Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samolot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samolot. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 lutego 2024

Stróża - Wola Rakowa - Samolot - Wojsko Polskie - Zagadkowa historia - 1939

 

Mój Kolega, Darek Mikołajczyk przesłał mi ciekawy materiał dotyczący Stróży i okolic. Czy ktoś słyszał cokolwiek w tym temacie, będziemy bardzo zobowiązani!

Kazimierz Szeller, pluton cyklistów kompanii zwiadu 146 pp. Relacja, bmir [Łódź, lata siedemdziesiąte XX w.]

Po przejechaniu paru kilometrów dojechaliśmy do nieznanej mi wtedy wioski, gdzie zatrzymała nas młoda kobieta, która oświadczyła że ona jest nauczycielką w miejscowej szkole, że dwóch lotników pozostawiło jej opiece polski samolot. Zaciekawieni postanowiliśmy sprawdzić. Pod gotowym do strzału karabinem doprowadziła nas do skraju lasu, gdzie ujrzeliśmy zamaskowany samolot myśliwski. Po wymontowaniu broni maszynowej i pobraniu rolek (coś w rodzaju meldunków) postanowiliśmy zniszczyć samolot. Było to już wczesnym rankiem. Znalazłem trochę papieru, jakaś starą gazetę i po wykonaniu bagnetem otworu w skrzydle podpaliłem. Samolot wkrótce buchnął ogniem, a nim doszliśmy do drogi artyleria niemiecka zaczęła nas ostrzeliwać.

Prosiliśmy, aby natychmiast uciekła. Powiedziała nam również, że jest Łodzianką, a wieś jest kolonią niemiecką. W międzyczasie nadjechał samochód wojskowy. Chcieliśmy oddać owe rolki i karabin maszynowy. Nie zatrzymał się. Nadjechała ciężarówka naładowanymi oficerami. Postanowiłem zatrzymać ich siłą. Widząc wycelowane karabiny, zatrzymała się. Zaczęli na nas pyskować, że jesteśmy w okrążeniu itp. Zapytałem ich co myślą o wojsku pieszym. Odebrali rolki wraz z karabinem maszynowym i odjechali.

Następnie zwróciliśmy się z naglącą prośbą do nauczycielki, że jeden z nas weźmie walizkę, a drugi ją samą na ramę roweru. Odmówiła, twierdząc że transport do Łodzi ma przygotowany i że sama da sobie radę.

Jak mi wiadomo owa młoda nauczycielka została schwytana przez Niemców i rozstrzelana. Dowiedziałem się o tym już w październiku 1939 roku.

W obozie szwagra nie było, został zwolniony na podstawie choroby. W powrotnej drodze udałem się przez Tomaszów. Głodny i zmoczony od deszczu w Ujeździe wstąpiłem do restauracji. W rozmowie z właścicielką dowiedziałem się o losie nauczycielki, która jakoby w Kurowicach za podpalenie samolotu została zastrzelona. Po wojnie robiłem poszukiwania tego miejsca. Niestety bez powodzenia. W 1979 r dowiedziałem się o odtworzeniu kontynuacji Nauczycielstwa Polskiego. Udałem się raz jeszcze na poszukiwania.

Mimo że byłem po zawale. Okazało się, że trzy drogi prowadzą do szosy tomaszowskiej w kierunku Łodzi. Jedna z Kurowic, a druga z Rakowej Woli. Okazało się że we wrześniu 1939 roku dojechaliśmy do Kurowic, a do Łodzi jechaliśmy z Rakowej Woli, a spalenie samolotu było we wsi Stróża niedaleko Wiśniowej Góry.


środa, 12 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - Zakończenie wojny - Urząd Bezpieczeństwa - - Wojsko Polskie -cz.8

     Na teren Niemiec wkroczyliśmy przez miasto Harem, na które nie mówiło się inaczej jak Maczków. W pobliżu Maczkowa znajdował się obóz koncentracyjny Oberlangen, a w nim dużo Polek. Ostatnim miejscem mojego postoju w Niemczech był Osnabruck. Koniec wojny zastał mnie gdy wracałem z urlopu z Paryża, w Lille. Wieczorem zobaczyliśmy miasto oświetlone po raz pierwszy od wielu lat, śpiewy, muzyka, tańce i wino.


                                                Tadeusz Kosiorek - 1944 rok.
   

       Trudno się było temu przeciwstawić, trzeba było urlop przedłużyć. Gdy wróciłem do jednostki koledzy opowiadali jak to zakończenie wojny u nas przebiegało. Strzelano ze wszystkich luf, nawet z dział przeciwlotniczych. Na wiwat, za to, że skończył się czas poniewierki i śmierci. Jeszcze nie zastanawiałem się co będę robił dalej. Chciałem poznać Niemcy, był na to czas. Zwiedziłem Bremen, Hamburg, Hanover, Góry Harzu, obozy koncentracyjne w bergen-Belsen oraz Falingbostel. Zwiedziłem również Rotterdam, Amsterdam i Zagłębie Ruhry. Kiedy przechodziłem koło obozu Falingbostel byłem świadkiem wesela. Śpiewy, muzyka, bardzo uroczyście jak na owe czasy. Ten moment będę zawsze pamiętał, gdyż owe wesele, było weselem mojej rodzonej siostry. Wtedy oczywiście o tym nie wiedziałem.

                                Drużyna piłkarska (Tadeusz Kosiorek) - Niemcy - 1945 rok.

      W czasie późniejszym  odnalazłem siostrę i dopiero wtedy o tym się dowiedziałem. Kilku kolegów, w sposób nielegalny udało się na rekonesans do Polski. Oczywiście powrócili. Różne były ich zdania. Z Niemiec wyjechałem w 1946 roku, przez Wilhemshaven do Anglii. Różne miałem oferty, nawet takie aby jechać na okupację Japonii i obywatelstwo USA. Krążyły pogłoski, że całe polskie lotnictwo chce przejąc Brazylia.
      Koledzy emigrowali do różnych części świata: do Australii, Tasmanii, Francji, Holandii, a nawet do Niemiec by się tam ożenić i osiedlić. ja mimo, że to wszystko było bardzo zachęcające, postanowiłem wracać do Polski. nastąpiło to w 1947 roku.
      Zaraz po powrocie, mając fach w ręku i duże doświadczenie zawodowe podjąłem pracę i w jednej firmie przepracowałem 33 lata, od powrotu do emerytury. Nie żałuję tego, mimo, że spotykało mnie dużo przykrości związanych z moim powrotem. Wytykano mi często, że jestem "andersowiec", a ja powiem szczerze byłem dumny z tego. Co taki jeden z drugim wie o wojnie i o tym, co tam się w Rosji działo, jak z nami Polakami postępowano.

                      Tadeusz Kosiorek przy rozbitym samolocie niemieckim - Niemcy - 1945 rok.

      Byłem, widziałem i szczęśliwie przeżyłem. Byłem u Andersa, a u kogo miałem być? Miałem inny wybór?
      Generał Anders z tych tysięcy uciemiężonych ocalałych z łagrów Polaków zrobił żołnierzy, którzy później walczyli o Monte Casino, Ankonę i Bolonię okrywając się należną chwałą. Generał Anders wywiódł nas z azjatyckiej części ZSRR, chroniąc nas przed głodem, mrozem, tyfusem, malarią, a nade wszystko przed upadkiem moralnym. A to MU cześć i chwała oraz dozgonna pamięć żołnierza.
      takie było moje życie w Polsce i takie są teraz moje refleksje. Był okres kiedy pieczołowicie interesowało się mną UB. Często wracam do rozmyślań i kalkulacji, czy tam na Zachodzie byłoby mi lepiej żyć. Pewno, ze byłoby lepiej pod względem materialnym, pewno, że nikt by nie wytykał mi moją walkę czy inne myślenie, ale co obczyzna to obczyzna, nie byłbym między swoimi.
     Jestem w Polsce, bo tu dla Polaka jedyne miejsce na świecie mimo, że serce boli i to dosłownie. Jestem po trzech zawałach, ale do wspomnień wojennych zawsze wracam. Tego zapomnieć się nie da.

Gałków 1.4.1994                                                           Podpis

                                                               KONIEC

Jeszcze raz, serdeczne podziękowania dla Dominika za udostępnienie tego materiału. Spisane na maszynie wspomnienia Tadeusza Kosiorka są własnością MUZEUM W GAŁKÓWKU.

sobota, 8 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - - Wojsko Polskie -cz.7

     Zaczęto nas uczyć słówek niemieckich, zapoznano nas z umundurowaniem wroga. Wreszcie nadszedł ten dla nas pamiętny dzień. załadowano nas na barki i z portu Southampton przez Kanał la Manche wylądowaliśmy koło Caen w Normandii. Nie było to łatwe i bezpieczne i choć już nigdy z nas widział gołym okiem brzeg francuski, nikt nie by ł pewien czy dopłynie cały.
     Co chwilę fontanny wody tryskały od min głębinowych, a samo wybrzeże najeżone były palami aby utrudnić lądowanie gladerów. Pierwsze lotnisko jakie  zdobyliśmy było w Caen. Tu w Normandii spotkaliśmy pierwszych Polaków. Były to dzieci-wyśta Poloki, no to dejta sygaret dla papa, a jak już dostali domagali się - czekolat dla mama. Daliśmy im również kilka puszek konserw, a oni nas częstowali calvadosem.
      Przed inwazją zwracano nam uwagę abyśmy bardzo ostrożnie zgadzali się na wszelkiego rodzaju poczęstunki. W tym celu otrzymaliśmy specjalne pigułki do odkażania wody. Calvados był jednak nie zatruty i bardzo nam smakował. Po krótkim pobycie w Normandii skierowano nas do północnej francji w okolice Lille. Po drodze widzieliśmy wyrzutnie V1, oczywiście już unieruchomione. Okolice Lille zamieszkałe były przez Polaków zatrudnionych tam w kopalniach węgla. W tym czasie odbywał się tam pobór ochotników do Wojska Polskiego. W mojej jednostce mieliśmy więc: Anglików, Polaków z Belgii i Francji oraz Polonusów z Brazylii i Argentyny. Do tego jeszcze doszli folksdojcze wzięci do niewoli przez Anglików w Afryce, którzy zostali zrehabilitowani. Ci ostatni to Ślązacy.


                                    Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1943 rok.
     Będąc w północnej części Francji odczuliśmy najwięcej polskości. Rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, zapraszano nas w gościnę, były restauracje polskie, gdzie wszystko można było kupić i sprzedać. Przeniesiono nas do Belgii. Pierwszym lotniskiem było Kutrik k. Menin. Następnym miejscem, które było mi przeznaczone to lotnisko koło Brukseli Grinbergen. Zostałem zakwaterowany w miejscowości Humbek u rodziny Von Gustaw Eden, który był właścicielem młyna elektrycznego. Tu bardzo często nawiedzały nas "buz bomby" tak nazywaliśmy pociski V1. Jedna z nich łagodnie lądując zaczepiła płatem o barak w którym kwaterowali Anglicy, ale na szczęście nie eksplodowała. Znów zmiana, tym razem lotnisko Gent, gdzie na własnej skórze odczuliśmy niemiecką operację w Ardenach. Opuszczamy Belgię i zatrzymujemy się w Holandii koło Bredy lotnisko Gilze. Zarówno lotnisko jak i miasto wyzwolone zostało przez Polaków pod dowództwem generał Maczka. Przez Arnhem koło Najmengen wszędzie spotykaliśmy polskie akcenty, by ła to droga walki dywizji generała Maczka.

                                                           - ciąg dalszy nastąpi -
     

    

czwartek, 6 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.6

     Stał tam polski dywizjon 303 i 517 do którego dostałem przydział, ale później na skutek reorganizacji przeniesiony zostałem do dywizjonu 318 w Detling k.Meidstone Hrabstwo Kent. Krązyły tu pogłoski, że Meidstone nie jest bombardowane przez Niemców, gdyż więziony jest tu zastępca Hitlera, Rudolf Hess. W dywizjonie 318 służbę pełniłem jako lotogrametrowiec i już myślałem, ze tak będzie do końca wojny, gdy odezwały się dolegliwości z okresu pobytu w raju sowieckim.
     Wróciła malaria i tylko z tego powodu zamiast ze sławnym polskim lotnikiem Stanisławem Skalskim lecieć do Włoch, znalazłem się w szpitalu w Chatam, a następnie w wojskowym szpitalu Dartfort. W szpitalu tym leżało kilku Polaków. Było nam tu bardzo dobrze, szczególnie, że Polacy byli pod specjalną opieką Towarzystwa Polsko-Angielskiego Opieki nad rannymi i chorymi. Odwiedzała nas żona generała Sosnkowska i inne panie.


                                         Tadeusz Kosiorek - Anglia 1944r.
     
      Śmierć generała Sikorskiego pogrążyła nas w smutku i żałobie. Nie dane mi było uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych z powodu służby, ale w krótkim czasie odwiedziłem miejsce wiecznego spoczynku generała, które znajdowało się na cmentarzu Polskich Lotników w Nowwark.


                            Cmentarz żołnierzy polskich w Anglii - 1945r.
     

       Po kłopotach chorobowych zostałem skierowany do 411 R.S.U. Była to jednostka pomocnicza przy 131 Wingu czyli skrzydle. W okresie przygotowań do inwazji stacjonowaliśmy w południowej Anglii, w Chichester, Heston Fulham blisko Londynu. Naloty niemiecki bombowców odbywały się przeważnie nocą. nad Londynem rozwieszone były balony zaporowe, a pod Londynem "undergraund", kolej podziemna służyła jako schron przeciwlotniczy.


                                       Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1944r.

      Mieszkańcy Londynu przychodzili tu spać, bo V1, czyli tajemnicza broń niemiecka trochę paniki tu zrobiła. Pamiętam jak nad lotniskiem w Fulham rakieta V1 mając uszkodzonego automatycznego pilota, krążyła w koło raz wyżej, raz niżej. Czekaliśmy w napięciu gdzie i kiedy spadnie. Zaczęto przygotowywać nas do inwazji. Przepustki wstrzymano, choć nas Polaków żandarmeria R.A.F. traktowała łagodnie. Wykorzystało to dwóch Anglików i w pożyczonych od Polaków mundurach z "POLAND" na rękawie, z naszymi orzełkami, pojechali do Londynu. Żandarmi byli jednak bardzo czujni i owych przebierańców zdemaskowali mimo, że si.ę zapierali, iż angielskiego nie znają. Oczywiście był raport karny, który odbierał major Dąbrowski, ale skończyło się na "ku chwale ojczyzny".

środa, 5 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Starobielsk - Łagry - Tockoje - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.5

     W Starobielsku stanąłem przed komisją wojskową, - wszyscy byli zdolni do służby. Wreszcie wymarsz do transportu kolejowego, większość boso, oberwani i wynędzniali. na przeciw nas defilowali bojcy, nasi dotychczasowi gnębiciele. Żegnaliśmy ich wyuczonymi przeklęstwami rosyjskimi, na nic innego nie zasłużyli. Dostałem przydział 6 DP (Dywizja Piechoty) 6 kompania w Tockoje w Kazachstanie. Zima, a szczególnie zima w Tackoje to coś co nie da się opisać. Słupek rtęci wskazywał 40 stopni poniżej zera. Koszary nasze to namioty. Woda w manierce pod głową zamarzła. Wyżywienie marne, 2 razy dziennie zupka plus 400 gram chleba, w którym było wszystko tylko najmniej mąki. Czego tam człowiek nie znalazł, był łubin, proso, jęczmień i owies.
     Wypuszczaliśmy się pod sterty kołchozowe by ukraść trochę kłosów zbożowych. By zmniejszyć skutki głodu wysyłano nas z dywizji do pracy w kołchozach. Przeważnie młóciliśmy zboże, a jeśli był mniejszy śnieg to nawet koszono. W kołchozach pozostali tylko starcy, dzieci i kobiety. Jedliśmy wspólnie z jednego kotła i trochę odżywialiśmy się. Władać bronią uczyliśmy się na drewnianych karabinach, lufy też były drewniane. Rosjanie, teraz już nasi sojusznicy widać nie dowierzali i broni nie dawali. Stopniowo też zaczęto nas mundurować. jak jedna kompania dostała czapki, to druga z kolei spodnie itd. Do Tockoje zaczęli napływać Polacy którym udało się zbiec, gdyż nikt ich o utworzeniu wojska polskiego nie zawiadamiał. W grudniu 1941r. odwiedził nasze wojsko naczelny Wódz Generał Władysław Sikorski i zaraz po jego wyjeździe nastąpił wyjazd do Uzbekistanu. Wyjazd bez żadnego zaaklimatyzowania przyczynił się do wielu chorób i epidemii tyfusu, żółtaczki, szkorbutu i kurzej ślepoty.
      Wyjechaliśmy przy 40 stopni poniżej zera, a tu przywitała nas gorączka tak na 30 stopni w cieniu. Nic dziwnego, że w takich warunkach nawet wodę trzeba było tu porcjować. Zaczęły krążyć pogłoski najróżniejsze. Mówiono, że mamy wyjechać do Persji, a Sowieci nie chcą nas puścić. To znów przyszła taka wiadomość, aby robić zapasy żywności na podróż przez góry Afganistanu. Mówiono również, że 5 dywizja jest już uzbrojona i toczy potyczki z Sowietami. Co było prawdą, a co tylko plotką nie pamiętam gdyż owładnęły mnie wyżej wymienione choroby, wyłączając tyfus. pamiętam tyle, że mnie z barki znoszono na noszach do szpitala w Pahlawi.
      Widziałem dym i czułem swąd palących się ciuchów, które na sobie przywieźliśmy z raju. szczęście, że koledzy nie pozostawili mnie z ZSRR. Opowiadali mi później jaką podróż mieliśmy przez Morze Kaspijskie. Ciasnota okropna: cywile, kobiety, dzieci i wojsko. załatwianie się przez burtę lub na pokład. Co drugi miał biegunkę. Kilka osób wpadło do morza, kilka osób zostało w tłoku zadeptane, nikt się tym nie przejmował, trwała straszna walka o życie, o to aby jak najdalej być od tego "raju" na ziemi. Ze szpitala w Pahlawi przewieziono mnie do Teheranu i tam kurowałem się przez 2 miesiące. nastąpił wyjazd do Iraku.
      Dostałem przydział 17 pułku Ułanów Krechowieckich i stąd oddelegowano mnie do lotnictwa. Skoszarowani wybrańcy do Anglii zostaliśmy w Kanakin  nad rzeką Tygrys w Persji. Tu pożegnał nas generał Anders, a ja dostąpiłem zaszczytu bierzmowania przez samego biskupa Gawlinę, naczelnego kapelana Wojska Polskiego. Wyjechaliśmy do portu Bastra, gdzie załadowano nas na hinduski statek handlowy i przez Zatokę Perską dopłynęliśmy do Bombaju. Statek skrzypiał niesamowicie, a szczurów było na nim moc. W odległości kilkudziesięciu kilometrów od Bombaju spędziliśmy na odpoczynku kilka dni. Zwiedziliśmy Bombaj, a obowiązkiem każdego z nas było: przejechać się rykszą, zobaczyć zaklinaczy wężów i pogłaskać świętą krowę. Z Indii wypłynęliśmy amerykańskim statkiem "Maripoza" w konwoju kilkudziesięciu jednostek morskich wiozących ropę z Iranu. Tak się złożyło, ze nie wszyscy jednak z Indii wyjechali. Pozostali ci, którzy na swoje nieszczęście złapali kawalerską chorobę.

                                   Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

      Konwój był patrolowany przez okręty wojenne i ubezpieczany balonami zaporowymi. Gdyśmy przepływali przez równik odbyła się ceremonia zgodna z tradycją marynarską. Madagaskar minęliśmy z prawej strony, a Przylądek Dobrej Nadziei i w końcu Kapsztad, - postój dwa dni. Widziałem miasto, piękne wille kolonistów i nędzę tubylców. Zwiedzałem plantację ananasów. Kapsztad opuściliśmy tym samym statkiem, lecz samotnie już bez konwoju. Patrolowały nas tylko myśliwce. częste zmiany kursu i kilka alarmów bojowych. Co zwykły żołnierz mógł się dowiedzieć więcej? Biskaje minęliśmy daleko na zachód i od północy dotarliśmy do Riverpool. Byłem już na wyspie brytyjskiej. Podróż statkiem trwała 24 dni. Z Riverpoolu koleją do Blackpool, gdzie nas przemundurowano, uczono angielskiego i przysposabiano do służby w lotnictwie. Zakwaterowani i żywieni byliśmy u osób prywatnych . Pierwszym lotniskiem w Anglii na którym stacjonowałem był Norholt k.Londynu.

                                      Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

piątek, 8 lutego 2019

Siedem Groszy - Bombowiec Bezrobotny Froncek - Radomsko - 1939


     Wcześniej, zamieszczam gazetę Siedem Groszy w temacie Chojen, teraz powracam do tej gazety. Na jej łamach prowadzona była akcja kupna samolotu-bombowca "Bezrobotny Froncek" jak i zapoczątkowano drukowanie bardzo popularnego komiksu o tej samej nazwie. Datki na zakup tego samolotu były drukowane na łamach gazety każdego dnia. Tysiące ludzi wpłacało nie tylko pieniądze, także biżuterię! Oto wycinek znaleziony w sieci o tym komiksie:

......"Z kolei bezrobotny Frącek to bohater polskiego komiksu z międzywojnia, który zawładnął wyobraźnią ówczesnych Polaków. Bohater pojawiał się w winiecie pisma „7 Groszy”, w którym drukowano jego przygody, ciężarówki rozwożące gazetę miały go namalowanego na burtach. Frącek był tak popularny, że wygrał w plebiscycie na nazwę polskiego bombowca!"...*



  

Z tego numeru chcę zaprezentować materiał dotyczący Radomska:

PIORUN ZABIŁ CHŁOPCA.
w czasie przechodzącej nad powiatem radomszczańskim burzy, na łąkach wioski Jankowice piorun uderzył w drzewo, pod którym schronił się przed deszczem pasący bydło 16-letni Wacław Soja. Rażony piorunem chłopiec padł trupem na miejscu.

500 BEZROBOTNYCH.
Liczba bezrobotnych na terenie Radomska miasta i gminy oraz sąsiedniej gm. Gomunice wynosi 500 osób. Z tej liczby około 150 bezrobotnych pobiera zasiłki ustawowe z Funduszu Pracy, pozostałe zaś 350 osób znajduje się w ewidencji Komitetu Pomocy Bezrobotnym i pobiera zapomogi doraźne w postaci kuponów żywnościowych.

SUBWENCJA DLA  R. O. S. P.
Zarząd Miejski przyznał dla Radomszczańskiej Ochotniczej Straży Pożarnej bezzwrotny zasiłek w wysokości 2.000 zł. Niezależnie od tego samorząd miejski przeznaczył dla Straży 1.000 zł. za polewanie ulic.

STOLARZE NA  P. O. P.
Na specjalnie zwołanym zebraniu Chrześcijańskiego Cechu Stolarzy w Radomsku postanowiono jednomyślnie przeznaczyć 300 zł. na Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej. Kwota ta pochodzi z oszczędności cechowych.

41.000 ZŁ. NA OŚRODKI ZDROWIA W POWIECIE RADOMSZCZAŃSKIM.
Stan zdrowia mieszkańców powiatu radomszczańskiego obecnie stanowi jedną z głównych trosko samorządu powiatowego. Ludność wiejska do tej pory ma bardzo trudny dostęp do lekarzy, których powiat radomszczański, liczący 25 dużych gmin, posiada zaledwie 6. Skutkiem tego i z braku instytucji oglądaczy zwłok, mieszkańcy wsi rzadko kiedy udają sie do lekarza i nie znają nawet przyczyny zgonu.
Wydział Powiatowy w radomsku, pragnąc zlikwidować ten niezdrowy układ stosunków, opracował szczegółowo plan pokrycia powiatu radomszczańskiego siecią ośrodków zdrowia w przeciągu kilkuletniego okresu czasu. Ośrodki takie powstaną w większych miejscowościach powiatu i działalnością swoją promieniować będą na bliższą i dalszą okolicę. Na Ośrodki zdrowia przeznaczono w r.b. 41.676 zł. Oprócz tego podjęto starania w kierunku uruchomienia instytucji oglądaczy zwłok.



* -



wtorek, 27 grudnia 2016

1 Pułk Czołgów - Żurawica - Ppłk H.Świetlicki - Samolot - ok.1920-22

Rewelacyjne zdjęcie formatu pocztówkowego, które mogłem oglądać w oryginale. Jak zwykle, użyczył je, Pan Jerzy Świetlicki, syn ppłk. Henryka Świetlickiego (pierwszy z lewej - z czołowej czwórki). Krótka informacja dotycząca tego zdjęcia, opowiedziana przez Pana Jerzego.



Panie Jurku, wiem z informacji Pana syna Ryszarda, że to zdjęcie pochodzi z Żurawicy. W tym czasie Pana ojciec służył w 1 Pułku Czołgów (Renault FT-17), co robił ten samolot na terenie tego pułku?

- w tym czasie jak mój ojciec był w 1 Pułku czołgów w Żurawicy, to jeden z kolegów pancerniaków poszedł do lotnictwa. Po jakimś czasie zrobił swoim byłym kolegom niespodziankę lądując na pułkowym placu 1 Pułku. To wszystko co pamiętam z opowiadań ojca, nie znam także nazwiska tego lotnika.

        Żurawica - 1 Pułk Czołgów - Warsztat 1 Pułku Czołgów P.W.C. II Pluton.



Niestety, niewiele wiadomości, być może z czasem czytelnicy będą w stanie dopisać więcej danych, chociażby informacji, jakiego typu był ten dwupłatowiec, kim byli oficerowie na zdjęciu.
Temat 1 Pułku Czołgów będę opisywać w następnych częściach, jest bardzo interesujący. Być może pomoże to w ustaleniu większej ilości informacji dotyczących zdjęcia na których jest mieszkaniec Gminy Brójce, Franciszka Deracha.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Łódź - Lublinek - Samoloty - Biskup - 1939

Łódzka gazeta codzienna "Siedem Groszy" z dnia 7 maja 1939 roku  zamieściła ciekawe zdjęcie, przedstawiające zdjęcie poświęcenia na lotnisku Lublinek przez biskupa łódzkiego ks.biskupa Włodzimierza Jasińskiego*.



 Zostało podarowanych 14 samolotów  przez społeczeństwo Łodzi, dla nowo powstałej szkoły lotniczej w Lublinku pod Łodzią. Ciekawe, jakie losy spotkały te samoloty cztery miesiące później ?. Były to samoloty szkoleniowe, więc prawdopodobnie nie były uzbrojone i nie brały udziału w walkach wrześniowych, proszę o informacje na ten temat.



*Włodzimierz Bronisław Jasiński (ur. 12 czerwca 1873 we Włocławku, zm. 17 kwietnia 1965 w Tuchowie) – polski biskup rzymskokatolicki, biskup diecezjalny sandomierski w latach 1930–1934, biskup diecezjalny łódzki w latach 1934–1946.Zdjęcie i informacja z Wikipedia.

środa, 13 stycznia 2016

Będków - Niemiecki bombowiec H 111 - Katastrofa - 1943

Historia katastrofy niemieckiego bombowca w 1943 roku w Będkowie nie daje mi spokoju. Pierwszy, tą historię opowiedział mi pan Gernand, obecnie u źródła dowiedziałem się o szczegółach operacji wydobycia wraku.
Przy okazji wizyty u pani Alicji Jatczak, zapytałem o szczegóły odnalezienia szczątków samolotu, czy coś wie, czy brała udział w tym wydarzeniu .
- Oczywiście, brałam udział przy wydobywaniu jednego z silników.
Gdzie dokładnie znajdowało się miejsce katastrofy, jak to się stało, ze sprawa tej katastrofy wyszła na światło dzienne dopiero w październiku 1988 roku?
- Już panu mówię, obecnego właściciela tej ogrodzonej działki nie znam, ale wtedy właścicielem był pan Krych z Kalinowa.
- Wykopywał korzenie po starej topoli, w tym miejscu chciał zabetonować słupki do bramy i wtedy natknął się na coś dużego. Przyszedł do nas do gminy i to zgłosił.
- Ja telefonicznie powiadomiłam pana Andrzeja Kobalczyka który w tym czasie był dziennikarzem Głosu Robotniczego. Przyjechał po jakimś czasie z dwoma wojskowymi. - Jednak wcześniej poprosiłam uczniów z naszej szkoły aby pomogli oczyścić z błota wydobyty. Dzieci zrobiły kawał dobrej roboty, wyczyściły go dokładnie, miałam zdjęcie, na którym była widoczna bardzo wyraźna tabliczka znamionowa z numerami silnika. 
 Oryginalne zdjęcie silnika oczyszczonego przez uczniów szkoły, własność pani Jatczak.

Czy pamięta pani dokładną datę tej operacji wydobycia szczątków samolotu?
- To był październik 1988 roku, wiem, że w Głosie Robotniczym ukazał się artykuł i wywiad ze mną opisujący to wydarzenie, miałam ten wycinek, ale gdzieś zaginął.
Wojskowi podjęli wówczas decyzję, że wydobyty silnik przekazany zostanie jako eksponat do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. W zamian za oddanie tak cennej pamiątki, mieliśmy być zaproszeni z uczniami do zwiedzenia Muzeum, niestety..., już nikt się z nami nie skontaktował.
Dzwoniłem dzisiaj do na Andrzeja Kobalczyka, obecnie dyrektora Skansenu Rzeki Pilicy w Tomaszowie, który potwierdził wcześniej opisane fakty. Pamięta spotkanie z Sekretarzem Gminy, panią Alicją Jatczak. Pamięta, że był to niemiecki bombowiec Heinkel - H 111. S
Zapytałem, czy były prowadzone dokładniejsze badania większego obszaru miejsca katastrofy?
- Nie, nie były, w tamtych czasach nie praktykowano dokładnych poszukiwań jak to się robi obecnie.
- Ograniczono się tylko do wydobycia silnika.
Myślę, że obecnie, miejsca wokół miejsce tej katastrofy powinno być wielką gratką dla miłośników poszukiwań. Oglądam z zainteresowanie program telewizyjny Adama Sikorskiego - Było Nie Minęło-  i wiem, jak dokładnie bada się miejsca podobnych katastrof. Rozmawiałem przed chwilą z przedstawicielem programu i uzgodniłem, ze prześlę szczegółowe dane na podany adres. Być może znajdą się inne części tego samolotu !!!


środa, 6 stycznia 2016

Będków - Katastrofa - Samolot - Ewcin - Cmentarz - 1943

Będków, rok 1943. Młodzi chłopcy, a wśród nich Witold Gernand, bawią się na szkolnym placu. Z góry dobiega ich warkot samolotu, jednak jest innych niż dotychczasowe odłosy, przelatujących często niemieckich myśliwców i bombowców. Przerywany ryk silników, jest coraz większy, widzą bardzo nisko lecący olbrzymi samolot z czarnymi krzyżami na skrzydłach.
Jakimś cudem nie strącił wieży kościelnej, sekundy po tym wielki huk, dym i płomienie. tak zakończył swój lot niemiecki bombowiec, który wracał z bombardowań terenów za Bugiem, do swojego macierzystego lotniska pod Krakowem.

           Być może był to: Junkers Ju 88 Bombowiec niemiecki. ?*

Śmierć w płomieniach poniósł lotnik i kobieta nawigator. Samolot rozbił się dokładnie w miejscu gdzie stoi obecnie Gminny Ośrodek Zdrowia. Wspomnienia o tej katastrofie przybliżył mi niezawodny jak zawsze Pan Witold Gernand, jest on kopalnią wiadomości. Niestety wczorajszy wywiad który trwał 2 godziny, nie został nagrany, zawiódł mój dyktafon..., niestety złośliwość rzeczy martwych. Jednak doskonale pamiętam każde słowo dotyczące tego wydarzenia. Wydobyciem ciał zajęli się żołnierze węgierscy, którzy liczbie ponad 100 stacjonowali w Będkowie. Byli oni skoszarowani na terenie szkoły. Szkoły w modrzewiowym dworku była zamknięta dla polskich dzieci, wstawiono w niej do wszystkich sal piętrowe metalowe łóżka. Tam mieli przebywać żołnierz węgierscy, ukraińscy i niemieccy. Jednak Węgrzy nie pałali miłością do Niemców i wystawili namioty wojskowe na dziedzińcu i w nich spali. Ciekawa historia z tymi Węgrami. Otóż zajmowali się oni pielęgnacją koni. Ranne i wycieńczone konie biorące udział w kampanii wojennej w na terenie Rosji, były dowożone pociągami na stację Czarnocin i spędzane do Będkowa. Było ich tysiące, Węgrzy wypasali je w okolicach Będkowa, nic nie pozostawało po ich przejściu, wygryziona trawa, krzewy i drzewa. Część koni wracała na front, inne były przeznaczane do uboju, w tym wysyłano duże transporty do obozów koncentacyjnych jako wyżywienie więźniów...
Wracając do tematu katastrofy, nadpalone zwłoki pilota,  spakowano w brezentową płachtę, tak zawieszone na ramionach żołnierzy węgierskich niesiono przez Będków. Podobno śmiali się oni, to była ironia pogrzebu... Pochowano zabitych na małym cmentarzyku ewangelickim w okolicach Ewcina. Być może ktoś ma więcej informacji dotyczących tej katastrofy, proszę o kontakt.

* zdjęcie z Wikipedii: Obrazy dla Junkers Ju 88 Flugzeug Bomber zdjecie