Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borowa Wilhelmswalde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borowa Wilhelmswalde. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lipca 2026

Turbulente Zeitem - Burzliwe czasy - Herbert Höft

 

W czerwcu tego roku otrzymałem wiadomość od właściciela Domu Wydawniczego Księży Młyn, pana Michała Kolińskiego, że są zainteresowani drukiem książki profesora Herberta Höfta pod tytułem Turbulente Zeiten – Burzliwe Czasy.

Pierwszy tom przetłumaczyłem z niemieckiego, byłem pod wielkim wrażeniem tych wspomnień Herberta Höfta z Borowej, w której spędził swoje 17 lat. Obecnie 96-letni autor ma problemy zdrowotne, jednak jest pod doskonałą opieką swojej córki Christine. Pani Christine Berger jest łącznikiem między mną i jej tatą. To na moją prośbę przesłała mi skany 30 zdjęć z rodzinnego albumu, który podcza przymusowego wyjazdu z rodzinnego domu w Borowej zabrała mama pana Herberta, Olga Höft z d. Heidemann. Wspaniała pamiątka minionych czasów, która z pewnością wzbogaci książkę - wspomnienie. Zdjęcia nigdy i nigdzie nie były publikowane, są opisane przez pana profesora, za co bardzo jestem mu wdzięczny.

Podczas naszej telefonicznej rozmowy pan Michał Koliński, poruszył temat kosztów wydania tej książki. Brakuje 8.000 zł., aby pokryć koszty jej wydania. Jest to duża kwota. 

Wysłałem dwa tygodnie temu 3 listy polecone do Urzędu Miasta w Koluszkach i Brzezinach. Także do Starostwa Powiatowego w Łodzi. Po tygodniu otrzymałem z Koluszek odpowiedź, że niestety, nie ma możliwości sponsorowania choć w części tej książki...

Wielka szkoda, Borowa przynależy do gminy Koluszki, wspomniałem w liście, że do chwili obecnej nie ma żadnej publikacji o tej bogatej w historię wsi. Borowa się rozrasta, powstają nowe domy, wprowadzają się nowi mieszkańcy, warto by było poznać bliżej jej historię.

Liczę, że w najbliższym czasie uda mi się znaleźć sponsorów i książka ujrzy światło dzienne. Obecnie prezentuję dwa zdjęcia z albumu rodziny Höft.

                      Rodzina Höft przed swoim domem: rodzice Olga, Emil i mały Herbert.

         Die Familie Höft vor ihrem Haus: die Eltern Olga und Emil sowie der kleine Herbert.

Ewangelicy z wioski przy każdym pogrzebie towarzyszyli procesji z kostnicy na cmentarz wraz z chórem puzonowym. Emil Höft jest trzecim w pierwszym rzędzie (w kapeluszu).

Die Evangelischen aus dem Dorf begleiteten bei jeder Beerdigung den Trauerzug von der Leichenhalle zum Friedhof, zusammen mit einem Posaunenchor. Emil Höft ist der Dritte in der ersten Reihe (mit Hut).


Im Juni dieses Jahres erhielt ich eine Nachricht vom Inhaber des Verlags „Dom Wydawniczy Księży Młyn“, Herrn Michał Koliński, dass man dort Interesse am Druck des Buches von Professor Herbert Höft mit dem Titel „Turbulente Zeiten – Burzliwe Czasy“ habe.

Den ersten Band habe ich aus dem Deutschen übersetzt; ich war sehr beeindruckt von diesen Erinnerungen Herbert Höfts an Borowa, wo er seine 17 Lebensjahre verbrachte. Der mittlerweile 96-jährige Autor hat gesundheitliche Probleme, wird jedoch von seiner Tochter Christine hervorragend betreut. Frau Christine Berger ist die Vermittlerin zwischen mir und ihrem Vater. Auf meine Bitte hin hat sie mir Scans von 30 Fotos aus dem Familienalbum geschickt, das Herberts Mutter, Olga Höft, geb. Heidemann, bei der erzwungenen Abreise aus dem Elternhaus in Borowa mitgenommen hatte. Ein wunderbares Andenken an vergangene Zeiten, das das Buch – diese Erinnerung – sicherlich bereichern wird. Die Fotos wurden noch nie und nirgendwo veröffentlicht; sie wurden von Herrn Professor beschriftet, wofür ich ihm sehr dankbar bin.

Während unseres Telefongesprächs sprach Herr Michał Koliński das Thema der Kosten für die Veröffentlichung dieses Buches an. Es fehlen noch 8.000 Złoty, um die Kosten für die Veröffentlichung zu decken. Das ist eine große Summe.

Vor zwei Wochen habe ich drei Einschreiben an die Stadtverwaltungen von Koluszki und Brzeziny sowie an das Kreisamt in Łódź geschickt. Nach einer Woche erhielt ich aus Koluszki die Antwort, dass es leider keine Möglichkeit gebe, dieses Buch auch nur teilweise zu fördern...

Das ist sehr schade, denn Borowa gehört zur Gemeinde Koluszki. Ich habe in meinem Brief erwähnt, dass es bis heute keine Veröffentlichung über dieses geschichtsträchtige Dorf gibt. Borowa wächst, es entstehen neue Häuser, neue Bewohner ziehen zu – es wäre lohnenswert, seine Geschichte näher kennenzulernen.

Ich hoffe, dass es mir in nächster Zeit gelingen wird, Sponsoren zu finden, damit das Buch das Licht der Welt erblicken kann. Derzeit präsentiere ich zwei Fotos aus dem Fotoalbum der Familie Höft.




czwartek, 14 maja 2026

Borowa - Szkoła - Przydrożne krzyże - Tragiczna historia.

 

Mam ciekawy temat dla ciebie Andrzeju - tak rozpoczął wczorajszą rozmowę telefoniczną mój kumpel Dominik Trojak. 
- Jechałem w niedzielę do Tomaszowa i zobaczyłem, że zdjęte jest poszycie dachowe na starej szkole w Borowej....
- Czy znajdziesz chwilkę czasu, aby tam podjechać i ewentualnie porozmawiać z pracownikami o tym krzyżu?
W ubiegłym roku zainteresowała nas sprawa przydrożnego, drewnianego krzyża który stał pomiędzy Borową i Karpinem jeszcze na początku lat 40-tych ubiegłego wieku. W książce Herberta Höfta "Turbulente Zeiten" jest opisana ciekawa historia związana z przydrożnymi krzyżami:

                                        USUWANIE KRZYŻY

Polska była i jest krajem katolickim. Katolicy czczą Marię, matkę Jezusa, jako świętą. W szczególnych miejscach, takich jak przejścia graniczne i skrzyżowania dróg, w Polsce zwyczajowo stawiano duże drewniane krzyże, przed którymi katolicy z szacunkiem się kłaniali. Nikomu to nie przeszkadzało, dopóki nasz region nie odwiedził gauleiter (Artur Greiser – mój przypisek). Nalegał on, aby w Kraju Warty usunięto tę „bzdurę”. Komisarz urzędowy wydał więc lokalnym władzom polecenie:

„Krzyże muszą zniknąć”. Mój ojciec przejął od swojego ojca przekonanie, że nie wolno niszczyć świętości innych. Jako sołtys musiał jednak wykonać rozkaz. Przekazał go sąsiadującym polskim chłopom i zalecił: „Wykopcie krzyż i zawieźcie go na plac budowy Niemieckiego Domu. Zostanie tam z szacunkiem wykorzystany jako belka. Będziecie wiedzieć, gdzie jest. A my będziemy mieli spokój”. Tak właśnie wykonano ten rozkaz. Obejrzałem krzyż na placu budowy. Było to dobre drewno. Na powierzchni widoczna była żywica. Miało to być krwią Chrystusa. Niemiecki dom miał stać się domem kultury, w którym odbywałyby się różne imprezy. Dziś jest to polska szkoła we wsi, a sala gimnastyczna służy również do organizacji potańcówek. Niewielu Polaków wie dziś, że ich krzyż, który kiedyś stał między Borową a Karpinem, znalazł godne miejsce w tym domu.

Sołtys w Gałkowa Małego postąpił inaczej. Wraz ze swoim parobkiem ściął krzyż i przerobił go na drewno opałowe. Było to zbezczeszczenie świętości dla katolików. Jego czyn wywołał wobec niego ogromną niechęć. Za to na początku 1945 roku został skazany na śmierć.

Nie jest tajemnicą, że obaj mocno interesujemy się wszystkim co jest związane z Borową, a tym budynkiem w szczególności. W okresie niemieckiej okupacji nazwano go Domem Ludowym lub Domem Niemieckim. Był on miejscem nie tylko zebrań i spotkań miejscowych rolników i mieszkańców, także nacjonalistycznych organizacji z całego regionu. 

Zamieszczam poniżej kilka skrótów artykułów z prasy okupacyjnej dotyczących tego budynku:

Litzmannstädter Zeitung z 1943 roku pisze:

..."Nieczęsto zdarza się, by rolnicy i rolniczki z odległych gospodarstw zbierali się w tak dużym gronie swojej lokalnej grupy.

    Dlatego też czwartkowy wiec w Domu Niemieckim w Wilhelmswalde - Borowa był imponującym wydarzeniem dla niemieckiej ludności tego obszaru położonego blisko granicy Generalnej Guberni. Młodzież i mężczyźni z oddziałów ustawili się przed Domem Niemieckim, a kiedy przybył przywódca okręgu Mees wraz z przywódcą okręgowym rolników Bosse, ze strony Pimpfów* rozległy się werble bębnów. To, co zapowiadają już liczne powozy i furmanki przed miejscem spotkania, staje się jeszcze bardziej wyraźne na sali. Mężczyźni i kobiety siedzą ściśnięci, a tłum wciąż się wlewa, tak że duża część przybyłych nie może już znaleźć miejsc.

    Flagi stoją przed sceną, a kiedy HJ i BDM** śpiewają pieśń pochwalną, goście i mieszkańcy stali się już jedną wielką wspólnotą, która jest również nosicielem niemieckiego testamentu kulturowego w najbardziej na wschód wysuniętej części naszego Kraju Warty"....

Litzmannstadter Zeitung z 11 maja 1941 opisuje wizytę Gauleitera Greisera m.innymi w Borowej 10 maja 1941 roku:

..."Około południa Gauleiter Greiser przybył do Löwenstladt (Brzezin) na historyczny grunt Brzezin, gdzie został powitany przez burmistrza S.A. Oberführera Jansa. Burmistrz przekazał Gauleiterowi szczegółowy raport o rozwoju politycznym Löwenstadt i poinformował go o stanie prac planistycznych. W drodze do Wilhelmswalde (Borowa) niemieccy chłopcy i dziewczęta wielokrotnie pozdrawiali swojego Gauleitera zbawiennymi okrzykami, a liczni Volksgenssenowie ustawiali się przy drodze. Widoczne z daleka transparenty wyrażały powitanie, a samochód Gauleitera musiał się raz po raz zatrzymywać, by przyjąć pozdrowienia i życzenia od ludzi.

     W Wilhemswald (Borowa) zastępca Gauleitera, Bg. Schmalz, zabrał głos w poruszającym przemówieniu, w którym wyraził podziękowanie Gauleitera za dotychczasową pracę. "Fuehrer potrzebuje was i waszej pracy, a wy potrzebujecie Fuehrera" - wykrzyknął mówca - "i dopilnujecie, aby Warthegau (Kraj Warty) nie różniło się kiedyś pod żadnym względem od Starej Rzeszy". Również tutaj Gauleiter Greiser mógł obiecać partii swoje wsparcie i pomoc w dalszej pracy. Szczególnie ciepłe było pożegnanie młodzieży z Gauleiterem"....

Także w Litzmannstadter Zeitung z 2 lipca 1942 roku zamieszczono duży artykuł (ze zdjęciem poniżej) poświęcony inauguracji Domu Ludowego:

..."Gdyby powiedzieć lojalnym mieszkańcom starej niemieckiej gminy Wilhelmswalde - ich nazwisko nawiązuje do pruskiego królewskiego imienia Fryderyka Wilhelma I, który założył gminę zaledwie pięć lat temu - że niemieccy studenci pewnego dnia bez przeszkód zaplanowaliby dla nich dom gminny i że budynek ten zostałby wzniesiony w wolnym, Wielkim Imperium Niemieckim, to byłoby to dla nich zupełnie niemożliwe. W tej najdłuższej wiosce ulicznej we wschodniej części Kraju Warty, położonej na granicy Generalnej Guberni, nie można było się tego spodziewać, zwłaszcza w latach 1935-36, kiedy to ci Niemcy, których dziadkowie przybyli do kraju z północy Rzeszy około 1800 roku, zbudowali wspólnie ofiarnie niemiecki kościół. Nawet gdy ci zawsze odważni przedstawiciele przodków musieli po pożarze założyć własną szkołę w gospodarstwie rolnym, na pewno nie podejrzewali, że pewnego dnia szczęście ich własnej niemieckiej świetlicy rozkwitnie. 






                                               Tak wyglądał ten budynek z 1942 roku...


                                           Tak wygląda obecnie - 13 maja 2026..........


    Ale teraz przyszedł czas na inaugurację pięknego niemieckiego domu w okolicy lokalnej grupy Andrespol, do której należy Wilhelswalde. Jest to nagroda za zawsze niemiecką postawę na tym terenie miejscowej grupy, do której dołączyło już kilkuset Niemców ze starego terytorium Rzeszy, a która ma największą liczbę starozakonnych Niemców ze wszystkich obszarów wiejskich we wschodniej części Warhegau - tylko 3250. Podczas wizyty szef miejscowej grupy, Kahlmann, opowiedział nam o walce o tożsamość narodową w latach obcego panowania, podczas których wspólnota zawsze miała niemieckiego naczelnika wioski, podobnie jak Polacy starali się pociągnąć za sobą poszczególnych Niemców z obietnicami, ponieważ nie mogli zrobić nic przeciwko zamkniętej społeczności niemieckiej. Zgłosił również powstanie gmin Galkówek i Zielona Góra - Grünberg, które, podobnie jak Wilhelmswalde, powstały około 140 lat temu w wyniku starań rządu pruskiego; dalej Łaznowska Wola - Grönbach, Wiończyń i inne, które zostały założone przez niemieckich osadników z udziałem właścicieli ziemskich".... 


                                 Borowa - szkoła - 2005 rok - zdjęcie Beate Jungnick.

Jeszcze tego samego dnia pojechałem do Borowej i zobaczyłem, że wejście na teren byłej szkoły nie jest zamknięte. Postanowiłem z bliska zrobić kilka zdjęć. Przeraził mnie stan budynku i teren wokół niego. Żadnego śladu po pięknych drzewach widocznych na zdjęciu z 2005 roku (pozostały powyrywane pinki), powybijane szyby w oknach, zawilgocenia....
Bardzo przykry widok, w tym momencie byłem przekonany, że to nie jest rement, tylko świadome przygotowania do wyburzenia.....
Popytałem wśród znajomych i okazało się, że mam rację. Szkoła z działką została sprzedana ileś lat temu. Prywatny inwestor może robić co chce, smutne, bardzo smutne. Zniszczony cmentarz ewangelicki znajdujący się po drugiej stronie drogi, kościół ewangelicki zniszczony po wojnie, wiele budynków pamiętających okres międzywojenny znika z dnia na dzień. Czy jest szansa aby to się zmieniło na lepsze?

Uczniowie przed szkołą w Borowej - z prywatnego zbioru Pani Edyty Nowickiej z domu Kopytek.

„Ich habe ein interessantes Thema für dich, Andrzej“ – so begann mein Kumpel Dominik Trojak gestern unser Telefongespräch.

„Ich war am Sonntag auf dem Weg nach Tomaszów und habe gesehen, dass die Dachdeckung der alten Schule in Borowa entfernt wurde...“

– Hast du vielleicht kurz Zeit, dort vorbeizufahren und eventuell mit den Mitarbeitern über dieses Kreuz zu sprechen?

Im vergangenen Jahr interessierte uns die Sache mit dem hölzernen Wegkreuz, das noch Anfang der 40er Jahre des letzten Jahrhunderts zwischen Borowa und Karpin stand. In Herbert Höfts Buch „Turbulente Zeiten“ wird eine interessante Geschichte im Zusammenhang mit Wegkreuzen beschrieben:

ENTFERNUNG VON KREUZEN

Polen war und ist ein katholisches Land. Katholiken verehren Maria, die Mutter Jesu, als Heilige. An besonderen Orten, wie Grenzübergängen und Wegkreuzungen, wurden in Polen üblicherweise große Holzkreuze aufgestellt, vor denen sich Katholiken ehrfürchtig verneigten. Das störte niemanden, bis unser Land von einem Gauleiter (Artur Greiser – meine Anmerkung) besucht wurde. Er bestand darauf, dass dieser „Unsinn“ im Wartland beseitigt werde. Der amtliche Kommissar erteilte den lokalen Behörden daher den Befehl:

„Die Kreuze müssen verschwinden.“ Mein Vater hatte von seinem Vater die Überzeugung übernommen, dass man die Heiligtümer anderer nicht zerstören darf. Als Dorfvorsteher musste er den Befehl jedoch ausführen. Er gab ihn an die benachbarten polnischen Bauern weiter und wies sie an: „Graben Sie das Kreuz aus und bringen Sie es zur Baustelle des Deutschen Hauses. Dort wird es mit Respekt als Balken verwendet werden. Ihr werdet wissen, wo es ist. Und wir werden unsere Ruhe haben.“ Genau so wurde dieser Befehl ausgeführt. Ich habe mir das Kreuz auf der Baustelle angesehen. Es war gutes Holz. Auf der Oberfläche war Harz zu sehen. Das sollte das Blut Christi sein. Das Deutsche Haus sollte ein Kulturhaus werden, in dem verschiedene Veranstaltungen stattfinden sollten. Heute ist es die polnische Schule im Dorf, und die Turnhalle dient auch zur Organisation von Tanzveranstaltungen. Nur wenige Polen wissen heute, dass ihr Kreuz, das einst zwischen Borowa und Karpin stand, in diesem Haus einen würdigen Platz gefunden hat.

Der Dorfvorsteher von Gałków Mały handelte anders. Zusammen mit seinem Knecht fällte er das Kreuz und verarbeitete es zu Brennholz. Für Katholiken war dies eine Entweihung des Heiligen. Seine Tat löste große Abneigung gegen ihn aus. Dafür wurde er Anfang 1945 zum Tode verurteilt.

Es ist kein Geheimnis, dass wir uns beide sehr für alles interessieren, was mit Borowa zu tun hat, und für dieses Gebäude im Besonderen. Während der deutschen Besatzung wurde es als Volkshaus oder Deutsches Haus bezeichnet. Es war nicht nur ein Ort für Versammlungen und Treffen der örtlichen Bauern und Einwohner, sondern auch für nationalistische Organisationen aus der gesamten Region.

Im Folgenden füge ich einige Auszüge aus Artikeln der Besatzungspresse zu diesem Gebäude ein:

Die Litzmannstädter Zeitung aus dem Jahr 1943 schreibt:

...„Es kommt nicht oft vor, dass sich Bauern und Bäuerinnen von weit entfernten Höfen in so großer Zahl ihrer lokalen Gruppe versammeln.

Daher war die Versammlung am Donnerstag im Deutschen Haus in Wilhelmswalde-Borowa ein beeindruckendes Ereignis für die deutsche Bevölkerung dieses Gebiets nahe der Grenze zum Generalgouvernement. Jugendliche und Männer aus den Abteilungen stellten sich vor dem Deutschen Haus auf, und als der Kreisleiter Mees zusammen mit dem Kreisbauernführer Bosse eintraf, ertönten von Seiten der Pimpf* Trommelwirbel. Was bereits die zahlreichen Kutschen und Pferdewagen vor dem Versammlungsort ankündigen, wird im Saal noch deutlicher. Männer und Frauen sitzen dicht gedrängt, und die Menge strömt weiter herein, sodass ein großer Teil der Anwesenden keine Plätze mehr finden kann.

Fahnen stehen vor der Bühne, und als die HJ und der BDM** ein Loblied singen, sind Gäste und Einwohner bereits zu einer großen Gemeinschaft verschmolzen, die auch Träger des deutschen Kulturerbes im östlichsten Teil unseres Warthelandes ist“....

Die Litzmannstadter Zeitung vom 11. Mai 1941 beschreibt unter anderem den Besuch von Gauleiter Greiser in Borowa am 10. Mai 1941:

..." Gegen Mittag traf Gauleiter Greiser in Löwenstadt (Brzezin) auf dem historischen Boden von Brzezin ein, wo er vom Bürgermeister, dem SA-Oberführer Jans, empfangen wurde. Der Bürgermeister übermittelte dem Gauleiter einen detaillierten Bericht über die politische Entwicklung von Löwenstadt und informierte ihn über den Stand der Planungsarbeiten. Auf dem Weg nach Wilhelmswalde (Borowa) begrüßten deutsche Jungen und Mädchen ihren Gauleiter wiederholt mit jubelnden Rufen, und zahlreiche Volksgenossen stellten sich am Straßenrand auf. Von weitem sichtbare Transparente drückten die Begrüßung aus, und das Auto des Gauleiters musste immer wieder anhalten, um die Grüße und Wünsche der Menschen entgegenzunehmen.

In Wilhelmswalde (Borowa) ergriff der Stellvertreter des Gauleiters, Bg. Schmalz, das Wort in einer bewegenden Rede, in der er dem Gauleiter für die bisherige Arbeit dankte. „Der Führer braucht euch und eure Arbeit, und ihr braucht den Führer“, rief der Redner aus, „und ihr werdet dafür sorgen, dass sich der Warthegau (Wartheland) eines Tages in keiner Hinsicht vom Alten Reich unterscheidet.“ Auch hier konnte Gauleiter Greiser der Partei seine Unterstützung und Hilfe bei der weiteren Arbeit zusichern. Besonders herzlich war der Abschied der Jugend vom Gauleiter“....

Auch in der Litzmannstadter Zeitung vom 2. Juli 1942 erschien ein großer Artikel (mit dem Foto unten) über die Einweihung des Volkshauses:

...“ Hätte man den treuen Einwohnern der alten deutschen Gemeinde Wilhelmswalde – deren Name auf den preußischen König Friedrich Wilhelm I. zurückgeht, der die Gemeinde vor nur fünf Jahren gegründet hatte – gesagt, dass deutsche Studenten eines Tages ungehindert ein Gemeindehaus für sie planen würden und dass dieses Gebäude im freien, Deutschen Reiches errichtet worden wäre, wäre dies für sie völlig unmöglich gewesen. In diesem längsten Straßendorf im östlichen Teil des Warthelandes, an der Grenze zum Generalgouvernement gelegen, war dies nicht zu erwarten, insbesondere in den Jahren 1935–36, als jene Deutschen, deren Großväter um 1800 aus dem Norden des Reiches in das Land gekommen waren, gemeinsam aufopferungsvoll eine deutsche Kirche bauten. Selbst als diese stets mutigen Nachfahren nach einem Brand auf einem Bauernhof eine eigene Schule gründen mussten, ahnten sie sicherlich nicht, dass eines Tages das Glück ihres eigenen deutschen Vereinsheims aufblühen würde.

Nun ist es jedoch an der Zeit, das schöne deutsche Haus in der Umgebung der Ortsgruppe Andrespol, zu der Wilhelswalde gehört, einzuweihen. Dies ist eine Belohnung für die stets deutsche Haltung dieser Ortsgruppe, der sich bereits mehrere hundert Deutsche aus dem ehemaligen Reichsgebiet angeschlossen haben und die mit nur 3250 die größte Zahl altgläubiger Deutscher aller ländlichen Gebiete im östlichen Teil des Warhegau aufweist. Während des Besuchs erzählte uns der Vorsitzende der Ortsgruppe, Kahlmann, vom Kampf um die nationale Identität in den Jahren der Fremdherrschaft, in denen die Gemeinde stets einen deutschen Dorfvorsteher hatte, während die Polen versuchten, einzelne Deutsche mit Versprechungen auf ihre Seite zu ziehen, da sie gegen die geschlossene deutsche Gemeinschaft nichts ausrichten konnten. Er erwähnte auch die Gründung der Gemeinden Galkówek und Zielona Góra – Grünberg, die ebenso wie Wilhelmswalde vor etwa 140 Jahren auf Betreiben der preußischen Regierung entstanden; ferner Łaznowska Wola – Grönbach, Wiończyń und andere, die von deutschen Siedlern unter Beteiligung von Grundbesitzern gegründet wurden“....

Noch am selben Tag fuhr ich nach Borowa und stellte fest, dass der Zugang zum Gelände der ehemaligen Schule nicht verschlossen war. Ich beschloss, aus der Nähe ein paar Fotos zu machen. Der Zustand des Gebäudes und der Umgebung erschreckte mich. Keine Spur von den schönen Bäumen, die auf dem Foto von 2005 zu sehen waren (es blieben nur herausgerissene Stümpfe zurück), zerbrochene Fensterscheiben, Feuchtigkeitsschäden....

Ein sehr trauriger Anblick, in diesem Moment war ich überzeugt, dass es sich nicht um Verfall handelte, sondern um bewusste Vorbereitungen für den Abriss.....

Ich habe mich bei Bekannten umgehört und es stellte sich heraus, dass ich Recht hatte. Die Schule mit dem Grundstück wurde vor einigen Jahren verkauft. Ein privater Investor kann tun, was er will – traurig, sehr traurig. Der zerstörte evangelische Friedhof auf der anderen Straßenseite, die nach dem Krieg zerstörte evangelische Kirche, viele Gebäude aus der Zwischenkriegszeit verschwinden von einem Tag auf den anderen. Gibt es eine Chance, dass sich das zum Besseren wendet?







środa, 21 maja 2025

Herbert Höft - Burzliwe czasy - Turbulente Zeiten - Borowa - Wilhelmswald

 

Dwa dni temu otrzymałem oczekiwaną przesyłkę z Chemnitz! Profesor dr. Herbert Höft wysłał na mój adres, niedostępny na rynku czytelniczym 1 tom swoich wspomnień - Burzliwe czasy (Turbulente Zeiten). Tom 2 udało się kupić mojemu synowi Tomkowi. Ten pierwszy jest dla mnie bardzo ważny, gdyż opisuje dziecięce wspomnienia z lat 1931- 47 w Borowej, w której się urodził. Od dwóch dni siedzę nad tłumaczeniem tej niezwykłej książki. Wspomnienia pisane od serca, są momenty, że "jestem" w tamtych czasach obecny.... Nie często mi się to zdarza. Dzisiaj zamieszczam jeden z małych rozdziałów, więcej na moim blogu nie będę zamieszczać, chciałbym po przetłumaczeniu całego materiału wydać te wspomnienia w postaci książki.  

Vor zwei Tagen habe ich die lang erwartete Sendung aus Chemnitz erhalten! Professor Dr. Herbert Höft hat mir den ersten Band seiner Memoiren – „Turbulente Zeiten“ – zugeschickt, der im Buchhandel nicht erhältlich ist. Band 2 konnte mein Sohn Tomek kaufen. Der erste Band ist für mich sehr wichtig, da er Kindheitserinnerungen aus den Jahren 1931-47 in Borowa beschreibt, wo er geboren wurde. Seit zwei Tagen sitze ich an der Übersetzung dieses außergewöhnlichen Buches. Die Erinnerungen sind von Herzen geschrieben, es gibt Momente, in denen ich mich in diese Zeit zurückversetzt fühle... Das passiert mir nicht oft. Heute veröffentliche ich einen kleinen Abschnitt, mehr werde ich auf meinem Blog nicht veröffentlichen, da ich diese Erinnerungen nach der Übersetzung des gesamten Materials in Form eines Buches herausgeben möchte.  


                                                     MOI RODZICE

Mój dziadek Gottlieb dużo palił – dużo za dużo. Zmarł przed ukończeniem sześćdziesiątego roku życia. Zaplanował przyszłość swoich dzieci. Najstarszy syn został wysłany do seminarium nauczycielskiego w Łodzi. Najmłodszy został ślusarzem, a dwaj środkowi mieli po odbyciu służby wojskowej w armii polskiej otrzymać po połowie pola. W ten sposób mój ojciec otrzymał siedem hektarów ziemi. Siostry miały otrzymać pieniądze od braci. Bazując na doświadczeniu, że wspólne, ciasne mieszkanie młodych rodzin często prowadzi do kłótni i nienawiści, mój ojciec, będąc jeszcze kawalerem, z pomocą swoich braci i pożyczki od nauczyciela Brauna, zbudował dom z stajnią. Jego najstarszy brat Adolf miał odziedziczyć rodzinne budynki. Teraz Emil, mój ojciec, szukał dziewczyny, ponieważ jako spadkobierczyni miała otrzymać co najmniej krowę – czego nie można było oczekiwać we własnej wsi. Znalazł ją w Andrzejowie. (Wieś została w międzyczasie przyłączona do miasta Łódź. Łódź była wówczas nazywana polskim Manchesterem). Moja matka była nieszczęśliwa jako wiejska gospodyni w Borowej. W wieku 21 lat wolałaby bawić się lalkami niż opiekować się prawdziwym dzieckiem, karmić bydło, doić krowy i pracować w polu. Ale podołała tym zadaniom. Wysokie długi kredytowe i trudne warunki pracy w rolnictwie były dużym obciążeniem dla moich rodziców. W tamtym czasie nie byłem dzieckiem z marzeń. Komentarz mojej matki do ojca po moich narodzinach: „Jeśli jeszcze raz mi to zrobisz, walnę cię patelnią w głowę”. Przyszła sąsiadka, żeby obejrzeć nowego mieszkańca. „On nie będzie duży, ma takie krótkie kostki”. Miała rację. W końcu dorosłem, ale nigdy nie byłem wysoki.

Po dziesięciu i pół roku w końcu dostałam siostrzyczkę. To również nie było planowane przez rodziców. Rodzice zaakceptowali mnie takim, jakim jestem. Mój ojciec był energicznym mężczyzną, który wszędzie się wtrącał, aby decydować. Rozkazywał nawet tam, gdzie nie było potrzeby. Cierpiała na tym oczywiście moja mama i ja. Mimo to w Wehrmachcie doszedł tylko do stopnia szeregowego. Nie chciał osiągnąć nic więcej. Z perspektywy czasu było to błogosławieństwem. Ciężką pracą, pomimo początkowych przytłaczających długów u nauczyciela Brauna, który naliczał lichwiarskie odsetki, moi rodzice zbudowali  zgrabne gospodarstwo z krowami mlecznymi, dwoma końmi, kilkoma świniami, licznym drobiem, a ja miałem miejsce na króliki i  gołębie. Do odziedziczonej działki o powierzchni siedmiu hektarów wydzierżawili kolejne pięć hektarów. Moi rodzice wyróżniali się pracowitością i konsekwencją. Matka zajmowała się gospodarstwem domowym, a często także zwierzętami. Ojciec był nie tylko surowy wobec zwierząt, ale także nie okazywał nam prawie żadnych uczuć. Pewnego wieczoru byłem spragniony. Matka po raz kolejny uprażyła jęczmień i zaparzyła z niego kawę, która jednak już ostygła. Matka nie chciała podać mi zimnej kawy i dodała do niej gorącą wodę. Widziałem to. Wtedy nie rozumiałem związku między kawą a wodą, więc zaprotestowałem. Chciałem, żeby podgrzała zaparzoną kawę i nie chciałem pić kawy z wodą. Byłem, jak wiele dzieci w tym wieku, uparty i buntowniczy. Zanim się zorientowałem, ojciec zdjął szelki i uderzył mnie z całej siły.

„Wytrę ci z głowy ten upór” – powiedział. Uderzenia metalowymi klamrami były strasznie bolesne. Mój mały palec prawej dłoni spuchł. Ojca to nie obchodziło. Uważał, że postąpił słusznie, a matka nie interweniowała. Z pewnością zapomniałbym o tym niegroźnym incydencie z kawą, gdyby nie bolesne uderzenia, które znacznie utrwaliły mi to wydarzenie w pamięci.

Ponieważ jako dzieci z wioski nie mieliśmy prawie żadnych zabawek, bawiliśmy się wszystkim, co tylko się dało. Pewnego dnia naszą uwagę przyciągnęła zepsuta felga od wózka dziecięcego letników. Metalowa część była pęknięta i miała ostre krawędzie. Przekazywaliśmy sobie felgę z rąk do rąk. Nagle starszy chłopiec uderzył mnie nim z całej siły w goleń. Ostra krawędź zraniła mnie głęboko. Krwawiło strasznie. Płacząc, pokuśtykałem do domu i pokazałem ojcu ranę. Ojciec powiedział tylko ironicznie: „Dlaczego nie przyniosłeś brakującego kawałka mięsa? Usmażylibyśmy go”. Blizna pozostała mi na zawsze – podobnie jak uwaga ojca.


piątek, 16 maja 2025

Borowa - Wilhelmswalde - Ela Ignatowicz - Edmund Braun - Wizyta cz.2

Jak wspomniałem, w części 1, Ela Ignatowicz, wiedząc, że dzisiaj się spotkamy, "przeszukała" ponownie strych swojego domu. Przygotowała kilkanaście książek należących do rodziny Braun.  Postaram się zamieścić ich skany, stan większości jest kiepski, jednak są one pozostałością tamtych czasów, znajdą poczesne miejsce w muzeum historycznym im. L. Marciniak, pod batutą Dominika Trojaka! Pozwoliłem sobie zamieścić kilka z nich.

Wie ich bereits in Teil 1 erwähnt habe, hat Ela Ignatowicz, da sie wusste, dass wir uns heute treffen würden, erneut den Dachboden ihres Hauses „durchsucht“. Sie hat mehrere Bücher aus dem Besitz der Familie Braun herausgesucht.  Ich werde versuchen, Scans davon zu veröffentlichen. Der Zustand der meisten Bücher ist schlecht, aber sie sind Überbleibsel jener Zeit und werden einen Ehrenplatz im L. Marciniak-Geschichtsmuseum unter der Leitung von Dominik Trojak finden! Ich habe mir erlaubt, einige davon zu veröffentlichen.

                                                      Gesangbuch

Die evangelisch=lutherische Kirche unveränderter Augsburgischer Konfession in Polen.

                                         Zweite neubearbeitete Ausgabe

                                                       Warschau

                          Verlag der Pastor- Witwen und Waisenkasse.

                       In Kommission bei W. Mietke, Wspólna str. 10

Das Gesangbuch hat 530 Seiten, auf der ersten Seite befindet sich ein Stempel:

Gesangbuch Fabrik H.Nikel, Łódź, Nawrot 2.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                        Śpiewnik

         Kościoła ewangelicko-luterańskiego niezmienionej konfesji augsburskiej w Polsce.

                                          Drugie wydanie poprawione.

                                                       Warszawa

                               Wydawnictwo Wdów i Sierot Pastorów.

                                 W komisji u W. Mietke, Wspólna 10

Śpiewnik ma 530 stron, na pierwszej stronie stempel:

Gesangbuch Fabrik H.Nikel, Łódź, Nawrot 2.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Erdkunde für höhere Lehranstalten – Deutschland – 1926, seiten 108 

Geografia dla szkół średnich – Niemcy – 1926, strona 108

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                               Lerne und lehre!

                             Anleitung und Hilfe für eine biblische Unterweisung. – Seite 100.

                                                             Ucz się i nauczaj!

                               Wskazówki i pomoc w nauczaniu biblijnym. – Stron 100.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                       Bibellesungen über die Gegenwärtige Wahrheit – 1910, 96 Seiten

                       Czytania biblijne dotyczące współczesnej prawdy – 1910, 96 stron

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Bardzo zniszczony niemiecko-polski słownik, strony 15- 460, prawdopodobnie, wczesne lat XIX wieku.

Sehr beschädigtes deutsch-polnisches Wörterbuch, Seiten 15–460, wahrscheinlich aus dem frühen 19. Jahrhundert.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                             Kirche, Kirchen und Sekten samt deren Unterscheidungs lehren.

Nach dem Worte Gottes und den lutherischen Bekenntnisschriften dargestellt von Wilhelm Rohnert -                                           Pastor in Waldenburg i Schl. - 1900. - 321 Seiten.

                                   Kościół, kościoły i sekty wraz z nauką o ich różnicach.

   Zgodnie ze słowem Bożym i wyznaniami luterańskimi przedstawionymi przez Wilhelma Rohnert –                                         pastora w Wałbrzychu - Śląsk. – 1900 r. – 321 stron.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



E. von Sendlitz sche Erdkunde von Walther Jantzen - Vierter Teil: Klasse 4 - Breslau - 1939, 104 Seiten+ 64 Fotos.

E. von Sendlitz sche Erdkunde von Walther Jantzen – Część czwarta: Klasa 4 – Wrocław – 1939, 104 strony + 64 zdjęcia.


Własność Gertrud Braun.


czwartek, 15 maja 2025

Borowa - Wilhelmswalde - Ela Ignatowicz - Edmund Braun - Wizyta cz.1

 

Elę Ignatowicz miałem przyjemność poznać podczas rajdu rowerowego organizowanego przez Muzeum w Koluszkach 13 sierpnia 2022 roku. Później był to sporadyczny kontakt, aż bez mała miesiąc temu wrócił temat historii Borowej. Ela Ignatowicz mieszka w Borowej w domu, w którym mieszkał do zakończenia wojny w 1945 roku Edward Braun. Był on miejscowym nauczycielem, zarazem kantorem w miejscowym kościele ewangelickim, prowadził również nabożeństwa, gdyż pastor rzadko przyjeżdżał do Borowej. Temat tego nauczyciela poruszył w korespondencji ze mną profesor Herbert Höft:

..."Mała poprawka. Nauczyciel Braun nigdy nie był żołnierzem Wehrmachtu. Po poborze do wojska, podobnie jak wszyscy mężczyźni powyżej 18 roku życia, został wywieziony przez Sowietów do obozu pracy w Rosji, gdzie zmarł. Tylko nieliczni wrócili stamtąd żywi. Nie mieszkał w budynku szkoły, ale we własnym dużym domu z dużym stawem, gdzie mogli bawić się mieszkańcy i letnicy z Łodzi. W szkole mieszkała tylko przydzielona mu nauczycielka. Budynek szkoły już nie istnieje"...

Zelektryzowały mnie te wiadomości, napisałem do Eli  pytając, czy moglibyśmy się spotkać w Borowej? Otrzymałem natychmiast pozytywną odpowiedź i nie tracąc czasu zabrałem ze sobą moją żonę Elę i zjawiliśmy się dzisiaj po południu w miejscu gdzie zamieszkiwał Edmund Braun ze swoją rodziną. O moim wyjeździe poinformowałem mojego przyjaciela Dominika Trojaka, który również przyjechał. 

Dwie Ele (Ignatowicz i Braun) przed domem w którym mieszkał Edmund Braun i jego rodzina.
Die beiden Ele (Ignatowicz und Braun) vor dem Haus, in dem Edmund Braun und seine Familie lebten.


Byłem pod wielkim wrażeniem, oglądając bardzo rozległy, zielony teren w wielkim stawem w tle. Ela zaprosiła nas na ciasto i herbatę do domu. Wspomniała, że specjalnie odwiedziła strych i naszykowała w kartonie kilkanaście książek, których właścicielem był nauczyciel Braun. 

Wchodząc do środka czułem dziwne uczucie..., znajdowałem się w miejscu, gdzie mieszkał mój imiennik! Oryginalne drzwi wejściowe i wewnętrzne (także klamki), plus wielki kaflowy piec... 

Popijając smaczną herbatę, zaczęły się wspominki, Ela opowiedziała w największym skrócie historię swojej mamy Ani, która urodziła się w Mińsku na Białorusi. W czasie panowania sowietów, pracowała przy podziale kartek żywnościowych. Ktoś uczynny jej doniósł, że chcą ją aresztować i zesłać w głąb Rosji, że powinna jak najszybciej uciekać, tak też zrobiła. Kiedy przyszli po nią, zastali tylko jej siostrę, którą aresztowali. Na szczęście najstarsza siostra Mamy była lekarzem wojennym, i jej interwencje spowodowały, że siostrę zwolniono. Mama Eli przekroczyła granicę i znalazła się w Polsce.

Z braku czasu, "przenieśliśmy" się czasowo do roku 1945, gdzie Eli mama zamieszkała w Borowej, w domu nauczyciela Brauna. Przez dłuższy czas dzieliła ten dom z żoną i jedną z córek Brauna. Mieszkały zgodnie razem, pani Braun posiadała kilka kurek, dzieliła się jajkami. 

Zdjęcie zrobione pod koniec lat 40-tych. Od prawej do lewej Eli mama, babcia, chrześnica babci i kuzynka na tle domu. - Das Foto wurde Ende der 1940er Jahre aufgenommen. Von rechts nach links: Eli, Mama, Großmutter, Großmutters Patentochter und Cousine vor dem Haus.


Ela odniosła się do osoby Edmunda Brauna i jego śmierci.  Jej zdaniem, Braun został jako żołnierz wysłany na front wschodni i tam zginął. Jest to przekaz, który Ela usłyszała od swojej mamy Ani. Oprócz dwóch córek, miał także dwóch synów.

Przez dwie godziny nie mogliśmy poruszyć innych z całą pewnością ciekawych tematów, dlatego w niedługim czasie spotkamy się ponownie. Ela obiecałą ponowne przeszukanie strychu, być może znajdzie następne niespodzianki!

    Oryginalna studnia znajdująca się w pobliżu domu. - Der originale Brunnen in der Nähe des Hauses.
Piec kaflowy z okresu międzywojennego, całkowicie sprawny. - Kachelofen aus der Zwischenkriegszeit, voll funktionsfähig.

                                               Dwaj poszukiwacze tajemnic Borowej!



Przepiękny staw na terenie zamieszkałym przez Elę Ignatowicz. - kiedyś, miejsce oblegane przez mieszkańców Borowej i nie tylko! - Ein wunderschöner Teich in der Gegend, in der Ela Ignatowicz lebt. Früher war dieser Ort von den Einwohnern von Borowa und darüber hinaus stark frequentiert!

Ich hatte das Vergnügen, Ela Ignatowicz während einer Radtour kennenzulernen, die am 13. August 2022 vom Museum in Koluszki organisiert wurde. Danach hatten wir nur sporadisch Kontakt, bis vor knapp einem Monat das Thema der Geschichte von Borowa wieder aufkam. Ela Ignatowicz wohnt in Borowa in dem Haus, in dem Edward Braun bis zum Ende des Krieges 1945 lebte. Er war Lehrer und Kantor in der örtlichen evangelischen Kirche und hielt auch Gottesdienste ab, da der Pastor nur selten nach Borowa kam. Professor Herbert Höft sprach mich in seiner Korrespondenz auf diesen Lehrer an:

"Kleine Korrektur. Lehrer Braun war nie Soldat der Wehrmacht. Nach seiner Einberufung zum Militärdienst wurde er, wie alle Männer über 18 Jahre, von den Sowjets in ein Arbeitslager in Russland deportiert, wo er starb. Nur wenige kehrten lebend zurück. Er wohnte nicht im Schulgebäude, sondern in einem eigenen großen Haus mit einem großen Teich, an dem sich die Einwohner und Sommergäste aus Łódź vergnügen konnten. In der Schule wohnte nur die ihm zugewiesene Lehrerin. Das Schulgebäude existiert nicht mehr"...

Diese Nachrichten elektrisierten mich, ich schrieb an Ela und fragte, ob wir uns in Borowa treffen könnten. Ich erhielt sofort eine positive Antwort und nahm ohne Zeit zu verlieren meine Frau Ela mit und wir kamen heute Nachmittag an dem Ort an, an dem Edmund Braun mit seiner Familie gewohnt hatte. Ich informierte meinen Freund Dominik Trojak über meine Abreise, der ebenfalls kam.

Ich war sehr beeindruckt, als ich das weitläufige, grüne Gelände mit dem großen Teich im Hintergrund sah. Ela lud uns zu Kuchen und Tee zu sich nach Hause ein. Sie erwähnte, dass sie extra auf den Dachboden gegangen war und ein paar Bücher, die Lehrer Braun gehört hatten, in einen Karton gepackt hatte.

Als ich das Haus betrat, hatte ich ein seltsames Gefühl... Ich befand mich an dem Ort, an dem mein Namensvetter gelebt hatte! Die originalen Eingangstüren und Innentüren (auch die Türgriffe) sowie der große Kachelofen...

Bei einer Tasse leckerem Tee begannen die Erinnerungen, Ela erzählte in aller Kürze die Geschichte ihrer Mutter Ania, die in Minsk in Weißrussland geboren wurde. Während der Sowjetherrschaft arbeitete sie bei der Verteilung von Lebensmittelkarten. Jemand meldete ihr, dass man sie verhaften und tief nach Russland deportieren wolle und sie so schnell wie möglich fliehen solle, was sie auch tat. Als sie kamen, um sie zu holen, fanden sie nur ihre Schwester, die sie verhafteten. Glücklicherweise war die älteste Schwester meiner Mutter Militärärztin, und dank ihrer Intervention wurde ihre Schwester freigelassen. Elas Mutter überquerte die Grenze und gelangte nach Polen.

Aus Zeitgründen „sprangen“ wir vorübergehend ins Jahr 1945, wo Eli's Mutter in Borowa, im Haus des Lehrers Braun, lebte. Lange Zeit teilte sie sich dieses Haus mit Brauns Frau und einer seiner Töchter. Sie lebten harmonisch zusammen, Frau Braun hatte einige Hühner und teilte die Eier.

Ela bezog sich auf Edmund Braun und seinen Tod. Ihrer Meinung nach wurde Braun als Soldat an die Ostfront geschickt und kam dort ums Leben. Diese Information hatte Ela von ihrer Mutter Ania erhalten. Neben zwei Töchtern hatte er auch zwei Söhne.

Zwei Stunden lang konnten wir keine anderen, sicherlich interessanten Themen ansprechen, deshalb werden wir uns bald wieder treffen. Ela hat versprochen, den Dachboden noch einmal zu durchsuchen, vielleicht findet sie weitere Überraschungen!








sobota, 10 maja 2025

Borowa - Wilhelmswald - Rodzina Röhr - Litzmannstädter Zeitung - 1943

 

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-05-01/02 Jg. 26 nr 121/122

"Tutaj zbierał plony już mój pradziadek”.

Niemieckie gospodarstwa rolne w Kraju Warty były zawsze przekazywane z ojca na syna.

Aby w pełni zrozumieć dawną niemiecką kulturę w Warthegau, nie można myśleć tylko o obszarach w Poznaniu, które najdłużej pozostawały w całości niemieckie, ale trzeba spokojnie udać się na wschód, aż do granicy Generalnego Gubernatorstwa. Tam znajduje się na przykład najdłuższa wieś szlakiem drogowym we wschodniej części gau: Wilhelmswald. Ta zamknięta osada niemiecka, istniejąca już od około 150 lat, ma siedem kilometrów długości i została nazwana na cześć króla Prus, Fryderyka Wiktora. Jej nazwa nie jest więc nową germanizacją, ale starym dziedzictwem z czasów powstania. Nazwa „Borowo”, którą Polacy nadali jej oficjalnie, nie przyjęła się, nie powstało też tłumaczenie nazwy miejscowości, ponieważ tylko ostatnia sylaba Wilhelmswald została prowizorycznie przetłumaczona, a imię króla pruskiego zostało całkowicie pominięte.

Ta „przymusowa zmiana nazwy” nie zmieniła jednak niemieckiego nastawienia ludności, ponieważ rolnicy pochodzenia niemieckiego w naturalny sposób i niezłomnie trzymali się swojej niemieckości, której symbolem jest dziś okazały Niemiecki Dom, na który, jak wiadomo, gauleiter przeznaczył znaczną sumę; jest to wyraz wdzięczności za niemiecką lojalność. Do długoletnich mieszkańców Wilhelmswaldu, należących do okręgu Gałkówek, który stał się znany dzięki przełomowej decyzji Litzmanna z 1914 roku, należą w szczególności Röhrowie. W tej pomorskiej rodzinie, w której gospodarstwo w Wilhelmswalde było zawsze dziedziczone przez synów, znaleźliśmy jeszcze starą, czyli stuletnią drewnianą szopę, która przypomina o ciężkich początkach pracy kolonistów około 150 lat temu. Tak samo stare są niektóre okazałe lipy, które stoją jak pomniki przyrody przed domem i za stodołą. „Tutaj już mój pradziadek zbierał plony...” – powiedział jeden z dwóch obecnych właścicieli gospodarstwa, również potomek imigranta Johanna Christiana Rehla, kiedy oglądaliśmy stodołę wykonaną w całości z litego dębu, w której nawet gwoździe i rygle były drewniane. Jest ona ucieleśnieniem niemieckiego ducha pionierskiego na wschodzie i z pewnością przetrwa jeszcze wiele lat. Dom mieszkalny, jak opowiadał sędziwy ojciec obecnego właściciela gospodarstwa, został zbudowany w 1844 roku, po tym jak budynek z czasów założenia gospodarstwa został zniszczony przez pożar. On również pamiętał ciężką pracę, jaką wykonywał jego ojciec...

Mieliśmy okazję obejrzeć paszport przodków Rehlów, ale nie mogliśmy obejrzeć starych dokumentów z czasów założenia gospodarstwa, aktów spadkowych itp. Zostały one w romantyczny sposób przeniesione do starej części Rzeszy podczas I wojny światowej, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Było to po ciężkim dniu walk w 1915 roku, kiedy niemiecki oficer huzarów wjechał na podwórze, bardzo zadowolony, że może zatrzymać się tu, tuż za frontem, wśród niemieckich ludzi. Dokładnie zbadał historię tej rodziny kolonistów i poprosił ich o przekazanie mu cennych dokumentów dotyczących niemieckości, aby zabezpieczyć je w starej części imperium, ponieważ w pobliżu frontu takie dokumenty mogły wpaść w ręce wroga. W ten sposób dokumenty znalazły się pod ochroną starego terytorium Rzeszy, ale o tym szarym jeźdźcu z dawnych czasów nie słyszano już nigdy więcej, być może spoczywa gdzieś pod zieloną trawą. Ta stara pomorska rodzina, podobnie jak stara stodoła na podwórzu, przetrwała wieki, przetrwała wojny, nie tylko na papierze, ale także dzięki swojej niezłomności i świadomości, charakterystycznej dla wszystkich pracowitych mieszkańców Wilhelmswalde, którzy są naprawdę dobrym rodem, doświadczonymi w bojach Niemcami na wschodzie.


„Hier erntete schon mein Urgroßvater"

Sin deutscher Bauernhof im Wartheland immer vom Vater aut den Sohn vererbt.

Um die alte deutsche Kultursendung im Warthegau ganz zu verstehen, darf man nicht nur an die am längsten in ihre Gesamtheit deutsch gewesenen Gebiete im Posenschen denken, sondern muß ruhig welter östlich gehen bis scharf heran an die Grenze des Generalgouvernements. Dort trifft man beispielsweise auf das längste Straßendorf im Ostteil des Gaues: Wilhelmswald . Sieben Kilometer lang ist die geschlossene deutsche Ansiedlung, die schon rund 150 Jahre besteht, und nach dem Preußenkönig, Friedrich WIK: Im I., genannt wurde. Ihr Name ist also keine Eindeutschung neueren Datums, sondern ein altes Erbe aus der Gründungszeit. Das „Borowo", das die Polen daraus amtlich machten, hat sich weder eingebürgert noch gab es die Übersetzung des Ortsnamens wieder, weil nur die letzte Silbe von Wilhelmswald  notdürftig übersetzt, dafür aber der Preußenkönig davor glatt unterschlagen wurde.

Diese „Zwangsbenennung" konnte aber die deutsche Haltung der Bevölkerung nicht verändern, denn die Bauern deutscher Herkunft hielten ganz selbstverständlich und eisern an ihrem Deutschtum fest, dessen Sinnbild heute das stattliche Deutsche Haus ist, zu dem bekanntlich der Gauleiter einen nahmhaften Betrag stiftete; es ist ein Dankhaue deutscher Treue. Zu den alteingesessenen Wilhelmswaldern , die zu dem durch den Litzmann-Durchbruch v o n 1914 bekanntgewordenen Amtsbezirk Galkowek gehören, zählen insbesondere auch die Röhls. Bei dieser pommerschen Familie, in der der Wilhelmswalder Hof stets vom Vater auf den Sohn vererbt wurde, fanden wir noch die alte, also hundertfünfzigjährige Holzscheutie vor, die an den schweren Arbeitsbeginn der Kolonisten vor rund 150 Jahren erinnert. So alt wie sie sind auch einige der stattlichen Linden, die wie ein Naturdenkmal vor dem Wohnhaus und hinter der Scheune stehen. „Hier brachte schon mein Urgroßvater die Ernte ein ..." , sagte einer der beiden jetzigan Hofbesitzer — ebenfalls Nachkommen des eingewanderten Johann Christian Rehl, als wir die ganz in massiver Eiche hergestellte Scheune, bei der selbst die Nägel und Torriegel aus Holz waren, besichtigten. Sie ist eine Verkörperung deutschen Pioniergeistes im Osten, und dürfte sicher noch manches Jahr überdauern. Das Wohnhaus, so kennte der bejahrte Vater des heutigen Besitzers des Bauernhofes berichten, wurde 1844 neu erbaut, nachdem das Gebäude aus der Gründungszelt durch Feuer vernichtet worden war. Auch er konnte von der schweren Arbelt, mit der sich sein Vater un

Wohl sahen wir den Ahnenpaß der Rehls, doch die alten Urkunden aus der Gründungszeit, dia Erbverschreibungen usw., konnten wir nicht in Augenschein nehmen. Sie waren auf romantische Art im Ersten Weltkrieg im Altreich in Sicherheit gebracht worden . Es wir nach einem harten Kampftag des Jahres 1915, als ein deutscher Husarenoffizier in den Hof einritt, hoch erfreut, hier kurz hinter der Front bei deutschen Menschen verweilen zu können. Er erkundete eingehend die Geschichte dieser Kolonistenfamilie und bat sie, ihm die wertvollen Dokumente des Deutschtums zur Sicherstellung im Altreich zu überlassen, da so in Frontnähe derartige Papiere dem Feind in die Hände fallen könnten. So kamen sie zwar in den Schutz des alten Reichsgebiets, doch von jenem feldgrauen Reiter von einst wurde nichts wieder gehört, vielleicht deckt ihn irgendwo der grüne Rasen. Diese alte Pommernfamilie hat wie die alte Scheune auf dem Hof Jahrhunderte überdauert, Kriege durchgehalten, nicht nur auf dem Papier, nein, standhaft und selbstbewußt wie die arbeitsamen Wilhelmswalder überhaupt, die ein wirklich guter Stamm schaffender, kampferprobter Deutscher im Osten sind.


Bukowiec - Borowa - Zdjęcia lotnicze - USA

Miła niespodzianka ze strony Damiana, przesłał mi skany dwóch zdjęć lotniczych z okresu 2 wojny światowej pokazujących Bukowiec i Borową! Wielkie dzięki!

National Archives and Records Administration (NARA) -  Krajowe Archiwum i Administracja Dokumentacji Stanów Zjednoczonych.

RG373_175789671_TUGX_0492_SK_534_01.jpg


RG373_175789671_TUGX_0492_SK_533_01.jpg




piątek, 9 maja 2025

Bukowiec - Königsbach - Borowa - Wilhelmswalde - Szwabski dialekt - 1941

 

Ciekawy materiał podesłał mi kolega Damian z Koluszek!

National Archives and Records Administration (NARA) -  Krajowe Archiwum i Administracja Dokumentacji Stanów Zjednoczonych.

W znanej wsi Bukowiec w powiecie Łódź - Miasto rolnicy nadal posługują się charakterystycznym dialektem szwabskim, tak samo jak ich przodkowie, którzy przybyli tu 150 lat temu ze Szwabii. Urzędnik okręgowy, sam pochodzący ze Szwabii, był w stanie określić, z której części Wirtembergii prawdopodobnie pochodzili przodkowie mieszkańców wsi. Podobnie jest w miejscowości Borowa, również w powiecie Łódź - Miasto. Przodkowie przybyli tu z Pomorza, a ich potomkowie do dziś są rozpoznawalnymi Pomorzanami. Takie dowody przywiązania niemieckich chłopów do ziemi są najlepszym potwierdzeniem, że polityczna przyszłość Ziemi Warty jest zabezpieczona.

Obserwator z Niemiec Wschodnich

24 maja 1941 r.


Aus dem Warthegau.

In dem bekannten Dorf Königsbach im Kreise Litzmannstadt=Land sprechen heute noch die Bauern unverkennbaren Schwäbischen Dialekt, genau so wie ihr Vorfahren, die vor 150 Jahren aus Schwaben dorthin eingewandert sind. Ein Gauamtsleiter, selber Schwabe, konnte noch bestimmen, aus welcher Gegend Württembergs die Vorfahren vermutlich stammten. Ähnlich ist es in dem Dorf Wilhelswalde, ebenfalls im Kreise Litzmannstadt=Land. Die Vorfahren wanderten au Pommern ein, die Nachfahren sind heute noch unverkennbare Pommern. Solche Beweise der Bodenständigkeit deutschen Bauerntums sind die beste Bestätigung dafür, daß die politische Zukunft des Warthelandes des Warthelandes gesichert ist

Ostdeutscher Beobachter

24. Mai 1941

niedziela, 4 maja 2025

Herbert Höft - Turbulente Zeiten - Borowa - Wilhelmswalde

Dzięki Rene Jäck, który przysłał mi dzisiaj numer telefonu do profesora Herberta Höft, skontaktowałem się z autorem książek o Borowej! Była to niezwykle miła i serdeczna rozmowa z 94-letnim panem. Był pozytywnie zdziwiony, że ktoś z Polski do niego dzwoni. Pamięta mój Bukowiec i okoliczne wsie, słychać było, że pozytywnie przeżywa naszą rozmowę. Na moje pytanie, czy wyraża zgodę, abym zrobił tłumaczenie jego książek, odpowiedział pozytywnie z radością. Zapisał mój numer telefonu, myślę, że będziemy mieli ciekawy kontakt!

1. Chemnitzer
AUTORENVEREIN


Dank Rene Jäck, der mir heute die Telefonnummer von Professor Herbert Höft geschickt hat, konnte ich mit dem Autor der Borowa-Bücher in Kontakt treten! Es war ein äußerst angenehmes und herzliches Gespräch mit dem 94-jährigen Herrn. Er war regelrecht erstaunt, dass ihn jemand aus Polen anrief. Er erinnert sich an mein Bukowiec und die umliegenden Dörfer, man konnte hören, dass er unser Gespräch positiv erlebte. Als ich ihn fragte, ob er einverstanden sei, dass ich eine Übersetzung seiner Bücher anfertige, antwortete er freudig. Er hat sich meine Telefonnummer aufgeschrieben, ich denke, wir werden einen interessanten Kontakt haben!

Herbert Höft - Turbulente Zeiten - Borowa - Wilhelmswalde

Podczas naszego spotkania w Bukowcu z Rene i Irmą dowiedziałem się, że Herbert Höft jest blisko spokrewniony z Irmą ze strony jej mamy Pauline z domu Höft, także urodzonej w Borowej!  

W tej chwili robię wszystko, aby zdobyć oba tomy książki Turbulente Zeiten. Chciałbym bardzo zapoznać się z treścią w szczególności pierwszego tomu, także zamieścić na moim blogu ważniejsze jej wątki.

Aby bliżej poznać postać , zapraszam pod:

Cuvillier Verlag

Herbert Höft – Autorenprofil


Urodzony w 1931 r. w Wilhelmswalde (obecnie Borowa) na wschód od Łodzi w centralnej Polsce,

1938/42 wiejska szkoła podstawowa, 1943 do stycznia 1945 szkoła średnia w Löwenstadt (Brzeziny = niemieckie Birkenau).

Kwiecień 1945: oficjalne wywłaszczenie wszystkich Niemców z okolic Łodzi, w tym małego gospodarstwa rodziców, które zostało już splądrowane.

Zakaz edukacji i nauki dla wszystkich Niemców w okolicy.

1945/47 Robotnik rolny i pomocnik hydraulika w Borowej/Polska.

17.10.1947 niezapowiedziane wydalenie w nocy.

19.11.1947 r. osiedla się w Großbreitenbach w Lesie Turyńskim.

Początkowo pracował jako rębacz drewna, robotnik, częściowo wykwalifikowany robotnik raszlowy (technologia tekstylna), 1949 częściowo wykwalifikowany szklarz i wytwórca butelek (huta szkła Thermos).

1950 Delegacja ucznia szóstej klasy na Wydział Robotniczo-Rolniczy (ABF) Uniwersytetu Friedricha Schillera (FSU),

1953 Abitur, 1953/57 studiował fizykę na FSU w Jenie,

1957/58 Dodatkowe studia: materiałoznawstwo/testowanie materiałów na Uniwersytecie Elektrotechnicznym (HfE)/TH Ilmenau, obecnie uniwersytet

1959 Dyplom z fizyki na FSU, następnie asystent naukowy i starszy asystent na HfE/TH.

1963 Doktorat z inżynierii w HfE/TH Ilmenau,

1964/68 Działalność przemysłowa w VEB Elektrogerätewerk Gornsdorf/Erzgebirge z pracą dydaktyczną w HfE.

1969/1992 Profesor uniwersytecki komponentów elektronicznych w TH/TU Karl-Marx-Stadt/Chemnitz.

1972 Habilitacja w TH Karl-Marx-Stadt......

Cuvillier Verlag

Cuvillier 

Prof. dr hab. inż. Herbert 

Der Autor
Prof. Dr.-Ing. habil. Herbert Höft

Geboren 1931 in Wilhelmswald (heute Borowa) östlich von Lodz in Zentralpolen,
1938/42 Dorf-Volksschule, 1943 bis Jan. 1945 Hauptschule in Löwenstadt (Brzeziny = dt. Birkenau).
April 1945: offizielle Enteignung aller Deutschen der Gegend um Lodz, darunter auch des kleinen bereits ausgeraubten Bauernhofs der Eltern.
Bildungs- und Schulverbot für alle Deutschen dieser Gegend.
1945/47 Landarbeiter und Hilfsklempner in Borowa/Polen.
17.10.1947 unangekündigte, nächtliche Vertreibung.
19.11.1947 Ansiedlung in Großbreitenbach/Thüringer Wald.
Anfangs tätig als Holzhacker, Hilfsarbeiter, angelernter Raschelarbeiter (Textiltechnik), 1949 angelernter Glas-bzw. Külbelmacher (Thermos-Glashütte).
1950 Delegierung des Sechsklassenschülers zur Arbeiter- und Bauernfakultät (ABF) an die Friedrich-Schiller-Universität (FSU),
1953 Abitur, 1953/57 Physikstudium an der FSU in Jena,
1957/58 Zusatzstudium: Werkstoffkunde/Werkstoffprüfung an der Hochschule für Elektrotechnik (HfE)/TH Ilmenau, heute Universität
1959 Physikdiplom an der FSU, danach wissenschaftlicher Assistent und Oberassistent an der HfE/TH.
1963 Promotion zum Dr.-Ing. an der HfE/TH Ilmenau,
1964/68 Industrietätigkeit im VEB Elektrogerätewerk Gornsdorf/Erzgebirge mit Lehrauftrag an der HfE.
1969/1992 Universitätsprofessor für Elektronische Bauelemente an der TH/TU Karl-Marx-Stadt/Chemnitz
1972 Habilitation an der TH Karl-Marx-Stadt.....................

Bardzo ciekawą recenzję książki znajdziecie Państwo pod:

Historia Koluszek

https:// historiakoluszek.pl>czytelnia

Niniejsza książka stanowi kolejną próbę prezentacji przeżyć Niemca zamieszkałego niegdyś w kolonii niemieckiej, tym razem pochodzącego ze wsi Borowo (z niemiecka zwanej Wilhelmswalde) Herberta Höfta. Jego wspomnienia są tym bardziej cenne, że jak dotąd owej wsi bardzo mało poświęcono uwagi. Rodzinna wieś autora w latach 30. i 40. XX w. doznała wielu wstrząsów, i to tych negatywnych, czemu autor pragnie dać wyraz i tym samym zachować pamięć wydarzeń, których często kroniki nie znają. Dla młodego chłopca były owe lata zaiste „czasem turbulentnym”, symptomatycznie obrazującym los polskich Niemców, którzy wskutek zasiedlenia tego miejsca z dziada pradziada nazywali go swoją ojczyzną............