niedziela, 21 czerwca 2026

Zdjęcia - Karton - CDV Karton - Foto - Dzieci - cz.4

 Przez ponad 25 lat kupowałem zdjęcia, również na kartonie. Nie mogłem oprzeć się pokusie żeby stały się moją własnością... Osoby z tych zdjęć już odeszły, jednak ich urok, inność powodowały, że przygarnąłem je do siebie. Samych zdjęć na kartonie mam z pewnością ponad 1.000. Są na nich nie tylko kobiety, są dzieci, całe rodziny, dużo wojskowych z okresu 1 Wojny Światowej i wcześniejszego okresu.. Postanowiłem ich część zaprezentować na moim blogu, niech ożyją, niech cieszą oczy czytelników, zapraszam!

Seit über 25 Jahren kaufe ich Fotos, auch auf CDV Karton - Foto. Ich konnte der Versuchung nicht widerstehen, sie in meinen Besitz zu bringen... Die Menschen auf diesen Fotos sind bereits verstorben, doch ihr Charme und ihre Einzigartigkeit haben mich dazu bewogen, sie zu mir zu holen. Allein Fotos auf Karton besitze ich sicherlich über 1.000. Darauf sind nicht nur Frauen zu sehen, sondern auch Kinder, ganze Familien und viele Soldaten aus der Zeit des Ersten Weltkriegs und der Zeit davor... Ich habe beschlossen, einen Teil davon auf meinem Blog zu präsentieren – damit sie wieder zum Leben erweckt werden und den Lesern Freude bereiten. Seid herzlich willkommen!







                                      Z tyłu ręczny zapis: Margarete v. Dafrel - 1864 !!!
                                                         Helena Fischbach - Mai 1901

                                                           Annemarie Sander - 1917




Zdjęcia - Karton - CDV Karton - Foto - Ślubne - Bielawa - Pieszyce - cz.3

 Przez ponad 25 lat kupowałem zdjęcia, również na kartonie. Nie mogłem oprzeć się pokusie żeby stały się moją własnością... Osoby z tych zdjęć już odeszły, jednak ich urok, inność powodowały, że przygarnąłem je do siebie. Samych zdjęć na kartonie mam z pewnością ponad 1.000. Są na nich nie tylko kobiety, są dzieci, całe rodziny, dużo wojskowych z okresu 1 Wojny Światowej i wcześniejszego okresu.. Postanowiłem ich część zaprezentować na moim blogu, niech ożyją, niech cieszą oczy czytelników, zapraszam!

Seit über 25 Jahren kaufe ich Fotos, auch auf CDV Karton - Foto. Ich konnte der Versuchung nicht widerstehen, sie in meinen Besitz zu bringen... Die Menschen auf diesen Fotos sind bereits verstorben, doch ihr Charme und ihre Einzigartigkeit haben mich dazu bewogen, sie zu mir zu holen. Allein Fotos auf Karton besitze ich sicherlich über 1.000. Darauf sind nicht nur Frauen zu sehen, sondern auch Kinder, ganze Familien und viele Soldaten aus der Zeit des Ersten Weltkriegs und der Zeit davor... Ich habe beschlossen, einen Teil davon auf meinem Blog zu präsentieren – damit sie wieder zum Leben erweckt werden und den Lesern Freude bereiten. Seid herzlich willkommen!








Photo- Werkstätten ROGERI Ober - Langenbielau Peterswaldau. (Bielawa - Pieszyce)
 
Photo- Werkstätten ROGERI Ober - Langenbielau Peterswaldau. (Bielawa - Pieszyce)

Photo- Werkstätten ROGERI Ober - Langenbielau Peterswaldau. (Bielawa - Pieszyce). Fritz u Emma Dorn. - 1920


Zdjęcia - Karton - CDV Karton - Foto - Wojsko - Militaria - cz.2

 Przez ponad 25 lat kupowałem zdjęcia, również na kartonie. Nie mogłem oprzeć się pokusie żeby stały się moją własnością... Osoby z tych zdjęć już odeszły, jednak ich urok, inność powodowały, że przygarnąłem je do siebie. Samych zdjęć na kartonie mam z pewnością ponad 1.000. Są na nich nie tylko kobiety, są dzieci, całe rodziny, dużo wojskowych z okresu 1 Wojny Światowej i wcześniejszego okresu.. Postanowiłem ich część zaprezentować na moim blogu, niech ożyją, niech cieszą oczy czytelników, zapraszam!

Seit über 25 Jahren kaufe ich Fotos, auch auf CDV Karton - Foto. Ich konnte der Versuchung nicht widerstehen, sie in meinen Besitz zu bringen... Die Menschen auf diesen Fotos sind bereits verstorben, doch ihr Charme und ihre Einzigartigkeit haben mich dazu bewogen, sie zu mir zu holen. Allein Fotos auf Karton besitze ich sicherlich über 1.000. Darauf sind nicht nur Frauen zu sehen, sondern auch Kinder, ganze Familien und viele Soldaten aus der Zeit des Ersten Weltkriegs und der Zeit davor... Ich habe beschlossen, einen Teil davon auf meinem Blog zu präsentieren – damit sie wieder zum Leben erweckt werden und den Lesern Freude bereiten. Seid herzlich willkommen!











Zdjęcia - Karton - CDV Karton - Foto - Kobieta - Moda - cz.1

 

Przez ponad 25 lat kupowałem zdjęcia, również na kartonie. Nie mogłem oprzeć się pokusie żeby stały się moją własnością... Osoby z tych zdjęć już odeszły, jednak ich urok, inność powodowały, że przygarnąłem je do siebie. Samych zdjęć na kartonie mam z pewnością ponad 1.000. Są na nich nie tylko kobiety, są dzieci, całe rodziny, dużo wojskowych z okresu 1 Wojny Światowej i wcześniejszego okresu.. Postanowiłem ich część zaprezentować na moim blogu, niech ożyją, niech cieszą oczy czytelników, zapraszam!

Seit über 25 Jahren kaufe ich Fotos, auch auf CDV Karton - Foto. Ich konnte der Versuchung nicht widerstehen, sie in meinen Besitz zu bringen... Die Menschen auf diesen Fotos sind bereits verstorben, doch ihr Charme und ihre Einzigartigkeit haben mich dazu bewogen, sie zu mir zu holen. Allein Fotos auf Karton besitze ich sicherlich über 1.000. Darauf sind nicht nur Frauen zu sehen, sondern auch Kinder, ganze Familien und viele Soldaten aus der Zeit des Ersten Weltkriegs und der Zeit davor... Ich habe beschlossen, einen Teil davon auf meinem Blog zu präsentieren – damit sie wieder zum Leben erweckt werden und den Lesern Freude bereiten. Seid herzlich willkommen!













czwartek, 18 czerwca 2026

Grünbach - Łaznowska Wola - Felicjanów - Getto Koluszki - Przesłuchanie - B u c h h o l z

 Hess. Landeskriminalamt Abt. Hess. V 3                           Alfeld/Leine, 19. 5. 69

                                                  PRZESŁUCHANIE

Wezwana do stawienia się na posterunku policji w Alfeld/Leine jest owdowiała gospodyni domowa
B u c h h o l z  Maria z domu Maier, urodzona 6 maja 1901 r. w Grünbach (Łaznowska Wola), powiat Brzeziny, zamieszkała 3220 Alfeld/Leine, Winsenburger Str. 61, i oświadczyła, upomniana, że mówi prawdę:
Zostałam poinformowana, że mam być przesłuchana w charakterze świadka w postępowaniu przygotowawczym przeciwko Karlowi G r ö ß e r o w i  i innym osobom. Zostałam poinstruowana, że mogę odmówić odpowiedzi na pytania, na które odpowiedź zgodnie z prawdą obciążyłaby mnie lub bliskiego krewnego. Nie jestem spokrewniona z oskarżonym przez krew lub małżeństwo.
Sprawa w toku:
Na początku przesłuchania w długiej rozmowie opowiedziałam swoje trudne losy.
Dorastałam w Grünbach i przez 8 lat uczęszczałam do szkoły podstawowej. W 1920 roku wyszłam za mąż za Wilhelma Buchholza, urodzonego 16 stycznia 1890 roku. Zaraz po ślubie przeprowadziłam się z mężem do jego domu w Starym Felicjanowie. Mieszkaliśmy w domu nr 6, nie było nazwy ulicy. Później kupiliśmy kolejne gospodarstwo. To był dom nr 10.
Mój mąż cały czas pracował w swoim gospodarstwie. Miał dwóch braci, którzy byli niewidomi. On również musiał pracować na ich farmach.
Pamiętam zamieszki w maju 1939 roku. W Felicjanowie nie zginął żaden Niemiec. Mieliśmy dobre stosunki z Polakami, dlatego pomagali pilnować naszego majątku. Mieliśmy tylko powybijane okna i drzwi.
W 1940 r. powstał Selbstschutz. Mój mąż nie należał do tej formacji. Ale później musiał wstąpić do SA.
Mój mąż nie brał udziału w odgradzaniu getta, kiedy wywożono Żydów, ale kilka razy był oddelegowany, kiedy trzeba było aresztować Polaków, którzy mieli wyjechać do Niemiec na roboty. Mój mąż nie lubił tej pracy i zawsze się od niej uchylał. Wiem to z wielu rozmów z nim.
W Starym-Felicjanowie nie mieszkali Żydzi. Ludność była w połowie polska i w połowie niemiecka. W Koluszkach byli Żydzi, z którymi mieliśmy dobre stosunki. Wiosną 1941 r. mój mąż został burmistrzem Długiego.
Nie chciał objąć tego urzędu, ale musiał to zrobić, ponieważ młodsi mężczyźni zostali powołani do wojska i potrzebny był niemiecki burmistrz. Pełnił tę funkcję do stycznia 1945 roku.
Najpierw próbowaliśmy uciekać, ale potem zawróciliśmy, bo nie mieliśmy sobie nic do zarzucenia. Mój mąż ukrywał się przez dwa tygodnie. Potem został aresztowany przez Polaków w niedzielę. Musiał pracować dla Polaków i spać na komisariacie. We wtorek został zabrany razem z Baumem i Tierlingiem rzekomo do Brzezin na przesłuchanie. Trzej mężczyźni zostali zastrzeleni w lesie za wsią. Mój mąż został postrzelony w głowę, brakowało mu dwóch zębów, a jego ubranie było rozdarte na klatce piersiowej. Baum i Tierling zostali rozebrani prawie do naga. U Bauma głowa była całkowicie zmiażdżona. Tierlingowi brakowało jednej czwartej głowy.
Przyczyna zabójstw mogła być tylko następująca: Baum przejął biznes napojów Żyda E h r l i c h a . Tierling był odpowiedzialny za przydzielanie mieszkań Niemcom i w ramach tej funkcji musiał oczywiście odbierać mieszkania Polakom. Jestem przekonana, że mój mąż nic złego Polakom nie zrobił. Zastrzelono go również dlatego, że był burmistrzem i - w najszerszym tego słowa znaczeniu - brał udział w aresztowaniu Polaków, którzy musieli wyjechać do pracy do Niemiec. Teraz napomknęłam o tym, jak mój mąż stanął w obronie Polaków. Nie da się jednak tego wszystkiego spisać.
Po wojnie byłem bardzo maltretowana fizycznie przez Polaków. W 1946 roku zostałam aresztowana i wysłana do Skierniewic, gdzie oskarżono mnie o zdradę Polski. Następnie przewieziono mnie do więzienia w Warszawie, gdzie byłam przesłuchiwana w bardzo złych warunkach. Z Warszawy wysłano mnie do obozu w Sikawie. Tam zostaliśmy skierowani do pracy. Stamtąd wysłano mnie do fabryki, gdzie musiałam pracować dla Polaków. Miałam wypadek i straciłam prawe przedramię. Za ten wypadek zostałam skazana na trzy lata więzienia. Z własnej woli włożyłam rękę do maszyny.
Sprostowuję swoją wypowiedź, że byłam aresztowana już w 1945 roku. Uciekłem z Polski w maju 1947 roku.
Członkowie mojej rodziny byli w różnych obozach i musieli pracować dla Polaków jeszcze przez kilka lat.
Pamiętam getto w Koluszkach. Był to teren wokół rynku. Prawdą jest, że mieliśmy działkę, która dochodziła do getta. Sytuacja zdrowotna i żywnościowa Żydów była zła. Żydzi, którzy mieli pieniądze, mogli kupić dodatkową żywność. Polacy i Niemcy nadal robili interesy z Żydami, mimo że getto było już zamknięte. Wiem, że Żydzi mogli opuszczać getto tylko z przepustką. Tak było, gdy szli do pracy. Nie wiem, co stało się z Żydami, którzy opuścili getto bez zezwolenia. W tym kontekście nie wiem nic o rozstrzeliwaniu Żydów. Nie ma sensu podawać mi dalszych szczegółów na ten temat z zeznań świadków. Nie mogę podać żadnych szczegółów na ten temat. Prowadziłam również interesy z Żydami w getcie w postaci przynoszenia im żywności i płacenia mi za nią po normalnej cenie.
Widziałem przesiedlenie Żydów z Koluszek. Wyjaśniam, że widziałem kolumnę Żydów pędzonych w kierunku stacji kolejowej z odległości około 100 metrów. Nie podchodziłam bliżej, aby uniknąć gapiów lub znanych mi Żydów mówiących, że podziwiam widowisko wysiedlenia. Widziałam około 5 lub 6 rozstrzelanych Żydów. Byli to starsi ludzie, którzy nie mogli już chodzić. Uklękli, a żandarmi, którzy szli na końcu, zastrzelili ich. Nie ma co do tego wątpliwości. Ja to widziałam. Nie pamiętam, który z żandarmów ich zastrzelił. Nie mogę podać żadnych nazwisk. Żydzi musieli się dowiedzieć o zbliżającej się deportacji. Jedna Żydówka zawsze przysyłała do mnie dwójkę swoich dzieci. Dawałam im jedzenie. Na dwa dni przed deportacją powiedzieli, że to chyba ostatni chleb, jaki dostaną. Nie wiem, kto konkretnie z policji był zaangażowany w akcję deportacyjną.
Widziałam, jak Żydów ładowano do wagonów towarowych. Bito ich karabinami, o innych aktach zabijania nie mogę nic powiedzieć. Naprawdę nie ma sensu pokazywać mi innych, dalszych zeznań.
Żydzi mieli w rękach małe zawiniątka, gdy pędzono ich na stację kolejową. To, co musieli zostawić, zostało później rozdane lub zlicytowane. Mówiono, że w pozostawionej przez nich pościeli było jeszcze dwoje martwych dzieci.
Z koluszkowskich żandarmów pamiętam tylko G u s t a  i  S c h u h m a n n a. Innych imion nie pamiętam.
Poświęciłam trochę czasu na przejrzenie folderu ze zdjęciami. Umundurowany mężczyzna na zdjęciu nr 24 wygląda mi znajomo. Ale nie mogę sobie przypomnieć kontekstu, w którym go pamiętam. Rozpoznaję kilka zdjęć. Nie potrafię jednak podać nazwisk umundurowanych mężczyzn na zdjęciu, a w szczególności nie potrafię podać żadnych informacji na temat ich udziału w akcji przesiedleńczej w Koluszkach lub w zabójstwach.
Pamiętam, że w Koluszkach po przesiedleniu Żydów mówiło się, że zostali oni wywiezieni do Treblinki. Więcej szczegółów nie poznałam. Były jakieś sugestie, że Żydzi zostali zabici. Ale nie chciałam w to wierzyć.
Wielokrotnie odwiedzałam władze niemieckie w Tomaszowie, gdy mąż nie miał czasu. Nie potrafię już podać nazwisk członków władz.
Nigdy nie miałam nic wspólnego z innymi komisariatami, zwłaszcza z gestapo.
Mieliśmy Żyda, któremu pozwolono u nas pracować. Miałem zaświadczenie z Tomaszowa, że Żyd został nam przydzielony do pracy. Nie pamiętam, kto wydał to zaświadczenie w Tomaszowie. Żandarm przyszedł na nasze podwórko i chciał pobić tego Żyda, ale mój mąż interweniował i go powstrzymał. Wiem na pewno, że ten Żyd pracował u nas do czasu przesiedlenia Żydów i dopiero wtedy nie mógł już do nas przychodzić. Był w getcie w Koluszkach z kilkoma innymi Żydami jeszcze przez około 14 dni. W tym czasie Niemcy pozwolili żydowskim krawcom pracować za darmo. Nie wiem, co stało się z tymi Żydami później
Nie mogę podać żadnych dalszych szczegółów.
Zamknięte:

                                                                                     Odczytano, zatwierdzono i podpisano


                                                V e r n e h m u n_g

Vorgeladen erscheint bei der Polizeistation in Alfeld/Leine die verw. Hausfrau

B u c h h o 1 z   geb. Maier, Marie, .

geb. 6.5.1901 in Grünbach, Krs. Brzeziny, wohnh. 3220 Alfeld/Leine, Winsenburger Str. 61,

und erklärt, zur Wahrheit ermahnt:

Mir wurde eröffnet, daß ich in der gerichtlichen Voruntersuchung sache gegen Karl G r ö ß e r   u. a. als Zeugin vernommen werden soll. Ich bin belehrt worden, daß ich auf Fragen, durch deren wahrheitsgemäße Beantwortung ich mich selbst oder einen nahen Angehörigen belasten würde, die Auskunft verweigern kann. Mit den Angeschuldigten bin ich nicht verwandt oder verschwägert.

Zur Sache: 

Ich habe zu Beginn der Vernehmung in einem langen Gespräch mein schweres Schicksal erzählt.

Ich bin in Grünbach aufgewachsen und habe 8 Klassen die Volksschule besucht. 1920 habe ich Wilhelm Buchholz, geb. 16.1.1890, geheiratet. Gleich nach der Eheschließung zog ich mit meinem Mann in sein Haus in Alt-Eelicjanow. Wir wohnten im Haus Nr. 6, eine Straßenbezeichnung gab es nicht. Später kauften wir eine weitere Landwirtschaft dazu. Dies war das Haus Nr. 10.

Mein Mann hat ununterbrochen seine Landwirtschaft bearbeitet. Er hatte zwei Brüder, die blind waren. Deren wandwirtsenaft mußte er auch noch mit bewirtschaften. 

An die Unruhen im Mai 1959 erinnere ich mich. In Felicjonow kamen keine Deutschen ums Leben. Wir hatten mit Polen ein gutes Verhältnis, weshalb sie unser Anwesen mit bewachten. Uns wurden nur die Scheiben und die Türen eingeworfen.

1910 wurde dec Selbstschutz gebildet. Dieser Formation gehörte mein Mann nicht an. Später mußte er aber in die SA gehen.

Mein kann war bei der Absperrung des Gettos, als die Juden ausgesiedelt wurden, nicht mit eingesetzt, ar war jedoch mehrmals mit eingeteilt, als Polen festgenommen werden mußten, die nach Deutschland zur Arbeit sollten. Mein Mann hat diese Tätigkeit aber nicht gern gemacht und sich immer gedrückt. Dies weiß ich aus vielen Gesprachen mit ihm.

In Alt-Felicjanow lebten keine Juden. Die Bevölkerung war zu Hälfte polnisch und zur Hälfte deutsch. In Koluszki lebten Juden Mit diesen Juden hatten wir ein gutes Verhältnis. Im Frühjahr 1941 wurde mein Mann Bürgermeister in Dlugie.

Er wollte dieses Amt nicht übernehmen, mußte es ober, weil die jüngeren Männer eingezogen worden waren und ein deutscher Bürgermeister sein sollte. Er übte diese Tätigkeit aus bis Januar 1945.

Zunächst versuchten wir zu flüchten, kehrten dann aber wieder um, weil, wir uns nichts vorzuwerfen hatten. Mein Mann versteckte sich zwei Wochen. Dann wurde er von den Polen an einem Sonntag festgenommen. Er mußte bei Polen arbeiten und auf der Polizeidienststelle schlafen. Dienstags wurde er zusammen mit Baum und T i e r l i n g abtransportiert, angeblich nach Brzeziny zum Verhör. Die drei Männer wurden im Wald hinter der Gemeinde erschossen. Mein Mann hatte einen Kopfschuß, ihm fehlten zwei Zähne und die Kleidung war an der Brust aufgerissen. Baum und Tierling waren fast nackt ausgezogon. Von Baum war kein hopf mehr vorhanden. Dieser war völlig zerschlagen. Bei Tierling fohlte ein Viertel dos Kopfes.

Der Grund für die Tötungen Kann nur folgender gewesen sein: Baum hatte den Getränkehandel des Juden E h r l i c h  übernommen. Tierling war für die Zuweisung von Wohnungen für die Deutschen zuständig und hat in dieser Funktion natürlich den Polen Wohnungen wegnehmen müssen. Mein Hann hat den Polen nach meiner Überzeugung nichts Böses angetan. Er wurde mit erschossen, weil er Bürgermeister war und sich - im weitesten Sinne gesehen - an der Festnahme von Polen beteiligte, die nach Deutschland zur Arbeit mußten. Ich habe jetzt andeutungsweise erzählt, wie sich mein Hann für die Polen eingesetzt hat. Es führt jedoch zu nicht diesegalles aufzuschreiben.

Ich wurde nach dem Kriege von Polen körperlich schwer mißhandelt. Im Jahre 1946 wurde ich festgenommen, kam nach Skierniewice, wo ich unter Anklage gestellt wurde, ich hätte Polen verraten. Dann wurde ich nach Warschau ins Gefängnis gebracht, wo ich unter sehr schlimmen Bedingungen verhört wurde. Von Warschau aus kam ich ins Lager nach Schikawa. Dort wurden wir zur Arbeit eingesetzt. Von dort aus kam ich in eine Fabrik, wo ich für die Polen arbeiten mußte. Ich hatte einen Unfall und verol den rechten Unterarm. Ich wurde wegen dieses Unfalles mit drei Jahren Gefängnis bestraft. Ich hätte die Hand von mir aus in die Maschine gesteckt.

Ich berichtige meine Aussage dahingehend, daß ich bereits 1945 festgenommen wurde. Im Mai 1947 bin ich aus Polen geflohen.

Meine Familienangehörigen waren in verschiedenen Lagern und mußt noch mehrere Jahre für die Polen arbeiten.

An das Getto in Koluszki erinnere ich mich. Es war die Gegend um den Marktplatz eingerichtet. Es, ist richtig, das wir ein Grundstück hatten, das bin an das Getto ging. Der Gesundheitszustand und die Ernährungslage der Juden war schlecht. Juden, die Geld hatten, konnten sich zusätzlich Nahrungsmittel Kaufen. Die Polen und die Deutschen haben mit den Juden noch Geschäfte gemacht obwohl das Getto schon abgeschlossen war. Ich weiß, daß Juden das Getto nur mit einem Passierschein verlassen durften. Dies war der fall, wenn sie zur Arbeit gingen. Was es mit Juden gab, die das Getto unbefugt verlassen haben, weiß ich nicht. In diesem Zusammenhang ist mir nichts von der Erschießung von Juden bekannt. Es ist zwecklos, mir darüber weitere Einzelheiten aus bishörigen Zeugenaussagen vorzuhalten. Ich kann hierzu keine Angabe machen. Ich habe auch mit den Juden noch Geschäfte im Getto gemacht in der form, daß ich ihnen Nahrungsmittel brachte und mir dies zu einem normalen Preis bezahlen ließ.

Die Aussiedlung der Juden aus Koluszki habe ich gesehen. Ich erkläre dazu, daß ich auf eine Entfernung von etwa 100 m gesehen habe, wie die Kolonne der Juden in Richtung Bahnhof getrieben wurde. Ich ging nicht näher hin, um zu vermeiden, daß die Zuschauer oder die mich bekannten Juden sagen würden, ich würde mich in dem Schauspiel des Abtransportes ergötzen. Ich habe gesehen, wie etwa 5 bis 6 Juden erschossen wurden. Dies waren alte Leute, die nicht mehr gehen konnten. Sie knieten sich hin und die Gendarme, die am Schluß gingen haben sie erschossen. Daran besteht kein Zweifel. Das habe ich gesehen. Wer von den Gendarmen geschossen hat, weiß ich nicht mehr anzugeben. Ich kann keine Namen nennen. Die Juden mußten von der bevorstehenden Aussiedlung Kenntnis erlangt haben. Eine Jüdin hat immer ihre zwei Kinder zu mir geschickt. Ich gab ihnen Nahrungsmittel. Sie sagten zwei Tage vor dem Abtransport, daß dies wohl ihr letztes Brot sei, das sie holen würden. Wer im einzelnen von der Polizei an der Aussiedlungsaktion beteiligt war, weiß ich nicht.

Ich habe noch gesehen, wie die Juden in die Güterwagen verladen wurden. Sie wurden hierbei mit Gewahrkolzen geschlagen, über weitere Tötungshandlungen vermag ich Keine Auskunft zu geben. Mir weitere Aussagen vorzuhalten, ist wirklich zwecklos.

Die Juden hatten kleine Bündel in der Hand, als sie zum Bahnhof getrieben wurden. Was sie zurücklassen mußten, wurde nachher verschenkt oder versteigert. Es wurde erzählt, daß in dem zurückgelassenen Bettzeug noch zwei tote Säuglinge gelegen hätten.

Von den Gendarmen in Koluszki erinnere ich mich nur an Gust und S c h u h m a n n. Weitere Namen sind mir nicht mehr in Erinnerung.

Ich habe mir die Lichtbildmappe in Ruhe angesechen. Der auf Bild 24 abgebildete Uniformierte kommt mir bekannt vor. Ich weiß aber nicht mehr, in welchem Zusammenhang ich mich an ihn erinnere. Mir kommen mehrere Bilder begannt vor. Ich kann aber die Namen der abgebildeten Uniformierten nicht nennen und insbesondere keine Angaben über ihre Beteiligung an der Aussiedlungsaktion in Koluszki oder an Tötungshandlungen machen.

Ich erinnere mich, das in Koluszki nach der Aussiedlung der Juden davon gesprochen wurde, sie seien nach Treblinka gebracht worden. Nähere Einzelheiten habe ich nicht erfahren. Es wurde andeutungsweise davon gesprochen, die Juden seien getötet worden. Ich wollte aber nicht daran glauben.

Ich bin wiederholt zu deutschen Behörden nach Tomaszow gekommen, wenn mein Mann keine Zeit batte. Namen von Dienststellenangehörigen kann ich nicht mehr angeben.

Mit anderen Polizeidienststellen, insbesondere der Gestapo, hatte ich nie etwas zu tun.

Wir hatten einen Juden, der bei uns arbeiten durfte. Ich hatte eine Bescheinigung von Tomaszow, daß uns ein Jude zur Arbeitsleistung zugewiesen wurde. Wer in Tomaszow diese Bescheinigung ausstellte, weiß ich nicht mehr. Ein Gendarm kam zu uns auf den Hof und wollte den Juden schlagen, mein Mann ging dazwischen und hat dies verhindert. Ich weiß genau, daß dieser Jude bis zur Aussiedlung der Juden bei uns gearbeitet hat und erst dann nicht mehr zu uns kommen durfte. Er war mit einigen weiteren Juden noch etwa 14 Tage in Koluszki im Getto. Die Deutschen haben während dieser Zeit noch kostenlos bei den jüdischen Schneidern arbeiten lassen. Was es später mit diesen Juden gab, weiß ich nich

Weitere Angaben kann ich nicht machen.

Geschlossen:


                                                                    Vorgelesen, genehmigt und unterschrieben

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Borowa - Wilhelmswalde - Ute - Patzer - Friedenstab - Konfirmacja

 Przepraszam bardzo Utę, że po ponad 3 latach przy "robieniu porządku" na moim blogu znalazłem ten materiał jako roboczy...Lepiej późno niż wcale!

Pod koniec stycznia 2023 roku napisała do mnie Ute z Kassel. Jej przodkowie pochodzą z Borowej - Wilhelmswalde. Odwiedziła Borową dwukrotnie. Oto jej relacja z tych podróży:

...."W Borowej byłam już dwa razy, w obu przypadkach z ciocią. Pierwszy raz był około 2000 roku, spaliśmy w lesie w małym kamperze moich rodziców i zwiedzaliśmy okolicę - lubimy las. Przy drugiej wizycie (2014) zatrzymaliśmy się na kempingu w Chlebowie, na północny wschód od Łodzi. Ludzie z kempingu byli bardzo przyjaźni. Kiedy odwiedziliśmy Borową, mieliśmy zabawne doświadczenie: kiedy byliśmy na kawie i kawałku ciasta w wiejskim sklepie, wiejska droga była całkowicie odnawiana. Plac budowy po prostu przeszedł obok nas i naszego zaparkowanego samochodu! Odwiedziliśmy również małe muzeum i byłam bardzo szczęśliwa widząc tam nazwisko mojego przodka Christopha Friedenstaba, który był Wójtem Gminy Gałków w 1867 roku".... 

Ute zaproponowała mi wymianę doświadczeń dotyczących nie tylko tematu Borowa, także mojego Bukowca, gdyż jej rodzina również mieszkała w Bukowcu. prosiłem ją o zdjęcia w szczególności Borowej, gdyż jest ich tak mało. Wczoraj otrzymałem skany 3 pięknych (rewelacyjnych zdjęć) i odręczną mapkę zabudowań jej pradziadków Patzer. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie owocowała nowym, nieznanymi dotychczas materiałami! Dziękuję z całego serca Ute i zapraszam do ponownego przyjazdu, nie będziesz musiała spać w lesie!



               Borowa - Wilhelmswalde - Konfirmacja (z prywatnych zbiorów Ute)

Ende Januar schrieb mir Ute aus Kassel. Ihre Vorfahren stammen aus Borowa - Wilhelmswalde. Sie hat Borowa zweimal besucht. Hier ist ihr Bericht über diese Reisen:

.... "Ich war schon zweimal in Borowa, beide Male mit meiner Tante. Das erste Mal war um das Jahr 2000, wir schliefen im Wald im kleinen Wohnmobil meiner Eltern und erkundeten die Gegend - wir mögen den Wald. Beim zweiten Besuch (2014) übernachteten wir auf einem Campingplatz in Chlebowo, nordöstlich von Lodz. Die Leute auf dem Campingplatz waren sehr freundlich. Als wir Borowa besuchten, hatten wir ein lustiges Erlebnis: Während wir im Dorfladen Kaffee und ein Stück Kuchen aßen, wurde die Dorfstraße komplett neu asphaltiert. Die Baustelle fuhr einfach an uns und unserem geparkten Auto vorbei! Wir haben auch ein kleines Museum besucht und ich habe mich sehr gefreut, dort den Namen meines Vorfahren Christoph Friedenstab zu sehen, der 1867 Bürgermeister der Gemeinde Galkow war.".... 

Ute bot mir einen Erfahrungsaustausch nicht nur über das Thema Borow, sondern auch über mein Bukowiec an, da ihre Familie auch in Bukowiec lebte. Ich bat sie um Fotos von Borowa im Besonderen, da es so wenige davon gibt. Gestern erhielt ich Scans von 3 wunderschönen (sensationellen Fotos) und eine handgeschriebene Karte mit den Gebäuden ihrer Urgroßeltern Patzer. Ich hoffe, dass diese Zusammenarbeit zu neuem, bisher unbekanntem Material führen wird! Ich danke Dir von Herzen Ute und lade Dich ein, wieder zu kommen, Du musst ja nicht im Wald schlafen!


Drogi Andrzeju, 

Wróciliśmy do domu i jesteśmy bardzo, bardzo zmęczeni! To był weekend z harcerzami, a człowiek zawsze kładzie się bardzo późno w nocy. Z mężem poznaliśmy się w harcerstwie, a teraz nasze dzieci też są harcerzami. 

Wracając do Borowej. Dzisiaj wysyłam najpierw zdjęcia szkolne i zdjęcie z bierzmowania z 1930 r. Myślę, że te zdjęcia nigdy nie były sprawą prywatną, więc nie muszę nikogo najpierw pytać. W przypadku zdjęć rodzinnych chciałbym najpierw zadzwonić do kuzynki mojej mamy, czy zgodziłaby się, gdybym przekazała jej zdjęcia. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko. 

Zdjęcia pochodzą z majątku Wilhelma Patzera, urodzonego 1 grudnia 1915 r. Jest on bratem mojej babci Alice Patzer, urodzonej 20 lutego 1914 r. Jej rodzicami byli Otto Patzer i Emilie Friedenstab. Mieszkali oni w domu nr 136 w Borowej. Jeśli spojrzeć z południowego zachodu na północny wschód, to był to drugi dom za przejazdem kolejowym po prawej stronie. Chyba już od dawna go nie ma. Przesyłam również plan budynku. 




niedziela, 14 czerwca 2026

Linda Legler - Bukowiec - Königsbach

 

                               Historia Lindy Legler z Bukowca - Königsbach.

                             LINDA  LEGLER - ur. 30.1.1909 roku w Bukowcu - Königsbach



                                              REINHOLD DREWS / DÜSSELDORF

                                                         Piekarnia i cukiernia

                                                                                              DÜSSELDORF, 12 października 1938 r.

                                                                                                             Do

                                                                                                             Konsulatu Niemieckiego

                                                                                                             w Łodzi / Polska

      Sprawdzając paszport mojej siostry Lindy Legler, która obecnie mieszka ze mną, odkryłem, że pozwolenie na pobyt zostało wydane tylko na 2 miesiące. Wiza została wydana 20.9.1938 r. i wygasła 25.11.1938 r. Ponieważ pozwolenie na pobyt w paszporcie jest ważne przez 6 miesięcy, od 19.9.1938 r. do 16.5.1939 r., uprzejmie proszę o przedłużenie wizy na ten sam okres.

W mojej opinii wymagania w tym zakresie zostały spełnione i załączam zaświadczenie z Urzędu Pracy potwierdzające wydanie zezwolenia na pracę.

Proszę, aby wszelkie opłaty, które mogą zostać pobrane z mojej strony w związku z przedłużeniem wizy, zostały pobrane od mojej siostry, żony Bruno Konnewischer, Łódź, ul. Głowna 55. Został Pan już o tym poinformowany.

Z uwagi na pilny charakter sprawy, proszę o odesłanie załączonego paszportu i zaświadczenia z Urzędu Pracy w możliwie najkrótszym terminie po przyznaniu przedłużenia. Jednocześnie załączam zaświadczenie o niemieckim pochodzeniu.

                                                                                            Heil Hitler




                                                                                            Łódź, 17 października 1938

Oryginał z 2 załącznikami (zaświadczenie o niemieckim obywatelstwie nie jest dołączone)

                                                                                               do szefa policji w Dusseldorfie

ze względów jurysdykcyjnych;

Zwracam uwagę, że posiadacz paszportu złożył wniosek o wizę wjazdową jedynie w celach turystycznych, a nie w celu przesiedlenia się lub podjęcia pracy w Niemczech. Przyznanie kolejnego zezwolenia na pobyt, jeśli zostanie to uznane za absolutnie konieczne, będzie pozostawione uznaniu władz lokalnych. Nie są znane żadne istotne powody emigracji. Wnioskodawca otrzymał wezwanie do wydania.



            Urschriftlich mit 2 Anlagen (die Deutschtumsbescheinigung hat nicht beiligęn) den Herrn                                                                                                                   Polizeipräsidenten in Dusseldorf

 

Zuständigkeitshalber ergebens übersandt;

Jch möchte benerken, dass die Passinhaberin hier lediglich einen Einreisesichtvermerk zu Besuchszwecken und nioht zur Uebersiedelung bezw. Arbeitsaufnahne in Deutsohland gestellt hat. Die Erteilung der weiteren Aufenthaltsgenehnigung wird , falls dies dortseits als unbedingt notwendig erachtet werden sollte, den dortigen Ermessen ergebens anheimgestellt. Ein zwingender Grund zur Abwanderung ist hier nicht bekannt. Die Antragstellerin hat Abgabebescheid erhalten.

 



                                          Zawiadomienie o miejscu zamieszkania cudzoziemca

Legler Linda, ur. 30.1.1909 roku w Bukowcu, pow. Pabianice, Polska. Obywatelstwo: Polka, wyznanie: ewangelik, język: niemiecki.

Rodzice: Karl Legler, ur. w Bukowcu 13.9.1866 roku i Joanna z domu Beier, ur. w Bukowcu, 3.2.1865 roku