Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstantynów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstantynów. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2026

Dziewczęta z Konstantynowa - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1963

 


                                         DZIEWCZĘTA  Z  KONSTANTYNOWA

Dzisiaj prezentujemy zdjęcie stowarzyszenia dziewcząt z Konstantynowa pod Łodzią, które zostało wykonane jesienią 1927 roku. Będzie ono miłym wspomnieniem nie tylko dla mieszkańców Konstantynowa. Stowarzyszenia takie jak stowarzyszenie dziewcząt były bowiem znane poza granicami danej gminy. Zdjęcie zawdzięczamy naszej rodaczce Elfriede Bernhardt, z domu Wolbert, mieszkającej w Eames Way, Marshfield Mass. USA, dawniej Konstantynów, Goethestraße 9, która otrzymała je od krewnej z Polski. Jej radość była tak wielka, że chciała podzielić się nią z wszystkimi innymi znajomymi z ojczyzny.

Stowarzyszenie dziewcząt zostało założone około 1910 roku. Jego przewodniczącą była pani pastor Elisabeth Schmidt. Dziewczęta spotykały się w każdą niedzielę o godz. 16.00 na krótkim nabożeństwie. W każdą środę o godz. 20.00 w domu parafialnym odbywały się zajęcia z rękodzieła, które cieszyły się dużą popularnością. Istniał również chór, którym kierował kantor Rohrbach; dziewczęta śpiewały trzygłosowo. Stowarzyszenie organizowało również miłe wieczory herbaciane. Szczególnie chętnie uczęszczano na uroczystość fundacji w pierwszą niedzielę adwentu. Podczas tej uroczystości wystawiano również sztuki teatralne, śpiewano pieśni chóralne i recytowano wiersze. „Mam teraz 60 lat, ale lata młodości, a zwłaszcza piękne chwile spędzone w stowarzyszeniu dziewcząt, pozostały mi do dziś w żywej pamięci” – wyznaje pani Frieda Riemann, z domu Dreger, która uprzejmie przesłała nam szczegółowe informacje.

A teraz nazwiska osób przedstawionych na zdjęciu. Po nazwiskach panieńskich podajemy nazwiska po ślubie. W górnym rzędzie od lewej do prawej: Olga Melzer, zamężna Schulz, Olga Seifert, zamężna Schulz. Lydia Seifert, która zmarła, Alma Melzer, zamężna Hoffmann. Klara Rohrbäch, z domu Baumstark, Olga Raczynski, z domu Reimann, Marta Seidlitz, z domu Vogt, Elfriede Wolbert, z domu Bernhardt, Melanie Schöps, która zmarła. - Drugi rząd stojący: pani Gastring, imię męża nieznane, Hulda Lange, mąż nieznany, Else Lange, mąż nieznany, Selma Wenzel, mąż Hauser, Frieda WenzeI, mąż Fröhnel, Amanda Dürrschmidt, mąż Dreger, Alma Bernstein, mąż Jensch, Helene Schütz, zam. Pilz, Marta Schulz, zam. Schütz, Dorothea Hirsekorn, zam. Dümmel, Olga Dathe, zam. Schmalz, Amanda Schwarz, zam. Schwarz, Ella Richard, zam. nieznana, Ella Römer, zam. Dreger.

Siedzące, trzeci rząd od góry: Frieda Dreger, zam. Riemann, Ruth Rohrbach, pozostała niezamężna, Alma Dathe, zam. Seifert, Anna Dümmel, niezamężna, kierowniczka pani Elisabeth Schmidt, Berta Beer, niezamężna, Anna Dathe, niezamężna, Alma Dümmel, zam. Holtz, Leokadie Holtz, zam. Prokop. - Siedzące w dolnym rzędzie: Anna Römer, zam. Wiltmann, Lydia Räuber, zam. nieznana, Charlotte Kresse, zam. nieznana, Johanna Ludwig, zam. Heidrich, Selma Seher, zam. Fröhnel, Amalie Linke, zam. Kreschel, Lydia Noll, zam. nieznana.

Jak widać, dziewczęta nosiły wówczas, a było to 36 lat temu, sukienki o długości trzech czwartych. Niektóre miały również futrzane kołnierze. Była to wówczas moda jesienna... a właściwie nie tak dawno temu...




                                         DIE JUNGFRAUEN VON KONSTANTINOW

Wir bringen heute eine Aufnahme des Jungfrauenvereins von Konstantynow bei Lodz, die im Herbst des Jahres 1927 gemacht wurde. Sie wird nicht nur für die Konstantynower eine liebe Erinnerung sein. Denn solche Vereine wie ein Jungfrauenverein waren über die Grenzen der jeweiligen Gemeinde hinaus bekannt. Das Bild verdanken wir der Landsmännin Elfriede Bernhardt, geb. Wolbert, in Eames Way, Marshfield Mass. USA, früher Konstantynow, Goethestraße 9, die es von einer Verwandten aus Polen erhielt. Ihre Freude darüber war so groß, daß sie auch alle anderen Heimatbekannten an dieser Freude teilhaben lassen möchte.

Der Jungfrauenverein wurde etwa, im Jahre 1910 gegründet. Leiterin war Frau Pastor Elisabeth Schmidt. Die Jung frauen kamen jeden Sonntag um 16. Uhr zu einer kurzen Andacht zusammen. Jeden Mittwoch um 20.00 Uhr war im Gemeindehaus Handarbeitsstunde, die gern besucht wurde. Auch ein Chor existierte, den Kantor Rohrbach leitete; die Mädchen sangen dreistimmig. Der Verein veranstaltete auch nete Teeabende. Besonders gern besucht wurde das Stiftungsfest am 1. Advent. Zu diesem Fest wurden auch Theaterstücke aufgeführt, Chorgesänge und Gedichte vorgetragen. "Ich bin jetzt 60 Jahre, aber die Jugendjahre und besonders die schönen Stunden im Jungfrauenverein sind mir noch heute in lebendigster Erinnerung", bekennt Frau Frieda Riemann. geb. Dreger, die uns freundlicherweise die näheren Angaben übersandte.

Nun die Namen der Dargestellten. Auf den Mädchennamen lassen wir den Namen nach der Verehelichung folgen. In der oberen Reihe stehen von links nach rechts: Olga Melzer, verheiratete Schulz, Olga Seifert, verh. Schulz. Lydia Seifert, die verstorben ist, Alma Melzer, verh. Hoffmann. Klara Rohrbäch, verh. Baumstark, Olga Raczynski, verh. Reimann, Marta Seidlitz, verh. Vogt, Elfriede Wolbert, verh. Bernhardt, Melanie Schöps, die verstorben ist. - Zweite Reihe stehend: Fr. Gastring, Name des Mannes unbekannt, Hulda Lange, verh. unbekannt, Else Lange, verh. unbekannt, Selma Wenzel, verh. Hauser, Frieda WenzeI, verh. Fröhnel, Amanda Dürrschmidt, verh. Dreger, Alma Bernstein, verh Jensch, Helene Schütz, verh. Pilz, Marta Schulz, verh. Schütz, Dorothea Hirsekorn, verh. Dümmel, Olga Dathe, verh. Schmalz, Amanda Schwarz, verh. Schwarz, Ella Richard, verh. unbekannt, Ella Römer, verh. Dreger.

Sitzend, dritte Reihe von oben: Frieda Dreger, verh. Riemann, Ruth Rohrbach, ledig geblieben, Alma Dathe, verh. Seifert, Anna Dümmel, unverheiratet, Leiterin Frau Elisabeth Schmidt, Berta Beer, unveheiratet, Anna Dathe, unverheiratet, Alma Dümmel, verh. Holtz, Leokadie Holtz, verh. Prokop. - Untere Reihe sitzend: Anna Römer, verh. Wiltmann, Lydia Räuber, verh. unbek., Charlotte Kresse, verh. unbek., Johanna Ludwig, verh. Heidrich, Selma Seher, verh Fröhnel, Amalie Linke, verh. Kreschel, Lydia Noll, verh. unbekannt.

Wie man. sieht, trugen die Mädchen damals, es sind jetzt 36 Jahre her, dreiviertellange Kleider. Manche hatten auch Pelzkragen. Das war zu jener Zeit die Herbstmode ... und es ist eigentlich noch gar nicht so lange her . . .

wtorek, 6 stycznia 2026

Konstantynów - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1952 - cz.2

 

                                                      W dawnej ojczyźnie dzisiaj

Pochodząca z okolic Łodzi rodaczka pisze:

                                                               Drogi Willi!

Tak, „stare dobre czasy” nie zawsze takie były. Tylko to, co utracone, otacza się jasnym blaskiem i pozorem, idealizujemy to i w naszych marzeniach wyodrębniamy z wszelkich trudności i trosk tamtej codzienności; czyste i jasne stoi przed nami jak kawałek nieprzemijającego, wiecznego raju. Ale kto żyje tutaj, na ziemi, nie stąpa tylko po miękkiej trawie łąkowej, musi również przechodzić przez ciernie i osty. A gdy przeglądamy wielką księgę przeszłości, zawsze znajdujemy to potwierdzenie. Nie inaczej jest w historii... gminy Konstantynów. W wyniku wydarzeń wojennych z 1914 roku spłonął nie tylko kościół, ale także kilka ulic w mieście obróciło się w gruzy i popiół. Jednocześnie zmieniły się warunki materialnego rozwoju: ogromna Rosja nagle przestała być rynkiem zbytu dla tkalni w Konstantynowie, co spowodowało wybuch głodu i bezrobocia.

Dopiero wraz z końcem wojny w 1918 roku sytuacja uległa poprawie. Powstało państwo polskie i podobnie jak duże fabryki w Łodzi, również mniejsze zakłady w Konstantynowie przestawiły się na nowy rynek zbytu. Życie toczyło się dalej i gdy tylko udało się przezwyciężyć najgorszą biedę, przystąpiono do odbudowy zniszczonego kościoła. Wyjątkowa ofiarność członków gminy umożliwiła odbudowę świątyni już w 1923 roku według starego planu, jedynie z mniejszą wieżą.

Wśród darowizn i funduszy na nowy kościół należy wspomnieć, że dwa duże żyrandole pochodzą od protestanckich kobiet z Konstantynowa, a prace malarskie w kościele opłacił radny Julius Dietrich. -Rat Julius Dietrich, a ołtarz i ambona są darem czterech mieszkańców Łodzi, którzy wcześniej mieszkali w Konstantynowie i których nazwiska brzmią: Lipski, Schütz, Hampel oraz mistrz stolarski Julius Reit. Ołtarz i chrzcielnicę ufundował Friedrich Zobel. Organy, ławki i oświetlenie zostały zakupione dzięki ofiarom znanych członków gminy, takich jak Stamm, Schulz, Gehlert, Hoffmann, Heine, Fröhnel, Schmalz, Stehr, Mittmann, Patzer, Holz, Hirsekorn, Kaynath, Semmler, Sonneberg, Pasinski i inni.

Działalność stowarzyszeń w ramach parafii nabrała błogosławionego rozmachu pod kierownictwem pastora Leopolda Schmidta. Działało stowarzyszenie śpiewaczy kościelnych „Harmonia”, chór puzonowy „Jubilate”, stowarzyszenie kobiet ewangelickich, stowarzyszenie młodzieżowe, a także stowarzyszenie dziewcząt. Nabożeństwa dla dzieci miały czasami od 15 do 20 pomocników, podczas gdy liczba wiernych wzrosła w międzyczasie do 2500. Życie kościelne kwitło. A poza tym? Nasi Volksdeutsche mogli być zadowoleni, majątek się powiększał, choć nie w takim tempie jak za czasów carskich, ale wystarczał dla wszystkich. Tak mogło być przez wiele dziesięcioleci – ale nie miało tak być! Niepokoje wywołane nacjonalizmem dotarły również do tego miasteczka. Hitler w Rzeszy kładł ogromny nacisk na wartości narodowe, a my tutaj, za granicą, odczuliśmy to w 1939 roku. Polacy i Żydzi zaczęli się na nas gniewać – „najstraszliwszym z horrorów jest człowiek w swoim szaleństwie” – niemieckie domy zostały splądrowane, a gdy groził wybuch wojny, rozpoczęły się aresztowania i deportacje, w wyniku których niektórzy z deportowanych zostali okrutnie zamordowani. Jednak burza minęła bez większych strat, zostaliśmy wyzwoleni, ale kto mógł wtedy przewidzieć, że za to wyzwolenie zapłacimy całą naszą egzystencją w ojczyźnie?

Wróciliśmy do Rzeszy. Jednak nie był to dobry znak, że dla władz Rzeszy, a zwłaszcza dla gauleitera Greisera, chrześcijaństwo i Kościół nie miały już żadnego znaczenia, że aby służyć bożkowi „narodowi”, bez skrupułów lekceważono wszelkie prawa boskie i ludzkie, wyrzucano Polaków z ich domów z dnia na dzień, wypędzano ich z gospodarstw, degradowano do „ludzi drugiej kategorii”, nie, w Biblii jest napisane: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni!” I „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Tak, w 1945 roku doświadczyliśmy tego wystarczająco! Rozliczenie było tak straszne, że często pytaliśmy: dlaczego, Panie, to wszystko nas spotkało?

Spójrzmy jeszcze raz na przebieg życia parafialnego w latach 1939–1945! Wtedy to pastor Leopold Schmidt został pozbawiony urzędu (zmarł w 1944 roku w Pabianicach), wtedy to wybudowany w latach 30. dom chóru kościelnego „Harmonia” został wywłaszczony i przekształcony w kino, w końcu w kościele siłą usunięto skarbonki na datki, a już w 1941 r. nowy pastor – był to P. Leopold Ganz, który objął tę parafię dopiero 20 lutego 1940 r. – a następnie kantor zostali wcieleni do Wehrmachtu. Mimo to ewangeliccy Niemcy pozostali wierni swojemu kościołowi. Liczba wiernych wzrosła do 3800 dzięki przesiedleńcom z Wołynia, Galicji, Besarabii i krajów bałtyckich. Bez żadnej pomocy ze strony urzędu gospodarczego odnowili oni starą, zrujnowaną plebanię, a gdy nie było już pastora i kantora – ostatnimi kantorami byli Kretschmer i Weiß – znaleźli się mężczyźni, którzy prowadzili nabożeństwa, aż kolejno pastorzy Otto, Welk i Sommer przejęli opiekę nad gminą Konstantynów.

                                                                       Upadek w 1945 r.

Styczeń 1945 r. położył kres również tej niemieckiej gminie w środkowych Niemczech. Długi ciąg zamordowanych, poległych, tych, którzy popełnili samobójstwo, zmarłych w więzieniach i obozach, charakteryzuje ten koniec. Szczęśliwy ten, kto zdołał w porę opuścić ojczyznę i uciec, gdy drogi były jeszcze otwarte! Pozostali musieli ponieść karę i zapłacić za coś, za co nie byli winni: musieli krwawić w szponach i zębach swoich bliźnich, którzy stali się bestiami, musieli znosić nieskończone cierpienia i przeżycia. Losy tamtych czasów były różnorodne; przytaczamy tutaj relację młodej mieszkanki Konstantynowa:

„9 kwietnia 1945 r. Niemcy z Konstantynowa zostali aresztowani i umieszczeni w kościele. Następnego dnia wywieziono ich do Łodzi. Zamknięto ich w więzieniu przy ul. Sterlinga i Kopernika (na tydzień), a 16 kwietnia przewieziono do Warszawy. Tutaj wraz z wieloma innymi Niemcami trafili do więzienia Mokotów. Ja sama 18 maja 1945 r. trafiłam do Płocka, a dokładniej do tamtejszego więzienia. Jest nas 200 kobiet i musimy pracować na terenie więzienia. Umierają tu: panna Hubner z Łodzi, pani Rosner z Łodzi, pani Matter z Zgierza, pani Stachel (Stachowski) z Konstantynowa, Elli Fenner z Łodzi.

Wyżywienie, jak wszędzie, jest złe, ale pracy jest dużo. Często zaczynamy wcześnie, kiedy jeszcze świeci księżyc. Na majątku w Płocku pozostaję do 12 listopada 1948 r. Następnie wracam do Warszawy, do obozu Anielewicza, w którym przebywają głównie jeńcy wojenni i gdzie również nas traktuje się jak jeńców. W 1949 r. zostaję przeniesiona z Anielewicza do obozu Potulice koło Nakła; transportem, najpierw do strefy wschodniej, w końcu czeka mnie upragniona wolność. T. Sch


                                                        In der alten Heimat heute

                                     Eine Landsmännin schreibt aus der Lodzer Gebiet:

"Lieber Willi!

Ja, die "gute alte Zeit" war nicht immer so. Nur das Verlorene umgibt sich immer mit hellem Glanz und Schein, wir idealisieren es und heben es in unseren Träumen aus allen Nöten und Sorgen auch des damaligen Alltags heraus; rein und licht steht es vor uns, wie ein Stück unvergänglichen, immer bleibenden Paradieses. Wer aber hier auf der Erde lebt, dessen FUß geht nicht nur über weiches Wiesengras, er muß ebenso über Dornen und Disteln schreiten. Und blättern wir im großen Buch der Vergangenheit zurück, so finden wir dies stets aufs neu bestätigt. Nicht anders ist es in der Geschichte.. der Gemeinde Konstantynow. Da verbrannte in den Kriegsereignissen von 1914 nicht nur die Kirche, sondern auch mehrere Straßen in der Stadt sanken in Schutt und Asche. Gleichzeitig aber änderten sich die Bedingungen für das materielle Vorwärtskommen: das große riesige Rußland fiel als Absatzgebtet für die Konstantynower Webereien plötzlich fort und Hunger und Arbeitslosigkeit brachen aus.

Erst mit Kriegsende 1918 besserten sich die Verhältnisse. Der polnische Staat entstand und genau so wie die großen Fabriken in Lodz stellten sich auch die kleineren Betriebe in Konstantynow auf das neue Absatzgebtet um. Das Leben ging weiter und kaum, daß die äußerste Not überwunden war, schritt man auch an den Wiederaufbau der zerstörten Kirche. Die einzigartige Opferbereitschaft der Gemeindeglieder ermöglichte es, daß das Gotteshaus schon 1923 nach dem alten Plan, lediglich mit einem kleineren Turm, wiederaufgebaut werden konnte.

Im einzelnen sei von den Spenden und Stiftungen für die neue Kirche erwähnt, daß zwei große Kronleuchter von dEm evangelischen Frauen in Konstantynow stammen, daß die Malerarbeiten in der Kirche Kons,.-Rat Julius Dietrich bezahlt hat, daß Altar und Kanzel eine Schenkung von vier Lodzern darstellen, die vorher in Konstantynow gewohnt haben und deren Namen folgende sind: Lipski, Schütz, Hampel und der Tischlermeister Julius Reit. Altarbild und Taufstein stiftete Friedrich Zobel. Orgel, Bänke und Beleuchtung wurden aus Opfern namhafter Gemeindeglieder angeschafft wie Stamm, Schulz, Gehlert, Hoffmann, Heine, Fröhnel, Schmalz, Stehr, Mittmann, Patzer, Holz, Hirsekorn, Kaynath, Semmler, Sonneberg, Pasinski u. a.

Die Vereinstätigkeit innerhalb der Kirchengemeinde nahm unter Pastor Leopold Schmidt einen segensreichen Aufschwung. Da gab es den Kirchengesangverein "Harmonia", den Posaunenchor "Jubilate", den ev.- Frauenverein, den Jünglingsverein und auch ein Jungfrauenverein fehlte nicht. Der Kindergottesdienst aber hatte zeitweise 15 bis 20 Helferinnen und Helfer, während die Seelenzahl der Gemeinde inzwischen auf 2500 angewachsen war. S6 blühte das kirchliche Leben. Und sonst? Da konnten unsere Volksdeutschen auch zufrieden sein, Hab und Gut mehrten sich, wenngleich nicht in dem Tempo wie zur Zarenzeit, aber es reichte für jeden. Viele Jahrzehnte hätte es so gehen können - aber es sollte nicht sein! Die durch den Nationalismus heraufbeschworene Unruhe erreichte auch dieses Städtchen. Hitler im Reich pochte gewaltig auf die Volkstumswerte und wir hier im Ausland hatten es dann 1939 zu spüren. Polen und Juden fingen an, gegen uns wild zu werden - "der schrecklichste der Schrecken ist ja der Mensch in seinem Wahn" - deutsche Häuser wurden geplündert und als dann der Krieg auszubrechen drohte, begannen die Festnahmen und Verschleppungen, wobei einige dieser Verschleppten grausam, umgebracht worden sind. Doch das Unwetter ging eigentlich noch glimpflich vorüber, wir wurden ja befreit, aber daß wir diese Befreiung einmal mit aH unserer Existenz in der Heimat bezahlen sollten - wer hätte das damals geahnt??

Wir waren "ins Reich heimgekehrt". Allein, es war kein gutes Zeichen, daß bei den Behörden des Reiches, insonderheit bei Gauleiter Greiser, Christentum und Kirche nichts mehr gelten sollten, daß man sich, um dem Götzen "Volk" Z,u dienen, bedenkenlos über alles göttliche und menschliche Recht hinwegsetzte, die Polen über Nacht aus ihren Wohnungen warf, sie von ihren Wirtschaften fortjagte, sie zu "Menschen zweiter Klasse" degradierte, nein, in der Bibetsteht: "Richtet nicht, auf daß ihr ,nicht gerichtet werdet!" Und "wer Wind sät, wird Sturm ernten". Ja, wir haben es 1945 zur Genüge erfahren!! Grausig ist die Abrechnung gewesen, so grausig, daß wir uns of.t gefragt haben: Warum, Herr, dies alles über uns??

Blicken wir noch mal auf den Gang des Gemeindelebens von 1939 bis 1945! Da wurde Pastor Leopold Schmidt amtsenthoben (er starb 1944 in Pabianice), da wurde das in den 30er Jahren aufgebaute Haus des Kirchengesangvereins Harmonia" enteignet und in ein Kino umgebaut, da wurden schließlich die Opferstöcke in der Kirche gewaltsam entfernt da wurden schon 1941 der neue Pastor - es war P. Leopold Ganz, der erst am 20. Februar 1940 diese Pfarrstelle übernommen hatte - und dann der Kantor zur Wehrmacht eingezogen. Trotzdem aber sind die evangelischen Deutschen ihrer Kirche treu geblieben. Die Seelenzahl war durch die Umsiedler aus Wolhynien, Galizien, Bessarabien und dem Baltikum auf 3800 gestiegen. Sie erneuerten ohne jede Hilfe des Wirtschaftsamtes das alte baufällige Gemeindehaus und als Pastor und Kantor nicht mehr da waren letzte Kantoren waren Kretschmer und Weiß - fanden sich Männer die Lesegottesdienste hielten, bis nacheinander die Pastoren Otto, Welk und Sommer die Betreuung der Gemeinde Konstantynow mit übernahmen.

                                                            Der Untergang 1945

Der Januar 1945 setzte den Schlußstrich auch unter diese deutsche Gemeinde Mittelpolens. Ein langer Zug der Ermordeten, der Umgekommenen, der in den Freitod Gegangenen, der in den Gefängnissen und Lagern Gestorbenen kenzeichnet das Ende. Wohl dem, der sich rechtzeItig vom Heimatboden hat lösen können und geflüchtet ist, als die Wege noch offen waren! Die anderen mußten büßen und bezahlen für das, woran sie nicht schuld waren: mußten bluten in den Krallen und Zähnen der zu Bestien gewordenen Mitmenschen" mußten Unendliches leiden und durchmachen. Vielfältig sind die Schicksale jener Zeit gewesen; wir greifen hier den Bericht einer jungen Konstanynowoerin heraus:

"Am 9. April 1945 wurden die Deutschen .. Konstantynows verhaftet und in der Kirche gelagert. Den nachsten Tag Abtransport nach Lodz. Eingesperrt in das Gefängnis ul. Sterlinga und Kopernika (eine Woche lang), dann am 16. April Wegbeförderung nach Warschau. Hier mit vielen anderen Deutschen zusammen im Gefängnis Mokotow. Ich selbst komme am 18. Mai 1945 nach Plock raus und zwar in das dortige Gefängnis. Wir sind 200 Frauen und müssen auf dem Gute des Gefängnisses arbeiten. Es sterben hier: Frl. Hubner aus Lodz; Fr. Rosner, Lodz; Fr. Matter aus Zgierz; Fr. Stachel (Stachowski) aus Konstantynow; Elli Fenner aus Lodz.

Verpflegung wie überall schlecht, Arbeit aber ist viel. Früh fangen wir oft an, wenn noch der Mond scheint. Ich bin auf dem Plozker Gut bis 12. November 1948. Dann geht es zurück nach Warschau, nach dem Lager Anieliwicza, in dem meist Kriegsgefangene sind und wo auch wir als solche behandelt werden. 1949 werde ich von der Anieliwicza nach dem Lager Potulice bei Nakel verfrachtet; mit einem Transport, zunächst in die Ostzone, winkt endlich die heißersehnte Freiheit."                    T. Sch

Konstantynów - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1952 - cz.1

 



                                              KONSTANTYNÓW KOŁO ŁODZI

Podobnie jak wiele innych wsi i miast środkowej Polski, Konstantynów powstał na początku XIX wieku. Pierwszymi osadnikami w Konstantynowie w latach 1816–1818 było ośmiu niemieckich sukienników z Ozorkowa. Po nich przybyła grupa sukienników bezpośrednio z Niemiec. W ten sposób Konstantynów stał się wkrótce prawdziwym miastem sukienniczym, podobnym na przykład do Zgierza lub Przedacza na Pojezierzu Kujawskim. Jednak nie trwało to długo: już w 1831 roku pojawili się pierwsi tkacze bawełny, którzy całkowicie wyparli sukienników, a w 1838 roku cech sukienników sam się rozwiązał.

Jeśli chodzi o miejscowości w okolicy, wiadomo, że Konstantynów już około 1820 roku miał swoją nazwę, nadaną na cześć rosyjskiego wielkiego księcia Konstantyna; W tym czasie istniały już wioski Bechcice, które miały ciężką gliniastą glebę, Nowy-Stanisławów, które w przeciwieństwie do już istniejącego Starego-Stanisławowa miało glebę stałą, a także Babice, Babiczki, Krzywiec oraz po drugiej stronie Ner Florentynów, Kajetanów i Józefow.

Osada Konstantynów, którą jej założyciele pierwotnie, biorąc pod uwagę cały kompleks, zamierzali uczynić miastem, które miało stać się jak największym miastem – to pragnienie oczywiście się nie spełniło – otrzymała w 1826 roku swój kościół ewangelicki. Była to okazała budowla, piękny dom Boży z 600 miejscami siedzącymi. Wieżę można było zobaczyć z Łodzi i Lutomierska. Wszyscy Niemcy z Konstantynowa przyczynili się do budowy kościoła, ponosząc niemal bezprecedensowe koszty. Właściciel wszystkich ziem między Łodzią a Lutomierskiem, szlachcic Okołowicz z Krzywca, sam przekazał na ten cel znaczną darowiznę w postaci drewna i materiałów. Należy wspomnieć, że to właśnie ten sam szlachcic zapoczątkował imigrację Niemców do tego regionu poprzez swoją reklamę. Jego zamysłem było zagospodarowanie tych miejscami dość jałowych i piaszczystych terenów poprzez osiedlenie się na nich pracowitych osadników. I rzeczywiście – później mógł być zadowolony z Niemców!

Do kościoła dołączyła plebania, szkoła i dom parafialny. Liczba mieszkańców wzrosła z 2000 w 1850 r. (w tym czasie przybyło 800 niemieckich katolików) do ponad 5000, z czego około 70% stanowili Niemcy. W 1914 r. liczba mieszkańców osiągnęła 12 000. 15 fabryk i zakładów mechanicznych zatrudniających około 3000 pracowników nadało miastu charakterystyczny wygląd. Jednak kilka razy los surowo ingerował w ten spokojny rozwój. Warto przypomnieć powstanie listopadowe z lat 1830/31, którego fale dotarły aż tutaj, zwłaszcza że Konstantynów został nazwany na cześć następcy tronu wielkiego księcia Konstantyna, a następnie powstanie styczniowe z 1863 roku, w wyniku którego mieszkańcy Konstantynowa w 1869 roku stracili na 50 lat prawa miejskie i zostali przyłączeni jako miasteczko targowe do gminy Rszew, a w końcu I wojna światowa. Już w 1914 roku piękny kościół został strawiony przez płomienie. Był to ciężki cios dla członków gminy! Nabożeństwa mogły być teraz odprawiane tylko w prowizorycznie urządzonej sali fabryki Meißnera.

                                                                       (ciąg dalszy nastąpi)


                                                 KONSTANTYNÓW BEI LODZ

Wie viele andere Dörfer und Städte Mittelpolens ist auch Konstantynow eine Gründung des beginnenden 19. Jahrhunderts. Acht deutsche Tuchmacher aus Ozorkow waren die ersten, die sich um die Jahre 18.16bis 1818 in Konstantynow niederließen. Ihnen folgten eine Anzahl Tuchmacher die direkt aus Deutschland kamen. So war Konstantynow bald eine regelrechte Tuchmacherstadt, ähnlich wie beispielsweise auch Zgierz oder Przedecz auf der Kujawischen Seenplatte. Doch das blieb nicht lange so: schon 1831 kamen die ersten Baumwollweber, sie verdrängten die Tuchmacher ganz und gar und 1838 löste sich die Tuchmacherinnung von selbst auf. 

Über die Ortschaften der Gegend verlautet_ im einzelnen, daß Konstantynow bereits um 1820 seinen ·Namen hatte und zwar genannt nach dem russischen Großfürsten Konstantin; dann bestanden bereits die Dörfer Bechcice, das schweren Lehmboden hatte, Neu-Stanislawow, das' im Unterschied zu dem bereits bestehenden Alt-Stanislawow durchweg Standboden hatte, ferner Babice, Babiczki, Krzywiec und jenseits des Ner Florentynow, Kajetanow und Jozefow.

Die Siedlung Konstantynow, die sich die Gründer ursprünglich, der ganzen Anlage nach, als eine Stadt gedacht hatten, die möglichst eine Großstadt werden sollte - dieser Wunsch hat sich freilich nicht erfüllt - bekam im Jahre 1826 ihre evangelische Kirche. Es war dies ein großzügiger Bau, ein schönes Gotteshaus mit 600 Sitzplätzen. Den Turm konnte man bis von Lodz und Lutomiersk aus sehen. Die Konstantynower Deutschen haben alle mit fast beispiellos hohen Opfern zu dem Kirchenbau beigetragen. Der Besitzer der ganzen Ländereien zwischen Lodz und Lutomiersk, der Adelsherr Okolowicz auf Krzywiec, selbst stiftete eine beträchtliche Holz- und Materialspende dazu. Hierbei muß erwähnt werden, daß derselbe Adelsherr die Einwanderung der Deutschen in diese Gegend überhaupt erst durch seine Werbung in Gang gebracht hat. Sein Gedanke dabei war gewesen, die stellenweise recht unfruchtbaren und sandigen Landstriche hier durch die Ansetzung von fleißigen Siedlern zu kultivieren. Und in der Tat - er konnte nachher mit den Deutschen zufrieden sein!

Zur Kirche gesellte sich das Pfarrhaus, das Schulhaus und das Gemeindehaus. Die Bevölkerung stieg von 2000 um 1850 (um diese Zeit kamen 800 deutsche Katholiken hinzu) auf allmählich mehr als 5000, von denen etwa 70 % Deutsche waren. 1914 war eine Einwohnerzahl von 12000 erreicht. 15 Fabriken und mechanische Betriebe mit etwa 3000 Arbeitern gaben damals der Stadt ihr Gepräge. In die friedliche Aufwärtsentwicklung hat freilich einige Male auch das Schicksal mit rauher Hand eingegriffen. Erinnert sei an den Polenaufstand (die "Powstanie listopadowe") von, 1830/31, dessen Wogen selbst bis hierher hineinschlugen, nämlich schon deswegen, weil Konstantynow ja nach dem Großfürsten-Thron-folger Konstantin seinen Namen hatte, dann der Januar-Aufstand von 1863, in dessen Gefolge die Konstantynower 1869 für 50 Jahre die Stadtrechte verloren und als Marktflecken an die Gemeinde Rszew angegliedert wurden, und schließlich der I. Weltkrieg. Gleich im Jahre 1914 wurde damals das schöne Gotteshaus ein Raub der Flammen. Ein schwerer Schlag für die Gemeindeglieder ! Die Gottesdienste konnten jetzt nur noch in einem notdürftig hergerichteten Saal der Meißnerschen Fabrik abgehalten werden.

                                                             (Schluß folgt)

wtorek, 2 grudnia 2025

Żabiczki Las - Konstantynów - Pszczelarstwo - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 4/1970

 W Żabiczkach Lesie koło Konstantynowa mieszka jeszcze 79-letni Niemiec o nazwisku Oskar Schneider. Wcześniej rolnik w Odzieradach, obecnie pracuje jako strażnik nocny za 1000 zł. miesięcznie. Po wojnie Schneider pracował tylko prywatnie u rolników i dlatego nie otrzymuje emerytury. Zdjęcie przedstawia go przy jego ulach.




In Zabiczki Las bei Konstantynow lebt noch dieser 79jährige Deutsche namens Oskar Schneider. Früh. Landwirt in Odzierady, dient er heute als Nachtwächter für 1000 ZI. im Monat. Sch. hat nach dem Kriege nur privat bei Bauern gearbeitet und bekommt deshalb keine Rente. Die Aufnahme zeigt ihn bei seinen Bienenstöcken


Konstantynów - Cmentarz ewangelicki - Niemieckie osadnictwo - Derr Heimatbote - 4/1971

 

                                           Wielkanocny poranek na grobach

Rodak Leopold Schultz z Konstantynowa pisze, wspominając rodzimą tradycję wielkanocnej wizyty na cmentarzu:

Gdybym chciał odwiedzić w wielkanocny poranek wszystkie groby moich bliskich, musiałbym odbyć długą podróż. Podróż tę mogę odbyć jedynie w myślach. Większość moich krewnych spoczywa na cmentarzu ewangelickim w Konstantynowie, oboje dziadkowie (Schulz i Funke), rodzice, ojciec zmarł w 1914 r., matka zmarła w 1915 r., a także rodzeństwo, moja pierwsza ukochana żona Emilie z domu Drews, która zmarła w 1917 r., a także moi teściowie, wielu krewnych i znajomych. W Łodzi, na Starym Cmentarzu, spoczywają moi pradziadkowie, którzy wyemigrowali do Polski z Züllichau.

Na Nowym Cmentarzu spoczywa moja pierwsza córka, zmarła w 1920 roku. Na cmentarzu wojskowym Pomezia we Włoszech spoczywa mój najstarszy syn, który był nauczycielem; zaginiony od maja 1944 roku jest drugi syn, który również był nauczycielem i musiał służyć w wojsku. A zięć Eugen Rösler poległ w 1945 roku nad Nysą i tam spoczywa.

Po prześladowaniach i cierpieniach przybyliśmy w 1946 roku do Salzwedel, a w 1955 roku zmarła moja druga żona Julianna Alma i spoczywa tam. Gdybym jako 86-latek chciał odwiedzić groby wszystkich moich bliskich zmarłych, czułbym się tak jak pogańskie kobiety w historii wielkanocnej: ledwie znalazłbym zmarłych, usłyszałbym raczej głos: „Czemu szukasz żywych wśród umarłych?”. Czy mamy powody do smutku? Nie, Jezus żyje, a wszyscy nasi bliscy również żyją, są z Jezusem! Zostali oni uwolnieni od wszelkiej goryczy i grzechu. Według J 5,24 Jezus stał się pierwszym zmartwychwstałym i żyjącym, a my, którzy wierzymy, podążamy za Nim, jeden po drugim, do domu Ojca.

                                                                   Leopold Schulz, 7082 Oberkochen, Dreissentalstr. 36.

                                           Ostermorgen an Grabeshügeln

Ldm. Leopold Schultz aus Konstantynow schreibt in Erinnerung an die heimatliche Sitte des Osterbesuchs auf dem Friedhof:

Weim ich am Ostermorgen alle Grabhügel meiner lieben Familienangehörigen besuchen wollte, so müßte ich eine weite Reisemachen. Diese Reise kann ich nur in Gedanken ausführen. Die größte Zahl meiner Blutsverwandten ruht auf dem ev. Friedhof zu Konstantynow, die beiden Großelternpaare (Schulz und Funke), die Eltern, Vater starb 1914, Mutter 1915, auch leibliche Geschwister, sowie meine erste liebe Frau Emilie geb.Drews, die 1917 starb  auch meine Schwiegereltern, viele Verwandte und Bekannte. I In Lodz auf dem Alten Friedhof ruhen meine Urgroßeltern, die aus Züllichau nach Polen einwanderten. Auf dem Neuen Friedhof ruht meine erste Tochter, gest. 1920. Auf de'm Soldatenfriedhof Pomezia in Italien aber ruht mein ältester Sohn,der Lehrer war; verschollen seit Mai 1944 ist der zweite Sohn, der auch Lehrer war und zum Kriegsdienst mußte. Und ein Schwiegersohn Eugen Rösler fiel 1945 an der Neiße und ruht dort. Nach Verfolgung und Leid kamen wir 1946 nach Salzwedel und 1955 starb meine zweite Frau Julianna Alma und ruht dort. Wenn ich als 86 jähriger all meine lieben Entschlafenen am Grabe besuchen wollte, würde es mir wohl gehen wie den heiden Frauen in der Ostergeschichte: Kaum würde ich noch die Toten finden, ich könnte wohl auch eher die Stimme hören: Was suchst du die Lebendigen bei den Toten? Ja, haben wir was zu trauern? Nein, Jesus lebt und alle unsere Lieben leben auch, sie sind bei Jesus! Sie sind aller Bitternis und Sünde enthoben. Nach J oh. 5,24 ist Jesus der Erstling als Auferstandener und Lebender geworden und wir, die wir glauben, folgen Ihm, einer nach dem andern, heimwärts zum Vaterhause.

                                                                       Leopold Schulz, 7082 Oberkochen, Dreissentalstr. 36.


sobota, 29 listopada 2025

Dziewczęta z Konstantynowa - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1963

                                        DZIEWCZĘTA  Z KONSTANTYNOWA

Dzisiaj prezentujemy zdjęcie Stowarzyszenia Dziewcząt z Konstantynowa pod Łodzią, które zostało zrobione jesienią 1927 roku. Będzie ono miłym wspomnieniem nie tylko dla mieszkańców Konstantynowa. Stowarzyszenia takie jak Stowarzyszenie Dziewcząt były bowiem znane poza granicami danej gminy. Zdjęcie zawdzięczamy naszej rodaczce Elfriede Bernhardt, z domu Wolbert, mieszkającej w Eames Way, Marshfield Mass. USA, dawniej Konstantynów, Goethestraße 9, która otrzymała je od krewnej z Polski. Jej radość była tak wielka, że chciała podzielić się nią z innymi znajomymi z ojczyzny.

Stowarzyszenie dziewcząt zostało założone około 1910 roku. Jego przewodniczącą była pani pastor Elisabeth Schmidt. Dziewczęta spotykały się w każdą niedzielę o godz. 16.00 na krótkim nabożeństwie. W każdą środę o godz. 20.00 w domu parafialnym odbywały się zajęcia z rękodzieła, które cieszyły się dużą popularnością. Istniał również chór, którym kierował kantor Rohrbach; dziewczęta śpiewały trzygłosowo. Stowarzyszenie organizowało również miłe wieczory przy herbacie. Szczególnie popularne były uroczystości fundacyjne w pierwszą niedzielę adwentu. Podczas tych uroczystości wystawiano również sztuki teatralne, śpiewano chóralnie i recytowano wiersze. „Mam teraz 60 lat, ale lata młodości, a zwłaszcza piękne chwile spędzone w stowarzyszeniu dziewczęcym, pozostają w mojej pamięci do dziś” – wyznaje pani Frieda Riemann, z domu Dreger, która uprzejmie przesłała nam szczegółowe informacje.

A teraz nazwiska osób przedstawionych na zdjęciu. Po nazwisku panieńskim podajemy nazwisko po ślubie. W górnym rzędzie od lewej do prawej: Olga Melzer, z domu Schulz, Olga Seifert, z domu Schulz, Lydia Seifert, która zmarła, Alma Melzer, z domu Hoffmann, Klara Rohrbäch, z domu Baumstark, Olga Raczynski, z domu Reimann, Marta Seidlitz, z domu Vogt, Elfriede Wolbert, z domu Bernhardt, Melanie Schöps, która zmarła. - Drugi rząd stojący: panna Gastring, imię męża nieznane, Hulda Lange, mężatka, imię nieznane, Else Lange, mężatka, imię nieznane, Selma Wenzel, mężatka Hauser, Frieda Wenzel, mężatka Fröhnel, Amanda Dürrschmidt, mężatka Dreger, AIma Bernstein, mężatka Jensch, Helene Schütz, zam. Pilz, Marta SchuIz, zam. Schuütz, Dorothea Hirsekorn, zam. Dümmel, Olga Dathe, zam. Schmalz, Amanda Schwarz, zam. Schwarz, Ella Richard, zam. nieznana, Ella Römer, zam. Dreger.

Stoją od lewej: Frieda Dreger, zam. Riemann, Ruth Rohrbach, pozostała niezamężna, Alma Dathe, zam. Seifert, Anna Dümmel, niezamężna, kierowniczka pani Elisabeth Schmidt, Berta Beer, niezamężna, Anna Dathe, niezamężna, Alma Dümmel, zam. Holtz, Leokadie Holtz, zam. Prokop. - Dolny rząd siedzący: Anna Römer, zam. Witmann, Lydia Räuber, zam. nieznana, Charlotte Kresse, zam. nieznana .. Johanna Ludwig, zam. Heidrich, Selma Seher, zam. Fröhnel, Amalie Linke, zam. Kreschel, Lydia Noll, zam. nieznana.

Jak widać, dziewczęta nosiły wówczas, a było to 36 lat temu, sukienki o długości trzech czwartych. Niektóre miały również futrzane kołnierze. Była to wówczas moda jesienna... a właściwie nie było to tak dawno temu...



                                     DIE JUNGFRAUEN VON KONSTANTYNÓW

Wir bringen heute eine Aufnahme des Jungfrauenvereins von Konstantynow bei Lodz, die im Herbst des Jahres 1927 gemacht wurde. Sie wird richt nur für die Konstantynower eine Hebe Erinnerung sein. Denn solche Vereine wie ein Jungfrauenverein waren über die Grenzen der jeweiligen Gemeinde hinaus bekannt. Das Bild Verdanken wir der Landsmännin Elfriede Bernhardt, geb. Wolbert, in Eames Way, Marshfield Mass.. USA, früher Konstantynow, Goethestraße 9, die es von einer Verwandten aus Polen erhielt. Ihre Freude darüber war so groß, daß sie auch alle anderen Heimat bekannten an dieser Freude teilhaben lassen möchte.

Der Jungfrauenverein wurde etwa , im Jahre 1910 gegründet. Leiterin war Frau Pastor Elisabeth Schmidt. Die Jungfrauen kamen jeden Sonntag um 16.00 Uhr zu einer kurzen Andacht zusammen. Jeden Mittwoch um 20.00 Uhr war im Gemeindehaus Handarbeitsstunde. die gern besucht wurde. Auch ein Chor existierte, den Kantor Rohrbach letete; - die Mädchen sangen dreistimmig. Der Verein veranstaltete auch nete Teeabende. Besonders gern besucht wurde das Stiftuntungsfest am 1. Advent. Zu diesem Fest wurden .auch Theaterstücke aufgeführt, Chorgesänge und Gedichte vorgetragen. "Ich bin jetzt 60 Jahre, aber die Jugendjahre und besonders die schönen Stunden im Jungfrauverein sind mir noch heute in lebendigster Erinnerung", bekennt Frau Frieda Riemann. geb. Dreger, die uns freundlicherweise die näheren Angaben übersandte.

Nun die Namen der Dargestellten. Auf den Mädchennamen lassen wir den Namen nach der Verehelichung folgen. In der oberen Reihe stehen von Inks nach rechts: Olga Melzer, verheiratete Schulz, Olga Seifert, verh. Schulz, Lydia Seifert, die verstorben ist, Alma Melzer, verh. Hoffmann, Klara Rohrbäch, verh. Baumstark, Olga Raczynski, verh. Reimann, Marta Seidlitz, verh. Vogt, Elfriede Wolbert, verh. Bernhardt, Melanie Schöps, die verstorben ist. - Zweite Reihe stehend: Frl. Gastring, Name des Mannes unbekannt, Hulda Lange, verh. unbekannt, Else Lange, verh. unbekannt, Selma Wenzel, verh. Hauser, Frieda Wenzel, verh. Fröhnel, Amanda Dürrschmidt, verh. Dreger, AIma Bernstein, verh Jensch, Helene Schütz, verh. Pilz, Marta SchuIz, verh. Schuütz, Dorothea Hirsekorn, verh. Dümmel, Olga Dathe, verh. Schmalz, Amanda Schwarz, verh. Schwarz, Ella Richard, verh. unbekannt, Ella Römer, verh. Dreger.

Slitzend, dritte Reihe von oben: Frieda Dreger, verh. Riemann, Ruth Rohrbach, ledig geblieben, Alma Dathe, verh. Seifert, Anna Dümmel, unverheiratet, Leiterin Frau Elisabeth Schmidt, Berta Beer, unverheiratet, Anna Dathe, unverheiratet, Alma Dümmel, verh. Holtz, Leokadie Holtz, verh. Prokop. - Untere Reihe sitzend: Anna Römer, verh. Witmann, Lydia Räuber, verh. unbek., Charlotte Kresse, verh. unbek .. Johanna Ludwig, verh. Heidrich, Selma Seher, verh Fröhnel, Amalie Linke, verh. Kreschel, Lydia Noll, verh. unbekannt.

Wie man. sieht, trugen die Mädchen damals, es sind jetzt 36 Jahre her, dreiviertellange Kleider. Manche hatten auch Pelzkragen. Das war zu jener Zeit die Herbstmode ... und es ist eingentlich noch gar nicht so lange her ...


niedziela, 12 maja 2024

Babiczki - Konstantynów - Grabieniec - Nowosolna - Niemieckie osadnictwo - Die Zeit im Bild - 1936

 








                                      DIAMENTOWA ROCZNICA ŚLUBU
Jutro, w poniedziałek, były nauczyciel Adolf Schendel i jego żona Rosalie z domu Follak będą mogli spojrzeć wstecz na 60 lat wspólnej podróży przez życie w Babiczkach koło Konstantynowa. Para pobrała się 13 stycznia 1876 r. w Nowosolnej, kiedy Adolf Schendel był nauczycielem w Grabinie. Wkrótce potem objął posadę nauczyciela w Grabieńcu w gminie Zgierz, ale po 15 latach zrezygnował z tego zawodu na rzecz wychowywania młodzieży, nabył gospodarstwo rolne, a także działał na polu ludowym i religijnym jako organizator zebrań i kierownik kasy oszczędnościowo-pożyczkowej. Od około dekady jubilaci mieszkają z najbliższymi, w tym z 6 wnukami i 2 prawnukami. Niech para, która ma odpowiednio 81 i 82 lata, cieszy się spokojną i słoneczną emeryturą!

                                              DIAMANTENES EHEJUBILÄUM
Auf 60 Jahre gemeinsamer Reise durch das Leben darf morgen, Montag, der ehemalige Lehrer Adolf Schendel mit seiner Gattin, Rosalie geb. Follak, in Babiczki bei Konstantynow zurückblicken. Das Jubelpaar wurde am 13. Januar 1876 in Nowosolna getraut, als Adolf Schendel in Grabina Lehrer war. Bald darauf übernahm er dann die Lehrstelle in Grabieniec, Gemeinde Zgierz, gab jedoch nach 15 jähriger Wirksamkeit als Jugendbildner diese Beruf auf, erwarb eine Landwirtschaft und und betätigte sich auch auf völkischen und religiösem  Gebiet als Versammlungshalter sowie als leiter der Spar- und Darlehenskasse. Seit etwa einem Jahrzehnt lebt das Jubelpaar bei seinen Allernächsten, darunter 6 Enkeln und 2 Urenkeln, sondern auch von einem großen Freundenskreife zugeben werden, schließen auch wir uns an. Möge dem greifen Paare, das im Alter von 81 bzw. 82 Jahren steht, ein ruhiger und sonniger Lebensabend beschieden sein!


wtorek, 31 października 2023

Odzierady - Konstantynów - Niemieckie osadnictwo - Cmentarz ewangelicki - Der Heimatbote

 Der Heimatbote - 3/1970

Jeden z rodaków ma szczególne szczęście: trzykrotnie pozwolono mu odwiedzić dawny dom w Łodzi. Był tam w 1961 roku, jedenaście lat po przesiedleniu, następnie w 1964 roku i w październiku 1969 roku. Rozmawialiśmy z naszym przyjacielem z ojczyzny i zapytaliśmy go o jego wrażenia. "Kontrola na granicy pozostała taka sama", powiedział. "Ale w październiku 1969 roku, po dojściu do władzy Willy'ego Brandta, Polacy byli szczególnie przyjaźni, podobnie jak inspektorzy NRD. Prawie przeszli samych siebie w życzliwości i uprzejmości. Pojechałbym ponownie o każdej porze roku, gdyby tylko nie było tak drogo. Dwa razy podróżowałem z biurem podróży Leo Linzer w Ambergu, raz z biurem Fröhlich w Hanowerze. Podróż była udana.

    15 dni pobytu w październiku 1969 r. plus dwa dni podróży kosztowały mnie oczywiście kolejną obowiązkową wymianę 450 DM, co zamieniło się na 2693 złote, do których otrzymałem również bony (bony ORBIS) na 1780 ZI. Do tego dochodzą koszty wizy i podróży".

    Nasz rodak pochodzi z Odzierad, wsi, która w czasach niemieckich nazywała się Goldenau, a od 1946 roku należy do Łodzi. Jego rodzice posiadali tam gospodarstwo rolne. W gospodarstwie mieszka Polak zza Buga, z polskich ziem wschodnich, które zostały przekazane Rosji. Przedstawił się ojcu naszego rodaka: "To ja mam pana gospodarstwo. Kupiłem to gospodarstwo od państwa i jest teraz moją własnością". Ojciec naszego rodaka nadal mieszka w dawnej ojczyźnie, matka pochowana jest w Konstantynowie.

    Dawne niemieckie gospodarstwa wyglądają na dość zniszczone, na przykład majątek Oswalda Stefana, który nadal należy do Odzieradów. Stefan mieszka obecnie niedaleko Kassel. Stodoła w gospodarstwie, które należało do rodziców naszego sołtysa, spłonęła w 1962 roku i do dziś nie została odbudowana. Zboże przechowywane jest w stertach. Jest to 10-hektarowa posiadłość przy Rombiner Straße, która stanowi granicę między Odzieradami a Grabieńcem.

Wciąż Niemcy w Grabieńcu

    Na łódzkim przedmieściu Grabieniec wciąż mieszkają Niemcy. Z kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego, którego budowę forsował kościelny Daniel D. Goltz i którego nie udało się ukończyć - artykuł na ten temat ukaże się w Heimatbote - pozostała tylko pusta przestrzeń. Wszystko z niedokończonego kościoła zostało wywiezione, a cegły użyte do budowy domów. Kościół znajdował się obok szkoły i domu modlitwy, w którym pracował nauczyciel i kantor Theodor Müller. (Grabieniec był kantoratem należącym do parafii zgierskiej. Müller był odpowiedzialny nie tylko za nauczanie do osiemdziesięciu uczniów w dwóch grupach, ale także kierował chórem, prowadził lekcje konfirmacji i niedzielne nabożeństwa oraz popularną szkółkę niedzielną dla dzieci). Szkoła i dom modlitwy są w dobrym stanie. Wysoki dach kryty strzechą został zastąpiony płaskim dachem blaszanym. Drewniany płot, który zbudował nauczyciel Müller, nadal biegnie wokół posesji, a to coś mówi, ponieważ prawie wszędzie brakuje ogrodzeń na dawnych niemieckich posiadłościach. Lipy, które nauczyciel Müller zasadził kiedyś ze swoimi uczniami, stały się w międzyczasie potężnymi drzewami o okazałym obwodzie ...". '

    Protestancki cmentarz jest niestety zaniedbany. Nie odbywają się tu już pogrzeby, zmarłych przenosi się na Kazimierz. Brakuje już okalającego cmentarz muru, pomniki leżą porozbijane, część kamieni wywieziono.

Kościół i cmentarz w Konstantynowie

    Nasz kościół protestancki w Konstantynowie, który w czasach niemieckich nosił nazwę Tühingen, stoi do dziś, jest nawet w dobrym stanie, ale nabożeństw protestanckich już się tu nie odprawia, odbywają się tu raczej zebrania Świadków Jehowy. Kiedyś wierni przyjeżdżali do Konstantynowa z daleka, ale teraz muszą jechać do centrum Łodzi, gdzie w kościele św. Mateusza co niedzielę odbywają się kazania w stylu luterańskim - co prawda po polsku.

"Znałem jeszcze konstancińskiego pastora Leopolda Ganza"- mówi nasz lokalny przyjaciel (ks. Ganz mieszka obecnie w Laupheim, Wirtembergia). '

    Są dobre wieści o cmentarzu w K., który został założony wspólnie przez protestantów i katolików. Pastor Adolf Gloc z kościoła S. Matthäikirche w Łodzi uzgodnił z miejscowym księdzem katolickim, że mur cmentarny, który jest całkowicie zrujnowany od strony miasta, powinien zostać odbudowany z cegły i dachówki, tak aby całość znów sprawiała przyzwoite wrażenie. W tym celu prowadzona jest zbiórka wśród protestantów. Katolicki ksiądz powiedział, że protestanci są tacy sami jak my! Nawiasem mówiąc, katolicka część cmentarza wygląda bardzo schludnie. Z przodu znajdują się dwa pomniki z niemieckimi napisami. Ksiądz Gloc kazał założyć kłódkę na wejściu do protestanckiej części cmentarza, aby krowy nie pasły się na nim latem... Pogrzeby nadal odbywają się od czasu do czasu. Niemka pani Zippel z Konstantynowa, która jest już po siedemdziesiątce, z całych sił opiekuje się poszczególnymi grobami, stara się w miarę możliwości porządkować groby. W K. pozostało tylko kilku Niemców.


Brama wejściowa na dzisiejszy cmentarz ewangelicki.

Jest to cmentarz w Odzieradach koło Nowego Złotna, parafia Konstantynów. Cmentarz ten został założony około 1930 roku przez pastora Lelke z Wolnego Kościoła Luterańskiego. Miejsce spoczynku znaleźli tu protestanci z Wodzierad, Cyganki i Nowego Złotna.


Noch Deutsche in Grabieniec

Im Lodzer Vorort Grabieniec wohnen noch einige Deutsche. Von der Himmelfahrtskirche, deren Bau der Kirchenvorsteher Daniel D. Goltz vorangetrieben hat und die nicht mehr ganz vollendet werden konnte - darüber wird im Heimatboten noch ein Artikel erscheinen - ist nur noch der leere Platz übriggeblieben. Alles von der nicht fertigen Kirche wurde weggeschleppt und die Ziegel zum Häuserbau verwendet. Die Kirche befand sich ja neben dem Schul- und Bethaus, in dem Lehrer und Kantor Theodor Müller gewirkt hat. (Grabieniec war ein Kantorat, das zur Kirchengemeinde Zgierz gehörte. Müller oblag nicht nur der Unterricht an bis zu achtzig Schülern und Schulerinnen in zwei Gruppen, er leitete daneben den Chor erteilte Konfirmandenunterricht und hielt sonntags Lesegottes dienst und für Kinder die so beliebte Sonntagsschule). Das Schul- und Bethaus ist in einem guten Zustand. Das hohe Strohdach wurde durch ein flaches Blechdach ersetzt. Um das Anwesen zieht sich noch der Holzzaun, den Lehrer Müller angelegt hat, und das will etwas heißen, denn sonst fehlen fast überall die Umfriedungen an den ehemals deutschen Besitztümern. Die Linden, die einst Lehrer Müller mit seinen Schülern gepflanzt hat, sind inzwischen mächtige Bäume geworden von einem stattlichen Umfang . . . '

Der. evangelische Kantoratsfriedhof ist leider verwahrlost. Beerdigungen finden hier nicht mehr statt, Tote werden nach Kazimierz überführt. Am Friedhof fehlt bereits die Umfassungsmauer, Denkmaler liegen zerschlagen, Steine wurden zum Teil weggenommen.

Von Kirche und Friedhof in Konstantynow

Unser evangelisches Goteshaus in Konstantynow, das zu deutscher Zeit Tühingen hieß, steht noch, es ist sogar gut in Schuß, doch evangelische Gottesdienste finden hier nicht statt  vielmehr halten die Zeugen Jehovas hier ihre, Versammlungen ab. Einstmals kamen die Gläubigen von weit und breit nach Konstantin, jetzt müssen sie sich ins Lodzer Stadtzentrum begeben, wo in der St. Matthäikirche jeden Sonntag nach lutherischer Art - freilich in polnischer Sprache - gepredigt wird.

"Ich habe noch. den Konstantiner Pastor Leopold Ganz gekannt",

sagt unser Heimatfreund (P. Ganz wohnt heute in Laupheim Württ.). '

Ueber den Friedhof von K., der von Evangelischen und Katholiken gemeinsam angelegt wurde, kann Erfreuliches berichtet werden. Pastor Adolt Gloc von der Lodzer S. Matthäikirche ist mit dem örtlichen katholischen Priester übereingekommen, daß die nach der Stadtseite völlig ruinierte Friedhofsmauer neu angelegt werden. soll, und zwar aus Ziegel und Backstein, damit das Ganze Wieder einen anständigen Eindruck macht. Unter den Evangelischen wird zu diesem Zweck gesammelt. Der katholische Pfarrer sagte, die Evangelischen sind genau solche Menschen wie wir! Der katholische Teil des Friedhofs sieht übrigens sehr ordentlich aus. Vorne erheben sich zwei Denkmäler mit deutscher Inschrift. P. Gloc hat am Eingang zum ev. Friedhofsteil auch ein Schloß anbringen lassen, damit sommers die Kühe nicht wieder drauf weiden ... Beerdigungen werden ab und zu noch vorgenommen. Die deutsche Frau Zippel aus Konstantynow, die schon in den Siebzigern ist, setzt alle ihre Kraft ein, um einzelne Gräber zu pflegen, sie versucht Grabstätten in Ordnung zu bringen, wo es nur möglich ist. In K. sind nur wenige Deutsche zurück ge blieben.


Ein Landsmann hat besonderes Glück: Er durfte bisher dreimal die alte Lodzer Heimat besuchen. Im Jahre 1961 war er drüben, elf Jahre nach seiner Aussiedlung, dann fuhr er im Jahre 1964 wieder und schließlich im Oktober 1969 abermals. Wir sprachen mit unserem Heimatfreund und befragten ihn nach seinen Eindrücken. "Die Kontrolle an der Grenze ist die gleiche geblieben", meinte er. "Im Oktober 1969, nach der Regierungsübernahme durch Willy Brandt, waren die Polen aber besonders freundlich, ebenso die DDR-Kontrolleure. Sie überboten sich nahezu in Freundlichkeit und Zuvorkommenheit. Ich würde zu jeder Jahreszeit wieder fahren, wenn es nur nicht so teuer wäre. Zweimal fuhr ich mit dem Reisedienst Leo Linzer in Amberg, einmal mit dem Büro Fröhlich in Hannover. Bin gut gefahren.

Die 15 Aufenthaltstage im Oktober 1969 zuzüglich zweier Reiseiage kosteten mich natürlich wieder einen Pflichtumtausch von 450 DM, die sich in 2693 Zloty verwandelten, wozu ich noch Bons (ORBIS-Gutscheine) für 1780 ZI. erhielt. Visa- und Fahrtkosten kommen hinzu."

Unser Landsmann stammt aus Odzierady, ein Dorf, das zu deutscher Zeit Goldenau hieß und seit 1946 zu Lodz gehört Seine Eltern besaßen dort einen Bauernhof. Auf dem Hof sitzt ein Pole von jenseits des Bug, einer aus den an Rußland abgetretenen polnischen Ostgebieten. Er hat sich dem Vater unseres Landsmannes vorgestellt: "Ich bin derjenige, der eure Landwirtschaft hat. Ich habe diese Wirtschaft vom Staat gekauft und sie ist jetzt mein Eigentum." Der Vater unseres Landsmannes wohnt noch in der alten Heimat, die Mutter ist in Konstantynow begraben.

Die ehemals deutschen Höfe sehen recht verfallen aus, zum Beispiel das Anwesen des Oswald Stefan, das noch zu Odzierady gehört. Stefan wohnt heute bei Kassel. Auf dem Hof, der den Eltern unseres Ldm. gehörte, ist schon 1962 die Scheune abgebrannt und bis heute nicht wieder aufgebaut worden. Das Getreide wird in Schobern gelagert. Es handelt sich um ein 10 Hektar großes Anwesen an der Rombiner Straße, die die Grenze zwischen Wodzierady und Grabieniec bildet.


wtorek, 18 października 2022

Cmentarze ewangelickie - Łódź - Konstantynów - Pabianice - Heimatbote - 11/1957

 

Źródło: Heimatbte 11/1957

W Łodzi - zagrożenia gangu i kradzieże

Rodak, który jakiś czas temu był w Łodzi, pisze:

     "Podczas pobytu w Łodzi naturalnie odwiedzałem nasze cmentarze. Kiedy odwiedziłem stary cmentarz protestancki, kilku mężczyzn pracowało przy nowo postawionym murze ogrodzeniowym. Szedłem szeroką ścieżką, która prowadzi do kaplicy Scheiblera - zauważyłem, że mężczyźni spojrzeli na mnie ze zdumieniem i spuścili głowy. Pomyślałem, no cóż, co jest we mnie takiego wyjątkowego - -  Kiedy wróciłem, robotnicy znów patrzyli na mnie bardzo uważnie - było wcześnie rano. Potem poszedłem na cmentarz katolicki i tam polscy ogrodnicy powiedzieli mi, że na cmentarzu protestanckim grasują bandy, które były w Kaplicy Scheiblera. Policja wielokrotnie próbowała złapać złodziei, ale bez skutku. Nikt nie odważy się wejść na cmentarz sam, gdyż zdarzały się już napady na zwiedzających w biały dzień. Sprawcy znikają bez śladu, bo zasłaniają ich wysokie chwasty i podszycie. - Wtedy zrozumiałem, dlaczego robotnicy patrzyli na mnie, pewnie z powodu mojej nieustraszoności. 

     Nie tylko na cmentarzu protestanckim, ale także na katolickim zdarzały się włamania. Od północnej strony widziałem dziurę w ścianie krypty "Grobu rodzinnego Rapackich", przez którą weszli złodzieje. Nie udało im się to jednak, ponieważ trumny nadal znajdują się pod ciężką płytą, więc nie jest łatwo się do nich dostać. 

     Smutno wygląda też cmentarz w Wiznerze*. Tylko kilka grobów nie jest zaniedbanych - mieszkający tam jeszcze krewni utrzymują je w porządku. 

     Przez cmentarz ma przebiegać droga i z tego powodu wzdłuż wschodniego muru wykarczowano szeroki pas. Krewni z tamtejszych grobów zostali poproszeni o udział w ponownym pochówku. Przeniesienie odbyło się na koszt miasta, a trumny przekazano bezpłatnie. Przeniesiono również grób mojej prababci - tam, gdzie nie było krewnych, kości umieszczono w trumnach i pochowano w dużym zbiorowym grobie". K. K.

W Konstantynowie - Prawie nie widać zabytków.

Rodak, który pozostał w Polsce, relacjonuje: 

     "Cmentarz w Konstantynowie przedstawia smutny obraz. Zapewniam, że mało który z tamtejszych grobów jest zadbany, jedynie te, po których pozostali krewni. Większość pomników jest ledwo widoczna od zarośli, zielonego mchu, zdjęcia w większości rozbite, i nie tylko zdjęcia, nawet kamienie, którymi obłożone są groby. Będąc ostatnio na cmentarzu, stanęłam przy grobowcu, który został rozbity na 8 kawałków. Poskładałem kawałki z pomocą innych, ale z największym wysiłkiem; musiałem się tylko dziwić sile i wysiłkowi, jaki włożono w rozbicie kamienia, bo był to ciężki kamień i cement. Jak wielka musiała być nienawiść, która nie zatrzymała się nawet na zmarłych na świętej ziemi! - Inny przypadek na koniec:

     Na końcu cmentarza leży grób 19-letniego poległego żołnierza, który został odznaczony Krzyżem Rycerskim. Aż żal na to patrzeć! Piękny pomnik z białego marmuru postawiony przez jego rodziców tutaj z Rzeszy został rozwalony i wrzucony do studni. - Częściowo uszkodzone zostały również piękne płyty z czarnego marmuru. - Co jeszcze chciałbym powiedzieć: Groby Niemców, którzy zginęli w latach 1945/46, są mało widoczne, bo Niemców chowano wtedy bardzo biednie, bez kopca.

W Pabianicach - pochowano 800 niemieckich żołnierzy

     Przybysz z Pabianic potwierdził, że cmentarz ewangelicki w Pabianicach również wyglądał na opustoszały, gdy młodzi członkowie zboru nieco go uporządkowali, ale jednocześnie podał miłą informację, że na cmentarz przywieziono ciała niemieckich żołnierzy z pól wokół miasta, około ośmiuset. Polski pastor protestancki Wendt zwrócił się z tą prośbą do władz, a te zgodziły się, pod warunkiem, że zostanie to wykonane z własnych środków. Przecież ona dostarczała samochody. W miarę możliwości niemieccy parafianie zabrali zmarłym książeczki żołnierskie i nieśmiertelniki, a także sporządzili listę, która przy dobrej okazji ma być przewieziona do Republiki Federalnej, aby wreszcie dać krewnym poległych pewność, choć smutną. . .. .

     Na pytanie, czy stare groby zostaną zachowane, informator powiedział: "Oszczędzamy stare groby. Ponieważ jest wystarczająco dużo miejsca, tak mało jest pochowanych". - Ale to nic dziwnego, gdy zbór protestancki, podobnie jak w innych miejscach w centralnej Polsce, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej się kurczy na skutek wyjazdu Niemców z kraju!


                                   Auf Friedhöfen der Heimat heute.

Wizner* - Źródło: Polska Niezwykła.pl

Cmentarz usytuowany był między dzisiejszymi ulicami: Piękną, Rejtana, Felsztyńskiego (d. ul. Wiznera) i Al. Politechniki. Funkcjonował od 1898 r. do lat 50-tych XX wieku. W roku 1983 cmentarz zlikwidowano. Szczątki ekshumowano i przeniesiono na cmentarz przy ulicy Sopockiej. Od roku 2005 na tym terenie funkcjonuje park. Pamiątkami przypominającymi, że kiedyś był to cmentarz, są: brama wejściowa, neogotycki dom ogrodnika i lapidarium stworzone z nagrobków znalezionych podczas prac porządkowych. Między drzewami, pośród wijącego się bluszczu i rosnącej trawy można znaleźć fragmenty pomników - obramowania grobów i cokoły.

Warto wiedzieć:

Pierwotnie grunty na których powstał cmentarz znajdowały się we wsi Rokicie Stare. Należały one do Stanisława Wiznera i Karola Fryderyka Zechlina. Na drodze licytacji z dnia 3.01.1899 właścicielem gruntów  została parafia ewangelicko-augsburska św. Jana Ewangelisty.

In Lodz - Bandenunsicherheit und Diebstähle

Eine landsmännin, die vor einiger Zeit in Lodz war, schreibt:

,.Während meines Aufenthaltes in Lodz besuchte ich natürlich auch unsere Friedhöfe. Als ich den alten evangelischen Friedhof beirat, arbeiteten einige Männer an der Zaunmauer, welche neu errichtet wurde. Ich ging den breiten Weg, der zu Scheiblers Kapelle führt, hinunter - mir fiel dabei auf daß die Männer mich sehr erstaunt anschauten und die Köpfe zusammensteckten. Ich dachte, na, was gibts denn da an mir besonderes zu sehen - - -. Als ich zurückkam, schauten die Arbeiter wieder besonders aufmerksam nach mir hin - es war in den frühen Vormittagsstunden . Anschließend ging ich auf den katholischen Friedhof und da erzählten mir polnische

Gärtner, daß auf dem evangelischen Friedhof Banden grassieren und sich in der 

 Kapelle von Scheiblers aufhalten. Die Polizei habe schon wiederholt versucht, die Diebe zu fassen, jedoch ohne Erfolg. Keiner wagt allein den Friedhof zu betreten, da am hellen Tag schon Überfälle auf Besucher stattfanden. Die Täter verschwinden spurlos, da das hohe Unkraut und Gestrüpp sie decken. - Da ging mir nun ein Licht auf, weshalb die Arbeiter mich so anstaunten, wahrscheinlich wegen meiner Unerschrockenheit. 

Nicht nur auf dem evangelischen, sondern auch auf dem katholischen Friedhof geschehen Einbrüche. Ich sah in der Mauer der Gruft "Grob rodzinny Rapackich" von der nördlichen Außenseite ein Loch, wo die Diebe eingedrungen waren. Sie hatten aber keinen Erfolg, da die Särge erst noch unter einer schweren Platte stehen, also nicht einfach ranzukommen ist. 

Auf dem Friedhof an der Wiznera sieht es auch traurig aus. Es sind nur einzelne Gräber, die nicht verwahrlost sind - noch dort lebende Angehörige halten sie in Ordnung. 

Eine Straße soll durchgezogen werden und aus diesem Anlaß wurde an der östlichen Mauer entlang ein breiter 'Streifen freigemacht. Die Angehörigen der dort sich befindenden Gräber wurden aufgefordert, an der Umbestattung teilzunehmen. Die Umlegung wurde auf Kosten der Stadt, durchgeführt. auch die Särge dazu kostenlos verabfolgt. Das Grab meiner Großtante wurde auch umgelegt - wo keine Angehörigen waren, wurden die Gebeine jeweils in Sarge gelegt und in einem großen Massengrab bestattet.". K. K.

In Konstantynow - kaum Denkmäler sichtbar

Eine in Polen gebliebene Landsmännin berichtet: 

"Der Friedhof in Konstantynow bietet ein trauriges Bild. Ich. kann Ihnen versichern, daß dort kaum einige Gräber gepflegt sind, es sind dann solche, deren Angehörige dageblieben sind. Die meisten Denkmäler sind vor Überwucherung kaum sichtbar, grün bemoost, die Bilder größtenteils zertrümmert, und nicht nur die Bilder, sogar die Steine, mit denen die Gräber bedeckt sind. Als ich letztens auf dem Friedhof war stand ich an einem Grobe, dessen Deckstein in 8 Teile zertrümmert war. Ich legte die Teile mit Hilfe anderer zusammen, aber mit größter Anstrengung; ich mußte mich nur wundern, was für Kraft und Mühe man aufgewendet hat, den Stein zu zerschlagen, denn das war doch schwerer Stein und Zement . Wie groß mußte der Haß sein, der selbst vor Toten auf heiligem Acker nicht haltmachte ! - Ein anderer Fall: Am Ende des

Friedhofs liegt das Grab eines 19jährigen gefallenen Soldaten, Träger des Ritterkreuzes. Es ist ein Jammer, es zu sehen! Das wunderschöne, von den Eltern hier aus dem Reich gesetzte Denkmal aus weißem Marmor ist auseinandergeschlagen und in den zunächst liegenden Brunnen geworfen worden. - Auch sind schöne schwarze Marmortafeln teilweise beschädigt. - Was ich Ihnen noch mitteilen möchte: Die Gräber von 1945/46 verstorbenen Deutschen sind kaum zu sehen, denn die Deutschen wurden damals ganz armselig begraben, ohne Hügel.

In Pabianice - 800 deutsche Soldaten beerdigt

Hn Besucher aus Pabianice bestätigte wohl, daß auch der evangelische Friedhof in Pabianice wüst aussah, his junge Gemeindeglieder etwas Ordnung schafften, machte aber gleichzeitig die erfreuliche Mitteilung, daß seinerzeit aus den Feldern der Umgegend der Stadt die Leichen der deutschen Soldaten auf den Friedhof gebracht worden sind, achthundert ungefähr. Der polnisch-evangelische Pfarrer Wendt hatte das Gesuch an die Behörde gerichtet, und diese stimmte zu, wenn es mit eigenen Mitteln geschehe. Sie stellte immerhin Autos. Von deutschen Gemeindegliedern wurden den Toten, soweit es möglich war, Soldbuch und Erkennungsmarke abgenommen und auch eine Liste angelegt, die bei guter Gelegenheit in die Bundesrepublik gebracht werden soll, um den Angehörigen der Gefallenen endlich eine, wenn auch traurige Gewißheit zu geben. . .. .

Zur Frage, ob die alten Grabstätten erhalten bleiben, meinte der Gewährsmann: "Wir schonen die alten Gräber. Denn es ist Platz genug, es wird so wenig beerdigt." - Das ist aber auch kein Wunder, wenn die evangelische Gemeinde, ebenso wie in anderen Orten Mittelpolens, infolge Ausreise der Deutschen, von Monat zu Monat mehr und mehr zusammenschrumpft!


Wizner* - Quelle: Polska Niezwykła.pl

Der Friedhof befand sich zwischen den heutigen Straßen Piękna, Rejtana, Felsztyński (ehemalige Wizner-Straße) und Politechniki-Allee. Es war von 1898 bis in die 1950er Jahre in Betrieb. Im Jahr 1983 wurde der Friedhof aufgelöst. Die sterblichen Überreste wurden exhumiert und auf den Friedhof in der Sopocka-Straße gebracht. Seit 2005 gibt es auf dem Gelände einen Park. Das Eingangstor, das neugotische Gärtnerhaus und ein Lapidarium aus Grabsteinen, die bei Reinigungsarbeiten gefunden wurden, erinnern daran, dass dies einmal ein Friedhof war. Zwischen den Bäumen, inmitten des sich schlängelnden Efeus und des wachsenden Grases, finden sich Fragmente von Denkmälern - Grabeinfassungen und Sockel.


Wissenswertes:


Ursprünglich befand sich das Grundstück, auf dem der Friedhof angelegt wurde, im Dorf Rokicie Stare. Sie gehörten Stanisław Wizner und Karol Fryderyk Zechlin. Durch Versteigerung am 3.01.1899 wurde die Evangelisch-Augsburgische Kirchengemeinde St. Johannes der Evangelist Eigentümer des Grundstücks.

niedziela, 10 lipca 2022

Brzeźnica - Konstantynów - Pinki Dworskie - Kleszczów - Kościół ewangelicki - Składka posiłkowa - 1925

 Następny materiał, nie mniej ciekawy niż poprzednie przesłany przez Stasia Hejaka z taka informacją: 

Przesyłam kompletny rok 1925 dotyczący kleszczowskiej parafii EA. Obszar i zasięg mogą zrobić wrażenie. Od gminy Brzeźnica poprzez rejon Szczercowa, Kamieńska i Gorzkowic. Ówczesna gmina Brudzice  obejmowała do 1951 roku : Faustynów, Aleksandrów, Bogumiłów i Karolów należące od 1951 do Gminy Kleszczów. Taki dziwny podział zaistniał ok. połowy XIX wieku. Te wioski stanowiły własność szlachecką dziedzica zamieszkałego we dworze Chorzenice w pobliżu  Sulmierzyc. Nazywane przez miejscową ludność "wyspą" a formalnie stanowiły enklawę Gminy Brudzice.

Rok kalendarzowy 1925 w kleszczowskiej parafii EA. ,w nim 409 pozycji z gminy Kleszczów(Kucowa, Folwarku, Gadki, Stawku, Rogowca, Żłobnicy, Łuszczanowic, Aleksandrowa), z gminy Brudzice (Faustynowa, Bogumiłowa, Karolowa, Krzywanic, Janowa, Huty), gmina Dobroszyce (Borowa), gmina Kluki (Trząs, Ochodza, Żar, Grafenort, gmina Chabielice (Kamień, Puste Huby, Leśniaki, Stanisławów, Tatar, Nowy Świat, Pawlów), gmina Dzbanki (Andrzejów).

Nowa Brzeźnica – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie pajęczańskim, w gminie Nowa Brzeźnica, nad Pisią. Siedziba gminy Nowa Brzeźnica. Dawniej miasto; uzyskała lokację miejską w 1287 roku, zdegradowana w 1870 roku. Wikipedia

Konstantynów – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie pajęczańskim, w gminie Nowa Brzeźnica. W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa częstochowskiego. Sołectwo obejmuje przysiółek Pieńki Dworkowskie. Szlacheckie rodziny z Konstantynowa: Kowalscy, Kościelni, Jamrozik. Wikipedia

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ich lade hier das komplette Jahr 1925 für die EA-Gemeinde Kleszczów hoch. Die Fläche und die Reichweite können beeindruckend sein. Von der Gemeinde Brzeźnica durch das Gebiet von Szczerców, Kamieńsk und Gorzkowice. Zur Gemeinde Brudzice gehörten damals: Faustynów, Aleksandrów, Bogumiłów und Karolów, die seit 1951 zur Gemeinde Kleszczów gehören. Diese merkwürdige Spaltung trat um die Mitte des 19. Jahrhunderts auf. Diese Dörfer gehörten einem Adeligen, der auf dem Gut Chorzenice bei Sulmierzyce lebte. Sie wurden von der lokalen Bevölkerung als "Insel" bezeichnet und bildeten formal eine Enklave der Gemeinde Brudzice.

Das Kalenderjahr 1925 in der Gemeinde Kleszczów EA. darin 409 Einträge aus der Gemeinde Kleszczów (Kuców, Folwark, Gadka, Stawek, Rogowiec, Żłobnica, Łuszczanowice, Aleksandrów), aus der Gemeinde Brudzice (Faustynów, Bogumiłów, Karolów, Krzywanice, Janów, Huta), Gemeinde Dobroszyce (Borowa), Gemeinde Kluki (Trząs, Ochodza, Żar, Grafenort, Gemeinde Chabielice (Kamień, Puste Huby, Leśniaki, Stanisławów, Tatar, Nowy Świat, Pawlów), Gemeinde Dzbanki (Andrzejów).

Nowa Brzeźnica - ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódzkie, Landkreis Pajęczański, Gemeinde Nowa Brzeźnica, am Fluss Pisia. Es ist der Sitz der Gemeinde Nowa Brzeźnica. Ehemalige Stadt; erhielt 1287 das Stadtrecht, 1870 degradiert. Wikipedia

Konstantynów - ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódzkie, Kreis Pajęczański, in der Gemeinde Nowa Brzeźnica. In den Jahren 1975-1998 gehörte das Dorf verwaltungstechnisch zur Woiwodschaft Częstochowa. Das Dorf umfasst den Weiler Pieńki Dworkowskie. Adelige Familien aus Konstantynów: die Kowalscy, die Kościelni, die Jamrozik. Wikipedia

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

I am uploading the complete year 1925 concerning the EA parish of Kleszczów. The area and range can be impressive. From the municipality of Brzeźnica through the region of Szczerców, Kamieńsk and Gorzkowice. The municipality of Brudzice at that time included: Faustynów, Aleksandrów, Bogumiłów and Karolów belonging to the Kleszczów municipality since 1951. This strange division occurred around the middle of the 19th century. These villages were the property of a nobleman living in the manor of Chorzenice near Sulmierzyce. They were called an "island" by the local population and formally constituted an enclave of the Municipality of Brudzice.

The calendar year 1925 in the parish of Kleszczów EA. in it 409 entries from the municipality of Kleszczów (Kuców, Folwark, Gadka, Stawek, Rogowiec, Żłobnica, Łuszczanowice, Aleksandrów), from the municipality of Brudzice (Faustynów, Bogumiłów, Karolów, Krzywanice, Janów, Huta), Dobroszyce commune (Borowa), Kluki commune (Trząs, Ochodza, Żar, Grafenort, Chabielice commune (Kamień, Puste Huby, Leśniaki, Stanisławów, Tatar, Nowy Świat, Pawlów), Dzbanki commune (Andrzejów).

Nowa Brzeźnica - a village in Poland located in Łódzkie Voivodeship, Pajęczański County, Nowa Brzeźnica Municipality, on the Pisia River. It is the seat of the municipality of Nowa Brzeźnica. Formerly a town; it was granted a town charter in 1287, demoted in 1870. Wikipedia

Konstantynów - a village in Poland located in Łódzkie Voivodeship, Pajęczański County, in the municipality of Nowa Brzeźnica. In the years 1975-1998 the village administratively belonged to Częstochowa Province. The village includes the hamlet of Pieńki Dworkowskie. Noble families from Konstantynów: the Kowalscy, the Kościelni, the Jamrozik. Wikipedia

Źródło: Archiwum Państwowe Piotrków

L.p.

Nazwisko imię

kontrybuenta


Wieś

Gmina

Sposób utrzymania się lub majętność

Opłata

na kościół

443

Galzter Filip

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 26

13

444

Hauser Henryk

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 19

9,50

445

Rechziegler Dawid

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 13

6,50

446

Hauser Gottlieb

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 13

6,50

447

Majer Marcin

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

448

Majer Gottlieb

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

449

Majer Edward

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 4

2

450

Gering Marcin s. Marcina

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

451

Gering Gottlieb s. Marcina

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 2

1,20

452

Gering Jan s. Adama

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -30

15

453

Gering Mateusz

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -13

6,50

454

Gering Jan

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -13

6,50

455

Gering Jan s. Filipa

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -19

9,50

456

Gering Jan s. Jakóba

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -6

3

457

Gering Filip s. Jakóba

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -6

3

458

Gering Mateusz s. Marcina

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -6

3

459

Gering Marcin s. Mateusza

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -8

4

460

Reich Henryk

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik -6

3

461

Reich Fryderyk

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 9

4,50

462

Gering Marcin s. Jana

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 13

6,50

463

Majer Marcin

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 13

6,50

464

Majer Juliusz

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 19

9,50

465

Wagner Gottlieb

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 19

9,50

466

Hauser Heinrich s. Adama

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

467

Hauser Jan s. Marcina

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 13

6,50

468

Gering Marcin

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

469

Reich Gottlieb

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 9

4,50

470

Folgort Marcin

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 32

16

471

Gering Gottlieb s. Apolonji

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

472

Gering Apolonja

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

473

Hauser Jan s. Henryka

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

474

Saleter Adam

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

475

Saleter Mateusz

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 6

3

476

Hauser Jan s. Apolonji

Brzeźnica

Konstantynów

Rolnik - 13

6,50

477

Gering Jan

Brzeźnica

Pinki – Dw.

Rolnik - 5

2

478

Gering Jan I

Brzeźnica

Pinki – Dub.

Rolnik - 8

4

479

Gering Jan II

Brzeźnica

Pinki – Dub.

Rolnik - 6

3

480

Reich Jan

Brzeźnica

Wola Jank.

Rolnik - 6

3

481

Hauser Juliusz

Brzeźnica

Grabiec

Rolnik - 5         2