Stojewsko przez sto lat (1860-1960)
Autor: Armin Wermuth
Po trzecim rozbiorze Polski w 1795 r. niemieccy osadnicy przybyli ze Śląska, Wielkopolski i Prus Południowych (ówczesnej nowo utworzonej prowincji pruskiej) do okolic Łopuszna w powiecie kieleckim. Polski właściciel ziemski Dobiecki zapewnił im gościnne przyjęcie. Nabyli oni bagniste zagłębie doliny Łopuszno i założyli pierwszą niemiecką kolonię H a u l a n d, która została oficjalnie wpisana do tabeli pomiarowej jako A n t o n i e l e w (Antonienhof). Szkoła w stylu szachulcowym i uroczy drewniany kościółek z cmentarzem, położone na piaszczystym wzgórzu przy głównej ulicy wsi, przyciągały innych podróżników z krajów wschodnich do odpoczynku, a później do stałego pobytu.
60 lat później kolonia macierzysta nie była w stanie pomieścić wszystkich potomków i zaspokoić głodu ziemi nowych przybyszów. Z tęsknotą spoglądali oni na kontynuację doliny w kierunku Krasocina, gdzie rezydował polski szlachcic Hipolit S t o j e w s k i . Teren ten nie wyglądał zachęcająco: w bagnistej dolinie porośniętej ogromnymi olchami, wierzbami, topolami, osikami i brzozami roiło się od węży, jaszczurek i wszelkiego rodzaju płazów. Słoneczną polanę wypełniały roje komarów i innych gryzących owadów. Stoki widocznego na horyzoncie wapiennego wzgórza Oleszno-Małogoszczer pokrywały potężne modrzewie i dęby. W koronach drzew grasowały rysie, wiewiórki, kuny leśne i wszelkiego rodzaju większe i mniejsze nieznane drapieżniki. W biały dzień z gęstwiny dochodziło wycie wilków i szczekanie lisów. Leniwy strumień wił się od zachodu do wschodu przez dno doliny, dzieląc gminy Łopuszna i Krasocin, a jednocześnie wyznaczając granice powiatów kieleckiego i włoszczowskiego. Miejsce to nazywano potocznie Trójkątem Hrabiego, ponieważ stykały się tu posiadłości hrabiego Niemojewskiego z Oleszna, pana Stojewskiego z Krasocina i właściciela ziemskiego Dobieckiego z Łopuszny. Ogromny drewniany krzyż z blaszanym wizerunkiem Matki Boskiej oznaczał skrzyżowanie trzech granic. Inicjały B. Z. P. (Boże zbaw Polskę, Boże chroń Polskę!) zachęcały wędrowców do cichej modlitwy.
Sześciu zamożnych niemieckich kolonistów odważyło się na osiedlenie się na tej niegościnnej pustyni. Byli to chłopi Karl H a n s c h, Johann La n g e, Gottlieb P a c h, August R e i m a n n , Gottlieb Z e l m e r i Gottfried Z e l m e r. Za cenę 5–10 złotych rubli za polską morgę nabyli północne zbocze wapiennego wzgórza Krasocin wraz z przylegającym u jego podnóża pasem doliny i wspólnie z innymi braćmi w wierze zabrali się za wycinanie pierwotnego lasu. Teren ten został wpisany do tabeli pomiarowej jako STOJEWSKO, na pamiątkę właściciela ziemskiego Stojewskiego.
Dalszą część dna doliny, położoną bardziej na północ, nabyli za cenę 3 rubli za polską morgę: Ferdinand B r u n s c h , Gottlob R o s e n a u , Johann R o s e n t h a l i Daniel Fr i t z. Nowa osada otrzymała na cześć właścicielki majątku nazwę KAROLINA; w języku ludowym nazywano ją Klein-Stojosków (Małe Stojewsko?). (Tabela I i 11: 1860 - U.G.Kr.) O początkach pionierskiego okresu opowiedziała rolniczka Rosine Hansch, która w 1924 roku skończyła 80 lat (relacja „Ein Kampf ums Dasein” autorstwa Rosine Hansch).
W tym samym okresie inni niemieccy koloniści osiedlili się w promieniu 1-15 km w innych wioskach. Ten sam język, ta sama wyznanie ewangelicko-augsburskie łączyło nowych osadników z macierzystą gminą Antonielew - Antonienhof, gdzie znajdowała się już szkoła kantorska z kościołem, które propagowały niemiecką naukę luterańską.
Przez 46 lat wierni ze Stolzenhof byli związani z macierzystą gminą Antonielew w radościach i smutkach (od 1860 do 1916 roku). Ani dorośli, ani dzieci w wieku szkolnym nie stronili od pokonywania 6-kilometrowej drogi. W mrozie i upale regularnie uczęszczano w niedziele i święta na nabożeństwa czytane; uczestniczyli w chórze śpiewającym i chórze puzonowym i chętnie zatrzymywali się do zmroku u przyjaciół i znajomych.
Poważni chrześcijanie nie zadowalali się niedzielnymi nabożeństwami; pod kierownictwem misjonarza ludowego Friedricha Lange tworzyli wspólnoty modlitewne, które w ciągu tygodnia zbierały się w prywatnych mieszkaniach. Ojciec Lange nie był sekciarzem, pozostawał wierny kościołowi luterańskiemu. Jego kazania były skierowane głównie przeciwko paleniu tytoniu, alkoholizmowi, złej reputacji i wszelkiego rodzaju współczesnym występkom. Jego 40-letnia bezinteresowna działalność misyjna miała błogosławiony wpływ na wszystkie niemieckie wioski.
Polscy partyzanci i podburzony tłum często utrudniali luteranom odwiedzanie kościoła. Podczas I wojny światowej (1914-16), kiedy linia frontu przebiegała między Lopuszno a Stolzenhofem, parafia macierzysta znalazła się na ziemi niczyjej, a mieszkańcy Stojewska przez półtora roku byli całkowicie odcięci od kościoła i szkoły. W tym czasie rolnicy Gottfried G ü n t h e r i sołtys Samuel H a n s c h podjęli inicjatywę utworzenia niezależnej gminy kantoralnej Stolzenhof. Do projektu dołączyło 12 wsi z powiatu Włoszczowa. Pastor Georg Tietz z Kielc uzyskał potwierdzenie utworzenia nowej gminy kantoralnej oraz plany budowy małego kościoła od konsystorza warszawskiego. Samuel Hansch, który w międzyczasie został wybrany członkiem rady gminy, dopełnił formalności związanych z otwarciem niemieckiej szkoły we właściwych urzędach. Sytuacja polityczna była sprzyjająca. O władzę państwową rywalizowały dwa ugrupowania: socjalistyczny rząd w Lublinie i chrześcijańsko-narodowy w Warszawie. Aby pozyskać obywateli, zatwierdzono na razie wszystkie wnioski, w tym również ten dotyczący otwarcia niemieckiej szkoły mniejszościowej w Stojewsku. Byli tak hojni, że zezwolili nawet dzieciom spoza granic gminy na uczęszczanie do szkoły w Stojewsku. W tym czasie zgłosiło się 60 uczniów, z czego 5 było wyznania mojżeszowego, 4 rzymskokatolickiego, a reszta ewangelicko-augsburskiego.
W pośpiechu Günther i Hansch nabyli gotowy drewniany budynek, przetransportowali go do Stojewska i w jednej połowie domu urządzili modlitewnię, a w drugiej pomieszczenia mieszkalne dla przyszłego nauczyciela. Klasa szkolna została umieszczona w wynajmowanym domu, a pomieszczenia gospodarcze dla nauczyciela Günther udostępnił w swoim gospodarstwie.
Nauczyciel był opłacany przez państwo, a za pracę kantora płaciła parafia, w naturze: 20 centnarów żyta, 40 centnarów ziemniaków i 5 centnarów słomy rocznie. Do tego dochodziło prawo użytkowania 2 morgów ziemi oraz jedna trzecia podatku pasterskiego za czynności kościelne (pogrzeby itp.). Zapewniono mu również bezpłatne mieszkanie i wozy według potrzeb.
(ciąg dalszy nastąpi)
Ein Jahrhundert Stolzenhof (1860-1960)
Von Armin Wermuth
Nach der dritten Teilung Polens 1795 kamen deutsche Siedler aus Schlesien, Großpolen und Südpreußen (damals neugebildete preußische Provinz) in die Gegend von Lopuszno, Kreis Kielce. Der polnische Gutsbesitzer Dobiecki gewährte ihnen gastliche Aufnahme. Sie erwarben die moorige Talmulde von Lopuszno und gründeten die erste deutsche Kolonie H a u l a n d, die amtlich in die Vermessungstabelle als A n t o n i e l e w (Antonienhof) eingetragen wurde. Ein Schulhaus im Fachwerkstil und ein schmuckes Holzkirchlein mit Kirchhof, auf einem sandigen Hügel an der Hauptdorfstraße gelegen, lockten andere Ostlandfahrer zur Rast und späterem Daueraufenthalt.
60 Jahre später konnte die Mutterkolonie ihre Nachkommen kaum fassen und den Landhunger der Neuhinzugekommenen kaum stillen. Sehnsuchtsvoll schauten sie auf die Fortsetzung der Talmulde nach Krasocin hinüber, wo der polnische Edelmann Hippolyt S t o j e w s k i residierte. Verlockend sah dieses Gelände nicht aus: In der sumpfigen Talmulde, bestanden von riesigen Erlen, Weiden, Pappeln, Espen und Birken, tummelten sich Schlangen, Eidechsen und allerhand Lurche. Die sonnige Lichtung erfüllten Mückenschwärme und andere bissige Insekten. Die Abhänge des am Horizonte sichtbaren Oleszno-Malogoszczer Kalksteinhügels bedeckten mächtige Lärchen und Eichen. In den Wipfeln tummelten sich Luchse, Eichhörnchen, Baummarder und allerhand größere und kleinere unbekannte Raubvögel. Am hellichten Tage hörte man aus dem Dickicht das Heulen der Wölfe und Bellen der Füchse. Ein träger Bach schlängelte sich von West nach Ost durch die Talsohle und teilte die Gemeinden Lopuszna und Krasocin voneinander, gleichzeitig die Kreise Kielce-Wloszczowa markierend. Diese Stelle nannte man im Volksmunde Grafen-Dreieck, denn hier stießen die Besitzungen des Grafen Niemojewski von O l e s z n o, des Herrn Stojewski von K r a s o c i n und des Grundbesitzers Dobiecki von L o p u s z n o zusammen. Ein riesengroßes Holzkreuz mit einem blechernen Muttergottesbilde kennzeichnete die Kreuzung der drei Feldmarken. Die Initialen B. Z. P. (Boze zbaw Polske, Gott behüte Polen!) ermannten den Wanderer zum stillen Gebet.
Sechs zahlkräftige deutsche Kolonisten wagten den Sprung in diese unwirtliche Wüstenei. Es waren dies die Bauern Karl H a n s c h, Johann La n g e, Gottlieb P a c h, August Re i m a n n , Gottlieb Z e l m e r und Gottfried Z e l m e r. Sie erwarben zum Preise von 5 -10 Goldrubel pro polnischen Morgen den nördlichen Abhang des Krasociner Kalksteinhügels mit dem am Fuße angrenzenden Streifen der Talmulde und rückten in Gemeinschaftsarbeit mit anderen Glaubensbrüdern dem Urwald zu Leibe. Dieses Gelände wurde in die Vermessungstabelle als STOJEWSKO eingetragen, rum Andenken an den Gutsbesitzer Stojewski.
Die weiter nördlich gelegene Talsohle erwarben zum Preise von 3 Rubel pro polnischen Morgen: Ferdinand B r u n s c h , Gottlob R o s e n a u , Johann R o s e n t h a l und Daniel Fr i t z. Die Neusiedlung erhielt zu Ehren der Gutsbesitzerin den Namen KAROLINA; im Volksmund nannte man sie Klein-Stojosków. (Tabelle I und 11: 1860 - U.G.Kr.) Ueber die Anfänge der Pionierzeit hat die Bäuerin Rosine Hansch berichtet, die im Jahre 1924 das 80. Lebensjahr vollendet hatte (Bericht "Ein Kampf ums Dasein" von Rosine Hansch).
Im gleichen Zeitraum siedelten andere deutsche Kolonisten im Umkreis von 1-15 km in anderen Dörfern. Die gleiche Sprache, das gleiche evg.-augsb. Glaubenbekenntnis verbanden die Neusiedler mit der Muttergemeinde Antonienhof, wo bereits eine Kantoratsschule mit Kirche sich befanden, die die deutsch-lutherische Unterweisung ausbreiteten.
46 Jahre waren die Stolzenhofer Glaubensbrüder in Freud und Leid mit der Muttergemeinde Antonienhof verbunden (1860 bis 1916). Weder die Erwachsenen noch die Schulkinder scheuten die 6 Kilometer lange Wegstrecke. Bei Frost und Hitze besuchte man regelmäßig an Sonn- und Feiertagen die Lesegottesdienste; nahm teil am Gesang- und Posaunistenchor und verweilte gern, bis zum Anbruch der Dunkelheit, bei Freunden und Bekannten.
Ernste Christen begnügten sich nicht mit dem sonntäglichen Gottesdienst; sie bildeten unter der Leitung des Volksmissionars Friedrich Lange Betgemeinschaften, die unter der Woche in Privatwohnungen sich versammelten. Vater Lange war kein Sektierer, er hielt treu zur lutherischen Kirche. Seine Predigten richteten sich hauptsächlich gegen das Rauchen, die Trunksucht, bösen Leumund und allerhand neuzeitliche Laster. Seine 40 Jahre hindurch geleistete uneigennützige Missionstätigkeit wirkte sich segensreich in allen deutschen Dörfern aus.
Polnische Freischärler und der aufgehetzte Mob behinderten des öfteren die lutherischen Kirchgänger beim Besuch des Gotteshauses. Während des 1. Weltkrieges (1914-16), als die frontlinie zwischen Lopuszno und Stolzenhof verlief, da geriet die Muttergemeinde ins Niemandsland und die Stolzenhofer waren eineinhalb Jahre vom Kirch- und Schulbesuch gänzlich abgeschnitten. Während der Zeit ergriffen die Bauern Gottfried G ü n t h e r und der Dorfschulze Samuel H a n s c h die Initiative zur Gründung einer selbständigen Kantoratsgemeinde Stolzen hof. 12 Dörfer des Kreisteiles Wloszczowa schlossen sich dem Projekte an. Pastor Georg Tietz von Kielce besorgte die Bestätigung der neuen Kantoratsgemeinde und Baupläne für ein Kirchlein vom Warschauer Konsistorium. Samuel Hansch, der inzwischen als Mitglied in den Gemeinderat gewählt worden war, erledigte die Formalitäten zur Eröffnung einer deutschen Schule bei den zuständigen Behörden. Die politische Konjunktur war günstig. Zwei Rivalen rangen um die Staatsmacht: die Sozialistische Regierung in Lublin mit der Christlich-Nationalen in Warschau. Um die Staatsbürger für sich zu gewinnen, genehmigte man vorderhand alle Eingaben, darunter auch die zur Eröffnung einer Deutschen Minderheitsschule in Stolzenhof. Man war so großzügig, daß man sogar evg. Kindern von außerhalb der Gemeindegrenzen den Schulbesuch in Stolzenhof geneh- migte. Es meldeten sich seinerzeit 60 Schulbesucher; davon waren: 5 mosaischen Glaubensbekenntnisses, 4 röm.-kath. und der Rest evg.-augsb.
In aller Eile erwarben Günther und Hansch ein fertiges hölzernes Gebäude, transportierten es nach Stolzenhof und richteten in der einen Haushälfte ein Bethaus ein und in der anderen Wohnräume für den künftigen Lehrer. Die Schulklasse wurde in einem Mietshaus untergebracht, die Wirtschaftsräume für den Lehrer stellte Günther in seinem Hofe zur Verfügung.
Der Lehrer wurde vom Staate besoldet, für die Tätigkeit als Kantor verpflichtete sich die Kantoratsgemeinde aufzukommen, und zwar in Naturalien: 20 Ztr. Roggen, 40 Ztr. Kartoffeln und 5 Ztr. Stroh im Jahr. Dazu die Nutznießung von 2 Morgen Land und für die kirchlichen Amtshandlungen (Beerdigungen usw.) ein Drittel der Pastorentaxe. Freie Wohnung und Stellung von Fuhrwerken nach Bedarf wurden auch zugesichert.
(Fortsetzung folgt)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz