Akt urodzenia wydany przez Urząd Stanu Cywilnego w Massanken - Mazanki Koło Grudziądza, na nazwisko Karl Klebs, ur. 9 września 1896 roku, pojawia się także Anna Klebs z domu Bahll.
Akt wydano w Czeplinken - Czaplinku w dniu 16 czerwca 1912 roku.
Akt urodzenia wydany przez Urząd Stanu Cywilnego w Massanken - Mazanki Koło Grudziądza, na nazwisko Karl Klebs, ur. 9 września 1896 roku, pojawia się także Anna Klebs z domu Bahll.
Akt wydano w Czeplinken - Czaplinku w dniu 16 czerwca 1912 roku.
Już wcześniej na moim blogu zamieszczałem sporo dokumentów, które kupiłem w latach 90-tych. Ktoś przez długie lata budował swoje drzewo genealogiczne, to była pękata teczka., lata ciężkiej pracy... Dzisiaj wydobyłem z kartonu do którego nie zaglądałem 15 lat, kilka tych dokumentów. Mam nadzieję, ze ktoś znajdzie swoje korzenie, także interesujący temat dla tych wszystkich, którzy zajmują się tematem cmentarzy ewangelickich.
Odpis aktu urodzin i chrztu, w skrócie:
W dniu 21 stycznia 1804 roku urodzona z rodziców Wójta Christiana Mellendor i Elisabeth, panieńskie Römers, córka która otrzymała chrzest święty 21 marca 1804 i otrzymała imiona Anna, Sophia, Christiana.
Stemple: Gościszewo k. Sztumu - Braunswalde Kr. Stuhm
Nie byłem na zakupach, a mam nowości...Moja żona zmusiła mnie do zrobienia małych porządków. Mamy pomieszczenie zapomniane przez nas.. Piętnasty rok stoi wiele kartonów, które przyjechały z nami do Bukowca i nigdy nie były rozpakowane.. Zawsze było coś innego na głowie...
Jako jedną z pierwszych znalazłem kartę albumu. Kilka lat temu wstawiałem na blogu podobne karty z:
Z rodzinnego archiwum Ireny Janowskiej - Hajzler.
Owalny stempel: Zakład Art. Fotograficzny - W.Szczeciński - Przędzalniana 38
Na pamiątkę Ofiarują miłej Irce R.M. Krawczyki - Pabjanice dnia 12.XI. 1937
Fotograf; Nazwisko nie czytelne - ul. Stara - Wólczańska 32 róg Wiznera.
Kowalczyk Józef - Zawodu szefc Włodzi (oryginalny tekst)
ŁÓDZKI WEHIKUŁ CZASU NA FOTOGRAFIACH
Nie chcę plagiatować Facebook i tam znajdujące się domeny. Posiadam setki, a może więcej zdjęć dotyczących przedwojennej Łodzi i okresu okupacji. Są to w większości portrety osób, wiele z nich jest sygnowane przez łódzkich fotografów, także podpisanych jako dedykacje.
Od wczoraj siedzę w fotograficznym archiwum po mojej zmarłej Teściowej Irence Janowskiej-Hajzler. Mnóstwo pięknych zdjęć, wielka szkoda, aby zalegały w albumach, kartonikach, należy im się nowe życie. Być może ktoś z czytelników, odnajdzie siebie, być może swoich najbliższych. Proszę o info.
Jeden ze smutniejszych wątków na moim blogu. Zestaw zdjęć z pogrzeby Aleksandry (Oleńki) Owczarek, mieszkanki Łodzi. Była jedną z największych przyjaciółek mojej teściowej Ireny Janowskiej-Hajzler (ur.1928). Teściowa mieszkała w latach dzieciństwa w kamienicy przy Kilińskiego 125.Oleńka była w jej wieku, kiedy uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, wpadła pod tramwaj, zginęła pod jego kołami. Wielokrotnie słyszałem z ust teściowej o tej tragedii, która wtrząśnęła okolicą i jej rówieśnikami. Zdjęcia najlepiej pokazują powagę i tragizm sytuacji.
Ten tragiczny w skutkach wypadek miał miejsce 17 września 1942 roku, ceremonia pogrzebowa odbyła się 20 września 1942 roku.
Nie musiałem długo czekać na odzew w sprawie ferajny podwórkowej z Łodzi przy Kilińskiego 125!
Napisała do mnie na Łódzki Rodzinny Wehikuł Czasu:

Zdjęcia poniżej pokazują miejsce urodzenia mojej Teściowej Ireny Janowskiej - Hajzler, urodzonej w 1927 roku. Są to kultowe zdjęcia, wielka szkoda, że ta kamienica zniknęła z łódzkiego krajobrazu w 2015 roku...
Podtytuł:
Niemal 70lat czekał na ratunek... o tym jak Polacy Polakom zniszczyli grób....
może wielu czytelników bulwersować.., tak już w życiu jest. Historia nigdy nie była łatwą, jej nie da się zmienić, jak i napisać na zamówienie...
Aby nie być gołosłownym zamieszczam kilka dokumentów które to potwierdzają:
Byłem, pracowałem, pomagałem! Były to zaledwie dwa dni, niestety zdrowie nie pozwala na więcej...Byłem i jestem bardzo dumny z efektów tego projektu, nie spodziewałem się takiego profesjonalizmu! Nie gniewajcie się Koledzy, że zamieszczam tylko 3 zdjęcia i to, że na 2 jestem.... Wciskając na link zobaczycie Państwo wszystkie zdjęcia, a warto!
https://www.facebook.com/media/set/?vanity=CmentarzBrzeziny&set=a.872840526567897
Znalezione na Hasło Łódzkie z 25 października 1930 roku.
Materiał zamieszczony poniżej jest niczym innym jak kroniką kryminalną, nie miałem zamiaru obrażać kogokolwiek ze względu na narodowość czy wyznanie.
Patrz:
ZA NAPAD BANDYCKI
PÓŁTORA ROKU DOMU POPRAWY
W dniu wczorajszym sąd okręgowy w Łodzi pod przewodnictwem sędziego Kozłowskiego w asystencji sędziów Wileckiego i Kurczyńskiego, rozpatrywał sprawę 26-letniego Stanisława Jeżyny, oskarżonego o dokonanie napadu bandyckiego.
Jak wynika z odczytanego na rozprawie aktu oskarżenia oraz zeznań świadków, w dniu 28 czerwca r.b. obok toru kolejowego na szlaku stacji Gałkówek , obok wsi Borowo, około godziny 6-tej wieczór, nieznany na razie sprawca uzbrojony w siekierę, napadł na powracającą z Gałkówka do wsi Borowo, Elfridę Pacer i córkę Gertrudę.
Bandyta po zagrożeniu kobietom śmiercią w razie wzywania pomocy, wzniósł do ciosu rękę uzbrojoną w siekierę i zażądał wydania pieniędzy.
Przerażone kobiety oddały mu posiadane przy sobie wszystkie pieniądze w sumie 2,35 gr. oraz zakupiony w Gałkówku bochenek chleba zapakowany w gazetę „Berliner Tageblatt”.
Po dokonaniu rabunku bandyta szybko się oddalił w kierunku Gałkówka.
Obrabowane kobiety niezwłocznie o napadzie powiadomiły miejscowy posterunek policji, który wszczął za zbiegłym bandytą energiczny pościg.
W toku dochodzenia, już po upływie zaledwie dwóch godzin, władze policyjne doszły do przekonania, iż napadu rabunkowego dokonał dokonał 26- letni Stanisław J. (nie podaję pełnego nazwiska)., mieszkaniec Gałkówka.
Podczas rewizji w jego mieszkaniu policja znalazła siekierę oraz bochenek chleba zapakowany w gazetę „Berliner Tageblatt”.
Podczas konfrontacji, matka i córka Pacer, poznały w J. Bandytę, który dokonał na nich napadu.
Na rozprawie sądowej, oskarżony do winy się nie przyznał, jednakże nie mógł wykazać skąd w jego mieszkaniu znalazł się bochenek chleba zapakowany w wspomnianą wyżej gazetę.
Matka i córka Pacer na rozprawie sądowej, zeznały z całą stanowczością, iż podsądny J. Dokonał na nich napadu bandyckiego, gdyż poznają go z całą stanowczością.
Po wysłuchaniu mowy prokuratora Kubiaka i wysłuchania obrony, sąd udał się na naradę, po której ogłosił wyrok skazujący Stanisława J. na półtora roku domu poprawy, biorąc jego dotychczasową niekaralność.
Z wielką ciekawością przeczytałem materiał z 28 grudnia ubiegłego roku na stronie:
Łaznowska Wola, pozostając w strefie zainteresowań autorki tekstu, doczekała się kolejnych działań ratunkowych. Po pierwsze, konserwator zabytków z Piotrkowa Trybunalskiego, któremu podlega, przychylił się do prośby i wyraził zgodę na prace porządkowe. Prace te zostały rozpoczęte przez Urząd Gminy. Dokonał on w swoim zakresie wycinki samosiejek, co ułatwiło dostęp do poszczególnych kwater. W dniach 20. - 22.04.2017 miały miejsce pierwsze z planowanych prac. W tym czasie na cmentarzu pracowało w sumie 11 osób. Udało się im oczyścić około 25 kwater. Niektóre z nich pozostaną bezimienne, ponieważ tablice zniknęły. Jednak jest 16, na których zachowały się bardzo wyraźne napisy. Pozwolą one, mam nadzieję, na wypełnienie luki, powstałej w wyniku zniszczenia dokumentacji parafialnej.
Prace na cmentarzu będą kontynuowane.
Hanna Szurczak
Rok 1930 nie był szczęśliwy dla Gminy Brójce, w przeciągu kilku miesięcy wybuchły 4 poważne pożary w: Pałczewie, Wardzynie, Woli Rakowej i Karpinie.. Dziękuję jak zwykle za pomoc Panu Bartłomiejowi w Kraszewa!
Pałczew
Groźny pożar pod Łodzią
,,Wczoraj w nocy we wsi Pałcze, gminy Brójce pod Łodzia wybuchł pożar w zagrodzie Jana Simonia. Zaalarmowane pobliskie oddziały straży ogniowej pożar po kilkugodzinnej akcji ugasiły. Spłonęło prawie doszczętnie całe gospodarstwo. Straty wynoszą 6.000 złotych. Przyczyną pożaru jak ustaliło dochodzenie był niedopałek papierosa porzucony w stodole”
,,Ilustrowana Republika” 3.2.1930
Wardzyn
Dniem i nocą płoną słomiane strzechy
,,W dniu wczorajszym w godzinach wieczornych wybuchł pożar w zabudowaniach Józefa Zająca, mieszkańca wsi Wardzyn, gminy Brójce, w powiecie łódzkim. Ogień przerzucił się następnie na zabudowania sąsiada Antoniego Zająca. Ogółem spłonęły trzy stodoły z częścią zeszłorocznych zbiorów, obora, chlewy, narzędzia rolnicze i.t. p. Straty sięgają wysokości kilkunastu tysięcy złotych. Przyczyna pożaru nieostrożne obchodzenie się z ogniem.”
,,Echo” 25.2.1930
Wola Rakowa
Pożar na wsi
Ubiegłej nocy we wsi Wola Rakowa wybuchł pożar, którego ofiarą padło 5 zagród wieśniaczych. Straty wynoszą kilkanaście tysięcy złotych. Wszczęte dochodzenie ustaliło, iż pożar spowodował 14 – letni Marjan Otocki, który porzucił w stodole niezgaszonego papierosa.
,,Express Wieczorny Ilustrowany” 9.4.1930
Karpin
Dwa pożary pod Łodzią
(…) Nocy ubiegłej wybuchł pożar w zabudowaniach gospodarskich Józefa Turka, we wsi Karpin gm. Brójce. Pożar po kilku godzinach umiejscowiono. Spaliły się wszystkie obiekty gospodarskie wartości 7000 zł. Przyczyna pożaru było wadliwe urządzenie przewodu kominowego.
,,Hasło Łódzkie” 19.5.1930
Działo się 90 lat temu...Materiał otrzymałem jak zwykle od pasjonata historii z Kraszewa, Pana Bartłomieja!
Przeglądając gazety z lat 30-tych ubiegłego wieku zwracają uwagę tytuły artykułów poświęconych wypadkom, kradzieżom, czy też morderstwom. Są bardziej krzykliwe, chcą przyciągnąć czytelników. Tylko na tej stronie Echa, można znaleźć tytuły:
Noga z butem w studni - Straszliwe odkrycie w Rudzie Pabianickiej
Zuchwały napad na plebanję - Bandyci doszczętnie obrabowali 9 osób
Osławiona Chudesa Bęczkowska wypuszczona na wolność.
Kurowice
Trup dziecka w torfowisku. Zbrodnia młodej dziewczyny.
W dniu wczorajszym w godzinach popołudniowych mieszkańcy wsi Kurowice Rządowe, gminy Brójce w powiecie łódzkim kopiąc torf na rozległych łąkach wydobyli z dołu pełnego mułu zwłoki niemowlęcia płci żeńskiej. O wypadku zawiadomiono niezwłocznie odnośny posterunek policji powiatowej, który zabezpieczywszy zwłoki niemowlęcia na miejscu, zawiadomił z kolei komendę powiatową policji państwowej, która wydelegowała na miejsce wypadku lekarza oraz kilku wywiadowców. Oględziny lekarskie wykazały niezbicie, iż dziecko zostało najpierw zamordowane a następnie wrzucone do torfowiska. Wobec tych rewelacyjnych wyników ekspertyzy lekarskiej policja przeprowadziła śledztwo, w wyniku którego sprawcę zbrodni dzieciobójstwa pochwycono. Morderczynią własnego dziecka okazała się mieszkanka wsi Kurowice Rządowe, córka jednego z gospodarzy 19 – letnia ...., znana ze swego rozwiązłego trybu życia, aczkolwiek ciążą na niej poważne poszlaki wypiera się dokonania zbrodni dzieciobójstwa. Aresztowaną dziewczynę przewieziono w dniu wczorajszym do więzienia w Łodzi gdzie przebywać będzie do dyspozycji sędziego śledczego.
Znalezione w: Echo z dnia 22 czerwca 1931roku!
NIE BYŁO ZAJŚĆ W ANDRZEJOWIE!
Bójka na pięści przed dworcem.
Łódź, 22 czerwca 1931 roku. W związku z notatką, jaka się ukazała niedawno w jednym z pism łódzkich o „rzekomych zajściach w Andrzejowie”, dowiadujemy się, że w świetle przeprowadzonego przez władze dochodzenia sprawa ta przedstawia się jak następuje:
Dnia 13 bm. przybył z Łodzi do stacji Andrzejów pociąg osobowy, z którego wysiadło ok. 30 pasażerów. Pasażerowie udali się z peronu na plac postoju resorek, wsiedli na 5 resorek i odjechali do Andrzejowa. Na placu pozostały 3 resorki.
W owym czasie na plac postoju resorek wszedł z peronu stacyjnego niejaki Lipko Morgersztern, mieszkaniec Andrzejowa, znany w okolicy jako awanturnik i rozpoczął awanturę za znajdującymi się na placu w stanie podchmielonym Olczykiem Janem, mieszkańcem Bedonia i Sadowskim, mieszkańcem Andrzejowa. W wyniku tej awantury pomiędzy Morgerszternem a Olczykiem i Sadowskim powstała bójka na pięści.
Kilku pasażerów znajdujących się przy kasie biletowej i werandzie stacyjnej, oczekujących na przybycie pociągu, wyszło na plac, lecz zobaczywszy awanturujących, cofnęło się z powrotem na peron. Wkrótce przybył pociąg, którym pasażerowie odjechali do Łodzi.
Dochodzenie wykazało, że żaden z pasażerów przybyłych do Andrzejowa, jak i odjeżdżających do Łodzi przez awanturujących się nie był pobity. Nieprawdą jest również, że awanturnicy uzbrojeni byli w noże, kastety i pałki.
Posterunek miejscowy o awanturze powiadomiony nie był i nie interweniował w tej sprawie. Winnym sporządzono protokół i skierowano sprawę do Sądu Grodzkiego w Łodzi za zakłócenia spokoju.
Andrzejów – dawna podłódzka wieś, obecnie osiedle administracyjne w południowo-wschodniej Łodzi, na terenie Widzewa. Znajduje się na obrzeżach miasta i od wschodu graniczy z gminą Andrespol. W Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z roku 1881 napisano: Wikipedia