Wczorajszy e-mail od Bettiny:
Witaj Andrzej,
dziękuję za e-mail i nowe wpisy na blogu Disselbergera. W archiwach
(przez "szukaj w archiwach") znalazłam już akta meldunkowe mojego ojca
(z Łodzi) oraz dowody osobiste dwóch Disselbergów.
(Mój ojciec uczęszczał do szkoły w Łodzi (jako "stypendysta"
letniego gościa), ale po śmierci ojca Leonard musiał pomagać w
prowadzeniu gospodarstwa ojca. Marzenie o wykształceniu przepadło.
Niestety, nie udało mi się dopasować tych dwóch Disselbergów (Raimund und Artur) do rodziny.
Renata skontaktowała się ze mną na krótko. Ale nie miała teraz czasu i bardzo się spieszyła.
Próbowałem przetłumaczyć moje teksty. (W drugim artykule w projekcie
było powtórzenie, poprawiłem to). Jednak nie jest łatwo dobrze je
przetłumaczyć. Zauważyłem to w niektórych miejscach.
Pamięć o historii jest oczywiście ważna, ale niektórzy ludzie nie chcą wyciągać z niej wniosków.
Jestem pod wrażeniem ludzi w Polsce, którzy tworzą projekty mające
na celu zachowanie historii (np. Twój BLOG, odnowa starych cmentarzy i
projekt "Szlakiem I wojny światowej regionu łódzkiego").
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Spór z władzami był długotrwały, gdyż w międzyczasie ziemie te zostały podporządkowane carowi rosyjskiemu jako część Królestwa Polskiego. Czynsz został obniżony na cztery lata, ale w 1820 r. ponownie wzrósł. Osadnicy oświadczyli: "Nie możemy zapłacić więcej, ani nie jesteśmy w stanie. Niektóre komisje same przekonały się, że nasze pola są najgorsze w całej okolicy. Niespodziewany wzrost czynszu gruntowego w połączeniu ze spadkiem cen produktów rolnych doprowadza nas na skraj rozpaczy". Władze zagroziły zamknięciem, a osadnicy ponownie zażądali uwzględnienia jakości ziemi. W latach 1823 i 1826 ponownie zbadano glebę i potwierdzono: "kolonia jest bez wątpienia jedną z najbiedniejszych w kraju", "ziemia składa się z białego lub czerwonawego piasku, który tylko tu i ówdzie ma lepsze pasma".
Ponieważ czynsze gruntowe nie były płacone, administracja ustaliła odsetki za zwłokę i zarządziła przymusową licytację majątku osadników. Po dokonaniu oględzin domów komornik stwierdził, że zajęcie i licytacja nieruchomości Grünbergów nie przyniosłaby wystarczających dochodów, aby uregulować zaległe należności. W 1827 roku zrezygnowano z tych roszczeń "zgodnie z najwyższym dekretem".
Jacob Friedrich, który oprócz gospodarstwa prowadził również piekarnię, zmarł w 1828 roku. Nie wiadomo, kiedy zmarła jego żona, gdyż akta kościelne z powstałej w 1829 r. parafii ewangelicko-augsburskiej w Brzezinach, do której należała Zielona Góra, są w większości zniszczone.
Najstarszy syn, Georg Martin, był rolnikiem w Zielonej Górze, a jego syn Jakob również mieszkał w Zielonej Górze.
Drugi z najstarszych, Jacob Friedrich, był rolnikiem i mieszkał w Maksymilianowie, a później w Jankówku (Janówce?). W dokumentach znanych jest jedenaścioro dzieci.
Katharina Dorothea wyszła za mąż za leśniczego Macieja Wazińskiego (Wodzienskiego), który pochodził z Prus Zachodnich. Mieszkali w Zielonej Górze. Z tej rodziny pochodzi sześcioro dzieci.
Maria Magdalena wyszła za mąż za piekarza Jana Filippa Rohra z Łódki, wówczas przedmieścia Łodzi. Mieszkali w Łódce i mieli pięcioro dzieci. Po śmierci męża wyszła po raz drugi za mąż, za piekarza Karla Wagnera. Zmarła przy porodzie szóstego dziecka.
Johann Georg mieszkał w Zielonej Górze. Trzech synów jest znanych, ponieważ zawarli małżeństwa w Pabianicach i Markówce, co zostało udokumentowane w aktach kościelnych w Pabianicach.
Johann Friedrich mieszkał w Łódce jako piekarz. Ożenił się z Marią Magdaleną Rohr i miał trzynaścioro dzieci.
Brak dalszych informacji o Jakobinie i Mariannie.