Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Policja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Policja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2024

Łódź - Policja - Rower - Hełm - Koń - Die Zeit im Bild - 1931

 




                            POLICJA NA ROWERACH W STALOWYCH KASKACH.

19 marca po raz pierwszy w Łodzi pojawiła się sekcja policji na rowerach w kaskach stalowych. Nasze zdjęcie przedstawia ten oddział, a za nim oddział policji konnej także w kaskach stalowych.


                                            POLIZEI ZU RAD IN STAHLHELMEN.

Um 19. März trat eine Abteilung Polizei zu Rad in Lodz zum ersten Male auch in Stahlhelmen auf. Unsere Aufnahme zeigt diese Abteilung, hinter ihr eine Abteilung berittener Polizei in Stahlhelmen.

wtorek, 2 stycznia 2024

Łódź - Policja Państwowa - Piotrowski Jan - 1933

 Dokument jak dokument. Dla mnie ma swoją wartość, gdyż dotyczy Łodzi, osoby Jana Piotrowskiego który został policjantem (dzień) przed uzyskaniem Niepodległości naszej ojczyzny, także, że z pewnością brał udział jako żołnierz w wojnie polsko-ruskiej.

                                                                                           Łódź, dnia 19 grudnia 1933 roku.

KOMENDA WOJEWÓDZKA

POLICJI PAŃSTWOWEJ

W ŁODZI.

No. I.P. 14/70

                                                       Z A Ś W I A D C Z E N I E

      Niniejszym zaświadczam, że p. Piotrkowski Jan służył w policji woj. łódzkiego od dnia 10 listopada 1918 roku, do dnia 30 maja 1919 r. w charakterze posterunkowego.

     Zwolniony został z powodu poboru do wojska.

     Zaświadczenie niniejsze wydaje się p. Piotrowskiemu Janowi na skutek jego prośby, celem przedłożenia w Wydziale Personalnym Kasy Chorych m. Łodzi.

    Jako dowód osobisty służyć nie może.

    Na podstawie art. 160 pkt. 1 ustawy z dnia 1.VII. 1926 r. w brzmieniu obwieszczenia ministra Skarbu z dnia 25.IV. 1932 r. / Dz. U. R.P. Nr. 41 poz. 413/ wolne od opłaty stemplowej.

                                                                                             Komendant Wojewódzki P.P.

                                                                                                         Dr. Torbiński.



piątek, 8 grudnia 2023

Wiśniowa Góra - Feliksin - Judaika - Napad - Policja - Wiadomości Codzienne - 1926

 Ciekawy materiał zamieszczony w łódzkiej gazecie. 

Wiadomości Codzienne. 1926-09-07 R.1 Nr 129



                                          JAK TO BYŁO NA WIŚNIOWEJ GÓRZE

CHULIGAŃSKI NAPAD - ZEMSTA ZA KARĘ WIĘZIENNĄ. POLICJANT PRZYWÓDCĄ.                                                           ZDEMOLOWANA BUŻNICA.

Natychmiast po otrzymaniu wiadomości o zajściach na Wiśniowej Górze, współpracownik nasz udał się na miejsce, by zbadać rzecz dokładnie i uniknąć pomyłek, od których roi się we wczorajszych dziennikach, podających przebieg zajścia.

Po usilnych staraniach i wywiadach, udało się nam uzyskać szczegóły, które cofają prolog napadu o jeden rok i dają mu tło wybitnie antysemickie i zemsty.

Przed rokiem, mniej więcej koło Nowego Roku ktoś wybił szyby w oknach mieszkania rzezaka Lejby Aronowicza i rabina Tojermana. Przeprowadzone dochodzenie wykazało, że na "przyjemność" te pozwolili sobie gospodarze wsi Feliksin, którzy na mocy wyroków sądowych odsiedzieli karę w areszcie. Od tego czasu owa banda, której przewodził policjant Nowakowski czekała jedynie okazji by się zemścić na rabinie i rzezakach.

Okazja taka nadarzyła się w nocy z piątku na sobotę.

W mieszkaniu Aronowicza odbywała się uczta poweselna i domek rozbrzmiewał wesołymi spiewami i smiechem.

Nagle trzasła szyba w oknie i w tej samej chwili do mieszkania wpadł kamień, za nim drugi i dalsze.

Niebywała panika wynikła wśród zgromadzonych gości i tembardziej wzmogła się, gdy rozległ się krzyk i ktoś upadł na podłogę.

Rzucono się na ratunek rannemu, którym okazał się Szlama Bojdek, rzezak z Andrzejowa, lecz znów grad kamieni padł do wnętrza mieszkania i wszyscy poczęli chować się pod stoły i łóżka, wzywając pomocy.

Napastnicy widocznie przestraszyli się, gdyż odeszli od domku rzezaka, lecz po chwili znów rozpoczęło się bombardowanie bóżnicy, którą doszczętnie zdemolowano, a potem napastnicy usiłowali dostać się do sąsiadującego z bóżnicą mieszkania rabina, lecz po wyłamaniu klamki u drzwi i wybiciu kilku szyb, zbiegli w kierunku Feliksina.

Nazajutrz rano postanowiono zaalarmować policję i zwrócono się do znajdującego się na urlopie policjanta Nowakowskiego, by pojechał z kimś do Łodzi i zameldował o wypadku.

Nowakowski oświadczył, że dopiero rano wrócił do Łodzi i wie, ze policja łódzka zainteresowała się napadem, lecz gdy nalegano nań, obiecał, że zamelduje o wypadku komendanta posterunku w Brójcach, poczem pojedzie w sprawie tej do Łodzi.

Bezskutecznie jednak czekano na Nowakowskiego, aż jeden z letników pojechał do Łodzi, a wówczas przybył na Wiśniową Górę komendant policji powiatowej Marzantowicz i rozpoczął śledztwo. Niebawem aresztowani zostali pod zarzutem udziału w bandzie gospodarze Feliksina Abramczykowie Antoni i nikodem, Smoliński Franciszek, Potakowski Józef, Owczarek i Krauze.

Okazało się, że przed napadem banda do dodania sobie animuszu popijała gorzałką w knajpie w Andrespolu i że podczas libacji obecny był również Nowakowski, choć jako urlopowany w cywilnym ubraniu. 

Mieszkańcy Wiśniowej Góry przypomnieli sobie zajścia z przed roku i zwrócili na te wypadki uwagę p. Marzanowiczowi.

Nowakowski przeczył, jakoby miał brać udział w napadzie, że był w Łodzi, lecz gdy skonfrontowano go z naocznymi świadkami przyznał się do inkrymitowanego mu czynu.

Wszystkich winnych osadzono w areszcie, a Nowakowski został zawieszony w czynnościach, lecz na razie na wolności.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dodatkowo o powstaniu posterunku policji w Wiśniowej Górze, kosztem Brójec...

Ilustrowana Republika. 1931-06-07 R. 9 nr 154

Na Wiśniowe] Górze zaprowadzono stały posterunek policyjny. Z dniem 1 czerwca r. b. posterunek policji państwowej w Brójcach został przeniesiony do Wiśniowej Góry, która w czasie sezonu letniego jest zaludniona przez licznych letników — łodzian. Posterunek policji zainstalowany został czasowo w wynajętym budynku, a komendę jego objął dotychczasowy komendant posterunku w Brójcach starszy przodownik Gierka. Powyższa tranzlokacja została zaprowadzona w związku z narzekaniami na stan bezpieczeństwa na letniskach podmiejskich, (a) 







sobota, 18 listopada 2023

Olechów - Łódź - Podpalacz - Pożar - Hasło Łódzkie - 1930


                                STRASZNA ZEMSTA MŚCIWEGO WIEŚNIAKA


Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-11-30 R. 4 nr 328

Najgroźniejszą plagą wszystkich wsi są pożary, które w tak katastrofalny sposób niszczą rok rocznie w Polsce kilkadziesiąt tysięcy gospodarstw wiejskich, przy czym straty materialne sięgają do 5 milionów złotych rocznie.

    W lwiej części pożary te wynikają skutek podpaleń przez zbrodnicze ręce wieśniaków, którzy w zemście swej nie namyślają się, iż ogień może się rozszerzyć i pochłonąć również i jego gospodarstwo.

    W bieżącym roku we wsi Olechów, gminy Chojny wybuchło pięć pożarów, które pociągnęły za sobą straty materialne dochodzące do 29.000 złotych.

    Przeprowadzone dochodzenie policyjne przez komendanta miejscowego posterunku policji starszego przodownika Zygmunta Krupińskiego ustaliło, iż wszystkie te pożary wynikły wskutek pożarów, jednakże sprawcy nie udało mu się ująć, które zawsze na miejscu zbrodni umiejętnie zacierał wszystkie ślady.

     Onegdajszej nocy, wybuchł piąty z kolei pożar w tejże wsi w zabudowaniach gospodarczych należących do Reinholda Krolla.

    Gdy około godziny 2-ej w nocy, łuna rozjaśniła nad wsią Olechów, komendant miejscowego posterunku policji starszy przodownik Kurpiński, niezwłocznie udał się na miejsce pożaru, przyczem udało mu się odkryć ślady obuwia pozostawione przez podpalacza obok podpalonej przez siebie stodoły z całym tegorocznym zbiorem. Idąc śladami pozostawionymi przez zbrodniarza, st. przodownik Kurpiński doszedł do zabudowań gospodarczych stojących na końcu wsi, należących do 16 morgowego gospodarza 34-letniego Edmunda Kowalskiego.

    Celem zabezpieczenia pozostawionych przez podpalacza śladów, st. przodownik Kurpiński polecił podległym sobie funkcjonariuszom porobić z nich odlewy gipsowe mogące następnie służyć dla sądu jako dowody rzeczowe.

    Kowalskiego, policja w mieszkaniu nie zastała, wobec czego postanowiła czekać na niego. Około godziny 7-ej rano w dniu wczorajszym, udało się wreszcie st. przodownikowi Kurpińskiemu wyśledzić kryjówkę Kowalskiego i aresztować go. Podczas badania butów aresztowanego stwierdzono, że pasują one idealnie do pozostawionych śladów przez podpalacza obok stodoły Krolla.

    Dopiero, gdy Kowalski został aresztowany, na posterunek policji zgłosiło się 20 gospodarzy tejże wsi, którzy zeznali, iż podejrzewali oni, iż wszystkie pożary wynikłe we wsi Olechów, były dziełem aresztowanego Kowalskiego. przedtem obawiali się powiadomić policję o swych podejrzeniach w obawie przed zemstą Kowalskiego, który niejednokrotnie mając złość do któregoś z wieśniaków, w nocy wybijał szyby w oknach jego mieszkania, a nawet siekierą rozbijał drzwi lub rany okienne, a nawet wnętrza mieszkań.

    W wypadkach, gdy napadnięci grozili mu powiadomieniem policji o najściu mieszkania lub zdemolowaniu drzwi, Kowalski "radził" im by zaniechali takiego odwetu, gdyż następnej nocy podpali ich zabudowania.

    W obawie przed groźbami znanego we wsi zawalidrogi wieśniacy obawiali się powiadamiać policję o jego zbrodniczej działalności. Ze względu na to, iż około godziny 5 nad ranem w okolicy wsi Ner, gminy Nowosolna pod Łodzią, widziano również przechodzącego Kowalskiego, starszy przodownik Kurpiński, iż wynikły podejrzewał, iż wynikły tejże nocy pożar tam wskutek podpalenia, był dziełem zemsty Kowalskiego.

    W toku dochodzenia, ustaliła policja, iż wynikły pożar we wsi Ner, u gospodarza Gustawa Tabelona, był również spowodowany przez Kowalskiego

    I tu pozstawione ślady obuwia pasowały do pozostawionych śladów przez podpalacza obok stodoły Krolla we wsi Olechów. Dowiedziawszy się o wynikach dochodzenia policyjnego, cała wieś Olechów ruszyła pod posterunek policji, celem dokonania samosądu nad aresztowanym i jedynie orientacja komendanta posterunku uchroniła podpalacza od niechybnej i strasznej śmierci z rąk rozbestwionego chłopstwa, przez przesłanie go do Łodzi samochodem pod silnym konwojem policjantów.

     Aresztowanego podpalacza, który odpowiadać będzie przed sądem za dokonanie 6 podpaleń w ciągu jednego i to nawet nie całego roku, osadzono w więzieniu przy ulicy Kopernika do dyspozycji sędziego śledczego Narkesa i prokuratora szczecha.


 
      DIE SCHRECKLICHE RACHE EINES RACHSÜCHTIGEN DORFBEWOHNERS

Die gefährlichste Geißel aller ländlichen Gebiete sind die Brände, die jedes Jahr mehrere zehntausend ländliche Haushalte in Polen so verheerend vernichten, dass ein materieller Schaden von bis zu 5 Millionen Zloty pro Jahr entsteht.

    Ein Großteil dieser Brände ist auf Brandstiftung durch kriminelle Dorfbewohner zurückzuführen, die in ihrem Rachefeldzug nicht daran denken, dass sich das Feuer ausbreiten und auch ihren Hof vernichten könnte.

    In diesem Jahr brachen im Dorf Olechów in der Gemeinde Chojny fünf Brände aus, die einen Sachschaden von bis zu 29.000 PLN verursachten.

    Die polizeilichen Ermittlungen des Kommandanten der örtlichen Polizeistation, Oberpolizist Zygmunt Krupiński, ergaben, dass alle diese Brände durch Feuer verursacht wurden, aber es gelang ihm nicht, den Täter zu fassen, der stets geschickt alle Spuren am Tatort verwischte.

    Der fünfte Brand im Dorf brach in der vergangenen Nacht in den Wirtschaftsgebäuden von Reinhold Kroll aus.

    Als gegen 2 Uhr nachts ein Feuer über dem Dorf Olechów aufflammte, begab sich der Einsatzleiter der örtlichen Polizeistation, Oberpolizist Kurpiński, sofort zum Brandort, wo er neben der Scheune, die er mit der gesamten diesjährigen Ernte in Brand gesetzt hatte, die Fußspuren des Brandstifters entdecken konnte. Den Fußspuren des Täters folgend, gelangte Wachtmeister Kurpiński zu den am Ende des Dorfes stehenden Wirtschaftsgebäuden, die einem 16-jährigen Landwirt, dem 34-jährigen Edmund Kowalski, gehören.

    Um die vom Brandstifter hinterlassenen Spuren zu sichern, wies Hauptkommissar Kurpiński seine unterstellten Beamten an, Gipsabdrücke der Spuren anzufertigen, die dann vor Gericht als materielle Beweise verwendet werden konnten.

    Kowalski wurde nicht in der Wohnung angetroffen, so dass die Polizei beschloss, auf ihn zu warten. Gegen 7 Uhr morgens am Vortag gelang es dem Polizeipräsidenten Kurpiński schließlich, Kowalskis Versteck ausfindig zu machen und ihn festzunehmen. Bei der Untersuchung der Schuhe des Verhafteten wurde festgestellt, dass sie genau mit den Spuren übereinstimmten, die der Brandstifter neben der Kroll-Scheune hinterlassen hatte.

    Erst als Kowalski verhaftet wurde, kamen 20 Landwirte aus demselben Dorf auf die Polizeiwache und sagten aus, dass sie den Verdacht hegten, dass alle Brände im Dorf Olechów auf das Konto des verhafteten Kowalski gingen. Zuvor hatten sie Angst, der Polizei ihren Verdacht mitzuteilen, weil sie befürchteten, dass Kowalski sich rächen würde; mehr als einmal hatte er aus Wut auf einen der Dorfbewohner nachts die Fenster ihrer Wohnungen eingeschlagen und sogar eine Axt benutzt, um die Türen oder Fenster und sogar das Innere der Wohnungen zu zertrümmern.

    In Fällen, in denen die Angreifer damit drohten, ihn bei der Polizei anzuzeigen, weil er in ihre Wohnungen eingedrungen war oder ihre Türen eingeschlagen hatte, "riet" Kowalski ihnen, von solchen Vergeltungsmaßnahmen abzusehen, da er ihre Gebäude in der folgenden Nacht in Brand setzen würde.

    Aus Angst vor den Drohungen eines im Dorf bekannten Unruhestifters hatten die Dorfbewohner Angst, die Polizei über seine kriminellen Aktivitäten zu informieren. Da Kowalski gegen 5 Uhr morgens auch in der Nähe des Dorfes Ner in der Gemeinde Nowosolna in der Nähe von Łódź gesehen wurde, vermutete Oberpolier Kurpiński, dass der dort in der Nacht durch Brandstiftung entstandene Brand das Werk von Kowalskis Rache war.

    Im Laufe der Ermittlungen stellte die Polizei fest, dass der Brand im Dorf Ner, im Haus des Bauern Gustaw Tabelon, ebenfalls von Kowalski gelegt wurde.

    Und hier stimmten die hinterlassenen Fußspuren mit denen überein, die der Brandstifter neben der Scheune von Kroll im Dorf Olechów hinterlassen hatte. Nachdem das ganze Dorf Olechów von den Ergebnissen der polizeilichen Ermittlungen erfahren hatte, eilte es zur Polizeistation, um eine Selbstverbrennung gegen den Verhafteten durchzuführen, und nur die Orientierung des Kommandeurs der Polizeistation bewahrte den Brandstifter vor einem unvermeidlichen und grausamen Tod durch die Hände der widerspenstigen Bauern, indem er ihn mit einem Auto unter einem starken Polizeikonvoi nach Łódź schickte.

    Der verhaftete Brandstifter, der sich vor Gericht verantworten muss, weil er in einem Jahr sechs Brandanschläge verübt hat und nicht einmal ein ganzes Jahr, wurde im Gefängnis in der Kopernika-Straße untergebracht und steht dem Untersuchungsrichter Narkes und dem Staatsanwalt Szech zur Verfügung.





     




wtorek, 3 stycznia 2023

Łódź - Fabryka - Policjant Glich - Krzyż Św. Jerzego - Rosjanie - Niemcy - Heimatbote - 2/1962

Poważne i wesołe opowieści z dawnej Łodzi znalazły miejsce w Heimatbote z lutego 1962 roku. Zapraszam: 


Krzyż św. Jerzego policjanta fabrycznego Glicha


Krzyż Świętego Jerzego, do 1913 Odznaka Honorowa Orderu Wojennego (ros. Зна́к отли́чия Вое́нного О́рдена, pot. Георгиевский крест) – carskie rosyjskie wojskowe odznaczenie ustanowione w 1807 dla szeregowych żołnierzy i podoficerów armii rosyjskiej za męstwo i odwagę w trakcie bezpośredniej walki z nieprzyjacielem. Został zniesiony w 1917. - Wikipedia.

                               Poważne i wesołe opowieści z dawnej Łodzi

                            Krzyż św. Jerzego policjanta fabrycznego Glicha

     Szczególną sytuację polityczną Niemców w Łodzi przed I wojną światową scharakteryzował między innymi człowiek z prostych kręgów niemieckiej ludności Łodzi. Był to policjant fabryczny "starych Francuzów"* przy ulicy Kątnej (przędzalnia wełny Allart, Rousseau and Co.) o nazwisku Glich. Mężczyzna, o którym mowa, był rosyjskim żołnierzem w wojnie przeciwko Japonii w 1904 roku. Podczas walk w okolicach Port Artur, Glich wyróżnił się z pośrót 60 kolegów niezwykłą odwagą, dzięki czemu został odznaczony Krzyżem św. Jerzego, jednym z najwyższych odznaczeń Rosji. Kiedy osoba odznaczona tym orderem przechodziła ulicami, żołnierze i oficerowie w całym Imperium Rosyjskim musieli opuścić chodnik 10 kroków przed nadjeżdżającym odbiorcą orderu i przemaszerować obok na nasypie w tempie paradnym i z wojskową salwą. Aby nie przyciągać zbytniej uwagi, Glich nosił krzyż św. Jerzego tylko przy rzadkich okazjach. Mimo że był teraz policjantem fabrycznym, Glich miał również prawo do noszenia munduru Strażnika (policjanta). Kiedy w świąteczny dzień Glich założył Order Świętego Jerzego, łódzkim Niemcom ukazał się rzadki widok rosyjskich oficerów i żołnierzy oddających ten niezwykły hołd zwykłemu Niemcowi na ulicy. O.H

* - Francuzy albo Stare Francuzy – tak mówiono dawniej w Łodzi na fabrykę przedsiębiorców z Roubaix, czyli filię firmy Allart, Rousseau i S-ka, którzy ok. 1880 roku zbudowali wielką przędzalnię wełny przy ul. Kątnej 19 (dziś ul. Wróblewskiego). To jeden z wielu przykładów inwestycji spoza dominującego w naszym mieście na przełomie XIX i XX w przemysłowego kapitału niemieckiego i żydowskiego. Zakład w latach świetności zatrudniał ok. 1800 pracowników, a 50 majstrów i urzędników sprowadzono z Francji. Robotnicy mieszkali w domach fabrycznych na terenie pobliskiej osady Kąty, a wyższy personel osiadł w kamieniczkach przy ul. Kątnej. Piękna willa nobliwego Leona Allarta stoi nadal przy ul. Wróblewskiego 38. I chociaż po wojnie działała nadal przędzalnia czesankowa „Polmerino”, to wiele osób nadal mówiło o fabryce „Starych Francuzów”. Na tym terenie w ostatnich latach powstało nowe osiedle Park Polesie, którego mieszkańcy być może nie wiedzą, że żyją na dawnych francuskich włościach. - Łodzianizmy. Stare Francuzy, czyli kawałek Francji na łódzkim Polesiu - Urząd Miasta Łodzi

                              Ernstes und Heiteres aus dem alten Lodz

                         Das St.-Georgs-Kreuz des Fabrikpolizisten Glich

Die besonder·e staatspolitische Lage der Deutschen in Lodz vor dem ersten Weltkrieg wurde neben vielen Eigenarten u. a. durch einen Mann aus den einfachen Kreisen der ·Lodzer deutschen Bevölkerung gekennzeichnet. Es war dies der Fabrikpolizist der "Alten Franzosen"* in der Kontnastraße (Wollspinnerei Allart, Rousseau und Co.) namens Glich. Der Betreffende machte als russischer Soldat den Krieg gegen Japan im Jahre 1904 mit. Dabei zeichnete-sich Glich bei den Kämpfen um Port Arthur durch 60 außerordentliche Tapferkeit aus, daß ihm das St.-Georgs-Kreuz. eine der höchsten Auszeichnungen Rußlands, verliehen wurde. Ging ein mit diesem Orden Ausgeichneter durch die Straßen, mußten die Soldaten und Offiziere im ganz,en russischen Reich 10 Schritt vor dem entgegenkommenden Ordensträger den Gehsteig verlassen Iund im Para.deschritt und mit militärischem Gruß auf dem Fahrdamm vorbeimarschieren. Um nicht allzu sehr aufzufaIlen, trug Glich das St.-Georgs-Kreuz nur bei seltenen Gelegenheiten. Obgleich er nun ein Fabrikpolizist war, stand Glich außerdem das Recht zu, die Straschnik-(Polizisten)-Uniform zu tragen. Legte nun Glich einmal an einem Festtag den St.-Georgs-Orden an. dann bot sich den Lodz,er Deutsch,en das seltene Bild. daß russische Offiziere und Soldaten vor dem einfachen deutschen Mann auf der Straße die außerogewöhnliche Ehrenbezeigung ablegten. O.H

*-- Francuzy oder Stare Francuzy - so nannte man früher die Fabrik der Unternehmer von Roubaix, d. h. eine Filiale der Firma Allart, Rousseau und S-ka, die um 1880 in der Kątna-Straße 19 (heute Wróblewskiego-Straße) eine große Wollspinnerei errichtete. Dies ist eines von vielen Beispielen für Investitionen von außerhalb des deutschen und jüdischen Industriekapitals, das unsere Stadt um die Jahrhundertwende dominierte. In ihrer Blütezeit beschäftigte die Fabrik rund 1.800 Arbeiter, und 50 Vorarbeiter und Angestellte wurden aus Frankreich importiert. Die Arbeiter wohnten in Fabrikhäusern in der nahe gelegenen Siedlung Kąty, während die leitenden Angestellten in Mietshäusern in der Kątna-Straße untergebracht waren. Die schöne Villa des adligen Leon Allart steht noch immer in der Wróblewskiego-Straße 38. Und obwohl die Kammgarnspinnerei "Polmerino" nach dem Krieg weiter betrieben wurde, sprachen viele Menschen noch immer von der "altfranzösischen" Fabrik. In den letzten Jahren ist in diesem Gebiet die neue Wohnsiedlung Park Polesie entstanden, deren Bewohner vielleicht nicht wissen, dass sie auf einer ehemaligen französischen Siedlung leben.



środa, 30 marca 2022

Kresy - Wołkowysk - Białoruś - Rodzina Inowrocławski - Policja Państwowa - Łódź

      Wołkowysk, miasto na obecnej Białorusi zamieszkiwało wiele narodowości, wśród nich wielu polaków. Rodzina Inowrocławskich także zamieszkiwała w tym mieście, niestety, bandycki napad na te tereny radzieckiego okupanta we wrześniu 1939 roku zmusił Inowrocławskich do opuszczenia miasta. W swoim życiorysie, syn policjanta Władysława Inowrocławskiego, Zbigniew pisze, że zamieszkał w wiosce koło Białegostoku. Następnie przenosiny do warszawy, gdzie jego rodziców zastało Powstanie Warszawskie, w konsekwencji obóz. Wielkie szczęście, ze ojciec Zbigniewa nie podzielił losu tysięcy polskich policjantów i żołnierzy, którzy zostali zamordowani przez Rosjan. Zbigniew był od urodzenia głuchoniemym, jego kariera zawodowa zaczęła się w Łodzi. posiadam sporo materiałów związanych z tą osobą. Moim celem było pokazanie tych trudnych czasów, ucieczki i życia od nowa. Historia kołem się toczy, obecnie miliony Ukraińców opuściło swoją ojczyznę, jak potoczą się ich losy?....

Pod skanami dokumentów zamieściłem opis ksiązki:

Rozpisani.pl

Wołkowysk miasto trzech narodów Ilustrowana opowieść o mieście i jego mieszkańcach do 1939 rokuBychowcew MikałajHawrylik-Kuklińska Renata






Wołkowysk – miasto na Białorusi, w obwodzie grodzieńskim, stolica rejonu wołkowyskiego, nad Wołkowyją, w pobliżu jej ujścia do Rosi; 44 tys. mieszkańców; przemysł maszynowy, metalowy, elektrotechniczny, mineralny, drzewny, chemiczny, spożywczy; węzeł kolejowy.Wikipedia

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Volkovysk, eine Stadt im heutigen Weißrussland, wurde von vielen Nationalitäten bewohnt, darunter viele Polen. Die Familie Inowrocławski lebte ebenfalls in dieser Stadt. Leider zwang ein Banditenangriff der sowjetischen Besatzer im September 1939 die Familie Inowrocławski zum Verlassen des Ortes. In seiner Biografie schreibt Zbigniew, der Sohn des Polizisten Władysław Inowrocławski, dass er sich in einem Dorf in der Nähe von Białystok niederließ. Dann zog er nach Warschau, wo seine Eltern am Warschauer Aufstand teilnahmen und infolgedessen in ein Lager kamen. Es ist ein großes Glück, dass Zbigniews Vater nicht das Schicksal von Tausenden polnischer Polizisten und Soldaten teilte, die von den Russen ermordet wurden. Zbigniew war von Geburt an taubstumm, seine berufliche Laufbahn begann in Lodz. Mein Ziel war es, diese schwierigen Zeiten, die Flucht und das neue Leben zu zeigen. Die Geschichte dreht sich immer weiter, jetzt haben Millionen von Ukrainern ihr Heimatland verlassen, was wird mit ihnen geschehen? ....


Unter den Scans der Dokumente habe ich eine Beschreibung des Buches eingefügt:

Rozpisani.pl

Wolkowysk - eine Stadt der drei Nationen Eine illustrierte Geschichte über die Stadt und ihre Bewohner bis 1939

Bychowcew Mikayla, Hawrylik-Kuklinska Renata

Wołkowysk - eine Stadt in Weißrussland, in der Region Grodno, Hauptstadt des Kreises Wołkowysk, am Fluss Wołkowyja, in der Nähe der Einmündung des Flusses Rosi; 44.000 Einwohner; Maschinen-, Metall-, Elektro-, Mineral-, Holz-, Chemie- und Lebensmittelindustrie; Eisenbahnknotenpunkt.Wikipedia










Bogato ilustrowany album Wołkowyska. Miasta, które kryje wiele tajemnic, nawet nazwa miasta interpretowana jest na różne sposoby. Według jednej wersji nazwa rzeki Wołkowyi oraz Wołkowyska pochodzi od wilka szarego, który w licznych watahach zamieszkiwał okoliczne lasy.

Bogactwem i siłą ziemi wołkowyskiej byli przez wieki jej wielokulturowi, wieloreligijni mieszkańcy: Białorusini, Polacy, Żydzi, Tatarzy, Rosjanie i Niemcy, prawosławni, unici, katolicy, żydzi, muzułmanie, ewangelicy i baptyści. Leżący na skrzyżowaniu ważnych szlaków Wołkowysk silnie został naznaczony przez Historię, która przez wieki okrutnie obchodziła się z jego mieszkańcami.

Prawdziwa hekatomba dokonała się wraz z wybuchem II wojny światowej. Nie ma dostępu do danych, które ujawniłyby, ilu mieszkańców Wołkowyska i powiatu pochłonęły trzy deportacje na Sybir. Brak opracowania, ile osób repatriowało się do Polski w latach 1945-1958. Tylko w okresie 1946-1951 wyjechało z Wołkowyska 378 rodzin, a w latach 1945-1947 z powiatu wołkowyskiego 19207 osób. Wiadomo na pewno, że hitlerowcy wymordowali prawie całą społeczność żydowską.

Dzisiejszy Wołkowysk też jest wielonarodowy i wieloreligijny. Mieszkają tu Białorusini, Polacy i potomkowie obywateli byłego Związku Radzieckiego przybyłych do miasta po 1944 roku. Żydów, którzy przed wojną stanowili 40% mieszkańców, nie ma prawie wcale.

Obecni obywatele Wołkowyska dumni są ze swojego miasta. Cudzoziemców odwiedzających ziemię wołkowyską uderza życzliwość i gościnność jej mieszkańców. Wielu z nich łączy zamiłowanie do miejscowej historii.

Jednym z nich jest Mikałaj Bychowcew, białoruski historyk. Jego działalność badawcza jest nie do przecenienia. Od lat zbiera, zachowuje pamiątki i wspomnienia świadków historii - najstarszych mieszkańców ziemi wołkowyskiej. Moje spotkanie z Mikałajem Bychowcewem zaowocowało powstaniem albumu. Jest autorem tekstów i opisów zdjęć. Jestem Mu niezwykle wdzięczna za udostępnienie swojego archiwum, poświęcony mi czas i cierpliwość.

Mam nadzieję, że album stanie się podróżą sentymentalną na Kresy nie tylko dla potomków obywateli powiatu wołkowyskiego. Moim pragnieniem jest, aby zachęcił czytelników do odwiedzenia miasta i okolic, do zapoznania się z jego dzisiejszą wielokulturową, bogatą tożsamością, do spotkania się z jego gościnnymi mieszkańcami, którzy piszą kolejne rozdziały historii Wołkowyska.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Reich illustriertes Album Volkovysk. Die Stadt, die viele Geheimnisse verbirgt, sogar der Name der Stadt wird auf verschiedene Weise interpretiert. Einer Version zufolge stammt der Name des Flusses Volkovyi und Volkovysk von einem grauen Wolf, der in zahlreichen Rudeln in den umliegenden Wäldern lebte.


Der Reichtum und die Stärke des Volkovysker Landes waren seine multikulturellen und multireligiösen Einwohner: Weißrussen, Polen, Juden, Tataren, Russen und Deutsche, orthodoxe Christen, Unierte, Katholiken, Juden, Muslime, Evangelisten und Baptisten. Wolkowysk, an der Kreuzung wichtiger Verkehrswege gelegen, ist stark von der Geschichte geprägt, die im Laufe der Jahrhunderte grausam mit seinen Bewohnern umgegangen ist.


Die eigentliche Katastrophe kam mit dem Ausbruch des Zweiten Weltkriegs. Es liegen keine Angaben darüber vor, wie viele Einwohner von Wolkowyssk und des Bezirks bei den drei Deportationen nach Sibirien getötet wurden. Es gibt keine Angaben darüber, wie viele Menschen zwischen 1945 und 1958 nach Polen repatriiert wurden. 1946 bis 1951 verließen 378 Familien Wolkowysk und zwischen 1945 und 1947 verließen 19207 Menschen den Kreis Wolkowysk. Es ist sicher, dass die Nazis fast die gesamte jüdische Gemeinschaft ermordet haben.


Das heutige Wolkowyssk ist auch multinational und multireligiös. Hier leben Weißrussen, Polen und Nachkommen der Bürger der ehemaligen Sowjetunion, die nach 1944 in die Stadt kamen. Es gibt kaum noch Juden, die vor dem Krieg 40 % der Bevölkerung ausmachten.


Die heutigen Bürger von Wolkowysk sind stolz auf ihre Stadt. Ausländer, die Volkovysk besuchen, sind von der Freundlichkeit und Gastfreundschaft der Einwohner beeindruckt. Viele von ihnen teilen eine Leidenschaft für die lokale Geschichte.


Einer von ihnen ist Mikalai Bychovtsev, ein weißrussischer Historiker. Seine Forschungsarbeit ist von unschätzbarem Wert. Seit Jahren sammelt und bewahrt er Souvenirs und Erinnerungen von Zeitzeugen - den ältesten Bewohnern des Gebiets Wolkowysk. Mein Treffen mit Mikalai Bychovtsev führte zur Entstehung dieses Albums. Er ist der Autor der Texte und Beschreibungen der Fotos. Ich bin ihm sehr dankbar, dass er sein Archiv, seine Zeit und seine Geduld zur Verfügung gestellt hat.


Ich hoffe, dass das Album zu einer sentimentalen Reise ins Grenzland wird, nicht nur für die Nachkommen der Bürger des Bezirks Wolkowysk. Ich wünsche mir, dass es seine Leser dazu anregt, die Stadt und ihre Umgebung zu besuchen, ihre gegenwärtige multikulturelle, reiche Identität kennenzulernen und ihre gastfreundlichen Einwohner zu treffen, die neue Kapitel der Geschichte von Wolkowysk schreiben.


Die obige Beschreibung stammt vom Verlag.


Übersetzt mit www.DeepL.com/Translator (kostenlose Version)





niedziela, 19 września 2021

Łaznowska Wola - Grömbach - Policja - Oszustwo - Rudolf Grubert - Juliusz Gross - Głos Polski - 1922

 Działo się w Łaznowskiej Woli - Grömbach..

Łaznowska Wola – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie tomaszowskim, w gminie Rokiciny. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Jest to niewielka wieś o charakterze rolniczo-rekreacyjnym. Wikipedia

Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1922-02-19 R. 5 nr 50

                                                  Z SĄDÓW

                                                         „Starszy” i „Młodszy”

    W dniu 19 kwietnia 1921 roku Rudolf Grubert, zamieszkały we wsi Łaznowska Wola, zameldował policji, że przed 10 dniami przyszli do niego dwaj posterunkowi policji, przedstawiając się, iż są z posterunku w Koluszkach i pytając, czy mieszka u niego parobek Juljusz Gross.

    Otrzymawszy odpowiedź twierdzącą, jeden z policjantów oświadczył, że aresztuje Grubera, jego brata i Grossa, a to dlatego, że Gross uchyla się od służby wojskowej.

    Gruber usłyszawszy takie oświadczenie, chciał posłać po sołtysa i sąsiadów, lecz funkcjonarjusze policji nie pozwolili mu.

    Kiedy aresztowani mieli już wyjść z domu, jeden z policjantów, Jan Comporek poradził Grubertowi, aby poprosił „starszego”, to może ich zwolni.

    Grubert wyszedł z drugim policjantem, Józefem Kowalińskim, do drugiego pokoju, gdzie zaczął go prosić, by zwolnił aresztowanych. Kowaliński zażądał za zwolnienie wszystkich aresztowanych 10.000 marek. Na prośbę Gruberta, aby sumę tę zmniejszył, K. nie zgodził się, mówiąc, że musi podzielić się z Comporkiem. Grubert dał mu 8.000 marek, gdyż tylko tyle posiadał w domu.

    Gdy funkcjonariusze policji wychodzili Comporek zapytał się Gruberta, ile dał „starszemu.” - Grubert wymienił sumę, daną Kowalińskiemu. W dniu 12 kwietnia Gross udał się do gminy, aby wyjaśnić, czy winien stawić się do wojska; gmina posłała go do Brzezin, tutaj aresztowano go, a po upływie pięciu tygodni stanął przed komisją i został wcielony do wojska.

    Zbadani podczas dochodzenia policyjnego Kowaliński i Comporek zeznali, że byli u G. bez żadnego rozkazu władz, przyczem C. stwierdził, iż na zapytanie dokąd jadą, Kowaliński odpowiedział „ty tylko nic nie mów, ja wszystko sam będę mówił”. I rzeczywiście tylko Kowaliński groził aresztowanie Grubertowi.

    Wobec powyższego Jan Comporek i Józef Kowaliński stanęli przed sądem okręgowym. Oskarżeni do winy nie przyznali się, Grubert zaś zeznał, że jednemu z policjantów dał 8.000 marek, lecz w oskarżonych nie poznaje tych, którzy brali od niego gotówkę.

    Po naradzie sąd pod przewodnictwem wiceprezesa sądu p. Kamieńskiego ogłosił wyrok, skazujący obu podsądnych na cztery lata ciężkiego więzienia i pozbawienie praw.


   Am 19. April 1921 meldete Rudolf Grubert, der in dem Dorf Łaznowska Wola wohnte, der Polizei, dass vor zehn Tagen zwei Polizisten zu seinem Haus gekommen seien, die sich als von der Polizeistation in Koluszki vorstellten und fragten, ob der Knecht Julius Gross dort wohne.


    Nachdem er die Frage bejaht hatte, erklärte einer der Polizisten, er werde Gruber, seinen Bruder und Gross verhaften, weil Gross sich dem Militärdienst entziehe.


    Nachdem er diese Aussage gehört hatte, wollte Gruber den Dorfvorsteher und die Nachbarn holen lassen, aber die Polizeibeamten erlaubten es ihm nicht.


    Als die Verhafteten das Haus verlassen wollten, riet einer der Polizisten, Jan Comporek, Grubert, den "Ältesten" zu bitten, sie freizulassen.


    Grubert ging mit einem anderen Polizisten, Józef Kowalinski, in den anderen Raum, wo er begann, ihn zu bitten, die Verhafteten freizulassen. Kowaliński forderte 10.000 Mark für die Freilassung aller Verhafteten. Als Grubert ihn aufforderte, diese Summe zu reduzieren, lehnte K. dies mit der Begründung ab, er müsse sie mit Compork teilen. Grubert gab ihm 8.000 Mark, weil das alles war, was er zu Hause hatte.


    Als die Polizisten gingen, fragte Comporek Grubert, wie viel er dem "Ältesten" gegeben habe. - Grubert erwähnte die Summe, die Kowaliński gegeben wurde. Am 12. April ging Gross zur Gemeinde, um zu erklären, ob er sich zur Armee melden sollte; die Gemeinde schickte ihn nach Brzeziny, wo er verhaftet wurde, und nach fünf Wochen erschien er vor einer Kommission und wurde einberufen.


    Kowaliński und Comporek, die im Rahmen der polizeilichen Ermittlungen vernommen wurden, sagten aus, dass sie sich ohne behördlichen Auftrag in der Wohnung von G. aufhielten, und C. gab an, dass Kowaliński auf die Frage, wohin sie gingen, antwortete: "Sagen Sie einfach nichts, ich werde alles selbst sagen". Und tatsächlich drohte nur Kowaliński damit, Grubert zu verhaften.


    In der Folge erschienen Jan Comporek und Józef Kowaliński vor dem Bezirksgericht. Die Angeklagten bekannten sich nicht zu ihrer Schuld, während Grubert aussagte, dass er einem der Polizisten 8.000 Mark gegeben hatte, aber er erkannte in den Angeklagten nicht diejenigen, die ihm das Geld abgenommen hatten.


    Nach der Beratung verkündete das Gericht unter dem Vorsitz des Vizepräsidenten des Gerichts, Herrn Kamieński, das Urteil und verurteilte beide Angeklagten zu vier Jahren Zwangsarbeit und Rechtsverlusten.




niedziela, 9 sierpnia 2020

Będków - Ruszczyszyn - Borkowski - Drzazgowa Wola - Nowakowska - Zdjęcia - cz.4

    Na prośbę Pani Klary postanowiłem zamieścić wszystkie skany zdjęć które mi przesłała pocztą elektroniczną. W poprzednich częściach na moim blogu są zamieszczone niektóre z nich, myślę jednak, ze porządku chronologicznym będzie łatwiej czytelnikowi poznać całą historię Rodziny Ruszczyszynów. Dodatkowym plusem jest napływ bardzo ciekawych informacji na stronie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Będkowskiej, które "ożywiają" niektóre z tych zdjęć! Pozwoliłem sobie zamieścić pod pierwszymi 10 zdjęciami wymianę korespondencji jaka miała miejsce na Facobooku, liczę, że to dopiero początek napływających informacji. Czeka mnie również kilka ciekawych spotkań! Zapraszam.


      1 - Grób Stanisława Ruszczyszyna i Zofii Ruszczyszyn na cmentarzu w Będkowie.






3 - Zdjęcie ze stemplem „Fotograf w Będkowie”; Józef Ruszczyszyn na drabinie, Maryla Ruszczyszyn pierwsza z prawej; po lewej stronie drabiny prawdopodobnie kobieta ze zdjęć 2, 3, 5 i 6.


Zdjęcie ze stemplem „Fotograf w Będkowie”; Józef Ruszczyszyn w szałasie, po lewej stronie klęczy kobieta ze zdjęć 2, 3, 5, 6 i 7; po prawej stoją Edward Wasiak i Maryla Ruszczyszyn.


         Zdjęcie ze stemplem „Fotograf w Będkowie”; Maryla Ruszczyszyn z prawej, za rowerem.


           Zdjęcie ze stemplem „Fotograf w Będkowie”; Maryla Ruszczyszyn pierwsza z prawej.














Stanisław Ruszczyszyn był kierownikiem Szkoły Podstawowej w Drzazgowej Woli a Zofia była tam nauczycielką . Obydwoje byli moimi pierwszymi pedagogami. Anna Lorek "Niusia" i Maria Ruszczyszyn to rodzone siostry Stanisława. W Woli Drzazgowej w pałacu /dawniej była szkoła/ mieszka córka Stanisława i Zofii / też nauczycielka tej szkoły/ może ona coś wie w sprawie Ruszczyszynów z Będkowa.


Ogromnie dziękuję za te informacje! Skoro wiem już, że zarówno Anna, Maria i Stanisław to rodzeństwo Józefa, układanka bardzo powoli zaczyna nabierać kształtu. W Centralnym Archiwum Wojskowym natrafiłam na teczkę wojskową dokładnie tego Stanisława Ruszczyszyna, na której okładce napisano "syn Dymitra" - a więc znam już imię ojca całej czwórki

A czy zna Pani może imię męża Anny?

O tym, że Stanisław miał dwie siostry to było wiadome / prawdopodobnie mieszkały w Łodzi/ ale o bracie to się nie słyszało. Ja mieszkałam od 1960 roku w Będkowie i nie słyszałam, żeby ktoś o takim nazwisku mieszkał. Musiało być to dużo, dużo wcześniej i nawet nikt nie wspominał. Moja siostra r. 1936 / z Ceniaw/ też nie pamięta żeby Stanislaw miał brata. Ale pamięć też bywa zawodna .....


 Nie wiem, przez jak długi czas Józef i Maryla mieszkali w Będkowie, ale Józef Ruszczyszyn znajduje się na wykazie mieszkańców Będkowa z 1945 roku (dokument został zamieszczony na blogu Pana Andrzeja). Około 1965 roku Maryla rozstała się z mężem i wróciła do Łodzi, a co się stało z Józefem - tego właśnie nie wie nikt. Bardzo możliwe, że gdy Pani przeprowadziła się do Będkowa, już tam nie mieszkał.



Autor


 A czy to możliwe, że na tej fotografii są Stanisław i Zofia Ruszczyszyn (para po lewej)?




Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, ale mogą to być oni. Stanisław w 1955 r. był 58 letnim podstawnym przystojnym mężczyzną, natomiast Zofia była korpulentną / może troszkę przesadziłam/ panią. Widziane oczami dziecka




Witam rozmawiałam dziś z Panem Andrzejem zapraszam serdecznie kiedyś do nas Mama więcej opowie wychowała się w Woli Drzazgowej .a rodzice mojej mamy przyjaźnili się z Państwem Ruszczyszyn .Zyje też córka Krystyna Włodarczyk



Autor

Bardzo dziękuję za odpowiedź! Wyjeżdżam jutro na miesiąc, nie wiadomo, jak sytuacja epidemiczna się jeszcze rozwinie, więc o ile z ochotą skorzystałabym z Pań zaproszenia, niestety wygląda na to, że póki co pozostaniemy w przestrzeni wirtualnej  Czy byłyby Panie skłonne rzucić okiem na parę zdjęć, które bym podesłała mailem lub przez facebooka i w miarę możliwości odpowiedzieć na te najbardziej podstawowe pytania dotyczące właśnie identyfikacji osób czy miejsca pochodzenia całego rodzeństwa Ruszczyszyn? Byłabym niezmiernie wdzięczna - jest to dla mnie bardzo ważne, a po prostu obawiam się, że w najbliższych miesiącach osobiste spotkanie mogłoby nie dojść do skutku.



Autor

I jeszcze jedno - jak rozumiem, Pani babcią była Anna Lorek, tak?





 nie ja jestem wnuczką młynarza z Drzazgowej Woli ))))))))))Mama chętnie opowie o Pani rodzinie przyjaźnili się .bywali u siebie .Brat Stanisława Józef był fotografem w Będkowie proszę przysłać zdjęcia obejrzymy z Mamą i jeśli będziemy w stanie pomóc to byłoby super..........interesuję się też historią stron rodzinnych moich przodków fajnie jest ocalić od zapomnienia............



Autor


 Bardzo dziękuję, jeżeli poda mi Pani w prywatnej wiadomości adres mailowy to prędko wyślę wszystkie zdjęcia, aby mogła Pani wraz z Mamą w dogodnym momencie nad nimi przysiąść  Jestem zdumiona informacją, że Józef był fotografem, ponieważ dotychczas znałam go jako funkcjonariusza Polskiej Policji Państwowej  (choć ostatnie jego zdjęcie w mundurze pochodzi z 1939 roku, więc zapewne po tym czasie już miał inne zajęcie). Ogromnie się cieszę!



Autor

Wysłałam Pani już zdjęcia w prywatnej wiadomości