Otto Ebenswalda. W liście tym dr. Ebenswald - Frenkel prosi dr. H. o wręczenie szoferowi kwoty 80 zł. gdyż wciągnięty do jednej z kawiarń stanisławowskich przegrał wszystkie pieniądze w pokera. Lekarka kazała oszustowi zgłosić się za godzinę, by zbadać autentyczność jego opowiadania. Oczywista wszystko było zmyślone. Oszust był jednak ostrożny i nie przyszedł więcej do lekarki. W drugim wypadku Frenkel udając lekarza, ciężko choremu obywatelowi p. K. oświadczył, że lekarze źle go leczą i sam zaczął „leczyć" wyłudzając od p. K. większą gotówkę. Frenkel został skazany za podszywanie się pod cudze nazwisko na 1 miesiąc więzienia. Po odsiedzeniu kary zostanie Frenkel odstawiony do Rumunji, gdzie jest poszukiwany przez prokuraturę.

Echo. 1936-01-26 R. 12 nr 26

DRAMATYCZNA WALKA LUDZI Z RZEKĄ O ŻYCIE CZŁOWIEKA.

Z Kołomyi donoszą: W Tułukowie wydarzył się tragiczny wypadek. Na rzece Prut, pokrytej cienką powłoką lodu, ślizgał się wraz z kolegami 16- letni uczeń Michał Mokry. Pomimo, że lód trzeszczał lekkomyślni chłopcy nie zwracali na to uwagi. Około południa pod wpływem słońca lód stajał i załamał się pod Mokrym. Chłopiec zapadł się po barki I trzymał się rękami kurczowo powierzchni lodowej. Akcja ratunkowa, którą prawie natychmiast rozpoczęto, była bardzo utrudniona, gdyż nikt nie miał odwagi wstąpić na zdradliwą powłokę. Dopiero po godzinnych próbach udało się wydobyć ucznia w ten sposób, że przysunięto do niego długą na kilkanaście metrów drabinę. Niestety jednak ratunek nie na wiele się zdał, gdyż uczeń zmarł po godzinie wskutek paraliżu serca.

Dziennik Narodowy. 1938-04-17 R. 24 nr 88 [właśc. 89]

Zbiorowy mord Nocny napad bandytów na rodzinę kupca 

W Chlebiczynie Leśnym pow. Kołomyja dwaj bandyci napadli ubiegłej nocy na dom kupca Premingera. Wywiązała się walka z domownikami, w czasie której kupiec, jego żona i 19-letni syn zostali zabici, a poraniona córka uratowała się, skacząc przez okno. Bandyci splądrowali mieszkanie i zbiegli. Na miejsce przybył komendant powiatowy P. P. z Kołomyi i natychmiast wszczął dochodzenia. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1938-09-11 R. 10 nr 249




Echo. 1939-01-01 R. 15 nr 1

Adwokat ukarany grzywną - za uderzenie pięścią w stół.

Z Kołomyi .do,noszą: Przed Sądem Okręgowym (wydział od wotawczy) toczyła się ciekawa rozprawa kama przeciw adwokatowi kosowskiemu, drowi L. F„ oskarżonemu o nieprzyzwoite zachowanie się w sądzie.

Przed kilku tygodniami dr F. zastępował pewnego klienta w rozprawie. Podczas zeznań świadka, adwokat uderzył pięścią w stół, wołając: „Psiakrew, Jak on kręci •.. " Sędzia, uznawszy zachowanie się adwokata za nieprzyzwoite, sporządził zapisek urzędowy i wskutek tego sprawa oparła się o Sąd Grodzki w Kosowie, przed którym adwokat zasiadł na ławie oskarżonych pod zarzutem występku z art. 128 K.K. W wyniku rozprawy zapadł wyrok skazujący dra F. na grzywnę, a wczoraj wiceprezes S. O., przed którym sprawa toczyła się na skutek apelacji zasądzonego adwokata, wyrok sądu kosowskiego zatwierdził. 

Sprawa wzbudziła w kołach palestry kołomyjskiej wielkie zainteresowanie.  

Echo. 1939-01-12 R. 15 nr 12



sobota, 28 marca 2026

Srock - Gm. Moszczenica - GRN - Kronika wypadków - 1896 - 1937

 Na Facebooku znajduje się strona: Mieszkańcy Srocka. Dzisiaj zamieściłem na tym profilu dwie emaliowane tablice właśnie z tej miejscowości które są w mojej kolekcji. Jest to kawałek minionej historii.

Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Srocku działało 1954 - 72.




Tydzień. 1896-08-09 R. 24 Nr 32

Wypadki. We wsi Srock w gminie Podolin pozostawiony bez dozoru trzechletni chłopiec Stanisław Nastalczyk, przewrócił na siebie szafę i przyduszony nią ducha wyzionął.

We wsi Srock gminie Podolin umarła na czarną krostę Petronela Masiarek 32-letnia kobieta. 

Tydzień. 1900-02-25 R. 28 Nr 8

We wsi Srock Rządowy, z tej spalił się dom włościanina Kuchty, zaasekurowany na 320 rub. Nieasekurowanego inwentarza spaliło się za 20 r.

Tydzień. 1905-04-02 R. 33 Nr 14

Kradzieże - We wsi kościelnej Srock, w pow. piotrkowskim szerzą się kradzieże. Nieomal co noc kradną drób, nie darowując nawet krowom. Opinja ogółu wskazuje na cały szereg uwolnionych z więzień złodziejów, którzy mieszkając w sąsiedniej wiosce Srock Żydowski rzucili postrach na mieszkańców. Złodziej chodzą wprost bandami i napadają na spokojne wioski, jak to np. zdarzyło się niedawno w Rękoraju, gdzie włościanie ledwie odbili napad złoczyńców.

Tydzień. 1905-06-11 R. 33 Nr 24

Doraźny sąd. W areszcie gminnym w Srocku osadzony został niejaki Krawczyk, posądzony o dopuszczenie się całego szeregu kradzieży w gminie Podolin, z których ostatnia miała miejsce u proboszcza Parafii Srock ks. Cz. Dnia 1 b. m. parafijanie po wyjściu z kościoła udali się do kozy, zamek od drzwi oderwali, Krawczyka z kozy wyciągnęli i zadali mu kilka ran. Potem, wezwawszy strażnika, udali się do domu Antoniego Krawca, u którego znaleźli dużo skradzionych rzeczy. Po odejściu strażnika rozjątrzony tłum rzucił się na winowajcę i zadał mu śmiertelne rany. Jak Krawczyk tak Krawiec wkrótce zmarli. Śledztwo w toku.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1928-07-25 R. 4 nr 175

Podejrzana elegancja. Złodziejka w roli służącej.  

27-letnia, Czesława Figurska, mieszkańka osady Srock, w powiecie piotrkowskim przebywająca od kilku lat w Łodzi, była doskonałą służącą, przyczem nie mniej „doskonale" dbała o swe dobro, drogą nielegalnego zdobywania, t. j . przez kradzież własności swych chlebodawców. Ostatnio pracując w domu pewnego kupca przy ulicy Południowej, Figurska skradła wiele rzeczy wartości kilkuset złotych i zbiegła, mie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Przez szereg tygodni ukrywała się przezornie, wreszcie nie mogąc żyć bez „towarzystwa" i zabaw pokazała się w Łodzi, elegancko ubrana. Wieść o pobycie Figurskiei przedostała się nie tylko do uszu jej znajomych, lecz także dotarła do władz bezpieczeństwa publicznego. Figurska nie pomyślała nawet o możliwości niebezpieczeństwa, gdy nagle wczoraj po południu aresztowano ją w pewnej cukierence-ogrodzie. Czesławę Figurska przesłano wraz z odpowiednim protokułem do dyspozycji władz sądowych.

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1935-03-02 R. 65 nr 50

Kronika policyjna i sądowa

Oszust - marjawita. Na skutek interwencji zainteresowanych mieszkańców policja zatrzymała na terenie osady Srock marjawickiego kapłana, którym okazał się 25-letni Henryk Laska, rodem z Łodzi. Laska podawał się za kapłana, nie wyjaśniając jednak że jest marjawitą. Wieśniacy przyjmowali go za katolickiego księdza i kupowali broszurki religijnej treści. wydawnictwa marjawickiego tembardziej. że sprzedający wyjaśniał, że dochód przeznaczony jest na cele kościelne. Po stwierdzeniu oszustwa Laskę zatrzymano do dyspozycji władz sądowych. 

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-04-17 R. 14 nr 95

Krwawa bójka  o tenutę dzierżawną

W dniu onegdajszym na polach wsi Srock Rządowy gm. Podolin. rozegrała się krwawa bójka na tle należności za dzierżawę gruntu pomiędzy mieszkańcami tej wioski, mianowicie Józefą Stefańską z jednej i Janem Fartalem z drugiej strony W wyniku rozprawy Stefańska doznała złamania kości promieniowej lewej ręki i została przewieziona do szpitala św. Trójcy w Piotrkowie, zaś sprawcą zainteresowała się policja.

Katastrofa samochodowa pod Piotrkowem Woźnica i koń-poturbowani

Na szosie Łódź -- Piotrków "i odległości 1 km. od wsi Srock. gm. Podolin, samochód ciężarowy Nr. LD 85.966, prowadzony przez szofera Józefa Matyszczyka z Kielc, ul. Urzędowa 10), przy wymijaniu wozu wpadł na jadącą w przeciwnym kierunku furmankę Dawida Millera z Piotrkowa (ul. Oddzielna 14), który wiózł do Łodzi szkło taflowe. 

W wyniku zderzenia woźnica i koń odnieśli poważne uszkodzenia ciała, zaś samochód uległ zniszczeniu do tego stopnia, że nie nadaje się do użytku. Wóz zaś ma tylko złamany dyszel.  

Srock – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie piotrkowskim, w gminie Moszczenica. Do 1953 roku miejscowość była siedzibą gminy Podolin, a w latach 1953–1954 gminy Srocko. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Wikipedia

sobota, 10 maja 2025

Żar - Kluki - Kronika wypadków i nie tylko - 1937

 


Żar – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie bełchatowskim, w gminie Kluki. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Wikipedia

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-02-07 R. 14 nr 33

LŻYŁ PAŃSTWO POLSKIE.

Sąd okręgowy w Piotrkowie rozpatrywał sprawę bogatego rolnika ze wsi Żary gm. Kluki, Franciszka Kiluńskiego, oskarżonego o to, że w dniu 19 maja ub. roku w lokalu zarządu gminy Kluki w zdenerwowaniu począł lżyć Państwo Polskie. Wobec tego, oskarżony przyznał się do winy sąd wymierzył mu łagodną karę 3 miesiące aresztu z zawieszeniem na 2 lata. 


Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-03-19 R. 14 nr 71

Grzybek polował na Komara. „Myśliwym" zaopiekowała się policja. 

Wioska Żar, gm. Kluki, w dniu onegdajszym była. terenem dramatycznego zajścia między dwoma mieszkańcami tego osiedla, mianowicie Wacława Komarem, a Józefem Grzybkiem. Między wymienionymi od dłuższego czasu istniał zatarg na tle porachunków osobistych. W dniu onegdajszym, kiedy obaj przeciwnicy znaleźli się oko w oko - Grzybek, nie mogąc znieść doznanych uraz dokonał zemsty strzelając do Komara z rewolweru, Szczęściem - strzał nie był celnie wymierzony, gdyż kula lekko tylko uszkodziła prawą rękę powyżej łokcia, nie wyrządzając Komarowi wielkiej krzywdy. Polującym na Komara Grzybkiem zaopiekowała się policja, przekazując go do dyspozycji władz sądowo - śledczych.

Dziennik Piotrkowski : codzienny organ Polskiej Jedności Gospodarczej. 1937-07-06 nr 183 

Pogromca gajowych w potrzasku. Dnia 4 b. m. przez Posterunek P.P. w Klukach został zatrzymany Wlazlik Władysław, lat 45 zam. we wsi Żar, gm. Kluki, który podejrzany jest o pobicie i rozbrojenie gajowych majątku Słupia gm. Kluki, Łyskawińskiego Kazimierza i Kałka Stefana, którzy chcieli odebrać wędkę Wlaźlikowi, za łowienie ryb w rzece należącej do tegoż majątku. 

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-09-02 R. 14 nr 218

Z cyklu wiejskich porachunków.

Wieśniak, który zajął bydło „w szkodzie" padł przebity nożem i widłami  

Antoniemu Lendzie, wieśniakowi ze wsi Żary, gmina Kluki, pow. piotrkowskiego, bydło sąsiadów wyrządzało często szkodę w polu. Pewnego dnia Lenda upilnował dogodny moment i „zajął" bydło sąsiada Firanciszka Dyły, które w najlepsze pasło się w jego życie. Gdy pastuszek doniósł o tym gospodarzowi, syn jego Józef Dyła wraz ze swą siostrą Weroniką, udał się do Lendy, .którego chciał zmusić siłą do wydania zajętego w szkodzie bydła. Gdy Lenda przeciwstawił się temu i nie zezwolił na otwarcie wrót, Józef Dyla dobył z kieszeni noża i zadał mu ranę w plecy. Leżącego na ziemi rannego, Dyla wraz ze swą siostrą bestialsko biłi widłami i kijem aż ten wyzionął ducha, Rodzeństwo Dyła zostali natychmiast po wypadku aresztowani przez policję, a Sąd Okręgowy skazał parę bestialskich ludzi, wymierzając Józefowi Dyle 5 lat wię­zienia, zaś Weronikę Dyłę oddając pod dozór odpowiedzialny rodziców. Rozprawie przewodniczył Wiceprezes S. O. w Piotrkowie p. Mieczysław Michałowski wotowali S.O. Pietruszka i Lipiński. Oskarżył pod.prok. Namysłowski.

niedziela, 20 kwietnia 2025

Kaszewice - Kluki - Śmierć grajka - Echo - 1937

 

Echo. 1937-01-02 R. 13 nr 2

WESOŁY GOSPODARZ ZABIŁ GRAJKA.

STRZAŁY NA WIWAT SPŁOSZYŁY KONIE.

PIOTRKÓW 2 stycznia. —We wsi Kaszewice, gm. Kluki, wydarzył się niecodzienny wypadek, który pociągnął za sobą tragiczną śmierć młodego muzykanta wiejskiego. 

Rzecz przedstawia się następująco: W wiosce tej odbywała się zabawa weselna w zagrodzie Józefa Siewiera, który wyprawiał huczne wesele jednej ze swoich córek. W radosnej tej uroczystości przyjęli udział licznie zaproszeni goście nawet z okolicznych wiosek, a m. in. również 41-letni mieszkaniec wsi Borków, gm. Kluki, Franciszek Chudzik, który na podwórze Siewierów zajechał parokonną furmanką, z fantazją kawalerską trzaskając z bicza. 

Na powitanie nieco zapóźnionego gościa przed dom weselny wyszła z izby kapela, grając odpowiedniego marsza. Zatrzymawszy konie i stanąwszy na furmance — tak uroczyście powitany Chudzik dobył z kieszeni rewolweru i oddal zeń 3 szybko po sobie następujące strzały. 

W tym momencie nie przyzwyczajone do huku konie, spłoszone kanonadą pistoletową —ruszyły z miejsca pełnym galopem, ponosząc wóz, skutkiem czego Chudzik zachwiał się i, straciwszy równowagę — runął na dno furmanki, przypadkowo oddając jeszcze jeden, czwarty strzał, który okazał się w swych skutkach fatalny. 

Jednocześnie bowiem z hukiem czwarte go wystrzału z jękiem osunął się na ziemię jeden z członków wiejskiej orkiestry, mianowicie 31-letni Władysław Maciejewski, zamieszkały we wsi Osiny, gm. Kluki.

 Wśród uczestników powitalnej uroczystości nastąpiła konsternacja. Ktoś z przytomniejszych jednak pobiegł niezwłocznie wraz z sołtysem na najbliższy posterunek policji, zawiadamiając władze bezpieczeństwa o tym nieszczęśliwym wypadku. Ktoś znający się na wiejskiej medycynie założył śmiertelnie rannemu prowizoryczny opatrunek. 

Nieszczęśliwy grajek został postrzelony w prawy bok klatki piersiowej i kula widocznie poczyniła w piersiach Maciejewskiego straszne, spustoszenia, gdyż w drodze do szpitala w Bełchatowie zmarł, nie odzyskawszy przytomności. 

Na miejsce nieszczęśliwego wypadku przybyła policja, która Franciszka Chudzika zatrzymała do dyspozycji władz sądowo- śledczych. Jak się okazało — strzelał on z rewolweru, posiadanego nielegalnie. 

Niefortunnemu strzelcowi grozi podwójna kara.