Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódzkie Echo Wieczorne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódzkie Echo Wieczorne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2025

Majków - Kronika wypadków i nie tylko.... - 1881 - 1938 - cz.1

Tydzień. 1881-05-22 R. 9 Nr 21

- Tegoż dnia we wsi Majków pow. petrokowskim, znaleziono martwe ciało włościanina N. Janoty, 52 lat. Śladów gwałtu na ciele nie odkryto.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1925-11-12 R. 1 nr 253

KRWAWY MORDERCA POD ŁODZIĄ.

Małżeństwo na śmierć zakłute widłami.

 W dniu wczorajszym o godzinie 5 po południu wieś Majków Duży, gminy Szydłów, powiatu piotrkowskiego, była widownia okropnego, podwójnego morderstwa. Mieszkaniec tej wsi Walenty Szczepański dopuścił się zbrodni wyrafinowanego morderstwa. na osobach małżonków Kutalskich. Szczepaniak posprzeczał się o jakąś błahostkę z Ignacym Kutalskim. którego w trakcie kłótni zamordował widłami. Po dokonaniu tego oszołomiony nieludzkim wprost czynem zbrodniarz wpadł do mieszkania zamordowanego i tem samem narzędziem pozbawił życia żonę Ignacego Kutatlskiego. Obydwie ofiary strasznej bestji w ciele ludzkiem po kilku godzinach wyzionęły ducha. Krwawy morderca udał się sam na posterunek policyjny. gdzie został natychmiast aresztowany. Zwłoki zabezpieczono na miejscu do przyjścia śledczych władz sądowych. Szczegóły w jutrzejszym "Kurierze Łódzkim"

Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-09-09 R. 3 nr 212

Soczyste jabłka przyczyną zbrodni. Kula złoczyńcy zwaliła z nóg wieśniaka.

Ubiegłej nocy Edward Biech (Blech?), zamożny gospodarz, zamieszkały we wsi Majków Duży, pod Piotrkowem zbudzony został szmerami dochodzącemi z sąsiadującego z domem ogrodu owocowego. Wybiegłszy przed dom ujrzał osobnika strząsającego jabłka. Odważmy wieśniak pochwycił amatora cudzych owoców za ramię, lecz w tejże chwili złodziej uwolniwszy się szarpnięciem z uścisku rzucił się do ucieczki. Kiedy wieśniak zaczął go ścigać, złoczyńca wydobywszy rewolwer strzelił do niego. Kula przeszyła lewą pierś Biecha, ponad sercem. Krzyki rannego zbudziły sąsiadów, którzy nieprzytomnego Biecha odwieźli do szpitala. Stan wieśniaka beznadziejny. Zbiegłego napastnika szukają władze śledcze. 

Ilustrowana Republika. 1929-08-19 R. 7 nr 226

„Tani" węgiel i... oszukany kmiotek.. We wsi Majków powiatu piotrkowskiego do gospodarza Franciszka Pytlocha zgłosił się jakiś nieznajomy i przedstawiwszy się jako kolejarz, zaproponował kupno mu 12 korcy węgla po 4 złote za korzec. Na tak ponętną propozycje Pytloch zgodził się d wyjechał razem z nieznajomym furmanką do Piotrkowa, skąd miał węgiel zabrać. Po drodze nieznajomy wziął od Pytlocha 48 złotych a gdy przyjechali do Piotrkowa nagle znikł. Oszukany kmiotek zawiadomił o tem komisariat policji, (b).

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1938-01-12 R. 15 nr 8

Piotrkowianin strzela do wieśniaka na zabawie tanecznej 

We wsi Majków Średni gm. gm. Szydłów, pod Piotrkowem odbywała się zabawa taneczna, urządzona staraniem tamtejszej młodzieży. Na zabawę tę w charakterze gościa przybył m. in. niejaki Marian Guć, zam. w Piotrkowie \przy ul. 1-go Maja 6. Osobnik ten, znajdując się w stanie pijanym, wywołał awanturę, która następnie zamieniła się w bójkę. W pewnym momencie Guć dobył rewolweru i strzelił zeń do przeciwników, trafiając w jamę brzuszną mieszkańca wsi: Byki., gm. Szydłów, 27-letniego Jana Piątka. Rannego w stanie bardzo ciężkim przewieziono do szpitala św. Trójcy w Piotrkowie, zaś sprawcą postrzelenia. zainteresowała się policja. 

Dziennik Narodowy. 1938-09-29 R. 24 nr 219

Olbrzymi pożar w folwarku Majków pod Piotrkowem.

W dniu onegdajszym w grodzie Leonarda Filipiaka we wsi Majków Folwark pod Piotrkowem wybuchł groźny pożar który strawił dom mieszkalny, oborę i stodołę z tegorocznemi zbiorami oraz żywy i martwy inwentarz, wyrządzając strat na sumę około 7000 zł. Ustalono, że pożar powstał wskutek zaprószenia ognia przez domowników.


wtorek, 1 kwietnia 2025

Rokiciny - Kronika wypadków i nie tylko... - 1874 - 1938 - cz.3

 

Tydzień. 1874-03-01 R. 2 No 9

W dniu 1. b.m. pod stacyią Rokiciny z pociągu osobowego wypadł konduktor Józef Gajewski, skutkiem czego ranioną miał dość ciężko głowę. - po opatrzeniu przez lekarza, zawiezionym został do Warszawy.

Tydzień. 1881-02-27 R. 9 Nr 9

Pod względem zdrowotnym. W VII oddziale lekarskim drogi żelaznej, dokonano w dniu 21 lutego, rewizyi pod względem zdrowotnym dwóch bufetów stacyjnych: (Petrokow, Rokiciny), kuchni, piwnic, naczyń kuchennych i wszelkich artykułów żywności. Rewizyje takie, stosownie do instrukcyi,  będą się odbywały stale co pewien przeciąg czasu.

Tydzień. 1881-04-24 R. 9 Nr 17

Ku przestrodze podróżujących drogą żelazną, podajemy fakt następujący. Przed paru tygodniami, piszący te słowa, wsiadłszy do wagonu 3-ej klasy w Petrokowie, był świadkiem następującego zdarzenia. W chwili prawie odejścia pociągu, po drugim dzwonku, jeden z pasażerów w języku słowackim opowiada konduktorowi, że "jakiś pan" w jego obecności oberżnął pasy u okien i wyszedł do bufetu. Konduktor rzeczywiście zauważył brak aż siedmiu pasów w tym wagonie (wagon był duży, przejściowy). W chwili tej rozmowy wchodzi ów "pan" do wagonu. Był to człowiek bardzo przyzwoitej powierzchowności, średniego wieku, z długą, czarną brodą; usłyszawszy powyższe obwinienie, srodze się rozgniewał na poczciwego słowaka, a gniew swój wyrażał niemiecko-polską. mową; groził przysięgą, legitymował się swoim zagranicznym paszportem, wszystko na nic. Zacnego obywatela. wzięto w obserwacyję, a zebrało się wiele ciekawych; rumiana buzia bohatera mieniła się chwilami, on jednak starał się najspokojniej palić cygaro i nie zważać na ciekawe spojrzenia licznej galeryi. Tymczasem zbliżała się chwila tragiczna: dojechaliśmy do Rokicin, tu pociąg zatrzymuje się dłużej; Skorzystano z tego i poproszono cywilizowanego pasażera do rewizyi... kieszenie wypchane miał pasami! Ruszyliśmy dalej, ale już bez naszego kulturtregera.
                                                                                                     Piotrkowianin.

Tydzień. 1882-07-30 R. 10 Nr 31

Z wagonu. W dniu 26-m wieczorem, za Rokicinami, z pociągu idącego z Warszawy do Piotrkowa, wyskoczył bezpłatny pasażer - żydek z Brzezin, lat 22, jak sam zeznaje. Jechał on bez biletu i miał zapłacić karę, której unikając, nie zawahał się narazić życia; wyskoczył bowiem w pełnym biegu z pociągu. Oprócz jednak małoznacznego rozcięcia błony śluzowej w ustach i lekkiego podrapania twarzy - żadnych innych obrażeń nie dostał.


Tydzień. 1888-05-06 R. 16 Nr 19

W dniu 18 Kwietnia r. b. zgubiłem 4 kwity: trzy wydane przez W-nych Panów Brujewicz - jeden wydany w miesiącu Maju 1887 r. na summę 187 rubli z kopiejkami drugi wydany w miesiącu Lutym 1888 r. na summę rs. 7 kop. 90. trzeci na 10 sztuk drzewa wreszcie jeden kwit W-go Chudzyńskiego wydany w roku 1887 na summę rs. 36 z kopiejkami; jednocześnie zginęła książeczka legitymacyjna wydana przez Wójta Gminy Łaznów w brzezińskim powiecie. Kwitów tych nikomu nie odstąpiłem ani sprzedawałem; dlatego też ostrzegam, że nie mają one dla nikogo żadnej wartości. Mosiek Blankiet z Rokicin.

Tydzień. 1890-11-23 R. 18 Nr 47

FATALNE WYPADKI

W jednym dniu 12-ym b. m. dwóch młodych i silnych ludzi, dzięki własnej nieostrożności, ponieśli ciężkie kalectwo, przy kolei pod Rokicinami. Jeden z nich rekrut, Stanisław Nowakowski, lat 21, zdążający do Piotrkowa do popisu, będąc pijanym, zbliżył się zanadto do nadchodzącego pociągu, tak, że koło urwało mu stopę. Przewiezionemu do szpitala Św. Trójcy amputowano goleń.

Drugi Józef Balcerek, lat 20, wsiadłwszy na pociąg towarowy, zeskoczył w biegu i wpadł pod koła pociągu, który obciął mu nogę w kolanie i zgruchotał udo. Przewiezionemu w rozpaczliwym stanie do miejscowego szpitala, udzielono natychmiast pomocy lekarskiej.

Tydzień. 1896-03-29 R. 24 Nr 13

 - Z kolei wiedeńskiej. Pasażerowie, przejeżdżający Koluszki, uskarżają się na słabe oświetlenie peronu tej stacyi i na brak znaków ostrzegających, z pod którego peronu i gdzie dany pociąg odchodzi. Pomyłki zdarzają się zbyt często, a niezbyt przyjemnie (zwłaszcza temu, kto z czasem liczyć się musi) zamiast, dajmy na to, do Łodzi, jechać do Piotrkowa lub Warszawy. W tych dniach byliśmy świadkami takiej pomyłki, która naraziła pasażerów na stratę całej nieledwie nocy, spędzonej na st. Rokiciny, w pobliżu której nie ma nawet przyzwoitego zajazdu, gdzieżby przespać się można.  


Tydzień. 1896-09-20 R. 24 Nr 38

Konie rywalami kolei. Niedbalstwo kolei łódzkiej w obsłudze swych klijentów wywołało pośród przemysłowców łódzkich projekt utworzenia spółki, która zajmie się sprowadzaniem do Łodzi towarów końmi szosą ze st. Rokiciny. Projekt ten znalazł w Łodzi wielu stronników.

Tydzień. 1896-10-25 R. 24 Nr 43

Sprawa Kaczmarków. Sąd okręgowy tutejszy w poniedziałek 13 b. m. rozpatrywał sprawę o fałszerstwo i otrucie, w której na ławie oskarżonych zasiadła rodzina włościańska Kaczmarków ze wsi Janki gm. Ciosny w pow. brzezińskim, a mianowicie małżonkowie Piotr i Aleksandra Kaczmarek, ze wsi Zelgoszcz gm. Dobra w pow. brzezińskim. Włościanin wsi Janki, Mikołaj Kotynia, wziął na wychowanie dziewczynę nieprawego urodzenia Aleksandrę Kratkowską, którą, skoro wyrosła, wydał za mąż za Piotra Kaczmarka. Przybrany ojciec wyposażył młodą parę i sprzedał jej osadę swoją za 815 rs., z których wziął gotowizną tylko 2151rs. zaś 600 podarował Kaczmarkom z warunkiem, aby oddali mu na mieszkanie połowę domu do końca życia i wydawali corocznie odpowiednią ilość zboża; gdyby zaś warunku tego nie spełnili, obowiązani będą rs. 600 natychmiast wypłacić. W kilka lat Kotynia, jako wdowiec, ożenił się powtórnie i od tej chwili rozpoczęły się swary z przybranemi dziećmi, które doprowadziły do zupełnego zerwania. Kaczmarkowie odmówili Kotyni wydawania zboża i ten wyprowadził się od nich. Na skutek skargi Kotyni sąd gminny zobowiązał małżonków Kaczmarek do wypłacania dożywocia, zastrzeżonego w akcie darowizny oddanej mu osady przez opiekuna i dobrodzieja. Po upływie roku Kaczmarkowie przedstawili sądowi gminnemu akt notaryjalny, mocą którego Kotynia za 250 rs. zrzekł się dożywocia. Akt ten okazał się fałszywym; przed rejentem bowiem Pulińskim w Brzezinach stawał do aktu zamiast Kotyni, podający się za niego Franciszek Kaczmarek, brat Piotra. Piotr Kaczmarek podmawiał do tego czynu włościanina ze wsi Rokiciny, Józefa Tumczyka lecz bezskutecznie.  

Za sfałszowanie aktu rejentalnego, przez podstawienie osoby obcej za stronę przeciwną, Kaczmarkowie oddani zostali pod sąd i sprawę ich naznaczono na 26 kwietnia r. b. do Łodzi, lecz sprawa upadla z powodu nieprzybycia do sądu Aleksandry Kaczmarek, która była chorą. Ostatecznie i w trzecim terminie sprawa osądzoną być nie mogła, z powodu nie przybycia świadków Kotyni i Tomczyka, którzy jak się okazało zmarli otruci arszenikiem. Śledztwo przedwstępne doprowadziło do wniosków jakoby Tomczyk otruty był przez Piotra Kaczmarka, który podrzucił mu chleb z twarogiem posypanym arszenikiem; zaś Mikołaja Kotynię otruł Józef Kaczmarek, wsypawszy do garnka z barszczem, który miał jeść Kotynia, proszek arszeniku. Oba te otrucia dokonane zostały w celu usunięcia najgłówniejszych świadków w sprawie o sfałszowanie aktu rejentalnego. Sąd w komplecie: przewodniczący Gersog, członkowie Kołczanowski i Hudniew, po długiej naradzie, uznawszy winę podsądnych za niedowiedzioną dostatecznie, uwolnił ich od wszelkiej odpowiedzialności. Oskarżał podprokurator Lwowicz. Obrony wnosili adwokaci przysięgli: Lewy i Jackowski, oraz obrońca Blucher. 

Tydzień. 1897-06-06 R. 25 Nr 23

NAPAD NA CYKLISTĘ.

"Kur. Warsz."donosi: Na drodze z Rokicin do Łodzi w tych dniach dwóch włościan jadących w stanie nietrzeźwym najechało rozmyślnie powracającego do Łodzi na rowerze 21 letniego Ottona Hofmana, syna fabrykanta łódzkiego. Uderzony dyszlem od wozu p. H. zleciał z roweru i dostał się pod koła, które złamały mu rękę i nogę, oraz przyczyniły ciężką ranę w głowie. Sprawcy wypadku uszli bezkarnie.

Rozwój. 1898-10-29 No 249

W okolicach Rokicin w wielu miejscach nie wykopano kartofli z powodu braku ludzi; o robotnika bardzo trudno; obecnie jeszcze kopią kartofle.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1928-03-22 R. 5 nr 68

Złodzieje bombardują kolejarza węglem. W dniu 26 sierpnia 1927 r. w budce pociągu towarowego jechał jeden z pracowników kolejowych, wracając z Piotrkowa do Rokicin. Wkrótce kolejarz ów zauważył, iż do pociągu wskoczyli dwaj osobnicy, którzy z wielką wprawą poczęli zrzucać z jednego wagonu grube kawały węgla. Kolejarz, widząc, że robota idzie szybko i z wielką wprawą, wyskoczył z budki, usiłując interwenjować, jednak zmuszony był cofnąć się, bowiem jeden z owych osobników rozpoczął formalny atak, bombardując budkę kawałkami węgla, a po chwili wszedł do schronienia owego pracownika, bijąc go i kalecząc. Jednak siły okazały się nierówne, kolejarz obezwładnił napastnika i na bloku Moszczenickim wezwał do pomocy obsługę pociągu. Okazało się, że wprawnym złodziejem jest Stanisław Cechowski, robotnik, zam. we wsi Raków, gm. Uszczym. Po rozprawie sądowej Sąd skazał Cechowskiego na 6 miesięcy więzienia. 

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1928-12-02 R. 2 nr 333

Katastrofa kolejowa pod Koluszkami. 7 wagonów towarowych uległo rozbiciu.

Wczoraj około godz. 9 wieczorem na odcinku linii kolejowej Rokiciny-Koluszki miała miejsce katastrofa kolejowa. Od Rokicin do Koluszek zdążał pociąg towarowy Nr. 194. Przed semaforem wjazdowym pociąg zatrzymał się, oczekując na sygnał wjazdowy. Skoro najbliższa stacja zarządziła otwarcie drogi, pociąg ruszył. Lokomotywa szarpnąwszy silnie wagonami, spowodowała katastrofę. 7 wagonów naładowanych węglem, na skutek zerwania połączeń spadło z szyn i stoczyło się z nasypu torowego.  

Ładunek wagonów posypał się do pobliskich rowów. Tor został uszkodzony, droga zatarasowana. Przerwa w komunikacji trwała do godz. 3.20 nad ranem. Na miejsce katastrofy przybyła pomoc techniczna drużyn kolejowych, która zajęła się naprawianiem toru i uporządkowaniem drogi. Jak stwierdzono, powodem katastrofy było istotnie zbyt silne ruszenie z miejsca lokomotywy, która szarpnąwszy wagonami, obciążonemi ładunkiem, pozrywała połączenia. Dalsze dochodzenie w toku.

Rozwój. 1929-07-27 No 206

Zderzenie 2 autobusów z winy pijanego szofera. Na terenie powiatu brzezińskiego na szosie Rokiciny - Ujazd miała miejsce katastrofa automobilowa. Dwa autobusy Nr. ŁD 81339 i ŁD 80921 zdążające w przeciwnych kierunkach wpadły na siebie. Skutkiem zderzenia oba auta strzaskały się.

Dwaj pasażerowie podczas katastrofy odnieśli rany. Wdrożone dochodzenie policyjne ustaliło, że szofer jednego z autobusów Hipolit Rutkowski był tego dnia kompletnie pijany i jechał lewą stroną szosy. Aresztowano go i pociągnięto do odpowiedzialności karnej,-  

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1932-08-26 R. 4 nr 235

MASOWE NAPADY NA POCIĄGI ZAŁADOWANE WĘGLEM.

Ostatnio mnożą się z każdym dniem doniesienia o coraz to nowych wypadkach kradzieży w~ia z pociągów towarowych i o stałych utarczkach policjantów, eskortujących węgiel ze złodziejami kolejowymi. 

Kradzieże mają najczęściej miejsce na terenie powiatów: brzezińskiego, piotrkowskiego  radomskiego.

Na szlaku kolejowym Czarnocin - Rokiciny w powiecie brzezińskim, posterunkowy Baleciak Józef strzelił do jakiegoś młodego osobnika, kradnącego węgiel z wagonów, kładąc go trupem na miejscu. Zabitym okazał się 18-letni mieszkaniec Rokicin, Marjan Pawelec.

Na tym samym szlaku Czarnocin - Rokiciny, posterunkowy Bąkowski Władysław, eskortując pociąg węglowy Nr. 108a, był ostrzeliwany z zasadzki przez nieujawnionych osobników, ukrytych w zaroślach. Bąkowski szwanku nie odniósł. Kule przebiły ścianki wagonu i utknęła w ładunku węgla.


Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1933-11-15 R. 5 nr 316

ZŁOŚLIWA STACJA

Podróżni, przesiadając się w Koluszkach, zamiast do Łodzi, przyjeżdżają do... Rokicin 

Dziecko nawet wie o tem, że pociągi służą do szybkiej komunikacji, a służba kolejowa dla ułatwiania jej podróżnym. Tak przynajmniej jest na całym świecie, oczywiście, za wyjątkiem... Koluszek. Na tej dziwnej stacji istnieją inne pojęcia o komunikacji kolejowej. Że twierdzenie to nie jest gołosłowne świadczy szereg faktów, które zebrane razem, dają w sumie Koluszkom przydomek "Złośliwej stacji" .

Tak, Koluszki są złośliwe. Podróżni, którzy wyjeżdżają o godz. 18-ej kurjerem krakowskim . Z Warszawy w kierunku Łodzi przybywają mniej więcej po półtoragodzinnej jeździe do Koluszek. Pociąg zatrzymuje się po jednej stronie stacji, aby dostać się do łódzkiego trzeba przejść na drugą stronę. Rzeczywiście stoi już tam szereg oświetlonych wagonów, kręcą się podróżni, służba kolejowa Oczywiście wszyscy zadowoleni, że mają miejsca, układają bagaże. Po kilku minutach żelazny smok rusza. Lecz o dziwo! Rusza w innym kierunku W pociągu robi się zamieszanie, podróżni przebiegają wagony, Pytają się, krzyczą, załamują ręce. Pan konduktor objaśnia: Państwo wsiedliście w Koluszkach do złego pociągu. Ten nie idzie do Łodzi. Cóż robić? Zatrzymać pociągu nie można, w biegu , wyskoczyć - też nie. Trzeba zacisnąć zęby i czekać na najbliższą stację Rokiciny i tam wysiąść. W Rokicinach można poczekać na najbliższy pociąg aby dostać się do Łodzi. Podróżni szemrzą, narzekają na koleje, na Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w Koluszkach nie czyni się nic, aby ułatwić podróżnym orjentację, cóż robi tam służba kolejowa? Pociąg w Koluszkach jakby, przez jakąś złośliwość nie jest zapatrzony w żadną tablicę. a że jest oświetlony i stoi na łódzkim torze, podróżni mylą się i wsiadają doń.

Pociąg łódzki czeka także, ale bez tablicy orjentacyjnej. Co gorsza, tablica ta stoi właśnie opodal złego pociągu. W tych warunkach pomyłka jest zupełnie zrozumiała. Nie trzeba objaśniać ile szkód powoduje takie zaniedbanie kardynalnych obowiązków przez służbę kolejową w Koluszkach. Podróżni nie przyjeżdżają na czas do Łodzi, są zmuszeni czekać na stacji w Rokicinach, muszą płacić za dodatkowy bilet. Tracą czas, pieniądze i zaufanie do kolei.

W imieniu tysięcy podróżnych, którzy przybywają codzień do Koluszek apelujemy do władz, aby zechciały zainteresować się nieporządkami, jakie panują na tej ważne stacji węzłowej.

W Koluszkach muszą znaleźć odpowiednio ustawione tablice orjentacyjne przy każdym pociągu. Wtedy dopiero uniknie się pomyłek, tak fatalnych w skutkach. Może wtedy zniknie przydomek "złośliwej stacji".


Ilustrowana Republika. 1936-02-01 R. 14 nr 31

Nasz reporter zanotował

Do szpitala Św. Józefa został przywieziony spod Rokicin 19-letni Józef Wojdera, zamieszkały niedaleko Rokicin, który nocy ubiegłej dostał się pod pociąg i został znaleziony nad ranem na torze, nieprzytomny, z obciętemi obiema nogami. Stan nieszczęśliwego jest ciężki. Policja prowadzi dochodzenie celem ustalenia tła tragedji, w której Wojdera został tak strasznie poraniony.

Echo. 1936-06-21 R. 12 nr 172

Tanie bilety wycieczkowe . Kolej nie zapomina o słomianych wdowcach.  

ŁÓDŹ 21 czerwca. Jak się dowiadujemy Ministerstwo Komunikacji wprowadziło ulgowe bilety wycieczkowe przeznaczone dla tych, którzy pragną niedzielę czy Święta spędzić w jakiejś miejscowości letniskowej. Wybrano trzy takie miejscowości, a mianowicie Grotniki, Kolumnę i Rokiciny. Przy bilecie wycieczkowym obowiązuje zniżka 33 proc. Przy zastosowaniu tej zniżki bilet do Kolumny kosztować będzie zł. 1,80, do Grotnik— zł. 1.60 i do Rokicin — zł. 2,70. Bilety wycieczkowe sprzedawane są we wszystkich kasach kolejowych i biurach podróży. Inną inowacją są bilety odcinkowo- tygodniowe upoważniające do dwukrotnego przejazdu dziennie, w relacjach nie przekraczających 100 kilometrów. Bilety te są ważne do wszystkich stacyj, leżących w promieniu nie większym jak 100 kilometrów od Łodzi, z tym warunkiem że mogą być w ciągu tygodnia tylko dwa razy dziennie wykorzystane do podróży tam i z powrotem. Ceny tych biletów, odcinkowo- tygodniowych wynoszą : do Andrzejowa zł. 1,80, do Gałkówka zł. 3, do Zduńskiej Woli zł. 6.70, do Justynowa zł. 2,80, do Grotnik zł. 4, do Strykowa zł. 4,60 do Żakowic zł. 4,30 i do Łasku zł. 5.50.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-03-04 R. 14 nr 57

Stalowy rumak „uciekł" z furmanki. Mieszkaniec kolonii Rokiciny pow. brzezińskiego, Konrad Orziński, zawiadomił tut. komisariat policji, że w dniu onegdajszym przejeżdżał ul, Pierackiego w Piotrkowie furmanką na której miał rower będący jego własnością. W pewnym momencie rower ten został mu skradziony. Poszkodowany szacuje stratę· na 70. zł. 

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1937-03-12 R. 67 nr 58

ŚMIERĆ POD KOŁAMI POCIĄGU.

Piotrków 10.3. W dniu 8. b. m. o godz. 22-ej pomiędzy przystankami Rokiciny - Baby, na szlaku Piotrków - Koluszki, poniósł straszną śmierć, starszy torowy 53-letni Szymura Szymon z Rokicin.

Usiłując przebiec tor przed pociągiem towarowym. Szymura wpadł pod koła pociągu pospiesznego. Zwłoki były rozrzucone na przestrzeni kilkudziesięciu metrów. Odciętej głowy nie odnaleziono. Prawdopodobnie została zmiażdżona doszczętnie.

Wypadek wywołał przygnębiające wrażenie, tak na funkcjonariuszach P.K.P. jak i na pasażerach. Kilka osób na widok zmasakrowanych zwłok zemdlało.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-03-25 R. 14 nr 76

Strzelał do człowieka z tyłu i posiedzi za to w więzieniu 

Henryk Fiszer, zam. we wsi Bµkowiec w pow. łódzkim, 28 grudnia r. ub . znajdował się we wsi Rokiciny, pow. brzezińskiego, przechadzając się około dworca. W pewnym momencie z pobliskiej piwiarni wyszedł jakiś osobnik, który będąc w stanie pijanym - począł bić Fiszera. Napadnięty rzucił się do ucieczki. W tej chwili z piwiarni wyszedł inny osobnik, który dobył rewolweru i strzelił 2 razy w kierunku uciekającego. Fiszer został raniony w głowę, na szczęście lekko. Scenę tę widział przechodzący ulicą policjant, który zbliżył się do strzelającego osobnika, odebrał mu broń i następnie wylegitymował go. Okazało się, że do Fiszera strzelał mieszkaniec wsi Rokiciny, 25 letni Wł. Szulc, którego pociągnięto do odpowiedzialności. W dniu onegdajszym Szulc zasiadł na ławie oskarżonych przed piotrkowskim sądem okręgowym, gdzie wina została mu całkowicie dowiedziona. Sąd po przesłuchaniu świadków i naradzie ogłosił wyrok, na mocy którego Władysław Szulc skazany został na półtora roku więzienia...

Dziennik Narodowy. 1938-12-21 R. 24 nr 298

Tragiczna śmierć piotrkowianina. Maszynista P. K. P. — Pasiński Kazimierz, lat 46, zamieszkały w Piotrkowie przy ul. Pierackiego 9, w pobliżu stacji Rokiciny poniósł tragiczną śmierć. W czasie postoju pociągu opuścił on parowóz celem zbadania stanu tłoków. W chwili, kiedy udał się po narzędzia, aby dokonać reperacji — nastąpił wybuch zbiornika powietrza. Jeden z kawałków rozerwanego zbiornika uderzył Pasińskiego w głową z taką siłą, że ten padł na ziemię, ponosząc śmierć na miejscu.

Dziennik Narodowy. 1938-12-21 R. 24 nr 298

Śmiertelny epilog wyprawy po czarne diamenty. Węglokrad zginął pod kołami pociągu

Na torze kolejowym na odcinku Koluszki — Rokiciny znaleziono zwłoki młodego mężczyzny, zmasakrowane przez koła pociągu. Powiadomiona o wypadku policja wdrożyła dochodzenie i ustaliła, że przejechanym mężczyzną jest Antoni Wieloch, mieszkaniec wsi Będzelin pow. brzezińskiego. Wieloch był znanym policji węglokradem. Zginął niewątpliwie podczas kradzieży węgla z biegnącego pociągu, z którego musiał spaść pod koła pociągu.


Rokiciny - Kronika wypadków i nie tylko... - 1886 - 1938 - cz.2


Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1886-02-27 R. 3 nr 46

POSZUKIWANIA WĘGLA.

W okolicy stacyi kolei wiedeńskiej Rokicińskiej odbywają się kosztem jednego z obywateli okolicznych poszukiwania węgla kamiennego. Poszukiwania te dotychczas nie zostały uwieńczone pomyślnym skutkiem, jednakże jeden z górników twierdzi, iż węgiel musi się tam znajdować.


Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1892-04-03 R. 9 nr 74

Cudowne ocalenie. W czwartek, pomiędzy stacyą Rokiciny a Baby, drogi żelaznej warszawsko -wiedeńskiej, podczas biegu pociągu spadł z platformy na tor pod wagony 6-letni chłopiec. Zanim podano sygnał o wstrzymaniu, pociąg przeszedł ponad chłopcem i oddalił się o kilkanaście kroków. Przerażeni pasażerowie byli przekonani, że obejrzą już tylko szczątki z ciała nieszczęśliwego, okazało się wszakże, iż dziecko żyło, a koło wagonu uszkodziło mu jedynie palce u nogi. Ranionego odwieziono do Piotrkowa.

Nowa Gazeta Łódzka. 1913-09-06 Nr 13

Handel żywym towarem. " Warszawskaja Myśl" przytacza szereg szczegółów z działalności handlarzy żywym towarem. „Handlarze, którzy zjechali się do nas z Ameryki i z niemieckich miast portowych, obrali sobie za miejsce postoju st. Rokiciny i Baby, gdzie im łatwiej ukryć się przed policją. Na tych stacjach mieszkają hurtownicy, do których prawie codziennie przyjeżdżają agenci, dostawcy "towaru" Zabierając „hurtowników" wyjeżdżają oni z nimi na st. Koluszki, gdzie odbywa się handel. W ciągu 3 dni ostatnich "hurtownik", który zatrzymał się na st. Rokiciny, nabył 26 dziewcząt, w wieku od lat 14 do 20. Nabywane są wyłącznie ładne dziewczęta, dobrze zbudowane; ceny wahają się od 50 do 1,000 rb. za „sztukę". Jeden z agentów stale mieszkający w Łodzi sprzedał za 1250 rb. siostrę swojej żony. Pierwsza partja złożona z 26 nabytych dziewcząt wysłana już została do Brazylji. Przeprawa ich przez granicę kosztowała kilkaset rb. Mają one czekać na swojego właściciela w Hamburgu, dokąd ten jedzie z 50 innemi dziewczętami, które ma wysłać do Konstantynopola. Wśród ofiar przeważnie służące, włościanki i szwaczki, poszukujące "lekkiej" pracy.

Rozwój. 1914-06-26 No 143

ECHA NAPADU NA DRÓŻNIKA.
W celu wykrycia sprawców napadu na dróżnika Wiśniewskiego pod Rokicinami, o czem onegdaj donosiliśmy, sprowadzono z Łodzi psa policyjnego zwanego "Alma", którego przywieźli żandarmi. Pies zaprowadził policję do wsi Cisowy w pow. brzezińskim i tam rzucał się na trzech braci W. których aresztowano.
Są oni silnie podejrzani o dokonanie napadu wraz z dwoma innymi, którzy podobno zbiegli do Łodzi. Aresztowanych przewieziono do Piotrkowa.
Bandyci oprócz napadu na dom dróżnika dokonali przedtem na dom trzech mieszkańców wsi Rokiciny i u jednej tylko wdowy zrabowali 16 rb. Podczas napadu na dróżnika spłoszył ich nadchodzący pociąg, który syn dróżnika zatrzymał sygnałem. Pociągiem tym właśnie przywieziono rannego dróżnika i po opatrunku odesłano do szpitala św. Trójcy.

Łodzianin : tygodniowy organ Polskiej Partji Socjalistycznej. 1926-06-12 R. 21 nr 24





Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1927-11-20 R. 4 nr 267

4713. — Cejman Fogelman — zawodowy skup kamieni polnych w celu odsprzedaży, sprzedaż węgla i cementu w Rokicinach, gm. Łaznów, pow Brzezińskiego, istnieje od 1900 r. Właścicielem jest Cejmach Fogelman. zam. w Rokicinach, gm. Łaznów, pow. Brzezińskiego. Prokury niema. Intercyzy nie zawierał. 

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1928-02-09 R. 2 nr 40

WYPADEK PRZY MŁÓCENIU ZBOŻA.

Wypadek wydarzył się w dniu wczorajszym po południu we wsi Rokiciny. Podczas młocki został pochwycony przez tryby maszyny 55-letni Józef Klimek. Tryby urwały nieszczęśliwemu prawą rękę. Omdlałemu udzielono pierwszej pomocy na stacji kolejowej w Rokicinach, a następnie pociągiem Łódź-Fabryczna odwieziono Klimka dającego słabe oznaki życia do szpitala małż. Poznańskich. Stan Klimka jest beznadziejny.

Ilustrowana Republika. 1929-06-29 R. 7 nr 176

OSTRZEŻENIE. Skradziono 27 b. m. o godz. 6.30 w tramwaju Nr. 1 portfel zawierająca 13 weksli blanco, 10 weksli po 1000 zl., 2 weksle po 500 zł„ 1 weksel 300 zł., z wystawienia z podpisem i stemplem C. Fogelmana, Rokiciny, żyro z podpisem i stemplem Hermana Fogelmana, świadectwa przemysłowe II kateg. z kasy skarbowej Brzeziny, 4 nakazy płatnicze z Urzędu Skarbowego Brzezin, kontrakt mieszkaniowy z lokatorem Packlem, pokwitowanie na dzierżawę placu w Rokicinach, wyd. przez zawiadowcę stacji kolejowej, akt hipoteczny Piotrkowa, oraz inne papiery. Weksle unieważniam i proszę o zwrot za wynagrodzeniem. C. Fogelman stacja Rokiciny, pow Brzeziński


Echo. 1929-10-01 R. 5 nr 254

Woreczki z tytoniu na dachu wagonu. Wykrycie znacznej kontrabandy
Łódź, 1 października. W wczorajszym na terenie stacji kolejowej Rokiciny wykryto znaczna kontrabandę. Mianowicie funkcjonariusz, lotniczej brygady skarbowej p. Białas zauważył, jak do stojącego pod Rokicinami pociągu towarowego skradali się jacyś osobnicy, usiłujący coś wydostać z wagonów. Na widok urzędnika skarbowego nieznajomi zbiegli. Zainteresowany zachowaniem się osobników owych p. Białas z pomocą policji dokonał rewizji wagonów. Na dachach znaleziono w woreczkach tytoń, pochodzenia niemieckiego. Woreczki tytoniu były poprzybijane gwoździami Ogółem znaleziono około 160 kilogramów tytoniu, który skonfiskowano. Osobników owych, którzy prawdopodobnie przyszli zabrać kontrabandę, poszukuję, policja.

Rozwój. 1929-10-26 No 297

WÓJTY I SEKRETARZ BAWIĄ SIĘ.
W lutym roku 1926 do pocztowego w Rokicinach przyszedł wójt gminy Łask Jan Czerwiński, sekretarz tejże gminy Józef Misztal, w celu sumy płacenia większej sumy pieniędzy dla różnych instytucji. Kierownik oddziału pocztowego Wolkiewicz wypisywał w międzyczasie pokwitowanie. które przed oddaniem pieniędzy. Po przeliczeniu pieniędzy okazało się, że zabrakło 500 zł. do czeku adresowanego dla izby skarbowej w Brzezinach na sumę 2500 zł.
Wobec powyższego wójt i sekretarz zabrali pieniądze oraz pokwitowanie, zapewniając kierownika poczty, że pożyczą sobie 500 zł od sołtysa i za chwilę wrócą. Więcej jednak nie powrócili. W rok potem nowy sekretarz gminy przeglądając książki znalazł wpisaną tam sumę 2500 zł., podczas gdy w międzyczasie przychodziło doń zażalenie z Brzezin z powodu niewpłacenia powyższej sumy. Zwróciwszy się o wyjaśnienie urzędu pocztowego w Rokicinach, gdzie dowiedział się całej prawdy Wójt i sekretarz zostali pociągnięci do odpowiedzialności i w dniu wczorajszym stanęli przed sądem. Sąd po rozpatrzeniu sprawy skazał wójta Czerwińskiego na dwa lata, a sekretarza Misztala na półtora roku więzienia.


Nowy Dziennik Łódzki. 1932-09-27 R. 2 nr 267

Zabójstwo przed kościołem  Śmiertelne wiwaty
Przed kościołem parafialnym w Rokicinach gm. Łaznów, pow. brzezińskiego, o godz. 11 minut 30 pojawił się orszak ślubny, co spowodowało pewne zbiegowisko.
Jeden z gości weselnych, Piekarek Józef, 29-letni mieszkaniec wsi Boguszyce, pow. rawskiego - chciał strzelać z rewolweru na wiwat. Broń zacięła się, wobec czego Piekarek zaczął manipulować rewolwerem, aby naprawić defekt. W tym momencie padły dwa strzały. Jedna z kul ugodziła mieszkańca Rokicin, Marcelego Stasio, który w parę minut zmarł.
Piekarka aresztowano i osadzono w więzieniu. Rewolwer uległ konfiskacie.

Dziennik Łódzki. 1932-02-09 R. 2 nr 40

Krwawa zemsta opryszków za uniemożliwienie im jazdy "na gapę'". Bezprzytomny kolejarz na szosie.

Na stacji kolejowej w Rokicinach pod Łodzią pracował w charakterze funkcjonarjusza kolejowego Jan Samolak, zamieszkały w Rokicinach. Gdy w dniu wczorajszym Samolak po ukończeniu pracy wracał do domu, na odludnym odcinku szosy napadlo nań 2 mężczyzn którzy zadali mu szereg głębokich ran nożem w okolice żołądka, tak że nieszczęśliwemu wypłynęły jelita. Gdy Samolaka po pewnym czasie znaleźli przechodnie, dawał on bardzo słabe oznaki życia. Ciężko rannego kolejarza przewieziono do szpitala okręgowego przy ulicy Zagajnikowej. Stan jego jest groźny. Powiadomiona policja ujęła 30-letniego Antoniego Białczaka i 33-letniego Stefana Kowalczyka, zamieszkałych w Rokicinach . Dochodzenie policyjne stwierdziło, iż Białczyk i Kowalczyk zaprzysięgli ostatnio Samolakowi zemstę, ponieważ odmówił przewiezienia ich na gapę do Częstochowy, a raz nawet oddał ich w ręce policji za jazdę koleją bez biletu, skutkiem czego Białczak i Kowalczyk zostali skazani na grzywny. p)

Echo. 1933-09-01 R. 9 nr 241

Dzień Chorych w Rokicinach. Staraniem Katolickiego Stowarzyszenia Polek w Rokicinach pod Łodzią został zorganizowany ,,dzień chorych". Program dnia objął: uroczyste nabożeństwo w kościele miejscowym, które celebrował ks. proboszcz W. Szota. Kapłan w podniosłych słowach przemówił do chorych, którzy w dniu tym zostali zwiezieni wozami z terenu całej parafji. Podniosły był moment, kiedy chorzy uprzednio przygotowani do Sakramentów Świętych przystępowali do Stołu Pańskiego, kiedy niejedna łza pod wrażeń, przeżywanej chwili potoczyła się z oczu nieszczęśliwych w chwili, gdy kapłan obchodząc łóżka i nosze na których spoczywali nieraz dość ciężko chorzy, udzielał im Komunji Świętej. Funkcje sanitariuszy i opiekunów pełnili członkowie Akcji Katolickiej. W czasie Mszy Świętej pienia religijne zostały wykonane przez miejscowy chór kościelny. Po nabożeństwie w sali parafjalnei urządzono dla chorych śniadanie.

Ilustrowana Republika. 1938-06-13 R. 16 nr 160

Złodziej węgla zastrzelony przez służbą kolejową. Wczoraj w nocy, do pociągu towarowego, wiozącego węgiel, w pobliżu st. Rokiciny, wskoczyło czterech mężczyzn, którzy poczęli zrzucać węgiel na tor. — Służba kolejowa poczęła strzelać do złodziei, którzy rzucili się do ucieczki, przyczem jeden z nich, 26-letni Władysław Czarnys, zamieszkały na Smolarni, koło Żakowic został zastrzelony. Zwłoki zabitego złodzieja kolejowego zabezpieczono na miejscu do czasu przybycia władz sądowo-śledczych.

poniedziałek, 31 marca 2025

Rokiciny - Kronika wypadków i nie tylko... - 1867 - 1939 - cz.1

 

Lodzer Zeitung. 1867-07-02 No 72

KANTOR TRANSPORTOWO - KOMISSOWY EDWARDA HERTZ

przy Drodze Żelaznej Fabryczno-Łódzkiej, mam honor uwiadomić szanowną publiczność miasta Łodzi, jak również i p.p. fabrykantów tegoż miasta, że od dnia dzisiejszego powiększyłem mój rollaż dla dogodności publicznej, podejmuje się wszelkiego rodzaju towarów z Magazynu Drogi Żelaznej Fabryczno Łódzkiej do wszystkich punktów miasta w Łodzi: od 50 pudów po l kop., mniejsze zaś ładunki od 1 puda do 30 pudów 30 kop., wszelkie zaś sztuki z miasta do Magazynu Drogi Żelaznej Fabryczno Łódzkiej i z wysokości wagi pudów 50, wszelką ekspedycję i z przywozem z miasta także tylko po kop. 1 od każdego puda, zaś większe partie wagi 400 pudowe do wyższej ilości do wszystkich punktów miasta po 3/4 kop od puda - sztuki różnego rodzaju od 10 pudów do 50 pudów powierzone do ekspedycji mi w Magazynie os szanownych kupców, za wszelkie ułatwienia od wyżej wzmiankowanej sztuki 15 kop., jak również przyjmuję towar franco do Warszawy do domu po 17 kop. od puda, do Zgierza od puda po 4 kop., do Pabianic po 5 kop. od puda, jak również mam wapno najlepszego gatunku i węgle z najlepszych kopalni do sprzedania.

Dom mój istniał na Drodze Żelaznej Fabryczno Łódzkie przez lat 12, w ostatnich czasach w Rokicinach przez lat 5, starałem się zawsze być dogodnym publiczności tejże okolicy, teraz jestem Komissantem od roku przy Drodze Żelaznej Fabryczno Łódzkie i powiększyłem z tego tytułu mój rollaż dla dogodności handlujących w okolicy a również w mieście Łodzi i odpowiadam za wszelkie mi powierzone towary od szanownych kupców i fabrykantów z majątku mojego i własną osobą.

                                                                                            Ed Hertz

Tydzień. 1879-07-13 R. 7 Nr 28

W Rokicinach w dniu 3 b.m., groźna szalała burza. Wszystkie dach z folwarcznych budynków zostały zerwane i uniesione wichrem, a ogromne stosunkowo straty, jakie wicher i nawałnica przyniosły gospodarstwu, ciążą na miejscowym dzierżawcy.

Tydzień. 1894-08-26 R. 22 Nr 34


Tydzień. 1899-07-30 R. 27 Nr 31

WYPADEK POD ROKICINAMI

W zeszłą niedzielę w nocy podczas szalejącej burzy na 107 wiorście kolei warsz. - wied. w pobliżu stacyi Rokiciny, jechał wóz naładowany towarem, na którym siedziało czterech mężczyzn. Woźnica myśląc, że droga jest wolną, gdyż przejazd nie był zamknięty, wjechał bezpieczny na tor, gdy tymczasem od strony Warszawy wpadł nań pociąg towarowy Nr. 124, miażdżąc na miejscu konie, wóz i dwóch ludzi. Dwaj drudzy siedzący na tyle wozu odnieśli ciężkie pokaleczenia, tak iż nie ma najmniejszych nadziei utrzymania ich przy życiu.


Tydzień. 1901-12-29 R. 29 Nr 52

- 5 dni z Piotrkowa do Rokicin szedł list włożony do puszki przy Dworcu d. 5 b. m. Dnia 6-go znalazł się w Rydze, w d. 9 powrócił do Warszawy i na koniec d. 10 b. m. znalazł się nareszcie w Rokicinach. 


Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-05-20 R. 5 no 113

Ofiary wypadku, który się wydarzył w ubiegłym tygodniu pomiędzy Koluszkami i Rokicinami, o czem w swoim czasie donosiliśmy, są dwaj robotnicy Pawlik ~ Pawliczak. Wysadzeni w Koluszkach z pociągu, jako jadący bez biletu, podążyli ku Rokicinom pieszo linią kolejową. O ile sądzić można, zamierzali oni wskoczyć na pociąg towarowy i ulegli wypadkowi. Jeden z nich z pogruchotanemi żebrami dostał obłędu i opowiadał, że go napadnięto i pobito, drugi zaś, otrzymawszy uderzenie w głowę, dostał krwotoku i nie odzyskał przytomności. Przywiezieni do Piotrkowa, obaj zmarli w szpitalu miejskim. 

Tydzień. 1903-04-19 R. 31 Nr 16

Złodzieje węgla. W nocy z dnia 8 na. g b. m. pod Rokicinami, został postrzelony przez złodziei węgla dróżnik Kopytek, który już od paru dni odpędzał ich, od naładowanych węglem wagonów i do którego raz już oni strzelali. 

Wieśniak : pismo poświęcone sprawom okolicy Łowicza i sąsiednich powiatów. 1914-09-11 R. 2 no 33

Zniszczenie szwadronu "huzarów śmierci ". W Piotrkowie, chwilowo zajętym przez Prusaków, a z błyskawiczną szybkością przez nich opuszczonym, stał szwadron "huzarów śmierci", których dowódcą w Gdańsku był następca tronu niemieckiego. Szwadron pod dowództwem majora hrabiego Sztolberga, który uważał się za komendanta Piotrkowa, jechał w kierunku Koluszek. W pobliżu Rokicin huzarów niemieckich spotkał szwadron huzarów rosyjskich. Wywiązała się gorąca potyczka, podczas której prawie cały szwadron "huzarów śmierci" był wyrąbany przez Rosjan. Zaledwie garstka jeźdżców uratowała się ucieczką. Od uderzeń szabli padli wszyscy oficerowie ze szwadronu niemieckiego z majorem, hrabią Szolbergiem na czele. Przy majorze znaleziono wielką sumę pieniędzy, które zaraz Rosjanie wysłali do Gdańska do wdowy po zabitym.

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1914-12-28 R. 4 Wyd. poranne

Z Tomaszowa. W ubiegłym tygodniu Tomaszów przeżył straszne chwile. W pobliżu miasta odbyła się krwawa walka o przeprawę przez Pilicę. W mieście na dachach niektórych budynków ustawione były kartaczownice. Do miasta wpadały granaty, z których jeden zabił dziewczynkę na przedmieściu. Okoliczne wsie wojna obróciła w perzynę. 
W Rokicinach pozostała tylko stacja kolejowa. Reszta budynków zburzona.


Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-03-29 R. 3 nr 74

Poszarpany trup mężczyzny - na odcinku kolejowym Rokiciny — Koluszki. 

Wczorajszej nocy o godzinie 1-ej na torze kolejowym pomiędzy stacjami Rokiciny — Koluszki znaleziono poszarpane ciało mężczyzny. Ze znalezionych dokumentów stwierdzono, że zabity nazywa się Stefan Trepka, pochodzący z Radomska, kawaler, lal 24. Przypuszczają, że Trepka wpadł pod kurjerski pociąg Nr. 5 i zahaczony popielnikiem parowozu szarpany bvł na przestrzeni 3 kilometrów, na co wskazują poodrywane członki ciała na tej przestrzeni. Zwłoki zabezpieczono do zejścia władz sądowo- policyjnych.  

Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-04-14 R. 3 nr 88

Bandyci kolejowi na linji Koluszki—Rokiciny. 
Napad i rabunek w nocy o godz. 2-ej. Przed trzema dniami o godzinie 2-ej w nocy w pociągu osobowym na przestrzeni Koluszki — Rokiciny trzech uzbrojonych bandytów wśród niezwykłych okoliczności wtargnęło do przedziału trzecie] klasy, gdzie drzemał pasażer Józef Milas. Bandyci zarzucili mu chustkę na usta i usiłowali wyrzucić go podczas jazdy. Przeszkodził temu jednak jadący z Sandomierza student Pawlicki. Bandyci zrabowali Milasowi futro i walizę, w której znajdowało się 500 złotych gotówką i wyskoczyli z pociągu. Zarządzony pościg nie dał na razie rezultatu.


Dziennik Narodowy. 1927-09-11 R. 13 nr 166

Z kroniki wypadków. Franciszek Adamczyk, robotnik kolejowy, pragnąc wsiąść na linji Rokiciny - Czarnocin do będącego w biegu pociągu towarowego, dostał się pod koła, które mu zmasakrowały lewą nogę. Służba kolejowa zatrzymała nadchodzący za chwilę od Koluaszek pociąg pospieszny w którym nieszczęśliwemu użyczono pierwszej pomocy, a następnie w Piotrkowie ulokowano go w szpitalu św. Trójcy, gdzie po kilku godzinach strasznych męczarni zmarł, osierocając żonę i dziecko. 

Echo. 1928-12-13 R. 4 nr 296

Krwawa rzeź pijanych rezerwistów. Bójka na szosie. 

Jeden trup i kilku pokaleczonych

Rokiciny, 13. 12. Wczoraj o godzinie 6-tej wieczorem szosą w kierunku Rokicin powracała gromada rezerwistów z kontroli wojskowej w Tomaszowie Mazowieckim. Nadmiernie wesołe humory wskazywały, że towarzystwo zaczepiało o przydrożne karczmy. Szczególniej mieszkaniec Rokicin nie jaki Longin Filipek zdradzał ogromny temperament. Podstawiał kolegom nogę i strącał ich w wypełnione wodą rowy. Słowem szukał swady. Tuż pod samemi Rokicinami Filipek obraził ciężko Jana Niciaka lat 33, który czynnie zareagował. Wynikła bójka. Gromada podzieliła się na dwa obozy. W rękach błysnęły noże. Zmobilizowano również laski i kije sękate. Rozpoczęło się „pijackie" trzepanie i kaleczenie pleców. W pewnej chwili przeraźliwy krzyk przeszył powietrze i jednocześnie ktoś zwalił się z nóg. To Jan Nicinka...  Pchnięty nożem prosto w serce padł martwy na ziemię. Prócz tego kilku innych zostało dotkliwie poranionych. Filipek na widok trupa Nicinki rzucił zakrwawiony nóż, którym zadał śmiertelne uderzenie i nie czekając na kolegów uciekł do lasu. Poranionych gromada zabrała z sobą do Rokicin. Zawiadomiona o incydencie policja spisała protokół i aresztowała kilku awanturników.

Główny sprawca krwawej rzezi znikł bez śladu. Poszukiwania nie dały chwilowo żadnego rezultatu. Pokaleczonych opatrzył lekarz.



Nowy Dziennik Łódzki. 1932-08-26 R. 2 nr 235

ZANIEŚCIE MU!....

Troska matki - o podrzutka.

Pod drzwiami jednej z zagród, we wsi Rokiciny, powiatu brzezińskiego, znaleziono podrzucone niemowlę płci żeńskiej. Przy niemowlęciu znajdowała się kartka, treści następującej: Stanisław Borowski. Kochani przyjaciele, proszę was, żebyście mu zanieśli, bo to jest własna dziecina, żeby go nie stracił, żeby wychował, zawiadomcie do policji, ochrzczone z wody, na imię Krystyna, Rokiciny.

Jak dotąd bliższego adresu Stanisława Borowskiego nie ustalono. Dzieckiem zajęła się chwilowo policja.

Echo. 1934-06-01 R. 10 nr 147

Kula dosięgła węglokrada. Drugi uciekł 

Piotrków, 1 czerwca. Ubiegłej nocy na szlaku kolejowym Czarnocin—Rokiciny, do pociągu towarowego, zdążającego od strony Piotrkowa, wskoczyło dwóch osobników, którzy zaczęli zrzucać z wagonów bryły węgla. Kradzież zauważył jeden z funkcjonarjuszów, eskortujących pociąg i wezwał złoczyńców do opuszczenia wagonów. W odpowiedzi jeden z osobników wyciągnął rewolwer. Funkcjonarjusz nie czekając strzałów — strzelił pierwszy. Jeden ze złodziei ranny — spadł z wagonu. Kompan postrzelonego zdołał zbiec. Pociąg zatrzymano. Postrzelonym złodziejem okazał się 26-letni Kazimierz Szubert, zamieszkały we wsi Nowe-Chrusty, gminy Mikołajew, powiatu brzezińskiego. Rannego Szuberta przewieziono najbliższym pociągiem do szpitala w Piotrkowie. Za zbiegłym złodziejem wszczęto poszukiwania.

Echo. 1937-07-27 R. 13 nr 207

Krwawa zabawa w Rokicinach. Policja poszukuje sprawców awantury . 

TOMASZÓW MAZ., 27. 7. — W miejscowości Rokiciny, pow. brzezińskiego odbywała się zabawa taneczna, zakończona jak niemal wszystkie zabawy wiejskie krwawo. Oto w trakcie zabawy pomiędzy kilkoma jej uczestnikami wynikła awantura rychło przekształcona w bójkę. Gdy bijący się zostali rozproszeni na ziemi pozostał wijący się w kałuży krwi mieszkaniec Rokicin, Wieloch Jan, lat 22, ugodzony nożem przez jednego z napastników, który zbiegł. Wielocha w stanie ciężkim przewieziono do szpitala miejskiego w Tomaszowie Maz., Ma on zadaną nożem głęboką ranę w żołądek. Miejscowe władze bezpieczeństwa przeprowadzają dochodzenie w kierunku ustalenia nazwiska sprawcy zadania ciężkiej rany Wielochowi.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-12-10 R. 14 nr 230

CZŁOWIEK KTÓRY CUDEM ŻYJE...

W dniu 18 lipca rb. odbywała sle zabawa we wsi Rokiciny. W trakcie zabawy doszło do zwady między Józefem Jałmużną a Janem Wielochem, który w .trakcie bójki na pięści, uderzył przeciwnika w twarz. Jałmużna poprzysiągł przeciwnikowi zemstę i w tym celu zmówił się z Władysławem Sońtą, aby ten ściągnął Wielocha w ustronne miejsce, gdzie krwawo rozprawi się ze swym antagonistą. To też, gdy Wielocha zwabiono w odległe i ciemne miejsce, Jałmużna rzucił się nań, począł go bić, kopać, a następnie zadał Wielochowi straszne uderzenie nożem w brzuch, przebijając mu żołądek. Wielocha odwieziono do szpitala, gdzie lekarze orzekli śmiertelną ranę, licząc się z rychłym zgonem rannego. Tymczasem Wieloch sprawił wszystkim niespodziankę i wylizał się z ran. Jest to wypadek, zwany w języku lekarskim cudem. Józef Jałmużna i Władysław Sońta zasiedli wczoraj na ławie oskarżonych przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie, który skazał Józefa Jałmużnę na 3 lata wiezienia; Sońte  uniewinniono. Powództwo cywilne, które wnosił pokrzywdzony w wysokości 600 zł., tytułem szkód materialnych i moralnych, powstałych wskutek zajścia, Sąd pozostawił bez rozpoznania. Przewodniczył rozprawie Wiceprezes S. O. p. Mieczysław Michalewski. Oskarżał podprokur. p. Filipkowski. Obronę wnosili adwokaci: Walosiński i Neweła; Powództwo cywilne - adw. Landberg.  

Ilustrowana Republika. 1939-05-22 R. 17 nr 140

KRWAWY DRAMAT MIŁOSNY

Usiłował zastrzelić rywala

Krwawy dramat rozegrał się onegdaj wieczorem we wsi Rokiciny pod Łodzią, którego ofiarą padł mieszkaniec tejże wsi 25-letni Franciszek Klenik. Klenik oraz Gustaw Meyer, również mieszkaniec wsi Rokiciny od dłuższego już czasu kochali się w jednej i tej samej dziewczynie, a mian. 19-letniej Reginie Cichej, przy czym dziewczyna darzyła większą sympatią Klenika. Na tym tle dochodziło często do sporów między rywalami. W dniu wczorajszym pragnąc się zemścić na swym rywalu, Meyer uzbroił się w rewolwer i ukrywszy się niedaleko domu swej ukochanej, postanowił zaczekać na Klenika. W momencie, gdy zauważył go wychodzącego z domu Cichej, wyszedł mu naprzeciw i wymierzył do znienawidzonego przez siebie rywala z rewolweru. Klenik zdołał jeszcze dobiec do Meyera i wytrącić mu rewolwer, lecz został trafiony kula w brodę i szyję, wobec czego padł na ziemię brocząc krwią. ' Niedoszły zabójca zdołał zbiec. Rannego przewieziono karetką pogotowia Czerwonego Krzyża do szpitala Ubezpieczalni Społecznej w stanie groźnym. Za Meyerem władze wdrożyły poszukiwania.

poniedziałek, 17 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1906 - 1939 - cz.2



Rozwój. 1906-05-10 No 105

Pożar w okolicy. We wsi Olechów, gminy Wiskitno, wynikł pożar, który zniszczył doszczętnie dom mieszkalny drewniany oraz zabudowania gospodarcze, należące do Michała Gana, Straty wynoszą do 1000 rb. w majątku ubezpieczonym, w nieubezpieczonym około 300 rubli. 

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1913-07-02 R. 3 nr 149

 - Czego nie kradną? Na 42 wiorście traktu łódzko-tomaszewskiego, w Widzewie, dróżnik, Bronisław Ludwiszewski, zauważył włościanina, wyrywającego z traktu kamienie bankietowe i ładującego go na wóz. Po zatrzymaniu złodzieja, przy pomocy robotników, tłukących szaber, okazało się, że jest to gospodarz ze wsi Olechów, gminy Wiskitno, Edward Majer. Sprawcę skierowano do sądu.

Godzina Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1917-09-11 R. 2 nr 249

Wiskitno. Aresztowanie zbrodniarzy. Już od dłuższego czasu mieszkańcy wiosek gminy Wiskitno, żyli pod wrażeniem częstych zbrodni, dokonywanych przez szajkę zbrodniarzy, których pomimo energicznych poszukiwań, nie udawało się wykryć. Obecnie jednak policji kryminalnej powiodło się wpaść na trop zbrodniarzy, których aresztowano, we wsi Jędrzejowie. Są nimi: Ignacy Ślaski, Antoni Kodliński i Franciszka Baryła, która stała na czele szajki. Brat jej za dokonaną zbrodnię skazany już został na śmierć przez rozstrzelanie.

Aresztowani członkowie szajki podejrzani są, prócz szeregu innych zbrodni, i o dokonanie napadu rabunkowego na mieszkanie gospodarza Karsza we wsi Olechów, gminy Wiskitno, podczas którego Karsz został ranny, a żona z synem zabici.

Republika : dziennik polityczny, społeczny, literacki i handlowy. 1923-08-05 R. 1 no 206

WYKRYCIE SZAJKI KONIOKRADÓW. | Już od dłuższego czasu na terenie pow. Łódzkiego grasowała szajka koniokradów. Złoczyńcy byli doskonale zorganizowani i przez długi czas byli nieuchwytani. Dzięki energicznie prowadzonemu śledztwu policji powiatowej udało się ująć trzech członków tej bandy, a mianowicie: Piotra Milczarka, Walentego Smyczka i Władysława Bolanka, lecz nie udawało się policji przez dłuższy czas ująć herszta tej bandy. Przed kilku dniami policji udało się otrzymać poufne wiadomości i wskutek tych wiadomości w jednej z melin został aresztowany herszt bandy Władysław Goss w chwili, gdy przybywał w odwiedziny do rodziców we wsi Olechów, gm. Wiskitnie. Część łupów łącznej wartości kilkaset miljonów marek została odebraną, (p.)

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-08-02 R. 4 nr 209

Groźny pożar pod Łodzią.
Onegdaj we wsi Olechów, gminy Nowosolna, powiatu łódzkiego wybuchł wskutek nieostrożnego obchodzenia się z ogniem groźny pożar w domu mieszkalnym Minika. - Czyżby chodziło o rodzinę Milnikel?
Zbudzeni ze snu chłopi okoliczni wszczęli natychmiastową akcję ratunkową ograniczającą się jedynie do niedopuszczenia rozszerzania się ognia.
Jednocześnie zawezwano straż ogniową z Kraszewa. Ogień wskutek sprzyjających wiatrów ogarnął drugi dom i stodoły, a nawet groził przerzuceniem na całą wieś.
Gdy około godz. 6-ej rano przybyła straż zastała już tylko dogasające zgliszcza.
Ogółem spłonęło 2 domy mieszkalne i dwie stodoły napełnione zbożem.
Straty wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych.



Echo. 1932-07-09 R. 8 nr 188

Dzień piorunów w Łodzi. Skutki wczorajszej burzy.
Łódź, 9 lipca. Wczorajsza burza nad Łodzią, jak to już szczegółowo doniosła prasa poranna, wyrządziła poważne szkody zarówno w mieście, jak i okolicy.
Pioruny wznieciły 4 pożary, które straż stłumiła w zarodku....
Na terenie powiatu łódzkiego, w czasie burzy pioruny spowodowały dwa pożary. Jeden z nich we wsi Kalinka, gminy Gospodarz, gdzie spaliła się doszczętnie zagroda niejakiego Wilczaka, a drugi we wsi Olechów, gminy Wiskitno, gdzie spaliła się zagroda Wilhelma Urlicha....

Ilustrowana Republika. 1935-07-28 R. 13 nr 205

Straszny wypadek w cegielni pod Łodzią. W cegielni w Jędrzejowie pod Łodzią wydarzył się wczoraj ciężki i straszny wypadek. O godzinie siódmej rano przybył z wozem cegły do wypalenia 30-letni Michał Niewiadomski, zamieszkały we wsi Olechów pod Łodzią. Jeden z robotników cegielni nie zauważył Niewiadomskiego i otworzył drzwiczki od wielki go pieca. Z pieca buchnęły wielkie płomienie, padły na Niewiadomskiego i zajęły na nim ubranie. Na przeraźliwy krzyk poparzonego zbiegli się robotnicy, którzy ugasili na nim ogień własnemi ubraniami. Lekarz pogotowia P. C. K. przewiózł strasznie poparzonego w stanie b. ciężkim do szpitala przy ul. Zagajnikowej. 


Ilustrowana Republika. 1937-08-24 R. 15 nr 232

Skłonili wieśniak do fałszywych zeznań. Cztery osoby skazane po roku więzienia.
Przed czterema laty, dwaj rzeźnicy Kifer i Frydrych, nabyli kilka krów u wieśniaków. Reinhold Thieme ze wsi Olechów krótko po tej tranzakcji złożył skargę, że rzeźnicy, nabywając odeń krowę, wręczyli mu fałszywą stuzłotówkę. Przeciwko obu wdrożone zostało dochodzenie. Kifer i Frydrych do winy się nie przyznali, a rzekomo poszkodowany kolonista cofnął swe zeznania. Oświadczył w toku przesłuchania, że w podejrzanych nie poznaje tych rzeźników, którzy mu wręczyli fałszywy banknot i że nic pewnego powiedzieć nie może. Dochodzenie zostało na tej podstawie umorzone. Działo się to przed czterema laty. Przed niespełna rokiem do władz wpłynęło doniesienie od pokątniarza Wieliczkiera z meldunkiem, że ów kolonista, który najpierw oskarżał obu rzeźników a potem niewiele pamiętał — został przez nich przekupiony i dlatego zmienił zeznania.
Aparat wymiaru sprawiedliwości wrócił na drogę, z której zbył zeszedł. Znów został Thieme przesłuchany, tym razem bardzo dokładnie i wtedy przyznał się, że to brat Kiefera i inni skłonili go do złożenia fałszywych zeznań. Władze wróciły znów do Kiefera i Frydrycha. Trzeba było wyrównać ich chwilowo zawieszone rachunki sądowe w sprawie owych stuzłotówek. W marcu r. b. odbyła się sprawa, i Kifer został skazany na trzy lata, a Frydrych z braku dowodu — uniewinniony. Nie na tym jednak koniec. Ręka sprawiedliwości sięgnęła teraz po tych ludzi, którzy skłonili wieśniaka do złożenia fałszywych zeznań. Ta sprawa odbyła się wczoraj. Odpowiadało 4 oskarżonych. Trzej zostali skazani po roku więzienia, z darowaniem połowy kary z amnestii i z zawieszeniem drugiej połowy; jedynie Godlowi Milsztajnowi sąd drugiej połowy kary nie zawiesił.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1939-09-01 R. 11 nr 242

Kronika reporterska województwa łódzkiego.
W kolonii Olechów, gminy Wiskitno, wybuchł pożar w zagrodzie Rudolfa Morgentalera. Zagroda spłonęła doszczętnie. Straty wynoszą 5000 zł. Wdrożone dochodzenie ustaliło, że pożar powstał wskutek podpalenia. Istnieje podejrzenie, że podpalenia dokonał sam Morgentaler, by uzyskać wysoką premię asekuracyjną. Wyniki śledztwa nie mogą być na razie ujawnione.

niedziela, 16 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1898 - 1937 - cz.1

 Działo się w pobliskim Olechowie!

Rozwój. 1898-06-08 No 130

Kamienne serce. Wczoraj o godz. 5 po południu, na rogu ulic Pańskiej i św. Benedykta rozbiegały się konie Samuela Sieskiego, włościanina wsi Olechów gm. Wiskitno, zaprzężone do wozu. Na wozie leżały nowo nabyte szafa i stół, na których jechał właściciel koni. Na samym rogu wymienionych ulic konie wywróciły wóz i potłukły rzeczy, Samuel Sieski zaś dostawszy się między konie, otrzymał od kopyta końskiego głęboką i niebezpieczną ranę. Pierwszą pomoc podał nieszczęśliwemu jakiś żyd, polewając go wodą i obmywając ranę, a następnie wezwano pobliskiego felczera. Przybyły felczer przyglądał się dosyć długo obojętnie upływowi krwi, po przeniesieniu zaś nieszczęśliwego do bramy domu prosił, by zapytano na wpół przytomnego, czy ma pieniądze na zapłacenie za podaną mu pomoc?  Znaglony jednak przez rewirowego meludzki felczer przyłożył rannemu watę na ranę i zażądał od niego chustki, którą przewiązał mu nogę, poczem wsadzono rannego na stojący przed domem wóz i odwieziono do szpitala. Zebrany tłum rozszedł się do domów, podziwiając kamienne serce pana felczera. 

Rozwój. 1899-06-10 No 130

Kradzieże. Mieszkańcowi wsi Olechów w powiecie łódzkim Karolowi Rot skradziono z mieszkania w gotowiźnie 55 rb. W kradzieży tej podejrzany jest Krzysztof Majer, który został aresztowany.

Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1890-10-28 R. 7 nr 243

Nagła śmierć. W zeszłym tygodniu we wsi Olechów, gminy Wiskitno, zmarł nagle 71-letni żebrak, Bernard Wagner stały mieszkaniec Łodzi.

Ilustrowana Republika. 1926-03-30 R. 2 no 89

Krwawe porachunki na wiejskiej zabawie. Podrycki w afekcie wyrżnął kolegę flaszką w głową.  
Wieczorem 15 lipca 25 roku we wsi Starowa Góra gmina Gospodarz odbywała się zabawa taneczna u gospodarza tejże wsi, Ernesta Wolfa.
Na zabawę powyższą został zaproszony Oskar Jon, Ludwik Jon i Alfred Podrycki ze wsi Olechów. Podczas tańca wynikła sprzeczka na tle „odbijanego" pomiędzy Oskarem Jonem a Alfredem Podryckim. Do sprzeczki wmieszali się Ludwik Jon i Artur Jotke, w krótkim czasie sprzeczka zamieniła się w
bójkę, w trakcie której Podrycki uderzył Ludwika Jona w nos, krwawiąc go co widząc brat Oskar stanął w obronie brata, wyjął nóż i zagroził nim Podryckiemu. Podrycki schwycił leżącą na ziemi flaszkę i zadał mu straszny cios w skroń. Oskar Jon zabrany do szpitala w tydzień potem zmarł.
Przeprowadzone dochodzenie policyjne ustaliło, że winny śmierci jest Alfred Podrycki. 
Aresztowano go. Sprawę powyższą rozpatrywał sąd. okr. w dniu wczorajszym pod przewodnictwem s. o. Arnolda w asystencji sędz. Jurkowskiego i Kurczyńskiego. Badany oskarżony, Alfred Podrycki lat 25 do winy się nie przyznał; twierdząc, że został napadnięty, gdyż Jonowie zazdrościli mu powodzenia u dziewczynek w tańcu. Przesłuchani świadkowie zeznali, że oskarżony działał w afekcie, nie chciał zabić ś. p. Oskara Jona i tylko przypadkowo zadał mu śmiertelny cios. Prokurator Żabiński wnosił o przykładny wymiar kary dla podsądnego ze względu na to, iż na wsi od dłuższego czasu panuje samosąd, gdzie główną.przyczyną jest zawsze kobieta i wódka. Obrońca, mec. Kobyliński stwierdził że oskarżony działał w afekcie i prosił sąd o łagodny wymiar kary dla oskarżonego. Sąd po naradzie skazał Alfreda Podryckiego na 4 miesiące więzienia, 

Łódzkie Echo Wieczorne. 1926-04-02 R. 2 nr 77

Gdy żona pośle męża po sprawunki. Najpierw zakupy, a potem hulanka. 
Adolf Drajkorn. mieszkaniec wsi Olechów. tuż pod Łodzią. znalazł się w dniu wczorajszym w godnym pożałowania stanie. Wysłała go żona do Łodzi po sprawunki a że był człekiem nie w ciemię bitym, więc zakupił wszystko według danej mu przez połowicę kartki, a nawet zaoszczędził kilka złotych, za które zamierzał się zabawić. 
Do wieczora daleko a do domu blisko, i nie namyślając się wiele Drajkorn wstąpił do podrzędnej knajpki na ,.jednego", który jak to zwykle bywa, przeciąg­nął się do późnej nocy. 
Rozbawiony pan Adolf wyszedł z restauracji dopiero wówczas, gdy mu zabrakło
gotówki. Obładowany paczkami wlókł się piekną serpentyną, tak go bowiem "rozebrała" wódka.
Pocił się Drajkorn, sapał, starając się wmówić w siebie. że jest zupełnie trzeźwym mimo to nogi nie chciały go słuchać.
Nagle wesoły wieśniak potknął się o kamień i runął prosto do ścieku ulicznego.
Drajkorn nie mogąc się już podnieść, zdołał jedynie przewrócić się na bok i zasnął.
Paczki porozrzucane wokół chrapiącego wieśniaka znalazły amatorów.
Zlitował się wreszcie nad stanem Drajkorna przechodzący patrol policyjny i odprowadził, a właściwie odniósł wieśniaka do komisarjatu.
Wartość skradzionych paczek poszkodowany oblicza się sumę 70 zł.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1928-08-31 R. 4 nr 207

Pojechali w swaty, a dostali baty. Niefortunna wyprawa. 
W dniu wczorajszym Leopold Smoczyński, wdowiec, zamieszkały przy ulicy Reitera 12, zdradzający chęć powtórnego ożenku wybrał się ze znanym kojarzycielem małżeństw do wsi Olechów, pod Łodzią, do sympatycznej i zamożnej wdowy w konkury. Swat niejaki Władysław Nurek i Smoczyński przyjęci zostali przez nią przychylnie. Nie można było tego powiedzieć o innych wieśniakach, którzy na wieść o konkurach łodzianina do bogatej wdowy, zaczęli się burzyć. Nic jednak nie przeszkodziło przybyszom do konkretnego omówienia sprawy i naznaczenia terminu zaręczyn. Wieczorem gdy swat i jego klient znaleźli się za wsią wypadło na nich kilku uzbrojonych w kije wieśniaków. Smoczyński i Nurek pod razami stracili przytomność. Nieprzytomnych znalazł patrol policyjny. Przewieziono ich do Łodzi gdzie lekarz pogotowia ratunkowego udzielił im pomocy. W wyniku przeprowadzonego przez policję dochodzenia sprawców napaści pociągnięto do odpowiedzialności sądowej.

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1929-09-14 R. 3 nr 252

Pożar na wsi. Wczoraj w nocy wybuchł pożar we wsi Olechów gminy Wiskitno pożar w zagrodzie Franciszka Furmańczyka. Pomimo energicznej akcji ratowniczej straży pożarnych Jędrzejowa, Cho· . jen i Wiskitna. spłonęła doszczętnie stodoła i szopa. Straty wynoszą przeszło 16 tysięcy złotych. Policja wdrożyła energiczne dochodzenie celem ustalenia przyczyny pożaru. Pożar jest o tyle zagadkowy panieważ w zeszłą sobotę spalił się Furmańczykowi dom mieszkalny. (p) 

Ilustrowana Republika. 1931-06-16 R. 9 nr 163

Podpalił zagrodę by podjąć premję asekuracyjną 
Nocy ubiegłej wybuchł pożar we wsi Olechów pod Łodzią. Olbrzymia łuna zajaśniała nad wioską budząc ze snu wszystkich mieszkańców. Natychmiast zaalarmowano wszystkie okoliczne oddziały, straży ogniowej, które energicznie zabrały się do ratowania płonącej zagrody i stodoły. Jak wykazało wdrożone dochodzenie pożar powstał skutkiem podpalenia, na co wskazywał a przedewszystkiem okoliczność, że ogień wybuchł jednocześnie w czterech rogach stodoły. W trakcie wdrożonego śledztwa aresztowany został właściciel gospodarstwa Ign. Kowalski, którego pod eskortą przewieziono do Łodzi i osadzono do dyspozycji sędziego śledczego. Spalone gospodarstwo ubezpieczone było na sumę 8,000 zl. a powodem podpalenia jak ustalono była chęć podjęcia premji asekuracyjnej, (p)

Echo. 1934-05-24 R. 10 nr 139

Dziś nad ranem, w niewielkim lasku pod wsią Olechów, gminy Wiskitno, powiatu łódzkiego, znaleziono wiszące na drzewie zwłoki mężczyzny. Wisielca spostrzegł jeden z wieśniaków i niezwłocznie przeciął pętlę. Wszelki ratunek okazał się już spóźniony. Denat nie żył. Okazał się nim łodzianin 38-letni Andrzej Łoboś, kupiec, zamieszkały przy ulicy Senatorskiej 19. Łoboś popełnił samobójstwo wskutek trudności finansowych. Łoboś osierocił żonę i dwoje drobnych dzieci. 

Express Wieczorny Ilustrowany. 1935-04-05 R. 13 nr 95

Wisielec we wsi pod Łodzią. Prawdopodobnie jest to łodzianin.
Łódź 5 kwietnia.
We wsi Olechów pod Łodzią, znaleziono zwłoki jakiegoś wisielca. Mimo natychmiastowej pomocy, samobójcy nie zdołano uratować. Zwłoki przewieziono do prosektorium miejskiego.
Przy desperacie nie znaleziono żadnych dokumentów. Istnieje przypuszczenie, że jest to stały mieszkaniec Łodzi. Liczył on lat około 40. Dochodzenie w toku.

Echo. 1935-04-06 R. 11 nr 96

We wczorajszem „Echu" donosiliśmy o znalezieniu w niewielkim lasku, należącym do wsi Olechów pod łodzią zwłok wisielca, pizy którym nic znaleziono żadnych dowodów osobistych. W wyniku przeprowadzonego przez komendę policji powiatowej dochodzenia udało się ustalić nazwisko samobójcy. Okazał się nim łodzianin 51-letni Otto Becher, malarz z zawodu, zamieszkały przy ul. Rzgowskiej 15..
Przyczyną rozpaczliwego kroku malarza były złe warunki materjalne.

Echo. 1936-07-13 R. 12 nr 193

Pożar starej rudery.
— Ubiegłej nocy we wsi Olechów gminy Wiskitno. pod Łodzią, wybuchł pożar w zagrodzie Józefa Michałowicza, któremu spalił się stary, niezamieszkały dom drewniany. Straty wynoszą kilkaset złotych. Przyczyny pożaru nie ustalono. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1937-10-25 R. 9 nr 294

W ataku szału zranił nożem rodziców i rodzeństwo 
Prywatne pogotowie lekarskie (2222-6) wezwane zostało nocy wczorajszej do wsi Olechów pod Łodzią, gdzie syn miejscowego gospodarza Artur Frantz. dostał nagle ostrego ataku szału. Frantz zdemolował urządzenie mieszkania, a w pewnej chwili chwycił nóż i zaczął nim zadawać ciosy rodzicom oraz rodzeństwu. 5 osób zostało poważnie zranionych przez furia. Przybyły lekarz pogotowia ratunkowego opatrzył rannych, a po udzieleniu pierwszej pomocy Frantzowi skierował go do szpitala dla umysłowo chorych w Kochanówku. 


wtorek, 19 lipca 2022

Z Łodzi do Wschodnich Karpat - Jotsław - Worochta - Żabie - Łódzkie Echo Wieczorne - 1927 - cz.7

 



                                                                 Do Żabiego. VII.

A to co innego! — Teraz będziemy inaczej gadać — rzecze, wskakując na wózek. — Zawiozę panią do mojej gospodyni, p. Baranowskiej. Ona znajdzie kącik dla pani. Ja całą Europę zwiedziłem, byłem w Moskwie, w Petersburgu, miałem protekcję największych potęg rosyjskich Rasputinych, Dołgorukich, Wiaziemskich i t. d., a teraz siedzę w tym zapadłym kącie bez kultury wśród dzikich hucułów! Wśród tego potoku słów podjeżdżamy do dworku p. Baranowskiej, nad spokojnym zadumanym Czeremoszem.

Przywożę pani gościa — woła mój przygodny opiekun, do gospodyni stojącej na ganku.

Bardzo mi przyjemnie — brzmi odpowiedź.

Cieszę się, że będę mogła za chwilę rozprostować moje kości na łóżku. Gramolę się z trudem z wózka, wchodzę na ganek i witam z gospodynią, która dowiedziawszy się, że chodzi o nocleg, kategorycznie odmawia, zasłaniając się brakiem pokoju.

To ja pani mój pokój ustąpię — mówi poczciwy p. L., a sam gdzieś na wsi przenocuję.

Nie przyjęłam, rzecz prosta, takiej ofiary od obcego mi człowieka, pożegnałam się i zrozpaczona a gniewna wdrapałam się znowu na wózek.

Spotkany z kolei starszy, tęgi mężczyzna doktór okręgowy, jak się później dowiedziałam, dał mi adresy dwóch zajazdów: Gaertnera i Szustera. Po kilku chwilach zatrzymujemy się przed Gaertnerem.

Dziura.

Niema jednak wyboru. Szuster na pewne nie lepszy, a zresztą resztkami sił gonię. Dostaję niewielki, względnie czysty pokój za 3 złote — stajnia dla koni 1 zł.

Dorodna hucułka — Maryjka daje mi wody do umycia, czyści ubranie, obuwie, poczem rzucam się na łóżku o godzinie 4.

Przez 7 godzin z górą zatem byłam na wózku!

Po posiłku (smacznej kawy 2 szklanki, 3 kawałki bułki z masłem za 1 złoty!) i 2 godzinnym wypoczynku, poszłam na wieś, główną drogą wzdłuż Czeremoszu srebrzącego się połyskliwie w potokach promieni słonecznych na tle przedziwnie pięknego krajobrazu górskiego — jasnych połonin i ciemnych lasów mijając raz po raz malownicze gromadki hucułów, odświętnie przystrojonych i gwarzących nie frasobliwie.

Patrzę. Dworek p. Baranowskiej. Niewiele myśląc idę na gawędkę. Okazuje się że zna doskonale p. Jankę Schuhmertlową od dziecka i matkę jej niezwykle piękną, zdolną, energiczną i odważną kobietę. Pracowała podobno w drugim oddziale sztabu, czyli w defensywie i będąc gorącą patrjotką - polką/ wielkie oddała usługi ojczyźnie. Umarła w zeszłym roku w marcu na raka, w sile wieku, bo mając lat 35. — z wielką stratą dla narodu, jeśli to wszystko, co p. B. mówiła opiera się na faktach.

Nie mogę pominąć milczeniem pięknego kaktusa, stojącego u p. B. na oknie wśród paru innych niepozornych doniczek.

Ale ten kaktus! Godzien zaprawdę złotego medalu na jakiejś wystawie kwiatowej. Z pomiędzy kilku grubych jak lubieżne wargi i kolczastych liści (nie cierpię liści kaktusowych!) wychyla się 6 — S wspaniałych, purpurowych kielichów w rozkwicie, oprócz których i wazon dosłownie usiany pękami kwiatowemi. Rzadki okaz! Ja przynajmniej równie pięknego kaktusa w kwiecie nic widziałam.

P. Baranowska również bardzo na Żabie narzeka, głównie z powodu braku księdza.

Byli tu z Kołomyi — skarżyła się— żeby z nas ściągnąć pieniądze na plebanie, ale księdza nam choć od czasu do czasu nie przysyłają!

Teraz na przykład nabożeństwo majowe; aptekarz intonuje śpiewy w kościółku, a chłopcy zamiast modlić się pokładają się od śmiechu. Posyłam mego chłopca do kościoła, ale on woli w domu odmówić litanję do Matki Boskiej,

Mniej nagrzeszę, mamo — powiada. Mąż p. B. jest woźnym sądowym w Żabiem (wcale ładny gmach sądowy na brzegu Czeremoszu wśród zieleni drzew).

Przeczekawszy rzęsisty deszcz, który nagle lunął z nie wiedzieć/skąd nagromadzonych chmur, wróciłam do zajazdu i obraziwszy śmiertelnie Gaertnerową pytaniem, czy niema czasem pluskiew w pokoju, jak z krzyża zdjęta złożyłam swe kości do dość wygodnego łóżka z siatką i „Liżnikiem" huculskim zamiast materaca. „Liżnik" z szarej miejscowej wełny w bronzowe, żółte, różowe i bordo pasy. — Dość ładny i gruby. Cena takiego liźnika od 80 do 90 złotych: Użyć go można do przykrycia łóżka lub szelonga. „Liżnik;"' są znacznie tańsze od kilimów, bo tkane z wełny krajowej, kilimy zaś z cienkiej i miękkiej wełny angielskiej.

Nazajutrz z rana po 2-ch szklankach ka wy z doskonałą śmietanką, bułką domową z masłem i owczym serem za 1 zł. (!) — (Chwaliła się Gaertnerową, że jakiś gość z Warszawy zaręczał jej, iż takiej kawy w całej Warszawie nie dostanie. „W takiej cenie szczególniej' dodałabym) ruszyłam w drogę powrotną zatrzymując się w urzędzie gminy dla zebrania garści cyfr. Troje bardzo uprzejmych urzędników: sekretarz, pomocnik i panienka obstąpiło mię na wyprzódki odpowiadając na moje pytania.

Obszar Żabiego?

72 kilometry kw., albo 12 i pół mili kw.

Domów?

1.800.

Mieszkańców ogółem?

12.000 głów, w tern Rusinów 10.500, Polaków 200, Żydów 1.200- — 1.300, Ormian 7.

Szkół powszechnych? 4 rusińskie, 1 polska eksponowana (T-wo szkoły ludowej).

Ilość dzieci w szkołach?

Dyrektor Windyk powie — mieszka przy szkole w Żabiem - Lici. Jots


          Cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej (Kościół Prawosławny Ukrainy) - Wikipedia.

WierchowinaŻabie (ukr. ВерховинаWerchowyna) – osiedle typu miejskiego na Ukrainie, w obwodzie iwanofrankowskim, siedziba administracyjna rejonu wierchowińskiego. Położone jest nad Czarnym Czeremoszem (dopływem Prutu), u podnóża pasma Czarnohory, 30 kilometrów na południowy zachód od Kosowa. W 2020 osiedle liczyło 5812 mieszkańców[1], dla porównania spis powszechny w 2001 zanotował ich 5412[2].

Do 1962 roku miejscowość nosiła nazwę Żabie (ukr. Жаб'єŻabje). - Wikipedia.