Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraszew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraszew. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lutego 2025

Kraszew - Niemieckie osadnictwo - Akt zgonu - 1851-1867

 Wykaz zmarłych mieszkańców Dalkowa, dawnej leżącego w gminie Brójce wyznania ewangelickiego w okresie 1835 - 1866. 

                                       KRASZEW

L.P.

Nazwisko imię

Nr. akt

Data śmierci,

wiek

Rodzice

Rodzina

Świadkowie

1

Eberhard Dorota, 74/1851

5 (17) czerwca, 6 lat.

Daniel i Barbara z Wellerów.

 

Jan Kajnath, lat 43, Tomasz Waker, lat 42, okupnicy z Bukowca.

2

Stapel Anna Dorota z Kreiterów ?

85/1856

 

10 (22) maja,

35 lat, ur. w Kociszewach.

Rodzice nieznani.

Mąż Fryderyk, dzieci: Jerzy, Karolina, Luiza i Rozyna.

Frydryk Stapel, lat 37 z Kraszewa, Filip Seifert, lat 28 z Bukowca, obaj wyrobnicy.

3

Münch Wilhelmina

33/1844

10 (22) lutego,

2 lata.

Jan i Karolina z Gloków?

 

Michał Zimmermann, lat 48, Krzysztof Gajer?, lat 60, okupnicy z Bukowca.

4

Matner Emilia 124/1856

11 (23) lipca,

1 rok.

Jan i Emilia z Pleittów?

 

Jan Matner, lat 27 z Kraszewa, Feliks Seifert, lat 28 z Bukowca, obaj wyrobnicy.

5

Beata z Kranichów, pierwszego ślubu Wegner, drugiego Roth,

182/1857

5 (17) grudnia,

Lat 57.

Miejsce urodzenia i rodzice nieznani.

Mąż Jan, dzieci z 1 ślubu: Erdman, Gottlieb, Ernestyna zam. Majer, Karolina zam. Roth.

Ferdynand Karnch, lat 24, wyrobnik  z Kraszewa, Józef Fiks, lat 34, okupnik z Kraszewa.

6

Roth Karolina

35/1859

23 marca,

1 rok 8 m-cy.

Jan i Karolina z Wegnerów.

 

Gottlieb Ranalicher?, lat 35, Wilhelm Enge, lat 39, okupnicy z Andrespola.

7

Golz Marcin

55/1860

3 kwietnia,

48 lat.

Miejsce urodzenia i rodzice nieznani.

Zoba Krystyna z Kobschów, 8 dzieci: August, Antoni, Krystyan, Wilhelmina, Justyna, Luiza, Juliana i …..

Dawid Köbsch, lat 48, Fryderyk Kund?, lat 47, obaj okupnicy z Kalina.

8

Martel Marya

151/1860

21 listopada,

1 rok 6 m-cy.

August i Marya z Suftów?

 

Fryderyk Ohmenzetter, lat 34, karczmarz z Kraszewa, Wojciech Fiks, lat 27, okupnik z Kraszewa.

9

Roth Rozyna

10/1861

23 stycznia,

3 miesiące.

Jan i Karolina z Wegnerów.

 

Fryderyk Ohmenzetter, lat 34, karczmarz z Kraszewa, August Martel, kowal z Kraszewa, lat 31.

10

Ohmmenzetter Katarzyna

58/1861

23 marca,

4 lata.

Fryderyk i Karolina z Schwarzów.

 

Jan Roth, lat 33, okupnik z Kraszewa, August Martel, kowal z Kraszewa, lat 31.

11

Golz Paulina

65/1861

23 kwietnia, urodzona w Giemzowie.

Ojciec nieznany, Julianna Golz, wyrobnica z Kraszewa.

 

Jan Roth, lat 33, okupnik z Kraszewa, August Martel, kowal z Kraszewa, lat 31.

12

Roth Karolina z Wegnerów

19/1862

22 stycznia,

Lat 33, ur. w Andrzejowie, okupnica.

Rodzice nieznani.

Mąż Jan, dzieci: Karol i Paulina.

Fryderyk Ohmmenzetter, lat 36, karczmarz w Kraszewie, Michał Lauk, lat 28, okupnik z Kraszewa.

13

Waker Jakób

41/1862

19 luty,

1 miesiąc i 15 dni.

Jakób i Katarzyna z Eberhardów.

 

Dawid Eberhard, lat 51, Jakób Eberhard, lat 38, okupnicy z Kraszewa.

14

Schmidke Anna Elżbieta

149/1863

24 lipca,

1 miesiąc.

Ojciec nieznany, Anna Elżbieta, służąca, niezamężna.

 

August Lauk, lat 33, Józef Fix?, lat 30, okupnicy z Kraszewa.

15

Eberhard Karolina

32/1865

5 lutego,

11 tygodni.

Jakób i Maryanna z Wölferów.

 

Jakób Eberhard, lat 38, wyrobnik, Jerzy Klink, lat 32, gospodarz, obaj z Kraszewa.

16

Eberhard Daniel

39/1865

14 lutego,

52 lata, pozostający w alimencie, ur. w Weislebach

Rodzice nieznani

Zona Barbara z Welerów.

Jakób Eberhard, lat 38, wyrobnik, Michał Sohn…, lat 58, gospodarz w Kraszewie.

17

Ohmenzetter Juljanna

74/1865

9 kwietnia,

9 tygodni.

Fryderyk i Karolina z Schwarz.

 

Fryderyk Ohmmenzetter, lat 40, wyrobnik, Jan Roth, lat 38, gospodarz, obydwaj z Kraszewa.

18

Eberhard Rosalja

133/1865

17 sierpnia,

6 tygodni.

Dawid i Karolina z Schulzów.

 

Dawid Eberhard, lat 23, gospodarz z Kraszewa, Jakób Waker, lat 25, wyrobnik z Zielonej Góry.

19

Roth Marya

49/1867

27 lutego,

4 miesiące.

Jan i Wilhelmina z Rutherów.

 

Jan Roth, lat 42, Gottlieb Roth, lat 42, obaj gospodarze z Kraszewa.


piątek, 17 grudnia 2021

Ernest Eilsberger - Bitwa pod Brzezinami 23-24 listopada 1914 - Andrespol - Kraszew - cz.5

 


Mały wycinek walk w okolicach Andrespola, Kraszewa, Woli Rakowej.


6. BRYGADA GWARDII – STRONA 74 – 75

     Toczone w dniach 21 i 22 listopada boje wciąż jeszcze trzymanej przed Bedoniem i Andrespolem 6. Brygady Gwardii były znów niezwykle krwawe, a i tak specjalnie nie pomogły w realizacji wielkiego zamiaru marszu na Łódź od zaplecza. Ciągle prowadzone były w osamotnieniu, na jakie brygada była skazana już od samego początku z powodu swojego wcześniejszego zboczenia na zachód. Współdziałanie ze stojącą dalej na północ pod Eufeminowem 72. Brygadą Piechoty, samą uwikłaną w ciężkie walki z Rosjanami i wielokrotnie proszącą o wsparcie, było równie mało prawdopodobne, jak wspólne pójście z 5. Brygadą Gwardii na jej cel, którym był Olechów.

    6. Brygada Gwardii była, jak już wspominaliśmy, rozdzielona rzeczką Miazgą na dwie grupy. 1. batalion pułku fizylierów gwardii stał ciągle przez te dwa dni pod Bedoniem, trwając i krwawiąc pod nieprzyjacielskim ostrzałem, a przed sobą mając upragnione mosty na Miazdze. Posuwanie się naprzód było jednak niemożliwe. Jak zbawienie oddział ten przyjął więc rozkaz pułku, który nadszedł po południu 22 listopada, aby natychmiast wyruszyć do Woli Rakowej. Oderwał się ostrożnie od nieprzyjaciela – padł wtedy od strzału w głowę jego dowódca major Stieber – i pomaszerował najpierw wschodnim brzegiem Miazgi przez Hulankę do Bukowca, gdzie jednak wieczorem, gdy był już znany ogólny rozkaz odwrotu, zarządził postój w oczekiwaniu na resztę batalionów pułku.





     1. i 2. bataliony szkolnego pułku piechoty, które w nocy na 21 listopada razem z 2. batalionem pułku fizylierów gwardii zajmowały w gotowości bojowej kwatery w Andrespolu i Kraszewie na zachodnim brzegu Miazgi, rankiem 21 listopada okopały się między północnym szpicem lasu położonym przy głównej drodze na Bukowiec i nasypem kolejowym na południe od Bedonia. Rosjanie stali naprzeciwko na odległej o około 800 m umocnionej pozycji. Przez cały dzień pułk był ostrzeliwany silnym ogniem artylerii i piechoty i znów ponosił ciężkie straty. Zginął dowódca 3. batalionu kapitan Knauff, a jego następca, kapitan Reiche, został ranny. I gdy tak trwał pod ciężkim ostrzałem, śmiałe uderzenie na południe wykonał 2. batalion pułku fizylierów gwardii (major von Buttlar) z 28. kompanią pionierów. Posuwali się przez las na zachód od głównej drogi na Wiśniową Górę, którą to miejscowość zaskoczeni Rosjanie opuścili i wycofali się do Feliksina. Niezmordowanym fizylierom gwardii udało się jeszcze pod wieczór nawiązać dawno wyczekiwaną łączność z 2. batalionem 54. pułku, tj. batalionem piechoty należącym do 9. Dywizji Kawalerii, a dzięki temu pośrednio także z siostrzaną 5. Brygadą (mapa nr 10).

     Tego samego dnia również 9. Dywizja Kawalerii próbowała z tamtej strony wejść w kontakt z 6. Brygadą Gwardii, jednak bezskutecznie. Konni trudzili się tutaj przy wykonywaniu zadań piechoty, gdy zostawiwszy konie, pełnili w swych wysokich kawaleryjskich butach mozolną służbę strzelców. Oparciem dla nieprzyzwyczajonych do okopów i szańców kirasjerów i huzarów był 2. batalion 54. pułku. O godzinie 7 wieczorem posuwały się więc na Feliksin w pierwszej linii 5., 6. i 7. kompanie 54. pułku oraz 4. pułk kirasjerów, w drugiej zaś – 8. pułk huzarów i 8. kompania 54. pułku. Na lewo stała w gotowości 14. Brygada kawalerii, utrzymująca jednocześnie łączność z 5. Brygadą Gwardii generała von Belowa. Wojska szturmowe szły wolno naprzód pod silnym ostrzałem karabinów piechoty i maszynowych. Śmiałkowie ci wdarli się na 300 metrów w rosyjskie umocnienia na skraju Feliksina, po czym nie dało się już zrobić kroku. W tym wściekłym rosyjskim ogniu dalszy szturm był niemożliwy. W prawdziwej żołnierskiej wspólnocie walki padli śmiertelnie trafieni niejeden muszkieter i jeździec. Wojska na razie się okopały, gdy jednak zapadły ciemności, zawróciły na pierwotne pozycje, zostawiwszy przy nieprzyjacielu jedynie posterunki bojowe.


poniedziałek, 25 października 2021

Kraszew - Andrzejów - Mord - Kłusownik - Ilustrowana Republika - 1935

 

    To były czasy, za zbieranie grzybów, jagód, czy też chrustu można było stracić życie, lub pojść do paki... Teraz..., "grzybiarze" zostawiają po sobie wszelkiego rodzaju opakowania po jedzeniu. Nasze lasy przedstawiają jedno wielkie śmietnisko... Także hurtowa wywózka śmieci (resztki po budowie, części samochodowe itp.) dopełniają tę katastrofę....

We wcześniejszych materiałach zamieszczałem informacje, że za wejście do lasu kraszewskiego, czy też w okolicach Wiśniowej Góry trzeba było płacić!

Nie jestem za powrotem do czasów międzywojennych, jednak strzelby na sól, byłyby jak najbardziej potrzebne...

Ilustrowana Republika. 1935-03-08 R. 13 nr 66

                             ZIELIŃSKI STRZELAŁ DO UCIEKAJĄCEGO.

                                   Sąd skazał go na półtora roku więzienia.

    O krwawych nieraz utarczkach między gajowymi a kłusownikami, jakie rozgrywają się b. często w lasach w okolicach Łodzi, wspominaliśmy już niejednokrotnie. Gajowi strzelają do ludzi jak do wróbli, nietylko za kradzież zwierzyny, lecz za przywłaszczenie choćby wiązki chróstu, czy kilku gałęzi. Kłusownicy, uciekając, ostrzeliwują się, niekiedy nawet z bronią w reku nacierała na dozorców leśnych i w tych warunkach każdy z gajowych zarabia na chleb ryzykując swem życiem 1 cudzem życiem. Oczywista, że te krwawe wypadki w lasach odbijają się echem w sądzie. Jedna z takich spraw znalazła się wczoraj przed sądem okręgowym. Tym razem odpowiadał nie gajowy, lecz posterunkowy policji. Bronisław Zieliński, oskarżony, były posterunkowy, wydelegowany przez swą władzę zwierzchnia celem prowadzenia dozoru nad lasami w okolicach Andrzejowa i Kraszewa przeciwko kłusownikom, którzy w tych lasach rozwielmożnili się w sposób zastraszający , w dniu 11 listopada na polach wsi Kraszew zauważył wieśniaka z fuzją.

Zieliński nie nosił munduru, to też pewnie dlatego wieśniak nie usłuchał wezwania Zielińskiego do zatrzymania się i począł uciekać.

Oskarżony dobył wówczas rewolweru i strzelił w kierunku zbiega, raniąc go ciężko w plecy. Po ośmiu dniach ranny – Aleksander Lauk - zmarł w szpitalu. Za nieumyślne zabójstwo został Zieliński pociągnięty do odpowiedzialności karnej i wczoraj odpowiadał przed kompletem sędziowskim, któremu przewodniczył sędzia Chawłowski.

Oskarżony tłumaczył się, że ujrzawszy kłusownika, zawołał: „Stać, policja!” i że gdy repetował broń padł strzał, zupełnie mimo woli oskarżonego.

Przewód sądowy ujawnił jednak, że Lauk uciekał i że Zieliński strzelił do niego styłu, w plecy. W tych warunkach sąd skazał Zielińskiego na półtora roku więzienia.



niedziela, 23 maja 2021

Mord - Wiskitno - Stróża - Kraszew - Ludwik Jankiewicz - Polizei - Wacker - Bukowiec - Königsbach - 1941


    Bartłomiej Jankiewicz, mieszkaniec Kraszewa, nauczyciel, historyk, ponownie przyszedł mi z pomoca. Napisał wczoraj do mnie ciekawego e-maila  dotyczącego Mordu w Wiskitnie. Okazuje się, że nie tylko Pan Bartłomiej zainteresował się tym tematem jako historyk, także z tego powodu, że brat jego pradziadka Ludwik Jankiewicz był jedną z ofiar tego mordu. Zapraszam do czytania, dziękując jednocześnie Panu Bartłomiejowi za udostęnienie tego materiału:


   Powiat łódzki, jak i cały obszar rejencji łódzkiej stał się areną wielu niemieckich zbrodni. Najgłośniej wśród mieszkańców gminy Brójce zapisały się wydarzenia z 10 maja 1941 r. W gospodarstwie Zygmunta Kałużki w Wiskitnie - Lesie k. Wiśniowej Góry zabito wachmistrza Karla Wackera. Przez swoją postawę i gorliwość był on powszechnie znienawidzony przez Polaków. Feralnego dnia zatrzymał dwie kobiety z mięsem i mlekiem kupionym od żony Kałużki i jej szwagierki Cecylii. Następnie po rewizji w gospodarstwie Kałużki znalazł tam dużą ilość mięsa, pochodzącą z nielegalnego uboju. Podczas przesłuchaniu u miejscowego sołtysa Johanna Glassa, Wacker biciem zmusił Kałużków do składania zeznań. W trakcie kolejnej rewizji doszło do bójki między Wackerem a Kałużką i jego krewnymi - Antonim i Nikodemem Gondzią. Zatrzymani, brutalnie bici przez żandarma za próbę ucieczki, zaczęli się bronić. Wacker w bójce otrzymał śmiertelny cios kamieniem w głowę. Jeszcze tego samego dnia w Pabianicach aresztowano Kałużkę wraz z żoną.

   Wkrótce trafili oni na posterunek w Wiśniowej Górze. Następnego dnia Z. Kałużkę przewieziono do siedziby gestapo na ul. Anstada w Łodzi. Niemcy rozpoczęli równolegle poszukiwania Gondziów. Po paru dniach ujęli w Pabianicach Antoniego Gondzię. Jego ojciec ukrywał się w Generalnym Gubernatorstwie, lecz został załapany dwa miesiące później. Ustalenia Niemców jasno wskazywały, że zabójcy Wackera nie korzystali z pomocy miejscowych. Mimo tego, przebywający nieopodal w terenie namiestnik Kraju Warty Artur Greiser zarządził w porozumieniu z prezesem rejencji łódzkiej Friedrichem Übelhörem, publiczną pokazową egzekucję w Wiskitnie. W nocy z 10 na 11 maja 1941 r. dokonano aresztowań w Wiskitnie 42 Polaków. Aresztowanych przewieziono do siedziby Gestapo, a potem osadzono w łódzkim więzieniu na ul. Sterlinga. Spośród aresztowanych wybrano 12 gospodarzy z Wiskitna na czele z Zygmuntem Kałużką i 2 z Bukowca. Tymi ostatnimi byli: Ludwik Jankiewicz[1] i Antoni Frączkowski. 11 maja 1941 r. rozstrzelano ich w Wiskitnie w obecności całej spędzonej wsi, razem z rodzinami ofiar. Oprócz Kałużki nikt nie miał nic wspólnego z zamordowaniem Wackera[2]. Resztę aresztowanych wysłano do obozów koncentracyjnych. Po wojnie ocalało tylko dwóch spośród nich. Dodatkowo z Wiskitna wysiedlono większości Polaków i osiedlono w ich miejsce Niemców z Konstantynowa[3].



[1] Stryj przyszłego Naczelnika Gminy Andrespol i prezesa Banku Spółdzielczego w Andrespolu, mieszkańca Kraszewa - Bronisława Jankiewicza.  Szczegóły sprawy - zob. APŁ, Sąd Specjalny w Łodzi, sygn. 2965.  

 

[2] Egzekucji dokonał 28- osobowy pluton 2 kompanii 31 batalionu Schupo porucznika Fenske. Miejsce egzekucji obstawiła 1 kompania tego batalionu.

 

[3] M. Cygański, Powiat łódzki w latach okupacji hitlerowskiej, [w:] Rocznik Łódzki, t. XVI, łódź 1972, s. 111 - 113. 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


     Bartłomiej Jankiewicz, Einwohner von Kraszew, Lehrer und Historiker, kam mir wieder zu Hilfe. Gestern schrieb er mir eine interessante E-Mail bezüglich des Mordes in Wiskitno. Es stellt sich heraus, dass sich Herr Bartlomiej nicht nur als Historiker für dieses Thema interessiert, sondern auch, weil der Bruder seines Urgroßvaters Ludwik Jankiewicz eines der Opfer dieses Mordes war. Ich lade Sie ein, den Artikel zu lesen und danke Herrn Bartlomiej für die Bereitstellung dieses Materials:




   Der Bezirk Lodz, wie auch das gesamte Gebiet der Lodzer Regentschaft, wurde zum Schauplatz vieler deutscher Verbrechen. Auf dem Gehöft von Zygmunt Kalużka in Wiskitno-Las bei Wiśniowa Góra wurde ein Unteroffizier-Meister Karl Wacker getötet. Wegen seiner Haltung und seines Eifers war er bei den Polen weithin verhasst. An diesem unglücklichen Tag hielt er zwei Frauen mit Fleisch und Milch an, die er von Kałużkas Frau und ihrer Schwägerin Cecylia gekauft hatte. Dann, nach einer Durchsuchung in Kałużkas Hof, fand er dort eine große Menge Fleisch, das aus illegaler Schlachtung stammte. Während des Verhörs im Haus des örtlichen Ortsvorstehers Johann Glass schlug Wacker die Familie Kałużka, um sie zu einer Aussage zu bewegen. Bei einer weiteren Durchsuchung kam es zu einem Streit zwischen Wacker und Kałużka und seinen Verwandten, Antoni und Nikodem Gonia. Die Gefangenen, die von einem Gendarmen brutal geschlagen wurden, weil sie versuchten zu fliehen, begannen sich zu wehren. Während des Kampfes erhielt Wacker einen tödlichen Schlag mit einem Stein auf den Kopf. Am selben Tag wurden in Pabianice Kałużka und seine Frau verhaftet.


   Bald wurden sie zur Polizeistation in Wiśniowa Góra geschickt. Am nächsten Tag wird Z. Kałużka wurde in das Gestapo-Hauptquartier in der Anstad-Straße in Łódź gebracht. Zur gleichen Zeit begannen die Deutschen, nach den Goniidzas zu suchen. Nach ein paar Tagen nahmen sie Antoni Gondzi in Pabianice gefangen. Sein Vater versteckte sich im Generalgouvernement, wurde aber zwei Monate später gefasst. Die Erkenntnisse der Deutschen wiesen eindeutig darauf hin, dass sich die Mörder Wackers nicht der Hilfe der Einheimischen bedienten. Trotzdem ordnete der Gouverneur des Warthelandes Artur Greiser, der sich in der Nähe aufhielt, im Einvernehmen mit dem Vorsitzenden des Kreises Lodz, Friedrich Übelhör, eine öffentliche Schauhinrichtung in Wiskitno an. In der Nacht vom 10. auf den 11. Mai 1941 wurden in Wiskitno 42 Polen verhaftet. Die Verhafteten wurden ins Gestapo-Hauptquartier gebracht und dann im Gefängnis in der Lodzer Sterlinga-Straße inhaftiert. Unter den Verhafteten befanden sich 12 Bauern aus Wiskitno, angeführt von Zygmunt Kalużka, und 2 aus Bukowiec. Letztere waren: Ludwik Jankiewicz[1] und Antoni Frączkowski. Am 11. Mai 1941 wurden sie in Wiskitno in Anwesenheit des ganzen Dorfes und der Familien der Opfer erschossen. Außer Kałużka hatte niemand etwas mit dem Mord an Wacker zu tun[2]. Der Rest der Verhafteten wurde in Konzentrationslager geschickt. Nur zwei von ihnen überlebten nach dem Krieg. Außerdem wurde die Mehrheit der Polen aus Wiskitno vertrieben, und an ihrer Stelle wurden Deutsche aus Konstantynów angesiedelt[3].



1] Der Onkel des zukünftigen Gemeindevorstehers von Andrespol und Präsidenten der Genossenschaftsbank in Andrespol, wohnhaft in Kraszewo - Bronisław Jankiewicz.  Für Details des Falles, siehe APŁ, Sondergericht in Łódź, Ref. 2965.  


 


2] Die Hinrichtung wurde von einem 28-köpfigen Zug der 2. Kompanie des 31. Schupo-Bataillons von Leutnant Fenske durchgeführt. Die Hinrichtungsstätte wurde von der 1. Kompanie dieses Bataillons bewacht.


 


3] M. Cygański, Powiat Łódzki während der Nazi-Besetzung, [in:] Rocznik Łódzki, Bd. XVI, Łódź 1972, S. 111-113. 

sobota, 3 kwietnia 2021

Bukowiec - Königsbach - Kraszew - Zielona Góra - Wiśniowa Góra - Hulanka - Judaika - Otto Heike

 

    W książce Otto Heike 150 Jahre Schwabensiedlungen in Polen 1795-1945  na stronach 240-243 znajduje się materiał poświęcony historii Bukowca od 1916 roku do przejęcia władzy przez Hitlera na terenie Niemiec. Sporo miejsca poświęcono przy okazji wynajmowania w okresie letnim pokoi letnikom z Łodzi w Wiśniowej Górze, Kraszewie, Zielonej Górze i w Bukowcu.

     Materiał ten przetłumaczyłem z niemieckiego, jest mi potrzebny do mojej książki poświęconej historii  Bukowca z lat 1803-1945.

     Prośba do czytelników, czy ktoś posiada zdjęcia baraków w Wiśniowej Górze o których wspomniano w tekście?


        W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ


    Mocarstwa centralne już jesienią 1916 r. proklamowały ochronę polsko-niemiecką, ale ogłoszenie niepodległości nowego państwa polskiego 11 listopada 1918 r. było całkowitym zaskoczeniem dla niezbyt zainteresowanych wydarzeniami politycznymi Szwabów z Königsbach (Bukowiec). Z dnia na dzień, by tak rzec, zostaliśmy obywatelami Polski ze wszystkimi obowiązkami, ale także z wszelkimi prawami obywatelskimi i prawem do ochrony ze strony państwa „bez względu na pochodzenie etniczne, język czy wyznanie”, jak głosi konstytucja. Pierwszą obowiązkową „składkę” jako obywatela polskiego musieli opłacić mężczyźni pełniący służbę wojskową. Zostali wcieleni do pospiesznie organizowanej armii polskiej i musieli walczyć przeciw Armii Czerwonej. Dwóch członków parafii oddało życie w tej wojnie, a mianowicie Gustav Kling, który mieszkał w sąsiedniej wsi Kraschew i należał do parafii Königsbach (Bukowiec), oraz Johann Rau. W administracji miejskiej nie nastąpiły żadne zmiany administracyjne. Wieś nadal należała do gminy Brójce. Podczas zbliżających się wyborów wójta na początku 1919 r. rada gminy została pouczona, że ​​tylko człowiek mówiący po polsku może zostać zatwierdzony na ten urząd.


    W Łodzi w międzyczasie znów ruszyły fabryki; młodzi ludzie przenieśli się z przeludnionej wioski do miasta, a w niektórych domach znów pracowały maszyny dziewiarskie. Gospodarstwa nadal kurczyły się z powodu podziału spadku i ledwo mogły wyżywić swoich właścicieli. Część rolników przeniosła się do Prus Zachodnich, zwanych później Pomorzem, gdzie mogli przejąć gospodarstwa na sprzyjających warunkach, które opuściła emigracja wywłaszczonych osadników. Wciąż była to trudna walka o byt, zwłaszcza na farmach karłowatych o powierzchni od 3 do 5 ha. W przeważającej ilości lekka gleba przyniosiła słabe zbiory, których plony wystarczały tylko na wyżywienie ludzi i bydła. Niektórzy nie mieli nawet konia. Skąd powinien pochodzić dochód? Większość gospodarstw nie nadawała się zbytnio do przyjmowania „letnich gości”; Jeśli było duże zapotrzebowanie, jedyny pokój dzienny był opuszczany, aby zostawić go gościom wakacyjnym. Na szczęście większości drobnych rolników w dolnej wiosce udało się kopać torf na swoich łąkach; inny materiał grzewczy stanowiłby przeszkodę. Obfitość drewna w okolicy (Grünberg (Zielona Góra) i Kraschewer Wald – Kraszewski las) pozostawała zamknięta dla Königsbacher (Bukowiec). Zbiór drewna do palenia, jagód, wrzosu i grzybów wymagał pozwolenia, a nawet ci, którzy przyjeżdżali na lato, musieli je zdobyć, jeśli chcieli wyjść do lasu lub tam rozstawić leżak.


     W tamtych latach rolnictwo potrzebowało tanich kredytów na zakup maszyn rolniczych i nawozów. Z drugiej strony w latach dwudziestych panowała wielka lichwa, która zrujnowała niejednego drobnego dłużnika. Brakowało również instruktorów, którzy byliby w stanie zapewnić synom rolników niezbędną wiedzę na kursach i mogliby pokazać skuteczniejsze sposoby gospodarowania niewielkimi gruntami ornymi. Zamiast tego pracowali po szerokim jak ręcznik, czasem dwukilometrowym pasie pól na wzór dziadka. Nie było też organizacji, która dbałaby o postęp w rolnictwie i rozwiązała pewne problemy społeczne, takie jak użycie maszyn do zarządzania ładunkiem. Kasa oszczędnościowo-pożyczkowa została założona 20 czerwca 1917 r., ale niewiele można było zdziałać, biorąc pod uwagę sztywność i nieufność chłopów. Bliskość dużego miasta liczącego ponad pół miliona mieszkańców miała decydujący wpływ na rozwój gospodarczy i społeczny miejscowości. Wielu pracowników znalazło zatrudnienie w fabrykach tekstylnych oraz w branży usługowej, choć dla niektórych przeprowadzka do Łodzi oznaczała emigrację za granicę.


    Zapotrzebowanie miasta na jedzenie było ogromne, więc mieszkańcy Königsbach (Bukowiec) byli w stanie uzyskać dobre ceny za swoje produkty. Zasadniczo to uprawa młodych ziemniaków opłaciła się i przyniosła pożądany dochód, zwłaszcza na skąpe tygodnie przed zbiorem zbóż. Na przykład pomysł uprawy warzyw jeszcze nie przyszedł im do głowy. Ograniczał się do uprawy kapusty i rzepy (brukwi).


     Dochodowym biznesem w Dolnym Bukowcu było wynajmowanie pokoi letnim gościom, w dialekcie szwabskim „letni przewodnik”. W szczególności w latach dwudziestych wzrosła liczba wczasowiczów szukających zdrowego powietrza i relaksu w Königsbach (Bukowiec) i Grünberg (Zielona Góra). Przyjmowano tylko niemieckich letników; rodziny żydowskie wynajmowały pokoje w Kraszewie, Hulance i Wiśniowej Górze (Kirschberg). Niechęć do żydowskich lokatorów nie wynikała z antysemickiej postawy Szwabów z Königsbach (Bukowca). Niemieccy lokatorzy nie chcieli mieszkać w bezpośrednim sąsiedztwie hałaśliwych, przeważnie dużych rodzin żydowskich, które prowadziły inny tryb życia i nie chciały mieszkać razem z chrześcijanami.


    W ostatnich latach przed II wojną światową napływ letnich turystów wyraźnie zmalał; bo na szerszym obszarze Łodzi powstały klimatyczne uzdrowiska, których komfort życia bardziej odpowiadał potrzebom wczasowiczów, niż mogły zaoferować prymitywne chłopskie saloniki obu wsi Szwabii. Bardziej zamożne rodziny miały teraz własne domy wakacyjne. Jedynie wspomniane wcześniej miejscowości Hulanka, Kraszew i Wiśniowa Góra (Kirschberg) pozostały wakacyjnymi bastionami Żydów, zwłaszcza Wiśniowa Góra (Kirschberg) stał się ośrodkiem miejskiej aktywności z restauracjami, lokalami rozrywkowymi i tanecznymi barami.
Na koniec należy zauważyć, że ponad 100 przypominających baraki drwali z Wiśniowej Góry (Kirschbergu) domków służyło w latach wojny jako schronienie dla niemieckich przesiedleńców (volksdojczów) z Polski, Rumunii i Związku Radzieckiego.  

    Rozwój polityczny w Niemczech po „przejęciu władzy” w 1933 r. nie miał znaczącego wpływu na postawę szwabskich chłopów. Jesienią 1934 r., po zawarciu polsko-niemieckiego paktu o nieagresji, wysłannicy z ugrupowań należących do grupy etnicznej próbowali podjąć pracę polityczną w kraju, a także zdobyć przyczółek w Königsbach, ale hasła nacjonalistyczne spotykały się na ogół z wielką niechęcią. Kto by przypuszczał, że po tych wszystkich nadużyciach i wrogości, po nieustającej walce z mniejszościami narodowymi, stosunki między Niemcami a Polską mogą nagle przerodzić się w przyjaźń i zrozumienie. Starsi mieszkańcy wciąż pamiętali przebieg I wojny światowej i konsekwencje zbyt dużej aktywności niemieckich klubów i organizacji. Wtedy jednak nikt nie przypuszczał, że za kilka lat może dojść do niemożliwej do pokonania przepaści między Niemcami a Polakami i do wielkiej katastrofy.



poniedziałek, 29 lipca 2019

Gazeta "Głos Poranny" - Kraszew - Andrespol - Kronika wypadków - Zabawa - Mord - 1938


        Szukając w starych gazetach informacji o mojej okolicy, nie można było pominąć małej notatki o Kraszewie. Mój Bukowiec graniczy z tą wsią należącą do gminy Andrespol. Gdyby nie śmierć jednego z uczestników zabawy, można uznać resztę tych informacji za śmieszne z kilku powodów.
        Od kiedy to na zabawę taneczną zabiera ktoś duszę żelazną (mniemam, że chodzi o duszę od żelazka)?! Informacja o zapłaceniu orkiestrze 50 groszy, co było zarzewiem całej tej tragicznej w skutkach historii, nie jest jasna... Czyżby zapłacił za mało, czy też zapłacił za piosenkę, która nie spodobała się jego przeciwnikowi...Cztery lata za zabicie człowieka?? - ówczesna Temida była bardzo łagodna...

                          
                                NOŻEM W PIERŚ O 50 GROSZY DLA ORKIESTRY

          Na zabawie w Kraszewie pod Łodzią między Stanisławem GABARĄ i jego przyjacielem Janem KOZIOŁEM, a Marianem SIEDLECKIM doszło do kłótni o zapłacenie orkiestrze 50 groszy.
          W wyniku powstałej awantury Siedlecki uderzył Gabarę duszą żelazną w głowę. W odpowiedzi na to Gabara ugodził go nożem w pierś. Siedlecki zmarł. Gabara i Kozioł, który pomagał mu w bijatyce, stanęli przed sądem. Gabara został skazany na 4 lata więzienia, a Kozioł na 8 miesięcy z zawieszeniem.

Źródło: Bibliotek Cyfrowa - Głos Poranny z 25 lutego 1938 roku.

środa, 29 maja 2019

Bukowiec - Königsbach - Cmentarz ewangelicki - Carmen Beret - cz.2

      Niestety, nie wszystko da się przewidzieć..., wczoraj w pierwszej części pisałem, że dzisiaj spotykamy się na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu. Chcieliśmy wspólnie popracować, Carmen z mężem i swoimi siostrami chcieli kupić kwiaty, które można będzie posadzić w ramach grobowych.
      Dzisiaj od samego rana, o nocy nie wspomnę, pada deszcz.  Nie widać żeby miało być lepiej, dlatego byłem troszeczkę zaskoczony, kiedy przed 10 rano zadzwoniła do mnie Carmen, że przyjechali do Kraszewa, gdzie moja sąsiadka Sylwia Zajdler ma firmę zajmującą się sprzedażą kwiatów i krzewów.
      Pojechałem i spotkała mnie bardzo miła niespodzianka! - przekazano mi 12 sadzonek róż i innych pięknych kwiatów, abym w najbliższym czasie posadził je na cmentarzu. Niestety zła pogoda nie pozwoliła, żeby Carmen ze swoją rodziną mogła osobiście je posadzić.
      Zadeklarowała także, że każdego roku będzie przesyłała na adres Firmy w Kraszewie pieniądze na zakup świeżych sadzonek!
      Dziękuję z całego serca całej czwórce, za ten gest! Także Sylwii Zajdler, że dała bardzo dobre ceny!
  





poniedziałek, 8 kwietnia 2019

U.S.A - 150 lat Niepodległości - Szkoła Polska - Akcja poddpisów - Kraszew - Andrespol - 1926 - cz.8

              SZKOŁA POWSZECHNA W KRASZEWIE - POW. ŁÓDZKI - GM. BRÓJCE
                                              Kierownik Pastwińska Anna.
Obecnie Kraszew należy do Gminy Andrespol, jak widać z listy uczniów (21), była to malutka szkoła.

Stanisława Potakowska, Janina Wójcikowska, Genowefa Laukówna, Lucyna Wójcikówna, Irena Laukówna, Bronisława Wójcikówna, Władysława Laukówna, Jan Dróżdż, Jan Sajduda, Marjan Majchrowski, Albin Wejman, Władysława Siudanka, Marjanna Wójcikówna, Pelagja Sajdudzianka, Pelagja Laukówna, Henryk Chałat, Edward Siuda, Jan Lauk, Bolesław Siuda, Jan Rosiak, Tadeusz Otocki. 




niedziela, 4 lutego 2018

Bukowiec - Königsbach - Cmentarz ewangelicki - Rodzina Weiss - Rodzina Kühler

   



W ubiegłym tygodniu czułem się jak mały chłopiec którego odwiedził Święty  

 Mikołaj. Szczególnym był czwartek, od samego rana rozdzwoniły się telefony,  

 e-maile, listonosz z przesyłką itp.
     
     Pękata koperta z Niemiec, dokładnie z Süßen –( miasto w Niemczech, w kraju związkowym  Badenia-Wirtembergia, w regionie Stuttgart.)
      Erich Kuhler był nadawcą tej przesyłki w której znalazłem prawdziwe skarby! Dwie płytki CD, w jednej z nich 45 minutowy film z jego wizyty i znajomych w Polsce! Liczący 24 lata film pokazuje Andrespol, Bukowiec i Kurowice, miejsca których już nie ma, wspomnienia. Szkoda, że nie ma kadrów z cmentarza ewangelickiego w Bukowcu.., no cóż może w innym materiale..
      Na drugim CD zdjęcia z wizyty, wspaniałe ręcznie wykonane plany Bukowca i wspomnienia Ericha!
Mini pamiętnik zapisany jest na 8 stronach, dzisiaj zamieszczam początek jego wspomnień. Na resztę przyjedzie czas!
Tego samego dnia otrzymałem ciekawy e-mail od Pani Renaty Weiss z Niemiec, oto jego treść:
 
Sehr verehrter Herr Braun,
von meinem Kussin habe ich Fotos von Łódź und Bukowiec bekommen.
Er war im Jahr 2017an beiden Orten.
Auch die Tafel  am Friedhof hat er mir per E-mail geschickt. Er und auch ich sind in Bukowiec geboren. Auf der Tafel am Friedhof steht, dass die letzte Beerdigung im Mai 1945 war. Das stimmt nicht . Meine Großeltern (Dziatki) sind im Abstand von 14 Tagen im Januar / Februar 1946 gestorben. Meine Mutter und wir drei Geschwister sind erst im März 1950 nach Deutschland ausgewandert. Ich bin erstaunt, dass Sie  das Buch " 150 Jahre Schwabensiedlungen in Polen 1795-1945" nicht erwähnt haben. darin gibt sehr viel Infos über Bukowiec
Mit freundlichen Grüßen
Renate Weiß ( geb. Felker)

Drogi Panie Braun,
Od mojego kuzyna otrzymałam zdjęcia Łodzi i Bukowca. Był w obu miejscach w 2017 roku.
Wysłał mi także tablicę na cmentarzu (tablica informacyjna którą ustawiłem na cmentarzu) przez e-mail. Urodziliśmy się w Bukowcu. Na tablicy na cmentarzu znajduje się informacja, że ostatni pogrzeb miał miejsce w maju 1945 r. To nie prawda. Moi dziadkowie (Dziadkowie) zmarli w odstępach 14 dni w styczniu / lutym 1946 r. Moja matka i my, troje rodzeństwa, wyemigrowaliśmy do Niemiec w marcu 1950 r. Dziwi mnie, że nie wspomniał pan o książce "150 lat osadnictwa szwabskiego w Polsce 1795-1945". Jest wiele informacji o Bukowcu
Z poważaniem
Renate Weiß ( geb. Felker)

       
Odpisałem natychmiast informując, że informację o pochówku w maju 1945 roku otrzymałem od naocznego świadka. Innych informacji nie miałem. Sukcesem, myślą przewodnią opieki na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu jest możliwość jak największego przekazu odwiedzającym tą nekropolię. Także mój blog na  celu zebranie jak największej ilości informacji w jedną całość, informacji które znajdują się w posiadaniu pojedyńczych osób. I co się okazało??!- obie rodziny miały podobną historię, dalej, znają się! Może z tego wszystkiego wyniknąć wspaniała opowieść!
Otrzymałem następny e-mail:

Sehr verehrter Herr Braun,
ich bedanke mich für die freundlichen Worte und den Bericht von Herrn Kieler oder vielleicht auch Kühler. Dieser Bericht ist für mich sehr interessant, weil es viele Berührungspunkte gibt . Vor allem das Ende des Berichts. In dem Ort Lonzig bei Zeitz wohnen meine beiden Vettern ( Kuzynie), die diese Familie bestimmt kennen.
Ja troszeczkę umię Polskiego, ale pisasanie do już gorzej . Übersetzen aus dem Polnischen ist besser.
Meine Mutter Helene Disselberger , verheiratet Felker war mit uns drei Mädchen bis Ostern 1945 in Lodz, dann sind wir nach Königsbach. Im Winter 1946 sind meine Großeltern( Eltern meinerMutter) gestorben. Ab Sommer 1946 haben wir dann in Kraszew gewohnt.Wir haben uns ähnlich wie das Herr Kühler beschrieben hat durchgeschlagen.
Meine Großmutter (Felker) ist 1946 über die grüne Grenze nach Deutschland und hat dann später den Antrag auf Familienzusammenführung gestellt. Wir sind dann schließlich im März 1950 über Lodz-Breslau- Bitterfeld / Wolfen nach Deutschland gekommen, nach Großgörschen bei Leipzig, Dort wohnten zwei Schwestern meiner Mutter mit Familie.
Ich könnte mehre aufschreiben, aber momentan habe ich wenig Zeit.

Herzliche Grüße

Renate Weiß

Drogi Panie Braun,
Dziękuję za miłe słowa i raport pana Kielera, a może także Kühlera. Ten raport jest dla mnie bardzo interesujący, ponieważ istnieje wiele punktów kontaktowych. Zwłaszcza koniec raportu. W mieście Lonzig bei Zeitz mieszkają moi dwaj kuzynie, którzy znają tę rodzinę.
Tak, troszeczkę umię język Polski, ale z pisanie jest już gorzej. Tłumaczenie z polskiego jest lepsze.
Moja matka Helene Disselberger, poślubiona Felker była z nami trzema dziewczynkami do Wielkanocy 1945 w Łodzi, a potem przyjechaliśmy do Bukowca- Königsbach. Zimą 1946 r. zmarli moi dziadkowie (rodzice mojej matki). Od lata 1946 r. mieszkaliśmy w Kraszowie, podobnie jak opisywał pan Kühler.
Moja babcia (Felker) przekroczyła zieloną granicę w Niemczech w 1946 r., A następnie złożyła wniosek o połączenie rodziny. Wreszcie, w marcu 1950 r. Przybyliśmy do Niemiec przez Łódź-Breslau-Bitterfeld / Wolfen do Großgörschen pod Lipskiem, gdzie mieszkały dwie siostry mojej matki i rodziny.
Mógłbym napisać więcej, ale w tej chwili mam mało czasu.

Pozdrawiam

Renate White



        
  
Erinnerungen an meine Kinderzeit in Königsbach ( Bukowiec Polen).

Einzelne Erinnerungsstücke ohne genaue zeitliche Angaben.

Sitze an der Straße auf  dem warmen Asphalt und spiele. Ein lautes Hupen schreckt meine Mutter auf. Am Tag fuhr damals vielleicht ein Auto durch den Ort. Diese Geschichte wurde von meiner Mutter so oft erzählt, deshalb ist es in meiner Erinnerung sehr stark.

Bin mit meinem Bruder Horst vom Unterdorf eine Abkürzung auf einem schmalen Weg über ein sumpfiges Wiesenstück nach Hause gelaufen. Dieses konnte von den Königsbacher nicht als Ackerland benutzt werden. Es muss die Zeit um 1943 gewesen sein, da mein Bruder (geb.1941) schon laufen konnte. Ich war sehr stolz, dass  ich den Weg allein gefunden habe.

Mein Vater und seine Vettern fingen am Baach (Miazga) Krebse. Ich sehe heute noch den großen Topf mit den gekochten roten Flusskrebsen.

Im Winter waren die Wiesen überschwemmt, so konnten wir ohne große Gefahr im Quellgebiet vom Baach (Miazga), (in Richtung Kurowice)  Schlittschuh laufen und auf dem Eis rutschen. Die Schlittschuhe waren Holzschuhe mit zwei in der Holzsohle eingeschlagenen Eisendrähten, es wirkte wie Kufen.

Ostern: Tante Klara kommt zum stippern. Die Langschläfer werden mit einem Wachholderzweig aus dem Bett geholt, es tut sehr weh auf der nackten Haut.

Meine Erinnerung an die Getreideernte. Große Felder wurden gemeinsam abgeerntet. Mehrere Männer mit Sense mähen von Hand. Hinter jedem Mäher folgt eine Frau, sie rafft die Halme zu einem Bündel zusammen. Mit einem Strang aus Halmen wird ein Bündel (Garbe) zusammengehalten. Die Garben wurden zu einer Puppe aufgestellt. Als kleiner Junge habe ich beim Aufstellen der Puppen mitgemacht. Manche Frauen haben sich abgestimmt hinter welchem Mann sie arbeiten. Kräftige Männer haben sehr schnell gemäht und die Frau hatte zu tun das Getreide einzusammeln, da schon der nächste Mäher folgte.


Indywidualne pamiątki bez dokładnych dat.


Pamiętnik z czasów mojego dzieciństwa w Bukowcu - Königsbach

  

   Siedziałem przy drodze na ciepłym asfalcie i grałem. Głośne trąbienie klaksonu przeraziło moją matkę. W tym czasie przez wioskę przejeżdżał samochód. Ta historia była często opowiadana przez moją matkę, więc pozostała bardzo mocno w mojej pamięci.
   Byłem z moim bratem Horstem w dole wioski, gdzie biegła wąska ścieżka wśród bagnistego kawałka łąki. Mieszkańcy Bukowca nie mogli tego terenu używać jako ornego gruntu. Musiało to mieć miejsce około 1943 roku, kiedy to mój brat zaczął chodzić (urodził się w 1941 roku). Byłem bardzo dumny z siebie, że sam odnalazłem tę drogę.
   Mój ojciec i jego kuzyni łapali raki w rzece Miazdze. Dzisiaj jeszcze w mojej wyobraźni widzę duży garnek gotowanych czerwonych

raków.
   Zimą łąki były zalewane, więc mogliśmy jeździć bez większego 
zagrożenia w górnym biegu rzeki Miazgi w kierunku Kurowic 
ślizgając się po lodzie. Łyżwami były drewniane buty z dwoma 
żelaznymi drutami wtopionymi w drewnianej podeszwie, wyglądało 
to jak panczeny.
   Wielkanoc: przybywa ciotka Klara. Śpiochów wygania z łóżka za 
pomocą gałęzi jałowca, jego uderzenie bardzo boli na gołej skórze.
   Moje wspomnienia ze żniw. Na wielkich polach pracowano wspólnie. Kilku mężczyzn z kosami w rękach kosiło zborze. Za każdym z kosiarzy podążała kobieta która podbierała ścięte zborze w snopki. Snopki były wiązane skręconą słomą. Później stawiane je w kopy.
Jako mały chłopiec brałem udział w stawianiu kopek.......