Wojna!
- straszne słowo. Zawsze żyłem w przeświadczeniu, że nie muszę
się zmagać z wojenna traumą jak moi Rodzice i bliscy.
Patrząc w obraz telewizora nie wierzę, że to może być prawdą...
Ukraina,
bliski mi kraj, nie tylko z mojego pobytu podczas prac na cmentarzu
polskim w Kołomyi, także mojego zbioru kresowych pocztówek. Jednak
najważniejszym jest poznanie Bolesława Śliwińskiego o którym
pisałem na swoim blogu. Z mojej winy jak zwykle nasze kontakty się
rozluźniły, Bolesława
pisał piękne życzenia świąteczne, niestety nie zawsze na nie
odpowiadałem...
Przykro mi Bolesławie.
Dużo
opowiadał mi o Bolesławie i Kołomyi mój przyjaciel Kacper z
Brzezin. Także ostatnie wydarzenia powodowały, że to był temat
nr.1. Poprosiłem Kacpra, żeby napisał do Bolesława, że przyjmę
go z żoną pod swój dach w tych trudnych chwilach. Odpowiedź
nadeszła bardzo szybko: zostaję, tu jest moje miejsce, będę
walczył! Bolesław (rocznik 1950) jest wielkim bohaterem, także
zdjęcie które pod swoją deklaracją zamieścił, mówi wszystko!
Wczoraj wieczorem odbyliśmy godzinną rozmowę na Messengerze, rozmawialiśmy o wszystkim. Poprosiłem go, żeby mógł spisać jego historię i rodziny, a jest bardzo bogata i ciekawa. Nie minęło kilka godzin, kiedy na mój adres e-mailowy przesła dwa wspaniałe zdjęcia związane z jego rodziną i Kołomyją.
Prezentuję oczywiście pierwsze z nich:
Zarząd Cechu szewców, rymarzy, garbarzy i rzemiosł pokrewnych w Kołomyi z lutego1944r.
siedzą - 3-z lewej- szef niemieckiej kancelarii finansów Kołomyjskiego Powiatu. (ubrany po cywilnemu), który uratował nie jednego żyda, polaka, ukraińca od niemieckiej niewoli.
siedzą - 4-z lewa Mikołaj Chomiak - dziadek mojej żony.