Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breslau. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breslau. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 października 2018
Adwokat - Piotrków Trybunalski - Łódź - Wspomnienia - Wrocław Klinika Cesarska - Ciechocinek - Dzieciństwo 1906-1916 - cz.4
Bardzo wcześnie otrzymałem łyżwy i już jako mały chłopiec umiałem na nich jeździć, ale nigdy nie doszedłem w nich do perfekcji, kończąc swoje umiejętności na t.zw. "holendrowaniu". Holendrowaniem nazywano zataczanie łuków na zmianę, to na jednej, to na drugiej nodze, zawsze na zewnątrz.
Rodzice mówili mi, że jak tylko nauczyłem się chodzić. i wymawiałem pierwsze słowa, nie lubiłem żeby mnie prowadzono za rękę; zaraz się wyrywałem wołając, że chcę "siam" iść. Rodzina zdrobniła moje imię z Karola na "Lolka" i tak mnie nazywano. Gdy pytano mnie kim chcę zostać, twierdziłem, że będę stangretem, bo mi się to zajęcie bardzo podobało. Pamiętam jakie wrażenie wywołało na domownikach moje trafne odczytanie godziny z zegara w pokoju stołowym. Nie umiałem wtedy jeszcze czytać, ale znałem już cyfry.
Ponieważ, ani farmakologicznie, ani balneologiczne leczenie nie pomogło Mamie, więc w 1912 roku udała się znowu do Wrocławia, do tej samej "Kliniki Cesarskiej", tym razem na operację. Kiedy odbyła się ta operacja dokładnie nie wiem, gdyż z ocalałych dokumentów wynika, że była tam dwa razy t.j. od 27.6 do 23.7.1912 r. i w pół roku później t.j. od 28.1 do 3.3.1913 r. i że operował ją prof.dr. Küster. W każdym razie, na skutek tej choroby i operacji, nie mogła mieć już więcej dzieci i dlatego zostałem jedynakiem.
Z tych najdawniejszych czasów przypominam sobie jeszcze, jak wywieszano w rosyjskie święta państwowe (t.zw. "galówki"), trzy kolorowe chorągwie na domach (barwy: czerwona, biała i ciemno-niebieska) i jak raz na głównej ulicy Piotrkowa - ul.Kaliskiej (obecnie ul.Sienkiewicza), nazywanej przez ciotki moje w żargonie uczniowskim "Kaliszem", paradował jakiś rosyjski dygnitarz w ogromnym "pierogu" na głowie i szpadą przy boku. Tych "galówek", ku radości uczniów, było bardzo dużo, gdyż każda rocznica związana z domem panującym i rodziną cara, była obchodzona ową "galówką", w czasie której nie było lekcji.
Na lato jeździliśmy często do Ciechocinka, jako kurortu bardzo wskazanego dla dzieci. Chodziło tu o mnie, gdyż byłem dzieckiem mizernym, a i Mama zażywała kąpieli na swe dolegliwości. Wówczas w kurortach istniały t.zw. 3 sezony po 6 tygodni każdy. Pierwszy trwał od 15 maja do 30 czerwca; drugi od 1 lipca do 15 sierpnia, a trzeci od 15 sierpnia do 30 września. Jeździło się na cały sezon, a więc na 6 tygodni.
Wiem, że w roku 1912 mieszkaliśmy w willi "kruszyna", niedaleko lasku sosnowego i wtedy też byłem z Mamą pierwszy raz w Toruniu, leżącym wówczas na terenie Niemiec. W 1913 roku mieszkaliśmy też w tej samej części Ciechocinka w willi "Meystra" i tam pierwszy raz widziałem w naturze polskie kontusze, w które pewnego dnia przebrała moich dwóch kolegów zabaw, ich matka, mieszkająca w tej samej willi.
Przebywając w Ciechocinku chodziłem każdego popołudnia do zakładu gimnastycznego pana Nebla, gdzie z całą grupą innych dzieci, uprawialiśmy gimnastykę szwedzką. Moja Mama całe życie ją ćwiczyła w domu, więc na mnie coś z tego przeszło, gdyż wykonywałem ćwiczenia tak sprawnie, iż pan Nebel wyznaczył mnie na przewodnika, co polegało na tym, że on pokazywał ćwiczenia, stojąc twarzą do grupy a vis a vis niego stałem ja i ćwiczenie powtarzałem, a za mną cała grupa. Wszystko to odbywało się jednocześnie.Tam też przeżyłem jedną ze swoich dziecięcych tragedii. Co niedzielę p.Nebel urządzał jakieś zabawy i raz zorganizował wyścigi. Zawsze uważałem, że dobrze biegam, ale do wyścigu stanęła cała ćwicząca grupa, w której było wielu dużo starszych ode mnie chłopców. Nic dziwnego, że kilku z nich mnie wyprzedziło. Byłem zrozpaczony, płakałem twierdząc, że to niesprawiedliwy wyścig, bo jak można stawiać do biegu takiego małego chłopca jak ja, razem z takimi dużymi chłopakami. Ani Mama, ani pan Nebel nie mogli mnie uspokoić. Pan Nebel dawał mi taką samą zabawkę, jaka dostali w nagrodę wygrywający wyścig chłopcy, ale ja jej za nic przyjąć nie chciałem, bo przecież biegu nie wygrałem i nie przyjąłem.
Matka moja nigdy mnie nie strofowała przy ludziach, ani na ulicy, nie mówiąc już o jakimś szarpaniu lub biciu.. Wystarczyło, że spojrzała na mnie i powiedziała: "Dobrze - porozmawiamy w domu", miała przy tym tak rozkazująco przenikliwy wzrok, że mi to zupełnie wystarczało, chociaż były wyjątki, jak w wyżej opisanej scenie u p.Nebla, gdzie poczucie niesprawiedliwości i krzywdy, przewyższyło wpływ Mamy.. Zresztą nie tylko ja bałem się tego jej wzroku; gdy była zagniewana, bali się go także wszyscy domownicy, służba i pracownicy Ojca.
- ciąg dalszy nastąpi -
wtorek, 5 grudnia 2017
Warszawa - Pużyński - Powstanie Warszawskie - Łódź - Litzmannstadt - Korepondencja - 1944 - cz.4
Włochy, dnia 30.X.1944 r.
Kochani,
dnia 29.X br. otrzymaliśmy od was drugą kartkę, za którą bardzo serdecznie dziękujemy. O Czesiu i my do tej pory nic dowiedzieć się nie możemy. W Parafji jeszcze nie byłam, gdyż jest już za późno i zaraz Ci odpiszę, natomiast pisałam już do RGO w Karkowie, ul.Fiszera Nr.5 z prośbą o odszukanie adresu Czesia. Gdy będę coś wiedziała zaraz Ci napiszę. Napisz i Ty do RGO w Krakowie. Halę starajcie się wydostać. Podaj mi jej adres. Zaraz napisz po otrzymaniu tej kartki. Do tej pory od chłopców nie mamy wiadomości. Do warszawy można tylko iść za specjalną przepustką - i to mieszkańcy warszawy. Bardzo tęsknię za Krzysiem. Gdybyś mogła przyjechać lub przysłać kogoś pewnego to prześlij i zabierz swoje rzeczy. ja w Warszawie jeszcze nie byłam i boję się iść bez przepustki. Była u nas p.Śpiewakówna i mówiła, że przechodziła koło twojego domu i widziała, że jest spalony, nie zburzony. Gdyby któryś z chłopców napisał do Was to bardzo Was prosimy wyślijcie im paczkę. My się za to odwdzięczymy. Gdybyś mogła przysłać nam fotografię Krzysia to prześlij. O Janku też nic nie wiemy. Ja stale dowiaduję się o Czesia. zasyłamy Wam pozdrowienia.
Hela.
Włochy, dnia 15.11.44
Kochani!
Prosiłaś mnie o odszukanie adresu p.Antoniewskiego z Warszawy: byłam w parafii ale nic nie znalazłam takiego nazwiska? Tam są nazwiska tych osób które zarejestrowały się, a ten p. widocznie nie był we Włochach. O Czesiu niestety do tej pory nic dowiedzieć się nie mogę. Danusiu nie martw się gdyż bardzo dużo ludzi jest po tamtej stronie Wisły, a Czesiu mógł pójść do kuzynki na Pragę i tam został. Od Jurka mamy wiadomość, jest w Breslau w majątku. Pisze, że już pracuje cały tydzień i jest zdrów. O Jędrku i Władku nic nie wiemy. Jurek też o nich nic nie wie i pisał nam, ze będzie się starał dowiedzieć ich adresy przez G.U.? Pracy w berlinie. Powinien już mieć odpowiedź od Jurka na moją kartę ale do tej pory nie mam i to mnie niepokoi. Danusiu napisz mi karte co u was słychać i czy jesteście wszyscy zdrowi. Jak się czuje Ciocia, Krzysiu i czy Ty jesteś zdrowa. Co słychać u Hali, czy jest już zdrowa? podaj mi jej adres to ja też do niej napiszę. W Warszawie nie byłam, gdyż do Warszawy nie można się dostać. Z Włoch ludzie jeżdżą do pracy do Warszawy i w ten sposób mogą sobie coś przywieść.
Kochani,
dnia 29.X br. otrzymaliśmy od was drugą kartkę, za którą bardzo serdecznie dziękujemy. O Czesiu i my do tej pory nic dowiedzieć się nie możemy. W Parafji jeszcze nie byłam, gdyż jest już za późno i zaraz Ci odpiszę, natomiast pisałam już do RGO w Karkowie, ul.Fiszera Nr.5 z prośbą o odszukanie adresu Czesia. Gdy będę coś wiedziała zaraz Ci napiszę. Napisz i Ty do RGO w Krakowie. Halę starajcie się wydostać. Podaj mi jej adres. Zaraz napisz po otrzymaniu tej kartki. Do tej pory od chłopców nie mamy wiadomości. Do warszawy można tylko iść za specjalną przepustką - i to mieszkańcy warszawy. Bardzo tęsknię za Krzysiem. Gdybyś mogła przyjechać lub przysłać kogoś pewnego to prześlij i zabierz swoje rzeczy. ja w Warszawie jeszcze nie byłam i boję się iść bez przepustki. Była u nas p.Śpiewakówna i mówiła, że przechodziła koło twojego domu i widziała, że jest spalony, nie zburzony. Gdyby któryś z chłopców napisał do Was to bardzo Was prosimy wyślijcie im paczkę. My się za to odwdzięczymy. Gdybyś mogła przysłać nam fotografię Krzysia to prześlij. O Janku też nic nie wiemy. Ja stale dowiaduję się o Czesia. zasyłamy Wam pozdrowienia.
Hela.
Włochy, dnia 15.11.44
Kochani!
Prosiłaś mnie o odszukanie adresu p.Antoniewskiego z Warszawy: byłam w parafii ale nic nie znalazłam takiego nazwiska? Tam są nazwiska tych osób które zarejestrowały się, a ten p. widocznie nie był we Włochach. O Czesiu niestety do tej pory nic dowiedzieć się nie mogę. Danusiu nie martw się gdyż bardzo dużo ludzi jest po tamtej stronie Wisły, a Czesiu mógł pójść do kuzynki na Pragę i tam został. Od Jurka mamy wiadomość, jest w Breslau w majątku. Pisze, że już pracuje cały tydzień i jest zdrów. O Jędrku i Władku nic nie wiemy. Jurek też o nich nic nie wie i pisał nam, ze będzie się starał dowiedzieć ich adresy przez G.U.? Pracy w berlinie. Powinien już mieć odpowiedź od Jurka na moją kartę ale do tej pory nie mam i to mnie niepokoi. Danusiu napisz mi karte co u was słychać i czy jesteście wszyscy zdrowi. Jak się czuje Ciocia, Krzysiu i czy Ty jesteś zdrowa. Co słychać u Hali, czy jest już zdrowa? podaj mi jej adres to ja też do niej napiszę. W Warszawie nie byłam, gdyż do Warszawy nie można się dostać. Z Włoch ludzie jeżdżą do pracy do Warszawy i w ten sposób mogą sobie coś przywieść.
sobota, 2 grudnia 2017
Warszawa - Pużyński - Łabsz - Wrocław - Breslau Oswitz - Powstanie Warszawskie - Łódź - Litzmannstadt - Oświęcim - ObózKorepondencja - 1944 - cz.3
Breslau 2.XI.44
Danusiu!
Przedewszystkiem donoszę Ci, ze zostaję na starym miejscu, czyli pod tym samym adresem, więc możesz pisać do mnie. następnie bardzo smutną wiadomość dostałem wczoraj od Rodziców, ze Siostra jest w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu i prosi żeby jej pomóc w wydostaniu się, no dobrze ale w jaki sposób można ją z tamtąd wyciągnąć i ja nie mam żadnych możliwości tutaj w Breslau. Są tam także kuzyna (Mietka) Matka i Siostra, poprostu nie mogę sobie znaleźć miejsca, jestem tak strasznie zmartwiony i przygnębiony tą wiadomością. Oczywiście wszystko co miała przy sobie, tzn. to co zdążyła uratować z W-wy zostało zarekwirowane w obozie. Ach w ogóle zdaję mi się, ze to już koniec z tym wszystkim, nie mogę nawet skupić myśli do pisania. Proszę Cię napisz co u Ciebie słychać, czy masz jakieś wiadomości od Cześka, jak się czuje mały Krzyś?, Czy często płacze? To jest najgorsze iż tutaj niema takiego kogoś z kim można byłoby się zżyć, wspólnie pomyśleć i zwierzyć się, po prostu jestem sam jeden jak ten kołek. Odpisz odwrotnie. Przesyłam pozdrowienia dla Wszystkich całując Rączki
Heniek.
Breslau - 5.XII.44
Halusiu!
Twój list otrzymałem i bardzo się ucieszyłem, ze dostałaś przepustkę do domu i mogłaś się zobaczyć ze swoimi najbliższymi. Moja sprawa jest tak dalece, ze już mam pozwolenie od dyrekcji na urlop, a tylko będzie zależało wszystko od policji czy się zgodzi na mój wyjazd do Łodzi, bo podobno z Breslau nie dają przepustek do Warhegau. Gdybym otrzymał to przypuszczam, że byłbym w Łodzi pomiędzy 9-16 grudnia, a jeśli nie, no to dopiero po wojnie, bo jak piszesz, abym przyjechał na Święta, to jest niemożliwe ze względu na kontrole jakie są teraz na trasie, a dostać się do jakiegoś obozu po przetrwaniu 5 lat wojny to byłoby zbyt nie sensownym prawda. A czy tak czy inaczej to mam nadzieję, że na Święta Wielkanocne na pewno będziemy w Łodzi. Już teraz sobie wyobrażam jak będę przeżywał nadchodzące Święta. Jadwiga pisała drugi raz z obozu po 6-cio tygodniowym milczeniu, ze jest zdrowa, a poza tym nic specjalnego. No cóż, może pisać z tamtąd. Wujek był w Kaliszu, a obecnie wyjechał znów do G.G.., ale jeszcze nie mam adresu gdzie. Składam podziękowania za dodatek w liście. Dostałem w ub. niedzielę karte od Długołęckiego, jest w Rogowie i mieszka u p. Najdra. ..
Warszawa - Pużyński - Łabsz - Wrocław - Breslau Oswitz - Powstanie Warszawskie - Łódź - Litzmannstadt - Korepondencja - 1944 - cz.2
Nie bardzo wiem jak posegregować korespondencję do rodziny Pużyckich. Jest kilku nadawców, członków tej rodziny. Gorący okres powstaniowy w Warszawie rozpędził bohaterów tych korespondencji. Spora część z nich została przymusowo wywieziona na roboty do Rzeszy. Jedną z tych osób jest Henryk Łabsz, który pisze z fabryki w Bresłau-Oswitz (Wrocław Osobowice). (pisownia oryginalna).
13.X.44
Danusiu!
Bardzo dziękuję za odpowiedź i podany adres Hali, ja już do niej napisałem i czekam na odpowiedź. Piszesz, że od Cześka nie masz żadnej wiadomości, a czy on był w pracy podczas wybuchu powstania? Jeśli chodzi o naszą rodzinkę, to Ciocia wyjechała przedtym do Grójca i już nie wróciła, a Siostra z Wujkiem i Kuzynem została na gospodarstwie. Więc tylko mam wiadomość od Wujka, jest w Kaliszu, oczywiście bez jesionki i nawet bielizny na zmianę, pracuje w fabryce pomimo podeszłego wieku, tak że z Wujkiem prowadzę korespondencję. Jeżeli natomiast chodzi o Siostrę to niema żadnej wiadomości, nawet do Łodzi (do rodziców)też nic nie napisała. Wiem napewno, że Kuzyn który był z Siostrą, został zabity na Wroniej w podwórku, tak że podobno siostra też zginęła, bo przecież dałaby o sobie wiadomość do Łodzi, gdyby żyła....
Ja pracuje teraz w biurze technicznym, mam dobra pracę bo się nie narobię, a przecież utrzymanie nie jest za dobre, zeby ciężko pracować. Wspominam miłe chwile jakie się spędzało w W-wie, ale to już nie prędko wróci. Kończąc, czekam na odpowiedź od Ciebie. Napisz coś więcej. Pozdrowienia dla wszystkich przesyła
Heniek Ł.
Breslau 21.X.44
Danusiu!
bardzo dziękuję za kartę którą otrzymałem wczoraj i zaraz odpisuję. Z Halusią już nawiązałem kontakt i pisujemy do siebie, zawsze jest nam przyjemniej i miło wiedzieć o sobie, że jeszcze żyjemy, prawda. Czy ten twój synek jest duży, bo jeszcze nie miałem przyjemności osobiście się z nim poznać, no ale jak da Bóg, że przeżyjemy to go zobaczę. Jeśli chodzi o Długołęckiego to jest w Rogowie, pracuje w Gminie. Natomiast kuzyn o którego zapytujesz to pojechał do warszawy z Kalisza dopiero w tym roku i tak niefortunnie. Co do Cześka to przypuszczam, że gdyby był w Skierniewicach to napisałby do Ciebie. W chwili wybuchu powstania ja byłem koło Spały za Tomaszowem, ale już do warszawy nie zdążyłem. Przyjechałem do Pruszkowa w 5 godzin po wybuchu powstania, takie było widocznie przeznaczenie.Przypuszczam, że na pewno na Wigilję zobaczymy się wszyscy w Łodzi. Ja mieszkam lagrze, ale mam zupełną swobodę i wychodzę do miasta kiedy tylko mi się podoba. Jutro idę na koncert czeskiej orkiestry, która przyjechała z Pragi. W przyszłym tygodniu mam zmienić miejsce zamieszkania, więc nie pisz do mnie, tylko czekaj aż ja napiszę kartę i podam nowy adres. Kończąc porzesyłam pozdrowienia dla wszystkich, również dla Krzysia.
Zawsze ten sam Heniek.
Breslau 21.X.44
Danusiu!
Zawiadamiam Cię, ze pozostaję w dalszym ciągu na starym miejscu, tzn., że adres będzie ten sam. Pozatem nic się nie zmieniło u mnie, a może u Ciebie są jakieś zmiany? Od Siostry w dalszym ciągu nie mam wiadomości. Natomiast dostałem wiadomość od kuzyna, tego co pracował w fabryce, miał te dwie córeczki zapewnie pamiętasz go, jest w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu k/Będzina.
Pisać może tylko raz na 6 tygodni, a do niego trzeba pisać po niemiecku, to już chyba wiesz co to za obóz? Żona jego z dziećmi jest za Hannoverem, rozdzielili ich w tym mieście gdzie on też tam jest może i siostra też siedzi w takim obozie, ale przecież gdyby siedziała, toby już napisała. Czy wiesz coś może o Cześku? Napisz do mnie, bo listy są jedyną przyjemnością jaka tutaj może być. Kończąc przesyłam pozdrowienia również dla Hanusi i Cioci.
Ten sam Heniek.
13.X.44
Danusiu!
Bardzo dziękuję za odpowiedź i podany adres Hali, ja już do niej napisałem i czekam na odpowiedź. Piszesz, że od Cześka nie masz żadnej wiadomości, a czy on był w pracy podczas wybuchu powstania? Jeśli chodzi o naszą rodzinkę, to Ciocia wyjechała przedtym do Grójca i już nie wróciła, a Siostra z Wujkiem i Kuzynem została na gospodarstwie. Więc tylko mam wiadomość od Wujka, jest w Kaliszu, oczywiście bez jesionki i nawet bielizny na zmianę, pracuje w fabryce pomimo podeszłego wieku, tak że z Wujkiem prowadzę korespondencję. Jeżeli natomiast chodzi o Siostrę to niema żadnej wiadomości, nawet do Łodzi (do rodziców)też nic nie napisała. Wiem napewno, że Kuzyn który był z Siostrą, został zabity na Wroniej w podwórku, tak że podobno siostra też zginęła, bo przecież dałaby o sobie wiadomość do Łodzi, gdyby żyła....
Ja pracuje teraz w biurze technicznym, mam dobra pracę bo się nie narobię, a przecież utrzymanie nie jest za dobre, zeby ciężko pracować. Wspominam miłe chwile jakie się spędzało w W-wie, ale to już nie prędko wróci. Kończąc, czekam na odpowiedź od Ciebie. Napisz coś więcej. Pozdrowienia dla wszystkich przesyła
Heniek Ł.
Breslau 21.X.44
Danusiu!
bardzo dziękuję za kartę którą otrzymałem wczoraj i zaraz odpisuję. Z Halusią już nawiązałem kontakt i pisujemy do siebie, zawsze jest nam przyjemniej i miło wiedzieć o sobie, że jeszcze żyjemy, prawda. Czy ten twój synek jest duży, bo jeszcze nie miałem przyjemności osobiście się z nim poznać, no ale jak da Bóg, że przeżyjemy to go zobaczę. Jeśli chodzi o Długołęckiego to jest w Rogowie, pracuje w Gminie. Natomiast kuzyn o którego zapytujesz to pojechał do warszawy z Kalisza dopiero w tym roku i tak niefortunnie. Co do Cześka to przypuszczam, że gdyby był w Skierniewicach to napisałby do Ciebie. W chwili wybuchu powstania ja byłem koło Spały za Tomaszowem, ale już do warszawy nie zdążyłem. Przyjechałem do Pruszkowa w 5 godzin po wybuchu powstania, takie było widocznie przeznaczenie.Przypuszczam, że na pewno na Wigilję zobaczymy się wszyscy w Łodzi. Ja mieszkam lagrze, ale mam zupełną swobodę i wychodzę do miasta kiedy tylko mi się podoba. Jutro idę na koncert czeskiej orkiestry, która przyjechała z Pragi. W przyszłym tygodniu mam zmienić miejsce zamieszkania, więc nie pisz do mnie, tylko czekaj aż ja napiszę kartę i podam nowy adres. Kończąc porzesyłam pozdrowienia dla wszystkich, również dla Krzysia.
Zawsze ten sam Heniek.
Breslau 21.X.44
Danusiu!
Zawiadamiam Cię, ze pozostaję w dalszym ciągu na starym miejscu, tzn., że adres będzie ten sam. Pozatem nic się nie zmieniło u mnie, a może u Ciebie są jakieś zmiany? Od Siostry w dalszym ciągu nie mam wiadomości. Natomiast dostałem wiadomość od kuzyna, tego co pracował w fabryce, miał te dwie córeczki zapewnie pamiętasz go, jest w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu k/Będzina.
Pisać może tylko raz na 6 tygodni, a do niego trzeba pisać po niemiecku, to już chyba wiesz co to za obóz? Żona jego z dziećmi jest za Hannoverem, rozdzielili ich w tym mieście gdzie on też tam jest może i siostra też siedzi w takim obozie, ale przecież gdyby siedziała, toby już napisała. Czy wiesz coś może o Cześku? Napisz do mnie, bo listy są jedyną przyjemnością jaka tutaj może być. Kończąc przesyłam pozdrowienia również dla Hanusi i Cioci.
Ten sam Heniek.
środa, 15 lutego 2017
Breslau - Wrocław - Fabryka Papierosów i Tytoniu SULTAN - Litho - Neudorfstrasse - ul.Komandorska - 1920
Piękny Rachunek - Litho fabryki papierosów i tytoniu, J.Przedeckiego we Wrocławiu. Kupiłem ten dokument kilkanaście lat temu wraz ok. 200 innymi z terenu Niemiec. Wspaniałe grafiki, pokazujące w tle fabryki i okolice, są piękniejsze niż wiele pocztówek. Mają swój urok i czar dawnych czasów, szkoda, że obecnie firmy nie wzorują się, mając okazję reklamować swoje dobra....
Ulica Komandorska – jedna z ulic Wrocławia, położona w południowej części miasta. Współczesna nazwa ulicy pochodzi od leżącej wzdłuż niej niegdyś Nowej Wsi (włączonej w granice miasta w roku 1868), nazywanej Komandorską (niem. Commende Neudorf), podobnie jak nazwa obowiązująca do roku 1945– Neudorfstraße.
Oprócz zabudowy mieszkaniowej przy Neudorfstraße, znajdowała fabryka papierosów J. Przedeckiego (Türkische Cigaretten- und Tabak-Fabrik "Sultan") założona w 1860 na parcelach nr 36-38 oraz kompleks szpitalny Wenzel-Hancke wzniesiony przy południowym końcu ul. Komandorskiej w latach 1875-1911.
Podczas oblążenia Festung Breslau w 1945 w gruzach legła cała zabudowa tej ulicy z wyjątkiem paru kamienic pomiędzy torami kolejowymi a ul. Piłsudskiego oraz części zabudowań dawnego kompleksu szpitalnego. W latach 70 XX wieku wzdłuż ul. Komandorskiej wybudowano osiedle mieszkaniowe z wielkiej płyty i to ono nadają dziś charakter większej części tej ulicy.*
Ulica Komandorska – jedna z ulic Wrocławia, położona w południowej części miasta. Współczesna nazwa ulicy pochodzi od leżącej wzdłuż niej niegdyś Nowej Wsi (włączonej w granice miasta w roku 1868), nazywanej Komandorską (niem. Commende Neudorf), podobnie jak nazwa obowiązująca do roku 1945– Neudorfstraße.
Oprócz zabudowy mieszkaniowej przy Neudorfstraße, znajdowała fabryka papierosów J. Przedeckiego (Türkische Cigaretten- und Tabak-Fabrik "Sultan") założona w 1860 na parcelach nr 36-38 oraz kompleks szpitalny Wenzel-Hancke wzniesiony przy południowym końcu ul. Komandorskiej w latach 1875-1911.
Podczas oblążenia Festung Breslau w 1945 w gruzach legła cała zabudowa tej ulicy z wyjątkiem paru kamienic pomiędzy torami kolejowymi a ul. Piłsudskiego oraz części zabudowań dawnego kompleksu szpitalnego. W latach 70 XX wieku wzdłuż ul. Komandorskiej wybudowano osiedle mieszkaniowe z wielkiej płyty i to ono nadają dziś charakter większej części tej ulicy.*
* Materiał tekstowy z Wikipedii:
Ulica Komandorska we Wrocławiu – Wikipedia, wolna encyklopedia
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ulica_Komandorska_we_Wrocławiu
Subskrybuj:
Posty (Atom)








