niedziela, 4 grudnia 2022

Bukowiec - Königsbach - 108 rocznica zagłady - Bitwa o Łódź - Otto Heike - 1914

 

     Każdy 5 grudnia jest dla mnie dniem szczególnym. Dniem ważnym w historii Bukowca, którego jestem mieszkańcem. W tym roku mija 108 rocznica całkowitej zagłady tej szwabskiej osady. Teraz ma to szczególne znaczenie, wojna w Ukrainie, w roli głównej Rosja... Podobno historia kołem się toczy, nie życzę nikomu niczego podobnego co wydarzyło się w 1914 roku. O tragizmie mieszkańców Bukowca opowiada w swojej książce nieletni wówczas Otto Heike (150 Jahre Schwabensiedlungen in Polen 1795-1945). Tłumaczenie własne z języka niemieckiego.



    Dnia 5 grudnia sytuacja się zaogniła, front znów był zagrożony, a niemieckie placówki zajęły pozycje na skraju Lasu Kraszewskiego. 6 grudnia nastąpiła katastrofa. Tego samego dnia, gdy wojska niemieckie niemal bez walki wkroczyły do pół-milionowej Łodzi, rozpoczęło się tragiczne niszczenie ponad stuletniej osady szwabskiej. Kozacy namawiali nas do opuszczenia gospodarstwa, mówiąc, że toczy się ciężka bitwa, a Königsbach – Bukowiec znajduje się w samym polu rażenia. Przygotowano więc pośpiesznie drużynę i załadowano ją niezbędnymi rzeczami, a następnie kontynuowano smutną podróż przez Grünberg – Zielona Góra do Wilhelmswalde - Borowej. Był to długi pociąg uchodźców eskortowany przez Kozaków. Podobno chcieli nam zaoferować ochronę, ale wkrótce dowiedzieliśmy się, że jesteśmy więźniami.

    Pierwszą noc spędziliśmy na otwartym terenie w Wilhelmswald - Borowej. Pod wieczór mężczyźni rozważali zawrócenie, ale Kozacy już ich ponaglali do dalszego marszu. Z przerwami, pospiesznymi konfrontacjami nagle pojawiających się oficerów z eskortującą załogą i kilka krotnymi zmianami trasy marszu, kontynuowaliśmy marsz na wschód. Krótki grudniowy dzień szybko dobiegł końca, a my zostaliśmy zamknięci na noc w opuszczonym gospodarstwie. Stąd, późnym wieczorem, widzieliśmy ogromne światło ogniska nad naszą rodzinną wioską.....

Może dobrze się stało, że nie musieliśmy obserwować z bliska, jak nasze gospodarstwo, 84 inne gospodarstwa oraz 90-letnia szkoła i dom modlitwy stanęły w płomieniach.

    Później dowiedzieliśmy się, że tej nocy systematycznie podpalano dom po domu. Rosjanie chcieli mieć czyste pole ostrzału przeciwko atakującym z Kraszewa wojskom niemieckim. Jednak wojna pozycyjna, do której Rosjanie przygotowali się w lesie Zielonej Góry, nie odbyła się. Po krótkich walkach, ale z ciężkimi stratami dla obu stron, wojska rosyjskie wycofały się na wschód w kierunku Koluszek. To co pozostało w tych dniach, oprócz ruin dwóch niemieckich wsi, to duży cmentarz wojskowy u wylotu drogi z Zielonej Góry do Borowej (w lesie gałkowskim), gdzie spoczywa razem prawie 1200 poległych, Rosjan i Niemców. Poległych z ciężkich walk w regionie łódzkim pochowano na wzgórzu cmentarnym koło Rzgowa. Spośród ludności cywilnej w Bukowcu tylko sparaliżowana wiejska biedna Christine Kainath* zginęła w płomieniach swojego nędznego schronienia.

A teraz wracamy do naszego podstawionego pociągu. Trzeciego dnia naszej mimowolnej podróży zostaliśmy odprowadzeni na dworzec kolejowy w Rokicinach. Na pytania ciekawskich strażnicy odpowiadali: "To Niemcy. Może zostaną rozstrzelani, może zostaną wysłani na Syberię" Na stacji kolejowej w Rokicinach ustawiono nas w szeregu i ponownie policzono. Przed budynkiem dworca stał pociąg pod parą; przypuszczaliśmy, że stąd zostaniemy wywiezieni na Syberię. Po około godzinnym oczekiwaniu - słychać było stłumione uderzenia pocisków - pojawił się rosyjski oficer i przez tłumacza powiedział nam, że ma rozkaz wysłać nas na Syberię. Okazał by nam miłosierdzie i dał bezpieczne prowadzenie, ale musielibyśmy ruszyć na wschód. Każdy, kto próbowałby iść na zachód w kierunku frontu, zostałby zastrzelony. Kazał żołnierzom "eskortować" nas przez kolejne dwa kilometry, po czym byliśmy wolni i mogliśmy szukać tymczasowego zakwaterowania w następnej polskiej wsi. To było niesamowite, jak wiele zrozumienia dla naszej sytuacji mieli nasi polscy gospodarze. Być może właśnie bliskość frontu niemieckiego zjednała nam życzliwość Polaków: liczyli, że znajdą w nas obrońców, gdy ruszą wojska niemieckie. Po ośmiu dniach niespokojnego oczekiwania, niektórzy dorośli próbowali zrekonstruować sytuację. Nie zaszli daleko, bo wojna była ledwie o godzinę drogi. Ale następnej nocy usłyszeliśmy przemarsz wojsk rosyjskich. Gdy w ciągu dnia wszystko pozostało w spokoju, rada rodzinna postanowiła następnego dnia rano wyruszyć w podróż do domu. W drodze do Bukowca spotkali nas o zmroku pod Karpinem niemieccy wartownicy, dali miskę grochówki, czarnej kawy i zabrali do nocnego obozu. Następnego dnia rano wyruszyliśmy na ostatni etap podróży do domu i w południe stanęliśmy na podwórzu przed zwęglonymi belkami, wozem gospodarczym i kilkoma narzędziami. Moja matka tylko wpatrywała się z oszołomieniem w gruzowisko, gdy mężczyźni szukali materiału użytkowego, motykami i szpadlami. Na szczęście w polowym kopcu były jeszcze ziemniaki. Wszystko to działo się na kilka dni przed świętami.

Poniżej wykaz zgonów mieszkańców Bukowca w 1914 roku (moje opracowanie). Niestety, nie widać wpisu o śmierci Christine Kajnath. Okazuje się, że zgonów było w tym okresie więcej, ale w dokumentach kościelnych jest dopiera data 18 grudnia 1914 roku (5 osób). Był to czas chaosu, zawieruchy wojennej....

L.p.

Nr.

akt

Data śmierci

Nazwisko imię

Wiek

1

22

20.01

Rauh Joanna

78 lat.

2

38

11.02.

Felker Marcin

7 tygodni

3

45

24.02.

Meier Karol

1 miesiąc

4

53

09.03.

Meier Klara

6 tygodni

5

61

17.03.

Beret Barbara z Krieg.

77 lat

6

92

16.04.

Beier Juliusz

2 lata i 9 miesięcy.

7

113

10.05.

Felker Elżbieta

1 rok i 9 miesięcy.

8

118

24.05.

Hamm Wilhelm

45 lat.

9

161

14.07.

Roth Wilhelm

82 lata

10

178

31.07.

Kepler Regina z Beier.

56 lat.

11

179

31.07.

Legler Marcin

5 tygodni.

12

187

11.08.

Minz Elli

68 lat.

13

194

14.08.

Kieler Karol

……..

14

222

27.08.

Schmidt Aleksander

6 miesięcy

15

241

12.09.

Frank Alfred

11 miesięcy

16

242

12.09.

Frank Karol

3 lata i 3 miesiące.

17

243

12.09.

Beier Paulina

1 rok.

18

244

12.09.

Egler Krystyna z Schissler

49 lat.

19

245

12.09.

Bieler Alfons

8 lat

20

264

01.10.

Waker Karol

6 tygodni

21

265

01.10.

Düsselberg Erwin

3 lata i 3 miesiące.

22

266

01.10.

Felker Irma

10 miesięcy

23

267

01.10

Meier Karol

1 rok.

24

268

01.10.

Folak Marya z Rometz

34 lata.

25

329

18.12.

Ohmenzetter Katarzyna

…….

26

330

18.12.

Felker Elza

1 miesiąc

27

331

18.12.

Wildemann Elwira

3 lata

28

332

18.12.

Kepler Emma

2 miesiące.

29

333

18.12.

Ohmenzetter Marya z Ohmenzetter

20 lat

Am 5 Dezember spitzte sich die Lage zu, das Frontgeschehen kam wieder in bedrehliche Nähe und an Rande des Kraschewer Waldes gingen deutsche Vorposten in Stellung. Am 6 Dezember brach das Unheil herein.Am gleichen Tage, als die deutschen Truppen nahezu kampflos in die Halbmillionenstadt Lodz einrVckten, begann die tragische Heinsuchtung den über hundert Jahre alten Schwabensiedlung. Kosaken drängten uns zum Verlassen des Hofes mit dem HInweis, es gäbe hier eine schwere Schlacht und Königsbach läge genau im Schußfeld. So wurde in aller Eile ein Gespann bereitgestellt und mit dem Notdürftigsten beladen,dann ging die traurige Fahrt über Grünberg nach Wilhelmswalde. Es war langer Flüchtlingszug, der von Kosaken eskortiert wurde. Angeblich wollten się uns Schutz bieten, aber wir konnten doch bald feststellen, das wir Gefangene waren.

Die erste nacht verbrachten wir bei Wilhelmswald unter freiem Himmel. Gegen Morgen erwogen die Männer eine Umkehr, aber schon drängen die Kosaken zur Weiterfahrt. Es ging ostwärts immer wieder mit Unterbrechungen, hastigen Auseinandersetzungen von plötzlich auftauchenden Offizieren mit der Begleitmannschaft und mehrfacher Änderung der Marschroute. Der kurze Dezembertag ging schnell zuende, da wurden wir zur Nacht in ein verlassenes Bauerngehöft eingesperrt. Von hier aus sahen wir spätabend den gewaltigen Feuerschein über unserem Heimatdorf….

Vielleicht war es ganz gut, daß wir nicht aus unmitteberer Nähe zusehen mußten, wie unser Hof mit 84 anderen Gehöften und dem 90jährigen Schul-und Bethaus in Flammen aufgingen.

Nachher erfuhren wir, daß in jener Nacht Haus für Haus ganz systematisch angezündet wurde. Die Russen wollten freies Schußfeld gegen die von Kraszew her angreifende deutsche Armee haben. Aber der Stellungskrieg, auf den sich die Russen am Grünberger Wald eingerichtet hatten, fand nicht statt. Nach kurzen, aber für beide Seiten verlustreichen Gefechten zogen sich die russischen Truppen ostwärts in Richtung Koluszki zurück. Was auf jenen Tagen übriglieb, war neben den Trümmern zweier deutsche Dörfer der große Soldatenfriedhof am Ausgang des Weges von Grünberg nach Wilhelmswald, wo nahezu 1200 Gefallene, Russen und Deutsche, beieinander ruhen. Die Toten der schweren Kämpfe im Lodzer Raum sind auf dem Gräberberg bei Rzgów bestattet. In Königsbach ist von der Zivilbevölkerung lediglich die gelähmte Dorfarme names Christine Kainath in der Flamen ihrer armseligen Unterkunft ums Leben gekommen.

Und nun wieder zurück zu unserem Verschlepptenzug. Am dritten Tag unserer unfreiwilligen Reise wurden wir zur Bahnstation Rokiciny in Marsch gesetzt. Auf Fragen Neugieriger antworten die Wachen: „Das sind Deutsche. Vieleicht werden się erschossen, vielleicht geht es ab nach Sibirien” Auf dem Banhof in Rokiciny wurden wir in Reih und Glied aufgestellt und wieder gezählt. Vor dem Stationgsebäude stand ein Zug unter Dampf, wir nahmen an, daß wir von hier aus nach Sibirien verfrachtet werden sollten. Nach etwa einstündigem Warten – man hörte dumpfe Granateinschläge – erschien ein russischer Offizier und ließ uns durch einen Dolmetscher sagen, daß er Auftrag hätte, uns nach Sibirien zu schicken. Er wolle aber Gnade ergehen lassen und uns freies Geleit geben, nur müßten wir ostwärts ziehen. Wer den Versuch mache, westwärts in Richtung Front zu gehen, würde erschossen. Zwei km ließ er uns noch von Soldaten „begleiten”, dann waren wir frei und konnten uns in der nächsten polnischen Ortschaft eine vorläufige Unterkunft suchen. Erstaunlich, wieviel Verständnis unsere polnischen Gastgeber für unsere Lage aufbrachten. Vielleicht war es die Nähe der deutschen Front, die uns das Wohlwollen der Polen einbrachte: Się hoffen, in uns Fürsprecher zu finden, wenn die deutschen Truppen einrücken sollten. Nach acht Tagen bangen Wartens versuchten einige Erwachsene, die Lage zu erkunden. Się kamen nicht weit, denn das Kriegsgeschehen war kaum eine Wegstunde von uns entfernt. Aber in der darauffolgenden Nacht hörten wir den Durchmarsch russischer Truppenverbände. Als tagsüber alles still blieb, beschloß der Familienrat, am nächsten Morgen die Heimfahrt anzutreten.

Auf dem Wege nach Königsbach wurden wir bei Anbruch der Dunkelheit in der Nähe von Karpin von deutschen Posten im Empfang genommen, mit einem Schlag Erbsuppe und Schwarzem Kaffee versogt und in ein Nachguatier eingewiesen. Am nächsten Morgen brachten wir zu letzten Etappe unserer Heimfahrt auf uns standen um die Mittagszeit vor den verkohlten Balken und noch, auf dem Hof ein Ackerwagen und ein paar Geräte. Meine Mutter starrte nur fassungslos auf die Trümmer die Männer nach brauchbarem Material, nach Hacke und Spaten suchten. Zum Glück waren in einer Feldmiete noch Kartoffeln. All dies ereignete sich wenige Tage vor Weihnachten.

 


Bukowiec - Königsbach - Szkoła - Die Schule - Otto Heike - cz.1

 

 Po zamieszczeniu materiału poświęconego religii, dokładniej kościołowi ewangelickiemu w Bukowcu' autorstwa Otto Heike w jego książce 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945 , czas na następny rozdział poświęcony szkolnictwu w tej wsi. Szkoła i kościół były bardzo mocno powiązane ze sobą, szkoła znajdowała się na terenie przykościelnym, nauczycielami byli także pastorzy jak i kantorzy. Materiał znajduje się w tej książce na stronach 254-261. 



                                               SZKOŁA

 

      Oprócz codziennych trudności dla osadników w pierwszych miesiącach po przybycia do Bukowca, na równi stawiano budowę domów mieszkalnych, budynków gospodarczych jak domu modlitwy i budynku który będzie mieścił dzieci, aby mogły pobierać nauki. Każdy miesiąc bez nauki był czasem straconym. Minęły dwa lata jak podjęto decyzję o budowie szkoły,  wyznaczono do tego działkę leżącą za obecnym cmentarzem ewangelickim w kierunku Kurowic. Był to budynek z tradycyjnego w Niemczech muru pruskiego, dach był pokryty słomą. Mieszkańcy sami się opodatkowali, mimo, że pierwsze lata nie przynosiły dochodów z uprawy ziemi, raczej przynosiły straty, koszty budowy wyniosły 50 Reichstalarów. Był to wielki wysiłek, te koszty to nie wszystko, trzeba było zatrudnić nauczyciela, któremu trzeba było płacić pensję. Skontaktowano się z odpowiednimi władzami w temacie nauczyciela. Wszystko było przygotowane do uroczystego otwarcia szkoły, kiedy przypadkowa iskra z komina, zniweczyła plany i nadzieje na naukę ich dzieci, budynek spłonął doszczętnie. Bardzo ciężko przeżyto ten tragiczny w skutkach pożar, ponownie składano pieniądze na budowę nowej szkoły. Trwało to następne dwa lata, Postanowiono, że nowa szkoła będzie zbudowana w nowym miejscu, tzn. na zakręcie łączącym obecne ulice Dolną i Górną. Działka pod przyszłą szkołę i kościół należała do wdowy Renner, zaproponowano jej działkę na której znajdowała się poprzednia szkoła, przystała na tę propozycję i tak zaczął się następny etap szkolnictwa w Bukowcu.

    Nowy budynek znów został zbudowany również z muru pruskiego, był on zdecydowanie większy od poprzedniej szkoły. W jego murach znalazła miejsce sala lekcyjna która mogła pomieścić 80-ro uczniów i uczennic, także trzypokojowe lokum dla nauczyciela. W drugiej części znajdowała się sala modlitwy z miejscem dla chóru i dwoma bocznymi krużgankami. Lekcje odbywały się dwuzmianowo, tzn. podzielono 70-ro dzieci na dwa oddziały. Ławki były troszeczkę inne niż obecnie, były dłuższe, w jednej mieściło się od 6 do 8-ro uczniów. Miejsce dla nauczyciela było na podwyższeniu, aby miał wgląd na ponad 30-kę dzieci, dziewczynki i chłopcy siedzieli oddzielnie… Jak wspomniałem, w szkole nauczał tylko jeden nauczyciel (z pewnością na względzie były oszczędności), jego zadaniem była nauka niemieckiego (pisanie, ortografia), religia, matematyka i pozostałych przedmiotów. Niestety, nie zachowały się żadne dokumenty w aktach parafialnych dotyczące osoby pierwszego nauczyciela. Otto Heike wspomina, że: „Najwyraźniej pierwszym zajęciem na stanowisku nauczyciela było rozwiązanie awaryjne, ponieważ „porządnego” nauczyciela w Bukowcu można było zdobyć dopiero w 1811 r. w osobie Johanna Schenzela.” Schenzel przybył do Bukowca z  z Kleinengstingen (Jura Szwabska), był w związku małżeńskim, którego owocem był dwuletni syn, także o imieniu Johann, który w przyszłości będzie bardzo ważną postacią w historii tej wsi.

     Jak wszędzie, musiał być zewnętrzny nadzór nad szkołami, w przypadku Bukowca od 1820 roku, taką funkcję sprawował katolicki kaznodzieja z Mileszek. Zdecydowanie nie zgadzali się z taką sytuacją mieszkańcy wsi, w której to zaledwie 1% mieszkańców było wyznania katolickiego. Taki stan rzeczy trwał długo, bo dopiero w 1844 roku nastąpiła zmiana, kiedy to stanowisko wizytatora otrzymał pastor ewangelicki Daniel Biedermann z Pabianic. Jego zadaniem było nie tylko bieżące śledzenie poczynań w szkole, także składanie do wyższych instancji corocznego sprawozdania w językach polskim i niemieckim. Jeszcze w latach trzydziestych XX wieku kopie takich raportów znajdowały się w aktach parafii ewangelickiej w Pabianicach.

     Jedyny, zatrudniony nauczyciel w szkole w Bukowcu pełnił również funkcję kantora. Wprost nie do wiary ile dodatkowych obowiązków spadło na barki Schenzela, do jego zadań należało: czytanie kazań (dlaczego, napisze w rozdziale o kościele) i gry na organach podczas niedzielnych mszy, brania udziału w obrządku chrzczenia dzieci, nauk przed przyjęciem bierzmowania, także odczytywania modlitw podczas pogrzebów. To nie był koniec jego obowiązków. Spełniał po części także funkcję sołtysa, w szczególności w kontaktach z zewnętrznymi władzami, a odpowiedzialność była wielka, kiedy to walczono o sprawiedliwe ustalenie odsetek dziedzicznych, roszczeń odszkodowawczych dla osadników, jak i dbanie o interesy mieszkańców przed Domeną w Pabianicach, czy też przed sądami.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                  DIE SCHULE

 

    Es muß den Siedlern in Königsbach hoch angerechnet werden, daß sie als eine ersten Gemeinschaftsaufgaben den Bau einer Schule und eines Bethauses in Angriff nahmen. Vom alten Heimatgebiet her waren sie es gewohnt, ihre Kinder zur Schule zu schicken, und diese Bildungschance wollten sie ihnen auch am neuen Wohnort schaffen.

    Bereits im Sommer 1804 bauten die Königsbacher an der Stelle, wo sich die Dorfstraße der Oberdorfes mit dem befestigten Weg von Kraszew nach Kurowice kreutz, ein Schulhaus in Fachwerk und mit Stroh gedeckt. Außer der Eingenarbeit hatten die Siedler für diesen bau auch Bargeld in Höhe von 50 Reichstalaren aufzubringen. Obwohl sie laut Erbverschreibung verpflichtet waren, Beiträge an barem geld und Naruralien zum Unterhalt des Schulmeisters aufzubringen, war der Schulbau bei den kargen Einkünften der Einhüfner und Häusler eine großartige Leistung. Schließlich hatten die meisten noch mit dem bau von Notunterkünften für Menschen und Vieh sowie mit Rodungs- und Entwässerungsarbeiten vollauf zu tun. Sie waren auch bereits, aug eigene Kosten einen Schulmeister einzustellen und hatten in dieser Angelegenheit auch schon Kontakte mit den zuständigen Stellen ihres Herkunftslandes aufgenommen. Aber da geschah das Unglück. Wahrscheinlich war von einem Rodungsfeuer ein Funke auf das strohgedeckte Schulhaus getrieben worden; den Neubau fing Feuer und wurde vernichtet, ehe er überhaupt seinem Zweck übergeben werden konnte. Ähnlich war es den Kolonisten im benachbarten Grömbach ergangen, wo ebenfalls ein Rodungsfeuer das Schulhaus in Brand gesetzt hatte.

     Es dauerte nahezu zwei Jahre, ehe an die Errichtung eines neuen Schulgebäudes gedacht werden konnte. Der Grundstein wurde aber nicht an der gleichen Stelle gelegt, sondern in der Mitte der Dorfes, wo das Oberdorf auf die in nordwestlicher Richtung verlaufende Straßenzeile des Unterdorfes stieß. das Grudstück erwarb die gemeinde von der Witwe Renner, die an anderer Stelle einen Streifen des bisherigen Schullandes erhielt. das neue Gebäude war wiederum ich Fachwerk errichtet und enthielt auf der einen Seite ein geräumiges Schulzimmer, in dem 80 Kinder Platz fanden, und eine  aus drei Räumen bestehende Lehrerwohnung. Den anderen Teil Hauses nahm ein großer Betsaal ein, der mit einem Chor und zwei Seitenemporen ausgestattet war. Um die Mitte des Jahrhunderts, wahrscheinlich 1853, leistete sich die Gemeinde den Einbau einer kleinen Orgel.

    Die schule wurde anfangs von etwa 70 Kindern besucht, die in zwei Abteilungen vor- und nachmittags Unterricht erhielten. Auf langen Holzbänken saßen je 6 bis 8 Kinder, die Mädchen von den Jungen getrennt, und schauten auf den erhöht sitzenden Lehrer, der sie im Buchstabieren und Lesen, in der religion, später auch im Schreiben und Rechnen zu unterweisen hatte. Über die person das ersten Lehrers befanden sich in den Akten des Kirchspiels von Pabianice, zu dem Königsbach gehörte, keine Aufzeichnungen. Anscheinend war die erste Besetzung der Schulmeisterstelle eine Notlösung, denn ein "ordenlicher" Lehrer für Königsbach konnte erst 1811  in der Person des Johann Schenzel gewonnen werden. Dieser  Schulmeister kam aus Kleinengstingen auf der Schwäbischen Alb, er war verheiratet und hatte einen zweijähringen Sohn, ebenfalls Johann, der 1830 die Nachgolge auf der Lehrerstelle antrat.

     Die Schulaufsicht wurde um 1820 von dem polnisch - katholischen Pfarrer von Mileszki ausgeübt, aber die Elternschaft legte gegen gegen diese Regelung bei der Regierung Beschwerde ein, weil bei nur 1% katholischer Kinder die Visitation durch einen katholischen Geistlichen nicht gerechtfertig sei. So wurde 1844 der evangelische Pastor Daniel Biedermann aus Pabianice mit der Aufgabe eines Schulvisitators betraut. Er hatte nach jeder Visitation, mindestens einal im Jahr, einen schriftlichen bericht in deutscher und polnische Sprache anzufertigen. Abschriften solcher berichte befanden sich noch in den dreißiger Jahren in den Akten der evangelischen Kirchengemeinde in Pabianice.

     Der Schulmeister war natürlich als Kantor der Gemeinde auch verpflichtet, zum sonntäglichen Gottensdienst die Predigt zu lesen und Orgel zu spielen, bei Bedarf Kinder zu taufen, de3n Konfirmamandenunterricht zu erteilen und bei beerdigungen die vorgeschriebenen gebete zu sprechen. In vielen Fällen, besonders im Verkehr mit dem Behörden, hatte der Lehrer auch den Dorfschulzen zu vertreten. So hatte z. B. Lehrer Schenzel die Interessen der gemeinde vor dem Polizeigericht und beim Domänenamt in Pabianice wahrgenommen, als es um die endgültige Festzetzung der Steuerforderungen des Staates, des Erbzinses und der Entschädigungsansprüche der Kolonisten ging.

 





sobota, 3 grudnia 2022

Bukowiec - Königsbach - Kirchliche - Kościół - Otto Heike - cz. 3

 

     Budowniczowie pracują z wzorową energią, ściany małego kościoła i szkoły są połączone z nim pośrednim budynkiem, który już górował nad Manshöhe, tak aby kamień węgielny można było włożyć 15 lipca. W uroczystości wzięła udział nie tylko cała społeczność, ale także liczni goście z okolicznych wsi i Łodzi, przedstawiciele Stowarzyszenia na rzecz Niemieckości za Granicą, Stowarzyszenia Gustawa Adolfa, organizacji kościelnych i świeckich oraz posłów władz cywilnych i wojskowych. Odpowiedzialny lokalny pastor delegat, pastor Rudolf Schmidt z Pabianic, modlił się ze zgromadzeniem o powodzenie budowy, a także wygłosił mowę poświęcenia, na której oparł tekst z Koryntian: „Nikt nie może podać innego powodu, z wyjątkiem tego, który jest złożony, którym jest Jezus Chrystus. " Tak jak cały budynek spoczywa na fundamencie, tak całe nasze życie powinno być zbudowane na nauce Chrystusa. We wszystkich potrzebach życia człowiek znalazłby krzepiącą siłę w Bogu; tylko od Niego przyjdzie błogosławieństwo dla naszej codziennej pracy i ukończenia rozpoczętej budowy.

     Jako drugi mówca, pastor wojskowy Lic. Althaus we wzruszającym kazaniu wspominał grudniowe dni 1914 r., Kiedy do domów i starej sali modlitw wrzucano pochodnię z wojny. Po słowie z Listu do Rzymian: „Nie wstydzę się ewangelii Jezusa Chrystusa”, mówca odniósł się do lojalności Königsbacher wobec wiary ojca i języka ojczystego. Następnie dodał dosłownie: „Cierpiałeś za swój język i za wiarę. Bóg też o tym nie zapomina! Błogosławi cię obficie i niech jego święte słowo od pokoleń będzie chlebem życia”.

     Certyfikat został podpisany przez lokalnego proboszcza, gości honorowych i członków komitetu budowlanego. Pastor Rudolf Schmidt poświęcił kamień węgielny i zadał pierwsze trzy uderzenia młotem. Następnie proboszcz Geißler jako przedstawiciel konsystorza, pastor Dietrich jako przedstawiciel parafii św. Loehrs, starszy radny v. Bernewitz, District Administrator v. Kessel, rządowy budowniczy Schräder, okręgowy inspektor szkolny Gümther, leśniczy Heyer, jako przedstawiciel niemieckiego stowarzyszenia Eichler i Flierl, budowniczy Arndt i członkowie komitetu budowlanego. Uroczystość zakończyła się podziękowaniem miejscowego proboszcza dla przedstawicieli władz, licznych gości honorowych, czynnego komitetu budowlanego i społeczności ofiarnej. A kiedy zabrzmiała piosenka Lutra „Mocny zamek jest naszym Bogiem”, wielu uczestników płakało z wdzięczności i wewnętrznego wzruszenia.

    Jesienią 1917 r. Ówczesny generalny gubernator okupowanego obszaru Beseler przyjechał do Königsbach, aby zapoznać się z osadą szwabską, która tak mocno ucierpiała podczas wojny. Architekt rządowy Schräder skorzystał z okazji, aby przedstawić przegląd stanu prac budowlanych, projektu kościoła i trudności w finansowaniu. Schulhor pod kierunkiem nauczyciela i kantora Karla Meiera zachwycił gościa kilkoma piosenkami, a ponad 70-letnia Christine Kepler wyrecytowała wiersz napisany przez nią z okazji wmurowania kamienia węgielnego:
Chwała ludziom, którzy potrafią krzyczeć,
jeśli pójdzie drogą Boga,…

    Salę kościelną na około 400 miejsc sklepiono pośrodku „drewnianą beczką”, zaopatrzoną w ołtarz ambonowy i boczne empory oraz organową nad wejściem. Wnętrze zostało pomalowane na jasne, wyraźne kolory i otrzymało ciepłe, złociste światło przez zabytkowe szklane okna.
Sala kościelna, ozdobiona kwiatami i jodłowymi girlandami, nie mogła pomieścić wszystkich parafian w dniu inauguracji, ponieważ podobnie jak poprzednio, na wmurowanie kamienia węgielnego ponownie pojawili się liczni goście honorowi i współwyznawcy z okolicznych wiosek. . Ku wielkiej radości Königsbacher, pastor-gubernator Althaus wygłosił uroczyste kazanie. Jego słowa były zarówno modlitwą dziękczynienia, jak i uwielbienia dla Boga. Nie zapomniał też wspomnieć o lojalności, gorliwości i gotowości do poświęceń ludności Königsbach oraz braterskiej pomocy Rzeszy. Adolf Eichler, który wraz z Lic. Paulem Althausem był jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników budowy kościoła, napisał festschrift jako dar konsekracji kościoła, w którym przedstawiono krótką historię osady, trudne losy rodziny Königsbacher w Zaprezentowano pierwszy rok wojny oraz odbudowę kościoła i szkoły. W załączniku załączono akt dziedziczenia z Pruskiej Izby Wojny i Domen dla kolonisty Martina Kiehlera, który otrzymali wówczas wszyscy osadnicy ze Szwabii.
Szczególnie szczególna była lista zawarta w okolicznościowym wydaniu wszystkich urzędów, organizacji i osób, które wsparły budowę kościoła i wystrój wnętrz poprzez darowizny i darowizny wyposażenia. Przyjaciele pastora Eugena Engela, który przed pierwszą wojną sprawował urząd w Königsbach, ofiarowali ołtarz i ambonę; Siostry z ludowej opieki duszpasterskiej przez kilka miesięcy wykonywały na niej hafty artystyczne. Niestety nie było już potrzeby kupowania organów, kantor musiał zadowolić się fisharmonią aż do drugiej wojny światowej.

     W okresie międzywojennym życie kościoła nie zostało w żaden sposób utrudnione. Trwały nawet starania, aby przekształcić Königsbach w niezależną parafię. Najwyraźniej jednak chłopi obawiali się dodatkowego obciążenia podatkowego, które wraz z ustaleniem własnej decyzji, aż do września 1939 r., Dodało nowe punkty historyczne dla organizacji kościelnej.

    1 marca 1931 r. Julius Horn został wikariuszem parafii w Pabianicach i przybył do Königsbach w zastępstwie aktów duchowych. Po śmierci pastora Rudolfa Schmidta w dniu 24 marca 1938 r. Kongregacja oddziału w Königsbach była wyłącznie odpowiedzialna za pastora Horna, który miał już dobry kontakt z kongregacją i był szczególnie popularny i szanowany przez młodsze pokolenie.

     W międzyczasie, w porozumieniu z władzami Kraju Warty w Łodzi, utworzono odrębny konsystorz, który w ramach reorganizacji administracji kościelnej zarządził odłączenie parafii od Kirchenspiel Pabianice i przydzielił Königsbach miejscowemu opiekował się nim pastor sąsiedniego Andrzejowa. W pewnym sensie było to wygodne rozwiązanie, ale kongregacja głęboko żałowała, że ​​zastąpił pastora Horn. Obecnie odpowiedzialny miejscowy pastor Ostermann z Andrzejowa sprawował nabożeństwa i wykonywał wszystkie czynności kościelne. Nauczycielowi Karlowi Meierowi, który pracował jako kantor przez 25 lat, nie pozwolono już odprawiać czytania, chrzcić dzieci ani odprowadzać zmarłych na cmentarz; pozwolono mu jedynie objąć urząd organisty i powierzył mu kierowanie nowo utworzonym urzędem stanu cywilnego. Kilkakrotnie był w poważnych tarapatach, ponieważ kilku młodych zapaleńców i prawdopodobnie także złowrogich „kolegów” zarzuca pobożnemu kantorowi, że naruszył nazistowską ideologię na lekcjach w szkole, a także na niedzielnym nabożeństwie. Tutaj jednak większość mieszkańców broniła swojego kantora i dyrektora najlepiej, jak potrafiła. Pozostało więc kilka upokarzających przesłuchań i przyzwolenie na grę na organach w kościele i skromną pomoc kongregacji w sprawach honoru.

     Na początku 1945 roku rozpoczęła się druga katastrofa w historii parafii ewangelickiej w Königsbach. Po ucieczce i rygorystycznym wydaleniu pozostawiono tylko starców, chorych i kalekich, bez opieki duchowej i jakiegokolwiek wsparcia. Polskie władze lokalne pozwoliły przynajmniej na pochowanie na wiejskim cmentarzu członków kongregacji zmarłych z głodu i niedostatku. Polscy rolnicy z Kraszewa, którzy wrócili do swoich gospodarstw, czasami udostępniali nawet wózek do transportu zwłok.

   Mały kościółek, zbudowany w 1917 roku, stał pusty przez kilka lat. Rozbierano nieuszkodzoną konstrukcję i materiały do budowy innych budynków. Od tego czasu z wieży kościoła katolickiego w Kurowicach dzwoni dzwon z tego kościołą*. Dęby Lutra posadzone na szkolnym dziedzińcu 31 października 1917 r. z okazji 400. rocznicy wysłania tez w Wittenberdze musieli wyciąć uczniowie - dzieci obecnych mieszkańców wsi, aby symbolicznie udokumentować całkowite wykorzenienie niemieckiej przeszłości szwabskiej wioski.

* drugi dzwon z kościoła w Bukowcu znajduje się na wieży kościoła katolickiego w Woli Rakowej (mój przypisek)

Bukowiecka świątynia w latach 30-tych XX wieku. Źródło: Ostlandbild/Rode, 1937, Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi

Mit beispielhaften Elan setzen sich die Bauleute ein, die Mauern des Kirchleins und der durch einen Zwischenbau mit ihm verbundenen Schule ragten bereits über Manshöhe empor, so daß am 15 Juli die feierliche Grundsteinlegung vorgenommen werden konnte. Zu dieser Feier war nicht nur die ganze Gemeinde erschienen, sondern auch viele besucher aus den Nachbardörfen und aus Lodz, Vertreter des Vereins für das Deutschtum im Ausland, des Gustav-Adolf-Vereins, kirchlicher und weltlicher Organisationen sowie Abgesandte der Zivil- und Militärbehörden. Der zuständige Ortspfarrer Abgesandeter, Pastor Rudolf Schmidt aus Pabianice, betete mit der Gemeinde um das Gelingen des Baues und hielt auch die Weiherede, der er einen Text aus dem Korintherbrief zugrndelegte "Einen anderen Grund kann niemand legen, außer dem der gelegt ist, welcher ist Jesus Christus." Wie auf dem Fundament der ganze Bau ruhen wird, so sollte sich auf der Lehre Christi unser ganzes Leben aufbauen. In allen Nöten des Lebens fände der Mensch in Gott stärkende Kraft, von ihm allein würde auch der Segen für unsere tägliche Arbeit und für die Vollendung des begonnenen bauwerkes kommen.

 

Als zweiter redner erinnerte Militärpfarrer Lic. Althaus in einer ergreifenden Predigt an die Dezembertage 1914, als die Brandfackel des Krieges in die Wohnhäuser und in den alten Betsaal geworfen wurde. Nach dem Wort aus dem Römerbrief: "Ich schäme mich des Evangeliums von Jesus Christus nicht" verweis der Redner auf die Treue der Königsbacher zu Väterglaube und Muttersprache. Er fuhr dann wörtlich fort "Ihr habt um eurer Sprache und um eures Glaubens willen gelitten. Gott vergesse es auch nicht! Er segne euch reichlich und lasse hier sein heilig Wort für Geschlechter hinaus Brot des Lebens sein"

 

Die Urkunde wurde unterschrieben von dem Ortspastor, den Ehrengästen und den Mitgliedern des Bauausschusses. Pastor Rudolf schmidt vollzog die Weihe des Grundsteins und tat die ersten drei Hammerschläge. Dann folgten Pfarrer Geißler als Vertreter des Konsistoriums, Pfarrer Dietrich  als Vertreter der St.-Johannis-Gemeinde in Lodz, Pfarrer Eyth aus Neu-Sulzfeld, Gouvernementspfarrer Lic. Althaus, Polizeipräsident Dr. Loehrs, Oberregirungsrat v. Bernewitz, Landrat v. Kessel, Regierungsbaumeister Schräder, Kreisschulinspektor Gümther, Forstmeister Heyer, als Vertreter des Deutschen Vereins Eichler und Flierl, baumeister Arndt und die Mitglieder des bauausschesses. Mit Dankesworten des Ortspfarrers an die Vertreter der Behörden, an die zahlreichen Ehrengäste, an den rührigen Bauausschuß und an die opferfreudige Gemeinde schloß die warhaft erhebende Feier. Und als das Lutherlied "Eine feste Burg ist unser Gott" erklang, kamen vielen Teilnehmern aus Dankbarkeit und innerer Ergriffenheit die Tränen.

Im Herbst 1917 war auch damalige Generalgouverneur des bestzten Gebietes von Beseler nach Königsbach gekommen, im die im Kriege so hart mitgenommene Schwabensiedlung kennenzulernen. Regierungsbaumeister Schräder gab bei dieser Gelegenheit einen überblick über den Stand der Bauarbeiten,  über die Gestaltung des Gotteshauses und über die Schwierigkeiten der Finanzierung. Der Schulhor unter leitung des Lehrers und Kantors Karl Meier erfreute den Gast mit eingigen Liedern, und Christine Kepler, damals über 70 jahre alt, trug ein Gedicht vor, das die aus Anlaß der Grundsteinlegung verfaßt hatte:

Heil dem Volk, das jauchzen kann,

wenn es Gottes Wege gehet,…

 

Der Kirchenraum mit etwa 400 Sitzplätzen war in der Mitte durch eine "Holztonne" überwölbt, mit einem Kanzelaltar und  Seitenemporen sowie einer Orgelempore über dem Eingang versehen. Der Innenraum war in hellen, klaren Farbtönen ausgemalt und erhielt durch Antikglasfenster ein warmes, goldiges Licht.

Der mit Blumen und Tannengirlanden geschmückte Kircheraum konnte am Tage der Einwihung nicht alle Gemeindeglieder fassen, denn es waren wie auch vorher zur Grundsteinlegung wieder zahlreiche Ehrengäste sowie Glaubensgenossen aus banachbarten Döfrern erschienen. Zur großen Freude der Königsbacher hielt Gouvernementspfarrer Althaus die Festpredigt. Seine Worte waren Dankgebet und Lobpreisung Gottes zugleich. Er vergaß auch nicht, die Treue, den Eifer und die Opferbereitschaft der Königsbacher  Bevölkerung und die glaubensbrüderliche Hilfe aus dem Reichsgebiet zu erwähnen. Adolf Eichler, der neben Lic. Paul Althaus zu den eifrigsten Förderern des Kirchbaus gehörte, verfaßte als Kirchweihgeschenk eine Festschrift, in der eine kurze Geschichte der Ansiedlung, das schwere Schicksal der Königsbacher im ersten Kriegsjahr und der Wiederaufbau von Kirche und Schule dargelegt waren. In Anhang war auch eine Erbverschreibung der Preußischen Kriegs-und Domänenkammer für den Kolonisten Martin Kiehler angedruckt solche Erbverschreibungen hatten seinerzeit alle schwäbischen Siedler erhalten.

Von besonderer war das in der Festschrift enthaltene Verzeichnis aller Dienststellen, Organisationen und Einzelpersonen, die durch Spenden und Stiftung von Einrichtungsgegenständen den Kirchbau und die innenausstattung gefördert hatten. So stifteten Freunde des vor dem Ersten krieg in Königsbach amtierenden Pastors Eugen Engel eine Altar- und Kanzelbekleidung; die Kunststickerei daran hatten die Schwestern des allgemein beliebten Seelsorges in monatelanger Arbeit ausgeführt. Zur Anschaffung einer Orgel ist es leider nicht mehr gekommen, der kantor mußte sich bis in der Zweiten Weltkrieg hinein mit einem Harmonium begnügen.

 

Während der Zeit zwischen den beiden Weltkriegen wurde das kirchliche Leben in keiner Weise behindert. Es waren sogar Bemühungen im Gange, Königsbach zu einer selbständigen Kirchengemeinde zu reheben. Anscheinend aber fürchteten die Bauern die steuerliche Mehrbelastung, die mit der Gründung einer eigenen die Entscheidung hinaus, bis dann im September 1939, neue Geschichspunkte für die Kirchenorganisation auftragen.

Am 1 März 1931 wurde Julius Horn als Vikar in der Kirchengemeinde Pabianice eingestellt und kam nunmehr vertretungsweise zu geistlichen Amtshandlungen nach Königsbach. Nach dem Tode von Pastor Rudolf Schmidt am 24 März 1938 oblag die Betreuung der Königsbacher Filialgemeinde auschließlich Pastor Horn, der bereits vorher guten Kontakt zur Gemeinde gehabt hat und besonders bei der jüngeren Generation beliebt und geachtet war.

 

Inzwischen hatte sich im Einvernehmen mit den Behörden des Reichsgaues Wartheland in Lodz ein eingenes Konsistorium konstituiert, das im Zuge der Neuregelung der Kirchenverwaltung die Trennung der Gemeinde von Kirchenspiel Pabianice verfügte und Königsbach dem Ortspfarrer des benachbarten Andrzejów zur Betreuung zuteilte. Das war in mancherlei Hinsicht eine bequeme Lösung, doch hat die Gemeinde die Ablösung des Pastors Horn sehr bedauert. Der nunmehr zuständige Ortsgelische Pastor Ostermann aus Andrzejów hielt die Gottesdienste und nahm alle kirchlichen Amtshandlungen wahr. Der seit 25 Jahren als Kantor wirkende Lehrer Karl Meier durfte keine Lesegottesdienste mehr abhalten, keine Kinder mehr taufen und auch keinen Toten mehr zum Friedhof geleiten; man getattete ihm lediglich, das Organistenamt zu versehen und übertrug ihm die Führung des neu eingerichteten Standesamtes. Mewhrfach war er in schwere Bedrängnis geraten, weil ein paar jugendliche Heißsporne und wohl auch übelwollende "Kollegen" dem frommen Kantor unterstellen, er hätte im Schulunterricht und auch im sonntäglichen Lesegottesdienst gegen die NS-Ideologie verstoßen. Hier verteidigte jedoch die Mehrzahl der Einwohner ihren Kantor und Schulleiter mach besten Kräften. So blieb es bei einigen demütigenden Verhören und der Genehmigung, im Gottesdienst die Orgel zu spielen und der Gemeinde in bescheidenem Umfang in Galubensdingen beizustehen.

 

Anfang 1945 wurde die zweite Katastrophe in der Geschichte der evangelischen Kirchengemeinde Königsbach eingeleitet. Nach Flucht und rigoroser Vertreibung waren nur die Alten, Kranken und Gebrechlichen zurückgeblieben, ohne geistliche Versorgung und ohne jedweden Beistand. Die polnischen Lokalbehörden gestatteten wenigstens, die an Hunger und Entbehrungen verstorbenenen Gemeindeglieder auf dem Dorffriedhof zu begraben. Die wieder auf ihre Höfe zurückgekehrten polnischen Bauern aus Kraszew haben mitunter sogar ein Fuhrwerk für die Beförderung der Leichen zur Verfügung gestellt.

Das 1917 erbaute Kirchlein stand einige Jahre leer, erst 1949 entschied der "Rat des Kreises". das unversehrt gebliebene Bauwerk abzutragen und das Material für die Errichtung anderer Gebäude abzutransportieren. Die Glocke läutet seither vom Turm der katolischen Kirche in Kurowice. Die am 31 Oktober 1917 aus Anlaß der 400-Jahr-Feier des Thesenanschlags von Wittenberg auf dem Schulhof gepflanzte Luthereiche mußten Schulkinder der jetzigen Dorfbewohner fällen, um damit symbolisch die restlose Austilgung der deutschen Vergangenheit des Schwabendorfes zu dokumentieren.

* Die zweite Glocke aus der Kirche in Bukowiec befindet sich auf dem Turm der katholischen Kirche in Wola Rakowa. (meine Fußnote)