Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój gazeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój gazeta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2026

Szkoła - Dalików - Akt oskarżenia - Rozwój - 1927


Rozwój. 1927-08-28 No 235


                              NAUKA  ANATOMJI W WIEJSKIEJ SZKÓŁCE
DLACZEGO DYGNITARZE WSI DALIKÓW RZUCILI OSZCZERSTWO NA NAUCZYCIELA

W dniu wczorajszym sąd okręgowy rozpatrywał jeszcze dotąd sprawę której tło zakrawa na treść mocno sensacyjnej powieści.
Miejscem powstania tej sprawy była szkoła powszechna we wsi Dalików; powiatu łęczyckiego w której pełnił obowiązki nauczyciela niejaki 28-letni Tadeusz Matusiak. Nie mając odpowiednich tablic przyrodniczych Matusiak w celach poglądowo - naukowych polecał dzieciom patroszenie czaszek końskich i psich. Uczniowie z zapałem wzięli się do tej pracy która wywołała energiczne protesty otoczenia ze względu na to widok wnętrzności zwierzęcych wzbudzał w wielu osobach obrzydzenie. Na domiar złego jedno z dzieci zajmujących się preparowaniem czaszek końskich zachorowało.

Wówczas opinja publiczna wsi Dalikowa oskarżyła nauczyciela Matusiaka iż to on przez skłanianie dziecka do grzebania w wnętrznościach zwierzęcych stał się pośrednim sprawcą jego choroby. Wójt i sołtys wsi Dalikowa żyjący na złej stopie z nauczycielem ze względu na to iż Matusiak w swoim czasie wykrył popełnione przez nich w urzędzie gminnym nadużycia w rezultacie czego pociągnięci zostali do odpowiedzialności oskarżyli Matusiaka przed władzami do przyczynienia się do choroby dziecka. Na skutek polecenia przełożonych władz szkolnych wdrożone zostało przeciwko Matusiakowi dochodzenie dyscyplinarne przy czem badanie świadków w obecności sołtysa i wójta przeprowadził przodownik PP.

Dochodzenie dyscyplinarne wykazało bezpodstawność zarzutów stawiamych Matusiakowi. Ze względu na to iż nauczyciel Matusiak stwierdzili wadliwy sposób badania świadków przez przodownika Ditrycha złożył w urzędzie prokuratorskim zameldowanie że Ditrych nakłaniał dzieci do składania zeznań niezgodnych z prawdą oraz przeinaczając ich zeznania zmuszał je do podpisywania protokułów.

Na skutek tego zameldowania urząd prokuratorski wdrożył odpowiednie dochodzenie w trakcie którego zbadani zostali wójt i sołtys wsi Dalików którzy z całą stanowczością zaprzeczyli zarzutom stawianych przez Matusiaka przodownikowi Ditrychowi. Na tej podstawie urząd prokuratorski przy sądzie okręgowym w Łodzi postawił nauczyciela Tadeusza Matusiaka pociągnąć do odpowiedzialności karnej za świadome fałszywe oskarżeniew przodownika Ditrycha. W dniu wczorajszym sprawę tę rozpatrywał w wydziale karnym sądu okręgowego w Łodzi p. sędzia Zaborowski. Świadkowie rekrutujący się wyłącznie nieomal z pośród uczniów szkoły powszechnej w Dalikowe zeznali jednogłośnie że przodownik Ditrich istotnie skłaniał ich do składania kłamliwych zeznań oraz podpisywania protokułów których treść nie była zgodna z ich zeznaniami ustnami. Po zbadaniu przodownika Ditrycha który zaprzeczył zeznaniom młodocianych świadków głos zabrał prokurator Kowalczyk który zrzekł się oskarżenia w stosunku do Matusiaka.

Po krótkiej naradzie sąd ogłosił wyrok mocą którego nauczyciel Matusiak został uniewinniony.



czwartek, 19 lutego 2026

Gmina Dalików - Wypadki - Pożary - Morderstwa - Pobicia - 1891- 1951

 Działo się, podobnie jak w innych gminach.

Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1891-05-02 R. 8 nr 97

Podczas targu na Starym Rynku weterynarz miejski p. Kwaśniewski, skonfiskował wczoraj 4 pudy ryb zepsutych, które zakopano głęboko w ziemi. 

U kolonisty z gm. Dalików, powiatu łęczyckiego, przybyłego wczoraj na targ do Łodzi, policya skonfiskowała 4 funty cuchnącego masła i 7 funtów sera, w którym w środku znaleziono ciasto. 

Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-04-09 R. 5 no 81

Pożar. We wsi Wyrobki, gm. Dalików, powiatu łęczyckiego, w niedzielę dnia 6 b. m. zapalił się dom mieszkalny, należący do Józefa Górniaka. Ugaszenie ognia przedstawiało znaczne trudności, gdyż nie było żadnych narzędzi ratunkowych. Dzięki tylko spokojnemu powietrzu, pożar nie przerzucił się na sąsiednie budynki. Dom, który zgorzał, był niedawno wybudowany i nieubezpieczony. 

Rozwój. 1907-05-25 No 113

W dniu 8 września 1906 r. odbyło się uroczyste poświęcenie straży aleksandrowskiej według obrzędu rzymsko-katolickiego i ewangelickiego. Taktyka działalności straży wyraziła się w tern, że do pożarów w okresie sprawozdawczym wyjeżdżała 5 razy, mianowicie do pożaru w nieruchomości Karola Poronickiego w Aleksandrowie; w dn. 2 sierpnia 1906 r. do pożaru we wsi Karolew, odległej o 6 wiorst od Aleksandrowa; do pożaru we wsi Dalików; do pożaru w posiadłości Kopela Handelsmana w Aleksandrowie; do pożaru w posiadłości Paszkego w Aleksandrowie.  

Gazeta Łódzka : organ narodowy. 1915-09-10 No 237 Wyd. wieczorowe

Z Łęczycy. (a) W nocy z dnia 17 na 18 u. m. w majoracie Psary gminy Dalików, spłonął dzierżawiony spichlerz z żytem, przyczem zniszczeniu uległo 350 korcy żyta. Wydano rozporządzenia o wprowadzeniu podatku na psy i o zakazie wywozu cukru. 

Echo. 1928-12-11 R. 4 nr 294

Stóg zboża zamienił się w olbrzymią pochodnię.  Pożar we wsi Prawęcice.  

Łódź, 11. 12. W dniu wczorajszym około godziny 8 wieczorem na polach wsi Prawęcice, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego stanął w płomieniach stóg zboża stanowiący własność Ludwika Szkudlarka. Ogień powodowany wiatrem zagrażał kilku stogom pobliskim, lecz skuteczna akcja ratunkowa mieszkańców z Prawęcic pożar zlikwidowała. Stóg Szkudlarka jednakże spłonął doszczętnie. Przyczyną pożaru jak ustalono było podpalenie. Szkudlarek wartość stogu zboża obliczał na sumę 4.000 złotych. Podpalacza poszukuje policja.  


Echo. 1935-07-14 R. 11 nr 194

                 KOS Z REWOLWEREM. ZNÓW KREW NA ZABAWIE TANECZNEJ.

Łódź 14 lipca. W dniu wczorajszym we wsi Woźniki, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego. odbywała się zabawa taneczna, urządzona przez miejscową młodzież.. Około godziny 10 wieczór, gdy młodzież męska podochociła sobie nieco, wynikła sprzeczka, która rychło zamieniła się w bójkę. Powaśnionych usiłował pogodzić 21-letni Zygmunt Kos, mieszkaniec Dalikowa, uchodzący w całej okolicy za niepokonanego siłacza. Interwencja ta zakończyła się jednak sromotną porażką Kosa, którego dotkliwie poturbowano. Porażka ta stała się przyczyną drwin i zjadliwych uśmiechów tych, którzy dotąd wierzyli w siłę Kosa. Wyprowadzony tern z równowagi miody wieśniak wyciągnął znienacka rewolwer i zanim zdołano mu w tem przeszkodzić strzelił kilkakrotnie. Jedna z kul raniła w głowę 33-letniego Adama Sęczkowskiego, zamieszkałego w Woźnikach.. Ranny wieśniak z jękiem osunął się na ziemię. Przerażony dokonanym czynem Kos rzucił się do ucieczki. Świadkowie tragicznej sceny ujęli go jednak i rozbrojonego oddali w ręce zawezwanej policji.

Zygmunt Kos osadzony został w areszcie do dyspozycji władz sądowych.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-09-23 R. 8 nr 261

6 DOMÓW W PŁOMIENIACH POD ŁODZIĄ

Ubiegłej nocy we wsi Dalików (pow. łódzki) wybuchł pożar, który strawił doszczętnie 6 zagród. Pastwą płomieni padło 6 domów mieszkalnych, obory, stajnie, stodoły itp. wraz z inwentarzem i zbiorami. Straty wynoszą 80 tys. zł. Osiem rodzin pozostało bez dachu nad głową . Władze prowadzą dochodzenie, celem ustalenia przyczyn pożaru oraz organizują pomoc dla pogorzelców.

Ilustrowana Republika. 1937-02-09 R. 15 nr 40

Na polach koło wsi Dalików pod Łodzią znaleźli przechodnie zwłoki sześciomiesięcznego dziecka. Ciało było zawinięte w szmaty i leżało w rowie. Na ciele dziecka, widnieją ślady śmierci gwałtownej. Władze prowadzą dochodzenie.

Echo. 1938-11-12 R. 14 nr 316


Ilustrowana Republika. 1938-11-13 R. 16 nr 312

                       Zastrzelił sąsiada na polowaniu. Władze wszczęły dochodzenie

Wojewódzki urząd śledczy powiadomiony został o zbrodni, jakiej dokonano we wsi Antoniew gminy Dalików w wojew. łódzkim. W polu znaleziono zwłoki zastrzelonego mężczyzny. W toku dalszych dochodzeń ustalono, iż zmarłym był Antoni Gołębiowski, mieszkaniec wsi Mrowianka( gminy Poddębice).

Ubiegłej nocy aresztowano sprawcę zastrzelenia Gołębiowskiego. Był nim Władysław Krysiak, sąsiad zabitego, który wraz z nim wyruszył na polowanie. Obaj myśliwi pokłócili się w drodze i Krysiak położył na miejscu trupem swego towarzysza. Krysiaka oddano do dyspozycji władz sądowych.


Głos Radomszczański : organ WK i ŁK Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1951-02-22 R. 4 (7) nr 52

ZUCHWAŁY KUŁAK STANIE PRZED SĄDEM

Najoporniejszym w gromadzie Huta Bardzyńska gm. Dalików pow. łęczyckiego był kułak, Rafał Biernasiak, posiadający 28-hektarowe gospodarstwo. Wobec tego chłopi małorolni postanowili przeprowadzić u niego przymusowe omłoty. W czasie młocki kułak ten rzucił się na nich z widłami. Rozprawa sądowa przeciwko zuchwałemu kułakowi odbędzie się dziś w Dalikowie.

wtorek, 1 kwietnia 2025

Rokiciny - Kronika wypadków i nie tylko... - 1874 - 1938 - cz.3

 

Tydzień. 1874-03-01 R. 2 No 9

W dniu 1. b.m. pod stacyią Rokiciny z pociągu osobowego wypadł konduktor Józef Gajewski, skutkiem czego ranioną miał dość ciężko głowę. - po opatrzeniu przez lekarza, zawiezionym został do Warszawy.

Tydzień. 1881-02-27 R. 9 Nr 9

Pod względem zdrowotnym. W VII oddziale lekarskim drogi żelaznej, dokonano w dniu 21 lutego, rewizyi pod względem zdrowotnym dwóch bufetów stacyjnych: (Petrokow, Rokiciny), kuchni, piwnic, naczyń kuchennych i wszelkich artykułów żywności. Rewizyje takie, stosownie do instrukcyi,  będą się odbywały stale co pewien przeciąg czasu.

Tydzień. 1881-04-24 R. 9 Nr 17

Ku przestrodze podróżujących drogą żelazną, podajemy fakt następujący. Przed paru tygodniami, piszący te słowa, wsiadłszy do wagonu 3-ej klasy w Petrokowie, był świadkiem następującego zdarzenia. W chwili prawie odejścia pociągu, po drugim dzwonku, jeden z pasażerów w języku słowackim opowiada konduktorowi, że "jakiś pan" w jego obecności oberżnął pasy u okien i wyszedł do bufetu. Konduktor rzeczywiście zauważył brak aż siedmiu pasów w tym wagonie (wagon był duży, przejściowy). W chwili tej rozmowy wchodzi ów "pan" do wagonu. Był to człowiek bardzo przyzwoitej powierzchowności, średniego wieku, z długą, czarną brodą; usłyszawszy powyższe obwinienie, srodze się rozgniewał na poczciwego słowaka, a gniew swój wyrażał niemiecko-polską. mową; groził przysięgą, legitymował się swoim zagranicznym paszportem, wszystko na nic. Zacnego obywatela. wzięto w obserwacyję, a zebrało się wiele ciekawych; rumiana buzia bohatera mieniła się chwilami, on jednak starał się najspokojniej palić cygaro i nie zważać na ciekawe spojrzenia licznej galeryi. Tymczasem zbliżała się chwila tragiczna: dojechaliśmy do Rokicin, tu pociąg zatrzymuje się dłużej; Skorzystano z tego i poproszono cywilizowanego pasażera do rewizyi... kieszenie wypchane miał pasami! Ruszyliśmy dalej, ale już bez naszego kulturtregera.
                                                                                                     Piotrkowianin.

Tydzień. 1882-07-30 R. 10 Nr 31

Z wagonu. W dniu 26-m wieczorem, za Rokicinami, z pociągu idącego z Warszawy do Piotrkowa, wyskoczył bezpłatny pasażer - żydek z Brzezin, lat 22, jak sam zeznaje. Jechał on bez biletu i miał zapłacić karę, której unikając, nie zawahał się narazić życia; wyskoczył bowiem w pełnym biegu z pociągu. Oprócz jednak małoznacznego rozcięcia błony śluzowej w ustach i lekkiego podrapania twarzy - żadnych innych obrażeń nie dostał.


Tydzień. 1888-05-06 R. 16 Nr 19

W dniu 18 Kwietnia r. b. zgubiłem 4 kwity: trzy wydane przez W-nych Panów Brujewicz - jeden wydany w miesiącu Maju 1887 r. na summę 187 rubli z kopiejkami drugi wydany w miesiącu Lutym 1888 r. na summę rs. 7 kop. 90. trzeci na 10 sztuk drzewa wreszcie jeden kwit W-go Chudzyńskiego wydany w roku 1887 na summę rs. 36 z kopiejkami; jednocześnie zginęła książeczka legitymacyjna wydana przez Wójta Gminy Łaznów w brzezińskim powiecie. Kwitów tych nikomu nie odstąpiłem ani sprzedawałem; dlatego też ostrzegam, że nie mają one dla nikogo żadnej wartości. Mosiek Blankiet z Rokicin.

Tydzień. 1890-11-23 R. 18 Nr 47

FATALNE WYPADKI

W jednym dniu 12-ym b. m. dwóch młodych i silnych ludzi, dzięki własnej nieostrożności, ponieśli ciężkie kalectwo, przy kolei pod Rokicinami. Jeden z nich rekrut, Stanisław Nowakowski, lat 21, zdążający do Piotrkowa do popisu, będąc pijanym, zbliżył się zanadto do nadchodzącego pociągu, tak, że koło urwało mu stopę. Przewiezionemu do szpitala Św. Trójcy amputowano goleń.

Drugi Józef Balcerek, lat 20, wsiadłwszy na pociąg towarowy, zeskoczył w biegu i wpadł pod koła pociągu, który obciął mu nogę w kolanie i zgruchotał udo. Przewiezionemu w rozpaczliwym stanie do miejscowego szpitala, udzielono natychmiast pomocy lekarskiej.

Tydzień. 1896-03-29 R. 24 Nr 13

 - Z kolei wiedeńskiej. Pasażerowie, przejeżdżający Koluszki, uskarżają się na słabe oświetlenie peronu tej stacyi i na brak znaków ostrzegających, z pod którego peronu i gdzie dany pociąg odchodzi. Pomyłki zdarzają się zbyt często, a niezbyt przyjemnie (zwłaszcza temu, kto z czasem liczyć się musi) zamiast, dajmy na to, do Łodzi, jechać do Piotrkowa lub Warszawy. W tych dniach byliśmy świadkami takiej pomyłki, która naraziła pasażerów na stratę całej nieledwie nocy, spędzonej na st. Rokiciny, w pobliżu której nie ma nawet przyzwoitego zajazdu, gdzieżby przespać się można.  


Tydzień. 1896-09-20 R. 24 Nr 38

Konie rywalami kolei. Niedbalstwo kolei łódzkiej w obsłudze swych klijentów wywołało pośród przemysłowców łódzkich projekt utworzenia spółki, która zajmie się sprowadzaniem do Łodzi towarów końmi szosą ze st. Rokiciny. Projekt ten znalazł w Łodzi wielu stronników.

Tydzień. 1896-10-25 R. 24 Nr 43

Sprawa Kaczmarków. Sąd okręgowy tutejszy w poniedziałek 13 b. m. rozpatrywał sprawę o fałszerstwo i otrucie, w której na ławie oskarżonych zasiadła rodzina włościańska Kaczmarków ze wsi Janki gm. Ciosny w pow. brzezińskim, a mianowicie małżonkowie Piotr i Aleksandra Kaczmarek, ze wsi Zelgoszcz gm. Dobra w pow. brzezińskim. Włościanin wsi Janki, Mikołaj Kotynia, wziął na wychowanie dziewczynę nieprawego urodzenia Aleksandrę Kratkowską, którą, skoro wyrosła, wydał za mąż za Piotra Kaczmarka. Przybrany ojciec wyposażył młodą parę i sprzedał jej osadę swoją za 815 rs., z których wziął gotowizną tylko 2151rs. zaś 600 podarował Kaczmarkom z warunkiem, aby oddali mu na mieszkanie połowę domu do końca życia i wydawali corocznie odpowiednią ilość zboża; gdyby zaś warunku tego nie spełnili, obowiązani będą rs. 600 natychmiast wypłacić. W kilka lat Kotynia, jako wdowiec, ożenił się powtórnie i od tej chwili rozpoczęły się swary z przybranemi dziećmi, które doprowadziły do zupełnego zerwania. Kaczmarkowie odmówili Kotyni wydawania zboża i ten wyprowadził się od nich. Na skutek skargi Kotyni sąd gminny zobowiązał małżonków Kaczmarek do wypłacania dożywocia, zastrzeżonego w akcie darowizny oddanej mu osady przez opiekuna i dobrodzieja. Po upływie roku Kaczmarkowie przedstawili sądowi gminnemu akt notaryjalny, mocą którego Kotynia za 250 rs. zrzekł się dożywocia. Akt ten okazał się fałszywym; przed rejentem bowiem Pulińskim w Brzezinach stawał do aktu zamiast Kotyni, podający się za niego Franciszek Kaczmarek, brat Piotra. Piotr Kaczmarek podmawiał do tego czynu włościanina ze wsi Rokiciny, Józefa Tumczyka lecz bezskutecznie.  

Za sfałszowanie aktu rejentalnego, przez podstawienie osoby obcej za stronę przeciwną, Kaczmarkowie oddani zostali pod sąd i sprawę ich naznaczono na 26 kwietnia r. b. do Łodzi, lecz sprawa upadla z powodu nieprzybycia do sądu Aleksandry Kaczmarek, która była chorą. Ostatecznie i w trzecim terminie sprawa osądzoną być nie mogła, z powodu nie przybycia świadków Kotyni i Tomczyka, którzy jak się okazało zmarli otruci arszenikiem. Śledztwo przedwstępne doprowadziło do wniosków jakoby Tomczyk otruty był przez Piotra Kaczmarka, który podrzucił mu chleb z twarogiem posypanym arszenikiem; zaś Mikołaja Kotynię otruł Józef Kaczmarek, wsypawszy do garnka z barszczem, który miał jeść Kotynia, proszek arszeniku. Oba te otrucia dokonane zostały w celu usunięcia najgłówniejszych świadków w sprawie o sfałszowanie aktu rejentalnego. Sąd w komplecie: przewodniczący Gersog, członkowie Kołczanowski i Hudniew, po długiej naradzie, uznawszy winę podsądnych za niedowiedzioną dostatecznie, uwolnił ich od wszelkiej odpowiedzialności. Oskarżał podprokurator Lwowicz. Obrony wnosili adwokaci przysięgli: Lewy i Jackowski, oraz obrońca Blucher. 

Tydzień. 1897-06-06 R. 25 Nr 23

NAPAD NA CYKLISTĘ.

"Kur. Warsz."donosi: Na drodze z Rokicin do Łodzi w tych dniach dwóch włościan jadących w stanie nietrzeźwym najechało rozmyślnie powracającego do Łodzi na rowerze 21 letniego Ottona Hofmana, syna fabrykanta łódzkiego. Uderzony dyszlem od wozu p. H. zleciał z roweru i dostał się pod koła, które złamały mu rękę i nogę, oraz przyczyniły ciężką ranę w głowie. Sprawcy wypadku uszli bezkarnie.

Rozwój. 1898-10-29 No 249

W okolicach Rokicin w wielu miejscach nie wykopano kartofli z powodu braku ludzi; o robotnika bardzo trudno; obecnie jeszcze kopią kartofle.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1928-03-22 R. 5 nr 68

Złodzieje bombardują kolejarza węglem. W dniu 26 sierpnia 1927 r. w budce pociągu towarowego jechał jeden z pracowników kolejowych, wracając z Piotrkowa do Rokicin. Wkrótce kolejarz ów zauważył, iż do pociągu wskoczyli dwaj osobnicy, którzy z wielką wprawą poczęli zrzucać z jednego wagonu grube kawały węgla. Kolejarz, widząc, że robota idzie szybko i z wielką wprawą, wyskoczył z budki, usiłując interwenjować, jednak zmuszony był cofnąć się, bowiem jeden z owych osobników rozpoczął formalny atak, bombardując budkę kawałkami węgla, a po chwili wszedł do schronienia owego pracownika, bijąc go i kalecząc. Jednak siły okazały się nierówne, kolejarz obezwładnił napastnika i na bloku Moszczenickim wezwał do pomocy obsługę pociągu. Okazało się, że wprawnym złodziejem jest Stanisław Cechowski, robotnik, zam. we wsi Raków, gm. Uszczym. Po rozprawie sądowej Sąd skazał Cechowskiego na 6 miesięcy więzienia. 

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1928-12-02 R. 2 nr 333

Katastrofa kolejowa pod Koluszkami. 7 wagonów towarowych uległo rozbiciu.

Wczoraj około godz. 9 wieczorem na odcinku linii kolejowej Rokiciny-Koluszki miała miejsce katastrofa kolejowa. Od Rokicin do Koluszek zdążał pociąg towarowy Nr. 194. Przed semaforem wjazdowym pociąg zatrzymał się, oczekując na sygnał wjazdowy. Skoro najbliższa stacja zarządziła otwarcie drogi, pociąg ruszył. Lokomotywa szarpnąwszy silnie wagonami, spowodowała katastrofę. 7 wagonów naładowanych węglem, na skutek zerwania połączeń spadło z szyn i stoczyło się z nasypu torowego.  

Ładunek wagonów posypał się do pobliskich rowów. Tor został uszkodzony, droga zatarasowana. Przerwa w komunikacji trwała do godz. 3.20 nad ranem. Na miejsce katastrofy przybyła pomoc techniczna drużyn kolejowych, która zajęła się naprawianiem toru i uporządkowaniem drogi. Jak stwierdzono, powodem katastrofy było istotnie zbyt silne ruszenie z miejsca lokomotywy, która szarpnąwszy wagonami, obciążonemi ładunkiem, pozrywała połączenia. Dalsze dochodzenie w toku.

Rozwój. 1929-07-27 No 206

Zderzenie 2 autobusów z winy pijanego szofera. Na terenie powiatu brzezińskiego na szosie Rokiciny - Ujazd miała miejsce katastrofa automobilowa. Dwa autobusy Nr. ŁD 81339 i ŁD 80921 zdążające w przeciwnych kierunkach wpadły na siebie. Skutkiem zderzenia oba auta strzaskały się.

Dwaj pasażerowie podczas katastrofy odnieśli rany. Wdrożone dochodzenie policyjne ustaliło, że szofer jednego z autobusów Hipolit Rutkowski był tego dnia kompletnie pijany i jechał lewą stroną szosy. Aresztowano go i pociągnięto do odpowiedzialności karnej,-  

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1932-08-26 R. 4 nr 235

MASOWE NAPADY NA POCIĄGI ZAŁADOWANE WĘGLEM.

Ostatnio mnożą się z każdym dniem doniesienia o coraz to nowych wypadkach kradzieży w~ia z pociągów towarowych i o stałych utarczkach policjantów, eskortujących węgiel ze złodziejami kolejowymi. 

Kradzieże mają najczęściej miejsce na terenie powiatów: brzezińskiego, piotrkowskiego  radomskiego.

Na szlaku kolejowym Czarnocin - Rokiciny w powiecie brzezińskim, posterunkowy Baleciak Józef strzelił do jakiegoś młodego osobnika, kradnącego węgiel z wagonów, kładąc go trupem na miejscu. Zabitym okazał się 18-letni mieszkaniec Rokicin, Marjan Pawelec.

Na tym samym szlaku Czarnocin - Rokiciny, posterunkowy Bąkowski Władysław, eskortując pociąg węglowy Nr. 108a, był ostrzeliwany z zasadzki przez nieujawnionych osobników, ukrytych w zaroślach. Bąkowski szwanku nie odniósł. Kule przebiły ścianki wagonu i utknęła w ładunku węgla.


Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1933-11-15 R. 5 nr 316

ZŁOŚLIWA STACJA

Podróżni, przesiadając się w Koluszkach, zamiast do Łodzi, przyjeżdżają do... Rokicin 

Dziecko nawet wie o tem, że pociągi służą do szybkiej komunikacji, a służba kolejowa dla ułatwiania jej podróżnym. Tak przynajmniej jest na całym świecie, oczywiście, za wyjątkiem... Koluszek. Na tej dziwnej stacji istnieją inne pojęcia o komunikacji kolejowej. Że twierdzenie to nie jest gołosłowne świadczy szereg faktów, które zebrane razem, dają w sumie Koluszkom przydomek "Złośliwej stacji" .

Tak, Koluszki są złośliwe. Podróżni, którzy wyjeżdżają o godz. 18-ej kurjerem krakowskim . Z Warszawy w kierunku Łodzi przybywają mniej więcej po półtoragodzinnej jeździe do Koluszek. Pociąg zatrzymuje się po jednej stronie stacji, aby dostać się do łódzkiego trzeba przejść na drugą stronę. Rzeczywiście stoi już tam szereg oświetlonych wagonów, kręcą się podróżni, służba kolejowa Oczywiście wszyscy zadowoleni, że mają miejsca, układają bagaże. Po kilku minutach żelazny smok rusza. Lecz o dziwo! Rusza w innym kierunku W pociągu robi się zamieszanie, podróżni przebiegają wagony, Pytają się, krzyczą, załamują ręce. Pan konduktor objaśnia: Państwo wsiedliście w Koluszkach do złego pociągu. Ten nie idzie do Łodzi. Cóż robić? Zatrzymać pociągu nie można, w biegu , wyskoczyć - też nie. Trzeba zacisnąć zęby i czekać na najbliższą stację Rokiciny i tam wysiąść. W Rokicinach można poczekać na najbliższy pociąg aby dostać się do Łodzi. Podróżni szemrzą, narzekają na koleje, na Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w Koluszkach nie czyni się nic, aby ułatwić podróżnym orjentację, cóż robi tam służba kolejowa? Pociąg w Koluszkach jakby, przez jakąś złośliwość nie jest zapatrzony w żadną tablicę. a że jest oświetlony i stoi na łódzkim torze, podróżni mylą się i wsiadają doń.

Pociąg łódzki czeka także, ale bez tablicy orjentacyjnej. Co gorsza, tablica ta stoi właśnie opodal złego pociągu. W tych warunkach pomyłka jest zupełnie zrozumiała. Nie trzeba objaśniać ile szkód powoduje takie zaniedbanie kardynalnych obowiązków przez służbę kolejową w Koluszkach. Podróżni nie przyjeżdżają na czas do Łodzi, są zmuszeni czekać na stacji w Rokicinach, muszą płacić za dodatkowy bilet. Tracą czas, pieniądze i zaufanie do kolei.

W imieniu tysięcy podróżnych, którzy przybywają codzień do Koluszek apelujemy do władz, aby zechciały zainteresować się nieporządkami, jakie panują na tej ważne stacji węzłowej.

W Koluszkach muszą znaleźć odpowiednio ustawione tablice orjentacyjne przy każdym pociągu. Wtedy dopiero uniknie się pomyłek, tak fatalnych w skutkach. Może wtedy zniknie przydomek "złośliwej stacji".


Ilustrowana Republika. 1936-02-01 R. 14 nr 31

Nasz reporter zanotował

Do szpitala Św. Józefa został przywieziony spod Rokicin 19-letni Józef Wojdera, zamieszkały niedaleko Rokicin, który nocy ubiegłej dostał się pod pociąg i został znaleziony nad ranem na torze, nieprzytomny, z obciętemi obiema nogami. Stan nieszczęśliwego jest ciężki. Policja prowadzi dochodzenie celem ustalenia tła tragedji, w której Wojdera został tak strasznie poraniony.

Echo. 1936-06-21 R. 12 nr 172

Tanie bilety wycieczkowe . Kolej nie zapomina o słomianych wdowcach.  

ŁÓDŹ 21 czerwca. Jak się dowiadujemy Ministerstwo Komunikacji wprowadziło ulgowe bilety wycieczkowe przeznaczone dla tych, którzy pragną niedzielę czy Święta spędzić w jakiejś miejscowości letniskowej. Wybrano trzy takie miejscowości, a mianowicie Grotniki, Kolumnę i Rokiciny. Przy bilecie wycieczkowym obowiązuje zniżka 33 proc. Przy zastosowaniu tej zniżki bilet do Kolumny kosztować będzie zł. 1,80, do Grotnik— zł. 1.60 i do Rokicin — zł. 2,70. Bilety wycieczkowe sprzedawane są we wszystkich kasach kolejowych i biurach podróży. Inną inowacją są bilety odcinkowo- tygodniowe upoważniające do dwukrotnego przejazdu dziennie, w relacjach nie przekraczających 100 kilometrów. Bilety te są ważne do wszystkich stacyj, leżących w promieniu nie większym jak 100 kilometrów od Łodzi, z tym warunkiem że mogą być w ciągu tygodnia tylko dwa razy dziennie wykorzystane do podróży tam i z powrotem. Ceny tych biletów, odcinkowo- tygodniowych wynoszą : do Andrzejowa zł. 1,80, do Gałkówka zł. 3, do Zduńskiej Woli zł. 6.70, do Justynowa zł. 2,80, do Grotnik zł. 4, do Strykowa zł. 4,60 do Żakowic zł. 4,30 i do Łasku zł. 5.50.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-03-04 R. 14 nr 57

Stalowy rumak „uciekł" z furmanki. Mieszkaniec kolonii Rokiciny pow. brzezińskiego, Konrad Orziński, zawiadomił tut. komisariat policji, że w dniu onegdajszym przejeżdżał ul, Pierackiego w Piotrkowie furmanką na której miał rower będący jego własnością. W pewnym momencie rower ten został mu skradziony. Poszkodowany szacuje stratę· na 70. zł. 

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1937-03-12 R. 67 nr 58

ŚMIERĆ POD KOŁAMI POCIĄGU.

Piotrków 10.3. W dniu 8. b. m. o godz. 22-ej pomiędzy przystankami Rokiciny - Baby, na szlaku Piotrków - Koluszki, poniósł straszną śmierć, starszy torowy 53-letni Szymura Szymon z Rokicin.

Usiłując przebiec tor przed pociągiem towarowym. Szymura wpadł pod koła pociągu pospiesznego. Zwłoki były rozrzucone na przestrzeni kilkudziesięciu metrów. Odciętej głowy nie odnaleziono. Prawdopodobnie została zmiażdżona doszczętnie.

Wypadek wywołał przygnębiające wrażenie, tak na funkcjonariuszach P.K.P. jak i na pasażerach. Kilka osób na widok zmasakrowanych zwłok zemdlało.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-03-25 R. 14 nr 76

Strzelał do człowieka z tyłu i posiedzi za to w więzieniu 

Henryk Fiszer, zam. we wsi Bµkowiec w pow. łódzkim, 28 grudnia r. ub . znajdował się we wsi Rokiciny, pow. brzezińskiego, przechadzając się około dworca. W pewnym momencie z pobliskiej piwiarni wyszedł jakiś osobnik, który będąc w stanie pijanym - począł bić Fiszera. Napadnięty rzucił się do ucieczki. W tej chwili z piwiarni wyszedł inny osobnik, który dobył rewolweru i strzelił 2 razy w kierunku uciekającego. Fiszer został raniony w głowę, na szczęście lekko. Scenę tę widział przechodzący ulicą policjant, który zbliżył się do strzelającego osobnika, odebrał mu broń i następnie wylegitymował go. Okazało się, że do Fiszera strzelał mieszkaniec wsi Rokiciny, 25 letni Wł. Szulc, którego pociągnięto do odpowiedzialności. W dniu onegdajszym Szulc zasiadł na ławie oskarżonych przed piotrkowskim sądem okręgowym, gdzie wina została mu całkowicie dowiedziona. Sąd po przesłuchaniu świadków i naradzie ogłosił wyrok, na mocy którego Władysław Szulc skazany został na półtora roku więzienia...

Dziennik Narodowy. 1938-12-21 R. 24 nr 298

Tragiczna śmierć piotrkowianina. Maszynista P. K. P. — Pasiński Kazimierz, lat 46, zamieszkały w Piotrkowie przy ul. Pierackiego 9, w pobliżu stacji Rokiciny poniósł tragiczną śmierć. W czasie postoju pociągu opuścił on parowóz celem zbadania stanu tłoków. W chwili, kiedy udał się po narzędzia, aby dokonać reperacji — nastąpił wybuch zbiornika powietrza. Jeden z kawałków rozerwanego zbiornika uderzył Pasińskiego w głową z taką siłą, że ten padł na ziemię, ponosząc śmierć na miejscu.

Dziennik Narodowy. 1938-12-21 R. 24 nr 298

Śmiertelny epilog wyprawy po czarne diamenty. Węglokrad zginął pod kołami pociągu

Na torze kolejowym na odcinku Koluszki — Rokiciny znaleziono zwłoki młodego mężczyzny, zmasakrowane przez koła pociągu. Powiadomiona o wypadku policja wdrożyła dochodzenie i ustaliła, że przejechanym mężczyzną jest Antoni Wieloch, mieszkaniec wsi Będzelin pow. brzezińskiego. Wieloch był znanym policji węglokradem. Zginął niewątpliwie podczas kradzieży węgla z biegnącego pociągu, z którego musiał spaść pod koła pociągu.


Łaznów - Rokiciny - Ksiądz - Polowanie - Rozwój - 1902


Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-11-06 R. 5 no 255

Wypadek z bronią!· W majątku Łanów położonym za Rokicinami, własność p. Brujewicza zdarzył się wczoraj następujący wypadek. P. Wojciech Janiszewski lat 34 objeżdżał bryczką, jednokonną folwark. W polu spotkał miejscowego wikarego, polującego, któremu zaproponował zabranie go na bryczkę. Księdzu w sutannie trudno było wsiąść na wehikuł z niezbyt wygodnemi stopniami, Janiszewski więc, chcąc mu przyjść z pomocą, złapał ręką za lufę dubeltówki, która w chwili tej wystrzeliła, przebijając mu na wylot dłoń lewej ręki, tak że wielki palec został oderwany. Postrzelonego przywieźli do Koluszek, gdzie miejscowy felczer nałożył pierwszy opatrunek, następnie zaś Janisz. koleją przyjechał do Łodzi, a z dworca wprost udał się na stacyę Pogotowia. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności na Pogotowiu dyżurował wówczas lekarz-chirurg, który też bezzwłocznie przystąpił do dania stosownej pomocy Janiszewskiemu. Nastąpiło więc oczyszczenie ręki i zszycie skóry, poczem Janisz. udał się na dalszą kuracyę do szpitala św. Aleksandra. Rana jest ciężką i grozi nawet amputacyą. Trzeba dodać, że przed paru laty tenże sam Janiszewski, pracując wówczas w fabryce Heinzla i Kunitzera w Widzewie miał strzaskaną i złamaną przez maszynę w trzech miejscach prawą rękę .

Rokiciny - Kronika wypadków i nie tylko... - 1886 - 1938 - cz.2


Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1886-02-27 R. 3 nr 46

POSZUKIWANIA WĘGLA.

W okolicy stacyi kolei wiedeńskiej Rokicińskiej odbywają się kosztem jednego z obywateli okolicznych poszukiwania węgla kamiennego. Poszukiwania te dotychczas nie zostały uwieńczone pomyślnym skutkiem, jednakże jeden z górników twierdzi, iż węgiel musi się tam znajdować.


Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1892-04-03 R. 9 nr 74

Cudowne ocalenie. W czwartek, pomiędzy stacyą Rokiciny a Baby, drogi żelaznej warszawsko -wiedeńskiej, podczas biegu pociągu spadł z platformy na tor pod wagony 6-letni chłopiec. Zanim podano sygnał o wstrzymaniu, pociąg przeszedł ponad chłopcem i oddalił się o kilkanaście kroków. Przerażeni pasażerowie byli przekonani, że obejrzą już tylko szczątki z ciała nieszczęśliwego, okazało się wszakże, iż dziecko żyło, a koło wagonu uszkodziło mu jedynie palce u nogi. Ranionego odwieziono do Piotrkowa.

Nowa Gazeta Łódzka. 1913-09-06 Nr 13

Handel żywym towarem. " Warszawskaja Myśl" przytacza szereg szczegółów z działalności handlarzy żywym towarem. „Handlarze, którzy zjechali się do nas z Ameryki i z niemieckich miast portowych, obrali sobie za miejsce postoju st. Rokiciny i Baby, gdzie im łatwiej ukryć się przed policją. Na tych stacjach mieszkają hurtownicy, do których prawie codziennie przyjeżdżają agenci, dostawcy "towaru" Zabierając „hurtowników" wyjeżdżają oni z nimi na st. Koluszki, gdzie odbywa się handel. W ciągu 3 dni ostatnich "hurtownik", który zatrzymał się na st. Rokiciny, nabył 26 dziewcząt, w wieku od lat 14 do 20. Nabywane są wyłącznie ładne dziewczęta, dobrze zbudowane; ceny wahają się od 50 do 1,000 rb. za „sztukę". Jeden z agentów stale mieszkający w Łodzi sprzedał za 1250 rb. siostrę swojej żony. Pierwsza partja złożona z 26 nabytych dziewcząt wysłana już została do Brazylji. Przeprawa ich przez granicę kosztowała kilkaset rb. Mają one czekać na swojego właściciela w Hamburgu, dokąd ten jedzie z 50 innemi dziewczętami, które ma wysłać do Konstantynopola. Wśród ofiar przeważnie służące, włościanki i szwaczki, poszukujące "lekkiej" pracy.

Rozwój. 1914-06-26 No 143

ECHA NAPADU NA DRÓŻNIKA.
W celu wykrycia sprawców napadu na dróżnika Wiśniewskiego pod Rokicinami, o czem onegdaj donosiliśmy, sprowadzono z Łodzi psa policyjnego zwanego "Alma", którego przywieźli żandarmi. Pies zaprowadził policję do wsi Cisowy w pow. brzezińskim i tam rzucał się na trzech braci W. których aresztowano.
Są oni silnie podejrzani o dokonanie napadu wraz z dwoma innymi, którzy podobno zbiegli do Łodzi. Aresztowanych przewieziono do Piotrkowa.
Bandyci oprócz napadu na dom dróżnika dokonali przedtem na dom trzech mieszkańców wsi Rokiciny i u jednej tylko wdowy zrabowali 16 rb. Podczas napadu na dróżnika spłoszył ich nadchodzący pociąg, który syn dróżnika zatrzymał sygnałem. Pociągiem tym właśnie przywieziono rannego dróżnika i po opatrunku odesłano do szpitala św. Trójcy.

Łodzianin : tygodniowy organ Polskiej Partji Socjalistycznej. 1926-06-12 R. 21 nr 24





Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1927-11-20 R. 4 nr 267

4713. — Cejman Fogelman — zawodowy skup kamieni polnych w celu odsprzedaży, sprzedaż węgla i cementu w Rokicinach, gm. Łaznów, pow Brzezińskiego, istnieje od 1900 r. Właścicielem jest Cejmach Fogelman. zam. w Rokicinach, gm. Łaznów, pow. Brzezińskiego. Prokury niema. Intercyzy nie zawierał. 

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1928-02-09 R. 2 nr 40

WYPADEK PRZY MŁÓCENIU ZBOŻA.

Wypadek wydarzył się w dniu wczorajszym po południu we wsi Rokiciny. Podczas młocki został pochwycony przez tryby maszyny 55-letni Józef Klimek. Tryby urwały nieszczęśliwemu prawą rękę. Omdlałemu udzielono pierwszej pomocy na stacji kolejowej w Rokicinach, a następnie pociągiem Łódź-Fabryczna odwieziono Klimka dającego słabe oznaki życia do szpitala małż. Poznańskich. Stan Klimka jest beznadziejny.

Ilustrowana Republika. 1929-06-29 R. 7 nr 176

OSTRZEŻENIE. Skradziono 27 b. m. o godz. 6.30 w tramwaju Nr. 1 portfel zawierająca 13 weksli blanco, 10 weksli po 1000 zl., 2 weksle po 500 zł„ 1 weksel 300 zł., z wystawienia z podpisem i stemplem C. Fogelmana, Rokiciny, żyro z podpisem i stemplem Hermana Fogelmana, świadectwa przemysłowe II kateg. z kasy skarbowej Brzeziny, 4 nakazy płatnicze z Urzędu Skarbowego Brzezin, kontrakt mieszkaniowy z lokatorem Packlem, pokwitowanie na dzierżawę placu w Rokicinach, wyd. przez zawiadowcę stacji kolejowej, akt hipoteczny Piotrkowa, oraz inne papiery. Weksle unieważniam i proszę o zwrot za wynagrodzeniem. C. Fogelman stacja Rokiciny, pow Brzeziński


Echo. 1929-10-01 R. 5 nr 254

Woreczki z tytoniu na dachu wagonu. Wykrycie znacznej kontrabandy
Łódź, 1 października. W wczorajszym na terenie stacji kolejowej Rokiciny wykryto znaczna kontrabandę. Mianowicie funkcjonariusz, lotniczej brygady skarbowej p. Białas zauważył, jak do stojącego pod Rokicinami pociągu towarowego skradali się jacyś osobnicy, usiłujący coś wydostać z wagonów. Na widok urzędnika skarbowego nieznajomi zbiegli. Zainteresowany zachowaniem się osobników owych p. Białas z pomocą policji dokonał rewizji wagonów. Na dachach znaleziono w woreczkach tytoń, pochodzenia niemieckiego. Woreczki tytoniu były poprzybijane gwoździami Ogółem znaleziono około 160 kilogramów tytoniu, który skonfiskowano. Osobników owych, którzy prawdopodobnie przyszli zabrać kontrabandę, poszukuję, policja.

Rozwój. 1929-10-26 No 297

WÓJTY I SEKRETARZ BAWIĄ SIĘ.
W lutym roku 1926 do pocztowego w Rokicinach przyszedł wójt gminy Łask Jan Czerwiński, sekretarz tejże gminy Józef Misztal, w celu sumy płacenia większej sumy pieniędzy dla różnych instytucji. Kierownik oddziału pocztowego Wolkiewicz wypisywał w międzyczasie pokwitowanie. które przed oddaniem pieniędzy. Po przeliczeniu pieniędzy okazało się, że zabrakło 500 zł. do czeku adresowanego dla izby skarbowej w Brzezinach na sumę 2500 zł.
Wobec powyższego wójt i sekretarz zabrali pieniądze oraz pokwitowanie, zapewniając kierownika poczty, że pożyczą sobie 500 zł od sołtysa i za chwilę wrócą. Więcej jednak nie powrócili. W rok potem nowy sekretarz gminy przeglądając książki znalazł wpisaną tam sumę 2500 zł., podczas gdy w międzyczasie przychodziło doń zażalenie z Brzezin z powodu niewpłacenia powyższej sumy. Zwróciwszy się o wyjaśnienie urzędu pocztowego w Rokicinach, gdzie dowiedział się całej prawdy Wójt i sekretarz zostali pociągnięci do odpowiedzialności i w dniu wczorajszym stanęli przed sądem. Sąd po rozpatrzeniu sprawy skazał wójta Czerwińskiego na dwa lata, a sekretarza Misztala na półtora roku więzienia.


Nowy Dziennik Łódzki. 1932-09-27 R. 2 nr 267

Zabójstwo przed kościołem  Śmiertelne wiwaty
Przed kościołem parafialnym w Rokicinach gm. Łaznów, pow. brzezińskiego, o godz. 11 minut 30 pojawił się orszak ślubny, co spowodowało pewne zbiegowisko.
Jeden z gości weselnych, Piekarek Józef, 29-letni mieszkaniec wsi Boguszyce, pow. rawskiego - chciał strzelać z rewolweru na wiwat. Broń zacięła się, wobec czego Piekarek zaczął manipulować rewolwerem, aby naprawić defekt. W tym momencie padły dwa strzały. Jedna z kul ugodziła mieszkańca Rokicin, Marcelego Stasio, który w parę minut zmarł.
Piekarka aresztowano i osadzono w więzieniu. Rewolwer uległ konfiskacie.

Dziennik Łódzki. 1932-02-09 R. 2 nr 40

Krwawa zemsta opryszków za uniemożliwienie im jazdy "na gapę'". Bezprzytomny kolejarz na szosie.

Na stacji kolejowej w Rokicinach pod Łodzią pracował w charakterze funkcjonarjusza kolejowego Jan Samolak, zamieszkały w Rokicinach. Gdy w dniu wczorajszym Samolak po ukończeniu pracy wracał do domu, na odludnym odcinku szosy napadlo nań 2 mężczyzn którzy zadali mu szereg głębokich ran nożem w okolice żołądka, tak że nieszczęśliwemu wypłynęły jelita. Gdy Samolaka po pewnym czasie znaleźli przechodnie, dawał on bardzo słabe oznaki życia. Ciężko rannego kolejarza przewieziono do szpitala okręgowego przy ulicy Zagajnikowej. Stan jego jest groźny. Powiadomiona policja ujęła 30-letniego Antoniego Białczaka i 33-letniego Stefana Kowalczyka, zamieszkałych w Rokicinach . Dochodzenie policyjne stwierdziło, iż Białczyk i Kowalczyk zaprzysięgli ostatnio Samolakowi zemstę, ponieważ odmówił przewiezienia ich na gapę do Częstochowy, a raz nawet oddał ich w ręce policji za jazdę koleją bez biletu, skutkiem czego Białczak i Kowalczyk zostali skazani na grzywny. p)

Echo. 1933-09-01 R. 9 nr 241

Dzień Chorych w Rokicinach. Staraniem Katolickiego Stowarzyszenia Polek w Rokicinach pod Łodzią został zorganizowany ,,dzień chorych". Program dnia objął: uroczyste nabożeństwo w kościele miejscowym, które celebrował ks. proboszcz W. Szota. Kapłan w podniosłych słowach przemówił do chorych, którzy w dniu tym zostali zwiezieni wozami z terenu całej parafji. Podniosły był moment, kiedy chorzy uprzednio przygotowani do Sakramentów Świętych przystępowali do Stołu Pańskiego, kiedy niejedna łza pod wrażeń, przeżywanej chwili potoczyła się z oczu nieszczęśliwych w chwili, gdy kapłan obchodząc łóżka i nosze na których spoczywali nieraz dość ciężko chorzy, udzielał im Komunji Świętej. Funkcje sanitariuszy i opiekunów pełnili członkowie Akcji Katolickiej. W czasie Mszy Świętej pienia religijne zostały wykonane przez miejscowy chór kościelny. Po nabożeństwie w sali parafjalnei urządzono dla chorych śniadanie.

Ilustrowana Republika. 1938-06-13 R. 16 nr 160

Złodziej węgla zastrzelony przez służbą kolejową. Wczoraj w nocy, do pociągu towarowego, wiozącego węgiel, w pobliżu st. Rokiciny, wskoczyło czterech mężczyzn, którzy poczęli zrzucać węgiel na tor. — Służba kolejowa poczęła strzelać do złodziei, którzy rzucili się do ucieczki, przyczem jeden z nich, 26-letni Władysław Czarnys, zamieszkały na Smolarni, koło Żakowic został zastrzelony. Zwłoki zabitego złodzieja kolejowego zabezpieczono na miejscu do czasu przybycia władz sądowo-śledczych.

poniedziałek, 31 marca 2025

Rokiciny - Kronika wypadków i nie tylko... - 1867 - 1939 - cz.1

 

Lodzer Zeitung. 1867-07-02 No 72

KANTOR TRANSPORTOWO - KOMISSOWY EDWARDA HERTZ

przy Drodze Żelaznej Fabryczno-Łódzkiej, mam honor uwiadomić szanowną publiczność miasta Łodzi, jak również i p.p. fabrykantów tegoż miasta, że od dnia dzisiejszego powiększyłem mój rollaż dla dogodności publicznej, podejmuje się wszelkiego rodzaju towarów z Magazynu Drogi Żelaznej Fabryczno Łódzkiej do wszystkich punktów miasta w Łodzi: od 50 pudów po l kop., mniejsze zaś ładunki od 1 puda do 30 pudów 30 kop., wszelkie zaś sztuki z miasta do Magazynu Drogi Żelaznej Fabryczno Łódzkiej i z wysokości wagi pudów 50, wszelką ekspedycję i z przywozem z miasta także tylko po kop. 1 od każdego puda, zaś większe partie wagi 400 pudowe do wyższej ilości do wszystkich punktów miasta po 3/4 kop od puda - sztuki różnego rodzaju od 10 pudów do 50 pudów powierzone do ekspedycji mi w Magazynie os szanownych kupców, za wszelkie ułatwienia od wyżej wzmiankowanej sztuki 15 kop., jak również przyjmuję towar franco do Warszawy do domu po 17 kop. od puda, do Zgierza od puda po 4 kop., do Pabianic po 5 kop. od puda, jak również mam wapno najlepszego gatunku i węgle z najlepszych kopalni do sprzedania.

Dom mój istniał na Drodze Żelaznej Fabryczno Łódzkie przez lat 12, w ostatnich czasach w Rokicinach przez lat 5, starałem się zawsze być dogodnym publiczności tejże okolicy, teraz jestem Komissantem od roku przy Drodze Żelaznej Fabryczno Łódzkie i powiększyłem z tego tytułu mój rollaż dla dogodności handlujących w okolicy a również w mieście Łodzi i odpowiadam za wszelkie mi powierzone towary od szanownych kupców i fabrykantów z majątku mojego i własną osobą.

                                                                                            Ed Hertz

Tydzień. 1879-07-13 R. 7 Nr 28

W Rokicinach w dniu 3 b.m., groźna szalała burza. Wszystkie dach z folwarcznych budynków zostały zerwane i uniesione wichrem, a ogromne stosunkowo straty, jakie wicher i nawałnica przyniosły gospodarstwu, ciążą na miejscowym dzierżawcy.

Tydzień. 1894-08-26 R. 22 Nr 34


Tydzień. 1899-07-30 R. 27 Nr 31

WYPADEK POD ROKICINAMI

W zeszłą niedzielę w nocy podczas szalejącej burzy na 107 wiorście kolei warsz. - wied. w pobliżu stacyi Rokiciny, jechał wóz naładowany towarem, na którym siedziało czterech mężczyzn. Woźnica myśląc, że droga jest wolną, gdyż przejazd nie był zamknięty, wjechał bezpieczny na tor, gdy tymczasem od strony Warszawy wpadł nań pociąg towarowy Nr. 124, miażdżąc na miejscu konie, wóz i dwóch ludzi. Dwaj drudzy siedzący na tyle wozu odnieśli ciężkie pokaleczenia, tak iż nie ma najmniejszych nadziei utrzymania ich przy życiu.


Tydzień. 1901-12-29 R. 29 Nr 52

- 5 dni z Piotrkowa do Rokicin szedł list włożony do puszki przy Dworcu d. 5 b. m. Dnia 6-go znalazł się w Rydze, w d. 9 powrócił do Warszawy i na koniec d. 10 b. m. znalazł się nareszcie w Rokicinach. 


Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-05-20 R. 5 no 113

Ofiary wypadku, który się wydarzył w ubiegłym tygodniu pomiędzy Koluszkami i Rokicinami, o czem w swoim czasie donosiliśmy, są dwaj robotnicy Pawlik ~ Pawliczak. Wysadzeni w Koluszkach z pociągu, jako jadący bez biletu, podążyli ku Rokicinom pieszo linią kolejową. O ile sądzić można, zamierzali oni wskoczyć na pociąg towarowy i ulegli wypadkowi. Jeden z nich z pogruchotanemi żebrami dostał obłędu i opowiadał, że go napadnięto i pobito, drugi zaś, otrzymawszy uderzenie w głowę, dostał krwotoku i nie odzyskał przytomności. Przywiezieni do Piotrkowa, obaj zmarli w szpitalu miejskim. 

Tydzień. 1903-04-19 R. 31 Nr 16

Złodzieje węgla. W nocy z dnia 8 na. g b. m. pod Rokicinami, został postrzelony przez złodziei węgla dróżnik Kopytek, który już od paru dni odpędzał ich, od naładowanych węglem wagonów i do którego raz już oni strzelali. 

Wieśniak : pismo poświęcone sprawom okolicy Łowicza i sąsiednich powiatów. 1914-09-11 R. 2 no 33

Zniszczenie szwadronu "huzarów śmierci ". W Piotrkowie, chwilowo zajętym przez Prusaków, a z błyskawiczną szybkością przez nich opuszczonym, stał szwadron "huzarów śmierci", których dowódcą w Gdańsku był następca tronu niemieckiego. Szwadron pod dowództwem majora hrabiego Sztolberga, który uważał się za komendanta Piotrkowa, jechał w kierunku Koluszek. W pobliżu Rokicin huzarów niemieckich spotkał szwadron huzarów rosyjskich. Wywiązała się gorąca potyczka, podczas której prawie cały szwadron "huzarów śmierci" był wyrąbany przez Rosjan. Zaledwie garstka jeźdżców uratowała się ucieczką. Od uderzeń szabli padli wszyscy oficerowie ze szwadronu niemieckiego z majorem, hrabią Szolbergiem na czele. Przy majorze znaleziono wielką sumę pieniędzy, które zaraz Rosjanie wysłali do Gdańska do wdowy po zabitym.

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1914-12-28 R. 4 Wyd. poranne

Z Tomaszowa. W ubiegłym tygodniu Tomaszów przeżył straszne chwile. W pobliżu miasta odbyła się krwawa walka o przeprawę przez Pilicę. W mieście na dachach niektórych budynków ustawione były kartaczownice. Do miasta wpadały granaty, z których jeden zabił dziewczynkę na przedmieściu. Okoliczne wsie wojna obróciła w perzynę. 
W Rokicinach pozostała tylko stacja kolejowa. Reszta budynków zburzona.


Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-03-29 R. 3 nr 74

Poszarpany trup mężczyzny - na odcinku kolejowym Rokiciny — Koluszki. 

Wczorajszej nocy o godzinie 1-ej na torze kolejowym pomiędzy stacjami Rokiciny — Koluszki znaleziono poszarpane ciało mężczyzny. Ze znalezionych dokumentów stwierdzono, że zabity nazywa się Stefan Trepka, pochodzący z Radomska, kawaler, lal 24. Przypuszczają, że Trepka wpadł pod kurjerski pociąg Nr. 5 i zahaczony popielnikiem parowozu szarpany bvł na przestrzeni 3 kilometrów, na co wskazują poodrywane członki ciała na tej przestrzeni. Zwłoki zabezpieczono do zejścia władz sądowo- policyjnych.  

Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-04-14 R. 3 nr 88

Bandyci kolejowi na linji Koluszki—Rokiciny. 
Napad i rabunek w nocy o godz. 2-ej. Przed trzema dniami o godzinie 2-ej w nocy w pociągu osobowym na przestrzeni Koluszki — Rokiciny trzech uzbrojonych bandytów wśród niezwykłych okoliczności wtargnęło do przedziału trzecie] klasy, gdzie drzemał pasażer Józef Milas. Bandyci zarzucili mu chustkę na usta i usiłowali wyrzucić go podczas jazdy. Przeszkodził temu jednak jadący z Sandomierza student Pawlicki. Bandyci zrabowali Milasowi futro i walizę, w której znajdowało się 500 złotych gotówką i wyskoczyli z pociągu. Zarządzony pościg nie dał na razie rezultatu.


Dziennik Narodowy. 1927-09-11 R. 13 nr 166

Z kroniki wypadków. Franciszek Adamczyk, robotnik kolejowy, pragnąc wsiąść na linji Rokiciny - Czarnocin do będącego w biegu pociągu towarowego, dostał się pod koła, które mu zmasakrowały lewą nogę. Służba kolejowa zatrzymała nadchodzący za chwilę od Koluaszek pociąg pospieszny w którym nieszczęśliwemu użyczono pierwszej pomocy, a następnie w Piotrkowie ulokowano go w szpitalu św. Trójcy, gdzie po kilku godzinach strasznych męczarni zmarł, osierocając żonę i dziecko. 

Echo. 1928-12-13 R. 4 nr 296

Krwawa rzeź pijanych rezerwistów. Bójka na szosie. 

Jeden trup i kilku pokaleczonych

Rokiciny, 13. 12. Wczoraj o godzinie 6-tej wieczorem szosą w kierunku Rokicin powracała gromada rezerwistów z kontroli wojskowej w Tomaszowie Mazowieckim. Nadmiernie wesołe humory wskazywały, że towarzystwo zaczepiało o przydrożne karczmy. Szczególniej mieszkaniec Rokicin nie jaki Longin Filipek zdradzał ogromny temperament. Podstawiał kolegom nogę i strącał ich w wypełnione wodą rowy. Słowem szukał swady. Tuż pod samemi Rokicinami Filipek obraził ciężko Jana Niciaka lat 33, który czynnie zareagował. Wynikła bójka. Gromada podzieliła się na dwa obozy. W rękach błysnęły noże. Zmobilizowano również laski i kije sękate. Rozpoczęło się „pijackie" trzepanie i kaleczenie pleców. W pewnej chwili przeraźliwy krzyk przeszył powietrze i jednocześnie ktoś zwalił się z nóg. To Jan Nicinka...  Pchnięty nożem prosto w serce padł martwy na ziemię. Prócz tego kilku innych zostało dotkliwie poranionych. Filipek na widok trupa Nicinki rzucił zakrwawiony nóż, którym zadał śmiertelne uderzenie i nie czekając na kolegów uciekł do lasu. Poranionych gromada zabrała z sobą do Rokicin. Zawiadomiona o incydencie policja spisała protokół i aresztowała kilku awanturników.

Główny sprawca krwawej rzezi znikł bez śladu. Poszukiwania nie dały chwilowo żadnego rezultatu. Pokaleczonych opatrzył lekarz.



Nowy Dziennik Łódzki. 1932-08-26 R. 2 nr 235

ZANIEŚCIE MU!....

Troska matki - o podrzutka.

Pod drzwiami jednej z zagród, we wsi Rokiciny, powiatu brzezińskiego, znaleziono podrzucone niemowlę płci żeńskiej. Przy niemowlęciu znajdowała się kartka, treści następującej: Stanisław Borowski. Kochani przyjaciele, proszę was, żebyście mu zanieśli, bo to jest własna dziecina, żeby go nie stracił, żeby wychował, zawiadomcie do policji, ochrzczone z wody, na imię Krystyna, Rokiciny.

Jak dotąd bliższego adresu Stanisława Borowskiego nie ustalono. Dzieckiem zajęła się chwilowo policja.

Echo. 1934-06-01 R. 10 nr 147

Kula dosięgła węglokrada. Drugi uciekł 

Piotrków, 1 czerwca. Ubiegłej nocy na szlaku kolejowym Czarnocin—Rokiciny, do pociągu towarowego, zdążającego od strony Piotrkowa, wskoczyło dwóch osobników, którzy zaczęli zrzucać z wagonów bryły węgla. Kradzież zauważył jeden z funkcjonarjuszów, eskortujących pociąg i wezwał złoczyńców do opuszczenia wagonów. W odpowiedzi jeden z osobników wyciągnął rewolwer. Funkcjonarjusz nie czekając strzałów — strzelił pierwszy. Jeden ze złodziei ranny — spadł z wagonu. Kompan postrzelonego zdołał zbiec. Pociąg zatrzymano. Postrzelonym złodziejem okazał się 26-letni Kazimierz Szubert, zamieszkały we wsi Nowe-Chrusty, gminy Mikołajew, powiatu brzezińskiego. Rannego Szuberta przewieziono najbliższym pociągiem do szpitala w Piotrkowie. Za zbiegłym złodziejem wszczęto poszukiwania.

Echo. 1937-07-27 R. 13 nr 207

Krwawa zabawa w Rokicinach. Policja poszukuje sprawców awantury . 

TOMASZÓW MAZ., 27. 7. — W miejscowości Rokiciny, pow. brzezińskiego odbywała się zabawa taneczna, zakończona jak niemal wszystkie zabawy wiejskie krwawo. Oto w trakcie zabawy pomiędzy kilkoma jej uczestnikami wynikła awantura rychło przekształcona w bójkę. Gdy bijący się zostali rozproszeni na ziemi pozostał wijący się w kałuży krwi mieszkaniec Rokicin, Wieloch Jan, lat 22, ugodzony nożem przez jednego z napastników, który zbiegł. Wielocha w stanie ciężkim przewieziono do szpitala miejskiego w Tomaszowie Maz., Ma on zadaną nożem głęboką ranę w żołądek. Miejscowe władze bezpieczeństwa przeprowadzają dochodzenie w kierunku ustalenia nazwiska sprawcy zadania ciężkiej rany Wielochowi.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-12-10 R. 14 nr 230

CZŁOWIEK KTÓRY CUDEM ŻYJE...

W dniu 18 lipca rb. odbywała sle zabawa we wsi Rokiciny. W trakcie zabawy doszło do zwady między Józefem Jałmużną a Janem Wielochem, który w .trakcie bójki na pięści, uderzył przeciwnika w twarz. Jałmużna poprzysiągł przeciwnikowi zemstę i w tym celu zmówił się z Władysławem Sońtą, aby ten ściągnął Wielocha w ustronne miejsce, gdzie krwawo rozprawi się ze swym antagonistą. To też, gdy Wielocha zwabiono w odległe i ciemne miejsce, Jałmużna rzucił się nań, począł go bić, kopać, a następnie zadał Wielochowi straszne uderzenie nożem w brzuch, przebijając mu żołądek. Wielocha odwieziono do szpitala, gdzie lekarze orzekli śmiertelną ranę, licząc się z rychłym zgonem rannego. Tymczasem Wieloch sprawił wszystkim niespodziankę i wylizał się z ran. Jest to wypadek, zwany w języku lekarskim cudem. Józef Jałmużna i Władysław Sońta zasiedli wczoraj na ławie oskarżonych przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie, który skazał Józefa Jałmużnę na 3 lata wiezienia; Sońte  uniewinniono. Powództwo cywilne, które wnosił pokrzywdzony w wysokości 600 zł., tytułem szkód materialnych i moralnych, powstałych wskutek zajścia, Sąd pozostawił bez rozpoznania. Przewodniczył rozprawie Wiceprezes S. O. p. Mieczysław Michalewski. Oskarżał podprokur. p. Filipkowski. Obronę wnosili adwokaci: Walosiński i Neweła; Powództwo cywilne - adw. Landberg.  

Ilustrowana Republika. 1939-05-22 R. 17 nr 140

KRWAWY DRAMAT MIŁOSNY

Usiłował zastrzelić rywala

Krwawy dramat rozegrał się onegdaj wieczorem we wsi Rokiciny pod Łodzią, którego ofiarą padł mieszkaniec tejże wsi 25-letni Franciszek Klenik. Klenik oraz Gustaw Meyer, również mieszkaniec wsi Rokiciny od dłuższego już czasu kochali się w jednej i tej samej dziewczynie, a mian. 19-letniej Reginie Cichej, przy czym dziewczyna darzyła większą sympatią Klenika. Na tym tle dochodziło często do sporów między rywalami. W dniu wczorajszym pragnąc się zemścić na swym rywalu, Meyer uzbroił się w rewolwer i ukrywszy się niedaleko domu swej ukochanej, postanowił zaczekać na Klenika. W momencie, gdy zauważył go wychodzącego z domu Cichej, wyszedł mu naprzeciw i wymierzył do znienawidzonego przez siebie rywala z rewolweru. Klenik zdołał jeszcze dobiec do Meyera i wytrącić mu rewolwer, lecz został trafiony kula w brodę i szyję, wobec czego padł na ziemię brocząc krwią. ' Niedoszły zabójca zdołał zbiec. Rannego przewieziono karetką pogotowia Czerwonego Krzyża do szpitala Ubezpieczalni Społecznej w stanie groźnym. Za Meyerem władze wdrożyły poszukiwania.

niedziela, 30 marca 2025

Katarzynów - Koluszki - Kronika wypadków - 1898 - 1946

Katarzynów – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Koluszki. Do 1953 roku miejscowość była siedzibą gminy Długie, a w latach 1953–1954 gminy Katarzynów. W latach 1954–1972 wieś należała i była siedzibą władz gromady Katarzynów. Wikipedia

Tydzień. 1898-04-03 R. 26 Nr 14

SZKARLATYNA.  W powiecie brzezińskim, we wsi Katarzynów zachorowało nagle 25 dzieci na szkarlatynę.

Rozwój. 1905-05-31 No 120

Pożar w Katarzynowie. Nocy wczorajszej we wsi Katarzynów pod Koluszkami zapaliła się obora, należąca do Jana Grzybowskiego. Ogień, niepostrzeżony na razie przez nikogo przerzucił się na sąsiednie zabudowania, wskutek czego spłonęły dom mieszkalny, obora i drobniejsze zabudowania gospodarcze. Przyczyna pożaru niewiadoma, straty wynoszą do 2,000 rb. 

Rozwój. 1913-07-14 No 159

Nowa straż ogniowa. Gubernator piotrkowski udzielił pozwolenia na utworzenie straży ogniowej ochotniczej we wsi Katarzynów, w pow. brzeziński.

Gazeta Łódzka. 1913-07-15 Nr 160

Nowa straż ogniowa„ Zatwierdzona została ustawa straży ogniowej ochotniczej, powstającej w os. Katarzynów, gm. Długie, pow. brzezińskiego.  

Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1926-12-19 R. 9 nr 348

LEŚNICZY I "ZWARJOWANE SIKAWKI"
Krewki przedstawiciel władzy zranił harcerza-strażaka.

Na początku roku 1925, mieszkańcy wsi Katarzynów utworzyli oddział straży ogniowej, na czele którego stanął Stanisław Karasiński.
W dniu 25 maja tegoż roku straż ogniowa z Katarzynowa przybyła do Będzelina, gminy Mikołajów, pow. brzezińskiego i rozpoczęła w tamtejszym lesie ćwiczenia strażackie.
W czasie ćwiczeń nadszedł leśniczy lasów państwowych Fr. Roszczakowski i rozgniewany obecnością straży w lesie nakazał jej natychmiast opuścić miejsce ćwiczeń.
- Ja władza, leśniczy, a wy zwarjowane sikawki. Poszedł precz z lasu - wołał, grożąc dubeltówką.
Pomimo, że niezwłocznie usłuchano jego polecenia i zarządzono natychmiastowe przygotowania do odjazdu, leśniczy nie przestawał lżyć straż ogniową.
Gdy zwrócono mu uwagę, by się uspokoił, leśniczy wymierzywszy z trzymanej w ręku dubeltówki do grupy strażaków, wystrzelił trafiając w kolano lewej nogi pietnastoletniego Jana Karasińskiego, syna komendanta straży.
Następnie wystrzelił po raz drugi, a gdy chciano go rozbroić, kilkakrotnie wystrzelił z rewolweru szczęśliwie chybiając.
W końcu krewkiego leśniczego obezwładniono i wraz z rannym przewieziono do pierwszego posterunku w Koluszkach, tuż obok wsi Będzelin.
Tam udzielono pierwszej pomocy ofierze zajścia, Karasińskiemu, który po dziś dzień nie jest w stanie prawidłowo chodzić.
W dniu wczorajszym sprawa, a znalazła się na wokandzie sądu okręgowego, gdzie leśniczy Franciszek Roszczakowski odpowiadał z art. 468, część I.K.K., tłumacząc się, że dubeltówki używał we własnej obronie.
Bronił z urzędu mec. Jastrzębski.
Powództwo cywilne na sumę zł 1003 gr.50 wniósł adw. Jasieński.
Po przesłuchaniu świadków, którzy stwierdzili cąłkowitą winę oskarżonego, oraz po wysłuchaniu stron, sąd udał się na naradę.
Po półgodzinnej naradzie sąd ogłosił wyrok, mocą którego Franciszek Roszczakowski, lat 37, skazany został na pół roku więzienia, oraz zasądził na korzyść ojca poszkodowanego powództwo cywilne w kwocie 653 gr.50.

Echo


Echo. 1928-12-21 R. 4 nr 303

HISTORJA  KONIA Z WOZEM. POWRÓT DO WŁAŚCICIELA.

Łódź, 21 grudnia. Onegdajszej nocy mieszkańcowi wsi Stary Katarzynów, w powiecie brzezińskim Emilowi Sztaftsznajdrowi skradziono konia z wozem. Poszkodowany zawiadomił natychmiast władze bezpieczeństwa publicznego.

W ciągu dwudniowych poszukiwań sprawcy kradzieży wpadli w ręce policji. Ujęci zostali Alfons Szmitke, łodzianin, zamieszkały przy ul. Emilji 48 i Józef Dzwonkowski oraz niejaki Komorowski. Zacna ta trójka przyjechała do Łodzi, gdzie na Placu Reymonta zamieniła konia z dorożkarzem Bolesławem Karosikiem. Następnie konia z wozem sprzedano Zelewskiemu, zamieszkałemu przy ul. Sosnowej 8.

Wóz i konia odnaleziono, zwrócono poszkodowanemu.

Szmitke, Dzwonkowski i Durakowski zostali osadzeni w areszcie do dyspozycji władz sądowych.

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-02-15 R. 4 nr 45

Kobieta czy zwierzę? Matka pozostawiła nagie i bose dziecko w polu

Onegdaj na polach wsi Katarzynów, tuż pod Koluszkami, grupa pracowników kolejowych, zdążająca do pracy, znalazłą zwłoki chłopca w wieku około dwóch lat, w lichym odzieniu i boso, który ze względu na brak wszelkich śladów zewnętrznych obrażeń, zmarzł wskutek braku dostatecznego odzienia.

Powiadomiona o wypadku policja przeprowadziła dochodzenie, w czasie którego ustalono, że zmarłym jest Kazimierz Łukasik, 2-letni syn wdowy Łukasikowej Józefy, zamieszkałej we wsi Katarzynów, która pozostając bez pracy i środków do życia, starała się za wszelką cenę pozbyć dziecka, które było jej ciężarem, a które poza tem przeszkadzało jej w uzyskaniu służby powtórnem wyjściu za mąż. Ustalono pozatem, że Łukasikowa znęcała się nad własnem dzieckiem i biła je motyką, a nawet obuchem siekiery po nogach, oraz głodziła nie dając pożywienia po dwa dni. 

Ostatnio planowała sobie dogodne pozbycie się dziecka bez odpowiedzialności, zabrała je z sobą bose do Koluszek a w polu pozostawiła na zimnie, gdzie zmarzło.

Łukasikowa po dokonaniu bestjalskiego czynu zbiegła w stronę Łodzi i dotychczas jej nie odszukano.

Dziennik Łódzki. 1931-12-19 R. 1 nr 93

POŻAR ZNISZCZYŁ ZAGRODĘ

PECH BEZDOMNEGO, PRZYJĘTEGO Z LITOŚCI NA PRZECONOWANIE.

We wsi Katarzynów w powiecie łódzkim wybuchł pożar w stodole należącej do zabudowań gospodarskich Wacława Rączkowskiego. Płominie objęły całą stodołę i przerzuciły się na dom mieszkalny i inne zabudowania. Miejscowa straż ogniowa przystąpiła przedewszystkiem do ochrony sąsiednich zabudowań, gdyż o uratowaniu gospodarstwa Rączkowskiego nie było już mowy. Po krótkim czasie z całej posiadłości pozostały tylko zgliszcza. Okazało się, iż do Rączkowskiego poprzedniego dnia zgłosił się bezdomny Stanisław Milczarek, prosząc go o udzielenie noclegu. Rączkowski pozwolił mu w stodole. Mielczarek zapalił papierosa i następnie rzucił niedopałek w kąt. Milczarek został silnie poparzony podczas snu, a nadto chciano dokonać na nim sądu za spowodowanie pożaru. Mielczarek został osadzony w areszcie do dyspozycji władz śledczych. Straty wynoszą 10.000 zł.

Ilustrowana Republika. 1933-05-02 R. 11 nr 120

Nasz reporter zanotował...

Na stację Łódź-Fabryczna przywieziony został z Koluszek 24-letni Stanisław Skórski, mieszkaniec wsi Katarzynów, pow. brzezińskiego. Skórski został napadnięty pod Koluszkami przez dwóch zbirów. Rannego z szeregiem ran kłutych i ciętych, odwiozła karetka pogotowia do szpitala przy ul. Drewnowskiej. — Policja wdrożyła dochodzenie.  

Echo. 1934-06-17 R. 10 nr 163

Zbrodnia żony, pasierbicy i zięcia.

Ponurą scena w wieśniaczej izbie. Bestjalską trójkę osadzono w więzieniu.

Brzeziny, 17 czerwca. W dniu wczorajszym mieszkańcy Koluszek i okolic, wstrząśnięci zostali wiadomością i bestjalskiej zbrodni dokonanej we wsi Katarzynów, gm Długie, powiatu brzezińskiego. Ofiarą zbrodni tej padł właściciel kilkudziesięciomorgowej zagrody. 45-letni Stefan Deoszyński. Zbrodni dokonano w następujących okolicznościach. Deoszyński, bezdzietny wdowiec nie mogąc podołać prowadzeniu gospodarstwa ożenił się powtórnie przed niespełna dwoma laty z wdową z sąsiedztwa, niejaką Józefą Cieplikową matką dorastającej córki. 

Na początku bieżącego roku pasierbica Deoszyńsklego wyszła za mąż za niejakiego Stanisława Chruściela. Od chwili zamążpójścia pasierbicy życie Deoszyńskiego stało się jednem pasmem udręczeń i obaw o życie. Przyczyną tego był spór majątkowy. Deoszyńska domagała się, by mąż przepisał gospodarkę na jej zięcia. Wieśniak opierał się temu stanowczo. Z tych właśnie przyczyn w domu Deoszyńskich panowały ciągle nieporozumienia, waśnie i bójki. Chruściel, któremu najwięcej zależało na zdobyciu gospodarki Deoszyńskiego dzielnie sekundował teściowej. Przed kilku tygodniami Deoszyński zgniewany ciągłemi atakami żony, pasierbicy i jej męża oświadczył, że gospodarkę przepisze na rzecz jednego ze swych dalszych krewnych.

Oświadczenie to podziałało na zachłanną trójkę. Deoszyńska wraz z córką i zięciem postanowiła zapobiec ewentualności przepisania majątku na rzecz krewnego Deoszyńskiego. Po wspólnej naradzie postanowiono zgładzić wieśniaka. Wczoraj rano Deoszyński zaczął się szykować do drogi, oświadczając że jedzle do Brzezin. Zbrodnicza trójka, myśląc że wyjazd ten stoi w związku z projektem zapisu gospodarki, wprowadziła w czyn zamiar. Gdy Deoszyński znajdował się w izbie rzucił się na niego mąż pasierbicy i uderzył go kilkakrotnie młotkiem w głowę. Gdy wieśniak padł na ziemię rzuciła się na niego żona z pogrzebaczem żelaznym i jej córka z kamieniem w ręku. Zbrodnicza trójka zaczęła się pastwić w najokropniejszy sposób nad nieprzytomnym, już Deoszyńskim. Kiedy zaalarmowani jękami mordowanego wieśniaka sąsiedzi wpadli do chaty znaleźli stygnące już zwłoki Deoszyńskiego. Zmasakrowany trup wieśniaka zabezpieczony został na miejscu do czasu zajścia komisji sądowo - lekarskiej. Józefę Deoszyńską oraz Marjannę i Stansława Chruścielów osadzano w więzieniu do dyspozycji władz sądowych.


Łódzki Dziennik Wojewódzki. 1946-10-15 nr 18

Załącznik do Zarządzenia Przewodniczącego Wojewódzkiej Komisji do Spraw Upaństwowienia Przedsiębiorstw w Łodzi, Al. Kościuszki 85, z dnia 11 października 1946 r. WYK A Z Nr 4:

Kuźnia ,,Szachsznajder Rudolf" Katarzynów, gm. Długie - kucie koni i wozów Szachsznajder Rudolf, obyw. i nar. niemiecka, adres nieznany,

poniedziałek, 17 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1906 - 1939 - cz.2



Rozwój. 1906-05-10 No 105

Pożar w okolicy. We wsi Olechów, gminy Wiskitno, wynikł pożar, który zniszczył doszczętnie dom mieszkalny drewniany oraz zabudowania gospodarcze, należące do Michała Gana, Straty wynoszą do 1000 rb. w majątku ubezpieczonym, w nieubezpieczonym około 300 rubli. 

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1913-07-02 R. 3 nr 149

 - Czego nie kradną? Na 42 wiorście traktu łódzko-tomaszewskiego, w Widzewie, dróżnik, Bronisław Ludwiszewski, zauważył włościanina, wyrywającego z traktu kamienie bankietowe i ładującego go na wóz. Po zatrzymaniu złodzieja, przy pomocy robotników, tłukących szaber, okazało się, że jest to gospodarz ze wsi Olechów, gminy Wiskitno, Edward Majer. Sprawcę skierowano do sądu.

Godzina Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1917-09-11 R. 2 nr 249

Wiskitno. Aresztowanie zbrodniarzy. Już od dłuższego czasu mieszkańcy wiosek gminy Wiskitno, żyli pod wrażeniem częstych zbrodni, dokonywanych przez szajkę zbrodniarzy, których pomimo energicznych poszukiwań, nie udawało się wykryć. Obecnie jednak policji kryminalnej powiodło się wpaść na trop zbrodniarzy, których aresztowano, we wsi Jędrzejowie. Są nimi: Ignacy Ślaski, Antoni Kodliński i Franciszka Baryła, która stała na czele szajki. Brat jej za dokonaną zbrodnię skazany już został na śmierć przez rozstrzelanie.

Aresztowani członkowie szajki podejrzani są, prócz szeregu innych zbrodni, i o dokonanie napadu rabunkowego na mieszkanie gospodarza Karsza we wsi Olechów, gminy Wiskitno, podczas którego Karsz został ranny, a żona z synem zabici.

Republika : dziennik polityczny, społeczny, literacki i handlowy. 1923-08-05 R. 1 no 206

WYKRYCIE SZAJKI KONIOKRADÓW. | Już od dłuższego czasu na terenie pow. Łódzkiego grasowała szajka koniokradów. Złoczyńcy byli doskonale zorganizowani i przez długi czas byli nieuchwytani. Dzięki energicznie prowadzonemu śledztwu policji powiatowej udało się ująć trzech członków tej bandy, a mianowicie: Piotra Milczarka, Walentego Smyczka i Władysława Bolanka, lecz nie udawało się policji przez dłuższy czas ująć herszta tej bandy. Przed kilku dniami policji udało się otrzymać poufne wiadomości i wskutek tych wiadomości w jednej z melin został aresztowany herszt bandy Władysław Goss w chwili, gdy przybywał w odwiedziny do rodziców we wsi Olechów, gm. Wiskitnie. Część łupów łącznej wartości kilkaset miljonów marek została odebraną, (p.)

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-08-02 R. 4 nr 209

Groźny pożar pod Łodzią.
Onegdaj we wsi Olechów, gminy Nowosolna, powiatu łódzkiego wybuchł wskutek nieostrożnego obchodzenia się z ogniem groźny pożar w domu mieszkalnym Minika. - Czyżby chodziło o rodzinę Milnikel?
Zbudzeni ze snu chłopi okoliczni wszczęli natychmiastową akcję ratunkową ograniczającą się jedynie do niedopuszczenia rozszerzania się ognia.
Jednocześnie zawezwano straż ogniową z Kraszewa. Ogień wskutek sprzyjających wiatrów ogarnął drugi dom i stodoły, a nawet groził przerzuceniem na całą wieś.
Gdy około godz. 6-ej rano przybyła straż zastała już tylko dogasające zgliszcza.
Ogółem spłonęło 2 domy mieszkalne i dwie stodoły napełnione zbożem.
Straty wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych.



Echo. 1932-07-09 R. 8 nr 188

Dzień piorunów w Łodzi. Skutki wczorajszej burzy.
Łódź, 9 lipca. Wczorajsza burza nad Łodzią, jak to już szczegółowo doniosła prasa poranna, wyrządziła poważne szkody zarówno w mieście, jak i okolicy.
Pioruny wznieciły 4 pożary, które straż stłumiła w zarodku....
Na terenie powiatu łódzkiego, w czasie burzy pioruny spowodowały dwa pożary. Jeden z nich we wsi Kalinka, gminy Gospodarz, gdzie spaliła się doszczętnie zagroda niejakiego Wilczaka, a drugi we wsi Olechów, gminy Wiskitno, gdzie spaliła się zagroda Wilhelma Urlicha....

Ilustrowana Republika. 1935-07-28 R. 13 nr 205

Straszny wypadek w cegielni pod Łodzią. W cegielni w Jędrzejowie pod Łodzią wydarzył się wczoraj ciężki i straszny wypadek. O godzinie siódmej rano przybył z wozem cegły do wypalenia 30-letni Michał Niewiadomski, zamieszkały we wsi Olechów pod Łodzią. Jeden z robotników cegielni nie zauważył Niewiadomskiego i otworzył drzwiczki od wielki go pieca. Z pieca buchnęły wielkie płomienie, padły na Niewiadomskiego i zajęły na nim ubranie. Na przeraźliwy krzyk poparzonego zbiegli się robotnicy, którzy ugasili na nim ogień własnemi ubraniami. Lekarz pogotowia P. C. K. przewiózł strasznie poparzonego w stanie b. ciężkim do szpitala przy ul. Zagajnikowej. 


Ilustrowana Republika. 1937-08-24 R. 15 nr 232

Skłonili wieśniak do fałszywych zeznań. Cztery osoby skazane po roku więzienia.
Przed czterema laty, dwaj rzeźnicy Kifer i Frydrych, nabyli kilka krów u wieśniaków. Reinhold Thieme ze wsi Olechów krótko po tej tranzakcji złożył skargę, że rzeźnicy, nabywając odeń krowę, wręczyli mu fałszywą stuzłotówkę. Przeciwko obu wdrożone zostało dochodzenie. Kifer i Frydrych do winy się nie przyznali, a rzekomo poszkodowany kolonista cofnął swe zeznania. Oświadczył w toku przesłuchania, że w podejrzanych nie poznaje tych rzeźników, którzy mu wręczyli fałszywy banknot i że nic pewnego powiedzieć nie może. Dochodzenie zostało na tej podstawie umorzone. Działo się to przed czterema laty. Przed niespełna rokiem do władz wpłynęło doniesienie od pokątniarza Wieliczkiera z meldunkiem, że ów kolonista, który najpierw oskarżał obu rzeźników a potem niewiele pamiętał — został przez nich przekupiony i dlatego zmienił zeznania.
Aparat wymiaru sprawiedliwości wrócił na drogę, z której zbył zeszedł. Znów został Thieme przesłuchany, tym razem bardzo dokładnie i wtedy przyznał się, że to brat Kiefera i inni skłonili go do złożenia fałszywych zeznań. Władze wróciły znów do Kiefera i Frydrycha. Trzeba było wyrównać ich chwilowo zawieszone rachunki sądowe w sprawie owych stuzłotówek. W marcu r. b. odbyła się sprawa, i Kifer został skazany na trzy lata, a Frydrych z braku dowodu — uniewinniony. Nie na tym jednak koniec. Ręka sprawiedliwości sięgnęła teraz po tych ludzi, którzy skłonili wieśniaka do złożenia fałszywych zeznań. Ta sprawa odbyła się wczoraj. Odpowiadało 4 oskarżonych. Trzej zostali skazani po roku więzienia, z darowaniem połowy kary z amnestii i z zawieszeniem drugiej połowy; jedynie Godlowi Milsztajnowi sąd drugiej połowy kary nie zawiesił.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1939-09-01 R. 11 nr 242

Kronika reporterska województwa łódzkiego.
W kolonii Olechów, gminy Wiskitno, wybuchł pożar w zagrodzie Rudolfa Morgentalera. Zagroda spłonęła doszczętnie. Straty wynoszą 5000 zł. Wdrożone dochodzenie ustaliło, że pożar powstał wskutek podpalenia. Istnieje podejrzenie, że podpalenia dokonał sam Morgentaler, by uzyskać wysoką premię asekuracyjną. Wyniki śledztwa nie mogą być na razie ujawnione.