sobota, 10 kwietnia 2021

Andrzejów - Cmentarz ewangelicki - Evangelischer Friedhof - "Paparazzi" - Cz.1

     Kilka dni temu zadzwonił do mnie Kacper pytając jak dojechać na cmentarz ewangelicki w Andrzejowie? Wiedział, że bywałem na nim, wiem jak tam dojechać, bo znaków brak. Moja odpowiedź była zdecydowana, też tam będę, tym bardziej, że swoją obecność zadeklarował także Dominik! Piękny sobotni poranek napawał ptymizmem, punkt zbiorczy był na Stacji benzynowej w Andrespolu. Moim samochodem dojechaliśmy do celu. Chce na wstępie zaznaczyć, że zarówno droga dojazdowa, jak i cały teren, włącznie z cmentarzem jest w prywatnych rękach. Spotkaliśmy po wjeździe panią, która jest jedną z właścicielek, przedstawiliśmy cel naszych dwiedzin, nie widziała żadnego problemu na zwiedzaniu tej nekropolii. 

    Jednak początek rozmowy sprawił, że utraciłem dobre samopoczucie, usłyszałem, że dotychczasowy opiekun i właściciel pan Adamczyk zmarł 3 miesiące temu... Miałem przyjemność kilkakrotnie z nim rozmawiać, odwiedził mnie również podczas moich prac na cmentarzu w Bukowcu, ciepła, sympatyczna postać. To dzięki niemu, skończyło się szabrowanie tego pięknego cmentarza..., opowiadał, jak kamieniarze z pobliskich wiosek przyjeżdżali i ładowali na samochody dostawcze przepiękne piaskowce i marmury do dalszej przeróbki...To, co nas cieszy, to, że mieszka tam synowa pana Adamczyka, ma baczenie na ten teren, odbyliśmy z nią pod koniec naszej wizyty bardzo miłą rozmowę.

    Jest jeszcze jedna sprawa którą chcę poruszyć, budynek parafialny zmienił swoją bryłe, kapitalny remont powoduje, że trudno go rozpoznać w oryginale...


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Vor ein paar Tagen rief mich Kacper an und fragte, wie man zum evangelischen Friedhof in Andrzejów kommt? Er wusste, dass ich es früher besucht habe, ich weiß, wie man dorthin kommt, denn es gibt keine Schilder. Meine Antwort war klar, ich werde auch dabei sein, vor allem, weil auch Dominik seine Anwesenheit dort angekündigt hat! Schöner Samstagmorgen war sehr angenehm, der Treffpunkt war an der Tankstelle in Andrespol. Mit dem Auto erreichten wir unser Ziel. Ich möchte zu Beginn darauf hinweisen, dass sowohl die Zufahrtsstraße als auch das gesamte Areal, einschließlich des Friedhofs, in Privatbesitz sind. Wir trafen eine Dame, die eine der Besitzerinnen ist, wir stellten den Zweck unseres Besuchs vor, sie sah kein Problem mit dem Besuch dieser Nekropole. 


    Der Beginn des Gesprächs ließ mich jedoch meine gute Laune verlieren, ich hörte, dass der derzeitige Hausmeister und Besitzer Herr Adamczyk vor 3 Monaten gestorben ist... Ich hatte das Vergnügen, mehrmals mit ihm zu sprechen, er besuchte mich auch während meiner Arbeit auf dem Friedhof in Bukowiec. Dank ihm wurde die Plünderung dieses schönen Friedhofs gestoppt... Er erzählte uns, wie Steinmetze aus den nahegelegenen Dörfern kamen und auf Lieferwagen schöne Sandsteine und Murmeln zur weiteren Verarbeitung verluden... Was uns glücklich macht, ist, dass die Schwiegertochter von Herrn Adamczyk dort wohnt und ein Auge auf das Gebiet hat.


    Es gibt noch eine Sache, die ich erwähnen möchte, das Pfarrgebäude hat seine Form verändert, eine große Renovierung macht es schwierig, es in der ursprünglichen Form zu erkennen...


    
    Tak wyglądał ten budynek przed remontem...-  So sah das Gebäude vor der Renovierung aus...

    Moi Koledzy "paparazzi"", bo tak ich nazwałem, byli pod dużym wrażeniem tej nekropolii, samo zwiedzanie zajęło nam dobrą godzinę, nie wliczjąc koncowej rozmowy z właścicielką.

    Meine Kollegen, die "Paparazzi", wie ich sie nannte, waren sehr beeindruckt von dieser Nekropole. Die Führung dauerte eine gute Stunde, das Abschlussgespräch mit dem Besitzer nicht mitgerechnet.






                

"Paparazzi" podczas pracy, z zachowaniem wszelkich reguł bezpieczeństwa.

     Kacper, chociażby z tego powodu, że szczuplejszy i  młodszy zaszył się buszu odkrywając wiele ciekawych grobów i nagrobków, ale o tym w następnej części!
     Relacje z tego cmenatrza zamieszczałem na moim blogu w 2016 roku:


13 sie 2016 — Jadąc ulicą Rokicińską w Andrzejowie, znajduje się duży budynek kryty dachówką. Jest to była plebania ewangelicka, na terenie tej posiadłości .


18 sie 2016 — Andrzejów - Łódź - Cmentarz ewangelicki - Schultz - Pomniki. Po ubiegłotygodniowej wizycie na cmentarzu ewangelickim w Andrzejowie, nie ...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Paparazzi" bei der Arbeit, mit allen Sicherheitsregeln.

     Kacper, wenn auch nur aus dem Grund, weil er schlanker und jünger war, ließ sich im Busch nieder und entdeckte viele interessante Gräber und Grabsteine, aber davon im nächsten Teil!
     Ich habe 2016 Berichte von diesem Friedhof auf meinem Blog veröffentlicht:


Andrzejów - Łódź - Evangelischer Friedhof ... - Geschichte unbekannt
13 sie 2016 - Fährt man die Rokicinska-Straße in Andrzejów hinunter, sieht man ein großes gekacheltes Gebäude. Dies ist das ehemalige evangelische Pfarrhaus, auf dem Gelände des .


Andrzejów - Łódź - Evangelischer Friedhof ... - Geschichte unbekannt
18 sie 2016 - Andrzejów - Łódź - Evangelischer Friedhof - Schultz - Denkmäler. Nach dem Besuch des evangelischen Friedhofs in Andrzejów in der vergangenen Woche, habe ich ..



piątek, 9 kwietnia 2021

Nowa Wieś Ełcka - Cmentarz ewangelicki - Cmentarz wojenny - Barbarzyństwo - Facebook - cz.3


Michał Skrzecz

Diecezja Mazurska Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego poinformowała o tym, że regionalny cmentarz został zdemolowany przez proboszcza parafii rzymsko-katolickiej św. Józefa w Nowej Wsi Ełckiej, za pisemną zgodą Biskupa Ełckiego. – Jestem podwójnie załamany. Proboszcz parafii mógł wpaść na taki niemądry pomysł, ale zgodę wydał jego zwierzchnik, biskup diecezji ełckiej. To szokujące – powiedział Wyborczej ks. Marcin Pysz, luterański duchowny z Pisza.

            


Cmentarz ewangelicki założono w pierwszej połowie XIX wieku. Po wojnie przestał należeć do ewangelików. Obecnie administratorem tego terenu jest proboszcz rzymsko-katolickiej parafii pod wezwaniem św. Józefa Rzemieślnika.

– Jestem podwójnie załamany. Proboszcz parafii mógł wpaść na taki pomysł, ale zgodę wydał jego zwierzchnik, biskup diecezji ełckiej. To dla mnie szok – komentuje ks. Marcin Pysz, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Piszu.

Bez poszanowania przeszłości

Ks. Marcin Pysz o dewastacji pomników dowiedział się z mediów społecznościowych. – Brak szacunku dla tych, którzy żyli tutaj przed nami jest bardzo smutny – przyznaje duchowny.

Na zniszczonych nagrobkach znajdowały się napisy w języku niemieckim. Tego typu nekropolie po wojnie spotkał smutny los. Część z nich została zapomniana, bo i ewangelików na Mazurach było zdecydowanie mniej niż przed wojną, więc stopniowo niszczały. Jeszcze inne nekropolie były celowo dewastowane przez mieszkańców nieznających historii, chcących ją wymazać lub po prostu jako pozbawione namysłu akty chuligańskie.

Niezależnie od motywacji działań – ewangelickie cmentarze w dużej mierze są zaniedbane, przez co często trudne do odnalezienia. Szacuje się, że w województwie warmińsko-mazurskim jest ok. 3-5 tys. protestanckich nekropolii. Niewiele z nich jest własnością ewangelickich parafii.

Cmentarz w Nowej Wsi Ełckiej znajduje się w ewidencji zabytków (wpis do gminnej ewidencji zabytków uzyskuje się na podstawie zarządzenia odpowiedniego organu – prezydenta, wójta czy burmistrza), ale nie figuruje w rejestrze zabytków. Na obszernym terenie cmentarza w Nowej Wsi Ełckiej znajdują się pochówki katolickie, kwatery z czasów I wojny światowej czy lapidarium.

Na cmentarz w Nowej Wsi Ełckiej przybyli funkcjonariusze z ełckiej policji. – W miejscu, odnośnie którego otrzymaliśmy dwa zgłoszenia, widoczne są powyciągane z ziemi korzenie drzew, a wśród nich porozrzucane fragmenty nagrobków o różnej wielkości – przyznaje st. sierż. Agata Kulikowska de Nałęcz, oficer prasowa z Komendy Powiatowej Policji w Ełku:

– Pierwsze ustalenia policji wskazują na to, że prace zlecił proboszcz parafii w Nowej Wsi Ełckiej będący jednocześnie administratorem cmentarza – stwierdza miejscowa policja

Jednocześnie policjantka zastrzega, że tego typu sprawy wymagają szczegółowych ustaleń.                                       

czwartek, 8 kwietnia 2021

Otto Heike - Wiączyń - Wiontschin - Nowosolna - Neu Sulzfeld - Historia powstania - Cz.2

 

                                                        WIĄCZYŃ – CZĘŚĆ II


    Na życie niektórych nowych osadników w Wiączyniu mocno wpłynął we wczesnych latach spór z właścicielem sąsiedniej miejscvowości Bedoń. Wraz z założeniem kolonii, oprócz nowego kompleksu wiejskiego, wykarczowano również lasy, do których pretendowali właściciele Bedonia. Obszar sporny wynosił 7745 akrów i 152 metrów kwadratowych. W czasach administracji pruskiej pomiędzy państwem a dworem zawarto umowę prowizoryczną, zgodnie z którą 3/5 spornego terenu pozostawało w rękach skarbu państwa, a 2/5 majątku Bedoń do czasu orzeczenia sądu. Jednak po wycofaniu się administracji pruskiej właścicielka Bedonia Tuchecka zlekceważyła porozumienie i przystąpiła do aktów przemocy wobec osiedlających się na spornym terenie niemieckich rolników. Słudzy właściciela ziemskiego wypędzili niemieckich osadników z pól, także wypędzili wypasane tam bydło. Kiedy właściciel ziemski poprosił wówczas niemieckich chłopów o zapłatę odsetek dziedzicznych, które musieli zapłacić państwu, starali się oni uniknąć tego żądania, robiąc na nich tylko podstawowe rzeczy. W dniu 2 września 1812 r. osadnicy wiończyńscy wnieśli skargę na właścicielkę do Dyrekcji Departamentu Skarbu Państwa w Warszawie. W odwołaniu wskazali, że w latach 1803 i 1806 uporządkowali obszary leśne do 29 września 1809 r., ponieważ zostały im przydzielone. Nie wiedzieli, że te ziemie są przedmiotem sporu między państwem a właścicielką. Z akt sprawy nie wynika nic o fundamentalnej decyzji polskiego rządu w tym sporze. Wydaje się, że przeważył punkt widzenia Wiączynian, bo ziemie pozostały w ich posiadaniu. W międzyczasie część nowych osadników z Wiączynia zrezygnowała z walki: 6 z Dolnego Wiączyniu i 12 z Górnego Wiączynia sprzedało swoje gospodarstwa przed końcem roku i szukało możliwości osadnictwa gdzie indziej. Kiedy rząd w Warszawie dowiedział się o tej sprzedaży „strachu”, interweniował, ogłaszając sprzedaż tego rodzaju jako nielegalną. Rządowi zależało na zatrzymaniu niemieckich kolonistów w kraju, aby nie zakłócać rozwoju wsi.

    Jak widać z zamieszczonej powyżej listy osadników z Wiączynia, ich początki do 1849 roku układały się następująco: 19 z Palatynatu, 13 z Wirtembergii, 12 z Badenii, 8 z Prus, 2 z Bawarii i po jednym z Lotaryngii, Pomorza. i Poznania. W drugiej połowie stulecia w Wiączyniu licznie osiedlili się synowie rolników z Neu-Sulzfeld - Nowosolnej. Wiączyń można więc nazwać także wioską szwabską, ponieważ oprócz 13 rodzin z Wirtembergii, 12 rodzin osadników, którzy przybyli z sąsiedniej Badenii, mówiło również w dialekcie szwabskim. Szczególnie dotyczyło to Górnego Wiączynia, dokąd woleli przenieść się synowie osadników z Neu Sulzfeld - Nowosolnej. Jednak dialekt szwabski nie został przyjęty przez inne grupy plemienne w wiosce. Przeważał wśród nich górnoniemiecki, który w późniejszych latach, kiedy synowie i córki mniejszych rolników wyjeżdżali do pracy do Łodzi, był coraz bardziej wypierany przez język niemiecki mówiący w Łodzi po śląsku. Ale dialekt szwabski był w mniejszym lub większym stopniu zachowany jako język potoczny w rodzinach Szwabskich do końca wieku. Od wybuchu I wojny światowej dzieci prawie nie mówiły już po szwabsku; dialekt był kultywowany tylko przez osoby starsze.

    W styczniu 1945 r. stosunki własnościowe w Górnym, Dolnym i Nowym Wiączyniu przedstawiają się następująco (grunty dzierżawione w nawiasach):

                                                 WIĄCZYŃ GÓRNY


Następnie byli przesiedleńcy, którzy zostali internowani podczas 2 Wojny Światowej: Hoffmann Max z 6,10 hektara i Töpfer Reinhold z 13 hektarami ziemi.


                                               WIĄCZYŃ DOLNY



                                                    WIĄCZYŃ NOWY



Ponadto było 13,44 hektarów ziemi, które zostały przeznaczone dla rolnika Johanna Wirtha jako tereny przesiedleńcze podczas II wojny światowej.


Nowa Wieś Ełcka - Cmentarz ewangelicki - Cmentarz wojenny - Barbarzyństwo - Facebook - cz.2

 Nowe zdjęcia z barbarzyńskich "prac" na cmentarzu w Nowej Wsi Ełckiej...

Zapraszam na poniższy tekst zamieszczony na Facebooku:

Nowa Wieś Ełcka. Cmentarz parafialny. Teraz.
Obiecuję uzupełnić post o więcej informacji...
Jest wiele komentarzy, zamieszczam jedynie kilka z nich:

Takie rzeczy w takim świętojebliwym kraju ?! 🤔Coś się troszkę pogubiłem z tą wiarą głoszoną przez księży, ale teoria zawsze swoje, a praktyka swoje 🙂 Pieniążki, pieniążki ! Chcesz być pamiętany to nawet po śmierci chcą od Ciebie pieniądze, a może to ta druga teoria miłości do bliźniego ? To nie ludzie, to Niemcy...

niemieckie nagrobki nie nasze, więc wywalić można. Święte groby to są do czasu, kiedy są opłacone. Potem już tracą ten status.

To jest katastrofa . Pamięta na polskie cmentarzu w Wilnie. Co tam robię rosyjscy żołnierze ? Ulica na cmentarzu! Barbarzyńcy!

...to u góry to też zwykły chuligański wybryk i w żadnym wypadku nie Polska. Prawda Panie Janie?
Rozczaruję Pana. Takie rzeczy dzieją się rok w rok, od dziesięcioleci.
"A to Polska właśnie...".
To poniżej to sracz postawiony na ogołoconym z niemieckich nagrobków cmentarzu. Sracz postawiony na fragmentach niemieckich nagrobków. Na zdjęciu tego nie widać, ale zapewniam Pana, że to prawda. Byłem, widziałem.
Może być zdjęciem przedstawiającym na świeżym powietrzu








środa, 7 kwietnia 2021

Nowa Wieś Ełcka - Cmentarz ewangelicki - Cmentarz wojenny - Barbarzyństwo - Facebook - Cz.1

 Znalezione na Facebooku:


Nowa Wieś Ełcka. Tak sie u nas traktuje stare cmentarze. Brak słów 🤬.

Zostawiam bez komentarza...

Nowa Wieś Ełcka – wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie ełckim, w gminie Ełk, nad rzeką Ełk. Do 1954 roku miejscowość była siedzibą władz gminy Nowa Wieś Ełcka. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do ówczesnego województwa suwalskiego. Wikipedia









Otto Heike - 150 LAT SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945 - Kulturportal Ost

Książkę Otto Heike 150 LAT SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945 otrzymałem wraz z dedykacją Ericha Kühlera, urodzonego przed wojną w Bukowcu, podczas jego wizyty 22.5.2018 roku. Nie przypuszczałem, że nie będę mógł się z nią rozstać, ponad 400 stron ze szczegółowym opisami historii szwabskich wiosek z łódzkiego okręgu. dzisiaj znalazłem w Kulturportal Ost, życiorys wspomnienie o Otto Heike, cudowny życiorys, cudownego krzewiciela kultury i historii., chłopaka z Chojen. Oto wersja po Polsku dla Państwa:

       Publizist, Schriftsteller, Heimatforscher * 1901, 11.02.Lodz/Polen † 1990, 13.10.

      Bild: Archiv der Deutschen aus Mittelpolen und Wolhynien, Mönchengladbach.

Źródło:

Heike, Otto - Kulturportal West Ost

https://kulturportal-west-ost.eu › hei.


W kołysce Otto Heike, która stała w domu garbarza Friedricha Heike w Łodzi, nie było patentu na wielkość syna. Miał stać się tym, co reprezentował w późniejszym życiu, całkowicie na swój sposób. Samodzielny człowiek w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa ukutego w Ameryce! Ale podczas gdy w stanach amerykańskich termin ten jest stosowany głównie do mężczyzn, którzy odnieśli wielki sukces w biznesie, przypadek Heike jest człowiekiem o charakterze intelektualnym, naukowym i politycznym.

Bo: co mogłaby dać niemiecko-rosyjska miejska szkoła podstawowa w Łodzi, skoro ten rodzaj nauki skończył się już w wieku trzynastu lat, gdy wybuchła I wojna światowa. Podczas praktyki jako zecer w „Deutsche Lodzer Zeitung” w latach 1915-1919 brał także udział w kursach wieczorowych. W 1920 roku 19-latek rozpoczął rekrutację do Wojska Polskiego, która została przedłużona przez zawirowania wojny bolszewickiej do grudnia 1923 roku.

W tamtych latach mniej uprzywilejowany młody człowiek szukał ochrony u socjaldemokratów i w 1926 r. znalazł pole do działania jako redaktor w „Deutsche Volkszeitung”, wydawanym przez Niemiecką Socjalistyczną Partię Robotniczą Polski (DSAP).

Dalsze kursy szkoleniowe w Niemieckim Instytucie Studiów nad Prusami w Berlinie pod koniec 1930 roku uczyniły z Heike wykwalifikowanego dziennikarza, który następnie został wolnym strzelcem w biurze prasowym zajmującym się lokalnymi i biznesowymi wiadomościami.

Zbiór czasopism i broszur, które gromadził od lat, skłonił go do badań nad lokalną historią, a już w 1927 r. na Chojnach pod Łodzią pojawił się pierwszy poważny traktat o lokalnej historii. Pragnienie poszukiwań zaprowadziło go także do Archiwum Miejskiego w Łodzi, Archiwum Kościelnego Polski Centralnej i Archiwum Państwowego w Warszawie.

Artykuły o historii lokalnej pojawiały się pod pseudonimem Wilhelm Friedrich w łódzkich „Freie Presse”, „Neue Lodzer Zeitung”, „Volksfreund”, w kalendarzach i innych magazynach. W styczniu 1939 r. Heike został redaktorem „Neue Lodzer Zeitung”.

W latach trzydziestych Heike energicznie opowiadał się za interesami szkół niemieckich w centralnej Polsce, a zwłaszcza w Łodzi. Kilka jego publicznych wystąpień, czy to jako dziennikarza, czy lidera partii (do 1936 r. Heike należał do najbliższego kręgu DSAP wokół Arthura Kroniga, Emila Zerbe i Gustava Ewalda), przyniosło mu procesy i wyroki sądowe.

Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu Łodzi przez wojska niemieckie Heike powierzono kierowanie archiwum miejskim Łódź-Litzmannstadt. W tym czasie Archiwum Biskupie i Archiwa Diecezjalne Kościoła rzymskokatolickiego w Łodzi zostały przejęte przez archiwa miejskie, co zapewniło zabezpieczenie tych archiwów.

Pod koniec wojny Otto Heike zdołał sprowadzić swoją rodzinę do Poczdamu. Tam został szefem biura prasowo-statystycznego w urzędzie policji kryminalnej rządu stanowego.

Druga ucieczka w przeciągu dwóch lat ostatecznie wyprowadziła go ze Strefy Radzieckiej do Niemiec Zachodnich, gdzie pracował najpierw w Hanowerze, a następnie w latach 1948-1954 w Bonn jako redaktor miesięcznika SPD „Sopade” na łamach SPD. Wydawnictwo „Neuen Vorwärts”

Będąc od lat dwudziestych ściśle zaangażowany w public relations, Heike nie ograniczał się do swojej działalności zawodowej w Hanowerze i dołączył do komitetu pomocy Niemców ewangelicko-luterańskich z centralnej Polski w okresie obowiązywania zakazu koalicji dla wypędzonych. Kiedy zakaz koalicji upadł, został współzałożycielem i zastępcą rzecznika narodowego reprezentacji kraju związkowego Weichsel-Warthe w 1949 roku.


1 września 1956 roku Otto Heike został powołany do Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych w Nadrenii Północnej-Westfalii. Tutaj otworzyło się przed nim szerokie pole pracy w dziale do spraw kulturowych związanych z obszarami przesiedleńczymi. Mężczyzna, który przez całe życie występował w obronie i zachowaniu niemieckich dóbr kulturalnych, otrzymał teraz z urzędu zadanie opieki nad wypędzonymi z NRD we wszystkich ich grupach i organizacjach w najbardziej zaludnionym kraju Republiki Federalnej. .

Miesięcznik „Der Wegweiser”, pismo poświęcone kwestiom przesiedleńców i uchodźców, wydawane przez Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych Kraju Nadrenii Północnej-Westfalii, było współtworzone i intensywnie promowane przez Heike. Wiele książek o kulturze z serii Wegweisera powstało z jego inicjatywy.

Podczas swojej pracy w Ministerstwie Pracy i Spraw Socjalnych Heike awansował do Rady Rządu Wyższego w 1961 roku. „Wegweiser” zaświadcza Heike, że „wielokrotnie próbował otrzymywać i gromadzić jak najwięcej dowodów na osiągnięcia kulturalne NRD, jak to tylko możliwe, ale nie tylko po to, aby były widoczne dla wysiedleńców i uchodźców, ale także dla miejscowej ludności”. W tym kierunku prowadził kampanię na rzecz rozszerzenia sponsoringu, odpowiedniego zaprojektowania lokalnych salonów, lokalnych muzeów i lokalnych archiwów.

W uznaniu zasług, Minister Pracy i Spraw Socjalnych Nadrenii Północnej-Westfalii awansował Otto Heike na stanowisko dyrektora rządu w 1965 roku.

Heike stworzył nieśmiertelny pomnik Niemcom z centralnej Polski i Wołyniu, zakładając w Mönchengladbach „Archiwum Niemców z Centralnej Polski i Wołynia”. Jest to skarbnica dla miejscowych badaczy i rodaków pracujących naukowo ze względu na skarby archiwalne, ale także ze względu na dużą ilość tradycyjnych przedmiotów, które Heike gromadziła przez dziesięciolecia i do których przyczyniła się duża liczba rodaków.

Również dzięki inicjatywie Otto Heikesa zasponsorowanie Niemców z łódzkiego okręgu przemysłowego przez Radę Miejską Mönchengladbach 18 listopada 1963 roku.

Dosł .: 115 lat walki o szkołę niemiecką w Litzmannstadt, 1940 r. - Neu-Schlesing. Niemiecka osada tkaczy lnu w Litzmannstadt, 1940 r. - Pierwsza szkoła w Litzmannstadt, 1942 r. - Pabianice. Życie, osiągnięcia i losy imigrantów niemieckich w mieście włókienniczym w centralnej Polsce, 1965 r. - Fundacja obywatelstwa niemieckiego w Polsce. W 100. rocznicę powstania Niemieckiego Kolegium Nauczycielskiego w Warszawie / Łodzi 1866–1966, 1966. - Ozorków. Pierwsze miasto włókiennicze w Polsce. Struktura imigrantów niemieckich sukienników i tkaczy, 1967 r. - Zgierz. Punkt wyjścia przemysłu włókienniczego w miastach rządowych Polski. Rozwój niemieckich sukienników w Zgierzu 1969.

Prace: Prowincja Prusy Południowe. Rozwój Prus i praca administracyjna w regionie Warty i Wisły 1793–1806, Marburg 1953. - Niemieckość w Polsce 1918–1939, Bonn 1955. - Niemiecki system szkolnictwa w centralnej Polsce, Dortmund 1963. - Niemieckie kolegium nauczycielskie w Centralnej Polska, Troisdorf 1963. - Rozwój nadreńskich pionierów włókienniczych w centralnej Polsce, Neuss 1964. - Niemiecki ruch robotniczy w Polsce 1835–1945, Dortmund 1969. - Budowa i rozwój łódzkiego przemysłu włókienniczego, Mönchengladbach 1971. - 150 lat Osadnictwo Szwabii w Polsce 1795–1945, Leverkusen 1979. - Mniejszość niemiecka w Polsce do 1939, Leverkusen 1985. - Życie na polsko-niemieckim polu napięć. Wspomnienia niemieckiego dziennikarza z Łodzi, Essen 1989.

Zdjęcie: Archiwum Niemców z centralnej Polski i Wołynia, Mönchengladbach.

Edmund Effenberger