Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heimatbote. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heimatbote. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 listopada 2025

Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.6

 

Ostatnia część wspomnień Juliusza Henke. Zastanawiałem się, czy zamieścić ostatnią z tych części. Postanowiłem, że niech czytelnicy sami ocenią osobę nauczyciela. Najmniejszej skruchy, słowa o bestialstwie przez pełne 6 lat ze strony Niemiec. 

Niestety, i obecnie pisze się historię na zamówienie będący u władzy....

                                                       Do czasu polonizacji

Podczas I wojny światowej obszar kantoratu Wygorzele uległ zmniejszeniu: w latach 1916/17 wioski Ksawerów, Ksawerówek, Odachów i Jastrzembie utworzyły własną gminę kantora w Ksawerowie i zbudowały piękną salę modlitewną. W 1943 r. funkcję nauczyciela i kantora pełnił tu Reinhold WenseI. Poniżej znajduje się lista nauczycieli, którzy pracowali w Wygorzelach:

Zgodnie z artykułem „Lentschutz dem Lodzer Raum” (Heimatbote nr 10/1965) już około 1800 r. istniała tu niemiecka szkoła. Nie są znane nazwiska, pamięta się tylko kantora Webera. Następnie byli to:

Fenner (1888-92), Wolf (1892-99), Emil Kunitzer (1899-1904), Julius Henke (1904-24) i Gustav Badke (1924-34).

Wraz z przeniesieniem nauczyciela Badke w 1934 roku szkoła w Wygorzelach straciła swój niemiecko-ewangelicki charakter. Została podporządkowana 7-klasowej polskiej szkole podstawowej w Sobótce, a polscy nauczyciele mieszkali w budynku szkolnym. Polonizacja rozpoczęła się również tutaj najpierw od dzieci... Tylko kaplica pozostała niemiecka, tutaj nadal można było modlić się i śpiewać w języku ojczystym. Nikt nie przypuszczał, że to również nie potrwa długo i wkrótce nie pozostanie tu najmniejszy ślad niemieckiego życia...

                                                                          Upadek

II wojna światowa zniszczyła dosłownie wszystko, co przez wiele dziesięcioleci pracowite niemieckie ręce wypracowały, zbudowały, stworzyły i ukształtowały, ponosząc wiele wyrzeczeń, wykazując się wytrwałością i odwagą. Ojczyzna, na którą Niemcy zapracowali potem i krwią, została im wyrwana z rąk poprzez wywłaszczenie, terror i brutalność. Mężczyźni zostali częściowo zamordowani lub wywiezieni do Rosji, kobiety i dziewczęta zgwałcone i zdegradowane do roli niewolnic. Tylko nielicznym udało się uwolnić z rąk oprawców i uciec na Zachód. Niektórzy z nich dopiero po latach zdołali uciec z niewoli; przybyli do Niemiec chorzy i ubodzy...

Poniżej podajemy nazwiska niektórych osób, które straciły życie w tragicznych okolicznościach, poprzez śmierć głodową, deportację lub maltretowanie:

Adolf Jüngling, Artur Jüngling, Adolf Weitbrecht, Heinrich Wackenhut, Berthold Mund, Herman Jüngling, Jakob Bachmann, ale z Wygorzele; Adolf Stuck i Otto Nikolaj z Rochówka; Adolf Mund, Ludwig Mund, Reinhold Fenner z Rochowo; Emil Krüger, Alexander Krüger, Edmund Krüger, Emil Klempel, Robert Jüngling z Bowyczyny; Leinhold Wensel z Ksawerowa. - Edmund Alexander EiseIe zginęli bohaterską śmiercią w Rosji.

Nie chcemy zapomnieć o zmarłych!

                                                                         Julius Henke, emerytowany nauczyciel

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der letzte Teil der Erinnerungen von Juliusz Henke. Ich habe überlegt, ob ich den letzten Teil veröffentlichen soll. Ich habe beschlossen, dass die Leser selbst über die Person des Lehrers urteilen sollen. Nicht die geringste Reue, kein Wort über die Grausamkeiten, die Deutschland sechs Jahre lang begangen hat.

Leider wird auch heute noch Geschichte auf Bestellung der Machthaber geschrieben...

Bis zur Polonisierung

Im ersten Weltkrieg wurde der Bereich des: Kantorats Wygorzele kleiner: um die Jahre 1916/17 gründeten die Dörfer Ksawerow, Ksawerowek, Odachow und Jastrzembie eine eigene Kantoratsgemeinde in Ksawerow und bauten einen schönen Betsaal. Als Lehrer und Kantor amtierte hier his 1943 Remhold WenseI. Nun eine Aufzählung der Lehrer, die, in Wygorzele tätig waren:

Es soll gemäß dem Artikel "Lentschutz dem Lodzer Raum" (Heimatbote Nr. 10/1965) hier schon um 1800 eine deutsche Schule bestanden haben. Namen sind, aber nicht bekannt, Erinnerlich ist nur noch, ein Kantor Weber. Nachher folgten:

Fenner (1888-92), Wolf (1892-99), Emil Kunitzer (1899-1904), Julius Henke (1904-24) und Gustav Badke (1924-34).

Mit der Versetzung des Lehrers Badke im Jahre 1934 verlor die Wygorzeler Schule ihren deutsch-evangelischen Charakter. Sie wurde der 7 klassigen polnischen Volksschule in Sobótka unterstellt, und polnische Lehrer wohnten im Schulhaus. Die Polonisierung begann auch hier zuerst bei den Kindern ... Nur der Betsaal blieb deutsch, hier durfte man noch in der Muttersprache beten und singen. Niemand dahte, daß auch dies nicht mehr lange währen und bald nicht mehr die geringste Spur deutschen Lebens hier zurückbleiben sollte ...

Untergang

Der 2. Weltkrieg vernichtete in seinem Ausgang buchstäblich alles, was in vielen Jahrzehnten fleißige deutsche Hände erarbeitet, erbaut, unter viel Entbehrung, Ausdauer und Mut geschaffen und gestaltet haben. Die durch Arbeit und Schweiß verdiente Heimat wurde den Deutschen durch Enteignung, Terror, Brutalität aus den Händen gerissen. Die Männer zum Teil ermordet oder nach Rußland verschleppt, Frauen und Mädchen geschändet und zu Sklaven degradiert. Nur wenigen ist es gelungen, sich aus den Händen der Peiniger zu befreien, und nach dem Westen zu fliehen. Einige konnten erst nach Jahren aus der Sklaverei entkommen; krank und bettelarm kamen sie in Deutschland an ..

Es seien hier einige Namen derer aufgeführt, die ihr Leben in tragischer Weise hingeben mußten, się es durch Mund, durch Verschleppung, .Mißhandlung:

Adolf Jüngling,Artur Jüngling, Adolf Weitbrecht, Heinrich Wackenhut, Berthold Mund, Herman Jüngling, Jakob Bachmann, ale aus Wygorzele; Adolf Stuck und Otto Nikolaj aus Rochowek; Adolf Mund, Ludwig Mund, Reinhold Fenner aus Rochow; Emil Krüger, Alexander Krüger, Edmund Krüger, Emil Klempel, Robert Jüngling aus Bowyczyny; Leinhold Wensel aus Ksawerow. - Edmund Alexander EiseIe starben den Heldentod in Rußland.

Wir wollen die Toten nicht vergessen!

Julius Henke, Oberlehrer i.R.


Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.5

 


                                                       Wierność Kościołowi

Niemieccy chłopi w środkowej Polsce i na Wołyniu pozostawali wierni wyznaniu ewangelicko-augsburskiemu, co wyrażali poprzez sumienne uczestnictwo w nabożeństwach  oraz gotowość do ponoszenia ofiar na cele kościelne. W miejscowości Wygorzele, powiat Łęczyca, nabożeństwa odbywały się w specjalnie wybudowanej sali modlitewnej, która znajdowała się w budynku szkoły. W sali modlitewnej płeć była starannie rozdzielona: po prawej stronie stały ławki dla kobiet i dziewcząt, po lewej dla mężczyzn i chłopców. Przy ścianie znajdowały się siedziska, na których zmęczeni goście mogli odpocząć, zanim dzwony ogłosiły rozpoczęcie nabożeństwa. Wokół ołtarza i ambony znajdowało się miejsce z krzesłami dla chóru i uczestników komunii, a później dla chóru trąbkowego.

Nauczyciel był jednocześnie kantorem. Za swoje usługi kantorskie otrzymywał od rolników 3 funty żyta z każdego akra oraz jako dobrowolną darowiznę pół lub cały centnar pszenicy od każdego gospodarstwa. Do tego dochodziły ofiary pieniężne z okazji wielkich świąt. Ziemia kantora była uprawiana przez rolników na zmianę za pomocą ich zaprzęgów. Za nauczanie konfirmantów otrzymywał jesienią lub w Boże Narodzenie gęś lub pieniądze za każde dziecko. Udostępniano mu również wóz, gdy chciał pojechać z rodziną z wizytą.

Natomiast wynagrodzenie za swoją działalność jako nauczyciel kantor otrzymywał od państwa, a do tego 12 prętów = 40 m³ drewna opałowego. Tylko połowa tej ilości była dostarczana, druga połowa była sprzedawana zainteresowanym osobom, a za uzyskane środki kupowano węgiel kamienny. Dostarczaniem drewna i węgla zajmowali się rolnicy.

                                             Dąbie/nad Nerem było właściwe

Parafia kantora Wygorzele i jej okolice podlegały wówczas parafii Dąbie/Eichstädt nad Nerem. Jednak tylko bierzmowanie i śluby odbywały się w Dąbiu; wszystkie pozostałe czynności urzędowe, takie jak chrzty i pogrzeby, wykonywał kantor we wsi. Błogosławieństwo konfirmantów z całej parafii odbywało się w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego w Dąbiu. Tuż przed tym wydarzeniem pastor odwiedzał poszczególne kantory i przeprowadzał egzaminy dla konfirmantów.

W tym czasie w Dąbiu urzędował pastor Anton Rutkowski. W Wygorzelach dwa razy w roku odprawiał nabożeństwa połączone z Komunią Świętą. Wtedy też pobierano składki kościelne. Pastorowi należała działka parafialna o powierzchni 3 morgi, położona w Wygorzelach, którą co roku dzierżawił rolnikowi z wsi. Rozważano wówczas budowę na tej działce własnego kościoła dla Wygorzeli. Zebrano już datki, ale życzenie to nie zostało spełnione. W zamian za to powiększono o kilka metrów kwadratowych salę modlitewną, która była zdecydowanie za mała.

W skład zarządu kantora wchodzili wówczas: Wilhelm Wackenhut i Adolf Hahn z Wygorzeli, Gustav Notacker z Wymysłowa i Julius Zerecke z Odechowa. W skład chóru wchodzili: Ottilie Henke, Emma Henke, EmiIie Krüger, Natalie Weitbrecht, Natalie Wackenhut i Wilhelmine Wackenhut (sopran); Charlotte Henke, Wilhelmine Weibrecht i Leokadie Krüger (alt); Wilhelm Weber, Rudolf Weber i Reinhold Krüger (tenor); Adolf Hahn, Gottlob Appelt, Adolf Weißmann i Johann Jüngling (bas). Dyrygentem chóru był kantor Julius Henke. Chórem puzonowym kierował misjonarz Julian Jesse.

Nigdy życie duchowe i kulturalne w Wygorzelach i okolicach nie było tak ożywione jak w okresie służby wspomnianego kantora i nauczyciela Juliusa Henke w latach 1904–1924! Wrócimy jeszcze do postaci Henke jako typowego wierzącego, niezwykle aktywnego i zdolnego organizacyjnie kantora niemieckiego pochodzenia. Wszystkie instytucje kulturalne utworzone we wsi, wszystkie ulepszenia budowlane szkoły i domu modlitwy były zasługą jego inicjatywy.

                                                                Ciąg dalszy nastąpi

                                    

                                                      Treue zur Kirche

Die deutschen Bauern , in Mittelpolen und Wolhynien hielten an ihrem evang.-augsburg. Bekenntnis fest und bekundeten da durch den fleißigen Besuch der Gottesdienste  wie auch die Opferwilligkeit für kirchliche Zwecke. Im Dorfe Wygorzele, Kreis Lentschütz, fanden die Andachten in einem eigens dazu erbauten Betsaal statt, der sich im Schulhaus befand. In diesem Betsaal waren die Geschlechter sorgsam getrennt: rechts standen die Bänke für Frauen und Mädchen, links für Männer und Knaben: An der Wand war eine Sitzgelegenheit, auf der sich müde Besucher ausruhen konnten, bevor die Glocken den Gottesdienst linläuteten. Um Altar und Kanzel befand sich ein bestuhiter Platz für Gesangchor und Abendmahlgäste, später für den Posaunenchor.

Der Lehrer war gleichzeitig Kantor. Für seine Kantordienste erhielt er Von den Bauern pro Morgen 3 pfund Roggen sowie als freiwillige Spende einen halben oder ganzen Zentner  Weizen von jedem Bauernhof. Geldopfer zu den großen Festtagen kamen hinzu. Das Land des Kantors wurde von den Bauern der Reihe nach mit ihrem Gespann besteIlt. Für den Konfirmandenunterricht erhielt er pro Kind im Herbst oder zu Weihnachten eine Gans oder Geld. Auch stellte man ihm ein Fuhrwerk zu Verfügung, wenn er mit seiner Familie zu Besuch fahren wollte.

Das Gehalt für seine Tätigkeit als Lehrer hingegen erhielt der Kantor vom Staate, dazu 12 Klafter= 40 cbm Brennholz. Nur die Hälfte davon wurde herangefahren, die zweite Hälfte an Interessenten verkauft und dafür Steinkohle erstanden. Das Heranfahren des Holzes wie der Kohle besorgten die Bauern.

Dombie/Eichstädt war zuständig

Die Kantoratsgemeinde Wygorzele und ihre Nachbarschaft unterstand damals der Kirchengemeinde Dombie/Eichstädt am Ner. Doch nur Konfirmation und Trauung fanden in Dombie statt; alle übrigen Amtshandlungen wie Taufen, Begräbnisse, vollzog im Dorf der Kantor. Die Einsegnung der Kanfirmanden des gesamten Kirchspiels wurde jeweils am Himmelfahrtstag in Dombie durchgeführt. Kurz zuvor hatte der Pastor die einzelnen Kantorate besucht und die Konfirmanden einer Prüfung unterzogen.

In jener Zeit amtierte in Dombie Pastor Anton Rutkowski. In Wygorzele hielt er zweimal im Jahre Gottesdienste ab, verbunden mit hl. Abendmahl. Es wurden dann auch die Kirchenbeiträge eingezogen. Dem Pastor gehörte das in Wygorzele gelegene 3 Mogen große Pfarrland, das er alljährlich einem Bauern des Dorfes verpachtete. Man trug sich derzeit mit dem Gedanken, auf diesem pfarrland ein eigenes Kirchlein für Wygorzele zu bauen. Es lagen schon 5penden vor, dem Wunsch ging aber nicht in Erfüllung . Dafür wurde wenigstens der Betsaal, der viel zu klein war, um einige Quadratmeter vergrößert.

Der Kantoratsrvorstand setzte sich damals zusammen aus: Wilhelm Wackenhut und Adolf Hahn aus Wygorzele, Gustav Notacker aus Wymyslow und Julius Zerecke aus Odechow. Zum Chor gehörten: Ottilie Henke, Emma Henke, EmiIie Krüger, Natalie Weitbrecht, Natalie Wackenhut und Wilhelmine Wackenhut (im Sopran); Charlotte Henke, Wilhelmine Weibrecht und Leokadie Krüger (im Alt); Wilhelm Weber, Rudolf Weber und Reinhold Krüger (als Tenor); Adolf Hahn, Gottlob Appelt, Adolf Weißmann und Johann Jüngling (als Baß). Gesangleiter war Kantor Julius Henke. Den Posaunenchor leitete Missionar Julian Jesse.

Nie war das geistliche, und kulturelle Leben in Wygorzele und Umgegend so rege als damals, während der Dienstzeit des erwähnten Kantors und Lehrers Julius Henke von 1904 bis 1924! Auf Henke als den Typ eines gläubigen, dabei ungemein rührigen und ogranisatorisch befähigten volksdeutschen Kantors kommen wir noch zurück. All die im Dorf geschaffenen kulturellen Einrlichtungen, alle bauliche Verbesserung des Schul- und Bethauses waren seiner Initiative zu danken !

                                                               Wird fortgesetzt

środa, 26 listopada 2025

Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.4

 

Zwyczaj „dyngusa” w drugi dzień Wielkanocy, przywieziony do Polski przez niemieckich kolonistów już w średniowieczu, został entuzjastycznie przyjęty przez Polaków, tak bardzo, że w końcu uznali oni „dyngusa” za „rzeczą typowo polską”! Jednak, podobnie jak zwyczaj malowania jajek lub wręczania cukierkowych jajek, które „zajączek wielkanocny” wkłada dzieciom do przygotowanych gniazdek w wielkanocny poranek, nie ma to żadnego związku z Polską.

W Zielone Świątki dziewczęta i kobiety ozdabiały swoje czyste okna kalmusem i gałązkami brzozy, a chłopcy i mężczyźni stajnie i dachy zielonymi gałązkami (przynajmniej w Wygorzele). Dla bydła i koni pozostawiano w Zielone Świątki najbardziej soczystą trawę lub białą koniczynę. Mogły się nimi delektować do woli. - Święto plonów obchodzono hucznie: w wielu regionach naszej ojczyzny zwyczajowo po zakończeniu żniw pleciono z źdźbeł zboża i kwiatów wieniec, który był przeznaczony dla gospodarza. Ten urządzał ucztę i świętował radośnie do późnej nocy. Po zebraniu ostatniego snopa zboża odbywała się impreza „Pimpek”. Wieczorem pracodawcy i pracownicy spotykali się, aby grać, pić i słuchać muzyki. Recytowano żniwne rymowanki, tańczono, żartowano, a na pożegnanie pracownicy otrzymywali swoją dźwięczną zapłatę.

                                       Władze, kradzieże i zagrożenie pożarowe

Podobnie jak wszystkie wioski, również Wygorzele miały swojego sołtysa. Był on wybierany na trzy lata. Ponowny wybór był dozwolony. Podlegał bezpośrednio wójtowi, który sprawował urząd w Starej Sobótce. Wójt musiał pobierać podatki, organizować zaprzęgi („podwody”) do prac gminnych oraz dbać o porządek i spokój we wsi. Aby zapewnić bezpieczeństwo w nocy, ustanowił straż nocną w godzinach od 22:00 do 3:00. Każdy rolnik musiał pełnić tę służbę po kolei. Na znak pełnienia funkcji strażnika nocnego nosił drewnianą grzechotkę; później była to porządna laska z ozdobną głowicą. Strażnicy ci nie byli oczywiście w stanie zapobiec kradzieżom; tak więc nauczycielowi Henke skradziono w środku wsi z zamkniętej stajni krowę w zaawansowanej ciąży – strażnik nic nie zauważył, a krowy nie odnaleziono pomimo wszystkich poszukiwań i badań. W późniejszych latach zawodowi strażnicy nocni zastąpili rolników w tej uciążliwej służbie.

Znacznie większym zagrożeniem niż włamania i kradzieże było wszędzie zagrożenie pożarowe. Najmniejsze zaniedbanie mogło spowodować, że pokryte słomą budynki stanęły w płomieniach. Rolnicy szczególnie obawiali się burzy. Byli bezsilni wobec tej siły natury, modlili się w strachu i śpiewali pieśni błagalne, podczas gdy na zewnątrz nieustannie błyskały pioruny i grzmiały potężne grzmoty. Jakże często piorun uderzał to w drzewo, to w dom! Często był to zimny cios, ale gdy budynek się zapalił, był stracony, nawet jeśli odważni mężczyźni próbowali uratować przynajmniej żywe zwierzęta. Często kończyło się to niepowodzeniem; pies uwiązany na łańcuchu spalał się. Straż pożarna mogła jedynie zapobiegać rozprzestrzenianiu się iskier na inne obiekty. Wszystkie odbudowane stodoły, stajnie i domy mieszkalne były dla bezpieczeństwa pokryte dachówkami. Nie znano jeszcze piorunochronów.

                                                           Ciąg dalszy nastąpi



Dieser von den deutschen Kolonisten schon im Mittelalter nach Polen mitgebrachte Brauch des „Dünnguß" am zweiten Ostertage ist von den Polen begeistert übernommen worden, so begeistert, daß diese zuletzt sogar meinten, der "dyngus" sei eigentlich eine „urpolnische sache!" Was aber wie die Sitte der Bemalung der Eier oder des Schenkens von Zuckereiern, die der „Osterhase" den Kindern am Ostermorgen in die bereitgestellten Nester legt, keinesfalls zutrifft.

Zu Pfingsten schmückten die Mädchen und Frauen ihre sauberen Fenster mit Kalmus und Birkenzweigen, die Buben und Männer die Ställe und Dächer mit grünen Zweigen (jedenfalls in Wygorzele). Für Vieh und Pferde ließ man zu Pfingsten das saftigste Gras oder weißen Klee zurück. Daran durften sie sich nach Herzenslust laben. - Gebührand gefeiert wurde Erntedank: in vielen Gegenden unserer Heimat war es ja Sitte, daß nach der Beendigung des Mähens aus Getreidehalmen und Blumen ein Erntekranz geflochten wurde, der für den Wirt bestimmt war. Dieser gab ein Festmahl und m.n feierte fröhlich bis in die Nacht. War das letzte Fuder Getreide eingebracht, gab es den "Pimpek". Da waren Arbeitgeber und Arbeiter abends bei Spiel, Trank und Musik zusammen. Erntesprüche wurden aufgesagt, es wurde getanzt, gescherzt, und zum Abschied erhielten die Arbeiter ihren klingenden Lohn.

                                              Obrigkeit, Diebstahls- und Feuersgefahr

Wie alle Dörfer hatte auch Wygorzele seinen Dorfschulzen. Er wurde jeweils auf drei Jahre gewählt. Wiederwahl war zulässig. Er unterstand unmittelbar dem Wójt, der in Alt-Sobotka amtierte. Der Dorfschulze mußte die Steuern einkassieren, veranlassen, daß die für Gemeindearbeiten befohlenen Gespanne ("Podwody") 'gestellt wurden, und ·im Dorfe für Ruhe und Ordnung sorgen. Um die Sicherheit in der Nacht zu gewährleisten, richtete er in der Zeit von 22 ·bis 3 Uhr eine Nachtwache ein. Der Reihe nach mußte früher jeder Bauer diese Wache übernehmen. Zum Zeichen seines Nachtwächteramtes trug er eine Holzknarre (Rätsche); später war es ein ordentlicher Stock mit einem verzierten Kopf. Diese Wachen konnten freilich Diebstähle nicht verhindern; so wurde dem Lehrer Henke mitten im Dorf aus dem abgeschlossenen Stall, eine hochtragende Kuh qestohlen – der Wächter hatte nichts gemerkt, und die Kuh wurde trotz allen Suchens und Forschens nicht wiedergefunden. In späteren Jahren lösten berufmäßige Nachtwächter die Bauern von dem beschwertlichen Wachdienst ab.

Weit größer, als die Einbruchs- und Diebstahlsgefahr war allenthalben die Feurgefahr. Bei der geringsten Fahrlässigkeit konnten die mitt Stroh gedeckten Gebäude  in Flammen aufgehen. Besonders bangten die Bauern während eines Gewitters. Machtlos waren sie gegen diese Naturgewalt, beteten in ihrer Angst und sangen Bittlieder, während draußen unablässig die Blitze zuckten und gewaltige Donnerschläge niedergingen. Wie oft schlug es bald in einen Baum, bald in ein Haus ein! Oft war es ein kalter Schlag, aber wenn ein Gebäude brannte, war es verloren, wenn gleich mutige Männer versuchten, wenigstens das lebende Inventar zu retten. Auch das mißlang oft; der Hund an der Kette verbrannte. Die Feuerwehr konnte nur noch den Flug der Funken auf andere Objekte verhindern. Oie wiederaufgebauten Scheunen, Ställe, Wohnhäuser wurden vorsichtshalber mit Dachziegeln gedeckt. Blitzableiter kannte man noch nicht.

                                                                 Wird fortgesetzt

wtorek, 25 listopada 2025

Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.3

                                               W DAWNEJ RODZINNEJ WSI

Nie tylko rolnicy, ale także mieszkańcy miast spośród naszych rodaków chętnie przeczytają o tym, jak dawniej wyglądało życie na wsi, gdzie wprawdzie trzeba było ciężko pracować fizycznie, ale mimo to świętowano uroczyście, szanowano tradycje, utrzymywano wspólnotę i do momentu wybuchu nienawiści narodowej można było prowadzić spokojne życie, widocznie błogosławione przez Boga. Nauczyciel Henke opisuje głównie życie wsi Wygorzele w powiecie łęczyckim do około 1925 roku; w innych niemieckich wsiach naszej ojczyzny mogło wyglądać podobnie.

                                                      Jak świętowano uroczystości

Uroczystości rodzinne, zwłaszcza wesela, obchodzono z wielkim rozmachem; uczestniczyła w nich prawie cała wieś. W pierwszej ćwierci naszego stulecia goście weselni byli jeszcze zapraszani przez specjalnego „posłańca weselnego”. Przybywał on konno i recytował swój wierszyk, mniej więcej w tym stylu:

Przybywam tu konno

i zapraszam was na wesele.

Nie przychodźcie ze względu na mnie,

ale ze względu na szanowną pannę młodą i pana młodego

(następuje imię)

Kucharka obiecała nam,

że wszystko dobrze przygotuje i ugotuje.

Weźcie ze sobą noże i widelce;

 będzie tam wiele do krojenia . .

„Wierszyk weselny” kończył się w zabawny sposób, np. „Jeśli nie ma sznapsa i nie ma piwa, to studnia stoi przed drzwiami”; bawił on zaproszonych gości tym bardziej, że był recytowany w dialekcie szwabskim. Mieszkańcy wsi wiernie trzymali się swoich szwabskich zwyczajów i dialektu, które niegdyś przywieźli ich przodkowie z Württembergu. Nie podobało im się również, gdy szwabski chłopak chciał poślubić obcą dziewczynę. Nic dziwnego, że w rezultacie wszyscy w wiosce byli ze sobą spokrewnieni, spowinowaceni, spokrewnieni przez małżeństwa: takie kazirodztwo musiało mieć niekorzystny wpływ na następne pokolenie – a który z naszych czytelników, pochodzący z całkowicie odizolowanej niemieckiej wioski położonej w polskim otoczeniu, nie pamięta „wiejskiego głupka”, „głupiego Otto”, godnych pożałowania ludzi upośledzonych fizycznie i umysłowo, jako nieuniknione konsekwencje licznych małżeństw między krewnymi? Tacy biedni ludzie musieli być utrzymywani przez swoich bliskich; byli w stanie wykonywać tylko najprostsze czynności.

Rozumie się, że porządne wesele trwało kilka dni, co najmniej dwa, i że obfite nakrycie stołu weselnego nie było tanie. W zamian za to goście wręczali hojne prezenty lub bezpośrednio uczestniczyli w kosztach wesela, dobrowolnie przejmując część wydatków. Nikt nie miał nic przeciwko temu, tak silna była wspólnota w wiosce. Oczywiste jest, że tańczono do upadłego. Taniec zawsze był największą rozrywką, zwłaszcza dla chłopców i dziewcząt z wsi. Tak jest również dzisiaj w wioskach. Jeśli weekendowa potańcówka u pobliskiego gospodarza nie dojdzie do skutku, miłośnicy tańca szybko udają się do sąsiedniej wsi, ponieważ: Człowiek musi mieć to, czego potrzebuje...

Wielkie święta kościelne obchodzono w godny sposób. Wizyta w miejscu kultu religijnego była czymś oczywistym. W okresie Bożego Narodzenia w każdym domu stała choinka, ozdobiona jabłkami i orzechami, słodyczami, dekoracjami itp. U niektórych ludzi pozostawała ona nie tylko do dnia Trzech Króli, ale aż do święta Ofiarowania Pańskiego.

Podobnie jak w Sylwestra, również w Ostatki pieczono naleśniki (polskie: pączki), zazwyczaj na oleju rzepakowym. Gdy zbliżał się okres wielkanocny, kuchnie były bielone, inne pomieszczenia, jeśli to konieczne, malowane, słoma w workach wymieniana, a meble czyszczone i myte. W Wielkanoc znany był zwyczaj „Biczowanie” i „Dyngus”. Chłopcy „biczowali” gałązkami brzozowymi dziewczęta, które im się podobały. Nawiasem mówiąc, bicie gałązką brzozową, przygotowaną przed świętami wielkanocnymi, jest uważane za pradawny germański rytuał płodności. Oczywiście na świeżym powietrzu oblewano się nawzajem wodą, co miało służyć „utrzymaniu czystości i zdrowia oraz ochronie przed chorobami zakaźnymi” (jak wyjaśnił rolnik z okręgu Płocka).

                                                             Ciąg dalszy nastąpi

 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------                                                                   

                                                     IM ALTEN HEIMATDORF

Nicht nur die Bauern, auch die Städter unter unseren Landsleuten werden gern mal lesen, wie es früher auf dem Lande zuging, wo man sich zwar körperlich abplagen mußte, nichtsdestotrotz aber die Feste schön feierte, das Herkommen achtete, Gemeinschaft miteinander hielt und bis zum Aufbrechen völkischen Hasses ein sichtlidt von Gott gesegnetes ruhiges Dasein führen konnte. - Lehrer Henke schildert in der Hauptsache das Dorfleben von Wygorzele, Kr. Lentschütz, bis um 1925; in anderen deutschen Dörfern unserer Heimat mag es ähnlich hergegangen sein.

                                                              Wie man Feste feierte

Familienfeste, besonders Hochzeiten wurden mit qroßem Aufwand gefeiert; fast das ganze Dorf nahm daran teil. Im ersten Viertel unseres Jahrhunderts wurden die Hochzeitsgäste noch durch einen besonderen "Hochzeitsbitter" eingeladen. Der kam hoch zu Roß und sagte sein Verslein her, etwa in dieser Art:

Ich komm' da hinengeritten

und will euch zu der Hochzeit bitten.

Komm' nicht von meinetwegen,

aber weqen der ehrbaren Braut und Bräutigam

(der Name folgt)

Die Köchin hat uns versprochen,

Sie wird alles gut richten und kochen.

Stecket euch Messer und Gabel ein;

 dort wird viel zum Schneiden sein . .

Der „Hochzeitsbitterspruch" ging in lustiqer Weise zu Ende, z. B. „Gibts kein Schnaps und gibts kein Bier, steht der Brunnen vor der Tür"; er belustigte die ,Eingeladenen umsomehr, da er in der schwäbischen Mundart gesprochen wurde. An ihren schwäbischen Sitten und der Mundart, die einst die Urväter aus Württemberq mitgebracht, hielten ja die Dorfbewohner treulich fest. Sie sahen ,es auch nicht gern, wenn ein schwäbischer Bursche ein fremdes Mädchen heiraten wollte. Kein Wunder, daß demzufolge alle im Dorf miteinander verwandt, versippt, verschwägert waren: eine solche Inzucht mußte sich auf die nächste Generation nachteilig auswirken - und wer von unseren Lesern, der aus einem völlig isoliert in polnischer Umgebung gelegenen deutschen Dorf stammt, erinnert sich nicht an einen „.Dorfidioten", an einen „doofen Otto", an bedauernswerte körperlich und geistig zurückgebliebene Menschen als die nicht zu übersehenden Folgen der vielen Verwandtenheiraten? Solche armen Menschen mußten von ihren Angehörigen unterhalten werden; nur zu den primitivsten Verrichtungen waren sie imstande.

Es versteht sich, daß ein anständiges Hochzeitsfest mehrere Tage dauerte, mindestens aber zwei und daß es nicht.billig war, den Hochzeitstisch reichhaltig zu decken. Dafürgaben denn die Gäste große Geschenke. ode sie beteiligten sich direkt an den Auslagen der qastqebenden Brauteltem, indem sie einen Teil der Lasten freiwillig übernahmen. Daran nahm niemand Anstoß, so groß war die Gemeinschaft im Dorf. Daß ausgiebig getanzt wurde. ist klar. Tanzen ist besonders für die Bauernburschen und - mädchen immer das größte Vergnügen gewesen. Das ist auch heute in den Dörfern so. Wenn da mal der Wochenend-Tanz beim Gastwirt in der Nähe ausfällt, fahren die Tanzlustligen flugs ins Nachbardorf, denn: Was der Mensch braucht, das muß er haben . . .

Die großen Feste des Kirchenjahres wurden in würdiger Weise begangen. Der Besuch der gottesdienstlichen Stätte warselbstverständlich. In der Weihnachtszeit stand in jedem Hause ein Christbaum, geschmückt mit Äpfeln und Nüssen, Zuckerwerk, Zierat usw. Er hielt sich bei manchen Leuten nicht nur bis zum Dreikönigstag, sondern bis Mariä Lichtmeß.

Wie zu Silvester wurden auch zur Faßtnacht Pfannkuchen (polnisch: ponczki) gebacken, gewöhnlich auf Rapsöl Nahte dann die Osterzeit, wurden die Küchen geweißt, die anderen Räume, wenn notwendig, gemalt, das Stroh in den Strohsäcken gewechselt und die Möbel durch Scheuern und Waschen überholt. Zu Ostern war die Sitte des "Stiepens'" und „Dünnguß" bekannt. Die Burschen .stliepten" mit Birkenreisern die Mädchen, denen sie wohlwollten. Uebrigens wird das Schlagen mit der Stieprute, ein vor dem Osterfest zum Treiben gebrachtes Birkenreis, aJs ein uralter germanischer Fruchtbarkeitszauber angesehen. Daß man sich, natürlich im Freien, gegenseitig mit Wasser bespritzte, sollte wohl dazu dienen, "sauber und gesund zu bleiben und vor ansteckenden Krankheiten gefeit zu sein" (wie dies ein Bauer aus dem Kreise Plozk erklärte).

                                                               Wird fortgesetzt



Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.2

 

Do ogrodu szkolnego przylegało 3 morgi ziemi szkolnej. Po lewej stronie szkoły znajdowały się studnie i budynki gospodarcze, takie jak stajnia, piwnica i mała stodoła pod strzechą. Około 70 m na północ znajdowała się nigdy nie wysychająca studnia z wodą źródlaną, tzw. Krugbrunnen. Kiedy podczas suchych lat wszystkie studnie we wsi wysychały, Krugbrunnen nigdy nie wysychał. Kiedyś miała tam stać wiejska karczma!

Wieś miała dobrze utrzymany cmentarz na polach Bisele. Były też dwa stawy, jeden w górnej części wsi, drugi w dolnej, w którym w 1911 roku utonął 18-letni młodzieniec o imieniu Rudolf Wackenhut, gdy kąpał się tam po ciężkiej pracy przy żniwach.

                                                              Jak się zaopatrywano .

Po pierwsze, nasi niemieccy rolnicy byli samowystarczalni. W każdym gospodarstwie domowym pieczono chleb z własnej mąki; żyto i pszenicę mielono w jednym z dwóch wiatraków. Mięsem można było się hojnie dzielić; na podwórku biegało wystarczająco dużo drobiu, a ponadto co roku zabijano dwie, czasem nawet trzy tuczone świnie, w zależności od wielkości i potrzeb rodziny.

Jednak niektóre produkty trzeba było kupować. Ponieważ w kolonii nie było ani sklepu spożywczego, ani gospody, niezbędne artykuły, takie jak cukier, sól, mydło, a także wyroby tytoniowe dla mężczyzn, trzeba było kupować w sklepie w Starej-Sobótce. Gdy mężczyźni mieli ochotę na sznaps lub piwo, udawali się do gospody w sąsiedniej miejscowości; wesoło nastawieni, często naprawdę pijani, wracali i zachowywali się zgodnie z wierszem:

Właśnie wychodzę z gospody.

Ulico, jakże dziwnie mi się wydajesz!

Prawa ręka, lewa ręka, wszystko się pomieszało,

ulica, dobrze to widzę: jesteś pijana...

Nie zdarzało się to jednak często, zazwyczaj tylko w dni jarmarku lub wyborów do rady gminy. Sobótka była siedzibą gminy politycznej.

Jeśli jednak trzeba było kupić coś większego, np. garnitury, płaszcze i buty, jechano do miasta, albo do Grabowa, Kłodawy, a nawet do Łęczycy. Czasami rolnicy i rolnice wyruszali w podróż do Łodzi, aby dokonać tam ważnych zakupów. Niemiecka kolonia nie była zresztą odizolowana od świata: co tydzień lub nawet rzadziej przez wieś przejeżdżali handlarze, oferując swoje towary.

 Wyposażenie posagu dla dorastających córek było dawniej wytwarzane samodzielnie, ponieważ uprawiano len. Gospodynie pracowicie kręciły kołowrotkiem, zwłaszcza babcie, a wiosną tkały na własnych krosnach cenne płótno, z którego szyto sąsiedzkie prześcieradła i poszewki, koszule, halki, obrusy i inne przydatne rzeczy, a także worki itp. To oczywiście było dawno temu; tylko nasze babcie i prababcie pamiętają jeszcze dawne przędzalnie z opowieściami starych ludzi o duchach oraz wesołymi piosenkami i żartami młodzieży.

Natomiast czesanie piór, „wesele piór”, jak mówiono w wielu miejscach, które zimą odbywało się kolejno w całej wsi, jest czymś, co wszyscy jeszcze pamiętają. Kobiety i dziewczęta z sąsiedztwa zbierały się najpierw u jednego rolnika, aby szlifować pióra, potem u innego, i panowała swobodna, radosna atmosfera. Była tam również młodzież męska, która nie chciała zostawiać „swoich dziewczyn” samych, więc nie tylko szlifowano pióra, ale także opowiadano dowcipy. Śpiewano ludowe pieśni i opowiadano straszne historie, podczas gdy księżycowe światło oświetlało upiorny, pokryty śniegiem krajobraz. Na zakończenie „ślubu piór” podawano kawę i ciasto lub inne smakołyki, a jeśli był obecny harmonijkarz, tańczono również.

                                                         Ciąg dalszy nastąpi

                                                         

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

An den Schulgarten schloß sich das 3 Morgen große Schulland an. Links der Schule waren Brunnen und Nebengebäude wie Stall, Keller, eine kleine Scheune unter einem Strohdach. Ca. 70 m nördlich befand sich ein nie versiegender Wasserspender mit Quellwasser, der Krugbrunnen. Wenn in trok-kenen Sommern alle Brunnen des Dorfes versiegten, so der Krugbrunnen nie. Einst soll dort ein Dorfkrug gestanden haben!

Das Dorf hatte auf Biseles Felde einen gut gepflegten Friedhof. Auch zwei Teiche, der eine im Ober-, der andere im Unterdorf, in welch letzterem 1911 ein 18jähriger Jüngling namens Rudolf Wackenhut ertrunken ist, aIs er nach schwerer Erntearbeit dort badetes.

                                              Wie man sich versorgte .

Zunächst einmal waren unsere deutschen Bauern Selbstversorger. In jedem Haushalt wurde Brot aus eigenem Mehl gebacken; den Roggen und Weizen dazu hatte man sich in einer der beiden Windmühlen mahlen lassen. In Fleisch konnte. man großzügig sein; es lief genug Geflügel auf dem Hof herum, dazu wurden jährlich zwei, manchmal auch drei gemästete Schweine geschlachtet, je nach Größe und Bedarf der Familie.

Einiges einkaufen aber mußte man für den Haushalt doch. Da in der Kolonie weder ein Lebensmittelgeschäft noch ein Gasthaus bestand, mußten so notwendige Dinge wie Zucker, Salz, Seife oder auch Rauchwaren für die Männer aus dem Laden von Alt-Sobotka geholt werden. Hatten die Männer Durst auf Schnaps oder Bier, pilgerten sie zur Schenke in den Nachbarort; angeheitert, oft rlchtig blau, kehrten sie dann wieder und es ging ihnen nach dem Vers:

Gerad' aus dem Wirtshaus nun komm ich heraus.

Straße, wie wunderlich siehst du mir aus!

Rechter Hand, linker Hand, beides vertauscht,

Straße, ich merk es wohl: Du bist berauscht ...

Immerhin kam es nicht oft vor, gewöhnlich naeb Jahrmarkttagen oder Gemeinderatswahlen. Sobotka war Sitz der politiseben Gemeinde.

Sollte aber etwas Größeres, wie Anzüge, Mäntel und Schuhe gekauft werden, fuhr man zur Stadt, entweder nach Grabow, Kłodawa oder gar Lentschütz. Manchmal unternahmen Bauer und Bäuerin die Reise bis Lodz, um dort wichtige Einkäufe zu tätigen. Weltabgelegen war übrigens das deutsche Kolonistendorf nicht: in wöchentlichen oder noch größeren Abständen durchzogen Trödler das Dorf und boten ihre Waren an.

 Die Aussteuer für die heranwachsenden Töchter wurde früher selbst hergestellt, denn man baute ja Flachs an. Die Hausfrauen drehten fleißig das Spinnrad, vor allem die Großmütter waren dabei, und webten im Frühjahr auf eigenen Webstühlen die kostbare Leinwand, aus der nachbar Bettlaken und bezüge, Hemden, Unterröcke, Tischtücher und andere nützliche Dinge genäht wurden, auch Säcke usw. Dies liegt freilich schon länger zurück; nur unsere Groß- und Urgroßmütter werden sich noch an die damaligen Spinnstuben mit den Spukgeschichten der Alten und den fröhlichen Liedern und Scherzen der Jugend erinnern.

Das Federnschleißen hingegen, die „Federhochzeit", wie man vielerorts sagte, die im Winter nacheinander im Dorf herumgeht, ist etwas, das alle noch kennen werden. Da kamen die Frauen und Mädchen der Nachbarn zuerst bei diesem Bauern zum Schleißen der Federn zusammen, dann bei jenem, und es herrschte eine ungezwungene, frohe Geselligkeit. War doch die männliche Jugend dabei; sie wollten „ihre Mädels” nicht allein lassen, und so wurden nicht nur Federn, sondern auch Witze „gerissen". Volkslieder gesungen und schaurige Geschichten erzählt, während das Mondlicht draußen eine geisterhafte Schneelandschaft beleuchtete. Zum Abschluß der ,,Federhochzeit" gab es Kaffee und Kuchen oder sonst einen Schmaus, und war ein Mundharmonikaspieler anwesend, wurde auch getanzt.

                                                    Wird fortgesetzt

poniedziałek, 24 listopada 2025

Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.1

 

W starej rodzinnej wsi.

Życie na wsi jest piękne. Życie w mieście jest wprawdzie znacznie wygodniejsze, oferuje więcej rozrywek, a nasi dawni rolnicy, którzy przenieśli się do miast, już dawno się o tym przekonali, zwłaszcza ich synowie, którzy zazwyczaj nie są już gotowi, aby tak jak ich ojcowie zajmować się rolnictwem – jednak w pamięci chętnie powraca się do dawnej wsi, wspominać ciężkie tygodnie pracy i radosne święta, ożywić w pamięci to, czym było własne gospodarstwo i co oznaczało dla rodziny. Postanowiliśmy więc opublikować reportaż o takiej niemieckiej wsi w środkowej Polsce: jest to Wygorzele w powiecie Lentchütz. Nauczyciel Julius Henke relacjonuje:

Na skrzyżowaniu dróg niemieckiej osady Wygorzele, dawniej zwanej Neu-Renneberg, stał drogowskaz. Na wschód wskazywał drogę do powiatu łęczyckiego, na zachód do Kłodawy (Tönningen) i Koła (Warthbrücken), na południe do Sobótki i Dombia nad Nerem, a na północ do Chodzecza i Przedacza (Moosburg). Na południe od wsi płynął strumień ReguIówka; tylko podczas ulewnych deszczy dostarczał on obficie wody, w przeciwnym razie był prawie suchy i można było bez problemu przejść przez rów porośnięty trzciną i trawą. Tylko podczas topnienia lodu i śniegu na wiosnę rów mógł stać się niebezpieczny, zalewając wówczas przyległe łąki i pola i „szalejąc”. Na brzegach Regulówki rosło wiele wierzb, olch i innych krzewów, które chroniły pola uprawne. Ptaki śpiewające budowały tam gniazda i wychowywały swoje młode na wiosnę.

Wysokie topole i krępe wierzby otaczały drogi wsi. Po prawej i lewej stronie rozciągały się żyzne pola uprawne, które były uprawiane dzięki pracowitości rolników. Pszenica i buraki cukrowe były tu zbierane w dużych ilościach. Jesienią rolnicy wozili buraki bezpośrednio do cukrowni w Ostrowie, a pszenicę i inne zboża do Łęczycy, gdzie sprzedawali je żydowskim handlarzom zboża.

Niemieckie gospodarstwa rolne miały tu zasadniczo kształt prostokąta. Dom mieszkalny stał frontem do ulicy, po lewej i prawej stronie domu znajdowały się obory i stajnie, a na wprost stodoła i szopa na narzędzia rolnicze wraz z chlewem i kurnikiem. Podwórze było wybrukowane kamieniami i otoczone drewnianym płotem. Niedaleko domu znajdowała się studnia zbudowana z kamieni polnych lub cegieł, a przy oborach – gnojowisko. Na każdym podwórzu znajdowała się toaleta. Przylegał do niego ogród owocowo-warzywny, w którym pracowicie brzęczało kilka rodzin pszczół.

Budynki były w większości zbudowane z gliny, tylko te ostatnio wzniesione z cegły palonej. Prawie wszystkie miały jednak tylko słomiane dachy, a drewniane stodoły były zawsze szczególnie narażone na pożar.

Gołębie, psy i koty były nieodłącznym elementem każdego gospodarstwa. Mieszkańcy Wygorzel bardzo lubili hodowlę koni, które były pielęgnowane z wielką starannością. Nie zaniedbywano również hodowli bydła, świń i drobiu. Najwięcej pieniędzy przynosiły świnie, bydło i cielęta. Rzeźnicy z Sobótki i innych większych miejscowości pojawiali się i po często trudnych targach, a także płacąc „kredyt za ogon”, robili interesy z rolnikami. Sprzedaż kurczaków, kaczek, gęsi i gołębi, a także jajek, masła i sera nie leżała jednak w gestii rolnika, ale gospodyni, która w ten sposób zdobywała niezbędną gotówkę.

Prawie każdy rolnik posiadał bryczkę i lśniące uprzęże dla koni. Chciano przecież reprezentować się i zakładano koniom eleganckie uzdy na przejażdżki do kościoła lub na wizyty; oczywiście „bryczkę państwową” używano również w dni ślubów, chrzcin i bierzmowań oraz innych ważnych wydarzeń życiowych.

Gospodarstwa były oddalone od siebie o 100 do 150 m. W centrum wsi, na małej łące, stała szkoła. Przed nią znajdowała się dzwonnica z dwoma dzwonami, duża grusza, dąb luterański z 1917 roku oraz inne drzewa i krzewy (patrz zdjęcie poniżej).



Im alten Heimatdorf.

Man lebt schön auf dem Lande. Wohl ist das Leben in der Stadt ungleich bequemer, es bietet viel mehr Zerstreuung, und unsere ehemaligen, in die Städte verschlagenen Bauern werden das längst herausgefunden haben, vor allem aber ihre Söhne, die gewöhnlich unter gar keinen Umständen mehr bereit sind, sich wie einst ihre Väter mit der Landwirtschaft abzuplagen - dennoch wird man in der Erinnerung gern einmal in das frühere Dorf einkehren, saurer Arbeitswochen und froher Feste gedenken, sich lebendig machen, was der eigene Hof war und für die Familie bedeutet hat, und so haben wir uns entschlossen, einen Bericht über solch ein deutsches Dorf in Mittelpolen zu bringen: es ist Wygorzele im Kreise Lentchütz. Lehrer Julius Henke berichtet:

Am Kreuzwege der deutschen Siedlung Wygorzele, früher Neu-Renneberg genannt, stand ein Wegweiser. Ostwärts wies er nach der Kreisstadt Lentschütz, westwärts nach Klodawa (Tönningen) und Kolo (Warthbrücken), südwärts nach Sobotka und Dombie am Ner und nordwärts endlich nach Chodecz und Przedecz (Moosburg). Südlich des Dorfes floß ein Bächlein vorbei, die ReguIówka; es spendete nur bei vielem Regen reichlich Wasser, ansonsten war es fast trocken, und man konnte ohne weiteres den mit Schilf und Gras bestandenen Graben überqueren. Nur bei der Eis- und Schnee-schmelze im Frühjahr konnte der Graben gefährlich werden, er überflutete dann die anliegenden Wiesen und Felder und „spielte verrückt". An den Ufern der Regulówka standen und schützend das Ackerland viele Weiden, Erlen und anderes Gebüsch. Da hatten die Singvögel ihre Nester gebaut und zogen im Frühling ihre Jungen auf.

Große Pappeln und stämmige Weiden umsäumten die Wege des Dorfes. Rechts und links breitete sich fruchtbarer Ackerboden aus, der mit bäuerlichem Fleiß bebaut wurde. Weizen und Zuckerrüben wurden hier reichlich geerntet. 'Im Herbst fuhren die Bauern ihre Rüben direkt in die Zuckerfabrik nach Ostrowo, den Weizen und das andere Getreide nach Lentschütz, wo sie es an jüdische Getreidehändler verkauften.

Die deutschen Bauernhöfe hier hatten grundsätzlich die Form eines Rechtecks. Das Wohnhaus stand mit dem Giebel zur Straße, links und rechts des Hauses waren ein Vieh- und Pferdestall, geradeaus Scheune und Ackergeräte-Schuppen mit Schweine- und Geflügelstall. Der Hof war mit Steinen gepflastert und mit einem Holzzaun umgehen. Unweit des Hauses befand sich ein aus Feldsteinen oder Ziegeln gemauerter Ziehbrunnen und an den Ställen die Mistgrube. Aborthäuschen gab es auf jedem Hof. Ein Obst- und Gemüsegarten schloß sich an, in dem auch einige Bienenvölker emsig summten.

Die Gebäude waren vorwiegend aus Lehm, nur die in der letzten Zeit errichteten aus Brandziegel. Fast alle aber hatten nur Strohdächer, und die hölzernen Scheunen waren immer besonders feuergefährdet.

Tauben, Hunde und Katzen gehörten zu jedem Bauernhofe. Für Pferdezucht hatten die Wygorzeler viel übrig, die Tiere wurden mit großer Sorgfalt gepflegt. Die Vieh-, Schweine- und Geflügelzucht wurde auch nicht vernachlässigt. Scheine, Rinder und Kälber brachten das meiste Geld. Die Metzger aus Sobotka und anderen größeren Orten erschienen und machten mit den Bauern nach oft hartem Feilschen und auch Zahlen von „Schwanzgeld" ihre Geschäfte. Der Verkauf von Hühnern, Enten, Gänsen und Tauben, wie auch von Eiern, Butter und Käse hingegen lag nicht in den Händen des Bauern, sondern der Bäuerin, die dadurch zu dem nötigen Kleingeld kam.

Fast jeder Bauer besaß eine "bryczka" (Kutsche) und ein blitzblankes Pferdegeschirr. Man wollte schließlich auch einmal repräsentieren und legte das feine Zaumzeug den Pferden für die Fahrt zur Kirche an oder zu Besuchsfahrten; natürlich benutzte man die "Staatskutsche" auch an Hochzeits-, Tauf- und Konftirmationstagen und sonstigen Höhepunkten des Lebens.

Die Höfe lagen in Abständen von 100 bis 150 m auseinander. In der Mitte des Dorfes stand auf einer kleinen Wiese das Schulhaus. Davor ein Glockenturm mit zwei Glocken, ein großer Birnbaum, eine Luthereiche aus dem Jahre 1917 und andere Bäume und Strächer (siehe obiges Bild)

sobota, 25 lutego 2023

Borowa Wilhelmswalde - Ogłoszenia - Nekrologi - Der Heimatbote

 


Następne informacje dotyczące Borowej z Der Heimatbote:

Der Heimatbote 08/72

Urodziny - 67 lat

26.8. ldm. Artur Jans w 85 Norymberga, Gibitzenhofstr.28 urodzony w Łodzi, Dąbrowska 25, do 1939 roku właściciel sklepu spożywczego w Borowie, pow. Galkuwek, następnie do 1945 roku właściciel sklepu spożywczego i firmy przewozowej w Łodzi, Sandsteinstr. 13;

Geburstag - 67 Jahre

am 26.8. Ldm. Artur Jans in 85 Nürnberg, Gibitzenhofstr.28 geb. in Lodz, Dabrowska 25, bis 1939 Inhaber eines Lebenmittelgeschäftes in Borowo, Gem. Galkuwek, darm bis 1945 Inhaber eines Lebensmittelgeschäftes und Fuhrunternehmens Lodz, Sandsteinstr. 13;

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

11/72

96 lat

w dniu 28.10. pani Katharina Nick, z domu Beier w 7033 Herrenberg, Ahornweg 8, wcześniej Borowo/Wihelmswald;

96 Jahre

am 28.10. Frau Katharina Nick, geb. Beier in 7033 Herrenberg, Ahornweg 8, fr. Borowo/Wihelmswald;

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

3/75

W Wilhelmswald/Brzeziny

Dnia 22.2. pani Ottilie Erstling z domu Patzer. 3141 Reppenstadt, Westpreußenstr.17, jej mąż Reinhold zmarł nagle w ubiegłym roku w 82 roku życia. Przesyła pozdrowienia dla wszystkich znajomych.

Auf Wilhelmswald/Brzeziny

Am 22.2. beging Frau Ottilie Erstling geb. Patzer. 3141 Reppenstadt, Westpreußenstr.17, ihr Mann Reinhold ist im vergangenen Jahr in 82. Lebensjahr Plötzlich verstorben. Sie grüßt alle Bekannten.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Urodziny 4/75

71 lat 1.4. Pani Pauline Röh z domu Kebsch w 6083 Walldorf, Albert-Schweitzerstr. 4, fr. Borowo, Kr. Brzeziny, której mąż Rudolf 17.4. skończy 72 lata.

Geburstag 4/75

71 Jahre am 1.4. Frau Pauline Röh geb. Kebsch in 6083 Walldorf, Albert-Schweitzerstr. 4, fr. Borowo, Kr. Brzeziny, deren Gatte Rudolf am 17.4.72. wird.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W dniu 19 czerwca 1972 roku zmarła nasza kochana i wierna matka i babcia 

                                                 ELSE KIRSCH z domu PATZER

w wieku 70 lat.

W cichej żałobie:

Arno Kirsch i żona Adelma

Erwin Kirsch i żona Edith

Heinz Kirsch

Helmut Kwasniewski i

żona Erna z domu Kiesch

wnuki i wszyscy krewni

3301 Weddel, Danziger Str. 42 (Arno Kirsch)

Stary dom: Wilhelmswald/Borowo koło Łodzi.

Pogrzeb odbył się 22.6. w Hordorfie koło Braunschweigu.


Am 19. Juni 1972 starb unsere liebe und treusorgende Mutter und Großmutter 

                                                 ELSE KIRSCH Geb. PATZER

im Alter von 70 Jahren.

    In stiller Trauer:

    Arno Kirsch und Frau Adelma

    Erwin Kirsch und Frau Edith

    Heinz Kirsch

   Helmut Kwasniewski und

    Frau Erna geb. Kiesch

   Enkelkinder und alle Verwandten

3301 Weddel, Danziger Str. 42 (Arno Kirsch)

Alte Heimat: Wilhelmswald/Borowo bei Lodz.

Die Beerdigung hat am 22.6. in Hordorf bei Braunschweig stattgefunden.

piątek, 24 lutego 2023

Andrzejów - Żołnierze - Car - Der Heimatbote - 02/1972

 Materiał pochodzi z Der Heimatbote - 02/1972

Dawno temu: w armii carskiej ...

Rzadkie zdjęcie: czterech Niemców z Łodzi, Konstantynowa i Andrzejowa, służących jako rosyjscy artylerzyści w Irkucku/Wschodniej Syberii. Miasto było siedzibą gubernatora na Syberię, posiadało również kościół luterański, który został poświęcony w 1907 roku. Ldsm. Leopald Schulz, nadawca zdjęcia, pisze: "W tym czasie w Irkucku mieszkało wielu protestantów i pastor zboru ewangelicko-luterańskiego musiał odprawiać nabożeństwa w trzech językach: niemieckim, łotewskim i rosyjskim. My, żołnierze, często uczestniczyliśmy w nabożeństwach; w kościele było dużo głośnego śpiewu. Kościół był piękną budowlą, nawa główna bardzo okazała, a organy wspaniałe. Cerkiew w Irkucku została sfotografowana w nr 6/68 "H"; zdjęcie to jest dla mnie trwałym wspomnieniem." Siedzący na powyższym zdjęciu to, od lewej: Leopold Schulzaus Konstantynow. dziś Oberkochen, Robert Stelzner z Andrzejowa, miejsce pobytu nieznane, Wilhelm Schmidt z Łodzi, wyemigrował do USA, Roman Freitag z Łodzi. - Inni łodzianie byli również m.in. w 1, e.~. Rudolf Buchholz, ur. 1883, który służył w piechocie piechoty i przybył tam z Mandżurii w 1907 roku, i który do dziś nadal chętnie opowiada o swoich syberyjskich dniach. Doświadczyło się już tego, co armia carska przed 1914 rokiem!



Lang ist' s her: In der Unifonn des Zaren ...

Ein seltenes Foto: Vier Deutsche aus Lodz, Konstantynow und Andrzejow, die als russ. Artilleristen in Irkutsk/Ostsibirien dienen aufgenommen um 1908. Die Stadt war Sitz des Gouverneurs für Sibirien und besaß auch eine eV.-luth. Kirche, die 1907 eingeweiht wurde. Ldsm. Leopald Schulz, Übersender des Bildes, schreibt uns: "In Irkutsk lebten damals viele Evangelische und der Pastor der eV.-luth. Gemeinde mußte in drei Sprachen Gottesdienst halten, in Deutsch, Lettisch und Russisch. Wir Soldaten haben die Gottesdienste oft besucht; in der Kirche wurde viel und laut gesungen. Das Gottes- haus war ein ansehnlicher Bau, das Kirchenschiff sehr eindrucksvoll und die Orgel wunderbar. In der Nr. 6/68 des "H" war die Irkutsker Kirche abgebildet; das Bild ist für mich eine bleibende Erinnerung." Die Dargestellten auf obigem Foto sind von links: Leopold Schulzaus Konstantynow. heute Oberkochen, Robert Stelzner aus Andrzejow, Verbleib unbek., Wilhelm Schmidt aus Lodz, ausgewandert nach USA, Roman Freitag aus Lodz. - Auch andere Lodzer waren damals in 1., z.~. Rudolf Buchholz, geb. 1883, der bei der Infanterie diente und 1907 aus der Mandschurei nach dort kam und der noch heute gern von seinen sibirischen Zeiten erzählt. Man erlebte schon was in der Armee des Zaren vor 1914

środa, 22 lutego 2023

Wygorzele - Łęczyca - Szkoła - Niemieccy osadnicy - Der Heimatbote - 19171

 

Der Heimatbote - 9.19171

Szkoła zaczyna się we wrześniu.

Oto zdjęcie z Wygorzele, aby przypomnieć nam szkolne dni z powrotem do domu. Dzielnica Lentschütz. Są to niemieckie dzieci z Wygorzele i okolic, z Rochowa, Rochówka, Kotkowa, Bowyczy, Odechowa, Sobótki.

Nadawca Frieda Appelt pisze: "Do tej szkoły uczęszczałam od 1.9.1925 do 28.6.1931. Nauczycielem był Gustaw Batke (w środku przy tablicy, przed jego 4-letnią córką). Kto z kolegów szkolnych rozpoznaje się na tym zdjęciu?

Wspomnę tylko chłopca Alfonsa Wakenhuta z Wygorzele. Moja rodzina mieszkała w Sobótce, gdzie byliśmy jedynymi Niemcami.




Schulbeginn im September

Zur Erinnerung an die heimatliche Schulzeit hier eine Aufnahme aus Wygorzele. Kreis Lentschütz. Es sind deutsche Kinder aus Wygorzele und der weiteren Umgebung, so aus Rochow, Rochowek, Kotkow, Bowyczyne, Odechow, Sobotka.

Die Einsenderin Frieda Appelt schreibt: "Ich habe diese Schule vom 1.9.1925 bis zum 28.6.1931 besucht. Der Lehrer war Gustav Batke (in der Mitte an der Tafel, vorn sein 4 jähr. Töchterchen). Wer von den Schulkameraden kennt sich auf dem Bild wieder?

Ich nenne hier nur den Jungen Alfons Wakenhut aus Wygorzele. Meine Familie wohnte in Sobotka, wo wir die einzigen Deutschen waren."

wtorek, 21 lutego 2023

Pabianice - Krusche-Ender - Zaświadczenie - Der Heimatbote

 



A co z certyfikatami z Polski?

To ciekawe pytanie dla wielu pracowników, którzy wkrótce przejdą na emeryturę i muszą przedstawić dokumenty o swoim zatrudnieniu w starej ojczyźnie. Czy można uzyskać zaświadczenia z przedsiębiorstw będących następcami dawnych firm niemieckich w Łodzi czy Pabianicach lub gdzie indziej?

Zapewne w poszczególnych przypadkach będzie to różnie wyglądało. Ldm. Alex Lenz w każdym razie odniósł sukces i widzimy powyżej przesłane mu "Zaświadczenie" wydane przez "Pamotex" (dokładna nazwa: "Pabianickie Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. Bojowników Rewolucji 1905 Roku") w Pabianicach pod datą 27.11.1970 r. Tekst w języku niemieckim brzmi: "Niniejszym zaświadczamy, że obywatel Alex Lenz, urodzony 24.8.1906 r., był zatrudniony w byłej firmie Krusche i Ender w okresie od 1.9.1921 r. do 19.3.1932 r., to jest 10,5 roku bez przerwy. Służbę wojskową odbywał od września 1928 r. do 10.9.1930 r. i w tym czasie stosunek pracy trwał zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zaświadczenie wydaje się na prośbę petenta."

Cieszy nas ta wiadomość. Niestety jednak inna wiadomość nadeszła z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Łodzi. Ta polska instytucja również przesłała na podstawie swoich dokumentów żądane potwierdzenia pracy i okresów ubezpieczenia Niemców, ale przed kilkoma tygodniami napisał do nas rodak: "Mój znajomy w Łodzi został poinformowany w tamtejszym "Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych", że wszystkie dokumenty emerytalne byłych etnicznych Niemców lub byłych obywateli polskich zostały zniszczone w 1969 roku.

W takie wiadomości trudno uwierzyć. Kto może ją potwierdzić i kto również otrzymał zawiadomienie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, oddział w Łodzi, Łódź, ul. Wólczańska 225, że zaświadczenia nie mogą być już wydawane, ponieważ dokumentacja została zniszczona w 1969 roku? Mimo upływu trzydziestoletniego okresu przechowywania dokumentów (1939-1969), zniszczenie ich, gdyby okazało się prawdą, należałoby uznać za całkowicie nieuzasadnione, wręcz bezsensowne działanie biurokratyczne, które nikomu nie przynosi korzyści. Zlikwidowane zostałyby wówczas również opłaty DM pobierane za zaświadczenia wydawane przez Polską Misję Wojskową w Berlinie Zachodnim na zasadzie "za pobraniem". Należy zbadać sprawę łódzkich dokumentów emerytalnych rzekomo zniszczonych w 1969 roku.



Wie steht es mit Bescheinigungen aus Polen?

Eine für viele Arbeitnehmer, die bald in den Ruhestand treten und Unterlagen über ihre Beschäftigungsverhältnisse in der alten Heimat vorlegen müssen, interessante Frage. Kann man von den Nachfolgebetrieben der früheren deutschen Firmen in Lodz oder Pabianice oder anderswo Bescheinigungen erhalten?

Das dürfte von Fall zu Fall verschieden sein. Ldm. Alex Lenz jedenfalls hat Erfolg gehabt und wir sehen oben die "Zaświadczenie", die ihm geschickt wurde, ausgestellt von "Pamotex" (genauer Name: "Pabianickie Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. Bojowników Rewolucji 1905 Roku") in Pabianice unter dem 27.11.1970. Auf deutsch heißt der Text: "Hiermit wird bescheinigt, daß der Bürger Alex Lenz, geb. am 24.8.1906, bei der früheren Firma Krusche und Ender im Zeitraum vom 1.9.1921 bis 19.3.1932 beschäftigt war, das sind 10,5 Jahre ohne Unterbrechnung. Den Militärdienst leistete er vom September 1928 bis zum 10.9.1930 und während dieser Zeit blieb sein Arbeitsverhältnis entsprechend den geltenden Bestimmungen bestehen. Die Bescheinigung wird auf Bitte des Petenten ausgestellt."

Wir freuen uns darüber. Leider aber ist aus der Sozialversicherungsanstalt in Lodz eine anderslautende Nachricht gekommen. Diese polnische Anstalt schickte aufgrund ihrer Unterlagen auch die gewünschten Bestätigungen über Arbeits-und Versicherungszeiten von Deutschen, aber vor einigen Wochen schrieb uns ein Landsmann: "Meinem Bekannten in Lodz hat man im dortigen "Zaklad Ubezpieczen Spolecznych" mitgeteilt, daß sämtliche Rentenunterlagen von ehemaligen Volksdeutschen bzw. frühren polnischen Staatsangehörigen im Jahre 1969 vernichtet worden sind."

Eine solche Nachricht ist kaum zu fassen. Wer kann sie bestätigen und hat vom Zaklad Ubezpieczen Spolecznych, oddzial w Lodzi, Lodz, ul. Wolczanska 225, auf seine Anfrage auch den Bescheid bekommen, daß Bescheinigungen nicht mehr ausgestellt werden können, weil 1969 die Unterlagen vernichtet wurden? Zwar ist eine dreißigjährige Aufbewahrungsfrist verflossen (1939-1969) ,dennoch müßte die Vernichtung der Unterlagen, sollte sie sich bewahrheiten, als eine völlig ungerechtfertigte, ja sinnlose Bürokratenhandlung angesehen werden, die niemandem nützt. Die DM-Gebühren, die für ausgestellte Bescheinigungen von der Polnischen Militärrmission in West-Berlin per Nachnahme erhoben werden, fallen dann ja auch weg. Der Angelegenheit der 1969 vorgeblich vernichteten Lodzer Rentenunterlagen muß nachgegangen werden.

środa, 18 stycznia 2023

Olechów - Ogłoszenia - Heimatbote

Ostatnio sporo zamieszczałem informacji o niemieckich osadnikach w Olechowie. W Heimatbote znalazłem kilka informacji, które prezentuję:

Z okazji 70-tych urodzin 16 grudnia 1965 r. mistrz kowalski Traugott Sc h m e l i ch z Olechowa koło Łodzi przesyła pozdrowienia wszystkim przyjaciołom ojczyzny. Obecnie mieszka w 405 Mönchengladbach Rheindahlen, Mennrather Str. 24. Gratulacje dla jego żony Erdmine z domu Grulke, córek Alice i Gertrud i ich mężów, 5 wnuków, 5 sióstr i 2 braci. 

Anläßlich seines 70. Ehrentages am 16. 12. 1965 sendet Schmiedemeister Traugott Sc h m e l i ch  aus Olechow bei Lodz Grüße an alle Heimatfreunde. Er wohnt jetzt in 405 Mönchengladbach Rheindahlen, Mennrather Str. 24. Zu seinem Wiegenfest gratulierten Gattin Erdmine geb. Grulke, die Töch-Alice und Gertrud und ihre Männer, 5 Enkel, 5 Schwestern und 2 Brüder


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po długim cierpieniu, a jednak nagle i niespodziewanie, Pan Bóg zabrał mi drogiego męża, dobrego ojca, dobry ojciec, teść i dziadek

                                     OTTO GLASS

W wieku 77 lat zabrał go do swojego królestwa. W najgłębszym smutku:

Paula Glas z domu Koscherkewitz

Gertrud Maas z domu Glass

Paul Maas

wnuki Harry, Ingeborg i Karin

3262 Steinbergen, Pommernweg 262 (Maas)-.

Niezapomniana ojczyzna: Olechów koło Łodzi


Nach langem Leiden, dennoch plötzlich und unerwartet, nahm Gott der Herr am 11. 10. 69 meinen lieben Mann und guten Vater, Schwiegervater und Opa

                               OTTO GLASS

Im Alte.r von 77 Jahren zu sich in sein Reich.

In tiefem Leid:

Paula Glass geb. Koscherkewitz

Gertrud Maas geb. Glass

Paul Maas

die Enkelkinder Harry, Ingeborg und Karin

3262 Steinbergen, Pommernweg 262 (Maas)-

Unveregßliche Heimat: Olechow bei Lodz

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Thea Konrad-Sanne 
Am 27 .Juli 1954 verstarb in Oker (Harz) Frau Thea Konrad, geb. Hanelt, die in weitesten lodzer Kreisen unter ihrem Firmennamen Thea San ne bekannt gewesen ist. Der Todberlöste die Verstorbene im Alter von 77 Jahren von einem schweren leiden ,das sie in den letzten Monaten ihres arbeitsreichen lebens auf das Krankenbett geworfen hatte. Die Verstorbene war am 23. 7.• 1877 zu Olechow/Lodz geboren. Sie hatte im Jahre 1901 den Kaufmann Bruno Sanne geheiratet. Im Jahre 1908 gründete sie das sehr bekannte Einzelhandelsgeschäft mit Glas- und Porzellanwaren "Thea Sanne", Lodz, Petrikauer Straße 175, dem sie unermüdlich schaffend bis zum Tage der Flucht am 17. 1. 1945 vorstand. Seit dem 10. 5. 1927 lebte die von uns gegangene in glücklicher Ehe mit dem Kurdirektor a. D. Michael Konrad. Der Tod der Heimgegangenen wird nicht nur von ihrem Gatten, der Tochter Thea Lohrer, dem Enkelsohn Lars und den Schwestern Magdalene Hanelt und Emilie Schwalbe, sowie den nächsten Anverwandten betrauert, vielmehr hatte die Verstorbene sich in ihrem schaffensreichen Leben durch ihr weites Herz viele Freunde gewonnen die mit ihren Nächsten ihrer fernerhin in Liebe und Schmerz gedenken werden. G


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5/1956


21 stycznia 1956 roku, zginął tragicznie w Frickenhausen mój drogi mąż, nasz dobry ojciec i dz

                                                     Gottlieb Mergenthaler w wieku prawie 75 lat. 

Jego starym domem był Olechów koło Łodzi.

W głębokiej żałobie:

Żona Anna Mergenthaler, i dzieci:

Farn. Martha Töpfer, Frickenhausen

Farn. Emma Führus, Nordhorn

Farn. Lotte Koch, Ochsenfurth i

paproć. Alfred Mergenthaler, Nordhorn

Frickenhausen koło Ochsenfurtu nad Menem



Am
21. Januar 1956 verunglückte tödlich in Frickenhausen mein lieber Gatte, unser guter Vater und Großvater


                       Gottlieb Mergenthaler im Alter von nahezu 75 Jahren. 

Seine alte Heimat war Olechow bei Lodz. .
In tiefer Trauer:
Die Ehefrau Anna Mergenthaler, sowie Kinder:
Farn. Martha Töpfer, Frickenhausen
Farn. Ernrna Führus, Nordhorn
Farn. Lotte Koch, Ochsenfurth, und
Farn. Alfred Mergenthaler, Nordhorn
Frickenhausen bei Ochsenfurt am Main

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5/1956

Spodobało się Panu nad życiem i śmiercią, om 13. 3. 56 moja kochana mama, babcia i szwagierka

                                           Bertha Mergenthaler, z domu Rückheim

w wieku 74 lat do swojego wiecznego domu. Poszła za swoim mężem Heinrichem Mergenthalerem, który poprzedził ją 4 lata temu. Jej starym domem był Augustów koło Łodzi.

W milczącej żałobie:

Rodzina Berthold Mergenthaler, Winterborn

Rodzina Frieda Welfle, Lemförde

Rodzina Selma Führus, Winterborn

Rodzina Alfred Mergenthaler, Berlin

- Winterborn/Pfalz, powiat Rockenhausen



Dem Herrn über Leben und Tod gefiel es, om 13. 3. 56 meine liebe Mutter, Großmutter und Schwägerin

                                                 Bertha Mergenthaler, geb. Rückheim
im Alter von 74 Jahren zu sich in die ewige Heimat abzurufen. Sie folgte ihrem Ehemann Heinrich Mergenthaler, der ihr vor 4 Jahren vorausging. Ihre. alte Heimat war Augustow bei Lodz.
In stiller Trauer:
Fam. Berthold Mergenthaler, Winterborn
Fam. Frieda Welfle, Lemförde
Fam. Selrna Führus, Winterborn
Fam. Alfred Mergenthaler, Berlin
Winterborn/Pfalz, Kr. Rockenhausen

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

3/57 Poszukiwani

Ida Schmidt z domu Werk, urodzona 17. 8. 1904 r. w Olechowie, przyjęta na ul. Żeromskiego w Łodzi z dziećmi Harrym i Walim, z rodziny Böttcher.

Ida Schmidt geb. Werk, geb. 17. 8. 1904 in Olechow, zul. Ludendorfstrasse in Lodz mit Kinder Harry und Walli, von Familie Böttcher.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

9/58 Poszukiwani

Emanuel R ü c k h e i m, urodzony w Olechowie koło Łodzi, w wieku od 58 do 65 lat. lat, rzeźnik, miał 2 córki i ostatnio w Wiskitnie sklep i masarnie. Szuka: Karl Jenisch.

Emanuel R ü c k h e i m, geb.in Olechow bei Lodz, 58 bis 65 Jahre, Fleischer, hatte 2 Töchter und zuletzt in Wiskitno
einen Kauf- und Fleischerladen. Sucher: Karl Jenisch. "

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

12/72