Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotrków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotrków. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2026

Mojżesz Feinkind - Srock - Dzieje Żydów w Piotrkowie i okolicy - 1930

 Ciekawy materiał na stronach 92-93.



SROCK. Srock (gm. Podolin) był pierwotnie własnością biskupów kujawskich, ostatnio zaś własnością rodową Stanisława Małachowskiego, Marszałka Sejmu Czteroletniego, i już wtenczas był zamieszkiwany przez Żydów. 87 Zajmowali się oni tu rolnictwem, wskutek czego byli wolni od płacenia „pogłównego" na mocy prawa, wydanego przez Stanisława Augusta w r. 1775 1 ). Również za trudnienie się rolnictwem, zwolnił Aleksander I Żydów od pełnienia służby wojskowej. Przy nabywaniu Srocka przez rodzinę Rzechtów z Ozorkowa, rozdano również Żydom parcele, aby uprawiali je dla siebie. Z tego też powodu osada żydowska w Srocku nazwana „Srock żydowski", zatrzymała nawet tę nazwę do dnia dzisiejszego, pomimo, że Żydzi dawno już opuścili ową miejscowość i grunta swe sprzedali chłopom, sami emigrując do Ameryki lub do Łodzi i t. d.

Obecnie zamieszkuje w Srocku do 12 rodzin żydowskich. W r. 1917 było w gminie Podolinie, w skład której wchodzi Srock, 159 Żydów. Zostali oni wyrugowani z gruntów włościjańskich na mocy rozkazu C. K Komendy Obwodowej w Piotrkowie, na których osiadali się podczas wojny. Ci, którzy zamieszkują na gruntach poduchownych lub miejskich, płacą pewien czynsz roczny za grunta pod budynki do Urzędu Gminy. Należą zaś Żydzi, mieszkający w Srocku, do Gminy Żydowskiej w Tuszynie; posiadają w Srocku swoją bóźnicę, powstałą z fundacji Ajzyka Kałmanowicza, na placu, darowanym w r. 1837 przez proboszcza parafji Srock (Akt. notarj. Nr. 1817/521 r 1875).


poniedziałek, 23 lutego 2026

Będków - Łaznów - Ujazd - Tomaszów - Piotrków - Kościoły

 

Bardzo interesująca książka Juckoff Paula z 1921 roku:

Architektonischer Atlas von Polen: Kongress - Polen) - Atlas architektoniczny Polski: Kongres - Polska. Mnóstwo pięknych zdjęć kościołów. W tej części kościoły mi bliskie.

Architektonischer Atlas von Polen : (Kongress-Polen)




Będków (kr. Brzeziny), kościół parafialny. Będków (kr. Brzeziny), Katholische Pfarrkirche.


           Łaznów (Powiat Brzeziny), Kościół drewniany - Łaznów (Kr. Brzeziny), Holzkirche


Ujazd (powiat brzeziński), kościół parafialny. - Ujazd (Kr. Brzeziny), Katholische Pfarrkirche.


Tomaszów (powiat brzeziński), drewniany kościół. - Tomaszów (Kr. Brzeziny), Holzkirche.

             Petrikau (Piotrków), kościół parafialny. - Petrikau (Piotrków), Pfarrkirche.



niedziela, 14 grudnia 2025

Kamocin - Piotrków - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 6/1961

                                                             Kamocin koło Piotrkowa

Nasza gazeta chce pisać nie tylko o większych gminach w ojczyźnie: o przeszłości, ale także o mniejszych. Dzisiaj przybywamy do okolic Piotrkowa i zajmujemy się filią parafii Kamocin.

10 km od Piotrkowa, przy drodze do Łodzi, do 1945 roku znajdowała się filia parafii Kamocin. Również tutaj mieszkali ewangeliccy rodacy, którzy już wcześniej zbudowali mały kościółek i pielęgnowali język ojczysty oraz tradycje przodków. Już w 1877 roku ich kantora została podniesiona do rangi filii parafii, która składała się z miejscowości Kamocin, Żychlin i Papierze; należeli do niej również Niemcy z kilku innych miejscowości.

Często uczęszczane nabożeństwa odprawiał nauczyciel i kantor; tylko raz w miesiącu przyjeżdżał pastor z Piotrkowa, który udzielał również Komunii Świętej. Corocznie od 20 do 30 konfirmantów było przygotowywanych przez kantora i błogosławionych przez pastora.

Chociaż parafia nie była duża (w 1944 r. liczyła około 157 rodzin), od dawna miała 20-30 trębaczy i śpiewaków. Chociaż młodzi chłopcy i dziewczęta, podobnie jak wszyscy inni w tamtych czasach, nie znali 45- lub nawet 40-godzinnego tygodnia pracy, mieli wystarczająco dużo czasu dla kościoła i uważali za zaszczyt przynależność do chóru trębaczy lub chóru śpiewaczego. Na rzecz chórów szczególnie zaangażowani byli nauczyciele Rossol, Patzer i Fröhlich. Najbardziej aktywnymi członkami byli Wilhelm i Waldemar Zacharias, Hamp, Groß, Kirsch, Stengert, Schindel, Binder i Albert Fenske, kierownik chóru puzonowego.

Szkoła (w 1944 r. uczęszczało do niej 95 dzieci) w latach 1914–1935 należała do „Niemieckiego Związku Szkolnego”. Po przegranej sprawie sądowej w 1936 r. wprowadzono język polski jako język wykładowy, a lekcje niemieckiego i religii zostały usunięte z planu nauczania! Protesty rodziców i strajk uczniów (trwający 5 tygodni!) nie przyniosły żadnego skutku. Mniejszość rzadko ma prawo głosu i szansę na realizację swoich postulatów; nawet w naszej szczęśliwej zachodniej części Niemiec, partia, która zdobywa mniej niż 5 procent głosów, nie ma nic do powiedzenia, niezależnie od tego, jak dobre są jej ideały. Niektóre rodziny walczące o niemiecką szkołę zostały nawet ukarane.

Ponieważ zajęcia w szkole były często zakłócane, gmina postanowiła zbudować dom kultury, aby mieć nowe centrum swojej działalności. Niezbędne fundusze zapewnił bardzo ceniony pastor Petznik, a resztę zebrała gmina; uczestniczyli w tym również baptyści. Budynek został ukończony w 1939 roku; zawierał dwie mniejsze sale do ćwiczeń i jedną większą do uroczystości.

Wkrótce budynek szkoły został rozbudowany o 2 sale lekcyjne. Pan R. Hein podarował na ten cel ziemię, a pan Berthold Below 20 000 cegieł.

Gmina mogła cieszyć się tymi dziełami tylko przez krótki czas! Powoli, ale pewnie zbliżała się burzowa chmura ze wschodu, aż 13 stycznia 1945 r. dotarła również do Kamocina.

W nocy z 13 na 14 stycznia 1945 r. większość mieszkańców uciekała w mrozie. Musieli zostawić cały swój dobytek. Nie wiadomo, ile osób zginęło w drodze. Ci, którzy zostali, lub ci, którzy nieświadomi niczego powrócili, spotkał gorzki los. W bestialski sposób zamordowano 15 Niemców: rodzinę Gustava Jerke (2 osoby). Binder (3 osoby), Karch (2 osoby), Johann Bonik, Adolf Stelzer, Rudolf Fenske, Hugo Groß, Edmund David, Gustav i Reingold Höppner.

Piękny kościółek został całkowicie splądrowany i zbezczeszczony, a stara szkoła została przekształcona w remizę strażacką. W dużej sali nowego domu kultury po 1945 r. w każdą niedzielę odbywały się potańcówki; a do dwóch małych pomieszczeń wprowadził się spółdzielczy sklep spożywczy.

Nie chcę kończyć bez podziękowań dla pastora Petznika, który przez 12 lat angażował się na rzecz mieszkańców Petrikau i Kamocin i odważnie występował przeciwko wszelkiej niesprawiedliwości wyrządzanej członkom jego parafii. Miał on dość dobre stosunki z polskim otoczeniem, dzięki czemu w 1939 roku nie doszło tu do żadnych zamieszek. W 1945 r. tłum nie oszczędził jednak również Niemców z Kamocina.

Jako były nauczyciel i kantor filii parafii życzę wszystkim współwyznawcom Bożej pomocy i opieki. Proszę wziąć sobie do serca psalm 66, 8-12 i 126, 5-6.

                                                                                                                    Karl Zielke


                                                               Kamocin bei Petrikau

Unser Blatt will nicht nur über die größeren Gemeinden in der Heimat: von gestern berichten, sondern auch über die kleineren. Wir kommen heute in die Gegend von Petrikau und behandeln die Filialgemeinde Kamocin. 

10 km von Petrikau entfernt, an der Straße nach Lodz, fand man bis 1945 die Filialgemeinde Kamocin. Auch hier lebten evangelische Landsleute, die sich schon früh ein Kirchlein ererbauten und die Muttersprache und Väterart hochhielten. Schon 1877 wurde ihr Kantorat zu einer Filialgemeinde erhoben, die aus den Orten Kamocin, Zychlin und Papierz bestand; auch die .Deutschen einiger anderer Ortschaften gehörten dazu. 

Die stets gutbesuchten Gottesdienste hielt der jeweilige Lehrer und Kantor; nur einmal im Monat kam der Pastor aus Petrikau der auch des hl. Abendmahl austeilte. Die jährlich zwischen 20 und 30 Konfirmanden wurden vom Kantor vorbereitet und vom Pfarrer eingesegnet.

War die Gemeinde auch nicht groß (1944 ungefähr 157 Familien), hatte sie doch von altersher je 20-30 Posaunisten und Sänger. Obwohl die jungen Burschen und Mädchen wie jeder andere damals keine 45-oder gar 40-St-Woche kannten, hatten genug Zeit für die Kirche und rechneten es sich zur Ehre an, entweder zum Posaunenchor oder Gesangverein zu gehören. Für die Chöre setzten sich ganz besonders die Lehrer Rossol, Patzer und Fröhlich ein. Aktivste Mitglieder waren Wilhelm und Waldemar Zacharias, Hamp, Groß, Kirsch, Stengert, Schindel, Binder und Albert Fenske, der Leiter des Posaunenchors.

Die Schule (1944: 95 Kinder) gehörte von 1914 bis 1935 zum "Deutschen Schulverband". Nach einem verlorenen Prozeß wurde 1936 die polnische Unterrichtssprache eingeführt, wurden die deutschen Stunden und Religion aus dem Unterrichtsplan gestrichen! Proteste der Eltern und Streik der Schulkinder (5 Wochen lang!) nützten nichts. Eine Minderheit kommt kaum ingendwo zum Recht und zur Geltung; auch in unserem glücklichen Westdeutschland erreicht die Partei nichts, die weniger als 5 Prozent der Wähler gewinnt, und mögen ihre Ideale noch so gut sein. Einige der für eine deutsche Schule kämpfenden Familien wurden sogar mit Strafe belegt,

Da in dem Schulhaus die Ubungen nunmehr oft gestört wurden, beschloß die Gemeinde, ein Vereinshaus zu bauen, um ein neues Zentrum ihrer Arbeit zu haben. Das nötige Geld vermittelte der sehr geschätzte. Pastor Petznik den Rest brachte die Gemeinde auf; auch die Baptisten beteiligten sich. Das Haus war 1939 im Rohbau fertiggestellt; es enthielt zwei kleineres Räume für Ubungen und einen größeren für Festlichkeiten.

Bald wurde auch das Schulhaus um 2 Klassenräume erweitert Herr R.Hein schenkte dafür das Land und Herr Berthold Below 20 000 Ziegelsteine.

Nur kurze Zeit konnte sich die Gemeinde an diesen Werken erfreuen! Langsam aber sicher zog die Gewitterwolke aus dem Osten heran, bis sie am 13.1.1945 auch Kamocin erreichte.

In der Nacht zum 14.1.1945 eilten die meisten bei Kälten zu. All Hab und Gut mußte zurückgelassen werden. Wie viele Personen unterwegs umkamen, ist nicht bekannt. Die Zurückgebliebenener oder die ahnungslos Zurückkehrenden traf ein bitteres Los. Allein 15 Deutsche wurden auf bestialische Weise umgebracht: Familie Gustav Jerke (2 Personen). Binder (3 Personen), Karch (2 Personen), Johann Bonik, Adolf Stelzer, Rudolf Fenske, Hugo Groß, Edmund David, Gustav und Reingold Höppner.

Das schöne Kirchlein wurde total ausgeplündert und geschändet, die alte Schule als Feuerwehrschuppen eingerichtet. Im großen Saal des neuen Vereinshauses wurde nach 1945 allsonntäglich getanzt; in die zwei kleinen Räume zog ein vergesellschaftteter Lebensmitteladen ein.

Ich will nicht schließen ohne Dank an Pastor Petznik, der sich 12 Jahren lang für Petrikauer und Kamociner einsetzte und der mutig gegen jedes Unrecht auftrat, das seinen Gemeindegliedern zugefügt wurde. Er hatte dabei ein leidliches Verhältnis zur polnischen Umwelt, sodaß 1939 hier keine Ausschreitungen vorkamen. 1945 freilich verschonte der Pöbel auch die Kamociner Deutschen nichts.

Als gewesener Lehrer und Kantor der Filialgemeinde wünsche ich allen Glaubensgenossen Gottes Beistand und Schutz. Zur Beherzigung Psalm 66, 8-12 und 126, 5-6.

                                                                                              Karl Zielke




sobota, 29 listopada 2025

Stary i Nowy Lubiaszów - Bronisławów - Piotrków - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1962

 


                                         Niemieckie wioski w okolicach Petrikau

Nie możemy tutaj opisać wszystkich niemieckich wiosek i gospodarstw w powiecie Piotrkowa Tryb., ale możemy wspomnieć o trzech następujących:

Stary Lubiaszów, Nowy Lubiaszów i Bronisławów.

W Starym Lubiaszowie mieszkało 8 niemieckich rolników, w Nowym Lubiaszowie 18, a w Bronisławowie 9. Trzy wioski posiadały piękną modlitewną salę i zadbany cmentarz. W modlitewni w każdą niedzielę odbywały się nabożeństwa. Dwa razy w roku przyjeżdżał pastor P e t z n i k z Piotrkowa, który udzielał również Komunii Świętej. Było to zawsze wielkie święto.

Jak wyglądała sytuacja po wysiedleniu?

Zaraz po wysiedleniu w 1945 r. polski wójt gminy Golesze, Jan Fijałkowski, sprzedał dom modlitwy. Został on rozebrany, a materiały budowlane wykorzystano do budowy stajni w Stanisławowie. Rozebrano również następujące gospodarstwa i obsadzono je lasem: gospodarstwa Lutomskich, Welsandów, Puradtów, Klemków i Purodtów, aż do cmentarza.

Gmina poniosła wielkie straty. Partyzanci zastrzelili: Daniela Lutomskiego, Alfreda Henke, Eduarda Davida i Wilhelma Lutomskiego. Zginęli z rąk morderców: Aurelle Koßmann, Adolf Schinkel, Emilie Schinkel, Otto Miege, Gustav Puradt, Welsandt. W Rosji pozostali (polegli lub zginęli): Theophil Krüger, Wilhelm Puradt, Hermann Lutomski. Ludwig Baumgart, Oskar Baumgart, Gustav Baumgart, Gottlieb Kitzmann, Otto Klemke, Rudolf Karch.

Do dziś zaginieni: Robert Besler, Georg Miege, Bruno Koßmann, Edmund Koßmann, Adolf Puradt, Ernil Puradt, Gottlieb Schinkel, Roman Handt, Ludwig Zielke, Rudolf Klemke, Gustav Besler. Łącznie 19 zabitych i 11 zaginionych.

Obecnie z dawnej gminy na zachodzie mieszka 28 rodzin, a w strefie 4 rodziny.

W dawnej ojczyźnie, w Lubiaszowie koło Piotrkowa, pozostała tylko jedna Niemka, Frieda Ruszewska, która mieszka u Polaka, Władysława Bogusławskiego. Oboje mieszkają na farmie Anny Handt. Jak donoszą, we wsi niewiele się zmieniło. Zachował się również cmentarz ewangelicki, a groby, które nadal są oznaczone kamieniami i napisami, są nawet pielęgnowane przez Polaków. – To wiadomość, z której można się cieszyć.

                                                                                                          August Zimpel

                                                     Polacy całowali jej ręce

Z jej listu:

... Trude Geselle, obecnie mieszkająca w Halberstadt, niedawno odbyła podróż do Polski. Była w Warszawie i Łodzi, a także przejechała przez Petrikau. Odwiedziła przede wszystkim Lubiaszów w powiecie piotrkowskim. Opowiada, że wszędzie zbudowano utwardzone drogi (drogi krajowe) i że z Łodzi do Piotrkowa kursuje autobus. Tym autobusem przyjechała do Starego Lubiaszowa i przeszła pieszo przez swoją rodzinną wieś. - Ponownie obejrzała wszystko. Nocowała u Bolka Bogusławskiego, który jest teraz sołtysem, ta polska rodzina przyjęła ją serdecznie, stali się teraz miłymi ludźmi. Wszyscy całowali ją w rękę i ściskali. Spotkała również swoją dawną przyjaciółkę Zoskę Zarembę. Wszędzie była bardzo lubiana, również w Łodzi, gdzie miała znajomych lekarzy, którzy również ją serdecznie przyjęli. Nie była tylko na naszym cmentarzu, ponieważ bardzo padało, a ona nie miała zbyt wiele czasu. 

                                                                                                                         Elli Michel


                                       


                                                Deutsche Dörfer bei Petrikau

Wir können hier nicht über alle deutschen Dörfer und Höfe im Kreise Petrikau Tryb. berichten, wohl aber über die nachfolgenden drei:

Alt-Lubiaschow, Neu-Lubiaschow und Bronislawow.

In AIt-Lubiaschow gab es 8 deutsche Bauern. in Neu-Lubiaschow 18 und in Bronisławów 9. Die 3 Dörfer besaßen ein schönes Bethaus und einen gepflegten Friedhof. Im Bethaus wurde jeden Sonntag Andacht abgehalten. Zweimal im Jahr kam Pastor P e t z n i k  aus Petrikau, der auch das Hl. Abendmahl austeilte. Das war immer ein großes Fest.

Wie ging es hier nach der Vertreibung zu?

Gleich nach der Vertreibung 1945 hat der polnische Wójt der Gemeinde Golesze, Jan Fijalkowski, das Bethaus verkauft. Es wurde abgebrochen und das Baumaterial für Ställe in Stanislawow verwendet. Auch wurden folgende Höfe aufgelöst und mit Wald bepflanzt: der des Lutomski, des Welsandt, Puradt, Klemke und Purodt, bis zum Friedhof.

Die Gemeinde hat viel Blut lassen müssen. So wurden von Partisanen erschossen: Daniel Lutomski. Alfred Henke, Eduard David und Wilhelm Lutomski. Von Mörderhänden fielen: Aurelle Koßmann, Adolf Schinkel, Emilie Schinkel, Otto Miege, Gustav Puradt, Welsandt. In Rußland blieben (gefallen oder umgekommen): Theophil Krüger, Wilhelm Puradt, Hermann Lutomski. Ludwig Baumgart, Oskar Baumgart, Gustav Baumgart, Gottlieb Kitzmann, Otto Klemke, Rudolf Karch.

Vermißt sind bis zum heutigen Tage: Robert Besler, Georg Miege, Bruno Koßmann, Edmund Koßmann, Adolf Puradt, Ernil Puradt, Gottlieb Schinkel, Roman Handt, Ludwig Zielke, Rudolf Klemke, Gustav Besler. - Das sind zusammen 19 Tote und 11 Vermißte.

Heute leben aus der alten Gemeinde im Westen 28 Familien und in der Zone 4 Familien.

In der alten Heimat, in Lubiaschow bei Petrikau. ist von den Deutschen nur ein einziges Mädchen zurückgeblieben, Frieda Ruszewska, die bei einem Polen, Wladyslaw Boguslawski, lebt. Die beiden wohnen auf dem Hof der Anna Handt. Wie berichtet wird, soll sich ,im Dorf nicht viel verändert haben. Auch sei der evangelische Friedhof erhalten geblieben und die Gräber, die noch mit Denksteinen und Aufschriften versehen sind, würden von den Polen sogar ,gepflegt. – Eine Nachricht, über die man sich freuen kann.

                                                                                                                                     August Zimpel

                                          Die Polen küßten ihr die Hände

Aus Seinem Brief:

... Trude Geselle, jetzt in Halberstadt, hat vor kurzem eine Reise nach Polen gemacht. Sie war in Warschau und Lodz und ist auch durch Petrikau durchgekommen. Vor allem hat sie Lubiaschow ,im Kreise Petrikau besucht. Sie berichtet, daß überall befestigte Straßen (Chausseen) qebaut worden sind und ein Bus von Lodz bis Petrikau verkehrt. Mit diesem Bus kam sie nach Alt-Lubiaschow und ist zu Fuß durch das Heimatdorf gegangen. - Sie hat sich alles noch einmal angesehen. Beim Bolek Boguslawski hat Sie übernachtet, der ist jetzt Dorfschulze, diese polnische Familie hat sie fein aufgenommen, das sind jetzt feine Leute geworden. Die haben ihr alle die Hände geküßt und gedrückt. Auch ihre frühere Freundin Zoska Zaremba hat sie wiedergesehen. Also die Freundschaft war überall sehr groß, auch in Lodz, da hatte sie von früher her bekannte Aerzte, die sie auch fein aufgenommen haben. Nur auf unserem Friedhof war sie nicht, es hat gerade so sehr geregnet und sie hatte nicht lange Zeit." 

                                                                                                                                    Elli Michel 


sobota, 17 maja 2025

Radomszczański Maruszeczko - Wola Grzymalina - Mord - Napad - 1938

 Fabuła jak na sensacyjnym filmie gangsterskim, działo się w piotrkowskim i radomszczańskim terenie!

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1938-06-12 R. 68 nr 133

                               Krwawy łańcuch zbrodni zabitego bandyty. 

                   "Radomszczański Maruszeczko" terroryzował dwa powiaty - 

                               Walka oddziału policji z osaczonym bandytą  

P i o t r k ó w 10. 6. - Od dłuższego czasu na terenach powiatów piotrkowskiego i radomszczańskiego grasował groźny bandyta Mieczysław Gajewski z Radomska. Przezywany on był "radomszczańskim Maruszeczką", gdyż potrafił się w porę po dokonanej zbrodni ukryć, poza tym umiał dobrze strzelać z rewolweruu. Uzbrojony Gajewski był postrachem mieszkańców obu powiatów. 

Kroki jego znaczyły się krwią pomordowanych lub ranionych osób. W dniu 7 marca rb. zabił swą żonę Leokadię za rzekomą zdradę małżeńską. Ścigany za zbrodnię skrył się we wsi Kosówka w pow. piotrkowskim i tu śmiertelnie zranił w dniu 18 marca Wieczorka Ignacego, który wkrótce zmarł. Tego samego dnia usiłował dokonać napadu rabunkowego na mieszkanie Chany Kazanowskiej w Piotrkowie. W dniu 7 kwietnia w Radomsku strzelał do ścigającego go policjanta, przy czym zraniona została jedna z przyjaciółek bandyty Waleria Zjawiona z Radomska. 

Wkrótce potem, bo już w dniu 28 kwietnia, we wsi Wola Grzymalina w pow. piotrkowskim ze wspólnikiem swym Tadeuszem Miedziarskim dokonał napadu rabunkowego na sklep spożywczy Józefa Kaczmarka. Po zrabowaniu 12 zł gotówką i artykułów spożywczych ciężko zranił właściciela sklepu, następnie zastrzelił szwagra jego Stanisława Szczęsnego. Miedziarski zaś zastrzelił żonę Kaczmarka, Władysławę. Po zbrodni bandyci zbiegli. Pościg policyjny częściowo się udał, gdyż złapany został Miedziarski, Gajewski zaś zbiegł, wypływając w Piotrkowie, gdzie postrzelił dwu posterunkowych policji w dniu 24 maja na ul. Rolniczej. Do dnia 8 czerwca bandyta nie dał o sobie znaku. Wypłynął on w Gorzkowicach, gdzie, jak się okazało, żebrał. Na skutek informacji o bandycie, który ukrywał się w zbożu przy stacji kolejowej, do Gorzkowic pojechało z Piotrkowa kilku posterunkowych Służby Śledczej z podkomisarzem Olszewskim na czele. W obławie wziął również udział komisarz Nikles, w zastępstwie komendanta powiatowego.

W czasie poszukiwań w zaroślach ustalono miejsce ukrycia się Gajewskiego. Było ono doskonale zamaskowane, gdyż z trzech stron otoczone zostało, groblę z czwartej zaś dotykało zboże. Na widok zbliżającej się policji Gajewski począł strzelać, na co policja odpowiedziała ogniem. Jedna z kul trafiła w głowę przod. służby śledczej Zygmunta Klimaska. Leżący już na ziemi bandyta strzelił do biegnącego komisarza Miklesa raniąc go ciężko w głowę. Kilka strzałów oddanych przez pozostałych policjantów trafiło Gajewskiego, który zmarł na miejscu. Znaleziono przy nim dwa rewolwery kal. 7,65. Komisarza Miklesa przewieziono do szpitala w Łodzi. Wkrótce odbędzie się rozprawa przeciwko wspólnikowi Gajewskiego, Miedziarskiemu, która w części odsłoni burzliwe życie groźnego bandyty i jego wspólnika.

niedziela, 13 kwietnia 2025

Majków Średni - 60-lecie urodzin Bieruta - Zobowiązania - Głos Robotniczy - 1952

 

Głos Robotniczy : organ KW i KŁ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1952-04-25 R. 8 nr 99

CHŁOPI Z MAJKOWA ŚREDNIEGO WYKONALI ZOBOWIĄZANIE.

Po prawej stronie drogi ciągną się okazałe, w większości murowane budynki gospodarcze chłopów gromady Majków Średni, w powiecie piotrkowskim. Przed każdym domem ogrodzony ogródek, dobrze utrzymany. Na drodze i przed domami panuje czystość i porządek. Przez otwarte okna mieszkań dobiegają z głośników radiowych dźwięki muzyki, cała gromada bowiem jest zradiofonizowana.

Od szeregu dni Majków Średni żyje wiosną i pracą przy siewach. Głośno rozbrzmiewają pokrzykiwania chłopów na konie, ciągnące siewniki, brony i kultywatory. Wszyscy gospodarze zrozumieli tu, że wczesne i szybkie siewy - to bogatsze i lepsze plony. Skoro tylko ziemia trochę obeschła, wnet wszyscy chłopi wyszli w pole. W domach zostały tylko dzieci i starcy. Jeszcze przed świętami rozpoczął siewy Stanisław Pieluszek, a w ślad za nim poszli inni chłopi, 18 kwietnia, w dniu 60- lecia urodzin Prezydenta Bolesława Bieruta. Pieluszek miał już obsiane swe pole, inni chłopi również spieszyli się bardzo, aby do wieczora zakończyć siewy, aby wypełnić swe zobowiązania.

Gromada Majków Średni długo i starannie przygotowywała się do akcji siewnej, a najwięcej czasu na przygotowanie poświęcał sołtys Stanisław Wężyk. Na zebraniach gromadzkich informował chłopów, kiedy mogą otrzymać nawozy sztuczne, kwalifikowane ziarno siewne i potrzebne narzędzi rolnicze. Ponieważ w gromadzie znajduje się 7 prywatnych siewników, więc ustalono ich pracę w ten sposób, że każdy chłop mógł w terminie obsiać swe pola siewnikiem. Nie zapomniano także o pomocy sąsiedzkiej dla nie posiadających sprzężaju, a takich gospodarzy jest kilku. Małorolnemu, Mieczysławowi Kotasowi pomógł uprawić ziemię Piotr Tuta, a Ignacemu Sierantowi pomógł Ignacy Pietras.

Nad właściwą realizacją pomocy sąsiedzkiej i terminowym wykonaniem siewów w gromadzie czuwał sołtys Wężyk. I on już ukończył siewy. Wężyk ma dziewięcioro dzieci, jest więc dla kogo pracować. Najstarszy syn, liczący 17 lat, uczy się w Szkole Przemysłowej w Piotrkowie. Troje dzieci chodzi do szkoły podstawowej, a pozostałe - to jeszcze maleństwa.

- Mimo tak licznej rodziny - powiada Wężyk - żyję w dostatku i o wiele lepiej mi się powodzi niż przed wojną. Z tych 6,5 hektara ziemi wyżywi się cała rodzina, a co należy się państwu, to jeszcze z nadwyżką odstawiam, gdyż zrozumiałem, że dobrobyt mój i mej rodziny zawdzięczam władzy ludowej i naszemu kochanemu prezydentowi Bierutowi.

Wężyk był dwa razy w Warszawie: wkrótce po wyzwoleniu i w 1950 roku. Opowiadał potem sąsiadom, jak szybko odbudowuje się nasza stolica, jakie powstają tam wielkie i piękne domy. Cieszy się, że z roku na rok wzrasta świadomość wśród mieszkańców gromady, a praca jego, jako sołtysa, staje się lżejsza. Raduje go szybkie zakończenie siewów w gromadzie.

- Są już u nas chłopi, co z niechęcią patrzą na swe wąskie, małe poletka, które tak niewygodnie uprawiać maszynami - oświadcza Wężyk. 

- Coraz częściej rozmawiają oni między sobą o spółdzielniach produkcyjnych i chcieliby ujrzeć na własne oczy ich gospodarkę. Trzeba więc, ażeby ZSCh pomógł im zorganizować wycieczkę do spółdzielni produkcyjnej. Niech sami przekonają się o wyższością gospodarki zespołowej nad indywidualną, a w przyszłym roku na pewno siać będą zespołowo.

Tak więc w dzień 60-lecia urodzin Prezydenta Bieruta jeszcze przed zachodem słońca, gromada Majków Średni, zakończyła siewy, zwycięsko wykonując swe zadania.

                                                                                           S.Lewandowski.




piątek, 11 kwietnia 2025

Majkowice - Zamek - Historia - Ilustrowane okolice Piotrkowa - 1926


Ilustrowane okolice Piotrkowa - 1926

ZAMKI NAD PILICĄ. Majkowice - Surdega - Bąkowa Góra. 

Podanie o Florjanie Szarym. protoplaście Jelitczyków - i jego złym sąsiedzie.

W Polsce Piastowskiej, jeszcze poza wiek XV, spostrzegamy możne rody szlacheckie, gnieżdżące się okolicami. Posiadłości takie rodowe, żyjące pod jedną i tą samą proklamą czyli zawołaniem herbowem, rozrastały się z czasem rozgałęzionymi konarami, z rzadka tylko osamotnione wypuszczając odrośle. Piotrkowskie strony, owe lesiste płaszczyzny, między źródliskami Neru a Pilicą, wyginające się za Radomskiem w lekkiej pochyłości ku Kielcom, w strony chęcińskie, przedewszystkiem-były gniazdem rodzinnem „braci herbowej"-pieczętującej się godłem Kożlichrogów. Tam to leżały Majkowice, ojcowizna sławnego Florjana Szarego, tam to nad nurtami Pilicy wznosił się legendarny ów zamek Surdega, u stóp którego gnieździły się stare domy Jeilitczyków, i rozchodziły się po świecie, po różnych ziemiach Rzeczypospolitej.

Obok Kożlichrogów, od niepamiętnych czasów usadowił się i rozrodził w Sieradkiem ród Poraitów, używający za godło na tarczach róży czerwonej, pięciolistnej. Ten dwoma przeważnie rozchodził się konarami: kiedy jedna gałęź osiadła w stronach Piotrkowa i Radomska, w okolicy gęsto przez Jelitczyków zajętej; druga krzewiła się nad Wartą, we właściwem Sieradzkiem. Poraici dziedzictwami swemi licznie ich w tej stronie poprzegradzali; w okolicach Radomska gnieżdżąc się w Zamościu, Żłobnicy, Kodrębiu, Sobiekarsku, Krępy i Garnku - sąsiadowali z Jelitczykami na Jajkach i Kobielach, w Piotrkowskiem: Suchcice, Dobrzelew, Chrzanowce i były siedliskiem Różyców, słabszych już tutaj, wobec licznie rozrodzonej braci Sarjuszowego v. Jelitczykowego domu: na Gomólinie, Kożlichrogach, Woźnikach, Postękalicach, Cieszanowicach, Mierzynie, Łąkach, Białej, Kamocinie i Łochyńsku.  




Gdy według opowieści B. Paprockiego tego najdawniejszego z naszych heroldyków - „wszyscy Jelitowie rozumieją za najstarsze: gniazdo owe Majkowic, w sieradzkiej ziemi, w pow. piotrkowskim" - niem się przedewszystkiem zajmiemy. Wieś Majkowice daw. Mojkowice - leży na północno - wschód od Piotrkowa, nieopodal Pilicy. Najbliższy do niej dojazd od Sulejowa, gdyż znajduje się w sąsiedniej parafji Ręczno. 

Są tam na wzgórku ruiny zamku Florjana Szarego, protoplasty rodu Jelitczyków. Rycerz ten za czasów Władysława Łokietka, biorąc udział w owej sławnej bitwie z Krzyżakami-1331 - padł ranny na polu zwycięstwa. Według słów Długosza - „Nazajutrz, jak tylko dzień rozświtał, król udał się na pobojowisko, dla pozbierania ciał rycerzy poległych i przypatrzenia się tak sromotnej a strasznej nieprzyjaciół klęsce. A gdy oglądał i rozpoznawał zwłoki pobitych, natrafił na. jednego z szlachty, który w walecznej  rozprawie skłóty włóczniami ległszy żywy między trupy, wyciekające z łona swego wnętrzności wpychał rękami obiema. Był to Florjan nazwiskiem -Szary. Król zastanowiwszy się nad nim, tknięty litością rzekł do towarzyszącej mu drużyny, "Jak ciężką mękę ponosi ten nasz rycerz!" Na co on zebrawszy siły odpowiedział: „To mniej boli niż zły sąsiad." Zaczem król: „Bądź rzecze, dobrej myśli, jeżeli się z tej rany wyleczysz, uwolnię cię moją łaską od tak złego sąsiedztwa." A gdy go podjęto i troskliwem staraniem do zdrowia przywrócono, król dał mu hojne opatrzenie, a domowi jego, noszącemu w herbie trzy włócznie, przydał od owego zdarzenia nową nazwę - (proclama) Jelita, zarzuciwszy dawną Kożlerogi".

Potomkowie owego Florjana Szarego, zwać się poczęli Sarjuszami a słowa bohatera wypowiedziane do Króla Łokietka „To mniej boli" - używali odtąd jako dewizę herbową. Zamek w Majkowicach zbudowany w stylu gotyckim, z cegły - Posiada jeszcze dobrze zachowaną wieżę „strażnicę" -- oraz część zachowanych murów - a piwnice ,o silnych sklepieniach łukowatych dotąd służą do przechowywania ziemniaków. Ze szczytu wzgórza tego, ku zachodowi, widać nad Pilicą wzniesienia ziemne. to drugi ziarnek Surdega -- niegdyś również własność Florjana Szarego. Paprocki opisując gniazdo Jelitczyków - Majkowice - mówi tak dalej - "przy którym jest zamek niedaleko nad rz. Pilicą, · stary murowany, rzeczony Surdega, już spustoszały, a to była własna majętność Florjana wyżej mianowanego". Jak widzimy - autor nie znając tych miejscowości dwa oddzielne zamczyska: Majkowice i Srdegę - identyfikuje - uważając za jedno i to samo.

Będków - Michał Rawita-Witanowski - ILUSTROWANE OKOLICE PIOTRKOWA - 1930

 

Bardzo ciekawie opisana historia "mojego" Będkowa!

Michał Rawita-Witanowski

ILUSTROWANE OKOLICE PIOTRKOWA - 1930

O dwa kilometry od przystanku kolejowego w Czarnocinie znajduje się miasteczko Będków. Idąc od stacji nad brzegami Wolbórki, zasilonej tu dopływem strumienia Kurówki, przebywamy most drewniany na rzece i stajemy wobec okazałej świątyni będkowskiej. Z aktów kościelnych dowiadujemy się, że fundacja to z XV wieku dziedziców miejscowości tej, zamożnej szlachty sieradzkiej Spinków, którzy współcześnie uzyskali przywilej miejski dla osady. Mury jego czerwienią się zdała nietynkowaną cegłą, a mając w planie formę krzyża, wyniosłymi szczytami, przybranymi w pinakle oraz wieżą, górują nad okolicą. Zdaje się, że niektóre części kościoła, jak np. boczne kaplice, musiały być później dobudowane, a wieża z kopułą miedzią pokryta, niezaprzeczenie jest conajmniej o wiek późniejszą. Pod względem architektury kościół ten ma parę wyróżniających go szczegółów. Oto część kapłańska zakończoną jest trzema ścianami, z których środkowa, znacznie od szerokości tejże części węższa, zębatym kończy się szczytem. Plan taki wymagał odmiennego związania dachu i mniej też kształtną onemu nadaje postać. Lecz co osobliwsze - zębate szczyty przybrane są w kolumny, których rowkowania niespotykanym gdzieindziej sposobem, ślimakowato pną się ku górze. Wnęki · wyłożone glazurowaną cegłą i takież „żabki" kończące śpiczaste pinakle, lśniąc w blasku dnia słonecznego, niezwykle efektowne wywołują wrażenie. Zdaniem Sobieszczańskiego-tych budowniczych osobliwości w żadnym z dawnych kościołów polskich spotkać nie można. 

Na południowej ścianie kaplicy, po prawej stronie położonej, znajduje się tablica erekcyjna, nad arkadą zamurowanego wejścia. Wykonana z kamienia ciosowego, ma u góry trzy wypukło rzeźbione herby: w pośrodku Spinków, po bokach godła pokrewnych rodów - Abdanków i Jastrzębców, całość podtrzymują dwa lwy heraldyczne. Niezwykłego kształtu herb dziedziców, Paprocki błędnie nazywa Prusem III lub Wilczekosy, gdy ostatnie badania średniowiecznych znaków szlachty polskiej dowodzą, iż jest to herb „Wążonki", przypominający w rysunku wijące się węże, a zawołania „Moszczenica", gdyż ród ten rozsiedlony był w okolicy pobliskiej wsi Moszczenicy. Najdawniejsze pieczęcie Spinków piszących się z Będkowa, z lat 1404 - 13, dowodzą tego. Pod herbami wyryty napis majuskułami gotyckiemi głosi, iż r. pańsk. 1462 budowla ta i miasto założone zostały przez panów: Piotra Wspinka, dziekana kieleckiego, kanonika gnieźnieńskiego i poznańskiego, tudzież Franciszka i Mikołaja, w owym czasie dziedziców Będkowa. Ostatnie ośm głosek napisu, które się na tablicy powyższej nie zmieściły, wykuto na dodatkowym kamieniu u dołu.


Wejście główne do kościoła, od strony wieży, przyozdobione jest nader pięknemi odrzwiami z ciosowego kamienia, nad któremi te same trzy herby, co i na tablicy erekcyjnej, lecz oddzielnie się mieszczą Wewnątrz kościół wybielony, uległ licznym przebudowom. Sklepienie środkowej nawy, gdy runęło, zastąpione zostało sztucznie ułożonym z desek, częściowo jednak zachowane w bocznych kaplicach, ma charakkr gotycki. Około wielkiego ołtarza w prezbytorjum wisi na ścianie zardzewiały miecz obosieczny niemiecki, wydobyty z jakiegoś pobojowiska w okolicy. Obok tron biskupi z żelaza, prześlicznej roboty, niegdyś własność Antoniego Dembowskiego z Będkowa, pasterza djecezji kujawskiej, złożony przez arcyb. Popiela dla tutejszej świątyni Nad nim rozpięto gobelin, ofiarowany w r. 1752 temuż biskupowi włocławskiemu, z odpowiednią u dołu dedykacją. Na wprost wejścia do zakrystji, ujęte w kamienne oddrzwia o profilu gotyckimi nad niem rozwieszone portrety i herby, wykonane na blasze, pamiątki uroczystych pogrzebów tutejszych parafjan. Wśród nich zwraca uwagę niewielki wizerunek św. Mikołaja, malowany w guście bizantyńskim, w srebrzystych ramach.  

W prawej kaplicy obraz N M. Panny przYpomina pędzel Smuglewicza, choć uległ przemalowaniu pod wpływem niewłaściwej pruderji, gdy np. aniołkom otaczającym Bogarodzicę, dodano na biodrach przepaski. Stanowił on dawniej zasłonę w głównym ołtarzu. W przeciwległej kaplicy spostrzegamy też obraz Przemienienia Pańskiego, zdaje się włoskiej roboty, przez czas bardzo uszkodzony. Niegdyś, jak to z papierów kościelnych wyczytać można, było tu liczne marmurowe pomniki możnej rodziny dziedziców. Z nich jeden zaledwie przechował się w świątyni, wmurowany przy prezbyterjum. Jest to nagrobek Zofji Spinkówny, córki Stanisława, dziedzica Będkowa, zm. 1574 r. Po następnych właścicielach Gliszczyńskich, Dembowskich i Bielińskich, żadnych prawie pamiątek nie zostało. W miasteczku, oprócz kilku drewnianych domostw z charakterystycznemi podcieniami w rynku, nic ciekawego nie widać. Zburzono od dawna gmach giełdy, który na przestronnym placu wznieść kazał niegdyś Dembowski, aby stworzyć w nim ognisko handlu dla miasteczka. Gdy Będków był jeszcze wioską, należał do parafii w Rososze, gdzie też zachowaną została pierwotna świątynia modrzewiowa. Pustka tu wielka, gdyż kościołek rzadko jest nawiedzany, będąc tylko filią parafii Bedkowkiej. Zaciekawiają w nim szczątki tryptyku z wyobrażeniem św. Jadwigi i Katarzyny, oraz rzeźbiony w drzewie relikwiarz, o pięknych barokowych zarysach......

czwartek, 3 kwietnia 2025

Majków - Kronika wypadków i nie tylko.... -- cz.2

Tydzień. 1885-11-15 R. 13 Nr 46

Nad samym ranem d. 12 b. m. zmarł nagle w wieku lat 67 . p. Antoni Przyłuski b. właściciel dóbr Majków - od lat kilku zamieszkały z rodziną w naszem mieście i powszechną cieszący się sympatyją, dla swej nieposzlakowanej niczem prawości charakteru i takichże uczuć rodzinnych i społecznych.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-05-09 R. 14 nr 115

Na gorącym uczynku. Mieszkaniec Piotrkowa, 17-letni Feliks ....enc (ul. Jerozolimska 53) został ujęty · na gorącym uczynku kradzieży drobiu w zagrodzie Dominika Hoffera, zamieszkałego we wsi Majków Duży, gm. Szydłów.

Dziennik Narodowy. 1938-07-28 R. 24 nr 167

Dzieci puściły z dymem zagrodę. We wsi Majków Duży pod Piotrkowem wybuchł groźny pożar w zabudowaniach Józefa Dziubeckiego. Ogień strawił dom mieszkalny i budynki gospodarcze oraz tegoroczne zbiory siana i narzędzia rolnicze, wyrządzając strat na sumę około 5.000 zł. Jak się okazało pożar wywołały pozostawione bez opieki dzieci, których rodzice bawili w polu przy żniwach. Dzieci rozpaliły ognisko, od którego następnie zajęły się budynki.

Kolonia Majków - Piotrków - Podwójna zbrodnia - Ilustrowana Republika - 1925

 Ohydna zbrodnia która miała miejsce w Majkowie Dużym 100 lat temu w dalszym ciągu przeraża kiedy czyta się ten materiał. Nie podaję pełnego nazwiska mordercy. Być może mieszkają jeszcze potomkowie rodzin S.

Ilustrowana Republika. 1925

Potworna zbrodnia pod Piotrkowem. Widły narzędziem okrutnego mordu. Po dokonaniu straszliwego czynu, zbrodniarz idzie do spowiedzi, a następnie oddaje się w ręce policji. 

Z Piotrkowa donoszą nam: Ubiegłej nocy z środy ma czwartek do komisariatu pol. państwowej zgłosił się Walenty S., lat 40, mieszkaniec kolonji Majków Duży i oznajmił że między godziną 4 a 5 wieczorem zamordował 2 osoby, a mianowicie: małżonków Kutalskich. Wczoraj po otrzymaniu tej wiadomości, delegowaliśmy natychmiast na miejsce zbrodni naszego sprawozdawcę, który też przywiózł nam następujące szczegóły

Kutalscy na „wycugu". W swoim czasie właściciel 15-morgowego gospodarstwa w Majkowie Dużym, Walenty S., kupił od swego sąsiada niejakiego Kutalskiego 12 mórg gruntu. W akcie rejentalnym sprzedający Kutalski zabezpieczył dożywocie czyli tak zwany „wycug", który S. zobowiązał się dać rodzicom Kutalskiego. Przez 2 lata staruszkowie Kutalscy znosili okropne warunki pożycia w domu Szczepaniaków, którzy nieomal na każdym kroku starali się im dokuczać. 

Rozmowa w stodole. Krytycznego dnia około godziny 4 po południu do znajdującego się w stodole S., zajętego rżnięciem sieczki zaszedł 80-letni Kutalski i w zwykłej rozmowie zwrócił uwagę, aby z paszą się obliczał, gdyż posiadany zapas może do nowych zbiorów nie wystarczyć. Słowa te wypowiedziane przez doświadczonego rolnika, nacechowane były troską o dobro gospodarstwa.

Widłami w głowę. W tej chwili stała się rzecz nieoczekiwana, straszna: W odpowiedzi, S. chwycił widły i w mgnieniu oka uderzył starca w głowę. Kutalski zachwiał się: miał jednak na tyle siły że wybiec na podwórze. Rozwścieczony S. podążył za nim i nie przestawał zadawać morderczych ciosów. Kutalski z roztrzaskaną czaszką zwalił się na ziemię; zwierzę jednak dalej masakrowało staruszka, wciąż okładając go widłami. Oszalały S. z temiż widłami wpadł do mieszkania i przebił niemi leżącą w łóżku chorą żonę Kutalskiego, 77-letnią staruszkę. Na krzyk ofiar nadbiegli sąsiedzi, widok jednak rozjuszonego zwierzęcia w ludzkiem ciele przeraził wszystkich. 

Odważna służąca unika śmierci. Jedna tylko odważniejsza służąca staruszków rzuciła się na ratunek, ale i ją omal ten sam los nie spotkał!. S. wymierzył potężny cios, widły jedynak na szczęście ugrzęzły w stojącej obok drabinie, służąca szczęśliwie unikając ciosu, rzuciła się do ucieczki.

Pogoń zbrodniarza za 7-letnim chłopcem. S. nie ustawał w szalonej gonitwie za ofiarami zauważywszy 7-letniego wnuka zamordowanych, puścił się za nim w pogoń. Chłopiec zauważywszy grożące mu niebezpieczeństwo zabarykadował się w stodole, S. widząc bezskuteczność dobijania się, zrezygnował z trzeciej ofiary. Nawoływania żony S. do opamiętania się nie pomagały. 

Dobijanie konającego. Zwyrodniały morderca pobiegł jeszcze na podwórze i leżącego w agonji Ignacego Kutalskiego, dającego słabe oznaki życia, dobił potężnemi uderzeniami trepem Oprzytomnienie. Wkrótce padem S., ochłonął, i zdając sobie sprawę z popełnionego czynu, symulował samobójstwo w ten sposób, że wskoczył do studni.

Zbrodniarz bał się własnej śmierci, albowiem rzucając się do studni, rękoma chwycił się krawędzi studni i zawisł tylko w powietrzu. Po kilka minutach wyciągnięto go stamtąd, nie obezwładniając. Skrucha. Wówczas skruszony zbrodniarz udał się do Gomulina, gdzie w miejscowym kościele wyspowiadał się. S. włóczył się jeszcze kilka godzin po okolicy, wreszcie udaj się do Piotrkowa, gdzie o godz. 9 wieczorem w Komisarjacie policji przyznał się do potwornego mordu. Natychmiast go aresztowano i osadzono w więzieniu. 

Na miejscu zbrodni. Udajemy się na podwórze. Oczom naszym przedstawił się widok mrożący krew w żyłach: Z zniekształconej głowy starca sączy się jeszcze krew. Wchodzimy następnie do budynku. Na łóżku widzimy bodaj czy nie okropniejszy obraz zmasakrowanej czaszki ś.p, Anny Kutalskiej. Mimowoli trzeba się z przerażenia cofnąć. Ś. p. Ignacy Kutalski uchodził w okolicy za człowieka niepośledniej miary. Osoba staruszki napawała każdego mieszkańca głębokim szacunkiem, zarówno w okręgu przez nią zamieszkałym, jak i w dalszych okolicach. Od roku 1877 t.j. od czasu reformy sądów gminnych do 1919 piastował godność starszego ławnika w sądzie Kamocińskim. Ten szereg lat jego pracy społecznej dowodzi wielkiego poczucia obywatelskiego i dobrej opinji, jaką się cieszył, wybierany był bowiem rokrocznie z okręgu czterech gmin jako ławnik. W ciągu lat 4 niejednokrotnie zastępował sędziego. Nic też dziwnego, że cała okolica jest do głębi wstrząśnięta i oburzona na potwornego mordercę. Pogrzeb tragicznie zmarłych Kutalskich odbył się w sobotę dnia 14-go listopada o godz. 9 rano. 

Majków - Kronika wypadków i nie tylko.... - 1881 - 1938 - cz.1

Tydzień. 1881-05-22 R. 9 Nr 21

- Tegoż dnia we wsi Majków pow. petrokowskim, znaleziono martwe ciało włościanina N. Janoty, 52 lat. Śladów gwałtu na ciele nie odkryto.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1925-11-12 R. 1 nr 253

KRWAWY MORDERCA POD ŁODZIĄ.

Małżeństwo na śmierć zakłute widłami.

 W dniu wczorajszym o godzinie 5 po południu wieś Majków Duży, gminy Szydłów, powiatu piotrkowskiego, była widownia okropnego, podwójnego morderstwa. Mieszkaniec tej wsi Walenty Szczepański dopuścił się zbrodni wyrafinowanego morderstwa. na osobach małżonków Kutalskich. Szczepaniak posprzeczał się o jakąś błahostkę z Ignacym Kutalskim. którego w trakcie kłótni zamordował widłami. Po dokonaniu tego oszołomiony nieludzkim wprost czynem zbrodniarz wpadł do mieszkania zamordowanego i tem samem narzędziem pozbawił życia żonę Ignacego Kutatlskiego. Obydwie ofiary strasznej bestji w ciele ludzkiem po kilku godzinach wyzionęły ducha. Krwawy morderca udał się sam na posterunek policyjny. gdzie został natychmiast aresztowany. Zwłoki zabezpieczono na miejscu do przyjścia śledczych władz sądowych. Szczegóły w jutrzejszym "Kurierze Łódzkim"

Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-09-09 R. 3 nr 212

Soczyste jabłka przyczyną zbrodni. Kula złoczyńcy zwaliła z nóg wieśniaka.

Ubiegłej nocy Edward Biech (Blech?), zamożny gospodarz, zamieszkały we wsi Majków Duży, pod Piotrkowem zbudzony został szmerami dochodzącemi z sąsiadującego z domem ogrodu owocowego. Wybiegłszy przed dom ujrzał osobnika strząsającego jabłka. Odważmy wieśniak pochwycił amatora cudzych owoców za ramię, lecz w tejże chwili złodziej uwolniwszy się szarpnięciem z uścisku rzucił się do ucieczki. Kiedy wieśniak zaczął go ścigać, złoczyńca wydobywszy rewolwer strzelił do niego. Kula przeszyła lewą pierś Biecha, ponad sercem. Krzyki rannego zbudziły sąsiadów, którzy nieprzytomnego Biecha odwieźli do szpitala. Stan wieśniaka beznadziejny. Zbiegłego napastnika szukają władze śledcze. 

Ilustrowana Republika. 1929-08-19 R. 7 nr 226

„Tani" węgiel i... oszukany kmiotek.. We wsi Majków powiatu piotrkowskiego do gospodarza Franciszka Pytlocha zgłosił się jakiś nieznajomy i przedstawiwszy się jako kolejarz, zaproponował kupno mu 12 korcy węgla po 4 złote za korzec. Na tak ponętną propozycje Pytloch zgodził się d wyjechał razem z nieznajomym furmanką do Piotrkowa, skąd miał węgiel zabrać. Po drodze nieznajomy wziął od Pytlocha 48 złotych a gdy przyjechali do Piotrkowa nagle znikł. Oszukany kmiotek zawiadomił o tem komisariat policji, (b).

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1938-01-12 R. 15 nr 8

Piotrkowianin strzela do wieśniaka na zabawie tanecznej 

We wsi Majków Średni gm. gm. Szydłów, pod Piotrkowem odbywała się zabawa taneczna, urządzona staraniem tamtejszej młodzieży. Na zabawę tę w charakterze gościa przybył m. in. niejaki Marian Guć, zam. w Piotrkowie \przy ul. 1-go Maja 6. Osobnik ten, znajdując się w stanie pijanym, wywołał awanturę, która następnie zamieniła się w bójkę. W pewnym momencie Guć dobył rewolweru i strzelił zeń do przeciwników, trafiając w jamę brzuszną mieszkańca wsi: Byki., gm. Szydłów, 27-letniego Jana Piątka. Rannego w stanie bardzo ciężkim przewieziono do szpitala św. Trójcy w Piotrkowie, zaś sprawcą postrzelenia. zainteresowała się policja. 

Dziennik Narodowy. 1938-09-29 R. 24 nr 219

Olbrzymi pożar w folwarku Majków pod Piotrkowem.

W dniu onegdajszym w grodzie Leonarda Filipiaka we wsi Majków Folwark pod Piotrkowem wybuchł groźny pożar który strawił dom mieszkalny, oborę i stodołę z tegorocznemi zbiorami oraz żywy i martwy inwentarz, wyrządzając strat na sumę około 7000 zł. Ustalono, że pożar powstał wskutek zaprószenia ognia przez domowników.


środa, 2 kwietnia 2025

Majków Duży - Rodzina Karcz - Głos Robotniczy - 1951

Dlaczego wstawiam materiał poświęcony wsi Majków Duży? 

Wczoraj zaprosiła mnie na Facebooku moja imienniczka Monika Braun, której zaproszenie z przyjemnością przyjąłem. Okazało się, że jest administratorem ciekawej strony:

Majków i okolice - Nasze Korzenie

Wszystko, co jest związane z historią, mnie interesuje. Majków jest położony niezbyt daleko od terenów Kleszczowa, w szczególności Rogowca. Czytając materiały tam zamieszczone, pojawiają się tam nazwiska bardzo mi bliskie, np. osoba Romana Brauna, brata mojego taty. 

Chciałbym "wkupić" się, dlatego zamieszczam materiał poświęcony tym okolicom.

Głos Robotniczy:1951-12-15/16 R. 7 nr 323

ŻOŁNIERZE I ZMP-OWCY Z GROMADY MAJKÓW.

Ojciec pieszczotliwie gładził ręką sukno munduru. Oglądał ogorzałą, czerstwą, tryskającą zdrowiem twarz syna, który wyrósł i zmężniał, 

- W wojsku zrobiono, ze mnie człowieka. Nauka i praca, szkolenie, życie z kolegami, opieka oficerów, będących starszymi braćmi, przyjaciółmi i opiekunami żołnierzy - wszystko to uczyniło mnie takim jakim jestem - powiedział Krystian Karcz do ojca. 

Opowiadaniom i pytaniom nie było końca. A czy mają wygodne łóżka? A jak z nauką? 

- Uczymy się razem, wspólnie. Silniejsi w nauce pomagają słabszym. - A jak tam z jedzeniem? Czy pod dostatkiem? 

- Dobrze i w bród - odpowiedział Krystian i ze swej strony zapytał: A jak tam gromada stoi ze sprzedażą państwu zboża? Czy już wszystko odstawiliście? 

- Noo.... Niby odwożą -- odparł jakoś niepewnie stary Karcz, a Karczowa odeszła do pieca. Krystian przenosił pytający wzrok z ojca na matkę i znów zapytał: to jeszcze macie zaległości? Z dalszej rozmowy dowiedział się, że gromada Majków Duży znajduje się na szarym końcu gminy, że się ludzie ociągają i t. p. 



To nie dobrze - stwierdził Krystian - zaczął opowiadać. Słuchali go z uwagą. Mówił o sojuszu robotniczo chłopskim, o wielkich budowlach socjalizmu, o wspaniałych fabrykach, o nowej socjalistycznej Warszawie, o wysiłku tysięcy robotników w walce o uczynienie Polski krajem silnym i bogatym, w którym zarówno chłop jak i robotnik wieść będą dostatnie, szczęśliwe i spokojne życie. O ludowym Wojsku Polskim, stojącym na straży pokoju, na straży pokojowej, twórczej pracy robotnika i chłopa. o wojsku, którego oficerami są synowie robotników i chłopów. 

- Sprzedając państwu zboże dajecie je przecież swoim dzieciom, które pełnią zaszczytną służbę wojskową, uczą się w szkołach, korzystają z bezpłatnej nauki oraz stypendiów - stwierdził. 

- Masz rację synu - przytaknęli Karczowie. Kiedy rano Krystian wyjrzał oknem, przed domem zobaczył swoich kolegów, członków ZMP Wojtanię, Radkiego i Pietrasa. Skinęli mu przyjaźnie dłońmi. - Zaraz wrócę, powiedział do matki, wychodrząc; 

- Gdzie ojciec? - zapytał jeszcze. 

- W stodole, przygotowuje zboże do sprzedaży - odpowiedziała matka. Koledzy powitali go serdecznie i szybko przystąpili do sprawy z którą przyszli. Z troską w głosie mówili. że ich gromada wlecze się na szarym końcu, żeby im pomógł, on, doświadczony „stary" żołnierz. Dodał im otuchy krótkim żołnierskim: zrobi się! Przez kilka dni uwijali się jak w ukropie. żołnierz i ojciec rozmawiali z chłopakami Karczewa z kobietami, ZMP-owcy działali wśród kolegów z organizacji i niezorganizowanych. Tłumaczyli, przytaczali przykłady, pomagali, tam gdzie było to potrzebne. Pomagał im dzielnie Bronisław Miller, który również przyjechał ze swej jednostki wojskowej na urlop. - Trzeba do ludzi mówić z sercem, bo nie zawsze wszystko rozumieją, a wtedy obudzimy „śpiący" Majków - mówili między sobą. I obudzili. Na gromadzkim zebraniu chłopi z Majkowa Dużego postanowili razem, manifestacyjnie odstawić zboże. „Spiący" Majków ze śpiewem, przy dźwiękach harmonii, z transparentami odstawił ziarno. Gromada Majków Duży tego dnia sprzedała Państwu 350 kwintali ziarna. Wieczorem ZMP-owcy wraz z żołnierzami cieszyli się jak dzieci, że ich wysiłki przyniosły tak wspaniałe rezultaty. ZMP-owiec Pietras, z lekka się zająkując i spoglądając po obecnych rzucił nieśmiało: Sąsiednie gromady jak Rokszyce, Gomulin i Kolonia Gomulin nie wykonały jeszcze planu. - Mało Ci było, Pietras, w Majkowie roboty? Będziesz miał pracę w Rokszycach lub Gomulinie - zapewnili go. Trzeba będzie i tam, jak w Majkowie, przekonać chłopów o obowiązku jaki mają wobec Państwa. 

- Czy aby damy radę: - zastanowił się przez chwilę Wojtania, ale Krystian Karcz objął ich ramionami rzucił stanowczo: zrobi się!

                                                                                                       Janina Borówko

piątek, 8 listopada 2024

Bitwa o Łódź 1914 - Bitwa o Brzeziny - Brzeziny - Radomsko - Piotrków - Ebay

  Wszystko co dotyczy Bitwy o Łódź, czy też "Bitwy o Brzeziny" jest mi bliskie. Materiał z aukcji internetowej na Ebay,

Alles, was mit der „Schlacht von Lodz“ oder der „Schlacht von Brzeziny“ zu tun hat, liegt mir am Herzen. Material aus einer Online-Auktion bei Ebay,


Deutsche Feldartillerie in siegreichem Angriff russische Infanterie vom Bahndamm bei Brzeziny, 24 November 1914.

Niemiecka artyleria polowa w zwycięskim ataku na rosyjską piechotę z nasypu kolejowego pod Brzezinami, 24 listopada 1914 r.



Aus das Kämpfen bei Lodz. Vorrückende deutsche Infanterie begegnet einem Zug russischer Gefangener.

Z walk pod Łodzią. Nacierająca niemiecka piechota napotyka pluton rosyjskich jeńców.



Bajonettangriff deutscher Truppen auf eine befestigte Stellung der Russen bei Petrikau.
Atak bagnetowy wojsk niemieckich na rosyjskie umocnione pozycje w pobliżu Piotrkowa.


                                                                    Einzug deutscher Gruppen in Lodz.
                                                                Niemieckie grupy przybywają do Łodzi



                                 Deutsche Herrführer VI. Generaloberst von Mackensen.

                     Niemiecki główny dowódca VI, generał pułkownik von Mackensen.



                                           Aus den Kämpfen um Nowo-Radomsk.

                                                   Z walk o Noworadomsk.


Die Piotrkowskaja (Hauptstraße) in Lodz nach der Bezetzung der Stadt durch die deutschen Truppen am 6 dezember 1914.

Piotrkowska (Główna ulica) w Łodzi po zajęciu miasta przez wojska niemieckie 6 grudnia 1914 r.

                      Die Einnahme von Lodz: Deutscher Truppen ziehen in die Stadt ein.

                            Zdobycie Łodzi: wojska niemieckie wkraczają do miasta.

                                      Die russische Truppen räumen die Stadt Lodz.

                                         Wojska rosyjskie ewakuują się z Łodzi.




czwartek, 26 października 2023

Stary Lubiaszów - Nowy Lubiaszów - Bronisławów - Piotrków - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote

 Ciekawy materiał o osadnikach niemieckich z terenu Piotrkowa. Nie mam wpływu na prawdomówność autora tego materiału, dla mnie istotne są nazwiska, historia...

Materiał ten zamieszczono w Der Heimatbote -10/1962.

Niemieckie wsie w pobliżu Petrikau.

    Nie możemy tutaj opisać wszystkich niemieckich wsi i gospodarstw w powiecie Petrikau Tryb., ale możemy opisać następujące trzy: Stary Lubiaszów, Nowy Lubiaszów i Bronisławów.

    W Starym Lubiaszowie mieszkało 8 niemieckich rolników, w Nowym Lubiaszowie 18, a w Bronisławowie 9. Te 3 wsie miały piękny dom modlitwy i zadbany cmentarz. Modlitwy odbywały się w domu modlitwy w każdą niedzielę. Dwa razy w roku przyjeżdżał pastor P e t z n i k z Piotrkowa, który również rozdzielał komunię świętą. To była zawsze wielka uroczystość. Jak potoczyły się sprawy po wypędzeniu? Zaraz po wysiedleniu w 1945 r. polski wójt parafii Golesze, Jan Fijałkowski, sprzedał dom modlitwy. Został on rozebrany, a materiał budowlany wykorzystano na stajnie w Stanisławowie. Zlikwidowano również i zalesiono gospodarstwa: Lutomskiego, Welsandta, Puradta, Klemkego i Purodta, aż do cmentarza.

    Społeczność straciła wiele krwi. Tak zostali rozstrzelani przez partyzantów Daniel Lutomski. Alfred Henke, Eduard David i Wilhelm Lutomski. Z rąk morderców zginęli: Aurelle Koßmann, Adolf Schinkel, Emilie Schinkel, Otto Miege, Gustav Puradt, Welsandt.

    Pozostali w Rosji (polegli lub zginęli): Theophil Krüger, Wilhelm Puradt, Hermann Lutomski. Ludwig Baumgart, Oskar Baumgart, Gustav Baumgart, Gottlieb Kitzmann, Otto Klemke, Rudolf Karch.

    Dotychczas zaginieni: Robert Besler, Georg Miege, Bruno Koßmann, Edmund Koßmann, Adolf Puradt, Emil Puradt, Gottlieb Schinkel, Roman Handt, Ludwig Zielke, Rudolf Klemke, Gustav Besler, Otto Klemke, Rudolf Karch. Klemke, Gustav Besler. - Łącznie 19 zabitych i 11 zaginionych.

Obecnie 28 rodzin ze starej społeczności mieszka na zachodzie, a 4 rodziny w strefie.

    W starej ojczyźnie, w Lubiaszowie koło Piotrkowa, pozostała tylko jedna Niemka, Frieda Ruszewska, która mieszka z Polakiem Władysławem Bogusławskim. Oboje mieszkają w gospodarstwie Anny Handt. Podobno we wsi niewiele się zmieniło. Zachował się również cmentarz protestancki, a grobami, na których nadal znajdują się kamienie pamiątkowe i napisy, opiekują się nawet Polacy. - To wiadomość, z której należy się cieszyć.                                                                                     

                                                                                                                 August Zimpel


Interessantes Material über deutsche Siedler in der Gegend von Piotrków. Ich habe keinen Einfluss auf den Wahrheitsgehalt des Autors dieses Materials, wichtig sind für mich die Namen, die Geschichte....


Dieses Material wurde in Der Heimatbote -10/1962 veröffentlicht.

Deutsche Dörfer bei Petrikau.

Wir können hier nicht über alle deutschen Dörfer und Höfe im Kreise Petrikau Tryb. berichten, wohl aber über die nachfolgenden drei: Alt-Lubiaschow, Neu-Lubiaschow und Bronislawow.

     In Alt-Lubiaschow gab es 8 deutsche Bauern. in Neu-Lubiaschow 18 und in Bronislawow 9. Die 3 Dörfer besaßen ein schönes Bethaus und einen gepflegten Friedhof. Im Bethaus wurde jeden Sonntag Andacht abgehalten. Zweimal im Jahr kam Pastor P e t z n i k aus Petrikau, der auch das Hl. Abendmahl austeilte. Das war immer ein, groß, es Fest. Wie ging es hier nach der Vertreibung zu? Gleich nach der Vertreibung 1945 hat der polnische Wójt der Gemeinde Golesze, Jan Fijalkowski, das Bethaus verkauft. Es wurde abgebrochen und das Baumaterial für Ställe in Stanislawow verwendet. Auch wurden folgende Höfe aufgelöst und mit Wald bepflanzt: der des Lutomski, des Welsandt, Puradt, Klemkeund Purodt, bis zum Friedhof.

     Die Gemeinde hat viel Blut lassen müssen. So wurden von Partisanen erschossen: Daniel Lutomski. Alfred Henke, Eduard David und Wilhelm Lutomski. Von Mörderhänden fielen: Aurelle Koßmann, Adolf Schinkel, Emilie Schinkel, Otto Miege, Gustav Puradt, Welsandt.

     In Rußland blieben (gefallen oder umgekommen): Theophil Krüger, Wilhelm Puradt, Hermann Lutomski. Ludwig Baumgart, Oskar Baumgart, Gustav Baumgart, Gottlieb Kitzmann, Otto Klemke, Rudolf Karch.

     Vermißt sind bis zum heutligen Tage: Robert Besler, Georg Miege, Bruno Koßmann, Edmund Koßmann, Adolf Puradt, Emil Puradt, Gottlieb Schinkel, Roman Handt, Ludwig Zielke, Rudolf Klemke, Gustav Besler. - Das sind zusammen 19 Tote und 11 Vermißte.

Heute leben aus der alten Gemeinde im Westen 28 Familien und in der Zone 4 Familien.

     In der alten Heimat, in Lubiaschow bei Petrikau ist von den Deutschen nur ein einziges Mädchen zurückgeblieben, Frieda Ruszewska, die bei einem Polen, Wladyslaw Boguslawski lebt. Die beiden wohnen auf dem Hof der Anna Handt. Wie berichtet wird, soll sich, im Dorf nicht viel verändert haben. Auch sei der evangelische Friedhof erhalten geblieben und die Gräber, die noch mit Denksteinen und Aufschriften versehen sind, würden von den Polen sogar gepflegt. - Eine Nachricht, über die man sich freuen kann.                                                                                     August Zimpel

niedziela, 22 stycznia 2023

Będków - Moszczenica - Srock - Ilustrowane okolice Piotrkowa - 1930

 Chyba najpełniej opisana historia Bedkowa jaką znalazłem dotychczas. 

Ilustrowane okolice Piotrkowa - 1930



    O dwa kilometry od przystanku kolejowego w Czarnocinie znajduje się miasteczko Będków. Idąc od stacji nad brzegami Wolbórki, zasilonej tu dopływem strumienia Kurówki, przebywamy most drewniany na rzece i stajemy wobec okazałej świątyni będkowskiej. 

    Z aktów kościelnych dowiadujemy się, że fundacja to z XV wieku dziedziców miejscowości tej, zamożnej szlachty sieradzkiej Spinków, którzy współcześnie uzyskali przywilej miejski dla osady. Mury jego czerwienią się zdała nietynkowaną cegłą, a mając w planie formę krzyża, wyniosłymi szczytami, przybranymi w pinakle oraz wieżą, górują nad okolicą. Zdaje się, że niektóre części kościoła, jak np. boczne kaplice, musiały być później dobudowane, a wieża z kopułą miedzią pokryta, niezaprzeczenie jest conajmniej o wiek późniejszą. Pod względem architektury kościół ten ma parę wyróżniających go szczegółów. Oto część kapłańska zakończoną jest trzema ścianami, z których . środkowa, znacznie od szerokości tejże części węższa, zębatym kończy się szczytem. Plan taki wymagał odmiennego związania dachu i mniej też kształtną onemu nadaje postać. Lecz co osobliwsze - zębate szczyty przybrane są w kolumny, których rowkowania niespotykanym gdzieindziej sposobem, ślimakowato pną się ku górze. Wnęki · wyłożone glazurowaną cegłą i takież „żabki" kończące śpiczaste pinakle, lśniąc w blasku dnia słonecznego, niezwykle efektowne wywołują wrażenie. Zdaniem Sobieszczańskiego-tych budowniczych osobliwości w żadnym z dawnych kościołów polskich spotkać nie można. 

    Na południowej ścianie kaplicy, po prawej stronie położonej, znajduje się tablica erekcyjna, nad arkadą zamurowanego we1sc1a. Wykonana z kamienia ciosowego, ma u góry trzy wypukło rzeźbione herby: w pośrodku Spinków, po bokach godła pokrewnych rodów - Abdanków i Jastrzębców, całość podtrzymują dwa lwy heraldyczne. Niezwykłego kształtu herb dziedziców, Paprocki błędnie nazywa Prusem III lub Wilczekosy, gdy ostatnie badania średniowiecznych znaków szlachty polskiej dowodzą, iż jest to herb „Wążonki", przypominający w rysunku wijące się węże, a zawołania „Moszczenica", gdyż ród ten rozsiedlony był w okolicy pobliskiej wsi Moszczenicy. 


Najdawniejsze pieczęcie Spinków piszących się z Będkowa, z lat · 1404 - J 3, dowodzą tego. Pod herbami wyryty napis majuskułami gotyckiemi głosi, iż r. pańsk. 1462 budowla ta i miasto założone zostały przez panów: Piotra Wspinka, dziekana kieleckiego, kanonika gnieźnieńskiego i poznańskiego, tudzież Franciszka i Mikołaja, w owym czasie dziedziców Będkowa. Ostatnie ośm głosek napisu, które się na tablicy powyższej me zmieściły, wykuto na dodatkowym kamieniu u dołu. 

    Wejście główne do kościoła, od strony wieży, przyozdobione jest nader pięknemi odrzwiami z ciosowego kamienia, nad któremi te same trzy herby, co i na tablicy erekcyjnej, lecz oddzielnie się mieszczą Wewnątrz kościół wybielony, uległ licznym przebudowom. Sklepienie środkowej nawy, gdy runęło, zastąpione zostało sztucznie ułożonym z desek, częściowo jednak zachowane w bocznych kaplicach, ma charakter gotycki. 

    Około wielkiego ołtarza w prezbytorjum  wisiał na ścianie zardzewiały miecz obosieczny niemiecki, wydobyty z jakiegoś pobojowiska w okolicy. Obok tron biskupi z żelaza, prześlicznej rabaty, niegdyś własność Antoniego Dembowskiego z Będkowa, pasterza djecezji kujawskiej, złożony przez arcyb. Popiela dla tutejszej świątyni Nad nim rozpięto gobelin, ofiarowany w r. 1752 temuż biskupowi włocławskiemu, z odpowiednią u dołu dedykacją. 

    Na wprost wejścia· do zakrystji, ujęte  w kamienne oddrzwia o profilu gotyckimi nad niem rozwieszone portrety i herby, wykonane na blasze, pamiątki uroczystych pogrzebów tutejszych parafjan. Wśród nich zwraca uwagę niewielki wizerunek św. Mikołaja, malowany w guście bizantyńskim, w srebrzystych ramach. 

    W prawej kaplicy obraz N M. Panny przypomina pędzel Smuglewicza, choć uległ przemalowaniu pod wpływem niewłaściwej pruderji, gdy np. aniołkom otaczającym Bogarodzicę, dodano na biodrach przepaski. Stanowił on dawniej zasłonę w głównym ołtarzu. W przeciwległej kaplicy spostrzegamy też obraz Przemienienia Pańskiego, zdaje się włoskiej roboty, przez czas bardzo uszkodzony. 

    Niegdyś, jak to z papierów kościelnych wyczytać można, były tu liczne marmurowe pomniki możnej rodziny dziedziców. Z nich jeden zaledwie przechował się w świątyni, wmurowany przy prezbyterjum. Jest to nagrobek Zofji Spinkówny, córki Stanisława, dziedzica Będkowa, zm. 1574 r. Po następnych właścicielach Gliszczyńskich, Dembowskich i Bielińskich, żadnych prawie pamiątek nie zostało. 

    W miasteczku, oprócz kilku drewnianych domostw z charakterystycznemi podcieniami w rynku, nic ciekawego nie widać. Zburzono od.dawna gmach giełdy, który na przestronnym placu wznieść kazał niegdyś Dembowski, aby stworzyć w nim ognisko handlu dla miasteczka. 

    Gdy Będków był jeszcze wioską, należał do parafii w Rososze, gdzie też zachowaną została pierwotna świątynia modrzewiowa. Pustka tu wielka, gdyż kościołek rzadko jest nawiedzany, będąc tylko filią parafii Będkowkiej , Zaciekawiają w nim szczątki tryptyku z wyobrażeniem św. Jadwigi i Katarzyny, oraz rzeźbiony w drzewie relikwiarz, o pięknych barokowych zarysach. 

    Przez stację kolejową Baby, po drodze bitej, równej jak po stole, łatwo dostać się do Moszczenicy, Kraj tu bardzo malowniczy, falisty, a na wzgórkach stoją ciekawe, rzeźbione w drzewie figury „świątków". w chatach zaś przydrożnych łatwo zaopatrzyć się w piękne wycinanki ludowe. 

    Przy szosie w Moszczenicy stoi murowany kościół parafjalny, wystawiony w XVIII wieku w tej majętności niegdyś Stanisława Małachowskiego, skromny w rozmiarach i wykonaniu, lecz drogi dla nas jako pamiątka po dawnym marszałku Wielkiego Sejmu, co to ustawą ogłoszoną w dniu 3 maja 1794 r., zadziwił świat humanitarnością swoich pastanowień, wlewając nowe życie w zwątlały organizm narodowy. 

    Przez wspaniały park, dowód zamiłowania przodków naszych do piękna natury, dochodzi się do dawnego pałacyku, dziś siedziby administracji majątku Moszczenica, własności Stefana Endera. Gospodarstwo tu wzorowe, szczególniej prawidłowo prowadzone obory, gdzie krowy rasy holenderskiej (Szwitz), dają po 36 kwart mleka dziennie. Nabiał ten po sztucznem ochłodzaniu odstawiony do Łodzi, przelewany tam jest do hermetycznie zamkniętych butelek, i w pierwotnym swym stanie chętnych znajduje nabywców. Wszędzie ład i porządek widoczny w całym okólniku dworskim, znamionują znawstwo, a zarazem energiczną dłoń administracji. 

    Minąwszy park dostajemy się do fabryki tkackiej, Teodora Endera i sukcesorów, gdzie przeszło 600 warsztatów poruszanych przez maszyny motorowe, obsługuje cały tłum robotnic, przeważnie wiejskich. Wytworzone z bawełny przędziwo, do wykończenia i farbowania odsyłane jest do fabryk pabjanickich tejże firmy Enderów. 

    Z Moszcznicy przez wieś Gajkowice, leżące dawniej wśród lasów i gajów, warto skierować swe kroki ku widocznym zdała nasypom prastarego Grodziska. Zupełnie nieznane uczonym naszym archeologom, wznosi się z pośród mokradeł, zasilanych wodami rz. Moszczenicy, dopływu Wolbórki, która zalewała tu dawniej szeroką dolinę między wzgórzami, dotąd stanowiącą trudne do przebycia torfowiska. Grodzisko to . wielkością i kształtem swoim bardzo przypomina okop w Rozprzy, ma też w pośrodku charakterystyczną wklęsłość oraz od drony wzgórz, z północy i południa, dwa półkoliste nasypy, jakby ślady większych niegdyś wałów, broniących dostępu do tej pierwotnej, przeddziejowej warowni. Bujne krzewy tarniny i dzikiej róży porastają na Grodzisku, dziś zapomnianem przez ludzi, a jednak świadczącem o zawiązkach pierwotnej kultury w dorzeczu Pilicy. Zwykłe podania o ukrytych skarbach, których pomimo poszukiwań dotąd nie odkryto, O podziemnych przejściach i t. p. oplatają jak kwieciem to prastare dzieło rąk ludzkich. 

    Stąd do miasteczka Srocka już niedaleko. Pierwotnie własność biskupów kujawskich, z których Zbigniew Gołanczewski w r. 1370 obdarza właść tą prawem niemieckiem, i oddaje sołtystwo w tej wsi, podległej kasztelanii Wolborskiej, Stanisławowi ze Srocka. Uposażenie jego stanowiły: 3 łany wolne od podatków oraz sadzawka z młynem. Nie wszystka jednak ziemia w okolicy należała do duchowieństwa, były i wsie prywatne: Kruszew, Żeromin Grabica, których dziedzice przyczyniwszy się do fundacyj pierwotnego kościoła św. Benedykta, korzystali z prawa prezenty przy obsadzaniu probostwa tamtejszego. W XVI wieku, proboszczowie sroccy, przebywając stale na dworze biskupim we Włocławku, utrzymywali tu dla wygody parafjan po dwóch kapłanów, Srock należał wtedy w połowie do biskupów kujawskich, a w drugiej połowie do cząstkowych właścicieli. 

    Był tu kościół drewniany, który dopiero w r. 1766 zastąpiono murowanym, dzięki ofiarności ówczesnego dziedzica Stanisława Małachowskiego, późniejszego Marszałka Sejmu Czteroletniego. Kościół ten przebudowany został w r. 1909 staraniem ks. Wacława Kokowskiego, a wystawione wtedy dwie wyniosłe wieże wywołały dysharmonię całości. Obok kościoła stoi oddzielnie wymurowana kaplica św. Mikołaja , tego opiekuna pasterstwa, ze starym jego wizerunkiem w ołtarzu. Jak głosi marmurowa tablica nad wejściem, kaplica ta wybudowana zapewne z drzewa w czasach niepamiętnych, odrestaurowaną została w roku 1910 kosztem pielgrzymów nawiedzających wtedy powtórnie koronowany obraz N. M. Panny na Jasnej Górze. Po bokach wejścia tablice nagrobkowe: A Dzwonkowskiej zm. 1852 oraz Marjanny z Brzezińskich Jasińskiej zm. 1843 r. Najciekawszą jest tablica z piaskowca dwu metrowej długości, z napisem łacińskim w otoku i herbem Pobóg między datą 1561 r. Jest to grobowiec Jakóba Kruszewskiego z sąsiedniego Kraszewa sędziego ziemi sieradzkiej. Pomnik ten kolatora świątyni, umieszczony był pierwotnie w posadzce, dawniejszego kościoła„ z tego powodu napisy na nim zatarły stopy przechodniów. 

    Miasteczko samo, liczące do tysiąca mieszkańców niczem się nie wyróżnia. Budują tam obecnie kolejkę podjazdową od Tuszyna, która, gdy doprowadzoną zostanie do Bab, połączy bezpośrednio zakłady fabryczne moszczenickie z Łodzią.



poniedziałek, 2 stycznia 2023

Bujny Majątek - Piotrków - J.A.Friedenstab - Cmentarz ewangelicki - Heimatbote -2/1969

 Interesujący materiał dotyczący Piotrkowa, Bujen i niemieckiego osadnictwa w heimatbote z lutego 1969.

                                  PRZENOSINY DO PIOTRKOWA.

Josef-Alexander Friedenstab znalazł miejsce swojego ostatecznego spoczynku dopiero 23 lata po śmierci!

    Nasz rodak od 1918 roku był urzędnikiem majątku w Bujnach. Był to majątek, który należał do Olisa W ü n s c h e, a po jego śmierci w 1936 roku przejął go dr Eugen S c h i c h t , jego zięć, który był znanym w Łodzi chirurgiem. Friedenstab zmarł zaraz po wkroczeniu Rosjan 5 lutego 1945 roku i został pochowany przez polskich pracowników majątku na niemieckim cmentarzu honorowym na terenie leśnym. Później Polacy zrównali cmentarz z ziemią i wkrótce nikt nie byłby w stanie znaleźć grobu. Wtedy właśnie opłaciło się to, co rodzina Friedenstabów zrobiła dla polskiej rodziny Dębów w czasie wojny. Pani Dąb była przyjaciółką Natalii F. z dzieciństwa. Kiedy Niemcy wkroczyli do Piotrkowa, polski dom Dębów został zniszczony przez ostrzał, a jej pierwszy mąż Tarkowski został rozstrzelany przez okupanta. Kobieta nie miała gdzie się zatrzymać. I tak została wraz z dziećmi tymczasowo przyjęta do domu personelu pokojowego. Bezdomni otrzymali schronienie w imię Chrystusa. Za ten czyn Polka okazała się wdzięczna. Gdy cmentarz honorowy zniknął, zaproponowała czwórce dzieci zmarłego przeniesienie ich ojca na cmentarz protestancki w Petrikau. Oczywiście dzieci się zgodziły i poleciły Polce wszystko załatwić.

     Za zgodą władz polskich grób zmarłego, który odszedł do wieczności 23 lata temu, został otwarty 23 października 1968 roku. Szczątki zostały umieszczone w trumnie i przewiezione do Piotrkowa, złożono je w kaplicy cmentarnej. W sobotę, 26 października, o godz. 14.00 odbył się uroczysty pogrzeb z mową pogrzebową pastora protestanckiego. Friedenstab znalazł swoje ostatnie miejsce spoczynku w grobie jego żony Karoline, która poprzedziła go w 1920 roku, kiedy to zmarła w wieku 30 lat.

W jego pogrzebie wzięli udział członkowie protestanckiej gminy Piotrków, m.in. pani Alma Schulz z domu Wudel z synami, Adolf Obermann z Rozdroża, pani Dąb z mężem i siostrą Genią oraz państwo Josef Gawrusińscy z Bujnego. Adolf Friedenstab, który relacjonował to wydarzenie do Heimatbote, pisze na końcu: "Dziękujemy pani Dab! Córki Ottilie i Natalie, synowie Adolf i Theodor Friedenstab.


                                                    

                                                  Eine Überführung nach Petrikau
             Erst 23 Jahre nach seinem Tode fand Josef-Alexander Friedenstab seine letzte Ruhe!

    Unser Landsmann war seit 1918 Gutsschreiber in Bujny. Es war ein Gut, das Olis W ü n s c h e gehörte und nach dessen Tod 1936 von Dr. Eugen S c h i c h t  übernommen wurde, seinem Schwiegersohn, der in Lodz ein bekannter Chirurg war. Friedenstab verschied unmittelbar nach dem Einmarsch der Russen am 5. 2. 1945 und wurde von polnischen Gutsarbeitern auf dem deutschen Ehrenfriedhof im Waldgelände beerdigt. Später ebneten die Polen den Ehrenfriedhof ein und bald hätte niemand mehr das Grab gefunden. Da zahlte sich aus, was die Familie Friedenstab der polnischen Familie Dab im Kriege Gutes getan hat. Frau Dab war die Jugendfreundin von Natalie F. gewesen. Als die Deutschen nach Petrikau einmarschierten, wurde das Haus der Polin Dab durch Beschuß vernichtet und ihr erster Ehemann Tarkowski von der Besatzungsmacht erschossen. Die Frau hatte keine Bleibe. Und da wurden sie und ihre Kinder im Hause der Friedenstabs vorübergehend aufgenommen. Den Obdachlosen wurde im Namen Christi Quartier gewährt. Für diese Tat erwies sich die Polin dankbar. Als der Ehrenfriedhof verschwunden war, schlug sie den vier Kindern des Verstorbenen die Ueberführung des Vaters auf den ev. Friedhof in Petrikau vor. Natürlich waren die Kinder damit einverstanden und beauftragten die Polin alles in die Wege zu leiten.
    Mit Genehmigung der polnischen Behörden wurde am 23. 10.1968 das Grab des vor 23 Jahren in die Ewigkeit Gegangenen geöffnet. Die sterblichen Ueberreste wurden in einen Sarg gelegt und dieser nach Petrikau gebracht, um in der Friedhofskapelle aufgebahrt zu werden. Am Samstag, dem 26. 10. Fand um 14 Uhr die feierliche Beisetzung mit einer Grabrede des evangelischen Pastors statt. Der Deutsche Friedenstab fand im Grab seiner Frau Karoline, die ihm schon 1920 mit 30 Jahren
vorangegangen war, seine wirklich letzte Stätte. An seiner Beisetzung nahmen Glieder der ev. Gemeinde Petrikau teil, u. a. Frau Alma Schulz geb. Wudel mit Söhner., Adolf Obermann aus Rozsprza, Frau Dab mit Ehemann und Schwester Genia wie auch Eheleute Josef Gawrusinski aus Bujny. Adolf Friedenstab, der dieses Geschehnis dem Heimatboten mitteilte, schreibt am Schluß: "Wir danken Frau Dab! Die Töchter Ottilie und Natalie, die Söhne Adolf und Theodor Friedenstab.