Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głos Poranny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głos Poranny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1906 - 1939 - cz.2



Rozwój. 1906-05-10 No 105

Pożar w okolicy. We wsi Olechów, gminy Wiskitno, wynikł pożar, który zniszczył doszczętnie dom mieszkalny drewniany oraz zabudowania gospodarcze, należące do Michała Gana, Straty wynoszą do 1000 rb. w majątku ubezpieczonym, w nieubezpieczonym około 300 rubli. 

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1913-07-02 R. 3 nr 149

 - Czego nie kradną? Na 42 wiorście traktu łódzko-tomaszewskiego, w Widzewie, dróżnik, Bronisław Ludwiszewski, zauważył włościanina, wyrywającego z traktu kamienie bankietowe i ładującego go na wóz. Po zatrzymaniu złodzieja, przy pomocy robotników, tłukących szaber, okazało się, że jest to gospodarz ze wsi Olechów, gminy Wiskitno, Edward Majer. Sprawcę skierowano do sądu.

Godzina Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1917-09-11 R. 2 nr 249

Wiskitno. Aresztowanie zbrodniarzy. Już od dłuższego czasu mieszkańcy wiosek gminy Wiskitno, żyli pod wrażeniem częstych zbrodni, dokonywanych przez szajkę zbrodniarzy, których pomimo energicznych poszukiwań, nie udawało się wykryć. Obecnie jednak policji kryminalnej powiodło się wpaść na trop zbrodniarzy, których aresztowano, we wsi Jędrzejowie. Są nimi: Ignacy Ślaski, Antoni Kodliński i Franciszka Baryła, która stała na czele szajki. Brat jej za dokonaną zbrodnię skazany już został na śmierć przez rozstrzelanie.

Aresztowani członkowie szajki podejrzani są, prócz szeregu innych zbrodni, i o dokonanie napadu rabunkowego na mieszkanie gospodarza Karsza we wsi Olechów, gminy Wiskitno, podczas którego Karsz został ranny, a żona z synem zabici.

Republika : dziennik polityczny, społeczny, literacki i handlowy. 1923-08-05 R. 1 no 206

WYKRYCIE SZAJKI KONIOKRADÓW. | Już od dłuższego czasu na terenie pow. Łódzkiego grasowała szajka koniokradów. Złoczyńcy byli doskonale zorganizowani i przez długi czas byli nieuchwytani. Dzięki energicznie prowadzonemu śledztwu policji powiatowej udało się ująć trzech członków tej bandy, a mianowicie: Piotra Milczarka, Walentego Smyczka i Władysława Bolanka, lecz nie udawało się policji przez dłuższy czas ująć herszta tej bandy. Przed kilku dniami policji udało się otrzymać poufne wiadomości i wskutek tych wiadomości w jednej z melin został aresztowany herszt bandy Władysław Goss w chwili, gdy przybywał w odwiedziny do rodziców we wsi Olechów, gm. Wiskitnie. Część łupów łącznej wartości kilkaset miljonów marek została odebraną, (p.)

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1930-08-02 R. 4 nr 209

Groźny pożar pod Łodzią.
Onegdaj we wsi Olechów, gminy Nowosolna, powiatu łódzkiego wybuchł wskutek nieostrożnego obchodzenia się z ogniem groźny pożar w domu mieszkalnym Minika. - Czyżby chodziło o rodzinę Milnikel?
Zbudzeni ze snu chłopi okoliczni wszczęli natychmiastową akcję ratunkową ograniczającą się jedynie do niedopuszczenia rozszerzania się ognia.
Jednocześnie zawezwano straż ogniową z Kraszewa. Ogień wskutek sprzyjających wiatrów ogarnął drugi dom i stodoły, a nawet groził przerzuceniem na całą wieś.
Gdy około godz. 6-ej rano przybyła straż zastała już tylko dogasające zgliszcza.
Ogółem spłonęło 2 domy mieszkalne i dwie stodoły napełnione zbożem.
Straty wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych.



Echo. 1932-07-09 R. 8 nr 188

Dzień piorunów w Łodzi. Skutki wczorajszej burzy.
Łódź, 9 lipca. Wczorajsza burza nad Łodzią, jak to już szczegółowo doniosła prasa poranna, wyrządziła poważne szkody zarówno w mieście, jak i okolicy.
Pioruny wznieciły 4 pożary, które straż stłumiła w zarodku....
Na terenie powiatu łódzkiego, w czasie burzy pioruny spowodowały dwa pożary. Jeden z nich we wsi Kalinka, gminy Gospodarz, gdzie spaliła się doszczętnie zagroda niejakiego Wilczaka, a drugi we wsi Olechów, gminy Wiskitno, gdzie spaliła się zagroda Wilhelma Urlicha....

Ilustrowana Republika. 1935-07-28 R. 13 nr 205

Straszny wypadek w cegielni pod Łodzią. W cegielni w Jędrzejowie pod Łodzią wydarzył się wczoraj ciężki i straszny wypadek. O godzinie siódmej rano przybył z wozem cegły do wypalenia 30-letni Michał Niewiadomski, zamieszkały we wsi Olechów pod Łodzią. Jeden z robotników cegielni nie zauważył Niewiadomskiego i otworzył drzwiczki od wielki go pieca. Z pieca buchnęły wielkie płomienie, padły na Niewiadomskiego i zajęły na nim ubranie. Na przeraźliwy krzyk poparzonego zbiegli się robotnicy, którzy ugasili na nim ogień własnemi ubraniami. Lekarz pogotowia P. C. K. przewiózł strasznie poparzonego w stanie b. ciężkim do szpitala przy ul. Zagajnikowej. 


Ilustrowana Republika. 1937-08-24 R. 15 nr 232

Skłonili wieśniak do fałszywych zeznań. Cztery osoby skazane po roku więzienia.
Przed czterema laty, dwaj rzeźnicy Kifer i Frydrych, nabyli kilka krów u wieśniaków. Reinhold Thieme ze wsi Olechów krótko po tej tranzakcji złożył skargę, że rzeźnicy, nabywając odeń krowę, wręczyli mu fałszywą stuzłotówkę. Przeciwko obu wdrożone zostało dochodzenie. Kifer i Frydrych do winy się nie przyznali, a rzekomo poszkodowany kolonista cofnął swe zeznania. Oświadczył w toku przesłuchania, że w podejrzanych nie poznaje tych rzeźników, którzy mu wręczyli fałszywy banknot i że nic pewnego powiedzieć nie może. Dochodzenie zostało na tej podstawie umorzone. Działo się to przed czterema laty. Przed niespełna rokiem do władz wpłynęło doniesienie od pokątniarza Wieliczkiera z meldunkiem, że ów kolonista, który najpierw oskarżał obu rzeźników a potem niewiele pamiętał — został przez nich przekupiony i dlatego zmienił zeznania.
Aparat wymiaru sprawiedliwości wrócił na drogę, z której zbył zeszedł. Znów został Thieme przesłuchany, tym razem bardzo dokładnie i wtedy przyznał się, że to brat Kiefera i inni skłonili go do złożenia fałszywych zeznań. Władze wróciły znów do Kiefera i Frydrycha. Trzeba było wyrównać ich chwilowo zawieszone rachunki sądowe w sprawie owych stuzłotówek. W marcu r. b. odbyła się sprawa, i Kifer został skazany na trzy lata, a Frydrych z braku dowodu — uniewinniony. Nie na tym jednak koniec. Ręka sprawiedliwości sięgnęła teraz po tych ludzi, którzy skłonili wieśniaka do złożenia fałszywych zeznań. Ta sprawa odbyła się wczoraj. Odpowiadało 4 oskarżonych. Trzej zostali skazani po roku więzienia, z darowaniem połowy kary z amnestii i z zawieszeniem drugiej połowy; jedynie Godlowi Milsztajnowi sąd drugiej połowy kary nie zawiesił.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1939-09-01 R. 11 nr 242

Kronika reporterska województwa łódzkiego.
W kolonii Olechów, gminy Wiskitno, wybuchł pożar w zagrodzie Rudolfa Morgentalera. Zagroda spłonęła doszczętnie. Straty wynoszą 5000 zł. Wdrożone dochodzenie ustaliło, że pożar powstał wskutek podpalenia. Istnieje podejrzenie, że podpalenia dokonał sam Morgentaler, by uzyskać wysoką premię asekuracyjną. Wyniki śledztwa nie mogą być na razie ujawnione.

niedziela, 16 marca 2025

Olechów - Kronika wypadków i nie tylko - 1898 - 1937 - cz.1

 Działo się w pobliskim Olechowie!

Rozwój. 1898-06-08 No 130

Kamienne serce. Wczoraj o godz. 5 po południu, na rogu ulic Pańskiej i św. Benedykta rozbiegały się konie Samuela Sieskiego, włościanina wsi Olechów gm. Wiskitno, zaprzężone do wozu. Na wozie leżały nowo nabyte szafa i stół, na których jechał właściciel koni. Na samym rogu wymienionych ulic konie wywróciły wóz i potłukły rzeczy, Samuel Sieski zaś dostawszy się między konie, otrzymał od kopyta końskiego głęboką i niebezpieczną ranę. Pierwszą pomoc podał nieszczęśliwemu jakiś żyd, polewając go wodą i obmywając ranę, a następnie wezwano pobliskiego felczera. Przybyły felczer przyglądał się dosyć długo obojętnie upływowi krwi, po przeniesieniu zaś nieszczęśliwego do bramy domu prosił, by zapytano na wpół przytomnego, czy ma pieniądze na zapłacenie za podaną mu pomoc?  Znaglony jednak przez rewirowego meludzki felczer przyłożył rannemu watę na ranę i zażądał od niego chustki, którą przewiązał mu nogę, poczem wsadzono rannego na stojący przed domem wóz i odwieziono do szpitala. Zebrany tłum rozszedł się do domów, podziwiając kamienne serce pana felczera. 

Rozwój. 1899-06-10 No 130

Kradzieże. Mieszkańcowi wsi Olechów w powiecie łódzkim Karolowi Rot skradziono z mieszkania w gotowiźnie 55 rb. W kradzieży tej podejrzany jest Krzysztof Majer, który został aresztowany.

Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1890-10-28 R. 7 nr 243

Nagła śmierć. W zeszłym tygodniu we wsi Olechów, gminy Wiskitno, zmarł nagle 71-letni żebrak, Bernard Wagner stały mieszkaniec Łodzi.

Ilustrowana Republika. 1926-03-30 R. 2 no 89

Krwawe porachunki na wiejskiej zabawie. Podrycki w afekcie wyrżnął kolegę flaszką w głową.  
Wieczorem 15 lipca 25 roku we wsi Starowa Góra gmina Gospodarz odbywała się zabawa taneczna u gospodarza tejże wsi, Ernesta Wolfa.
Na zabawę powyższą został zaproszony Oskar Jon, Ludwik Jon i Alfred Podrycki ze wsi Olechów. Podczas tańca wynikła sprzeczka na tle „odbijanego" pomiędzy Oskarem Jonem a Alfredem Podryckim. Do sprzeczki wmieszali się Ludwik Jon i Artur Jotke, w krótkim czasie sprzeczka zamieniła się w
bójkę, w trakcie której Podrycki uderzył Ludwika Jona w nos, krwawiąc go co widząc brat Oskar stanął w obronie brata, wyjął nóż i zagroził nim Podryckiemu. Podrycki schwycił leżącą na ziemi flaszkę i zadał mu straszny cios w skroń. Oskar Jon zabrany do szpitala w tydzień potem zmarł.
Przeprowadzone dochodzenie policyjne ustaliło, że winny śmierci jest Alfred Podrycki. 
Aresztowano go. Sprawę powyższą rozpatrywał sąd. okr. w dniu wczorajszym pod przewodnictwem s. o. Arnolda w asystencji sędz. Jurkowskiego i Kurczyńskiego. Badany oskarżony, Alfred Podrycki lat 25 do winy się nie przyznał; twierdząc, że został napadnięty, gdyż Jonowie zazdrościli mu powodzenia u dziewczynek w tańcu. Przesłuchani świadkowie zeznali, że oskarżony działał w afekcie, nie chciał zabić ś. p. Oskara Jona i tylko przypadkowo zadał mu śmiertelny cios. Prokurator Żabiński wnosił o przykładny wymiar kary dla podsądnego ze względu na to, iż na wsi od dłuższego czasu panuje samosąd, gdzie główną.przyczyną jest zawsze kobieta i wódka. Obrońca, mec. Kobyliński stwierdził że oskarżony działał w afekcie i prosił sąd o łagodny wymiar kary dla oskarżonego. Sąd po naradzie skazał Alfreda Podryckiego na 4 miesiące więzienia, 

Łódzkie Echo Wieczorne. 1926-04-02 R. 2 nr 77

Gdy żona pośle męża po sprawunki. Najpierw zakupy, a potem hulanka. 
Adolf Drajkorn. mieszkaniec wsi Olechów. tuż pod Łodzią. znalazł się w dniu wczorajszym w godnym pożałowania stanie. Wysłała go żona do Łodzi po sprawunki a że był człekiem nie w ciemię bitym, więc zakupił wszystko według danej mu przez połowicę kartki, a nawet zaoszczędził kilka złotych, za które zamierzał się zabawić. 
Do wieczora daleko a do domu blisko, i nie namyślając się wiele Drajkorn wstąpił do podrzędnej knajpki na ,.jednego", który jak to zwykle bywa, przeciąg­nął się do późnej nocy. 
Rozbawiony pan Adolf wyszedł z restauracji dopiero wówczas, gdy mu zabrakło
gotówki. Obładowany paczkami wlókł się piekną serpentyną, tak go bowiem "rozebrała" wódka.
Pocił się Drajkorn, sapał, starając się wmówić w siebie. że jest zupełnie trzeźwym mimo to nogi nie chciały go słuchać.
Nagle wesoły wieśniak potknął się o kamień i runął prosto do ścieku ulicznego.
Drajkorn nie mogąc się już podnieść, zdołał jedynie przewrócić się na bok i zasnął.
Paczki porozrzucane wokół chrapiącego wieśniaka znalazły amatorów.
Zlitował się wreszcie nad stanem Drajkorna przechodzący patrol policyjny i odprowadził, a właściwie odniósł wieśniaka do komisarjatu.
Wartość skradzionych paczek poszkodowany oblicza się sumę 70 zł.

Łódzkie Echo Wieczorne. 1928-08-31 R. 4 nr 207

Pojechali w swaty, a dostali baty. Niefortunna wyprawa. 
W dniu wczorajszym Leopold Smoczyński, wdowiec, zamieszkały przy ulicy Reitera 12, zdradzający chęć powtórnego ożenku wybrał się ze znanym kojarzycielem małżeństw do wsi Olechów, pod Łodzią, do sympatycznej i zamożnej wdowy w konkury. Swat niejaki Władysław Nurek i Smoczyński przyjęci zostali przez nią przychylnie. Nie można było tego powiedzieć o innych wieśniakach, którzy na wieść o konkurach łodzianina do bogatej wdowy, zaczęli się burzyć. Nic jednak nie przeszkodziło przybyszom do konkretnego omówienia sprawy i naznaczenia terminu zaręczyn. Wieczorem gdy swat i jego klient znaleźli się za wsią wypadło na nich kilku uzbrojonych w kije wieśniaków. Smoczyński i Nurek pod razami stracili przytomność. Nieprzytomnych znalazł patrol policyjny. Przewieziono ich do Łodzi gdzie lekarz pogotowia ratunkowego udzielił im pomocy. W wyniku przeprowadzonego przez policję dochodzenia sprawców napaści pociągnięto do odpowiedzialności sądowej.

Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1929-09-14 R. 3 nr 252

Pożar na wsi. Wczoraj w nocy wybuchł pożar we wsi Olechów gminy Wiskitno pożar w zagrodzie Franciszka Furmańczyka. Pomimo energicznej akcji ratowniczej straży pożarnych Jędrzejowa, Cho· . jen i Wiskitna. spłonęła doszczętnie stodoła i szopa. Straty wynoszą przeszło 16 tysięcy złotych. Policja wdrożyła energiczne dochodzenie celem ustalenia przyczyny pożaru. Pożar jest o tyle zagadkowy panieważ w zeszłą sobotę spalił się Furmańczykowi dom mieszkalny. (p) 

Ilustrowana Republika. 1931-06-16 R. 9 nr 163

Podpalił zagrodę by podjąć premję asekuracyjną 
Nocy ubiegłej wybuchł pożar we wsi Olechów pod Łodzią. Olbrzymia łuna zajaśniała nad wioską budząc ze snu wszystkich mieszkańców. Natychmiast zaalarmowano wszystkie okoliczne oddziały, straży ogniowej, które energicznie zabrały się do ratowania płonącej zagrody i stodoły. Jak wykazało wdrożone dochodzenie pożar powstał skutkiem podpalenia, na co wskazywał a przedewszystkiem okoliczność, że ogień wybuchł jednocześnie w czterech rogach stodoły. W trakcie wdrożonego śledztwa aresztowany został właściciel gospodarstwa Ign. Kowalski, którego pod eskortą przewieziono do Łodzi i osadzono do dyspozycji sędziego śledczego. Spalone gospodarstwo ubezpieczone było na sumę 8,000 zl. a powodem podpalenia jak ustalono była chęć podjęcia premji asekuracyjnej, (p)

Echo. 1934-05-24 R. 10 nr 139

Dziś nad ranem, w niewielkim lasku pod wsią Olechów, gminy Wiskitno, powiatu łódzkiego, znaleziono wiszące na drzewie zwłoki mężczyzny. Wisielca spostrzegł jeden z wieśniaków i niezwłocznie przeciął pętlę. Wszelki ratunek okazał się już spóźniony. Denat nie żył. Okazał się nim łodzianin 38-letni Andrzej Łoboś, kupiec, zamieszkały przy ulicy Senatorskiej 19. Łoboś popełnił samobójstwo wskutek trudności finansowych. Łoboś osierocił żonę i dwoje drobnych dzieci. 

Express Wieczorny Ilustrowany. 1935-04-05 R. 13 nr 95

Wisielec we wsi pod Łodzią. Prawdopodobnie jest to łodzianin.
Łódź 5 kwietnia.
We wsi Olechów pod Łodzią, znaleziono zwłoki jakiegoś wisielca. Mimo natychmiastowej pomocy, samobójcy nie zdołano uratować. Zwłoki przewieziono do prosektorium miejskiego.
Przy desperacie nie znaleziono żadnych dokumentów. Istnieje przypuszczenie, że jest to stały mieszkaniec Łodzi. Liczył on lat około 40. Dochodzenie w toku.

Echo. 1935-04-06 R. 11 nr 96

We wczorajszem „Echu" donosiliśmy o znalezieniu w niewielkim lasku, należącym do wsi Olechów pod łodzią zwłok wisielca, pizy którym nic znaleziono żadnych dowodów osobistych. W wyniku przeprowadzonego przez komendę policji powiatowej dochodzenia udało się ustalić nazwisko samobójcy. Okazał się nim łodzianin 51-letni Otto Becher, malarz z zawodu, zamieszkały przy ul. Rzgowskiej 15..
Przyczyną rozpaczliwego kroku malarza były złe warunki materjalne.

Echo. 1936-07-13 R. 12 nr 193

Pożar starej rudery.
— Ubiegłej nocy we wsi Olechów gminy Wiskitno. pod Łodzią, wybuchł pożar w zagrodzie Józefa Michałowicza, któremu spalił się stary, niezamieszkały dom drewniany. Straty wynoszą kilkaset złotych. Przyczyny pożaru nie ustalono. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1937-10-25 R. 9 nr 294

W ataku szału zranił nożem rodziców i rodzeństwo 
Prywatne pogotowie lekarskie (2222-6) wezwane zostało nocy wczorajszej do wsi Olechów pod Łodzią, gdzie syn miejscowego gospodarza Artur Frantz. dostał nagle ostrego ataku szału. Frantz zdemolował urządzenie mieszkania, a w pewnej chwili chwycił nóż i zaczął nim zadawać ciosy rodzicom oraz rodzeństwu. 5 osób zostało poważnie zranionych przez furia. Przybyły lekarz pogotowia ratunkowego opatrzył rannych, a po udzieleniu pierwszej pomocy Frantzowi skierował go do szpitala dla umysłowo chorych w Kochanówku. 


wtorek, 24 stycznia 2023

Obóz cygański pod Łodzią - Paweł Kwiek - Głos Poranny - 1932

     W tym miesiącu zdecydowanie lideruje jeśli chodzi o oglądalność na moim blogu, post który zamieściłem 14 stycznia 2021. Postanowiłem poszukać głębiej i zamieścić kilka nowości w tym temacie. Wcześniej opisywałem moje wspomnienia z lat dziecinnych, kiedy to do Będkowa przyjeżdżały cygańskie tabory. Miłe wspomnienia pozostały do dziś dnia.

Król Cyganów Bazyli Kwiek - WOJNY ŁÓDZKICH CYGANÓW - Republika - 1933


Głos Poranny : dodatek ilustrowany. 1932-01-10 R. 4



                                   W OBOZIE CYGAŃSKIM POD ŁODZIĄ.





czwartek, 7 października 2021

Pałczew - Brójce - Podpalacz - Pożar - Głos Poranny - 1930

 Działo się w gminie Brójce

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1930-06-17 R. 2 nr 163

                                    UJĘCIE PODPALACZA ZAGRÓD WIEJSKICH
                                  Szaleniec, który niecił pożary dla własnej satysfakcji. 

W tych dniach w zagadkowy sposób powstał pożar w zagrodzie Franciszka Wimana, we wsi Pałczew, gm. Brujce, gdzie pastwą płomieni padły wszystkie zabudowania, wartości 30.000 złotych.
Władze policyjne prowadząc dochodzenia w kierunku ustalenia przyczyn pożaru, znalazły w zgliszczach stodoły zwitek łachmanów, zawierający różne przedmioty, w który rozpoznano własność parobka, 23'letniego Wacława Doliwy. W wyniku dalszych poszukiwań ujęto Doliwe w jednej z okolicznych wsi, w chwili kiedy wypoczywał na stogu siana.
Badany przez policję parobek przyznał się, iż ogółem dopuścił się około 12 podpaleń, przeważnie dlatego, iż widok ognia sprawiał mu duże zadowolenie. Zagrodę Wimana podpalił z zemsty, iż nie chciał mu on dać zajęcia.
Dalsze dochodzenie, mające na celu ustalenie, czy Doliwa jest osdobnikiem nienormalnym , czy też tylko złośliwem indywiduum, trwa. (pisownia oryginalna)

poniedziałek, 6 września 2021

Gałkówek - Zielona Góra - Zabawa - TRAGICZNA ZABAWA W GAŁKÓWKU - Piękna Fela - Głos Poranny - 1929

     Działo się w Gałkówku! Pozostał wspomnień czar..., dawne zabawy w rermizach strażackich. Były mordobicia, także tragiczne w skutkach jak ta tragiczna historia poniżej opisana. Okazuje się, że wszędzie były "PIĘKNE FELE", Gałkówek nie chciał być w tyle!


Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1929-08-01 R. 1 nr 177

                                    TRAGICZNA ZABAWA W GAŁKÓWKU

                              OBU MORDERCÓW POLICJA ARESZTOWAŁA.

W niedzielę na zabawie w Gałkówku dokonane zostało zabójstwo.

Na zabawie pito bardzo wiele. W pewnej chwili do jednej z mieszkanek Gałkówka, zwanej popularnie "piękną Felą" podeszło dwuch młodzieńców z Zielonej Góry, zapraszając ją do tańca. Piękna Fela odmówiła tłumacząc się, że jest w towarzystwie swego narzeczonego p. Wudskego. Obaj młodzieńcy skierowali kilka obelżywych słów pod jej adresem, co spotkało się z ostrym wystąpieniem narzeczonego panny.

Młodzieńcy rzucili się na Wudkego i młotkiem zadali mu kilka ciosów w głowę. Wudski zalewając się krwią runą na ziemię.

Wśród zebranych powstał popłoch; napastnicy zbiegli. Pierwszej pomocy ciężko rannemu udzielił dr. Adelfang, zamieszkały w Gałkówku, poczem zaalarmowano pogotowie, które przewiozło Wudskiego w agonji do szpitala.

Policja wdrożyła śledztwo, w wyniku którego aresztowano obu napastników.



niedziela, 25 lipca 2021

Kraszew - Andrespol - TRAGEDJA MIŁOSNA W KRASZEWIE - Judaika - Głos Poranny - 1936

 Działo się w Kraszewie, gmina Andrespol.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-08-19 R. 8 nr 226

.Kraszew – wieś w Polsce, położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Andrespol. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do ówczesnego województwa łódzkiego. Miejscowość ma powierzchnię 2,20 km². W Kraszewie znajduje się Sala Królestwa miejscowego zboru Świadków Jehowy. Wikipedia 





                    TRAGEDJA MIŁOSNA W KRASZEWIE


ARTYSTA – MALARZ ZASTRZELIŁ STUDENTKĘ, POCZEM WYSTRZAŁEM W USTA I SKROŃ POZBAWIŁ SIĘ ŻYCIA.


    Miejscowość letniskowa Kraszew, znajdująca się w pobliżu Wiśniowej Góry, była wczoraj w godzinach porannych widownią wstrząsającego dramatu miłosnego, który pociągnął za sobą dwie ofiary.

    Tragedja ta poruszyła okoliczne letniska i wywołała duże wrażenie w Łodzi, gdyż bohaterami jej były znane na terenie naszego miasta osoby, a mianowicie 20-letnia studentka, córka znanej rodziny łódzkiej – Mania Fiszmanówna (Żeromskiego 29) i nieszczęśliwie w niej zakochany 29-letni atrysta malarz Pinkus Zelman.

W świetle zebranych przez nas szczegółów

                                               TŁO KRWAWEGO DRAMATU

przedstawia się jak następuje:

    Przed pewnym czasem przybył z Warszawy do Łodzi młody malarz Pinkus Zelman. Zelman był mężem znanej tancerki Judyty Berg.

    Ze względu na nierówny tryb życia, jaki prowadził od dłuższego czasu, powstały między nim a żoną niesnaski, w wyniku których małżeństwo odseparowało się. Niebawem dojść miało do rozwodu.

    Przed trzema laty w pensjonacie w Śródborowie Pinkus Zelman poznał Fiszmanówną, która niedawno powróciła z Medjolanu, gdzie studiowała radiotechnikę.

    Młoda dziewczyna wywarła na malarzu duże wrażenie, odznaczała się bowiem niepospolitą urodą.

    Od tego dnia począwszy między studentką i malarzem zawiązała się bardzo zażyła przyjaźń.

    Pewnego dnia ZELMAN OŚWIADCZYŁ SIĘ, młodej studentce, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Oświadczyny te Fiszmanówna z miejsca odrzuciła, tymbardziej, że dowiedziała się, iż Zelman jest żonaty oraz, że posiada za sobą burzliwą przeszłość i uchodzi za dziwaka i niepoczytalnego neurastenika.

    Mogła to z resztą wywnioskować nawet na swej znajomości z malarzem, który, celem zdobycia względów studentki, nie zawahał się użyć gróźb.

    W rezultacie Fiszmanówna poczęła unikać Zelmana. Wprowadziło go to w stan silnego zdenerwowania. Zelman, w miarę unikania go przez Fleiszmanównę, począł ją coraz bardziej napastować, oczekiwał ją często przed domem, w którym mieszkała, pilnując każdego jej kroku.

    Nie pomogły żadne perswazje młodej kobiety, która wyraźnie oświadczyła mu, iż uważa znajomość z malarzem za zerwaną.

    Aby raz na zawsze skończyć z niepożądanym intruzem FISZMANÓWNA OPUSZCZA ŁÓDŹ i udaje się do swych rodziców przebywających na letnisku w Kraszewie.

    Zelman nie dał jednak za wygraną. Przed 3 tygodniami wyjeżdża za nią do Kraszewa i zamieszkuje w pensjonacie Likermana na Wiśniowej Górze w pobliżu mieszkania Fiszmanów.

    Zelman nie chcąc, czy też bojąc się zjawić w mieszkaniu rodziców studentki, posłał tam chłopca z kartką, w której poprosił o krótkie spotkanie. Fiszmanówna, jak gdyby przeczuwając nieszczęście, początkowo nie chciał wyjść do lasu, potem jednak zmieniła zamiar i zdecydowała się wyjść do Zelmana. Siostry jej ostrzegały ją i prosiły, by pozostała w domu.

W odpowiedzi na to Fiszmanówna oświadczyła:

            „JEŚLI NIE WYJDĘ – TO SIĘ NIGDY NIE SKOŃCZY”.

W chwilę potem doszło do spotkania w lesie w odległości kilkunastu metrów od domku.

    Zelman, zdradzając silne zdenerwowanie, jeszcze raz zwrócił się do Fiszmanówny z prośbą, aby zgodziła się zostać jego żoną. Studentka kategorycznie odmówiła.

    Wówczas młody malarz wpadł w istny szła. Błyskawicznym ruchem dobył rewolweru. W chwilę później oddał w stronę studentki 4 STRZAŁY z bardzo bliskiej odległości. 3 kule ugodziły dziewczynę w klatke piersiową, szyję i oko, czwarta utkwiła w drzewie.

    Nieszczęśliwa studentka runęła na murawę, brocząc krwią. W sekundę potem zmarła.

    Na widok swej ofiary ZELMAN STRZELIŁ SOBIE DWUKROTNIE W USTA I W SKROŃ i padł na ziemię w odległości 1 metra od zwłok Fiszmanówny.

    Na odgłos strzałów rewolwerowych wybiegły z mieszkania matka i siostry Fiszmanówny. Rozpaczliwe krzyki rodziny zwabiły licznych letników.

    Przechodząca obok miejsca wypadku młoda dziewczyna – jedyny świadek krwawego dramatu pobiegła na posterunek policji i zaalarmowała władze. Do beznadziejnie rannego Zelmana wezwano dr. Frenkla, który przybył na miejsce i udzielił mu pierwszej pomocy.

    Ze względu na silny upływ krwi nie można było samobójcy ruszać z miejsca. Po godzinnych męczarniach Zelman zakończył życie, nie odzyskując przytomności.

    Na miejscu krwawego zajścia rozgrywały się wstrząsające do głębi sceny. Rozpacz rodziny nie miała granic.

    Przybyli niezwłocznie na miejsce przedstawiciele władz wszczęli dochodzenie. Zwłoki ofiar dramatu zabezpieczono.

    Przesłuchany jedyny świadek tragedji – młoda dziewczyna – dokładnie opisała przebieg krótkiej rozmowy między Zelmanem a Fiszmanówną.

    Kiedy Zelman wyciągnął z kieszeni rewolwer DZIEWCZYNA KRZYKNĘŁA. To też po oddaniu 3 strzałów w kierunku studentki Zelman wystrzelił w stronę świadka zajścia. Kula jednak chybiła i utkwiła w drzewie. Niezwłocznie po wypadku policja zawiadomiła siostry Zelmana zamieszkałe w Łodzi przy ul. Południowej 23.

    Te jednak, nie chciały nic słyszeć o bracie, z którym źle żyły z powodu jego dziwactw i do Kraszewa nie chciały przyjechać. Dopiero interwencja policji spowodowała ich wyjazd do Kraszewa, gdzie nastąpiło przesłuchanie.

    Zwłoki Fiszmanówny i Zelmana zostały w godzinach popołudniowych, za zezwoleniem władz prokuratorskich, przywiezione karetką „Ostatnia Posługa” do Łodzi i złożone w domu przedpogrzebowym na cmentarzu żydowskim.

    Należy zaznaczyć, że Zelman, który uchodził w sferach artystycznych za miernego malarza, znany był jako WAGABUNDA I HULAKA.

    Przed 4 laty zakochał się w Warszawie w jednej z aktorek, której również groził zabójstwem. Aktorka ta wyjechała jednak zagranicę. W sferach malarskich wyrażano się o Zelmanie, jako o człowieku nienormalnym o chorobliwych skłonnościach.






niedziela, 4 sierpnia 2019

Rola żydów w budowie Łodzi - Gazeta Głos Poranny - Judaika - Antysemityzm - Polemika - 1937 - cz.3

     Dla dalszego rozwoju Łodzi i całego jej okręgu przemysłowego okazał się przełomowym rok 1877 w związku z zasadniczym zwrotem w rosyjskiej polityce celnej. Powstaje w Łodzi szereg przedsiębiorstw przemysłowych. Z dziejami rozwoju Łodzi wielko - kapitalistycznej są nierozerwalnie związane nazwiska Poznańskiego, Silbersteina, Rozenblatta, Wienera, Ossera, Jarocińskiego, Barcińskiego, Markusa Kohna, a po wojnie Oskara Kona i Ejnogonów?.
      Przyczynając się do rozwoju technicznego, fabrykańci-żydzi zarazem wprowadzili do produkcji łódzkiej specjalizację działów produkcji, a jednocześnie nie byli organizatorami łódzkiej polityki handlowej. Jest przy tym rzeczą charakterystyczną, iż nie tylko w firmach żydowskich, ale i w firmach chrześcijańskich kierownikami sprzedaży, a często i "komiwojażerami" byli żydzi. Przyczynili się oni znakomicie do zdobycia dla Łodzi wielkiego rynku zbytu w Rosji, w walce z okręgiem przemysłowym moskiewskim (Iwanowo - Wosniesieńsk itd.) zdobyli dla Łodzi zwycięstwo. O ile zwycięstwo w wojnie prusko - francuskiej przypisywane jest nauczycielowi niemieckiemu, to zwycięstwo dla Łodzi zdobył komiwojażer żyd.
       Szczupłe rany artykułu zmuszają nas do rekapitulacji. Powracając do tez prof. B.Rtbarskiego stwierdzamy:
1) Nie ma żydowskich nazwisk wśród założycieli pierwszych fabryk łódzkich z przyczyn od żydów niezależnych; pomimo to żydzi odegrali już w pierwszym okresie dużą rolę jako nakładcy i hurtownicy przędzy.
2) We wszystkich stadiach rozwoju Łodzi żydzi byli głównymi organizatorami zbytu oraz włókienniczej polityki przemysłowej, handlowej i kredytowej.
3) Żydzi byli zdobywcami dla Łodzi wielkiego rynku rosyjskiego, umożliwiając produkcję masową, bez której wielko kapitalistyczny przemysł nie mógł by istnieć (R.Dmowski "Separatyzm żydowski i jego źródła).
4) Fabrykanci żydzi stworzyli szereg pierwszorzędnych przedsiębiorstw wbrew demagogicznym twierdzeniom prof. B.Rybarskiemu o pasożytniczym opanowaniu gotowych już warsztatów w delu ich dewastowania etc.
5) W okresie powojennym żydzi przyczynili się w dużym stopiniu do odbudowy gospodarstwa narodowego Polski we wszystkich dziedzinach.

                                                                       *
      Nie mamy bynajmniej zamiaru bronić sweating - systemu ani być piewcami kapitalizmu. Idzie nam jedynie o wykazanie prawdy historycznej, do której prof. B.Rybarski staje tyłem.
      Moglibyśmy wskazać błędność tez ekonomisty endeckiego również i na terenie bankowości, rzemiosła etc., lecz zdaniem naszym już wskazane herezje wystarczą dla obiektywnego zdysktedytowania tez profesora R.Rybarskiego.

                                                                                                S.Czeczelnicki.

                                                                - Koniec -

środa, 31 lipca 2019

Rola żydów w budowie Łodzi - Gazeta Głos Poranny - Judaika - Antysemityzm - Polemika - 1937 - cz.2



       Bardzo charakterystyczny był kryzys 1844-5 - Ówczesne akta mówią o "dotkliwym stanie ubóstwa i smutnego położenia miejscowych fabrykantów tkaczy", gdy "każdy z fabrykantów nawet pierwszych potrzeb nie jest w stanie zaspokoić". To też rozpoczęła się w 1845 pierwsza emigracja klęskowa, w szczególności do Dubna, gdzie ks.Lubomirska zakładał fabryki.
       O ile Łódź ostała się jako ośrodek przemysłowy, to stało się to w bardzo dużym stopniu dzięki żydom.



        W roku 1821 w Łodzi mieszkało wszystkiego 55 rodzin żydowskich, przeważnie mało zamożnych rzemieślników i kramarzy. Gdy koloniści niemieccy byli uprzywilejowani i korzystali z szeregu dobrodziejstw rządowych, żydzi musieli zwalczać cały szereg przeszkód prawno-administracyjnych oraz monopolistyczne zapędy Czechów i handlarzy Niemców. Tak trwało do roku 1848. Nie bacząc na to, Żydzi już niedługo przed tą przełomową datą poczęli odgrywać dominującą w łódzkim handlu włókienniczym (Redlich i Mamrot, Zelman i Berger). Ponadto odegrali żydzi w Łodzi dużą rolę przez szerokie stosowanie tzw. systemu "nakładowego". Żydowscy handlarze byli "fabrykantami bez fabryk", przyczepiając się do rozwoju chałupnictwa, czyli do przemysłu decentralizowanego z którego następnie ograniczenie, a nie w drodze zaszczepienia "rewolucyjnego" wyrośnie kapitalizm przemysłowy. W latach ostrego kryzysu podupadli koloniści przemysłowi znajdą środek egzystencji w zatrudnieniu, jakie otrzymają od żydowskich fabrykantów bez fabryk (przeważnie z okolicznych miast), od których otrzymali przędzę "na wyrobek". Miało to zresztą miejsce już podczas pierwszego kryzysu w r. 1831, gdy kupiec L.Berger (dziadek prez.Oskara Kona) zatrudnił większą ilość tkaczy, zdobywszy sobie sympatię nawet w gronie monopolistycznie usposobionego niemieckiego cechu tkaczy.
        Podczas ostrego kryzysu 1844 r., wedle ówczesnych akt "tkacze sami chodzili do sklepów kramarzy żydowskich, prosząc, aby od nich wyrobek kupili". W roku tym prawie 90% tkaczy łódzkich nabywało przędzę drogą zamiany "na wyrobki" i tęże drogą zarabiało na utrzymanie. - Jednym z większych nakładców był Jakub Rbaric? z Konstantynowa.
        Niektórzy z większych handlarzy przędzy i nakładców jak również i majstrowie żydowscy dążyli do zakładania własnych fabryk. Ta walka o prawo żydów do zakładania fabryk była długotrwała.; nazwiska D.Lande, L.Berger, Enoch Goldberg, A.Likiernik, Abram Friedman związane są dziejami tej walki. Wśród pierwszych fabrykantów  figurują D.Lande (bawełna) i Abram Prusak (wełna). Fabryki te, założone przez właścicieli - były dobrze wyposażone technicznie i należały do przodujących przedsiębiorstw.
        W r.1839 fabryka D.Lundego ustępuje tylko fabryce Geyera w Łodzi i fabryce Schlössera w Ozorkowie, wyprzedzając Grohmana, Petersa itd. Fabrykę Landego w r.1878 nabył Scheibler.


                                                       - Ciąg dalszy nastąpi - 

wtorek, 30 lipca 2019

Rola żydów w budowie Łodzi - Gazeta Głos Poranny - Judaika - Antysemityzm - Polemika - 1937 - cz.1

     Tego artykułu nie mogłem pominąć..., przeglądam od dawna rocznik Głosy Porannego z okresu międzywojennego. W każdym wydaniu (codzienna) tej gazety są tematy żydowskie, nie tylko tych mieszkających w Polsce ale i w Europie i Ameryce. Muszę przyznać, że Gazeta Poranna, nie była nastawiona negatywnie w tym temacie. Obiektywnie opisywała problemu, także ich sukcesy. Im było bliżej końca lat 30-tych, można było zauważyć nastroje antysemickie. Oczywiście najwięcej przypadków ataków na żydów było w hitlerowskich Niemczech, niestety, w Polsce nastawienia antyżydowskie nabierały z każdym miesięcy coraz większego rozmachu.
      Także ten artykuł napisany w kontrze przeciwko prof. R.Rybarskiemu, który negował zasługi polskich żydów w rozwoju Łodzi, przede wszystkim handlu i przemysłu bawełnianego.
      W szczególności, nie można zgodzić się z jego tezą, że:
" I zaczął jak pasożyt opanowywać rezultaty naszej (?!) pracy. - Sam niewiele stworzył, woli zagarnąć gotowe już warsztaty, często po to, by je dewastować lub dawną dobrą produkcję zastąpić bardziej popłatną tandetą".
       Nic bardziej mylnego, to właśnie żydzi byli najgorzej płatnymi robotnikami-wyrobnikami, oni, żeby wykarmić swoje duże rodziny, pracowali na granicy egzystencji. Najlepszym przykładem niech będzie bardzo ciekawa praca Rafała Górniaka "ŻYDZI BEŁCHATOWSCY", mały cytat z tej pracy:
       "W opisie carskiego urzędnika z tego okresu (insp. fabryczny guberni piotrk.), na oficjalnym blankiecie w języku rosyjskim można znaleźć opis wyzysku polskiego i żydowskiego proletariatu. "W osadzie Bełchatów pracowało około 2000 tkaczy straszliwie wyzyskiwanych od nakładców. Otrzymują oni najgorszą przędzę i uzyskują bardzo niską opłatę, np. za sztukę 90 łokci - 1,20 rb., tak, że niektórzy z nich pracując z 2 lub 3 członkami rodziny nie są w stanie zarobić 2 rb. tygodniowo. Poza tym nakładcy zamiast pieniędzy dają tkaczom kwitki, za które muszą oni kupować u krewnych nakładców towary najgorszego gatunku i po wyższej cenie. Nawet w wypadku choroby nie mogą wyprosić kilku kopiejek na zakup lekarstwa. Przy tak niskich zarobkach nakłada się na nich kary pieniężne sięgające 70 i więcej kopiejek tygodniowo. Nakładcy działają w tak ścisłym porozumieniu, że jeśli tkacz poskarży się komukolwiek, nie otrzyma już pracy od żadnego z nich". Wspomniany Chaim Tusk płacił robotnikowi, który pracował dla jego manufaktury 15 kopiejek czyli 1 zł. dniówkę. Można było za to kupić 2 kilo chleba. W innych ośrodkach zarobki przedstawiały się lepiej. Friedman podaje przykład tkacza łódzkiego: "Mosiek Frydman przyjął pracę u Abrama Friedmana jako snowacz za 9 zł. tygodniowo oraz stół i stancję. Pełny zarobek wynosić musiał co najmniej 18 zł. tygodniowo czyli 3 zł. dziennie, a więc 3-krotna płaca tkacza bełchatowskiego". **  


                              R O L A   Ż Y D Ó W  W  B U D O W I E   Ł O D Z I

      Na przykładzie dziejów handlu w Polsce wykazaliśmy całkowitą bezpodstawność tezy prof. R.Rybarskiego co do roli Żydów w ekonomice Polski. Wywody nasze moglibyśmy uzupełnić danymi z dziedziny rynkowości, gdzie po dziś dzień Żydzi odgrywają pierwszorzędną rolę lub kolejnictwa (Leopold Kronenberg, Jan Bloch, A.Salomonsohn, przemysłu cementowego (Eigerowie), cukiernictwa itp.
      Na łamach dziennika nie możemy wszystkich tych kwestii wyświetlić, nie możemy wytknąć wszystkich "herezji" prof.R.Rybarskiego, od których analizowany przez nas artykuł wprost się roi. Dla zakończenia polemiki poruszymy jeszcze jedynie kwestię udziału żydów w polskim przemyśle włókienniczym, zwłaszcza, iż problem ten zahacza o Łódź.
      W zajmującej nas obecnie kwestii prof.R.Rybarski pisze:
"W XIX wieku przeszła przez Polskę "rewolucja przemysłowa", dzięki której powstał przemysł fabryczny i warstwa robotnicza. Czy żydzi byli pionierami nowoczesnego przemysłu? Przyjrzyjmy się nazwiskom, które zapisały się w jego dziejach; z trudem znajdziemy między nimi wybitniejsze nazwisko żydowskie. założycielami przemysłu byli przeważnie ludzie obcego pochodzenia, ale nie żydzi."
       "W poszczególnych środowiskach przemysłu proces zdobywania sobie przez żydów pozycji, na typowy przebieg: można to śledzić w Łodzi, Bielsku, Białej itd. Przyszedł kiedyś skromny majster do Polski, zwykle z Niemiec, dorabiał się ciężką pracą. Jego warsztat wzrastał z pokolenia na pokolenie, aż powstała wielka fabryka, produkująca solidnie dobry towar. - Ale przyszły różne kryzysy i wstrząśnienia, nastały nowe warunki i obyczaje handlowe, w których lepiej się czuje bardziej ruchliwy żywioł żydowski. I zaczął jak pasożyt opanowywać rezultaty naszej (?!) pracy. - Sam niewiele stworzył, woli zagarnąć gotowe już warsztaty, często po to, by je dewastować lub dawną dobrą produkcję zastąpić bardziej popłatną tandetą".
       Oto jak przedstawia sobie sprawę rozwoju przemysłu polskiego w szczególności przemysłu włókienniczego, uczony ekonomista patrzący na świat przez antysemickie okulary.
       A jakżeż rzecz na się w rzeczywistości? Rozpatrujemy tę sprawę na przykładzie Łodzi, posługując się artykułami p.p. nacz.E.Rosseta, mgr.J.Staszewskiego, dr.A.Bachulskiego, mec.J.Litwina, A.Alperina, w "Roczniku Łódzkim"(tom I i II), a zwłaszcza świetną i oprojektowaną pracą naukową dr.Filipa Friedmana "Dzieje Żydów w Łodzi"
                                                      
                                                                       *

      Po kongresie wiedeńskim (rok 1815) pod wpływem ministra Lubeckiego przystąpiono w Królestwie Kongresowym do zaszczepienia przemysłu w szczególności sukiennictwa. Rozpoczęła się swoista kolonizacja przemysłowa, sprowadzanie przędzalników i tkaczów Niemców z Czech, a zwłaszcza z Saksoni. Kolonistów obdarzono różnymi wolnościami, gruntami, budulcem, dotacjami i pożyczkami długoterminowymi. - Jednym z miasteczek przeznaczonych na kolonizację przemysłową, była mała osada biskupia - Łódź. Pierwsi koloniści przemysłowi zjawili się tu w r.1821. Byli to przeważnie tzw. werkmajstry. Pomimo szeregu przywilejów i opieki skarbu zaszczepianie przemysłu nie poszło w Łodzi bynajmniej gładko. Pierwszemu łódzkiemu przędzalnikowi Wendischowi dawał się odczuwać brak kapitału obrotowego, w szczególności brak pieniędzy na zakup surowca. Pierwszym fabrykantom dawał się również we znaki brak zbytu towarów.
      Toteż Łódź przeszła szereg ciężkich kryzysów: w r.1931, w latach 1844-5, w r.1863, przy czym podczas ostatniego kryzysu mocno ucierpiał L.Geyer, który pierwszy w Łodzi, który pierwszy w Łodzi użył maszyny parowej.*

* Wikipedia (zdjęcie i opis): - Pod koniec roku 1838 Ludwik Geyer zainstalował w „Białej Fabryce” pierwszą nie tylko w Łodzi, ale w całym przemyśle włókienniczym Królestwa Polskiego maszynę parową o mocy 60 KM. Rozpoczęła się w ten sposób mechanizacja przemysłu włókienniczego, czego oznaką było pojawienie się w Łodzi pierwszego komina fabrycznego.

 Ludwik Ferdynand Geyer (ur. 7 stycznia 1805 roku w Berlinie, zm. 21 października 1868 roku w Łodzi.) – przemysłowiec, jeden z pionierów rozwoju przemysłu włókienniczego w Łodzi i w Polsce, właściciel pierwszej fabryki włókienniczej o napędzie parowym w Królestwie Polskim.

 ** -

Rafał Górniak - ŻYDZI BEŁCHATOWSCY - 1993 - cz.6

 

                                                KONIEC CZĘŚCI I

poniedziałek, 29 lipca 2019

Gazeta "Głos Poranny" - Kraszew - Andrespol - Kronika wypadków - Zabawa - Mord - 1938


        Szukając w starych gazetach informacji o mojej okolicy, nie można było pominąć małej notatki o Kraszewie. Mój Bukowiec graniczy z tą wsią należącą do gminy Andrespol. Gdyby nie śmierć jednego z uczestników zabawy, można uznać resztę tych informacji za śmieszne z kilku powodów.
        Od kiedy to na zabawę taneczną zabiera ktoś duszę żelazną (mniemam, że chodzi o duszę od żelazka)?! Informacja o zapłaceniu orkiestrze 50 groszy, co było zarzewiem całej tej tragicznej w skutkach historii, nie jest jasna... Czyżby zapłacił za mało, czy też zapłacił za piosenkę, która nie spodobała się jego przeciwnikowi...Cztery lata za zabicie człowieka?? - ówczesna Temida była bardzo łagodna...

                          
                                NOŻEM W PIERŚ O 50 GROSZY DLA ORKIESTRY

          Na zabawie w Kraszewie pod Łodzią między Stanisławem GABARĄ i jego przyjacielem Janem KOZIOŁEM, a Marianem SIEDLECKIM doszło do kłótni o zapłacenie orkiestrze 50 groszy.
          W wyniku powstałej awantury Siedlecki uderzył Gabarę duszą żelazną w głowę. W odpowiedzi na to Gabara ugodził go nożem w pierś. Siedlecki zmarł. Gabara i Kozioł, który pomagał mu w bijatyce, stanęli przed sądem. Gabara został skazany na 4 lata więzienia, a Kozioł na 8 miesięcy z zawieszeniem.

Źródło: Bibliotek Cyfrowa - Głos Poranny z 25 lutego 1938 roku.

niedziela, 28 lipca 2019

1 wojna światowa - Gazeta "Głos Poranny" - Bitwa o Brzeziny - Cyrusowa Wola - Skarb - 1939

         Następny materiał znaleziony w Gazecie Porannej z dnia 23 kwietnia 1939 roku dotyczący Bitwy o Brzeziny. Kto nie lubi opowiadań o zakopanych skarbach?! Wiemy, że w ostatnich latach, jak grzybów po deszczu, pojawiło się po lasach, czy też polach setki poszukiwaczy z wykrywaczami metalu. Szukają, szukają (czasami tego, czego nie zgubili), narażając się na karne konsekwencje z powodu idiotycznych przepisów...
         Czasami jestem wściekły, kiedy znajduję dziury w ziemi po takich poszukiwaczach.., cokolwiek znajdą, ale ziemi już nie wyrównają. Chodzą spacerowicze, czy też grzybiarze po lesie i wpadają w takie dziury, głupota, brak wyobraźni??..Jednak legendy o zakopanych skarbach w dalszym ciągu istnieją, "ładują" amatorów skarbów. Uważam, że jest to fajne, dorośli panowie, znów zmieniają się w małych chłopców jak w pamiętnym serialu o Panu Samochodziku...
         Ten materiał mówi o skarbach z okresy wielkiej bitwy, ale innym wymiarze.., wtedy nie było wykrywaczy... Uważam, że jest to ciekawy wątek!

                                           SKARB, KTÓREGO NIE BYŁO...
                            Oszukańcza spółka dla eksploatacji naiwnych wieśniaków

       Niezwykle charakterystyczną sprawę, ilustrującą znakomicie naiwność i ciemnotę, która po dziś dzień pokutuje wśród niektórych warstw społecznych, rozpatrywał w dniu wczorajszym sąd grodzki. Tło tej sprawy jest następujące:
       Podczas wojny światowej, w roku 1914, doszło do potyczki miedzy oddziałem rosyjskim i niemieckim na terenie powiatu brzezińskiego, na polach Cyrusowa Wola*. W wyniku potyczki oddział rosyjski został rozgromiony. Cofający się pułk pozostawił tabory, jaszcze itp. Na tle tej potyczki, zrodziła się w okolicy legenda, że gdzieś w ziemi zakopane są skarby rosyjskie. Legenda głosiła, że w jednym z zakopanych jaszczów artyleryjskich, znajdują sie ruble w ilości, stanowiącej wielki majątek.
       Legendę podawano sobie z ust do ust, czyniono nawet próby poszukiwań, ale zarzucono je, ponieważ nie przyniosły rezultatów. W roku 1932 do Cyrusowej Woli przybył jakiś osobnik, który oświadczył, iż był uczestnikiem pamiętnej potyczki i jest w posiadaniu dokładnego planu, gdzie zakopany jest jaszcz ze skarbami.
      Opowiedział tę historię sołtysowi, sołtys w największej tajemnicy kilu wieśniakom i wkrótce po wsi gruchnęła wieść o bliskim  już wykopaniu olbrzymich skarbów. Zawiązał się komitet pod przewodnictwem sołtysa ANDRZEJA NOSKOWSKIEGO, a kilkunastu wieśniaków wpłaciło różne sumy, dla prowadzenia robót związanych z wykopaniem skarbu.
      Sołtys pieniądze zainkasował, gdzieś tam poczęto coś kopać. Płynęły dni i miesiące... Gdy Noskowskiego  interpelowano, co ze skarbem, twierdził, że część już wykopano, że skarby spieniężono, że udziałowcy mają już majątek w Gdyni i Bydgoszczy, za te pieniądze nabyte.
      Minęły dalsze miesiące. Nikt z członków "kooperatywy dla eksploatacji jaszcza" nie dostał ani grosza. Urząd śledczy, dowiedziawszy się o aferze, wszczął dochodzenie. Nikt jednak nie chciał złożyć obciążających zeznań, ponieważ po wsi chodziła wieść, "że duchy strzegą skarbów i mogą się zdenerwować".
      W rezultacie jednak udało się policji zebrać na ogólną sumę 30 tysięcy złotych. Sołtys ze wspólnikiem ANTONIM MICHALAKIEM i jego żoną stanęli przed sądem. Rozprawa została odroczona, dla przesłuchania świadków.



* - Wola Cyrusowa – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie brzezińskim, w gminie Dmosin. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa skierniewickiego. Wola Cyrusowa jest siedzibą parafii Kościoła Starokatolickiego Mariawitów pw. Wikipedia

1 wojna światowa - Gazeta "Głos Poranny" - Bitwa o Brzeziny - Rzgów - Gałkówek - Brzeziny - Niemcy - Cmentarze wojenne - 1939

     W ostatnim czasie szczegółowo przeglądam w Bibliotece Cyfrowej "Głos Poranny" z okresu międzywojennego. szukam informacji, notatek dotyczących mojej gminy Brójce, gminy Andrespol, a także wszelkich informacji dotyczących pamiętnej Bitwy o Brzeziny w 1914 roku.
     Znalazłem dwa ciekawe artykuły dotyczące tego ostatniego tematu. Oto pierwszy z nich:

                                              OFICEROWIE NIEMIECCY W ŁODZI
                    zwiedzili tereny pamiętnych bitew, w których w 1914 roku brali udział

      W dniu onegdajszym zakończyły się oficjalne przyjęcia z okazji pobytu w Polsce delegacji wojska niemieckiego. W czasie obiadu wydanego przez attache wojskowego przy ambasadzie Rzeszy w Warszawie płk. von Studnitza, w którym wzięła udział delegacja niemiecka i towarzyszący jej oficerowie polscy. w trakcie rozmowy towarzyskiej okazało się, że szef delegacji armii niemieckiej gen. Liebman, komendant akademii wojennej Rzeszy, był jednym z wyższych dowódców armii niemieckiej w czasie wojny światowej i brał udział w bitwie pod Łodzią. Ponadto w bitwie pod Brzezinami brał udział obecny ambasador Rzeszy w Polsce von Moltke, jako oficer kawalerii niemieckiej w armii Mackensena, a jeden z członków delegacji ppłk.Scheller był dowódcą oddziału piechoty, walczącej w roku 1914 w lasach w Gałkówku.
      Generał Liebman i ambasador von Moltke wyrazili ochotę zwiedzenia terenów pamiętnych walk z wojny światowej w okolicach Łodzi. Życzeniu gości niemieckich uczyniono zadość i w związku z tym pobyt ich w Polsce został przedłużony o jeden dzień.
      Wczoraj w godzinach rannych delegacja armii niemieckiej z gen.Liebmanem na czele, ambasador von Moltke, attache wojskowy płk. von Studnitz i przydzieleni im oficerowie polscy, przybyli samochodami do Łodzi.
       Najpierw oficerowie niemieccy udali się na tereny w pobliżu Rzgowa, gdzie, jak wiadomo istnieje historyczny cmentarz z okresu wojny światowej. U bram cmentarza oczekiwał goci dowódca okręgu korpusu gen. Wł.Langer z adiutantem kpt.Czihirynem i oficerami sztabu. ponadto obecny był konsul Rzeszy w Łodzi von Berchem- Koenigsfeld.

       Delegacja niemiecka złożyła wieniec u stóp wielkiego krzyża na cmentarzu, po czym po zwiedzeniu terenów bitewnych goście udali się do Brzezin, gdzie również rozegrały w 1914 roku krwawe boje, będące zresztą początkiem zwycięskiej ofensywy niemieckiej na froncie rosyjskim. W bitwie tej brali udział gen.Liebman, jako ówczesny szef sztabu 19 dywizji piechoty, ambasador von Moltke jako wyższy oficer pułku kirasjerów.
       O godzinie 3-ej goście wrócili do Łodzi i byli obecni na obiedzie wydanym przez dowódcę O.K. gen.Langnera w salonach ogniska oficerskiego. W obiedzie wziął również udział ambasador von Moltke i konsul von Berchem- Koenigsfeld.
       Z Łodzi delegacja wróciła do warszawy, skąd wieczorem żegnana na dworcu przez gen.Rogulskiego oraz oficerów sztabu głównego 1 M.S. Wojskowego, wyjechała do Berlina. należy dodać, że większość oficerów niemieckich - członków delegacji, zna język polski, którego nauczyli się w czasie pobytu w Polsce, w okresie wojny światowej.



czwartek, 25 lipca 2019

Gazeta "Głos Poranny" - Andrespol - Wiśniowa Góra - Andrzejów - Wypadek - Judaika - 1939

        Na łamach Gazety Głos Poranny z dnia 6 i 7 czerwca 1939 roku znalazłem notatki dotyczące gminy Andrespol. Chodzi o wypadek auta i bryczki, na skutek czego rannych zostało 6 osób. Ciekawa forma opisu tego wypadku.


      Na szosie na Wiśniowej Górze wydarzył się tragiczny wypadek. Szsą jechała bryczka, w której siedziało 6 osób, udających się na dworzec w Andrzejowie.
      Nagle podjechało w szybkim tempie auto osobowe. Słaby i nie posiadający prawa jazdy kierowca nie umiał zahamować samochodu, który wpadł na bryczkę.
      Nastąpiło zderzenie. Bryczka została strzaskana, a pasażerowie wypadli na bruk. 4 osoby zostały lżej ranne, doznając jedynie ogólnych potłuczeń ciała. Natomiast ciężkie obrażenia cielesne odnieśli małżonkowie Werdiger z Łodzi (Piotrkowska 88). Wezwano do nich przebywającego na Wiśniowej Górze dr.Lubicza, który stwierdził u Werdigera złamanie kości kolanowej, a u jego żony pęknięcie kości stopy, oraz ogólne obrażenia.
      Po nałożeniu opatrunków małżeństwa Werdiger przewieziono na własne żądanie do domu w łodzi. Pozostałe ofiary wypadku po nałożeniu opatrunków udały się w dalszą drogę.



     Donosiliśmy wczoraj o tragicznym wypadku, jaki wydarzył się na szosie na Wiśniowej Górze**, gdzie auto osobowe najechało na bryczkę, wskutek czego 6 osób zostało rannych.
     Poza małżonkami Werdiger, którzy zostali ciężko ranni, ogólnych obrażeń ciała doznali Guta Koplowicz (Brzezińska 64), Estara Szlamowicz, na letnisku w Hulankach pod Andrzejowem,*Mieczysław Błat (Zydowska 29) i Chil-Chaskiel Cyperman (Limanowskiego 8).
      Dochodzenie policyjne ustaliło, iż winę ponosi kierowca i właściciel auta kupiec łódzki Mieczysław BAUMGARTEN (Mielczarskiego 24), który prowadził samochód bez prawa jazdy, jechał zbyt szybko i nie umiał hamować. Wskutek wypadku auto zostało uszkodzone, a rozbita bryczka potoczyła się wraz z pasażerami do głębokiego rowu.


* - Hulanka - powstała w 1850 roku z wydzielenia części ziemi z folwarku Bedoń. Historycy uważają, że nazwa pochodzi od karczmy dworskiej lub miejsca zabaw ludowych organizowanych na jednej z leśnych polan. W 1991 roku wieś została przyłączona do Justynowa, wcześniej była w Nowym Bedoniu.
** - Wiśniowa Góra - nazwa używana od 1878 roku. Geneza nie jest znana. Miejscowość powstała 26 XI 1877 roku z części dóbr bedońskich określanych wówczas jako „osada Zimna Woda”, „ w granicach osady zwanej Stróża” oraz „część wyciętego i podzielonego lasu należącego do majątku Bedoń”.

Historia Gminy - Gmina Andrespol


andrespol.pl/p,253,historia-gminy,1

sobota, 20 lipca 2019

Rogów - Cmentarz wojenny - Łódź - 1 wojna światowa - Gazeta "Głos Poranny" - 1931

       Długie godziny spędziłem wirtualnie w Cyfrowej Bibliotece. Przeglądałem numer po numerze GOS PORANNY z 1931 roku. Dużo ciekawych artykułów, jednak ten który prezentuję poniżej jest dla mnie najbardziej wartościowy! Opis cmentarza wojennego w Rogowie - jest w nim tak dużo szczegółowych opisów, że przyda się osobom które opiekują się tą nekropolią.

                                      NA CMENTARZU POD ROGOWEM
        WZGÓRZE ŚMIERCI - SYMBOL PROTESTU PRZECIWKO OKRUTNEMU
                                             MOLOCHOWI ŚMIERCI

                 
          MŁODZIEŻ SZKOLNA NIE POTRAFI USZANOWAĆ ŚWIĘTEGO MIEJSCA,
                         UMIESZCZAJĄC GŁUPIE I PORNOGRAFICZNE NAPISY

        Coraz częściej słyszy się wielkim głosem po całym świecie rozlegające się żądanie zaprzestania zbrojeń, przedsięwzięcia wszelkich możliwości, które by raz na zawsze wyrugowały wojnę z szeregu środków załatwiających międzynarodowych konfliktów. Entuzjastyczne okrzyki tysięcy tłumów publiczności podczas witania i żegnania dyplomatów przybyłych na konferencje do Londynu, Paryża i Berlina, są dowodem, że narody szczerze pragną pokoju. Bo co dała Europie wielka wojna światowa? Imperializm i militaryzm, śmierć lub kalectwo najlepszego materiału ludzkiego, niszczenie tysięcy miast i osad, upadek poczucia moralnego.
        Słuszne jest żądanie, że jeśli cywilizacja nie zniszczy wojny, to wojna zniszczy cywilizację. Do wprowadzenia trwałego pokoju bardziej niż godzina mowy dyplomatów, sążniste artykuły i traktaty przyczynić się może widok po dzień dzisiejszy niezabliźnionych ran, zadanych przez wielką wojnę europejską.
        Męki inwalidów, nędza rodzin pozbawionych ojców, tysiące mogił nieznanych ofiar molocha wojny silniej przemawiają do rozumu i uczucia, niż wywody uczonych i dyplomatów.
        Niedaleko Łodzi przy szosie Ruda Pabjanicka - Rogów, znajduje się cmentarz 2000 poległych w wojnie europejskiej.Kilkanaście kroków od toru kolejek dojazdowych leży lasek świerkowy, otoczony niskim murem; ten ostatni co parę metrów przerywany jest okrągłymi otworami z żelaznymi, kształtem swym przypominającymi krzyż Virtuti Militari ornamentami.
        Prze wąską furtkę wchodzimy na cmentarz. Po obu stronach alejki, jak gdyby na straży stojące, duże, trawą obrośnięte  i kamieniami obstawione wspólne groby. Na małej kamiennej tabliczce napis: "37 nieznanych żołnierzy armii niemieckiej." Kilka kroków dalej podobna mogiła.
        Przed nami wspina się na kilka metrów wysokie wzgórze, którego szczyt stanowi środek cmentarza, równomiernie opadające we wszystkich kierunkach. Wchodzimy na górę. na imponującym około 4 metry wysokim nasypie z głazów polnych stoi umocowany żelaznymi prętami potężny drewniany krzyż. z jednej strony nasypu kamienna tablica z napisem:
                                                   Hier ruhen in Gott
                                                 2000 tapfere Krieger
po drugiej stronie płyta ze słowami:
                                                      Pro Patria...
        Równolegle z monumentem po obu jego stronach po 10 obelisków z nazwami niemieckich oddziałów wojskowych, które walczyły pod Łodzią i których żołnierze spoczywają na tym cmentarzu.
        U stóp wzgórza długie szeregi nagrobków. na prostych drewnianych krzyżach wykrajane napisy. Stopień imię i nazwisko. data urodzenia. Data śmierci. Gdzieniegdzie zwiędły wieniec. Na krańcach cmentarza dwie kapliczki, kształtem przypominające chińskie pagody. szare i proste, jak więzienne cele. na prostych deskach jakieś głupie i pornograficzne napisy, umieszczane przez przyjeżdżającą tu "na wagary" młodzież. Uczniowie wyższych klas szkół średnich nie umieją uszanować tego świętego miejsca.
        Idziemy dalej. Kawałek wolnego placu. Znów groby. Tu leży 38 nieznanych żołnierzy byłej armii niemieckiej. Obok kilkunastu poległych byłej armii rosyjskiej. Śmiertelni niegdyś wrogowie; może nie jeden z nich padł od kuli tego, z którym teraz spoczywa w wspólnej mogile. Ziemia - rodzicielka ich pojednała. Z masy prostych nagrobków odcina się czarny marmurowy pomnik generała. Przed kilku laty były tu trzy groby cesarsko-niemieckich dygnitarzy. Zwłoki jednego z nich wywiozła rodzina w roku ubiegłym do Niemiec.
        Nad całą okolicą panuje śmiertelna cisza. Z oddali tylko dolatują wesołe okrzyki grupy wycieczkowiczów. Jakże dziwnie brzmi ten beztroski śmiech wśród nagrobków młodych, niewinnych ofiar wojny.
        Opuszczamy cmentarz. Z oddali czernieje górujący nad okolicą krzyż, który urasta do symbolu wielkiej skargi pod adresem tych, którzy wojnę europejską wywołali i przekleństwa tych, co o nowej przemyśliwują rzezi.
  

Źródło: Biblioteka Cyfrowa - Głos Poranny z 22 sierpnia 1931 roku

Tomaszów - Wolbórz - Piłka nożna - Bitwa zawodników - Gazeta "Głos Poranny" Łódź - 1931

     Wydawałoby się, że gorzej w piłce nożnej być już nie może...Obecnie ekscesy kiboli osiągają granice absurdu.. - Co mamy jednak powiedzieć, kiedy przed 88 laty wcale lepiej nie było...W "Głosie Porannym" z 20 sierpnia 1931 roku w rubryce: "Co się dzieje w Tomaszowie" znalazłem następującą notatkę:

                                                    BÓJKA NA MECZU
     Sensację wywołał przebieg meczu piłkarskiego pomiędzy Młotem (Tomaszów), a Szczerbcem (Wolbórz). W trakcie zawodów jeden z graczy Szczerbca uderzył drągiem żelaznym po głowie gracza przeciwnej drużyny. Fakt ten do tego stopnia oburzył publiczność, że usiłowała ona obić drużynę wolborską. W rezultacie podczas bójki potłuczonych zostało kilka osób, przeważnie graczy Młota.

     Szczerbiec obił Młota! - Nie mamy informacji jak zachował się sędzia (wtedy nie było żółtych ani czerwonych kartek)...Może skorzystał z drąga żelaznego?! - pytanie dodatkowe: skąd wziął się na boisku taki argument??!!



Źródło: Biblioteka Cyfrowa - Głos Poranny - 20.VIII.1931

piątek, 19 lipca 2019

Bukowiec - Königsbach - Pożar - Gazeta "Głos Poranny" Łódź - 1929


         Przeglądając archiwalne roczniki Głosu Porannego na Bibliotece Cyfrowej znalazłem notatkę dotyczącą Bukowca w gminie Brójce. Informacja o pożarze w Bukowcu ukazała się 11 maja 1929 roku,oto treść:
                                Pioruny w powiecie wywołały groźny pożar we wsi Bukowiec

         Ubiegłej nocy podczas szalejącej burzy nad województwem łódzkim piorun uderzył w zabudowania gospodarskie, należące do Antoniego Kaczmarka we wsi Bukowiec, gminy Brójce, powiatu łódzkiego. W ciągu jednej chwili dom mieszkalny, stodoła i inne zabudowania gospodarcze stanęły w ogniu, wskutek silnego wiatru, który przerzucał niszczycielski żywioł z jednego budynku na drugi. Pastwą płomieni padł doszczętnie cały majątek Kaczmarka oraz dom mieszkalny sąsiada jego Stanisława Zakrzewskiego, na który również przerzucił się ogień. W ogniu spłonęły 4 konie, 18 sztuk bydła i nierogacizny, maszyny rolnicze itp.

         Mam problem, gdyż bardzo dobrze mam rozpracowaną historię Bukowca i jego mieszkańców. Obu zamieszczonych w notatce tj. Antoniego Kaczmarka jak i Stanisława Zakrzewskiego nie ma w spisie mieszkańców. Bukowiec był typowo zamkniętą wsią, do roku 1945 zamieszkiwali w zdecydowanej większości mieszkańcy wyznania ewangelickiego. Na koniec 1944 roku Bukowiec zamieszkiwało 1010 mieszkańców, w tej liczbie tylko dwie polskie rodziny: Jankiewicza Ludwika i Kozłowskiego Piotra. Jest to dla mnie nowy temat, myślę, że czytelnicy pomogą mi w rozwiązaniu tej zagadki.