czwartek, 5 stycznia 2023

Łódź ul. Rysia 36 - Tajna szkoła niemiecka dla dzieci - Heimatbote - 9/1956

 

Łódź, ul. Rysia 36 - historia tajnej niemieckiej szkoły dla dzieci, materiał pochodzi z Heimatbote z września 1956 roku.

                                      Gdy istniała tajna szkoła niemiecka.

     Szkoła w Chojnach nie mogła długo pozostać tajemnicą. Przecież dzieci - w liczbie około 40 - przychodziły do szkoły regularnie. Oczywiście w gospodarstwie przy ul. Rysia 36 wszystko było żywe. Tak, nie stroniliśmy od organizowania regularnych imprez szkolnych. Dzieci wielokrotnie maszerowały z uniesionymi  kolorowymi flagami i lampionami do Białego Lasku na Chojnach.

    Następnie, po trzech latach istnienia, ta szkoła, która powstała z trudów czasu i była prowadzona z tak wielką miłością i poświęceniem, musiała zostać zatrzymana przez władze państwowe siłą: pod koniec czerwca 1936 roku, dokładnie 20 lat temu, w miejscowości pojawił się detektyw, spisał nauczyciela i wszystkie dzieci i zakazał dalszego nauczania. Natychmiast po tym niżej podpisany został odnotowany przez policję jako inicjator i osoba odpowiedzialna za tajną szkołę. Do procesu jednak nigdy nie doszło. Władze wzbraniały się przed tym. Byłoby to dla nich kłopotliwe, gdyby w trakcie procesu okazało się, do jakich środków musiała się uciekać mniejszość niemiecka, aby zapewnić swoim dzieciom niemiecką szkołę.

     Dzieci, które w ten sposób nagle zostały bez nauki, mogłyby wtedy wszystkie trafić do szkoły ogólnodostępnej przy LDG. Niezbędne środki finansowe zgromadziło łódzkie Niemieckie Stowarzyszenie Szkolno-Wychowawcze, z jego ówczesnym przewodniczącym, sekretarzem Horstem Markgrafem na czele.

    Na koniec chcielibyśmy wspomnieć o właścicielu domu w Chojnach, w którym mieściła się szkoła: Alfred Seidel. Dla niego szczególnym ryzykiem było to, że tajne lekcje szkolne odbywały się w jego domu. Seidel musiał zapłacić za swoją gotowość do poświęcenia się dla sprawy niemieckiej, gdy jego dom był jednym z pierwszych zburzonych w Chojnach we wrześniu 1939 r.

    Teraz więc, po 20 latach, wspominamy wydarzenie, które choć pozostało odosobnionym incydentem, jest charakterystyczne dla naszej ówczesnej sytuacji w Polsce. Świadczy ona o zdecydowanej woli Niemców w Polsce, by nie dać się poddać wojnie, a także o gotowości do poniesienia największych ofiar dla zachowania niemieckiego języka i kultury. Rodzicom, którzy w tamtym czasie mieli odwagę przeciwstawić się posyłaniu swoich dzieci do polskich szkół w tak trudnych warunkach, a także wszystkim tym, którzy przyczynili się do sukcesu walki obronnej, wciąż jesteśmy winni podziękowania i uznanie.

                                                                                                                       Otto Heike



                                       Als es eine geheime deutsche Schule gab.
    Der Schulbetrieb in Chojny konnte für die Dauer nicht geheim. bleiben. Kamen doch die Kinder - etwa 40 an der Zahl - regelmäßig zur Schule. Auf dem Hofe Rysiastraße 36 ging es natürlich lebhaft zu. Ja, wir scheuten auch nicht davor zurück, regelrechte Schulfeste zu veranstalten. In geschlossenem Zuge zogen die Kinder wiederholt mit bunten Fähnchen und Lampions ausgeriestet nach Weißes Wäldchen in Chojny.
    Bis dann dieser aus der Not der Zeit entstandene und mit soviel Liebe und Aufopferung geführte Schulbetrieb nach dreijährigem Bestehen durch gewaltsamen Eingriff der staatllichen Obrigkeit eingestellt werden mußte: ende Juni 1936, also vor genau 20 Jahren, erschien im Lokal ein Kriminalbeamter, schrieb den Lehrer und alle Kinder auf und verbot jeglichen weiteren Unterricht. Gleich darauf Wurde der Unterzeichnete als der Initiator und verantwortliche Träger der geheimen Schule von der Polizei zu Protokoll aufgenommen. Zu einem Prozeß ist es aber nie gekommen. Die Behörden scheuten ihn. Es wäre für sie peinlich gewesen, wenn im Verlauf des Prozesses bekannt geworden wäre, zu welchen Mitteln die deutsche Minderheit greifen mußte, um ihren Kindern. deutschen Schulunterricht zu sichern.

    Die auf diese Weise plötzlich ohne Schulunterricht gebliebenen Kinder Konnten dann sämtlich in die Vollksschule beim LDG untergerbracht werden. Die hierfür erforderlichen finanziellen Mittel wurden in dankenswerter Weise vom Lodzer Deutschen Schul- und Bildungsverein mit seinem damaligen Vorsitzenden, Schriftleiter Horst Markgraf, an der Spitze aufgebracht.
Zuletzt sei noch der Besitzer des Hauses in Chojny genannt, in. welchem sich das Lokal befand, das der Schule als Unterschlupf diente: Alfred Seidel. Für ihn war es ein besonderes Wagnis, den geheimen Schulunterricht in seinem Hause abhalten zu  lassen. Seine Opferbereitschaft für die deutsche Sache mußte Seidel dadurch bezahlen, daß sein Haus in den Septembertagen 1939 als eines der ersten in Chojny demoliert wurde.
So erinnern wir uns jetzt nach 20 Jahren eines Geschehnisses. das zwar ein Einzelfall blieb. aber für unsere damalige Lage in Polen charakteristisch ist. Es zeugt von dem festen Willen der Deutschen in Polen, sich nicht unter Krieges zu lassen, wie auch von der Bereitschaft zum größten Opfer für die Erhaltung der deutschen Sprache und Kultur. Den Eltern, die damals den Mut hatten, sich unter so schwierigen Umständen der Einweisung ihrer Kinder in die polnische Schule zu widersetzen, und alle denen, die zum Erfolg des Abwehrkampfes beigetragen haben, się noch heute Dank und Anerkennung ausgesprochen.
                                                                                                                             Otto Heike


środa, 4 stycznia 2023

Bocianicha - Zelów - Bełchatów - Dom modlitwy - Niemieckie osadnictwo - Heimatbote 1955

Ciekawa jest informacja o cmentarzu ewangelickim, czy pozostał ślad po nim? Super zdjęcie!

Heimatbote 1/1956

Dom modlitwy w Ojczyźnie

Jednym z wielu domów modlitwy i szkół w naszej zapomnianej ojczyźnie jest dom modlitwy Kantaratu B o c i a n i c h a, Kirchspiel Łask, Łódź, do którego należały wsie Zagławki, Strupin i Grzesin. - Pierwszym nauczycielem był Utta (przodek znanej rodziny Utta). Przed wybudowaniem domu modlitwy wszelkie czynności duchowe należało wykonywać w miejscowym kościele katolickim. Z okazji stulecia istnienia dom został wyposażony w harmanium, żyrandol i dzwonnicę. W obchodach rocznicowych wzięły udział także chóry: puzonowy i śpiewaczy z sąsiedniej parafii Bełchatów, podobnie jak niżej podpisany. - Dziś żyje jeszcze tylko Adolf Schulz. Nie tylko cieszy się dobrym zdrowiem, ale ma też to szczęście, że może sprawować kapłaństwo jak patriarcha przy swoich trzech córkach, zięciach i wnukach. Jego czwarta córka niestety pozostała w Polsce i opisuje nieopisany stan kantoratu w obecnej epoce kulturowej. Nie tylko dom modlitwy jest opuszczony i pusty, ale także cmentarz, na którym zniknęły wszystkie pomniki, a zamiast nich latem pasą się krowy. Smutne świadectwo  ... P. J.. Gerh

Bocianicha – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie bełchatowskim, w gminie Zelów. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Przez wieś przepływa struga Czajka, dopływ Końskiej Strugi. Wikipedia


Otrzymałem wiadomość od Tomka Korzekwy, wolontariusza pracującego bardzo aktywnie na cmentarzach ewangelickich woj. łódzkiego (w szczególności w Łaznowskiej Woli), że:

Najbliższy miejscowości Bocianicha znany mi cmentarz ewangelicki znajduje się w Zabłotach i ten ocalał. W maju odbyło się sprzątanie, w którym skromnie uczestniczyłem. https://www.facebook.com/LaznowskaWolaCmentarz/posts/pfbid031SJZo8LaZSPFzqVhqNx2tawFsvyYPhCScRzWDFNU5NNVxo2KG1HfWhqBzHnd5t3ql?__cft__[0]=AZXcOLnwfEGZeH54Fz9HqGkzVOrL-PQAE_QxrHDJWRxb1z1wgmpTc_gw6Gn3mUAnu180mUrn9CcNz86p68gICPqDsfZN4tMI8AMR-aohti_ROBK6HguUwbpH7ySdJHRxJ8M&__tn__=%2CO%2CP-R

Dzięki Tomku!


                                                  Bocianichy - Dom modlitwy

Ein Bethaus in der Heimat

Als eines der vielen Bethäuser und Schulen in unserer unvergessenen Heimat sehen wir. hier das Bethaus des Kantarats Ba c i a n i c h y, Kirchspiel Lask, Bezirk Ladz, zu dem nach die Dörfer Zaglawki, Strupin und Grzesin gehört haben. - Dieses Kantarat entstand 1826. Der erste Lehrer war Utta (ein Vorfahre der bekannten Familie Utta). Vor dem Bau des Bethauses mußten alle geistlichen Handlungen in der örtlichen katholischen Kirche vallzogen werden. Anläßlich seines hundertjährigen Jubiläums wurde das Haus mit einem Harmanium, Kronleuchter und Glockenturm ausgestattet. An der Jubiläumsfeier nahmen auch die Posaunen- und Gesangchöre der Nachbargemeinde Belchatow wie der Unterzeichnete teil. - Heute ist van den damaligen Kirchenvarstehern nur Adalf Schulz am Leben. Er erfreut sich nicht nur einer guten Gesundheit, sondern hat auch das Glück, bei seinen 3 Töchtern nebst Schwiegersöhnen und Enkeln wie ein Patriarch das Priesteramt auszuüben. Seine vierte Tochter blieb leider in Polen und schildert den unbeschreiblichen Zustand des Kantorats in der jetzigen Kulturepoche. Nicht nur das Bethaus ist wüste und leer, sondern auch der Friedhof, wo alle Denkmäler verschwunden sind und dafür im Sommer die Kühe grasen. Ein trauriges Zeugnis .. P. J .. Gerh

Bocianicha - ein Dorf in Polen, in der Woiwodschaft Łódzkie, Kreis Bełchatów, Gemeinde Zelów. In den Jahren 1975-1998 gehörte das Dorf verwaltungstechnisch zur Woiwodschaft Piotrków. Der Bach Czajka, ein Nebenfluss der Końskiej Struga, fließt durch das Dorf. Wikipedia


Pabianice - Niemieckie osadnictwo - Ewangelicy - Heimatbote 5/1955

 

Materiał zamieszczony w Heimatbote 5/1955 jest według mnie napisany uczciwie, proszę przeczytać:




Otrzymałem zlecenie na napisanie krótkiego artykułu o Pabianicach. Właściwie o Pabianicach można by napisać grube tomisko i historia jego niemieckości. Ci, którzy znają Pabianice, trudno się z tym nie zgodzić. Życie duchowe, kulturalne, gospodarcze i społeczne pabianickich Niemców było tak różnorodne, że spisanie historii pabianickich Niemców byłoby z pewnością satysfakcjonującym zadaniem. Poniższe wiersze mają na celu jedynie wywołanie wspomnień o Pabianicach.

 Jakże żywą parafią były Pabianice!

    Jakże często przestronny kościół nie mógł pomieścić wszystkich wiernych! Tylko w Wielki Piątek do Komunii Świętej przystąpiło około 1000 osób! W wielkanocny poranek, na pół godziny przed rozpoczęciem nabożeństwa rezurekcyjnego, kościół był przepełniony. Po tym nabożeństwie co roku setki osób gromadziły się na pięknym cmentarzu na uroczystości rezurekcyjne! W nabożeństwie dla dzieci było ponad 500 dzieci i 25 do 30 pomocników! Kiedy na krótko przed ostatnią wojną zbór został wezwany przez pastora Juliusa Horna do złożenia datków na remont kościoła, dary spłynęły ogromnym strumieniem. Jakaś gospodyni po nabożeństwie pospieszyła do domu i przyniosła 500 zł, jakaś firma natychmiast ofiarowała 1000 zł, kolega z Rzeszy, który odwiedzał krewnych w Pabianicach, przywiózł na ten cel 20 zł dla swojego dawnego macierzystego kościoła; całą kwotę, którą mógł przywieźć do Polski dzięki przepisom dewizowym. I praca się udała. W niedługim czasie kościół stanął w nowej świetności i blasku. Jakże pulsowało życie duchowe w Effinghausen - Starowa Góra, Kalino, Markówka, Königsbach - Bukowiec, Zofiówka, Czyżeminek! Wierni sekretarze kościelni, nauczyciele i kantorzy oferowali Słowo Boże społecznościom wiejskim podczas regularnych niedzielnych nabożeństw. W okresie zimowym we wszystkich większych miejscowościach gminy odbywały się wieczorne nabożeństwa i studia biblijne prowadzone przez trzech urzędujących pastorów. Jakże miłe było to, że społeczność i zgromadzenie braci połączyły się ze zgromadzeniem kościelnym na znak chrześcijańskiego ducha i słusznej miłości do siebie. Ileż błogosławieństw spłynęło na społeczność z tej wspólnej pracy na chwałę Bożą i zbawienie ludzi! Jakże niezmordowany był nieśmiertelny pastor Rudolf Schmidt w swojej pracy dla dobra zboru aż do śmierci. Funkcję tę pełnił przez 42 lata, wcześniej przez 5 lat pełnił posługę duszpasterską w Iłowie koło Sochaczewa i 4 lata w St. Johannis w Łodzi - naprawdę długi czas, w którym dzięki swojej pracy dziennikarskiej, nie tylko na łamach "Kalendarza Hausfreunda", stał się znany daleko poza granicami swojej parafii!

    Co można powiedzieć o pracy w niemieckiej szkole podstawowej i niemieckim gimnazjum! Tendencje do polonizacji były szczególnie silne w szkole podstawowej. Prawie połowę kadry nauczycielskiej stanowili Polacy. Pomijając ich starania o pozyskanie uczniów do Polski, nie można było winić polskich nauczycieli. Byli nienaganni w swojej postawie, a także szczerze starali się służyć niemieckiej młodzieży protestanckiej i przygotować ją do życia. Przez wszystkie lata swojego istnienia niemieckie gimnazjum musiało ciężko walczyć o swój byt. Mimo to odpowiedzialnym ludziom udawało się coraz bardziej rozbudowywać tę instytucję edukacyjną. W ten sposób mógłby służyć we właściwy sposób także młodemu pokoleniu. Życie klubowe kwitło. Kilka towarzystw śpiewaczych, różne chóry chóralne i puzonowe, towarzystwo szkolne i oświatowe, jak również inne towarzystwa świeckie wspierały poczucie wspólnoty i oferowały rozrywkę i wesołość członkom, jak również całej niemieckiej ludności. Działalność gospodarcza w Pabianicach miała ogromne znaczenie nie tylko dla niemieckiej ludności miasta, ale także dla całego kraju. Wielu z naszych towarzyszy wiary znalazło pracę i zarobek w ogromnym Zakładach włókienniczych Krusche & Ender, w "Chemicznym", w odlewni Aleksandra Kruschego, w Dobrzynce, w fabryce papieru i w wielu innych, mniejszych zakładach przemysłowych, które były prawie wyłącznie własnością niemiecką. Dobrobyt ludności niemieckiej był dla wielu Polaków przeszkodą, chociaż ci bardziej wyrozumiali spośród nich uznawali produktywną pracę Niemców. Dwa doświadczenia pozostaną dla mnie pod tym względem niezapomniane: Czekając na tramwaj Rzgów w Rudzie pewnego poniedziałkowego poranka, byłem świadkiem, jak jedna młoda Polka mówiła do drugiej: 

    "Aż włos się jeży, gdzie spojrzysz na domy wokół, wszystkie należą do Niemców, nawet fabryki!". Na co drugi odpowiedział: 

    "Czy jesteś ślepy, nie widzisz, dlaczego tak jest? Niemcy pracują, oszczędzają i budują, i bogacą się - ale nasi pracują przez cały tydzień, a w sobotę po południu i w niedzielę rozwalają cały swój zarobek.".. 

Innym razem znany pabianicki Polak zadał mi pytanie: 

     "Powiedz mi, jak Niemcy w Polsce mogą narzekać na swój los, skoro są tak bogaci i prawie wszystko tutaj należy do nich? 

      Przejdźcie się na przykład po Johannisstraße. Zobaczysz, że na całej ulicy nie ma trzech "polskich domów". 

Na moje kontrpytanie: 

     "Proszę mi pokazać tylko jeden dom w całych Pabianicach, który został podarowany Niemcom, a którego nie nabyli oni przez pracowitość swoich rąk i pot czoła w dziesiątkach lat wiernej i ciężkiej pracy?" - podał mi w odpowiedzi: "Tak, masz rację, to prawda, nikt Niemcom nic nie dał, oni na wszystko zapracowali!".

    Biorąc pod uwagę pionierską pracę, jaką grupa niemiecka wykonała w Polsce na przestrzeni wieków, niedawna przeszłość jest dla nas wszystkich niezwykle bolesna.

    Pociesza nas pewność, że do końca żyliśmy sprawiedliwie i z miłością do ziemi ojczystej, że byliśmy lojalni wobec państwa polskiego.

    Być może przyjdzie czas, że przyzna to również strona polska. Ale teraz, gdy Pan zaprowadził nas z powrotem do ziemi naszych przodków, pójdźmy naszą drogą z ufnością. To jest nasza wiara, że wierny Bóg będzie nadal dobrze postępował z nami i naszymi dziećmi w przyszłości, i dlatego będziemy nadal dowodzić naszymi drogami i mieć nadzieję w Nim. Tak

... "Naszymi drogami będziemy

Teraz w imię Jezusa pójdziemy;

Niech to nas prowadzi,

Wszystko będzie dobrze.

I dzięki jego łasce

Wszystko będzie pełne błogosławieństwa




   Mir ist der Auftrag geworden, einen kurzen Artikel über Pabianice zu schreiben. Eigentlich könnte man über Pabianice und die Geschichte seines Deutschtums einen dicken Band schreiben. Wer Pabianice kennt, wird kaum anderer Meinung sein. Das geistliche, kulturelle, wirtschaftliche und gesellschaftliche Leben der Pabianicer Deutschen war nämlich derart mannigfaltig, daß es gewiß eine dankbare Aufgabe wäre, die Geschichte des Pabianicer Deutschtums niederzuschreiben. Die nachfolgenden Zeilen sollen nur Erinnerungen an Pabianice wachrufen.

           Was war die Pabianicer Gemeinde doch für eine lebendige Kirchengemeinde!

    Wie oft konnte das geräumige Gotteshaus die Gottesdienstbesucher nicht fassen! Am Karfreitag allein rund 1 000 Abendmahlsgäste ! Am Ostermorgen, eine halbe Stunde vor Beginn des Auferstehungsgottesdienstes, die Kirche überfüllt. Nach diesem Gottesdienst fanden sich alljährlich Hunderte von Menschen auf dem schönen Friedhof zur Auferstehungsfeier zusammen! Im Kindergottesdienst bis über 500 Kinder und 25 bis 30 Helfer! Als kurz vor dem letzten Kriege die Gemeinde von Herrn Pastor Julius Horn aufgerufen wurde, für die Renovierung der Kirche zu spenden, flossen die Gaben im gewaltigen Strom zusammen. Eine Hausfrau eilte nach dem

    Gottesdienst nach Hause und holte 500 Zloty, eine Firma spendete sofort 1000 Zloty, ein reichsdeutscher Glaubensgenosse, der bei seinen Verwandten in Pabianice zu Besuch weilte, brachte für diesen Zweck für seine ehemalige Heimatkirche 20 Zloty; den gesamten Betrag, den er auf Grund der Devisenbestimmungen nach Polen einführen konnte. Und das Werk gelang. Kurze Zeit darauf stand das Gotteshaus im neuen Gewand schmuck und prächtig da.Wie pulsierte das geistliche Leben in Effinghausen! Kalino, Markowka, Königsbach, Sofiowka, Czyzeminek! Treue Kirchenvorsteher, lehrer und Kantoren boten in regelmäßigen Sonntagsgottesdiensten den ländlichen Gemeinden das Wort Gottes. Zur Winterzeit wurden von den drei amtierenden Pastoren in allen größeren Orten der Gemeinde Abendgottesdienste und Bibelstunden gehalten. Wie war doch das Zusammengehen der Gemeinschaft und der Brüdergemeine mit der Kirchengemeinde ein erfreuliches Zeichen der christlichen Gesinnung und der rechten liebe untereinander. Wieviel Segen floß aus diesem, gemeinsamen Wirken zur Ehre Gottes und zum Heile der Menschen in die Gemeinde hinein! Wie war der verewigte Pastor Rudolf Schmidt bis zu seinem Tode unermüdlich in seinem Wirken zum Wohle der Gemeinde. 42 Jahre hat er amtiert, nachdem er vorher 5 Jahre in Jlow bei Sochaczew und 4 Jahre an St. Johannis, Lodz, im seelsorgerischen Dienst gestanden hat - fürwahr eine lange Zeit, wobei er weit über die Grenzen seiner Gemeinde hinaus durch seine publizistische Arbeit, nicht zuletzt am "Hausfreund-Kalender", bekannt geworden ist!

    Was ließe sich alles berichten von der Arbeit an der deutschen Volksschule und am Deutschen Gymnasium! Besondersstark waren die Polonisierungstenqenzen an der Volksschule. Der lehrkörper bestand fast zur Hälfte aus Polen. Abgesehen von ihrem Bestreben, die Schuljugend ganz für Polen zu gewinnen, war den polnischen lehrern kein Vorwurf zu machen. Sie waren in ihrer Haltung einwandfrei und auch ehrlich bestrebt, der deutschen evangelischen Jugend zu dienen und sie fürs leben vorzubereiten. Das deutsche Gymnasium hat in all den Jahren seines Bestehens schwer um seine Existenz ringen müssen. Trotzdem war es den verantwortlichen Männern gelungen, diese lehranstalt immer mehr auszubauen. So konnte es ebenfalls der jungen Generation in rechter Weise dienen. Das Vereinsleben blühte. Einige Gesangvereine, verschiedene Gesang- und Posaunenchöre, der Schul und Bildungsverein, sowie andere weltliche Vereine förderten den Gemeinschaftssinn und boten den Mitgliedern, wie der gesamten deutschen Bevölkerung Unterhaltung und Frohsinn. Das wirtschaftliche Geschehen in Pabianice war von größter Bedeutung nicht nur für die deutsche Stadtbevölkerung, sondern darüber hinaus für das ganze land. Viele unserer Glaubengenossen fanden Arbeit und Verdienst in den gewaltigen Textilwerken Krusche & Ender, in der "Chemischen", in der Gießerei Alexander Krusche, in der Dobrzynka, in der Papierfabrik und in vielen anderen, kleineren Industriewerken, die fast ausschließlich in deutschem Eigentum standen. Der Wohlsland der deutschen Bevölkerung war vielen Polen ein Stein des Anstoßes, wenngleich die Verständigen unter ihnen das produktive Schaffen der Deutschen anerkannten. Zwei Erlebnisse werden mir in dieser Beziehung unvergeßlich bleiben: Als ich an einem Montagmorgen in Ruda auf die Rzgower Straßenbahn wartete, wurde ich Zeuge, wie eine junge Polin zur anderen sagte: "Es ist doch haarsträubend, wo man hier in der Umgebung auf Häuser schaut, gehören alle den Deutschen, sogar die Fabriken!" Darauf erwiderte die andere: "Bist du blind, siehst du nicht, warum es also ist? Die Deutschen arbeiten, sparen und bauen und werden reich - unsere leute aber schaffen die Woche hindurch, um am Samstagnachmittag und am Sonntag den ganzen Verdienst zu verjubeln .. , ."

    Ein andermal legte mir ein bekannter Pabianicer Pole die Frage vor: "Sagen Sie mir doch, wie können die Deutschen in Polen über ihr Ergehen klagen, wo sie doch so reich sind und ihnen hier fast alles gehört? Gehen Sie zum Beispiel durch die Johannisstraße. Sie werden sehen, Sie finden in der ganzen Straße nicht 3 "polnische Häuser". Auf meine Gegenfrage: "Zeigen Sie mir bitte in ganz Pabianice· nur ein Haus, das deutschen Menschen geschenkt worden wäre und das sie nicht durch den Fleiß ihrer Hände und den Schweiß ihres Angesichts in jahrzehntelanger, treuer und schwerer Arbeit erworben hätten?" - gab er mir zur Antwort: "Ja, Sie haben Recht, es ist wahr, den Deutschen hat niemand etwas geschenkt, sie haben sich alles erarbeitet!"

    In Anbetracht der Pionierarbeit, welche die deutsche Gruppe in Polen durch Jahrhunderte hindurch geleistet hat, ist die jüngste Vergangenheit für uns alle überaus schmerzlich.

    Tröstend ist für uns die Gewißheit, bis zuletzt rechtschaffen und in Liebe zur Heimaterde gelebt. und in Treue zum polnischen Staat gestanden zu haben.

    Vielleicht kommt noch die Zeit, da man dies auch von polnischer Seite zugeben wird. Nun uns aber der Herr in das Land unserer Ahnen zurückgeführt hat, wollen wir doch getrost unseres Weges ziehen .Es Ist unser Glaube, daß es der treue Gott auch in Zukunft mit uns und unseren Kindern wohl machen wird und darum wollen wir ihm auch weiterhin unsere Wege befehlen und auf ihn hoffen. Ja

."Unsere Wege wollen wir

Nun in Jesu Namen gehen;

Geht uns dieser leistern für,

So wird alles wohl bestehen

Und durch seinen Gnadenschein

Alles voller Segen sein

Treue Kirchenvorsteher





Thea Konrad - Sanne - Łódź - Olechów - Sklep - Heimatbote - 9/1954

 Szukają materiałów o niemieckim osadnictwie w Olechowie znalazłem w Heimatbote z września 1954 roku informację o śmierci pewnej kobiety. Niby nic nowego, jednak miejsce urodzenia Thea Konrad z domu Hanelt to Olechów (obecnie dzielnica Łodzi), więc mnie to zainteresowało, także dodatkowo z tej przyczyny, że opis związany ze śmiercią tej osoby był dosyć długi.

Thea Konrad-Sanne 

27 lipca 1954 roku w Oker (Harz) zmarła pani Thea Konrad, z domu Hanelt, znana w najszerszych kręgach łódzkich pod firmowym nazwiskiem Thea Sanne. W wieku 77 lat zmarła została uwolniona od ciężkiej choroby, która przykuła ją do łóżka w ostatnich miesiącach jej pracowitego życia. Zmarły urodził się 23 lipca 1877 roku w Olechowie/Łodzi. W 1901 roku wyszła za mąż za kupca Brunona Sanne. W 1908 roku założyła znany sklep detaliczny z wyrobami ze szkła i porcelany "Thea Sanne", Łódź, Petrikauer Straße 175, który prowadziła niestrudzenie do dnia swojej ucieczki 17 stycznia 1945 roku. Od 10 maja 1927 roku zmarła żyła w szczęśliwym małżeństwie z byłym dyrektorem uzdrowiska Michałem Konradem. Śmierć zmarłej opłakują nie tylko mąż, córka Thea Lohrer, wnuk Lars oraz siostry Magdalene Hanelt i Emilie Schwalbe, a także najbliżsi krewni, ale zmarła w swoim twórczym życiu dzięki szerokiemu sercu zdobyła wielu przyjaciół, którzy nadal będą ją wspominać z miłością i smutkiem. G

Thea Konrad-Sanne 

Am 27 .Juli 1954 verstarb in Oker (Harz) Frau Thea Konrad, geb. Hanelt, die in weitesten lodzer Kreisen unter ihrem Firmennamen Thea Sanne bekannt gewesen ist. Der Tod erlöste die Verstorbene im Alter von 77 Jahren von einem schweren leiden ,das sie in den letzten Monaten ihres arbeitsreichen lebens auf das Krankenbett geworfen hatte. Die Verstorbene war am 23. 7.• 1877 zu Olechow/Lodz geboren. Sie hatte im Jahre 1901 den Kaufmann Bruno Sanne geheiratet. Im Jahre 1908 gründete sie das sehr bekannte Einzelhandelsgeschäft mit Glas- und Porzellanwaren "Thea Sanne", Lodz, Petrikauer Straße 175, dem sie unermüdlich schaffend bis zum Tage der Flucht am 17. 1. 1945 vorstand. Seit dem 10. 5. 1927 lebte die von uns gegangene in glücklicher Ehe mit dem Kurdirektor a. D. Michael Konrad. Der Tod der Heimgegangenen wird nicht nur von ihrem Gatten, der Tochter Thea Lohrer, dem Enkelsohn Lars und den Schwestern Magdalene Hanelt und Emilie Schwalbe, sowie den nächsten Anverwandten betrauert, vielmehr hatte die Verstorbene sich in ihrem schaffensreichen Leben durch ihr weites Herz viele Freunde gewonnen die mit ihren Nächsten ihrer fernerhin in Liebe und Schmerz gedenken werden. G.

Tym tropem poszukałem informacji o działalności sklepu w Łodzi, ul. Piotrkowska 175:

  • Thea Sanne Skład porcelany, szkła i fajansu

Znalazła się także reklama tego sklepu w Głos Polski z 3.4.1928 roku.:




Źródło:Baedeker Łódzki - Piotrkowska 175





wtorek, 3 stycznia 2023

Łódź - Fabryka - Policjant Glich - Krzyż Św. Jerzego - Rosjanie - Niemcy - Heimatbote - 2/1962

Poważne i wesołe opowieści z dawnej Łodzi znalazły miejsce w Heimatbote z lutego 1962 roku. Zapraszam: 


Krzyż św. Jerzego policjanta fabrycznego Glicha


Krzyż Świętego Jerzego, do 1913 Odznaka Honorowa Orderu Wojennego (ros. Зна́к отли́чия Вое́нного О́рдена, pot. Георгиевский крест) – carskie rosyjskie wojskowe odznaczenie ustanowione w 1807 dla szeregowych żołnierzy i podoficerów armii rosyjskiej za męstwo i odwagę w trakcie bezpośredniej walki z nieprzyjacielem. Został zniesiony w 1917. - Wikipedia.

                               Poważne i wesołe opowieści z dawnej Łodzi

                            Krzyż św. Jerzego policjanta fabrycznego Glicha

     Szczególną sytuację polityczną Niemców w Łodzi przed I wojną światową scharakteryzował między innymi człowiek z prostych kręgów niemieckiej ludności Łodzi. Był to policjant fabryczny "starych Francuzów"* przy ulicy Kątnej (przędzalnia wełny Allart, Rousseau and Co.) o nazwisku Glich. Mężczyzna, o którym mowa, był rosyjskim żołnierzem w wojnie przeciwko Japonii w 1904 roku. Podczas walk w okolicach Port Artur, Glich wyróżnił się z pośrót 60 kolegów niezwykłą odwagą, dzięki czemu został odznaczony Krzyżem św. Jerzego, jednym z najwyższych odznaczeń Rosji. Kiedy osoba odznaczona tym orderem przechodziła ulicami, żołnierze i oficerowie w całym Imperium Rosyjskim musieli opuścić chodnik 10 kroków przed nadjeżdżającym odbiorcą orderu i przemaszerować obok na nasypie w tempie paradnym i z wojskową salwą. Aby nie przyciągać zbytniej uwagi, Glich nosił krzyż św. Jerzego tylko przy rzadkich okazjach. Mimo że był teraz policjantem fabrycznym, Glich miał również prawo do noszenia munduru Strażnika (policjanta). Kiedy w świąteczny dzień Glich założył Order Świętego Jerzego, łódzkim Niemcom ukazał się rzadki widok rosyjskich oficerów i żołnierzy oddających ten niezwykły hołd zwykłemu Niemcowi na ulicy. O.H

* - Francuzy albo Stare Francuzy – tak mówiono dawniej w Łodzi na fabrykę przedsiębiorców z Roubaix, czyli filię firmy Allart, Rousseau i S-ka, którzy ok. 1880 roku zbudowali wielką przędzalnię wełny przy ul. Kątnej 19 (dziś ul. Wróblewskiego). To jeden z wielu przykładów inwestycji spoza dominującego w naszym mieście na przełomie XIX i XX w przemysłowego kapitału niemieckiego i żydowskiego. Zakład w latach świetności zatrudniał ok. 1800 pracowników, a 50 majstrów i urzędników sprowadzono z Francji. Robotnicy mieszkali w domach fabrycznych na terenie pobliskiej osady Kąty, a wyższy personel osiadł w kamieniczkach przy ul. Kątnej. Piękna willa nobliwego Leona Allarta stoi nadal przy ul. Wróblewskiego 38. I chociaż po wojnie działała nadal przędzalnia czesankowa „Polmerino”, to wiele osób nadal mówiło o fabryce „Starych Francuzów”. Na tym terenie w ostatnich latach powstało nowe osiedle Park Polesie, którego mieszkańcy być może nie wiedzą, że żyją na dawnych francuskich włościach. - Łodzianizmy. Stare Francuzy, czyli kawałek Francji na łódzkim Polesiu - Urząd Miasta Łodzi

                              Ernstes und Heiteres aus dem alten Lodz

                         Das St.-Georgs-Kreuz des Fabrikpolizisten Glich

Die besonder·e staatspolitische Lage der Deutschen in Lodz vor dem ersten Weltkrieg wurde neben vielen Eigenarten u. a. durch einen Mann aus den einfachen Kreisen der ·Lodzer deutschen Bevölkerung gekennzeichnet. Es war dies der Fabrikpolizist der "Alten Franzosen"* in der Kontnastraße (Wollspinnerei Allart, Rousseau und Co.) namens Glich. Der Betreffende machte als russischer Soldat den Krieg gegen Japan im Jahre 1904 mit. Dabei zeichnete-sich Glich bei den Kämpfen um Port Arthur durch 60 außerordentliche Tapferkeit aus, daß ihm das St.-Georgs-Kreuz. eine der höchsten Auszeichnungen Rußlands, verliehen wurde. Ging ein mit diesem Orden Ausgeichneter durch die Straßen, mußten die Soldaten und Offiziere im ganz,en russischen Reich 10 Schritt vor dem entgegenkommenden Ordensträger den Gehsteig verlassen Iund im Para.deschritt und mit militärischem Gruß auf dem Fahrdamm vorbeimarschieren. Um nicht allzu sehr aufzufaIlen, trug Glich das St.-Georgs-Kreuz nur bei seltenen Gelegenheiten. Obgleich er nun ein Fabrikpolizist war, stand Glich außerdem das Recht zu, die Straschnik-(Polizisten)-Uniform zu tragen. Legte nun Glich einmal an einem Festtag den St.-Georgs-Orden an. dann bot sich den Lodz,er Deutsch,en das seltene Bild. daß russische Offiziere und Soldaten vor dem einfachen deutschen Mann auf der Straße die außerogewöhnliche Ehrenbezeigung ablegten. O.H

*-- Francuzy oder Stare Francuzy - so nannte man früher die Fabrik der Unternehmer von Roubaix, d. h. eine Filiale der Firma Allart, Rousseau und S-ka, die um 1880 in der Kątna-Straße 19 (heute Wróblewskiego-Straße) eine große Wollspinnerei errichtete. Dies ist eines von vielen Beispielen für Investitionen von außerhalb des deutschen und jüdischen Industriekapitals, das unsere Stadt um die Jahrhundertwende dominierte. In ihrer Blütezeit beschäftigte die Fabrik rund 1.800 Arbeiter, und 50 Vorarbeiter und Angestellte wurden aus Frankreich importiert. Die Arbeiter wohnten in Fabrikhäusern in der nahe gelegenen Siedlung Kąty, während die leitenden Angestellten in Mietshäusern in der Kątna-Straße untergebracht waren. Die schöne Villa des adligen Leon Allart steht noch immer in der Wróblewskiego-Straße 38. Und obwohl die Kammgarnspinnerei "Polmerino" nach dem Krieg weiter betrieben wurde, sprachen viele Menschen noch immer von der "altfranzösischen" Fabrik. In den letzten Jahren ist in diesem Gebiet die neue Wohnsiedlung Park Polesie entstanden, deren Bewohner vielleicht nicht wissen, dass sie auf einer ehemaligen französischen Siedlung leben.



Kotliny - Młyn wodny - Adolf Wolski - Nekrolog - Heimatbote -7/1961

 

    Dzięki Beate, która przysłała mi mnóstwo ciekawego materiału, znalazłem w lipcowym numerze Heimatbote (1961) nekrolog Adolfa Wolskiego! Tego samego Wolskiego o którym dużo pisałem w temacie Kotlin. Otóż, był on właścicielem jednego z dwóch młynów wodnych w Kotlinach. Niestety pożar który wybuchł 8 stycznia 2017 roku zniszczył ten zabytkowy kompleks (dwa zdjęcia na samym dole).... Pożarł był finałem zagłady, od 1945 roku młyn i zabudowania ulegały dewastacji, szabrowano wszystko co się tylko dało...

Małżeństwo Wolskich (Otylia i Adolf) z synami Horstem i Harrym przy grobie mamy Adolfa, Kathariny Wolski. 


Tylko trud i praca były twoim życiem

Bóg dał ci odpoczynek!

Do wszystkich przyjaciół i znajomych ze starej ojczyzny

że w dniu 3. 5. 1961 nasz drogi i oddany mąż, ojciec, brat i wujek

                                                  ADOLF WOLSKI

zmarł nagle i niespodziewanie na atak serca w 67 roku życia.

zawał serca w Dresden-Radebeul.

W najgłębszym bólu:

Lidia Wolska z domu Lembke

Anita, Harry i Horst jako dzieci

Wdowa Ottilie Abraham z domu Wolskl

(Krefeld, Friedrichstraße 41)

Siostry EIli Kurtz i Charlotte Naber

Dawniej Kozice koło Łodzi

Nur Müh und Arbeit war Dein Leben



Nur Müh und Arbeit war Dein Leben

Ruhe hat Dir Gott gegeben!

Allen Freunden und Bekannten aus der alten Heimat

teilen wir mit, daß am 3. 5. 1961 unser lieber und treusorgender Gatte, Vater, Bruder und Onkel

                                                  ADOLF WOLSKI

im 67. LebensJahr plötzlich und unerwartet an einem

Herzinfarkt in Dresden-Radebeul verstorben ist.

In tiefer Treuer:

Lidia Wolski geb. Lembke

Anita, Harry und Horst als Kinder

Witwe Ottilie Abraham geb. Wolskl

(Krefeld, Friedrichstraße 41)

Nichten EIli Kurtz u. Charlotte Naber

Früher Kozice bei Lodz



DODANO:

W Heimatbote z kwietnia 1955 roku zamieszczono nekrolog informujący o śmierci Kathariny Wolskiej matk Adolfa Wolskiego (zdjęcie u góry pokazuje grób Katheriny.


Dnia 2 lutego 1955 roku, w biblijnym wieku 84 lat, po krótkiej chorobie, zmarła nasza kochana, serdeczna matka, babcia i prababcia wdowa 

                                                   Katharina Wolski, z domu Rufenach 

                                                  dawniej z Kozickiego Młyna koło Łodzi.

Opłakujemy zmarłych: jej syn Adolf Wolski z żoną, córka wdowy Ottilie Abraham, z domu Wolski teściowa Hulda Wolski, z domu Arnt (syn Rudolf Wolski i córka Berta Blau zginęli w Polsce w 1945 w Polsce) oraz 7 wnuków i 5 prawnuków. 

                                                                                                         Harlotte Naber

     


                                                                                       


Im biblischen Alter von 84 Jahren ging am 2. 2. 1955 nach kurzer Krankheit in Dresden-Radebeul unsere inniggeliebte, herzensgute Mutter, Groß- und Urgroßmutter heim, die Witwe 

                                              Katharina Wolski, geb. Rufenach 

                                                früher Mühle Kozice bei Lodz.

Um die Entschlafene trauern: ihr Sohn Adolf Wolski und Frau

Tochter Witwe Ottilie Abraham, geb. Wolski Schwiegermutter Hulda Wolski, geb. Arnt (Sohn Rudolf Wolski und Tochter Berta Blau kamen

1945 in Polen um). sowie 7 Enkel und 5 Urenkel

Spruch: 1. Mose 24, 56

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Łódzki Dziennik Urzędowy. 1919-11-18 R. 1 no 72

Wolski Wilhelm zamieszkały w Kotlinach, ·pow. Łódzki, gmina Czarnocin, zagubił, paszport niemiecki i bilet na broń, wyd. przez Prezyd. Policji Państwowej w Łodzi. Znalazca proszony o zwrot powyższego za wynagrodzeniem do Adolfa Mogdaus. Nowo-Zarzewska 14. 


poniedziałek, 2 stycznia 2023

Bukowiec - Königsbach - Andrespol - Pauline Ohmenzetter - Nekrolog - Heimatbote 4/1964

Paulina Ohmenzetter która związana była z dwoma dla mnie bliskimi miejscami: Bukowcem i Andrespolem. .....

Heimatbote 4/1964

W dniu 23. 2. 1964 r. nasza kochana mama, teściowa, babcia, prababcia i siostra

                                                         Pauline Ohmenzetter

                                                                  z domu Egler

odeszła łagodnie w Panu po długiej i ciężkiej chorobie.

Zmarła w wieku 87 lat po pracowitym życiu, pełnym obowiązków i troskliwej miłości do rodziny.

Jej miejscem urodzenia był Königsbach - Bukowiec. W Andrespolu prowadziła ze swoim zmarłym mężem piekarnię. Ostatnio mieszkała u swojej córki Pauli Radeke.

W głębokiej żałobie:

Wilhelm R a d e k e  i żona Paula, ur., Ohmenzetter

Johann F r a n.z m a n n  i żona Olga, z domu Ohmeuzetter

Marta O h m e n z e t e r,  z domu Wacker

Else O h m e n z e t e r,  z domu Lewin

Helene O h m e n z e t e r, z domu Lerch

Otto S c h r e i b e r  i żona Eugenia, z domu Ohmenzetter

11 wnuków, 30 prawnuków, 1 praprawnuk i wszystkich innych krewnych

Kolonia-Buchhedm, Dellbrücker Straße 6

dawniej Andrespol koło Łodzi



Am 23. 2. 1964 ist unsere liebe Mutter, Schwiegermutter, Großmutter, Urgroßmutter und Schwester
                                                           Pauline Ohmenzetter
                                                                  geb. Egler
nach langem schweren Leiden sanft im Herrn entschlafen.
Sie starb nach ·einem arbeitsreichen Leben, voller Pflichterfüllung und sorgender Liebe für die Ihrigen,im Alter von 87 Jahren.
Ihr Geburtsort war Königsbach. In Andrespol hat sie mit ihrem verstorbenen Gatten eine Bäckerei betrieben. Zuletzt lebte sie bei ihrer Tochter Paula Radeke.
In tiefer Trauer:
Wilhelm R·a d e k e  und Frau Paula,
qeb, Ohmenzetter
Johann Fra n.z m a n n  und Frau Olga,
geb. Ohmenzetter
Marta O h m e n z e t t e r, geb. Wacker
Else  O h m e n z e t t e r, geb. Lewin
Helene O h m e n z e t t e r, geb. Lerch
Otto S c h r e i b e r und Frau Eugenia,
verw. Ohmenzetter
11 Enkel, 30 Urenkel, 1 Ururenkel
und alle übrigen Angehörigen
Köln-Buchheim, Dellbrücker Straße 6
früher Andrespol bei Lodz

Bujny Majątek - Piotrków - J.A.Friedenstab - Cmentarz ewangelicki - Heimatbote -2/1969

 Interesujący materiał dotyczący Piotrkowa, Bujen i niemieckiego osadnictwa w heimatbote z lutego 1969.

                                  PRZENOSINY DO PIOTRKOWA.

Josef-Alexander Friedenstab znalazł miejsce swojego ostatecznego spoczynku dopiero 23 lata po śmierci!

    Nasz rodak od 1918 roku był urzędnikiem majątku w Bujnach. Był to majątek, który należał do Olisa W ü n s c h e, a po jego śmierci w 1936 roku przejął go dr Eugen S c h i c h t , jego zięć, który był znanym w Łodzi chirurgiem. Friedenstab zmarł zaraz po wkroczeniu Rosjan 5 lutego 1945 roku i został pochowany przez polskich pracowników majątku na niemieckim cmentarzu honorowym na terenie leśnym. Później Polacy zrównali cmentarz z ziemią i wkrótce nikt nie byłby w stanie znaleźć grobu. Wtedy właśnie opłaciło się to, co rodzina Friedenstabów zrobiła dla polskiej rodziny Dębów w czasie wojny. Pani Dąb była przyjaciółką Natalii F. z dzieciństwa. Kiedy Niemcy wkroczyli do Piotrkowa, polski dom Dębów został zniszczony przez ostrzał, a jej pierwszy mąż Tarkowski został rozstrzelany przez okupanta. Kobieta nie miała gdzie się zatrzymać. I tak została wraz z dziećmi tymczasowo przyjęta do domu personelu pokojowego. Bezdomni otrzymali schronienie w imię Chrystusa. Za ten czyn Polka okazała się wdzięczna. Gdy cmentarz honorowy zniknął, zaproponowała czwórce dzieci zmarłego przeniesienie ich ojca na cmentarz protestancki w Petrikau. Oczywiście dzieci się zgodziły i poleciły Polce wszystko załatwić.

     Za zgodą władz polskich grób zmarłego, który odszedł do wieczności 23 lata temu, został otwarty 23 października 1968 roku. Szczątki zostały umieszczone w trumnie i przewiezione do Piotrkowa, złożono je w kaplicy cmentarnej. W sobotę, 26 października, o godz. 14.00 odbył się uroczysty pogrzeb z mową pogrzebową pastora protestanckiego. Friedenstab znalazł swoje ostatnie miejsce spoczynku w grobie jego żony Karoline, która poprzedziła go w 1920 roku, kiedy to zmarła w wieku 30 lat.

W jego pogrzebie wzięli udział członkowie protestanckiej gminy Piotrków, m.in. pani Alma Schulz z domu Wudel z synami, Adolf Obermann z Rozdroża, pani Dąb z mężem i siostrą Genią oraz państwo Josef Gawrusińscy z Bujnego. Adolf Friedenstab, który relacjonował to wydarzenie do Heimatbote, pisze na końcu: "Dziękujemy pani Dab! Córki Ottilie i Natalie, synowie Adolf i Theodor Friedenstab.


                                                    

                                                  Eine Überführung nach Petrikau
             Erst 23 Jahre nach seinem Tode fand Josef-Alexander Friedenstab seine letzte Ruhe!

    Unser Landsmann war seit 1918 Gutsschreiber in Bujny. Es war ein Gut, das Olis W ü n s c h e gehörte und nach dessen Tod 1936 von Dr. Eugen S c h i c h t  übernommen wurde, seinem Schwiegersohn, der in Lodz ein bekannter Chirurg war. Friedenstab verschied unmittelbar nach dem Einmarsch der Russen am 5. 2. 1945 und wurde von polnischen Gutsarbeitern auf dem deutschen Ehrenfriedhof im Waldgelände beerdigt. Später ebneten die Polen den Ehrenfriedhof ein und bald hätte niemand mehr das Grab gefunden. Da zahlte sich aus, was die Familie Friedenstab der polnischen Familie Dab im Kriege Gutes getan hat. Frau Dab war die Jugendfreundin von Natalie F. gewesen. Als die Deutschen nach Petrikau einmarschierten, wurde das Haus der Polin Dab durch Beschuß vernichtet und ihr erster Ehemann Tarkowski von der Besatzungsmacht erschossen. Die Frau hatte keine Bleibe. Und da wurden sie und ihre Kinder im Hause der Friedenstabs vorübergehend aufgenommen. Den Obdachlosen wurde im Namen Christi Quartier gewährt. Für diese Tat erwies sich die Polin dankbar. Als der Ehrenfriedhof verschwunden war, schlug sie den vier Kindern des Verstorbenen die Ueberführung des Vaters auf den ev. Friedhof in Petrikau vor. Natürlich waren die Kinder damit einverstanden und beauftragten die Polin alles in die Wege zu leiten.
    Mit Genehmigung der polnischen Behörden wurde am 23. 10.1968 das Grab des vor 23 Jahren in die Ewigkeit Gegangenen geöffnet. Die sterblichen Ueberreste wurden in einen Sarg gelegt und dieser nach Petrikau gebracht, um in der Friedhofskapelle aufgebahrt zu werden. Am Samstag, dem 26. 10. Fand um 14 Uhr die feierliche Beisetzung mit einer Grabrede des evangelischen Pastors statt. Der Deutsche Friedenstab fand im Grab seiner Frau Karoline, die ihm schon 1920 mit 30 Jahren
vorangegangen war, seine wirklich letzte Stätte. An seiner Beisetzung nahmen Glieder der ev. Gemeinde Petrikau teil, u. a. Frau Alma Schulz geb. Wudel mit Söhner., Adolf Obermann aus Rozsprza, Frau Dab mit Ehemann und Schwester Genia wie auch Eheleute Josef Gawrusinski aus Bujny. Adolf Friedenstab, der dieses Geschehnis dem Heimatboten mitteilte, schreibt am Schluß: "Wir danken Frau Dab! Die Töchter Ottilie und Natalie, die Söhne Adolf und Theodor Friedenstab.

niedziela, 1 stycznia 2023

Neuhof - Nowy Dwór - Kowalewo Pomorskie - Niemieckie osadnictwo - Cmentarz ewangelicki

 

Myślę, że ten artykuł wiele wnosi do historii wsi Nowy Dwór w gminie Kowalewo Pomorskie.

Materiał pochodzi z Heimatbote.

Wiślany cmentarz kiedyś i dziś

    Na stronie 1 tego numeru znajdziecie Państwo zdjęcie. Cmentarz Neuhof pod Warszawą, tak jak wygląda dzisiaj, nigdy nie został całkowicie zniszczony, z wyjątkiem pomnika pastora Behrensa, który porusza serce. Wiemy jednak, że nasi bliscy są bezpieczni u Boga; nie ma znaczenia, w którym zarośniętym polu spoczywają. I czy ostatni kopiec zostanie zniwelowany, ostatni ślad zatarty, jak w przypadku naszych poległych leżących w Rosji, Pan od ran jest potężniejszy, a i tak możemy usłyszeć przesłanie: "Jestem zmartwychwstaniem i lennikiem". Dlatego nie powinniśmy dać się zasmucić obrazom zdewastowanych miejsc zmarłych, ale wiemy: nasi bliscy spoczywają u Boga u Ojca Światłości, u którego nie ma początku ani końca, ani przemienności światła i ciemności. Szczególnie w okresie wielkanocnym rzeczywistość zmartwychwstania powinna stać się dla nas na nowo jasna jako rdzeń Ewangelii. Główny nadawca, Ldsm. Erhard Jantz, napisał kilka zdań o zdjęciu z Neuhof, które nasi rodacy z Neuhof przeczytają z wielkim zainteresowaniem.

    W 1772 roku ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, podarował gminie protestanckiej w Neuhof piękną, dużą działkę ze starym składem soli. Po kilku przeróbkach magazyn ten służył zgromadzeniu jako miejsce kultu. Ponieważ w ciągu dziesięcioleci liczba protestantów rosła, a kościół stał się zdecydowanie za mały, trzeba było go odbudować od podstaw. Dokonano tego na początku XX wieku pod kierunkiem księdza Oskara Ernsta i wybudowano piękny przestronny kościół. - Ponieważ "Heimatbote" w swoim głównym wydaniu z 1954 roku opublikował szczegółowy artykuł o parafii Neuhof /Nowy Dwór, przejdziemy teraz do cmentarza.

    Cmentarz znajdował się w odległości 1 km od kościoła. Pochodzi również z czasów przed 1800 rokiem, a po powiększeniu w 1919 roku zajmował powierzchnię około 1 ha. Położony był na wzgórzu, tak że można go było nazwać również cmentarzem górskim. Z zieleni, która latem pokryła go w pełnej okazałości, wyrastały zadbane pomniki pastorów Helbinga, Behrensa i Ernsta oraz właściciela ziemskiego Dirksa. Przy bliższym poznaniu odkryto jednak także pomniki dawnych ewangelickich generałów i wysokich oficerów wojsk rosyjskich stacjonujących w podwarszawskiej twierdzy Modlin w czasach carskich.

    Większość osób należących do tego cmentarza stanowili ewangelicy z miasta Neuhof oraz wsi Neuhöfer Kempe, Wiesendorf i Wólka. Za kadencji ostatniego proboszcza, Roberta Nitschmanna, wybudowano tu kostnicę z podziemnymi kryptami. Ceremonie pogrzebowe odbywały się zazwyczaj w domu zmarłego; jedynie w przypadku braku miejsca dla osób towarzyszących, ciało trafiało do kostnicy i stamtąd było chowane. Po przemówieniu w domu żałoby korowód ustawił się do ostatniej eskorty. Kondukt pogrzebowy wyruszył przy dźwiękach chóru puzonów. Po ceremonii na cmentarzu pastor, krewni i znajomi, a także chór puzonów, byli zwykle zapraszani do domu żałoby na kawę i ciasto. Jakże pięknie było, gdy na cmentarzu w pierwszych godzinach Wielkiej Niedzieli świętowano Zmartwychwstanie Chrystusa! Gdy czerwona kula słońca wschodzi, pierwsze promienie światła padają na ziemię, trąbki jouch:

Odwróć kamień, Jezus żyje!

Następnie przemawia pastor; członkowie zgromadzenia zebrali się z miasta i kraju mimo wczesnej pory i słuchają z oddaniem! Wciąż widzę je w swojej pamięci - - -.

Jak nasi przodkowie i praojcowie dbali o ten cmentarz jako miejsce ostatniego spoczynku i trzymali go z honorami! Dziś leży zniszczona i opuszczona i tylko jeden pomnik wznosi się z ziemi jako upominający palec Boży. Palec Boży wyrastający z ziemi.

Gdzie dusza znajduje swój dom, swój odpoczynek?

Kto pokrywa ją ochronnymi skrzydłami?

Niestety, świat nie oferuje jej żadnego schronienia.

Gdzie grzech nie może rządzić, nie może rzucić wyzwania?

Nie, nie, nie ma go tutaj;

dom duszy jest w górze, w świetle.

                                                                                                         Erhard Jantz




Zdjęcie cmentarza

Cmentarz luterański w Neuhof, który znajdował się 1 km od z kościoła na wzgórzu, pozostał tylko pomnik pastora  Behrensa (por. Heimatbote 4/60).

    Źródło: Lapidaria - zapomniane cmentarze Pomorza i Kujaw.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ein Weichselfriedhof einst und heute

    Auf Seite 1 dieser Au'sgabe finden Si·e eine. Aufnahme des Friedhofes von Neuhof bei Warschau, wie er heute aussieht nie restlose Zerstörung, bis auf das Denkmal von Pastor Behrens, greift ans Herz; genauso mag es auf anderen friedhöfen der Heimat aussehen. Aber wir wissen unsere Lieben bei Gott geborgen; es ist gleich, auf welch verwilderten  Acker sie ruhen. Und ob der Ietzte Hügel eingeebnet ist, die letzte Spur verwischt wie bei unseren in Rußland liegeden Gefallenen, der Herr der Ewickelt ist mächtiger und immer noch dürfen wir die Botschaft hören: "Ich bin die Auferstehung und das Lehen". Darum sollten wir uns von Bildern verwüsteter Totenstätten nicht traurig machen lassen, sondern wir wissen: unsere Lieben ruhen bei Gott bei dem Vater des Lichts, bei dem kein Anfang noch Ende ist, noch Wechsel von Licht und Finsternis. Gerade an Ostern soll uns die Wirklichkeit der Auferstehung als das Kernstück des Evangeliums wieder deutlich werden. Zu dem Bild aus Neuhof selbst schreibt der Obersender, Ldsm. Erhard Jantz, einige Zeilen, die unsere Neuhofer Landsleute mit großem Interesse lesen werden.

    Im Jahre 1772 hatte der letzte polnische König Stanislaus August Poniatowski der evangelischen Gemeinde zu Neuhofein schönes Großes Grundstück mit einem alten Salzspeicher darauf geschenkt. Nach einigen Umbauten diente dieser Speicher der damaligen Gemeinde als Gotteshaus. Als im Laufe der Jahrzehnte die Zahl der Evanqelischen wuchs und das Kirchlein viel zu klein wurde, mußte es nochmals von Grund auf  umgebaut werden. Das geschah Anfang des 20. Jahrhunderts unter der Leilung von P. Oskar Ernst und es entstand eine schöne geräumige Kirche. - Da der "Heimatbote" über die Gemeinde Neuhof /Nowy Dwór in der Mainummer 1954 einen ausführlichen Artikel veröffenllicht hat, gehen wir nun gleich zum Friedhof über.

    Der Friedhof lag 1 .km von der Kirche entfernt. Auch er geht auf die Zeit vor 1800 zurück und umfaßte nach sejner Vergrößerung  im Jahre 1919 eine Fläche von ca. 1 ha. Er befand s,ich auf einer Berghöhe, so daß man ihn auch Bergfriedhof nennen konnte. Aus dem vielen Grün, das ihn sommers über in voller Pracht einhüllte, ragten die schmucken Denkmäler der Pastoren Helbing, Behrens und Ernst wie des Gutsbesitzers Dirks empor. Beim näheren Hinsehen entdeckte man aber auch Denkmäler ehemaliger evanelischer Generale und hoher Offiziere der zur Zarenzeit in der Festung Modlin bei Warschau stationierten russischen; Truppen.

    Im wesentlichen gehörten zu, diesem Friedhof die Evanqelischen aus der Stadt Neuhof sowie den Dörfern Neuhöfer Kempe, Wiesendorf und Wolka. In der Amtszeit des letzten Pastors Robert Nitsch mann wurde hier eine Leichenhalle mit unterirdischen Gruftanlagen gebaut. Die Begräbnisfeierlichkeiten fanden meist im Hause des Verstorbenen statt; nur wenn die Anqehörigen keinen Platz hatten, kam der Leichnam in die Leichenhalle und wurde von da aus bestattet. Nach der Ansprache im Trauerhause stellte sich der zug zum letzten Geleit auf. Unter den Klänqen des Posaunenchors setzte sich der Trauerzuq in Bewequng. Nach Beendigung der Feier auf dem Friedhof wurden gewöhnlich der Pastor, Verwandte und Bekannte. außerdem auch der Posaunenchor zu Kaffee und Kuchen ins Trauerhaus einqeladen. Wie schön war es, wenn in den frühen Morqenstunden des Ostersonntags die Auferstehunq Christi auf dem Friedhof gefeiert wurde! Während der rote Sonnenball sich hebt, die ersten Strahlen des Lichtes auf die Erde fallen, jouchzen die Posaunen:

Rollt ab den Stein, Jesus lebt!

Dann spricht der Pastor; die Gemeindeglieder haben sich trotz der frühen Stunde aus Stadt und Land eingefunden hören andächtig zu! Ich sehe sie noch in der Erinnerung - - -

Wie wurde dieser Friedhof von unseren Ahnen und Urahnen als letzte Ruhestätte gepflegt und in Ehren gehalten ! Heute liegt er zerstört und verlassen da und nur ein einziges Denkmal ragt als mahnender. Gottesfinger aus dem Boden empor.

Wo findet die Seele die Heimat, die Ruh?

Wer deckt sie mit schützenden Fittichen zu?

Ach bietet die Welt keine Freistatt ihr an.

Wo Sünde nicht herrschen, nicht anfechten kann?

Nein, nein, hier ist sie nicht;

die Heimat der Seele ist droben im Licht.

Erhard Jantz



Skarb w Kotlinach - Powstanie Styczniowe - H.Milnikel

     Kotliny, piękna wieś pełna zieleni, rzeczka Miazga prowadzi swoje wody do małego zalewu. Dużo pisałem o ciekawej historii tej wsi, młynach wodnych, walkach podczas pamiętnej Bitwy o Łódź jesienią 1914 roku, skarbie schowanym w młyńskiej turbinie przez niemieckiego właściciela Wolskiego. Ile w tym było prawdy, trudno osądzać. Podobno w każdej plotce jest troszeczkę prawdy!

    Mój dobry Kolega z Andrzejowa Horst Milnikel, "dokarmia" mnie coraz to nowymi materiałami, jednak ten dotyczący moje gminy robi na mnie wrażenie. Kto nie lubi opowiadań o zakopanych skarbach? W tych okolicach, do dziś dnia trwają poszukiwania rosyjskiego depozytu w złocie carskiej armii w okolicach Gałkówka-Justynowa.

    Teraz zapraszam czytelników na relację Horsta:

                             KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939 ROKU.

    Pana Frydrycha z Andrespola poznałem dzięki temu, że w latach 80-tych ubiegłego wieku budując dom, nie można było ze stolarki budowlanej i nie tylko, praktycznie niczego.

    Okna udało mi się kupić, natomiast drzwi nie. Nie mając innego wyjścia kupiłem deski, następnie zacząłęm szukać stolarza, który przerobiłby je drzwi. Takim to sposobem poznałem pana Frydrycha.

    Okazało się, że oboje lubimy historię i poruszyliśmy temat kampani wrześniowej. Pan Frydrych był żołnierzem polskiej armii. Jego oddział cofał się przed naporem nacierających Niemców, ostatecznie dostali się do niewoli rosyjskiej i zostali internowani. Wszystko na początku wyglądało obiecująco; polscy żołnierze, chyba cały pułk piechoty, rozlokował się obozowiskiem. Dostarczono im jedzenie, względną opiekę i o dziwo, żadnych rosyjskich straży!

Po kolacji, kolega pana Frydrycha powiedział:

- to mi się nie podoba. Oni są za uczynni, to nie wróży niczego dobrego. 

- nie wiem co ty zrobisz, ale ja uciekam.

Pan Frydrych był podobnego zdania. Ponieważ jak wcześniej wspomniał nie było radzieckich straży, była ciemna noc, więc oddalili się niepostrzeżenie. Uszli niewiele więcej niż 1 kilometr, kiedy doszły do nich narastające szelesty, dziwne dźwięki. Ukryli się w zagajniku.Po niedługim czasie ujrzeli przechodzącą "sotnię" wojsk radzieckich. Wszystko stało się jasne. Podjęli słuszną decyzję.

    Nie wiem w jakiej to wydarzyło się miejscowości i co to był za pułk piechoty. W każdym bądź razie byli tam polscy mieszkańcy. Pomogli im, przekazali cywilne ubrania i tak idąc polnymi drogami nocą dotarli szczęśliwie do granicy Polski. 

Po wojnie szukali kolegów z tego pułku, niestety nikt nie przeżył......


Czy takie drzewo rosło w Kotlinach, któż to wie?... Historia po trosze podobna do książki Kornela Makuszyńskiego - Szatan z siódmej klasy!



                                                      KOTLINY - SKARB 

    Druga historia dotyczy skarbu odnalezionego w Kotlinach. Jako stolarz z zawodu, wiedział co w tej branży się dzieje.

    W Kotlinach w okresie międzywojennym, a może trochę wcześniej pewien gospodarz poczynił inwestycje które przekroczyły jego możliwości biednego rolnika. Nikt nie wiedział skąd ma tyle pieniędzy?

    Dopiero po latach sprawa się troszeczkę wyjaśniła. Na polu tego gospodarza rosło ogromne drzewo. Nie wiadomo czy to wichura, czy starość drzewa, czy też właściciel świadomie je ściął. Okazało się, że pień zwalonego drzewa był w środku spróchniały, a w tej ogromnej dziupli znajdował się ludzki szkielet. Były też przy nim kosztowności i pieniądze.

    Ludzie spekulowali, skąd wziął się człowiek w tej dziupli, kim był? Najbardziej prawdopodobna wersja była taka:

W czasie trwania Powstania Styczniowego 1863 roku przez Kotliny przechodził kurier, który wiózł pieniądze i kosztowności, które pochodziły ze składek polskiego społeczeństwa na wsparcie Powstańców. Albo był ścigany przez Kozaków, albo ujrzał zbliżający się kozacki patrol. Ukrył się w dziupli, była zima i zamarzł w niej...

Andrzejów  16.12.2022                                                                     H.M. "Pastuch"

Kotliny – wieś w Polsce na obszarze województwa łódzkiego, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Brójce. Położona jest nad Miazgą. Wieś ma charakter rozproszony i dzieli się na następujące jednostki: Kotliny Kotliny Folwark Kotlinki Osada Kozica Wikipedia

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Kotliny, ein wunderschönes Dorf voller Grün, der Fluss Miazga führt sein Wasser in eine kleine Lagune. Ich habe viel über die interessante Geschichte dieses Dorfes geschrieben, über die Wassermühlen, die Kämpfe während der denkwürdigen Schlacht von Lodz im Herbst 1914, den Schatz, den der deutsche Besitzer Wolski in der Mühlenturbine versteckt hat. Wie viel Wahrheit darin steckt, ist schwer zu beurteilen. Anscheinend ist an jedem Gerücht ein bisschen Wahrheit!

    Mein guter Kollege aus Andrzejów, Horst Milnikel, "füttert" mich ständig mit neuem Material, aber das über meine Gemeinde beeindruckt mich. Wer mag keine Geschichten über vergrabene Schätze? In diesem Gebiet geht die Suche nach den Goldvorkommen der russischen Zarenarmee in der Gegend von Galkowek-Justynów bis zum heutigen Tag weiter.

     Ich lade die Leser nun zu Horsts Bericht ein:


                             DER SEPTEMBERFELDZUG VON 1939.


    Ich habe Herrn Frydrych von Andrespol kennen gelernt, weil es in den 1980er Jahren beim Bau eines Hauses praktisch unmöglich war, etwas aus Holz und mehr zu bekommen.

    Es ist mir gelungen, Fenster zu kaufen, aber keine Türen. Da ich keine andere Wahl hatte, kaufte ich Bretter und machte mich auf die Suche nach einem Schreiner, der sie zu Türen umbauen konnte. So habe ich Herrn Frydrych kennen gelernt.

    Es stellte sich heraus, dass wir uns beide für Geschichte interessierten, und wir diskutierten über die Septemberkampagne. Herr Frydrych war Soldat in der polnischen Armee. Seine Einheit befand sich auf dem Rückzug vor dem Ansturm der vorrückenden Deutschen; schließlich wurden sie von den Russen gefangen genommen und interniert. Zunächst sah alles vielversprechend aus; die polnischen Soldaten, wahrscheinlich ein ganzes Infanterieregiment, hatten ihr Lager aufgeschlagen. Sie wurden verpflegt, relativ gut versorgt und hatten überraschenderweise keine russischen Wachen!

Nach dem Abendessen sagte der Kollege von Herrn Frydrych:

- Das gefällt mir nicht. Sie sind zu hilfsbereit, das verheißt nichts Gutes. 

- Ich weiß nicht, was du tun wirst, aber ich werde weglaufen.

Herr Frydrych vertrat eine ähnliche Auffassung. Da es, wie er bereits erwähnte, keine sowjetischen Wachen gab und die Nacht dunkel war, konnten sie sich unbemerkt entfernen. Sie hatten kaum mehr als einen Kilometer zurückgelegt, als sie zunehmend raschelnde, seltsame Geräusche hörten. Sie versteckten sich in einem Wäldchen und sahen bald eine "Sotnia" sowjetischer Truppen vorbeiziehen. Alles wurde klar. Sie hatten die richtige Entscheidung getroffen.


    Ich weiß nicht, in welchem Dorf dies geschah und um welches Infanterieregiment es sich handelte. Auf jeden Fall gab es dort polnische Einwohner. Sie halfen ihnen, gaben ihnen zivile Kleidung und so erreichten sie nachts auf unbefestigten Wegen glücklich die polnische Grenze. 

Nach dem Krieg suchten sie nach ihren Freunden aus diesem Regiment, leider hat niemand überlebt......

                                                 KOTLINY - SCHATZ 


     Die zweite Geschichte handelt von einem Schatz, der in Kotliny gefunden wurde. Als gelernter Schreiner wusste er, was in diesem Geschäft vor sich ging.

     In Kotliny hatte in der Zwischenkriegszeit oder vielleicht schon etwas früher ein Bauer Investitionen getätigt, die seine Mittel als armer Bauer überstiegen. Niemand wusste, woher er so viel Geld hatte?

     Erst Jahre später wurde die Sache ein wenig klarer. Auf dem Feld dieses Bauern wuchs ein riesiger Baum. Ob es ein Sturm war, das hohe Alter des Baumes oder ob der Besitzer ihn absichtlich gefällt hatte, war nicht bekannt. Es stellte sich heraus, dass der Stamm des umgestürzten Baumes innen verrottet war, und in diesem riesigen Hohlraum lag ein menschliches Skelett. Er hatte auch Wertgegenstände und Geld bei sich.

    Die Leute spekulierten, woher der Mann in der Höhle gekommen war, wer er war? Die wahrscheinlichste Version war diese:

    Während des Januaraufstands 1863 kam ein Kurier durch die Kotliny, der Geld und Wertgegenstände aus den Spenden der polnischen Bevölkerung zur Unterstützung der Aufständischen bei sich hatte. Er wurde entweder von Kosaken gejagt oder sah eine Kosakenpatrouille auf sich zukommen. Er versteckte sich in einer Höhle, es war Winter und er fror dort....

Andrzejów 16.12.2022                                                                       H.M. "Shepherd"

Kotliny - ein Dorf in Polen im Gebiet der Woiwodschaft Łódź, im Kreis Łódź Ost, in der Gemeinde Brójce. Sie liegt am Miazga-Fluss. Das Dorf hat einen verstreuten Charakter und gliedert sich in die folgenden Einheiten: Kotliny Kotlinki Folwark Kotlinki Osada Kozica Wikipedia              

 

Łódź - ul. Piotrkowska - Bitwa o Łódź - Parady wojskowe - Ebay - 1914

 

    Ulica Piotrkowska w Łodzi była miejscem defilad zarówno wojsk niemieckich jak i rosyjskich jesienią 1914 roku. Grand Hotel był siedzibą sztabów armii. Podczas pamiętnych walk Bitwy o Łódź, zwycięzcy zmieniali się wielokrotnie! Pozostały ciekawe fotografie z niemieckich gazet. Zdjęcia pochodzą z aukcji internetowych na Ebay.

    Die Piotrkowska-Straße in Lodz war im Herbst 1914 Schauplatz von Aufmärschen der deutschen und der russischen Streitkräfte. Das Grand Hotel war das Hauptquartier der Armeen. Während der denkwürdigen Kämpfe der Schlacht von Lodz wechselten die Sieger mehrmals den Besitzer! Interessante Fotos aus deutschen Zeitungen bleiben erhalten. Die Fotos stammen aus Online-Auktionen bei Ebay.


                Łódź pod zarządem niemieckim: parada przed Naczelnym Dowództwem.

               Lodz unter deutsche Verwaltung: Wachtparade vor dem General-Oberkommando.

                            Zdobycie Łodzi: wojska niemieckie wkraczają do miasta.

                   Die Einnahme von Lodz: Deutsche Truppen ziehen id die Stadt ein.

                                           Łódź po zajęciu przez Niemców.
Straż zaciąga się w kwaterze komendanta w Łodzi. Życie i działalność w Łodzi zostały wznowione; wszystkie sklepy są otwarte, a ludność ponownie zajmuje się swoimi sprawami.

                             Lodz nach der Besetzung durch die Deutschen.
Aufziechen der Wache im Beiseln des Stadtkommendanten von Lodz. Das Leben und Treiben hat in Lodz wieder begonnen; alle Läden sin geöffnet und bis Befölkerung geht wieder ihrer Beschäftigung nach.

Piotrkowska (główna ulica) w Łodzi po zajęciu miasta przez wojska niemieckie 8 grudnia.

Die Piotrkowskaja (Hauptstraße) in Lodz nach der Besetzung der Stadt durch die deutschen Truppen am 8 Dezember.

                        Parada niemieckiej straży na ulicy Petrikauer w Łodzi.

                   Die deutsche Wachtparade auf der Petrikauer Straße in Lodz.






Łódź - Wiedeń - Włóczęgostwo - Areszt - Ebay

 

Z aukcji internetowej Ebay.

Włóczęgostwo - dawniej za to szło się do więzienia...., biedny, smutny człowiek.

     Mężczyzna na zdjęciu powyżej przebywa w areszcie w komendzie policji powiatu cesarsko-królewskiego w Boli za włóczęgostwo. Podaje, że nazywa się Adolf Wolsky i urodził się 1 kwietnia 1874 roku w Łodzi w Polsce rosyjskiej, jest kawalerem, katolikiem, z zawodu piekarzem. Ma 168 centymetrów wzrostu, brązowe włosy, podobne oczy, blond wąsy, mówi mieszanką rosyjskiego i polskiego, łamanym niemieckim.
    Wszelkie użyteczne informacje na temat jego tożsamości należy przesyłać do wydziału policyjnego administracji okręgu cesarsko-królewskiego w Boli lub do redakcji "Interessantes Blatt", Wiedeń, I., Schulerstraße 22.


     Bei der Polizeiabteilung der k. k. Bezirkshauptmannschaft in Bola befindet sich der oben abgebildete Mann wegen Landstreicherei in Haft. Derselbe gibt an, Adolf Wolsky zu heißen und am 1. April 1874 in Lodz in Russisch-Polen geboren, ledig, katholisch und von Beruf Bäcker zu sein. Er ist 168 Zentimeter hoch, hat braune Haare, ebensolche Augen, blonden Schnurrbart, spricht ein Gemisch von Russisch und Polnisch, gebrochen Deutsch.
    Zweckdienliche Mitteilungen zur Feststellung seiner Identität sind an die Polizeiabteilung der  k. k. Bezirkshauptmannschaft in Bola, aber an die Redaktion des "Interessanten Blattes", Wien, I., Schulerstraße 22, zu richten.