Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochotnicza Straż Pożarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochotnicza Straż Pożarna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2025

Robert Frett - Straż Pożarna - Łódź - Die Heimatbote - 3/1970

 

                                                                    Spotkanie strażaków

W dniach 9 i 10 maja w Hanowerze odbędzie się spotkanie krajowe stowarzyszenia Landsmannschaft Weichsel-Warthe. Jest to doskonała okazja dla dawnych kolegów ze straży pożarnej z Łodzi i okolic, aby ponownie się spotkać. Dlatego wzywam wszystkich byłych członków zawodowej straży pożarnej, ochotniczej straży pożarnej i straży pożarnej zakładowej z naszego regionu, aby przyjechali do Hanoweru!

Każdy, kto uczestniczył w spotkaniu naszych strażaków w dniach 15 i 16 czerwca 1968 r. w Mönchengladbach, wie, jak miło jest po długich latach ponownie porozmawiać z bliskimi znajomymi i wymienić się wspomnieniami. Tylko w ten sposób nasze koleżeństwo przetrwa czas i przestrzeń, jeśli dzięki spotkaniu zyska nowe życie. Zapraszamy wszystkich serdecznie! „Starzy kumple ze straży pożarnej” nie powinni o sobie zapominać.

                                                                                      Z koleżeńskimi pozdrowieniami!

                                                                                             Ewald Neumann, 

8542 Roth, Hans-Sachs-Str. 25

Hauptw. d. Feuerschutzpolizei i. R.


                                                                     Strażak z Łodzi

W imieniu wielu osób zamieszczamy tutaj zdjęcie strażaka z naszej ojczyzny. Jest to Robert Frett, który przez 21 lat służył jako starszy górnik w pierwszej drużynie Ochotniczej Straży Pożarnej w Łodzi, a przez siedem lat był pierwszym dowódcą szóstej drużyny straży pożarnej przedsiębiorstwa Poznański przy ul.Ogrodowej. Zdjęcie przedstawia go jako dowódcę, a obok niego jego córkę Charlotte Thüring-Frett, obecnie mieszkającą pod adresem 4107 Ettingen, I Szwajcaria, Aeschstraße 14. Pani Frett pisze: „Największą radość sprawiło mi zobaczenie w czerwcowym wydaniu z 1968 r., z okazji stulecia łódzkiej Ochotniczej Straży Pożarnej, zdjęcia pierwszej jednostki strażackiej, wykonanego w 1926 r.! W drugim rzędzie od razu rozpoznałam mojego dziadka Josefa Frett, który przez 52 lata należał do pierwszej jednostki strażackiej. Około 1928 roku sama byłam świadkiem uroczystości uhonorowania 50-lecia przynależności mojego dziadka do straży pożarnej. Był to dzień, którego nigdy nie zapomnę, podobnie jak wszyscy, którzy byli świadkami jubileuszowej parady przez Łódź, podobnie jak pogrzeb mojego dziadka dwa lata później, który był prawdziwym pogrzebem państwowym. Na zdjęciu widać również mojego ojca, który w 1916 roku zdobył pierwszą nagrodę w zawodach strażackich. Panów Pfeiffera, Płuciennika, Förstera, Bittnera, Jonasa i wielu innych widocznych na zdjęciu znałem bardzo dobrze jako dziecko z cudownych balów strażackich, na które my, dzieci, mogliśmy przychodzić po południu. Do dziś jest to dla mnie niezapomniany, piękny czas, niestety podczas mojej siedmiomiesięcznej ucieczki z Łodzi do Lörrach z dwójką małych dzieci zgubiłam wszystkie dokumenty i zdjęcia”.

         Strażak z Łodzi Robert Frett z córką. - Lodzer Feuerwehrmann Robert Frett mit Tochter



                                             Wiedersehen der Feuerwehrmänner

Am 9. und 10. Mai findet in Hannover das Bundestreffen der Landsmannschaft Weichsel-Warthe statt. Das ist eine herrliche Gelegenheit für die alten Kameraden aus den Feuerwehren von Lodz und Umgebung, sich wiederzusehen. Darum rufe ich alle ehemaligen Angehörigen der Berufsfeuerwehren, der Freiwilligen Feuerwehren und der Betriebsfeuerwehren unserer Heimat auf, nach Hannover zu kommen! 

Wer an dem Treffen unserer Feuerwehrmänner am 15. Und 16. Juni 1968 in Mönchengladbach teilgenommen hat, weiß, Wie schön es ist, nach langen Jahren wieder mit lieben Bekannten zu plaudern und Erinnerungen auszutauschen. Nur dadurch bleibt unsere Kameradschaft über Zeit und Raum erhalten, wenn sie durch ein Treffen neues Leben erhält. Kommen Sie recht zahlreich! "Alte Kameraden auf dem Feuerwehrweg" sollten einander nicht vergessen.

                                                                                   Mit kameradschaftlichem Gruß!

                                                                                   Ewald Neumann, 8542 Roth, Hans-Sachs-Str. 25

                                                                                   Hauptw. d. Feuerschutzpolizei i. R.

                                        Ein Lodzer Feuerwehrmann

Stellvertretend für viele bringen wir hier das Bild eines Feuerwehrmannes aus unserer Heimat. Es ist Robert Frett, der als Obersteiger 21 Jahre lang bei dem ersten Zug der Lodzer Freiw. Feuerwehr diente und dadurch sieben Jahre lang 1. Zugführer im sechsten Zug der Betriebsfeuerwehr von Poznanski, Ogrodowastraße, war. Das Foto zeigt ihn als Zugführer, neben ihm seine Tochter Charlotte Thüring-Frett, heute 4107 Ettingen, I Schweiz, Aeschstraße 14. Frau Frett schreibt: "Es war für mich die größte Freude, als ich in der Juniausgabe 1968 anläßlich des hundertjährigen Jubiläums der Lodzer Freiwilligen Feuerwehr die Aufnahme des ersten Löschzuges, gemacht im Jahre 1926, sah! Ich entdeckte in der zweiten Reihe sofort meinen Großvater Josef Frett, der 52 Jahre dem ersten Löschzug angehört hat. Ungefähr 1928 erlebte ich selbst noch, wie die 50jährige Zugehörigkeit meines Großvaters zur Feuerwehr geehrt wurde. Es war ein Tag, den ich nie vergessen werde, und alle, die den Jubiläumszug durch Lodz miterlebt haben, werden es nicht vergessen, ebenso wie das Begräbnis meines Großvaters zwei Jahre später, das ein richtiges Staatsbegräbnis war. Auf dem Bild ist auch noch mein Vater zu sehen, der 1916 bei Wettübungen den ersten Preis errang. Die Herren Pfeiffer, Pluciennik Förster, Bittner, Jonas und viele andere auf dem Bild habe ich als Kind sehr gut gekannt von den wundervollen Feuerwehrbällen, die auch wir Kinder am Nachmittag besuchen durften. Es ist für mich auch heute noch eine unvergeßlich schöne Zeit, habe leider auf meiner siebenmonatigen Flucht mit 2 kleinen Kindern aus Lodz bis Lörrach alle Papiere und Fotografien verloren."


środa, 26 listopada 2025

Wygorzele - Łęczyca - Niemieccy osadnicy - W starej rodzinnej wsi - Der Heimatbote - 3/1961- cz.4

 

Zwyczaj „dyngusa” w drugi dzień Wielkanocy, przywieziony do Polski przez niemieckich kolonistów już w średniowieczu, został entuzjastycznie przyjęty przez Polaków, tak bardzo, że w końcu uznali oni „dyngusa” za „rzeczą typowo polską”! Jednak, podobnie jak zwyczaj malowania jajek lub wręczania cukierkowych jajek, które „zajączek wielkanocny” wkłada dzieciom do przygotowanych gniazdek w wielkanocny poranek, nie ma to żadnego związku z Polską.

W Zielone Świątki dziewczęta i kobiety ozdabiały swoje czyste okna kalmusem i gałązkami brzozy, a chłopcy i mężczyźni stajnie i dachy zielonymi gałązkami (przynajmniej w Wygorzele). Dla bydła i koni pozostawiano w Zielone Świątki najbardziej soczystą trawę lub białą koniczynę. Mogły się nimi delektować do woli. - Święto plonów obchodzono hucznie: w wielu regionach naszej ojczyzny zwyczajowo po zakończeniu żniw pleciono z źdźbeł zboża i kwiatów wieniec, który był przeznaczony dla gospodarza. Ten urządzał ucztę i świętował radośnie do późnej nocy. Po zebraniu ostatniego snopa zboża odbywała się impreza „Pimpek”. Wieczorem pracodawcy i pracownicy spotykali się, aby grać, pić i słuchać muzyki. Recytowano żniwne rymowanki, tańczono, żartowano, a na pożegnanie pracownicy otrzymywali swoją dźwięczną zapłatę.

                                       Władze, kradzieże i zagrożenie pożarowe

Podobnie jak wszystkie wioski, również Wygorzele miały swojego sołtysa. Był on wybierany na trzy lata. Ponowny wybór był dozwolony. Podlegał bezpośrednio wójtowi, który sprawował urząd w Starej Sobótce. Wójt musiał pobierać podatki, organizować zaprzęgi („podwody”) do prac gminnych oraz dbać o porządek i spokój we wsi. Aby zapewnić bezpieczeństwo w nocy, ustanowił straż nocną w godzinach od 22:00 do 3:00. Każdy rolnik musiał pełnić tę służbę po kolei. Na znak pełnienia funkcji strażnika nocnego nosił drewnianą grzechotkę; później była to porządna laska z ozdobną głowicą. Strażnicy ci nie byli oczywiście w stanie zapobiec kradzieżom; tak więc nauczycielowi Henke skradziono w środku wsi z zamkniętej stajni krowę w zaawansowanej ciąży – strażnik nic nie zauważył, a krowy nie odnaleziono pomimo wszystkich poszukiwań i badań. W późniejszych latach zawodowi strażnicy nocni zastąpili rolników w tej uciążliwej służbie.

Znacznie większym zagrożeniem niż włamania i kradzieże było wszędzie zagrożenie pożarowe. Najmniejsze zaniedbanie mogło spowodować, że pokryte słomą budynki stanęły w płomieniach. Rolnicy szczególnie obawiali się burzy. Byli bezsilni wobec tej siły natury, modlili się w strachu i śpiewali pieśni błagalne, podczas gdy na zewnątrz nieustannie błyskały pioruny i grzmiały potężne grzmoty. Jakże często piorun uderzał to w drzewo, to w dom! Często był to zimny cios, ale gdy budynek się zapalił, był stracony, nawet jeśli odważni mężczyźni próbowali uratować przynajmniej żywe zwierzęta. Często kończyło się to niepowodzeniem; pies uwiązany na łańcuchu spalał się. Straż pożarna mogła jedynie zapobiegać rozprzestrzenianiu się iskier na inne obiekty. Wszystkie odbudowane stodoły, stajnie i domy mieszkalne były dla bezpieczeństwa pokryte dachówkami. Nie znano jeszcze piorunochronów.

                                                           Ciąg dalszy nastąpi



Dieser von den deutschen Kolonisten schon im Mittelalter nach Polen mitgebrachte Brauch des „Dünnguß" am zweiten Ostertage ist von den Polen begeistert übernommen worden, so begeistert, daß diese zuletzt sogar meinten, der "dyngus" sei eigentlich eine „urpolnische sache!" Was aber wie die Sitte der Bemalung der Eier oder des Schenkens von Zuckereiern, die der „Osterhase" den Kindern am Ostermorgen in die bereitgestellten Nester legt, keinesfalls zutrifft.

Zu Pfingsten schmückten die Mädchen und Frauen ihre sauberen Fenster mit Kalmus und Birkenzweigen, die Buben und Männer die Ställe und Dächer mit grünen Zweigen (jedenfalls in Wygorzele). Für Vieh und Pferde ließ man zu Pfingsten das saftigste Gras oder weißen Klee zurück. Daran durften sie sich nach Herzenslust laben. - Gebührand gefeiert wurde Erntedank: in vielen Gegenden unserer Heimat war es ja Sitte, daß nach der Beendigung des Mähens aus Getreidehalmen und Blumen ein Erntekranz geflochten wurde, der für den Wirt bestimmt war. Dieser gab ein Festmahl und m.n feierte fröhlich bis in die Nacht. War das letzte Fuder Getreide eingebracht, gab es den "Pimpek". Da waren Arbeitgeber und Arbeiter abends bei Spiel, Trank und Musik zusammen. Erntesprüche wurden aufgesagt, es wurde getanzt, gescherzt, und zum Abschied erhielten die Arbeiter ihren klingenden Lohn.

                                              Obrigkeit, Diebstahls- und Feuersgefahr

Wie alle Dörfer hatte auch Wygorzele seinen Dorfschulzen. Er wurde jeweils auf drei Jahre gewählt. Wiederwahl war zulässig. Er unterstand unmittelbar dem Wójt, der in Alt-Sobotka amtierte. Der Dorfschulze mußte die Steuern einkassieren, veranlassen, daß die für Gemeindearbeiten befohlenen Gespanne ("Podwody") 'gestellt wurden, und ·im Dorfe für Ruhe und Ordnung sorgen. Um die Sicherheit in der Nacht zu gewährleisten, richtete er in der Zeit von 22 ·bis 3 Uhr eine Nachtwache ein. Der Reihe nach mußte früher jeder Bauer diese Wache übernehmen. Zum Zeichen seines Nachtwächteramtes trug er eine Holzknarre (Rätsche); später war es ein ordentlicher Stock mit einem verzierten Kopf. Diese Wachen konnten freilich Diebstähle nicht verhindern; so wurde dem Lehrer Henke mitten im Dorf aus dem abgeschlossenen Stall, eine hochtragende Kuh qestohlen – der Wächter hatte nichts gemerkt, und die Kuh wurde trotz allen Suchens und Forschens nicht wiedergefunden. In späteren Jahren lösten berufmäßige Nachtwächter die Bauern von dem beschwertlichen Wachdienst ab.

Weit größer, als die Einbruchs- und Diebstahlsgefahr war allenthalben die Feurgefahr. Bei der geringsten Fahrlässigkeit konnten die mitt Stroh gedeckten Gebäude  in Flammen aufgehen. Besonders bangten die Bauern während eines Gewitters. Machtlos waren sie gegen diese Naturgewalt, beteten in ihrer Angst und sangen Bittlieder, während draußen unablässig die Blitze zuckten und gewaltige Donnerschläge niedergingen. Wie oft schlug es bald in einen Baum, bald in ein Haus ein! Oft war es ein kalter Schlag, aber wenn ein Gebäude brannte, war es verloren, wenn gleich mutige Männer versuchten, wenigstens das lebende Inventar zu retten. Auch das mißlang oft; der Hund an der Kette verbrannte. Die Feuerwehr konnte nur noch den Flug der Funken auf andere Objekte verhindern. Oie wiederaufgebauten Scheunen, Ställe, Wohnhäuser wurden vorsichtshalber mit Dachziegeln gedeckt. Blitzableiter kannte man noch nicht.

                                                                 Wird fortgesetzt

środa, 31 lipca 2024

Brzeziny - Koluszki - Młyn - Incydent - Gałkówek - Echo - 1937

Wystarczyło troszeczkę dobrej woli.... 

Echo. 1937-05-13 R. 13 nr 132



BRZEZINY, dn. 13 maja. — Onegdaj w godzinach popołudniowych powracała samochodem z Brzezin delegacja Ochotniczej Straży Pożarnej z Koluszek, która bawiła w Brzezinach na uroczystościach, związanych z poświęceniem motopompy strażackiej. W Starych Koluszkach w aucie strażackim pękło sprzęgło, wobec czego auto zatrzymało się tuż przed młynem, stanowiącym własność ziemianina Topolewskiego, a dzierżawionym przez Stanisława Rogowskiego. Komendant straży koluszkowskiej M. Borwański udał się do właściciela majątku Stare Koluszki z prośbą, o pomoc. Okazało się jednak, że nie można było dostać tu kawałka pasa skórzanego, który można by użyć do reperacji auta. Wobec tego strażacy zaszli do młyna, zdążając od Rogowskiego, aby dał im pas transmisyjny. Rogowski odmówił, oświadczając, że gdyby straż jechała do pożaru chętnie oddałby pas wartości około 100 zł. Ponieważ jednak jest to tylko wycieczka, nie może ponosić tak znacznej straty. W tym czasie nadszedł oddział straży koluszkowskiej, powracający z Brzezin pieszo. Strażacy w liczbie około 30 na rozkaz ich kom. Borwańskiego weszli do młyna, aby siłą zabrać pas. Gdy Rogowski stawił opór pobito go i chciano wrzucić do wody. Sytuację uratował swym spokojem zastępca komendanta straży, który wraz z żoną młynarza pochwycił Rogowskiego i zamknął go w mieszkaniu. Strażacy usiłowali wyrąbać drzwi do mieszkania, ale Rogowski, który oprzytomniał, pochwycił za broń i zagroził strzelaniem. Po całym zajściu Rogowski złożył meldunek policji w Gałkówku, stwierdzając, że w czasie awantury skradziono mu z kieszeni marynarki 240 zł. w banknotach po zł. 20. Dochodzenie w opisanej sprawie jest w toku, przy czym, jak nas informują, wkroczył już prokurator.

poniedziałek, 29 lipca 2024

Żabieniec - Ochotnicza Straż Pożarna - Radogoszcz - Remiza - Die Zeit im Bild - 1936

 



                                                         Remiza strażacka w Żabieńcu
Relacjonujemy inaugurację nowej remizy Ochotniczej Straży Pożarnej Radogoszcz w Żabieńcu, która odbyła się w niedzielę. Nasze zdjęcie przedstawia ten budynek.
                                                                                                                           Foto: Babke.


                                                     Feuerwehrgerätehaus in Żabieniec

Wir berichten über die am Sonntag vollzogene Einweihung eines neuen Gerätehauses der Radogoszczer freiwilligen Feuerwehr in Żabieniec. Unser Bild zeigt dieses Gebäude.

                                                                                                     Aufnahme: Babke.


piątek, 12 stycznia 2024

Andrzejów - Straż - Poświęcenie sikawki - Bedoń - Łódzki Wehikuł Czasu

Bardzo ciekawe zdjęcie zamieścił Pan Michał Papka na Łódzkim Wehikule Czasu z opisem: 

Zdjęcie z 1947r
Znalezione przy porządkach na strychu. Podpisano: "POŚWIĘCENIE SIKAWKI, Andrzejów 1947" autor nieznany.
Może ktoś rozpoznaje osoby ze zdjęcia, lub kościół?

Pani Jolanta Mikołajewska zlokalizowała miejsce: Kościół pw. Matki Boskiej Królowej Polski w Bedoniu.
Pytanie: czy ktoś rozpoznaje osoby ze zdjęcia?



piątek, 15 grudnia 2023

Gałków - Gałkówek - Straż Pożarna - Piłsudski - 1913-48

 Ciąg dalszy materiałów poświęconych gminie Koluszki: Gałków, Gałkówek.

Nowa Gazeta Łódzka. 1913-08-23 Nr 1

Gałkówek. W nadchodzącą niedzielę d. 24 b. m., odbędzie się w Gałkówku uroczyste poświęcenie ochotniczej straży ogniowej gałkowskiej. Spodziewany jest liczny zjazd straży z Łodzi, Pabianic, Zgierza, Konstantynowa, Strykowa, Brzezin, Koluszek i dalszych okolic. Program uroczystości obejmuje: Powitanie gości na dworcu F. Ł. w Gałkowie o godz.2 po poł., skąd udadzą się wszyscy pochodem do ogrodu straży, w którym przygrywać będzie orkiestra strażacka. O godz. 6 wieczorem w nowo urządzonej sali koło arnatorskie odegra "Zmijkę", fraszkę w 1 odsłonie Żyszkowskiego. Koncert, Monologi i Deklamacje, po przedstawieniu zaś tańce, poczta i confetti. Wejście do ogrodu dla dorosłych 25 kop. dla dzieci 10 kop., Dla straży wstęp wolny. Bufet i cukiernia na miejscu. 

Łódź w Ilustracji : dodatek niedzielny do "Kurjera Łódzkiego". 1938-10-23 R. 14 [właśc. R. 15] nr 43



Głos Piotrkowski : pismo Polskiej Partii Robotniczej. 1948-09-16 R. 4 nr 254 [właśc. nr 256]

KRADZIEŻE Antoni M. w Gałkowie w czasie bytności w Piotrkowie skradł ze sklepu Spółdzielni Szewsk!ej „ Wyzwolenie" przy ul. Rokszyckiej chomąto skórzane na konia. Na rozprawie sądowej jaka odbyła się onegdaj - M. skazano na 2 lata więzienia.

czwartek, 26 października 2023

Straż Pożarna - Łódź - Ewald Neumann - Der Heimatbote

 Być może ten material zainteresuje pasjnata straż pożarbej z terenu Łodzi. Pochodzi on z Der Heimatbote z sierpnia 1962 roku.

Sprawdzony strażak

15 sierpnia swoje 65. urodziny obchodził Ewald Neumann, emerytowany komendant straży pożarnej. Pan Neumann był zatrudniony jako zawodowy strażak w Łódzkiej Ochotniczej Straży Pożarnej od 1921 roku w 2. brygadzie straży pożarnej Stabilenwehry. Był również członkiem Łódzkiego Klubu Gimnastyczno-Sportowego od 8 roku życia, najpierw jako gimnastyk młodzieżowy, następnie jako piłkarz, a na koniec jako członek bierny. Jego ostatni adres domowy to: Litzmannstadt, Lutherstraße 7; jego obecny adres: 8542 Roth koło Norymbergi, Hans-Sachs-Str. 25. Były towarzysz :straży pożarnej

Bewährter Feuerwehrmann

Am 15. 8.. begeht der Hauptwachtmeister der Feuerschutzpolizei 1. R. Ewald Neumann seinen 65. Geburtstag. Herr Neumann war seit 1921 als Berufsfeuerwehrmann bei oder Lodzer Freiwilligen Feuerwehr im 2. Löschzug der Stabilenwehr angestellt. Ferner gehörte er seit dem 8. Lebensjahr dem Lodzer Turn- und Sportverein an, zuerst als Jugendturner, dann als Fußballer, zuletzt als passives Mitglied. Seine letzte Heimatanschrift war: Litzmannstadt, Lutherstraße 7; die heutige: 8542 Roth bei Nürnberg, Hans-Sachs-Str. 25. Ein ehemaliger :Feuerwehrkamerad

środa, 13 kwietnia 2022

Łódź - Ochotnicza Straż Pożarna - Grohmann - Scheibler - Volksfreund Kalender - 1927

        Bardzo ciekawy materiał znalazłem na stonach 140-44 w kalendarzu Volksfreund Kalender z 1927 roku.  Dotyczy powstania na terenie Łodzi w 1870 roku Ochotniczej Straży Pożarnej. Obszerny materiał, pozwoliłem sobie przetłumaczyć całość, choć tłumaczenie staroniemieckiego nie bardzo mi idzie...                              

                                         Łódzka Ochotnicza Straż Pożarna

                                                         50 lat jego istnienia.


                                                             Eugen Petrull.


     Ponad 100 lat temu, kiedy Łódź zaczynała rozkwitać, kiedy tylko kilka małych domków porastało jałowy krajobraz, ludzie żyli spokojnie i w odosobnieniu, nie znali jeszcze jej zgiełku, tak jak my dzisiaj. Nie istniały jeszcze wielkie fabryki z ogromnymi masami robotników, nie znano kamienic, w których mieszkały stłoczone setki rodzin, wszystko było jeszcze dostosowane do skali wsi, w której zagrożenia dzisiejszego wielkiego miasta nie wyrażały się jeszcze tak dosadnie. Jest więc oczywiste, że w tamtych czasach nie było jeszcze wielkiego zapotrzebowania na takie udogodnienia socjalne, które dziś stały się dla nas niezbędne.

     Dopiero gdy Łódź stopniowo się rozrastała, gdy ludzie powoli przestawiali się z pracy ręcznej na maszynową, a wraz z tym odczuwalny był brak zaplecza socjalnego, pojawiła się potrzeba podjęcia środków zapobiegawczych dla bezpieczeństwa miasta i jego mieszkańców. Szczególnie odczuwalny był brak stałej straży pożarnej. W przypadku pożarów sąsiedzi zbierali się razem, każdy uzbrojony w jakiś przedmiot, np. wiadro, siekierę, ręczny opryskiwacz itp. i wspólnymi siłami, często bezskutecznie, próbowali opanować ogień.

     Dopiero kilka lat później idea ta została na nowo rozbudzona przez ówczesną gazetę łódzką i zorganizowano spotkanie najbardziej wpływowych osób w Łodzi, aby wybrać komitet założycielski ochotniczej straży pożarnej.

     Na czele tego komitetu stanęli dwaj ludzie, którzy w późniejszym okresie wybitnie zasłużyli się dla łódzkiej straży pożarnej i których pamięć czci się do dziś: Luis Grohmann i Leopold Zoner. Pierwsze spotkanie założycielskie odbyło się 16 września 1875 roku. 

    W tym dniu rozpoczęła się już, choć początkowo na niewielką skalę, działalność Łódzkiej Straży Ogniowej; faktyczny dzień założenia Pokojowej Straży Ogniowej przypada jednak na 19 maja 1876 r., ponieważ władze rosyjskie stawiały trudności na drodze nowej fundacji i odkładały jej potwierdzenie.

    To niemieccy mężczyźni przygotowali 50 lat temu ten niezwykle ważny fundament i to oni kontynuowali i rozwijali to dzieło. Po wybraniu pierwszego zarządu straży pożarnej, w skład którego weszli najbardziej wpływowi obywatele niemieccy, rozwinęła się ożywiona działalność, która wkrótce doprowadziła do utworzenia trzech plutonów straży pożarnej. Straż pożarna nie miała jeszcze własnych budynków, więc na razie pułki były zakwaterowane w domach różnych mieszkańców w pobliżu miejsc zbiórki.

    Wkrótce zamieszkali przy ulicy Przejazd 3, a trzeci przy ulicy Glównej 2. Zaledwie kilka lat później, w 1882 r., powstała czwarta straż pożarna, która miała swoją siedzibę przy ul. Przejazd. W maju 1895 r. przy ul. Przejazd 7 powstała pierwsza stała straż pożarna, która była pierwszą stabilną strażą pożarną. Niedługo potem w zakładach powstały następujące jednostki straży pożarnej: K. Scheiblera, J.K. Poznańskiego, Leonhardta, Woeltera i Girbardta, Allarta, Rousseau Co. i L. Grohmanna, które zostały włączone do Pokojowej Straży Pożarnej jako plutony 5, 6, 7, 8 i 9, zakres działalności straży pożarnej został znacznie rozszerzony, co przyniosło duże korzyści miastu i jego mieszkańcom.

    Ponieważ stabilny pluton udowodnił swoją wartość, inne plutony również zostały ustabilizowane, a domy regimentarskie stopniowo rozbudowywano. Gotowość ludności do poświęceń umożliwiła można było dokonać nowych nabytków i wyszkolić załogę według modelu wiedeńskiego.

    Rok 1924 przyniósł radykalną zmianę w straży pożarnej miasta Łodzi. Zakupiono pierwszy wóz strażacki, po którym szybko pojawiły się następne, tak że dziś trzy plutony są w pełni wyposażone. Każdy pluton dysponuje wozem strażackim, samochodem ratowniczym i trzema beczkowozami. Trzeci pluton jest jeszcze wyposażony w pojazdy konne, ale nie powinno minąć zbyt wiele czasu, zanim otrzyma również samochody.

     Obecnie straż pożarna jest na poziomie odpowiadającym półmilionowemu miastu. Plutony mogą zostać wysłane do pożaru w ciągu kilku minut i dotrzeć na miejsce zdarzenia w ciągu kilku minut. Nie trzeba podkreślać korzyści płynących z szybszego przybycia straży pożarnej. Niestety, łódzka straż pożarna wciąż boryka się z dotkliwym brakiem wody, który często niweczy najbardziej wytrwałą pracę i najlepsze wypełnianie obowiązków.

Kierownictwo straży pożarnej w Łodzi spoczywa w rękach następujących panów:

Administracja: Julius Jarzebowski, Bräzes, Josef Wolczynski i Oskar Daube.

Wiceprezesi: Julius Müller, kasjer, Karl Fabiszewski, zastępca kasjera, Berthold Dobranz. Skarbnik, Berthold Dobranz, Sekretarz, Leon Lubaninowicz, Hugo Jähner, August Zielke, Oskar Dreßler junior, Reinhold Steigert, Oskar Stelzig, Tadeusz Brzozowski, Bruno Jarisch, Stefan Glubowski, Wiktor Groszkowski, Tadeusz Szulborski, Oskar Klikar, Anton Kolnarski i Dawid Leczycki, członkowie administracyjni. Komendant Alfred Grohmann i wicekomendant Karl von Scheibler.

Wiele lat później powstały straże pożarne w miastach sąsiadujących z Łodzią, a mianowicie w Pabianicach, Zgierzu, Aleksandrowie, Konstantynowie, Rudzie Pabianickiej itd. Tam też dobrze rozwinęła się straż pożarna; stąd często docierają do wiosek z pomocą w razie pożarów. 

    Jak już wspomniano, założenie i rozwój straży pożarnej w Łodzi i okolicach to głównie dzieło Niemców. Z charakterystyczną dla Niemców dokładnością liderzy i strażacy kontynuowali rozpoczętą pracę z takim poświęceniem, że ta charytatywna organizacja mogła się rozwinąć do obecnej doskonałości. Mimo że z biegiem lat język niemiecki został całkowicie wyeliminowany w całym aparacie administracyjnym łódzkiej straży pożarnej, to jednak istota sprawy pozostała niemiecka. I w tym duchu nasza dzielna łódzka straż pożarna pozostanie wierna swojemu raz ustalonemu hasłu:

                                           "Ku czci Boga, ku obronie bliźniego swego".








    Im Volksfreund Kalender von 1927 habe ich auf den Seiten 140-44 sehr interessantes Material gefunden.  Es geht um die Gründung einer freiwilligen Feuerwehr in Łódź im Jahr 1870. Umfangreiches Material, ich habe mir erlaubt, nur die Einleitung zu übersetzen, die Übersetzung von Altdeutsch ist nicht sehr gut, sorry ... 

                                         Die Lodzer Freiwilige Feuerwehr 
                                             50 Jahre ihres Bestehens.
                                                 Von Eugen Petrull.

Als Lodz vor nunmehr über 100 Jahren den Ausschwung zu seiner späteren Blüte nahm, al nur vereinzelt dastehende kleine Häuschen die weithin öde Landschaft unterbrachen, da lebten noch die Menschen friedlich und zurückgezogen, da wußten sie noch von seiner Anrast, von seinem Abhetzen und Abhasten, so  wie es heute bei uns der Fall ist. Die großen Fabriksanlagen mit den rieseigen Arbeitermassen eristeieren noch nicht, Mietskasernen, in denen Hunderte von Familien zusammengepfercht wohnten, waren unbekannt, alles war noch auf einen dörflichen Maßstab zugeschnitten, in dem auch die Gefahren der heutigen Großstadt noch nicht so traß zum Ausdruck kamen. Es liegt also nahe, daß man damals auch noch kein allzugroßes Bedürfnis nach Wohlwahrtseinrichtungen kannte, die uns heute bereits unentbeherlich geworden sind.

Erst als Lodz sich nach und nach ausbreitete, als man langsam vom Handbetrieb zum Maschinenbetrieb überging und als sich Hand in Hand damit das Fehlen von sozialen Einrichtungen bemerkbar machte, trat die Notwendigkeit auf, Borkehrungen für die Sicherheit der Stadt und der Einwohner zu treffen. Besonders fühlbar wurde das Fehlen eine ständigen Feuerwehr. Bei Bränden behalf man sich dadurch, daß die Nachbarn zusammenliefen, jeder mit irgend einem Gegenstand, wie Eimer, Axt, Handspritze ufw. bewaffnet, und daß man mit vereinten Kräften den oft vergeblichen Bersuch machte, des Feuers Herr zu werden. 

Um das Jahr 1870 trat zum erstenmal der Gedanke der Gründung einer ständigen Feuerwehr auf, doch fanden sich nicht genug Anhänger dieser Idee, sodaß sie fallen gelassen werden mußte. Erst einige Jahre später wurde dieser Gedanke durch die damalige "Lodzer Zeitung" wieder angeregt, und es kam zu einer Versammlung der einflußreichsten Persönlichkeiten von Lodz, auf der Gründungskomitetee für eine freiwillige Feuerwehr gewählt wurde.

An der Spitze dieses Komitees standen zwei Männer, die sich in weiterer Folge um die Lodzer Feuerwehr außerordentlich verdient gemacht haben und denen noch heute ein ehrendes Andenken bewahrt wird: Luis Grohmann und Leopold Zoner. Um 16 September 1875 fand die erste Gründungsversammlung statt. 

Mit diesem Tage begamm bereits die Tätigkeit der Lodzer Feuerwehr, wenn auch vorerst in kleinem Anfange; der eingentiche Gründungstag der Friewilligen Feuerwehr fällt aber auf den 19 Mai 1876, da die russischen Behörden der neuen Gründung Schwierigkeiten in den Weg legten und die Bestätigung der hinauschoben.

     Deutsche Männer waren es, die vor nunmehr 50 Jahren diese äußerst wichtige Gründung vorbereiteten und deutsche Männer waren es auch, die das Werk fortzetzten und ausbauten. Nachdem die erste Verwaltung der Feuerwehr gewählt worden war. in die die einflüßreichsten deutschen Bürger hineinkammen, wurde eine rege Tätigkeit entfaltet, die bald dazu führte, daß drei Feuerwehrzüge gebildet wurden. Eigene Baulichkeiten besatz die Wehr noch nicht, sodatz die Reguiliten vorerst bei verschidenen Bürgern in der Rähe der Sammelstellen untergebracht wurden.

     Bald darauf war man in der Przejazdstrasse 3, und den dritten in der Glównastrasse 2 unterzubringen. Einzige Jahre später, und zwar 1882, konnte der vierte Zug gebildet werden, der sein heim in der jedem Brande immer eine geraume Zeit verstrich, ehe alle Wehrmänner beisammen waren, wodurch oft ein erfolgreiches Eingreifen unmöglich gemacht wurde, richtete man im Mai 1895 die erste ständige Feuerwehr ein, die in der Przejazdstrasse 7 als erster stabiler Zug untergebracht wurde. Richt lange danach wurden bei den Firmen: K. Scheibler, J.K. Poznanski, Leonhardt, Woelter und Girbardt, Allart, Rousseau Co. und L. Grohmann Fabrikfeuerwehren eingerichtet, die der Friewilligen Feuerwehr als 5, 6, 7, 8 und 9. Zug angegliedert beteiligten, wurde der Tätigkeitsbereich der Feuerwhr erheblich erweitert, woraus der Stadt und den Einwohnern grotzer Nutzen erwuchs.
Da sich in der Folge der stabile Zug bewährte, schritt man zur Stabilisierung auch der übrigen Züge und erweiterte nach und nach die Reguifitenhäuser. Die Opferwiligkeit der Befölkerung ermöglichte es, daß

Neuanschaffungen gemacht und die Mannschaft nach Wiener Muster augebildet werden konnte.
Das Jahr 1924 brachte im Feuerwehrwesen der Stadt-Lodz eine gründlche Amwälzung. Das erste Feuerwehrauto wurde angeschafft, dem dann rasch andere folgten, sodaß heute bereits drei Züge über eine vollkommene Autoausrüstung verfügen. Jeder Zug besitzt eine Spritze, einen Bereitschaftswagen und drei Tonnen. Der dritte ist bisher noch immer mit Pferdegespannen versehen, doch dürfte es nicht mehr allzulenge dauern, bis auch er Autos erhält.
Heute steht die Feuerwehr auf einer Höhe, die einer Halbmillionenstadt durchaus entspricht. Die Züge können bereits in wenigen Minuten zu einem Brande ausrücken und innerhalb weniger Minuten am Brandort eintreffen. Der Borteil, den eine beschleunigte Ankunft der WEhr mit sich bringt, braucht nicht besonders hervorgehoben zu werden. Leider hat die Lodzer Feuerwehr noch immer mit einem starken Wassermangel zu kämpfen, der oft die ausdauerndste Arbeit und die Größte Pflicherfüllung zunichte macht.
Die Leitung der Feuerwehr in Lodz liegt in den Hände folgender Herren:
Verwaltung: Julius Jarzebowski, Bräzes, Josef Wolczynski und Oskar Daube.
Vicepräzes:  Julius Müller, Kassierer, Karl Fabiszewski, stelv. Kassierer, Berthold Dobranz, Sekretär, Leon Lubaninowicz, Hugo Jähner, August Zielke, Oskar Dreßler junior, Reinhold Steigert, Oskar Stelzig, Tadeusz Brzozowski, Bruno Jarisch, Stefan Glubowski, Wiktor Groszkowski, Tadeusz Szulborski, Oskar Klikar, Anton Kolnarski und Dawid Leczycki, Verwaltungsmitglieder. Kommandant Alfred Grohmann und Vicekommandant Herr Karl von Scheibler.
Viele Jahre später erst schritt man zur Gründund von Feuerwehren in den Nachbarstädten von Lodz und zwar in Pabianice, Zgierz, Aleksandrów, Konstantynow, Ruda Pabianicka usw. Auch dort hat sich das Feuerwehrwesen erfreulich entwickelt; von hier aus wird auch den Dörfern bei Bränden oft Hilfe zuteil. 
    Wie bereits erwähnt, ist die Gründund und Augestaltung der Feuerwehr in Lodz und seiner Umgegend vorwiegend das Werk deutsche Männer. Mit der dem Deutschen eigentümlichen Gründlichkeit hatten die Leitenden Männer und die Wehrmänner an dem einmal begonnenen Werke mit solcher hingabe weitergearbeitet daß sich diese gemeinnützige Organisation bis zur heutigen Vollkommenheit ausbilden konnte. Wenn sich auch in Laufe dem Jahre und im gesamtem Verwaltungsapparat der Lodzer Feuerwehr die deutsche Sprache völlig ausgeschaltet wurde, so ist doch der Kern der Sache deutsch geblieben. Und in diesem Geiste wird unsere tapfere Lodzer Wehr ihre einmal gestellten Devise trei bleiben:
                                                       "Gott zur Ehr, dem Nächsten zur Wehr"


                             Dr. Luis Grohmann - Komendant łódzkiej Ochotniczej Straży Pożarnej.

                             Dr. Luis Grohmann - Kommendant der Lodzer Freiwilligen Feuerwehr.


                 Wilhelm von Scheibler - Zastępca komendanta łódzkiej Ochotniczej Straży Pożarnej.

            Wilhelm von Scheibler - Stellvertretender Komandant der Lodzer Freiwilligen Feuerwehr.


Nowa automatyczna drabina Ochotniczej Straży Pożarnej w Łodzi. Drabinę można podnieść na wysokość 30 metrów.
Die neue automatische Leiter der Lodzer Freiwilligen Feuerwehr. Diese Leiter kann bis zur einer höhe von 30 Meter hochgezogen werden.


                      II pluton łódzkiej Ochotniczej Straży Pożarnej gotowy do wyjazdu
                       Der 2 Zug der Lodzer Freiwilligen Feuerwehr fertig zur Ausfahrt.


niedziela, 3 października 2021

Kurowice - Brójce - Pożar - Echo - 1938

 Działo się w gminie Brójce:

Echo. 1938-09-10 R. 14 nr 251


                      DWIE STODOŁY ZE ZBIORAMI POSZŁY Z DYMEM.

ŁÓDŹ, dnia 10 września. - Nocy dzisiejszej we wsi Kurowice, gminy Brójce, w powiecie łódzkim wybuchł z niewiadomych przyczyn gwałtowny pożar w zagrodzie braci Andrzeja i Władysława Poków (Pachów?) Ze względu na gęste zabudowanie sąsiednich zagród niebezpieczeństwo rozszeżenia się pożaru było znaczne. Akcja ratunkowa jednak była bardzo sprawna.
Przybyła na miejsce ochotnicza straż z Brójec, która wraz ze strażą miejscową zdołała pożar zlokalizować, spłonęły jednak dwie stodły, wraz ze zbiorami, należące do braci Poków. Straty są znaczne.
Policja wszczęła dochodzenie w kierunku ustalenia przyczyny pożaru.