Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŁKS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŁKS. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2025

Jan Woltersdorf - Kłodawa - Lekkoatletyka - ŁKS - Pomoc

 

Damiana (Korwin-Kruczkowski) miałem przyjemność poznać w styczniu 2017 roku. Odwiedził "mój" Bukowiec wspólnie z Ulą Karolczak. Bardzo znana i poważana postać na terenie Konina i okolic. Współzałożyciel Stowarzyszenia FRYDHOF, regionalista, opiekun cmentarzy ewangelickich. Nie jestem w stanie wymienić jego wszystkich zainteresowań i zasług!

Damian i Ula podczas pamiętnej wizyty na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu w styczniu 2017 roku.


Ważne, że kontakt w przedewszystkim w tematyce niemieckiego osadnictwa. W rozmowie telefonicznej zaproponowałem Damianowi, że z chęcią zamieszczę na moim blogu prośby do moich czytelników gdyby Damian kogoś lub czegoś szukał. Dzisiaj napisał do mnie z prośbą o osobę Jana Woltersdorfa, syna Alfreda i Pauliny Woltersdorfów.

Zwracam się z apelem do moich szanownych czytelników o pomoc, być może ktoś jest w stanie coś dodać w tym temacie?

Żródło: Encyklopedia ŁKS.

Jan Woltersdorf, syn Alfreda i Pauliny Woltersdorfów. Zapomniany długodystansowiec z Kłodawy. Urodził się 29 grudnia 1899 roku w Kłodawie jako syn Alfreda i Pauliny z Lange. Chrzest odbył się dzień później w parafii ewangelicko-augsburskiej w Przedczu; jego chrzestnymi byli Gustaw Woltersdorf i Karolina Lange z d. Jeske. Ojciec Alfred był stelmachem, od początku związany był ze strażą kłodawską, pełnił funkcje na stanowisku prądownika przy sikawce nr 2. Jan odbył służbę wojskową w 60. pułku piechoty wielkopolskiej w Ostrowie, gdzie od 1920 r. stacjonował ten pułk i być może to właśnie tam rozpoczął karierę biegową. Dzięki wątłej budowie i niskiej masie ciała osiągał dobre wyniki w biegach długodystansowych. Najważniejsze osiągnięcia sportowe Jana Woltersdorfa: • 1922 – zwycięstwo w Biegu Okrężnym „Głosu Polskiego” w Łodzi (4990 m w 16:38,5). • 1923 – zwycięstwa w dorocznym Biegu Kuriera Poznańskiego (4 km, rekord 12:24) oraz w 3. Biegu Kuriera Warszawskiego (6400 m w 22:05,3), gdzie imponował taktyką i finiszem na ostatnich 50 m. • 1923 – debiut na torze (3 km w 9:43,6). • 1923–1924 – triumfy w kolejnych biegach, w tym Biegu „Zamek–Belweder” i Okrężnym Biegu „Głosu Polskiego” w Łodzi; jego styl i umiejętność rozłożenia sił były wysoko cenione. • 1924 – dołączenie do sekcji lekkoatletycznej Łódzkiego Klubu Sportowego (ŁKS). W wywiadach podkreślał skromne początki, systematyczny trening od 1922 roku oraz proste posiłki przed zawodami. Był niskim, szczupłym blondynem, szeregowcem, nieśmiałym, ale pełnym dyscypliny sportowcem.

Niestety, dalsze losy Jana Woltersdorfa, w tym życie prywatne, rodzina i data śmierci, pozostają nieznane.




niedziela, 14 kwietnia 2019

Stowarzyszenie Kolarskie - Łódź - ul.Piotrkowska - Ł.K.S. - Kurier Codzienny - Kolarze - Cykliści - cz.3

C.d.

Sekcja kolarska Łódzkiego Klubu Sportowego - przemarsz do poświęcenia sztandaru Ł.T.K. (zbiór własny - Łódź w Ilustracji - lata 20-te). Ulica Piotrkowska?

                                        Sekcja kolarska Łódzkiego Klubu Sportowego.

wtorek, 6 listopada 2018

Adwokat - Piotrków Trybunalski - Łódź - Wspomnienia - ŁKS - Concordia - Huta szkła - Dzieciństwo - 1906-1916 - cz.7


             Odniosłem wrażenie, że ostateczny uraz spowodowany został wypadkami 1905-1906 roku, kiedy to rewolucyjni robotnicy podzielili się na dwa odłamy, jeden stanowiła Polska Partia Socjalistyczna (PPS), a drugi Narodowa
 Partia Robotnicza (NPR) i w rezultacie, zaczęli się wzajemnie mordować.
             Jeśli idzie i pomijanie w opowiadaniach spraw polsko-rosyjskich, to później zrozumiałem, że chodziło Ojcu o to, aby nie robić ze mnie nieszczęśnika, cierpiącego już od dziecka na kompleks niewolnika, gnębionego jarzmem zaborcy. Nikt wówczas nie przypuszczał, że Polska stała już u progu niepodległości - przeciwnie sytuacja wyglądała wprost beznadziejnie.
             Gdy jednak chodzi o Niemców, to Ojciec nie szczędził w swych opowiadaniach opisów walk, toczonych przez Polaków z zachłannością germańską.
             Wywołał tym skutek zupełnie przez siebie nieoczekiwany. Otóż Rodzice moi uważali, ze obcego języka należy uczyć się od dziecka i wybór padł na język niemiecki. Oboje zresztą mówili zarówno językiem niemieckim, jak i rosyjskim. W tym celu została zaangażowana dla mnie niemiecka bona, ale cóż z tego, kiedy przejęty opowiadaniami Ojca, nie chciałem słowa powiedzieć po niemiecku. Bona mordowała się ze mną szereg miesięcy, ale wobec mego, iście oślego uporu, zrezygnowała z pracy.
             Wobec tego Ojciec wpadł na inny pomysł. Przyszedł do przekonania, ze prędzej zacznę mówić, gdy zajmę się zabawą. W tym celu zaangażował chłopca w moim wieku, Niemca, syna majstra hut szklanych w Piotrkowie. Według porozumienia z ojcem chłopca, musiał on przychodzić do mnie i bawić się ze mną, za co otrzymywał obiad i kolację, oraz jego ojciec - zapłatę. Ale i z tego nic nie wyszło, bo ów Niemczak unikał również mówić po polsku i w tym języku ze mną rozmawiał.
            To moje przekonanie, że Niemcy są naszym jedynym wrogiem, objawiało się czasem dość zabawnie, a mianowicie:
             W roku 1912 czy 1913, Ojciec zabrał mnie na mecz piłki nożnej, "futbolowy", jak to wówczas z angielska mówiło. Piłka nożna w zaborze rosyjskim była wówczas dopiero w powijakach, a dla mnie był to pierwszy mecz tego rodzaju, jaki w życiu oglądałem. Mecz rozgrywał się pomiędzy jakąś łódzką drużyną, prawdopodobnie późniejszym ŁKS-em, a drużyną piotrkowską, zorganizowaną przy hucie szkła - późniejszą "Concordią". Nic się oczywiście na grze nie rozumiałem, ale nieustannie pytałem Ojca, kto wygrywa, czy Niemcy (tj.łodzianie). czy Polacy (tj.piotrkowianie).
             Prawdziwą jednak udręką były dla mnie - skrzypce! ojciec tak się kiedyś zachwycił grą Bronisława Hubermana, skrzypka światowej sławy, ze postanowił mnie nauczyć gry na tym instrumencie i w tym celu zaangażował nauczyciela. Byłem chłopcem wątłym, karmionym ciągle różnymi wzmacniającymi środkami, z których jeden świetnie zresztą pamiętam, bo mi smakował. Otóż nabijano gwoździami jabłka, które po wyciągnięciu zostawiały ślady rdzy. Według lekarza, miało to być naturalne spożywanie żelaza. Ucząc się gry na skrzypcach, trzeba nie tylko stać, ale ponadto lewą ręką trzymać w górze podtrzymując instrument wetknięty pod brodę.

                                                         - ciąg dalszy nastąpi -