Łódź w listopadzie - grudniu 1914 roku na łamach niemieckiej prasy. Aukcja internetowa Ebay.
poniedziałek, 22 maja 2023
wtorek, 9 maja 2023
Będków - Cmentarz żydowski - Macewy
Słoneczny lecz chłodnawy poniedziałek kusił do odwiedzenia cmentarza żydowskiego w Będkowie. Liczyłem, że wspólnie z Agnieszką Łabęcką poszukamy resztek macew. Niestety, Agnieszka była na uczelni w Warszawie...
Muszę przyznać, że liczyłem na znalezienie kilku fragmentów macew z inskrypcjami, dwie godziny "poszukiwań" nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Kilka fragmentów piaskowca, nic więcej. Zaznaczam, że nie prowadziłem "wykopek" ze szpadlem, tylko oglądałem to co było widoczne na powierzchni.
Kawałki macew, które były widoczne na powierzchni runa leśnego.
Przyjeżdżając do lasu, spotkałem mieszkańca Rosochy, którego żona wysłała po brzozowe gałązki do zrobienia miotły (w tym miejscu wspólnota wycięła dużo starych brzóz, stosy gałęzi zalegają przy trakcie w kierunku Magdalenki). Nie omieszkałem przeprowadzić krótkiej rozmowy. Oczywiście głównym tematem był leśny cmentarz, niestety, nasza rozmowa nic nie wniosła. Okazało się, że ten pan pochodzi z poznańskiego, ożenił się w Rososze, pamięta ten cmentarz kiedy było jeszcze sporo macew... Jednak w tym temacie był bardzo ostrożny, życzyłem mu miłego dnia i tak się rozstaliśmy.
Kończąc moją wizytę na cmentarzu, postanowiłem pojechać do pobliskiego Gutkowa, licząc, że spotkam kogoś, kto będzie mógł coś więcej powiedzieć o tej leśnej nekropolii. Jadąc zobaczyłem starszą panią, która wyszła ze swojego podwórza, ciekawa kto tam jedzie. Muszę przyznać, że to była miła rozmowa, okazało się, że mamy wielu wspólnych znajomych w Będkowie, również tych, którzy już odeszli... Temat cmentarza.., widać było, że jest to trudny temat. Stwierdziła, że jej zmarły przed 7 laty mąż miał dużą wiedzą, był od niej starszy o 15 lat... Często chodził na grzyby, odwiedzał ten cmentarz..
Zamieszczam poniżej kilka zdjęć drzew pamiętających ceremonie pogrzebowe będkowskich żydów.
niedziela, 7 maja 2023
Borowa - Dokumenty archiwalne - 1846-64
Zeskanowane dokumenty dotyczące Borowej otrzymałem od Beaty Nowickiej, w sobotnie przedpołudnie 15 kwietnia... Należą się przeprosiny, troszeczkę zawaliłem sprawę, zbyt wiele spraw rozpocząłem w krótkim czasie, po prostu się nie wyrabiam... Becie bardzo dziękuję za ten materiał, w całości zamieszczam go na blogu, jednak moja znajomość rosyjskiego nie pozwala na dokładne tłumaczenie tekstu...
W tabelach są nazwiska 57 mieszkańców Borowej z lat 1846 - 1864.
sobota, 6 maja 2023
Będków - Okupacja - Mordy - Tomaszów Maz. - Obozy koncentracyjne - cz.1
Ostatnie miesiące poświęciłem gromadzeniu materiałów archiwalnych poświęconych społeczności żydowskiej z Będkowa. Nie wszystkie z nich zamieszczam na blogu, gdyż znajdą się w mojej książce która jest na ukończeniu.
Okazuje się, że według dokumentów rozstrzelano w czasie okupacji 17 mieszkańców Będkowa wyznania mojżeszowego. Pochowano ich na leśnym cmentarzu żydowskim w Będkowie.
To nie wszystkie ofiary niemieckiego okupanta. Terror dotknął również Polaków zamieszkałych w Będkowie i okolicy. Podaję w największym skrócie informacje o ofiarach hitlerowców.
1. Pawlik Antoni - rolnik z Będkowa, zastrzelony przez żołnierza Wehrmachtu we wrześniu 1939, pochowany na miejscowym cmentarzu..
2. Matczak Irena ur. 1922, aresztowana w sierpniu 1943 przez żandarmerię, mieszkanka Będkowa. Zesłana do obozu zagłady w Oświęcimiu, gdzie ją zamordowano.
3. Deka Józef, kowal z Będkowa, ur. w 1902 roku, aresztowany w marcu 1943 roku. Zesłany do obozu zagłady w Oświęcimiu, gdzie go zamordowano.
4. Aresztowano 21 stycznia 1943 na terenie Ewcina, 4 mieszkańców Będkowa, po czasowym areszcie w Tomaszowie, zesłano ich i zamordowano, w obozie zagłady w Oświęcimiu.
Zygmunt Radomski, ur. 1898, rolnik
Paweł Stępień, ur. 1908, rolnik.
Bolesław Osuchowski, ur. 27.08.1923, rolnik.
Kazimierz Stępień, ur. 17.03.1916.
5. Piera Piotr, mieszkaniec Będkowa, ur. 1902, aresztowany przez żandarmów jesienią 1943 w Rososze, osadzony w więzieniu w Tomaszowie Maz, następnie zesłany do obozu zagłady w Oświęcimiu, gdzie go zamordowano.
6. W maju 1942 roku, aresztowano w Będkowie dwóch braci zamieszkałych w Będkowie, za podejrzenie ukrywania J. Mierzyńskiego, poszukiwanego przez gestapo w Łodzi. Po czasowym pobycie w więzieniu w Tomaszowie Maz, zesłano ich do obozu zagłady w Oświęcimiu, gdzie ich zamordowano. Bardzo obszerny materiał w tym temacie zamieściłem wcześniej na moim blogu.
Jan Czarnecki, ur. 4 maj 1903, rolnik
Marian Czarnecki, ur. 4 sierpnia 1910, rolnik.
Zdjęcia obu braci czarneckich pochodzą z Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau
7. W kwietniu 1942 roku, aresztowano w Będkowie 3 polskich policjantów z miejscowego posterunku, oskarżając ich za pomoc w ucieczce dwóm Polakom. Zesłano ich do obozu zagłady w Oświęcimiu, gdzie ich zamordowano.
Bolesław Nowak, ur. 24 września 1899.
Franciszek Szymkowski, komendant posterunku.
Artur Doroszkiewicz, kapral.
8. Aresztowano w lutym 1944 roku we wsi Wykno, 4 mieszkańców Będkowa z podejrzeniem o działalność polityczną, po krótkim pobycie w więzieniu w Tomaszowie Maz, zesłano i zamordowano w obozie koncentracyjnym.
Władysław Kaczmarek, ur. 3 sierpnia 1897, rolnik.
Józef Dulas, ur. 1890, rolnik.
Józef Ziółek, ur. 6 lipca 1901, rolnik.
Władysław Karliński, ur. 1910, rolnik.
9. Aresztowano w styczniu 1943 roku we wsi Wykono dwóch mieszkańców Będkowa, więzienie w Tomaszowie Maz, następnie zesłani i zamordowani w obozie koncebtractjbycn.
Antoni Błoch, ur. 19 maja 1895 roku, rolnik.
Władysław Heleniak,ur. ok. 192o roku, rolnik.
10. W 1942 roku we wsi Brzustów aresztowano 3 mieszkańców Będkowa i zesłano do nieznanego obozu, gdzie zostali zamordowani:
Jan Packi, ur. 1900, rolnik.
Szymor, rolnik
Jan Dulas, rolnik.
11. W marcu 1942 roku aresztowano w Wyknie 3 mężczyzn, osadzono w więzieniu w Tomaszowie, następnie zesłano do nieznanego obozu, gdzie zostali zamordowani:
Franciszek Szymański, rolnik.
Antoni Szymański, ur. 1 sierpnia 1919, rolnik.
Stanisław Kaczmarek, ur. 1926.
12. Marian Franciszek Lipiński syn Józefa, ur. 21 lutego 1913 roku, aresztowano mieszkańca wsi Ewcin przez żandarmerię w dniu 4 czerwca 1942 roku. Nauczyciel, członek AK, więziony w Oświęcimiu, zamordowany w Gusen.
13. Aresztowano we wrześniu 1943 roku, 2 mieszkańców wsi Magdalenka, osadzeni w więzieniu w Tomaszowie maz, następnie zesłani i zamordowani w obozie Gross Rosen.
Stanisław Makowski, rolnik.
Piotr Kurpesa, ur. 1906, rolnik.
14.
niedziela, 30 kwietnia 2023
Żeglarstwo - Łódź - Mazury - Horst Milnikel
Horst Milnikel z Andrzejowa oprócz pasji związanych z historią, pochwalił się dodatkowym hobby, żeglarstwem! Z wielką przyjemnością zamieszczam jego wspomnienia!
W
latach mojej młodości życie było dość ponure, czasy Żelaznej Kurtyny. Wyjazdy
na wczasy do krajów Demokracji Ludowej, to prawie jedyna możliwość. Rejs pełnomorski to wielkie wydarzenie.
Łodzianie chociaż nie
mieli dostępu do akwenu w pobliżu
miasta, byli zapalonymi żeglarzami. Panowała opinia że może właśnie dlatego, tak
bardzo kochaliśmy żeglarstwo.
Ponoć Łódź miała procentowo, do innych miast, najwięcej ;Jachtowych Kapitanów Żeglugi Wielkiej. Narzekano że w Polsce za mało mówi się, pisze i śpiewa o morzu. Moimi wspomnieniami chcę poprawić ten bilans.
W roku 1968 kolega z pracy Ireneusz Dziergowski zaproponował mi pójście na kurs żeglarski organizowany przez
Ligę Obrony Kraju Klub Sportów Wodnych w
Łodzi ul. Piotrkowska 272.
Wykłady odbywały się zimą i wiosną. Z powodów zdrowotnych z kursu wycofał się mój kolega. W roku 1969 po rozpoczęciu sezonu żeglarskiego,na Stawach Stefańskiego ćwiczyliśmy pływanie łodzią wiosłową i manewry w porcie. W hangarze pracowaliśmy przy remoncie i konserwacji sprzętu żeglarskiego. Ilość przepracowanych godzin, uprawniała do udziału w obozach żeglarskich,lub w rejsach morskich. W sierpniu tego roku nad jeziorem Mamry k/Węgorzewa odbyłem praktyczny kurs żeglarski.
Obóz
to namioty rozbite nad brzegiem jeziora, własna kuchnia. Po zaopatrzenie i prowiant płynęliśmy łódką do Węgorzewa. Tam było też gospodarstwo
rybne, gdzie nabywaliśmy ryby.
Naukę pływania prowadziliśmy na dwóch łodziach o powierzchni
żagla 10m2 o nazwie Pirat. Po kilku dniach pobytu, ze środy na czwartek,w nocy
wiał silny wiatr. Jakie było nasze zdziwienie ,gdy rano zobaczyliśmy wyrzucony
na brzeg jacht kabinowy Omega, z piracką flagą na maszcie. Nikt nie wiedział
skąd się wzięła. Nie było wtedy telefonów komórkowych. Kierownik obozu
pojechał do najbliższego posterunku Milicji Obywatelskiej, zgłaszając zaginiony
jacht. Ponieważ nikt ni zgłosił zaginięcia jachtu, milicja pozwoliła nam
otworzyć kabinę i korzystać z jachtu do czasu aż zgłosi się właściciel jachtu.
Obozowiczów podzielono na dwie grupy. Ja popłynąłem w tej
pierwszej grupie. Był to dwudniowy rejs, po jeziorach mazurskich. Było bardzo
przyjemnie,załoga mieszana, pogoda sprzyjała. Był tylko mały problemik. Jeden z
załogantów jąkał się, pod koniec rejsu cała załoga, mniej lub bardziej jąkała się. Po kilku dniach wszystko wróciło do normy.
W poniedziałek miała popłynąć druga grupa. W niedzielę
pojawili się oficerowie Wojska Polskiego
z Kętrzyna, którzy byli właścicielami jachtu.
Po zdaniu egzaminu teoretycznego i praktycznego
zostałem ŻEGLARZEM
Na załączonych fotografiach, szczątkowa dokumentacja tych zdarzeń.
Zmotywowany
osiągnięciami żeglarskimi, postanowiłem kontynuować dalszą naukę w celu
uzyskania stopnia;STERNIKA JACHTOWEGO.
Wykłady
z teorii żeglowania,lektura książek o tematyce żeglarskiej,prenumerata miesięcznika
Żagle,praca szkutnicza w hangarze,przy Stawach Stefańskiego.
W lipcu 1970 roku po zgromadzeniu
odpowiedniej ilości punktów załapałem się na rejs pełnomorski. Łódzki LOK miał
jeden jacht pełnomorski o powierzchni żagli 52m2,nazywał się BORUTA. Był już
bardzo wysłużony. Tak mówiąc uczciwie, kombinowaliśmy, że dobrze by się stało
gdyby zatonął, ale blisko brzegu, aby załoga mogła się uratować. Za pieniądze z
ubezpieczenia kupilibyśmy nowy jacht.
Załoga
nocnym pociągiem pojechała do Świnoujścia. Nie dojechał tylko kapitan który
miał uprawnienia do prowadzenia jachtów po wodach morskich. Dlatego, zmuszeni
byliśmy do żeglowania po Zalewie
Szczecińskim.
Od
załogi która opuszczała jacht, dowiedzieliśmy się że silnik jest popsuty. Bez
sprawnego silnika nie mogliśmy opuścić portu. Chociaż nie miałem
samochodu, próbowałem naprawić układ paliwowy. Po trzech godzinach udało
się, silnik ożył. Zadowolony oświadczyłem że, po nieprzespanej nocy chce mi się
spać. Ale kapitan niepomny moich /zasług/ powiedział że mam wachtę. Jakoś to
przetrwałem. Następnego dnia z kolegą mieliśmy /kuka/ kucharza. Załoga poszła
do miasta. My tak długo dyskutowaliśmy co przygotujemy na obiad, że w końcu
nawet nie ugotowaliśmy ziemniaków.
Po
powrocie załogi gdy kapitan dowiedział się że nie ugotowaliśmy nawet
ziemniaków, ukarał nas /kukiem/ na następny dzień. Z obiadem poszło całkiem
dobrze, ale pogoda popsuła się, wiało coraz mocniej. Cały czas musiałem siedzieć
w /kambuzie/ kabinie, przytrzymując drzwiczki od szafek z naczyniami. Przy
każdym zwrocie to z lewej,to z prawej burty.
Zrobiło
mi się niedobrze, mdliło mnie, ale co gorsze zachciało mi się do WC. Problem w tym że WC pełniło rolę spiżarni, w
której przechowywaliśmy żywność. Wyszedłem na pokład, pytam kapitana co robić? Za burtę, ale jak kiedy na pokładzie są dziewczyny. Na
szczęście świeże powietrze pomogło,dolegliwości minęły.
Dalsza
część rejsu upłynęła spokojnie, załoga wdrożyła się w rytm pracy na jachcie.
Po
ukończeniu tygodniowego rejsu załoga opuściła jacht..
. Nowa
załoga to pracownicy naukowi
Politechniki Łódzkiej. Mieli wolne miejsce bo nie odliczył się jeden z
załogantów. Ja miałem jeszcze urlop, więc mogłem wypłynąć z nimi na Bałtyk.
Problemem
była jednak zgoda Urzędu Paszportowego. Wszyscy twierdzili że pieczątkę w
paszporcie, mogę dostać tylko w miejscu zamieszkania. Poszliśmy z moim nowym
kapitanem do Kapitanatu Portu w
Świnoujściu, ku naszemu zdziwieniu zgodę /pieczątkę/ w paszporcie otrzymałem.
W niedzielne popołudnie wyszliśmy w morze.
Ten
rejs to nieustanne pasmo moich sukcesów. Po wyjściu w morze, choroba morska dała
się we znaki. Załoga prawie w komplecie, wychylona za burtę, oddawała morzu to co
mu się należało. Jeden z załogantów leżąc w zęzie na dnie jachtu cicho
pojękując powtarzał. W życiu nie wejdę na jacht, w najbliższym porcie wysiadam.
Ja
po tygodniowym rejsie czułem się jak
wilk morski. Posiłków nie musiałem szykować, bo po przebytej chorobie
morskiej, nie mogli patrzeć na jedzenie.. Płynęliśmy całą noc, rankiem ujrzeliśmy
wyspę; Chrystian See. Podpłynęliśmy za blisko, naruszając wody terytorialne.
Ktoś nawet zobaczył okręt wojenny, który ruszył w naszym kierunku. Ale że mocno
wiało, zdążyliśmy uciec na wody międzynarodowe.
Portem
do którego zmierzaliśmy był Gdańsk. Płynęliśmy przy dobrej pogodzie, tak na oko
wiała czwórka. Wrażenia niecodzienne, co chwilę jacht spływał w /dolinę/ tak że
nie było widać horyzontu, to znowu wspinał się na fale,wiatr cicho śpiewał na
wantach.
W
oddali ukazał się ląd, był coraz bliżej. Już było widać Westerplatte. Nieśmiało
zauważyłem że to przypomina Kołobrzeg, Pomnik zaślubin z morzem, miałem rację.
Kapitan nas usprawiedliwił i pocieszył. W ubiegłym roku celowali w Gdańsk a
wylądowali w Obwodzie Kaliningradzkim. Skończyło się na tygodniowym areszcie o
suchym chlebie i czarnej kawie.
Błąd
w nawigacji polegał na prymitywnym
pomiarze prędkości jachtu. Pomiaru dokonywaliśmy wyrzucając za burtę, linę na
której były węzły w równych odstępach. Do końca liny uwiązana była butelka, im
więcej węzłów wystawało z wody, tym szybciej
płynął jacht.
Ponieważ
wszyscy już wyzdrowieli, serwowałem naleśniki z dżemem, kaszę gryczaną paloną z
kompotem śliwkowym. Chętnie pełniłem dodatkowo funkcję sternika, gdy brakowało
czwartego do brydża.
Jesienią, na
zakończenie sezonu żeglarskiego, gdy już byłem sternikiem jachtowym na spotkaniu
w Łodzi wszystkich członków klubu, załogant z tego drugiego rejsu powiedział mi;
Wszyscy z tego pierwszego rejsu pytali
nas, czy sprawdziłem się? Bardzo byli
zdziwieni, gdy powiedzieliśmy że byłem odkryciem tego rejsu.
Tyle wspomnień; ale jak widzę jacht pod żaglami to robi się miło na duszy, wracają
wspomnienia.
No i
jeszcze coś, wnuki są dumne. Dziadek jest sternikiem jachtowym, może pływać po
morzach i oceanach.
Łódź dnia 02.04.2023
H. Milnikel /Pastuch/
Stawy Stefańskiego
Przed hangarem od lewej; Alicja
Łyszcz Regina Ławniczek
Pani Mach Horst
Milnikel
Pani Mach Horst Milnikel
Strona tytułowa Książeczki
Żeglarskiej
. Ośrodek wczasowy energetyki warszawskiej. Na fotografii autor wspomnień z synem Ireneusza Dziergowskiego nad jeziorem Rajgrodzkim rok 1973
środa, 26 kwietnia 2023
Małczew - Brzeziny - Cmentarz wojenny - Kamień pamiątkowy
Długo czekaliśmy na wiosnę, kwiecień okazał się przychylnym do rozpoczęcia prac na cmentarzach.
W sobotę, 15 kwietnia z samego rana spotkałem się z Kacperkiem Buldeckim i Damianem Polnym na cmentarzu wojennym w Małczewie. Pożyczony z Wrocławia aluminiowy trójkąt do podnoszenia części nagrobków według umowy musiał być oddany w niedzielę. Kacperek postanowił skorzystać z okazji i podnieść olbrzymi pamiątkowy kamień upamiętniający poległych żołnierzy w 1914 roku. Podmokły teren, także siąpiący deszcz nie sprzyjał takiej pracy. Dwie godziny próbowaliśmy ustawić w pionie ważący ponad 1,5 tony kamień, nie udało się.... Odwiedził nas mieszkaniec tych okolic, on również próbował za pomocą dźwigu samochodowego ustawić ten kamień w pionie, również bez efektu...
Czas naglił, gdyż o godzinie 10 mieliśmy spotkać się na cmentarzu ewangelickim w Borowej, na sprzątaniu tej nekropolii, więc spakowaliśmy sprzęt i pożegnaliśmy to troszeczkę zapomniane miejsce....
Małczew – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie brzezińskim, w gminie Brzeziny. Przez wieś przebiega droga asfaltowa, powiatowa nr 02912E. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa skierniewickiego. Wikipedia
poniedziałek, 10 kwietnia 2023
Będków - Sadzawka - Judaika - Proces sądowy - Archiwum Państwowe w Tomaszowie - 1932-36
Będkowska sadzawka, jest ważnym miejscem w Będkowie od wielu, wielu lat. W moim przypadku miejsce wędkarskich przygód z lat szczenięcych. Złociste karaski, srebrzyste bączki cieszyły oko bez względu na skarlały rozmiar. Nie przypuszczałem, że w latach międzywojennych była dzierżawiona przez miejscowych Żydów. Będąc dzieckiem pamiętam pana Janiszewskiego, który również dzierżawił sadzawkę. Miałem nie więcej niż 7 lat kiedy odbyły się odłowy kroczków i innych ryb. Beczki były pełne ryb, zmącona woda, ja i moi rówieśnicy łapaliśmy rybki rękoma, które z braku tlenu i czystej wody pływały po wierzchu łapiąc tlen. Ubrudzeni szlamen, zmęczeni ale radośni wracaliśmy do swoich domów, w przeciwieństwie do naszych mam, które widziały upiorne brudasy z perspektywą prania naszych ubrań...
Dokumenty pochodzą z Archiwum Państwowego w Tomaszowie Maz.
PROTOKOŁ
spisany w kancelarii Urzędu gminnego w Będkowie z dnia 22 sierpnia 1932 z Lejzerowicza Moszka na okoliczności wpłaty ..... za dzierżawę sadzawki osadzkiej w Będków. -
Wezwany do kancelarji gminnej Lejzerowicz Moszek, syn ...., lat 65, piekarz z zawodu, zamieszkały w osadzie Będków, poinformowany o odpowiedzialności za fałszywe zeznania, w obecności sołtysa osady Będków Jędraszkiewicza Franciszka zaznał, jak następuje:
Dzierżawiłem w latach 1926, 1929 i 1930 sadzawkę osadzką na hodowlę ryb na zasadzie kontraktu zawartego między zarządem osady.
Tytułem dzierżawy za wspomnianą sadzawkę zarząd osady na podstawie uchwały zebrania osadzkiego pobierał po zł. 400.- .....czyli za dzierżawę w ciągu trzech lat należało się zapłacić przeze mnie zł. 1200.-
Na poczet powyższej sumy zrealizowałem w latach przy zawarciu kontraktu w roku 1928 zł. 200
24. maj 1928 do kasy osadzkiej zł. 100
19. czerwca 1929 do kasy osadzkiej zł. 50
06. marca 1930 do kasy osadzkiej zł. 60
06. marca 1930 do kasy osadzkiej zł. 96
06. marca 1930 do kasy osadzkiej zł. 104
23 października 1930 do kasy osadzkiej zł. 150
w m-cu listopadzie 1931 r. do kasy osadzkiej zł. 198
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Razem zł. 908.-
Jak z powyższego wynika różnica w kwocie zł. 242- zalegam tytułem należnych opłat za dzierżawę sadzawki osadzkiej. -
Zeznał wszystko odczytano i podpisano .......
Osada Będków, dnia 22 grudnia 1932 roku.-
Świadek: sołtys osady Będków .......
Do Sądu Grodzkiego
w Tomaszowie Mazowieckim
Sołtysa gromady Będkow
Stanisława Stołowskiego działającego
w imieniu i na rzecz osady Będków tejże gminy,
pow. Brzezińskiego, przeciwko
Moszkowi Lejzerowiczowi zam. w osadzie Będków
pow. Brzezińskiego.
POWÓDZTWO
Pozwany winien jest z tytułu reszty należności ze dzierżawę sadzawki osadzkiej dla celów rybołówstwa w latach 1928. 1929 i 1930 kwotę zł. 242. --, którą to sumę dobrowolnie uregulować nie chce.
Przesyłając przy niniejszym odpis protokułu rady Gromadzkiej oraz odpis protokułu spisanego z Lejzerowiczem ustalającego wysokośc zaległości uprzejmie proszę Sąd Grodzki
1. o zasądzenie na rzecz osady Będkó od pozwanego Moszka Lejzerowicza zł. 424. - jako resztę czynszu dzierżawnego za dzierżawę sadzawki z należnymi %%.
2. zasądzenie kosztów wpisowego i za prowadzenie sprawy.
3. zaopatrzenie wyroku rygorem natychmiastowej wykonalności.
4. rozpatrzenie sprawy na sesji wyjazdowej w Będkowie.
Na świadków proszę powołać b. sołtysa Franciszka Jędraszkiewicza oraz Andrzeja Makowskiego zamieszkałych w osadzie Będków.
Osada Będków, dnia 27 listopada 1934 roku.
Sołtys gromady Będków.
Osada Będków, dnia 5 stycznia 1936 r.
Do Pana Chaskla Blanka
w Będkowie.
Na mocy uchwały Rady Gromadzkiej z dnia 30 grudnia rb. Nr. 35, niniejszem wzywam pana do wpłacenia do kasy gromadzkiej wc terminie do dnia 15 stycznia r.b. reszty należności z wyroku za dzierżawę sadzawek w latach ubiegłych po potrąceniu umorzonej sumy przez Radę Gromadzką to jest sumy zł.....
W razie nie zastosowania się do niniejszego wezwania i niewpłacenia należności w terminie do 15 stycznia r.b. sprawa zostanie skierowana do komornika i egzekwowana będzie cała należność zasądzona z wyroku, w skutek czego narażony pan zostanie na poważne koszta egzekucyjne. -
Sołtys gromady Będków.
Do Zarządu osady Będków
na ręce sołtysa p. Jędraszkiewicza Fr.
Blanka Chaskla zamieszkałego w os. Będkowa
pow. Brzezińskiego- dzierżawcy sadzawki osadzkiej.
Podanie
Za wydzierżawienie sadzawki osadzkiej w roku 1932 zobowiązałem się wnieść sumę zł. 310 - maksymalną, ustaloną drogą przetargu.
Ponieważ na poczet powyższej należności wpłaciłem zaledwie zł. 150 i na skutek przewlekłego kryzysu ekonomicznego i gospodarczego pozostałej sumy zł. 160.- nie jestem w stanie uregulować, gdyż ceny ryby spadły do 50% i hodowla ryb w roku bieżącym była wyjątkowo niewielka i kiepska, przeto zwracam się z uprzejmą prośba o łaskawe darowanie mi tej kwoty zł. 160- gdyż żadnego zysku z hodowli nie uzyskałem, względnie oddanie mi takowej na następny rok, t.j. z dnia 1 stycznia 1934 r. do eksploatacji bezinteresownie to zgodzę się na uregulowanie całkowitej należności za dzierżawę sadzawki za 1932 rok.
Łaskawej odpowiedzi oczekuję, kreślę ją
z poważaniem
H. Blank
Będków, dnia 2.01.1933 r.
piątek, 7 kwietnia 2023
Łódź - Waldemar Rode - Ebay
Piękna seria zdjęć pocztówek na niemieckim Ebay! Autorem tych zdjęć jest Waldemar Rode, łódzki fotograf, niemieckiego pochodzenia.






























.jpg)
.jpg)















-1.png)

-1.png)


-1.png)
-1.png)


-1.png)
.png)
-1.png)
-1.png)
