Lusia Gałuszka, Stenia Rohatyn, Stanisława Haleńcówna, Niusia
Beckówna, Nisia Sobotnicka, Olga Romaniuk, Anna Drulakówna, Czesława Bezanówna,
Wanda Maćkiewicz, Hela Kokoszka, Wisia Ostrowska, J.Sawka, Ziuta Kamińska, Stanisława
Łuczecka, Kazimiera Żebracka, Zofia Kulikówna, Marta? Skotnicka, Weissówna,
Pańczukówna
sobota, 18 sierpnia 2018
Kołomyja - Ukraina - Oława - Rodzina Huber i Dubowiecki - Szkoła - Klasa - 1930 - Cz.3
Piękne zdjęcie formatu pocztówkowego przedstawiające uczennice szkoły w Kołomyi wraz z gronem nauczycielskim. Datowane na 30 października 1930 roku. Sporo życzeń i podpisów, udało mi się odczytać większość z nich (być może są niewielkie pomyłki):
Kołomyja - Ukraina - Oława - Rodzina Huber i Dubowiecki - Cmentarz - Kübler - Wojsko - Austria - Cz.2
Jak wspominałem w 1 części, zamieszczam ofiarowane w prezencie zdjęcia starej Kołomyi i jej mieszkańców. Niestety, nie mam nazwisk bohaterów, mam nadzieję, że da się się i tą zagadkę rozwiązać.
Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar: 10,5x16,5 cm.
Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar: 10,5x16,5 cm.
Zdjęcie: 10,0x13,0 cm.
Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar: 10,5x16,5 cm.
Zdjęcie na kartonie, duży rozmiar: 10,5x16,5 cm.
Zdjęcie: 10,0x13,0 cm.
Kołomyja - Ukraina - Oława - Rodzina Huber i Dubowiecki - Cmentarz - Cz.1
Niesamowita historia dotyczy mojego nowego Kolegi, Ryszarda Hubera, z którym poznałem się w autobusie jadącym do Kołomyi. To on zadał mi jako pierwszy pytanie:
- Pan też?
Moja odpowiedź, brzmiała:
- oczywiście tak!
Nie myślałem nawet przez chwilę, że los połączy nas na dobre i złe przez całe 14 dni naszego pobytu! Tworzyliśmy zgrane trio wspólnie z Sebastianem. Oprócz ciężkiej pracy przy stawianiu nagrobków, zawsze znalazł się czas na żarty, dyskusje. Ktoś kto nas nie znał, mógł przypuszczać, że za chwilę się pobijemy... Nic z tego, wszystkie żarty, podśmiechujki były w granicach koleżeńskich. To nam bardzo pomagało przy pracy, każdy z nas coś doradził, nasza praca była improwizacją przy składaniu, wierceniu czy też klejeniu każdego piaskowca, marmuru czy też granitu. Gdybyśmy nie związali się przyjaźnią, po zakończonej pracy każdy chowałby się do swoich pokoi. Nie dane nam to było, po kąpieli pod prysznicem, wspólnej obiadokolacji, następnym etapem był basem, przepisowy kufelek zimnego piwka i żarty do ciemnej nocy.
O naszej trójce będzie jeszcze okazja coś napisać. teraz chcę się skoncentrować na Rysiu. Wywiad z nim ma dla mnie wielkie znaczenie, jest odpowiedzią, dlaczego pracujemy jako wolontariusze na Kresach:
- Pan też?
Moja odpowiedź, brzmiała:
- oczywiście tak!
Nie myślałem nawet przez chwilę, że los połączy nas na dobre i złe przez całe 14 dni naszego pobytu! Tworzyliśmy zgrane trio wspólnie z Sebastianem. Oprócz ciężkiej pracy przy stawianiu nagrobków, zawsze znalazł się czas na żarty, dyskusje. Ktoś kto nas nie znał, mógł przypuszczać, że za chwilę się pobijemy... Nic z tego, wszystkie żarty, podśmiechujki były w granicach koleżeńskich. To nam bardzo pomagało przy pracy, każdy z nas coś doradził, nasza praca była improwizacją przy składaniu, wierceniu czy też klejeniu każdego piaskowca, marmuru czy też granitu. Gdybyśmy nie związali się przyjaźnią, po zakończonej pracy każdy chowałby się do swoich pokoi. Nie dane nam to było, po kąpieli pod prysznicem, wspólnej obiadokolacji, następnym etapem był basem, przepisowy kufelek zimnego piwka i żarty do ciemnej nocy.
O naszej trójce będzie jeszcze okazja coś napisać. teraz chcę się skoncentrować na Rysiu. Wywiad z nim ma dla mnie wielkie znaczenie, jest odpowiedzią, dlaczego pracujemy jako wolontariusze na Kresach:
Jadąc do Kołomyi w 2004 roku wiedziałeś, że na tym cmentarzu mogą znajdować
się groby Twoich bliskich?
- słyszałem od mojego
ojca o tym, że tam żyje jego siostra, zresztą ojciec mieszkał w Kołomyi do 1945
roku. Jak żyła jego siostra mieliśmy kontakty listowne, po jej śmierci wszystko
ustało.
Czy wcześniej znałeś, widziałeś się osobiście z Bolesławem Dubowieckim?
- nie, znałem tylko jego mamę. Podczas mojej pierwszej
wizyty z okazji otwarcia cmentarza katolickiego w Kołomyi w 2004 roku,
spotkałem się z nią. Od tego czasu nasze kontakty były poprawne, pisaliśmy do
siebie kartki z życzeniami na święta, także telefonowaliśmy. Niestety zmarła
rok później.
Maria Dubowiecka z domu Huber z synkiem Bolesławem.
Czy znałeś adres domu w którym mieszkała ciocia, a także
Twój tata do 1945 roku?
- nie, nie znałem. Pamiętasz jak wysiadłem z naszego
autobusu kiedy jechaliście na mszę do kościoła katolickiego w Kołomyi, a
później na wodospady Jaremcza. Odnalazłem ten dom, jednak nikogo w nim nie
było. Spotkałem obok takiego staruszka, zacząłem z nim rozmowę, troszeczkę nam
to nie wychodziło. Zrozumiałem, że Bolesław Dubowiecki (syn mojej cioci)
przychodzi nieraz do tego domu, być może będzie dzisiaj po godzinie 14. Dałem mu
50 hrywien, aby powiadomił go o mojej wizycie, także podałem swój numer
telefonu. Później okazało się, że ten „staruszek” ma 50 lat, jest troszeczkę
uzależniony od mocnych trunków. Sprawił się dobrze, przekazał informacje swojej
żonie, ona natychmiast skontaktowała się z Bolkiem. Ja zdążyłem na tą mszę i wtedy
Bolek zadzwonił do mnie i przyszedł pod kościół. Pojechaliście dalej, a ja z
nim poszliśmy do niego do domu.
W tle wspomniany dom rodziny Huberów w Kołomyi.
Czy wiedziałeś wcześnie gdzie znajduje się grób rodziny
Huber?
Nie bardzo, wcześniej znalazłem na internecie 3 zdjęcia
pomników z tego cmentarza. Nie wiedziałem dokładnie który to z nich. Dopiero
Bolek pokazał mi ten właściwy.
Wspominałeś o swoim tacie, może coś bliższego.
- mój tata, Jakub Huber urodził się w 1898 roku w Kołomyi,
służył podczas I wojny światowej w armii austryjackiej. Mam jeszcze jego
fotografie gdzie był w okopach. Był żonaty, miał córkę i syna. Jego rodzinę
dosięgła wielka tragedia w 1944 roku , dokładnie w Wigilię. Banda U.P.A napadła
na wioskę, w domu były córka i, syn i babcia ze strony jego żony. Jego żony nie
było w tym czasie, gdyż została w marcu 1944 roku wywieziona na Sybir.
Zanim opowiesz o tym tragicznym wigilijnym dniu 1944 roku,
ciekaw jestem co stało się z jego żoną, wróciła z Syberii?
- niestety, nie. Mój tata szukał jej, po wyzwoleniu, w maju
1945 roku otrzymał z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie list (mam go
w domu), że los tej kobiety nie jest znany. Nigdy nie dowiedział się o jej
losach. Pisał jeszcze z Oławy, w której zamieszkał po wyjeździe z Kołomyi. Ożenił
się powtórnie, ja urodziłem się w 1951 roku.
Dlaczego wrócił do Polski bez swojej siostry?
- to też ciekawa historia. Pewien Ukrainiec, ich sąsiad doniósł
do ruskich, że moja ciocia jest Niemką. Rosjanie przyszli natychmiast, aresztowali
ją i wsadzili do więzienia. Tak przesiedziała całe 13 miesięcy, nie było już
możliwości wyjazdów… Ten Ukrainiec przepraszał ją za niesłuszne posądzenie,
mieszkali długie lata obok siebie…
Elżbieta Huber (babcia Ryszarda) z lewej Bisia Huber i siostra Czesława.
Wróćmy jednak do tego pamiętnego dnia w Wigilię 1944 roku.
- mój tata zdecydował, że dzieci na święta
pojadą do babci, tam spędzą Wigilię. To była wioska bliska granic Kołomyi. Prawdopodobnie
obecny teren hotelu w którym mieszkamy był miejscem tej zbrodni. Wpadła banda
U.P.A i zaczęła palić całą wioskę, mordowano każdego którego napotkano. Babcia
z córka i synem mojego taty były w tym czasie w kuchni. Syn schował się pod
łóżkiem. Widział wszystko, moment kiedy zastrzelono jego siostrę i babcię.
Banderowcy przeszukiwali łóżko pod którym się schronił, na szczęście go nie
odnaleźli. Niestety, ta tragedia odbiła się na jego psychice. Niedługo po
przyjeździe z tatą do Oławy odebrał sobie życie, wieszając się w komórce.
Co powiesz bliższego o swoim tacie, jak żył, kiedy zmarł.
- ostatnie osiem lat leżał w łóżku, miał sparaliżowaną prawą stronę. Dużo opowiadał mi o swoje młodości,
o walka podczas I wojny światowej, byłem zbyt młody aby pytać bardziej
szczegółowo, teraz wszystko wyleciało z pamięci. Przez ostatnie kilka lat
ciągle nam mówił, ze już umiera. Przyzwyczailiśmy się do tego, nie
traktowaliśmy jego wypowiedzi poważnie. Aż do momentu, kiedy wezwał nas do
siebie, nie wyglądał gorzej niż zwykle, głos taki sam. Powiedział do mnie, ze
musze skończyć technikum, prowadzić się poprawnie, z resztą rodziny także
rozmawiał. Chwilę po tym, oczy mu się rozszerzyły, pokazały się białka, tata naprawdę
umarł…..
Wspominałeś wcześniej, że byłeś na otwarciu tego cmentarza w
Kołomyi w 2004 roku. Interesuje mnie ten wątek.
- to był całkowity przypadek, pamiętam jak dzisiaj.
Siedzieliśmy z żoną w kuchni podczas posiłku, czytałem gazetę. Znalazłem w niej
informację, że Telewizja Polska organizuje wyjazd do Kołomyi na teren
cmentarza, są wolne miejsca. Zadzwoniłem do znajomego, on dalej i w ostatnie
chwili znalazło się dla mnie miejsce w autokarze.
Jak wyglądał ten cmentarz 14 lat temu?
- wielka tragedia, była jedna ścieżka prowadząca do kaplicy,
druga w kierunku tego wielkiego krzyża, reszta była zarośnięta, nie było nic
widać, żadnych nagrobków, tylko śmieci i chaszcze. Byłem pełen podziwu wracają
ponownie po kilkunastu latach, te nie jest ten sam cmentarz!
Bohaterowie tego wywiadu: Bolesław w środku, Ryszard po prawej na terenie cmentarza w Kołomyi.
Dzięki uprzejmości Bolesława Dubowieckiego otrzymałem w prezencie siedem wspaniałych, oryginalnych zdjęć o okresu 1910-1925. Także skany dokumentów i zdjęć rodziny Dubowieckich. Bardzo dziękuję Bolesławie! Zamieszczę je w następnych odcinkach na moim blogu.
piątek, 17 sierpnia 2018
Kołomyja - Ukraina - Sprzątanie polskiego cmentarza w Kołomyi - Pieskie życie - cz.2
Cmentarz w Kołomyi ma swoich stałych mieszkańców. Drugiego lub trzeciego dnia widziałem biegającą wśród grobów czarnego psa-sukę. Widać było, że ma małe, więcej jej nie zobaczyłem, bała się ilości wolontariuszów, maszyn pracujących na cmentarzu. Znaleźliśmy jednak w jednym z wielu zniszczonych grobowców, dwa małe szczeniaki! Oczywiście bały się ludzi, były dzikie. Mój kolega Sebastian zaczaił się przy ich "domu", nieświadomy niczego jeden z piesków wystawił głowę ponad płytę i... stało się (1). Sebek błyskawicznie chwycił malucha z głowę i był nasz!
Nie chcieliśmy zrobić nic złego, to "porwanie" okazało się dla niego zbawienne. Jak żyję nie widziałem tyle kleszczy na jednym organizmie.., tylko w uszach miał ponad 25 kleszczy (2), wielkich pełnych krwi, także na całym ciele ich nie brakowało. Podjąłem się "zoperować" biedaka, Sebek podskakiwał, gdyż oprócz kleszczy niezliczona ilość pcheł przechodziła na niego. Maluch popiskiwał, nie miał wyboru, po zakończeniu "operacji" wziąłem go na ręce (3)i zaniosłem do jego domu, był zmęczony, troszeczkę zgłupiały sytuacją, ale nie uciekał, położył się na obrzeżu grobowca (4). Po krótkim odpoczynku wrócił w objęcia grobowca (5)
Później dostawał od naszej grupy smaczne kąski z obiadów. Także dzieciaki, pobliscy mieszkańcy bloków z cmentarzu opiekowały się maluchami. Po kilku dniach mam przeniosła ich do innego grobowa. Pod koniec mojego pobytu, jeden z nich, już większy mocno mnie obszczekiwał (6-7). Prawdopodobnie na tym cmentarzu mieszka jeszcze jeden piesek, którego nazwałem "Lisek", ze względu na wygląd. Bardzo polubił Michalinę (8-9), członka naszej grupy (wcale mu się nie dziwię!), podchodził, przymilał się i leżał w cieniach grobowców. Rośnijcie zdrowi i duzi przyjaciele!
- 1 -
- 2 -
- 3 -
- 4 -
- 5 -
- 6 -
- 7 -
- 8 -
- 9 -
Nie chcieliśmy zrobić nic złego, to "porwanie" okazało się dla niego zbawienne. Jak żyję nie widziałem tyle kleszczy na jednym organizmie.., tylko w uszach miał ponad 25 kleszczy (2), wielkich pełnych krwi, także na całym ciele ich nie brakowało. Podjąłem się "zoperować" biedaka, Sebek podskakiwał, gdyż oprócz kleszczy niezliczona ilość pcheł przechodziła na niego. Maluch popiskiwał, nie miał wyboru, po zakończeniu "operacji" wziąłem go na ręce (3)i zaniosłem do jego domu, był zmęczony, troszeczkę zgłupiały sytuacją, ale nie uciekał, położył się na obrzeżu grobowca (4). Po krótkim odpoczynku wrócił w objęcia grobowca (5)
Później dostawał od naszej grupy smaczne kąski z obiadów. Także dzieciaki, pobliscy mieszkańcy bloków z cmentarzu opiekowały się maluchami. Po kilku dniach mam przeniosła ich do innego grobowa. Pod koniec mojego pobytu, jeden z nich, już większy mocno mnie obszczekiwał (6-7). Prawdopodobnie na tym cmentarzu mieszka jeszcze jeden piesek, którego nazwałem "Lisek", ze względu na wygląd. Bardzo polubił Michalinę (8-9), członka naszej grupy (wcale mu się nie dziwię!), podchodził, przymilał się i leżał w cieniach grobowców. Rośnijcie zdrowi i duzi przyjaciele!
- 1 -
- 2 -
- 3 -
- 4 -
- 5 -
- 7 -
- 8 -
- 9 -
Kołomyja - Ukraina - Sprzątanie polskiego cmentarza w Kołomyi - cz.1
...... Przyjeżdżają do nas, my nie chcemy nic od was, tylko chcemy waszej mowy, posłuchać was, posiedzieć z wami...- to są słowa we łzach wypowiadane przez Panią Teresę Semczuk, POLKI, mieszkanki Kołomyi.
One mówią wszystko, właśnie dla takich osób przyjechaliśmy na dwa tygodnie jako wolontariusze do Kołomyi. Wszyscy przyjechaliśmy na teren przepięknego cmentarza katolickiego, aby pracować, staraliśmy się dać z siebie wszystko, zostawiliśmy wiele potu, wracały do hotelu bolące kręgosłupy, zadrapania, pęcherze na dłoniach. Jednak nasze serca cieszyły się, odwiedzało nas wielu przypadkowych osób, wśród nich także nasi rodacy, którzy zostali w Kołomyi. Każdego dnia z kimś rozmawiałem, wiedziałem, że polska mowa ich cieszy najbardziej, dziękowali za powstające ponownie nagrobki, napisy na nich. Wielu z nich dołączyło do nas, pracowali jak tylko mogli, nie potrafię spamiętać wszystkich imion. Więc tym razem nie wymienię nikogo z nich po imieniu, aby nie poczuli się urażeni.
Zdjęcie na kartonie podarowane przez Bolesława Dubowieckiego, przedstawia członka jego rodziny, panią pochowaną na tym cmentarzu około 1910 roku.
Temat najważniejszy, żeby nasza wizyta w Kołomyi doszła do skutku, był, jest i będzie potrzebny Zbyszek Saganowski. Bez niego ten cmentarz nigdy by nie wyglądał, jak obecnie. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, o jego wielomiesięcznych wysiłkach w szukaniu sponsorów, kwestowaniu pod kościołami we Wrocławiu, zakupach sprzętu bezpiecznego, także najwyższej jakości. Podczas naszych prac niczego nie brakowało, natychmiast otrzymywaliśmy brakujący cement, stal zbrojeniową, wiertla i inne potrzebne przy renowacjach narzędzia. Można mieć uwagi, swoje przyzwyczajenia, inne spojrzenie na metody pracy, jednak gdyby nie dyscyplina którą wprowadził dla naszego bezpieczeństwa mogło zdarzyć się coś złego, a nie stało się! Zbyszek jest indywidualistą, służbistą, "zboczonym BHP-wcem"(jak to przyznał jego kolega), jednak człowiek innego pokroju nie dałby rady z tak dużą grupą indywidualistów. Dzięki niemu mieliśmy wypełniony wolny czas do ostatniej minuty, wycieczki na wodospady Jaremcza, zwiedzanie Stanisławowa, Kosowa, Kołomyi, Lwowa (w tym obu cudownych cmentarzy). Zbyszku, nikt nie jest bez skazy w myśl przysłowia: "niech ktoś rzuci kamieniem..." To co napisałem jest moim wyłącznie zdaniem, myślę jednak, że nasza pozostała do końca jedenastak jest podobnego zdanie. Proszę więc o ich opinie w postaci komentarzy na moim blogu dotyczące tego materiału. W miarę możliwości i czasu, postaram się chronologiczne zamieszczać materiały i zdjęcia dotyczącego naszego wyjazdu i miejsc które odwiedziliśmy!
Zapraszam na krótki film dotyczący naszych prac na tym cmentarzu przygotowany przez Telewizję Rzeszów:
Polacy ratują cmentarz w Kołomyi na Ukrainie - TVP3 Rzeszów ...
https://rzeszow.tvp.pl/38484075/polacy-ratuja-cmentarz-w-kolomyi-na-ukrainie
środa, 1 sierpnia 2018
Antysemici uderzają w cmentarze i pomniki - Krzysztof Bielawski - Jewish.pl - Cmentarze żydowskie - Dąbrowa - Płock
Wyłowione z sieci: Jewish.pl
Mona Cravson udostępniła link w grupie Forum Żydów Polskich.
Antysemici uderzają w cmentarze i pomniki
Dewastacja macew na cmentarzu w Dąbrowie, fot. Dorota Budzińska
31 lipca 2018
Pomazane macewy, swastyka na pomniku ofiar Zagłady, rozbita szyba
po odsłonięciu Kamieni Pamięci. Czy to zbieg okoliczności czy fala
nienawiści?Kilka dni temu mieszkanka Dąbrowy Białostockiej stwierdziła fakt profanacji cmentarza żydowskiego. Sześć macew pomazano farbą. Do zdarzenia doszło prawdopodobnie między 3 a 23 lipca. O sprawie została powiadomiona policja.
W poniedziałek podobny akt ujawniono w Płocku, na cmentarzu żydowskim przy ul. Mickiewicza. Tu na pomniku poświęconym ofiarom Zagłady nieznany sprawca czerwoną farbą namalował napis o treści antysemickiej oraz swastykę. Jak zapewnił rzecznik prasowy płockiej policji Krzysztof Piasek, organa ścigania traktują sprawę „bardzo poważnie”.
– Stało się coś strasznego: dla autora lub autorów swastyki i napisu „Je…ć Żydów” niczym złym nie jest taka „twórczość” na cmentarzu żydowskim. Do Płocka, w którym z powodzeniem działa Muzeum Żydów Mazowieckich, zawitał skutek przyzwolenia na brak edukacji w tym temacie i przymykania oczu na złe podejście do mniejszości narodowych – skomentował w wypowiedzi dla płockiego wydania „Gazety Wyborczej” Rafał Kowalski z Muzeum Żydów Mazowieckich.
Profanacja spotkała się ze zdecydowaną reakcją płockich społeczników, m.in. Moniki Niedźwiedzkiej i Stowarzyszenia Demokratyczna RP. W ciągu 24 godzin zorganizowali akcję porządkowania cmentarza.
Warto dodać, że w maju stwierdzono zniszczenia na cmentarzu żydowskim w Szczytnie, gdzie przewrócono siedem macew, a trzy rozbito.
Do niepokojącego zdarzenia doszło w Raczkach koło Suwałk. W tej miejscowości w minioną niedzielę odsłonięto tzw. Kamienie Pamięci (niem. Stolpersteine). Dobę później nieznany sprawca rozbił szybę w samochodzie Marcina Halickiego – pracownika Gminnego Ośrodka Kultury, który zaangażował się w projekt wmurowania Kamieni Pamięci. Nie wiadomo czy należy wiązać tę sytuację z niedzielnym upamiętnieniem żydowskich rodzin z Raczek, jednak rozbicie szyby w połączeniu z brakiem kradzieży przedmiotów z samochodu zmusza do przemyśleń, czy był to jedynie zbieg okoliczności.
Należy zdecydowanie podkreślić, że coraz więcej cmentarzy żydowskich w Polsce znajduje się pod opieką miejscowych społeczników. Jednak odnotowane ostatnio dewastacje cmentarzy i inne akty o charakterze antysemickim dowodzą też wzrostu nienawiści. Jest Polska A – wrażliwa na wielokulturowość i Polska B – niechętna lub agresywnie wroga wobec wszystkiego, co inne. Ta druga Polska niestety nie daje o sobie zapomnieć.
Krzysztof Bielawski
wtorek, 31 lipca 2018
Będków - Fotografie - Rodzina Pachniewiczów - Wasileska - Wojciechowskacz.3
Będkowski klimat powraca, za sprawą zdjęć ze zbioru Krystyny i Ludka Pachniewiczów.
Trzy zdjęcia z epoki przedstawiają mieszkańców Będkowa, na pierwszych z nich pokazany dach z drewnianym gontem! Prawdopodobnie budynek stał przy ulicy Warszawskiej.
Na następnym zdjęciu Kazimiera Wasilewska, córka Andrzeja [kowala] i Marianny Wojciechowskiej, ur. 1891 r. w Będkowie (dane uzyskane dzięki Andrzejowi Nitkowi) w towarzystwie młodego mandolinisty.
Zdjęcie mocna zniszczone, ale od czego są przyjaciele! Bartek Ławicki, ożywił ponownie postacie ze zdjęcia, oceńcie sami jego talent.
Oryginał.
Dzieło Bartka!
Trzy zdjęcia z epoki przedstawiają mieszkańców Będkowa, na pierwszych z nich pokazany dach z drewnianym gontem! Prawdopodobnie budynek stał przy ulicy Warszawskiej.
Na następnym zdjęciu Kazimiera Wasilewska, córka Andrzeja [kowala] i Marianny Wojciechowskiej, ur. 1891 r. w Będkowie (dane uzyskane dzięki Andrzejowi Nitkowi) w towarzystwie młodego mandolinisty.
Zdjęcie mocna zniszczone, ale od czego są przyjaciele! Bartek Ławicki, ożywił ponownie postacie ze zdjęcia, oceńcie sami jego talent.
Oryginał.
Dzieło Bartka!
niedziela, 29 lipca 2018
Towarzystwo Miłośników Kultury Kresowej - Kresy - Ukraina - Kołomyja - Stare Sioło - Cmentarz
Chciałbym zaprosić czytelników do odwiedzenia strony Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej. Bardzo interesujące materiały dotyczące problematyki kresowej. W szczególności opisy działań na cmentarzach katolickich Starego Sioła i Kołomyi. Po wciśnięciu linków poniżej możecie przeczytać całość. Na blogu jest wstęp, zapraszam!
Wiosenna wizyta na Ukrainie - kwiecień - maj 2018 - Towarzystwo ...
https://www.kresowianie.info/artykuly,n842,wiosenna_wizyta_na_ukrainie__kwiecien...
https://www.kresowianie.info/artykuly,n842,wiosenna_wizyta_na_ukrainie__kwiecien__maj_2018.html
Wiosenna wizyta na Ukrainie - kwiecień - maj 2018
Na wyjazd ten zdecydowała się niestety jedynie 3 osobowa grupka wolontariuszy: Jola Damian i Zbyszek. Z powodu tak małej liczby uczestników wyjazdu prace w Starym Siole ograniczyły się do czynności i robót, które możliwe były do wykonania w takim zespole. Sytuację uratowała pomoc Wasyla (mieszkaniec Starego Sioła i członek Sielskiej Rady) i Jury (wolontariusz ze Lwowa).
Te dodatkowe męskie ręce okazały się nieocenione przy podstawowych pracach fizycznych. Należało bowiem rozpocząć wydobywanie z chwastów i zarośli zrzuconych tam ciężkich elementów pomnikowych i po umyciu ich ciśnieniowym ustawić na przygotowane w 2017 roku podłoże żwirowe, a po wyschnięciu odnowić odczytane na nich napisy.
Podstawowe prace siłowe to właśnie przetaczanie i podnoszenie elementów kamiennych, które ważyły kilkadziesiąt i kilkaset kg – w zależności od wielkości. Te czynności wykonywaliśmy wspólnie z naszymi miejscowymi pomocnikami.

Fot. 1 To z tych zarośli wydobywać będziemy elementy pomnikowe i je czyścić

Fot. 2 Damian ocenia stan podłoża przyszłego lapidarium po zimie
Gdy część męska zespołu zajęta była czynnościami przygotowawczymi związanymi z doprowadzeniem na cmentarz, z kilkusetmetrowej odległości, wody do zasilania myjki ciśnieniowej i uruchomieniem agregatu prądotwórczego i urządzenia myjącego, nasza koleżanka nie traciła czasu i zajęła się „oporządzaniem” kilku mogił, którymi opiekujemy się od wielu lat. To mogiły: Orlęcia Lwowskiego Jerzego Leliwy-Żurowskiego, Franciszka Doleczka, Generała Romana Wybranowskiego i jego córki Ludwiki Ujejskiej.

Fot. 3 Jola w międzyczasie oczyszcza z chwastów mogiłę Orlęcia Jerzego Leliwy-Żurowskiego

Fot. 4 …i córki Gen. Romana Wybranowskiego - Ludwiki Ujejskiej, a także otoczenie pomnika samego Generała oraz pomnika Franciszka Doleczka
Wodę do mycia pomników użyczył nam przedsiębiorca, którego zakład znajduje się w pobliżu cmentarza, w odległości około 250 m, więc też tyle węża ogrodniczego musieliśmy zmontować do myjki. Przysługa ta możliwa była dzięki pośrednictwu Wasyla, który także umożliwił nam skorzystanie z agregatu prądotwórczego, co było podstawą uruchomienia koniecznych do pracy urządzeń. Panu Przedsiębiorcy i Wasylowi serdecznie dziękujemy
Po wyciągnięciu z zarośli i przeturlaniu w pobliże „płyty” żwirowej kolejnych elementów następowało ich mycie Karcherem, które mozolnie wykonywał Damian
sobota, 28 lipca 2018
Bukowiec - Königsbach - Cmentarz ewangelicki - Hartenberger - Folker - Hamm - Rometsch - Wizyta
Robocza sobota na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu. Piękny słoneczny poranek, wilgoć z wczorajszego ulewnego deszczu powoduje, że chce się pracować, skwar przyjedzie później. Niespodzianka, na tablicy ktoś rozkręcił aluminiową ramę i włożył kartkę formatu A4. Szkoda, że nie podano namiarów, przypuszczam, że wizytowali ten cmentarz goście z Niemiec. Na tej tablicy są w dwóch językach informacje z podanymi moimi: numerem telefonu jak i adresem e-mailowym. Jeśli autor tej kartki będzie na moim blogu, proszę o kontakt!
Ogólnie pracowity dzień na podłódzkich cmentarzach, widziałem przejeżdżającego Tomka w kierunku Łaznowskiej Woli, także Kacper pracował w Brzezinach! Cześć pracy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























