Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pabianitz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pabianitz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2023

Pabianice - Chór męski - Historia powstania - 1913 - cz.5

 W latach 1895-1900, pod kierownictwem zarządu Illingworth, stowarzyszenie poczyniło dalsze postępy w śpiewie. Dzielna mała grupa aktywnych członków, licząca około 16 osób, składała się ze śpiewaków, którzy nie szczędzili sił i ćwiczyli pieśni z pilnością i wytrwałością, aby wszędzie, czy to w domu, czy na wędrownych wycieczkach, mogli z honorem wykonywać swoje utwory. Tak było na pięćdziesięcioleciu Łódzkiego Męskiego Towarzystwa Śpiewaczego w 1896 r., a także podczas wyjazdu do Zawiercia w lipcu 1897 r. w celu odwiedzenia tamtejszego chóru kościelnego. Pięć lat do 1900 roku należy do najpiękniejszych lat naszego stowarzyszenia, ale w tym czasie wiele miejsca poświęcono lekkiemu śpiewaniu kupletów i wesołym prezentacjom różnego rodzaju, a nasi śpiewacy byli w tej dziedzinie prawdziwymi artystami, którzy otrzymali wiele oklasków. Wydaje nam się, że zbyt mało uwagi poświęca się czteroczęściowej męskiej pieśni chóralnej, a wieczory czysto humorystyczne na dłuższą metę męczą zarówno śpiewaków, jak i słuchaczy. Dlatego mogło pojawić się życzenie zmiany treści programów koncertowych. W 1899 roku znajdujemy już koncert podany jako wieczór pieśni, w którym poważniejszej pieśni nadano znacznie większe znaczenie. Koniec roku 1899 kończy też pierwszą część naszej historii podwójną uroczystością; jest to ostatni akord starego wieku, w którym raz jeszcze wyraża się trud i praca ostatnich 12 lat, od założenia stowarzyszenia. f W dniach od 12 do 14 sierpnia 1899 r. odbyła się uroczystość grabarska na rzecz miejscowego stowarzyszenia dobroczynnego i przyjęto chór kościelny z Zawiercia. Dochód netto ze wspaniałej loterii fantowej wyniósł 2.512,24 Rbl. z czego 100,- Rbl. przekazano miejscowej gminie żydowskiej, a resztę 2.412,24 Rbl. przekazano Pabianickiemu Towarzystwu Dobroczynności. Nasi goście z Zawiercia również wzięli czynny udział w tej uroczystości i nastąpiło kilka dni miłych spotkań, po których nasi goście opuścili nasze miasto, nie bez wołania wesołego "do widzenia". Wraz z przełomem wieków rozpoczęła się nowa era dla naszego towarzystwa chóralnego. Wygląd zewnętrzny, a nawet porządek w domu były wykonywane z wielkim wysiłkiem. Wiele starych tradycji zostało utraconych, do stowarzyszenia weszły nowe pomysły, a ze wszystkich oczekiwań, jakie wiązano ze stowarzyszeniem, niektóre się nie spełniły. Kolejne lata przyniosły już wiele burz: nie dość, że szybko zmieniali się pierwsi dyrektorzy, to jeszcze nastąpił kryzys dyrygencki, który ciągnął się przez kilka lat z wielorakimi skutkami ubocznymi i bynajmniej nie był korzystny dla naszych aktywnych śpiewaków ..... . Do 1900 roku stowarzyszenie nie miało potwierdzonych ministerialnie statutów. Ci, którzy znają warunki panujące w naszym kraju wiedzą, że takie warunki nie są ani korzystne, ani interesujące dla stowarzyszenia. Podjęto wszelkie starania i na początku 1900 roku starania o potwierdzenie statutu zostały ostatecznie uwieńczone sukcesem. Nadeszło oficjalne potwierdzenie i 5 stycznia odbyło się pierwsze konstytutywne zgromadzenie ogólne. Efektem tego było wybranie zdolnego zarządu, a pierwsze wybory zarządu polegały na tym, że pan Illingworth został wybrany na swojego zastępcę, pana Louisa Knothe. Na dyrygenta chóru wybrano pana Pawła Pirka, pod którego kierownictwem chór był od 1888 roku. Znowu zrobiono to w nadziei, że jeszcze przez wiele lat zobaczymy zdolnego, coraz lepszego i popularnego dyrygenta przy pulpicie dyrygenckim; niestety, stało się inaczej. Pole pracy w naszym miasteczku stawało się dla niego stopniowo zbyt małe, a chęć większej aktywności skłoniła go do przyjęcia wezwania do Łodzi w połowie 1902 roku. Odszedł od nas drogi brat śpiewak, wesoły czeladnik i kompozytor naszego hasła "W słowach prawdziwie, w tonach jasno"; złożyliśmy mu w drodze najlepsze życzenia, nie bez wyrażenia nadziei, że wkrótce znów go zobaczymy. Niestety, los dał mu jeszcze tylko kilka lat; w najlepszej sprawności i w kwiecie wieku odszedł z tego pracowitego życia. Wraz z nadejściem potwierdzonego statutu, wyrażono również zgodę na wykonanie sztandaru klubowego. Na pierwszym walnym zebraniu wyrażono chęć natychmiastowego rozpoczęcia tworzenia sztandaru klubowego, a dzięki darowiźnie nieżyjącego już fabrykanta Hermanna Kruschego, założyciela pierwszego Pabianickiego Męskiego Klubu Śpiewaczego, znalazły się również środki na realizację tej sugestii. Administracja postanowiła zlecić wykonanie sztandaru klubowego pani Brogsitter w Łodzi. 21 maja 1900 roku w niewielkim gronie członków czynnych i biernych sztandar został poświęcony. Dzień później sztandar został wręczony śpiewakom podczas uroczystego wmurowania kamienia węgielnego pod nowy katolicki kościół Mariacki. Na fladze znajduje się orzeł rosyjski na stronie niebieskiej z czarnym haftem na białym tle, 1900 u góry i u dołu; na stronie kremowej z brązowym haftem na białym tle lira, ponadto nazwa Pabianicer Gesangverein u góry i nasze motto u dołu: "Jasne w tonach, prawdziwe w słowach".

    Rok 1901 przyniósł pewne zmiany w kole śpiewaczym. Zaproszenie od pana Arleta, ojca jednego z naszych dzielnych śpiewaków, wezwało śpiewaków do Zduńskiej-Woli, gdzie spędzili kilka szczęśliwych godzin śpiewając piosenki i pijąc zlewki. W listopadzie nastąpiło kolejne zaproszenie do Zgierza do tamtejszego męskiego towarzystwa chóralnego, w którym również wyrażono chęć udziału w odbywającym się tam większym koncercie. Nasi wokaliści przyjęli zaproszenie i wzięli czynny udział w koncercie. W tym roku przewodniczący, pan Illingworth, również zrezygnował ze swojego urzędu po tym, jak przez wiele lat sprawował go bezinteresownie i z wielkim poświęceniem. Opuścił Pabianice, by szukać sfery działalności w Moskwie; jego następcą został Louis Knothe. W nadchodzącym roku kwestia lokalna, która stopniowo stawała się palącym problemem, powodowała poważne trudności. Do tego czasu stowarzyszenie miało swoje pomieszczenia mieszkalne i ćwiczeniowe w restauracji Herwig, która spełniała wymogi stowarzyszenia. Nie było podstaw, by myśleć o zmianie lokalu, gdy nastąpiła zmiana właściciela; zmieniło się to dopiero, gdy nowy właściciel, pan A. Hegenbart Jr. zrezygnował nie tylko z restauracji, ale i ze wszystkich pomieszczeń jako pomieszczeń ogólnodostępnych. Administracja stanęła teraz przed pytaniem, czy iść za panem A. Hegenbartem Jr. do nowo wynajętych sal restauracyjnych w "Złotym Ankerze", czy też szukać nowego lokum. W międzyczasie wspomniany pan zrobił wszystko, aby umeblować wynajęte pomieszczenia, urządzić salę klubową i teatralną oraz w miarę możliwości zmodernizować pozostałe pomieszczenia. Administracja ostatecznie przyjęła ofertę i przeprowadzka nastąpiła na początku 1902 roku. Jednak już w pierwszych dniach ujawniło się wiele braków, a niektóre wady doprowadziły do skarg. Lata spędzone w pomieszczeniach nie były bynajmniej szczęśliwe dla stowarzyszenia. - Posiadanie przyjaciół i pielęgnowanie przyjaźni to nie tylko melodyjne struny w życiu człowieka, ale także w życiu stowarzyszenia pielęgnowanie przyjaźni z sąsiednimi stowarzyszeniami ma w zanadrzu przyjemne i szczęśliwe godziny.

Pabianice - Chór męski - Historia powstania - 1913 - cz.4

 O takim koncercie pisze "Lodzer Zeitung": "W ubiegłą sobotę, 22 marca, odbył się w Pabianicach w sali pana Hegenbarta humorystyczny wieczór. Mts. w Pabianicach w sali p. Hegenbarta odbył się humorystyczny wieczór Pabianickiego Męskiego Towarzystwa Śpiewaczego na rzecz spalonego Brześcia Litewskiego. Program wieczoru był równie wykwintny, co wybitny. Chóralne śpiewy dobrze wyszkolonego chóru męskiego cieszyły równie mocno jak humorystyczne zespoły. Pan R. Hegenbart zdobył prawdziwą burzę oklasków swoim solowym kupletem: "Rendjeh Bliemchen aus Dräsden uf'm Eiffel-Dorm". "Nie można odmówić wykonawcy szczególnego talentu artystycznego. Ruch pozostałych uczestników zasługuje na najpełniejsze uznanie, a szczególnie prezesa stowarzyszenia p. R. Illingwortha za solowy śpiew (Rrie z "Carmen") wykonany z serdecznym uczuciem i p. SchendeI za humoreskę wykonaną z dużym komizmem.

    Nie należy zapominać o dyrygencie towarzystwa, panu Pireku, który swoją ciężką pracą i pracowitością przyczynił się do sukcesu wieczoru. Wszystkie miejsca w sali zostały wyprzedane, dzięki czemu Męskie Towarzystwo Śpiewacze mogło wysłać sporą sumę do komitetu pomocy w Brześciu Litewskim. W lecie 1892 roku młody i popularny dyrygent musiał zrezygnować, aby wypełnić obowiązki wojskowe, ale ponieważ obiecał, że po odbyciu służby wróci, administracja postanowiła nie szukać nowego dyrygenta i poprosiła aktywnego członka pana Kaschte o tymczasowe przejęcie obowiązków, co ten chętnie uczynił. W dniu 2 grudnia 1893 r. zaproszenie do naszego towarzystwa wystosowało Towarzystwo Śpiewu przy łódzkiej parafii Trinitatis. Zaproszenie zostało przyjęte, wyposażone w dobrze przećwiczone pieśni chóralne. Program pieśni rozwijał się ku pełnemu zadowoleniu pabianickich śpiewaków, a o następującym po nim Fidelitas nasz pisarz pisze, że złoty blask Aurory był wysoko na niebie, zanim nasi bracia w pieśni zechcieli udać się do swoich kwater. Jak szybko zmieniają się okoliczności wynikające z powagi czasów i wynikającego z niej trudnego spojrzenia na życie! Młodzieńcze lata naszego stowarzyszenia różniły się od dzisiejszych; bo z relacji tamtych czasów zawsze bije wesoły, pełen hartu ducha dzwon. "Wesoły śpiew i wesołe życie" były motywami przewodnimi. I tak humorystyczny wieczór przeplata się z tańcem, a wkrótce jest to leśna wycieczka, która łączy wszystkich członków, biernych i czynnych. Zatrzymajmy się na chwilę w kronice i przeczytajmy, co nam się mówi o wypadzie panów do Rydzyny 12 maja 1895 roku:

    Było wcześnie rano o godzinie 5, gdy śpiewacy i spora liczba biernych członków zebrała się przed domem klubowym wokół drabiniastych wozów udekorowanych majowymi drzewkami, by wyruszyć w wesołą wiosenną podróż. Był piękny, pogodny niedzielny poranek, wiosna w pierwszej okazałości i nastrój wszystkich śpiewających był całkiem podniosły. Około godziny 8 pociąg, składający się z 2 wygodnych wagonów drabiniastych, dotarł do brzozowego lasu w Rydzynie. Leśnik wybrał ładne, ustronne miejsce dla szczęśliwych mieszczuchów. Wkrótce wszyscy rozbili obóz w lesie, który był świeży od porannego powietrza; wkrótce pierwsza pieśń rozbrzmiała aż do błękitnego nieba, a słowiki, które od wejścia witały śpiewaków ze wszystkich stron swymi skowronkowymi pieśniami, zamilkły w szerokich korytarzach lasu. Dwóch karczmarzy należących do stowarzyszenia, pan Hegenbart i pan Moritz Krusche, zapewniło wystarczające śniadanie, miejscowy browar dostarczył doskonałe piwo, tak że ogólny nastrój stawał się coraz bardziej radosny, im wyżej wznosiło się słońce. Po wykonaniu różnych gier Herkulesa, a wreszcie zabiciu wielkiego szarego węża przez pana Floranda Krusche, towarzystwo piło grog i ciepłą herbatę; co jakiś czas rozlegał się sygnał tablicy, wzywający śpiewaków do wspólnego śpiewu. O godzinie 11 leśnicy otrzymali wizytę: kilka pań z Pabianic, które szukały swoich mężów zaginionych od rana. Panie zostały oczywiście przywitane w najbardziej rycerski sposób i powitane wszelkimi dostępnymi środkami. W południe upał stał się dość odczuwalny; większość szukała schronienia w cieniu i znajdowała rozrywkę w grze w karty; niektórzy włóczyli się po lesie, a jeszcze inni, w tym czcigodny skarbnik klubu, ganiali we wściekłym galopie na koniu jucznym. Tłum śpiewaków przyciągał uwagę. Przechodziło kilka partii wiejskich piękności i chłopskich chłopców; jedna partia, gdzie płeć piękna była szczególnie reprezentowana, zatrzymała się w pobliżu i przy dźwiękach harmonijki zatańczyła z wiejskimi pięknościami dość przytulny i wyzywający taniec. Po południu chór śpiewaków otrzymał ostatnią wizytę: podjechał leśniczy na czele wysokiego dowództwa ze swymi dwiema siostrzenicami; chór wypuścił wiwaty, leśniczy oddał kilka strzałów na cześć śpiewaków, a jego młode panie porwały w locie trzepoczące serca niektórych naszych młodych śpiewaków, umieściły rzeczonych panów na wozach i uwiozły do ich leśnego domu, gdzie nasi bohaterowie zostali serdecznie przyjęci i nie wrócili do domu aż do zachodu księżyca. O godzinie trzeciej mroczny bóg grzmotów podniósł na południu swoją pokrytą błyskawicami głowę. Syczący i jęczący dźwięk przeniknął do lasu.

    Wozy zostały uporządkowane, a kompania uciekła z przeraźliwie kiwającego się lasu. Po drodze oblał ich ciepły wiosenny deszcz, przeplatany złotymi promieniami słońca. towarzystwo zatrzymywało się w karczmach po drodze, by wypić kolejną kroplę, by zaśpiewać kolejną piosenkę. by zaśpiewać kolejną piosenkę. Dopiero późno w nocy okazało się, że piosenkarze dotarli do naszego czcigodnego miasta, szczęśliwi i w niezwykle dobrej kondycji. nasze czcigodne miasto.

niedziela, 5 lutego 2023

Pabianice - Chór męski - Historia powstania - 1913 - cz.3

Stowarzyszenie posiadało cały szereg solidnych wykonawców, takich jak panowie L. Jaroschka, R. Kannenberg, A. Hegenbart jr, Franz Weiss i Julius Ehrentraut, którzy pod kierownictwem dyrygenta Pawła Pireka umieli przygotować wesołe wieczory dla publiczności. Pierwszy koncert został przyjęty z wielkim entuzjazmem i obudził we wszystkich chęć zorganizowania kolejnych humorystycznych koncertów. Widzimy zatem, jak stowarzyszenie daje podobny wieczór 6 września tego samego roku z równie dobrym skutkiem. Również w następnych latach obok poważnej pieśni czas i wysiłek poświęcano humorowi, wesołemu towarzyszowi życia. Rok 1890 oprócz godzin ćwiczeń, koncertów i wycieczek majowych przyniósł stowarzyszeniu zaszczytną zmianę. W połowie sierpnia przyjechało Towarzystwo Śpiewacze z Zawiercia. Gości przywieziono z odległej o pięć mil stacji kolejowej Rokicin dużymi drabiniastymi wozami. Nastąpiło radosne powitanie, zakwaterowanie i po dwóch pięknych dniach pełne wrażeń pożegnanie. W Zielone Świątki nasi śpiewacy zebrali się na wycieczkę do Ojcowa. W ten wspaniały letni poranek 15 członków zebrało się przed domem klubowym, gdzie czekały już wagony i wyruszyliśmy na stację kolejową kolei fabrycznej w Łodzi, a stamtąd do Zawiercia, gdzie na stacji kolejowej mieliśmy zatrzymać się na obiad na dwie godziny. Nie liczyliśmy się jednak z zawierciańskimi śpiewakami.

    Przywitała nas liczna grupa śpiewaków pieśnią powitalną, gdy wysiedliśmy z pociągu na stacji, podano nam poczęstunek w restauracji kolejowej i zaproszono do zasobu fabrycznego, gdzie już ułożono dla nas obiad. W pięknie udekorowanej sali, przy długim stole, każdy mógł się dobrze bawić i ugasić swój apetyt i pragnienie. Jakże by inaczej, zaśpiewaliśmy kilka piosenek; kontynuowano je później w ogrodzie domu Buchholtzów, a przemówieniom i śpiewom nie było końca. Ale czas mijał. Była już godzina 5 po południu, gdy po serdecznym uścisku dłoni i "Żegnajcie, teraz muszę wyjechać" opuściliśmy naszych współśpiewaków, gdyż pociąg kolejowy miał nas dziś zawieźć do Wolbromia, gdzie w swoim browarze w pobliskiej Brzoz6wce czekał na nas stary przyjaciel z Pabianic, Hermann Meissner. Dwie zawierciańskie śpiewaczki nie omieszkały towarzyszyć nam w romantycznej Ojc6wce i tak oto pojechaliśmy w kierunku naszego wspomnianego celu. Stamtąd pojechaliśmy dalej do Pieskowej Skały na wozie gospodarczym o godzinie 10 wieczorem, gdzie dotarliśmy nocą do wspaniałej leśnej doliny w Karczmie, tam przenocowaliśmy i o 5 rano znowu byliśmy na nogach, aby wędrować po rzadko pięknej okolicy. Rano tego wspaniałego święta Zesłania Ducha Świętego pojechaliśmy bezpośrednio do Ojc6w. Nadal mieliśmy wspaniałą letnią pogodę, robiliśmy różne wycieczki w obramowanej skałami dolinie Ojc6w i podziwialiśmy naturalne piękno naszego kraju, o którym tak mało mieliśmy pojęcia. Rano w trzecie święto Zielonych Świątek pojechaliśmy z powrotem przez powiatowe miasto Skała do stacji kolejowej Wolbrom, a stamtąd przez Kielce, które też krótko zwiedziliśmy, do Pabianic. Do domu wróciliśmy pełni pięknych wspomnień o wspaniałych regionach, a w przyjaźni wspominając szczęśliwe godziny w Zawierciu. - 1891 Pod koniec lat 1890 i 1891 stowarzyszenie nie omieszkało przyczynić się nieco do ulżenia chłopom poszkodowanym przez pożary w guberni permskiej oraz cierpiącym z powodu głodu w głębi Rosji poprzez koncerty charytatywne. Ten ostatni koncert przyniósł dochód netto w wysokości 110 Rbl, co z pewnością jest wynikiem przyjemnym. W przyszłości często będziemy obserwować udział stowarzyszenia w koncertach charytatywnych z dobrym skutkiem i to chcielibyśmy szczególnie podkreślić.

Pabianice - Chór męski - Historia powstania - 1913 - cz.2

     Założycielami stowarzyszenia byli: Bachmann Clemens, Ehrentraut Julius Goszczyński, Karl Hegenbart August sen. Hegenbart August jun. Herwig Benjamin, Isler Heinrich, Jaroschka Hermann, Jaroschka Leonhard, Krusche Theodor, Krusche Moritz, Kannenberg Richard, Kratsch Eduard, Leupold Adolf, Neudel Johann, Preiss Hermann, Seiler Adolf, Schmidt C. G., Tögel Eduard, Weiss Franz 

a wynik pierwszych wyborów Komitetu Wykonawczego był następujący: Schmidt - przewodniczący, Bachmann - wiceprzewodniczący, Hegenbart jun.- skarbnik, Kannenberg - skarbnik, Weiss - archiwista, Paul Pirek - dyrygent. 


    Nazwa "Evangelischer Kirchengesangchor" (Protestancki Chór Kościelny) musi budzić pewną konsternację; skoro wspomnieliśmy o zależności od kantoratu jako jednej z przyczyn rozwiązania stowarzyszenia, to nazewnictwo musiało wynikać z chęci nie tylko dogodzenia niektórym członkom założycielom, ale także ułatwienia przystąpienia do stowarzyszenia tym byłym członkom, którzy byli bardziej zainteresowani odrębnym chórem kościelnym. Chór śpiewał na wysokich uroczystościach kościelnych, ale nie było ogólnego, trwałego zainteresowania, inaczej nie byłoby możliwe, że po założeniu rok później mieszanego chóru kościelnego, stopniowo przeniesiono na niego koncerty kościelne. Nazwa "Evangelischer Kirchengesangchor" (Protestancki Chór Kościelny) straciła w ten sposób swoje znaczenie, jest rzadko wymieniana w protokołach, a na zewnątrz stowarzyszenie jawi się coraz bardziej jako "Pa bia niceer Männer-Gesangverein" (Pa bia niceer Men's Singing Association).  

    24 listopada 1888 roku życie w stowarzyszeniu zaczęło pulsować. Pod kierownictwem młodego dyrygenta, pana Pawła Pirka, który niestety tak wcześnie zmarł kilka lat temu, stowarzyszenie zaliczyło błyskotliwy start. Pierwszy i kolejni dyrektorzy Schmidt, Neudel, Hegenbart, a zwłaszcza Illingworth, którzy sami byli przepełnieni miłością i pasją do śpiewu, zdołali pomóc stowarzyszeniu w osiągnięciu szacownej pozycji w mieście. Świadczą o tym liczne nowe nagrania aktywnych i pasywnych członków. Pierwszy publiczny występ miał miejsce 24 marca 1889 roku, był to humorystyczny wieczór, którego program zawierał najbardziej wesołe wykłady i kuplety, jakie można sobie wyobrazić. Program ten stał się wzorcowy dla koncertów w kolejnych latach. Program: 24 marca 1889 r.

1)  O wunderselige Frühlingszeit .            Chorlied ...................................................................              2)  Die Rekrutierung im Krähwinkel        L. Jaroschka -     Der Kreipziger Schuster auf                                                                                                                          dem Schluckchen Morkte.                              3)  Wenn i nur a Mutter hätt                      R. Kannenberg - Der Eckensteher Nante .                                  4)  Darf i's Diandel lieben                         Chorlied                                                                                      5)  Das Abenteuer von Pietsch                  R. Kannenberg - Der getäuschte Liebhaber                              6)  Es hat gar keinen Wert                         A. Hegenbart jun. - Die Instruktionstunde.                                7)  Der Dorfschulmeister                          Blauer Montag                                                                            8)  S'Herz von a Wiana Duett F. Weiss u.  A. Hegenbart                                                                              9)  Die Schlittenfahrt .                               A. Hegenbart jun - Schnadahüpfeln, jüd. Vortrag                

10) Die böhmischen Musikanten Chorlied.

Pabianice - Chór męski - Historia powstania - 1913 - cz.1

 Bardzo ciekawa książka wydana w Pabianicach w listopadzie 1913 roku:

Geschichte des Pabianicer Männer-Gesang-Vereins in der Zeit von 1888 - 1913.. 

Na ponad 30 stronach tej książki jest opisana historia pabianickiego chóru, w tym wiele zdjęć! Była wydrukowana w języku niemieckim. na moim blogu zamieszczam ją w odcinkach. Myślę, że jest to ciekawa lektura, mnóstwo nazwisk osób tworzącą historię miasta Pabianice!




Wraz z ożywieniem gospodarczym miasta Pabianice na początku lat 30-tych XX wieku, dzięki korzystnemu rozwojowi miejscowego przemysłu, napływało coraz więcej rodzin niemieckich, które w niespokojnej aktywności podejmowały walkę o byt w kraju, który kiedyś wybrały dobrowolnie. 

    Teraz życie nie powinno być tylko łańcuchem nieprzerwanej pracy, ale konieczne duchowe uniesienia w towarzyskich, szczęśliwych kręgach powinny być również obowiązkową częścią, którą zabieramy ze sobą na naszą podróż przez życie. 

    Nie bez powodu od niepamiętnych czasów widzimy, że wszędzie tworzą się stowarzyszenia, w których podobnie myślący ludzie, idąc za nieświadomym popędem, pragną spędzić przyjemne, szczęśliwe godziny po "ciężarze i upale" dnia. O ileż bardziej cel ten zostaje osiągnięty, gdy oprócz wyłącznego uprawiania życia społecznego dąży się do celów wyższych: tak więc bez wątpienia jednym z najbardziej pożądanych celów jest uprawianie szlachetnej pieśni. - Śpiewajcie, komu dana jest pieśń" - mówi Uhland. 

    I tak w latach 60-tych ubiegłego wieku w naszym mieście zebrała się grupa ludzi z zamiłowaniem do śpiewu pod aktywnym kierownictwem uczynnych sympatyków. Założycielami ówczesnego męskiego towarzystwa chóralnego byli fabrykant Hermann Krusche i kantor Kühnel. Stowarzyszenie cieszyło się wieloma szczęśliwymi i udanymi latami. Powstały nowe statuty regulujące stosunek członków do stowarzyszenia.  

    Pod kierunkiem dyrygenta Kühnela chór często się jednoczył, a udane koncerty publiczne nagradzały wysiłek i pracowitość. O sympatii, jaką cieszyło się męskie towarzystwo chóralne ze strony miejscowych rodzin, może świadczyć fakt, że rodzina Krusche podarowała towarzystwu sztandar z bogatym haftem: ,,O grüne fort und blühe lang, du edler, deutscher Männersang.".Oprócz ogólnej świeckiej pieśni chóralnej kultywowano również pieśń kościelną, a stowarzyszenie uważało za swój obowiązek honorowy, aby jego pieśń rozbrzmiewała z chórów podczas wysokich świąt kościelnych. 

    W 1874 roku kantor Kühnel poszedł za wezwaniem do Warszawy, a jego następca, kantor Heinrich Hadrian, objął kierownictwo chóru. I nastąpiło kolejne dziesięć udanych lat w rozwoju stowarzyszenia.      Rok 1884 miał być dla stowarzyszenia punktem zwrotnym o największym znaczeniu. W tym samym roku zmarł nagle popularny dyrygent, kantor Hadrian, a bez lidera mała grupa śpiewaków znalazła się w poważnych, krytycznych czasach. 

    Trudno jest kronikarzowi prześledzić prawdziwe powody i przyczyny zewnętrzne, ponieważ niewiele jest pisemnych zapisków dotyczących tego wezwania; ale ustne relacje wskazują na ogólne niezadowolenie członków z następcy dyrygenta, z sukcesów śpiewaczych i chyba w najmniejszym stopniu z prawie wyłącznego kultywowania pieśni kościelnej i stopniowo niewygodnej zależności od kantoratu i kościoła. Pewną rolę mogły też odegrać motywy osobiste. Tak czy inaczej, ta dychotomia opinii wśród członków, różnorodne sprzeczne życzenia doprowadziły w końcu do rozwiązania stowarzyszenia.

    W historii stowarzyszeń może się zdarzyć, że podobne chmury niezgody przeminą, ale nie powodując tak trwałych skutków. 

    Na początku 1888 roku, jak czytamy w starym protokole z 1888 roku, istniały dwa towarzystwa śpiewacze: "Frohsinn" i "Männer-Gesangverein". "Oba kluby miały niewielką liczbę członków. Choć z roku na rok liczba ludności niemieckiej wzrastała, nie była na tyle duża, by zapewnić istnienie obu klubów. Dalsze nieporozumienia wśród członków, słabe występy wokalne doprowadziły do całkowitego wygaszenia życia klubowego. 

    Ani liderzy, ani poszczególni członkowie nie mogli zignorować tego faktu, a chęć śpiewania, jak również wspomnienia wcześniejszych szczęśliwych godzin, budziły i budzą niewyraźne refleksje. 

    24 listopada 1888 roku członkowie obu towarzystw spotkali się w restauracji Herwiga, aby znaleźć sposoby i środki na przywrócenie regularnego życia towarzystwa śpiewaczego. Po krótkiej dyskusji wszyscy uczestnicy byli przekonani, że tylko fuzja obu stowarzyszeń może zakończyć się sukcesem w dłuższej perspektywie. Na tym pamiętnym dla naszej historii spotkaniu postanowiono więc założyć nowe stowarzyszenie i nadać mu nazwę "Evangelischer Kirchengesangchor" (Protestancki Chór Kościelny).


środa, 8 czerwca 2022

Pabianice na starej pocztówce - Ebay - cz.2

      Piękny zestaw pocztówek z dawnych Pabianic, wspaniała podróż w minione czasy. Kolekcja pocztówek z Łodzi i Pabianic wystawiona na Ebay robi wrażenie! Adresatem tych wspaniałych pocztówek był Artur Schnabel zamieszkały w Meerane* na przestrzeni prawie 40 lat! Największe wrażenia robią w mojej ocenie pocztówki autorstwa B.Lichtenschtein z Pabianic, istne arcydzieła, nie ujmując innym jak A.Zatorski czy też Ed.Keil. 


* - Meerane – miasto we wschodnich Niemczech, w kraju związkowym Saksonia, w okręgu administracyjnym Chemnitz, w powiecie Zwickau, siedziba wspólnoty administracyjnej Meerane. W 2009 miasto liczyło 16 287 mieszkańców. Wikipedia



























Pabianice na starej pocztówce - Ebay - cz.1

       Piękny zestaw pocztówek z dawnych Pabianic, wspaniała podróż w minione czasy. Kolekcja pocztówek z Łodzi i Pabianic wystawiona na Ebay robi wrażenie! Adresatem tych wspaniałych pocztówek był Artur Schnabel zamieszkały w Meerane* na przestrzeni prawie 40 lat! Największe wrażenia robią w mojej ocenie pocztówki autorstwa B.Lichtenschtein z Pabianic, istne arcydzieła, nie ujmując innym jak A.Zatorski czy też Ed.Keil. 


* - Meerane – miasto we wschodnich Niemczech, w kraju związkowym Saksonia, w okręgu administracyjnym Chemnitz, w powiecie Zwickau, siedziba wspólnoty administracyjnej Meerane. W 2009 miasto liczyło 16 287 mieszkańców. Wikipedia
























sobota, 23 kwietnia 2022

Akt urodzenia - Heinz Dieter Loewenstein Löwenstein - Geburtsurkunde - Pabianice - 1943

    Akt urodzenia Heinza Dietera Loewenstein urodzonego w Pabianicach, Doktor - Robert-Koch 2 - 19 litego 1943 roku. Matka Frieda Alma Dora Loewenstein, pracownica biurowa, zamieszkała w Pabianicach, Schloßstraße 28 (Zamkowa). Swastyka zasłonięta podczas skanowania. - zbiór własny.

    Geburtsurkunde von Heinz Dieter Loewenstein geboren in Pabianice, Doktor - Robert-Koch 2 - 19 lit 1943. Mutter Frieda Alma Dora Loewenstein, Büroangestellte, wohnhaft in Pabianice, Schloßstraße 28 (Zamkowa). Das Hakenkreuz wurde beim Scannen verdeckt. - Eigene Sammlung.




środa, 13 lutego 2019

Pabianice - Akt urodzenia - Rodzina Loewenstein - 1943

    Świadectwo urodzin w wydane w okupywanych Pabianicach 1 marca 1943 roku. Urodzony Heinz Dieter Loewenstein w dniu 13 lutego 1943 roku, w Pabianicach Doktor-Robert-Koch-Strasse 2 (nie znalazłem polskiej nazwy tej ulicy - może ktoś pomoże?). Matka: Pracownik biurowy Frieda Alma Dora Loewenstein, zamieszkała w Pabianicach Schloßstraße 28.