Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rolnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rolnictwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 lutego 2025

Bukowiec - Rolnictwo - Głos Robotniczy - 1954

 Jakże ciepło się robi, kiedy widzi się zdjęcia z Bukowca! Bez wzgledu na to, że to był czas komuny.


Głos Robotniczy : organ KW i KŁ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1954-08-21/22 R. 10 nr 198

METRY ZA METRY.

Łódzcy włókniarze realizując wskazania II Zjazdu PZPR dają pracującym chłopom tańsze, lepsze, estetyczniejsze wykonane metry tkanin. Pracująca wieś naszego województwa w zrozumieniu tych samych wskazań w zamian za trud włókniarzy dostarcza im metry dorodnego ziarna.



Przodujący małorolny chłop Józef Rewicz z Gromady Bukowiec, w gminie Brójce jako jeden z pierwszych w gminie sprzedał należne państwu zboże.



Tempo dostaw zboża z dnia na dzień poważnie się wzmaga. Od 11 b. m. pracujący chłopi gminy Brójce wykonują dzienne plany dostaw ziarna w około 200 %.



Codziennie kilkadziesiąt wozów dostarcza zboże z magazynu w Bukowcu do stacji kolejowej w Andrzejowie.



Skrzypią wozy naładowane pękatymi workami, pełnymi ziarna. Chleba będzie w bród.


środa, 14 lutego 2024

Pędala - Bójce - Fałszerz mleka - Echo - 1931

 

Artykuł o mieszkańcu naszej gminy Pędali, (nastąpiła pomyłka w nazwisku...), w formie żartobliwej.., można i tak.

Echo. 1931-12-06 R. 7 nr 334

KRATECZKI . Woda z mlekiem. Kmiotek ukarany .
Coś jest nie w porządku. Z jednej strony niektórzy ludzie słabego zdrowia krzyczą, żeby nie pić wódki tylko wodę, z drugiej zaś gdy jakiś kmiotek dolewa do mleka wody, robi się o to hałas, protokuł itd. Umówmy się więc jakoś, czy woda krzepi czy też nie. Zresztą cóż szkodzi, że w mleku jest woda? Przecież woda jest wszędzie! Owoce zawierają wodę i nikt o to nie ma pretensji do jabłka czy gruszki. Radni mają w głowach wiele wody i także jakoś żyją. Ludzie piją, zwłaszcza po przepiciu, kilkanaście szklanek wody sodowej i nic im to nie szkodzi, a od mleka żąda się, aby było bez wody. Zresztą czasy są wogóle wodniste. Nawet monopol dolewa do spirytusu 55% wody i nikt, żadna policja nie spisuje z tego powodu monopolowi wódczanemu protokułu. Gdzież więc sprawiedliwość? Cóż ma zrobić biedny kmiotek, który chce naśladować monopol? I jeszcze jedno: Czy gdyby kmiotek zamiast wody, dolewał do mleka koniak, czy wtedy mielibyśmy do niego pretensje, Nie należy od życia wymagać zbyt wiele. Trochę wody w mleku! W życiu mamy jeszcze więcej wody i nic na to poradzić nie możemy. Wodnisty jest repertuar naszych teatrów, wodniejsza jest większość artykułów, pism codziennych, wodniejsze są łódzkie dowcipy, wodniejsze łódzkie interesy. Czyż wobec tego dziwić się należy, że czasami wodniste są także i krateczki? Ja co prawda nie dolewam do swego krateczkowego mleczka wody, przeciwnie — raczej troszkę wyborowej wódeczki, jednak mogą się czasem zdarzyć i wodniste. To są skutki związków chemicznych: gdy do mleka dodaję słabej wódki, tworzy się z tej kombinacji krateczkowa woda.
                                                                      PĘDAŁA. 
Franciszek Pedała zamieszkiwał w gminie Brojce i dowoził na Zielony Rynek w Łodzi mleko. Zapotrzebowanie na mleko było duże, ale Pędala miał krowę, która dużo ryczała ale mało mleka dawała. Ten brak mleka, rzecz prosta, Pedała musiał jakoś nadrobić. Gdy np. zapotrzebowanie dzienne mleka wynosiło 30 litrów, a ilość mleka dostarczonego przez krówki — 15 litrów, Pedała do 15 litrów mleka dolewał 15 litrów wody i tym cudownym sposobem otrzymywał 30 litrów mleka. jak długo Pędala dopomagał krówkom w ich produkcji, nie jest historycznie stwierdzone, faktem jest natomiast, że w dn. 2 lipca urzędnicy zakładu Badania Żywności stwierdzili, że w mleku przewożonem przez Pędalę jest 50% wody.
Sąd Grodzki skazał Franciszka Pędalę na 7 dni aresztu.

sobota, 16 grudnia 2023

Gałkówek - Spółdzielnia Produkcyjna - Dziennik Łódzki - 1950

 

Dziennik Łódzki. 1950-08-06 R. 6 nr 214



Znalazło się w Gałkówku 9 śmiałków: Alfons Sokołowski, Leonard Sokołowski, Seweryn Kuleta, Józef Sokołowski, Bolesław Sokołowski, Józef Wawrzonek, Jan Polaczyk oraz dwie kobiety wdowy, Zofia Czaplin i Cecylia Lobina.

Nie zwracając uwagi na sąsiedzkie "przestrogi", na to co dookoła różni ludzie, zwłaszcza ci zamożniejsi mówili, zeszli się pewnego dnia i założyli spółdzielnie produkcyjną.

- Tak, to już rok od tego czasu upłynął - wspomina ten dzień przewodniczący zarządu spółdzielni Alfons Sokołowski. - Wiele się przez ten czas zmieniło. Wioska została zelektryfikowana, założono telefon, teraz przeprowadza się radiofonizację. Postawiliśmy świetlicę, skromną wprawdzie, taką na jaką stać nas było, a teraz budujemy szkołę.

Szkoła! Tuż obok budynku starej szkoły wznoszą się czerwone mury nowej - większej, piękniejszej. Nikt nie żałuje sił, aby ten dom stanął jak najszybciej. Nawet traktor zaprzągnięto do pracy. Po pracy w polu zwozi teraz budulec dla nowej szkoły.

Gdy tak patrzymy na tę szkołę i ob. Sokołowski opowiada, jak będzie ona wyglądała, że będzie 7-klasowa, że będzie w niej świetlica, sala gimnastyczna i pracownie - tak jak w szkołach miejskich, nasuwa mi się wątpliwość, czy szkoła została we właściwym miejscu postawiona. Czy nie za blisko drogi? Przecież gdyby cofnąć budynek nieco do tyłu i otoczyć go ogrodem byłoby zapewne i ładniej i lepiej. Ale to już wina projektodawcy.

- A tam dalej na lewo, robimy plac sportowy, żeby nasi chłopcy z LZS mogli wreszcie grać na prawdziwym boisku - objaśnia mój przewodnik. - A jak będzie już skocznia, bieżnia, plac do siatkówki może i dziewczęta ruszą - bo dotychczas nie mamy ani jednej sportmenki.

Przechadzamy się długą ulicą wiejską. Przed domami kwiaty. Na drzewach, wśród zieleni liści, różowiejące jabłka, fioletowe śliwy, złociste gruszki, ale na polach jest już szaro i pusto. Zboże zwiezione do stodół. Teraz ścierniska przeplatają się z ciemno-szarymi pasmami przeoranych pól. Na działkach przyzagrodowych rosną warzywa.

Teraz już przeszło połowa wsi należy do naszej spółdzielni, 35 członków - to już jest siła - mówi A.Sokołowski - Wkrótce będzie nas więcej. Przed kilku dniami przyszli do mnie Paweł Brot, Szczepan Świderek, Józef Dobrowolski, Stanisław Pawlak i Franciszek Kaczmarek i powiadają:

"Słuchajno bracie! Podoba nam się ta wasza gospodarka, my też chcielibyśmy włączyć nasze ziemie do wspólnej uprawy" - Dziś właśnie na zebraniu będziemy ich prośbę rozpatrywać.

Spółdzielnia nasza jest I typu, ale mamy też 50 ha. ziemi państwowej włączonej do użytkowania, na której gospodarujemy według statutu trzeciego typu spółdzielni, tzn. razem pracujemy, razem sprzedajemy plony, część zysków przeznaczamy na cele inwestycyjne, a pozostałą część dzielimy się według włożonej pracy. Mamy tam zakontraktowany jęczmień, ziemniaki, buraki cukrowe, rzepak. Jest też wspólna obora, w której stoją cztery krowy, a w przyszłym tygodniu dokupujemy jeszcze dwie.

- A jak idzie praca na  tym wspólnym gospodarstwie? - pytam.

- A idzie, idzie. Był tu u nas w wiosce taki Wawrzyniec Gutowski, małorolny. Gospodarka u niego, prawdę mówiąc, nie szła dobrze. Kiedy zgłosił się do spółdzielni, ludzie powiadali, że jak na swoim nie umie gospodarzyć, to w spółdzielni pociechy z niego nie będzie. A tymczasem nasz Gutowski w spółdzielni pracuje najlepiej. Już 50 dniówek obrachunkowym wyrobił, choć ma 63 lata. Tak samo jego żona. Dopiero w spółdzielni pokazali co potrafią.

Podobnie było z Buczyńskim. Bieda u nich była kiedy wstępowali do spółdzielni a niedawno Buczyński powiedział mi, że pierwszy raz w tym roku ma dobre urodzaje. Dzięki mechanicznej uprawie i nawożeniu zebrał prawie cztery razy tyle co w ubiegłym roku.

Tak, tak, ludzie zmieniają się - ciągnie opowiadanie przewodniczący. - Albo taki Stanisław Kopytek. Kiedy pierwszy raz na ilustracji w gazecie zobaczył traktor, splunął tylko:

Do diabła z takim świństwem! 

- Jak to można na pole wpuszczać? Powiadam wam, że chleba z tego nie będzie! - A teraz jest członkiem spółdzielni i aż mu się oczy śmieją, gdy traktor wjeżdża na pole.

- Nieprawda? - zagaduje zbliżający się ku nam raźnym krokiem człowieka z grabiami.

- A no, prawda - odpowiada zagadnięty.

- To Leonard Sokołowski - przedstawia przewodniczący - u nas we wsi Sokołowskich jest wielu, a wszyscy są zapalonymi pszczelarzami.

- Tak, wszyscy lubimy miód i kochamy nasze pszczółki, ale najlepszą pasiekę, wzorową ma Józef Sokołowski  - dodaje nowy rozmówca. A potem pyta:

- Przyjechaliście zobaczyć naszą spółdzielnię? A to patrzcie i powiedzcie innym jak gospodarujemy. U nas nikt nie pyta ile zarobi, tylko idzie i pracuje, a każdy ma już kilkadziesiąt dniówek wpisanych.

- Przyjedźcie do nas za rok, za dwa - to nie poznacie Gałkówka.

Piekarnię postawimy, wspólną pralnię dla naszych kobiet zrobimy, łaźnię wybudujemy. Oho, przed nami jeszcze huk roboty, ale podołamy.

Przyjechał tu inżynier z Centralnego Biura Projektów Melioracyjnych i całymi dniami chodzi po polach, mierzy i bada ziemię. Po przeprowadzeniu melioracji, kiedy plony będa jeszcze lepsze, można będzie pomyśleć i o innych inwestycjach. A kto wie, może i przejdziemy na trzeci typ gospodarki. Coraz częściej ludzie o  tym wspominają. O, wtedy poszłoby jeszcze szybciej. Co tu dużo gadać, cieszę się, że na stare lata dożyłem tak radosnych dni.

Odjeżdżając, jeszcze raz patrzę na wioskę, chcę zapamiętać tu każdy szczegół. Przyjadę tu na przyszłe lato, zobaczę jak za rok wyglądać będzie spółdzielnia produkcyjna w Gałkówku.









-

wtorek, 12 grudnia 2023

Brójce - Bukowiec - Wola Rakowa - Gmina - Rolnictwo - Odgłosy -1978

 

Bardzo ciekawy materiał poznawczy..., z niego dowiaduję się, skąd w Bukowcu powstało w późniejszym terminie tyle gminnych działek, które posłużyły do powstania wielu pięknych osiedli mieszkaniowych, w tym mojego (Osiedle Literatów), także tereny pod budowę Ośrodka Widzewa!

Odgłosy : tygodnik społeczno-kulturalny. 1978-05-28 R. 21 nr 22




Odgłosy”: — Spróbujmy takiego podziału ról: naczelnik mówi o kłopotach, dyr. Krupa zaś o sukcesach. 

Leszek Korzeniewski: — Zgoda, ale to trzeba uściślić. Powiedzmy, że biorąc tę niewdzięczną rolę, będę mówił o sprawach administracyjnych. A jak Krupa zacznie się za mocno chwalić, to go ściągnę na ziemię. 

O: — Po likwidacji powiatów duża część fachowców nie znała swojej przyszłości. Zamiast iść do gmin i urzędów wojewódzkich, pozaczepiali się gdzie indziej. 

Nacz.: — Sam pracowałem w radzie powiatowej i później ściągałem do siebie kolegów rozproszonych po różnych instytucjach. Ale było ich za mało. Przyjmowało się do pracy wprost po szkole i trzeba było przyuczać do zawodu. Po roku młody człowiek pisał podanie i szedł do GS, bo dostawał pięćset złotych więcej. Jan Krupa: Prawidłowo! Bo u nas jeden człowiek prowadzi sprawy, którymi w województwie zajmują się trzy wydziały a bierze pensję o wiele niższą. W naszej gminie jeden facet odpowiada za sprawy planowania, handlu i usług oraz kultury fizycznej, turystyki i wypoczynku. 

Nacz.: — Przez trzy lata dwa etaty miałem nie obsadzone. Do dziś trzydzieści procent kadry urzędu gminnego dojeżdża z Łodzi. 

Dyr.: — A do SKR nie dojeżdżają? A prezesi GS, RSP i szef Banku Spółdzielczego? Nawet komendant MO w Kurowicach przyjeżdża z innej gminy. 

O.: — Bo nie macie mieszkań!

Nacz.: — Ale pieniądze mamy. 

Dyr.: — Ja bym naczelnikowi wybudował te mieszkania, ale jak on nie ma szczegółowego planu zagospodarowania przestrzennego gminy, który powinien być w pierwszym kwartale, to co? 

Nacz.: — W planie są wyznaczone tereny budowlane. Można wykupić ziemię i przydzielić działki dla średniej kadry kierowniczej. Bez planu ani rusz. W Woli Rakowej rolnik buduje wielką oborę, dokupiłby 5 ha ż PFZ. Nie mogę mu sprzedać, bo nie wiem. na co się tę ziemię przeznaczy w planie, którego w Łodzi jeszcze nie opracowano. Mieszkania jednak w roku osiemdziesiątym będą. foto : Archiwum 

O.: — Jeśli z kadrą kierowniczą nie najlepiej, to interesanci walą z pretensjami do naczelnika. 

Nacz.: — Dzisiaj wtorek, dzień przyjęć interesantów i nikogo pod drzwiami nie widać. 

O.: — W ogóle nie ma skarg? 

Nacz.: — W zeszłym roku były cztery i jeden mały proces Choremu rolnikowi ziemię obrabiał sąsiad. Potem przejęliśmy ten grunt na PFZ. Wpłynęły trzy podania chętnych do kupna. Dwa załatwiłem pozytywnie, w prowadziłem rolników na ziemię, a ten trzeci w nocy zaorał jednemu pole i obsiał. To był syn tego rolnika, który pomagał choremu. 

O.: — A jak się sprawdza w praktyce hasło: „urząd bliżej obywatela”? 

Nacz.: — To nie wychodzi. Warto chyba wrócić do wyznaczonych dni i godzin dla interesantów . Bo tak to przychodzi pięć osób naraz i tylko przeszkadzają urzędnikowi. Jak jest rozdział materiałów budowlanych, pięćdziesiąt osób sterczy pod drzwiami, pracownik listy nawet nie może sporządzić. A kiedy urzędnik jest na kontroli w terenie, interesant odchodzi z kwitkiem.

 Dyr.: — Pan wie, dlaczego u nas drogi państwowe są pełne dziur i przełomów? Bo ja brygadą SKR utrzymuję drogi boczne, a państwowe podlegają pod Rejon Eksploatacji Dróg Publicznych w Piotrkowie. Wiadomo, inne województwo... 

Nacz.: — Gmina współdziałała z Zespołem Opieki Zdrowotnej Łódź— Widzew, nasza straż pożarna ze strażą Łódź — Górna, a sąd, prokuratura i cech rzemiosł dla mieszkańców gminy znajdują się w Pabianicach. Powinniśmy współdziałać z organami w jednym miejscu. Po co ten bałagan i strata czasu. O.: — Komunikację też macie kiepską. 

Dyr.: — Właśnie! Ale dzięki temu nie ma odpływu do miasta. 

O.: — I Brójce, ta gmina pod miastem, jest gminą typowo rolniczą. 

Nacz.: — Panowie! Wyjdzie na to, że wskutek złej komunikacji mamy osiągnięcia rolnicze wyższe niż średnia w województwie, gospodarstw a średnio pięciohektarowe, specjalizacje itp. To trochę nie tak. Tu nigdy nie było pędu do miasta, rolnicy wiedzieli, czego chcą. Modernizowali się, kiedy dla rolnictwa nie było jeszcze takiej prosperity. Ale to również zasługa służby rolnej, kadry kierowniczej wielu placówek. Ci ludzie wprawdzie dojeżdżają, ale często zarywają noce, żeby wszystko grało. 

O.: — Tak grało, że w SKR np. zmieniło się sześciu zastępców dyrektora, a w ciągu trzech lat odeszło trzech naczelnych. Inż. Jan Krupa jest czwartym. Długo Pan wy» ^gayma? 

Dyr.: — Jestem dwa lata dyrektorem i niektórzy twierdzą, że już za długo. 

Nacz.: — Chwileczkę! Zróbmy wprowadzenie. Przez trzy lata na SKR psioczono. Usługi złe, nie terminowe, gospodarka też nie była przykładem. SKR miała 100 ha rozsypane w stu (!) kawałkach po całej gminie. Plony zbóż po 12 q z hektara. No, ale ziemia zdewastowana, niskich klas... 

O.: — I wtedy zaczęło się scalanie... 

Nacz.: — To nie takie proste. Najpierw była decyzja o wymianie. Tzn. można było wymienić ziemię rolnika indywidualnego na PFZ. Nie wolno natomiast przesunąć jednego rolnika na grunty innego, a temu dać ziemię z PFZ, bo to już jest scalanie. Decyzję o scalaniu Bukowca podjął dopiero wiceprezydent Krowiranda w 1976 roku. Przyświecały temu dwa cele: powiększyć gospodarstwa rozdrobnione i z gruntów zdawanych za rentę stworzyć kompleksy dla SKR w Brójcach. 

Dyr.: — No, i po roku miałem z tego 100 ha w jednym kawałku, przedzielone szosą, a resztę w mniejszych kompleksach, najmniejszy 16 ha, w szystko w Bukowcu. 

O.: — Pan się cieszył, a ludzie zgrzytali zębami. 

Nacz.: — Jeśli pan myśli o kładzeniu się właścicieli pod koła traktora, awanturach i milicji na polu, to się pan myli. Były rozmowy, bez przymusu administracyjnego, i ludzie bez większego oporu zgadzali się. Zwłaszcza, gdy mieli do pozbycia się ziemię IV klasy. W sumie trzech czy czterech rolników było niezadowolonych. Trzeba było coś tam uregulować, np. kiedy człowiek oddaje 5 ha w VI klasie, nie może za to ze stratą otrzymać grunty z klasą gorszą. Trzech „przesunięto” o kilka metrów: jeden odstępował swoje SKR, otrzymał kawałek od sąsiada, które ­ mu z kolei przypadły łąki, a tam był rów melioracyjny, więc on tego nie chciał. I to wszystko... 

O.: — Dane mówią o kompleksie 220 ha w Bukowcu, SKR jednak posiada ogółem 270 ha gruntów. Gdzie jest reszta? 

Dyr.: — No, porozrzucana po gminie. Najmniejszy kawałek ma 2,15 ha. 

Nacz.: — Ale SKR zrzeknie się niektórych małych, daleko położonych działek na rzecz PFZ . Te działki sprzeda się lub wydzierżawi rolnikom specjalizującym się. Natomiast działki większe, graniczące ze sobą, połączy się w kompleksy dla SKR. 

O.: — Jest pierwszy kompleks w województwie i szczycąca się osiągnięciami SKK, która dotąd nie miała żadnych wyników. Wygląda na to, że dyr. Krupa w ciągu dwóch lat dokonał cudu. 

Dyr.: — Taki cud można spreparować różnymi sposobami. Ale faktem jest, że kobiety  u mnie czują się gospodyniami i koło chlewni sadzą kwiaty, a narady na szczeblu wojewódzkim i pokazy odbywają się w mojej SKR. 

O.: — Zaważyła, jak się mówi, godna naśladownictwa postawa szefa.

Dyr.: — To jest najczęściej stwierdzenie dosyć uszczypliwe. 

Nacz.: — Tego nie dokonał sam Krupa, ale jego zasługi są niewątpliwie duże. 

O.: — Jak dyrektor zostawał po godzinach, to ludziom głupio było odejść? 

Dyr.: — Jasne! Trzeba było różnego podejścia. Ochrzanić, pogłaskać, pomóc, pożartować. Były „przecieki” paszy, dzisiaj ludzie pilnują się sami. Jeden ukradł, drugi zauważył, więc mówi: przynieś z powrotem . Nie przyniósł, to do widzenia! A ten rzetelny dostał nagrodę... 

O.: — Najczęściej baza SKR jest synonimem bałaganu. 

Dyr.: — Jak się tonie w błocie, to się tonie i jest bajzel wokoło. Ale jak się uporządkuje, to ten porządek łatwiej utrzymać. I kiedy leży gdzieś coś niepotrzebnego, to zaraz razi. 

Nacz.: — Uporządkowali obejście, uporządkowali gospodarkę rolną i rozwinęli hodowlę. Z astraszające zużycie pasz na przyrost 1 kg żywca zmniejszyli o połowę, upadek w trzodzie zmalał niemal czterokrotnie. 

O.: — To również zakrawa na cud. Bo o hodowli w SKR najczęściej mówi się ile. 

Dyr.: — Trzeba zwiększyć opiekę nad zwierzętami, modernizować, szkolić obsługę, zimą ścielić słomę dla świń, to efekty będą i skończy się biadolenie. Ale jak ktoś nie ma do tego serca ani chęci do większego nakładu pracy, nic nie wyjdzie. Ja nie mam z tego wielkiego zysku, ale sprowadzam lochy reprodukcyjne,  kryję je knurami z rodowodem , rozprowadzam między rolników i mięso „rośnie”. Szkoda tylko, że w Polsce trzeba się wykazywać na 30 czerwca stanem pogłowia, a nie tonażem . Żeby mieć dobry stan ilościowy, przyjeżdżają z innych województw i skupują świnie po horrendalnych cenach. 


O.: — Pszczółki też Pan hoduje? 

Dyr.: — Nie ma się czego śmiać. Pszczoły mi nie zaszkodziły, mam 58 rójek i będę miał 100 pni, zajmuje się tym specjalista. Dzięki pszczołom udowodniłem, że kto sieje grykę i proso nie musi chodzić boso. Posiałem grykę, postawiłem w niej pasiekę i zebrałem 13,8 q z hektara. Literatura podaje, że można zebrać do 10 q. Nie boję się „rozbranżowienia”. Jeśliby kazali mi hodować jedwabniki i one by wpływały korzystnie na rolnictw o niszcząc szkodniki, to bym też hodował. 

O.: — SKR zgłasza gotowość bojową: siedemnaście silników gra. A ile traktorów wyjedzie? Trzy... Dyr.: — Co, u m nie? Mnie rolnik chwali za usługi, a traktorzyści pracujący w polu otrzymują premie z puli CZKR. Bo łatwiej wozić płyty betonowe, czekać przy załadunku, flaki się nie trzęsą, a co innego tłuc się po bruzdach. Rolnictwo pierwsze. 

O.: — Traktorzysta wykonuje planową usługę, potem wjeżdża na pole sąsiada, bo ten mu dał stówę i postawił pół litra. 

Dyr.: — Raz mi zginął kombajn, ale trafiłem po śladach. Nie ma żadnych napiwków, jedzenia i gorzały. Rolnicy o tym wiedzą, a jak się który wyłamie, nie będziemy mu świadczyć usług. Traktorzysta wyjeżdża do pracy z posiłkiem regeneracyjnym, ma w kabinie puszkę mięsa i wodę mineralną. 

O.: — Ale po robocie pod prysznic jeszcze nie wchodzi? 

Nacz.: — Będzie wchodził! Mamy już dokumentację na zaplecze socjalne dla 40 osób. Szatnia z szafkami, pokój śniadaniowy, umywalki, ubikacje, kabiny natryskowe. W chlewni jest już ciepła woda, a pomieszczenia dla obsługi ładniejsze niż gabinet dyrektora. Chcemy szerzej wyjść z usługami, bo mamy coraz więcej fachowców. Moglibyśmy budować zbiorniki wodne przeciwpożarowe, ogrodzone i zarybione, ale nie ma dokumentacji. Póki co Krupa buduje sobie piękną halę warsztatu naprawczego. Dyr.: — Ja bym mógł budować obory i remizy. Ale na pewno wybuduję wylęgarnię piskląt. Bo  babki mam wystrzałowe, wygrywają konkursy, jeżdżą na cepeliady i trzeba dla nich coś zrobić. 

O.: — Dyr. Krupa może wykonać każdą usługę dla naczelnika. 

Dyr.: — J a k naczelnik da pieniądze, to czemu nie? 

Nacz.: — Niech on się tylko wyrobi w rolnictwie, to będzie dobrze. Tak jak w Wardzyniu, gdzie zajmuje się siewem, pielęgnacją, sprzętem i zakiszaniem kukurydzy. A pieniądze? Często leżą nie wykorzystane. Mam 1,7 mln zł nadwyżki budżetowej, a drobnych remontów, które wykonaliby rzemieślnicy, bo jednostki państwowe nie mają „mocy przerobowej”, nie mogę zrobić, ponieważ obowiązują limity na gospodarkę nie uspołecznioną. 

O.: — Dziękując Panom za rozmowę muszę stwierdzić, że w trakcie wymiany poglądów role się trochę pomieszały. Ale to chyba dobrze, co? 

Nacz.: — Myślę, że gdybyśmy wszyscy w życiu i pracy potrafili się dobrze rozumieć i wzajemnie uzupełniać, to w tej gminie byłoby jeszcze lepiej. 

Dyr.: — Jeżeli wszyscy, to w Polsce również... 

                                                                             Rozmawiał: RYSZARD BINKOWSKI

środa, 1 lutego 2023

Łaznowska Wola - PGR - Kułacy - Dziennik Łódzki - 1951


Dziennik Łódzki. 1951-08-28 R. 7 nr 230


     Jadąc szosą tomaszowską przed Rokicinami spostrzec można tabliczkę z napisem gromady: Łaznowska Wola.   Długo trzeba jechać, aby dotrzeć na drugi koniec wsi, 156 gospodarstw to nie byle co. Gospodarstwa są zresztą  różne, bogaczy wiejskich, średniaków i małorolnych.

    Wszystko zaczęło się od małorolnych. Chcieli założyć spółdzielnię produkcyjną i założyli. Przyznać trzeba, że było to niemałą zasługą Franciszka Rebzdy. Chodził, przekonywał, wyjaśniał, a że cieszył się opinią człowieka statecznego i dobrego gospodarza, więc liczono się z jego zdaniem.

    Na pierwszym zebraniu postanowiono założyć spółdzielnię pierwszego typu. Już jednak wtedy chłopi zdecydowali, że po usunięciu pierwszych trudności, spółdzielnia na trzeci typ. Stało się to w roku 1951. A trudności w międzyczasie było naprawdę sporo. Istnieją zresztą do dzisiaj, a najważniejsza z nich to brak ludzi. Wprawdzie do spółdzielni zapisało się 36 gospodarzy, ale naprawdę pracuje z tego jedna trzecia. Jeden z członków pracuje w GS, inny w GRN. Istnieją i niezdolni do pracy, ale są również bumelanci. Zapisał się do spółdzielni, bo się inni zapisywali. Może rzeczywiście będzie tam lepiej. W każdym razie pracować takiemu nie bardzo się chciało.

    - zresztą są przecież inni - myślał - to może jak dobrze pokombinować, to odrobią i moją robotę

    Taki był właśnie p. Antoni - jak go nazywają. Kiedy rozpoczęto siewy, maszyna przygniotła mu nogę. Oczywiście o dalszej pracy mowy nie było. Wprawdzie zaraz po siewach noga się zagoiła, ale to był tylko zbieg okoliczności. Przy układaniu stert miał wypadek z ręką i trzeba było ją nosić przez pewien czas na temblaku. Oczywiście o dalszej pracy... Przy żniwach "złapał" Antoniego ischias. - Przykry zbieg okoliczności, ale przecież są inni, to sobie jakoś radę dadzą.

    Radę sobie dali. Pracowali wprawdzie ciężko, ale zato zebrali ze 103 ha wysokogatunkowe żyto i z 50 ha owies. - Nie byli zresztą sami W czasie żniw przyjechał oddział żwawych, dziarskich chłopaków w mundurach wojskowych, którzy pomogli im przy żniwach. A był okres na samym początku, że kułacy zacierali ręce, bo spółdzielni groziło rozwiązanie z braku rąk do pracy.

    Teraz mają już wszystko poza sobą i nic już nie może przeszkodzić w dalszym rozwoju spółdzielni. Tak twierdzi stanowczo jej przewodniczący Franciszek Rebzda. On zresztą jest motorem jej rozwoju i nie szczędzi sił w pracy. Kościałkowska, jedna z najlepszych pracujących człoknkiń spółdzielni, mówi o nim:

    - Nasz przewodniczący to człowiek z głową. Żeby wszyscy tacy byli. Często rano, jeszcze słońce dobrze nie wzejdzie, chodzi już po polu i planuje roboty na cały dzień. 

    - Jak trzeba to i potrafi pracować za trzech.

    Oczywiście Rebzda nie jest sam. Inni zdążyli też już zrozumieć, że pracują dla siebie, że tylko od ich własnego wysiłku zależy zebranie wysokich plonów. Jak Kościałkowska, której mąż jest czołowym traktorzystą pobliskiego POM w Bogdance, obsługującego spółdzielnię, dalej Józefa Malinowska, wdowa z sześciorgiem dzieci, Stasiak i wielu innych.




22 lipca STANISŁAW KOŚCIAŁKOWSKI otrzymał dyplom uznania za wydajną pracę zawodową i społeczną przy realizacji Planu 6- letniego. KOŚCIAŁKOWSKI jest najlepszym traktorzystą POM w Bogdance. POM ten we współzawodnictwie wojewódzkim otrzymał swego czasu pierwsze miejsce. Stanisław KOŚCIAŁKOWSKI, który jest jednocześnie członkiem spółdzielni produkcyjnej w Łaznowskiej Woli zyskał sobie więc miano najlepszego z najlepszych. 


KOŚCIAŁKOWSKA, żona dzielnego traktorzysty z POM w Bogdance Jest całym sercem oddana pracy w spółdzielni. Zawsze chętna do pracy zyskała sobie sympatię i szacunek wszystkich.



Ojciec JÓZIA DARNIKOWSKIEGO jest jednym z pierwszych członków spółdzielni produkcyjnej w Łazanowskiej Woli. Po skończeniu szkoły wiosną br, Józio mógł więc spełnić swoje marzenie i zostać traktorzystą. Wprawdzie na razie jest jeszcze pomocnikiem, ale po ukończeniu praktyki i specjalnego kursu zostanie samodzielnym kierowcą. Józio nie rezygnuje jednak z dalszej nauki i ma zamiar niezależnie od pracy uczęszczać na kursy wieczorowe w Rokicinach. 

 



wtorek, 24 stycznia 2023

Łaznowska Wola - Rolnictwo - Spór - Odgłosy - 1977

 

Szukając materiał o Łaznowskiej Woli natrafiłem w Odgłosach na taki materiał. Nie jest to, czego dokładnie szukam, ale to jest ta Łaznowska Wola, tylko kilka lat po zakończeniu niemieckiej okupacji. Nie ma w niej już rodzin niemieckich osadników. Niby wszystko powinno przebiegać wspaniale... , ale jak to w życiu... Powstał PGR, kilka lat później upadł, ziemia przekazana innym i problemy... O tym co się działo w tej wsi, zapraszam do przeczytania całości  wcisnowszy link do tego artykułu (jest zbyt obszerny). Zamieszczam tylko początek i dwa, bardzo dla mnie ciekawe zdjęcia.

Odgłosy : tygodnik społeczno-kulturalny. 1977-09-11 R. 20 nr 37

                                                                       GRANICA



Od podwórza wchodzi się do J. . Weranda sczerniała, przegniła, dach jak rzeszoto, leje jak z cebra. Zamiast podłogi rdzawe bajorko, w którym chlupią wesoło krople deszczu. W przedsionku podobnie. A z kuchni patrzy na mnie zalęknionym wzrokiem panienka z przyciętymi gładko włosami. 

-  Taty nie ma — bąka — O te procesy chodzi?

-  Tak. Może porozmawiać z sąsiadami? Dziewczyna kręci przecząco głową. 

-   Przecież pisał, że w waszej sprawie zeznawali świadkowie.

Zerka bojaźliwie na pustą patelnię po jajecznicy i, wzruszając wątłymi ramionami, szepcze: 

-   Ja tam nic nie wiem. Żadnych świadków nie było. A tata z mamą pojechali na pogrzeb i późno wrócą. Ja nic nie powiem.

 -  Kaźmierczyk mieszka od frontu? Wykrzywiając wargi w podkówkę, wtuliła głowę w ramiona. 

-   Mhm — szepnęła. — Ale on przeciw nam. Tata mnie jeszcze zleje...

-   Za co?

-   Że powiedziałam, gdzie mieszka... W jej twarzy ujrzałem lęk. Pragnęła, abym jak najszybciej opuścił izbę. A ten sąsiad mieszka za ścianą. Jasny gwint, w co tu jest grane? 

                                                                        1. 

W Łaznowskiej Woli było duże gospodarstwo poniemieckie. Ziemia leżała odłogiem..................



środa, 11 stycznia 2023

Kurowice - Sadzenie ziemniaków - Cieplucha - Głos Chłopski - 1948

Miło zobaczyć w starych gazetach zdjęcia z naszej gminy Brójce! Te fotki mają bez mała 75 lat. Kiedyś sadziło się ziemniaki i nie obchodzono Święta Ziemniaka w naszej gminie, teraz...?

Głos Chłopski. 1948-04-06 R. 4 nr 93

 Jan Cieplucha ze wsi Kurowice z okręgu wielkiej Łodzi z pomocą swojej córeczki zabrał się już do sadzenia ziemniaków. Mamy nadzieję, że ziemniaki udadzą się, że nie zagrozi im straszliwy ich wróg, stonka ziemniaczana i Jan Cieplucha zbierze przynajmniej 140 kwintali ziemniaków z hektara.




sobota, 11 grudnia 2021

Piotrków - Wystawa Rolnicza - Będków - Rosocha - Remiszewice - Sługocice - Brójce - Kurowice - Rozwój - 1913

 

Rozwój. 1913-08-18 No 188




                                                    Wystawa w Piotrkowie.


      Wczorajszy dzień na Wystawie Rolniczej w Piotrkowie był bardzo ożywiony. Wystawę zwiedziło z górą 3000 osób, które z trudem przeciskały się po błotnych ulicach pomiędzy pawilonami. Już od południa zaroiło się na Wystawie od kaszkietów granatowych delegatów 85 kółek z powiatów piotrkowskiego, brzezińskiego, łódzkiego, łaskiego i radomskiego. Oprócz tego przybyli licznie włościanie okoliczni, to też teren Wystawy na pierwszy rzut oka robił wrażenie wielkiego jarmarku. Przyzwyczajana do błotnych dróg na wsi publiczność, miesiła błoto, zwiedzając Wystawę, to też wkrótce udeptała suche ścieżki.

Na żądanie zwiedzających Wystawę o przedłużenie jej, gdyż niepodobna obejrzeć dokładnie wszystkiego w ciągu jednego dnia, jak również wobec zapowiadającej się pogody, Komitet Wystawy wymienił depesze z Centralnem Towarzystwem rolniczym w Warszawie i departamentem rolniczym w Petersburgu i otrzymał pozwolenie na przedłużenie Wystawy do dnia jutrzejszego włącznie.

O godzinie 3-ej po południu odbył się pokaz nagrodzonego inwentarza, następnie konkurs straży ogniowych ochotniczych z Sulejowa, Rozprzy, Milejowa, Bełchatowa, Srocka i Wolborza, oraz poza konkursem popis piotrkowskiej straży ogniowej ochotniczej, wreszcie konkurs pojazdów obywatelskich i pokaz dojenia krów za pomocą motoru, wystawionego przez firmę Grodzkiego z Warszawy.

Przed wieczorem ogłoszono z trybuny nagrody, przyznane wystawcom przez członków jury.

Nagrodzeni zostali (zamieszczam tylko nazwiska osób z „moich” okolic):


I - w dziale hodowli koni:

Klacze włościańskie: Piotr Banaszaczyk z Rosochy – nagroda 15 rubli.

Tomasz Koper z Remiszewic - nagroda 8 rubli.

II – w dziale hodowli bydła.

Włościańskie: Błażej Stolarski ze Sługocic – nagroda 5-15 rubli.

Jan Frączkowski z Kurowic - nagroda 25 rubli.

Trzoda chlewna:

Jan Frączkowski z Kurowic – nagroda 10 rubli

Jan Agir z Brójec – nagroda 5 rubli.

Drób:

Włościańskie:

Stolarska ze Sługocic za statystykę nieśności kur – 7 rubli.

III – dział rolniczy.

List pochwalny:

Błażej Stolarski, komitet Drzazgowa Wola.

VII – dział organizacyi rolnej:

Błażej Stolarski – list pochwalny C.T.R.

W konkursie pojazdów: pierwszą nagrodę Brudzyński z Będkowa.


niedziela, 19 września 2021

Łaznowska Wola - Najder - Rolnik - Głos Chłopski - 1948

 

Głos Chłopski. 1948-04-05 R. 4 nr 92

                                                         DOBREGO URODZAJU!


Nasz fotoreporter sfotografował ob. Antoniego Najdera ze wsi Łaznoowska Wola w powiecie brzezińskim przy wiosennych pracach w polu.
Obywatel Najder docenia znaczenie nawozów sztucznych pod owies i przenicę jarą, a pole starannie sprężynuje.
Życzymy mu dobrych plonów - po 14 kwintali z hektara!




piątek, 20 października 2017

Gałkówek - Muzeum - Rolnictwo - Żniwa - cz.7

Piękny zestaw zdjęć rolników z Gałkowa. Zawsze bliskie są mi zdjęcia które przedstawiają trud rolnika, zespołową pracę. Technika wyparła sierpy, kosy, grabie, cepy... Wiem jak ciężko się wtedy pracowało, jak szanowano żywność. Jednak pozostała nostalgia do tamtych czasów, zapach i smak chleba z babcinego pieca, masła z masielnicy... Te czasy już nie wrócą, niech te zdjęcia przypominają te piękne czasy!


piątek, 18 sierpnia 2017

Kotliny - Gmina Brójce - Rodzina Przybył - Rodzina Sadowskich - Dzieci - cz.2

Kotliny, urocze miejsce w Gminie Brójce. Wielu rolników, na polach widać mnóstwo krów, krów które stają się rzadkością w naszym województwie. Soczyste łąki, dużo kukurydzy, podmokłe tereny. Jeszcze długie lata po zakończeniu 2 Wojny Światowej w Kotlinach było mnóstwo stawów, zalewów. Rzeka Miazga zasilała swoimi wodami te tereny, kąpieliska, mnóstwo ryb.., teraz pozostały wspomnienia. Zalew w Kotlinach jest w dyspozycji Piotrkowskiego Związku Wędkarskiego, zakazy kąpieli, brak miejsca do wypoczynku...Brak pomysłów na stworzenie pięknego miejsca do rekreacji, Gmina Andrespol szykuje takie miejsce w Justynowie...Tak czy inaczej, Kotliny pozostaną piękne, wspaniały mikroklimat powoduje, że wielu mieszkańców dożywa sędziwego wieku. Przykładem jest rodzina Przybył: Babcia Józefa dożyła 105 lat (zmarła 16.01.1987 roku), jej trzej synowie są w dobrym zdrowiu i obecnie, nie zaglądając w metrykę, chwalą się wiekiem 81,83 i 98 lat!!! Niedaleki sąsiad Pan Karp ma obecnie 98 lat (rocznik 1919!). To świadczy o znakomitym klimacie, zdrowym  powietrzu, warto się budować w Kotlinach!

                 Zdjęcie z albumu Rodziny Przybył, dzieci nad stawem w Kotlinach.

                          Zdjęcie ze zbioru Rodziny Sadowskich, staw w Kotlinach.

                            Zdjęcie ze zbioru Rodziny Sadowskich, staw w Kotlinach.

                                      Zdjęcie z albumu Rodziny Przybył - Kotliny.

                               Zdjęcie z albumu Rodziny Przybył - Drewniany most w Kotlinach.



środa, 16 sierpnia 2017

Kotliny - Gmina Brójce - Rodzina Przybył - Piekne zdjęcia

Na moim blogu zamieszczam bardzo dużo zdjęć, one są moim priorytetem. Od zawsze byłem zafascynowany czarno-białymi zdjęciami, zdjęciami, które pokazują czas miniony. Czas który nie wróci, obrazy zapomniane, domy których nie ma, osoby które odeszły na zawsze. Miałem szczęście odwiedzić rodzinę 83-letniego Antoniego Przybyła w Kotlinach. Dzisiaj nie będę opisywał wspomnień samego bohatera jak i jego dzieci. Na to przyjedzie czas. Ważne są zdjęcia, z okresu powojennego, lecz mają olbrzymią wartość historyczną, wiele z tych miejsc już nie zobaczymy!

                   Kotliny - Pan Antoni z żoną Józefą podczas wykopków, lata 50-te.

                                           Kotliny - Antoni Podczas podczas orki.

                                     Kotliny - Rodzina Przybył podczas żniw.

                                                    Kotliny - Rodzinne wykopki - lata 50-te.