niedziela, 17 czerwca 2018

Bukowiec, ul.Rokicińska - Königsbach - Rodzina Kühler - Rodzina Enge - Rodzina Rometsch - cz.4

           Dwa ciekawe zdjęcia z z archiwum Ericha Kühlera. Pierwsze z nich pochodzi z początku lat czterdziestych ubiegłego wieku. Nie pamiętam tego budynku z lat dziewięćdziesiątych, wprowadziłem się do Bukowca dużo później. W mojej pamięci pozostanie ruina, którą zajmowali miejscowi piwosze..  Prywatna masarnia, która całkiem dobrze prosperowała przez lata, zatrudniała miejscowych mieszkańców, z nieznanych powodów splajtowała... Drewniany budynek należący dawnej do rodziny Enge, był przeznaczony na pomieszczenia biurowe i sklep masarni. Przez ostatnie lata ten budynek pozbawiony (rozkradzionych) wszystkich elementów metalowych, kabli elektrycznych, armatury sanitarnej, następnie okien i drzwi zaczął niszczeć. Zawalił się w dużej części dach, ruina była niebezpieczna dla przypadkowych przechodniów. Budynek rozebrano 3 lata temu, był on częścią kompleksu budynków miejscowej masarni. Nie można było pociągnąć do odpowiedzialności byłych właścicieli, gmina nie może rozebrać reszty ruin. Suma sumarum, widok który nie przynosi chwały naszemu sołectwu. Pomaga w małej części natura, która przy pomocy rosnącego dziko bzu i innych krzaków zasłania w części ten wstydliwy problem...



Mama  Ericha Kühlera, Emilja Kühler z jego siostrą na ręku. W oknie stoi pani Enge. Z lewej strony stoją: Erich i jego brat Horst.

 Dom rodziny Enge w roku 1991 (kadr z filmu Ericha Kühlera). Bukowiec, skrzyżowanie ulic Rokicińskiej i Górnej.


Piękne zdjęcie z archiwum Ericha. Na zdjęciu od lewej ciocia z Arno, babcia Emilie z Erichem, mama z wujkiem Karlem Rometschem.

czwartek, 14 czerwca 2018

Cmentarz ewangelicki - Bukowiec - Wandale


      Na początku maja tego roku zobaczyłem wyrwany metalowy krzyż, który dwa lata temu wraz z 6 innymi zabetonowałem w miejscu rozebranego muru cmentarnego, wzdłuż ulicy Rokicińskiej. Liczyłem, że będzie to symbol, granica dla ewentualnych wandali. Dwa lata spokoju, nie liczę drobnych incydentów, zaśmiecania, popijania piwa czy wódki. Nie pisałem, liczyłem, że to przypadek, dzisiaj jednak opadły mi ręce... Ten krzyż był dobrze zabetonowany, stał przy głównym wejściu na cmentarz.
      Nie oczekuję litości, czy też szacunku do mojej osoby, także mojego zaangażowania i setek przepracowanych godzin w przywracaniu godności spoczywających na cmentarzach ewangelickich województwa łódzkiego. Oczekuje szacunku do krzyży, symbolu wielu religii. Te wywrócone krzyże otrzymałem dzięki dobrej woli ludzi związanych z cmentarzami katolickimi w Tuszynie i Kurowicach (uratowano je przed przetopieniem w hutach).
       Jeśli ktoś myśli, że zrezygnuję, że poddam się, jest w wielkim błędzie, dzisiaj przepracowałem 2 godziny. "Nasz" cmentarz ewangelicki w Brzezinach okradziono z kilku dużych pojemników na wodę, z kwiatów. Nikt się nie poddał, tak będzie dalej....

       
      
      
                                                                                                        

niedziela, 3 czerwca 2018

Bukowiec - Königsbach - Rodzina Kühler - Cmentarz ewangelicki - Pożar - Rokicińska 713 - cz.3


    W wywiadzie z Anielą Kiler (Kühler) z dnia 5 marca 2015 roku znalazła się taka informacja:

........Ten stary dom rodzice sprzedali za kilka groszy, do tej pory jest zamieszkały. Po wojnie ten budynek z powodu pożaru, uległ zniszczeniu, ojciec dokładnie w tym miejscu odbudował także z bali podobny i tak mieszkaliśmy dalej. Teściowa z mężem i dziećmi mieszkali w malutkim domku na wsi. Nie przelewało się, mój przyszły mąż musiał w wieku 11 lat chodzić na służbę, teściowa najmowała się do kopania kartofli, starała się zabierać swoje dzieci ze sobą. Mieszkali w jednym domku z inną niemiecką rodziną. Pewnego razu, kiedy ich nie było w domu, dzieci sąsiadki rozpaliły ognisko, dom się spalił, w tym jedno z tych dzieci. Jak mama wróciła z pola, zobaczyła, że wszystko uległo spaleniu, tak ona jak i dzieci zostały w łachmanach. Moi rodzice byli ludźmi bardzo wyrozumiałymi i litościwymi. Przyjęli tę rodzinę pod wspólny dach. Mieszkali u nas w jednym pokoiku przez kilka lat.Tak też poznałam swojego przyszłego męża. Kiedy urodziłam swoją najmłodszą córkę, ojciec napalił w piecu, aby nagrzać w środku i przygotować wodę do kąpieli. Od iskry zajął się słomiany dach i budynek spłonął. Jak przyjechali strażacy, pozostało im tylko bosakami rozwalić stojące resztki murów. Odszkodowanie, które otrzymaliśmy z ubezpieczenia, było tak małe, że w zasadzie na nic nie starczyło. Budynek nie miał wartości, był stary, drewniany, dach słomiany. Ojciec jako cieśla, starał się zdobyć gdzie się dało troszkę drewna, mąż z ojcem jeździli po całej wsi, aby zdobyć słomę na pokrycie dachu. Przez pół roku mieszkaliśmy u sąsiadów. Jak mężczyźni ulepili jakoś tę chałupinę, to wróciliśmy do swojego domu.....

      Nie przypuszczałem, że rozwiązanie tragedii , która wydarzyła się maju 1945 roku będzie miało zakończenie! 
Erich Kühler podczas swojej wizyty na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu, wskazał palcem miejsce ostatniego spoczynku swojego młodszego braciszka Horsta. Pochowano go pośpiesznie owiniętego w materiał, na trumnę nie było nikogo stać...
      Zapytałem, cóż takiego się stało??
 Erich: - Po wojnie było bardzo ciężko o kawałek chleba, wszyscy ciężko pracowali na roli. Tego nieszczęsnego dnia mój braciszek poszedł do starszego kolegi, który był pod opieką swojego dziadka. Jego mama była w polu, nie przypuszczała, że wydarzy się tragedia... Dzieci bawiły się kuchni, paliło się w piecu, prawdopodobnie jeden z nich otworzył drzwiczki piecowe, kawałek palącego drewna wyleciał na podłogę. Na nieszczęście, dziadek który miał się opiekować wnuczkiem, nie wiedział o wizycie Horsta.. Kiedy zauważył płomienie ognia wydobywające się z drewnianego domu, wbiegł i wyniósł w ostatniej chwili swojego wnuka. Horst, podobno nie zauważył pożaru, bawił się dalej. Kiedy wszyscy się zbiegli, ugasili pożar, wśród zgliszczy znaleziono zwęglone malutkie ciałko. Horst pamięta doskonale ten moment, widział zwęglone ciałko swojego braciszka, widok ten pozostał w jego pamięci na zawsze...

                                            Emilia Kühler  ze swoimi dziećmi Horstem i Erichem.
      

         

Postaram się w miejscu, w którym znajdowała się mogiła malutkiego Horsta Kühlera postawić tablicę informacyjną z opisem tej tragedii.

sobota, 2 czerwca 2018

Bukowiec - Königsbach - Rodzina Kühler - Rokicińska 713 - cz.2

    We wcześniejszym materiale wspominałem o wizycie braci Kühler. Wcześniej dostałem skan zdjęcia na którym przed rodzinnym domem stoją rodzice Ericha i Alexandra. Nie przypuszczałem, że to jest dom który rozebrano przed ok. 4 laty! Znajdował się on na przeciwko delikatesów "Jawor" w Bukowcu. Spłonął w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach, życie stracił jeden z jego domowników. Stał dwa lata pusty, straszył wypalonymi oknami i ścianami, później podjęto decyzję o jego rozbiórce, pozostała czysta ogrodzona działka...
Tak zakończyła się historia rodzinnego domu Ericha Kühlera. Chciałbym dzięki uprzejmości wyżej wymienionego zaprezentować kilka zdjęć obejścia tej posesji, są piękne! Nie miałem czasu, aby zrobić dokładne skany, mam nadzieję, że kiedyś będę miał możliwość jeszcze raz je obrobić na skanerze. Wszystkie zamieszczone zdjęcia zrobione były w Bukowcu - Königsbach.




Niestety, nie mogłem zrobić wyraźniejszego skanu, brak czasu. na zdjęciu mama Ericha i Alexandra w bramie swojego domu. W tle pusty plac, na którym obecnie są Delikatesy "Jawor". Alicia Kühler - urodzona 02.01.1920 roku w Königsbach, zmarła 10.01.2009 roku w Zeit.

                                      Widok w kierunku Wygody.

                           Mama Alicia Kühler z synkami Horstem i Erichem.

                                           Erich Kühler i Arno (Vetter)

                                       Erich Kühler i Ella Keppler