Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freie Presse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freie Presse. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2026

Huta Bardzińska - Kościół ewangelicki - Konfirmacja - 1933

Napisał do mnie  Bartosz A., że znalazł mój blog a w nim materiały dotyczące Dalikowa. Dzisiaj odbyliśmy miłą rozmowę telefoniczną. Myślę, że nie ostatnią. Przesłał mi zdjęcie kościoła ewangelickiego w Hucie Bardzińskiej (poprawił je mój przyjaciel Kacper). Kościółek jak prawie wszystkie inne zburzono po zakończeniu wojny w 1945 roku. W Bibliotece Cyfrowej znalazłem relację z Konfirmacji w tym kościele, myślę, że będzie to dobrym uzupełnieniem. 

Freie Presse. 1933-05-03 Jg. 11 Nr 121

Konfirmacja w Hucie Bardzińskiej.  W niedzielę w Hucie Bardzińskiej odbyła się tegoroczna konfirmacja. Przy dźwiękach trąbek i dzwonów konfirmanci, na czele z pastorem J. Busem, nauczycielem i kantorem O. Wolskim oraz kolegium kościelnym, wkroczyli do uroczyście udekorowanego kościoła. Konfirmowani zostali: Irma Fenger, Wanda Ludwig, Maria Reimann, Wanda Schönknecht, Anna Woendland, Bruno Frank, Egon Hoffmann, Edmund Jaschke, Erwin Kirsch, Zygmunt Krüger, Eduard Metler, Alfred Wendland i Eduard Zück. W niedzielę konfirmacja odbędzie się również w Aleksandrowie.





Kościół ewangelicko-luterański w Hucie Bardzińskiej koło Aleksandrowa (zdjęcie: Th. Schulz Aleksandrów)
Die evangelisch=lutherische Filialkirche in Huta Bardzińska bei Alexandrów (Foto. Th. Schulz Alexandrów)

Konfirmation in Huta-Bardzinska.  Am Sonntag fand in Huta-Bardzinska die diesjährige Konfirmation statt. Bei Posaunenspiel und Glockengeläut begaben sich die Konfirmanden unter Vorantritt des Pastors J. Buse, des Lehrers und Kantors O. Wolski, sowie des Kirchenkollegiums in die festlich geschmückte Kirche. Konfirmiert wurden: Irma Fenger, Wanda Ludwig, Maria Reimann, Wanda Schönknecht, Anna Woendland, Bruno Frank, Egon Hoffmann, Edmund Jaschke, Erwin Kirsch, Zygmunt Krüger, Eduard Metler. Alfred Wendland. Eduard Zück. Am Sonntag findet auch in Alexandrow die Konfirmation statt. 

wtorek, 7 maja 2024

Kiełczówka - Moszczenica - Cmentarz wojenny - Niemira - Freie Presse - 1937 - cz.2

 Barwna i ciekawa opowieść o ratowaniu cmentarza wojennego i pamiątkowego krzyża, dzięki p. Niemirze!




                             JAK URATOWANO CMENTARZ BOHATERÓW.

Przyjaciel naszej gazety przesłał nam kilka zdjęć, które wykonał w Kiełczówce koło Bab (niedaleko Piotrkowa), część z nich nasi czytelnicy znajdą w dzisiejszym dodatku zdjęciowym.

Historia krzyża i wejścia na cmentarz jest następująca:

Krzyż został postawiony w marcu 1915 r. przez dr Josefa Neugebauera, obecnego dyrektora i właściciela sanatorium „Sudetenhof” w Gräfenbergu (koło Freiwaldau) oraz kilku jego rodaków. Dr Neugebauer przez kilka miesięcy w 1915 r. był lekarzem w szpitalu wojennym pod Kiełczówką; przed wyjazdem postawiono tam krzyż z niemieckim napisem. Ten i znajdujący się pod nim kamień pamiątkowy miały upamiętniać wojnę.

Dr Neugebauer był niedawno w Łodzi i naturalnie - po prawie 23 latach - odwiedził miejsca swojej wojennej działalności w towarzystwie naszego kuratora. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu wspomniany krzyż nadal stał. Napisy były jednak trudne do odczytania.

W celu ich odświeżenia obaj panowie odwiedzili właściciela niewielkiego majątku Kiełczówka. W drodze do dworu szukali drogi między Babami a Czarnocinem. Wzdłuż drogi pod koniec 1915 roku założono cmentarz wojenny. Właściciel majątku, pan Feliks Niemira, był zarówno zaskoczony, jak i uradowany wizytą - od 1918 roku, czyli odkąd majątek stał się jego własnością, nikt nie wykazywał życzliwego zainteresowania krzyżem ani cmentarzem.

Wręcz przeciwnie: pewnego dnia w imieniu władz pojawiła się komisja, która zaczęła „przenosić” cmentarz. Niemira pospieszyła zapobiec dalszemu niszczeniu. Komisja miała za zadanie zebrać szczątki poległych za ojczyznę Polaków, Rosjan, Austriaków i Niemców i umieścić je w zbiorowych mogiłach. Powodem było to, że rolnicy żądali wysokiego czynszu za groby na ich ziemi, na co nie było funduszy. Po telefonicznej skardze do Urzędu Wojewódzkiego, pan Niemira otrzymał pozwolenie na ochronę swoich zmarłych bohaterów, ale musiał złożyć pisemną deklarację, że nie będzie żądał czynszu za krzyż i cmentarz.

Pan Niemira powiedział swoim gościom:

„Aby zapobiec podobnemu działaniu w przyszłości, zastrzegłem hipoteką, że ziemie, o których mowa, będą należeć do zmarłych na całą wieczność, ale nie przejdą na nowego właściciela w przypadku jakiegokolwiek przeniesienia majątku w inne ręce, czy to w drodze dziedziczenia, czy sprzedaży”.

Jest to tak rzadki, a może nawet wyjątkowy wyczyn, że zasługuje na uwagę opinii publicznej.

Należy go docenić tym bardziej, że według wszystkiego, co nasz poręczyciel był w stanie zobaczyć, pan Niemira żyje w bardzo trudnych warunkach.

Tym większe są nasze podziękowania dla tego naprawdę szlachetnego człowieka!




                           WIE EIN HELDENFRIEDHOF GERETTET WURDE.

Ein Freund unseres Blattes sandte uns eine Anzahl Lichtbilder zu, die er in Kielcżówka bei Baby (unweit Petrikau) aufgenommen hat und von denen unsere Leser einige in der heutigen Bilderbeilage finden.

Die Geschichte des darauf bargestellten Kreuzes und des Friedhofeinganges ist folgende:

Das Kreuz wurde im März 1915 von dem auf dem Bild sichtbaren Dr. Josef Neugebauer, dem jetzigen Leiter und Besitzer des Sanatoriums "Sudetenhof" in Gräfenberg (bei Freiwaldau) und einigen seiner Landleute errichtet. Dr. Neugebauer wat 1915 einige  Monate Arzt in einem Kriegslazarett bei Kiełczówka; vor dem Weiterwandern wurde dort das Kreuz aufgestellt, das mit deutscher Inschrift versehen wurde. Dieses und der Gedenkstein darunter sollten an den Krieg erinnern.

Dr. Neugebauer weilte kürzlich in Lodz und suchte natürlich - nach fast 23 Jahren - in begleitung unseres Bewährsmanns die Stätten seiner Tätigkeit im Kriege auf. Zu seiner großen Freunde stand das oben erwähnte Kreuz noch. Allerdings waren die Inschriften nur noch schwer lesbar.

Um sie auffrischen zu lassen, suchten beide Herren den Besitzer des kleinen Gutes Kiełczówka auf. Auf dem Weg zum Gutshof suchten sie den zwischen der Station Baby und Czarnocin. Ende 1915 am Weg angelegten Kriegerfriedhof auf. Der Gutsbesitzer, Herr Feliks Niemira, war über den Besuch ebenso überrascht wie erfreut - seit 1918, d. h. seit Uebergang des Gutes in seinen Besitzt, hatte niemand ein wohlwollendes Interesse für das Kreuz und den Friedhof bezeigt.

Im Gegenteil: eine Tages erschien eine Kommission in Behördlichen Auftrag und begann den Friedhof zu "verlegen". Niemira eilte herbei und verhinderte die weitere Zerstörung. Die Kommission hatte den Auftrag die Gebeine der für ihr Vaterland gefallenen Polen, Russen, Oesterreicher und Deutschen zu sammeln und in Massengrab unterzubringen. Als Grund wurde angegeben, die Bauern verlangten für die auf ihren Grund und Boden befindlichen Gräber ein hohes Pachtgeld, wofür aber keine Mittel vorhanden seien. Auf seine telephonische Beschwerde bei der Wojewodschaft hin erhielt Herr Niemira die Erlaubnis, seine Toten Helden zu schützen, mußte aber eine schriftliche Erklärung abgeben, daß er keine Pacht für Kreuz und Friedhof verlangen werde.

Herr Niemira erzählte seinen Gästen:

"Um einer ähnlichen Maßnahme auch für die Zukunft vorzubeugen, habe ich hypothekarisch festgelegt, daß die betreffenden Ländereien für alle Ewigkeit den Toten gehören sollen, nicht aber bei einem etweigen Uebergang des Gutes in andere Hände, sei es durch Erbschaft oder durch Verkauf, an den neuen Besitzer mit übergehen."

Das ist eine so seltene, vielleicht sogar einzig dastehende Großtat, daß sie verdient, der Oeffentlichkeit zur Kenntnis gebracht zu werden.

Sie ist um so höher einzuschätzen, als nach allem, was unser Gewährmann sehen konnte, Herr Niemira in sehr bedrängten Verhältissen lebt.

Um so größer ist unser Dank an diesen wahrhaft edlen Menschen!




poniedziałek, 6 maja 2024

Łaznowska Wola - Grömbach - Freie Presse - Pożar - 1937

       O tej tragedii jaka wydarzyła się  28 maja 1937 roku w Łaznowskiej Woli pisałem na moim blogu wcześniej (30 czerwca 2021). Dwa artykuły, różnią się w swoich opisach. Najważniejszy to ten, że w obecnym podano, że spłonęło 20 gospodarstw, w polskiej gazecie, że 36 zabudowań.  W tym artykule podano, że sprawcami tego pożaru byli polscy pracownicy mieszkający w pobliżu cegielni. W części 2, zamieszczam zdjęcia zrobione krótko po pożarze.


Łaznowska Wola - Grömbach - Rokiciny - Pożar - Straż Pożarna - Republika - 1937

       


                     

                                                      Niemiecka wioska w ruinie.

                         (Od członka naszej redakcji pkb, który podróżował do Grömbach).


Jedną z najlepszych dróg w województwie łódzkim (a jest naprawdę dobra), przez Andrzejów, Königsbach - Bukowiec i Karpin dotarliśmy w niespełna godzinę pod tablicę informującą, że stuletnia niemiecka wieś przydrożna Grömbach - Łaznowska Wola - części maszyn rolniczych - znajdowała się właśnie tutaj, około 30 kilometrów od Łodzi, przy drodze prowadzącej do Rokicin i Gałkówka.

Chciałoby się wręcz powiedzieć: była. Z pięknych domów otoczonych ogrodami pozostało niewiele, a zamiast stodół i stajni widać tylko zwęglone, tlące się jeszcze belki i pogięte części maszyn rolniczych.

Dwadzieścia dwie farmy zostały zniszczone przez płomienie w ciągu kilku krótkich godzin w zeszłym tygodniu. Wysiłki ratunkowe mężczyzn i kobiet spieszących do domu, bezinteresowna, praktyczna pomoc przejeżdżających oficerów, późne przybycie straży pożarnej z Łodzi, Tomaszowa i Brzecina - niektórzy ludzie z Grömbach ledwo zdołali uratować swoje życie  i swoich małych dzieci.

Nieświadomi świadkowie pożaru, który wybuchł o godzinie 11 w domu zamieszkałym przez polskich robotników obok miejscowej cegielni, byli zrozpaczeni. W ciągu kilku minut lecące iskry, którym sprzyjał silny wiatr, podpaliły kryte strzechą dachy gospodarstw w Łaznowskiej Woli na przestrzeni prawie półtora kilometra. Płomienie oszczędziły tylko dwa lub trzy murowane gospodarstwa. Spłonęły gospodarstwa: Boberka, Fiksa, Rittmanna, Włodarczyka, Promińskiego, Pauline Kühler, Karla Kühlera, Rudolfa Klemma, Ludwiga Klemma, Kepplera, Rudolfa Hau, Friedricha Klemma, Friedenstaba, Kuhlmanna, Hinza, Menera, Wegnera, Juliua Eglera i Karla Grubera. Spłonęło również gospodarstwo Grunwalda, które znajdowało się już w Rokicinach. Większość poszkodowanych nie była ubezpieczona w ogóle lub tylko w ograniczonym zakresie.

Łaznowska Wola była zamieszkana głównie przez Szwabów i został założony około 1800 r. przez Południowopruską Komorę Wojenną i Domenalną oraz Urząd Domenalny w Łaznowie. Mniej więcej w tym samym czasie powstały również osady Wiończyń, Wilhelmswald - Borowa, Grünberg - Zielona Góra i Neu-Sulzfeld - Nowosolna, dobrze znane wszystkim łodzianom jako letniska.

Gruzy wciąż dymią, a zapach spalenizny unosi się nad okolicą kilometrami - ale ręce niemieckich rolników, początkowo zrozpaczone i zastygłe w bezradności, już znów pracują. Twarde chłopskie pięści już przybijają deskę do deski, kobieca pracowitość już pielęgnuje pola, pola i wyblakłe bydło, choć z łzawiącymi oczami.

A ziarno na polach dojrzewa i kwitnie. Drzewa i łodygi są ciężkie od owoców. Szeroka ziemia oddycha życiem. 

J.G.B. dał nam 5 złotych i E.R. również 5 złotych, w sumie 10 złotych jako pierwszą darowiznę dla ciężko doświadczonych mieszkańców w Łaznowskiej Woli.



Ein deutsche Dorf in Schutt und Asche.
(Von unserem nach Grömbach entstandten pkb-Redaktionsmitglied). 


 

Auf einer des besten Straßen der Lodzer Wojewodschaft (die wirklich gut ist), sind wir in knapp eine Stunde über Andrzejów, Königsbach und Karpin an der Tafel angelangt, die in etwa 30 kilometer Entfernung von Lodz – an der Straße, die nach Rokiciny i Gałkówek weiterführt – besagt, daß sich hier das hundertjähriger deutsche Straßendorf Grömbach – Teile landwirtschaftlicher Maschinen.

Fast möchte man sagen: befand. Denn von den gartenumgebenen Schmucken Häusern sind nich viele mehr übrig geblieben, und anstelle der Scheunen und Ställe sieht man nur verkohlte, noch schelende Balken und verbogene Teil landwirtschtlicher Maschinen.

Zweiundzwanzig Wirtschaften sin dam Freietag der verganengen Woche im Laufe kurzer Mittagsstunden ein Raub der Flammen geworden. Nichts halfen die Rettungsbemühungen der von den Zelben heimwärts stürzenden Männer und Frauen, nichts die uneingennützige, praktische Hilfe zufällig vorbeifahrender Offiziere, nicht das späte Eintreffen der Lodzer, Tomaschower und Brzeziner Feuerwehr – manchem Grömbacher gelang es kaum, sein und Feiner kleinen Kinder nacktes Leben zu retten.

Berzweifelte Bilder boten sich den ohnmächtigen Zeugen des Brandes, der um 11 Uhr in einem neben der örtlichen Ziegelei befindlichen, von polnischen Arbeitern bewohnten Haus ausbrach. Der durch starken Wind begünstigte funkenflug setzte im Laufe weniger Minuten die Strohdächer der Gehöfte von Grömbach auf einer Strecke von nahezu eineinhalb Kilometer in Brand. Nur zwei oder drei gemauerte Wirtschaften blieben von den Flammen verschont. Die auf die Grundmauern brannten nie der die Wirtschaften von: Boberek, Fiks, Rittmann, Włodarczyk, Promiński, Pauline, Kühler, Karl Kühler, Rudolf Klemm, Ludwig Klemm, Keppler, Rudolf Hau, Friedrich Klemm, Friedenstab, Kuhlmann, Hinz, Mener, Wegner, Julius Egler und Karl Gruber. Auch die bereits in Rokiciny liegende Wirtschaft von Grunwald verbrannte. Die meinsten der Getroffenen waren überhaupt nicht ober nur gering versichert.

Grömbach ist eine zumeist von Schwaben bewohnte, die um 1800 von der südpreußischen Kriegs-und Domänenkammer und Domänenamte Łaznów gegründet wurde. Zur gleichen Zeit etwa entstanden auch die als Sommerausenthaltsorte allen Lodzer bestens bekkanten Siedlungen Wionczyn, Wilhelmswald, Grünberg und Neu-Sulzfeld.

Noch rauchen Trümmer noch liegt kilometerweit Brandtgeruch über dem Land – aber schon sind die anfangs in Berzweiflung gestalteten, in Hilflosigkeit erstarrten Hände hundertfältig geprüfter deutscher Bauern wieder tätig. Schon nagelt harte Bauernfaust Bret tan Brett, schon besorgt, wenn auch tränenden Auges, Frauenfleiß Acker, Feld und verblibenes Bieh.

Und die Saat auf den Feldern reift und blüht. Fruchtschwer sind Bäume und Halme. Leben atmet das weite Land.

Als erste Spende für die schwer geprüften Volksgennosen in Grömbach wurden uns von J.G.B. 5 Zloty und von E.R. ebenfalls 5 Zloty zusammen 10 Zloty übergeben.



czwartek, 8 grudnia 2022

Borowa Wilhelmswalde - Historia powstania wsi - Akt nadania ziemi - Freie Presse - 1938 - cz.2

       Badrzo ciężki materiał do tłumaczenia, przepraszam za nieścisłości ...                                                                

                                                                      §.1

Królewska Izba Wojny i Domen przyznała koloniście Johannowi Mitterstädtowi dzierżawę Zwenhufner, oznaczoną nr 23 w Kolonii Borowa., która według mapy cedrowej, jest pomiędzy 22 i 24 numerem, z drogą prowadzącą przez kolonię i z granicą Gałkowskiego Lasu, a według rejestru geodezyjnego wynosi 60 łanów 90 prętów - napisano: sześćdziesiąt łanów i 90 prętów, w prawowitą trwałą i nieodwołalną dziedziczną dzierżawę od dnia 1 grudnia 1800 roku, słownie: tysiąc osiemset, pod warunkiem, że tenże będzie korzystał z tej nieruchomości według najlepszej swojej wiedzy i rozeznania, zgodnie z prawdziwym typem i zwyczajem dziedzicznej własności czynszowej, także za zgodą Izby Królewskiej. Izba może przenieść swoje prawa do gruntu i dzierżawy na inne osoby w drodze kupna, ale może nimi swobodnie dysponować w każdy inny sposób; wszystko to jednak z zastrzeżeniem warunków opisanych i określonych bardziej szczegółowo poniżej.

                                                                         §.2

Dzierżawca dziedziczny winien zatem z całą sumiennością i starannością dążyć do odzyskania wyżej opisanej nieruchomości, która została mu już tymczasowo przyznana, a która zostanie formalnie przekazana przez sąd przed oddaniem obecnego kontraktu dzierżawy dziedzicznej, tak aby była ona całkowicie uprawiona najpóźniej do dnia 1 grudnia 1809 roku, słownie: tysiąc osiemset dziewięć.

                                                                         §.3

wznosić na wydzierżawionym mu gruncie budynki mieszkalne i gospodarcze, zgodnie z instrukcjami Izby Królewskiej, w szczególności wybudować dobry fundament pod podkłady, wznieść komin bądź z kamienia palonego, bądź z cegły powietrznej, a także ustawić budynek frontem do drogi. Nawiasem mówiąc, zagroda musi być zbudowana dokładnie w miejscu oznaczonym w geodezji jako teren budowy.

                                                                         §.4

Drewno potrzebne do budowy będzie dostarczane nieodpłatnie z lasu w Łaznowie, o ile nie znajduje się na wyznaczonym terenie. Dotyczy to jednak tylko pierwszej budowy; darmowe drewno nie będzie dawane na nowe budynki lub naprawy w przyszłości; to raczej właściciel terenu decyduje, jakie drewno jest dostępne na potrzeby kolonii według jego uznania. Podobnie jest z drewnem opałowym, które w sezonie wolnym od pracy jest dostępne ponad potrzeby kolonii.

                                                                         §.5

Za wypełnienie wszystkich tych zobowiązań dzierżawca otrzyma dziewięć wolnych lat, z zastrzeżeniem klauzuli 9, począwszy od 1 grudnia 1800 roku (tysiąc osiemset), w taki sposób, że wygasną one 1 grudnia 1809 roku (tysiąc osiemset osiem)

                                                                         §. 6

W czasie tych wolnych lat dzierżawca będzie całkowicie zwolniony od wszelkich rzeczywistych obowiązków i obciążeń, z wyjątkiem tych wymienionych w poprzednim rozdziale. Jeżeli jednak w tym terminie nie dopełni wymienionych obowiązków, nie uprawia ziemi ani nie wzniesie i nie ukończy budynków zgodnie z przepisami, Izba Królewska będzie uprawniona nie tylko do uznania, że utracił on swój udział dziedziczny i dziedziczne prawa dzierżawy bez żadnych fars proceduralnych i do natychmiastowego odebrania mu nieruchomości, ale także do pociągnięcia go do odpowiedzialności za szkody wynikłe ze zwłoki w uprawie. Także

                                                                          §. 7

Jeśli jednak dzierżawca tego nie uczyni, Izba Królewska będzie upoważniona do natychmiastowego odebrania dzierżawy i zadysponowania nią w inny sposób, bez uwzględnienia, czy dzierżawca wydał już więcej na dzierżawę. Przegrywa on koszty, które poniósł w ramach kary za wykroczenie jednocześnie z utratą dzierżawy

                                                                           §. 8        

Po upływie lat wolnych, dzierżawca obowiązany jest płacić Królewskiej Komorze Wojennej i Domowej, albo tej władzy lub skarbowi, który poleci otrzymać, roczny kanon ziemi, która może być użytkowana. Składa się na to wartość dziewięciu berlińskich buszli żyta, przy czym buszel obliczany jest według dnia komornego na 16 ggr, a więc w sześciu talarach - gggr - den; za kopyto magdeburskie lub 4 ggr. 9 3/5 den; za jeden taki akr.

Jeżeli teraz dziedziczny dzierżawca, stosownie do wielkości swego gospodarstwa opisanego powyżej, posiada 60 arów 90 rutew i po odjęciu placu budowlanego, który nie jest oprocentowany i zawiera 90 rutew (Rute albo Ruthe) pruski albo reński = 4 kroki = 12 stóp = 3,766 m), a więc posiada ogólnie 60 arów oprocentowanego gruntu, to Kanon wynosi 12 Rthlt. - ggr - słownie 12 Talarów - które leasingobiorca otrzyma w dwóch ratach, 

1 czerwca.. 



                                                                          §.1

Die Königliche Kriegs- und Domänenkammer hat dem Kolonisten Johann Mitterstädt das Stablissement Zwenhufner, bezeichnet mit Nr. 23 in der Kolonie Borowa, zugesprochen..., die nach der Zedernkarte zwischen 22 und 24 liegt, mit einer Straße, die durch die Kolonie führt, und mit der Grenze des Waldes von Galkov, und nach dem Register des Landvermessers 60 ³ans 90 prêts - geschrieben: sechzig ³ans und 90 prêts, in ein rechtmäßiges dauerhaftes und unwiderrufliches Erbpachtverhältnis ab 1. Dezember 1800, ver: eintausendachthundert, unter der Bedingung, dass er das besagte Grundstück nach bestem Wissen und Gewissen und nach der wahren Art und Sitte des Erbpachtgrundstücks nutzt, auch mit Zustimmung des Königshauses. Die Kammer kann ihre Rechte an den Grundstücken und den Pachtverträgen durch Kauf auf andere übertragen, aber auch auf jede andere Art und Weise frei darüber verfügen, allerdings nur unter den nachfolgend beschriebenen und näher erläuterten Bedingungen.


                                                                         §.2

Der Erbpächter soll sich daher mit Fleiß und Gewissenhaftigkeit bemühen, das oben beschriebene Eigentum, das ihm bereits vorläufig zugestanden wurde und das vor der Rückgabe der jetzigen Erbpacht vom Gericht förmlich übertragen wird, zurückzufordern, so dass er spätestens am 1. Dezember 1809, in Worten: eintausend achthundert neun, voll berechtigt sein wird.


                                                                         §.3

auf dem ihm verpachteten Land Wohn- und Wirtschaftsgebäude nach den Anweisungen des Königshauses zu errichten, insbesondere ein gutes Fundament für das Fundament zu bauen, einen Schornstein entweder aus gebranntem Stein oder aus Luftziegeln zu errichten und das Gebäude zur Straße hin zu stellen. Das Gehöft muss übrigens genau an der Stelle errichtet werden, die in der Vermessung als Bauplatz ausgewiesen ist.


                                                                         §.4

Das für den Bau benötigte Holz wird kostenlos aus dem Wald in Laznovo geliefert, sofern es sich nicht in dem ausgewiesenen Gebiet befindet. Dies gilt jedoch nur für den ersten Bau; für künftige Neubauten oder Reparaturen wird kein kostenloses Holz zur Verfügung gestellt; vielmehr liegt es im Ermessen des Grundeigentümers zu entscheiden, welches Holz für die Kolonie zur Verfügung steht. Das Gleiche gilt für Brennholz, das über den Bedarf der Kolonie in der freien Zeit hinaus zur Verfügung steht.


                                                                         §.5

Für die Erfüllung all dieser Verpflichtungen erhält der Pächter vorbehaltlich der Klausel 9 neun freie Jahre, die am 1. Dezember 1800 (eintausendachthundert) beginnen und am 1. Dezember 1809 (eintausend acht hundert acht) enden.


                                                                         §. 6

Während dieser Freijahre ist der Pächter von allen tatsächlichen Verpflichtungen und Lasten, mit Ausnahme der im vorstehenden Abschnitt genannten, vollständig befreit. Kommt er jedoch den genannten Verpflichtungen nicht innerhalb dieser Frist nach, bewirtschaftet er das Land nicht oder errichtet und vollendet er die Gebäude nicht vorschriftsmäßig, so ist das Königshaus berechtigt, nicht nur zu erklären, dass er seinen Erbteil und seine Erbpachtrechte ohne jede Verfahrensfarce verwirkt hat, und ihm den Besitz sofort zu entziehen, sondern ihn auch für den aus der Verzögerung der Bewirtschaftung resultierenden Schaden haftbar zu machen. Auch


                                                                          §. 7


Unterlässt der Mieter dies jedoch, ist das Königshaus berechtigt, den Mietvertrag sofort zurückzunehmen und anderweitig darüber zu verfügen, ohne Rücksicht darauf, ob der Mieter bereits mehr für den Mietvertrag ausgegeben hat. Er verliert die Kosten, die ihm als Strafe für die Zuwiderhandlung entstanden sind, gleichzeitig mit dem Verlust des Mietvertrags.


                                                                           §. 8        

Nach Ablauf der Freijahre ist der Pächter verpflichtet, an die Königliche Kriegs- und Hausratskammer oder an die von ihr beauftragte Behörde oder Kasse einen jährlichen Kanon der nutzbaren Flächen zu zahlen. Dieser besteht aus dem Wert von neun Berliner Scheffeln Roggen, wobei ein Scheffel nach dem Kammertag zu 16 ggr, also in sechs Thalern - gggr - den berechnet wird; für eine Magdeburger Hufe oder 4 ggr. 9 3/5 den; für einen solchen Acre.

Wenn nun der Erbpächter nach der oben beschriebenen Größe seines Betriebes 60 Morgen von 90 Ruthen besitzt und nach Abzug des Bauhofes, der nicht zinstragend ist und 90 Ruthen (Rute oder Ruthe) preußisch oder rheinisch = 4 Schritte = 12 Fuß = 3,766 m) enthält, also 60 Morgen zinstragendes Land im allgemeinen besitzt, so beträgt der Kanon 12 Rthlt. - ggr - in Worten 12 Taler - die der Mieter in zwei Raten erhält, 

1. Juni. 

środa, 7 grudnia 2022

Borowa Wilhelmswalde - Historia powstania wsi - Akt nadania ziemi - Freie Presse - 1938 - cz.1

    Bardzo się ucieszyłem przeglądając ponownie materiały przesłane przez panią Beate. Są tam linki do artykułów dotyczących również Borowej. Dzisiaj, przy pieskiej pogodzie postanowiłem przetłumaczyć pierwszy z nich,jakże ważny. Jest to umowa pomiędzy osadnikami a Królewską Południowo-pruską Izbę Wojenną i Domenę w Warszawie. Dzisiaj zamieszczam pierwszą część.

Borowa – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Koluszki. W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa piotrkowskiego. Wikipedia

Freie Presse 30.10.1938:

                                            KOLONIA WILHELMSWALDE - BOROWA

     Akt hipoteczny dla jednego z pierwszych kolonistów Wilhelmswalde odnaleziony w oryginale.

                                                            Wilhelm Friedrich.

    Badania jednego z moich przodków zaprowadziły mnie pewnej pięknej niedzieli do kolonistycznej wioski Wilhelmswalde (Borowo). Półgodzinny spacer od stacji kolejowej w Gałkówku przez polską wieś Stary Gałkówek i przez pola uprawne doprowadził mnie do celu, do miejsca, gdzie po raz pierwszy osiedlił się mój matczyny przodek, który wyemigrował tu z ojczyzny. 

    Chociaż nigdy wcześniej tu nie byłem i wiem tylko, że mój przodek był jednym z pierwszych osadników kolonii założonej 138 lat temu, ale wkrótce przeniósł się dalej, ogarnęło mnie uczucie wewnętrznego przywiązania do tego skrawka ziemi. Na nowo wszystko było obce, ale patrzyłam na wszystko innymi oczami niż zwykle w obcym otoczeniu. W każdym domu, na każdej kładce i na każdym kamieniu wydawało mi się, że muszę szukać śladów pracy moich przodków. Niestety, nie udało mi się osiągnąć celu, jakim było odnalezienie starożytnego miasta. Niestety, nie udało mi się znacząco zbliżyć do celu, jakim było odnalezienie staroniemieckiej ojczyzny moich przodków. Z drugiej strony udało mi się wzbogacić istniejący materiał historyczny o kolonii Wilhelmswalde, dzięki odnalezieniu cennych akt u jednego z gospodarzy.

                            MAJĄTEK KOLONII WILHELMSWALDE.

    Na początek przypomnijmy coś o początkach kolonii Wilhelmswalde. Teren ten do 1799 roku był leśny i należał do Puszczy Gałkowskiej. W tym czasie gwałtowna burza powaliła skraj lasu, tworząc otwartą przestrzeń o powierzchni około 20 hektarów. Na tym odcinku ówczesne władze pruskie (jak wiadomo, nasz teren należał wówczas do Prus Południowych) osadziły Pomorzan, którzy przenieśli się tu w poszukiwaniu wolnego terenu. Koloniści prawdopodobnie wybrali nazwę Wilhelmswalde ze względu na okoliczności, które doprowadziły do założenia kolonii (las), a także z wdzięczności dla króla Fryderyka Wilhelma III.

    Osiedleni tam niemieccy rolnicy mieli przed sobą ciężką pracę. Trzeba było oczyścić dno lasu. Aby nie opóźniać zbytnio rekultywacji terenu, nałożono na każdego osadnika obowiązek zakończenia jej w ciągu 9 lat. Ziemia Wilhelmswalde jest przesiąknięta potem niemieckich ludzi. Wydobycie zbiorów z piaszczystej gleby wymaga jeszcze wiele wysiłku i pracy.

            AKT DZIEDZICZENIA DLA KOLONISTÓW Z MITTELSCHTÄDT.

Kiedy zapytałem o stare dokumenty, niemiecki rolnik powiedział mi, że ma starą książkę, ale została ona częściowo zniszczona w czasie wojny. W książce znalazłam najważniejszy dokument dotyczący osiedlenia niemieckich chłopów - hipotekę. O ile udało mi się dowiedzieć, jest to jedyny tego typu dokument istniejący jeszcze w Wilhelmswalde. Jest on wydrukowany pismem kursywnym i ma następujące brzmienie:

"Po tym, jak Jego Królewska Mość Pruski łaskawie postanowił, że część lasu gałkowskiego, położona w pobliżu wsi i wychodków Gałkowa, ma być uczyniona orną i ma powstać nowa osada kolonistów pod nazwą 

                                                     WILHELMSWALDE.

tak samo obowiązuje każdego z tych osadników, jako stała i niezmienna wytyczna ich praw i obowiązków, traktat w formie prawdziwej dwuczęściowej umowy, sporządzony przez Królewską Południowo-pruską Izbę Wojenną i Domenę w Warszawie i podpisany przez Wysoką Południowo-pruską Izbę Wojenną i Domenę w Warszawie. Izba Wojenno-Domenowa w Warszawie, a potwierdzona przez Wysokopruski Wydział Finansów Ogólnych. - Generalnego Wydziału Finansowego, przyjęto i zawarto następującą umowę dzierżawy dziedzicznej pomiędzy wspomnianą Królewską Izbą Wojenno-Domenową jako dziedzicznym wydzierżawiającym z jednej strony a kolonistą Johannem Mittelstädtem jako dziedzicznym wydzierżawiającym z drugiej strony.



    Ich habe mich sehr gefreut, das von Frau Beate zugesandte Material noch einmal durchzusehen. Es gibt auch Links zu Artikeln über Borowa. Heute, bei Hundewetter, habe ich beschlossen, die erste zu übersetzen, die sehr wichtig ist. Es handelt sich um die Vereinbarung zwischen den Siedlern und der Königlich Südpreußischen Kriegskammer und Domäne in Warschau. Heute werde ich den ersten Teil veröffentlichen.

Borowa - ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódzkie, im östlichen Kreis Łódzkie, in der Gemeinde Koluszki. Zwischen 1975 und 1998 gehörte das Dorf verwaltungstechnisch zur Woiwodschaft Piotrków. Wikipedia

Freie Presse 30.10.1938:

                                    DIE KOLONIE WILHELMSWALDE

Erdverschreibung für einen der ersten Kolonisten von Wilhelmswalde im Original gefunden.

                                          Von Wilhelm Friedrich.


    Die Forschung nach einem meiner Vorfahren führte mich eines schönen Sonntags nach dem Kolonistendorf Wilhelmswalde (Borowo). Ein etwa halbstündiger Spazierung von der Bahnstation Gałkówek durch das polnische Dorf Stary Gałkówek und über reisende Felder brachte mich ans Ziel, an die Stätte, wo sich mein aus dem Mutterland hierher eingewanderter Vorfahre mütterlicherseits zuerst niederließ. 

    Obgleich ich hier noch nie gewesen war und mir nur soviel bekannt ist, daß mein Vorfahre zu den ersten Ansiedler der vor 138 Jahren gegründeten Kolonie gehörte, aber bald darauf weiterzog, so ergriff mich doch ein Gefühl innerer Verbundenheit mit diesem Landstrich. Neuszerlich war zwar alles fremd, doch betrachtete ich alles mit anderen Augen, als sonst in fremder Umgebung. In jedem haus, auf jedem Steg und an jedem Stein glaubte ich Spuren des Wirkens meiner Vorfahren suchen zu müssen. Leider konnte Wirkens meiner Vorfahren suchen zu müssen. Leider konnte ich meinem Ziel, die alte deutsche Heimat meiner Ahnen zu ermitteln, nicht nennenswert näherkommen. Dagegen gelang es mir, durch einem wertvollen Aktenfund bei einem der Bauern, das vorhandene geschichtliche Material über die Kolonie Wilhelmswalde bereichern.

                          DIE GUTSTECHUNG DER KOLONIE WILHELMSWALDE.

     Zunächst sei einiges über die Entstehung der Kolonie Wilhelmswalde in Erinnerung gebracht. Das Gebiet war bis zum Jahr 1799 Wald und gehörte zum Galkower Forst. Ein gewaltiger Sturm legte damals den Rand des Waldes um, wodurch ein freier Raum von etwa 20 Hufen entstand. Auf diesem Landstrich siedelten die damaligen preußischen Behörden (unser Gebiet gehörte bekanntlich zu jener Zeit zu Südpreußen) Pommern an, die auf der Suche nach freiem Land hier umherzogen. Den Namen Wilhelmswalde dürften die Kolonisten im Hinblick auf die Umstände, die zur Gründung der Kolonie (Wald) führten, als auch aus Dankbarkeit gegenüber König Friedrich Wilhelm III. gewählt haben.

    Der anfässig gewordenen deutschen Bauern harrte schwere Arbeit. Der Waldboden mußte gerodet werden. Um die Urbarmachung des Bodens nicht allzusehr hinauszuzägern, wurde es jedem Ansiedler der Pflicht gemacht, im Lauf von 9 Jahren damit fertig zu sein. Mitt dem Schweiß deutschen Menschen getränkt ist die Erde von Wilhelmswalde. Viel Mühe und Arbeit kostet es bisheute, dem sandigen Boden den Ernteertrag abzuringen.

               DIE ERDVERSCHREIBUNG FÜR KOLONISTEN MITTELSCHTÄDT.

    Bei der Anfrage nach alten Schriftstücken sagte mir ein deutscher Bauer, er habe ein altes Buch, das sei aber in der Kriegszeit zum Teil vernichtet worden. Im dem Buch finde is wichtigste über die Unfässigmachung der deutschen Bauern, eine Erdverschreibung. Es ist, soweit ich feststellen konnte, das einzige noch vorhandene Dokument dieser Art in Wilhelmswalde. Es ist in Kursifschrift gedruckt und hat volgenden Wortlaut:

"Nachdem Seine Königliche Majestät von Preußen allergnädigst zu resolvieren geruher haben, daß ein, umweit des Dorfes und Vorwerks Galkow belegener Theil der Galkower Forst durchaus urbar gemacht, und einer neuen Colonisten Niederlassung unter dem Nahmen

                                                  WILHELMSWALDE.

gewidmet, auch jedem dieser Ansiedler zur festen und unabänderlichen Richtschnur seiner Rechte und Verbindlichkeiten, eine, in Form eines wahren zweifertigen Vertrages abgefaßte, von der Königlichen Südpreuß. Krieges und Domainen Kammer zu Warschau vollzogene, und von den hohen Südpreuß. - General-Finanz- Departement bestätigte Erbverschreibung ausgefertigt werden soll, so ist zu dem Ende zwischen der gedachten  Königl. Krieges und Domainen Kammer  als Erbverpächterin an einem und dem Colonisten Johann Mittelstädt als Erbverpächtern am andern Theile nachstehender Erbpachts Contract verabrecht und geschlossen worden.


czwartek, 24 listopada 2022

Borowa Wilhelmswalde - Kościół ewangelicki - Freie Presse - 1934

 Bardzo ciekawy artykuł dotyczący Borowej, poświęcenia nowego kościoła ewangelickiego. Nie przetrwał zbyt długo, zniknął jak i inne kościoły w tej okolicy.

Freie Presse. Jg. 12, 1934, nr 181 + Beibl.

    W niedzielę, 24 czerwca, został poświęcony nowo wybudowany, piękny dom modlitwy. W uroczystościach wzięli udział liczni członkowie zgromadzenia oraz współwyznawcy z sąsiednich parafii. Obecni pastorzy to. Wannagat - Łódź, Löffler - St. Matthäigem. Łódź, Böttcher -Nowosolna i miejscowy pastor Kneifel. Reprezentowane były następujące chóry: Chór Kościelny "Concordia"-Brzeziny, Chór Męski Brzeziny, Chóry Katarzynów i Königsbach (Bukowiec). Chórami puzonowymi były: Borowo, Grünbach (Łaznowska Wola) i Wiączyn. Obchody rozpoczęły się na Placu gdzie stała stara szkoła i dom modlitwy, który spłonął 13 kwietnia ubiegłego roku. Po wspólnym odśpiewaniu pieśni pastor Böttcher wygłosił przemówienie, w którym wychwalał Boże miłosierdzie, które znalazło swój wyraz w ukończonym właśnie domu modlitwy. Dlatego też zgromadzenie gminnego Kantoratu musiało opuścić stare, ukochane miejsce, z którym wiązało się tak wiele wspomnień, i skupić się teraz wokół swojego nowego domu modlitwy. Pastor Böttcher zakończył swoje przemówienie modlitwą, po której Chór Męski z Brzezin odśpiewał pieśń "Strumienie łaski". Następnie uformowała się procesja, która niosąc przed sobą krzyż, ruszyła do nowego kościoła. Tutaj, po ogólnym hymnie, miejscowy pastor Kneifel mówił o J 14, 19: "Ja żyję, a wy też będziecie żyć". Upamiętnił stary dom modlitwy, z którego płynęła rzeka życia do zgromadzenia w Kantoracie. Tak też będzie z nowym domem Bożym. Z niej też powinna płynąć rzeka życia do domów i rodzin Kantoratu, budząc nową wiarę i łącząc serca wielu z Panem. On, Pan, żyje i tak samo żyć będą Jego swoi, których własnością się stał. Następnie chór kościelny z Brzezin odśpiewał pieśń: "Wejdź w jego bramy z dziękczynieniem". Następnie kantor przekazał klucz do kościoła miejscowemu proboszczowi, który otworzył kościół. Tym samym rozpoczęła się główna uroczystość. Po hymnie "Cudowny Król" pastor Böttcher sprawował liturgię, po której chór Katarzynów odśpiewał hymn: "Daj nam, Boże, łaskawe ucho z Twoich niebiańskich wyżyn! Pastor Wannagat głosił na podstawie Ps. 42, 2 i 3: "Jak jeleń woła o świeżą wodę, tak dusza moja, Boże, woła do Ciebie". Wyjaśnił, że szukanie Boga jest przeznaczeniem człowieka, natomiast znalezienie Boga jest szczęściem człowieka. Temu celowi powinien służyć także nowy dom modlitwy. Powinna ona pomóc wielu osobom z kantoratu Borowo odnaleźć Jezusa Chrystusa, a przez to i szczęście w życiu. Po tym przemówieniu nastąpiła pieśń chóru Königsbacher: "O Wielki Boże". Następnie, jako drugi mówca, pastor Löffler głosił kazanie na temat Psalmu 118, **24 ("Oto dzień, który Pan uczynił..."), a ks. 3, 11 ("Trzymaj to, co masz"). Wyraził radość z powodu Cnadentagu, który Pan dał kantoratowi w Wilhelmswaldzie, i napomniał, by pozostać wiernym wyznaniu ewangelicko-luterańskiemu. Jak kiedyś ojcowie, tak teraz ich potomkowie powinni być dobrymi luteranami i chodzić w sile swojej wiary. Następnie brzeziński chór męski nastrojowo odśpiewał hymn: "Święty, święty, święty!". Następnie na kazalnicę wszedł miejscowy pastor Kneifel, opierając swoje przemówienie na Mt 6, 13 I "Twoje jest królestwo i moc, i chwała na wieki wieków"). Wyjaśnił, że Borowo przeżyło już wiele pamiętnych lat i dni. Ale wszystkie one były daleko w cieniu tego dnia konsekracji. Z radosnymi, wdzięcznymi sercami członkowie kantoratu mogą wyznać: "Dzięki Bogu, że mamy nowy dom modlitwy! Dla nich jest to miejsce, gdzie w ich sercach robi się pokój królestwa Bożego: tu ponadto zstępuje moc z nieba, a spojrzenia wiary trafiają do wieczności. Po kazaniu pastor Kneifel przedstawił krótkie sprawozdanie z budowy domu modlitwy. Między innymi poinformował zgromadzonych, że kosztowała ona około 13 000 zł, a datki na budowę złożyli członkowie kantoratu z Borowa, a także parafianie z innych wsi oraz współwyznawcy z zewnątrz, zwłaszcza z Łodzi i okolic. Dobrowolne datki były zbierane na: Gustav Friedenstab, Wilhelm Gust (syn Augusta), Rudolf Patzer, Paul Kirsch, Adolf Meier, Emil Höft, Reinhold Gust, Wilhelm Gust (syn Friedricha), Theodor Kelm, Oskar Zelmer, Rudolf Gitzel, pani Auguste Eust, pani Emilie Vock i pani Jeß. Członkami komitetu budowy byli: Miejscowy pastor Kneifel, Gustaw Friedenstab. Adolf Höft, Wilhelm Gust, August Röhl, Theophil Groß, Christian Zemann, Rudolf Patzer - wszyscy z Borowa oraz Adolf Pietsch z Łodzi. Ponadto miejscowy pastor podziękował za udział w uroczystościach pastorom, chórom śpiewaczym i puzonowym, członkom zboru oraz współwyznawcom z zewnątrz. Następnie Brzeziński Chór - odśpiewał pieśń "Jehowa, Twemu imieniu cześć, moc i chwała". 

    Następnie miejscowy pastor Kneifel, w asyście pastorów Wannagata i Löfflera, poświęcił z ołtarza nowy dom modlitwy. W międzyczasie pastor V ö t t ch e r -Nowosolna udał się na obchody stulecia niemieckiej protestanckiej wspólnoty szkolnej w Antoniewie-Stokach koło Łodzi. Liturgię na zakończenie wygłosił pastor Wannagat. Imponującą uroczystość w domu modlitwy zakończył luterański hymn "Ein' feste Burg ist unser Gott" (Nasz Bóg jest potężną twierdzą). Należy również wspomnieć, że liczba osób uczestniczących w spotkaniu była tak duża, że nie wszyscy mogli znaleźć miejsce w domu modlitwy. Z tego powodu ewangelista Wendland z Płocka zorganizował spotkanie dla osób spoza domu modlitwy. Po południu odbyła się impreza plenerowa z loterią na zastawy, strzelaniem do gwiazd itp. była to zadowalająca impreza. To było satysfakcjonujące wydarzenie. Zadowalający był również sukces finansowy (ponad 1000 zł). 24 czerwca 1934 roku był kamieniem milowym w rozwoju Wilhelmswald Kantoratsgemeinde. Jest to 5 dom modlitwy, który miejscowy proboszcz Kneifel poświęcił w ciągu swoich dziewięciu lat pracy w brzezińskiej parafii: 1. w Zielonej Górze (Grünberg) w 1925 r., 2. w Leosinie w 1928 r., 3. w Felicjanowie w 1928 r., 4. w Żakowicach w 1934 r., 5. w Borowie w 1934 r. Ponadto w 1928 r. wybudowano szkołę w Teolinie, gdzie również ma powstać kantorat. Planowana jest także budowa nowych domów modlitwy w Józefowie koło Rogowa, w Katarzynowie i Albertowie.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sonntag, den 24. Juni, wurde hier das neuerbaute schöne Bethaus eingeweiht. Zahlreiche Gemeindeglieder und Glaubensgenossen benachbarter Kirchspiele nahmen an der Festseier teil. Von den Pastoren erschienen: Wannagat-Lodz, Löffler-St. Matthäigem. Lodz, Böttcher -Nowosolna und Ortspastor Kneifel. Von den Eesangchören waren vertreten: Kirchengesangverein „Concordia"-Brzeziny, der Männerchor Vrzeziny, die Gesangchöre Katarzynow und Königsbach (Bukowiec). Von den Posaunenchören beteiligten sich: Borowo, Grünbach (Laznowska Wola) und Wiaczyn. Die Feier begann auf dem

Platz,

wo früher das alte, am 13. April v. I . abgebrannte Schulen Bethaus stand. Nach einem gemeinsam gesungenen Lied hielt Pastor Böttcher eine Ansprache, in der er Gottes Barmherzigkeit pries, die ihren Ausdruck in dem nun vollendeten Bethaus gesunden habe. Daher müsse die Kantoratsgemeinde, von der alten liebgewonnenen Stätte scheiden, an die sich so viele Erinnerungen knüpfen, und sich jetzt um ihr neues Bethaus scharen. Seine Ansprache schloß Pastor Böttcher mit einem Gebet, worauf dann der Brzeziner Männerchor das Lied „Ströme der Gnade" vortrag. Dann bildete sich ein Zug, der, unter Vorantragung des Kreuzes, sich zum neuen Gotteshaus bewegte. Hier sprach nach einem allgemeinen Liede Ortspastor Kneifet über Joh. 14, 19: „Ich lebe, und ihr sollt auch leben". Er gedachte des alten Bethauses, aus dem sich ein Strom des Lebens in die Kantoratsgemeinde ergossen hat. So soll es auch mit dem neuen Gotteshaus fein. Auch aus ihm soll ein Strom des Lebens in die Häuser und Familien des Kantorats fließen, neuen Glauben weckend und die Herzen vieler mit dem Herrn verbindend. Er, der Herr, lebe, und so sollen auch die Seinen, deren Eigentum er geworden, auch leben. Darauf sang der Brzeziner Kirchengesangverein das Lied: „Gehet zu seinen Toren ein mit Danken". Dann überreichten die Kantoratsvorsteher dem Ortspastor den Kirchenschlüssel, der das Gotteshaus öffnete. Somit nahm hier die Hauptfeier ihren Anfang. Nach dem Liede „Wunderbarer König" hielt Pastor Böttcher die Liturgie, worauf dann der Katarzynower Gesangchor das Lied: „Leih aus deinen Himmelshöhen uns, o Gott, ein gnädig Ohr!" vortrug. Es predigte Pastor Wannagat über Ps. 42, 2 u. 3: „Wie der Hirsch schreit nach frischem Wasser, so schreit meine Seele, Gott, zu dir". Er führte aus, daß Gott suchen, die Bestimmung des Menschen sei, dagegen Gott finden sei das Glück des Menschen. Diesem Ziele solle auch das neue Bethaus dienen. Es solle mit dazu verhelfen, daß viele aus dem Borowoer Kantorat Jesum Christum und damit auch das Glück ihres Lebens finden. An diese Ansprache schloß sich das Lied des Königsbacher Gesangchors: „O großer Gott". Dann predigte als zweiter Redner Pastor Löffle r über Psalm 118, **24 („Dies ist der Tag, den der Herr gemacht...") und Off. 3, 11 („Halte, was du hast"). Er äußerte seine Freude über den Gnadentag, den der Herr dem Wilhelmswälder Kantorat geschenkt hat, und ermahnte, dem evangelisch-lutherischen Bekenntnis treu zu bleiben. Wie einst die Väter, so sollen auch jetzt ihre Nachkommen gute Lutheraner sein und in der Kraft ihres Glaubens wandeln. Darauf trug der Brzeziner Männerchor stimmungsvoll das Lied: „Heilig, heilig, heilig!" vor. Dann betrat die Kanzel Ortspastor Kneifel, der seiner Ansprache Mt. 6,. 13 I „Dein ist das Reich und die Kraft und die Herrlichkeit in Ewigkeit") zugrundelegte. Eine Reihe denkwürdiger Jahre und Tage — so führte er aus — habe bereits Borowo erlebt. Doch sie alle feien von diesem Weihetag weit überschattet. Mit jubelndem, dankerfülltem Herzen dürfen die KantoratsMitglieder bekennen: „Gottlob, daß wir ein neues Bethaus haben!" Es sei für sie der Ort, wo dem Reiche Gottes in ihren Herzen Raum gemacht werde: hier werde ferner die Kraft vom Himmel heruntergeholt und Glaubensblicke in die Ewigkeit getan. Nach der Predigt erstattete Pastor Kneifel einen kurzen Bericht über den Bau des Bethauses. U. a . teilte er mit, daß es etwa 13 000 Zl. kostete, und daß für den Bau sowohl die KantoratsMitglieder aus Borowo als auch die Eingepfarrten anderer Ortschaften sowie auswärtige Glaubensgenossen, vor allem aus Lodz und Umgegend,'spendeten. Die freiwilligen Gaben sammelten am: Gustav Friedenstab, Wilhelm Gust (Sohn des August), Rudolf Patzer, Paul Kirsch, Adolf Meier, Emil Höft, Reinhold Gust, Wilhelm Gust (Sohn des Friedrich), Theodor Kelm, Oskar Zelmer, Rudolf Gitzel, Frau Auguste Eust, Frau Emilie Vock und Frau Jeß. Dem Bauausschuß gehörten an: Ortspastor Kneifel, Gustav Friedenstab. Adolf Höft, Wilhelm Gust, August Röhl, Theophil Groß, Christian Zemann, Rudolf Patzer, sämtlich aus Borowo, und Adolf Pietsch aus Lodz. Ferner dankte der Ortspastor den erschienenen Pastoren, Gesang- und Posaunenchören, den Gemeindegliedern und auswärtigen Glaubensgenossen für die Teilnahme bzw. Mitwirkung an der Festfeier. Hierauf sang der Brzeziner Kirchengesangverein das Lied „Jehova, deinem Namen sei Ehre, Macht und Ruhm". Dann weihte vom Altar aus Ortspastor Kneifel, unter Assistenz der Pastoren Wannagat und Löffler, das neue Bethaus ein. Pastor V ö t t ch e r -Nowosolna begab sich inzwischen zum Jahrhundertfest der deutsch-evangelischen Schulgemeinde Antoniew-Stoki bei Lodz. Die Schlußliturgie hielt Pastor Wannagat. Mit dem lutherischen Schutz- und Trutzliede ..Ein' feste Burg ist unser Gott" nahm die eindrucksvolle Feier im Bethaus ein Ende. Erwähnt sei auch, daß die Zahl der Erschienenen so groß war, daß sie nicht alle im Bethaus Platz finden konnten. Darum hielt für die sich außerhalb des Gotteshauses Aufhaltenden Evangelist Wendland aus Plock eine Absprache. Am Nachmittag folgte ein Fest im Freien, verbunden mit einer Pfandlotterie, Sternschießen u. a . m. Es nahm einen befriedigenden Verlauf. Auch der finanzielle Erfolg (über 1000 Zl.) war zufriedenstellend. Der 24. Juni 1934 bildet einen Markstein in der Entwicklung der Wilhelmswalder Kantoratsgemeinde. Es ist somit das 5. Bethaus, das Ortspastor Kneifel während seiner neunjährigen Tätigkeit in der Brzeziner Gemeinde eingeweiht hat: das 1. in Zielona Güra (Grünberg) im Jahre 1925, das 2. in Leosin 1928, das 3 in AM licjanow 1928. das 4. in Zakowice 1934, das 5. in Borowo 1934. Außerdem wurde die Schule in Teolin 1928 erbaut, wo gleichfalls ein Kantorat entstehen soll. Es wird noch der Neubau von Bethäusern in Jozefow bei Rogow, in Katarzynow und Albertow geplant.


 


środa, 23 listopada 2022

Wola Rakowa - Nieszczęśliwa miłość - Freie Presse - 1934

 

Freie Presse. Jg. 12, 1934, nr 285

Złe skutki nieszczęśliwej miłości

    Wczoraj 28-letni Walenty Klepacz z Woli Rakowej, gmina Brojce, powiat łódzki, musiał stanąć przed łódzkim Sądem Okręgowym pod zarzutem usiłowania zabójstwa. Proces opierał się na następujących faktach: Klepacz zakochał się w 33-letniej wdowie Mariannie Niewiadomej i chciał się z nią ożenić. Ale ona go odrzuciła. Gdy mimo wielokrotnych ponagleń odmówiła wyjścia za Klepacza, ten poprzysiągł na niej zemstę. 24 kwietnia przyszedł do Niewiadomej i wrzucił ją głową do studni. Studnia nie była jednak zbyt głęboka, dzięki czemu kobieta zdołała się z niej uwolnić. Podczas wczorajszego procesu Klepacz przyznał się do winy. Został skazany na 4 lata więzienia. W uzasadnieniu sąd wskazał, że kara jest łagodna, ponieważ Klepacz popełnił przestępstwo w stanie skrajnego wzburzenia.

 


 

Böse folgen einer unglücklichen liebe

Vor dem Lodzer Bezirksgericht hatte sich gestern der 28 Jahre alte Walenty Klepczacz aus Wola Rakowa, Gemeinde Brojce, Kreis Lodz, unter der Anklage des Mordversuchs zu verantworten. Dom Prozeß lag folgender Sachverhalt zugunde: Klepacz hatte sich in die 33 Jahre alte Witwe Marianna Niewiadoma verliebt und begehrte sie zur Frau. Diese wies ihn aber ab. Als sie trotz wiederholten Dränegens nichts von Klepacz wissen wollte, schwor er ihr Rache. Am 24. April kam er zu der Niewiadoma und warf sie kopfüber in den Brunnen. Dieser war aber nicht sehr tief, so daß die Frau sich daraus befreien konnte. Während der gestrigen Verhandlung bekannte sich Klepacz schuldig. Er erhielt 4 Jahre Gefängnis. In der Urteilsbegründung wies das Gericht darauf hin, daß das Urteil deshalb milde ausgefallen fei. weil Klepacz die Tat im Zustand höchster Erregung begangen habe.



wtorek, 22 listopada 2022

Niemieckie wsie regionu łódzkiego - Albert Breyer - Freie Presse - 1938- cz.2

 

     W okresie od 1810 do 1860 roku trwała niezakłócona niemiecka kolonizacja wiejska. W większości osad - córek powstawały na gruntach dworskich, a do 1843 roku także na gruntach koronnych. Spojrzenie na mapę kwatermistrzowską, która pokazuje nam warunki osadnicze około 1828 roku, pokazuje nam rozwój osadnictwa niemieckiego. W okolicach Łodzi, zwłaszcza na zachodzie, znajdujemy 24 nowe miejscowości z nazwiskiem "Buden". Nazwa ta daje nam szczególnie dobre zrozumienie trudnych warunków polanowych w Puszczy Łódzkiej. W pierwszych latach karczowania puszczy główną pracą było uzyskanie gruntów ornych. Nie starczyło czasu na wybudowanie odpowiednich mieszkań i budynków gospodarczych. Z tego powodu ludzie zadowalali się życiem w prymitywnych chatach z trawy lub ziemi. Polskiemu sąsiadowi nie podobało się to zjawisko. Dlatego początkowo zabudowane chaty do gotowania oleju nazwał po prostu "chatami" i dodał nazwę odpowiedniego osiedla lub inne znaki. Możliwe też, że niemiecka wieś powstała w licznych miejscach leśnych, gdzie stały stragany gorzelników potażu lub hut smoły. Obecnie tylko pięć niemieckich wsi nosi nazwę "Buden". Poszczególne niemieckie wsie z biegiem czasu zmieniały swoje nazwy. Początkowo Pustkowa Góra była wyraźniej nazywana Pustkowiem Górnym; Kalonka - Mieszkami; Rexul Holland - Chociszewer Holl. Należy również wymienić niemieckie nazwy miejscowości. I tak wieś Piaskowa Góra = Jeschkenberg; Majdany - Maidom; Stępowizna = Stempowiese; Chechło = Hechel; Chorzeszów = Korischew; Mileszki = Militz; Rydzyny = Reisner Holl; Rossanów = Rosenau. Mapa kwatermistrzowska dostarcza nam również informacji o początkach handlu suknem w okolicach Łodzi. Liczne czyste potoki, które mają swoje źródła na płaskowyżu łódzkim, zostały około 1825 roku zajęte przez liczne młyny pełnoziarniste. Na Moszczenicy znajdują się cztery folusze: w Sosnowcu, Smolicach, Swędowie i Giecznie. Na potoku Czarnówka były też cztery: w Szczawinie, Smardzewie, Kielminie i Dobrem. Ponadto istniały folusze w Ciosnach, Dąbrowie koło Zgierza, w Mrożycy, Żakowcu, Trupiance i Karkoszce. W bezpośrednim sąsiedztwie Łodzi, w Lamusmühle, znajdował się również młyn pełnoziarnisty. Późną osadą rodową na ziemi łódzkiej jest wieś Bechcice, którą w 1835 roku kupiło sześciu kolonistów z Hesji-Darmstadt, ze wsi Komrod, Keltingen, Niedergosse, Elbenrod i Elbertsheim od właściciela ziemskiego Kwirina Okołowicza z Bechcic za 333 Rhein. Gulden na kopyto, w sumie 60 Kopyt reńskich. Kraina olejenia składała się z: lasy, grunty orne, łąki, bagna. Pastwiska i zadymiona ziemia. Były tylko 2 wolne lata. Właściciel zobowiązał się dostarczyć 20 000 cegieł na budowę szkoły. Koloniści dali 2430 rh. guldenów w gotówce, 6222 rh. guldenów wpłacili do banku we Frankfurcie, resztę 13 000 rh. guldenów po przejęciu ziemi. W tych samych warunkach powstały około 1835 roku heskie wsie Babiczki i Konstantynówek oraz wieś Srebrna, założona przez badeńskich obywateli wyznania katolickiego. W 1838 roku powstała heska wieś Łobudzice koło Szadku.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Im Zeitraum von 1810 bis 1860 nimmt die deutsche ländliche Kolonisation ihren ungestörten weiteren Verlauf. Es entstehen meist Tochtersiedlungen auf gutsherrschastlichem Boden und bis 1843 auch auf Kronsland. Ein Blick aus die Quartiermeisterkarte, die uns die Siedlungsverhältnisse um 1828 wiedergibt, zeigt uns das Werden der deutschen Siedlungen. Wir finden in der Umgegend von Lodz, ganz besonders zahlreich im Westen, 24 Neudörfer mit dem Zunamen „Buden". Diese Bezeichnung läßt uns die schweren Rodnngsbedingungen im Lodzer Urwald besonders gut verstehen. I n den ersten Jahren der Abräumung der Urwälder galt die Hauptarbeit der Gewinnung von Ackerboden. Zur Errichtung von ordentlichen Wohn- und Wirtschaftsgebäuden reichte die Zeit nicht aus. Aus diesem Grunde begnügte man sich mit dem Unterkommen in primitiven Rasen- oder Erdbuden. Dem polnischen Nachbarn fiel diese Erscheinung aus. Darum nannte er die aus Eröbuden anfänglich aufgebaute Roöungssieölung einfach „Buden", wobei als Ergänzung noch der Name des betreffenden Gutshoses oder anderweitige Kennzeichen hinzukamen. Auch liegt die Möglichkeit nahe, daß an zahlreichen Waldstellen, wo früher die Buden der Pottaschebrenner oder Teerschweler gestanden haben, nun ein deutsches Dorf angelegt wurde. Gegenwärtig tragen die Bezeichnung „Buden" nur fünf deutsche Ortschaften. Einzelne deutsche Dörfer wechselten im Laufe der Zeit ihre Namen. Anfänglich hieß Pustkowa Góra eindeutiger Pustkowie Górne; Kalonka nannte sich Mieszki; Rexul Holland trug auch die Bennenung Chociszewer Holl. Nicht unerwähnt sollen auch deutsche Dorsnamen bleiben. So heißt auch in der Gegenwart das Dorf Piaskowa Göra = Jeschkenberg; Majdany — Maidom; Stępowizna = Stempowiese; Chechlo = Hechel; Chorzeszow = Korischew; Mileszki = Militz; Rydzyny = Reisner Holl; Rossanow = Rosenau. Die Quartiermeisterkarte gibt uns auch Aufschluß über die Ansänge des Tuchmachergewerbes in der Umgegend von Lodz. Die zahlreichen klaren Bächlein, die auf der Lodzer Hochfläche ihren Ursprung nehmen, waren um 1825 mit vielen Walkmühlen besetzt. Am Flüßchen Moszczenica finden wir vier Walkmühlen, so in Sosnowiec, Smolice, Swendow und Gieczno. Am Bach Czarnówka ebenfalls vier: in Szczawin, Smardzew, Kielminia und Dobre. Weiterhin bestanden Walkmühlen in Ciosny, Dabrowa bei Zgierz, in Mrozyca, Zakowiec, Trupiankä und Karkoszka. In der nächsten Nähe von Lodz, in der Lamusmühle, bestand ebenfalls eine Walke. Eine verspätete Stammsieölung auf Lodzer Boden ist das Dorf Bechcice, das im Jahre 1835 von sechs Kolonisten aus Hessen-Darmstadt, aus den Dörfern Komrod, Keltingen, Niedergosse, Elbenrod und Elbertsheim vom Gutsbesitzer Quirin Okolowicz aus Bechciee für 333 Rhein. Gulden die Hufe, im ganzen 60 Rheinische Hufen, gekauft wurde. Das Sieölungslanö bestand aus: Wald, Ackerboden, Wiesen, Sümpfen. Weideland und verstraucheltem Boden. Es gab nur 2 Freijahre. Zum Bau einer Schule verpflichtete sich der Grundherr 20 000 Ziegel zu liefern. Handgeld gaben die Kolonisten 2430 Rh. Gulden, in einer Frankfurter Bank zahlten sie 6222 Rh. Gulden ein, den Rest von 13 000 Rh. Gulden nach Uebernahme der Länder. Unter gleichen Bedingungen entstanden um 1835 das Hessendorf Babiczki und Konstantynówek und das von Badensern katholischer Religion gegründete Dorf Srebrna. Das Hessendorf Lobudzice bei Szadek ist 1838 angelegt worden.

Niemieckie wsie regionu łódzkiego - Albert Breyer - Freie Presse - 1938- cz.1

Freie Presse. Jg. 16, 1938, nr 237 

Niemieckie wsie regionu łódzkiego

   Według informacji z Tajnego Pruskiego Archiwum Państwowego pochodzenie kolonistów osiedlonych przez władze południowopruskie przedstawia się następująco: w kolonii Effingshausen - Starowa Góra osiedliło się 28 rodzin z Wirtembergii, które w 1813 r. wyemigrowały do Besarabii*; w Königsbach 25 rodzin osiedliło się z Wirtembergii, 17 z Baden Durlach, 2 z Palatynatu i 14 z Alzacji cm; w Hochweiler 3 rodziny przybyły z Wirtembergii, 6 z Baden-Durlach; w poszczególnych wsiach polskich, jak Wola Rakowa, Czyżemin, Karpin, Kalinka, Giemzów itp. osiedliły się pojedyncze rodziny z Wirtembergii cm; w kolonii Grömbach (Zielona Góra) osiedliło się 78 rodzin z Wirtembergii, które po kilku wyjazdach przeniosły się do Bessarabii, a ich miejsce zajęli chłopi pochodzenia pomorskiego; we Friedrichshagen - Augustów 11 rodzin pochodziło z Wirtembergii, 3 z Hesji, 1 ze Szwajcarii; w Neusulzseld - Nowosolna  82 rodziny pochodziły z Wirtembergii i kilka rodzin z Baden-Durlach; we wsi Schöneich 5 rodzin osiedliło się z Wirtembergii, 2 z Baden-Durlach; w Neu-Württemberg - Tkaczewska Góra wszyscy imigranci pochodzili z Wirtembergii, było ich początkowo 62 rodziny; w Grünberg - Zielona Góra  9 rodzin osiedliło się z Wirtembergii; we wsi Wilhelmswalde - Borowa 25 rodzin pochodziło z Prus Zachodnich, 17 z Pomorza, 7 z Marek; w Aniołowie 3 rodziny osiedliły się z Wirtembergii, a 14 z Prus Południowych.

     Obecna sytuacja gospodarcza w niektórych szwabskich wsiach nie jest do końca zadowalająca. Kryzys gospodarczy ostatnich lat, który jest szczególnie dotkliwy na terenach przemysłowych, całkowicie uniemożliwił napływ młodych mieszkańców wsi do miast. Zjawisko to obciąża szczególnie wsie szwabskie, które ze wszystkich innych plemion osiedlających się w regionie łódzkim zawsze odczuwały najsilniejszą skłonność do miasta, do rzemiosła. Przodkowie niektórych dużych niemieckich przemysłowców w Łodzi pochodzą od Schwabendorfów - szwabskich osadników z regionu łódzkiego. Bezczynna siła robocza w Schwabensiedlungen - szwabskich osadach , tak było również w innych niemieckich wsiach, choć nie w takim samym stopniu - musiała z konieczności zwrócić się ku rolnictwu. Spowodowało to gwałtowny spadek wartości nieruchomości po 1930 roku, co nieuchronnie prowadziło do powstawania gospodarstw karłowatych. Innym skutkiem ubocznym, który częściej występował przed wojną światową, był zanik świadomości plemiennej, gwary oraz małżeństw z Pomorzanami i Ślązakami, przy czym jedynie wieś Königsbach - Bukowiec stanowiła pewien wyjątek. Unifikacja etniczna poczyniła duże postępy w większości wsi na wschód od Łodzi.

 Obok pruskiej kolonizacji państwowej trwała niezakłócona kolonizacja prywatna. Jesteśmy w posiadaniu dokumentu o Andrespolu lub także Andreasfelde - Andrzejowie, w którym podano, że w 1805 roku "Hochgebohrnen Frau Magdalena von Jordan Tuchecka, dziedziczka i właścicielka Majątku Bedoń, do Schnitzen Christof  Pranse, Schöffen Lorentz Gostinski i Gottfried Ruth i 29 kolonistów z lasem zarośniętym 29 Hufen są podzieleni." Schultze, Schulmeister i Krüger otrzymują trzydziestą Hufe. Pieniądze na ziemię wynosiły już 50 polskich guldenów od Hufe. Było też tylko 6 wolnych lat. Znamienne jest, że umowa wyraźnie nakazuje kolonistom budowanie domów w linii prostej wzdłuż wiejskiej ulicy o szerokości 12 łokci. Roczny czynsz wynosił 90 polskich guldenów z kopyta, do tego 2 dni pracy rocznie z własną drużyną i 3 dni zbierania plonów sierpem lub kosą. Pastwisko było dostępne w lesie dworskim, ale na 3 sztuki bydła trzeba było wykonać jeden dzień pracy w gospodarstwie. Pozostałe zapisy są podobne do tych z pozostałych umów. Odkąd rząd Wielkiego Księstwa Warszawskiego oficjalnie ogłosił nowe przywileje imigracyjne, napływ nowych osadników nie ustawał. Wręcz przeciwnie, po 1810 roku na zalesionej, kruchej ziemi wyrastały jedna po drugiej liczne niemieckie wsie. Wymienianie po kolei wszystkich powstałych w tym czasie wsi przekracza zakres mojego eseju.

    Na przykładzie okolic Pabianic, w których około 1800 roku znajdowało się sześć wsi niemieckich, pokażę rozwój osadnictwa. Jak wynika ze sporządzonej w 1818 roku "Tabeli obywateli niemiecko-ewangelickich urzędu miasta Pabianic i gmin wiejskich w obrębie mili", w ciągu 18 lat powstało 17 nowych niemieckich osad wiejskich, nie licząc kolonii szwabskich. W sprawozdaniu prezesa Komisji Województwa Mazowieckiego z 1820 roku znajdujemy uwagę charakterystyczną dla niemieckiej pracy rozliczeniowej"): "Ponieważ rozległe lasy są własnością prywatną i nie przynoszą żadnych korzyści ich właścicielom, wielu z nich założyło w lasach huty szkła i zatrudniło kolonistów, którzy nieustannie niszczą zbędne tam lasy, ale w zamian płacą swoim właścicielom niewiele, gdyż sami są ciągle w trudnej sytuacji." W tym czasie wiele lasów zostało wykarczowanych przez huty szkła, zakłady gotowania popiołu i huty smoły w okolicach Łodzi. W tym przemyśle leśnym zatrudniano głównie niemieckich specjalistów, o czym świadczą zapisy w aktach kościelnych gminy protestanckiej w Rudzie Bugaj (Aleksandrowie). Jakłowa, Zgierza, Bedonia, Brużycy, Sokołowa. Huty szkła Chojny, Bardzin, Piaskowice i Bełdów. Zwyczajem stało się, że niemiecki palnik do szkła i szlifierka zostały zastąpione przez niemiecki kombajn. Tak było w Adamowie, Bardzińskiej Hucie, Aniołowie-Hucie, Hucie-Jagodnicy, Wiskickiej Hucie, Sokołowie-Hollu. W tropieniu tych śladów niemieckiej działalności jest szczególny urok. W Adamowie niemiecki fabrykant Lawer Ammer kupił w 1811 roku od owdowiałej pani Zieleniewskiej, właścicielki dóbr bełdowskich i ich lasów, 18 hektarów lasu, które na mapie widnieją jako "Knieja Bełdowska", z przeznaczeniem na założenie huty szkła. Wieńczysław Ammer, syn Xavera, był właścicielem huty szkła w Mielęcinie koło Zgierza. Hutnicy rozłożyli szałas na wzgórzu, na którym obecnie znajduje się cmentarz ewangelicki w Adamowie, ale rozwijał się on bardzo powoli. W 1814 roku w puszczach otaczających hutę szkła zaczynają osiedlać się niemieccy koloniści pochodzenia śląskiego. W 1815 roku podpisano z 16 kolonistami w Zgierzu umowę o interesie, na mocy której podzielono 15 hucułów lasu. Siedemnaście lat później powstały wsie Adamów-Nowy, Zgniłe Bloto i Sanie.

* - Besarabia – kraina historyczna położona we Wschodniej Europie między Dniestrem a Prutem. Obecnie jest częścią Mołdawii i Ukrainy. Współcześnie nazwy Besarabia używa się w znaczeniu historycznym, geograficznym i kulturowym. Wikipedia


Freie Presse. Jg. 16, 1938, nr 237

Die Deutsche Dörfer der Umgegend Lodz

Nach Angaben des Geheimen Preußischen Staatsarchivs stellt sich die Herkunft der von seiten der südpreußischen Behörden angesiedelten Kolonisten folgendermaßen dar: in der Kolonie Effingshausen siedelten sich 28 Familien aus Württemberg an, die 1813 nach Bessarabien abwanderten; in Königsbach setzten sich 25 Familien ans Württemberg, 17 aus Baden Durlach, 2 aus der Pfalz und 14 aus dem Elsaß cm; in Hochweiler stammten 3 Familien aus Württemberg, 6 aus Baden-Durlach; in einzelnen polnischen Dörfern wie Wola Rakowa, Czyzemin, Karpin, Kalinka, Giemzow usw. fiedelten sich einzelne Familien aus Württemberg cm; in der Kolonie Grömbach wurden 78 Familien aus Württemberg angesetzt, die nach einigen Fahren nach Vessarabien zogen und deren Platz Bauern pommersc^n Stammes einnahmen; in Frieörichshagen waren 11 Familien aus Württemberg, 3 aus Hessen, 1 aus der Schweiz; in Neusulzseld stammten 82 Familien aus Württemberg und einige Familien aus Baden-Durlach; im Dorfe Schöneich siedelten 5 Familien aus Württemberg, 2 aus Baden Durlach; in Neu-Württemberg stammten sämtliche Einsaffen aus Württemberg, es waren anfänglich 62 Familien; in Grünberg fetzten sich 9 Familien aus Württernberg an; im Dorfe Wilhelmswalde waren 25 Familien aus Westpreußen, 17 aus Pommern, 7 aus der Mark; in Aniolów siedelten sich 3 Familien aus Württemberg und 14 aus Südpreußen an.

     Die gegenwärtige wirtschaftliche Lage ist in manchen Schwabendörfern nicht ganz zufriedenstellend. Die in den letzten Jahren herrschende Wirtschaftskrise, die besonders kratz in den Industriegebieten hervortritt, hat das Einströmen frischen ländlichen Nachwuchses in die Städte vollständig unterbunden. Diese Erscheinung wiegt besonders schwer in den Schwabendörfern, Me von allen andern im Lodzer Gebiet siedelnden Stämmen stets die stärkste Neigung nach der Stadt, nach dem Handwerk empfanden. Die Vorfahren einiger Lodzer deutschen Großindustriellen stammen aus den Schwabendorfern des Lodzer Gebiets. Die gegenmärftg in den Schwabensiedlungen untätigen Arbeitskräfte — in den anderen deutschen Dörfern ist dies auch der Fall, wenn auch nicht im gleich starken Ausmaß — mußten sich notgedrungen dem Ackerbau zuwenden. Dies hatte die nach 1930 stark einsetzende Realteikung zur Folge, die zwangsläufig zur Entstehung von Zwergunrtschaften führte. Als weitere Begleiterscheinung, die öfter noch vor dem Weltkrieg auftrat, ist das Schwinden des stammlichen Bewußtseins, der Mundart, das Heiraten mit Pommern und Schlesiern anzusehen, wobei allein das Dorf Königsbach darin eine gewisse Ausnahme macht. Die stammliche Einehung hat m den meisten Dörfern östlich mm Lodz große Fortschritte gemacht.

Neben der staatlichen preußischen Kolonisation ging die private ungestört einher. Wir sind im Besitz einer Urkunde über Andrespol oder auch Andreasfelde, darin gesagt ist, daß 1805 von der „Hochgebohrnen Frau Magdalena von Jordan Tuchecka, Erb- und Grundfrau der Güther Bedoń, an den Schultzen Christof Pranse, die Schöffen Lorentz Gostinski und Gottfried Ruth und 29 Kolonisten mit Wald bewachsenen 29 Hufen aufgeteilt werden." Die dreißigste Hufe erhält der Schultze, Schulmeister und Krüger. Das Grundgeld betrug von der Hufe bereits 50 polnische Gulden. Auch gab es nur 6 Freijahre. Bezeichnend ist, daß der Vertrag ausdrücklich verlangt, die Kolonisten sollen ihre Häuser in gerader Linie an der 12 Ellen breiten Dorfstrasse bauen. Der Jahres zins betrug 90 polnische Gulden von der Hufe, dazu alljährlich mit eigenem Gespann 2 Tage Arbeit wie auch 3 Tage in der Ernte mit Sichel oder Sense. Bieh weide gab es im herrschaftlichen Wald, jedoch für 3 Stück Vieh mutzte ein Arbeitstag auf dem Hofe geleistet werden. Die sonstigen Bestimmungen sind denen der anderen Verträge ähnlich. Da die Regierung des Großherzogtums Warschau neue Einwanderungsprivilegien amtlich bekannt machen ließ, ebbte 5er Strom der Neusiedler nicht ab. Im Gegenteil, nach 1810 entstehen nacheinander auf waldig-brüchigem Boden zahlreiche deutsche Dörfer. Es geht über den Rahmen meines Aufsatzes, alle die in damaliger Zeit entstandenen Dörfer der Reihe nach aufzuzählen.

Am Beispiel der Umgegend von Pabianice, das um 1800 sechs deutsche Dörfer besaß, will ich das Wachstum der Siedlungen zeigen. Wie aus einer 1818 verfaßten „Tabelle d. dt.-evang. Bürger d. Amtes d. Stadt Pabjanice wie auch d. Landgemeinden im Umfang einer Meile" hervorgeht, sind im Verlauf von 18 Jahren , die schwäbischen Kolonien nicht mit eingerechnet, allein 17 neue deutsche Dorfstedlungen entstanden. In einem Bericht des Präses der Masowischen Wojewodschaftskommission vom Jahre 1820 finden wir eine für die deutsche Rodungsarbeit bezeichnende Bemerkung'): „Da die umfangreichen Wälder Privateigentum darstellen und ihren Besitzern keinerlei Nutzen bringen, haben viele von ihnen in den Wäldern Glashütten angelegt und Kolonisten angesetzt, die fortwährend die dort überflüssigen Wälder vernichten, jedoch ihren Besitzern dafür wenig zahlen, da sie selbst sich noch in schwerer Lage befinden." Viel Wald räumten damals die in der Lodzer Umgegend sich befindenden Glashütten, Aschesiedereien und Teerschwelereien weg. I n dieser Waldindustrie waren überwiegend deutsche Fachleute beschäftigt, wie dies aus den Eintragungen in den Kirchenbüchern der evangelischen Gemeinde zu Ruda Bugaj (Alexandrow) zu ersehen ist. Es werden genannt: die Jaklower, Zgierzer, Bedonier, Brużycer, Sokolower. Choyner, Bardziner, Piaskowicer und Beldower Glashütten. Dabei war es Brauch geworden, daß den- deutschen Glasbrenner und -schleifer der deutsche Roder ablöste. So war es im Falle von Adamow, Bardzinska Huta, Aniolöw-Huta, Huta-Jagodnica, Wifkitska Huta, Sokołów-Holl. Es liegt ein besonderer Reiz darin, diesen Spuren deutscher Wirksamkeit nachzugehen. In Adamow erstand ein deutscher Massabrikant, Lawer Ammer, im Jahre 1811 von der verwitweten Frau Zieleniewska, Besitzerin des Gutes Beldow nebst zugehörigen Wäldern, 18 Husen Wald, die aus der betreffenden Landkarte als „Knieja Beldowska" (Beldower „Urwald") angezeigt werden, zwecks Anlegung einer Glashütte. Wenzeslaus Ammer, ein Sohn des Xaver, war Besitzer der Glashütte in Mielęcin bei Zgierz. Die Glasbläser legten aus dem Hügel, wo gegenwärtig der Adamower evangelische Friedhof sich befindet, eine Hütte an, die sich jedoch nur langsam entwickelte. 1814 beginnen sich deutsche Kolonisten schlesischen Stammes in den Urwäldern, die die Glashütte umgaben, anzusiedeln. Es wird 1815 in Zgierz mit 16 Kolonisten ein Zinsvertrag abgeschlossen, wobei 15 Husen Wald zur Aufteilung kommen. Siebzehn Jahre darauf entstehen die Dörfer Adamów-Nowy, Zgnile Bloto und Sanie.


poniedziałek, 21 listopada 2022

Andrespol - Jan Krause - Ceramika - 50-lecie Zakładów Ceramicznych - Freie Presse - 1934

 

Jeden z ciekawszych artykułów które miałem przyjemność tłumaczyć w temacie Andrespola i osoby Jana Krause. Podziękowania dla Bartka Jankiewicza z Kraszewa (wspaniałego archiwisty - historyka - nauczyciela historii), za przesłanie tego linka!


Freie Presse. Jg. 12, 1934, nr 123    


   50 lat Zakładów Ceramicznych Johanna Krause w Andrespolu

1 maja (1934) Zakłady Ceramiczne Johanna Krause w Andrespolu koło Łodzi uczciły jubileusz pięćdziesięciolecia istnienia małą uroczystością. Wśród życzliwych, którzy przybyli, by pogratulować założycielowi zakładów, panu Johannowi Krause, znanemu i cenionemu w najszerszych niemieckich kręgach Łodzi i okolic, był dyrektor Łódzkiej Izby Przemysłowo-Handlowej, pan Bajer. Uroczystość, która rozpoczęła się godziną muzyki ofiarowaną jubilatowi przez miejscową straż pożarną, do której należą liczni pracownicy fabryk, przebiegała w sposób niezwykle serdeczny i świadczyła o wielkim szacunku, jakim cieszy się jubilat. Pastor Ostermann-Andrzejow podkreślił w swoim wystąpieniu, że rocznica powstania fabryki w Andrespolu była pamiętnym dniem nie tylko dla samego Andrespola, ale także dla kilku okolicznych wsi, gdyż fabryka dawała pracę i dochód 200 rodzinom. Pastor Ostermann szczególnie podkreślał harmonijne relacje między pracodawcą a pracownikami. Przez 50 lat prawie nigdy nie było strajku. Zakłady ceramiczne w Andrespolu są wymownym świadectwem niemieckiej pracowitości i niemieckiej gospodarności, które przynoszą państwu polskiemu ogromne korzyści. W odpowiedzi na gratulacje i błogosławieństwo pastora Ostermanna dla niego i jego następców w zarządzaniu fabryką, która obecnie została przekazana dzieciom, Johann Krause z humorem opisał początki swojej fabryki, która z prostego warsztatu rozwinęła się w fabryki znane obecnie w całej Polsce. Fakt, że na polu ojca znajdowano glinę, skłonił pana Krause do nauki zawodu garncarza. Pierwsze kroki młodego rzemieślnika nie były bynajmniej udane. Wręcz przeciwnie, były one dość nieudane. Jak losowi udało się w końcu z tego czystego nieszczęścia zrobić sukces, to cała historia, a zarazem ciekawy kulturalno-historyczny przyczynek do mającej dopiero powstać monografii starej Łodzi. Senator Utta uczcił jubilata jako niemieckiego pioniera przemysłowego w Polsce. Z energią i zapałem oraz zamiłowaniem do sprawy, która tworzy wartość, pan Johann Krause prowadził swoje dzieło, które przynosi korzyści państwu polskiemu, honoruje imię niemieckie i daje zasługi tak wielu pracownikom. Dzięki prawdziwej niemieckiej lojalności, szczerości, dobrej woli i bogatemu doświadczeniu pan Krause oddał wielkie usługi niemieckim organizacjom, w których pracuje. Za to należą mu się nasze podziękowania i uznanie, bo zawsze stawał w obronie swojej narodowości. W swoim wystąpieniu inż. Müller z łódzkiego "Barwanilu" podkreślił walory handlowe poprzedniego właściciela firmy i wyraził nadzieję na równie dobre porozumienie z jego następcami. (Firma Johann Krause od kilku lat produkuje również farby). 

Dyrektor misji Bodamer wyraził życzenie, aby duch, który do tej pory kierował firmą, inspirował również nowych właścicieli. Wtedy z pewnością nie zabrakłoby Bożej woli na przyszłość. Wieczór upłynął w bardzo serdecznej atmosferze. Opuszczali to gościnne miejsce z serdecznym życzeniem, aby niemieckie cnoty, które są tam u siebie, nigdy ich nie opuściły.


    Einer der interessanteren Artikel, die ich über Andrespol und die Person von Jan Krause übersetzen durfte. Vielen Dank an Bartek Jankiewicz aus Kraszew (ein wunderbarer Archivar, Historiker und Geschichtslehrer) für die Zusendung dieses Links!

  Freie Presse. Jg. 12, 1934, nr 123                     

                   50 Jahre Keramische Werke Johann Krause in Andrespol


    Am 1. Mai begingen die Keramischen Werke von Johann Krause in Andrespol bei Lodz das Jubiläum ihres fünfzigjährigen Bestehens durch eine Feier in engerem Kreis. Zu den Gratulanten, diegekommen waren, den Gründerder Werke, den in den weitesten deutschen Kreisen von Lodz und Umgegend wohlbekannten und geschätzten Herrn Johann Krause, zu beglückwünschen, gehörte auch der Direktor der Lodzer Industrie- und Handelskammer, Herr Bajer. Die Feier, zu der ein dem Jubilar dargebrachtes Stündchen der Kapell leder Ortsfeuerwehr, zu der zahlreiche Arbeiter der Werke gehören, den Auftakt gab, verlief in überaus herzlicher Weise und bewies, welch großer Wertschätzung der Jubilar sich erfreut. Herr Pastor Ostermann-Andrzejow unterstrich in seiner Rede, daß der Jubiläumstag der Andrespoler Werke ein denkwürdiger Tag sei nicht nur für Andrespol selbst, sondern auch für mehrere Ortschaften der Umgegend, seien es doch 200 Familien, denen die Fabrik Arbeit und damit Unterhalt gebe. Herr Pastor Ostermann hob ganz besonders das harmonische Verhältnis, das zwischen dem Arbeitgeber und den Arbeitnehmern bestehe, hervor. In den 50 Jahren Habs es kaum jemals einen Streik gegeben. Die Andrespoler Keramischen Werke seien ein beredtes Zeugnis deutschen Fleißes und deutschen Sparsinns, die dem polnischen Staat zum großen Nutzen gereichen. In seiner Erwiderung auf die von Herrn Pastor Ostermann zum Ausdruck gebrachten Glück- und Segenswünsche für ihn und seine Nachfolger in der Leitung des nunmehr: den Kindern übergebenen Werkes schilderte Herr Johann Krause in launiger Weise die Anfänge seiner Fabrik, die sich aus einer einfachen Werkstatt zu den heute in ganz Polen bekannten Werken entwickelte. Der Umstand, daß in dem Acker seines Vaters Ton gefunden wurde, veranlaßte Herrn Krause, das Töpferhandwerk zu erlernen. Dis ersten Schritte des jungen Handwerkers waren beileibe nicht erfolgreich. Ihnen war im Gegenteil ein ganz gehöriger Mißerfolg beschieden. Wie das Schicksal aus diesem Reinsall schließlich doch noch einen Erfolg zu machen wußte, das ist eine ganze Geschichte und zugleich ein kulturgeschichtlich interessanter Beitrag für die noch zu schreibende Monographie des alten Lodz. Herr Senator Utta feierte den Jubilar als deutschenI Industrie pionier in Polen. Mit Energie und Tatkraft und der Liebe zur Sache, die Werte schafft, habe Herr Johann Krause sein Werk geführt, das dem polnischen Staat Nutzen bringt, dem deutschen Namen Ehre macht und so vielen Arbeitern Verdienst gibt. Durch wahrhaft deutsche Treue, durch Aufrichtigkeit, guten Willen und reiche Erfahrung habe Herr Krause den deutschen Organisationen, in denen er mitarbeitet, große Dienste geleistet. Dafürgebühre ihm, der sich allzeit zu seinem Volkstum bekannt habe, Dank und Anerkennung. Ing. Müller von der „Barwanil" in Lodz unter strich in seiner Ansprache die kaufmännischen Tugenden des bisherigen Inhabers der Firma und trank aus ein ebenso gutes Einvernehmen mit seinen Nachfolgern. (Die Firma Johann Krause stellt seit einigen Jahren auch Farben her.) 

Herr Missionsdirektor Bodamer sprach den Wunsch aus, daß der Geist, der das Unternehmen bisher regiert hat, auch die neuen Eigentümer beseelen möge. Dann werde es an dem Gegen Gottes für alle Zukunft bestimmt nicht mangeln. Der Abend nahm einen überaus herzlichen Verlauf. Man schied von der gastlichen Stätte mit dem innigen Wunsch, daß die deutschen Tugenden, die dort zu Hause sind, sie niemals verlassen mögen.