środa, 17 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Kino Bałtyk - Widzewska Manufaktura - cz.9



              Istniała wówczas instytucja prawna tak zwana "intercyza" polegająca na tym, że kobieta wychodząca za mąż, zastrzegała w akcie notarialnym, i włożone przez nią do małżeństwa, a szczegółowo przedmioty stanowiące jej własność. Przepis był mądry, bo zabezpieczał żonę przed długami męża, ale cóż z tego, kiedy ludność żydowska zapisywała w intercyzie. Z reguły nie to, co było, ale to co małżonkowie zamierzali po dorobieniu się kupić.W rezultacie Skarb Państwa zajmujący przedmioty majątkowe za zaległe podatki, narażał się na sprawę wyłączeniową, gdyż żona przedstawiała intercyzę i sąd musiał zajęte rzeczy wyłączyć z egzekucji, mimo, że kupione, między innymi za niezapłacone podatki.
               Właścicielem mieszkania przy ul. Cegielnianej 58, gdzie przez jakiś czas zamieszkiwałem jako sublokator, był kupiec, który nie płacił za dużych podatków, urządził się bowiem (i jak stwierdził, nie on jeden) w następujący sposób. Kupował bawełnę czy wełnę, dawał ją do przerobienia na przędzę do t.zw. przędzalni, potem tę przędzę do tkalni. Gotowy towar sprzedawał kupcom, po cenie konkurencyjnej. Ponieważ w tym czasie, życie handlowe i przemysłowe nie było skrępowane tylu przepisami, więc wyżej opisaną procedurę można było stosować, bez płacenia podatków, chyba, że kto wydał, czego się na ogół nie obawiano, gdyż ludność żydowska w takich sprawach na zewnątrz, była nadzwyczajnie solidarna.
                 Robili także inaczej. Fabryka, urządzenia przedsiębiorstwa, kina itp. stanowiły własność określonej osoby, ale ona nie prowadziła swego przedsiębiorstwa, tylko je wydzierżawiała i dzierżawa obowiązała, był płacić podatki z prowadzonego przedsiębiorstwa. Gdy wobec zalegania z płatnością Skarb państwa zajmował urządzenia przedsiębiorstwa i następowało wyłączenie , gdyż rzeczy nie były własnością dłużnika, a sam dłużnik był, albo spółka z ograniczoną odpowiedzialnością , która okazała się bez kapitału, albo biedakiem, który był po prostu osobą podstawioną. Przypominam sobie np. sprawę dużego kina istniejącego zresztą do dzisiaj przy ul. Narutowicza w Łodzi, pod nazwą "Bałtyk". Gdy Prokuratoria Generalna w Warszawie przekazała nam tę sprawę, kino nazywało się "Splendid". Właścicielami lokalu, krzeseł, aparatury kinowej i w ogóle całego urządzenia byli dwaj Żydzi, którzy wystąpili o wyłączenie tych rzeczy z pod zajęcia, dokonanego przez Skarb Państwa, gdyż prowadząca je spółka z ograniczoną odpowiedzialnością nie zapłaciła grosza podatku i rozwiązała się gdy tylko zjawił się sekwestrator skarbowy. Sąd musiał urządzenia kina wyłączyć i skarb nic nie dostał.
                  Aliści po półtora roku, znowu natknąłem się na sprawę tego kina. Tym razem nazywało się ono "Nowy Splendit" i było dzierżawione prywatnej osobie, która nie zapłaciła podatków, a gdy przyszło co do czego, okazało się, że dzierżawca jest ubogim Żydkiem, mieszkającym w jakiejś klitce pod schodami, a jedynym jego majątkiem jest siedmioro dzieci. Nie mieliśmy wątpliwości, że kino faktycznie prowadzą właściciele lokalu i urządzeń, ale aby nie płacić podatków z obrotu i dochodu kina , podstawiają jakiegoś "Strohmanna" (słomianego figuranta). Niestety, w ówczesnym ustroju demokratycznym, nie można było im nic zrobić, gdyż formalnie byli w porządku, a szukanie świadków dla ustalenia prawdziwego stanu rzeczy i obalenie zmowy milczenia, było z góry skazane na niepowodzenie, gdyż rzecz działa się wśród ludności żydowskiej, była jak już wspominałem bardzo solidarna.
                    Znana jest historia "Widzewskiej Manufaktury" w Łodzi, której właściciel - Uszer Kohn płacił podatki kapaniną, jak z łaski i gdy go przyciskano, groził, że zamknie fabrykę i kilka tysięcy robotników zostanie bez pracy. Nie przeszkadzało mu to jednak wiadomymi sobie drogami, lokować zarobionych pieniędzy za granicą.
            
                                                        - ciąg dalszy nastąpi -         

wtorek, 16 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Piotrków - Wojsko - Prokuratura - cz.8



                   Jako jednodniowy dowódca plutonu, nie miałem zamiaru robić dochodzenia w stosunku do żołnierza nie z mojej drużyny i tak mu się upiekło, bowiem owo "zacięcie" się postarzałego karabinu było wierutnym kłamstwem, nie mówiąc już o tym, że był na bagnety, przy którym i tak się nie strzela (używa się tylko granatów ręcznych).
                   Gdy w szóstym dniu II wojny światowej ewakuowałem się z Łodzi do Warszawy konną rolwagą, jedynym dezerterem w nowiutkim umundurowaniu, ale bez broni, jakiego tego dnia i nocy spotkałem na drodze, a który przysiadł się na rolwagę, był żołnierz, niestety pochodzenia żydowskiego.
                   Tutaj nasuwa mi się myśl, jak to nigdy nie wiadomo (szczególnie widać to na wojnie), co lepiej zrobić. Jeden człowiek postępuje rozsądnie i w rezultacie traci na tym, podczas gdy drugi czyni oczywiście głupstwo, które w rezultacie wychodzi na dobre. I tak np. na tę wojną (1939r.) poszli tylko "głupi" Żydzi, którzy służyli w wojsku i powołani zostali jako rezerwiści, podczas gdy "mądrzy" nie służyli w wojsku, na wojnę nie poszli i siedzieli w domu. W rezultacie "głupi" Żydzi dostali się do niewoli, przesiedzieli wojnę w "Stalagach" i "Oflagach", z których ich Wehrmacht wydać nie chciał, bojąc się retorsji aliantów i w ten sposób przeżyli wojnę, a "mądrzy" Żydzi zostali przez hitlerowców wymordowani.
                   W czasie I-ej wojny światowej ludność żydowska, korzystając z możliwości porozumienia się z Niemcami, gdyż żargon jest skażony głównie mową niemiecką, chętnie z nimi współpracowali i gdyby nie zbrodniczy antysemityzm Hitlera, miałby z niej w Polsce życzliwych pomocników. Udział Żydów w partyzantce w czasie II-ej wojny światowej był aktem rozpaczy, bowiem ludzie ci, nie mieli już nic do stracenia. Zachowanie się ludności żydowskiej w 1939 r. przy wkraczaniu Armii Czerwonej na wschodnie tereny państwa Polskiego, było podobne jak w 1920r. Inteligencja pochodzenia żydowskiego, była głównym organizatorem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, gdyż polska inteligencja, w ograniczonej większości zachowywała się, w pierwszych latach, biernie lub wręcz nieżyczliwie. Szczególnie zapamiętali sobie Polacy udział i zachowanie się osób pochodzenia żydowskiego w Ministerstwie Bezpieczeństwa i w podległych mu agendach, oraz nader liczny udział w sądach wojskowych, szafujących szczodrze wyrokami śmierci dla niekomunistycznych członków ruchu oporu.
                     Drugim najważniejszym obowiązkiem obywatela jest płacenie podatków. Nikt nie lubi płacić podatków i każdy stara się, aby obciążyło go możliwie jak najmniej, ale to co robiła w tej sprawie ludność żydowska, przekraczało granice przyzwoitości i było oczywistym sabotażem. Z tą kwestią zetknąłem się osobiście jako aplikant adwokata Stefana Cygańskiego, który był kontraktowym pełnomocnikiem Prokuratorii Generalnej na Łódź. Wyjaśniam, że Prokuratoria Generalna (nie mylić z Prokuraturą), była adwokatem Skarbu Państwa w sprawach cywilnych. Przeważnie były to tak zwane sprawy wyłącznie, polegające na tym, że osoba trzecia występowała o zwolnienie z pod zajęcia i licytacji przedmiotów, zajętych za długi, a w tym wypadku za zaległe podatki dłużnika.

                                                          - ciąg dalszy nastąpi -

poniedziałek, 15 października 2018

Cmentarz ewangelicki - Adamów - Łaznowska Wola - Rokiciny - Wilkucice - Ekolodzy

            Jednego dnia otrzymałem na mój adres e-mailowy dwie wiadomości:


2018-09-19 19:49
Nowy komentarz do posta "Łaznowska Wola - Cmentarz ewangelicki - Prace porz..." dodany przez grino1 :

W pełni popieram słowa kolegi piszącego o tematyce przyrodniczej. Od kilku lat prowadzę badania bioty porostów w tym miejscu. Miejscowi już mnie dobrze znają, szanują i wiedzą jak się skontaktować. Dlaczego nikt nie spytał wcześniej przyrodników o zdanie ? Może właśnie dlatego, że "ryby głosu nie mają" ? Myślę Panie Andrzeju, że lepiej Pan zrobi wracając do swojego starego hobby.

Grzegorz Gajkowski - Łódź


2018-09-19 19:56
Nowy komentarz do posta "O mnie" dodany przez grino1 :

Liczę na Pana reakcję po wpisie na temat cmentarza w Albertowie gm. Rokiciny. Przyznam, że mnie poniosło, ale mam swoje racje. Pozdrawiam.


grino1 wywołał mnie do tablicy.. Myślałem , że od kwietnia 2017 roku tego rodzaju polemiki nie będą miały miejsca, jednak...
Odwiedzam dość często ten cmentarz w Albertowie, nigdy nie przyszło mi do głowy czyszczenie kamieni granicznych. Planuję późną jesienią lub zimą oczyszczenie ram grobowych na tym cmentarzu. I nie interesuje mnie, czy panowie dbający o porosty będą protestować. Chcę przywrócić godność spoczywającym tam mieszkańców Wilkucic, nic więcej! Czy panowie równie zainteresowani są cmentarzami katolickimi? Poniżej są komentarze które otrzymaliśmy ponad rok temu podczas prac porządkowych w Łaznowskiej Woli. Czekaliśmy, że ekolog który to pisał, odwiedzi nas, pokaże gniazdo kaczki i pokieruje pracami... Niestety nie pokazał się.., chęci starczyło mu do pisania... Gdybym razem z dużą grupą wolontariuszy stosował się do panów ekologów podczas prac porządkowy na cmentarzu katolickim w Kołomyi na Ukrainie, cmentarz ten zarósłby  całkowicie... A może, panowie dadzą przykład i posprzątają cały cmentarz zostawiając porosty, usuwając śmieci, gałęzie i inne zanieczyszczenia?!
Będąc wczoraj na tym cmentarzu zrobiłem kilka zdjęć, które pokazują jaki jest stan tego cmentarza...




O podejściu do tematu tego cmentarza, przytaczam dwa komentarze, które ukazały się na Facebooku w ubiegłym tygodniu:

"Gratuluje tego szleńczego pomysłu!!! Nie można było tych prac zaplanować na okres jesienny po zakończeniu ptasich lęgów? Stratowane kołami bluszczowisko i wycięte drzewa które służyły za podporę niektórym z bluszczy. Właśnie trwają lęgi ptaków. Niektóre z nich zakładają gniazda na ziemi, inne właśnie w takiej plątaninie bluszczowego pnącza który wspiął się na drzewo. Właśnie stamtąd wróciłem, znalazłem siedzącą na jajach kaczkę krzyżówkę a wokół jej gniazda wycięte krzewy. Ciekawe czy w trakcie prac nie została spłoszona a jaja wyziębione? Brak słów ...
Zanim się Państwo weźmiecie za podobne prace na Cmentarzu Ewangelickim w Albertowie chciałbym uświadomić że na głazach wyznaczających granice owej nekropolii rosną rzadkie i chronione gatunki porostów Lichenes. Żeby przypadkiem komuś nie przyszło do głowy szorowanie i malowanie tych kamieni.
Dobrze że ktoś się wreszcie wziął za porządkowanie takich miejsc ale szkoda że nie przewidział szkód które może wyrządzić planując pracę akurat o tej porze roku."


Oczekiwałem na wizytę mieszkańca  Koloni Rokiciny, niestety......

" przydałby się tam jakiś kosz. Ostatnio jak byłem to wracałem z wielką torbą butelek, bo nie mogłem patrzeć na to jak leżą między grobami."...

Tak, przydałby się, pytanie, kto go zakupi, kto go będzie czyścił...Słowa nie ma o tym, że jest to miejsce publiczne, na cmentarzach katolickich nie stawia się koszy do butelek po alkoholu...

                     Cmentarz ewangelicki a Adamowie gm. Rokiciny - Cmentarne prawdziwki.

                                         "Sporne" kamienie graniczne z porostami.

 



                                  Czy te mchy na tym grobie są także pod ochroną?...





Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Piotrków - Wojsko - Przemyśl - Czerwony Bór - Zambrów - cz.7

    

                         Prawdy dowiedziałem się dopiero w kilka miesięcy później, w następujących okolicznościach. Znajdowaliśmy się wówczas w obozie ćwiczebnym na wielkim poligonie Czerwony Bór pod Zambrowem. Byliśmy na nocnych ćwiczeniach, które jednak nie mogły się odbyć, bo wszedły w duże lasy, a noc była ciemna, wodzowie nasi zabłądzili (mówiło się u nas, że im mapa się skończyła) i nie mogliśmy dojść do celu. Tak więc batalion maszerował i maszerował po piaszczystych drogach tego boru, aż wreszcie zarządzono wypoczynek!
                         Wówczas usiadł obok mnie kolega z młodszej klasy naszego gimnazjum - Jankiel Kersz, który rozpoznawszy mnie powiedział:
- Jestem już tak zmęczony, że chyba tego marszu nie przetrzymam.
- Nie martw się odpowiedziałem - niedługo już będzie świtać (był to czerwiec), to wreszcie
  wyjdziemy z tego przeklętego lasu.
- Człowiek głupi, że się męczy w tym wojsku - powiedział rozgoryczony.
- Cóż robić, każdy musi przez to przejść - odparłem pocieszająco.
- O, nie każdy - odpowiedział, jakąś znaczącą intonacją w głosie.
- Jak to? - zdziwiłem się.
- Pamięta pan (mówił mi per pan) Leszczyńskiego?
- Oczywiście, miał wypadek z nogą, sam go wnosiłem do koszar.
- jaki tam wypadek! Udał, że uszkodził stopę, aby się dostać do szpitala w Przemyślu, niby do
  rentgena, a tam przyjeżdżał jego ojciec i załatwił sprawę. To bogaty człowiek.
- Skąd to wiecie?
- My przecież w kompani wszyscy się dobrze znali, mówił o kolegach Żydach, a których było nie
  wielu i trzymali się razem.
Sprzyjało temu także to, że izby koszarowe były nierówne, obok sal po kilkanaście pryczy, były pokoiki po 4-6 pryczy i właśnie w jednym takim pokoju oni razem mieszkali.
- A pamiętasz pan X-a (właśnie tego, o którym niżej pisałem).
- Pamiętam dobrze, że go zwolnili, bo naprawdę litość brała patrzeć na niego, nie mówiąc już o tym,
  że wyglądał pokracznie jako żołnierz.
- Ba! A wie pan co on robił? Nie jadał więcej niż dwie suche bułki dziennie, które kupował w
  kantynie i nie sypiał na sienniku na pryczy, a na gazetach na podłodze.
W tym momencie zarządzono zbiórkę. Każdy z nas poszedł na swoje miejsce i batalion ruszył, a ja pokiwałem głową nad swoją naiwnością.
                     Po zakończeniu szkoły podchorążych , skierowano mnie do 25 p.p. na praktykę, gdzie zostałem wyznaczony dowódcą drużyny (kilkunastu ludzi). Nie miałem w niej żołnierzy pochodzenia żydowskiego. Zresztą w szeregach było ich procentowo o wiele mniej niż w podchorążówce, a jeśli byli , to przeważnie jako sanitariusze. W każdym razie odsetek ich w wojsku był o wiele, wiele mniejszy, niż procent ludności żydowskiej w kraju. Przypominam sobie np., ze 5 kolegów Żydów w mojej klasie maturalnej gimnazjum (2-ch uczonych i 3-ch drugorocznych), żaden z nich, potem w wojsku nie służył.
                     Pułk pojechał na obóz ćwiczebny w góry i tam w dniu przemieszczania na tzw. strzelnicę bojową, gdzie strzela się ostrymi nabojami, a która w pułku odbywa się raz w roku, wyznaczono mnie jako dowódcę plutonu (kilkudziesięciu ludzi). Wśród nich miałem tylko jednego szeregowca pochodzenia żydowskiego. Zajęliśmy stanowiska wyjściowe za obmurowaniem wyżej położonego pola, na którego końcu, w odległości około kilometra ustawione były figury z dykty, pozorujące nieprzyjaciela. Strzelania rozpoczęły się od ognia artylerii, która strzelała ponad naszymi głowami, aby "przyciszyć nieprzyjaciela" i ułatwić podejście atakującej piechocie.
                     Gdy padł rozkaz do natarcia, poderwałem ludzi i wyskoczyliśmy z obmurowania. Obejrzałem się, aby sprawdzić, czy wszyscy ruszyli i zobaczyłem jednego, który pozostał. Był to właśnie ten jedyny Żyd w plutonie. Zawróciłem więc.
- Dlaczego się nie ruszacie!
- Karabin mi się zaciął.
- No to co! Ruszajcie! - ale się nie ruszył.
Nie miałem czasu bawić się z nim, gdyż żołnierze biegli jak opętani w stronę rozrywających się granatów artyleryjskich. pobiegłem za nimi co sił, aby ich zatrzymać w bezpiecznej odległości, co przy tym huku, nie było łatwe.

                                                         - ciąg dalszy nastąpi -

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Piotrków - Wojsko - Gródek Jagielloński - Lwów - cz.6



                       Pierwszym najważniejszym obowiązkiem Obywatela jest obrona kraju, ale Żydzi nie mieli zamiaru  ryzykować życia nie swojej ojczyzny, a więc i tak dla Polski, jak i dla każdego innego obcego państwa, które tu panowało i dlatego w wojsku służył tylko ten z nich, który nie miał możliwości wykręcenia się pod pretekstem wad organicznych lub za łapówkę. Wyjątki potwierdziły tylko regułę. W czasie swojej służby wojskowej zetknąłem się osobiście z bardzo charakterystycznymi faktami które tutaj przytoczę.
                       Leszczyńskiego (imienia nie pamiętam) poznałem wówczas, gdy w 1922 r. przyjechał do naszej klasy gimnazjum. Był synem zamożnego kupca żydowskiego (o tak polskim nazwisku), z któregoś miasta powiatowego (Łęczyca, Łowicz?). Mówiono, że dlatego się przeniósł do Piotrkowa, bo w poprzednim gimnazjum koledzy nie chcieli z nim chodzić do szkoły. Przyczyną miał być fakt, że gdy latem 1920 roku, cała starsza młodzież gimnazjalna wstąpiła do armii ochotniczej, w związku z ofensywą bolszewików na Polskę, on się wyłamał z ogólnej uchwały. W naszej klasie mało miałem z nim kontaktu, gdyż był kilka lat starszy ode mnie i siedział w innej stronie izby szkolnej, a poza tym był u nas tylko rok.
                       Warto tu dodać, że Polska, na skutek prokomunistycznego zachowania się ludności żydowskiej na terenach zajętych przez bolszewików, straciła do niej zaufanie i nawet ci inteligenci pochodzenia żydowskiego, którzy na skutek ogólnej presji psychologicznej, zgłosili się na ochotnika do wojska w 1920r., lub zostali wysłani na front, a zgrupowano ich w osobnym obozie wojskowym, gdzie pozostali aż do demobilizacji.
                       Ale wróćmy do Leszczyńskiego. Spotkałem go dopiero po 6 latach w szkole podchorążych (Gródek Jagielloński) przywitałem jak starego znajomego. Byliśmy zaledwie kilka tygodni w wojsku, gdy jeden z kolegów, spotkawszy mnie w drzwiach budynku koszarowego, poprosił o pomoc. Chodziło o to, że Leszczyński przed chwilą zwichnął czy złamał sobie stopę na podwórku. Nie zwlekając pobiegłem z kolegą do siedzącego na ziemi i zrobiwszy z rąk "stołeczek", wnieśliśmy go do koszar na pierwsze piętro, gdzie ułożyliśmy na pryczy w jego sali. W związku z tym wypadkiem został przeniesiony do szpitala wojskowego w Przemyślu i już nigdy go nie widziałem, a co było dalej - napiszę trochę niżej.
                       W naszej kompani był również mały chuderlawy Żydek, który wyglądał na karykaturę żołnierza. Rynsztunek po prostu wisiał na nim, a że był małego wzrostu, więc łopatka saperska, zawieszona na stałe rozluźnionym pasie głównym, wlokła się nieomal po ziemi. Kiedyś w czasie przerwy w ćwiczeniach  polowych siadł koło mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Spytałem go wówczas, czy nie jest chory, bo tak mizernie wygląda. Odpowiedział, że jest bardzo słaby i służba wojskowa przekracza jego siły.
- Dlaczego nie starasz się o zwolnienie z wojska - powiedziałem pełen współczucia.
- Niestety, nie chcą mnie zwolnić, bo jestem podobno zdrów, ale cóż z tego, kiedy nie mam sił.
Zwolniono go jednak, o czym zresztą wówczas nie wiedziałem, gdyż ze względu na wzrost byłem na początku pierwszego plutonu, a on na końcu w trzecim plutonie.
                       Pewnej niedzieli, korzystając z przepustki, pojechałem do Lwowa, aby go zwiedzić. Na dworcu kolejowym we Lwowie zaczepił mnie jakiś młody, uśmiechnięty człowiek w czapce studenta politechniki.
- Dzień dobry kolego, nie poznajecie mnie?
Byłem zszokowany, studenta nie poznawałem, zresztą kogóż mógłbym znać we Lwowie?
- Przepraszam, ale to pewnie jakaś pomyłka - odpowiedziałem nieco strapiony.
- Ależ nie! Jestem X z I kompani szkoły podchorążych w Gródku.
Dopiero nazwisko (którego już teraz nie pamiętam) przypomniało mi owego zabiedzonego Żydka, ale jakże on teraz inaczej wyglądał! Pełny w sobie, z pucołowatym wręcz obliczu, wcale nie był podobny do tego, którego znałem.
                                          
                                                          - ciąg dalszy nastąpi -

sobota, 13 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - cz.5



                      A teraz przejdźmy do rzeczy:
Ortodoksyjni Żydzi wierzą, że są narodem "wybranym" i nie to tak, tak zupełnie - bez racji, bowiem mamy  niewątpliwie do czynienia z narodem wyjątkowym. Gdzie są starożytni Babilończycy, Asyryjczycy, Egipcjanie, grecy, a nawet najmłodsi z nich Rzymianie? Dokonali wielkich dzieł a zniknęli zupełnie, wchłonięci przez inne ludy. A Żydzi?
                      Równie starożytni, a przetrwali i to w warunkach trwającej nieomal dwa tysiące lat diaspory (rozproszenia). Czy to nie fenomenalne? Oni jedyni na świecie przywrócili martwy język starożytny do życia. Przecież już za Jezusa mówiło się w Palestynie po aramejsku, a nie po hebrajsku, a dzisiaj hebrajski jest w Izraelu potocznym jeżykiem kraju.
                      Iluż sławnych mężów wydał ten niewielki naród , takich nawet, których działalność wstrząsnęła światem (Jezus Chrystus i Karol Marks). Ci co przyjęli kulturę europejską wydali tysiące sławnych uczonych, wynalazców i artystów. czy taki naród  zasługuje na to , aby mógł się rozwijać w normalnych warunkach, aby miał własne państwo, to w dobie, kiedy ogłoszono zasadę samostanowienia narodów (pod koniec I-szej wojny światowej).
                      Palestyna jest kolebką tego narodu. Z tamtąd go okrutnie wypędzono i rozprawiono  (w 70 roku naszej ery) za to tylko, że walczył o swą wolność. Arabowie którzy nie przybyli tam w białych rękawiczkach sprzeciwiają się powrotowi Żydów, a Anglicy mieli wówczas mandat Ligi Narodów nad tym krajem utrudniali im powrót, aby nie zrażać sobie Arabów. Utworzyli nawet na Cyprze obóz, w którym osadzali Żydów, usiłujących się przenieść do Palestyny. Czy Arabowie mają mało ziemi na olbrzymich terenach swego zasiedlenia? Niech się tylko wezmą wreszcie do pracy. Co zrobili Żydzi w tak krótkim czasie, z zacofanego, wyniszczonego przez Arabów kraju, nawet na pustyni Negew! Sprawa przywrócenia Żydom ojczyzny jest sprawą sumienia świata, jest sprawą międzynarodową! Takie było moje stanowisko przed wojną i do dzisiaj go nie zmieniłem.



                       Żydzi prześladowani okrutnie na Zachodzie Europy, chronili się w Polsce, gdzie byli życzliwie przyjmowani i obdarzani przywilejami. Przyznano im szeroki samorząd, mieli własne gminy z kahałem na czele, własne sądownictwo cywilne, własne szkolnictwo i swobodę wyznania i stawianie świątyń, nikt ich nie zmuszał do przyjmowania religii chrześcijańskiej, jak to miało miejsce np. w Hiszpanii i Portugalii.
                        Gdy ustaliło się w Polsce płacenie podatków pieniędzmi, Żydzi obciążenie zostali w zasadzie tylko jednym podatkiem tzw. pogłównym (t.j. od ilości głów), który płacony był ryczałtem przez zarząd gminy tj. Kahał. Ponieważ w interesie ludności żydowskiej leżało, aby podawać możliwie najmniejszą ilość głów, nigdy w Polsce nie doszło do jej rejestracji. Dopiero w okresie rozbiorów Prusacy zrobili porządki, dokonali spisów, nadając jednocześnie nazwiska i stąd Żydzi polscy mają przeważnie nazwiska niemieckie.
                        Dobrowolna asymilacja Żydów w Polsce przedrozbiorowej była życzliwie widziana, tak dalece, że szlachta przyjmowała wychrzczonych do innych herbów, co równało się uszlachceniami (np.Frankiści), ale fakty asymilacji zdarzały się wówczas niezmiernie rzadko. Mimo utyskiwań chrześcijańskiego mieszczaństwa, Żydzi podlegali niewielkim stosunkowo ograniczeniom, zresztą niezbyt rygorystycznie przestrzeganym, dopiero w okresie upadania Polski, zaczęły zdarzać się sporadycznie awantury antyżydowskie, wywoływane przez żaków szkolnych podjudzanych fanatycznemu wychowaniu Jezuitów. Ograniczenia, a nawet wspomniane awantury, były dosłownie niczym w porównaniu z krwawymi prześladowaniami Żydów na Zachodzie i okrutnymi pogromami na Wschodzie Europy i dlatego w roku 1939 Polska miała największą ilość Żydów na świecie, bowiem ok. 4 milionów t.j. ok.13% całej swej ludności, licząc w tym także tych, którzy przy spisach podawali się za Polaków wyznania mojżeszowego i to było ich prawem, ale fakt ten pociągał za sobą istotne skutki. Stanowili odrębny naród, który rzecz jasna dbał przede wszystkim o własne interesy. polska o tyle ich obchodziła, o ile dawała korzyści, obowiązki zaś w stosunku do niego spełniali niechętnie i o ile możliwie, uchylali się od nich.

                                                                - ciąg dalszy nastąpi -

piątek, 12 października 2018

Kleszczów - Rogowiec - Cmentarz ewangelicki - Bezradność - Stasiu Hejak

                  O cmentarzu ewangelickim w Rogowcu należącym do najbogatszej Gminy w Polsce pisałem od dawna, wydeptywałem wiele ścieżek, rozmowy z sekretarzem Urzędy Gminy zakończyły się na obietnicach... często zaglądam do tej malutkiej wioski, tam urodził się mój tata, mieszka rodzina. Za każdym razem, kiedy zaglądam na ten cmentarz jest bardzo wzruszony. To za sprawą Stasia Hejaka, wspaniałego społecznika, ten lśni czystością, nagrobki i napisy na nich wymyte, wyraźne. Wielkie uznanie dla niego i grupki wolontariuszy, szkoda, że Gmina Kleszczów jest w dalszym ciągu jest ŚLEPA,  pakuje pieniądze w mało pożyteczne inwestycje (tak to jest jak się ma ich za dużo)... Prosiłem, błagałem o ogrodzenie tego cmentarza, najstarszego zabytku w okolicy, betonowe słupy z 1934 roku są prawie w komplecie, za trudno....To przecież cała Europa zna nazwę ROGOWIEC,  szczyci się olbrzymią elektrownią (nomen omen - największy truciciel Europy).....
                  Podziwiam Stasia, który pracuje także na innych cmentarzach ewangelickich w tej Gminie, ostatnio widziałem na

Ratując pamięć - Wiejskie cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego



w jakim stanie jest obecnie, znów zarasta.... Gdzie jest Zakład Usług Komunalnych w Kleszczowie, czy tego nie widzą włodarze, teraz cała Gmina jest oblepiona banera kandydatów na Radnych itp...
Stasia spotkałem w Kleszczowie na cmentarzu katolickim podczas pogrzebu bliskiej mi osoby, nie mieliśmy czasu porozmawiać, mam nadzieję, że spotkamy się niebawem, i osobiście podziękuję mu za wielki trud jak wkłada w pamięć o mieszkańcach wyznania ewangelickiego, którzy są częścią historii tych okolic!




 

Kresy - Kołomyja - Facebook - Anna Gmurek - Zdjęcia rodzinne - Ochronka



            W ostatnim czasie na profilu Facebooka - Kołomyja info, Pani Anna Gmurek zamieściła piękne zdjęcia z epoki! Uwielbiam zdjęcia rodzinne pokazujące ludzi którzy w większości już odeszli na zawsze. Wspaniałe, że są one "odkurzane", nie leżą w albumach na dnie szuflad. Takie zdjęcia ożywają, wracają wspomnienia, jest możliwość pokazania ich w środowisku w którym powstały. Częsta się zdarza, że ktoś dopisuje historię zatrzymaną w kadrze, wczoraj napisałem do Pani Ani, prosiłem o zgodę na ich publikację na moim blogu. Otrzymałem szybką odpowiedź, jak najbardziej pozytywną, co bardzo mnie cieszy. Na Kołomyja info można znaleźć dużo ciekawych materiałów i zdjęć tego pięknego i zasłużonego dla polskiej historii miasta! Zapraszam serdecznie.Teraz nic innego mi nie pozostaje jak zaprezentować ten wspaniały materiał:

Anna Gmurek
Jestem na etapie porządkowania Rodzinnych zdjęć. Dotarłam do masy zdjęć, niestety wiele zdjęć nie jest podpisanych... Kolejne zdjęcie. Na tym zdjęciu jest kuzynka mojej Mamusi, Janinka Piskozub (ta mała dziewczynka). Mieszkali w Kołomyi przy ulicy Mickiewicza 66. Zdjęcie jest podpisane: Kołomyja 1937. Oprócz Janinki, córki Bronisławy z domu Chrzanowskiej i Ignacego Stanisława Piskozuba, nikogo nie rozpoznajemy. Zdjęcie jest w bardzo dobrej jakości (naprawiałam to zdjęcie) i może tym razem ktoś z Państwa rozpozna inne osoby na tym zdjęciu. Może to są sąsiedzi, może rodzina Piskozubów?

 Komentarze:

Marian Zielski Piskozub występuje na moim drzewie genealogicznym. Proszę o e mail to wyślę wycinek tego drzewa. Marian Zielski

Zarządzaj
Anna Gmurek
Anna Gmurek:
Wśród zdjęć rodzinnych znalazłam 2 takie zdjęcia... Przypuszczam, że pierwsze zdjęcie to ochronka w Kołomyi. Drugie zdjęcie - być może to zdjęcie klasowe (jest na drugim zdjęciu moja ciocia). Czy może ktoś z Państwa coś bliżej potrafi powiedzieć o tych zdjęciach?

Komentarze:


Jadwiga Sionko Aneczko, a z którego roku są te zdjęcia???
Zarządzaj
Anna Gmurek

Anna Gmurek Moja ciocia (Czesława), która jest na zdjęciu urodzona była w 1924 roku. Tak mi się wydaje, że ma może na zdjęciu 9-10 lat. Byłby to rok ok 1934, tak myślę...
Zarządzaj
Anna Gmurek

Anna Gmurek Jadwiga Sionko - to drugie 1934, natomiast to pierwsze nie wiem kiedy mogło być wykonane. Zdjęcie było między babcinymi zdjęciami


1









Agnieszka Rogóż Czy ta ochronka była dla sierot?? Szukam informacji na temat właśnie takiego miejsca w Kolomyi prowadzonego przez siostry zakonne. Przyrodni Brat mojej Mamusi został przez Prababcię wzięty z tej ochroni jak szedł front (ksiądz w parafii Św. Józef ogłosZobacz więcej
Zarządzaj
Anna Gmurek

Anna Gmurek Taką wiedzę może będzie posiadał mój Wujaszek Józef ale obecnie jest w sanatorium. Po powrocie dopytam się Jego (wraca pod koniec października). Mam zdjęcia jeszcze dwóch innych ochronek (przy ulicy Mickiewicza).

Zarządzaj
Agnieszka Rogóż

Agnieszka Rogóż Anna Gmurek czy mogę prosić o przesłanie mi zdjęć na priv?? Chcę jechać najpóźniej w listopadzie do wujka, to pokazała bym Mu, może coś rozpozna...
I będę wdzięczna, jeśli zapyta Pani wujka o jakieś szczegóły. Może dzięki temu uda mi się do czegoś dotrzeć...
Zarządzaj
Anna Gmurek

Anna Gmurek Oczywiście. Mój Wujek bardzo dużo pamięta. Jak wyjeżdżali z Kołomyi miał 16 lat. Będzie coś na pewno wiedział :)
Zarządzaj
Agnieszka Rogóż

Agnieszka Rogóż Anna Gmurek super!! Czekam więc na info. Moja Ciocia miała jakieś 5 lat, ten przyszywany wujek mógł mieć ok 4-5. Także coś pamiętają, ale niezbyt wiele...
Zarządzaj
Zarządzaj

· Odpowiedz · 3 d · Ed