Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałkówek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałkówek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2026

Tragiczny wypadek - Józef Pater - Gałkówek - Kolej - 1928

 

Taką informację, zarazem prośbę otrzymałem od czytelnika, zamieszczam treść obu artykułów dotyczących tej tragedii.

Czy ktoś z mieszkańców Gałkówka pamięta rodzinę Patera? - czy orientuje się także, czy jest grób na cmentarzu gałkowskim?

Dzień dobry, pozwolę sobie przesłać dwie wzmianki prasowe o śmiertelnym wypadku Józefa Patera, kolejarza z Gałkówka, brata mego pradziadka. Na dworcu kolejowym Łódź-fabryczna pochodzi z "Łódzkiego Echa" z dnia 28 marca 1928 roku; Straszny wypadek na dworcu Łódź-Fabryczna pochodzi z "Głosu Polskiego" z dnia 29 marca 1928 roku. Jan Pater został pochowany na gałkowskim cmentarzu. Może zechce Pan umieścić na swoim blogu. Będę zobowiązany, AR

Łódzkie Echo Wieczorne. 1928-03-28 R. 4 

Przedświąteczny wypadek kolejarza. Kronika pogotowia ratunkowego.  

Józef Pater, zamieszkały w Gałkówku, uległ nadwyrężeniu klatki piersiowej i krwotokowi. Zawezwany lekarz pogotowia ratunkowego po udzieleniu pomocy odwiózł nieszczęśliwego w stanie bardzo ciężkim do szpitala im. Poznańskich.  

Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1928-03-29 R. 11 

STRASZNY WYPADEK NA DWORCU ŁÓDŹ - FABRYCZNA

Straszny wypadek miał miejsce w dniu wczorajszym na torze kolejowym tuż przy stacji Łódź - Fabryczna.

Maszynista kolejowy 30-letni Józef Pater zamieszkały w Gałkówku stał na torze przyglądając się manewrowaniu pociągu towarowego. Zapatrzony nie zauważył, iż tyłu nadchodzi wagon towarowy puszczony luzem przez lokomotywę. Gdy spostrzegł się było już za późno. Bufory nadjeżdżającego wagonu przygniotły go do wagonu stojącego na torze z taką siłą, że nieszczęśliwy uległ zgnieceniu klatki piersiowej i pęknięciu 3 żeber.

Dającego słabe oznaki życia przeniesiono na stację dokąd też zawezwano pogotowie ratunkowe. Lekarz stwierdziwszy beznadziejny stan Patera przewiózł go do szpitala Poznańskich.



sobota, 20 grudnia 2025

Wilhelm Fröhlich - Jäck - Nauczyciel - Gałkówek - Der Heimatbote - 1968

 


                                              Pracował w wielu szkołach

Jak już ogłoszono w nekrologu, 10 grudnia 1967 r. zmarł nauczyciel Paul F r ö h l i c h. Ponieważ wielu jego byłych uczniów nadal go pamięta, zamieszczamy tutaj jego życiorys.

Fröhlich urodził się 17 października 1893 r. jako syn nauczyciela Wilhelma Fröhlicha i jego żony Julianny z domu Jäck w Gałkówku, powiat Brzeziny. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do sześcioklasowej szkoły średniej w Tomaszowie. Stamtąd przeniósł się do Łodzi, gdzie w 1912 r. zdał egzamin nauczycielski. Od 1913 r. pracował kolejno w następujących szkołach:

szkoła prywatna Karla Weigelta w Łodzi w 1913 r., szkoła w Faustynowie, powiat Noworadomsk do 1914 r., w Konstantynowie do 1915 r., w Łodzi do 1924 r., w Myszakach, powiat Piotrków do 1930 r., w Kamocinie, powiat Piotrków do 1933 r., w Wielka Paproć , powiat Ostrów do 1939 r., w Besiekierach, powiat Łęczyca, dokąd został przesiedlony z regionu Narwi, do momentu powołania do wojska w 1943 r.

W Wehrmachcie zmarły pełnił funkcję tłumacza języka rosyjskiego. Został wzięty do niewoli na froncie zachodnim, a w październiku 1946 r. przybył z Anglii do Eschershausen w powiecie Northeim, gdzie odnalazł swoją żonę Ernę z domu Schön oraz dwie córki Elli i Ursulę.

W czerwcu 1949 r. przydzielono mu stanowisko nauczyciela w Oberhausen i tutaj wraz z rodziną znalazł swój drugi dom. Uczył w szkole Emscherschule w O. i nawet po przejściu na emeryturę nadal pracował w swoim zawodzie, aż do 70. roku życia. Ponadto przez wiele lat poświęcał się działalności stowarzyszenia Landsmannschaft Weichsel-Warthe w O., w którym pełnił funkcję sekretarza.

W wieku 71 lat zaczął cierpieć na zaburzenia krążenia, na skutek których zmarł w wieku 74 lat. Niech Pan da spokój swojemu wiernemu słudze i nauczycielowi! Niech świeci mu wieczne światło!


                                               Er war an vielen Schulen tätig

Wie bereits durch Todesanzeige bekanntgegeben, verstarb am 10. 12. 1967 lehrer Paul  F r ö h l i c h. Da sich noch viele seiner ehemaligen Schüler an ihn erinnern werden, bringen wir hier seinen Lebenslauf. 

Fröhlich wurde am 17. 10. 1893 als Sohn des lehrers Wilhelm Fröhlich und seiner Gattin Julianna geb. Jäck in Galkuwek, Kr. Brzeziny, geboren. Nach dem Besuch der Volksschule kam er auf die sechsklassige Mittelschule nach Tomaschow. Von da ging er nach lodz, wo er 1912 die Lehrerprüfung ablegte. Von 1913 an wirkte er nacheinander an den Schulen: 

Privatschule von Karl Weigelt in Lodz 1913, Schule in Faustynow, Kr. Noworadomsk bis 1914, in Konstantynow bis 1915, in Lodz bis 1924, in Myschaki, Kr. Petrikau bis 1930, in Kamocin, Kr. Petrikau bis 1933, in Groß Paprotsch, Kr. Ostrow bis 1939, in Besiekiery, Kr. Lentschütz, wohin er aus dem Narewgebiet umgesiedelt wurde, bis zur Einberufung 1943. 

Bei der Wehrmacht war der Verewigte als Dolmetscher für Russisch tätig. Er geriet an der Westfront in Gefangenschaft und kam im Oktober 1946 aus England nach Eschershausen, Kr. Northeim, wo er seine Ehefrau Erna geb. Schön und seine beiden Töchter Elli und Ursula wiederfand.

Im Juni 1949 wies man ihm eine LehrersteIle in Oberhausen zu und hier fand er auch mit seiner Familie eine zweite Heimat. Er unterrichtete an der Emscherschule in O. und blieb auch nach seiner Pensionierung stundenweise in seinem Beruf tätig, und zwar bis zu seinem 70. lebensjahr. Daneben widmete er sich viele Jahre der Landsmannschaft Weichsel-Warthe in O., in der er als Schriftführer tätig war. 

Mit 71 Jahren begann er an Kreislaufstörungen zu leiden, an denen er mit 74 Jahren gestorben ist. - Der Herr lasse seinen treuen Diener und Schulmann in Frieden ruhn! Das ewige Licht leuchte ihm für und für!

piątek, 20 czerwca 2025

HERBERT HÖFT – BURZLIWE CZASY - Borowa - Cmentarz ewangelicki

 

 

Książka Herberta Höfta - Burzliwe czasy - Turbulente Zeiten.

Smutny temat dotyczący zbiorowych grobów. Nie tylko w Borowej, lecz z zasadzie w każdej z pobliskich wsi znajdowały się lub znajdują jeszcze takie groby... W Borowej zwłoki niemieckich żołnierzy pochowano na cmentarzu ewangelickim. Nie zawsze cmentarz był miejscem pochówku. Tak było w Bukowcu, gdzie pochowano 56 żołnierzy przy cmentarzu ewangelickim, w Kurowicach na terenie leśnym 54 żołnierzy. W obu przypadkach w 2010 roku nastąpiły ekshumacje. Żołnierze spoczęli na cmentarzu wojennym na Podlasiu. Uważam, że nie powinno ekshumować poległych żołnierzy z terenów cmentarzy. Ponad 100 niemieckich żołnierzy spoczywa w zbiorowym grobie na cmentarzu ewangelickim w Łaznowskiej Woli. Wiem dokładnie w jakim miejscu, lecz uważam, że nie powinno się przeprowadzać ekshumacji.

                                                      WIOSNA 1945

Kiedy po surowej zimie nadeszło ocieplenie, w niektórych miejscach na polach i w lesie rozprzestrzenił się nieprzyjemny zapach. Nawet psy omijały te miejsca. We wsi pozostało tylko kilku Niemców – kilka kobiet i dzieci oraz stary Friedensstab, ostatni niemiecki sołtys. Z jakiegoś powodu Rosjanie oszczędzili go. Być może uznali, że jest zbyt stary, aby go internować. Jego szara, stalinowska broda budziła respekt. Został wyznaczony do nadzorowania pracy Niemców, którzy pozostali we wsi. Niemieckich zmarłych trzeba było zebrać z pól i lasów i przewieźć na cmentarz. Większość z nich wywożono na ręcznych wózkach. Czasami Friedensstabowi udawało się zorganizować zaprzęg konny. Na cmentarzu leżeli obok siebie i jeden na drugim w nieuporządkowanych rzędach, aż ustępujący mróz pozwolił wykopać odpowiednią jamę. Zadaniem Friedensstaba było zebranie i zabezpieczenie nieśmiertelników oraz rzeczy osobistych, o ile zwłoki nie zostały jeszcze splądrowane. Przechowywał je w kartonie, mając nadzieję, że później będzie można powiadomić niektóre rodziny. Pozostało to jednak iluzją. Po kilku tygodniach Rosjanie zabrali również tego ostatniego Niemca. Nie wrócił. Nawet młodsi rzadko mieli szansę powrócić z tej powojennej misji w Rosji. Kiedy kobiety wyciągały zwłoki z dołu i próbowały ułożyć je porządnie, często nie miały chust, aby zakryć twarze. Nierzadko były tam dzieci, ponieważ nie chciano zostawiać ich nigdzie bez opieki. Jeden mały chłopiec doświadczył już wcześniej pogrzebu. Powiedział: „Mamo, wolę umrzeć w Niemczech i leżeć w drewnianej trumnie. Mężczyznom piasek dostaje się do oczu, a ja tego nie chcę”.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Das Buch von Herbert Höft – Burzliwe czasy – Turbulente Zeiten. Ein trauriges Thema über Massengräber. Nicht nur in Borowa, sondern eigentlich in jedem Dorf in der Umgebung gab es solche Gräber oder gibt es sie noch... In Borowa wurden die Leichen deutscher Soldaten auf dem evangelischen Friedhof beigesetzt. Nicht immer war der Friedhof ein Begräbnisort. So war es in Bukowiec, wo 56 Soldaten auf dem evangelischen Friedhof beigesetzt wurden, und in Kurowice, wo 54 Soldaten in einem Waldgebiet begraben wurden. In beiden Fällen fanden 2010 Exhumierungen statt. Die Soldaten wurden auf einem Soldatenfriedhof in Podlasie beigesetzt. Ich bin der Meinung, dass gefallene Soldaten nicht aus Friedhöfen exhumiert werden sollten. Über 100 deutsche Soldaten ruhen in einem Massengrab auf dem evangelischen Friedhof in Łaznowska Wola. Ich weiß genau, wo sich dieser Ort befindet, bin jedoch der Meinung, dass keine Exhumierungen durchgeführt werden sollten.

                                   DER FRÜHLING 1945

 Als nach dem strengen Winter das Tauwetter einsetzte, breitete sich an manchen Stellen auf den Feldern und im Wald ein unangenehmer Geruch aus. Selbst Hunde mieden diese stellen. Im Dorf waren nur noch wenige Deutsche – einige Frauen und Kinder und der alte Friedensstab, der letzte deutsche Schulze. Er war aus irgendwelchen Gründen von den Russen verschont geblieben. Vielleicht schien er ihnen für eine Internierung zu alt. Mit seinem grauen, stalinistischen Schnurrbart flößte er Respekt ein. Er wurde für die Arbeitseinsätze der im Dorf verbliebenen deutschen für zuständig erklärt. Die deutschen Toten mussten von den Feldern und aus den Wäldern gesammelt und auf den Friedhof gebracht werden. Die meisten wurden mit Handkarren abtransportiert. Manchmal konnte Friedensstab noch ein Pferdegespann organisieren. Auf dem Friedhof lagen się neben und übereinander in unordentlichen Reihen, bis es der schwindende Frost gestattete, eine entsprechende Grube auszuheben. Es war die selbstgewählte Aufgabe von Friedensstab, die Erkennungsmarke und die persönlichen Dinge, soweit der Leichnam noch nicht geplündert worden war, einzusammeln und zu verwahren. Er hortete sie in einem Karton und hatte die Vorstellung, dass man später manche Familie benachrichtigen könnte. Es blieb eine Illusion. Nach einigen Wochen holten die Russen auch diesen letzten Deutschen. Er kam nicht wieder. Selbst Jüngeren war eine Rückkehr von diesem Nachkriegseinsatz in Russland nur selten vergönnt. Als die Frauen die Toten in die Grube zogen und versuchten, sie ordentlich hinzulegen, hatten sie oft keine Tücher, um die Gesichter zu bedecken. Nicht selten waren Kinder anwesend, weil man sie nirgendwo unbeaufsichtigt zurücklassen wollte. Ein Kleiner Junge hatte schon einmal eine Beerdigung erlebt. Er sagte: „”Mama, ich möchte lieber in deutschland sterben und in einen Sarg aus Holz kommen. Den Männern kommt doch Sand in die Augen und das möchte ich nicht.”


poniedziałek, 16 czerwca 2025

Herbert Höft - Turbulente Zeiten - Egzekucja - Gałkówek

 

Na stronach 108-110 książki Herberta Höfta - Turbulente Zeiten jest temat który jest mi troszeczkę znany. Myślę, że najwięcej będzie miał do powiedzenia Dominik Trojak. Także ten materiał zamieszczam na Facebooku, być może ktoś z czytelników dopisze dalszą historię (gdzie był ten masowy grób), i czy jest prawdą, że szczątki tych 28 żołnierzy przeniesiono na cmentarz ewangelicki w Borowej?

                                        POZOSTAWIENIE RANNYCH

Ofensywa Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. rozpoczęła się pod Warszawą z taką siłą, że duże oddziały Wehrmachtu w naszym regionie zostały rozbite i pozostały daleko za frontem, w lasach. Dowództwo Armii Czerwonej nie interesowało się tymi oddziałami Wehrmachtu. Wykorzystali okazję, aby jak najdalej na zachód przepędzić pokonanego, zdezorientowanego wroga, niemiecki Wehrmacht i inne walczące oddziały. Żołnierze, którzy codziennie patrzą śmierci w oczy, nie są sentymentalni. Biorą to, czego potrzebują i co się im nadarzy. Jeśli w pobliżu nie było oficera, młodzi mężczyźni rzucali się grupami na dziewczyny i kobiety. Łatwa zdobycz.

Oddziały frontowe ruszyły dalej. W wiosce pozostał oficer i trzech żołnierzy. Trzeba było przywrócić porządek. Na torach przed małą stacją kolejową w Gałkowie pozostały wagony porzucone przez uciekający Wehrmacht. Stały opuszczone. Starsza kobieta zgłosiła, że w jednym z wagonów słychać jęki i ciche wołanie o wodę.

Rosyjski oficer i jego mały oddział ruszyli w tę stronę.

„Sasza, zajrzyj do środka. Wy dwaj osłaniajcie go” – brzmiał rozkaz dla młodych chłopców. Sasza otworzył drzwi wagonu i wsadził do środka kałasznikowa. Uderzyła go okropna woń. Opuścił broń.

Przerażone, szeroko otwarte oczy patrzyły na niego z opatrunków na głowach. Był to wagon towarowy z ciężko rannymi. Trzej rosyjscy żołnierze ostrożnie przeszli przez wagon, zabezpieczając lewą i prawą stronę. Panowała absolutna cisza, nie słychać było jęków, ani szeptów, ledwie słychać było oddech, tylko przerażone oczy śledziły powolne ruchy ludzi w innych mundurach. Co się teraz stanie? Ci, którzy tam leżeli, byli bezradni, ciężko ranni, niektórzy bez rąk, bez ramion, bez nóg, z ciałami pokrytymi ranami, a niektórzy z ciężkimi obrażeniami głowy – porzuceni, pozostawieni wrogowi, zdani na łaskę losu.

Sascha złożył raport: „Ranni Niemcy, prawdopodobnie bez broni, bez jedzenia, bez opatrunków, po prostu porzuceni”.

„Ilu?”

„Cały wagon, około dwudziestu”.

Oficer zastanawiał się. Co teraz? Przez chwilę chodził w tę i z powrotem obok wagonu. Cholera, ci Fryce (obraźliwe określenie Niemców); zostawiają swoich ciężko rannych ludzi po prostu tak. Rozmyślał pół po rosyjsku, pół po niemiecku: „Szpital w pobliżu? Njet. Bandaże? Njet. Wyżywienie? Njet. Lekarz, morfina, operacje? Niemożliwe do zorganizowania”.

Odmachał ręką.

„Ach, kto się troszczy o tych ludzi? Jest wojna. To wrogowie. Ciężko ranni, ale kto wie, co narobili w naszym kraju?”.

Zapytał jeszcze raz: „Ilu ich jest?”.

Następnie wyciągnął pistolet, sprawdził zapasowy magazynek i wysłał żołnierzy, aby zabezpieczyli oba wyjścia. Wszedł do wagonu z odbezpieczonym pistoletem, spojrzał surowo, wytrzymał przerażone spojrzenia, dostrzegł drgawki i rezygnację w ruchach ciał, które wiedziały, co zaraz zrobi.

Zastosował bezpieczny i bezbolesny strzał w głowę. Wkrótce rozległy się wystrzały. Strzał w lewo, w prawo, w lewo, w prawo, w lewo, w prawo. W środku wagonu wyprostował się młody chłopak, chcąc opuścić pryczę i uciec. Trzy strzały z bliskiej odległości sprawiły, że osunął się na siatkę zabezpieczającą. Oficer spokojnie i pewnie zmienił magazynek, nie zwracając uwagi na rannych, którzy jeszcze żyli.

I znowu: lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa.

Na zewnątrz wydał rozkaz: „Jutro sprowadźcie z wioski kilka dziewcząt, które mają ich zakopać tutaj, przy nasypie kolejowym”. Dziewczynki były jeszcze dziećmi. Również Hilde, moja kuzynka, została do tego zmuszona. Ziemia była zamarznięta. Rosyjscy żołnierze zadowolili się płytkim dołem między nasypem kolejowym a brzozowym zagajnikiem. „Wyciągnijcie ich i wrzućcie do środka”.

Wiele dziesięcioleci później Hilde zeznała: „Ciała były sztywno zamarznięte w nocy. Zmarli mieli na szyjach nieśmiertelniki, ale nikt z nas nie odważył się ich zerwać, aby zachować informacje. Nie wiedzieliśmy też, czy nie grozi nam to samo. Była wojna, a zabijanie niewinnych ludzi było jej częścią. Niektórzy z młodych niemieckich żołnierzy mieli szeroko otwarte oczy, inni zamknęli je. Co mogło dziać się w głowach tych mężczyzn w ostatnich sekundach życia, kiedy widzieli i słyszeli śmiertelne strzały swoich pierwszych towarzyszy?

Hilde nigdy nie zapomniała twarzy młodego chłopca, który w połowie wychylał się ponad siatkę ochronną. Rysy twarzy, nawet w sztywnym, zimnym stanie, wyrażały krzyczącą niesprawiedliwość wojny. Później dołączyło jeszcze 10 ciał z drugiego wagonu. Wiosną trawa porosła niewielkie wzniesienie. Wkrótce brzozowy zagajnik całkowicie pokrył pagórek. Nikt nie zapytał o 28 nazwisk.

W kolejnych latach, kiedy Hilde była w Polsce, zawsze odwiedzała to miejsce nieznanego zbiorowego grobu. Ile matek i kobiet czekało jeszcze przez lata na wiadomość od swoich synów i mężów, zastanawiając się, gdzie są ich bliscy i jak zginęli.

Tak więc ci mężczyźni nadal są uznawani za zaginionych – pochowani w zbiorowej mogile przy nasypie kolejowym, o której nikt nie wie.


Auf den Seiten 108-110 des Buches von Herbert Höft – Turbulente Zeiten – wird ein Thema behandelt, das mir ein wenig bekannt ist. Ich denke, Dominik Trojak wird dazu am meisten zu sagen haben. Ich veröffentliche diesen Beitrag auch auf Facebook, vielleicht kann jemand aus der Leserschaft weitere Informationen hinzufügen (wo sich dieses Massengrab befand) und ob es stimmt, dass die Überreste dieser 28 Soldaten auf den evangelischen Friedhof in Borowa überführt wurden.

                     ZURÜCKGELASSENE VERWUNDETE

Die Januaroffensive der Roten Armee 1945 hatte bei Warschau mit solcher Wucht begonnen, dass große Wehrmachtsverbände in unserer Gegend zersplittert wurden und weit hinter der Front in den Wäldern zurückgeblieben waren. Die Führung der Roten Armee interessierte sich kaum für diese Wehrmachtsteile. Sie nutzte die Gelegenheit, den geschlagenen, desorientierten Feind, die deutsche Wehrmacht und andere kämpfende Einheiten, so weit als nur möglich nach Westen zu jagen. Soldaten, die täglich den Tod vor Augen haben, sind nicht sentimental. Się nehmen sich, was sie brauchen und was sich ihnen bietet. War kein Offizier in der Nähe, stürzten sich die jungen Kerle gruppenweise auf die Mädchen und Frauen. Leichte Beute.

Die Fronttruppen zogen weiter. Ein Offizier und drei Soldaten bleiben im Dorf. Ordnung sollte wieder einziehen. Da waren Waggons auf der Schienenstrecke vor dem kleinen Bahnhof bei Galkow von der fliehenden Wehrmacht zurückgelassen worden. Sie standen verlassen da. Eine alte Frau hatte gemeldet, się habe ein langes Stöhnen und leises Rufen nach Wasser in einem der Waggons vernommen.

Der russische Offizier und sein Kleiner Trupp marschierten dorthin.

”Sascha, schau rein. Ihr beiden gebt ihm Deckung”, so lautete der Befehl an die jungen Burschen. Sascha stieß die Waggontür auf und hielt seine Kalaschnikow hinein. Ein übler Dunst kam ihm entgegen. Er ließ die Waffe sinken. Angstvolle, aufgerissene Augen schauten ihn aus verbundenen Köpfen an. Es war ein Liegewagen mit Schwerverwundeten. Die drei russischen Soldaten gingen vorsichtig, nach links und rechts sichernd, durch den Waggon. Absolute Stille, kein Stöhnen, keine Silbe, kaum ein Hauch, nur angstvolle Augen, die den langsamen Bewegungen der anders Uniformierten folgten. Was wird jetzt geschehen? Die da drin lagen, waren hilflos, schwer verwundet, manche ohne Hände, ohne Arm, ohne Bein, mit durchlöchertem Körper, und manche mit schweren Kopfverletzungen – zurückgelassen, dem Feind überlassen, ausgeliefert.

Sascha machte stramme Meldung: ”Verwundete Fritzen, wahrscheinlich ohne Waffen, ohne Essen, ohne Verbandszeug, einfach zurückgelassen.”

”Wie viele?”

”Der ganze Waggon voll, circa zwanzig.”

Der Offizier überlegte. Was nun? Eine Weile ging er neben dem Waggon hin und her. Verdammt noch mal, diese Fritzen (Schimpfwort für die Deutsche); lassen ihre schwer verwundeten Leute einfach stehen. Er sinnierte halb russisch, halb deutsch: ”Krankenhaus in der Nähe? Njet. Verbandszeug? Njet. Verpflegung? Njet. Arzt, Morphium, Operationen? Unmöglich zu organisiert.”

Er winkte ab.

”Ach, wer fragt schon nach den Leuten? Es ist Krieg. Się sind Feinde. Schwer verwundet zwar, aber wer weiß, was die in unserem Land angerichtet haben?”

Er fragte noch einmal: ”Wie viele?”

Dan zog er seine Pistole, überprüfte das Reservemagazin und schickte seine Soldaten, die beiden Ausgänge zu sichern. Er betrat mit entsicherter Pistole den Waggon, schaute streng drein, hielt den ängstlich schauenden Augen Stand, sah die Ansprung und die resignierenden Bewegungen der Körper, die wussten, was er jetzt gleich tun würde.

Er würde den sicheren und schmerzarmen Kopfschuss anwenden. Bald krachte es. Ein Schuss links, einer rechts, links, rechts, links, rechts. In der Mitte des Waggons bäumte sich ein junger Bursche auf, wollte die Pritsche verlassen, entfliehen. Drei Schuss aus Geringer Entfernung ließen ihn im Sicherungsnetz zusammensacken. Der Offizier wechselte ruhig und sicher das Magazin, ohne auf die noch lebenden Verwundeten zu achten.

Und wieder: links, rechts, links, rechts, links, rechts.

Draußen gab er den Befehl: ”Schafft morgen aus dem Dorf ein paar Mädchen her, die sollen się gleich hier am Bahndamm einbuddeln.” Die Mädchen waren noch Kinder. Auch Hilde, meine Cousine, wurde dazu verpflichtet. Der Boden war gefroren. Die russische Soldaten gaben sich mit einer flachen Grube, zwischen Bahndamm und Birkenwäldchen zufrieden. ”Holt sie raus und schmeißt sie rein.”

Viele Jahrzehnte später gab Hilde zu Protokoll: „”Die Körper waren in der Nacht steif gefroren. Die Toten trugen ihre Erkennungsmarken am Hals, aber keine von uns traute sich, eine Marke abzubrechen, um eine Information zu bewahren. Wie wussten auch nicht, ob. uns nicht hinterher Ähnliches droht. Es war Krieg und töten von Unschuldigen gehörte dazu. Einige der jungen deutschen Soldaten hatten die Augen schreckhaft aufgerissen, andrere geschlossen. Was mag in diesen Männern in ihren letzten Sekunden vorgegangen sein, als sie die Todesschüsse ihrer ersten Kameraden sahen und hörten?

Niemals konnte Hilde das Gesicht des jungen Burschen vergessen, der halb über dem Schutznetz. Die Gesichtszüge drückten noch im erstarrten kalten Todd as schreiende  Unrecht des Krieges aus. Später kamen noch weitere 10 Tote aus einem zweiten Waggon Hinzu. Im Frühjahr wuchs Gras über die kleine Erhebung. Bald hatte das Birkenwäldchen den Hügel vereinnahmt. Niemand hatte nach den 28 Namen gefragt.

In den folgenden Jahren, wenn Hilde in Polen war, besuchte się stets diese Stelle des unbekannten Massengrabes. Wie viele Mütter und Frauen hatten noch Jahre auf eine Nachricht von ihren Söhnen und Männern gewartet, sich gefragt, wo ihre Lieben geblieben und wie się gestorben waren.

So gelten wohl auch diese Männer noch immer als vermisst – begraben in einem Massengrab an einem Bahndamm, das niemand kennt.


środa, 31 lipca 2024

Brzeziny - Koluszki - Młyn - Incydent - Gałkówek - Echo - 1937

Wystarczyło troszeczkę dobrej woli.... 

Echo. 1937-05-13 R. 13 nr 132



BRZEZINY, dn. 13 maja. — Onegdaj w godzinach popołudniowych powracała samochodem z Brzezin delegacja Ochotniczej Straży Pożarnej z Koluszek, która bawiła w Brzezinach na uroczystościach, związanych z poświęceniem motopompy strażackiej. W Starych Koluszkach w aucie strażackim pękło sprzęgło, wobec czego auto zatrzymało się tuż przed młynem, stanowiącym własność ziemianina Topolewskiego, a dzierżawionym przez Stanisława Rogowskiego. Komendant straży koluszkowskiej M. Borwański udał się do właściciela majątku Stare Koluszki z prośbą, o pomoc. Okazało się jednak, że nie można było dostać tu kawałka pasa skórzanego, który można by użyć do reperacji auta. Wobec tego strażacy zaszli do młyna, zdążając od Rogowskiego, aby dał im pas transmisyjny. Rogowski odmówił, oświadczając, że gdyby straż jechała do pożaru chętnie oddałby pas wartości około 100 zł. Ponieważ jednak jest to tylko wycieczka, nie może ponosić tak znacznej straty. W tym czasie nadszedł oddział straży koluszkowskiej, powracający z Brzezin pieszo. Strażacy w liczbie około 30 na rozkaz ich kom. Borwańskiego weszli do młyna, aby siłą zabrać pas. Gdy Rogowski stawił opór pobito go i chciano wrzucić do wody. Sytuację uratował swym spokojem zastępca komendanta straży, który wraz z żoną młynarza pochwycił Rogowskiego i zamknął go w mieszkaniu. Strażacy usiłowali wyrąbać drzwi do mieszkania, ale Rogowski, który oprzytomniał, pochwycił za broń i zagroził strzelaniem. Po całym zajściu Rogowski złożył meldunek policji w Gałkówku, stwierdzając, że w czasie awantury skradziono mu z kieszeni marynarki 240 zł. w banknotach po zł. 20. Dochodzenie w opisanej sprawie jest w toku, przy czym, jak nas informują, wkroczył już prokurator.

Brzeziny - Gałkówek -Tworzyjnki, Kołacinek - Kobylinek - Cyganie - Gra w karty - Tydzień - 1889

Amicus, czytelnik gazety Tydzień, napisał list ze swoimi spostrzeżeniami o Brzezinach, Gałkówku, Lisowicach, Tworzyjnkach, Kołacinku, Kobylinie, złych Cyganach itp....Jego ocena dotycząca kobiet grających w karty jest równie ciekawa!

Tydzień. 1889-03-03 R. 17 Nr 9

 Z Brzezin. Życie towarzyskie. Karnawał w mieście. Kobiety i nowa moda. Karnawał w okolicy. Gospodarność okolicznych ziemian. Dalsze grasowanie szajki złoczyńców. Wykrycie. 

Szanowny Redaktorze! 

Upoważniony listem twoim chciałbym ci donieść co o naszem miasteczku i okolicy wszystko tu przecież idzie jednym trybem. Życie towarzyskie koncentruje się w innych miastach w miejscach publicznych, resursach, cukierniach i tym podobnych; w Brzezinach czy to wskutek braku takich miejsc, czy też wskutek: zamiłowania do życia familijnego, zbieramy się dość często u siebie i wspólnie spędzamy wieczory.-W roku bieżącym karnawał rozpoczęto dość wesoło, było nawet parę tańcujących wieczorków, ale po wyjeździe młodzieży, którą stanowili studenci uniwersytetu i gimnazyjum, wieczory spędzamy najczęściej na pogadance z paniami, lub przy wincie i wiście. - Był projekt urządzenia. publicznego wieczoru, ale zdaje się, że dla braku chętnego inicyjatora i odpowiedniego lokalu nie przyjdzie on do skutku.- Postęp, duch czasu i otoczenia bardzo niekorzystnie odbija. się na naszych paniach; dotąd, zebrawszy się, spędzaliśmy po większej części wieczory na czytaniu lub słuchaniu muzyki, deklamacyi i śpiewu, lub wreszcie na wymianie zdań i żadna z naszych pań nie pomyślała o wzięciu kart do ręki; miały one nawet za złe kilku grywającym paniom, że mogą tak wędzić się w dymie cygar, papierosów i siedzieć kilka. godzin przy zielonym stoliku obecnie inny jakiś duch powiał, panie nasze jedna przez drugą starają się nauczyć wista i z zawziętością grają do późnej godziny; są i takie, i zaczynają grać od godziny 4 po obiedzie! Jest to objaw arcy niesympatyczny... mamy jednak nadzieję, że zapał ten do kart, jak nagle powstał tak i prędko ostygnie i panie nasze przyznaj, że weselej i przyjemniej spędzać czas jak dawniej i że nie im przystoi trawić go przy zielonych stolikach, że one inną, szlachetniejszą pracą i rozrywką zająć się powinny, że do nich należy podtrzymywać zapał i miłość literatury ojczystej, że one żywem słowem i przykładem budzić w nas powinny ducha, zachęcać do umysło­wej pracy. 


W roku bieżącym okolica lepiej się bawi. Formalne bale, które zgromadziły po 100 osób, odbyły się Lisowicach u pp. P. z intencyi srebrnego wesela gospodarstwa i w Gałkówku u p p. R. których 40 letnią rocznicę małżeńskiego pożycia obchodzono. Do końca karnawału ma być jeszcze parę wieczorów w okolicy; bawi się więc dobrze, i chociaż dla formy narzekają na biedę, można jednak powiedzieć, że dziś okolica nasza może być zaliczoną do wyjątkowych; zamożność tu większa niż gdzieindziej, chociaż majątki wogóle niewielki, ale właściciele ich poprzestają na tem co mają, w miasteczku po handelkach nie przesiadują, przyjeżdżają jak mają interes, a załatwiwszy się co prędzej wracają do zajęć, nie polegając na rządcach i ekonomach; podatki płacą regularnie sekwestratora z małym wyjątkiem nie znają i u żydów w kieszeni nie siedzą. Od paru miesięcy pojawiła się w naszej okolicy szajka złodziei. Napadają na dwory i młyny; mieliśmy już cztery wypadki i to w niespełna 2 miesiące: w Tworzyjnkach, w Kołacinie, Kobylinie i z piątku na sobotę t. j. 15 na 16 b. m. w Wymysłowie na młynarza Hamera, którego okropnie pobito i złamano mu rękę. Gdyby nie służba, która. pobudziwszy się odpędziła ich może byłby przypłacił życiem.- Do tej pory uchodzi im to bezkarnie, bo pomimo, że miejscowa policyja dokłada wszelkich starań, nikogo dotąd nie złapano. W szajce tej jest. 8 ludzi ubranych porządnie, zamaskowanych. i uzbrojonych w rewolwery  - paniczny więc strach panuje w całej okolicy. W tej chwili dowiaduję się, że p. naczelnik ziemskiej straży S. zawiadomiony w nocy o napadzie na młyn Hamera w Wymysłowie, nie czekając dnia, udał się na miejsce katastrofy i idąc śladami złoczyńców przytrzymał już w łódzkim powiecie bandę cyganów, którzy jakiś czas gospodarowali w Brzezińskim. Ze znalezionych przy nich niektórych przedmiotów i zeznań stawianych im do oczu świadków, można sądzić, że oni to właśnie byli sprawcami wszystkich rabunków i kradzieży, popełnianych w naszym powiecie w ostatnim czasie. Jakoż aresztowano 5 cyganów i 2 cyganki, oddając ich natychmiast sędziemu śledczemu, który energicznie wziął się do tej sprawy. Cała okolica bardzo się nią interesuje. ..Amicus

19 lutego 1889 r.



piątek, 3 maja 2024

Brzeziny - Gałkówek - 100 lat gminy ewangelickiej - Die Zeit im Bild - 1933 - cz.2

 Ciąg dalszy jubileuszu 100-lecia parafii w Brzezinach.




                       Z niemieckiej parafii ewangelicko-luterańskiej w Brzezinach.

                    Aus deutschen Gemeinden des evang-luth. Kirchspiels Brzeziny.

                           Kolegium kościelne evan.-augsb. Parafia Brzeziny.
                     Das Kirchenkollegium der evan.-augsb. Gemeinde Brzeziny

    Chór kościelny „Concordia” w Brzezinach. - Kirchengesangverein "Concordia" in Brzeziny.


               Szkoła i dom modlitwy w Gałkówku. - Das Schul. - und Bethaus in Galkówek.

                      
                          Julius Carl Eckert, wieloletni kościelny i były burmistrz Brzezin.
             Julius Carl Eckert langjähriger Kirchenvorsteher und ehem. Bürgermeister von Brzeziny.


                                                        Kantor Eduard Sonnenberg.



środa, 3 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.2

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-17 R. 24 nr 14

                                     Dziś początek procesu "wampira z Gałkówka"

                            ZABÓJCA 7 KOBIET NA ŁAWIE OSKARŻONYCH

W Sądzie Wojewódzkim w Łodzi, rozpoczyna się dziś rozprawa karna przeciwko Stanisławowi · Modzelewskiemu, nazwanemu przez opinię publiczną „wampirem z Gałkówka". 40-letni kierowca, przed aresztowaniem zamieszkały w Warszawie, stoi pod zarzutami najpoważniejszego wykroczenia przeciwko prawu, jakim jest zamach na życie ludzkie. St. Modzelewski, oskarżony jest o dokonanie w okresie od 1952 r. do września 1961 r. siedmiu zabójstw kobiet na tle seksualnym. Najstarsza z kobiet miała 87 lat, a najmłodsza 18 lat. Ponadto zarzuca się mu 6-krotne usiłowanie zabójstwa kobiet, dokonanie dwu rozbojów połączonych z kradzieżą oraz nielegalne posiadanie rewolweru typu „Nagan". Oskarżony St. Modzelewski sądzony będzie w okresie od 17 do 31 stycznia br. Skład sędziowski złożony będzie z trzech sędziów zawodowych. Bronić go będą wyznaczeni z urzędu dwaj adwokaci łódzcy. Proces łódzkiego „wampira" należy do najbardziej niezwykłych w historii polskiej i światowej kryminalistyki. Przestępstwa tego typu, nie należące do częstych, są szczególnie trudne do wykrycia. Potwierdza to także przypadek St. Modzelewskiego. Zmieniając często miejsce zamieszkania i zatrudnienia (pracował m. in. w rudzkiej wykończalni przemysłu bawełnianego, ZPB im. Liebknechta, na Lublinku oraz w kilku przedsiębiorstwach warszawskich), dopuszczał się on znanych medycynie sądowej jako najwyższe stadium sadyzmu - „zabójstw z lubieżności" w ciągu 15 lat. Starannie unikał zdemaskowania. Był człowiekiem niepozornym, przeciętnym (3 klasy szkoły podstawowej), posiadał rodzinę (żonę oraz jedno dziecko na utrzymaniu). Proces St. Modzelewskiego przygotowany został szczególnie starannie. Poznanie mechanizmów działania tego rodzaju przestępców ma bowiem olbrzymie znaczenie przy eliminowaniu ich z życia społecznego. Zarzuty aktu oskarżenia przeciwko „wampirowi z Gałkówka" spisano na 82 stronach. 15 tomów akt śledczych, zawiera 3500 kart dokumentacji. Dołączono do nich wykaz 124 innych dowodów z oględzin miejsc zabójstw, protokóły i film z wizji lokalnej, taśmy magnetofonowe z zeznaniami oskarżonego, wyniki badań daktyloskopijnych, liczne dowody rzeczowe oraz 4 opinie biegłych-psychiatrów. W procesie zeznawać będzie 100 świadków • 

                                                                                                                    M. KRAJÓWNA



sobota, 23 grudnia 2023

Gałkówek - RZS - Rolniczy Zespół Spółdzielczy - Dziennik Łódzki - 1953

Minęło 70 lat... , takie były czasy. Nie krytykuję członków "kołchozów" jak i tych, którzy nie byli członkami. Sporo nazwisk, już ich nie ma pośród nas. Czas wspominkowy.

Dziennik Łódzki. 1953-07-04 R. 9 nr 158


 

Lipcowe słońce już od samego rana przypieka i to coraz mocniej. W pięknej pasiece RZS Gałkówek ruch i nieustanny brzęk pszczelich skrzydeł - pachnie kwiatami i miodem. Bartnik Józef Sokołowski raz po raz zagląda to do tego, to do innego ula. Cieszą go coraz pełniejsze plastry złocistego miodu, cieszy go prawidłowy rozwój czerwi i młodych matek, przeznaczonych dla nowych rojów.

    Tuż za pasieką pielą i okopują marchew Helena Kuletowa z córką Danusią, Maria Wójcikowa oraz Zofia Gontarkowa z synem Ździśkiem, kandydatem do szkoły nauczycielskiej w Tomaszowie i 13-letnią córką Teresą. Mimo skwaru praca posuwa się szybko naprzód.

     Leonard Sokołowski, brygadzista ogrodowy, z troską i uwagą przegląda jedną z plantacji pomidorów. Obok wznosi się wysoka ściana łanu żytniego. Pełne i ciężkie kłosy chylą się dostojnie za każdym najlżejszym podmuchem wiatru.

- Niezły macie urodzaj - wciągam do rozmowy zapracowanego ogrodnika.

- Byłby lepszy, ale cóż, słońce, wypija resztki wilgoci, a tu ani kropli deszczu od blisko trzech tygodni. Chmury jakby się umówiły i uporczywie omijają naszą okolicę.... Źle, kiepsko wypadną nasze warzywa.

   Rzeczywiście, dla gałkowskich bielic przydałby się rzęsisty, kilkugodzinny deszcz. Źle jednak jeszcze nie jest. Bujne ziemniaki zakryły listowiem międzyrzędzia i kwitną wspaniale. Na 4-hektarową plantację buraków cukrowych i pastewnych aż radość patrzeć. Świetnie zapowiada się zbiór rzepaku jarego. Len osiągnął już 80-centymetrowa wysokość, a groch "Wiktoria" ma ponad metrowe pędy. Pszenica, owies, jęczmień rokują jak najlepszy plon.

    To jednak nie zadawala Leonarda Sokołowskiego.

- Deszczu, deszczu! - powzdychuje i ociera dłonią spocone czoło.

- Czy zawsze tak mało kobiet przy pielęgnacji warzyw i innych upraw? - zmieniam temat i wskazuję na grupę przy marchwi.

- Gdzież tam - żachnął się ogrodnik - Dziś nie potrzeba było więcej. Na tym kawałku marchwi kończymy przecież prace pielęgnacyjne. Wczoraj stanęło do roboty 12 kobiet. A były dni, że było i dwa razy tyle.

                                                          KOBIETY GÓRĄ.

Tak członkowie zarządu RZS Gałkówek: Alfons Sokołowski, Jan Polańczyk, Seweryn Kuleta, jak i brygadzista polowy Stefan Sienkiewicz - jak najlepiej wyrażają się o kobietach., które mając więcej niż ich mężowie obowiązków domowych, wyprzedzają mężów we wszystkich pilnych pracach zespołowych.

    One to podczas kampanii wiosennej przyspieszyły wywóz i rozrzucanie po polach obornika. One to przyczyniły się do szybkiego wysuszenia i zwiezienia siana. Ich wyłączną zasługą jest terminowe ukończenie pielonek, przerywki i innych prac pielęgnacyjnych. One również zobowiązały się wziąć jak najczynniejszy udział w akcji żniwno-omłotowej.

    Czynem tym pragną uczcić 9 rocznicę Manifestu Lipcowego, 9 rocznicę odrodzenia ojczyzny i ich życia.

    Prosiły - i to właśnie przodownice - aby żadnej z nich nie wymieniać po nazwisku.

    - Bo to potem najczęściej są niepotrzebne kwasy i dąsy, a to zamiast mobilizować demobilizuje właśnie spośród nas, które z różnych powodów nie wychodziły do pracy. A więc chętnie zrezygnujemy z zaszczytu figurowania w gazecie. Mamy nadzieję, że w żniwa ani jedna z naszych kobiet nie uchyli się od pracy, ale musimy koniecznie mieć zorganizowany dzieciniec.

    Według oświadczenia zarządu RZS i brygadzisty polowego, żniwa w Gałkówku rozpoczną się nie wcześniej niż około 20 lipca, żyto bowiem jest jeszcze na poły zielone a jęczmień, pszenica i owies w końcowym stadium wegetacji. Do tego więc czasu na pewno dzieciniec będzie zorganizowany i na przyjęcie dziatwy otwarty.

                            STEFAN SIENKIEWICZ WYPRACOWAŁ 124 DNIÓWKI.

     A teraz coś niecoś powiemy o mężach dzielnych gospodyń z Gałkówka. Popatrzmy zatem na wykaz dniówek obrachunkowych. Pół roku minęło jak strzelił - zrobiono szmat roboty. Brygadzista polowy Stefan Sienkiewicz wypracował 124 dniówki, Jan Fiktus 76, Józef Sokołowski 57, Leonard Sokołowski 55, Jan Polańczyk 50, Stanisław Arczykowski, Mieczysław Stasiak, Jan Sierański, Stanisław Nawrocki po 37, Stanisław Kopytek 29, Jan Krysek 28, ba nawet 63-letni Józef Wawrzonek zdołał już wypracować na gruntach spółdzielczych 25 dniówek obrachunkowych.

                                     NIEKTÓRZY WOLĄ JEDNAK HANDEL...

Wydaje się jednak, że o spółdzielczej zasadzie "każdemu według jego pracy" zapomnieli Jan Gwizdek, Bolesław Buczyński, Władysław Loba czy Jan Stępień. W statucie jest mowa, że każdy członek RZS powinien w ciągu roku wypracować co najmniej 100 dniówek obrachunkowych, tymczasem każdy z wymienionej wyżej czwórki pracy w spółdzielni poświęcił zaledwie po kilka dni.

    Gwizdek i Buczyński wolą handlować mlekiem. Loba wędrować po okolicy i budować piece, Stępień zarabiać furmanieniem (posiada parę koni).

     Czas zastanowić się, zmienić swój stosunek do pracy i do spółdzielni produkcyjnej!... Plony są piękne, dochód będzie poważny, a więc i na dniówkę obrachunkową wypadną spore ilości ziarna i innych ziemiopłodów. Kto więc włożył więcej wysiłku, otrzyma więcej. Kto bumelował, sam sobie zaszkodzi.

    Ponieważ w drugim półroczu przypadają żniwa, omłoty, wykopki, podorywki, orki i jesienne siewy - pracy jest w bród. Wypracowanie 100 dniówek statutowych, a nawet dwa razy tyle, nie będzie nastręczało trudności.

    A zatem do roboty. Za przykładem przodowników i przodownic.

    Chodzi o to, aby w końcu roku, wszyscy, cały kolektyw spółdzielczy, byli zadowoleni, i żeby Rolniczy Zespół Spółdzielczy w Gałkówku nie wypuścił z rąk zdobytego w ub. roku sztandaru przechodniego.

                                                                                                                 C.M.

                                                             



piątek, 22 grudnia 2023

Gałkówek - Zabawa - Bójka - Sąd - Ilustrowana Republika - 1929

 

Działo się na terenie Gałkówka......

Ilustrowana Republika. 1929-12-28 R. 7 nr 355



     Zamieszkały w Gałkówku gospodarz Wawrzonek urządził u siebie w dniu 16 czerwca b. r. zabawę, na którą zaprosił, kilkunastu bliższych i dalszych sąsiadów. Około godziny 8 wieczorem, gdy goście bawili się w najlepsze, kilku pijanych osobników, którzy przybyli na zabawę nieproszeni, wszczęło awanturę, która w krótkim czasie zamieniła się w ogólną bójkę. Mącicielami zabawy, którzy wywołali zamieszanie byli: Stanisław S., Leon, Stefan W. i Edward R. Oburzeni do najwyższego stopnia goście wyrzucili intruzów z mieszkania. Wyrzuceni czuli się dotknięci na honorze i poprzysięgli zemstę. W tym celu przyczaili się oni w odległości pół kilometra od miejsca zabawy, postanawiając pobić każdego kto będzie wracał z zabawy łub szedł na nią. Około godz- 9 wieczorem ujrzeli oni dwóch młodych łudzi, Wacława Frydrycha i Jana Lisieckiego, udających się na zabawę do Wawrzonka. Przyczajeni pomiędzy zabudowaniami gospodarczemi awanturnicy wyskoczyli z ukrycia i z nożami w rękach rzucili się na obydwóch młodzieńców. Pierwszy cios nożem w nogę otrzymał Frydrych, przyczem ostrze noża złamało się i pozostało w nodze. Frydrych począł uciekać i wzywać pomocy, lecz po odbiegnięciu kilkunastu metrów, wskutek upływu krwi padł bez przytomności na ziemię. W tym czasie napastnicy dopadli Lisieckiego i zadali mu nożem cios w głowę, w okolicy ciemieniowej. Lisiecki, brocząc obficie krwią, padł bez przytomności na ziemię. Rozbestwieni napastnicy zadali mu jeszcze jeden cios nożem w plecy i przez dłuższy czas bili leżącego kijami. Przechodnie, którzy byli świadkami tej ohydnej sceny stanęli w obronie Lisieckiego, zawiadamiając jednocześnie posterunek policji w Gałkówku. Ciężko ranny Lisiecki został przewieziony do szpitala w Łodzi, gdzie dokonano trepanacji czaszki. Wskutek otrzymanych ran Lisiecki stracił częściowo dar swobodnego wysławiania się. Sprawcy napadu zostali aresztowani i w dniu wczorajszym zasiedli na ławie oskarżonych sądu okręgowego w Łodzi. Rozprawom przewodniczył w trybie postępowania uproszczonego sędzia Łoziński. Oskarżenie popierał prokurator Kowalski. Oskarżeni nie przyznali się do winy, jednakże została im ona udowodniona zeznaniami świadków. Sąd skazał 20-letniego Stanisława S. oraz 21-letniego Stefana W. po 1 roku i 6 miesięcy więzienia z pozbawieniem praw; 19-letniego Leona S. na 1 rok i 6 miesięcy zaś 20-letniego Edwarda R. na 8 miesięcy więzienia.

czwartek, 21 grudnia 2023

Gałkówek - PSL - Wiec niepodległościowy - Gazeta Łódzka - 1917

Potwierdza się, że Gałkówek był bardzo ważną i cenioną miejscowością na terenie województwa łódzkiego. Inne wsie, osady, czy też miasteczka mogły tylko pozazdrościć!

Gazeta Łódzka : organ narodowy. 1917-03-21 No 78 Wyd. wieczorowe

WIECE LUDOWE

W niedzielę 11 marca w Gałkówku, w sali Straży Ogniowej odbył się wiec chłopski, zwołany przez Polskie Stronnictwo Ludowe.

Obradom przewodniczył miejscowy włościanin, naczelnik Straży Ogniowej, ob. Ołubek, w asystencji Glębockiego z Moskwy gm. Lipiny, Jana Murczyka z Gałkowa, Samca ze Starych Chrustów, sekretarzem była p. Z. d'H...?

Pierwszy zabrał głos ob. Knap z Jarnówka, nawołując lud wiejski do pracy nad podniesieniem oświaty w duchu czysto polskim i o wielkiej roli, jaka przypadła ludowi w przyszłej wolnej Polsce.

Ob. Neugebauer mówił o 120-ej niewoli, o cierpieniach zesłanych na Syberię, tłumaczył, że tylko w silnej armii leży gwarancja lepszej przyszłości.

Ob. Waker, nadmieniając o dotychczasowej działalności chłopa polskiego, wzywał do uświadamiania przez pisma, zrzeszenia, przez zakładanie w poszczególnych miejscowościach kół Polskiego Stronnictwa Ludowego, oraz wyjaśnił historię zorganizowania Tymczasowej Rady Stanu.


Ob. Kawecki wzywał do bezwzględnego posłuszeństwa Radzie Stanu, wyjaśnił znaczenie walk Legionów Polskich.

Mowę przerywano licznymi okrzykami na cześć Legjonów i ich twórcy. Poczym uchwalono następującą rezolucję:

"Zebrani na wiecu ludowym w dniu 11 marca we wsi Gałkówek widza w Tymczasowej radzie Stanu prawowity Rząd Polski, wyrażają Jej swoje zaufanie i obiecują posłuszeństwo i współpracę przy tworzeniu Państwa Polskiego.

W niezależnej, opartej o Rząd Armji Polskiej, widzą zebrani najlepsze zapewnienie naszej Niepodległości. W zniesieniu granicy okupacyjnej i stopniowym przejmowaniu administracji krajowej w ręce władz polskich, w ujęciu gospodarstwa narodowego, widzieć chcemy drogą urzeczywistnienia się naszej Niepodległości Państwowej".

W dalszej części obszernego materiału opisywany są wiec w Szadku. tego nie zamieszczam na blogu. Zainteresowanych całością, zapraszam czytać ze skanów poniżej.





poniedziałek, 18 grudnia 2023

Justynów - Gałkówek - Niewypały - Odłamki bomb - 1947

Podobny problem miał miejsce w mojej gminie Brójce. Jeszcze kilka lat temu na terenie nieczynnej już żwirowni pomiędzy Wardzynem i Pałczewem wojsko wysadzało w powietrze znalezione niewypały z terenu Łodzi i okolic. Mieszkańcy protestowali i gmina wypowiedziała umowę z wojskiem.

Express Ilustrowany. 1947-06-17 R. 2 nr 163

                   ODŁAMKI BOMB ZAGRAŻAJĄ MIESZKAŃCOM JUSTYNOWA
                                           Władze powinny temu zapobiec.
    Na biurku redaktora "Expressu" leży nowy masowy przycisk NA PAPIERY. Jest to trzykilogramowy odłamek bomby lotniczej, która rozerwała się w ubiegły piątek 13 b. m. w pobliżu Justynowa pod Łodzią.
    Jeden z czytelników naszego pisma, który nadesłał odłamek pisze w załączonym liście, że pomiędzy Gałkówkiem i Justynowem pod Łodzią są usuwane niewypały lotnicze i artyleryjskie. W ubiegły piątek wybuchy następowały w odstępach 10 minut od godziny 12-ej w południe do godziny 20 wieczorem. Odłamki padały w pobliżu terenów zamieszkałych. Ludność tamtejsza z obawy przed lecącymi z nieba odłamkami bomb obawia się wypędzać bydło na pastwisko i udawać się do pracy w polu. Dodać należy, że już w roku ubiegłym prowadzone były w tym miejscu prace nad wysadzaniem niewypałów i również ludność czuła się zagrożona, mimo, że dotychczas na szczęście nie było wypadków śmiertelnych.
    Wydaje się, że odpowiednie władze winny albo przenieść miejsce likwidowania niewypałów w okolice niezamieszkałe, albo obmyśleć sposoby zabezpieczające ludność cywilną przed zranieniem lub zniszczeniem mienia. Warto nadmienić, że na przykład w Warszawie wysadzanie ruin lub poniemieckich bunkrów praktykowane jest zwykle o wczesnych godzinach porannych, gdy na ulicach nie ma przechodniów i ludność pozostaje jeszcze w mieszkaniach. mamy nadzieję, że władze sprawą tą się zainteresują ku radości naszych czytelników w Justynowie i Gałkówku.


 

sobota, 16 grudnia 2023

Gałkówek - Spółdzielnia Produkcyjna - Dziennik Łódzki - 1950

 

Dziennik Łódzki. 1950-08-06 R. 6 nr 214



Znalazło się w Gałkówku 9 śmiałków: Alfons Sokołowski, Leonard Sokołowski, Seweryn Kuleta, Józef Sokołowski, Bolesław Sokołowski, Józef Wawrzonek, Jan Polaczyk oraz dwie kobiety wdowy, Zofia Czaplin i Cecylia Lobina.

Nie zwracając uwagi na sąsiedzkie "przestrogi", na to co dookoła różni ludzie, zwłaszcza ci zamożniejsi mówili, zeszli się pewnego dnia i założyli spółdzielnie produkcyjną.

- Tak, to już rok od tego czasu upłynął - wspomina ten dzień przewodniczący zarządu spółdzielni Alfons Sokołowski. - Wiele się przez ten czas zmieniło. Wioska została zelektryfikowana, założono telefon, teraz przeprowadza się radiofonizację. Postawiliśmy świetlicę, skromną wprawdzie, taką na jaką stać nas było, a teraz budujemy szkołę.

Szkoła! Tuż obok budynku starej szkoły wznoszą się czerwone mury nowej - większej, piękniejszej. Nikt nie żałuje sił, aby ten dom stanął jak najszybciej. Nawet traktor zaprzągnięto do pracy. Po pracy w polu zwozi teraz budulec dla nowej szkoły.

Gdy tak patrzymy na tę szkołę i ob. Sokołowski opowiada, jak będzie ona wyglądała, że będzie 7-klasowa, że będzie w niej świetlica, sala gimnastyczna i pracownie - tak jak w szkołach miejskich, nasuwa mi się wątpliwość, czy szkoła została we właściwym miejscu postawiona. Czy nie za blisko drogi? Przecież gdyby cofnąć budynek nieco do tyłu i otoczyć go ogrodem byłoby zapewne i ładniej i lepiej. Ale to już wina projektodawcy.

- A tam dalej na lewo, robimy plac sportowy, żeby nasi chłopcy z LZS mogli wreszcie grać na prawdziwym boisku - objaśnia mój przewodnik. - A jak będzie już skocznia, bieżnia, plac do siatkówki może i dziewczęta ruszą - bo dotychczas nie mamy ani jednej sportmenki.

Przechadzamy się długą ulicą wiejską. Przed domami kwiaty. Na drzewach, wśród zieleni liści, różowiejące jabłka, fioletowe śliwy, złociste gruszki, ale na polach jest już szaro i pusto. Zboże zwiezione do stodół. Teraz ścierniska przeplatają się z ciemno-szarymi pasmami przeoranych pól. Na działkach przyzagrodowych rosną warzywa.

Teraz już przeszło połowa wsi należy do naszej spółdzielni, 35 członków - to już jest siła - mówi A.Sokołowski - Wkrótce będzie nas więcej. Przed kilku dniami przyszli do mnie Paweł Brot, Szczepan Świderek, Józef Dobrowolski, Stanisław Pawlak i Franciszek Kaczmarek i powiadają:

"Słuchajno bracie! Podoba nam się ta wasza gospodarka, my też chcielibyśmy włączyć nasze ziemie do wspólnej uprawy" - Dziś właśnie na zebraniu będziemy ich prośbę rozpatrywać.

Spółdzielnia nasza jest I typu, ale mamy też 50 ha. ziemi państwowej włączonej do użytkowania, na której gospodarujemy według statutu trzeciego typu spółdzielni, tzn. razem pracujemy, razem sprzedajemy plony, część zysków przeznaczamy na cele inwestycyjne, a pozostałą część dzielimy się według włożonej pracy. Mamy tam zakontraktowany jęczmień, ziemniaki, buraki cukrowe, rzepak. Jest też wspólna obora, w której stoją cztery krowy, a w przyszłym tygodniu dokupujemy jeszcze dwie.

- A jak idzie praca na  tym wspólnym gospodarstwie? - pytam.

- A idzie, idzie. Był tu u nas w wiosce taki Wawrzyniec Gutowski, małorolny. Gospodarka u niego, prawdę mówiąc, nie szła dobrze. Kiedy zgłosił się do spółdzielni, ludzie powiadali, że jak na swoim nie umie gospodarzyć, to w spółdzielni pociechy z niego nie będzie. A tymczasem nasz Gutowski w spółdzielni pracuje najlepiej. Już 50 dniówek obrachunkowym wyrobił, choć ma 63 lata. Tak samo jego żona. Dopiero w spółdzielni pokazali co potrafią.

Podobnie było z Buczyńskim. Bieda u nich była kiedy wstępowali do spółdzielni a niedawno Buczyński powiedział mi, że pierwszy raz w tym roku ma dobre urodzaje. Dzięki mechanicznej uprawie i nawożeniu zebrał prawie cztery razy tyle co w ubiegłym roku.

Tak, tak, ludzie zmieniają się - ciągnie opowiadanie przewodniczący. - Albo taki Stanisław Kopytek. Kiedy pierwszy raz na ilustracji w gazecie zobaczył traktor, splunął tylko:

Do diabła z takim świństwem! 

- Jak to można na pole wpuszczać? Powiadam wam, że chleba z tego nie będzie! - A teraz jest członkiem spółdzielni i aż mu się oczy śmieją, gdy traktor wjeżdża na pole.

- Nieprawda? - zagaduje zbliżający się ku nam raźnym krokiem człowieka z grabiami.

- A no, prawda - odpowiada zagadnięty.

- To Leonard Sokołowski - przedstawia przewodniczący - u nas we wsi Sokołowskich jest wielu, a wszyscy są zapalonymi pszczelarzami.

- Tak, wszyscy lubimy miód i kochamy nasze pszczółki, ale najlepszą pasiekę, wzorową ma Józef Sokołowski  - dodaje nowy rozmówca. A potem pyta:

- Przyjechaliście zobaczyć naszą spółdzielnię? A to patrzcie i powiedzcie innym jak gospodarujemy. U nas nikt nie pyta ile zarobi, tylko idzie i pracuje, a każdy ma już kilkadziesiąt dniówek wpisanych.

- Przyjedźcie do nas za rok, za dwa - to nie poznacie Gałkówka.

Piekarnię postawimy, wspólną pralnię dla naszych kobiet zrobimy, łaźnię wybudujemy. Oho, przed nami jeszcze huk roboty, ale podołamy.

Przyjechał tu inżynier z Centralnego Biura Projektów Melioracyjnych i całymi dniami chodzi po polach, mierzy i bada ziemię. Po przeprowadzeniu melioracji, kiedy plony będa jeszcze lepsze, można będzie pomyśleć i o innych inwestycjach. A kto wie, może i przejdziemy na trzeci typ gospodarki. Coraz częściej ludzie o  tym wspominają. O, wtedy poszłoby jeszcze szybciej. Co tu dużo gadać, cieszę się, że na stare lata dożyłem tak radosnych dni.

Odjeżdżając, jeszcze raz patrzę na wioskę, chcę zapamiętać tu każdy szczegół. Przyjadę tu na przyszłe lato, zobaczę jak za rok wyglądać będzie spółdzielnia produkcyjna w Gałkówku.









-

piątek, 15 grudnia 2023

Gałków - Gałkówek - Straż Pożarna - Piłsudski - 1913-48

 Ciąg dalszy materiałów poświęconych gminie Koluszki: Gałków, Gałkówek.

Nowa Gazeta Łódzka. 1913-08-23 Nr 1

Gałkówek. W nadchodzącą niedzielę d. 24 b. m., odbędzie się w Gałkówku uroczyste poświęcenie ochotniczej straży ogniowej gałkowskiej. Spodziewany jest liczny zjazd straży z Łodzi, Pabianic, Zgierza, Konstantynowa, Strykowa, Brzezin, Koluszek i dalszych okolic. Program uroczystości obejmuje: Powitanie gości na dworcu F. Ł. w Gałkowie o godz.2 po poł., skąd udadzą się wszyscy pochodem do ogrodu straży, w którym przygrywać będzie orkiestra strażacka. O godz. 6 wieczorem w nowo urządzonej sali koło arnatorskie odegra "Zmijkę", fraszkę w 1 odsłonie Żyszkowskiego. Koncert, Monologi i Deklamacje, po przedstawieniu zaś tańce, poczta i confetti. Wejście do ogrodu dla dorosłych 25 kop. dla dzieci 10 kop., Dla straży wstęp wolny. Bufet i cukiernia na miejscu. 

Łódź w Ilustracji : dodatek niedzielny do "Kurjera Łódzkiego". 1938-10-23 R. 14 [właśc. R. 15] nr 43



Głos Piotrkowski : pismo Polskiej Partii Robotniczej. 1948-09-16 R. 4 nr 254 [właśc. nr 256]

KRADZIEŻE Antoni M. w Gałkowie w czasie bytności w Piotrkowie skradł ze sklepu Spółdzielni Szewsk!ej „ Wyzwolenie" przy ul. Rokszyckiej chomąto skórzane na konia. Na rozprawie sądowej jaka odbyła się onegdaj - M. skazano na 2 lata więzienia.

wtorek, 12 grudnia 2023

    Ponad 70 lat temu działy się na terenie Gałkówka ciekawe sprawy.. Sporo nazwisk mieszkańców. Kiedy Spółdzielnia Produkcyjna zakończyła swój żywot?

Dziennik Łódzki. 1953-02-26 R. 9 nr 49


W smugach światła, które przez okna świetlicy wcina się w mrok nocy widać wirujące płatki śniegu. Przybliż się do okna: w świetlicy w takt porywistej polski wirują liczne pary.

Bartnik spółdzielni produkcyjnej Józef Sokołowski tańczy z żoną sołtysa-spółdzielcy zażywną Kuletową, drugi członek zarządu Jan Polańczyk z dojarką Stanisławą Krysek, nauczyciel Julian Selga z członkinią Zofią Czapnik. Tańczą starzy, tańczą młodzi.

Na stołach piramidy pączków, kopce chróścików, kosze jabłek, dzbany jabłek.

Spółdzielcy kolonii Gałkówek wspólnie bawią się na karnawałowym wieczorku. Jest to ich pierwszy wieczorek tego rodzaju. Pierwszy w tak licznym gronie. Pierwszy po odniesionym zwycięstwie - nasamprzód w gromadzie, a następnie w powiecie brzezińskim.

W gromadzie - bo ich spółdzielnia produkcyjna I typu dojrzała do przejścia na wyższy typ kolektywnego gospodarowania. Bo na walnym zebraniu w dniu 10 stycznia niemal wszyscy podpisali statut Rolniczego Zespołu Spółdzielczego. Bo do połowy lutego przybyło im 24 nowych członków, tak że obejmują 80 proc gospodarstw gromady, co stanowi 43 rodziny chłopskie i 300 ha ziemi.

W powiecie - bo za dobre osiągnięcia gospodarcze oraz za dobrą pracę uświadamiającą wśród mieszkańców gromady zdobyli sztandar przechodni oraz 5.000 zł. nagrody. 

ICH DROGA DO ZWYCIĘSTWA

Zrzeszenie Uprawy Ziemi w Kolonii Gałkówek powstało 22 września 1949 roku. Liczyło wówczas tylko 14 członków posiadających 49 ha własnej roli i 34 ha otrzymanych z Funduszu Ziemi.

Zaraz jesienią 1949 roku POM Bogdanka przyszły traktory, pługi i siewniki, bo członkowie powstałego ZUZ nie mieli wówczas ani dość szprzężaju, ani rolniczych narzędzi. Nie mieli również w zapasie tyle zboża, aby we własnych zakresie obsiać owe 34 ha z Funduszu ziemi. A więc trzeba było w Banku Rolnym zaciągnąć pożyczkę krótkoterminową.

Minął rok 1950. Spłacono pożyczkę. POM otrzymał swoją należność za pracę, a państwo ziarno w ramach obowiązkowych dostaw. Zaczęła się podnosić zamożność spółdzielców.

W 1951 roku rodzina ZUZ rozrosła się do 32 członków. Uprawiali już 104 hektary według I typu i 55 ha według III typu spółdzielczego gospodarowania. Pięciu kupnymi krowami zapoczątkowali zespołową oborę.

W 1952 roku do ZUZ przyłączyli się Zenon Dąbrowski i Henryk Brot. Uprawa objęła 110 ha członkowskich i 59 ha zespołowych. Zbiory w tym roku było o e do 4 q wyższe u spółdzielców indywidualnie.

Obora zespołowa powiększy się do 15 sztuk bydła, a zapoczątkowana w 1950 roku pasieka - do 34 uli.

Dodajmy do tego: w zespołowej stajni 5 koni, w zespołowych szopach 1 żniwiarka, 2 pługi, 3 pary bron, 2 kopaczki do ziemniaków, 1 beczkowóz, 1 opielacz konny i 1 przerywacz buraków.

Pomoc ze strony państwa: połączenie telefoniczne, elektryfikacja, radiofonizacja, zmeliorowane 54 ha podmokłych gruntów.

ODSTAWY DLA PAŃSTWA - WZROST DOBROBYTU.

- U nas gdy chodzi o spółdzielców - mówi sołtys gromady i skarbnik ZUZ Seweryn Kuleta - tylko 4 członków wywiązało się z odstaw dla państwa w 100%.

- A reszta? - zapytałem przykro zdziwiony.

- A reszta? - Ano szeroko przekroczyła obowiązkowe odstawy. I to wszystkie bez wyjątku. 

Widząc na mej twarzy ponowny wyraz zdziwienia, sołtys ciągnął dalej:

- Weźmy dla przykładu mleko, z którym tyle kłopotu mają niektóre rady narodowe. Gdy chodzi o mnie, już w maju wykonałem plan obowiązkowej odstawy, a od maja odstawiam przeciętnie po 300 litrów miesięcznie. Inni członkowie tez odstawiają wysoko ponad plan. A za przykładem członków idzie cała gromada.

- Znaczy to - wtrącam swoje zdanie - to w ciągu ostatnich 3 lat, znacznie wzrosła dochodowość gospodarstw członkowskich- Tak jest. I to bardzo poważnie. Zwiększyło się bowiem kilkakrotnie pogłowie bydła, trzody i owiec. Nasze zony hodują spore ilości rasowego drobiu, przeważnie kur i indyków. Jaja zalęgowe zabiera wylęgarnia w Koluszkach, a konsumpcyjne oraz drób rzeźny nabywa nasza Gminna Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska".

PLANY NA ROK 1953

Jak już wspomnieliśmy na wstępie ZUZ w Kolonii Gałkówek w dniu 10 stycznia przekształcił się w RZS, czyli z typu I przeszedł na III typ gospodarki zespołowej.

Członkowie postanowili więc zebrać oziminy jako wspólny plon, a na wiosnę wszystkie grunty scalić i obsiać według ułożonego planu. Przy zagrodach członkowskich pozostaną tylko 75-arowe działki - oczywiście łącznie z terenem, który zajmują zabudowania gospodarskie, podwórza i sady przyzagrodowe.

Uprawy wiosenne, kontraktowane obejmują: 25 ha owsa, 25 ha ziemniaków, 3 ha jęczmienia, 2,5 ha buraków cukrowych, 2 ha rzepaku jarego i 1.5 ha lnu.

Pracami polowymi kierować będa agrotechnik Kazimierz Sokołowski oraz brygadziści Józef Wawrzonek i Stefan Sienkiewicz. Ich ambicją jest podnieść wydajność ziemi o dalszy kwintal na każdym hektarze.

Ogrodnik Leonard Sokołowski na półtora ha zakłada ogród warzywny. W celu wyhodowania dostatecznej ilości rozsady przygotowano już 80 okien inspektowych.

Bartnik Józef Sokołowski zaplanował powiększenie pasieki z własnych rojów do 50 uli.

W ciągu roku zostanie wybudowana ferma drobiarska i rozpoczęta zespołowa hodowla kur karmazynów.

Oborowi henryk i Stanisława Kryskowie zobowiązali się powiększyć mleczność krów z 2.200 do 3.200 litrów rocznie od każdej dójki, przy czym pogłowie wzrośnie o dalsze 6 sztuk.

Za zdobyta nagrodę pieniężną członkowie postanowili kupić silnik elektryczny oraz sieczkarnię.

WALKA Z WROGAMI SPÓŁDZIELCZOŚCI PRODUKCYJNEJ.

- Przysłuchując się waszym rozmowa o 3-letnim dorobku i planach na przyszłość, odnosi się wrażenie, że u was w Gałkówku nikt nie bruździł, że nie przeszkadzali kułacy - czyż to możliwe? - rzuciłem pytanie.

- Wróg klasowy był i działał. I to bardzo perfidnie. Nie mógł nas inaczej uderzyć, to zemstę swą wycelował w naszą pasiekę. No, ale połamał sobie zęby i w ogóle zniknął z gromady.

- Lecz mówcie konkretnie i o kogo chodzi?

- Nazywał się Adam Krupiński. Osadnik zza Bugu, dawniejszy pracodawca. Ponoć w swym warsztacie ślusarskim zatrudniał 14 ludzi. Tu u nas usadowił się na jednym z najlepszych gospodarstw poniemieckich. Ładne zabudowania, ziemi około 14 ha. Wyrósł szybko na kułaka, bo siedział w nim spekulant - no i otoczył się kliką swych popleczników w 1951 roku poprosił nas o przyjęcie do spółdzielni. Czemu nie - przyjęliśmy. . I wtedy okazało się, że tak jak przed tym wraz ze swoją kliką usiłował plotkami rozsadzić naszą spółdzielnie od zewnątrz, to teraz próbował zrobić to samo od wewnątrz. Ale zawiodły obydwie taktyki. - Zdemaskowaliśmy go i usunęli. Dziś, poza 5 rozpoznanym przez nas zdecydowanymi wrogami, trzyma z nami cała gromada. To znaczy 43 rodziny członkowskie oraz 8 rodzin jeszcze niezrzeszonych, lecz sympatyzujących z nami. Jesteśmy pewni, że do końca roku do naszego RZS przystąpi i ta reszta uczciwych chłopów. Droga wybrana przez nas jest bowiem słuszna i jedyna.Wieczór karnawałowy dobiegał do końca. Starzy spółdzielcy zacieśnili mocniej więź z nowymi. Rozchodząc się do domów, unosili z sobą ciepło serdecznej atmosfery. Niezapomniana treść rozmów o planach Rolniczego Zespołu Spółdzielczego rodziła jasne. pogodne myśli. O przyszłych sukcesach o pięknej przyszłości. 

Czesław Mondrzyk


poniedziałek, 23 października 2023

Gałkówek - Gałków - Janówka - Justynów - Der Heimatbote - Osadnictwo niemieckie

Informacje dotyczące Gałkówka, Janówki i Justynowa z Der Heimatbote. Nie wszystkie numery tej gazety przeszukałem, więc pod tym postem będę je uzupełniać.

Informationen über Galkowek, Janówka und Justynów aus Der Heimatbote. Ich habe nicht alle Ausgaben dieser Zeitung durchsucht, deshalb werde ich sie unter diesem Beitrag hinzufügen.

Der Heimatbote - 9/1950

Dzieci poszukiwane z:

Flugfelde, Kreis Grätz, rodzeństwo Stockert, Josef, ur. 1939 i Anna, ur. 1933 od brata Antona Stockert, ur. 1.5.1927, Gałków Pow.. Brzeziny.

Kinder, die gesucht werden, aus:

Flugfelde, Kreis Grätz, die Geschwister Stockert, Josef, geb. 1939 und Anna, geb. 1933 von ihrem Bruder Anton Stockert, geb. 1.5.1927, Galkow Kr. Brzeziny.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Heimatbote - 8/1951

Poszukiwana: Rodzina Gläsmann, z młyna w Gałkówku.

Gesucht wurden: Familie Gläsmann,von der Mühle in Galkowek.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Heimatbote - 9/1951

Poszukuję pani Mety Kittel i pani Friedy Behnke z Gałkówka koło Łodzi Wanda Schöner.

Ich suche Frau Meta Kittel und Frau Frieda Behnke aus Galkowek bei Lodz Wanda Schöner.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Heimatbote - 7/1952

Poszukiwani są: Anni Hentschke, Janówka koło Gałkówka.

Reinhold Rittmann, rolnik, Gałkówek koło Łodzi.

Gesucht werden: Anni Hentschke, Janowka bei Galkowek.

Reinhold Rittmann, Landwirt, Galkowek bei Lodz.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Heimatbote - 1/1953

Poszukiwani:

Christian Theophil Muth, ur. w marcu 1895 r., żona Eugenie, z domu Hanisch, ur. 16.9.1901 r., i córka Melanie, ur. 11.7.1928 r., mieszkali w Gałkowie/Łodzi, ostatni raz widziano ich, jak uciekali z Kalisza w styczniu 1945 r.

Gesucht wurden:

Christian Theophil Muth, geb.März 1895 Ehefrau Eugenie , geb. Hanisch, geb. 16.9.1901 und Tochter Melanie, geb. 11.7.1928, wohnten in Galkow/Lodz, sin auf der Flucht in Januar 1945 zuletzt vor Kalisch gesehen worden.Sucherin: ihre Mutter Eugenie Hanisch.

Der Heimatbote - 8/1953

Poszukiwany: Artur Krüger z Justynowa koło Łodzi.

Poszukiwany: Nauczyciel Alfons Krüger z Justynowa koło Łodzi.

Gesucht werden: Artur Krüger aus Justynow bei Lodz.

Gesucht werden: Lehrer Alfons Krüger aus Justynow bei Lodz. 

Der Heimatbote - 8/1954

Poszukiwani są: Rudolf  Friedenstab i jego żona Maria z domu Pinno z synami Alwinem i Arno z Gałkowa koło Łodzi. Zostali wypędzeni z ojczyzny jesienią 1947 roku. Poszukiwani przez Emilie Pinno.

Gesucht werden: Rudolf Friedenstab und Frau Maria geb. Pinno, mit den Söhnen Alwin und Arno aus Galkow bei Lodz. Sie werden im Herbst 1947, aus ihrer Heimat ausgewiesen. Gesucht von Emilie Pinno.

Der Heimatbote - 1/1957

Emil Walz, ur. 19.1.1901 r., został zabrany przez Rosjan podczas ucieczki - do dziś nie wrócił! Jego los podzielił podobno niejaki pan H e n s c h k e  z Justynowa. - Kto zna jego adres?

Emil Walz, geb. 19. 1. 1901. Wurde auf der Flucht von den Russen mitgenommen - ist bis heute nicht wiedergekommen! Sein Schicksial soll noch ein Herr H e n s c h k e aus Justynow geteilt haben. - Wer kennt dessen Adresse?

Der Heimatbote9/1957

Zaginione dzieci:

Gałków, powiat Łódź: Erna Walz, urodzona 1. 11. 43, od swojej ciotki Berty Tonn z domu Damaschke, urodzonej 19. 3. 1895 w Wilhelmswald/Borowa.

Kindersuchdienst:

Galkau, Kr. Lltzmannschadt: Erna Walz, geb. 1. 11. 43, von ihrer Tante Berta Tonn geb. Damaschke, geb. 19. 3. 1895 in Wilhelmswald

Der Heimatbote - 2/1959

Późni repatrianci: Emma Hennich z domu Werk, urodzona 9. 4. 80, z Gałkówka..

Spätaussiedler: Emma Hennich geb. Werk, geb. 9. 4. 80, aus Galkuwek.

Der Heimatbote - 6/1959

Spätaussiedler

- Juliane Grutke, ur. 1880. w Gałkówku, i Else Grutke. ur. 1918..

- Juliane Grutke, geh. 1880. in Galkowek, und Else Grutke. geb. 1918. 

Der Heimatbote - 8/1972

Poszukiwani

Dawniej stacja kolejowa Gałkówek. Kto zna losy mojego wujka Gustawa Hoffmanna i jego żony Berty oraz ich dzieci Eugena, Eugenie i Elli? Rodzina mieszkała w Janówce, parafia Gałkówek, powiat Brzeziny. W czasie wojny syn Eugen Hoffmann był zatrudniony na stacji kolejowej w Gałkowie. Otto Schultz. 8094 Reitmehring, P.O. Box 2

SUCHDIENST

Früher Bahnhof Galkuwek. Wer kennt das Schicksal meines Onkels Gustav Hoffmann und seiner Frau Berta nebst Kindern Eugen, Eugenie und Elli? Die Fam. lebte zul. in Januwka, Gemeinde Galkuwek, Kr. Brzeziny. Während des Krieges war der Sohn Eugen Hoffmann in Galkuwek auf dem Bahnhof beschäftigt. Otto Schultz. 8094 Reitmehring, Postfach 2


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Heimatbote - 7/1972

URODZINY

70 lat w dniu 27.7. Ldm. Eugen Wolski w X 6309 Großbreitenbach/Turyngia, którego żona Irma z domu Großmann kończy 61 lat 9.7. wcześniej Justynów, k. Łodzi, (córka Irmgard, ur. 1934, mieszka z nimi, podczas gdy córka Lucie Boeck z domu Wolski, ur. 1931, przybyła do Wattenscheid w 1950 r.);

GEBURTSTAG

70 Jahre am 27.7. Ldm. Eugen Wolski in X 6309 Großbreitenbach/Thüringen, dessen Frau Irma geb. Großmann am 9.7. 61 Jahre wird, fr. Justynow, Kr. Lodz (bei ihnen lebt Tochter Irmgard, geb. 1934, während Tochter Lucie Boeck geb. Wolski, geb. 1931, 1950 nach Wattenscheid gelangt war);

Der Heimatbote - 2/1965

Do badań genealogicznych

Z Gałkowa lub Gałkówka, parafia Brzeziny, chcieliby się zgłosić potomkowie małżeństwa Stenzel lub Stentzel. Pani Stenzel była córką rolnika i nauczyciela Augusta Kriese, urodzonego 17. 7. 1835 w Dombrowie koło Łodzi, zmarłego 25. 1. 1896 w Sonsietschno, powiat Neusulzfeld, i jego żony Eleonore, z domu E r s t l i n g, urodzonej 6. 6. 1838 w Borowie/Wilhelmswald, zmarłej 8. 2. 1899 w Sonsietschno, którzy pobrali się 6. 9. 1859 w Brzezinach.

Für Sippenforschung

Aus Galkow bzw. Galkowek, Kirchengemeinde Brzeziny, möchten sich Nachfahren der Eheleute Stenzel oder Stentzel melden. Frau Stenzel war die Tochter des Landwirts und Lehrers August Kriese, geb. 17. 7. 1835 in Dombrowa bei Lodz, gest. 25. 1. 1896 in Sonsietschno, Gem. Neusulzfeld, und dessen Frau Eleonore, geb. E r s t l i n g, geb. 6. 6. 1838 in Borowo/Wilhelmswald, gest. 8. 2. 1899 in Sonsietschno, die am 6. 9. 1859 in Brzeziny die Ehe geschlossen haben

Der Heimatbote - 9/1966

Poszukiwany - Rzekomo w pobliżu Dortmundu. Szukam Emila Scherfera, urodzonego około 1920 roku w Kol. Gałkówek, Kr. Łódź, który obecnie podobno mieszka w Dortmundzie lub okolicach. Kto zna dokładny adres? Erna Nagel

Angeblich bei Dortmund. Ich suche Emil Scherfer, geb. ungefähr 1920 in Kol. Galkowek, Kr. Lodz, der jetzt in Dortmund oder Umgebung wohnen soll. Wer weiß die genaue Adresse? Erna Nagel

Der Heimatbote - 2/1968

W złotych wieńcach.

11 lutego nasi drodzy rodzice Reinhold i Martha Gläßmann z domu Jeß, dawniej mieszkający w Gałkówku, powiat łódzki, kierownik tartaku w Gałkówku, obecnie x 1321 Pinow, powiat Angermünde, NRD (strefa), spoglądają wstecz na 50 lat radości i smutku. Gratulacje: Córka Olga Mund z domu Gläßmann z mężem Edmundem i 3 wnuczki: Helga Wachtier z mężem Christa Gieser z mężem Gerda Mundt z narzeczonymi i 4 prawnuków 825 Dorfen, Kloster Moosen 93, Bawaria

In goldene Kranze.

Auf 50 Jahre Freud und Leid blicken am 11. 2. unsere lieben Eltern Reinhold und Martha Gläßmann geb. Jeß, früher wohnhaft Galkowek, Kr. Lodz, Sägewerkleiter in Galkowek, jetzt x 1321 Pinow, Kr. Angermünde, DDR (Zone). Es gratulieren: Tochter Olga Mund geb. Gläßmann mit Ehegatten Edmund sowie 3 Enkeltöchter: Helga Wachtier mit Gatten Christa Gieser mit Gatten Gerda Mundt mit Verlobten sowie vier Urenkel 825 Dorfen, Kloster Moosen 93, Bayern

Der Heimatbote - 3/1968

Serce kochanej mamy przestało bić. Nagle i dla nas wszystkich niezrozumiale, moja droga żona, nasza dobra matka i moja najukochańsza babcia 


                                             Ida Hirsekorn z domu Petrich

w wieku 64 lat. W  głębokiej żałobie: Oswald Hirsekorn, Ida Nagel z domu Hirsekorn, Roman Nagel i ich ukochany Wilfried.

2434 Lenste, Post Cismar dawniej Justynów, Gm. Gałkówek

Ein liebes Mutterherz hat aufgehört zu schlagen. Plötzlich und für uns alle unfaßbar hat mich meine liebe Frau, unsere gute Mutter und meine allerliebste Omi 

                                             Ida Hirsekorn geb. Petrich

im Alter von 64 Jahren für immer verlassen.

In tiefer Trauer: Oswald Hirsekorn, Ida Nagel geb. Hirsekorn, Roman Nagel und ihr Liebling Wilfried

2434 Lenste, Post Cismar Früher Justinow, Gem. Galkowek.

Der Heimatbote - 4/1968

Nagle i niezrozumiale dla wszystkich zmarła moja droga żona, nasza dobra matka i moja najukochańsza babcia


                               IDA HIRSEKORN z domu Petrich

w wieku 64 lat.

W głębokiej żałobie: Oswald Hirsekorn, Ida Nagel z domu Hirsekorn, Ramon Nagel i ich ukochany Wilfried.

x 2434 Lenste, Poczta Cismar Dawniej Justynów, Gm. Gałkówek


Plötzlich und für alle unfaßbar hat mich meine liebe Frau, unsere gute Mutter und meine allerliebste Omi

                               IDA HIRSEKORN geb. Petrich

im Alter von 64 Jahren für immer verlassen.

In tiefer Trauer: Oswald Hirsekorn, Ida Nagel geb. Hirsekorn, Ramon Nagel und ihr liebling Wilfried

x 2434 lenste, Post Cismar Früher Justinow, Gem. Galkowek.

Der Heimatbote - 2/1969

Urodziny 80 Pani Klara Rittmann z domu Schüller w 321 Elze, Neißeweg 2, fr. Łódź lub Justynów, k. Brzezin;

Geburtstag 80 am 15. 2. Frau Klara R i t t man n geb. Schüller in 321 Elze, Neißeweg 2, fr. Lodz bzw. Justynow, Kr. Brzeziny;

Der Heimatbote - 2/1970

Urodziny - 81 lat - 15. 2. pani Klara Rittmann z domu Schüller zam. w 321 Elze, Neißeweg 2, wcz.. Łódź i Justynów

81 Jahre - am 15. 2. Frau Klara Rittmann geb. Schüller in 321 Elze, Neißeweg 2, Fr. Lodz und Justynow

Der Heimatbote - 2/1971

82 urodziny Pani Klara Rittermann z domu Schüller w 321 Elze, Neißeweg 2, wcz. Łódż i Justynów.

Geburtstag 82 Jahre am 15.2. Frau Klara Rittermann geb. Schüller in 321 Elze, Neißeweg 2, fr. Lodz und Justynow;