W listopadzie ubiegłego roku złożyłem interpelację jako radny Rady Gminy w Bójcach na temat budynku mieszklanego w Bukowcu przy ul. Dolnej 128. Przedstawiłem w tym piśmie moje uwagi dotyczące pogarszającego się stanu technicznego, uważam, że ten zabytkowy budynek zasługuje na opiekę, jest jednym z najstarszych zabytków w Bukowcu.
Bukowiec - Königsbach - Szkoła przykościelna - Interpelacja. Jeden z najstarszych, zachowanych budynków w Bukowcu wymaga natychmiastowego remontu.
W książce OTO HEIKE 150 LAT SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945 na stronach 254-261 jest rozdział poświęcony szkolnictwu w Bukowcu. Swieżo przetłumaczyłem ten materiał, myślę, że uzmysłowi wszystkim, że warto zadbać o ten budynek, tyle na przestrzeni lat się wydarzyło...W dalszym ciągu brakuje tablicy informacyjnej, przykre...
SZKOŁA
Osadnikom w
Bukowcu należy przypisać duże uznanie za wysiłek o budowie szkoły
i domu modlitwy jako pierwszego wspólnego zadania. W swoim starym
miejscu zamieszkania przyzwyczaili się do posyłania dzieci do
szkoły i chcieli dać im taką możliwość edukacyjną także w
nowym miejscu zamieszkania.
Już latem 1804 r. mieszkańcy
Bukowca wybudowali budynek z muru pruskiego, który został pokryty
strzechą w miejscu, w którym górna ulica wsi przecina brukowaną
drogę z Kraszewa do Kurowic. Oprócz ciężkiej pracy osadnicy
musieli także zebrać na tę budowę gotówkę w wysokości 50
Reichstalarów. Zgodnie z aktem spadkowym, zobowiązani byli do
wnoszenia gotówki i zapasów na utrzymanie nauczyciela, budowa
szkoły była wielkim osiągnięciem, biorąc pod uwagę skromne
dochody domowników. W końcu większość z nich nadal zajmowała
się budową schronów - szałasów dla ludzi i bydła, a także
pracami porządkowymi i osuszaniem gruntów. Już mieli zatrudnić
nauczyciela na własny koszt i skontaktowali się już w tej sprawie
z właściwymi władzami w swoim kraju. Ale zdarzył się wypadek.
Prawdopodobnie na budynek szkoły z dachem krytym strzechą spadła
iskra z komina; nowy budynek zapalił się i został całkowicie
zniszczony, zanim mógł osiągnąć swój cel. To samo stało się u
kolonistów w sąsiednim Grömbach – Łaznowska Wola, gdzie podczas
pożaru spalił się budynek szkolny.
Minęły prawie
dwa lata, zanim można było pomyśleć o budowie nowego budynku
szkoły. Kamień węgielny położono nie w tym samym miejscu, ale w
środku wsi, gdzie górna wieś łączyła się z linią ulic dolnej
wsi biegnącą w kierunku północno-zachodnim. Parafia przejęła
działkę od wdowy Renner, która otrzymała w zamian działkę
poprzedniej szkoły w innym miejscu. Nowy budynek wybudowany ponownie
z muru pruskiego zawierał z jednej strony przestronną salę
lekcyjną z miejscem dla 80 dzieci oraz trzypokojowe mieszkanie dla
nauczyciela. Drugą część domu zajmowała duża sala modlitewna z
chórem i dwiema bocznymi krużgankami. Około połowy stulecia,
prawdopodobnie w 1853 r., gmina zapłaciła za montaż niewielkich
organów.
Do szkoły początkowo uczęszczało około 70 dzieci,
które uczyły się rano i po południu na dwóch wydziałach. Sześć
do ośmiu dzieci siedziało w długich drewnianych ławkach,
dziewczynki oddzielone od chłopców i patrzyły na nauczyciela,
który siedział w podniesionej pozycji (podest) i który musiał je
uczyć ortografii i czytania, religii, a później także pisania,
czytania i arytmetyki. W aktach parafii Pabianice, do której należał
Bukowiec, nie ma zapisów o osobie pierwszego nauczyciela.
Najwyraźniej pierwszym zajęciem na stanowisku nauczyciela było
rozwiązanie awaryjne, ponieważ „porządnego” nauczyciela w
Bukowcu można było zdobyć dopiero w 1811 r. w osobie Johanna
Schenzela. Ten nauczyciel pochodził z Kleinengstingen w Jurze
Szwabskiej, był żonaty i miał dwuletniego syna, również Johanna,
który zastąpił ojca na stanowisku nauczyciela w 1830 roku.
Nadzór szkolny
sprawował około 1820 r. polski ksiądz katolicki z Mileszek, ale
rodzice złożyli skargę na to zarządzenie do rządu, gdyż tylko
1% dzieci katolickich było zadowolone wizytą duchownego
katolickiego. Tak więc w 1844 r. zadanie wizytatora szkoły
powierzono pastorowi ewangelickiemu Danielowi Biedermannowi z
Pabianic. Po każdej wizycie, przynajmniej raz w roku, musiał
przygotować pisemne sprawozdanie w języku niemieckim i polskim.
Kopie takich raportów jeszcze w latach trzydziestych znajdowały się
w aktach parafii protestanckiej w Pabianicach.
Jako kantor
kościoła, nauczyciel szkoły był oczywiście również zobowiązany
do czytania kazania i gry na organach na niedzielne nabożeństwo, do
chrzczenia dzieci, jeśli to konieczne, do udzielania lekcji
bierzmowania i odmawiania przepisanych modlitw na pogrzebach. W wielu
przypadkach, zwłaszcza w kontaktach z władzami, nauczyciel musiał
reprezentować także jako sołtys. Tak było z. na przykład, że
nauczyciel Schenzel dbał o interesy gminy przed sądem policyjnym
oraz w biurze domeny w Pabianicach, gdy dochodziło do ostatecznego
ustalenia roszczeń podatkowych państwa, odsetek dziedzicznych oraz
roszczeń odszkodowawczych dla kolonistów.
O dziwo,
nauczyciel Johann Schenzel, pochodzący ze Szwabii, w ciągu kilku
lat zdobył znajomość języka polskiego, dzięki czemu mógł uczyć
swojego syna o tym samym imieniu, który urodził się w Kl.
Engstingen w 1809 r., , w języku polskim od najmłodszych lat. Po
gruntownym przygotowaniu w domu i z polską nauczycielką z
sąsiedztwa, najpierw umieścił go na stanowisku urzędnika w
Pabianicach i wysłał do gimnazjum w Piotrkowie, gdzie mógł
przystąpić do egzaminu państwowego jako nauczyciel szkoły
podstawowej. Moment, w którym syn objął stanowisko nauczyciela w
1830 r., musiał być dla ojca bardzo podnoszącym na duchu. Johann
Schenzel (syn) był niezwykle aktywny i ambitny. Cieszył się
wielkim szacunkiem rolników z Bukowca, co, zgodnie ze starym
powiedzeniem: „Prorok nie jest nic wart we własnej ojczyźnie”,
zdarza się rzadko. Przełożeni również musieli być zadowoleni z
jego pracy; ponieważ jego gorliwość i sumienność są
wielokrotnie podkreślane w protokołach wizytacji. Niestety zmarł 2
grudnia 1855 r. w wieku 46 lat z powodu zapalenia płuc. Udało mu
się zabezpieczyć stanowiska rolnicze dla swoich dwóch synów w
Bukowcu i Wiączyniu.
Po przedwczesnej
śmierci Schenzela, 18 czerwca 1856 r., do osieroconej szkoły
skierowano nauczyciela Adolpha Schwaba. Najwyraźniej nie mógł się
zaaklimatyzować i opuścił Bukowiec po trzech latach działalności,
aby zająć stanowisko w innym miejscu bez funkcji kantora*.
Następnie w 1859 r. przyszedł nauczyciel Karl Job, który przez 15
lat trzymał surowe rządy w szkole. Następnie mieszkaniec Bukowca
ponownie przejął ten urząd. To właśnie Adam Kainath, syn
instruktora, przygotowywał się do egzaminu wstępnego w rosyjskim
gimnazjum w Łodzi, głównie poprzez prywatne lekcje, i zdał
egzamin jako nauczyciel przed samym dyrektorem szkoły powołanym
przez samorząd rejonowy Warszawy. W tym samym czasie uczył się gry
na puzonie i organach, a w wieku 23 lat objął stanowisko
nauczyciela i kantora w Bukowcu. Jako mieszkaniec Bukowca miał
szczególnie dobre kontakty z miejscową społecznością. Nie tylko
wykonywał pracę szkolną z wielką gorliwością; był także
doradcą i pomocnikiem w wielu codziennych sprawach rolników. Pisze
listy i petycje do oficjalnych organów; potrafił odnawiać Biblie i
śpiewniki religijne, przywieziono mu też zegar ścienny do naprawy,
doradzał odpowiednie zioła lecznicze. Pszczelarz z zamiłowania był
kimś w rodzaju arbitra, którego autorytet był również
wykorzystywany w sporach małżeńskich i którego decyzje były
szanowane. Jego działalność jako kantora dała mu rangę
proboszcza, ponieważ właściwy proboszcz z Pabianic przyjeżdżał
tylko raz w miesiącu i nie nawiązywał osobistej relacji zaufania
ze swoimi parafianami. W międzyczasie liczba uczniów wzrosła do
112, ale o zatrudnieniu drugiego nauczyciela nie było mowy.
Wykonanie zadania wymagało wielkiej cierpliwości, niezwykłej
wytrwałości i ojcowskiego autorytetu. Kainath pracował w Bukowcu
przez prawie ćwierć wieku, potem przez kilka lat pracował jako
kościelny w zborze św. Jona w Łodzi i zmarł w 1926 r. w wieku 75
lat. Doskonale pamiętam tę typową ojcowską postać, ponieważ
Adam Kainath był wujem mojej mamy i często przychodził do naszego
domu.
Najdłużej był
nauczycielem i kantorem w Bukowcu Karl Meier. Pochodził z
Effinghausen – Starowa Góra, osady pod Łodzią, która również
rozwinęła się około 1800 roku. Kształcił się w protestanckim
kolegium nauczycielskim w Warszawie. Tam zdał egzaminy w 1905 r. i
początkowo podjął pracę w Zofiówce w powiecie łaskim. Po
wyjeździe pastora Pabianic złożył podanie o wolne stanowisko w
Bukowcu i rozpoczął tu pracę 1 września 1909 r. Ale już po 4
latach ten energiczny i entuzjastyczny nauczyciel musiał zrezygnować
z pracy i został przeniesiony do odległej wsi pod Brzezinami. Meier
nie objął jednak tego stanowiska; Zatrudnił się w prywatnej
szkole Scheibler & Grohmann w Łodzi.
Jeszcze przed I
wojną światową bardzo dobrze pamiętam wizyty rosyjskich
inspektorów szkolnych. Przez kilka tygodni ćwiczyliśmy w chórze
formułę powitania: „Sdrawia shelajem waschemu wyßokorodju” -
Życzymy zdrowia wysoko urodzonemu”. Zapamiętaliśmy również
imiona członków rodziny carskiej, abyśmy mogli je recytować
podczas szkolnego przedstawienia. Odśpiewaliśmy także rosyjski
hymn narodowy „Boshe carja chroń” (Boże strzeż cara) do
melodii „Boże bądź opieką cesarza” i z czcią patrzymy na
duży obraz rodziny carskiej, który wisiał na frontowej ścianie
naszej szkolnej sali, a we mnie następca tronu w białym mundurze
robił szczególne wrażenie. Nawet my, dzieci, darzyliśmy „władcę
wszystkich Rosjan” pewną sympatią, gdy otrzymaliśmy dużą torbę
słodyczy i dzień wolny od szkoły z okazji 300. rocznicy istnienia
carskiej rodziny Romanowów.
Jednym z
przedmiotów obowiązkowych był oczywiście język rosyjski; Zgodnie
z prawem wszystkie przedmioty powinny być nauczane w języku
rosyjskim, ale w praktyce nie było to możliwe. W klasach wyższych
musieliśmy pogodzić się z rosyjską geografią i historią, a
także z podstawowymi zasadami lekcji arytmetyki. Tabliczka mnożenia
została nam tak gruntownie nauczona, że dekadę później
mogłem mnożyć, takie jak 6x8 lub 7x9, jedynie poprzez powtórzenie
odpowiednich formuł w języku rosyjskim.
Od 1913 r. do wybuchu
wojny w 1914 r. Karl Jabs pełnił funkcję nauczyciela i kantora.
Ówczesny trzydziestolatek wiedział, jak dostosować się do
sytuacji politycznej dzięki swojej inteligencji, dobrym
umiejętnościom językowym i ambicjom. Częściej niż jego koledzy
nosił granatowy mundur rosyjskich urzędników państwowych z
insygniami na kołnierzu, złotymi guzikami i herbem państwowym z
dwugłowym orłem na czapce wojskowej, dla podkreślenia jego
lojalności wobec państwa. Wiedział też, jak skutecznie promować
uczniów szkół średnich w języku rosyjskim, ale ten trzeźwy
kujon miał oczywiście zahamowania, gdy obejmował stanowisko
kantora. Kiedy wybuchła wojna, Karl Jabs został żołnierzem; nie
wrócił już do Bukowca, ale przeszedł do policji.
Po wybuchu wojny
nie było mowy o kontynuowaniu nauki w szkole. Bukowiec stał się
areną wojny od września do wybuchu katastrofy 8 grudnia 1914 r.,
kiedy stary budynek szkolny stanął w płomieniach. Dzieci w wieku
szkolnym pozostawały bez opieki szkolnej przez ponad rok, do czasu,
gdy w 1915 r. władzom miejskim udało się zapewnić tymczasowe sale
lekcyjne w dwóch wynajmowanych pomieszczeniach gospodarczych.
Emerytowany nauczyciel Adam Kainath ponownie zajął się nauczaniem,
rok później zastąpił go nauczyciel Kurtz. Już w trakcie swojej
działalności odpowiedzialni przedstawiciele społeczności myślą
o budowie nowej szkoły dla 140 dzieci. Na początku 1917 r.
przedstawiono władzom niemieckim plan budowy, który dzięki hojnemu
wsparciu niemieckiej administracji cywilnej mógł zostać
zrealizowany w rekordowym czasie prawie 10 miesięcy.
Nowoczesny budynek szkolny z dwiema dużymi salami lekcyjnymi i
mieszkaniem dla dyrektora na piętrze powstał na terenie parafii na
początku dolnej wsi według pruskich standardów budowy wiejskich
szkół podstawowych. Szkoła połączona była z kościołem
pośrednim budynkiem z zadaszoną sienią, tak aby nauczyciel, który
był jednocześnie kantorem, mógł wejść do zakrystii i chóru
organowego bez zamoczenia nóg. Społeczność szkolna otrzymała
znaczące wsparcie od Niemiecko-Protestanckiego Stowarzyszenia Szkół
Państwowych w Polsce, w którego zarządzie Bukowiec był
reprezentowany przez ówczesnego burmistrza Aleksandra Eglera.
W międzyczasie
nauczyciel Karl Meier również wrócił do Bukowca, gdzie wcześniej
pracował od 1909 do 1913 roku. Objął kierownictwo trzyklasowej
szkoły podstawowej i funkcję kantora. W tej drugiej fazie swojej
pracy w Bukowcu Meier natychmiast przeżył szczyt, a mianowicie
przeprowadzkę do nowego budynku szkolnego i inaugurację nowego
kościoła 8 grudnia 1917 r. Jednak w następnym roku rozpoczął się
okres niezwykle dużego wysiłku. Nowo utworzone państwo polskie 11
listopada 1918 r. zagwarantowało w konstytucji prawo mniejszości
narodowych do swobodnego rozwoju ich narodowości, ale w praktyce nie
pozostawiło kamienia na kamieniu. Chciano spolonizować młodzież
niemieckich szwabskich wiosek, a przede wszystkim niemieckiego
charakteru szkoły publicznych.
Nikt nie miał nic
przeciwko wprowadzeniu języka polskiego jako stałego przedmiotu.
Jednak język polski jako przedmiot nie był wystarczający dla
polskich władz szkolnych. Pod pretekstem, że nauczyciele
narodowości niemieckiej, wyszkoleni w rosyjskich instytutach
nauczycielskich, nie mieliby niezbędnych kwalifikacji do prowadzenia
lekcji języka polskiego, do trzyklasowej szkoły w Bukowcu
zatrudniono nauczyciela narodowości polskiej. Był nie tylko znawcą
języka państwowego, ale także „stróżem” inspektora
szkolnego.
W 1924 r.
władzom gminnym udało się nawet wprowadzić nauczanie języka
polskiego w Bukowcu, zaskakując tym rodziców uczniów. Dyrektorowi
niemieckiemu nie dano już możliwości oświecenia rodziców i
napomnienia ich, aby wytrwali w kwestii „nauczania języka”. Być
może taki rekonesans zostałby zinterpretowany jako naruszenie jego
oficjalnej przysięgi. Na przykład członek komisji, który tam
pojechał, zapytał zebranych, czy chcieliby, aby ich dzieci teraz
właściwie nauczyły się języka polskiego. Kto jest przychylny,
niech podniesie ręce. Dyrektor obecny na spotkaniu nie mógł mówić.
Jasne sformułowanie intrygującej kwestii na rzecz zachowania
niemieckiego języka wykładowego mogło mieć poważne konsekwencje
dla Meiera. Z pewnością przy najbliższej okazji zostałby
przeniesiony do innej szkoły, do Bukowca jako dyrektor przyjechałby
Polak, który nie pozwoliłby na żadną pomoc niemieckim dzieciom.
Niczego nie podejrzewający uczestnicy apelu zinterpretowali
zakłopotane milczenie dyrektora szkoły jako zgodę na środki
podjęte przez polskie władze szkolne i podnieśli ręce, by
przypieczętować polonizację całej klasy. Karl Meier jako dyrektor
zapewnił co najmniej staranne prowadzenie lekcji języka
niemieckiego w klasach początkujących oraz religii protestanckiej.
Wątpliwą
decyzją rodzicielstwa w Bukowcu rozpoczął się w życiu szkoły
rozwój, który wywołał wiele złości i irytacji niemieckich
nauczycieli, rodziców, a przede wszystkim dzieci. Ponieważ od tej
pory co najmniej jeden Polak należał do trzyosobowego kolegium,
niemieccy nauczyciele mogli być stale monitorowani i obserwowani. Na
przykład młoda nauczycielka języka polskiego zadbała o to, aby na
szkolnym dziedzińcu w czasie przerw mówiło się po polsku. W celu
wzmocnienia wpływu „pomocy społecznej” państwa uczniowie
liceum powinni uczęszczać do polskiej szkoły średniej w
Kurowicach. Nikt nie był zmuszany do uczęszczania do oddalonej o 3
km szkoły, ale każdy, kto chciał pójść do liceum w Łodzi lub
potrzebował pełnoprawnego dyplomu do nauki zawodu, musiał udać
się do Kurowic. Byli tu tylko polscy nauczyciele i nie było lekcji
niemieckiego. Ale dyrektor uważał, żeby uczniom z Bukowca nie
przeszkadzali ich polscy koledzy z klasy także w drodze do domu.
Wraz z
wkroczeniem wojsk niemieckich we wrześniu 1939 r. sytuacja szkolna
uległa zasadniczej zmianie. Lekcje zostały zawieszone zgodnie z
wytycznymi narodowego socjalizmu. Pomocnicy szkolni z Rzeszy
opiekowali się oszołomionymi dziećmi ze Szwabii i ćwiczyli
pieśni niemieckie zwłaszcza lid Horsta Wessela. Karl Meier,
53-letni wówczas dyrektor szkoły, podejrzewany od początku jako
przychylny chrześcijanon, musiał znacznie ograniczyć swoją
posługę jako kantor i mógł grać na organach tylko podczas
nabożeństw. Mimo powierzenia mu kierownictwa nowo utworzonego
Urzędu Stanu Cywilnego, wrogość i szykany ze strony biur
partyjnych trwały przez kolejne lata. Także nazistowscy członkowie
NS** - w Bukowcu utrudniali mu życie i nie chcieli już widzieć w
nim „ojca wioski”.
W 1945 roku
Meier przyjechał z rodziną - najmłodsza córka zginęła podczas
wysiedlenia - do Vahldorf pod Magdeburgiem, gdzie został dyrektorem
szkoły podstawowej i nauczycielem specjalizującym się w rosyjskim,
który znakomicie opanował za czasów warszawskich. Po przejściu na
emeryturę przeniósł się do Lebus nad Odrą i do śmierci pracował
jako organista w kościele protestanckim. *** Zmarł w 1966 roku w
wieku 80 lat.
* - Kantor - KANTOR
(łac. cantare śpiewać) funkcja liturgiczna polegająca na
przewodzeniu w śpiewie i nauce śpiewu.
** -
Narodowosocjalistyczna
Niemiecka Partia Robotników – niemiecka partia nazistowska.
Zastąpiła istniejącą w latach 1919–1920 Niemiecką Partię
Robotników. W latach 1933–1945 sprawowała w Niemczech totalitarną
władzę. Wikipedia
*** - Z Lebus często
odwiedzał byłych mieszkańców Bukowca, którzy osiedli w
Großgörschen pod Lipskiem i utrzymywał osobiste i listowne
kontakty ze swoimi byłymi uczniami w Republice Federalnej Niemiec.