Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prokuratura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prokuratura. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2022

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Judaika - 1949 - cz.6

 

                                  LISTA PERSONALNA DO MOICH SPRAW.

1/. Przyjaciel adwokat Aleksander R....c  sama Pani wie kto to jest: może porządny człowiek, może kanalia, może i szubrawiec /przepraszam Pani czułe ucho/..

2/. Adwokat Bernard B...a, sklejony z tymże R. , delikatnie powiedziawszy, syndelikonem, emanowanym przez "wysokie morale" R.. Pewno może nawet "kapo" obozowy, ale bez świadków.

3/. Adwokat maria Ł...a /dawniej mi przyjazna/, sklejona z nimi tym samym i może jeszcze czym innym. przecie opłaci się z takimi, co to w piłkę nożną i polityczną jednocześnie - w jednej drużynie grywali.

P.s. Na wyjezdnem a Łodzi jeden z notariuszów - poufnie, jako zastrachany przez reżim słaby człowiek - opowiedział mi następującą anegdotę w związku z moją sytuacją. - Adwokaccy i sędziowscy prawnicy sanacyjni przed wojną już nie podawali panu /znaczy mnie/ ręki, gdyż zbyt mocno bronił pan prawników żydów. Ci sami zgłaszali - też przed wojną - pretensje do adwokata Jerzego W łódzkiego /jest jeszcze adwokat Jerzy W...o. w Radomsku/, że obcuje przyjacielsko z R...m i innymi kolegami, pochodzenia żydowskiego. Zgadza się, czy nie? Obecnie, powiedział, mój rozmówca, faszyści żydowscy z łódzkiej Palestry / ze zmarłym nagle - może za mnie - adwokatem Z,, jako delegatem/ wyrażają zdziwienie, iż tenże adwokat R....c, jako "szara eminencja dopuszcza do zbytniej konfidencji i nawet faworyzuje /urzędowy mecz/ tegoż Jurka W. - Tutaj muszę zauważyć, że kochany Oleś R....c  w 1945 roku - gdy zjechała do niego żona W...o. z obozu, głodna i obdarta / jeszcze Jurek nie powrócił/ - zżymał się i klął do mnie, chociaż masy na volksdeutschach zarabiał, że musi wiele wydawać na żywienie, ubranie itp. tej Jurka żonie. Zeznam to pod przysięgą.

4/. Adwokat Edmund M....i , zdawałoby się, poważny i solidny i mój rówieśnik. Tymczasem ten, o mentalności carskiego oficera sprzed pierwszej wojny światowej, woli podrygiwać koło "szarej eminencji" R., niż pomyśleć o tym, że jest skończoną świnią wobec mnie, obecnie pyłka.

5/. Adwokat Henio F...n, też dawny i oddany przyjaciel, obecnie taka sama nikła świnka.

6/. Adwokat B...g zaistniał jako ministerialny dygnitarz i należy mu się, przecie był zdolny i przed wojną. Kocha bardzo swoją jedynaczkę córkę - też w porządku. Tylko dlaczego dopuszczał w 1945 roku, aby przebywała w deprawującym towarzystwie R...a Pamięta Pani w Grand Hotelu w 1945 roku - siadywała z nami na sali przy wieczornym posiłku. Pewnie dlatego, że zaprzyjaźnił się - pewno niesłusznie - po wojnie z R...m - nie odpowiedział mi na list, chociaż też przed wojną  podobne jak należy oceniał mnie.

7/. Pierwszy mój aplikant łódzki K...l, obecny prokurator, major wojskowy, urzędujący na kolei. Przyjął mnie wybitnie życzliwie i po przyjacielsku, gdy odwiedziłem go w moich tarapatach. Opowiedział mi, że również ma zatargi z Z...m - na tle przypisania do adwokatury ma wszelki wypadek. Obiecał udzielić mi pomocy, liczyłem na nią i wówczas nie zamierzałem opuścić łodzi i rujnować się do dna materialnie. Jednak - widocznie namówiony, znów zastraszony - i on zrezygnował i piłatowo umył ręce.

8/. Adwokat Aspis P...i , nawet komunista. przed wojną też znał mnie "dobrze". Gdy zwróciłem się do niego przy pomocy pułkownika Logi S...o, ówczesnego  I-go sekretarza W.K.P.P.R. w Łodzi, pomógł trochę formalnie, chociaż obiecywał przez telefon wiele. Wreszcie i on zastraszony przez powojenny faszyzm, chociaż komunista, zląkł się różnych pleców: nawet odmówił widzenia się ze mną. Proszę ich wszystkich powstydzić ode mnie - i podziękować za moje przedwojenne wyczyny dla nich.

    Na tych przykładach zakończę tą niezbyt "etyczną litanię", chociaż brak mi jeszcze wielu dawnych przyjaźniących się ze mną "izraelitów", obecnych senatorów sui generis, Łódzkich  senatorów, rdzennych "polaków" w litanii nie umieszczam. Jako kanalia - nawet z wyglądu i kryminalnych spraw, które im wytaczają. Większość na szczęście - nie wpada, chociaż powinni.

    W 1945 r. przyjechał z Częstochowy do mnie przedwojenny mój klient, zamożny włąściciel nieruchomości /nazwiskiem Kaliski/, gdzieś cudem ocalały. telefonował, że ma prywatną sprawę, że mu jednak ktoś w mieście zdążył wyjaśnić, że jestem już do niczego itp.., więc zastanowi się. Miał mnie odwiedzić, widocznie mu nie dali. Opajęczyli jak wielu innych ludzi dobrodusznych szeptanymi niedomówieniami. Jak zamierzali opajęczyć do dna i mnie samego.  - To też tylko łódzki fragment.

    W nowoczesnym sądownictwie Łodzi zaistniał po wojnie młody przybysz. Zaistniał on i w moich sprawach - ale dwulicowo. Zostawił mi w tym przedmiocie - po drodze swych czynności - aż dwa poważne dowody rzeczowe, jako - przepraszam - małointeligentny i słaby prawnik, skoro te dowody zostawił. Słaby prawnik widocznie i dlatego, ze prawo studiował bez etyki. Większość to czyniła i przed wojną i w wielu zawodach. Dlatego też za czasów sanacji i wyłącznie prawdziwi inteligenci posiadali etykę.. Posiadali ją również robotnicy, mało stykający się poza swą pracą z tzw. inteligencją, oraz chłopi z dalekich wsi, mało rozumiejący zepsucie miast. - Młodzieniec powyższy zdradził mnie haniebnie i brzydko. Zdekonspirował go poważny partyzant leśny i sekretarz ówczesny /1947r./ W.K.P.P.R. w Łodzi pułk. Loga S...i., do którego sztabu wcisnął się ten młodzian, jako prawnik.

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1949 - cz.5

 

    Pamięta pani i Olesia K. , który wyrósł ponad Jurka R./jako jego prototyp/ do ławy uniwersyteckiej. Ten znów doprowadził swego ojca, naszego świetlanego mecenasa Piotra K. , do samobójstwa na schyłku jego lat. Przecie ten Oleś na seansach rozwydrzonej międzynarodowej finansjery łódzkiej występował zarobkowo – publicznie. Niemiaszki oszczędzali wyjazdów do Berlina i Paryża. Inni znów przywozili stamtąd Olesiowi – wzory.

    Podobno obu – po wykorzystaniu, jako donosicieli – zakatrupiło Gestapo poza gettem w Warszawie. I słusznie.

    Proszę Koleżanki, nasz wspólny /Pani kolega, mój ekskolega/ sławny Oleś R. , obecnie B., - jest tamtych kwiatuszków tylko rodzajowym odchyleniem. Jest 0n – bezwzględnie typem kryminalnym, po prawniczemu maskujący się, salonowy tulipan, jeżeli chodzi o przyrównanie do kwiatów. Nie wiem czy na pani – jego pajęcze ofiary. Mógłbym wyliczyć z 10, a było ich u tego łódzkiego Landru więcej. Były podobno i takie, które jemu płaciły: K. i jej „Grand Hotel”. A kto zmarnował żonę prokuratora „X”. W mojej obecności w 1939 roku prokurator S. telefonował do prokuratora apelacyjnego w Warszawie, aby zabrał z powrotem – „X” do Łodzi, gdyż dzieją się gorszące fakty „towarzyskie” i kryminalne w urzędowaniu – z powodu niejakiego adwokata R. który opętał i swego kolegę i jego żonę, o którego to adwokata inne walory zapytywał wówczas S. mnie, jako przyjaciela, poinformowanego w adwokackim pogłowiu Łodzi. A kto wykończył tę młodą żonę swego kolegi, może i lekkomyślną niewiastę, w Warszawie podczas okupacji – gdy mąż jej siedział w oflagu. A na moje pytanie w 1945 roku oświadczył tenże R., że „X” zerwał z żoną po wojnie, gdyż puściła się z Niemcami. Może i puściła się – ale kto ją do tego doprowadził? A kto zmarnował stryjeczną siostrę mego przedwojennego aplikanta Tadeusza M., Panią „Y”, którą Pani w 1945 widywała w Grand Hotelu w towarzystwie tegoż R. i moim, której przed 12-15 laty Oleś obiecywał małżeństwo. Rozwiodła się dla niego – a po wojnie, będąc zmarnowana przezeń do reszty, w 1947 roku została uratowana przez swego brata, który zabrał ją do Buenos-Aires, a „kochany Olek” mógł najchętniej do uzyskania wiz, jako zaistniały po wojnie w Łodzi – pod nazwą „szarej jej eminencji”. Wstydzilibyście się czegoś podobnego: koleżanki i koledzy. Czy tak jeszcze jesteście przerażeni wojną?. Jeżeli Pani nie zna tej historii z piękną panią „Y” – proszę rozmówić się chociażby przez telefon z siostrą zamordowanej w getcie warszawskim mego Tadzia M. i przyjaciółkę mojej zamordowanej w getcie łódzkim sekretarki  Majorkiewiczówny – Inki Miller / ul. Żeromskiego 77 m.14./ Mógłbym wiele podobnych historyjek o „pięknym Olku” / troglodycie moralnym/ opowiedzieć – ale po co!

     Wystarczy jeżeli chodzi o mnie – treść akt N.I ds. ……/46 prokuratury w Łodzi i 38 stronicowy mój pozew, z listą świadków na razie 70 osób z różnych zawodów, „klas”, „sfer”. Przecie tenże Olek sprawy moje zainicjował, ten przyjaciel przedwojenny i powojenny z Grand Hotelu, co Pani sama w 1945 r. zaobserwowała.

     Pozew rzeczony znajduje się obecnie w Sądzie Grodzkim w Łodzi od końca listopada 1948 r.  Do tego czasu – od 4.10 do 18.11.1948 r. – znajdował się jako N.C…../48 w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Listem prywatnym  wiceprezes Świderski /został mi uczciwie wiernym/ - pouczył mnie o mankamentach pozwu, przecie już wiele przepisów zapomniałem. A następnie zwrócił mi ten pozew /o cofnięcie darowizny z art. 366 K.Z./ drogą urzędową. I natychmiast uzupełniwszy i poprawiwszy przesłałem do Sądu Grodzkiego w Łodzi. Prezes Świderski również jest na liście świadków. Nawet wolę, aby w początkowym stadium proces ten był prowadzony w Sądzie Grodzkim: publiczne badanie świadków. Jeżeli pozwany prok. K. nie przyzna, jako strona, jego zasadniczej treści, względnie nie zgodzi się na wspólnym ze mną podaniu, pozew zawiesić. Wszystkie odnośne warunki posiada u siebie D, , Jeżeli K. zechce – może nawet upoważnić D., aby został jego pełnomocnikiem w tej cywilnej sprawie, chociaż Zygmuś w ostatnim liście nadmienił mi, iż on spraw cywilnych nie prowadzi.

    Pani Halino, zwracam się do Pani, jako do tej, którą przed wojną uważałem z wybitna etyczną w naszym zawodzie. Ponieważ jest Pani może aż zanadto subtelną – a więc lękliwą – radzę przed udzieleniem mi odpowiedzi odmownej / bardzo byłoby mi ciężko moralnie/ dobrać do pomocy którąś z koleżanek / tylko koleżanek/ bardziej bojowych i mnie przychylnych, może jedna znajdzie się jeszcze, aby nie Marysia L. , która zdradziła mnie z tymże R. w 1947r.. Bardzo mnie to bolało i proszę jej to wyraźnie powiedzieć, ja nic nie ukrywam: moje karty są czyste. Następnie proszę przeczytać pozew w Sądzie Grodzkim – załączam pełnomocnictwo. Załączam również pełnomocnictwo do czytania akt I Ds…./46. Prokuratury Sądu Okr. w Łodzi. Ewentualnie proszę zabrać odpis pozwu od Zygmusia D. i w tym przedmiocie załączam pełnomocnictwo. Osobiście posiadam w domu jeszcze tylko jeden odpis i nie chciałbym wyzbyć się go, gdyż postanowiłem wkrótce odbić ze 100 egzemplarzy na powielaczu, aby rozesłać do odpowiednich osób i instytucji. Poza tym jeden odpis od 3 miesięcy znajduje się w Nadzorze Prokuratorskim Ministerstwa Sprawiedliwości. Gdy Pani załączy oficjalnie pełnomocnictwo do pozwu w Sądzie Grodzkim i zacznie koło niego trochę „chodzić” – odnoszę wrażenie iż czynności te zdopingują „bandę”, aby załatwić moje sprawy i zawieszenie tegoż pozwu na warunkach, posiadanych przez D.. Również chciałbym, aby Pani zgodziła się – jako moja pełnomocniczka – zaopiekować się większym kompleksem majątkowych spraw rodziny Jarocińskich, zamieszkujących od dawna w Paryżu, których jestem generalnym pełnomocnikiem i w sprawie których – jeden z nowoczesnych adwokatów łódzkich z Małopolski wiózł dla mnie pilny list z Paryża do Łodzi samolotem aż 4 miesiące. Następnie list ten, ma się rozumieć otwarty, nadesłał mi pocztą na Julianów – i uśmiał się w telefon, gdy zapytywałem o przyczynę tak późnego doręczenia listu – już po depeszy i innym liście Jarocińskich. Nawet nie dostał dyscyplinarki. Troche to wstyd dla powojennej nowoczesnej adwokatury. Nazwisko rzeczonego adwokata znajduje się w aktach tejże sprawy I DS..../46. A jednak Jarocińscy ci posiadają poważne obiekty /Moniuszki 6, 3/4 Placu Hallera, duże mury fabryczne w Łodzi i wielką uchowaną nieruchomość w Warszawie/. Jarocińscy ci, jak może Pani wiadomo, również należą do rodzin znanych w Łodzi i w Warszawie. Stara Jarosińska z domu Goldfeder, syn zaś jej literat francuski /George Waldemar/ i francuski obywatel.

                                                  .........................................................


Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.4

 

             We wrześniu ubiegłego roku w trzech częściach zamieściłem na moim blogu skargi łódzkiego prawnika pisane w pierwszych latach po zakończeniu działań wojennych 2 W.Ś. Był znaną osobistością w Łodzi. Pracował jako radca prawny Giełdy, Zgromadzenia Kupców m.Łodzi, dwu największych francuskich firm /"Union Textile" i "Czenstochowienna"  / i innych. Był adwokatem. Do 1940 roku mieszkał wraz z małżonką w willi na Radogoszczu, ul. Przyrodnicza 21. Po wybuchu wojny został eksmitowany przez Niemców do Piotrkowa. Po wyzwoleniu przeniósł się z małżonką do Bogatyni. Prawie 100 stron maszynopisu poświęcił na skargi składane do łódzkich sądów. Oskarżał wiele osób o rabunek jego willi, mebli i innych rzeczy, działki w Łagiewnikach. Pokazuje realia łódzkiej palestry, skorumpowanej układami koleżeńskimi i politycznymi. Czy wszystko było prawdą co opisuje w swoich skargach, trudno powiedzieć. Zamieszczam te listy bez podawania nazwisk.  Oryginalna pisownia.                    


                                                                                                   Bogatynia, dn.... stycznia 1949


                                       Szanowna Pani Koleżanko!

 

    Naród, każdy Naród, szczególnie ludzkość śródlądowej Polski, składa się – moim zdaniem – z trzech zasadniczych elementów: podstawa, rdzeń, autochtoni /to raz/; od wieków wasymilowani pograniczni sąsiedzi i inni /to dwa/; wreszcie dopiero asymilujący się sąsiedzi i inni /to trzy/.

    Tak i w wojsku: kadra/starzy żołnierze/, roczniacy/ też już nie uznają cywilów/ i wreszcie nowozaciężni – rekruci.

    Dawna Polska zawierała plemiona lechickie /autochtoni/. Drugie: Rosjanie, Litwini, Tatarzy, Ukraińcy, Czesi, Węgrzy, Niemcy i inni dosyć licznie wasymilowani wiekami. Wreszcie ciż sami – dopiero asymilujący się.

    Specyficzną część ludności Polski – od dosyć wczesnego formowania się jej państwowości i społeczności stanowili w Polsce – Izraelici, których całe masy pięknie w polskość wasymilowały się, wpływając bezsprzecznie dodatnio, moim zdaniem, na zeuropeizowanie, począwszy od czasów zamierzchłej Hiszpanii, umiędzynarodowienie naszej kultury. Wielu z nich nie asymilowało się do ostatniej wojny, tworząc własne getta, stanowiąc po wszystkich miastach Polski – odrębne: mniejsze lub większe masy. Podobne getta tworzyli i tworzą w dalszym ciągu po miastach i osiedlach obu Ameryk: Polacy, Włosi, Chińczycy, Japończycy, ciż Żydzi i inni. Nie będę natomiast wymieniał, nawet przykładowo, nazwisk tych znanych w Polsce rodzin izraelskich – wasymilowanych, które przyczyniły się mocno do podniesienia w Polsce dobrobytu, cywilizacji i rozwoju naszej kultury, o tym traktuję dzieła specjalne. Wreszcie wszystkie tego rodzaju historie zapewne zna Pani – bardziej ode mnie, jako pochodząca z jednej z tych dodatnich rodzin.

    Wszystko to działo się do ostatniej wojny, w której mentalność całego świata, Europy, Polski, - przeorał kryminalnie pomiot Antychrysta i „Alrauny” niezbadany dotąd „Hitler”. Przeorał tak dokładnie, iż przeciętny, szary myśliciel, a nawet większy naukowiec jeszcze nie może zorientować się w aspektach tej nowej ludzkiej gleby, która, po wyuzdanym unawożeniu krematoryjnym, wyłania się z głębin ludzkości. Muszą upłynąć dłuższe lata, musi wywietrzeć czad ze łbów oszalałych w Polsce i u innych ludów, skazanych przez tegoż Antychrysta – Hitlera, na zupełną eksterminację. Ocaleni muszą wyzbyć się strachu przed nagłą, storturowaną w męczarniach cielesnych – głodowych – i moralnych, śmiercią: własną, własnych najnieletniejszych dzieci, własnych – całych rodzin. Dopiero przyszłe pokolenia wykażą – czy zginęli lepsi, czy zginęli gorsi; czy pozostali lepsi – czy też przeważają wybitne kanalii. Na razie można tylko suponować względnie indywidualizować – przeważnie subiektywnie.

    Jeżeli chodzi o mój osobisty pogląd, który najbardziej wylęgł się na mojej znów skórze własnej – co stwierdzam, to uważam, iż Polska po tej wojnie została mocno skanalizowana – w sensie, iż zaistniało w niej masę wszelakiego rodzaju kanalii; we wszystkich trzech elementach, stanowiących jej ludność i we wszystkich jej zawodach i pozawodach. Zdaniem moim  zaistniał w Polsce specyficzny troglodytyzm wtórny – jak powrotny tyfus i powtórny analfabetyzm. Niczym innym nie umiałbym sobie wyjaśnić poważniej /bez przeklinania, czy też śmiechu idioty/, nie umiałbym zrozumieć tego wszystkiego, co dzieje się ze mną permanentnie od chwili ucieczki Niemców z Piotrkowa Tryb., gdzie przebyłem z żoną wojnę. Wiem, że dzieje się ze mną jakaś makabra; może w czymś wobec kogoś / lepszych elementów / rzeczywiście zawiniłem, więc sprawiedliwy los mnie karze. Ale bezwinna żona moja dlatego znosi katusze moralne i materialne, mając lat 58 wieku i będąc tą żoną skazanego – jak  będąc tą żoną skazanego – jak – wyżej – na okrutne męki 63 letniego starca, - gdyż tylko w ten sposób można określić to ,co ze mną powojenni ludzie wyczyniają. I to wyczynia nie byle kto: najserdeczniejsi przyjaciele, zdawałoby się wykształceni prawnicy, - w pojedynkę oraz zbiorowo, nawet zespołowo w zawodowych i urzędowych organizacjach. Znaczy wszystkie te odnośne komórki składają się z tychże samych zaczadziałych wojną – jaskiniowców.

    Stworzyli dzikie sprawy, opajęczyli, omotali niezrozumiałymi normalnie sytuacjami, zlikwidowali materialnie, wyzuli z dobrobytu, zdrowia. Wykonali wszystko, abym oszalał umysłowo. Uratowało mnie od podobnego kresu wyłącznie to, że właśnie jedynie umysł mocny pozostał mi, zahartowane w zmaganiach życiowych – wojną i po wojnie /łącznie 10 lat/ - silne nerwy i mocniejsze od tamtych szubrawców – morale /przepraszam, gdyż może rzeczywiście nie zdają sobie oni sprawy z tego, co czynią/. Uratowałem się może od głodowej śmierci i w ogóle materialnej ruiny – ucieczką z waszego alraunicznego miasta – aż tu na daleki chociaż dziki Zachód, gdyż przeważnie zabużański i volksdeutszerski.

     Dopiero uspokoiłem się i powiązawszy retrospektywne zaistniałe fakty wykoncypowałem pozew cywilny na razie  przeciw jednemu z tych serdecznych przyjaciół na stanowisku. Pozew ten mocno musiał „bandę” uderzyć, skoro otumaniony przez nią, mój dawny też serdeczny przyjaciel, Zygmunt D. ,  aż cały tydzień musiał zastanawiać się, aby, po przeczytaniu właśnie pozwu, jako podstawy, i zbieżnych skarg karnych, dopiero mi serdecznie /tak jakby dopiero wczoraj – znaczy przez zaczadzeniem – ze mną w tejże normalnej przyjaźni i normalnych warunkach rozstał się/ odpisać, że całą karno-kryminalną stronę moich spraw poprowadzi – właśnie jako mój dawny i bez zmian przyjaciel. Całe szczęście, że Zygmuś jest płocczaninem, więc przypuszczam zawodu mi nie zrobi. Przy tym, iż zrozumiał on nie tylko głową, lecz i sercem to wszystko, co działo się ze mną w Łodzi i trwa w odmiennych warunkach aż tutaj – jako jedna zbrodnicza całość.

    Widocznie uciekając z łodzi, nie zdążono unicestwić w zakamarkach nie licznie uratowanych naszych rzeczy do cna tamtejszej pajęczyny, w której znów przyjechały ze mną aż tutaj młode zarażone alraunicznie pajączki.

    Odnoszę wrażenie, iż pani coś nie coś wie o moim „nieszczęściu”, chociaż na ogół zaistniało ono, wzrastało i nabrzmiało – systemem szeptanym. A więc tzw. Sanacyjni chrześcijanie/kadra/ szeptała w „kółeczkach”, że O. zwariował i pewno dlatego stał się dla inteligencji łódzkiej / volksdeutszów, kollaboracionistów i sanatorów-faszystów/ niebezpiecznym komunistą. Drudzy przyjaciele, właśnie wasymilowani izraelici, ci, których w wielkim narażaniem się broniłem w pojedynkę i zbiorowo w ciągu 20 lat – puścili szept między „nowych” prawników łódzkich i między sfery socjalistyczno -rządzące, - że O. to niebezpieczny antysemita, widocznie hitleryzm podczas wojny zaćmił mu umysł.  I dla jednych i dla drugich najwygodniej było połączyć się w jednolita organizację – „bandę”, aby stworzyć dwa tomy sprawy I Ds. …….. I żadna siła ludzka nie wyjaśniła by tych problemów /sanacyjno – adwokacko – profesorskich/. Gdybym w zdenerwowaniu pękł, na co najbardziej liczono, - lub coś podobnego. Kres. Również żaden prawnik obcy nie mógł by mi zainicjować pozwu cywilnego, tego rodzaju, który wniosłem i który dopiero będzie mógł – jeżeli Pani i D. pomożecie mi – zbudować odwetowy proces karny – w stosunku do senatorów: adwokatów, profesorów i innych.

    Pamięta Pani przecie Łódź przedwojenną. Pamięta Pani Irenę B. – R. , swoją koleżankę i moją dobra znajomą. Może pani słyszała o jej synie /miałby już ze 26 lat/. Był to typek specyficznie łódzko – alrauniczny: wyhodowany na trybadyzmie, na wszelakiej rozpuście własnej matki i jej otoczenia. Przecie on do lat 15 przebiegł przeszło 10 średnich zakładów szkolnych: otwartych, prywatnych, klasztornych, koedukacyjnych. To był prawdziwie i w rzeczywistości – czarny storczyk, wyhodowany i kwitnący na pożywkach bagna łódzkiego.

sobota, 18 września 2021

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.3

Oto treść postanowienia:

    "Prokurator Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 7.V.1948r. - Ne.... - zawiadamia, że postanowieniem z dn. 23 kwietnia 48r. umorzył dochodzenie w sprawie przeciwko: Antoniemu J., Stefanowi B. i in., wobec niestwierdzenia czynu przestępnego (spór cywilny o odszkodowanie, względnie o niewykonanie umowy przez B". Podpis

    Nadmienić należy, iż w uzasadnieniu tenże prokurator – między innymi napisał: „- i slusznie O. został poinformowany w Prokuraturze S.O. w jeleniej Górze, iż winien wystąpić w drodze procesu cywilnego ze swoimi roszczeniami przeciwko B..

    Jest junctim między Poznaniem i Jelenią Górą? - Jest !

    Co znaczy dobra znajomość przepisów prawa cywilnego u młodego pewne urzędnika – prokuratora i co znaczy administracyjna solidar międzyprokuratorska. Umorzył dnia 23 kwietnia 48r., mimo tego iż ja, jako pokrzywdzony, udzieliłem ostatniego terminu sprzedaży samochodu do polubownego załatwienia „sporu” - w dniu 1 maja 48r…

    Może nawet poznański prokurator i czytał o tym terminie moim w swoich aktach, przecie odnośny odpis przesłałem. Ale jaki sens marnować piękny wiosenny tydzień dla oskarżyciela, o którym już w Łodzi ogłoszono, że jest niepoczytalnym pieniaczem.

    Czy jest junctim między Poznaniem i Łodzią? - Jest!

    Przecie i drugi profesor, broniąc pierwszego (przecie nie mnie) nawet fakty sfałszował, utaiwszy dowody piśmienne. Co znaczy zakłamanie polityczne i pragnienie powrotu sanacji. Wszystko dla niej, dla tej jedynej – ukochanej, aby tylko wróciła z trzecią wojną.

    I znów w Poznaniu, w którym ogniś uczciwe społeczeństwo namówiło legionowego generała, aby chociaż – na niby - oparł się marsz. Piłsudskiemu, padł strzał w moim kierunku – w próżnię. Nie przewidziano iż chory starzec, jak deus ex machina, nagle zjawi się w Poznaniu.

- Byłem dwa dni, przeprowadziłem własny wywiad, robiłem – chociaż starzec – wszystkie atuty (trochę zasmolone) przeciwników, 7 osób bez rodzin, i rozmówiłem się z ob. prokuratorem S>O> w Poznaniu. Wyjaśniłem, przekładałem, prosiłem, aby na zasadzie art. 469 $3 K.P.K. - wznowił umorzone”niby cywilne” dochodzenie, że mam za sobą głównego świadka, że należy w tej sprawie chociaż jego zbadać. – Nie, oświadczył prokurator, przepisy mi na to nie zezwalają. Adwokat pana winien wnieść zażalenie do prokuratora S.A. - niech on lojalnie postanowi – w myśl art. 464 K.P.K. Opuściłem obolały moralnie gabinet p. prokuratora. I znów z 10 godzin nocą pracowałem. Gdy na drugi dzień adwokat mój wniósł zażalenie z moim aneksem – tenże prokurator S. O. w Poznaniu, nie bacząc na kategoryczną odmowę z dnia poprzedniego, natychmiast, u siebie, bez przesyłania akt do prokuratora apelacyjnego, toż N. I DS 1…. dochodzenie wznowił, przesyłając od ręki do Bogatyni – w ślad za mną i moim świadkiem – zlecenie do miejscowej Milicji – ausgerechnet zaprzyjaźnionej z moim szabrownikiem (aby zbadać mojego świadka i konfrontować z B.) podczas czego tenże szabrownik nawymyślał mi, że go okradam, a milicjanci – śmiali się. Wesoło i znów pauza. Dopiero w lipcu czy sierpniu zostało zbadanych dwu świadków w Łodzi…. I według mnie, a trochę znam się w ogóle i na tej sprawie w szczególności, dochodzenie winno być zakończone mocnym aktem oskarżenie. Jednak znów przerwa – z powodu, widocznie nawału pracy, boć chęć udzielenia pomocy staremu prawnikowi jest. Aż zostałem we wrześniu tegoż 1948 r. wytrącony z równowagi, gdy tenże szabrownik główny, wciąż bezkarny, dziwnymi sposobami i sam dowód rzeczowy samochód i wydany mi ze sprawy I DS …. oryginał umowy (fałszywej), bez adnotacji na niej, że wydaje się z akt sprawy (taki obecnie pewno jest zwyczaj), gdzieś w Zgorzelcu też u władz – unieruchomił. Zgłosiłem znów podanie do prokuratora S.O. w Poznaniu, wytykając to i owo i prosząc o zainteresowanie się dowodem rzeczowym do sprawy, wskazując jaka władza samochód ten bezprawnie zatrzymała….




Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.2

 

    Mój zaś zastępca urzędowy adwokat B. wyłożył odnośnie okoliczności ostatniemu memu klijentowi, bratu mojej przedwojennej gospodyni. Ci znów, trzech braci i siostra, skorzystali: zaczęli kraść moje mienie w Łodzi, Poznaniu i tu na zachodzie – bezkarnie od 2 lat. Przecie w razie czego pomogą: prokuratorzy, jako jeden solidarny „Urząd Prokuratorski”, podwładnym, przed wojną ministrowi Sławoj – Składkowskiemu. I pomagają solidarnie. Przecie innych urzędników-prokuratorów, poza społecznymi kursistami, jeszcze nie mamy. A tamtych do 1.9.1939 r. w Polsce było 99%, w bawarii zaś było prokuratorów-hitlerowców tylko 76%, sędziów 60%.

    Zapomnieli trochę, że – aczkolwiek „siła złego na jednego” - i ja jestem prawnikiem i, pomimo słabości fizycznej, jeszcze dosyć żywotnym i w dalszym ciągu bezkompromisowym radykałem. Skoro w karnym procesie uniemożliwiono mi mówić – mimo uchylenia tamtego postanowienia, jako bezsensownego, przez prokuratora apelacyjnego, - wytoczyłem proces cywilny z art. 366 K.Z. przeciw prok. „X”, a szabrownikom szereg skarg karnych w Poznaniu, Jeleniej Górze, Łodzi. - Dopiero ten cywilny pozew ujawnił mi kilka poważnych prawników, którzy nagle przejrzeli na oczy i wyzbyli się reszty czadu dymów krematoryjnych z głowy i serca.

    Jeden z nich – najpoważniejszy może w Polsce wiceprezes – wiekiem osiwiały, stwierdziwszy z pozwu, otrzymanego (C.N……) str. 38, argumenty i dowody, ściśle powiązane, - napisał do mnie prywatnie, aby pozew ten, w którym jest on najpoważniejszym świadkiem, przenieść do Sądu Grodzkiego (wykonałem w końcu października 1948 r.), pouczył o zapomnianych przeze mnie przepisach. Nie uląkł się w swej etyce sędziego demokratycznego – urzędniczego „dygnitarza” - Drugi, też znający mnie, serdeczny przyjaciel od 25 lat, specjalista od spraw karnych, adwokat Zygmunt D., wrócił mi przyjaźń i, aczkolwiek jest kolegą tamtego wytłumaczył mu, jako urzędującemu prokuratorowi, iż należy natychmiast nadać mocno bieg trzem zależałym skargom karnym przeciwko likwidującym mnie (pod tamtego protektoratem) szabrownikom. Są to sprawy:……. Nareszcie. - Wreszcie w procesie pozwu o odwołanie darowizny (art. 366 K.Z.) będzie mi pomagać na miejscu w Łodzi – też znająca mnie od lat 20 – adwokatka Halina Sz., która w 1945 r. obserwowała inicjowaną wokół mnie pajęczą siatkę i nie zrozumiała – o co chodzi. – Wreszcie odnoszę wrażenie, że i Ministerstwo Sprawiedliwości Polski Ludowej i jednoklasowej, które od 3,5 miesiąc odpisu pozwu nie zwróciło mnie i nie wtrąciło mnie do domu dla „warjatów”, jako zbiornica etyki praworządności i obowiązujących ustaw – wreszcie wymierzy: komu, co – należy. Przecie musi urwać się ołowiane ucho od szklanego dzbana – zbrodnią przyklejone.

                                                     ......................................................

    Po ucieczce mojej z Łodzi, gdy ratowałem na Zachodzie od troglodytów Łódzkich: własne resztki życia, życie żony i resztki mienia, dopdł mnie tutaj, maskując się po przyjacielsku pomieniany wyżej szabrownik, nauczony W Łodzi przez reportaż prokuratorski w "Ekspresie" i przez obrończe sprawozdanie adw. B. Szabrownik ten nakradszy bogato mnie w Łodzi - przy zakupach towarów, - wrócił z mego polecenia do Łodzi, do prawdziwego mego przyjaciela, przedwojennego mechanika, aby nabyć ciężarowy samochód - do zarobkowania nim na  Zachodzie. Otrzymał pieniądze, czek, szczegółowe dyspozycje. Plunął na to wszystko i na uczciwego mechanika w Łodzi, pojechał do Poznania i tam nabył samochód bezwartościowy, ale za to za ok. 7000.000 zł, (zamiast dobergo za 5000.000zł w Łodzi). Wykonał to przy udziale innych i następnie niechętnie podrzucił mi ten samochód w Bogatyni, aż wreszcie w tym roku i tego grata, ponieważ jest dowodem rzeczowym do sprawy, ukradł, gdy stwierdził dalszą zupełną bezkarność. - W Poznaniu (sprzedawca samochodzu jest bardzo bogaty) - pomimo aż dwu fałszywych umów, pomimo przyznania się sprzedawcy do oszustwa na piśmie i przy świadkach u mnie w Bogatyni - prokurator S.O. dochodzenie umorzył.....

wtorek, 14 września 2021

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.1

      Niezawodny przyjaciel Krzysiu Gładki dostarczył mi nowe materiały. Wśród nich są wspomnienia, może inaczej, skargi znanego nieżyjącego już łódzkiego adwokata Wacława O. 

Nie meritum sprawy mnie interesuje, co opis łódzkiej palestry w okresie niemieckiej okupacji jak i okresu wczesno powojennego. Materiał jest naprawdę pokaźny, myślę, że wielu z czytelników zainteresują treści w nim zawarte.



Do Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze

Wydział Karny.


Wyjaśnienia i podanie

do sprawy karnej N…../48


                                                                                     Wacława O. osobiście i jako obrońca oskarżonej

                                                                                     jego żony Marii M. zam. w B.




W związku z otrzymanymi odpisami dwu postanowień Sądu Okręgowego z dnia 9 grudnia 1948r. W sprawie powyższej wyjaśniam, jako prawnik starej daty, następujące:


                                                                                  1.


    W Łodzi do dnia mego wysiedlenia przez Niemców /7 marca 1940r./ - pozostawałem w serdecznej przyjaźni, jako adwokat cywilista, z szeregiem prokuratorów. Między innymi przyjaźniłem się towarzysko, nie tylko jako prawnik i inteligent, rodzinami, z najbliższym moim sąsiadem / na Julianowie – Radogoszczu/, kameralnym wiceprokuratorem „X”, obecnie urzędującym prokuratorem S.O. w Łodzi. Jak twierdził, znów mój przyjaciel, ówczesny prok. Marian Spólnik /zamordowany przez Niemców/, był ten „X” dobrym urzędnikiem, etycznym prawnikiem.

    Po wysiedleniu moim z Łodzi, przez 3 lata serdecznie ze mną korespondował. Gdy chorowałem i on otrzymał fałszywą wiadomość, ze nie żyję, przysłał kuzynkę – przez zieloną granicę – do Piotrkowa, aby pocieszyć moją zonę. Tymczasem ożyłem. Nie wiedzieliśmy oboje z żoną, że „X” dopuścił w Łodzi, aby jego teść wpisał swoją czesko-polską żonę na listę volksdeutszów, aż szwagier jego, młody inżynier, przenicował się na uprzywilejowanego rosjanina …. no i tak dalej, „dobrze” im wszystkim było i bezpiecznie. W 1943e. Ten polski oficer, porzuciwszy całą swoją gromadną rodzinę, uciekł do Warszawy – ratować sytuację. Niemcy z zamian poszatkowali mu rodzinę: żona, teść – zginęli w obozie, szwagier „rosjanin” - utknął, po obozie, w świecie/8-10/ „X” - a dzieci ledwo uratował się z więzienia w Łodzi – do Generalnej G., przy moim w tym udziale. Szczegółów wówczas nie znałem. „X”-a uważałem za ofiarę bohaterskiej partyzantki. Napisałem do przyjaciela wiceprokuratora Tadeusza Gorayskiego w Warszawie (zginął w Powstaniu), aby oddał „X” ostatnią moja walizę z całą zawartością. Dopiero w 1946r. Wyjaśniła mi uratowana Gorayska, iż, nie mając „X” za konspiratora, wydano mu tylko cząstkę. – Na 2 miesiące przed powstaniem przybył „X” z Warszawy do Piotrkowa, aby nam obwieścić, iż wkrótce rozpocznie się w warszawie walka orężna. Coś nie podobało mi się w tym zajęczym odwrocie silnego mężczyzny, lecz moje niewiasty, aż pięć, widziały w nim dalej bohatera. - W połowie lutego 1945 r. „X” odszedł od nas, serdecznie żegnany, w kożuszku, dopasowanym przy naszym udziale., - do Łodzi z poważnym profesorem i moim kodeksem karnym, aby uzyskać dla siebie stanowisko prokuratora (udało mu się), aby uratować moją willę i ruchomości jak oprzyjaciel. W drodze, pewno już, - wyciał żyletką (równiuśko) moje faksymile z kodeksu, a willą naszą w Łodzi wkrótce zadysponował – dla swoich urzędników na mieszkanie.

    Obłęd „zajęczy”. Po 6 tygodniach napisał kartkę (mam ją i kodeks), że mebli uratować nie umiał, willi zaś muszę bronić sam. Wiedział, że żona i ja jesteśmy fizycznymi kalekami łącznie w 150%. Makabra. - Rozpoczął się taniec św. Wita, zabawa w chowanego i w kryminalne oszustwa.

    Całkowitą prawdę opowiedizała mi własna „X” teściowa, uratowana w przytułku, już sparaliżowana, fikcyjna volksdeutszka. Dopowiedzieli inni. Dobrze, że jeszcze żyję – tamten natomiast wściekł się i rozpił się. Łącznie z podobnymi prawnikami (wielu, wielu z Łodzi) zmontowali ligę obrony praw volksdeutszów i kolaboracjonistów. Jednym szeptano, że O. zwariował i jest niebezpiecznym dla inteligencji komunistą, drugim, że stałem się antysemitą pod wpływem hitleryzmu. Pomogło: młode, nieznane mi, małopolskie prawnictwo i władze ludowe, też młode, uwierzyły im. Aby nie dopuścić do zeznawania nadbiegł do pomocy słynny sanacyjny profesor (Batawia), w w Łodzi – po wojnie – jako profesor kryminolg. - - W aktach N.I. Ds. 1122/46 (o obdzieranie przeze mnie ze skóry volksdeutszów) przenicowano i postawiono na głowie przepis „F” $ 1 art. 254 K.P.K.. - Jest to kodeks, jak prawnikom wiadomo, podarowany piłsudczyźnie w dniu imienin marszałka (19 marca) 1928 r. . Dalej tenże kodeks różnie przerabiano: wykreślono ławę przysięgłych i tp.. Aż wreszcie ostatni sanacyjny minister sprawiedliwości Grabowski, podwładny ministrowi policji granatowej i premierowi Sławoj – Składkowskiemu. „usprawniając postępowanie sądowe”. dn. 16 stycznia 1939r., własnym obwieszczeniem, nadał Narodowi jednolity tekst tegoż kodeksu. – - Po zastosowaniu promiennego przepisu z art. 254 K.P.K. sam prok. „X” - bez sądu – napisał postanowienie własne i dla pewności wydrukował je w popularnym Ekspresie…..



niedziela, 23 sierpnia 2020

Sejny - Białogóra - Gmina Giby - Profanacja cmentarza


Znalezione w sieci, dokładnie znajoma z Facebooka Małgorzata Karczewska, zamieściła swoją ocenę artykułu - reportażu Izy Kosakowskiej o cmentarzu w Sejnach. Dla mnie nie nowy temat, w pobliskiej gminie była podobna sytuacja, obecnie żyjący mieszkańcy cmentarza ewangelickiego, grillują, ich dzieci, czy też wnuki bawią się w "ogródkach".  Jednak trzeba takie sytuację opisywać, ku opamiętaniu się decydentów...


Rozgłosu nabiera sprawa niszczenia cmentarza i profanacji szczątków staroobrzędowców we wsi Białogóry w gm. Giby. Nie ma słów, by ocenić, jak źle się stało, że do tego doszło, ale dobrze się dzieje, że społeczność zaczęła informować o tym. Nie chcę teraz zajmować się sprawami prawno-urzędowymi: kto zawinił, niedopatrzył, pomylił się? Znamy naszą polską rzeczywistość gminno-powiatową i jej powiązania, które w tej sprawie są dobrze czytelne.
Zadaję sobie inne pytanie, które dotyczy obecnego właściciela tego terenu i inwestora prac. Gubi się w tym co mówi: raz wiedział, że jest to cmentarz, innym razem nie wiedział. Jak było, wie tylko on i ci, którzy uznali ten teren za działkę rekreacyjno-wypoczynkową (!). Nie ma jednak wątpliwości, że inwestor teraz już wie, że buduje swoje letnie siedlisko na cmentarzu. Nie na cmentarzysku bezimiennych ludzi sprzed kilku tysięcy lat (to też jest zabronione prawem), ale cmentarzu na którym ostatni pogrzeb miał miejsce po II wojnie światowej, cmentarzu na którym spoczywają przodkowie jego przyszłych sąsiadów, ludzie znani z imion i nazwisk, gdyż społeczność Białogór posiada wykaz pochowanych tam zmarłych. Mając tę wiedzę nie wycofał się z inwestycji, mimo zakazu prace trwają. Jak ten człowiek wyobraża sobie życie tam? Będzie przyjeżdżał z rodziną, dziećmi, może wnukami, znajomymi, wypoczywał, bawił się, grillował i zasypiał ze świadomością, że to wszystko dzieje się na cmentarzu? Kim trzeba być, żeby to robić?


Prokuratura w Sejnach wszczęła postępowanie ws. znieważenia zwłok we wsi Białogóry w gminie Giby


Leży on na terenie działki, na której od kilku tygodni trwa budowa nieruchomości. Tydzień temu znaleziono tam kilkanaście ludzkich kości. Mimo wstrzymania prac budowlanych przez starostwo powiatowe w Sejnach, robotnicy nadal tam pracowali, według świadków, zebrana z kolejnymi szczątkami i fragmentami nagrobków ziemia, została z terenu działki wywieziona na prywatną posesję.
To, jak podkreśla prezes Naczelnej Rady Staroobrzędowców w Polsce Janusz Jewdokimow - bulwersujące, bo według najstarszych map, prace trwają dokładnie w miejscu dawnej nekropolii. To właśnie na górce, przy samym jeziorze były pierwsze pochówki – wyjaśnia.

- Ta górka im się po prostu zapełniła, w związku z tym, staroobrzędowcy przenieśli pochówki bliżej drogi. Przy samej linii brzegowej na górce, gdzie są już fundamenty postawione pod dom, tam był stary cmentarz. Według powtórnych oględzin konserwatora zabytków, droga, która prowadzi do działki przechodzi przez cmentarz, ziemia jest wywożona w nieznanym kierunku. To jest barbarzyństwo co się po prostu dzieje - mówi Janusz Jewdokimow.

Na dewastację cmentarza nie reagowali lokalni urzędnicy - podkreśla Janusz Jewdokimow, dlatego postanowił o niej poinformować m.in. ministra sprawiedliwości oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

- Nikt, ani ze starostwa, ani z gminy Giby, ani z województwa się nami nie interesuje. W związku z tym będziemy interweniować do wszystkich polityków, będziemy uruchamiać wszystkie instytucje Unii Europejskiej. My nie chcemy żadnych ziem, siedlisk, żadnych kamienic, my chcemy tylko swoje miejsca kultu odzyskać. Chcemy, żeby one były upamiętnione. Nam takich rzeczy nie pozwalają - dodaje. 

Wicestarosta sejneński obiecał przyjrzeć się dokładnie całej sprawie. Teraz archeolodzy sprawdzają pochodzenie i wiek znalezionych we wsi Białogóry kości. Szczątki, wstępnie datowane są na ponad 50 lat.
Zespół badawczy Katedry Języków Słowiańskich Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w swoim stanowisku podkreśla, że w tym wypadku mamy do czynienia z naruszeniem szczególnych praw społeczności staroobrzędowców jako mniejszości, a także ogólnych, przynależnych im jako obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej.


wtorek, 23 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Izrael - Haifa - Łódź - Piotrkowska 128 - Imigracja - 1957



                          Jeden z wielu listów z archiwum łódzkiego adwokata. W 12 odcinkach zapisałem jego opinię w kwestii żydowskiej w Polsce. Miał dużo znajomych i sąsiadów pochodzenia żydowskiego, większość z nich wyjechała z Polski. To jeden z jego sąsiadów, który opisuje pierwsze dni po przyjeździe na stałe do Haify w Izraelu, jego zmartwienia i nadzieje, ciekawy materiał, zapraszam!



Szanowni Państwo!                                                                     Hajfa, dn. 12.5.1957

Listy Państwa otrzymaliśmy i jesteśmy Państwu niezmiernie wdzięczni za słowa otuchy w pierwszych, zawsze trudnych chwilach pobytu w nowym kraju. Zdajemy sobie dobrze sprawę, że jakakolwiek zmiana miejsca zamieszkania, pociąga za sobą zawsze szereg przewidzianych i nieprzewidzianych trudności, a tym bardziej emigracja do kraju Bliskiego Wschodu, gdzie język, obyczaje i wszystko inne, nie wyłączając klimatu, jest biegunowo odmienne od przyzwyczajeń całego naszego życia w Polsce. Mamy jednak nadzieję, że po upływie pewnego czasu zaaklimatyzujemy się tutaj i rozpoczniemy nowe życie. Zapytujcie Państwo, jaką mieliśmy podróż. Otóż wyjechaliśmy z Warszawy pociągiem do Wiednia w dn. 30.11.56r., a stamtąd samolotem przybyliśmy do Izraela w dn. 2.12.56r. nad ranem. A więc podróż wspaniała, szybka i bez przykrych wrażeń. Obejrzeliśmy w ciągu kilku godzin Wiedeń i zdołaliśmy się zorientować, że jest pięknym miastem. Po przyjeździe na miejsce, każdy nowy emigrant znajduje się przez pewien czas, dłuższy czas pod opieką specjalnej organizacji pomocy, która zabezpiecza go hotelem, domkiem fińskim lub mieszkaniem, zależnie co posiada w danej chwili, oraz niezbędnymi meblami, naczyniami, żywnością i gotówką. Oczywiście takie miejsce zamieszkania jest tylko przejściowe do chwili przydzielenia stałego mieszkania w miejscu uzyskania pracy. Budownictwo jest tu bardzo rozwinięte. Domy są żelbetonowe, przewiewne, przystosowane do warunków klimatycznych i powstają, jak grzyby po deszczu, a to w celu zabezpieczenia mieszkaniami bardzo licznej imigracji do kraju. Również i my byliśmy przez pewien czas pod opieką tej organizacji, która nam nadto umożliwiła naukę języka na jednym z organizowanych tu licznie kursów dla nowo przybyłych imigrantów. Otrzymaliśmy już przydział mieszkania w domu, który wkrótce zostanie wykończony. Bedzie to mieszkanie, składające się z 2 pokoi, dużego hollu, kuchni, kąpielowego z dużymi przyległościami oraz 2 tarasów. Bardzo się z tego cieszymy, niecierpliwimy się, aby jak najszybciej przejść na własne śmiecie. Kilka dni temu zacząłem również już pracować jako księgowy w urzędzie państwowym i mam nadzieję, że powoli urządzimy się od nowa, tym bardziej, że i żona moja również wkrótce otrzyma posadę. Bagaż nasz, który szedł 3,5 miesiąca, już odebraliśmy. Mieliśmy trochę strat w kryształach (potłukły się), ale ponadto wszystko przyszło w najlepszym porządku. Żywność, materiały, ubrania, buty itp. są tu może droższe jak w Polsce, ale też i pensje są wyższe, jak również i wszystko w lepszych gatunkach. Są tu rzeczy i materiały, szczególnie dla kobiet, w Polsce nie spotykane. Stopa życiowa w ogóle jest na bardzo wysokim poziomie i to nie w gazetach. Miernikiem drożyzny i zarobków może być to, że w Polsce na same utrzymanie, miesięcznie wydawałem całą pensję, tzn. ok.1.500 zł., tu zaś z pensji po wydatkach na samą tylko żywność miesięcznie, pozostaje połowa. Jest tylko jedno "ale" - gdyż w związku z tak liczną imigracją, nie jest obecnie łatwo o pracę, szczególnie dobrą. Z czasem jednak i to się ułoży. Co się tyczy przyrody, to jest ona bardzo piękna. Góry, morze i wspaniałe widoki radują oko. Klimat oczywiście gorący. Przeżyliśmy już tu całą zimę, która się ogranicza do deszczów. Od marca jest już zupełnie ciepło i chodzi się bez marynarki. W kwietniu były upały 40 C. w cieniu. Najgorsze są gorące wiatry, wiejące od czasu do czasu z pustyni, w czasie których ciężko się jest poruszać, gdyż człowiek się poci i pije na zmianę. Ale i do tego można się przyzwyczaić. Rozpisałem się tak, żeby wykorzystać miejsce, nie rozpoczynałem od akapitów, co proszę mi wybaczyć. bardzo nas cieszy, że p.Mecenas rozpoczął już praktykę adwokacką i życzymy Mu na tej drodze wielu sukcesów. mamy nadzieję, że epidemia grypy, jaka panowała w Polsce, nie dała się Państwu we znaki i że córeczka jest już zdrowa. Na początku kwietnia wysłaliśmy dla p.Doktór serramecynę i przypuszczamy, że już nadeszła. Co się tyczy porcelany, cementu i in., żona wysłała do wujka w Ameryce nazwy leków, zostawiając sobie odpisy, więc jeśli jeszcze ich nie wysłano, to poszukamy ich tutaj. Jeśli znajdziemy, nie omieszkamy, dla Pani wysłać. Serdecznie Państwa pozdrawiamy i życzymy Im wszelkiej pomyślności.

                                                                                                       J.Janowski
ps. Prosimy odpisać, zwracając uwagę na nasz nowy adres.

Drodzy Państwo!
Tym razem przyjemność napisania listu do Państwa miał mój mąż. Zostaje mi tylko serdecznie Państwa pozdrowić i życzyć wszystkiego najlepszego. Pozdrawiam serdecznie Tenię. Jak ona obecnie się czuje po przebytej grypie? prosimy o szczegółową odpowiedź.
                                                                                                       Basia

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - cz.12



                       Uważałem, ze dla dobra zarówno narodu polskiego, jak i żydowskiego, sprawę tę należy postawić na forum międzynarodowym i obydwie strony powinny ją ustnie formować. Żydom należało się własne państwo, gdzie mając swoją ziemię, swego chłopa, mogliby się jako naród normalnie rozwijać, bo niewątpliwie nienormalna sytuacja w diasporze, paczyła ich charaktery. Tak Polacy, jak Żydzi polscy i zagraniczni powinni podnosić alarm na cały świat z powodu niezdrowej sytuacji, jaka istniała w Polsce i na konieczność ludzkiego jej rozwiązania.
                        Gdyby wobec uporu Anglików (mimo deklaracji Balfoura z 1917r.), nie udało się przesiedlenie Żydów do Palestyny, w której zresztą i tak cały naród by się przemieścił, to przecież na kuli ziemskiej było jeszcze dość miejsca (mówiło się np. o Madagaskarze), aby utworzyć dostatecznie obszerne państwo żydowskie. Obowiązkiem wszystkich państw, nie włączając Polski, byłoby sfinansowanie tej akcji i wydatnie pomożenia Żydom  w urządzenie sobie życia. (z mojego punktu widzenia, wolałbym przenieść się właściwego państwa, choćby na Madagaskar, niż być członkiem ....(nie czytelne).
                        Gdy po dojściu Hitlera do władzy, zaczęły napływać alarmujące wiadomości z Niemiec. Uważałem, że są przesadzone i rozdmuchane z właściwą Żydom egzaltacją. Kiedy jednak w Polsce zaobserwowałem narastającą nienawiść przeciwko Żydom, zaniepokoiłem się na dobre. Nie zdawałem sobie oczywiście sprawy z tego, ze wojna jest już tak blisko, i że Niemcy tak łatwo opanują Polskę, a już w żadnym razie, że dopuszczą się tak potwornej zbrodni, jak wymordowanie całej ludności żydowskiej. W moich rozmowach z kolegami Żydami, gdy zeszliśmy na ten temat, usiłowałem ich przekonać, że fala nienawiści niebezpiecznie wzrasta, że trzeba robić to co wyżej napisałem t.j. stworzyć warunki do masowej emigracji, ze sprawa ma charakter międzynarodowy, że wymaga solidarnej akcji polsko - żydowskiej. Wydawało mi się, że jest jeszcze dość czasu na to, nie przypuszczałem bowiem, że niebezpieczeństwo stoi już za progiem.
                           Koledzy Żydzi nie godzili się ze mną, twierdzili, że ponieważ tu się urodzili i tu jest ich ojczyzna, z której się nie ruszą. Nie chciałem im robić przykrości i powiedzieć prawdę, że czują się przede wszystkim Żydami, a nie Polakami, ze interesy Polski i narodu polskiego stawiają na dalszym planie, gdyż pochłonięci interesami własnego narodu, że przy tym nastawieniu są dla nas ciężarem i swoim uporem prowokują nieszczęście.
                           Zdarzali się i tacy (oczywiście nie wśród moich kolegów), którzy ośmielali się głośno mówić: "wasze ulice, nasze kamienice", co niestety stawało się extrem oczywistą prawdą, a jeszcze starczało im pieniędzy na to, aby lokować je za granicą między innymi w Izraelu, gdzie kupowali domy, działki, sady z cytrusowymi drzewami itp. Ten wywóz pieniędzy przybrał takie rozmiary, że wreszcie Polska, na 3 lata przed wojną wprowadziła przepisy dewizowe, które zresztą ludność żydowska, z właściwym sobie sprytem i zapobiegliwością, potrafiła omijać.
                           Gdy po wojnie niektórzy, mało mnie osobiście znający, adwokaci Żydzi, zaczęli mi, "szyć buty" jako "antysemicie", Bernard Bruzda dobrze im powiedział:
- Czego od niego chcecie?
- Czy nie miał racji mówiąc, że jest źle, że narasta fala antysemityzmu, że grozi nam poważne
  niebezpieczeństwo, że trzeba emigrować!
Tutaj muszę się jeszcze wspomnieć o młodym bezdzietnym małżeństwie żydowskim , które poznałem na początku okupacji w Warszawie. Ponieważ przestałem być adwokatem, a nie miałem z czego żyć, więc wziąłem za handel manufakturą i nawiązałem kontakt z owym małżeństwem, które mieszkało  też przy Placu Krasińskich. On był bogatym hurtownikiem materiałów włókienniczych i dlatego się z nim zetknąłem. Byłem u niego wielokrotnie i dużo ze sobą rozmawialiśmy (mówił mi np. że ma trzypiętrową wille w Tel Awiwie). Gdy Niemcy zaczęli budować mur wokoło ghetta i mówiło się, że robią to w celu jego zamknięcia, zacząłem przekonywać go, że powinien z żoną uciekać, póki jeszcze nie jest za późno. Nie przyszło mi oczywiście do głowy, że Niemcy mogą wszystkich w Ghetcie wymordować, a ale z doświadczenia pierwszej wojny światowej wiedziałem, że w obozach niemieckich jenieckich, panował z reguły głód. Kiedy mu to udowodniałem odparł, ze ma dość pieniędzy, aby to zamknięcie przetrzymać. Jakże biedak się mylił! Przytaczam ten fakt jako charakterystyczny dla naszej nieświadomości z kim mamy do czynienia i dla zaufania jakie Żydzi pokładali zawsze w złocie.
                           Czy byłoby lepiej, gdyby Żydzi w Polsce się za asymilowali? Dla nich niewątpliwie tak, gdyż uniknęliby potworne hitlerowskiej masakry. A dla nas? Gdyby z tej mieszanki wyszło społeczeństwo o zaletach narodu polskiego i żydowskiego, byłoby to wspaniałe, ale po co teoretyzować, skoro Żydzi nawet przez setki lat nie próbowali się spolszczyć w swej masie, a przeciwnie, całą siłą strzegli swojej odrębności narodowej. W XIX i pierwszej połowie XX wielu, gdy np. Polka wyszła za mąż za Żyda, lub Polak ożenił się z Żydówką, w polskim społeczeństwie budziło to najwyżej zdziwienie, podczas gdy wśród ortodoksyjnych Żydów fakt taki wywoływał głębokie oburzenie, awantury a nawet czynne wystąpienia.
                            Konkretyzując twierdzę, że kwestię żydowską można było po ludzku rozwiązać, ale akcja musiałaby być solidarna obu narodów, zdecydowania, nie szczędząca wszelkiego wysiłku i zaczęta wiele dziesiątków lat wcześniej. Nie doszłoby wówczas do tak straszliwego nieszczęścia ludności żydowskiej. Dzisiaj nie ma kwestii żydowskiej w Polsce. Byłem i jestem pełen sympatii dla narodu żydowskiego  w Izraelu, dla jego zalet które tak pięknie rozwinęły się w naturalnych warunkach posiadania własnej ziemi i własnej państwowości. Poza tym tam przecież serdecznych przyjaciół, których los leży mi na sercu i którym życzę jak najlepiej.


                                                        - Koniec -

niedziela, 21 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Komunizm - cz.11



                        Żydzi jako naród stary i doświadczony, unikali ciężkiej pracy fizycznej. Domeną ich działalności był handel i rzemiosło, skupowali domy i fabryki i w końcu wytworzyła się taka paradoksalna sytuacja, że chłop polski miał tylko jedną drogę z przeludnionej wsi - zagranicę, na emigrację zarobkową lub roboty (tzw."saksy"). Naturalnym awansem gospodarczym wychodzącego z ziemi chłopa, jest drobny handel i rzemiosło w miasteczkach, potem większe interesy w większym mieście i tak dalej, co raz wyżej i szerzej. Ale nasz chłop miał te normalną drogę zamkniętą, gdyż wszystkie miasteczka w b. Kongresówce i byłej Galicji i na Kresach Wschodnich zajęte były przez wyłącznie przez ludność żydowską i ona to awansowała, zamiast chłopa.
                        Czy można było spokojnie patrzeć na to, ze brat-Polak, musi iść za chlebem w świat, bo obcy naród zajmuje mu miejsce? Nie mogłem zrozumieć naszej lewicy, która mimo tego oczywistego faktu, nie chciał widzieć i twierdziła uparcie, że kwestii żydowskiej w Polsce nie ma, że wymyślili ją szowiniści. Tłumaczyłem to sobie faktem, że we władzach partii lewicowych było bardzo dużo ludzi pochodzenia żydowskiego, ale dokąd mieli iść ci działacze? na prawicę, która uważała, że Żydzi są tu niepotrzebni? Szli więc tam, gdzie mieli szanse utrzymania narodowościowo doby czasowej - stany rzeczy t.j. na lewicę. W ten sposób socjalistami  z imienia stawali się bogaci lub wpływowi inteligencji pochodzenia żydowskiego, którzy nawet demonstrowali swoją polskość, ale w istocie pozostawali zawsze tym czym byli, co natychmiast można było zauważyć, gdy rozmowa zeszła na kwestie żydowską. W tedy od razu wychodziło na jaw, ze interes narodu żydowskiego stoi dla nich przed interesem narodu Polskiego.
                          Ortodoksyjni Żydzi rozmnażali się szybciej niż Polacy, gdyż według religii, ilość dzieci świadczyła o wielkości łaski boskiej. Płodzili się więc bez względu na swoje warunki materialne, często bardzo ubogie. To powodowało silne zróżnicowanie w stanie majątkowym wśród ludności żydowskiej, większe niż w społeczeństwie polskim. Było wielu Żydów bogatych i bardzo bogatych, ale było również nader wielu biedniejszych. Często nie wiadomo, z czego żyjących. Ci biedacy, którzy zdołali się wyłamać z pod wpływu rabinów, stawali się często komunistami, cóż bowiem mieli do stracenia? Ojczyznę? Dobrobyt?
                           A zwycięstwo komunizmu, patrząc na rewolucję rosyjską, dawało im dużą szansę nieograniczonej władzy (dyktatury proletariatu), możliwość zemsty nad tymi, którzy nimi pogardzali, oraz widoki osobistego dobrobytu, jaki daje posiadanie władzy. Po zdelegalizowaniu Partii Komunistycznej w Polsce, widywałem na ławie oskarżonych komunistów w następującej przeciętnej proporcji 7-8 Żydów na 2-3 Polaków.

                                                          - ciąg dalszy nastąpi -
                      

sobota, 20 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Niemcy - Manufaktura - cz.10



              Wreszcie zaległości urosły do tak horrendalnej wysokości, że rząd zdecydował się ustanowić przymusowego zarządcę państwowego nad fabryką, a że było to za dyktatury Piłsudskiego więc zarządcą został naturalnie wierny piłsudczyk - pułkownik, który chyba nie wiele się znał na prowadzeniu fabryki włókienniczej. W ciągu 3 lat mojego zastępowania adwokata Cygańskiego jako pełnomocnika Prokuratorii Generalnej  miałem do czynienia nieomal wyłącznie z ludnością żydowską w sprawach zaległości za podatki.
               Czy działo się tak dlatego, że mieszkający u nas Żydzi nienawidzili Polski, byli jej wrogami? Nic podobnego!
               Takie twierdzenie byłoby w stosunku do przeważającej większości nieprawdziwe i krzywdzące. Ta większość czuła nawet sentyment do ziemi na której się urodziła, a były i takie wyjątki, że ludzie pochodzenia żydowskiego byli lepszymi Polakami niż bardzo wielu urodzonych Polaków. Nie zmienia to jednak faktu, że w swej masie, Żydzi byli po prostu innym narodem, dlatego dbali przede wszystkim o swoje interesy, bowiem bliższa koszula ciału niż kożuch. Tej masie było zawsze obojętne, kto będzie tu rządził, czy Polacy, czy obcy, byleby dał im spokój, pozwolił żyć i bogacić się.
                Nauczeni wielowiekowymi , a jakże smutnymi doświadczeniami, że byle łobuz, nawet z tych co siedzą na tronie, może ich ciężko skrzywdzić, gromadzili usilnie majątki, pieniądze, złoto, gdyż w nich widzieli jedyną możność, możliwość wykupienia się prześladowcom, nie mówiąc o tym, że zamożność dawała wpływy w państwie, tak przydatne dla ochrony interesów ludności żydowskiej! Jako daleko zapobiegliwsi, przebieglejsi i oszczędniejsi od olbrzymiej większości Polaków, dorabiali się szybciej (nigdy np. nie widziałem pijanego Chasyda, mimo, że tzw. "pejschakówka" jest prawie czystym spirytusem).
                Zresztą wielowiekowe przekonania Polaków, że handel jest zajęciem niehonorowym, wręcz nieuczciwym, w połączeniu z polską lekkomyślnością powodowało to, że bogacili się i inni obcy przybysze. Nie da się przecież zaprzeczyć, ze cały przemysł aglomeracji łódzkiej stworzony został  przez Niemców, Czechów, Francuzów, a nie Polaków, którzy potrafili tylko przepijać swoje tygodniówki (zazdroszczono temu Polakowi, który zdołał dojść do czegoś. Ciekawe, że Polak nigdy nie zazdrościł dorobienia się poszczególnemu Niemcowi, Żydowi, czy innemu obcemu, uważając to widocznie za zupełnie naturalne.
                 Tkacze niemieccy przyjechali do nas dosłownie na psach, a jednak w ciągu kilkudziesięciu lat dorobili się fabryk z kilkoma, kilkunastoma tysiącami robotników. Czyja to była wina, ze nie my, a cudzoziemcy uprzemysławiali kraj i dorabiali się fortun i to nader często - naszym kosztem? Gdzie było nasze ziemiaństwo i arystokracja posiadająca przecież pieniądze? Antoni Tyzenhauz, Prot (Protazy), Potocki, Henryk Łubieński i trochę następnych to wyjątki i to nie tak bardzo, z różnych względów, chwalebne. Olbrzymia większość grzebała w ziemi według odwiecznych prawideł, albo lekkomyślnie traciła majątki. Wina, ze tak się działo, była oczywiście przede wszystkim nasz własna!

                                                                - ciąg dalszy nastąpi -


                          

środa, 17 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Kino Bałtyk - Widzewska Manufaktura - cz.9



              Istniała wówczas instytucja prawna tak zwana "intercyza" polegająca na tym, że kobieta wychodząca za mąż, zastrzegała w akcie notarialnym, i włożone przez nią do małżeństwa, a szczegółowo przedmioty stanowiące jej własność. Przepis był mądry, bo zabezpieczał żonę przed długami męża, ale cóż z tego, kiedy ludność żydowska zapisywała w intercyzie. Z reguły nie to, co było, ale to co małżonkowie zamierzali po dorobieniu się kupić.W rezultacie Skarb Państwa zajmujący przedmioty majątkowe za zaległe podatki, narażał się na sprawę wyłączeniową, gdyż żona przedstawiała intercyzę i sąd musiał zajęte rzeczy wyłączyć z egzekucji, mimo, że kupione, między innymi za niezapłacone podatki.
               Właścicielem mieszkania przy ul. Cegielnianej 58, gdzie przez jakiś czas zamieszkiwałem jako sublokator, był kupiec, który nie płacił za dużych podatków, urządził się bowiem (i jak stwierdził, nie on jeden) w następujący sposób. Kupował bawełnę czy wełnę, dawał ją do przerobienia na przędzę do t.zw. przędzalni, potem tę przędzę do tkalni. Gotowy towar sprzedawał kupcom, po cenie konkurencyjnej. Ponieważ w tym czasie, życie handlowe i przemysłowe nie było skrępowane tylu przepisami, więc wyżej opisaną procedurę można było stosować, bez płacenia podatków, chyba, że kto wydał, czego się na ogół nie obawiano, gdyż ludność żydowska w takich sprawach na zewnątrz, była nadzwyczajnie solidarna.
                 Robili także inaczej. Fabryka, urządzenia przedsiębiorstwa, kina itp. stanowiły własność określonej osoby, ale ona nie prowadziła swego przedsiębiorstwa, tylko je wydzierżawiała i dzierżawa obowiązała, był płacić podatki z prowadzonego przedsiębiorstwa. Gdy wobec zalegania z płatnością Skarb państwa zajmował urządzenia przedsiębiorstwa i następowało wyłączenie , gdyż rzeczy nie były własnością dłużnika, a sam dłużnik był, albo spółka z ograniczoną odpowiedzialnością , która okazała się bez kapitału, albo biedakiem, który był po prostu osobą podstawioną. Przypominam sobie np. sprawę dużego kina istniejącego zresztą do dzisiaj przy ul. Narutowicza w Łodzi, pod nazwą "Bałtyk". Gdy Prokuratoria Generalna w Warszawie przekazała nam tę sprawę, kino nazywało się "Splendid". Właścicielami lokalu, krzeseł, aparatury kinowej i w ogóle całego urządzenia byli dwaj Żydzi, którzy wystąpili o wyłączenie tych rzeczy z pod zajęcia, dokonanego przez Skarb Państwa, gdyż prowadząca je spółka z ograniczoną odpowiedzialnością nie zapłaciła grosza podatku i rozwiązała się gdy tylko zjawił się sekwestrator skarbowy. Sąd musiał urządzenia kina wyłączyć i skarb nic nie dostał.
                  Aliści po półtora roku, znowu natknąłem się na sprawę tego kina. Tym razem nazywało się ono "Nowy Splendit" i było dzierżawione prywatnej osobie, która nie zapłaciła podatków, a gdy przyszło co do czego, okazało się, że dzierżawca jest ubogim Żydkiem, mieszkającym w jakiejś klitce pod schodami, a jedynym jego majątkiem jest siedmioro dzieci. Nie mieliśmy wątpliwości, że kino faktycznie prowadzą właściciele lokalu i urządzeń, ale aby nie płacić podatków z obrotu i dochodu kina , podstawiają jakiegoś "Strohmanna" (słomianego figuranta). Niestety, w ówczesnym ustroju demokratycznym, nie można było im nic zrobić, gdyż formalnie byli w porządku, a szukanie świadków dla ustalenia prawdziwego stanu rzeczy i obalenie zmowy milczenia, było z góry skazane na niepowodzenie, gdyż rzecz działa się wśród ludności żydowskiej, była jak już wspominałem bardzo solidarna.
                    Znana jest historia "Widzewskiej Manufaktury" w Łodzi, której właściciel - Uszer Kohn płacił podatki kapaniną, jak z łaski i gdy go przyciskano, groził, że zamknie fabrykę i kilka tysięcy robotników zostanie bez pracy. Nie przeszkadzało mu to jednak wiadomymi sobie drogami, lokować zarobionych pieniędzy za granicą.
            
                                                        - ciąg dalszy nastąpi -         

wtorek, 16 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Piotrków - Wojsko - Prokuratura - cz.8



                   Jako jednodniowy dowódca plutonu, nie miałem zamiaru robić dochodzenia w stosunku do żołnierza nie z mojej drużyny i tak mu się upiekło, bowiem owo "zacięcie" się postarzałego karabinu było wierutnym kłamstwem, nie mówiąc już o tym, że był na bagnety, przy którym i tak się nie strzela (używa się tylko granatów ręcznych).
                   Gdy w szóstym dniu II wojny światowej ewakuowałem się z Łodzi do Warszawy konną rolwagą, jedynym dezerterem w nowiutkim umundurowaniu, ale bez broni, jakiego tego dnia i nocy spotkałem na drodze, a który przysiadł się na rolwagę, był żołnierz, niestety pochodzenia żydowskiego.
                   Tutaj nasuwa mi się myśl, jak to nigdy nie wiadomo (szczególnie widać to na wojnie), co lepiej zrobić. Jeden człowiek postępuje rozsądnie i w rezultacie traci na tym, podczas gdy drugi czyni oczywiście głupstwo, które w rezultacie wychodzi na dobre. I tak np. na tę wojną (1939r.) poszli tylko "głupi" Żydzi, którzy służyli w wojsku i powołani zostali jako rezerwiści, podczas gdy "mądrzy" nie służyli w wojsku, na wojnę nie poszli i siedzieli w domu. W rezultacie "głupi" Żydzi dostali się do niewoli, przesiedzieli wojnę w "Stalagach" i "Oflagach", z których ich Wehrmacht wydać nie chciał, bojąc się retorsji aliantów i w ten sposób przeżyli wojnę, a "mądrzy" Żydzi zostali przez hitlerowców wymordowani.
                   W czasie I-ej wojny światowej ludność żydowska, korzystając z możliwości porozumienia się z Niemcami, gdyż żargon jest skażony głównie mową niemiecką, chętnie z nimi współpracowali i gdyby nie zbrodniczy antysemityzm Hitlera, miałby z niej w Polsce życzliwych pomocników. Udział Żydów w partyzantce w czasie II-ej wojny światowej był aktem rozpaczy, bowiem ludzie ci, nie mieli już nic do stracenia. Zachowanie się ludności żydowskiej w 1939 r. przy wkraczaniu Armii Czerwonej na wschodnie tereny państwa Polskiego, było podobne jak w 1920r. Inteligencja pochodzenia żydowskiego, była głównym organizatorem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, gdyż polska inteligencja, w ograniczonej większości zachowywała się, w pierwszych latach, biernie lub wręcz nieżyczliwie. Szczególnie zapamiętali sobie Polacy udział i zachowanie się osób pochodzenia żydowskiego w Ministerstwie Bezpieczeństwa i w podległych mu agendach, oraz nader liczny udział w sądach wojskowych, szafujących szczodrze wyrokami śmierci dla niekomunistycznych członków ruchu oporu.
                     Drugim najważniejszym obowiązkiem obywatela jest płacenie podatków. Nikt nie lubi płacić podatków i każdy stara się, aby obciążyło go możliwie jak najmniej, ale to co robiła w tej sprawie ludność żydowska, przekraczało granice przyzwoitości i było oczywistym sabotażem. Z tą kwestią zetknąłem się osobiście jako aplikant adwokata Stefana Cygańskiego, który był kontraktowym pełnomocnikiem Prokuratorii Generalnej na Łódź. Wyjaśniam, że Prokuratoria Generalna (nie mylić z Prokuraturą), była adwokatem Skarbu Państwa w sprawach cywilnych. Przeważnie były to tak zwane sprawy wyłącznie, polegające na tym, że osoba trzecia występowała o zwolnienie z pod zajęcia i licytacji przedmiotów, zajętych za długi, a w tym wypadku za zaległe podatki dłużnika.

                                                          - ciąg dalszy nastąpi -

wtorek, 6 lutego 2018

Andrespol - Bedoń Przykościelny - Płyta - Judaika - Wyrok - Antysemityzm? - Otwarta rzeczpospolita


Bedoń Przykościelny. Według Wilipedii:

Bedoń Przykościelny – Wikipedia, wolna encyklopedia

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bedoń_Przykościelny
Bedoń Przykościelny – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Andrespol. Na terenie sołectwa znajduje się siedziba parafii rzymskokatolickiej pw. Matki Boskiej Królowej Polski.

Historia pewnej płyty... 


Mam dobry kontakt z Panem Damianem Wutke, Sekretarzem Zarządu Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczpospolita".
Dzięki jego uprzejmości mogłem śledzić historię dotyczącą kontrowersyjnen tablicy. 
Ponownie nie będę komentować finału, zostawiam to czytelnikom. Temat jak "gorący kartofel" w obecnej sytuacji. Chodzi o IPN i nową Ustawę....
Prokuratura w Łodzi prowadziła śledztwo w tej sprawie. Decyzja- umorzenie (uzasadnienie poniżej):