poniedziałek, 25 listopada 2024

110 rocznica Bitwy o Łódź - Wystawa - Kiermasz - Księży Młyn

 

Miło jest zobaczyć na plakacie swoją książkę...., 100 dni operacji łódzkiej 1914 roku. Smutne jest to, że w mojej gminie Brójce, która była miejscem zaciętych walk w listopadzie i grudniu 1914 roku, nikt z miejscowych decydentów, nie pokusił się wspomnieć choćby słowem o 110 rocznicy Bitwy o Łódź....

Wystawa w Pabianicach powstała w dużej mierze dzięki wielkiemu zaangażowaniu miejscowego pasjonata historii Piotra Sölle.

W tym tragicznym czasie, rany lub śmierć poniosło wielu mieszkańców, zostało całkowicie spalonych ponad 100 gospodarstw, także kościół ewangelicki w Bukowcu, jak i zburzony dopiero co wybudowany w Kurowicach kościół katolicki. O tym tragicznym dla mieszkańców mojej gminy czasie mogłem mówić w programie (25 październik 2024):

„Na wschód od Łodzi” - program TVP3 Łódź poświęcony Powiat Łódzki Wschodni. Tym razem rzecz o historii sprzed 110 lat - Operacji Łódzkiej.

Niestety, taka jest prawda:"do tanga trzeba dwojga"....



Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.9

 

A potem pozdrowiłem Wirtembergię, a ona pozdrowiła was ponownie, swoich lojalnych synów, i przesłała wam znaki swojej braterskiej, nie, matczynej przyjaźni. Co najgłębiej łączy cię ze starą Szwabią? To, co zawiera motto Szwabii: Nieustraszeni i wierni. Paweł mówi: Nie wstydzę się ewangelii Jezusa Chrystusa. Kiedy schludna wieża małego kościoła wzniesie się na ziemię, będzie to potężne kazanie: My, Königsbacherzy, nie wstydzimy się naszego drogiego ewangelizmu. Och, wielu wstydzi się tego dzisiaj. Ewangelia Jezusa Chrystusa jest ze swej natury obraźliwa dla człowieka, ponieważ jej pierwsze zdanie brzmi: Nie ma nic we mnie i moim życiu na tej ziemi. Nasz dumny czas jest głęboko zaciemniony przez ewangelię; jesteś biedny i nieszczęśliwy, żałośnie ślepy i nagi. Każdy, kto tak mówi, nie lubi być słyszany na głos. A jednak - my, którzy znamy ewangelię, jak możemy się jej wstydzić? Im dłużej znajdujemy się pod presją tego strasznego czasu, tym większe staje się to, że mamy dobrą nowinę o naszym Bogu, tę ewangelię z jej niebiańskimi słowami pocieszenia od Ojca, który nas szuka, niezależnie od tego, czy go uwolnimy. Kiedy uświadamiam sobie, co w tym czasie oznacza pozwolenie na wiarę w Bożą łaskę, a następnie widzę, że ewangelia daje mi do tego prawo, wtedy moja dusza jest pełna radości i wiem: ewangelia nie należy do ławki, ale w środku naszego czasu. Chcemy ją wykrzyczeć i wyśpiewać całemu światu: nie wstydzimy się tej ewangelii. Czyni ona dla nas największą rzecz - zbawia nas - tutaj od zgiełku czasu i tam na wieczność. Drodzy bracia i siostry! Stara niemiecka ojczyzna jest teraz z wami bardziej niż kiedykolwiek ze swoją miłością. A kiedy wojna się skończy, nastąpi ożywiona wymiana miłości i wspólnoty między nami w starej ojczyźnie a wami, naszymi braćmi tutaj. Z radością damy wam wiele. Ale dzisiaj chciałbym podkreślić coś innego: to, co otrzymujemy od was. To wrażenie, jak święta może stać się wiara ludzi i ich narodowość. Nigdy nie zapomnę, jak cudownie wzrosła wasza lojalność wobec obu.  Tylko wtedy można w pełni posiąść świętą rzecz, gdy się za nią cierpiało. Cierpieliście w 1914 roku w imię waszej wiary i waszego języka modlitwy. Niech Bóg o was nie zapomni. Niech was obficie błogosławi, a Jego święte słowo niech będzie chlebem życia dla przyszłych pokoleń.

    Po modlitwie i pieśni pastor Schmidt poprosił przedstawiciela Konsystorza Ewangelickiego w Warszawie, pastora Geißlera, o odczytanie aktu erekcyjnego. Brzmi on następująco:

     „Dnia 15. lipca tysiąc dziewięćset siedemnastego roku po narodzeniu naszego Zbawiciela i Odkupiciela Jezusa Chrystusa, w trzecim roku największej wojny narodów, jaką odnotowała historia świata, wojny Niemiec, Austro-Węgier i ich sojuszników, Turcji i Bułgarii, przeciwko Rosji, Francji, Anglii, Włochom, Rumunii, Japonii, Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej i narodom, które zwołały ze wszystkich pięciu kontynentów, położono kamień węgielny pod budowę kościoła protestanckiego w miejscowości Königsbach, w miejscu, w którym ten dokument jest zamurowany.

     Kościół zostanie wzniesiony w tym samym miejscu, gdzie stał stary kościół ewangelicko-augsburski, który został zbudowany przez przodków obecnych mieszkańców wsi Königsbach, którzy wyemigrowali z Królestwa Wirtembergii w 1803 roku, kiedy kraj ten był prowincją Królestwa Prus pod rządami króla Fryderyka Wilhelma Trzeciego, ale który został spalony przez Rosjan, kiedy wrócili z tej wioski w grudniu tysiąc dziewięćset czternastego roku, wraz z osiemdziesięcioma pięcioma gospodarstwami należącymi do niemieckich kolonistów.

    Kamień węgielny pod budowę nowego kościoła położono, gdy tereny te zostały zajęte przez wojska niemieckie, a Polska, która do tego czasu była prowincją rosyjską, została ponownie podniesiona przez zwycięskie mocarstwa centralne do niepodległego Królestwa Polskiego..

    Władcą Rzeszy Niemieckiej jest cesarz Wilhelm II, a generalnym gubernatorem okupowanego terytorium jest obecnie generał kawalerii Erz. Von Beseler z siedzibą w Warszawie oraz arch. von Kries, szef administracji cywilnej tego terytorium.

    Wieś Königsbach, która po polsku nazywa się Bukowiec, należy do gminy Brojce w powiecie łódzkim i jest parafią zboru ewangelicko-luterańskiego w Pabianicach.

    Gubernatorem wojskowym łódzkiego gubernatorstwa wojskowego jest obecnie generał porucznik von Schmitt, cesarskim niemieckim komendantem policji dla obszaru administracyjnego Łodzi jest Rittmeister dr Lochrs, starostą powiatu łódzkiego jest Rittmeister von Kessel.

    Pastor Julius Bursche w Warszawie był generalnym superintendentem Warszawskiego Konsystorza Ewangelicko-Augsburskiego, który obejmował pięć okręgów kościelnych: warszawski, kaliski, piotrkowski, płocki i augustowski. Ponieważ jednak przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Warszawy latem 1915 r. wyjechał z nieznanych powodów do Rosji Wewnętrznej, jego zastępcą został pastor Konsystorialrat Rudolf Gundlach w Łodzi. Superintendentem okręgu kościelnego Piotrkowa, do którego należy pabianicki zbór ewangelicki, a tym samym wieś Königsbach, został starszy pastor W.P. Angersterin w Łodzi, pastor pabianickiego zboru ewangelickiego Rudolf Schmidt.

sobota, 23 listopada 2024

Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.8

Pastor Schmidt z Pabianic, który jest również miejscowym pastorem w Königsbach, sprawował liturgię, modlił się z kongregacją o powodzenie budowy, a następnie wygłosił mowę poświęcającą. Było ono oparte na tekście z 1 Listu do Koryntian 3:11. „Innego fundamentu nikt nie może położyć, jak tylko ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus”. Oraz: Bf. 118:25 „O Panie, pomóż! O Panie, pomyśl!”. „Drogie zgromadzenie świąteczne! Nadszedł dziś dla was wielki dzień radości: Dzień wmurowania kamienia węgielnego pod kościół, który ma tu powstać! Świąteczni goście przybyli z bliska i daleka, aby dzielić z wami radość. Chciałbym im serdecznie podziękować za wielkie zainteresowanie, jakie okazali społeczności szkolnej w Königsbach! Kiedy ma tu powstać nowy dom modlitwy, spoglądamy w przeszłość i wspominamy stary dom modlitwy, który stał tu przez ponad 100 lat. Przed oczami stają nam dwa straszne dni: 8 i 9 grudnia 1914 roku, kiedy to stary dom modlitwy stanął w płomieniach! Z głębokim smutkiem w sercach, ze łzami w oczach patrzyliście, jak płonie; to było tak, jakby kawałek waszego własnego serca został wam wyrwany, gdy tonął w gruzach i popiele! Jak wiele łez zostało wylanych w pierwszych dniach po domach Bożych! Czuliście się bezdomni aż do dziś, wielkiego dnia, kiedy ma zostać położony kamień węgielny pod wasz kościół. Jasna radość jaśnieje na wszystkich waszych twarzach. Zanim zbudujecie własne domy, dziś kładziecie kamień węgielny pod dom Boży! To piękny dowód na to, że kochacie Boga bardziej niż samych siebie. Dzisiaj chcemy położyć kamień węgielny pod nowy kościół w imię Boże. Modlitwa wznosi się w nas do Boga: „Oby ten dom, Panie, stał się rzadkim, solidnym budynkiem, który może jeszcze głosić przyszłym pokoleniom, że zbór wzniósł ten budynek z miłości do Boga!

    Niech ten budynek będzie pod Twoją ochroną. Ten budynek jest przeznaczony do wielkich rzeczy: zgromadzenie Pana ma się tu gromadzić na swoje nabożeństwa, wielki Bóg, bo całe niebo nie może pomieścić nieba, chce tu zamieszkać. Ten zewnętrzny budynek jest również symbolem wielkich duchowych rzeczy, które mają się tutaj wydarzyć. Kładąc tutaj kamień węgielny, chcemy wyrazić myśl: „Nikt nie może położyć innego fundamentu niż ten, który został położony, czyli Jezus Chrystus!”. O zamkach w górach Harzu mówi się, że aby uczynić je niezniszczalnymi, wbudowano w nie żywego człowieka.  Chcemy położyć Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, jako kamień węgielny naszego kościoła: Na Nim ten kościół ma się wciąż na nowo budować, opierając się na Nim jako na swoim fundamencie! Dlatego ten kościół musi być budowany nie tylko zewnętrznie; wy sami musicie stać się świątyniami Boga żywego, w których Chrystus został położony jako fundament. Tak jak stary budynek tutaj musiał zostać całkowicie zburzony, gruz i śmieci usunięte, stara ziemia wykopana, tak stary budynek naturalnego człowieka musi również zostać usunięty w was, stary grzech musi zostać usunięty, stare grzeszne nawyki muszą zostać zerwane; wasze serca muszą wtedy tęsknić za przyczółkiem, miejscem odpoczynku, gdzie mogą znaleźć odpoczynek, którym jest Jezus Ukrzyżowany.

    On zadośćuczynił za nasze grzechy, uczynił wystarczająco dużo za nasze grzechy, pojednał nas z Bogiem. W Nim nasze serce znajduje pokój. „Bo niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie, Boże” - powiedział kiedyś wielki ojciec kościoła. Nasze serce raduje się wtedy: „Znalazłem teraz ziemię, która na zawsze trzyma moją kotwicę. Gdzie indziej, jak nie w ranach Jezusa, tam leżała przed czasem świata; fundament, który stoi niewzruszony, gdy ziemia i niebo giną”. Ale to nie tylko położenie fundamentu, ale także reszta budynku, który ma być tutaj wykonany, głosi nam potężne kazanie: Tak jak cała budowla spoczywa na fundamencie, tak całe nasze życie ma być zbudowane na Jezusie Chrystusie; we wszystkich naszych potrzebach i pokusach znajdujemy w Nim boskie moce, które nas wzmacniają; za nasz trud spływa na nas Jego błogosławieństwo. W ten sposób prowadzi nas przez całe życie swoją wszechmocną ręką. Kiedy kładziemy dziś kamień węgielny, cały budynek jest już przed naszymi oczami. Aby odnieść sukces, mały kamień musi wznieść się do Boga: Panie, pomóż, Panie, powodzenia! Bo wszelki dobrobyt i sukces pochodzi od Boga! Niech On pomoże budowniczym prowadzić budowę bezbłędnie i niech ich chroni od wszelkich nieszczęść i wypadków! Niech Bóg pomoże, aby nie tylko sanktuarium zostało zbudowane tutaj wśród nas, ale abyśmy stali się żywymi kamieniami w duchowej świątyni, wszyscy świętymi małymi kościołami, w których mieszka sam Bóg, wszyscy mieszkamy w Bogu! Niech Bóg nam w tym pomoże!

Po wielokrotnych modlitwach i śpiewach pastor gubernatora Liz. Althaus wygłosił drugie kazanie. Rzym. 1 B. 16 było jego podstawą. Miało ono mniej więcej następującą treść: „Najlepszym kazaniem, jakie zostanie dzisiaj wygłoszone, jest to, które sami głosicie, drodzy bracia i siostry w Königsbach. Dzieło, które rozpoczynacie, jest nieomylnym kazaniem. A to miejsce, na którym stoimy, również przemawia głośno i natarczywie. Tutaj wasi przodkowie, którzy wyemigrowali ze starej ojczyzny, aby karczować las i uprawiać ziemię, zbudowali swoją salę modlitewną, tutaj otrzymaliście chrzest święty, tutaj zostaliście bierzmowani, tutaj usłyszeliście słowo Boże i pocieszyliście się, gdy spadło na was nieszczęście, tutaj pobłogosławiono waszych zmarłych, którzy leżą na Bożym polu, niemieckie ziarno na obcej ziemi. To miejsce głosi o grudniowych dniach 1914 roku, kiedy pochodnia wojny poleciała z rąk wycofujących się rosyjskich żołnierzy do waszych domów i do waszej sali modlitewnej, a wy staliście się bezdomni i uciekinierzy, - słowo na waszych ustach: mój Boże, dlaczego? To miejsce głosi o tym, że musieliście cierpieć, ponieważ jesteście protestantami i pochodzenia niemieckiego.  Ale głosi również o twoim westchnieniu ulgi, gdy po najbardziej gorzkich doświadczeniach niemiecki pułk był w stanie rozpocząć odbudowę twojej wioski. Jak często dziękowałeś za to Bogu! Wiem, że nie mieliście spokoju od 8 grudnia 1914 r., odkąd wasz drogi stary dom modlitwy stanął w płomieniach i musieliście mieć swój mały kościółek. Domy znów stanęły w płomieniach. Teraz tęskniłeś za swoim kościołem. I pozwoliliście, by coś was to kosztowało. Dzięki Bogu, że są dzisiaj ludzie, którzy są gotowi poświęcić coś dla Słowa Bożego. Że Jego słowo jest ci drogie, pyszne i cudowne - to właśnie głosi ten budynek. I druga potężna rzecz: Nie wstydzę się ewangelii Jezusa Chrystusa. Drodzy bracia i siostry! Jesteście Szwabami i jesteście z tego dumni. Kiedy byliśmy tutaj razem w waszym małym domu modlitwy w grudniu, zawołaliście do mnie na koniec: „Pozdrówcie Wirtembergię, starą ojczyznę, z której ojcowie przynieśli obyczaj i styl oraz drogą ewangelicko-luterańską wiarę chrześcijańską.

piątek, 22 listopada 2024

Andrespol i okolice w dawnej prasie - B.Jankiewicz - Księży Młyn

 Z przyjemnością zamieszczam informację o nowości wydawniczej Księżego Młyna:

mój dobry znajomy z Kraszewa Bartek Jankiewicz wydał następną książkę "Andrespol i okolice w dawnej prasie".

Co prawda, jeszcze jej nie czytałem, ale mogę z całą pewnością ją każdemu polecić, kto interesuje się historią wokół Łodzi. Podobne materiały zamieszczam na moim blogu, z tego co wiem cieszą się uznaniem czytelników (tematy: obyczajowe, kryminalne, wypadki, pożary itp.)




Informacja o ukazaniu się książki na stronie Wydawnictwa Księży Młyn:

https://www.km.com.pl/ksiazka-681-andrespol_i_okolice_w_dawnej_prasie.html

https://www.facebook.com/ksiezymlyn/photos/%EF%B8%8Fnowo%C5%9B%C4%87%EF%B8%8F-bart%C5%82omiej-jankiewicz-andrespol-i-okolice-w-dawnej-prasie-ksi%C4%85%C5%BCka-ju%C5%BC-d/1392461511951933/?_rdr
Książka do kupienia w większości księgarni internetowych i na allegro.
Wystarczy tylko wpisać nazwisko Jankiewicz i jej tytuł.

https://bonito.pl/produkt/andrespol-i-okolice-w-dawnej-prasie?srsltid=AfmBOorhc2LrKewtuatY9_jizz3MQwZxSesV8ioxWgNBBgK1iDF2Rtes

https://www.swiatksiazki.pl/autor/bartlomiej-jankiewicz

https://www.taniaksiazka.pl/autor/bartlomiej-jankiewicz?srsltid=AfmBOoq06Q-n9gI68icwp2IfPDHP9boDkO8H0hbIIoPKBq1MhVRZFzck

https://ksiegarnia.pwn.pl/autor/Bartlomiej-Jankiewicz,a,1081228401?srsltid=AfmBOopmW4_neM6k_XRWmHewLX0o-BpoSN7c3cNKWFvq8gBCs73iHW1M

https://matfel.pl/tra-pol-3235991-Bartlomiej-Jankiewicz.html

https://multiszop.pl/bartlomiej-jankiewicz,f212022

https://czytam.pl/autor/jankiewicz-bartlomiej?srsltid=AfmBOorY0WKiGo1YkzVMKeIDDL4Pm_uuxHLqShVUZzQ34sVjFeZw7wBc

https://lenaczyta.pl/Andrespol-i-okolice-w-dawnej-prasie-p506122

https://booktime.pl/andrespol-i-okolice-w-dawnej-prasie,id353889.html


Książka do kupienia stacjonarnie m.in. w siedzibie Wydawnictwa Księży
Młyn  Łódź, ul. Księży Młyn 14.

Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.7

Kamień zaczął się toczyć. Mieszkańcy Königsbach wciąż niechętnie wierzyli w realizację planów budowy. Nie bez sprzeciwu na zebraniu wspólnoty podjęto decyzję o budowie i opłacie budowlanej oraz wybrano komitet budowlany. Dla Eglera, którego wigor nigdy nie osłabł, było jeszcze wiele do zrobienia. Niemieckie Stowarzyszenie zajęło się najważniejszą pracą pisemną. W „Schwäbischer Merkur” (28 grudnia 1916 r.) gubernator Althaus opublikował „Szwabską rundę ze środka Polski”. Za jego pośrednictwem dokonano pewnych darowizn na rzecz Königsbacherów. Zorganizował również ofiary na służbę wojskową w Łodzi. Pomoc z zagranicy pobudziła wszystkich Königsbacherów. Kiedy wiosną trzeba było sprowadzić materiały, komitet budowy i członkowie zboru rywalizowali o dokończenie prac przygotowawczych. Podczas swoich wizyt w Łodzi Egler z promiennymi oczami relacjonował rosnący zapał mieszkańców Königsbach.

    W marcu 1917 r. przewodniczący Zarządu Głównego Związku Gustawa Adolfa przebywał w Polsce i odwiedził Königsbach z Łodzi, o czym donosił „Deutsche Post”: „W poniedziałek 12 marca radca kościelny prof. D. Rendtorff odwiedził starą szwabską osadę Königsbach. Kilkuset mężczyzn i kobiet z Königsbach i okolic zebrało się w salach szkolnych. Z głębokim wzruszeniem słuchali słów przewodniczącego Stowarzyszenia Gustawa Adolfa, które od momentu założenia wyciągnęło pomocną dłoń do nieszczęsnej społeczności protestanckiej w rozproszeniu. Prof. Rendtorff wiedział, jak przekazać swoją bogatą wiedzę w sposób ogólnie zrozumiały, a w swoich uwagach zaoferował bogactwo stymulujących myśli, które odświeżyły umysł i uszczęśliwiły ducha, tak że obecni słuchali z zapartym tchem.

    Profesor Rendtorff mówił o kwestiach teraźniejszości i przyszłości oraz wyraził uznanie dla decyzji społeczności wiejskiej o budowie nowego domu modlitwy i szkoły w miejsce tego, który został spalony przez Rosjan wraz z większością osady, pomimo trudnej sytuacji. Tam, gdzie była tak silna gotowość do poświęceń, nie martwił się o dalsze istnienie społeczności na ziemi odziedziczonej po ojcach. Słyszał o zaniepokojeniu Königsbacherów brakującą kwotą na budowę i był gotów zdobyć brakujące 2000 Rbl. - Pastor gubernatora Liz. Althaus wyraził swoją wdzięczność za hojną darowiznę i dodał podnoszące na duchu i pocieszające słowa, które zostały przyjęte ze wzruszeniem przez publiczność. - Przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia, pan Eichler, ogłosił, że fundusz wsparcia Ewangelickiego Ausburskiego Okręgu Konsystorialnego w Warszawie również wniesie wkład w wysokości 1000 rubli na budowę.  - Sołtys wsi, pan Egler, wzruszającymi słowami podziękował gościom, którzy nie tylko przywieźli osobiste pozdrowienia ze swojej starej ojczyzny, ale także udzielili społeczności znajdującej się w trudnej sytuacji znacznego wsparcia. Podziękował również niemieckiemu stowarzyszeniu, które starało się informować o potrzebach ciężko dotkniętej wioski. Łzy wdzięczności, które pojawiły się w oczach obecnych, świadczyły o tym, jak bardzo mówca przemawiał z głębi serca.

Pierwotny budynek szkoły stał się teraz kościołem i budynkiem szkolnym. Wielu Königsbacherów odczuwało niemal niepokój, gdy myśleli o stale rosnącym planie budowy. Jednak wraz ze wzrostem kosztów rosła też pomoc z innych źródeł. Mieszkańcy Königsbach otrzymali pomoc od osób, których się nie spodziewali. Starając się o oficjalną zgodę na budowę, gmina zwróciła uwagę rządowego architekta Schrädera z łódzkiej komendy policji, który bezinteresownie zaoferował swoją pomoc. Zależało mu na stworzeniu miejsca kultu, które wkomponuje się w krajobraz i będzie łatwo połączone z budynkiem szkoły. Niestrudzenie starał się utrzymać dzieło w dobrym stanie. Liczne trudności musiały zostać przezwyciężone w okresie niedoboru materiałów. Nie szczędził wysiłków i dbał o każdy szczegół, aby stworzyć coś jednolitego i godnego.

Uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego odbyło się 15 lipca 1917 roku.  W „Deuteche Post” znajdujemy następującą relację: „Uroczysty tłum zebrał się w niedzielne popołudnie, aby świętować wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę protestanckiego kościoła i szkoły we wsi Königsbach, która rozkwitła nowym życiem z gruzów i popiołów. W uroczystości wzięli udział prawie wszyscy mieszkańcy, młodzi i starzy, a także goście z sąsiednich wiosek, Łodzi i Pabianic, przyjaciele kolonistów z Königsbach, którzy bardzo ucierpieli w wyniku wojennej nawałnicy, i ich pięknego dzieła, którego podjęli się, polegając na własnych siłach, pomocy plemiennej i braterskiej oraz na chwałę swojego Boga. Mury małego kościoła i szkoły, która jest połączona z nim budynkiem pośrednim, już górują nad wysokością człowieka; w niedzielę były odświętnie udekorowane. Ogniska rozpoczęły się po godzinie czwartej. Goście honorowi z Łodzi i Warszawy przeszli z dawnej szkoły w kierunku kościoła.  Chór złożony z młodzieży z Königsbach pod dyrekcją kantora Kajnatha odśpiewał hymn inauguracyjny.

czwartek, 21 listopada 2024

Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.6

 

Do tego dochodzi głos krwi.  Spotkanie założycielskie, które otworzył przewodniczący głównego stowarzyszenia, Eichler, charakteryzowało się tymi wydarzeniami. Podkreślił konieczność zjednoczenia Niemców w mieście i na wsi, mówił o żalach spowodowanych rozdrobnieniem sił i ostrzegał przed powtórzeniem starych błędów i lapsusów, rzucił światło na przyszłość i mówił o perspektywach związku. Po nim głos zabrał redaktor Flierl. Mówił o smutnych wydarzeniach podczas wojny i przyczynach, które do nich doprowadziły. Zebrani z głębokim wzruszeniem słuchali jego szczerych słów. Z uwagą wysłuchali sprawozdania prelegenta na temat dotychczasowej działalności stowarzyszenia i jego planów na przyszłość. Następnie lokalny przewodniczący Egler gorąco opowiedział się za założeniem lokalnej grupy i wezwał swoich rodaków do zrobienia tego samego. Następnie osadnicy Roth i Mener opowiedzieli się za stowarzyszeniem. Lokalna grupa Königsbach=Grünberg została założona jednogłośnie, a 122 członków natychmiast zapisało się na listę.

    Od tego czasu Königsbach i niemieckie stowarzyszenie zawarły silny sojusz. Dzielny przewodniczący lokalnej grupy, Alexander Egler, stał się stałym i mile widzianym gościem w biurze stowarzyszenia, gdzie szczegółowo omówiono wiele ważnych kwestii dotyczących przyszłości osady. Do stowarzyszenia wpłynęły również liczne wnioski w interesie osób indywidualnych i całej społeczności.

    Latem 1916 r. w Schildbergu - Ostrzeszowie (Poznań) pod przewodnictwem nadinspektorów Harhausena i Rode utworzono „Komitet Pomocy dla potrzebujących protestanckich Niemców w Generalnym Gubernatorstwie Warszawskim”, który udostępnił Związkowi Niemieckiemu 9000 marek do podziału między potrzebujących. Niemiecki Związek postanowił przekazać 1200 marek z tej kwoty do Königsbach. Ponieważ zbliżał się okres Bożego Narodzenia, oczywistym było przeznaczenie 1000 marek na prezenty świąteczne dla najbiedniejszych rodzin w Königsbach i Grünberg; pozostałe 200 marek miało zostać wykorzystane na zbiórkę na odbudowę szkoły. Był to śmiały plan miejscowego kierownika i przewodniczącego lokalnej grupy, pana Eglera, który opracował nie bez wahania podczas wizyty w Związku Niemieckim w Łodzi. Wbrew jego oczekiwaniom nie odradzano mu jego realizacji, ale zachęcano do podjęcia praktycznych kroków i omówiono wstępne prace.  Zgłosił jeszcze jedną prośbę: czy nie byłoby możliwe zaproszenie gubernatorskiego pastora Liz. Althausa do wygłoszenia wykładu w Königsbach. Ta prośba również mogła zostać spełniona. W grudniu 1916 r. „Deutsche Post” donosił: „15 grudnia spełniło się długo wyczekiwane życzenie lokalnej grupy w Königsbach: gubernator Liz. Althaus wygłosił wykład w szkole. Dwie sale tymczasowego budynku szkolnego nie mogły pomieścić dużej liczby osób, które przybyły z Königsbach i Grünberg. Okna musiały zostać otwarte dla słuchaczy, którzy pozostali na zewnątrz. Mężczyźni i kobiety przynieśli ze sobą śpiewniki, które były odpowiednie do okoliczności i zakończone modlitwą. W krótkich zarysach mówca rozwinął zdjęcia krajobrazów ze starej ojczyzny szwabskich osadników, którzy osiedlili się tutaj w 1803 roku pośród rozległych lasów i odzyskali ziemię. 

    Przez dusze słuchaczy przebiegł gorzki ból, gdy przypomnieli sobie dzień, w którym Rosjanie podpalili dwie sąsiednie kolonie Königsbach i Grünberg, uniemożliwiając mieszkańcom uratowanie ich najcenniejszego dobytku. Pocieszającymi słowami mówca podniósł na duchu kobiety, które cicho szlochały w sobie, i mężczyzn, którzy z przerażeniem myśleli o męczarniach, które przeżyli, i wartościach, które utracili. Teraz dookoła jest nowy wzrost; nowe budynki zastąpiły spalone na większości dziedzińców. Niemiecka administracja zobowiązała się odroczyć kontrakt na dostarczone drewno. Mówca został skonfrontowany z numerem 1915 na jednym z domów jako znakiem przyszłości. Tam, gdzie zachowano tak wiele radosnego zaufania pomimo najgorszych ciosów wojny światowej, można mieć nadzieję na dobre rzeczy w przyszłości. Prawdą jest, że ostatnie tygodnie przyniosły wielu Niemcom w tym kraju zbyt szybki koniec tęsknoty, ale duże niemieckie stowarzyszenie w Łodzi oferuje solidne oparcie na nadchodzące trudne czasy. Nawet ojczyzna, która na tak długo zapomniała o swoich dzieciach w obcym kraju, pamięta o Niemcach w Polsce i nie pozwoli im zginąć. Przewodniczący lokalnej grupy, Alexander Egler, wyraził uczucie wdzięczności, które wypełniło publiczność, ale także życzenie szybkiego powrotu. Zwrócił uwagę na ciasnotę pomieszczeń szkolnych i potrzebę odbudowy szkoły i domu modlitwy, które zostały spalone przez Rosjan. Początek został już zrobiony: dwie darowizny otrzymane z Niemiec dzięki staraniom pastora Althausa i Niemieckiego Stowarzyszenia utworzyły pierwsze bloki konstrukcyjne. Zubożali parafianie dokładali się do budowy w miarę posiadanych środków.

    Przewodniczący Związku Niemieckiego, Eichler, poparł te sugestie. Ludzie w Łodzi i poza granicami kraju również wezmą udział w organizacji pomocy. Gubernator Althaus obiecał zebrać pieniądze na budowę szkół w Łodzi i Niemczech. Mężczyźni i kobiety z wdzięcznością otoczyli go, gdy wychodził i uścisnęli mu dłoń. „Pozdrów Wirtembergię, pastorze!” wołali do niego. Na zewnątrz odnowiono lub nawiązano jeszcze kilka znajomości. Był tam mężczyzna na przepustce z niemieckiej niewoli, którego ojczyzna została zniszczona przez Rosjan, gdy walczył w armii za sprawę rosyjską. A na następnym rogu podziękowała nam matka innego młodego człowieka z Königsbach, który został zwolniony z niewoli w wyniku wysiłków Niemieckiego Stowarzyszenia.



wtorek, 19 listopada 2024

Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.5

 

                                                                 ODBUDOWA

W pierwszych miesiącach 1915 r. mieszkańcy Königsbach nie wiedzieli jeszcze, ile miejscowych rodzin wciąż żyje i gdzie się znajdują. Stopniowo krewni spotykali się ze sobą lub dowiadywali się czegoś od sąsiadów. Nie było jeszcze wiadomo, czy i ile osób spoczywa pod gruzami spalonych budynków, kto został uprowadzony przez Rosjan, a kto padł ofiarą ostrzału walczących oddziałów.

    Podczas wycieczki samochodowej, którą ówczesny szef administracji prasowej Gleinow, odbył 10 marca 1915 r. z pastorem dywizji Willigmannem przez zniszczone niemieckie osady wokół Łodzi, zobaczyłem ruiny Königsbach i miałem okazję poznać nastroje jego mieszkańców tuż po zniszczeniu. Jedno uczucie zdominowało ich wszystkich:

Staliśmy się żebrakami i straciliśmy wszystko.

    Każda energia wydawała się być złamana. Otwarcie ujawniali nam swoje obawy. W odpowiedzi na ich przerażające pytania, z radością usłyszeli, że zgodnie z ludzką przezornością, ich oprawcy, Rosjanie, nie zobaczą więcej Königsbach. Nie tylko szczęście Königsbacherów, ale także ich sąsiadów pojawiło się przed naszymi oczami. Rosjanie nie poprzestali bowiem na podpaleniu samego Königsbach; sąsiednia szwabska kolonia Grünberg - Zielona Góra również została podpalona. Żaden z niemieckich osadników nie chciał ponownie wpaść w ręce Rosjan. Byli gotowi na jeszcze większą chwałę i nie czekali na powrót Rosjan. Jakże byliśmy szczęśliwi, że mogliśmy ich pocieszyć i rozweselić! Wszędzie błyszczące oczy dziękowały moim polowym towarzyszom za zapewnienie, że rosyjska fala może przesuwać się tylko na wschód.

Dopiero gdy ci, którzy zostali rozdarci i rozproszeni, zaczęli przygotowywać się do wiosennego sezonu siewnego i poczynili przygotowania do pierwszych awaryjnych konstrukcji, zaginieni i ci, którzy zostali już uznani za zmarłych, powrócili i stało się jasne, że nawet w najcięższych próbach Boża opiekuńcza ręka była nad mieszkańcami Königsbach. Trzeba przyznać, że wielu mężczyzn, którzy musieli dostarczyć Rosjanom swoje konie, nie powróciło. Tylko krótkie wiadomości o niektórych z nich dotarły ze wschodniej Rosji. Deportowani to: Christoph Meier, Martin Kiehler, Martin Bener, Wilhelm Hamm, Wilhelm Roth, Martin Roth, Johann Wildemann, Juliust Rück, Johann Frank, Julius Legler, Friedrich Egler, Friedrich Hamm, Jakob Ohmenzetter, Johann Hamm, Martin Rauh, Martin Meier, Josef Rück, Karl Frank, Friedrich Legler i Franz Kajnath.

Dzięki dobrej woli niemieckiej administracji odbudowa zniszczonych budynków gospodarczych mogła rozpocząć się latem 1915 roku. Prezydent policji v. Oppen i starosta powiatowy v. Zitzewitz zawsze byli otwarci na potrzeby pogorzelców, których zapał pobudzali podczas wizyt w osadzie. Niemiecka administracja leśna dostarczała drewno za niewielką lub żadną opłatą. Awaryjne pomieszczenia mieszkalne dla rodzin urządzono w środku budynków gospodarczych lub przy nich. Tylko nieliczni byli w stanie wybudować dom. Wszyscy liczyli na krótszy czas trwania wojny i odszkodowanie za szkody spowodowane pożarem szacowane na 300 000 rubli.

Wspólne cierpienia otwierają serca i umysły na kwestie zjednoczenia. Königsbach było jedną z pierwszych wiejskich grup lokalnych Związku Niemieckiego założonych w marcu 1916 roku. „Deutsche Post” donosił o spotkaniu założycielskim 21 maja 1916 r.: ”Pierwsze spotkanie odbyło się w budynku szkoły w Königsbach po nabożeństwie i wzięło w nim udział wielu mieszkańców Königsbach i Grünberg. Wśród obecnych można było zobaczyć wielu niegdyś dobrze prosperujących rolników, którzy siedzieli tam rozczochrani i zmarnowani; stracili cały swój dobytek podczas walk na tym obszarze. To nie wojna, walka uzbrojonych ludzi przeciwko sobie, pozbawiła go tego, nie, ci, którzy powinni być jego obrońcami, Rosjanie, podpalili jego dom, wyrwali mu z rąk nieliczne rzeczy, które próbował uratować, często ryzykując życie, i wrzucili je w płomienie. Zrobili to słudzy tego samego cara, któremu sam wiernie służył przed laty, któremu był wierny przez całe życie i dla którego jego synowie walczyli teraz i krwawili w polu! Na szczęście pojawienie się wroga, znienawidzonego przez Rosjan, udaremniło dokończenie dzieła zniszczenia; gdyby wojska niemieckie dały rosyjskim mordercom więcej czasu, prawie żadna zagroda z dwóch niegdyś tak kwitnących osad nie pozostałaby nietknięta! - Teraz, pod rządami niemieckimi, nowe życie rozkwita z ruin, pomimo trudów i obciążeń wojennych. Czy można się dziwić, że rolnicy widzą w niemieckich najeźdźcach swoich wybawców?


niedziela, 17 listopada 2024

Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.4

    

Wielkie emocje towarzyszyły mi podczas tłumaczenia tej części książki. Bardzo szczegółowy opis zniszczenia Bukowca przez rosyjskie wojska, zrobił na mnie niemałe wrażenie. Zdecydowanie lepszy opis niż w książce Otto Heike. Nie wiem kto z obu pisarzy miał rację:

Otto Heike pisał, że mieszkańców Bukowca rosjanie eskortowali na stację kolejową w Rokicinach. W tej relacji nie pojawia się słowo Rokiciny, kto miał rację?

Niemcom udało się przedrzeć do Brzezin. Nadeszły dni, kiedy wojska rosyjskie ponownie zalały wieś. Usłyszano wiele gróźb pod adresem jej niemieckich mieszkańców. Sytuacja pogorszyła się, gdy po kapitulacji Łodzi 6 grudnia, Königsbach został poddany samowoli rosyjskiej straży tylnej. Zrobiło się gorąco i wydawało się, że wioska stanie się centrum najbliższej bitwy.

    Za radą lub na skutek rozkazów rosyjskich podkomendnych wielu mieszkańców wsi udało się do Koluszek lub Rzgowa. Wieczorem 6 grudnia przez Königsbach przemaszerowały duże oddziały rosyjskie idące z Łodzi. Zajęły one przygotowane pozycje w pobliskim lesie Zielonej Góry. Część żołnierzy pozostała w wiejskich młynach, nakazując właścicielom przynieść słomę, aby podpalić młyny. Tak właśnie stało się z rodziną Wildemann, której młyn znajdował się w pobliżu ich posiadłości. Około południa 7 grudnia młyny stanęły w płomieniach. Żołnierze zostali poproszeni o pozwolenie na uratowanie części zboża z płonących młynów, na co się zgodzili.

   Żołnierze nakazali pani Wildemann i jej córkom jak najszybciej opuścić dom. Ponieważ obawiali się grabieży, zwlekali z wykonaniem rozkazu. Żołnierze wkrótce zniknęli. Niemiecki patrol jadący ze Rzgowa zastrzelił rosyjskiego żołnierza, który plądrował w Oberdorfie. W rezultacie Rosjanie wciąż przebywający w wiosce zaczęli się bać.

   Wildemann i jego ludzie zdecydowali się pozostać w wiosce, nawet po tym, jak większość mieszkańców opuściła swoje domy. Niemieccy uchodźcy z okolicy znaleźli schronienie w domu Wildemanna. Ponieważ zaczęło brakować żywności, jeden z gości udał się do dolnej wioski, aby kupić chleb. Został zatrzymany na ulicy przez żołnierza, który oskarżył go o bycie niemieckim szpiegiem. Oparł się na zeznaniach Wildemanna. Żołnierz i aresztowany wkrótce pojawili się w domu Wildemanna. Do rozstrzygnięcia sporu wezwano miejscowego sołtysa Eglera, który negocjował z żołnierzem i zapewnił uwolnienie oskarżonego w zamian za 50 kopiejek.

W nocy 8 grudnia w wiosce byli tylko włóczący maruderzy. Tak było również w ciągu dnia. Wieczorem ponownie pojawili się rosyjscy żołnierze, którzy przygotowywali się do podpalenia domów. Zażądali zabezpieczenia psów. Niektórzy z nich pozostali w mieszkaniu Wildemanów i otrzymali mleko i herbatę. Uznali, że lepiej będzie, jeśli rodzina natychmiast opuści dom. Poszli, wrócili i byli bardzo podekscytowani; pot spływał im po czołach i byli przerażeni każdym hałasem. Przeczucie mówiło pani Wildemann, że tego wieczoru wydarzy się coś jeszcze, więc nie położyła się.

W sąsiednim domu mieszkała zamężna córka, której mąż był na wojnie. Tego wieczoru przyszło do niej kilku podoficerów i poprosiło o pokój. Jeden z nich powiedział:

-„Czy wiesz już, że wioska ma zostać spalona?”. Odpowiedziała przecząco.

-„Tak, to się stanie za godzinę!”.

Przerażona kobieta chciała niepostrzeżenie pobiec do swoich rodziców, aby poinformować ich o niebezpieczeństwie grożącym wiosce. Ci jednak powstrzymali ją i zagrozili, że ją zastrzelą, jeśli jeszcze raz spróbuje opuścić dom.

Było około północy, gdy jeden z uciekinierów z domu Wildemanna ostrożnie odsunął zasłonę okna, by wyjrzeć w noc. Wzdrygnął się z przerażenia: w ciągu kilku następnych chwil w niebo wzbił się płomień, sąsiedni dom stanął w płomieniach. Teraz wszyscy wybiegli na zewnątrz. Ich oczom ukazał się straszny widok: płomienie wyskakiwały ze wszystkich domów w okolicy, palił się nawet ich własny dom. Próbowali ratować, co się dało. Łóżka, pościel i wszelkie inne przedmioty i ubrania, na których mogli położyć ręce, zostały wyniesione na pola. Nawet bydło udało się uratować z płonącej obory. Ceglana piwnica zapewniła prowizoryczne schronienie na noc.

    Rosjanie planowali podpalić również domy w górnej części wioski. Ale gdy podpalacze zbliżali się do końca wsi i uważnie nasłuchiwali w kierunku lasu Kraszew, usłyszeli kroki mężczyzn. Byli to młodzi mężczyźni z Königsbach, którzy tego popołudnia otrzymali rozkaz przygotowania się do transportu do Warszawy. Niepozornie i ukrytymi drogami ludzie ci w godzinach popołudniowych oddalili się w przeciwnym kierunku i ukryli w lesie Kraszewskim. Ponieważ sądzili, że Rosjanie opuścili wieś, która leżała tam w ciszy wieczornej, chcieli wrócić do swoich domów. Rosjanie jednak sądzili, że to wojska niemieckie już zbliżają się do wioski. Dlatego pospiesznie opuścili górną część wioski i zaczęli podpalać domy po drugiej stronie drogi. Działali z takim pośpiechem, że nawet nie poinformowali niczego niepodejrzewających mieszkańców w ich domach o zbliżającym się niebezpieczeństwie spalenia. Trzech członków rodziny Kajnath - Adam, Christine i Marie - zginęło w pożarze.

    Tak więc jedno gospodarstwo po drugim stanąło w płomieniach. Nawet stara szkoła i dom modlitwy nie zostały oszczędzone; spłonęły doszczętnie wraz z innymi domami w osadzie. Rodzinom pozwolono ocalić z domów tylko drobne przedmioty. Kazano im natychmiast udać się do Koluszek. Zastygli w przerażającej nocnej scenerii mieszkańcy Königsbach wciąż nie mogli pogodzić się z faktem, że większość ich wioski została bezpowrotnie zniszczona. Podczas gdy pojedyncze rodziny, zgodnie z instrukcjami wojska, udawały się do Koluszek, większość tych, którzy zostali spaleni, pozostała w ostatnich domach dolnej wsi, aby czekać na odejście Rosjan i uratować to, co mogli z ich dobytku. Podczas ostatnich przemarszów kolumn rosyjskich prawie wszystkie konie zostały zabrane do służby marszowej. W rezultacie kobiety i dzieci, które musiały opuścić swoje płonące domy, nie mogły nawet znaleźć środka transportu dla swoich spakowanych ubrań i łóżek.

    Przed świtem niemieckie oddziały wyprzedzające zajęły Obersdorf (ul. Górna). Posuwały się ostrożnie. Z lasu Zielonej Góry, gdzie Rosjanie zajęli nowe pozycje, spadł na nich deszcz pocisków. Rosyjski ogień nie pozostał bez odpowiedzi ze strony Niemców. Uciekający Königsbacherzy znaleźli się w krzyżowym ogniu. Wszyscy próbowali się ratować, w obawie o własne życie chętnie oddawali ocalony wcześniej dobytek. To cud, że uciekającym w popłochu udało się bez szwanku dotrzeć do ochronnego lasu w Zielonej Górze. Tylko dwie kobiety, Pauline Rometsch i Christine Köhler, zostały ranne. Z lasu wysiedleńcy rozproszyli się do niemieckich kolonii pod Koluszkami i Słotwinami, gdzie przebywali przez kilka następnych tygodni.

    Na początku górnej wsi ustawiono niemiecką artylerię. Po powrocie ze Rzgowa i Łodzi mieszkańcy pozostałych domów znaleźli kwatery niemieckie. W gospodzie Eglera znajdował się niemiecki szpital polowy. Rodzina Wildemanów, która dzielnie przetrwała wszystkie zniszczenia wojenne, mieszkała w piwnicy przez ponad dwa tygodnie, zanim mogła przenieść się z powrotem do pokoju. Niedaleko ich piwnicy niemieccy żołnierze zbudowali ziemiankę dla majora z drewna, z tartaku Wildemanów.

    Przez tydzień trwały tu walki. Dopiero w nocy 16 grudnia Rosjanie opuścili swoje pozycje w lesie Zielonej Góry. W tym czasie liczne rosyjskie pociski spadły na górną wioskę, nie powodując większych szkód; uszkodzonych zostało tylko kilka domów.

    Dopiero po odejściu Rosjan, rodziny, które znajdowały się za rosyjskim frontem, mogły wrócić do swoich zniszczonych domów. Na widok zniszczeń rozdzierający serce płacz i zawodzenie. W górnej wiosce i w sąsiednich wioskach przyjmowano bezdomnych. Wśród tych, którzy już wrócili, był syn rodziny Wildemannów, który po uwolnieniu musiał towarzyszyć Rosjanom w swoim samochodzie i zatrzymać się w sąsiedniej wiosce Grünbach - Łaznowska Wola. Tutaj był świadkiem, jak Kozacy zestrzelili niemiecki samolot i zdjęli futrzane ubrania z dwóch niemieckich lotników, którzy bezpiecznie wylądowali. Musiał oddać swój wóz, aby odtransportować lotników; nigdy więcej nie zobaczył swoich koni i samochodu.

Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bitwa o Łódź - Bukowiec - Königsbach - cz.3

                                                   ZNISZCZENIE

W pierwszych miesiącach wojny Königsbach było świadkiem wielu przemarszów wojsk. W drugiej połowie sierpnia 1914 r. przeszły tędy ostatnie oddziały rosyjskie. Wkrótce za nimi podążyły oddziały niemieckie. Jednak zaledwie dwa dni później słabe linie niemieckie wycofały się przed nacierającymi masami rosyjskiej kawalerii. Pod koniec września Rosjanie rozpoczęli drugi odwrót, a na początku października niemieccy żołnierze znów byli widoczni. Myślano, że czas niebezpieczeństwa minął i że są bezpieczni za frontem bitwy, gdy nastąpiła kolejna zmiana: pod koniec października przez wieś przemaszerowały wyczerpane oddziały niemieckie wycofujące się z Warszawy. Tuż za nimi podążali wygłodzeni Rosjanie, którym chętnie dawano jedzenie, którego żądali tak długo, jak pozwalały na to zapasy. Nie otrząsnęli się jeszcze z trudów, jakie przeszli, gdy początek Bitwy Łódzkiej ponownie wprawił w ruch wielkie masy wojsk. Teraz Königsbach również miało zostać wciągnięte w wir wojennych wydarzeń. Po południu 22 listopada przez wieś przeszły oddziały niemieckie. Należały one do Korpusu Schäffera=Boyadela, który ruszył na Rzgów, aby schwytać Rosjan zmierzających do Łodzi.

Reinhard von Scheffer-Boyadel, właśc. Reinhard Gottlob Georg Heinrich Freiherr von Scheffer-Boyadel (ur. 28 marca 1851 w Hanau, zm. 8 listopada 1925 w Bojadłach) – generał pruskiej piechoty podczas I wojny światowej. - Zdjęcie i tekst Wikipedia.


Z relacji niektórych mieszkańców Königsbach, ale przede wszystkim z relacji pani Wildemann, która mieszkała nad jeziorem Chaussee i która pozostała w swoim domu wraz z rodziną przez wszystkie dni walk, można uzyskać spójny obraz ówczesnych wydarzeń. Pani Wildemann siedziała przygnębiona przy kominku późnym popołudniem tego dnia. Niemieccy żołnierze, którzy odpoczywali w jej domu przez kilka godzin, opowiedzieli jej o okrucieństwach popełnionych przez Rosjan w Prusach Wschodnich. Robili aluzje do tego, że spokojny Königsbach wkrótce znajdzie się pośród zgiełku bitwy. Ponadto pojawiły się uwagi od sąsiadów z wioski mówiących innymi językami o zemście Rosjan, ponieważ niemieccy osadnicy byli zbyt gościnni dla swoich polno-szarych współplemieńców. Po raz kolejny przyszły jej na myśl okropności wojny w Prusach Wschodnich i dopiero teraz dotarła do niej pełna rzeczywistość wojny. Pomyślała o swoim synu, który został zmuszony do wstąpienia do armii rosyjskiej wraz z innymi rezerwistami z Königsbach, gdy wybuchła wojna. Broniła go i wszystkich innych synów niemieckich matek, którzy walczyli po stronie rosyjskiej przeciwko niemieckim żołnierzom i z płomiennym oburzeniem zaprzeczała możliwości, że oni również byli zaangażowani w popełnianie takich okrucieństw.

Od zmysłów oderwało ją wejście kilku oficerów. Chciała zaprowadzić ich do salonu. Ale młody oficer, który wszedł pierwszy, powiedział: 

- „Jest nam zimno, chcemy zostać z tobą w kuchni!”. 

Ona i jej dzieci zrobiły miejsce dla gości przy piecu. Oficer zapytał o nazwisko właściciela. 

- „A więc Wildemann to twoje nazwisko! W tym tygodniu mieszkałem już u Wildemanna w okolicach Brzezin”. Teraz jedno słowo prowadziło do drugiego. W międzyczasie rozmówca rozejrzał się po mieszkaniu i teraz wyraził swój zachwyt nad zamiłowaniem gospodyni do porządku. 

- „Dawno nie było tak czysto. Zupełnie jak w moim domu!” Gospodyni nie była już przygnębiona wesołością gościa. Chętnie poczęstowałaby panów jedzeniem. Kuchnia i piwnica opustoszały podczas nieprzerwanych przemarszów wojsk. Zapytała, potykając się i zawstydzona, czy goście mogą być poczęstowani ziemniakami. Jej propozycja została przyjęta z podziękowaniem. Kiedy ziemniaki były już prawie gotowe, ponownie się zakłopotała; nie wiedziała, co więcej zaoferować. Powiedziała więc poufnie: 

- „Nie wiem, z czym panowie będą jeść ziemniaki!”. Goście się roześmiali. Mówczyni odpowiedziała: 

- „Czym? Naszymi rękami, oczywiście!”. Była całkiem szczęśliwa, gdy przypomniała sobie o kiełbasie, która wciąż była w skrytce. Rozcięła ją i otrzymała wiele pochwał. Chwalono również jej chleb. A kiedy młody oficer usłyszał, że będzie piekła następnego dnia, poprosił ją, by upiekła dla niego cztery bochenki; miał je odebrać jeszcze tego samego dnia, gdyby nie wyszło, że przyjdzie do koszar także następnego wieczoru. Gospodyni miała jeszcze wiele do powiedzenia na temat swojego życia, lokalnych warunków i niebezpieczeństwa grożącego niemieckim osadnikom. Kiedy powiedziała, że tylko Bóg zapewnia ochronę przed przechwałkami sąsiadów, jeden z pozostałych oficerów zgodził się z nią i powiedział: „Masz rację. My również polegamy wyłącznie na Bogu, który już nam wspaniale pomógł!”.

Panowie zostali obudzeni o czwartej nad ranem. Gdy się żegnali, młody oficer powiedział:

„Jak daleko podróżowałem, nigdzie nie podobało mi się tak bardzo jak u was! Wrócę tu ponownie po wojnie. Was też trzeba stąd zabrać, jesteście za dobrzy na tutejsze warunki!”.

Tuż przed wyjściem żołnierz szepnął do niej:

- „Wiecie, kto to jest? To królewski książę! Pozwól, że coś dla ciebie zapiszę!”.

Była zszokowana, gdy zdała sobie sprawę, że mówiła do księcia jak do równego sobie i nie okazała mu należytego szacunku. Jej mąż poszedł jednak do pokoju księcia i poprosił o kilka linijek wspomnień. Gość chętnie spełnił prośbę i napisał na pocztówce:

- „Przyjazne wspomnienie w Königsbach. Fryderyk Zygmunt, książę pruski”. Następnie panowie odjechali.

Przez cały dzień w okolicy trwał ostrzał armatni. Niestety, książę nie przybył do zamówionej kwatery. Z uwag żołnierzy, którzy w ciągu dnia przejeżdżali przez wieś, Königsbacherowie dowiedzieli się, że wojska niemieckie zostały otoczone przez Rosjan. Pani Wildemann i wiele innych kobiet wznosiło żarliwe modlitwy do Boga o ochronę i bezpieczeństwo dla swoich ukochanych gości.

 

 

 

 


Eichler Adolf - Die deutsche Ansiedlung Königsbach - Bukowiec - Königsbach - cz.2

 

Ci, którzy przybyli pierwsi, zostali zmuszeni do wzniesienia dziedzicznych chat, które służyły im jako tymczasowe domy. Dach tworzyły pnie drzew pokryte kawałkami darni. Przez dziesięciolecia, aż do dnia dzisiejszego, przekazywane były opowieści o nocnych wizytach stad wilków, które w zimowe wieczory zaglądały ciekawsko przez małe okienka do chat i zdawały się być zdumione naturą nowych mieszkańców lasu. Atakowały psy gospodarskie i odciągały je. Atakowały również ludzi. Opowieści o oszalałych wilkach krążyły od chaty do chaty. Starzy i młodzi szeptali historie o wilkołakach; na wpół zapomniane opowieści ludowe zaczęły ponownie odgrywać rolę w umysłach mieszkańców lasu.

     Dwie klasy kolonistów osiedliły się na terenach leśnych otaczających przyszłą kolonię. „Hübner” osiedlili się na wzgórzu, dzisiejszym »Oberdorf«. Byli to ludzie, którzy przybyli do kraju nie do końca biedni. Musieli udowodnić, że posiadają od 300 do 1000 polskich guldenów. Otrzymywali na własność jedno kopyto ziemi (trzydzieści arów magdeburskich). Zgodnie z aktem dziedziczenia (którego pełne brzmienie znajduje się w załączniku) osadnik otrzymywał ziemię zgodnie z planem geodezyjnym „dla siebie, swoich spadkobierców i potomków na wieczność, na prawach dziedzicznego udziału w taki sposób, że może rozporządzać swoim majątkiem według własnego uznania, ale za uprzednią wiedzą i zgodą Królewskiej Izby Wojennej i Domen., a zatem może ją oddać, sprzedać, wymienić lub zbyć w jakikolwiek inny sposób, ale tylko z zastrzeżeniem, że właściciel może sprzedać nieruchomość obcokrajowcowi tylko w ciągu pierwszych 10 lat. Osadnik otrzymał ziemię bez zapłaty. „Budynek niezbędny do prowadzenia jego działalności został również zbudowany dla niego jako stodoła bezpłatnie na rachunek króla”.

    Te same przywileje przyznano również biedniejszym przybyszom, ale z tą różnicą, że otrzymali oni tylko cztery akry magdeburskie. Osadnicy obu klas otrzymywali dwa dobre grosze za każdą milę i każdą głowę rodziny jako rekompensatę za dojrzewanie. Poza budynkami i ziemią otrzymywali także żywy inwentarz i drób, ziarno siewne i narzędzia rolnicze. Za każdy akr gruntu leśnego otrzymywali opłatę w wysokości od 10 do 15 reichstalarów. Pierwsze sześć lat było wolne od podatku. Administracja domeny kazała wybudować kamienną studnię na środku drogi na każde cztery gospodarstwa. Wiele z nich istnieje do dziś jako dowód działalności opiekuńczej ówczesnej administracji. Mniejsze karczmy znajdowały się w dolnej części wsi.

   W sąsiedniej wsi Grünberg zachował się akt dziedziczenia, który w niektórych fragmentach różni się od dokumentu z Königsbach. Stanowi on kolejny dowód na to, z jaką troską pruska administracja starała się zagospodarować nowe tereny, a także jaka przyszłość czekała sprowadzonych tu niemieckich osadników. Każdy kolonista był zobowiązany do zasadzenia „trzydziestu sztuk szczepionych drzew owocowych dobrej jakości” w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

    Nadając nazwę osadzie, pruscy urzędnicy myśleli o uhonorowaniu króla Fryderyka Wilhelma III. Ponieważ przez dolinę przepływa niewielki strumień, nazwano ją Königsbach. Górną wieś przecina dobrze utrzymana droga łącząca Łódź z Tomaszowem. Ostroga górnej wsi wpada do doliny. Ze względu na podmokłe niziny, kontynuacja drogi wiejskiej nie została odgięta w lewo. Na zakręcie, gdzie spotykają się górna i dolna wieś, w 1808 r. wybudowano dom szkolny połączony z salą modlitewną. Mieszkańcy Königsbach byli dumni z tej spuścizny po swoich ojcach: przypominająca kościół sala modlitewna mogła pomieścić ponad 300 osób.

    Po utworzeniu parafii pabianickiej kolonia została kościelnie przyłączona do Pabianic. Podział ten był wynikiem zakłopotania, jak pokazuje rzut oka na mapę.

    Königsbach, któremu w latach dwudziestych XX wieku nadano polską nazwę Bukowiec, rozwijał się pod rządami zmieniających się władców dzięki ciężkiej pracy mieszkańców. To tutaj najdłużej przetrwał prawdziwy szwabski charakter i język. Mogła rozwijać się bez przeszkód aż do wojny światowej. Była to jedna z największych i najlepiej prosperujących kolonii niemieckich w regionie. Jej mieszkańcy działali nie tylko w sektorze rolniczym - wprowadzili również kilka gałęzi drobnego przemysłu, takich jak zmechanizowana produkcja wyrobów pończoszniczych i produkcja wyrobów cementowych.

Ogłoszenie-reklama ukazała się w Der Volksfreund 16.11.1919 roku:



Najtańszym i najlepszym pokryciem dachowym są cementowe płytki łączone, dostępne w cementowni

                                       ALEXANDER EGLER W BUKOWCU ( KÖNIGSBACH)

                                 GMINA BRÓJCE, POWIAT ŁÓDZKI, POCZTA ANDRZEJÓW

cegły, rury studzienne, słupki ogrodzeniowe, pustaki, koryta znajdują się w magazynie, w przypadku większego zapotrzebowania mogą być wykonane na miejscu. Wysyłka wagonami we wszystkich kierunkach.