Książeczka wojskowa - Militärpass wystawiony na nazwisko Józefa Frankiewicza, mieszkańca Mielżyna*, gmina Witkowo, powiat gnieźnieński, woj.wielkopolskie. W czasie poboru do wojska w dniu 10 października 1895 roku, Józef urodzony 14 marca 1873 roku było mieszkańcem Prus. Był wyznania katolickiego, otrzymał przydział do Kolbergschen Grenadier Regiment Graf Gneisenau (2 Bomm.) Nr.9 - 12 Kompagnie. Książeczka przepełniona wpisami, co rzadko się zdarza, nie wchodzę w ich treść - to zostawiam specjalistom od militariów. Moim celem jest zamieszczenie informacji o osobie Józefa Frankiewicza, być może miejscowych historyk z okolic Gniezna znajdzie coś dla siebie.. Z tego co przeczytałem, brał udziału w 1 wojnie światowej będąc w wieku 43 lat.. w
3 Kompagnie Landsturm Inf. Ers.-Batl. Schwedt a.O. -II/29. Z polsko brzmiących miast są wymienione: Gniezno, Stargard, Inowrocław, czy też nazwiska: Stufczyński i Cichorski.
* - Mielżyn – dawne miasto, obecnie wieś w Polsce położona w
województwie wielkopolskim, w powiecie gnieźnieńskim, w gminie Witkowo.
Przez wieś przebiega droga wojewódzka nr 260.
Mielżyn uzyskał lokację miejską w 1513 roku, zdegradowany po 1717 roku,
ponowne nadanie praw miejskich w 1764 roku, degradacja w 1908 roku. Wikipedia
niedziela, 6 stycznia 2019
Józef Janowski - Irena Janowska - Łódź ul.Sucha 5 - Okopy - 2 wojna światowa - cz.2
Bardzo dobrze, że zachował się dowód osobisty Dziadka Józefa Janowskiego - dzięki temu dokumentowi mogłem w pierwszej części dość szczegółowo podać dane o nim.
I to by było na tyle, brakuje mi wiadomości, zdjęć czy też dokumentów z późniejszego okresu. Moja Teściowa w zasadzie wracała tylko do jednego wątku związanego z jej tatą....
Józef Janowski - zdjęcie zrobione na początku 1939 roku, pochodzi z książeczki ubezpieczeniowej.
Okres niemieckiej okupacji - Ukochana córka Józefa, Irenka urodziła się 21 marca 1928 roku, więc miała 11 lat w momencie rozpoczęcia 2 wojny światowej. Nie była jak tysiące troszeczkę starszych łodzianek skierowana na roboty do rzeszy ze względu na swoją niepełnoletność. Jednak, począwszy od 1944 roku każda para rąk była potrzebna do kopania okopów, zarówno młodzi i starzy łodzianie byli kierowani do wykonywania takich robót . Sukcesy wojsk niemieckich na wschodnim froncie skończyły się bezpowrotnie, okupanci przewidywali, którymi drogami żołnierze niemieccy będą się wycofywać. I któregoś dnia Irenka musiała opuścić swój dom rodzinny w Łodzi przy ulicy Suchej 5. To była wielka tragedia w szczególności dla jej Taty.. Dla niego była mgnieniem wiosny, przecież się urodziła w dniu powitania tej pory roku... Gdy ją zabrano bardzo cierpiał, pisał listy do niej (niestety nie zachowały się. Jedyną pamiątką tamtych czasów jest kartka imieninowa, która wypisał i wysłał 16 października 1944 roku:
..." Kochana Dziecino i Curuchno nasza na dzień 20.XI.44 r. W Dniu Twoich Imienin zasyłamy ci i składamy Najserdeczniejsze Życzenia Życzliwości.
Kochające Tatuś i Mamusia
Całujemy Cię mocno w twarz Kochana Buziuchna
Nie miał żadnego wpływu na sytuację, którą spotkała jego córkę... - i tutaj następuję najważniejszy moment całej historii. Styczeń 1945 roku, jego córka w centrum zawieruchy wojennej. Zacięte walki cofających się niemieckich wojsk z idącą jak walec hordą sowieckich żołnierzy, zupełny brak wiadomości od ukochanej córki. O wyczynach "wyzwoleńczych wojsk radzieckich" wiedzieli wszyscy, gwałty na kobietach, rabunki...Strach, co może spotkać jego ukochaną córeczkę nie pozwalał mu spokojnie spać. Z pewnością dotarła do rodziców wiadomość od córki, że wraca w kierunku Łodzi.
Zima na przełomie 1944/45 roku była wyjątkowo ciężka, silne opady śniegu, mrozy poniżej -20 stopni nie przeszkodziły Józefowi w tym, aby wyjść z domu i na oślep ruszyć piechotą w kierunku Częstochowy. Moja Teściowa za każdym razem kiedy opowiadała tą historię, mówiła, że to było przeznaczenia, tak musiało się wydarzyć... W każdym bądź razie ojciec i jego ukochana córeczka spotkali się na pabianickiej szosie.. - tysiące ludzi idących w obu kierunkach, szukanie jednej osoby w takich chaotycznym tłumie to jak szukanie igły w stogu siana...Drogi pełne trupów, zabitych koni, zniszczonych czołgów, samochodów i taki sukces!
Płacz, radość i uściski nie miały końca.. , znów byli razem!
Ukochana Córeczka Irenka Janowska - zdjęcie z dedykacją z 4 marca 1942 roku.
Niestety, nie na długo..., Józef wyszedł w swoją ostatnią podróż w samej marynarce, mróz jak wcześnie pisałem odbił piętno na jego zdrowiu. Kiedy dotarli do swojego domu, miał już silną gorączkę, przyplątało się zapalenie płuc...
Próbowano go leczyć, jednak brak odpowiednich lekarstw i silny obrzęk płuc spowodował, ze Józef Janowski zmarł pod koniec stycznia 1945 roku.. Został pochowany na starym cmentarzu na Zarzewie.
Moja Teściowa do końca swoich dni, a przeżyła 85 lat, tęskniła za swoim ukochanym Tacie.. Często nas denerwowało, kiedy mówiła, że w momencie jego śmierci, jej życie straciło sens, nie ma dla kogo żyć.., a przecież dochowała się wnucząt, prawnucząt...
Teraz, kilka lat po jej śmierci, zrozumiałem, że ich miłość była wielka, jej marzenia spotkania się z nim się spełniła. Spoczywają w jednym grobie ,wspólnie z Tatą Józefem i Mama Marianną...
I to by było na tyle, brakuje mi wiadomości, zdjęć czy też dokumentów z późniejszego okresu. Moja Teściowa w zasadzie wracała tylko do jednego wątku związanego z jej tatą....
Józef Janowski - zdjęcie zrobione na początku 1939 roku, pochodzi z książeczki ubezpieczeniowej.
Okres niemieckiej okupacji - Ukochana córka Józefa, Irenka urodziła się 21 marca 1928 roku, więc miała 11 lat w momencie rozpoczęcia 2 wojny światowej. Nie była jak tysiące troszeczkę starszych łodzianek skierowana na roboty do rzeszy ze względu na swoją niepełnoletność. Jednak, począwszy od 1944 roku każda para rąk była potrzebna do kopania okopów, zarówno młodzi i starzy łodzianie byli kierowani do wykonywania takich robót . Sukcesy wojsk niemieckich na wschodnim froncie skończyły się bezpowrotnie, okupanci przewidywali, którymi drogami żołnierze niemieccy będą się wycofywać. I któregoś dnia Irenka musiała opuścić swój dom rodzinny w Łodzi przy ulicy Suchej 5. To była wielka tragedia w szczególności dla jej Taty.. Dla niego była mgnieniem wiosny, przecież się urodziła w dniu powitania tej pory roku... Gdy ją zabrano bardzo cierpiał, pisał listy do niej (niestety nie zachowały się. Jedyną pamiątką tamtych czasów jest kartka imieninowa, która wypisał i wysłał 16 października 1944 roku:
..." Kochana Dziecino i Curuchno nasza na dzień 20.XI.44 r. W Dniu Twoich Imienin zasyłamy ci i składamy Najserdeczniejsze Życzenia Życzliwości.
Kochające Tatuś i Mamusia
Całujemy Cię mocno w twarz Kochana Buziuchna
Nie miał żadnego wpływu na sytuację, którą spotkała jego córkę... - i tutaj następuję najważniejszy moment całej historii. Styczeń 1945 roku, jego córka w centrum zawieruchy wojennej. Zacięte walki cofających się niemieckich wojsk z idącą jak walec hordą sowieckich żołnierzy, zupełny brak wiadomości od ukochanej córki. O wyczynach "wyzwoleńczych wojsk radzieckich" wiedzieli wszyscy, gwałty na kobietach, rabunki...Strach, co może spotkać jego ukochaną córeczkę nie pozwalał mu spokojnie spać. Z pewnością dotarła do rodziców wiadomość od córki, że wraca w kierunku Łodzi.
Zima na przełomie 1944/45 roku była wyjątkowo ciężka, silne opady śniegu, mrozy poniżej -20 stopni nie przeszkodziły Józefowi w tym, aby wyjść z domu i na oślep ruszyć piechotą w kierunku Częstochowy. Moja Teściowa za każdym razem kiedy opowiadała tą historię, mówiła, że to było przeznaczenia, tak musiało się wydarzyć... W każdym bądź razie ojciec i jego ukochana córeczka spotkali się na pabianickiej szosie.. - tysiące ludzi idących w obu kierunkach, szukanie jednej osoby w takich chaotycznym tłumie to jak szukanie igły w stogu siana...Drogi pełne trupów, zabitych koni, zniszczonych czołgów, samochodów i taki sukces!
Płacz, radość i uściski nie miały końca.. , znów byli razem!
Ukochana Córeczka Irenka Janowska - zdjęcie z dedykacją z 4 marca 1942 roku.
Niestety, nie na długo..., Józef wyszedł w swoją ostatnią podróż w samej marynarce, mróz jak wcześnie pisałem odbił piętno na jego zdrowiu. Kiedy dotarli do swojego domu, miał już silną gorączkę, przyplątało się zapalenie płuc...
Próbowano go leczyć, jednak brak odpowiednich lekarstw i silny obrzęk płuc spowodował, ze Józef Janowski zmarł pod koniec stycznia 1945 roku.. Został pochowany na starym cmentarzu na Zarzewie.
Moja Teściowa do końca swoich dni, a przeżyła 85 lat, tęskniła za swoim ukochanym Tacie.. Często nas denerwowało, kiedy mówiła, że w momencie jego śmierci, jej życie straciło sens, nie ma dla kogo żyć.., a przecież dochowała się wnucząt, prawnucząt...
Teraz, kilka lat po jej śmierci, zrozumiałem, że ich miłość była wielka, jej marzenia spotkania się z nim się spełniła. Spoczywają w jednym grobie ,wspólnie z Tatą Józefem i Mama Marianną...
Etykiety:
2 Wojna Światowa,
Dokumenty,
Hajzler,
Häuser - Hajzler,
Janowska,
Janowski,
Łódź,
Okopy,
Popień,
Rodzina Janowskich,
Wola Łokotowa
piątek, 4 stycznia 2019
Łódź - Towarzystwo "Opieka" - Kolonie dla dzieci rodziców bezrobotnych - Sulmowo - 1939
Piękne zdjęcie formatu pocztówkowego (zbiory własne) związane z Łodzią - TOWARZYSTWO OPIEKA, Odział w Łodzi zorganizował kolonie wypoczynkowe dla dzieci rodziców bezrobotnych w Sulmowie w okresie 17.07-14.8.1939 roku. Niestety, ostanie kolonie przed wybuchem 2 wojny światowej.. - ile z tej dużej grupy łódzkich dzieci przeżyło okupację trudno powiedzieć...
Przedstawiam ciekawy materiał pokazujący ogrom pracy jaki włożono w pomoc dla łódzkich dzieci:
Wikipedia:
Sulmów-wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie
sieradzkim, w gminie Goszczanów. Dawniej Schulymowo, Sulimów. W latach
1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa
sieradzkiego. Miejscowość istnieje od XVII w. Była w posiadaniu rodziny
Jabłkowskich herbu Wczele. Znajduje się tam park dworski, ślad kultury
szlacheckiej na tym terenie. Ruiny pałacu (w stylu neoklasycznym)
zostały wysadzone w 1973 r. Na początku XX wieku Sulmów przeszedł w ręce
Henryka Glotza a następnie jego wnuka Jana Unruga który majątek zapisał
"Towarzystwu opieki nad sierotami". W latach trzydziestych w Sulmowie
organizowano kolonie dla dzieci z biednych rodzin m.in. z Łodzi. W
czasie II wojny Światowej wycięto dużą część parku aby wybudować baraki
dla młodzieży z Hitlerjugend, której to organizacji, Sulmów był jedną z
wielu siedzib. Po wojnie Majątek przeszedł w ręce państwowe - rozpoczęła
się jego stopniowa degradacja. Do dziś pozostała jednak piętrowa
oficyna, wsparta czterema kolumnami. W parku również można oglądać
wielegatunków drzew i krzewów. W tym pomniki przyrody ponad
trzystuletnie: platan klonolistny, lipa krymska, lipa drobnolistna oraz
grab pospolity - forma krzaczasta. W Sulmowie znajduje się wiele
nowoczesnych gospodarstw o wysokiej kulturze rolnej. Rolnicy swe
produkty sprzedają w łódzkiem jak również w wielkopolsce. Silniejsze
związki kulturowe i gospodarcze z Kaliszem niż z powiatowym Sieradzem.Przedstawiam ciekawy materiał pokazujący ogrom pracy jaki włożono w pomoc dla łódzkich dzieci:
Historia Towarzystwa Przyjaciół Dzieci - Towarzystwo Przyjaciół Dzieci
https://zg.tpd.org.pl/.../919-dziaalno-towarzystwa-przyjacio-dzieci-rys-historyczny-2....
Historia Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
Powstanie Towarzystwa i jego podstawowe cele
Towarzystwo należy do najstarszych
organizacji społecznych w Polsce. Powstało w 1919 r. z inspiracji S.
Sempołowskiej, znanej działaczki społecznej, pedagoga, publicystki i
pisarki, która zaproponowała, aby PPS do programu swej działalności
włączyła walkę o lepszy los dla dzieci robotniczych.
Zaborcy,
w okresie niewoli, nie byli zainteresowani lub wręcz sprzeciwiali się
wszelkiej samoorganizacji społeczeństwa polskiego, w tym także nawet w
sprawach dzieci, a zwłaszcza ich wychowania. Odzyskanie w 1918 r.
niepodległości diametralnie zmieniło sytuację. Nastał czas szczególny.
Bezmiar ludzkich potrzeb, w tym także dziecięcych, splótł się z wiarą i
nadzieją na lepszą przyszłość, z entuzjazmem tworzenia, możliwością
zrzeszania się oraz wolnego, społecznego działania. A więc w tych
nowych, odmiennych warunkach doszło do powstania Towarzystwa.
Początkowo Towarzystwo działało jako Robotniczy Wydział Wychowania Dziecka i Opieki nad Nim przy Centralnym Komitecie Wykonawczym PPS, a od 1926 r. jako Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci (RTPD).
Przewodniczącym naczelnych władz Towarzystwa w okresie międzywojennym –
od powstania organizacji, do wybuchu drugiej wojny światowej – był
Tomasz Arciszewski (działacz niepodległościowy, czołowy polityk PPS,
poseł, premier rządu londyńskiego RP). On też był głównym organizatorem
RTPD. W 1949 r. doszło do zjednoczenia RTPD z Chłopskim Towarzystwem Przyjaciół Dzieci (ChTPD),
które zaczęło swą działalność w 1946 r. Jego przewodniczącym był
popularny działacz ludowy Teodor Kaczyński. Od momentu zjednoczenia obu
organizacji, Towarzystwo przybrało współczesną nazwę: Towarzystwo Przyjaciół Dzieci (TPD).
W
okresie narodzin Towarzystwa w krajobraz ówczesnej Polski wpisały się
dzieci robotnicze wymagające ratunku i pomocy, dzieci powracające z
zesłania, osierocone (m. in. po poległych uczestnikach walk o
niepodległość), głodne, żebrzące, zagubione, bezdomne, nieślubne,
pracujące w nieludzkich warunkach, pozbawione nauki szkolnej lub mające w
niej niepowodzenia, opóźnione w rozwoju, sprawiające trudności
wychowawcze, wykolejone, chore i kalekie; dzieci, którym groziło
wszelkiego rodzaju cierpienie i ból, a nawet przedwczesna śmierć.
Towarzystwo powstało dla ratowania tych dzieci i niesienia im pomocy. Według pierwszego statutu, RTPD była to: organizacja
rodziców i wychowawców dla ułatwienia, popierania i społecznego
organizowania wychowania dzieci robotniczych, zgodnie z zasadami
pedagogiki naukowej, opartej na psychologii dziecka, zapewniającego
dzieciom robotniczym możność swobodnego rozwoju fizycznego, umysłowego i
moralnego. O podstawowych założeniach ideowych RTPD T. Arciszewski napisał: Pracując wśród dzieci robotniczych, dążymy
do wychowania ich na świadomych, twórczych członków przyszłego
społeczeństwa, urabiamy w nich poczucie solidarności robotniczej,
poszanowanie pracy, umiłowanie wolności i gotowości do poświęcenia swych
sił dla dobra kraju i klasy robotniczej.
Towarzystwo
zakładało równocześnie, że cała działalność merytoryczna organizacji ma
się opierać na podstawach naukowych, a wychowanie dzieci ma mieć
świecki charakter. Dzieci miały być wychowywane na ludzi wrażliwych na
krzywdę i niesprawiedliwość społeczną, uspołecznionych, tolerancyjnych,
odważnych, zawsze gotowych stanąć w obronie słabszego i udzielenia mu
pomocy, zaradnych, gospodarnych i pracowitych oraz miłujących swą
ojczyznę.
Działalność Towarzystwa w okresie międzywojennym
Działalność
RTPD w okresie międzywojennym była uwarunkowana przede wszystkim
potrzebami dzieci (głównie robotniczych), założeniami ideowymi PPS oraz
inspiracją wypływającą z ówcześnie najnowocześniejszych osiągnięć
medycyny (w tym higieny) oraz nowatorskich prądów nauk pedagogicznych.
RTPD korzystało też z dorobku innych organizacji społecznych, a przede
wszystkim swych poprzedników – warszawskiego TPD (zał. 1880 r.) i
krakowskiego TPD (zał. 1913 r.) – torujących drogę nowatorskiemu
spojrzeniu na dziecko i jego wychowanie.
Towarzystwo publicznie broniło praw dziecka „do życia, zdrowia i nauki”
Posłowie
związani z Towarzystwem wnosili pod obrady Sejmu ważne, często bolesne
problemy dziecięce, wymagające zaangażowania się państwa w ich
rozwiązanie. Działacze Towarzystwa bronili praw dziecka na zebraniach
ogniw związków zawodowych, spółdzielczości, w prasie oraz we własnych
publikacjach informacyjnych.
Towarzystwo
domagało się m. in.: wprowadzenia powszechnej opieki lekarskiej nad
macierzyństwem oraz dla wszystkich dzieci od poczęcia do 15 roku życia; w
imię prawa dziecka do życia, zdrowia i nauki - szybkiej
likwidacji klęski mieszkaniowej w Polsce; pełnego równouprawnienia
dzieci nieślubnych, udzielania matkom pomocy w dochodzeniu do ojcostwa;
upowszechnienia adopcji i usprawnienia postępowania w tej dziedzinie;
zapewnienia w praktyce powszechności nauczania wszystkim dzieciom, bez
względu na ich status materialny, płeć, wyznanie czy narodowość (w
języku ojczystym dziecka); zapewnienia młodzieży chłopskiej i
robotniczej kształcenia w uczelniach wszystkich stopni; prowadzenia,
równolegle do sieci szkół powszechnych, sieci bezpłatnych przedszkoli.
Na Kongresie Dziecka w 1938 r. – oprócz ww. przykładowo postulatów –
Towarzystwo przedstawiło również rejestr oczywistych zagrożeń i krzywd
dziecka polskiego. Oto niektóre: wysoka śmiertelność wśród dzieci (do 4
lat wynosiła 46 promille, na Zachodzie w tym czasie od 14 do 27); 95%
niemowląt i dzieci do lat 3 nie było objętych nawet elementarną opieką
lekarską, około 600 tys. dzieci nie uczyło się w szkole powszechnej, 60%
dzieci robotniczych i chłopskich nie kończyło piątej klasy szkoły
podstawowej. Na swym Kongresowym stoisku, przedstawiło także dorobek z
własnej działalności opiekuńczo – wychowawczej pod głównym hasłem: Robotnicy walczą o powietrze, słońce, zieleń i chleb, o mieszkanie i szkoły dla wszystkich dzieci w Polsce.
Działalność opiekuńczo – wychowawcza Towarzystwa
Na początku swej działalności Towarzystwo utworzyło dla dzieci osieroconych dwa koedukacyjne domy dziecka.
Placówki te wniosły nowego ducha do ówczesnego zakładowego wychowania.
Nie miały w swej nazwie poniżającego dla dzieci słowa „sierociniec”.
Panowała w nich pełna ciepła i zrozumienia rodzinna atmosfera, będąca
mocnym fundamentem, na którym opierano cały proces opieki, wychowania i
nauczania. Dzieci wprzęgnięte do samorządnej aktywności, na drodze
samowychowania stawały się ważnymi współuczestnikami procesu
wychowawczego, a w połączeniu z zorganizowanym w placówkach wychowaniem
przez pracę, przechodziły autentyczną szkołą uspołeczniania,
przygotowania do obowiązków i trudów czekających ich w przyszłości.
Towarzystwo
dążyło też do rozwoju bardziej masowej działalności na rzecz dzieci z
rodzin robotniczych, a przede wszystkim z rodzin dotkniętych
bezrobociem, żyjących w biedzie i wyjątkowo niekorzystnych warunkach
mieszkaniowych. Głównie dla tych dzieci od 1922 r. zaczęło organizować i
prowadzić ogniska – środowiskowe placówki opiekuńczo-wychowawcze.
Zapewniały one dzieciom troskliwą opieką, dożywianie, dogodne warunki
do odrabiania lekcji oraz niezbędną pomoc w nauce. Z informacji ZG RTPD
wynika, że ... wszystkie dzieci z ognisk otrzymują promocję, mimo że w początku roku miały nieraz po kilka dwójek.
Dzieci w ogniskach uczestniczyły w zajęciach kulturalnych i sportowych,
brały aktywny udział w życiu ogniskowego samorządu dziecięcego. Ogniska
dały początek przedszkolom i klubom dziecięcym RTPD. Te ostatnie stwarzały dzieciom i młodzieży, w dni wolne od nauki szkolnej, warunki do pożytecznego spędzania czasu wolnego.
Towarzystwo organizowało dla dzieci również wakacyjny wypoczynek: kolonie i półkolonie.
Brały w nich udział dzieci przede wszystkim z placówek Towarzystwa:
domów dziecka, ognisk, przedszkoli i klubów. Uczestnikami ich były także
inne dzieci żyjące w wyjątkowo niekorzystnych warunkach i o złym stanie
zdrowia. Kierowane na nie były m.in. przez: oddziały RTPD, związki
zawodowe, samorządy lokalne oraz kasy chorych. Zgłaszane były także
przez indywidualnych wnioskodawców. Pierwszeństwo miały dzieci
bezrobotnych rodziców – korzystały z nich bezpłatnie. Koszty pobytu
dzieci ubezpieczonych pokrywały najczęściej kasy chorych,
nieubezpieczonych – instytucje, które je skierowały, względnie RTPD.
Niektóre oddziały Towarzystwa, poza ww. typowymi formami, realizowały także oryginalną, nowatorską działalność.
W
Łodzi, na skutek panującego w tym mieście bezrobocia, niskich zarobków
robotników, a więc i biedy, wiele dzieci z rodzin robotniczych było źle
odżywianych, miało fatalne warunki mieszkaniowe, żyło w warunkach
urągających elementarnym wymogom higieny. Sprzyjało to szerzeniu się
chorób zakaźnych, w tym tej bardzo groźnej wówczas gruźlicy.
W związku z tym w Łodzi i Rudzie Pabianickiej Towarzystwo zorganizowało Przychodnie Przeciwgruźlicze dla dzieci i młodzieży. Korzystały z nich dzieci z rodzin dotkniętych tą „proletariacką chorobą”. W 1928 r. przychodnie obejmowały opieką ponad 7000 pacjentów.
Walka
Zarządu Oddziału RTPD w Łodzi o zdrowie dziecka robotniczego
zagrożonego gruźlicą była - na ówczesne czasy - działalnością
pionierską. Wyjątkowo ważną rolę w tej dziedzinie odegrała Dorota Kłuszyńska (przewodnicząca Oddziału RTPD, późniejsza prezes ZG TPD).
Józef Janowski - Wola Łokotowa - Popień - Łódź ul. Kilińskiego 118 - cz.1
Od dawna miałem się zabrać do opisania historii rodziny ze strony mojej Żony Elżbiety Braun. Schodziło, schodziło, cały czas jeśli wspominałem, opisywałem wątki rodzinne, to była rodzina Pachniewiczów czy też Braunów.
Największym problemem jest to, że nie za dużo wiem w tym temacie..., tak niestety zeszło..
Postaram się odświeżyć moją pamięć, bo warto.. - Józef Janowski urodził się 14 lutego 1891 roku w Woli Łokotowej, ze związku małżeńskiego Franciszki i Michała Janowskich. Wola Łokotowa należała do Gminy Popień powiat Brzeziny. Od 1953 roku Gmina Popień zmieniła nazwę na Jeżów. Najprawdopodobniej była to rodzina rolnicza i jak tysiące innych wyemigrowała do Łodzi. Od samego początku zamieszkali w Łodzi przy ulicy Kilińskiego 118 mieszkania 8. Właścicielem tej kamienicy był Bronisław Tyszer, sam budynek nie zmienił się do naszych czasów.
Jak poznał swoją przyszłą żonę Mariannę Lisowską nie potrafię powiedzieć.. Marianna mieszkała w Łodzi przy ulicy Suchej 5 (Widzew), urodziła się w Wojnowicach (*1) 20 października 1904 roku. W tym momencie jest biała plama.., zero informacji.
Odniosę się do zdjęcia ślubnego - idę o duży zakład, że mało kto może poszczycić się muszką ślubną pana młodego! Tak, jestem w jej posiadaniu, minęło ponad 92 lata od tej uroczystość! Mogę tylko podziękować jego córce, a mojej nieżyjącej już Teściowej Irenie Janowskiej - Hajzler, że odkładała pamiątki swojej rodziny!!
Inna pamiątka, jakże związana z Józefem to jego brzytwa! - zachowała się nie tylko ona, także kompletny futerał!
O innych pamiątkach będę wspominać w następnych odcinkach, jest ich troszeczkę!
Także dalszy ciąg dotyczący Józefa janowskiego (mojego dziadka) w następnej części, zapraszam.
Zdjęcie Józefa Janowskiego z dowodu osobistego - 20 marca 1922 roku.
Zdjęcie ślubne Marianny i Józefa Janowskich - 21.XI.1925 rok.
Muszka weselna Józefa Janowskiego z 21 listopada 1925 roku!
1* - Wikipedia: Wojnowice – wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie średzkim, w gminie Miękinia. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa wrocławskiego.
Największym problemem jest to, że nie za dużo wiem w tym temacie..., tak niestety zeszło..
Postaram się odświeżyć moją pamięć, bo warto.. - Józef Janowski urodził się 14 lutego 1891 roku w Woli Łokotowej, ze związku małżeńskiego Franciszki i Michała Janowskich. Wola Łokotowa należała do Gminy Popień powiat Brzeziny. Od 1953 roku Gmina Popień zmieniła nazwę na Jeżów. Najprawdopodobniej była to rodzina rolnicza i jak tysiące innych wyemigrowała do Łodzi. Od samego początku zamieszkali w Łodzi przy ulicy Kilińskiego 118 mieszkania 8. Właścicielem tej kamienicy był Bronisław Tyszer, sam budynek nie zmienił się do naszych czasów.
Jak poznał swoją przyszłą żonę Mariannę Lisowską nie potrafię powiedzieć.. Marianna mieszkała w Łodzi przy ulicy Suchej 5 (Widzew), urodziła się w Wojnowicach (*1) 20 października 1904 roku. W tym momencie jest biała plama.., zero informacji.
Odniosę się do zdjęcia ślubnego - idę o duży zakład, że mało kto może poszczycić się muszką ślubną pana młodego! Tak, jestem w jej posiadaniu, minęło ponad 92 lata od tej uroczystość! Mogę tylko podziękować jego córce, a mojej nieżyjącej już Teściowej Irenie Janowskiej - Hajzler, że odkładała pamiątki swojej rodziny!!
Inna pamiątka, jakże związana z Józefem to jego brzytwa! - zachowała się nie tylko ona, także kompletny futerał!
O innych pamiątkach będę wspominać w następnych odcinkach, jest ich troszeczkę!
Także dalszy ciąg dotyczący Józefa janowskiego (mojego dziadka) w następnej części, zapraszam.
Zdjęcie Józefa Janowskiego z dowodu osobistego - 20 marca 1922 roku.
Zdjęcie ślubne Marianny i Józefa Janowskich - 21.XI.1925 rok.
Muszka weselna Józefa Janowskiego z 21 listopada 1925 roku!
1* - Wikipedia: Wojnowice – wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie średzkim, w gminie Miękinia. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa wrocławskiego.
czwartek, 3 stycznia 2019
Książeczka wojskowa - Paweł Chmiel - Świętochłowice - Lipiny Śl. - Bielszowice - Siemianowice - 1931
Zaświadczenie wojskowe - książeczka wojskowa wydana na nazwisko Pawła Chmiela, syna Pawła i Marii, urodzonego w Świętochłowicach 1 stycznia 1910 roku. Zamieszkały w tych że Świętochłowicach przy ulicy J.Piłsudskiego 14, z zawodu piekarz, ukończył 7-mio klasową szkołę powszechną w Świętochłowicach w 1924 roku. Stan książeczki menniczy, zakupiłem ten dokument dość dawno temu w Langenhagen. bardzo wyraźne pismo, także stemple, ciekawy kawałem historii Śląska!
Leszczyńskie ? - Wiec - Sklep Józefa Urbańskiego - Pomnik - Kapliczka - ok.1910
Tajemnicze zdjęcie formatu pocztówkowego, z tyłu ręcznie: leszczyńskie, to wszystko..
Na trzecim zdjęciu reklama sklepu Józefa Urbańskiego i oczywiście okazały pomnik - kapliczka. Liczę na pomoc czytelników, może ktoś kojarzy gdzie odbył się ten wiec, lub religijna uroczystość?
Po strojach można przypuszczać, że to było na przełomie lat 1910-20.
Na trzecim zdjęciu reklama sklepu Józefa Urbańskiego i oczywiście okazały pomnik - kapliczka. Liczę na pomoc czytelników, może ktoś kojarzy gdzie odbył się ten wiec, lub religijna uroczystość?
Po strojach można przypuszczać, że to było na przełomie lat 1910-20.
Łódź - Polska Poczta Telegraf i Telefon - Współzawodnictwo pracy - 1949
Równiutko 70 lat temu Poczta Polska informuje swoich łódzkich klientów o współzawodnictwie swoich pracowników celem zwiększenia sprawności poczty! Szkoda, że o tym zapomniano w obecnych czasach... Każdy wie, jak pracuje nasza kochana poczta...
Z całej informacji zamieszczam ciekawy wycinek:
".. Prosimy:
P.T. Lokatorów
a) o umieszczenie na drzwiach mieszkań karteczek z nazwiskami (wizytówek).
b) o umieszczenie na drzwiach mieszkań skrzynek listowych tam, gdzie nie ma tych skrzynek w
bramach domów. Skrzynkę, która kosztuje około 250 złotych, można zastąpić szpara w
drzwiach z napisem u góry "do listów". Od wewnątrz można zawiesić torebkę z płótna,
pudełko z kartonu lub tym podobne, aby listy nie spadały na podłogę"...
Z całej informacji zamieszczam ciekawy wycinek:
".. Prosimy:
P.T. Lokatorów
a) o umieszczenie na drzwiach mieszkań karteczek z nazwiskami (wizytówek).
b) o umieszczenie na drzwiach mieszkań skrzynek listowych tam, gdzie nie ma tych skrzynek w
bramach domów. Skrzynkę, która kosztuje około 250 złotych, można zastąpić szpara w
drzwiach z napisem u góry "do listów". Od wewnątrz można zawiesić torebkę z płótna,
pudełko z kartonu lub tym podobne, aby listy nie spadały na podłogę"...
Łódź - Worcella - P.K.S. - Baza samochowa - Przodownicy pracy - 1953
Bez mała 66 lat ma to zdjęcie, dla jednych dużo, dla innych mało, jest to jednak kawałek historii Łodzi. Zdjęcie, duży rozmiar: 13,00x18,0 cm, przedstawia przodujących kierowców P.K.S.-u z Łodzi w II kwartale 1953 roku. Ja musiałem czekać jeszcze jeden kwartał, aby stać się żywym łodzianinem!
Stempel:
Państwowa Komunikacja Samochodowa
Przedsiębiorstwo Transportowo - Spedycyjne
Ekspozytura Towarowa
Łódź, ul.Worcella17/19
Stempel:
Państwowa Komunikacja Samochodowa
Przedsiębiorstwo Transportowo - Spedycyjne
Ekspozytura Towarowa
Łódź, ul.Worcella17/19
środa, 2 stycznia 2019
Straż Pożarna - Łódź - Sienkiewicza 54 - Leon Wendysz - Ppłk. Adam Biedroń - Kalinowski - 1945
Znalezione w kontenerze - takie perełki można znaleźć na Skupach Złomu i makulatury...
Sam dokument w bardzo kiepskim stanie, ważnym jest to, że jest to historia Łodzi. Tym bardziej, że Komenda Straży Pożarnej przy ulicy Sienkiewicza 54 od 1953 roku nie istnieje. Ciekawy jest stempel i podpis Ppłk.poż. Adama Biedronia-Kalinowskiego. Jest to pamiątka tamtych czasów, początków tworzenia Straży Pożarnych po wojennej zawierusze.
Łódź dn. 23.3.1945r.
Legitymacja tymczasowa Nr. 56
Zaświadczam, że kapral Wendysz Leon, urodzony 9.4.1897, zam. w Łodzi, przy ul. Słonecznej 3 jest pracownikiem Straży Pożarnej m.Łodzi.
Legitymacja niniejszą wydaje się w ważności na m-c marzec i kwiecień 1945. Przedłuża się ważność na m-c. maj.
Znalezione w sieci:
Łódź - Nieistniejąca siedziba III Oddziału Łódzkiej Ochotniczej Straży ...
www.polskaniezwykla.pl › ciekawe miejsca › zabytki: układy zabudowy
Łódź
Nieistniejąca siedziba III Oddziału Łódzkiej Ochotniczej Straży Ogniowej w Łodzi
30 października 1895 roku dotychczasowa siedziba
III Oddziału Łódzkiej Ochotniczej Straży Ogniowej została przeniesiona z
posesji przy ul. Piotrkowskiej 160 (wjazd od ul. Głównej) na ówczesną
ulicę Mikołajewską 54 (obecnie Sienkiewicza 54). Obszar Łodzi, zawarty
pomiędzy ulicami Nawrot i obecnej Przybyszewskiego, stanowił teren
działalności III Oddziału.
Strażacy pomijając ich statutową działalność, spełniali rolę kulturotwórczą. Działały zespoły teatralne, orkiestry, chóry, biblioteki, organizowane były pokazy sprawnościowe itp. Jako przykład może posłużyć uroczystość z dnia 18 maja 1914 r. kiedy to obchodzono 38 - lecie działalności straży pożarnej, utworzonej w 1876 r. Po nabożeństwach w kościołach pw. Świętego Krzyża i pw. Świętej Trójcy, w których brało udział około 600 strażaków cały pochód uroczyście przemaszerował do remizy. Tutaj Leopold Zoner (komendant straży 1901 - 1914) wygłosił przemówienie, po czym zostały wręczone medale i nagrody. Firma "S. Piotrowski" uwieczniła to wydarzenie na zdjęciach.
Po utworzeniu we wrześniu 1921 r. Głównego Związku Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej, przy ul. Sienkiewicza 54 mieściła się siedziba głównej jednostki straży w Łodzi. W 1923 r. oddany został do użytku nowy garaż, który przystosowano dla pierwszych w mieście samochodów pożarniczych. Tym samym zastąpił starą remizę.
Po zakończeniu działań wojennych na terenie Polski w 1939 r. strażacy kontynuowali działalność jako służby miejski podległe Niemcom. Po wojnie, w 1953 r. oddział zostaje przeniesiony do budynku przy ul. Wólczańskiej 111/113. Remiza służyła do końca lat 90 XX w. r. jako siedziba JRG nr. 11, następnie została przekazana Gminie Żydowskiej która odstąpiła obiekt prywatnemu inwestorowi.
Systematycznie rozkradany i podpalony w kwietniu 2008 r. został zburzony w nocy z 28 na 29 września 2009 r. Obecnie znajduje się tu parking strzeżony, którego wygląd i otoczenie nie licuje ze stuletnią historią tego miejsca.
Strażacy pomijając ich statutową działalność, spełniali rolę kulturotwórczą. Działały zespoły teatralne, orkiestry, chóry, biblioteki, organizowane były pokazy sprawnościowe itp. Jako przykład może posłużyć uroczystość z dnia 18 maja 1914 r. kiedy to obchodzono 38 - lecie działalności straży pożarnej, utworzonej w 1876 r. Po nabożeństwach w kościołach pw. Świętego Krzyża i pw. Świętej Trójcy, w których brało udział około 600 strażaków cały pochód uroczyście przemaszerował do remizy. Tutaj Leopold Zoner (komendant straży 1901 - 1914) wygłosił przemówienie, po czym zostały wręczone medale i nagrody. Firma "S. Piotrowski" uwieczniła to wydarzenie na zdjęciach.
Po utworzeniu we wrześniu 1921 r. Głównego Związku Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej, przy ul. Sienkiewicza 54 mieściła się siedziba głównej jednostki straży w Łodzi. W 1923 r. oddany został do użytku nowy garaż, który przystosowano dla pierwszych w mieście samochodów pożarniczych. Tym samym zastąpił starą remizę.
Po zakończeniu działań wojennych na terenie Polski w 1939 r. strażacy kontynuowali działalność jako służby miejski podległe Niemcom. Po wojnie, w 1953 r. oddział zostaje przeniesiony do budynku przy ul. Wólczańskiej 111/113. Remiza służyła do końca lat 90 XX w. r. jako siedziba JRG nr. 11, następnie została przekazana Gminie Żydowskiej która odstąpiła obiekt prywatnemu inwestorowi.
Systematycznie rozkradany i podpalony w kwietniu 2008 r. został zburzony w nocy z 28 na 29 września 2009 r. Obecnie znajduje się tu parking strzeżony, którego wygląd i otoczenie nie licuje ze stuletnią historią tego miejsca.
wtorek, 1 stycznia 2019
Rogowiec - Kleszczów - Młyn wodny -Strumyk - Góra Piaskowa - Rodzina Kamińskich - Jan Braun
Osoba Kamińskiego na zawsze zapadła mi w pamięci. Chodził na co dzień ubrany w białą marynarkę i czapkę, był nie dużego wzrostu. Nigdy nie widziałem go uśmiechniętego, w przeciwieństwie do jego żony Marii, która była ładną, elegancką kobietą. O jego osobie dowiedziałem się od mojego taty, powiedział mi, że przyjechał z Kresów i otrzymał przydział na młyn wody w Rogowcu. Poprzednimi właścicielem był Rudolf Krüger.
W tym miejscu zamieszczę część wspomnień mojego nie żyjącego już Taty Jana Brauna z września 2010 roku:
"Młyn wodny na Rogowcu miał dwa duże kamienne koła. Trzeba było je często za pomocy metalowego dłuta kuć, aby zawsze były ostre. Tą czynnością zajmował się Feliks Nagoda. Ja jako chłopiec pomagałem przy mieleniu, niekiedy metr żyta mieliło się i dwa dni. Trzeba było zgromadzić odpowiednią ilość wody na stawidłach, a to trwało. Rudolfa Krügera wcielono do niemieckiego wojska, na samym początku wojny. W młynie została jego żona i jej ojciec o nazwisku Schulz, który z zawodu był stolarzem. Z tego małżeństwa urodzili się córka Ana i syn Jędrzej. Parobkiem na terenie młyna i ich gospodarstwa był parobek o imieniu Jan.
Rudolf Krüger był narodowym socjalistą, nie wrócił z frontu wojennego. W 1945 roku na bardzo krótko młyn i gospodarstwo przejął Feliks Nagoda, ojciec Nastka i Mariana, Jednak z powodu choroby musiał zrezygnować. Wtedy to ten młyn przejął Kamiński, był kresowiakiem. Początkowo urzędował Kamieńsku, był kierownikiem lub dyrektorem w dziale gastronomi na stacjach kolejowych w Koluszkach i Kamieńsku.."
Tyle opowiedział mi w tym temacie mój Tata - co ja pamiętam?
Jak wspomniałem wcześniej, zawsze był smutny, mało dostępny, dlatego ja i moja paczka robiliśmy mu na złość. W każdej wolnej chwili, kapaliśmy się w strumyku. jednak poziom wody nie zawsze nas zadawalał, co wtedy robiliśmy? - przegradzaliśmy strumyk, robiliśmy tamę na jego terenie, wyrywaliśmy po prostu dorny trawy, które kładliśmy w poprzek strumyka razem z gałęziami i kamieniami. Dość szybko malutki strumyk robił się dość sporym rozlewiskiem, Wtedy wchodziliśmy na znajdującą się obok górę piaskową i z dzikimi okrzykami zbiegaliśmy w kierunku strumyka. Nie musieliśmy długo czekać, na horyzoncie pokazywał się wściekły pan Kamiński, który gonił nas z nieodłączną laską. Teraz, wcale mu się nie dziwię, to była jego własność, my wchodziliśmy w szkodę..., błędy młodości. Podczas tych "pościgów" krzyczał na nas z bardzo odczuwalnym akcentem kresowym.
Z całą pewnością to był dobry człowiek, tylko, my byliśmy urwisami...
Takim go zapamiętałem, byłem zbyt młody, aby spytać go o jego kresowy okres, z całą pewnością miał o czym opowiadać..
Bardzo ciekawe zdjęcie zrobione na górze piaskowej, z lewej strony mało wyraźny nieistniejący już drewniany dom rodziny Zenona Mantyka, w środkowej części w gęstwinie drzew był młyn i droga do "centrum" Rogowca, obecnie ulica Wiejska.
Bardzo sentymentalne zdjęcie dla mnie, jestem na rękach mojej Mamy Jadwigi, obok mój Tata Jan.
W tle lewa strona Góry Piaskowej, za pierwszymi sosnami rząd okopów z I wojny światowej.
W tym miejscu zamieszczę część wspomnień mojego nie żyjącego już Taty Jana Brauna z września 2010 roku:
"Młyn wodny na Rogowcu miał dwa duże kamienne koła. Trzeba było je często za pomocy metalowego dłuta kuć, aby zawsze były ostre. Tą czynnością zajmował się Feliks Nagoda. Ja jako chłopiec pomagałem przy mieleniu, niekiedy metr żyta mieliło się i dwa dni. Trzeba było zgromadzić odpowiednią ilość wody na stawidłach, a to trwało. Rudolfa Krügera wcielono do niemieckiego wojska, na samym początku wojny. W młynie została jego żona i jej ojciec o nazwisku Schulz, który z zawodu był stolarzem. Z tego małżeństwa urodzili się córka Ana i syn Jędrzej. Parobkiem na terenie młyna i ich gospodarstwa był parobek o imieniu Jan.
Rudolf Krüger był narodowym socjalistą, nie wrócił z frontu wojennego. W 1945 roku na bardzo krótko młyn i gospodarstwo przejął Feliks Nagoda, ojciec Nastka i Mariana, Jednak z powodu choroby musiał zrezygnować. Wtedy to ten młyn przejął Kamiński, był kresowiakiem. Początkowo urzędował Kamieńsku, był kierownikiem lub dyrektorem w dziale gastronomi na stacjach kolejowych w Koluszkach i Kamieńsku.."
Tyle opowiedział mi w tym temacie mój Tata - co ja pamiętam?
Jak wspomniałem wcześniej, zawsze był smutny, mało dostępny, dlatego ja i moja paczka robiliśmy mu na złość. W każdej wolnej chwili, kapaliśmy się w strumyku. jednak poziom wody nie zawsze nas zadawalał, co wtedy robiliśmy? - przegradzaliśmy strumyk, robiliśmy tamę na jego terenie, wyrywaliśmy po prostu dorny trawy, które kładliśmy w poprzek strumyka razem z gałęziami i kamieniami. Dość szybko malutki strumyk robił się dość sporym rozlewiskiem, Wtedy wchodziliśmy na znajdującą się obok górę piaskową i z dzikimi okrzykami zbiegaliśmy w kierunku strumyka. Nie musieliśmy długo czekać, na horyzoncie pokazywał się wściekły pan Kamiński, który gonił nas z nieodłączną laską. Teraz, wcale mu się nie dziwię, to była jego własność, my wchodziliśmy w szkodę..., błędy młodości. Podczas tych "pościgów" krzyczał na nas z bardzo odczuwalnym akcentem kresowym.
Z całą pewnością to był dobry człowiek, tylko, my byliśmy urwisami...
Takim go zapamiętałem, byłem zbyt młody, aby spytać go o jego kresowy okres, z całą pewnością miał o czym opowiadać..
Bardzo ciekawe zdjęcie zrobione na górze piaskowej, z lewej strony mało wyraźny nieistniejący już drewniany dom rodziny Zenona Mantyka, w środkowej części w gęstwinie drzew był młyn i droga do "centrum" Rogowca, obecnie ulica Wiejska.
Bardzo sentymentalne zdjęcie dla mnie, jestem na rękach mojej Mamy Jadwigi, obok mój Tata Jan.
W tle lewa strona Góry Piaskowej, za pierwszymi sosnami rząd okopów z I wojny światowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































