Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagoda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2019

Rogowiec - Kleszczów - Mantyk - Nagoda - Komunia - 1955 - cz.2

       W tym roku, dokładnie 12 stycznia 2019 zamieściłem na blogu dwa zdjęcia z komunii świętej w Kleszczowie. uroczystość odbyła się w 1955 roku. Miałem rozpoznane tylko 3 osoby ze zdjęcia zbiorowego: księdza Jana Burcharda i Jadzię i Helenkę Mantyk.
Pod tym zdjęciem napisałem prośbę:
2. - Zbiorowe zdjęcie komunijne w Kleszczowie. Ksiądz proboszcz Jan Burchard (proboszcz Parafii
      w Kleszczowie w latach 1948-1966). Dwie dziewczynki ze zdjęcia rozpoznane - od góry z lewej
      strony, druga Jadzia Mantyk i następna Helenka Mantyk.
     Może ktoś z czytelników rozpozna inne dziewczęta z Gminy Kleszczów?! Może Kleszczowski Informator zamieści to zdjęcie, szansa będzie zdecydowanie większa!

Historia nieznana: Rogowiec - Kleszczów - Mantyk - Nagoda ...

historia-nieznana.blogspot.com/2019/01/rogowiec...



Wczoraj otrzymałem e-maila od Stasia Hejaka, kleszczowskiego pasjonata historii.
.."Przesyłam zdjęcia ze znaczą częścią rozpoznanych na nich osób. Zasługa w tym Pana Michała, młodego pasjonata lokalnej historii i poprzez Panią Marię będącą na zdjęciu autorkę rozpoznanych dziewczynek .
Andrzejku, czy mogę to zamieścić to w Informatorze Kleszczowskim?"...
Piękna sprawa, zdjęcie cały czas ożywa, coraz więcej bohaterek ze zdjęcia jest rozpoznana. To już 64 lata minęły od tej pięknej ceremonii, z 24 dziewczynek 16 jest rozpoznane! Oczywiście będę bardzo zadowolony, gdy ta fotografia ukaże się w Informatorze Kleszczowskim!

Dziękuję Stasiu za pomoc, pozdrowienia dla p.p. Marii i Michała!



niedziela, 27 stycznia 2019

Rogowiec - Janek i Kaziu Mantykowie - Włodek Nagoda - Wspomnienia - Ryby - 1955

      Te dwa zdjęcia z 1955 roku, wyzwalają fale wspomnień.. - dawne, bardzo dawne czasy, a jednak coś pozostało. Chyba najwięcej w mojej pamięci ze wspomnień mojej Mamy - chociażby moment spotkania z dzikami...
      ... ponoć siedziałem z mamą na kocu, na ścieżce w kierunku Poręby, kiedy na wprost nas wyleciała wataha dzików. Mama podniosła wielkie larum, na szczęście w pobliżu było sporo rolników którzy suszyli siano na pobliskich łąkach. Kto żyw, łapał co miał w rękach, widły, grabie, co popadło! Cała wioska poleciała z krzykiem śladami dzików, one salwując się ucieczką poleciały w prawo, na stawy potorfowe, które były na pograniczu Poręby i ogrodów (o tych stawikach pisałem przy okazji łapania ryb w koszyk). Podobno kilka z nich miejscowi osaczyli, jednak nie upolowali żadnego. Emocji było wiele, strachu dla nas jeszcze więcej...
    Nie pamiętam nikogo z moich miejscowych rówieśników, być może ich nie było. Byli natomiast starsi koledzy: Janek Mantyk, Kaziu Mantyk, Włodek Nagoda. Starsi o kilka lat, byli dla mnie wzorem do naśladowania. Dla nich wakacje nie istniały, prace polowe, pasienie krów czy też owiec, ja chłopak z miasta Łodzi, który nie miał nic do robienia, prócz łażenia, zbijania bąków... Chodziłem do nich, uczyłem się dorastania, kontaktów z naturą i przyrodą, chłonąłem pełnymi ustami tę wiejską idyllę.. Z wypiekami na twarzy wracałem umorusany do domu, z przejęciem opowiadając co też nowego zobaczyłem i czego się nauczyłem. Cudownym czas..
     Niestety Janka i Włodka nie ma już wśród nas..., jednak coś bardzo ważnego w moich wspomnieniach pozostało, co wiąże się z tą trójką rogowiaków...
     Znów ryby, cóż by innego... - grzyby, były na drugim miejscu, w tym czasie jeszcze nieosiągalne, chociażby z tego powodu, że moja Mama nie lubiła ich zbierać... , a Tata musiał w Łodzi pracować...
     Byłem zbyt mały aby sam chodzić po lesie, strach chociażby przed dzikami, żmijami, wężami, którym było co niemiara...
     Ryby to było coś innego, starsi chłopcy, ja, jak wierny piesek chodziłem z nimi ślad w ślad... Nie, oni przy mnie nie łapali ryb koszykiem, czy też sakiem. Ich "wędką" była ostka, takie dziwne narzędzie na długim kiju, gdzie na końcu znajdowały się małe, mini widełki, których pionowe bolce były małymi harpunami. Trafiona ryba, nie mogła już uciec..., brutalne, takie jest życie... Muszę nadmienić, że polowania odbywały się na duże ryby, małymi moi koledzy nie zawracali sobie głowy...Takie polowania odbywały się po ulewnych deszczach, źródło, którego początek brał nasz strumyk, znajdowało się za pastwą. Teren był bardzo podmokły, grząski, nawet miejscowi rolnicy nie zapuszczali się tam, mimo, że rosła tam soczysta trawa. Tam, w tych rozlewiskach był raj dla linów, szczupaków czy też karasi, miały na miejscu karmę, tam się rozmarzały. Jednak zdarzało się, że jakaś z ciekawszych osobników wybierał się na wycieczkę strumykiem..., to była pierwsza i ostatnia zarazem wycieczka krajoznawcza.. Zawsze ktoś z chłopców był w pobliżu strumyka pasąc krowy, ostka była zawsze pod ręką, co dalej się działo, możecie sobie wyobrazić. Grupka latała wzdłuż brzegu, zapędzała uciekiniera, a ten z ostką oczekiwał, kiedy ryba będzie w zasięgu jego rzutu.. - nie zawsze za pierwszy razem trafiał, jednak po dłuższym czasie i tak zmęczona i przerażona ryba trafiała na patelnię...

Dedykuję te wspomnienie Wiesi Mantyk, z którą miałem przyjemność rozmawiać wczoraj. Dzięki naszej rozmowie, odżyły moje wspomnienia, gdyż pomimo tego, że urodziliśmy się w Łodzi, Rogowiec pozostanie dla nas cudowną krainą, czym, o czym nie da się zapomnieć...


Na tym zdjęciu od lewej: Kaziu Mantyk, z prawej Włodek Nagoda, który trzyma za ramiona płaczącego autora tych wspomnień - Lato 1955 roku.

                             Tak, to ja we własnej osobie....., na tle Poręby -  rok 1955

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Rogowiec - Kleszczów - Marian Nagoda - Zabudowania - Wspomnienia - cz.3

       Kultowe zdjęcia wypożyczone od Mariana Nagody. Rogowiec, ten, jakiego pamiętam z lat szczenięcych! Doskonale pamiętam szopę która stała na granicy gospodarstwa Mańka i mojej Babci, w górnej części zdjęcia widać szczyt domu krytego słomą. To jest dom moich dziadków! Z lewej strony sprzęt przeciwpożarowy - takiego już nie zobaczycie! - na końcu długiego kija w formie owalu naciągnięty materiał. Ten przyrząd służył w przypadku zapalenia się słomianego dachu, do zduszania ognia poprzez uderzenia w miejscu pojawiającego ognia.
       Obok wozu konnego Marek Nagoda, najbardziej pracowity chłopak, jakie znałem.
       Na drugim zdjęciu ta sama szopa, z prawej strony stoi Ksenia, kto jest z lewej nie potrafię powiedzieć. Z lewej strony widoczna furtka, którą można było przejść do mojej Babci. Także w głębszym tle widoczny słynny drewniany budynek Tadeusza Przybylskiego.
       Piękne zdjęcia, bardzo się cieszę, że mogłem je zaprezentować na moim blogu, tym bardziej, że tych zabudowań już nie ma...!




niedziela, 13 stycznia 2019

Rogowiec - Kleszczów - Marian Nagoda - Ryby - Wspomnienia - cz.2

       Dwa zdjęcia, niby normalne, jednak dla mnie mówiące i pokazujące bardzo dużo!
Sceny z Rogowca, trzej chłopcy, to bracia Andrzej, Kaziu i Marek Nagodowie. To chłopcy z którymi się bawiłem podczas moich wakacyjnych przygód...
       Zbiera się na wspominki.., tylko od czego zacząć? - Może od ryb - to było moje najważniejsze hobby szczenięcych lat. Było gdzie łapać, tylko nie było czym. - Cały strumyk, a w nim sumiki kanadyjskie, małe szczupaki, klenie i mnóstwo raków..
       Chęci były, tylko jak wspominałem brakowało sprzętu, nikt nie myślał o wędkach.  Jedyną możliwością było łapanie metalowym koszykiem w którym nosiło się ziemniaki podczas wykopek. Taki koszyk miał ten plus, że po bokach posiadał dwa uchwyty, dobrze przepuszczał wodę, gdyż otwory były sporawe. Wiele razy łapaliśmy w strumyku, jednak wyniki nikogo z nas nie zadawalały..., wyciągaliśmy drobiazg, który nie nadawał się do smażenia...Pokaźnych rozmiarów były sumiki, jednak po obraniu, łeb był większy niż reszta...
       Z tyłu naszych domów, w Porębie były stawy potorfowe, stawy może zbyt duże słowo. Bardziej trafnym będzie określenie, kanały. To były pozostałości po kopaniu torfu, ale sprzed wielu lat. Nie były zbyt głębokie, jednak pełne szlamu który tworzył się przez opadające latami sosnowe igły, czy też liście z wokół rosnących brzóz. Woda była czysta, na niej unosiły się liście nenufarów, cudowny widok, nieskazitelna natura. Tam postanowiliśmy poszaleć, było w tym troszeczkę dziecięcej głupoty. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z niebezpieczeństwa, to były bagna, bagna które są nieobliczalne.. W każdym bądź razie przemierzaliśmy z tym koszem całe połacie kanałów.., ale bez rezultatów. To, że były tam ryby, to sam się przekonałem. Kilka lat wcześniej chodziłem jako widz z moim wujkiem Stefkiem Mielczarkiem, tyle tylko, że on miał sak (taką sieć na długiej tyczce). Zawsze przynosiliśmy z tych miejsc wiadro złocistych linów, smukłych szczupaków i pękatych bąków czy też karasi. Moim partnerem przy koszu był najstarszy z braci Marek. Nie napisałem o problemach ze zdobyciem kosza - ten odpowiedni do łapania ryb był własnością Irusa (Irka) Mantyka. każdy z nas bał się iść po niego, bo oficjalnie byśmy go nie dostali... Padło na najmłodszych, nie przypominam sobie teraz który po niego poszedł Kaziu czy też Andrzej, jednak podczas wychodzenia poza podwórko, Irus wrzeszcząc, że wszystko widzi i nam coś niemiłego uczyni, jak nas złapie.. Jednak młodość ma swoje zalety, chronił nas las i szybkie nogi...
         W każdym bądź razie, zrezygnowani byliśmy blisko pastwy, przy niej był okrągły malutki stawik i tam.., nałapaliśmy piskorzy (ślizów). Jako to była frajda z ich wyjmowaniem, uciekały nam między palcami, wpadały znów do wody. Złapaliśmy ich kilkanaście, nie były zbyt wielkie, jednak wracaliśmy z tarczą!
        Piskorze nie miały ochoty bezczynnie poddać się operacji patroszenia, ślizgały się, uciekały, ktoś wpadł na pomysł (drastyczne).... W efekcie mama moich kolegów usmażyła je nam na maśle, smakowały wybornie!
        Nie chciałem na wstępie pisać o najmłodszym z naszej grupy, Kaziu.. zginął tragicznie porażony prądem podczas wspinaczki na słup wysokiego napięcia. Spoczywa wspólnie ze swoją mamą na cmentarzu katolickim w Kleszczowie.



    Rogowiec - Andrzej, Kaziu i Marek - w tle stodoła i budynek mieszkalny mojego wujka Wacka
    Kasikowskiego - obecnie tych budynków już nie ma, pobudował się było Sołtys.
       Rogowiec - podwórko rodziny Nagodów - Marek ze swoją kuzynką z Sosnowca Basią.

Rogowiec - Kleszczów - Marian Nagoda - Młyn wodny - Kamiński - Folwark - Wspomnienia - cz.1




                                                              Rogowiec – 12 stycznia 2019 roku.
       

       Podjechałem pod dom Mariana (Mańka) Nagody znajdujący się w Rogowcu przy ulicy Wiejskiej 12 z kilku powodów. Jako najstarszy z mieszkańców Rogowca, będzie wiedział o sprawach do których trudno już dotrzeć. Pierwszy z trójki „Muszkieterów” Heniu Mantyk, Marian Nagoda, Roman Braun odszedł na zawsze… Pytań mam co niemiara, ostatni to czas, aby czcigodni mieszkańcy Rogowca mogli opowiedzieć jak najwięcej.
      Byłem zrezygnowany, kiedy drzwi do domu były zamknięty.., nigdy nie zdarzyło mi się odwiedzając Mańka, abym zastał taką sytuację…
       Kilkakrotnie krzyknąłem jego imię, psy zrobiły wielki rajwach, i wtedy otworzyły się drzwi od parnika – parnika, bo tak ta nazwa pozostała w mojej pamięci. Jest to mały budynek, gdzie Zdzisia (jego żona) gotowała karmę dla kur i innych zwierząt gospodarczych. Ten obiekt spełniał jeszcze inną, bardzo ważną rolę. … Tam robiono „pieniądz” jak to powiedział Pawlak w „Samych Swoich” – Kończy nam się pieniądz.. Tak po Polsku, Maniuś i Romek w latach 60-ych robili tam gorzałeczkę (minęło 50 lat, obejmuje to "przestępstwo" amnestia).
       Usłyszałem słowo Andrzejku ! - i w drzwiach parnika pojawił się Maniuś!
Zaprosił mnie do środku, gdyż akurat gotował kapuśniak dla siebie. Pełny garnek smakowitej potrawy, od zapachu aż zakręciło mi się w głowie. Po minie Mańka widziałem, że jest bardzo zadowolony z mojej wizyty. Wie, że głównym naszym tematem będą wspominki, a kto ze starszych ludzi tego nie lubi?!
       Streściłem harmonogram moich pytań i znów zadałem pytanie:
- Czy masz jakieś zdjęcia? (powiedziałem, ze jadę prosto od Jadzi Mantyk, która wypożyczyła mi ponad 20 zdjęć).
Maniek, nie chciał być gorszy, choć ostatnio stwierdził, że żadnych zdjęć nie posiada, gdyż dzieciaki pozabierali.. Odpowiedział, żebyśmy poszli do domu, to coś znajdzie. W domu cieplutko, usadowiłem się wygodnie przy stole, Maniek poszedł do pobliskiego pokoju i wrócił z torebką pełną zdjęć! - to było to!
      Przeglądając zdjęcia, odłożyłem na troszeczkę później moje pytania, z którymi do niego przyjechałem. 
Marian na moje stwierdzenie, że on jest obecnie najstarszym na Rogowcu, odpowiedział zdecydowanie:
- Nie, najstarszym jest Heniek, on urodził się 3 miesiące wcześniej.
Zdjęcia bardzo ciekawe, na początek wybrałem 10 z nich, będę je zamieszczać cyklicznie.
Moim głównym zadaniem, było uzupełnienie brakujących faktów dotyczących rodziny Kamińskich i ich wodnego młyna.
     Zanim napiszę co opowiedział mi Maniek, tydzień wcześniej spotkałem na imprezie w Łodzi byłego mieszkańca Folwarku, Alfreda Tuczka, znanego łódzkiego prokuratora, który na pytanie o młyn i Kamińskich, odpowiedział, że doskonale pamięta czasy, jak ten młyn funkcjonował (urodził się w 1949 roku). Folwark sąsiadował bezpośrednio z Rogowcem i Alfred często go odwiedzał, opowiadał o zabawach na świeżym powietrzu pod Góra Piaskową.. - wystarczyła harmonia, na której grał jeden z mieszkańców.. - przednia zabawa z tańcami przeciągała się do późnych godzin nocnym, mimo, że wieś nie była zelektryzowana.

 Jedyne do tej pory zdjęcie mostu przy młynie w Rogowcu (ze zbioru Jadzi Mantyk). Nie rozpoznane osoby na zdjęciu.

Przekazał mi ważną a zarazem ciekawą informację - otóż Kamiński miał brata który mieszkał na Folwarku!
     Zadałem pierwsze pytanie:
Marianku, powiedz mi, co wiesz o Kamińskim?
- O kim? - musisz mówić głośniej, bo jestem przygłuchy.
O Kamińskiego z młyna? - ponowiłem pytanie.
- A o czym chcesz wiedzieć?
Jak miał na imię, bo nikt tego nie wie, dla wszystkich był po prostu Kamińskim..
- Ja wiem, miał na imię Bolek.
Super, pierwsza zagadka rozwiązana!
Pytanie drugie, czy miał brata na Folwarku?
- Jak nie, miał brata, miał na imię Kaziu.
I zaczęła się opowieść Mańka:
- Tu jak jest ten krzyż na Folwarku, to on tam mieszkał. On jest na jego polu (stoi do dzisiaj), za Niemców jak te krzyże wtedy rozwalali, właścicielem tego gospodarstwa był Niemiec Arend i on przez całą wojnę nie pozwolił go rozebrać!
- Oj to była piękna i bogata gospodarka.
Zapytałem o to, czy Bolesław miał dzieci?
- Tego to ja ci nie powiem, nie słyszałem nigdy, aby miał potomstwo. 
- Także Kaziu nie miał dzieci, z tego co słyszałem miał bratanka, jakąś tam rodzinę miał, ale od kogo on był i jak to ci nie potrafię powiedzieć..
Nie bez powodu zadawałem te pytania dotyczące potomków obu braci Kamińskich, wspomniałem o mojej wizycie w Rogowcu, kiedy zobaczyłem ruinę domu rodziny Kamińskich. Moje pytania dotyczyły, czy pamięta kto miał dostęp do tego budynku, kto go rozbierał?  Czy każdy kto chciał, to sobie zabierał co było w domu?
- Co się stało, co wszystko to ja nie wiem, ale kto rozbierał ten dom, to ci powiem. Przeważnie, to ten dom rozbierał Kucharki, co był żonaty u Kamińskiego, tego Józka na Folwarku.
Pytam, u Kazia Kamińskiego?
- U Kamińskiego, ale nie Kazia, a u jego syna co się wżeniał u Kucharskiego. - i to uny to rozbierali. Ale czy tam co było to ja nie wiem.
Czy ten Kucharski jeszcze żyje?
- No pewnie, że żyje.
A gdzie w takim razie mieszka, bo Folwark fizycznie już nie istnieje?
- Jak się kończy Kleszczów, na samym końcu Kleszczowa, w stronę Łękińska, tam on mieszka.
Tutaj zakończę dalszą relację, więcej informacji w tym temacie przekażę osobie bardzo zainteresowanej tą sprawą. Myślę, że informacje które umieściłem w tym tekście są bardzo ważne dla Pana Łukasza. 
Sam nie mogę decydować, czy mogę o Panu Łukaszu więcej napisać, niech on zadecyduje sam. Z całą pewnością, materiały jakie on posiada, byłyby uzupełnieniem historii Rodu Kamińskich! 
Co jest bardzo istotnym w sprawie poszukiwań Rodu Kamińskich, to to, że bracia Bolesław i Kazimierz Kamińscy przybyli w okolice Bełchatowa z dalekich kresowych terenów tj. Ożyszek koło Wilna (obecnej Litwy)




       

                               Zdjęcie ślubne Zdzisławy i Mariana Nagodów - ślub odbył się 1 czerwca 1957 roku.

  
  Stare dobre czasy: Marian z żoną Zdzisławą i synami Markiem i Andrzejem na swoim podwórku.

sobota, 12 stycznia 2019

Rogowiec - Kleszczów - Mantyk - Nagoda - Wspomnienia - Komunia - 1955

    Dzisiaj minęło 10 lat od śmierci mojej Mamy Jadwigi Braun - spoczywa wspólnie z moim Tatą , a jej mężem Janem, na cmentarzu w Bełchatowie. Odwiedziłem wspólnie z moją Żoną grób Rodziców, później odbyłem dwa spotkania. Pierwsze na Nowym Janowie z Jadzią Mantyk (to jest nazwisko panieńskie - tak chcę zostawić). następnie na samym Rogowcu z Marianem (Mańkiem) Nagodą. To było kilka wspaniałych godzin wspominek i oglądania starych zdjęć.
     Dzisiaj, na gorąco, jest za wcześnie na prezentację materiału, mam wszystko nagrane na dyktafonie, potrzebne będzie sporo czasu na przelanie wszystkiego na papier.
     Na początek chcę zaprezentować dwa zdjęcia:


1. - Komunia, która odbyła się w Kleszczowie w 1955 roku. na zdjęciu bohaterka przyszłych
      wspomnień, Jadzia Mantyk (urodzona w 1945 roku) z prawej strony i jej przyjaciółka, także
      rogowianka, Helenka Mantyk (także pozostaję przy nazwisku panieńskim).
2. - Zbiorowe zdjęcie komunijne w Kleszczowie. Ksiądz proboszcz Jan Burchard (proboszcz Parafii
      w Kleszczowie w latach 1948-1966). Dwie dziewczynki ze zdjęcia rozpoznane - od góry z lewej
      strony, druga Jadzia Mantyk i następna Helenka Mantyk.
     Może ktoś z czytelników rozpozna inne dziewczęta z Gminy Kleszczów?! Może Kleszczowski Informator zamieści to zdjęcie, szansa będzie zdecydowanie większa!


piątek, 24 sierpnia 2018

Rogowiec - Kleszczów - Marian Nagoda - Maniek

           Tak schodzi, brak czasu, ciągle w biegu.. Wczoraj postanowiłem z żoną pojechać do Bełchatowa, Kurnosa i Rogowca. Dzień wypełniony wizytami, jako pierwszych odwiedziliśmy w Bełchatowie Janinę i Czesława Kuśmierków. Szybko upłynęły 2 godziny na rozmowie z Czesiem, świeży umysł, kopalnia wiadomości mimo 88 lat, w przyszłym miesiącu spotkamy się ponownie, z pewnością będzie to ciekawa materiał. Czesław pochodzi z Pustkowia, Jasia z Rogowca, oboje wiedzą więcej o tych terenach niż ktokolwiek inny!
Na Rogowcu spotkaliśmy się z najbliższą rodziną Halinką Grabarczyk i 85 letnim Romkiem Braunem. Punktem głównym było spotkanie z Marianem Nagodą (Mańkiem). Jest jednym z trójki najstarszych mieszkańców Rogowca, ma również 85 lat. Poznał mnie od razu, widać było, że jest bardzo zadowolony. Rozmowa rozpoczęła się od chorób ( w tym wieku jest to zawsze głównym tematem), jednak chwilę po tym zaczęliśmy rozmowę o rogowskich wspominkach, tych lepszych czasach, latach 60-70...   Od razu czuło się, że brakowało mu takiej właśnie rozmowy, powrotu do tamtych lat, ludzi którzy odeszli...Również z Mańkiem spotkam się ponownie, dyktafon będzie w robocie, a jest co nagrywać, przecież to najprawdziwsza historia Rogowca i okolic, których mentalnie jak również fizycznie już nie ma... Do powtórnego zobaczenia Maniek!