poniedziałek, 1 lutego 2021

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.12

 

Czy rodziny które wyemigrowały można przypisać do określonych lokalizacji w południowych Niemczech, pyta Sebastian?


Otto Heike (3)pisze, że pierwsi osadnicy przybyli 2 lipca 1803 roku. Do końca tegoż roku osiedliło się już 337 osób. Wśród tych pierwszych osadników był Valentin Velker (Felker) z Niederhochstadt, bawarskiego Palatynatu z lewej strony Renu. To był przodek mojego ojca. Nawet w przypadku, jeśli moja matka mówiła o dwóch braciach Felker, którzy mieli być jednymi z pierwszych osadników. W drugim „rzucie” przyjeżdżających osadników był także Disselberger z Klein-Aspach koło Marbach / Wirtembergia, który mógł być przodkiem mojej matki. Urodziła się jako Disselberger. Friedrich Disselberger był jednym z pierwszych osadników pod koniec 1804 roku w sąsiedniej wiosce w Grünberg (Zielona Góra). Być może źle zrozumiałem moją matkę, gdy ona w 1945 roku powiedziała mi, że nazwisko Disselberger w Bukowcu/Königsbach pochodzi od dwóch braci, którzy należeli do pierwszych osadników. (3)

W drobiazgowej pracy Heike Otto nie można jednak potwierdzić, że większość łódzkich Königsbacherów pochodzi z Königsbach koło Pforzheim. (3)
Z lokalnej książki rodzinnej Königsbach koło Pforzheim, która ukazała się w 2006 roku, z listy emigrantów wynika, że w 1803 roku dwie rodziny Seefried, Johann i Conrad opuścili swoje dawne miejsce zamieszkania i skierowali się do Königsberg/Bukowca pod Łodzią z dokładną informacją o celu podróży. Mogła wyemigrować do Königsbach tylko jako cała rodzina. Jednak nazwisko ich nie pojawia się w książce „Schwabensiedlungen ...”. Nie pamiętam też, by takie nazwiska istniały w Königsberg/Bukowcu.

Dlatego bardziej prawdopodobne jest to, że strumień Miazga, przepływający obok Königsbach / Bukowca i król pruski, który mógł być ojcem chrzestnym nazwy wsi. Być może oba te czynniki odegrały pewną rolę (König – król, Bach – strumień).



                                      Mama Renate Helene Felker z domu Disselberger.


(3) – Heike, Otto: S.XII

(3) – Heike, Otto: S 112

(3) – Ebenda S.118 – 121/128

(3) – Ebenda S.123


Według Otto Heike, tylko cztery rodziny przybyły z Królewca / Bukowca koło Pforzheim, do Królewca / Bukowca i Grünberga, których nazwiska Seifert, Seefried i Krafft nie pojawiały się później w lokalnej kronice w 1945 roku. Inni, jak rodzina Rothów i Leglerów, pochodzą z Alzacji, inni, jak mój przodek Felker z Palatynatu po lewej stronie Renu.
Niektóre nazwiska nie odgrywały żadnej roli w 1945 r. (Lista gospodarstw w Königsbach i Grünberg z Otto Heike). Powodem tego jest to, że już na początku okresu osadniczego wielu osadników nie było w stanie znieść wysiłku polegającego na wycinaniu lasu i osuszaniu łąk torfowiskowych i albo przeprowadzało się i osiedlało na innych obszarach, albo wracało do swojej dawnej ojczyzny. Niektóre nazwisko również „wymarły”, ponieważ potomkowie byli tej samej płci i dlatego zmienili swoje nazwiska poprzez małżeństwo.
W najnowszej książce telefonicznej dotyczącej Sttutgartu, nazwiska, które odgrywają rolę w naszej rodzinie, to Keinath i Kiehler (Kühler).


Czy możesz babciu, powiedzieć coś o swoich rodzicach i dziadkach?


Moja mamusia urodziła się pod nazwiskiem Disselberger. Poślubiła Juliusa Felkera (akt małżeństwa moich rodziców). Więc Felker to moje panieńskie nazwisko i ma swoje korzenie w słowie „sokolnik”.
Związek między rodzinami Felker i Disselberger wyraźnie wynika z przedstawionych poniżej danych:

1. Rodzina mojej matki
Marie (ur. Bereth *) i Jacob Disselberger
Dzieci: Emma (Disselberger) i Johann Roth.
               Dziecko, Julius Roth *
               Theodor Disselberger i Olga Ohmenzetter
               Dwoje dzieci: Helmut i Lisa Ohmenzetter
               Olga (Disselberger) i Julius Schenzel
               Dwoje dzieci: Erwin i Hildegard Schenzel
               Wanda (Disselberger) i Christian Kainath
               Dwoje dzieci: Wilhelm i Lotte Kainath
               Helene (Disselberger) i Julius Felker
               Troje dzieci: Renate, Ruth i Annelise Felker


* Rodziny Bereth i Roth pochodzą z Alzacji. Inne nazwiska pierwszych osadników pochodzą z różnych miejsc w regionie Wirtembergii.



Babcia Renate Marie Felker z domu 
Kühler , na zdjęciu miała 76 lat z najmłodszym wnukiem, synem ciotki Elli, najmłodszej siostry ojca.


2. Rodzina mojego ojca
Urodzona Marie Kühler i Martin Felker
Dzieci: Martha
(Felker) i Hermann Löwenhaupt *
              Dziecko: Horst Löwenhaupt

              Julius Felker i Helene Disselberger (załącznik: akt ślubu)
              Troje dzieci: Renate, Ruth i Anneliese
             
Maria Felker i Fritz Rauh
              Dwoje dzieci: Hans i Kurt
             
Martin Felker, kawaler, zginął podczas II wojny światowej
              Elli Felker i Franz Eberl **
              Dziecko: Karl-Heinz Eberl
* pochodzący z Łodzi
** ożenił się po II wojnie światowej, pochodził z Czech, ówczesnych Sudetów.

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.11

 

    Były oczywiście osady, które od samego początku były dzielone z osadnikami różnego pochodzenia, jak sama Łódź. W 1806 roku Łódź była jeszcze wsią, w 1810 roku, było 510 mieszkańców, nie więcej niż w Königsbach. W 1821 roku miejsce to uzyskało prawo do zakładania fabryk, kładąc tym samym podwaliny pod rozwój przemysłowy. To był początek rozwoju w kierunku drugiego co do wielkości miasta w Polsce. Już w 1829 roku liczba ludności wzrosła do 4273. Ludwig Geyer z Saksonii założył pierwszą fabrykę bawełny w 1828 roku, a pierwszy silnik parowy wprowadził do produkcji w 1839 roku.

    Następnie Poznański i Schreiber zbudowali duże fabryki, które stale się rozwijały. Karl Geyer, potomek Ludwiga Gayera, został aresztowany i zamordowany 12 grudnia 1939 roku przez gestapo. Historycy nie są zgodni jeszcze, dlaczego Gayer i inny przemysłowiec, Guido John, zostali zamordowani. Niektórzy zakładają, że nie chcieli podpisywać Volkslisty, inni uważają, że to zbieg okoliczności. W polskiej prasie opublikowano informację, że dyskusja na temat podpisywania Volkslisty była w zasadzie obowiązkowa, ponieważ Niemcy musieli pozostać zdyscyplinowanymi, aby okrucieństwa wobec Żydów i Polaków można było uprawić bez żadnego sprzeciwu i oporu z ich strony. Zabójstwo powinno służyć jako przykład rządów gestapo. (11) Na początku XX wieku miasto liczyło już 320 000 mieszkańców.

    Miasto przekształciło się w miasto wielokulturowe, aż do ataku Hitlera na Polskę. Mieszkali tu ludzie różnego pochodzenia, niektórzy z nich akceptowali polskie zwyczaje lub kultywowałi własne.
Niemcy w większości należeli do religii protestanckiej, podczas gdy Polacy byli katolikami. Dobrze pamiętam, jak moja babcia mówiła o „ewangelikach” i „katolickach”, chociaż chodziło o Niemców i Polaków. Narodowość była dla niej mniej ważna niż religia.
Jak powiedział Otto Heike, ani razu industrializacja w Łodzi nie była w stanie „zmieszać” „czystych osad szwabskich”.
Mieszanie to okropne słowo, wydaje mi się, że brzmi jak „mieszane małżeństwo” i tym podobne. w języku nazistowskim.
W pokoleniu moich rodziców, (moi rodzice urodzili się w 1909 i 1914 roku), niewielka część z nich stała się także Rosjanami. Liczba Rosjan była najniższa, chociaż miasto i okolice były okupowane przez Rosję od około 100 lat.

    Tereny te zostały ostatecznie zagospodarowane przez „osadę i postęp” osadę niemiecką. Tak widzieli to władcy zainteresowani osadnictwem. Ponieważ koloniści osiedlili się jako wolni rolnicy, był to naprawdę duży krok naprzód dla kraju, jednak niezadowolenie polskich rolników podsycano. Oni wciąż byli poddanymi, feudalnie zależnymi, drobnymi rolnikami (10).
Te nowości przyspieszyły również zniesienie pańszczyzny. Początkowo jednak polscy rolnicy nie byli szczególnie zainteresowani osadnikami niemieckimi. Władysław Reymont opisuje to także w swojej powieści „Chłopi”, za którą otrzymał Nagrodę Nobla. W tej powieści są wyczuwalne starcia między polskimi rolnikami a osadnikami niemieckimi, którzy chcieli kupić ziemię od dużego polskiego właściciela ziemskiego. Zapobiegano takiej sprzedaży ziemi, wśród polskich rolników były ofiary, sprzedających karano niekiedy więzieniem.


10 - Kossäte - feudalnie zależni drobni rolnicy.

11 – Błażej Torański: Zagadka śmierci fabrykantów” Rzeczpospolita 14-15 .10.2000 i Janusz Wróbel”:”Kto zabił i dlaczego?” Rzeczpospolita 4-5.11.2000


    Po zlikwidowaniu feudalnego niewolnictwa i osiedleniu się niemieckich rolników, rolnictwo stało się bardziej wydajne, ale głównym problemem było zapewnienie biednym z południowych Niemiec środków do życia oraz zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa rządom pruskim. Także było zainteresowanie ze wszystkich stron. Jak pokazuje powyższy przykład, polscy właściciele ziemscy i szlachta byli również częściowo zainteresowani tym procesem. Po założeniu Königsbach i innych Szwabskich wsi, sprzedano także niektóre obszary Puszczy Wiskickiej (Wiskitno), położonej na południe od Tomaszowa, a należącej do hrabiego Ostrowskiego.

    Przed rozpoczęciem osadnictwa pruskiego od 1782 roku, powstało tu 49 niemieckich wiosek, na obszarach leśnych. Oprócz wiosek powstałych i utworzonych z przywilejami pruskimi, osadnictwo wiejskie na terenie Łodzi, o które zabiegali polscy właściciele ziemscy, trwało jeszcze w okresie Księstwa Warszawskiego i po 1815 roku, było promowane przez rząd kongresowy. (3)

niedziela, 31 stycznia 2021

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.10

 

    Mieszkańcy Königsbach / Bukowiec i Grünberg/Zielona Góra uciekali przed wojną. Moja matka urodziła się w marcu 1914 r. To oznacza, że ​​moi dziadkowie uciekali z małym dzieckiem i innymi dziećmi przed wojenną pożogą. Po zakończeniu walk połowa wsi, Dolnego Bukowca, szkoła i kościół już nie istniała. Dom moich dziadków się tam znajdujący spłonął. Wieś składała się wówczas z drewnianych domów, ze słomianymi dachami. Domy w Bukowcu Dolnym i Górnym były zbudowane pod kątem prostym i nadal ten rodzaj zabudowy działa. Przez wieś przebiega droga krajowa z Łodzi do Tomaszowa.
    Mój ojciec urodził się w Górnym Bukowcu.
    Mój dziadek ze strony ojca walczył w armii rosyjskiej podczas I wojny światowej. Wrócił z rosyjskiej niewoli nieuleczalnie chorych (choroba płuc). Zmarł w 1942 roku, na szczęście nigdy nie dowiedział się, że jego dwóch synów zaginęło. Wysłano ich do Stalingradu, dla nich był to natychmiastowy wyrok śmierci. Tak było. Żaden z nich nie wrócił z wojny do domu.


Dlaczego to było jak wyrok śmierci?


    Wszystkie raporty, historyczne prace o Stalingradzie opisują wiele możliwości śmierci. Zarówno Theodor Plevier, który opisuje takie sytuacje, którego powieść „Stalingrad” została wydana przez Aufbau Verlag w 1946 roku, jak i Bernd Urlich. Historycy przedstawiają piekło śmierci oraz cichej śmierci na śniegu i lodzie. Moja matka dowiedziała się od frontowego kolegi mojego taty, jednego z niewielu, którzy wrócili, że mój ojciec nie wrócił z Warty i jego ciała nie znaleziono. Odpowiada to metodą walk stosowanych przez Armię Czerwoną, która albo natychmiast zabiła, albo w nocy chwytała jeńców bez walki w zwarciu. Mój ojciec nie był bohaterem. Wolał śpiewać niż używać broni. Krawcy są na ogół delikatni. Zapytania w Biurze Poszukiwań w Moskwie, poprzez „Deutsche Dienstelle” w Berlinie nie przyniosły żadnych rezultatów. „Deutsche Dienstelle” odpowiada na piśmie, na ścisłe zapytanie, że mój ojciec jest wymieniony tylko wpisem z 1.08.1941. Brak powiadomienia o śmierci lub zaginięciu. To, czy kiedykolwiek dostanę odpowiedź od Moskwy, leży w gwiazdach.

    Piszą, że jak tylko wyniki będą nowe informacje, zostaną do mnie wysłane. Byłam w 1969 roku w Wołgogradzie, a następnie w Stalingradzie. Dziadek i ja wybraliśmy się na wycieczkę statkiem wycieczkowym na trasie Wołga-Don i spędziliśmy dzień w Wołogradzie. Wrażenia i uczucia, które mnie tam szturmowały, były nie do opisania. Wzgórze Mamaja z pomnikiem Matki Rosji było miejscem pielgrzymek, które odwiedzały matki, kobiety poległych żołnierzy. Trudno mi znieść, ile cierpienia ta walka przyniosła ludziom, w tym naszej rodzinie. Przewodnik miejski powiedział nam, Niemcom, że każdy centymetr ziemi w Wołgogradzie jest przesiąknięty krwią. Mój ojciec również wykrwawił się na śmierć lub zamarzł na śmierć, gdy miał 33 lata. Pozostawił wdowę, w wieku 28 lat i troje małych dzieci. Ostatni raz był na przepustce latem 1942 roku. Moja młodsza siostra miała pół roku, a ja miałem pięć lat.


                                        
                                              Ojciec Julius Felker, ur. 17.12.1909

     Powracam do pełnej wydarzeń historii Königsbach / Bukowiec. W związku z wydarzeniami z pierwszej wojny światowej Polska uzyskała suwerenność 11 listopada 1918 r. (Dzień deklaracji zawieszenia broni). Dzisiaj jest ważnym Świętem Narodowym, a 3 Maja Dniem Konstytucji. Łódź i okolice znajdowały się pod rządami pruskimi lub niemieckimi trzykrotnie przez kilka lat. Od 1795 do 1806 roku, od 1914 do 1918 roku, a najgorszym czasem dla narodu polskiego, był okres od września 1939 do stycznia 1945 roku.

    W akcję byli zawsze zaangażowani osadnicy niemieccy z XVIII i XIX wieku.
Jak już powiedziano, „Szwabowie” osiedlili się, aby pobudować farmy- gospodarstwa rolne. „W środkowej Polsce obok południowo-zachodnich Niemiec założono obok Königsbach inne szwabskie kolonie, Frriedrichshagen (Augustów) 1800, Schöneiche (Krasnodęby) 1801, Hochweiler (Markówka) 1801, Klein Górne (Małe Górne) 1801, Neu Württemberg (Tkaczewska Góra) 1801, Friedrichsruhe (Ustr. ) 1801, Engelhardt (Aniołów) 1801, Neu Sulzfeld (Nowosolna) 1802, Königsbach (Bukowiec) 1803, Kirschberg (Wiśniowa Góra) 1803, Erdmannsweiler (Kochanów / Janka) 1803, Birkenfeld (Brzozów) 1803, Grünberg (Zielona Góra) 1805 (sąsiednia osada Königsbach: wstawka RW) Wiontschin (Wiączyń) 1806, Neu Schwedelbach (Mikołajew) 1806 -
(10)

    Chociaż tylko osiem procent osadników wokół Łodzi pochodziło ze Szwabii i południowych Niemiec, Königsach, Grünberg i Leonberg były od samego ich powstania wsiami schwabskimi, zachowanymi do 1945 r. Były enklawami szwabskimi, które wciąż istniały w ich pochodzeniu, dzięki zachowaniu tradycji - języka, obyczajów, religii - wciąż byli rozpoznawalni jako Szwabowie w Polsce. Gdziekolwiek rozwijała się osada szwabska lub przeważali w niej Szwabowie, tradycje zostały zachowane.

10- HGK Information Nr.23, S.

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.9

 

Sebastian, pytasz, czym różni się dzisiejsza emigracja i imigracja w tamtych czasach?

    Z pewnością istnieje wiele różnic. Wtedy, jak i teraz, istniały i istnieją ekonomiczne i polityczne przyczyny egzystencjalne. Istnieją więc podobieństwa. Stała imigracja do Niemiec nie jest dziś pożądana. W tym czasie emigracja też była częściowo niepożądana przez książąt, ponieważ oznaczała również, że majątek wypływał z kraju. Siła robocza (prawdopodobnie chodzi o Turków), którzy zostali przywiezieni do kraju przez intensywną reklamę w latach sześćdziesiątych, powinni dziś wyjechać, po urodzeniu się drugiego i trzeciego pokolenia. Moi dziadkowie zostali wysiedleni, dzisiaj powinni wrócić do swojego kraju. Postępowanie z takimi ludźmi jest często nieludzkie.


Babciu, jak wyglądały te zmiany w twojej nowej ojczyźnie?


    Wiele z tego, co wam teraz powiem, będzie ogólnie znane z lekcji historii.
Był to czas powstawania państw narodowych, a największe i najpotężniejsze kraje chciały uzyskać dużą porcję ciasta. Prusy, Austria i Rosja często ponownie walczyły ze sobą, na przykład gdy Napoleon chciał podbić Europę.
    Należy poruszyć tylko te wydarzenia, które bezpośrednio wpłynęły na obszar łódzki. Z tego jednak wynika, że główne zmiany społeczne lub wydarzenia zawsze wpływają na jednostkę.

    Trzeci podział Polski miał miejsce w 1795 r. Dzięki temu Polska zniknęła z mapy jako niepodległe państwo. W latach 1795–1918 Polska została wymazana jako suwerenne państwo.
Obszar wokół Łodzi początkowo należał do Prus.

    Chciałabym przedstawić ogólny zarys tego, jak to się stało.
Podziały te w Polsce poprzedziły wojny śląskie w pierwszej połowie XVIII wieku. Prusowie pod Fryderykiem II zabrali duże części Śląska Habsburgom pod dowództwem Marii Teresy. Niemal cała Europa była zaangażowana w te konflikty austro-pruskie. Problemem był podział Europy. Wreszcie Prusy i Habsburgowie byli w tym czasie głównymi potęgami, pruskimi sojusznikami byli Saksonia, Rosja, Francja, Szwecja, a duża część książąt niemieckich była po stronie Habsburgów. W 1762 roku, po śmierci Carycy Elżbiety, Rosja opuściła sojusz antyfryzyjski. To była porażka Austrii w wojnie siedmioletniej. „Pokój Hubertusburga z 15 lutego 1763 roku przywrócił status quo. Śląsk pozostał pruski w granicach z 1756 r.”

    Po dziesięcioleciach wojen o Śląsk, region ten należał do Prus przez 200 lat. Był to uspokajający czas dla tego obszaru, co wiązało się także z sukcesem gospodarczym.

    Jak już powiedziałam, pruskie pragnienie parcia na wschód trwało po zdobyciu Śląska i z większym skutkiem zakończyło się podziałem Polski na Rosję, Austrię i Prusy. Stan ten istniał w przybliżeniu, jak powiedziałam do 1914/1918 roku.

    Jednak w związku z wojnami napoleońskimi kraj został ponownie podzielony między główne mocarstwa, które były również ważne dla kolonistów w Bukowcu. Po pokoju w Tilsicie w 1807 roku, Prusy musiały opuścić te tereny. Polskie Legiony walczyły po stronie Napoleona o wyzwolenie Polski. Za nimi podążały wojska rosyjskie i pruskie od Moskwy po Lipsk. W bitwie narodów pod Lipskiem w 1813 roku, zostali oni zmiażdżeni. W okolicach Großgörschen pod Lipskiem, naszym drugim domem po 1950 r., toczyły się walki między armią pruską i napoleońską, co przyczyniło się do podjęcia decyzji rozmów w Lipsku. Wiedeński Kongres Pokoju 1814/1815 roku, nie poparł Polski w jej dążeniach do uzyskania niepodległości. Przeciwnie, podział Polski między trzema mocarstwami został teraz „zreorganizowany”. Tereny wokół Łodzi były również terenem bitwy podczas I wojny światowej. Ten czas był określany jako tymczasowy niemiecki. Od 6 grudnia 1914 r. do listopada 1918 roku, Łódź była okupowana przez wojska niemieckie. Warszawa została przejęta przez Niemców w sierpniu 1915 r. W listopadzie i grudniu 1914 roku, walczyły bezpośrednio w Königsbach / Bukowcu i w Grünbergu (Zielona Góra) armie Niemiec i Rosji.
Dowódcą był pruski generał Litzmann, który walczył z armią rosyjską w bitewnym kotle i w tej bitwie pokonał Rosjan. W późniejszym czasie popierał także Hitlera. Dlatego z wdzięczności przemianowano Łódź na Litzmannstadt (1939-45).

sobota, 30 stycznia 2021

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.8

 

    Jeśli porównamy warunki własności z przeglądem z 1945 roku, to okaże się, że własność ziemi była mniejsza niż w 1806 roku i tylko nieliczni mogli na niej żyć. Musieli znaleźć nowe źródła dochodu. Dla przykładu, moja ojcowska babcia miała 4 hektary ziemi, czyli 16 akrów, niecałą połowę tego, co w latach 1803-1806 zostało przydzielone gospodarstwu jednoosobowemu. W Königsbach w ciągu ok. 120 lat nastąpiły takie zmiany, że warunki stały się podobne do tych w starej ojczyźnie na południu Niemiec. W tamtym czasie był to jednak powód do emigracji.

    Później, gdy Łódź rozwinęła się w zamożne miasto, rolnicy, głównie drobni rolnicy z Bukowca, jeździli wozami konnymi na targowiska w Łodzi na przedmieścia Pabianic i Widzewa, dawniej małych, niezależnych wiosek, na Rynek (Markt) i sprzedawali swoje produkty, które niekoniecznie były im potrzebne do samowystarczalności. Mój dziadek macierzysty, oprócz działalności rolniczej, która nie mogła utrzymać dużej rodziny, wykonywał także zawód stolarza i tokarza oraz dostarczał łódzkiemu stolarzowi meblowemu części toczone, np. lwie łapy do szaf i stołów czy kółka obrotowe.

    Coraz więcej członków mojej rodziny pracowało w Łodzi, tam widzieli swoją przyszłość. Moja matka miała czworo rodzeństwa i mojego ojca. Oprócz mojej matki, w Łodzi osiedliła się siostra matki i dwie siostry ojca. Większość „Königsbacher” w Łodzi to byli rzemieślnicy, mój ojciec, jego siostra i siostra mojej matki byli krawcami. Mąż cioci Emmy krawcowej, był piekarzem. Ta rodzina była w dobrej sytuacji drobnomieszczańskiej.

    Mająca wielkie aspiracje Łódź potrzebowała nie tylko robotników przemysłowych, ale także wszelkiego rodzaju rzemieślników, a także chałupników w Bukowcu/Königsbach produkujących dla manufaktury i fabryk. Na tym jednak nikt się nie wzbogacił, pomimo ciężkiej pracy i życia pełnego niedostatku. Nawet chciwość (pracowitość) Szwabów nie pomagała.


Jak się ludzie skonfigurowali - urządzali się w nowym miejscu? Jak mieszkałaś w nowym Königsbach?

    Oczywiście ludzie nie żyją samym chlebem, o to ci chyba chodziło, a o warunkach życia w jakich się dawnej żyło wcześniej wspominałam.
Tradycje kultywowane w Königsbach miały pozytywne skutki, takie jak spójność, solidarność, ale także miały negatywne strony. Konserwatyzm był bardzo mocny. Moi dziadkowie mówili po szwabsku i znali tylko kilka słów w języku polskim. Nawet pokolenie moich rodziców, które urodziło się i mieszkało w Königsbach, prawie nie znało języka miejscowego (Polskiego), chociaż odkąd Polska stała się niepodległa w 1918 roku, język polski był obowiązkowy w szkołach.



Mama Sabine, Helene Felker, z domu  Disselberger, ur. 4 marca 1914 roku, wśród uczniów na tle szkoły w Bukowcu - trzeci rząd od góry, czwarta od lewej.



    Pod względem językowym w szwabskich rodzinach w Königsbach - Bukowcu pojawiły się pewne osobliwości. Moja matka, urodzona w 1914 roku, uczyła się polskiego i niemieckiego w szkole, jej najstarsza siostra uczyła się rosyjskiego również w szkole. Niepożądane było również poślubienie kogoś kto nie wywodził się ze Szwabów. Jedna z moich ciotek, najstarsza siostra mojego ojca, poślubiła Niemca, ale „Łodziaka”. Nie jestem pewna, czy był wierzącym. Za kulisami mówiono, że był socjalistą. Ten związek małżeński był skandalem w środowisku Bukowca.

    Pomimo uczęszczania do szkoły gdzie uczono w języku polskim, tylko część tego pokolenia była w stanie porozumieć się mniej lub bardziej dobrze po polsku. Moja mama mówiła dobrze po polsku. Miała polską przyjaciółkę, która nagle zniknęła w 1940 roku. Wcześniej zatrzymano mężczyzn w tej rodzinie, ojca i męża. Męscy członkowie rodziny byli nauczycielami. Od samego początku naziści prześladowali i więzili polską inteligencję wywozili ich do obozów koncentracyjnych. Po wojnie moja matka nie mogła odnaleźć dawnej przyjaciółki, ślad tych ludzi zaginął.
Mój ojciec miał warsztat krawiecki, w których zatrudniał swojego kuzyna, polskiego pracownika i ucznia. Byłam ulubienicą w tym warsztacie i często tam przychodziłam. Warsztat znajdował się po przeciwnej stronie ulicy naszego mieszkania.

    Podczas wojny, kiedy moja matka musiała załatwiać sprawy, my często bywaliśmy u polskiej rodziny dozorców, co było niepożądanym, ponieważ był zakazany prywatny kontakt między Niemcami a Polakami. Warsztat mojego ojca przestał istnieć już od lata 1941 roku, ponieważ musiał iść na front i walczyć o „niemiecką ojczyznę”. Dlatego w tym czasie moja matka była „tylko” upominana przez „poruczników” nazistowskiego reżimu za kontakty z polskimi rodzinami.


Powrót do edukacji w Königsbach.


    W okresie od 1807 r. w Königsbach nauczano języka niemieckiego jako języka obcego, ponieważ gmina zapewniła takiego nauczyciela. Językiem urzędowym i szkolnym był język rosyjski w latach 1809–1918, a następnie polski, zgodnie z państwowym prawem. Nauczyciel języka niemieckiego w ostatnich latach Königsbach, pan Maier, również pracował jako nauczyciel religii. Podczas przerw mówiono także po niemiecku i szwabsku. Zacząłem tu szkołę w 1943 roku przez dwa miesiące, od września do listopada tego roku.

    Niemniej jednak w „Königsbacher Schwäbisch” i „Lodscher Deutsch”., terminy zaczerpnięte z języka polskiego, takie jak pomidor - Tomaten, Stróż - strażnicy, dozorca – Wächter = Hauswart, Błoto - Blott = Schlamm, brud – Schmutz, Britschke - bryczka = lekki wóz konny itp. Z pewnością były to w większości terminy, które prawdopodobnie nie istniały w języku szwabskim w czasie emigracji.

    Wymagana dziś integracja, a nawet asymilacja cudzoziemców w Niemczech była powolna i tylko w ograniczonym zakresie w Polsce i, jak już wyjaśniono, w niektórych wsiach nie było jej wcale, nawet gdyby podlegała odpowiednim władzom. Proces asymilacji rozpoczął się od uprzemysłowienia w Łodzi i pracy Szwabian z okolic Łodzi, a także poprzez małżeństwo Niemców i Polaków lub innych niemieckich osadników. Łódź stała się centrum wielokulturowym. Polacy, Niemcy, Żydzi i Rosjanie razem mieszkali w tym tyglu. Spowodowane było to historycznymi perypetiami wspomnianymi już powyżej. Mniejszość niemiecka miała w tym mieście własne szkoły, kościoły, gazety itp. instytucje kultury.

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.7

 

Werner Haker powiedział:

"Poszczególne przyczyny mogły mieć różną wagę w różnym czasie, ich skutki są jednoznaczne".

    Było to oczywiście najbardziej wyraźne, gdy kilka z tych przyczyn razem, wpłynęło na ludzi, gdy trudności i głód lub wojna - i ich konsekwencje - wywarły presję, wymagało to stosunkowo niewielkiej siły reklamy, aby zachęcić do emigracji.

    Plotka i nadzieja wystarczyły. Żeby móc lepiej zarobić na życie gdzie indziej. Jak już wspomniano, było wiele powodów, głównie głód i potrzeba. Ubóstwo było wielkie w południowych Niemczech.

    W każdym razie oczywiste jest, że większość emigrantów należała do osób słabych, co również spowodowało powstanie struktury społecznej i sytuacji w nowym domu.

    Wiadomo, że Polska była okupowana przez 125 lat przez carską Rosję, podzieloną na trzy części przez Prusy i Habsburgów. Polska miała przestać istnieć.

    Rząd pruski Fryderyka Wilhelma III chciał zająć okupowaną przez siebie część Polski, Prusy Południowe, z ludźmi, którzy byli mu lojalni. W Badenii, Wirtembergii i Palatynacie Wyborczym, a także na lewym brzegu Renu. W Badenii, Wirtembergii i Palatynacie Wyborczym, a także z lewego brzegu Renu, wysłał rekrutów, aby zdobyć kolonistów na ten teren. W większości przypadków rekrutom nie było zbyt trudno znaleźć ludzi chętnych do emigracji. W okresie od 1799 do 1805 r. osadnicy masowo przybyli na tereny wokół Łodzi. W okresie od 1800 r. do lata 1804 r. z samego Księstwa Wirtembergii do Polski pruskiej wyemigrowało 6087 osób, co stanowiło 56,9 procent ogółu emigrantów.

    Do Rosji, która znalazła się na drugim miejscu, było to 32,9%, do zamorskiej tylko 4,7% (6) całkowitej liczby emigrantów. Od tego czasu nie było prawie żadnych ogłoszeń. "Inaczej było w latach 1800/1804: już w 1799 r. rząd pruski za namową bardzo zainteresowanego króla Fryderyka Wilhelma III pracował nad planem systematycznej rekrutacji osadników w południowych Niemczech na tereny, które Prusy zaanektowały w wyniku drugiego i trzeciego rozbioru Polski, przede wszystkim dla "Prus Południowych", a następnie dla Nowych Prus Wschodnich, m.in. z zamiarem zabezpieczenia nowo zaanektowanych ziem przed ingerencją z zewnątrz (6). Posunęło się to tak daleko, że rząd pruski nie mógł dotrzymać złożonych obietnic i wielu emigrantów wróciło do ojczyzny jeszcze biedniejszych niż wcześniej lub wyemigrowało dalej do Rosji czy Galicji (Polska austriacka). Miejsce zwane później Bukowcem zostało założone w 1803 roku. Tego lata pierwsi osadnicy przybyli z Wirtembergii, Badenii, Palatynatu i z lewej strony Renu. Latem 1803 roku w Królewcu osiedliły się 63 rodziny osadnicze, liczące 337 osób, jak wkrótce nazwano osadę. Do końca 1805 r. było 71 osadników, 50 jednoosobowych (30 akrów ziemi na posiadłość) i 21 chałupników z zaledwie około 3-4 akrami ziemi.

    Z 3-4 akrów ziemi nie można było tu również wyżywić żadnej dużej rodziny, ponieważ rodziny te miały pięcioro i więcej dzieci, a gleba nie była do końca dobra. Tylko w połączeniu z dodatkową pracą lub rzemiosłem rodzina była bezpieczna. Koloniści musieli posiadać świadectwa umiejętności rolniczych i rzemieślniczych. Königsbachowie i Grünbergowie, jak mieszkańcy tych dwóch szwabskich kolonii nazywali siebie, osiedlili się w okresie od 1803 do 1806 r. Był to czas, w którym obszar ten został zajęty przez Prusów po trzecim rozbiorze Polski i został nazwany Prusami Południowymi, ale tylko do 1806 r.. Od tego okresu Łódź i jej okolice były zajmowane przez Rosjan aż do 1918 roku.


Co emigranci znaleźli w kraju, który miał stać się ich nowym domem?


    Ludzie byli często zwabieni do emigracji wielkimi obietnicami. Chociaż nie byli słabymi, pozbawionym chęciami do ciężkiej pracy, Szwabowie byli zaskoczeni warunkami bardziej niż trudnymi. Obietnice rekrutów nie zostały dotrzymane. Warunki dla kolonistów zmieniły się w porównaniu z obietnicami. Ziemia uprawna została obiecana. Nieznane były również warunki dotyczące wielkości gruntów w zależności od przynoszonej fortuny, dlatego też rozczarowanie było szczególnie duże dla Haüslera, który chciał pracować w gospodarstwie rolnym.

    Przydzielone nieruchomości składały się głównie z łąk leśnych lub wrzosowiskowych. Ziemia nie była szczególnie dobra. Można było uprawiać tylko żyto, owies, rzepak, ziemniaki i buraki pastewne. Nie można było pomyśleć o pszenicy czy burakach cukrowych. Aby łąki zaczęły przynosić plony, należało najpierw wykopać rowy melioracyjne. To wszystko nie mogło być zrobione w ciągu nocy. Pierwszą zimę osadnicy spędzili w prowizorycznych szałasach, także w jaskiniach ziemnych. Aby mieć bezpieczny start, koloniści potrzebowali co najmniej 300 do 1000 guldenów na jedno kopyto, czyli około 30 akrów ziemi. Zimy były bardziej srogie niż na południu Niemiec. Z przeglądu pierwszych osadników w Królewcu wynika, że większość z nich otrzymała miejsce rolnicze, a pod koniec 1806 roku było tam 50 miejsc rolniczych i 21 chałupników. Dopiero w 1808 roku wieś i osadnicy otrzymali ziemię.

    Przywileje rolników polegały na umorzeniu podatków na siedem lat i przekazaniu pieniędzy na budowę schronów, nasion i bydła. Emigranci otrzymywali pieniądze za podróż: 2 grosze na osobę za milę.

    Dieta do czasu, gdy możliwe było utrzymanie się z własnej gospodarki, 2 grosze dziennie na osobę, zwolnienie z podatku 3 do 6 lat.

    Zwolnienie budynków mieszkalnych i gospodarczych na koszt państwa, wyposażenia gospodarstwa, nasion. Inwentarz żywy (podstawowe wyposażenie) był również dostarczany przez państwo, odwadnianie na koszt państwa. Przekształcenie niezabudowanych lasów i terenów podmokłych w grunty orne zajęło trochę czasu. Dopiero po protestach osadników uzyskali oni należne im korzyści materialne i finansowe.

Wszystko to znalazło odzwierciedlenie w początkach Bukowca.

piątek, 29 stycznia 2021

Barcin - Zakład Siodlarsko - lakierniczy - Ludwik Idkowiak - Facebook

     Na Facebooku pod Nowe Życie Starej Fotografii

znalazłem trzy przepiękne zdjęcia z epoki. zamieściła je Pani Ewa Mazur. natychmiast napisałem na privat z prośbą o jej zgodę na ich umieszczenie. Takową otrzymałem, za co bardzo dziękuję!


Zdjęcia zostały zrobione w Barcinie. Jest to zakład siodlarsko - lakierniczy Ludwika Idkowiaka. Zdjęcie przy witrynie sklepowej rok ok 1940
Ewa Maria wysłał(a) Dzisiaj o 21:55Jest to zakład siodlarsko - lakierniczy
Ewa Maria wysłał(a) Dzisiaj o 21:55






Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.6

 

    My, głodujący, nie zawsze byliśmy radośnie witani w Großgörschen. Wioska została zalana osadnikami. Zdarzyło się, że nazywano nas policjantami i nadawano nam paskudny wygląd. Wkrótce jednak miałem przyjaciół w mojej klasie, którzy stali przy mnie. Jedna z nich miała piękne imię Gitta Marx. W tym czasie, oczywiście, nie znałem sławy kryjącej się za tą nazwą. Moja mama starała się dać nam dzieciom pewność siebie i wyjaśniła nam, dlaczego przyjechaliśmy do Großgörschen. Dlaczego opuściliśmy dom, że to nie nasza wina, że żyjemy w ubóstwie i że wojna jest winna wszystkiemu, że my, jak inne dzieci, musimy żyć bez ojca. Mimo to, miałam wątpliwości, czy naprawdę jesteśmy Niemcami. Mówiliśmy zupełnie inaczej niż ludzie z saksońskiej wioski. Nasz "Lodscher Deutsch", również "Königsbacher" (szwabski) bardzo różnił się od saskich. Również w szkole zauważyłem, że mieliśmy pewne idiomy, które nie odpowiadały gramatyce języka niemieckiego. Doprowadziło to do niepewności, ale również do ambicji, by dobrze się uczyć. Granice nie są przyjemne dla nikogo i są szczególnie trudne dla dzieci, ponieważ nie rozumieją okoliczności i strach jest w nich tworzony. W szczególności dzieci należały do tego środowiska, jak nikt inny potrzebowały chronionego środowiska, bezpieczeństwa.

    Czy myślimy o tym, jak czują się "azylanci", cudzoziemcy, "gastarbeiterzy", imigranci w Niemczech, kiedy spotyka ich, często nieufność, a nawet nienawiść? Stąd lokalna koncentracja cudzoziemców różnych narodowości w pewnych miejscach i okręgach. Czują się bezpiecznie w swoich grupach.

    Nam, dzieciom, było łatwiej się osiedlić niż mojej matce. My i wiejskie dzieci szybko przyzwyczaiłyśmy się do siebie, a po krótkim czasie moje siostry i ja należeliśmy do nich. W 1950 roku byliśmy ostatnimi przesiedleńcami w Großgörschen. Tylko w latach 90-tych dwie kolejne rodziny pochodziły z Rosji. Aby jeszcze raz było jasne, że jesteśmy pochodzenia szwabskiego i nie zostaliśmy wydaleni z Polski w 1945 roku.

    Moja mama i my nie uciekliśmy, mimo że większość naszej rodziny uciekła. Przybyliśmy do Niemiec w ramach łączenia rodzin. Migracja ludności w Europie i z Europy do Ameryki, Azji, Afryki i Australii w XX wieku była wynikiem kryzysów gospodarczych oraz straszliwych wojen i ludobójstwa, które rozpoczęły się w Niemczech.

    Do końca swoich dni, moja matka miała tęsknotę za miastem, w którym mieszkała, za wioską, w której się urodziła, za lasami i łąkami, przez które przepływał "Die Bach", mały strumyk, Miazga. Dziś w Großgörschen i niedaleko Zeitz w Ossig i Lonzig jest tylko kilku, którzy urodzili się w Łodzi i Königsbach / Bukowiec.

    Bracia i siostry mojej matki zmarli. Dwie siostry mojego ojca wciąż żyją. Kuzynki i kuzyni przenieśli się do większych miejscowości jak Gera, Lipsk, niektórzy wyjechali również do Niemiec Zachodnich. Oprócz kuzynki i jej rodziny w Großgörschen mam jeszcze sporadyczne kontakty z ciocią Marią, siostrą mojego ojca, i dwoma Kusseinami, którzy mieszkają z rodzinami w Ossig i Lipsku między Zeitz i Gerą. Nasza liczna rodzina, lepiej potomkowie z Łodzi i Królewca / Bukowca są rozproszeni po całych Niemczech.

Rok 1953/54 Rodzina: ciocia Wanda (drugi rząd pierwsza z prawej), w tym samym rzędzie trzeci od prawej Theodor Disselberger, z prawej strony, głowy pana młodego Emma Roth, z domu Disselberger.


Babciu, po raz kolejny odnoszę się do tematu Szwabów w Polsce. Dlaczego tak wielu Szwabów wyemigrowało, pyta Sebastian?


    W jednym zdaniu można powiedzieć, że ludzie wyemigrowali, ponieważ nie widzieli innego sposobu na wyżywienie siebie i swoich rodzin.

    O przyczynach masowej emigracji z Württenbergu: Jak wspominali Bereuts, powodów było wiele, głównie głód i potrzeba. Ubóstwo w południowo-zachodnich Niemczech było w tym czasie ogromne. "Aby decyzja o emigracji została podjęta i wdrożona przez większą liczbę osób, stan ubóstwa i nędzy musiał zostać obiektywnie zwiększony przez poważne trudności, takie jak nieurodzaj, inflacja i bezrobocie, wojna z gwałtownie rosnącymi obciążeniami podatkowymi, zaliczki i imigracja, jeśli nawet nie przez grabieże, lub rzeczywista albo tylko wyobrażona perspektywa lepszego losu w nowym środowisku, musiała sprawić, że obecna sytuacja wydawała się pilnie wymagająca poprawy, ale również zdolna do poprawy "(5).

    Werner Hacker podjął się kompleksowego, skrupulatnego badania emigracji z Górnej Szwabii od XVI wieku do 1806 roku. Badał przyczyny i zakres emigracji z wymienionego obszaru oraz miejsca przeznaczenia. Miejscem przeznaczenia były głównie Austria i Węgry. Tylko nieliczni wyemigrowali z tego obszaru do Polski i Rosji. Ogólne znaczenie mają jego wyjaśnienia przyczyn emigracji, które można porównać z opracowaniami Wolfganga von Hippla dla południowo-zachodnich Niemiec w XVIII i XIX wieku. Emigracja często miała charakter bodźcowy. Okres 1803-1805 charakteryzował się dużą emigracją z Wirtembergii, zwłaszcza do Polski pruskiej, do Rosji i do Polski austriackiej. Emigracja do Ameryki była w tym okresie stosunkowo niska. Dopiero w połowie XIX wieku rozpoczęła się fala emigracji do stanów zamorskich. Wirtembergia była państwem o największej emigracji w Cesarstwie Niemieckim na przestrzeni dziesięcioleci.



Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.5

Podczas ucieczki w większości przypadków konieczne było posiadanie przewodnika, który za opłatą wskazywałby drogę. Jedna z sióstr mojej mamy, ciocia Olga, i jej córka, moja jedyna kuzynka, znacie Sebastiana, ciocia Hilde z Großgörschen, z którą mam dziś jeszcze kontakt, pięć lat starsza ode mnie, również pożegnała w ten sposób Bukowiec, ale dopiero w 1946 roku, tak jak moja ojcowska babcia. Ciotka Olga i Hilde po raz pierwszy wylądowali w Szlezwiku Holsztynie. Wujek Julek (Kulius), ojciec Hildy, przywiózł swoją rodzinę do Großgörschen po powrocie z niewoli. Najstarsza siostra mojej matki, która również mieszkała z mężem w Łodzi, była bez mała głuchoniema, została internowana do obozu na Sikawie. Do tej pory nie wiem dlaczego?. Trudno było jej usłyszeć i nie mogła też mówić po polsku, musiało dojść do pewnych nieporozumień. W artykule Gazety Wyborczej jest napisane, że uwięziono tylko tych Voklsdeutschów, którzy byli za coś winni. Jednak były też dzieci, które przebywały w tych obozach samotnie. Do nieporozumień dochodziło również w życiu codziennym. Czasami całkiem zabawne, jak w przypadku "drażniącej migawki".

Opis warunków panujących w obozie w grudniu 1945 r. przez polskich inspektorów obozu jest przygnębiający. Śmiertelność była wysoka. Wujek Johann, mąż ciotki Emmy, był jeńcem wojennym w Norwegii. Kiedy przybyliśmy do Großgörschen w 1950 roku, oboje już tam byli. Nie wiem, kiedy przyjechali. Nie żyją od wielu lat.

W Bukowcu nie było żadnego obozu po 1945 r., błędnie pisze Leopold Schenzel w swojej wiejskiej kronice o Królewcu. Jednak w Hulance, sąsiedniej wsi Bukowca, istniał obóz jeniecki z jeńcami Armii Czerwonej, którzy byli trzymani jak zwierzęta za kratami pod gołym niebem. W 1944 roku nasza mama zabrała nas tam kiedyś na spacer. Żołnierze rzeźbili z drewna zabawki dla dzieci, a potem potajemnie dostali w zamian coś do jedzenia od ludzi. Pracowali przy budowie trawników i cięciu torfu. Oczywiście strażnicy patrzyli w drugą stronę podczas tych wymian, ale nie wszyscy.. Jak powiedziała mi kuzynka, która dowiedziała się od ojca, że on i przyjaciel przywieźli gotowane ziemniaki i potajemnie je rozdawali, i prawie zostali zdradzeni przez strażnika, który również pochodził z Królewca. Więc tutaj też byli ludzie, którzy byli winni.


Ta wiejska kronika Leopolda Schenzela została opublikowana jako załącznik do książki Otto Heike "150 Jahre Schwabensiedlungen". Tytuł tej kroniki wsi to "Los Szwabskiej Osady Wschodnioniemieckiej " Łódź i jej okolice nigdy nie należały do Niemiec Wschodnich, lecz były osadą szwabską w centralnej Polsce.

Nawet jeśli z czasem okolice Łodzi zostały czasowo zajęte przez Prusy, a nawet przez Niemców, to nie mogą być włączone do Niemiec. Jeśli w ogóle można by mówić o osadzie niemieckiej w Polsce Środkowej. To był trudny czas, zwłaszcza dla mojej mamy. Bez stałego dochodu, biedni jak mysz kościelna, często prawie głodowaliśmy. Zima i wiosna to były najcięższe czasy. W lecie karmił nas las, również drewno do gotowania i ogrzewania, zdobywaliśmy z lasów Zielonej Góry i Kraszewa.


- Babciu, jak to się stało, że przyjechałaś do Großgörschen?


Na prośbę mojej babci o połączenie rodziny przybyliśmy do Großgörschen koło Weißenfels w marcu 1950 roku. Mogliśmy wybrać inne miejsce. Dwie siostry mojej matki, o których właśnie wspomniałem, mieszkały tam ze swoimi rodzinami. Byliśmy ostatnimi z całej rodziny, którzy przyjechali z Polski. W 1957 roku przyszła najstarsza siostra mojego ojca i jej syn(1). Pojechali do Ossig, niedaleko Zeitz. Krewni mojego ojca już tam mieszkali. Więc ludzie zawsze byli przyciągani do swoich najbliższych krewnych. Byli to więc ostatni z licznej rodziny, którzy przybyli "do domu Rzeszy" w Niemczech. Niektórzy z mężczyzn, wujowie i kuzyni, wrócili z niewoli wojennej ze wszystkich stron, inni pozostali na wojnie, polegli lub zaginęli. Z tych kilku linijek jasno wynika, w jaki sposób "Niemcy ze Wschodu przybyli do powojennych Niemiec" po wojnie. Jeśli dobrze widzę, to tylko ciotka, która była internowana w Sikawie, została deportowana. Pozostali uciekli w 1945 r. lub później, albo opuścili kraj w drodze łączenia rodzin. Kiedy w 1950 r. dotarliśmy do obozu przejściowego w Wolfen koło Bitterfeld, moja matka wybrała Großgörschen, ponieważ mieszkały tam dwie jej siostry. Siostra, ciocia Wanda z córką i mężem oraz jej jedyny brat zostali zakwaterowani w Lonzig lub Ossig koło Zeitz, a także cała rodzina mojego ojca. Mój ojciec i jego brat nie wrócili z wojny. Więc zostali w Stalingradzie.


                                 (1) - Siostra ojca, Maria Rauch, z domu Felker.


                       

               



czwartek, 28 stycznia 2021

Ewcin - Będków - Walka o świnię znalazła swój epilog w sądzie - Republika - 1934

 

REPUBLIKA, sobota 20 października 1934


UZBROJONA W SZPADEL RZUCIŁA SIĘ NA SEKWESTRATORA.


                                      Walka o świnię znalazła swój epilog w sądzie.


Tomaszów 19 października.


Do zagrody Marjanny Hejduk we wsi Ewcin gminy Będków, zgłosił się sekwestrator urzędy skarbowego w Brzezinach, Tadeusz Pępowiński celem ściągnięcia zaległych podatków w wysokości 41 złotych. Ponieważ Hejdukowa nie chciała uregulować długu, sekwestrator skierował się do chlewu, by zająć świnię.

Jednakże zagrodziła mu drogę Hejdukowa, zamierzając się nań szpadlem, krzyczała „zbliż się, a rozbiję ci głowę”.

Wobec tak groźnej postawy dłużniczki sekwestrator zmuszony był zaniechać swych czynności służbowych i zażądać asysty policji z Będkowa.

Za to przestępstwo Hejdukowa stanęła przez sądem okręgowym, który skazał ją na dwa miesiące aresztu, zawieszając wykonanie tej kary na przeciąg trzech lat.


Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.3

 

- Masz rację Sebastianie, kim ja właściwie jestem?

Na początku pojawia się wiele pytań:

- Czy jestem Niemką czy Polką, przesiedleńczynią, uchodźczynią, wysiedleńczynią? My, w naszej rodzinie, mówiliśmy o przesiedleńcach i uchodźcach. Myślę, że te określenia są najbliższe istocie sprawy.

    W Polsce traktowano mnie jako Niemkę. W 1945 r. należeliśmy do znienawidzonych faszystów, którzy w tym czasie w Polsce byli zwykle utożsamiani z Niemcami, którzy sprowadzili na Polskę, kraj i ludzi tyle nieszczęścia. Kiedy zaczęłam wspominać przeszłość, wspomnienia nie zawsze były przyjemne. Pamiętam, jak w Polsce po 1945 r. dzieci nazywały nas (na ogół dzieci mówią tylko to, co słyszą od rodziców) Szwabami, potocznym imieniem Niemców, Hitlerowcami, które było najgorszym imieniem, albo Szwabami. Zadziwiające jest również to, dlaczego wszyscy Niemcy, którzy przybyli do Polski jako koloniści w XVIII i XIX wieku z najrozmaitszych części Niemiec, byli po prosu Szwabami. Moi przodkowie są właściwie Szwabami.

    W lutym 1945 r. w Bukowcu, który do tej pory był prawie wyłącznie niemiecką wsią, osadą szwabską, pozostało tylko kilku Niemców. Do 1939 roku we wsi mieszkały tylko dwie polskie rodziny chłopskie. Mieli swoje gospodarstwa naprzeciwko majątku moich dziadków, w dolnej części wioski. Zostali oni wypędzeni z wioski w okresie faszyzmu. W styczniu 1945 roku większość "Königsbacher" uciekła z frontem, co najmniej trzy czwarte mieszkańców. W 1946 roku duża część osób powracających, w tym część mojej rodziny, przekroczyła granicę nielegalnie do Niemiec. My z ciotką (najstarszą siostrą mojego ojca, ciotką Martą) z synem zatrzymaliśmy się w Bukowcu lub w Łodzi.

   Kiedy my, Jan, Steffen i Frieda, przejeżdżaliśmy przez Bukowiec Trabantem w 1973 roku, mieszkała tutaj jeszcze jedna rodzina, Kühler (Kilerów), która wybrała Polskę. Matka, mniej więcej w wieku mojej matki, dwie córki i syn. Trójka dzieci wyszła za mąż za polskich partnerów. Wnuki pewnie już nie będą się czuły Niemcami.


- Dlaczego nie uciekłaś z innymi?

- Tak, dlaczego?

    Zima 1945 roku - Front zbliżał się do Łodzi. Moja mama nie uciekła na rozkaz strażników ulic w Litzmannstadt, Ostlandstrasse – Główna Nr.19 (od września 1939 roku, do połowy1945 roku) ponownie Łódź. Była to droga ze wschodu przez miasto na zachód, a więc Ostlandstraße. Obecnie nosi nazwę Al. Piłsudskiego. Opuszczenie miasta na Zachód w środku zimnego miesiąca stycznia 1945 roku z trójką małych dzieci było dużym ryzykiem. Rezygnacja z mieszkania w tym czasie i wyjazd w nieznane z trójką małych dzieci było czymś, czego matka nie chciała zrobić. Poza tym, jej starzy i chorzy rodzice byli w Bukowcu i nie wiedziała, co się z nimi stanie. Myślała też, że nikogo nie skrzywdziła i mogła zostać bez obaw. Ci, którzy wcześniej nie opuścili Łodzi, zrobili to w dniach 17-19 stycznia. Zdecydowana większość Niemców uciekła w panice. Została tylko niewielka część, matki z dziećmi, starsi i chorzy, i to całkiem świadomie, jak moja matka i inni krewni. Ze sprawozdania burmistrza Litzmannstadt, który informuje o ewakuacji miasta do "Herr Reichsstatthalter und Reichsverteidigungskommissar für den Reichsverteidigung Bezirk Wartheland "zt. un Potsadam" w dniu 13 marca 1945 r. z Weissenfels, powyższe daty i charakter ewakuacji są zgaszone, co pokazuje również, dlaczego moja matka nie chciała opuścić miasta.

    Pisze on: "Wyjazd ludzi z miasta był w zasadzie nieuregulowany i paniczny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystko to odbywało się w nocy, na ośnieżonych i oblodzonych ścieżkach i przy wielkim mrozie, a ponadto pod groźbą wroga z wieżyczek czołgów i z powietrza.... panika nie może być zaskoczeniem. W każdym razie, obrazy ucieczki, które były postrzegane na drogach, wszędzie zakazane podwórka, pozostaną niezapomniane dla wszystkich zaangażowanych w to przedsięwzięcie". (1)

    Administracja miasta Litzmannstadt stacjonowała za pośrednictwem kilku stacji, takich jak Kalisch (Kalisz), Meseritz (Międzyrzecz), a następnie w Weissenfels. Na początku 1945 roku miasto liczyło jeszcze 100.000 mieszkańców niemieckich, w porównaniu z 140.000 w pierwszej połowie 1944 roku, jak podaje burmistrz. Oznacza to, że wielu Niemców opuściło miasto już przed tą datą, jak np. siostra mojego ojca i jej dwóch młodych synów, którzy zostali początkowo ewakuowani do miejsca pod Poznaniem.

    W 1939 r. Łódź była prężnie rozwijającym się miastem przemysłowym, liczącym łącznie 680 tys. mieszkańców. W 1945 roku pozostało jedynie 240.000... Ludność żydowska, a także wielu Polaków zginęło w obozach koncentracyjnych, wielu Polaków zostało wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec.

(1)- Raport Trautwein o ewakuacji miasta Litzmannstadt, burmistrz Litzmannstadt. Biuro terenowe Weissenfels, 13 marca 1945 r.

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.4

 

    Niemiecka administracja miasta Litzmannstadt osiedliła się 19.02.1945 r. w ratuszu Weißenfels. Według burmistrza 6000 obywateli z Litzmannstadt przybyło do Weißenfels, 2000 do Schkeuditz, 2000 do Bitterfeld Land. Gdzie pozostali? Oczywiście, podobnie jak my, wielu zostało w Polsce, wielu wyjechało do Niemiec do krewnych, ale na pewno było też wielu, którzy maszerowali w Polsce na zachód. Sporo z nich zginęło również dlatego, że nie mieli siły, by ruszyć dalej lub zginęli w wyniku skutków wojny. Dziadek mojego kuzyna został zastrzelony przez SS, bo nie chciał wstąpić do Volksturmu, bo nie chciał zostawić żony, synowej i dwójki dzieci, czyli swojej rodziny samej. W przeciwnym razie nie było ofiar śmiertelnych w rodzinie podczas ucieczki. Już 19 stycznia pierwsze oddziały szturmowe Armii Czerwonej przeszły przez naszą ulicę w Łodzi. Zostali powitani przez ludność polską kwiatami i wiadrami wódki. Stałem obok mojej mamy przed domem, w którym mieszkaliśmy i widziałem to na własne oczy, oczywiście nie rozumiejąc w tym czasie w wieku 7 lat, co się dzieje na ulicy. Patrząc wstecz, to chyba jednak wyzwoliciele, nawet jeśli dziś w Polsce nie jest to postrzegani w taki sposób.

.     Później przez naszą ulicę przeszli niemieccy jeńcy wojenni. Byli w złym stanie, zdziwieni, oderwani od rzeczywistości. Jeszcze krótko przed Wielkanocą nie wiedzieliśmy, co się dzieje w Bukowcu. Przyszła do nas moja 60-letnia wtedy babcia ze strony taty, 17 kilometrów pieszo. Opowiedziała o sytuacji i o tym, kto został na wsi, byli to głównie ludzie starsi i kobiety z dziećmi. Nawet rodzice mojej matki, którzy mieli ponad 70 lat, nie odeszli. Razem z babcią udało mi się przejść do Königsbach bez zrzędzenia. Jak wcześnie wspomniałam - 17 km, w wieku 7 lat. W drodze z Łodzi do Bukowca przez Widzew, Andrespol i Kraszew leżały przy drodze zwłoki koni, wozy i sprzęt wojenny. To była straszna droga. Pełen zakres "pozostałości wojennych" stał się widoczny w miarę topnienia śniegu. Moja matka miała teraz o jednego zjadacza mniej, bo brakowało zapasów. Trochę później moja mama poszła w tym samym kierunku z dwiema siostrami, które miały 5 i 3 lata. Tak więc przebywaliśmy od kwietnia 1945 r. do marca 1950 r., najpierw w Bukowcu, później w sąsiedniej wsi Kraszew. W Kraszewie, naszym ostatnim miejscu zamieszkania w Polsce, mieszkaliśmy na skraju lasu w domku letniskowym, gdzie wcześniej, inne łódzkie rodziny niemieckie spędzały wakacje.

    Życie nie było łatwe, nawet dla polskiej ludności, ponieważ kraj ten został dotknięty przez wojnę. Moja mama pracowała u gospodarzy w Bukowcu i Kraszewie, a zimą jeździła do Łodzi, głównie jako praczka lub, gdy nadszedł czas przygotowania się do uroczystości rodzinnych, jako służąca w kuchni. W tym czasie, nasza trójka została w zasadzie pozostawiona sama sobie. Zimą, gdy burzyło i padał śnieg, często leżałam wystraszona, mimo że wiedziałam, że dźwięki dochodzą z pękających drzew, byłam w pełni przerażona. Moje dwie siostry, Ruth i Anni, spały obok mnie w dużym łożu małżeńskim. To było nasze wspólne miejsce do spania, nawet kiedy nasza matka była w domu. Rodzice mojej matki zmarli już na początku 1946 roku, w odstępie dwóch tygodni. Mąż jednej z sióstr mojego ojca i jego matka nadal mieszkali w letnim domu. Wujek został wcielony do Wehrmachtu jako krawiec do robienia mundurów. Udało mu się uciec w zamieszaniu wojennym, ponieważ był ciężko niepełnosprawny, więc nie był podejrzanym. Udał się z Berlina do rodziny w Łodzi/Königsbach. Poza matką, nie znalazł nikogo. Jak już wspomniano, jego żona, ciocia Maria, już w 1944 roku przeniosła się z dwoma chłopcami na zachód do Poznania, a w 1945 roku uciekła stamtąd na zachód. W międzyczasie została przyjęta w Ossig koło Zetz. Tam, w sąsiedniej wsi Lonzig, mieszka do dziś, 92 lata. Wujek i jego matka jakoś nielegalnie przekroczyli granicę w 1947 roku, a następnie przybyli z rodziną do Ossig.


środa, 27 stycznia 2021

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.2

 

                                 WPROWADZENIE


     Od dłuższego czasu szukam przyczyn emigracji moich przodków z Suddeutschlandii. na początku XIX wieku. Zaczęło się opracowywanie tego materiału, którego nie mogłem w tym czasie skończyć.
Teraz nadarzyła się ku temu okazja w związku z moimi 70-tymi urodzinami. Pozwolę sobie zamieścić fragmenty rozmów z nieco bardziej wyczerpującym odniesieniem do mojej osoby, w formie skompilowanej dyskusji.
     Właściwym motywem podjęcia tego tematu było porównanie przyczyn powstania współczesnego Volkerwanderungu z emigracją Niemców w XVIII i XIX wieku.
Doszłam do wniosku, że trudności i nędza, jak również zagrożenia egzystencjalne były i są decydujące. Adwenturyzm jest wyjątkiem.
     Dyskusje z moim wnukiem skłoniły mnie do skomponowania tego osobistego sprawozdania w formie pytań i odpowiedzi.


        Jacob Disselberger (dziadek Renate ze strony mamy) i jego brat w Bukowcu - Königsbach.



Pytania od wnuka Sebastiana (ur. 1987) do babci Renate (1937)


    Po raz kolejny przygotowywaliśmy się do wyjazdu do Polski. My, to jest mój wujek Sebastian, jego ojciec, mój najmłodszy Steffen i ja. Tego lata udaliśmy się do zbiornika wodnego Turawa koło Opola na Śląsku.
    Ja też nie znałem tych terenów, ale wiedziałem trochę, tylko dlatego, że Śląsk przed wojną był terytorium niemieckim i nawet dzisiaj większość Niemców mieszka tu w Polsce.
    W rozmowie o Polsce przyszliśmy również porozmawiać o moim pochodzeniu. Mój wnuk chciał wiedzieć to i owo. Dlaczego znam polski? Skąd pochodzę i, i, i....
    Na niektóre pytania mogłem odpowiedzieć natychmiast, bez żadnych trudności. Inne musiałem odłożyć na bok i odłożyć na później. W tym czasie w Turawie mój wnuk miał 10 ja 60 lat. W międzyczasie minęło dziesięć lat. Pierwszym pytaniem było:

- Babciu, jesteś Polką?


    Zaczynam opowiadać o moim miejscu urodzenia, o Łodzi, Królewcu/Bukowcu i okolicach.
Łódź jest położona w centrum Polski. Obszar ten podlegał również zmieniającym się wydarzeniom w historii Polski. Potężni sąsiedzi zawsze byli chętni do wykorzenienia Polski jako kraju. Ten obszar mojego pochodzenia, był czasem pruski, czasem rosyjski, w międzyczasie nawet podporządkowany królowi saskiemu. Polacy mieli być kiedyś zrusyfikowani, a w innym zgermanizowani. Nie brakowało takich prób. W Łodzi i okolicach do 1945 r. mniejszość niemiecka była rozpoznawalna i namacalna. Od początku miała swoją osadę, swoje kościoły, szkoły i prasę. Łódź do 1939 roku była tyglem narodów. 10-letni wnuk słuchał uważnie i zapytał:


- Babciu, jesteś Polką?


    Pierwsza niekompletna odpowiedź brzmiała: urodziłem się w Polsce w Bukowcu koło Łodzi, znam trochę język polski, ale jestem Niemką. To nie było dla niego wystarczające. Zaczęłam mu mówić to, co wiedziałam od mojej matki, jak my, Szwabcy-Niemcy, przybyliśmy do Bukowca koło Łodzi na początku XIX wieku. Moi rodzice, oboje pochodzący z Bukowca, w latach 30-tych XX wieku zbudowali byt w rozwijającej się Łodzi włókienniczej. Moja mama opowiadała mi wiele rzeczy podczas długich wieczorów, które później znalazłam w książce noblisty Władysława Reymonta "Ziemia obiecana". Nie wiedziałem jednak wówczas, dlaczego Szwabowie osiedlili się w okolicach Łodzi.
    Pytania wnuka i dyskusje o Rosjanach i cudzoziemcach, którzy przyjeżdżają tu "tylko" dlatego, że chcą żyć "naszym" kosztem, były powodem do tego, aby nieco bliżej zająć się "tymi" Niemcami ze Wschodu, do których ja również należę.

Renate Weiß - Wspomnienia - Bukowiec - Königsbach - cz.1

 

     

    Renate Weiß, jedna z wielu moich korespondentek pisząc, czy to na moją pocztę e-mailową, czy bezpośrednio na bloga, dziękowała jak i troszeczkę krytykowała moje poczynania. Wyjaśniłem wszystko odpisując na jej adres. Poniżej zamieszczam ważniejsze wiadomości jakie mi przysłała. W przypadku Renate jest jedna istotna różnica. W dniu 4 kwietnia 2018 roku przesłała mi swoje wspomnienia, czy też w jej mniemaniu raport, o pokaźnej zawartości, bo 24 stron! Przebogaty materiał, nikt nie zaprzeczy. Pisany moim zdaniem obiektywnie, mimo że wyjechała z Polski 68 lat temu jako mała dziewczynka...



Drogi panie Braun,

Dostałem zdjęcia Łodzi i Bukowca od kuzyna. Był w obu miejscach w 2017 roku.

Wysłał mi też mailem tablicę z cmentarzu w Bukowcu. On i ja urodziliśmy się w Bukowcu. Tablica na cmentarzu mówi, że ostatni pochówek odbył się w maju 1945 roku. To nie jest prawda. Moi dziadkowie zmarli w odstępie 14 dni w styczniu/lutym 1946 roku. Moja matka i nasz trójka rodzeństwem wyemigrowaliśmy do Niemiec dopiero w marcu 1950 roku. Jestem zaskoczona, że nie wspomniał Pan o książce "150 lat osadnictwa szwabskiego w Polsce 1795-1945"*. Jest wiele informacji o Bukowcu.

Z serdecznymi pozdrowieniami

Renate Weiß (z domu Felker)

* - w momencie kiedy zamieszczałem na w/w tablicy opis historii Bukowca po niemiecku, nie byłem w posiadaniu tej książki ...



Drogi panie Braun,

Chciałbym podziękować za miłe słowa i za sprawozdanie pana Kielera, a może także Kühlera. To sprawozdanie jest dla mnie bardzo interesujące, ponieważ istnieje wiele punktów kontaktowych. Zwłaszcza w koniec mojego raportu. W miejscu Lonzig koło Zeitz mieszkają moi dwaj kuzyni (Kuzynie), którzy na pewno znają tę rodzinę.

Ja troszeczkę posługuję się językiem polskim, ale z pisaniem do już gorzej . Tłumaczenie z polskiego jest lepsze.

Moja mama Helene Disselberger, zamężna Felker, była z nami trzema dziewczynkami do Wielkanocy 1945 roku w Łodzi, potem pojechaliśmy do Bukowca. Zimą 1946 roku zmarli moi dziadkowie (rodzice mojej mamy). Od lata 1946 roku mieszkaliśmy w Kraszewie i udało nam się przejechać w podobny sposób, jak opisał to pan Kühler.

Moja babcia (Felker) przekroczyła zieloną granicę z Niemcami w 1946 r., a następnie złożyła wniosek o zjednoczenie rodziny. W marcu 1950 r. przez Łódź – Wrocław - Bitterfeld/Wolfen dotarliśmy w końcu do Niemiec, do Großgörschen pod Lipskiem, gdzie mieszkały z rodzinami dwie siostry mojej matki.

Mógłbym zapisać więcej, ale w tej chwili mam mało czasu.



Drogi panie Braun,

Wysłałem wkład pana Kühlera do moich krewnych w Lonzig.

Zapraszamy do umieszczania naszej korespondencji w Internecie.

Z okazji moich 70. urodzin zapisałem około 10 stron dla mojego wnuka. Musiałbym je zeskanować, a potem wysłać je do ciebie. Mój wnuk zadawał mi od czasu do czasu pytania do mojego pochodzenia itd. Podjęłam to pytanie i zapisałam kilka rzeczy.

Niedługo jadę do Norwegii, by odwiedzić mojego najstarszego syna. Mieszka tam z rodziną od 2006 roku. Dlatego trochę mi się spieszy.

Serdecznie dziękuję za wszystko i pozdrawiam Pana

Renate Weiß, w Berlinie od 1958 r.



    Tutaj dochodzi następna historia związana z Renate. Dzisiaj otrzymał pękatą przesyłkę z Berlina, w niej piękne skany zdjęć związanych z Bukowcem i jej Rodziną. Także książkę GELEBTE NACHBARSCHAFT , zespołową pracę wielu osób, ponad 300 stron, będzie co czytać. Dziękuję z całego serca Renate!

    Materiał który otrzymałem w 2018 roku, przetłumaczyłem, i postanowiłem zamieszczać w odcinkach na moim blogu. Wspaniała, także tragiczna historia urodzonej w Bukowcu malutkiej Renate, jej Rodziny i mieszkańców dawnego Bukowca, zapraszam!