piątek, 25 października 2024

Kołomyja - Kresy - Kronika wypadków - 1930-37 - cz.3


Echo. 1930-05-29 R. 6 nr 145

Beczka z materiałem wybuchowym pod filarami mostu.

Z Kołomyi donoszą: Ostatni wylew Prutu, spowodował podmycie i usunięcie się nasypu obok mostu na tej rzece pod Kołomyją. Nasyp ten ma być obecnie zabezpieczony murem. Podczas robót ziemnych natrafili robotnicy na zakopaną beczkę z materiałem wybuchowym (ekrazytem), lontami i detonatorami. O sensacyjnem odkryciu zawiadomiono zaraz komisariat P. P. w Kołomyi oraz wojskowość. Na miejsce przybył pluton pionierów 49 p. p., który stwierdził, że materjał wybuchowy pochodzi z czasu wojny i był przygotowany do wysadzenia obu mostów (kołowego i kolejowego): materjał ten był już w zupełnym rozkładzie, wobec czego wrzucono go do Prutu, lonty zaś i detonatory zabrano celem dalszego zbadania,

Echo. 1930-09-01 R. 6 nr 239

 60 złotych na otarcie łez. Epilog tragicznej wycieczki przed sądem

Obecnie rozegrał się epilog tragicznej wycieczki. Dnia 7 czerwca Izrael Bieger, czeladnik krawiecki w Kołomyi wraz z kilku kolegami wybrał się na wycieczkę na górę Oskrzesiniecką pod Kołomyją. Droga prowadziła wzdłuż Prutu polami gospodarzy oskrzesinieckich. Gdy Bieger znalazł się na leżącym tuż nad Prutem gruncie Iwana Huculaka, żona tegoż Nascia zaczęła na Biegera i jego towarzyszy krzyczeć, by wyszli z jej ogrodu. Na krzyk żony nadbiegł Iwan Huculak i „kluczką" do wyciągania wody ze studni uderzył Biegera w głowę. Wywiązała się między nimi bójka, w czasiem której Bieger ugodził Haculaka nożem w lewy bok, w okolicę lewej pachwiny. Na krzyk Haculaków zbiegli się ludzie. Gdyby nie interwencja kapitana żandarmerji wojskowej Smereczańskiego, który przypadkowo się znalazł na miejscu, tłum byłby zlinczował Biegera.

Rannego Huculaka oddano do szpitala powszechnego w Kołomyi gdzie no dwóch tygodniach zmarł wskutek posokowatego zapalenia opłucnej lewej, Bieger oskarżony o zbrodnię zabójstwa stawał w dniach 20 i 21 bm przed tut. trybunałem sądu okręg. Oskarżony, lat 21 liczący, spokojnie oświadczył, że czynu swego żałuje, a popełnił go w silnem podrażnieniu pod wpływem przestrachu, że Huculak który nadbiegł strąci go do rzeki. Świadkowie stwierdzili, że Huculak uderzył Biegera przez głowę, oraz że tą drogą przez pola, którą szedł Bieger, zwykle ludzie chodzili do łódki, albowiem przejście to było wygodne. Sąd wydał wyrok zasądzający Izraela Biegera za zbrodnię zabójstwa na dwa lata ciężkiego więzienia. Owdowiałej Nadii Huculak i tejże dziecku przyznał sąd po 60 złotych miesięcznie.





OSZCZĘDNOŚCI EMERYTOWANEJ NAUCZYCIELKI.

Lwów, 29.3. — W Kołomyi zmarła emerytowana nauczycielka szkoły powszechnej Biernacka, która w ostatnich latach żyła w zupełnem odosobnienia i niemal w nędzy w małym domku, w dzielnicy żydowskiej. Komisja, przybyła na miejsce po nagłym zgonie Biernackiej znalazła w jej mieszkaniu znaczną ilość kosztowności i 12 tyś. zł. gotówką.

Echo. 1933-12-24 R. 9 nr 355

Nauczycielka zakochała sie w uczniu. Dwa chrząknięcia szantażysty

Z Kołomyi donoszą: Uczeń kołomyjskicj szkoły handlowej E, zakochał się w starszej od siebie o 12 lat nauczycielce szkoły powszechnej w jednem z miasteczek powiatu kołomyjskiego, pani M.. która się młodemu uczniowi w uczuciach odwzajemniała choć miała męża i rozumiała całą niedorzeczność _ takiego stosunku. Kiedy E. wyjechał do Kołomyi pisali do siebie listy. Gospodyni mieszkania w Kołomyi w którem E. się ulokował na stancji pewnego razu przeglądając z kobiecej ciekawości jego szkatułkę, znalazła owe „gorące"' listy. Również przeczytał je pasierb gospodyni Tymoczko, który je zabrał i napisał do nauczycielki list następującej treści: „szanowna Panil Proponuję Pani czysty interes nie żaden szantaż. Jestem w posiadaniu jej listów do E. i proponuję ich zwrot za 100 zł. Czekam na Panią we wtorek naprzeciw Kasy Oszczędności i na znak 2 razy chrząknę. Gdyby Pani się na to nie zgodziła, jeden list odeślę do Inspektora szkolnego, a drugi do męża". Pani M. przyjechała do Kołomyi ' udała się wprost do wydziału śledczego, a gdy nazajutrz p. Tymoczko przy szedł po 100 zł. i dwa razy chrząknął, uczuł ciężką dłoń wywiadowcy na swojem ramieniu... — Obecnie Tymoczko odpowiadał przed sądem za wymuszenie i został skazany na 6 miesięcy więzienia. Podczas rozprawy macocha oskarżonego przez godzinę mdlała, doszłoby do katastrofy. — fatalne listy sędzia zwrócił nauczycielce, która przyrzekła sobie, że jut nigdy nie będzie pisała listów miłosnych, chyba do własnego męża.

Echo. 1934-07-30 R. 10 nr 206

OJCIEC ODCIĄŁ DZIECKU JĘZYK, ABY "BACHOR NIE WRZESZCZAŁ"

Kołomyja, 30 lipca. — Wypadek bestialskiego morderstwa, zdarzył się w Obertynie. Niejaki Michał Pajączek za bił swoje cztero-tygodniowe dziecko, uważając, że nie jest jego ojcem. 20-letni morderca ożenił się z młodszą od siebie o 3 lata dziewczyną. Dziecko przyszło na świat po 7-miu miesiącach. Pajączek począł swej żonie czynić wyrzuty, że już przed ślubem zdradzała go z synem szynkarza. Po pewnym czasie podejrzenia jego znalazły potwierdzenie w anonimowych doniesieniach i Pajączek postanowił dziecko zabić. Morderca odciął dziecku wpierw język, aby ..bachor nie wrzeszczał", a potem rzucił Je na ziemię i począł je deptać nogami tak długo, aż dziecku zupełnie zmiażdżył czaszkę: — Pajączka aresztowano.

4 MIESIĄCE ARESZTU za szerzenie pornografii.

Z Kołomyi donoszą: Swego czasu głośny był w Kołomyi wypadek ucznia 8-ej klasy I. gimnazjum B.. który pokazywał kolegom zdjęcia pornograficzne. Zdjęcia otrzymał od niejakiego Doerflera ze Stanisławowa, a ten od „fotografa" Uhorczuka. W sądzie I. instancji wszyscy trzej zostali uniewinnieni. Wskutek apelacji prokuratora, który osobiście w sądzie grodzkim oskarżał w tej sprawie, odbyła się ponowna rozprawa przed wiceprez. s. o. Sobota, który wszystkich trzech skazał na 4 mies. aresztu z zawieszeniem. Oskarżeni zapowiedzieli złożenia kasacji do Sądu Najwyższego.

Echo. 1935-11-28 R. 11 nr 331

Tragiczna śmierć konduktora pod kołami autobusu P.K.P

Z Kołomyji donoszą: Na szosie Kołomyja — Kosów, opodal Matynia, wydarzył się wstrząsający wypadek. Autobus PKP jadąc pod górę, zaczął się na śniegu ślizgać, grożąc katastrofą cofnięcia się i przewrócenia do rowu. Konduktor autobusu N. Flisiuk, chcąc zapobiec katastrofie, wyskoczył z wozu i usiłował podeprzeć go z  tyłu rękami. Autobus całym ciężarem wjechał na niego, przyczem tylne koła zmiażdżyły nieszczęśliwego. Konduktor poniósł śmierć na miejscu. Na zwłokach dzielnego konduktora zatrzymał się autobus i dzięki temu pasażerowie, których było kilkunastu, uniknęli katastrofy. Na miejsce wypadku wyjechała z Kosowa komisja sądowo-policyjna. Wypadek ś.p. Flisiuka, który osierocił żonę i dwoje dzieci, wywarł w Kołomyji przygnębiające wrażenie.

Echo. 1936-03-30 R. 12 nr 90

"LEKARZ Z CHARBINA" Liczne ofiary oszusta.

Z Kołomyi donoszą. Do więzienia w Kołomyi sprowadzono niebezpiecznego osobnika niejakiego Karola Szkredkę który od roku prawic grasował na Pokuciu, żerując na nieszczęściu chorych. Z doniesienia policji wynika, że aresztowany, który podaje się za "redaktora, wydawcę i dyrygenta" występował w Kołomyi i okolicy jako lekarz radiolog - lecząc, zapisując recepty i pobierając niesłychanie wysokie honorarja. Efektem kuracji "lekarza" była przeważnie śmierć jego pacjentów. W ten sposób oszust zgładził ze świata M.Szindlera, biorąc od niego 400 złotych honorarjum, A.Iwanowa, M.Kobloszową, Z.Dawidowską, J.Chomickiego — mieszkańców Kołomyi, nie licząc ofiar na całym Pokuciu. Oszust zależnie od okoliczności przedstawiał się jako absolwent wydziału medycznego w Charbinie, Tokio, Zurychu itd. Aresztowany twierdzi, że posiada w Stanisławowie przy ul. Jasińskiego 30 realność oraz że wydawał „Tygodnik dla zwiedzających Lwów" stąd jego tytuł redaktorski. Poza tem Szkredka twierdzi, że był przedstawicielem „Polskiego Instytutu Radowego" fabryki środków leczniczych Prokopskiego w Mysłowicach. Podobno jest jeszcze poszukiwanych kilkaset osób, które w naiwności swej uwierzyły „lekarzowi z Charbina".

Echo. 1936-09-14 R. 12 nr 256

Koła parowozu zmiażdżyły nauczyciela. Krwawe strzępy na przestrzeni 60 metrów.  

KOŁOMYJA 14 września — Za rampą kolejową, przed odlewnią żelaza Biskupskiego, rzucił się pod koła pociągu pospiesznego, zdążającego z Kołomyi do Lwowa jakiś osobnik. — Ponieważ pociąg był już prawie w pełnym biegu, więc nie było mowy o zatrzymaniu pociągu, mimo, że maszynista zauważył skok samobójcy. Pociąg zmiażdżył ciało desperata w straszliwy sposób, rozrzucając je na przestrzeni około 60 metrów. Z dokumentów, które znaleziono przy zmasakrowanych zwłokach, okazało się, że samobójcą jest nauczyciel szkoły powszechnej im. Piramowicza w Kołomyi. — Łuczyński od dłuższego czasu cierpiał na rozstrój nerwowy a w czwartek uzyskał urlop zdrowotny, chcąc rozpocząć leczenie we Lwowie. Desperacki krok nauczyciela wywołał przygnębiające wrażenie w kołach nauczycielskich. Łuczyński osierocił żonę i dwoje dzieci.

Echo. 1937-06-03 R. 13 nr 153

ZBOŻE PRZEZNACZONE DLA BEZROBOTNYCH furmani magistraccy sprzedawali paserom

Z Kołomyi donoszą: Przed trybunałem karnym w Kołomyi rozpoczął się proces przeciwko Wasylowi Rybczukowi, Michałowi Michalczukowi i Bazylemu Hyszce, woźnicom magistratu w Kołomyi, oskarżonym o to, że jesienią 1936 roku skradli z magazynów miasta Kołomyi zboże wartości 1.500 zł., oraz przeciwko Pinkusowi Hechtowi, Leonowi Schönerowi, Mozezowi i Klarze Brunwasserom, oskarźonym o to, że nabyli skradzione zboże ze świadomością, iż pochodzi z kradzieży na szkodę miasta, w końcu przeciwko Józefowi Sanojcy, urzędnikowi magistratu, oskarżonemu o to, że nie dozorował woźniców w czasie wydawania zboża, w wyniku czego doszło do kradzieży. W świetle aktu oskarżenia sprawa przedstawia się następująco: W magazynach magistrackich przy ul. Folwarcznej w Kołomyi przechowuje się zboże, przeznaczone do utrzymania zwierząt pociągowych magistratu. Nadzór nad magazynami sprawuje urzędnik Józef Sanojca. W tym magazynie przechowywano również zboże ofiarowane dla najuboższej bezrobotnej ludności. Rybczuk, Michalczuk i Hyszka przywozili zazwyczaj zboże z tego magazynu do magazynu przy stajniach strażackich. Ponieważ byli oni częstymi gośćmi w szynkach kołomyjskich, gdzie się zapijali mimo szczupłych dochodów, zwróciło to uwagę władz w związku z stwierdzonym ubytkiem zboża w magazynie. Początkowo woźnicy nie chcieli się przyznać do niczego, dopiero gdy im wykazano, że wozili zboże do miejscowych kupców, przyznali się do kradzieży. Pieniądze, uzyskane ze sprzedaży kradzionego zboża, obracali na libacje, a nadto Michalczuk utrzymywał kochankę. Oskarżeni kupcy bronią się, że kupując zboże, czynili to w dobrej wierze i w przekonaniu, iż kupują u wieśniaków, osk. Sanojca zaś przeczy stanowczo, jakoby kiedykolwiek oddalał się od magazynów zbożowych, coby mogło umożliwić oskarżonym ich proceder. Rozprawa budzi wielkie zainteresowanie.

Echo. 1937-12-15 R. 13 nr 349

KWIAT PŁOMIENNEJ MIŁOŚCI NA SALI SĄDOWEJ.

Z Kołomyi donoszą: Przed Sądem Okręgowym w Kołomyi toczył się proces karny przeciwko 25-letniemu Prokopowi Stefurakowi, oskarżonemu o uprowadzenie nieletniej wbrew woli rodziców. W Sopowie pod Kołomyją mieszka bogata rodzina Filipów; 16-letnia córka Filipowa, Zofia, zakochała się w przystojnym, choć biednym, mlodzieńcu, obecnie oskarżonym Stefuraku. Przez kilka miesięcy trwały bliskie stosunki między młodymi ludźmi. W rezultacie przyszło na świat dziecko. Mimo to rodzice Filipówny nic zgodzili się na ślub. Wobec tego córka ich uciekła z domu i zamieszkała u Stefuraka. Przy pomocy policji jednak dziewczynę sprowadzono do domu, skąd po krótkim czasie znów jednak uciekła do Stefuraka. Stefurak, który dziewczynę kocha, błaga jej rodziców, by udzielili zezwolenia na ślub córki. Nadaremnie! Ostatnio nawet sporządzili przeciw Stefurakowi doniesienie karne o porwanie ich córki. Na rozprawie 16-letnia Zofia oświadczyła, że przebywa u Stefuraka z własnej woli. Wyszło też na jaw, że sąd nadopiekuńczy, do którego się zwrócili młodzi ludzie, udzielił im zezwolenia na ślub wbrew woli rodziców, którzy mogą Stefurakowi zarzucić tylko jedno: że jest biedny. Sąd uniewinnił Stefuraka.


czwartek, 24 października 2024

Kołomyja - Janusz Meissner - Historja matrymonjalna - 1934

 Z największą przyjemnością przeczytałem materiał pisany ręką wspaniałego człowieka, pisarza, pilota, żołnierza, myśliwego Janusza Meissnera. Tym ciekawszy materiał, że w Kołomyi spędziłem dwa wspaniałe tygodnie podczas prac restauracyjnych na katalickim cmentarzu.

Janusz Gniewomił Meissnerps. lit. Porucznik HerbertOrski (ur. 21 stycznia 1901 w Warszawie, zm. 28 lutego 1978 w Krakowie) – polski pisarz, dziennikarz i wojskowy. Kapitan pilot Wojska Polskiego, kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari. - Źródło: Wikipedia.

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1934-11-14 R. 64 nr 259



JANUSZ MEISSNER

HISTORJA MATRYMONJALNA

Spotkałem go zupełnie przypadkowo w Kołomyi, po trzech latach niewidzenia. Był w mundurze podporucznika artylerji. Poznałem go od razu, (choć zawsze, ilekroć o nim myślałem, w pamięci mej rysowała się postać uczniaka z siódmej klasy gimnazjum imienia Staszica, w granatowej kurtce i jasnoniebieskiemi wypustkami pa kołnierzu; niezapomniana postać największego po wsze czasy urwisa, który dał się we znaki nauczycielom i wychowawcom kilku szkół średnich w Warszawie, zwiedzając je kolejno wraz ze mnę. od wstępnej, aż do matury. Byłem jego przyjacielem ,.na śmierć i życie" i zawsze wylewano nas jednocześnie, poczem znów razem przyjmowano do innej skarbnicy wiedzy. Dopiero wojna rozdzieliła nas na długo: Rzeczycki wstąpił do wojska w Warszawie; ja. dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i własnemu przemysłowi, odrazu dostałem się do szkoły pilotów. Potem dochodziły mnie tylko od czasu do czasu wieści o tem, co się z nim dzieje. I wreszcie spotkałem go w tej dziurze. Naturalnie rzuciliśmy się sobie w objęcia, a że była pora poobiednia. poszliśmy do jedynej w Kołomyi cukierni z muzyką, pana Wawrzyńca Szczypiorkiewicza.

     Pamiętam tę cukiernię bardzo słabo. Zato pan Szczypiorkiewicz dobrze pamięta zapewne nasz pobyt w swoim zakładzie: wypiliśmy u niego we dwóch 96 krupników i zjedliśmy dwa ciastka.. Jak świat światem, a Kołomyja - Kołomyją., nikt nie wypił tam tyle gorącego nektaru. Wspominaliśmy dawne czasy i u Górskiego, i u Reya, i u Rondthalera, i u Staszica. Wspominaliśmy Babcię. Samochód od niemieckiego i Bouffała od fizyki. Słońskiego, Rygiera, Zydlera, Kudelskiego... Potem zaś dziwiliśmy się, że przecie przy boskiej i tych zacnych pedagogów pomocy wyrośliśmy na ludzi, choć należało się raczej spodziewać, że skończymy w kryminale.

     Naturalne, odrazu było po nas widać, że spoważnieliśmy bardzo. Obaj przecież nosiliśmy oficerskie mundury i po kilka wstążeczek orderowych na piersi,

     Byliśmy tedy godni i stateczni aż do piętnastej czy osiemnastej kolejki. Potem opowiedzieliśmy sobie przeżycia wojenne i służbowe. Okazało się, że prawie jednocześnie zostaliśmy podporucznikami i nawet odznaczyliśmy się tych samych bitwach.

    Przy trzydziestej kolejce wyszło najaw, że zarówno Tadka, jak i mnie wysłano do Kołomyi po odbiór rekrutów. Rekrutów jednak nie było i należało albo czekać na ich przybycie parę dni, albo wracać do Lwowa.

- Do Lwowa?!

Wcale nie wiedzieliśmy, że obaj mamy przydział we Lwowie. To była nowa okazja: kazaliśmy podać następny dzbanek krupniku_ Mój Boże, jakie to już dawne czasy! Cóżbym dał za to, aby być teraz podporucznikiem i mieć dwadzieścia jeden lat! Znam tylko dwa piękne stopnie oficerskie: podporucznika i marszałka. Dziś - jestem kapitanem. Marszałkiem ani podporucznikiem nie będę nigdy     

     A wówczas? Świat należał do mnie! Byłem przekonany. że wszyscy patrzę. z zachwytem na mój nowiutki mundur z żółtym, nieprzepisowo niskim kołnierzem, na moją jedną jedyną gwiazdkę na czapce z olbrzymim daszkiem i na dyndający wdzięcznie Virtuti. Wszystkie kobiety uśmiechały się tylko do mnie; wszyscy mężczyźni mnie podziwiali. Boże, jaki byłem durny! 

     W cukierni robiło się tymczasem ludno. Poprzychodziły nawet jakieś panienki z mamusiami i ciociami. Wszystkie były ładne, bo właśnie dobijaliśmy do czterdziestej kolejki. Podobały nam się nawet ciocie; i mamusie też! To sprowadziło nasze zwierzenia na drogi sentymentalne. Właściwie zwierzałem się ja. bo Tadek lekceważył te sprawy. Byłem wtedy kochliwy, jak pensjonarka i akurat po zawodzie miłosnym. W głębi duszy wierzyłem, że się wszystko jeszcze zmieni na moją korzyść (czar munduru), ale uderzyłem w ton pesymistyczny. Przyczyna mego zmartwienia mieszkała w Warszawie, miała lat 17 i ignorowała mnie całkowicie, pokpiwając wesoło z moich uczuć. Wreszcie zaproponowała mi przyjaźń. Odszedłem z raną w sercu. 

- Na imię jej StelIa - poinformowałem Tadeusza. 

- Rany boskie! - przeraził się. 

- Stella? - Nie podoba ci się? 

- Phi, dlaczego? Znałem gościa, co się kochał w Elfrydzie. Też dostał kosza a imię jeszcze straszliwsze. Stella? Owszem: dźwięcznie. 

    Spostrzegłem, że jestem nierozumiany i że moje niepowodzenia nie budzą. współczucia. Tadek siedział nachmurzony i nieco ironiczny. 

- Pal ją sześć, tę Stellę - rzekłem po bohatersku. - Napijmy się. Rozchmurzył się odrazu.

 - Tak to rozumiem - grzmotnął mnie w łopatkę, aż jękło. - Co tam baby! Za naszą. starą, męską. przyjaźń! I zmordowaliśmy dzbanek do dna. 

    Potem huknęliśmy, że będziemy płacić. Sam pan Szczypiorkiewicz przyniósł nam rachunek za 47 kolejek krupniku. a prócz tego kazał podać trzy większe kielichy, żeby się z· nami napić. Bardzo nas szanował. że jeszcze możemy siedzieć równo sztywno, ale widocznie miał wątpliwości czy poradzimy sobie z chodzeniem, bo wyprowadził nas pod ręce aż za próg.

Poradziliśmy sobie. Wprawdzie chcieliśmy potem kupić od burmistrza ratusz, a od straży ogniowej sikawkę (za co o mało nas nie odstawiono na komendę miasta), ale skończyło się na obwarzankach. Potem, nie zawiadomiwszy właściciela. pożyczyliśmy z rogu ciemnej uliczki rozklekotaną dryndę i pojechaliśmy na spacer. Tadek powoził, a ja śpiewałem .,o mój rozmarynie". Wreszcie, zamieniwszy jeszcze po drodze szyldy akuszerki i zakładu pogrzebowego, udaliśmy się na dworzec, aby wsiąść do lwowskiego pociągu. Tak się zaczęła druga faza naszej serdecznej przyjaźni. Zamieszkaliśmy obok siebie. na czwartem piętrze, w pokojach kawalerskich z bieżącą wodą..

Tadek okazał się domatorem: posiadał własne meble, patefon, aparat fotograficzny, dwie talje kart i wspaniałą stojącą lampę, która tworzyła całość z niskim stolikiem na książki, trzema półeczkami na drobiazgi i bibeloty. Prawda! - miał jeszcze kanapę i na niej ze dwadzieścia przeróżnych poduszek, zagadkowego pochodzenia (takie rzeczy łączą się ściśle z kobietą i to z kobietą sentymentalną, a Tadek nie lubił sentymentalnych niewiast). Ja miałem tylko wieczne pióro do podpisywania weksli i tapczan Resztę jakoś dokompletowaliśmy przy boskiej i ludzkiej pomocy, poczem zaczęliśmy wieść wesoły kawalerski żywot. Powodziło nam się rozmaicie. Obroty koła fortuny były zresztą dość regularne: przez kilka pierwszych dni w miesiącu zwykle byliśmy górą; przez kilka ostatnich już można było wykombinować gdzie zaliczkę, najgorszy był zawsze środek: nikt wtedy nie miał pieniędzy,...

Kołomyja - Kresy - Kronika wypadków - 1927-37 - cz.2

 

Łódzkie Echo Wieczorne. 1927-03-29 R. 3 nr 74

Pan w masce na twarzy i ze stryczkiem w ręku zawita do Kołomyi.  

Z Kołomyi donoszą: Obecna kadencja sędziów przysięgłych w Kołomyi obfitowała aż w dziewięć rozpraw o morderstwa względnie zabójstwa. - Mordercy rekrutują się przeważnie z  ludności włościańskiej, a okoliczność (a świadczy dowodnie o deprawacji tej ludności i zaniku u niej pobudek moralnych). Oprócz wydanych już dwóch wyroków śmierci, zapadły znowu świeże dwa wyroki, wydane na morderców posterunkowego policji państwowej w Pistyniu, Antoniego Armaty. Mordercami tymi są Fedor Ślusarczuk i Iwan Kniażdworak. Ten ostatni był moralnym sprawcą zbrodni, a Ślusarczuk jej wykonawcą. Po dokonaniu zbrodni w sierpniu 1926 roku Ślusarczuk zbiegł do Rumunji, gdzie miał się spotkać z Kniażdworakiem i skąd obaj mieli wyruszyć do Rosji po — złote runo w postaci ziemi, rozdawanej za... darmo! Tymczasem Ślusarczuk został w Rumunji przytrzymany i wydany władzom polskim. Przyciśnięty do muru wydal swego spólnika i obecnie obaj zasiedli na ławie oskarżonych. Po trzydniowej rozprawie trybunał sędziów przysięgłych wydał na obu wyrok śmierci przez powieszenie. Wyrok ten zostanie wykonany, gdyż morderstwo to popełniono z premedytacją na osobie przedstawiciela władzy bezpieczeństwa.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1927-10-08 R. 4 nr 231

UKRAIŃSKA AKCJA SABOTAŻOWA NA POKUCIU.

Mieszkańcy powiatów pokuckich zostali zaalarmowani w ubiegłym tygodniu wiadomościami o aresztowaniach, dokonanych wśród młodzieży ukraińskiej w Kołomyi, Stanisławowie i Śniatynie i o planach sabotażowych, które na szczęście do skutku nie doszły. W Kołomyi aresztowano nawet kilku uczniów gimnazjum ruskiego. Jak świadczą zebrane materjały, chodziło o akcję antypaństwową która miała za cel niszczenie środków komunikacyjnych , jak linje kolejowe przez zbrodnicze zamachy na pociągi oraz przecinanie drutów telegraficznych i telefonicznych. W okolicy Stanisławowa — jak już donieśliśmy — umocowano do szyn progi, które mogły spowodować wykolejenie pociągów; w innych miejscowościach przecinano przewody i podcinano słupy telegraficzne. W Kołomyji schwytano dwóch uczniów ruskiego gimnazjum, wyposażonych w specjalne narzędzia do przecinania żelaza. 

Szczęśliwym trafem udało się ująć niebezpiecznych szaleńców i osadzić ich w areszcie, a akcję sabotażowo - dywersyjną w zarodku sparaliżować. Katastrofa kolejowa mogła, póciągnąć za sobą wiele ofiar Bogu ducha winnych podróżnych, wśród kto rych zarówno mogli być Polacy jaki Rusini. Celem tej akcji jednak było coś więcej, mianowicie chodziło o sprowokowanie władz, które stosując konieczne środki ochrony, musiałyby dokonać aresztowań i tem samem wskrzesić do życia pogrzebane, już częściowo antagonizmy polsko-ukraińskie na naszym terenie. Zamachy miały za cel przeszkodzić nawiązaniu dobrych stosunków między bratniemi narodami i wreszcie zademonstrować, przed światem, że właśnie Polska, która obecnie tyle mówi o pokoju ogólnym na forum Ligi Narodów i która stara się o pożyczkę; jest krajem wszelkich możliwości. Przez ulice Kołomyji prowadzono ludzi młodych, nieletnich, którzy sami na czyn, mogący spowodować śmierć setek niewinnych ofiar, nie byliby się porwali. Wszystko przemawia zatem, że działali oni z czyjegoś nakazu i że ktoś ukryty w cieniu pchnął tych chłopców ze spokojem wyrafinowanego zbrodniarza do przestępstw chcąc kosztem nierozważnych jednostek ściągnąć upragniony przez siebie efekt. Czyja głowa obmyśliła ten plan niewiadomo, lecz wszelkie poszlaki prowadzą w kierunku Berlina, Gdańską, gdzie siedzą ukryte „wrogie agentury“, których celem jest (niszczenie wszystkiego, co polskie oraz osłabienie siły odpornej Rzeczypospolitej). Próbom sabotażu musi się cała ludność Pokucia zwarcie przeciwstawić i w swoim zakresie dopomóc władzom do tłumienia wszelkiej akcji przeciwpaństwowej.

Echo. 1934-05-04 R. 10 nr 120

Straszliwy cios w serce. Krwawa tragedja miłosna. 

Kołomyja, 4 maja. Okropna tragedja rozegrała się wczoraj w Kołomyji. 33-letni Jan Spólnicki, JK. przystępie szału rzucił się na swą kochankę 22-letnią Marję Torousów, zadając jej nożem rzeźnickim cios w serce. Cios spowodwał natychmiastowa śmierć ofiary. Po dokonaniu tej potwornej zbrodni Spólnicki ten sam nóż wbił sobie w pierś, poczem usiłował jeszcze powiesić się. Spólnicki zmarł w kilka chwil po zamachu wskutek rany zadanej nożem. Wypadek rozegrał się na oczach licznych świadków.

Echo. 1935-04-18 R. 11 nr 108

Zuchwały napad rabunkowy w Kołomyi. 60000 złotych w ręku bandytów, Nieprzytomny dyrektor banku na schodach.

KOŁOMYJA 18 kwietnia. Wieczorem o 7.45 wracał ze swego biura do mieszkania przy ul. Kościuszki 17, w najruchliwszym punkcie miasta, dyrektor banku i kantoru wymiany Zygmunt Kriss wraz ze swym pomocnikiem Akselradem. Przed bramą domu dyr. Kriss pożegnał się ze swym pomocnikiem i skierował się mieszkania. Na schodach natknął się p. Kiss na zaczajonego mężczyznę, który uderzył go ciężkiem żelazem w głowę W jakiś czas potem rodzina Krissa zauważyła go leżącego na schodach w wielkiej kałuży krwi. Zawezwano lekarza, który opatrzył rannego, przyczem odzyskał on na chwilę przytomność. Jak się okazało, zrabowano Krissowi 152 dolary, 8 pożyczek inwestycyjnych, 36 pożyczek budowlanych, 15 akcyj Banku Polskiego, 35 funtów angielskich i palestyńskich, 60.000 lei, 50 dolarów kanadyjskich, 60.000 koron czeskich, 400 szylingów austr., 150 franków francuskich, 111 franków szw. 10 dynarów serbskich, oraz weksle na 50.000 złotych. W trzydzieści minut po wypadku przybyła komisja kryminalna i brygada policyjna. Okazało się, że cios zadany napadniętemu był tak silny, że nastąpiło złamanie kości czaszkowej, przyczem kość czaszki przebiła kapelusz. W chwili gdy otrzymujemy tę wiadomość Kriss jest przytomny, jednak jak się okazuje stracił on kompletnie pamięć. Całe miasto jest pod wrażeniem tego wypadku, albowiem Kriss jest osobą bardzo popularną i ogólnie znaną.

Echo. 1935-06-16 R. 11 nr 166

Dramat notariusza z Kalisza • Tragiczne skutki przeniesienia.

KOŁOMYJA, 16.6 — W styczniu b. r. został przeniesiony z Kalisza do Kołomyi pisarz hipoteczny dr. Ignacy Weiss w charakterze trzeciego notariusza. W ub. roku w kancelarji jego zostały popełnione nadużycia i pod zarzutem malwersacyj aresztowano kilku urzędników kancelaryjnych. Sąd pierwszej instancji zasądził obwinionych urzędników, którzy jednak założyli apelacje. Na rozprawie apelacyjnej oskarżeni przedłożyli dowody, że dr. Weiss nie dołożył w czasie urzędowania odpowiedniej staranności i to było przyczyna manka kasowego. Przeciw dr. Weissowi wdrożono dochodzenie dyscyplinarne i przeniesiono go do Kołomyi. Dnia 1 bm. został dr. Weiss przeniesiony z Kołomyi do małego miasteczka w powiecie. Jabłonowa, również w charakterze notariusza. Dr. Weiss, który nie poczuwał się do winy boleśnie odczuł dyscyplinarkę: popadł w silna depresję psychiczną. Często, nawet wobec bliskich osób, wyrażał się. że nie może przeżyć tak bolesnego posadzenia i popełni samobójstwo. Wczoraj rano w Jabłonowie weszła do pokoju dr. Weissa jego żona i ze zgrozą spostrzegła, że mąż jej leży na strasznie zakrwawionem łóżku bez zmysłów. Okazało się, że kilka minut przed wejściem dr. Weiss poderżnął sobie gardło brzytwą. Natychmiast zatelefonowano do Kołomyi po wóz ratunkowy. Karetka pogotowia odwiozła dra Weissa do szpitala powszechnego w Kołomyi. Na wiadomość o zamachu samobójczym, telefonowała do szpitala rodzina desperata z Kalisza. Dyrektor szpitala Kaliniewicz oświadczył, że dzięki przeprowadzeniu natychmiastowej operacji, stan zdrowia dr. Weissa jest zadawalający i jest nadzieja utrzymania go przy życiu. - "Wypadek" ten wywołał w sferach inteligencji przygnębiające wrażenie. Dr. Weiss ma żonę i czworo dzieci.

 

Express Wieczorny Ilustrowany. 1935-11-13 R. 13 nr 317

CYGANIE WYBIERAJĄ KRÓLA

Wielki sejm cygański pod Kołomyją - Kwiek ma poważnego konkurenta.

Kołomyja 13 listopada.

W bieżącym tygodniu odbywa się w Zabiem, niedaleko Kołomyi wielki "sejm cygański". Na malowniczych połoninach powstał olbrzymi obóz, w którym obraduje kilka tysięcy cyganów z całej Polski. Przedmiotem obrad jest wybór nowego króla cyganów w Polsce.

    Najpoważniejszym kandydatem na to stanowisko jest dotychczasowy król cygański Bazyli Kwiek 1. Ma on mocnego kontrkandydata w osobie Marjana Laubnera.

    Kwiek 1 zawiódł bowiem zupełnie nadzieje swoich poddanych.

    Na ostatnim kongresie cygańskim przyrzekł na wypadek swego wyboru interweniować u rządów państw europejskich jak również i w Lidze Narodów w Genewie, aby stworzono niezawisłe państwo cygańskie, któreby połączyło wszystkie cygańskie ludy w jeden zwarty naród. Z zadania tego nie wywiązał się.

    Wynikła z tego powodu niepopularność króla Kwieka 1, wykorzystuje jego groźny kontrkandydat do królewskiej korony - Laubner.

     Obrady sejmu cygańskiego stoją pod znakiem burzliwych scysyj.



Echo. 1936-06-02 R. 12 nr 153

Obłęd religijny artystki. Ciekawy proces w Kołomyi. 

Z Kołomyi donoszą: 

Przed sądem okręgowym w Kołomyi to czy się niezwykle ciekawy proces o rozdział od stołu i łoża. Powódką jest popularna w Kołomyi p. Klaudja Korniakowa, która domaga się separacji od jej męża, pobórcy skarbowego. Pani Klaudja była jeszcze przed paru laty znaną śpiewaczką operową i występowała w operze katowickiej, lwowskiej i poznańskiej. W r. 1928 zdarzyło się śpiewaczce nieszczęście. W czasie śpiewania w operze w Poznaniu jeden z artystów, który miał markować cios sztyletem w skroń artystki, uderzył ją tak nieszczęśliwie, że zranił ją ciężko tak, że doznała ona paraliżu nerwów prawego policzka i zeszpecenia twarzy. Od tego czasu artystka przestała pracować i popadła w stan chorobliwej kontemplacji religijnej, wstąpiła nawet do klasztoru w Wilnie, skąd jednak po pewnym czasie wróciła do Lwowa. Mąż jej miał dawniej sklep galanteryjny w Kołomyi, a obecnie jest egzekutorem skarbowym. Prawdopodobnie starania b. artystki o separację są również wynikiem choroby, powstałej na tle wypadku w czasie przedstawienia. W czasie pobytu jej w Kołomyi przez pewien czas udzielała lekcyj śpiewu, poczem popadła w stan graniczący, zdaniem świadków, z obłędem,

Echo. 1936-06-08 R. 12 nr 159

Kilim dla pani majorowej. Ukarany zwolennik artylerji

Z Kołomyi donoszą: Niecodzienna sprawa była przedmiotem rozprawy przed sądem okr. w Kołomyi. Znane są wypadki przekupstwa urzędników dla uchylenia się od służby wojskowej Tu zaszedł wyjątkowo wypadek inny. Emerytowany rewident kontroli Skarbowej Michał Ryfiuk na wiosnę ub. roku codziennie niemal nagabywał w biurze komendanta PKU. II. w Kołomyi, majora Iwaszkiewicza. Szło mu o to, by jego syna Eugenjusza, którego ostatnio pobrano do wojska, przydzielono do Jarosławia i to do artylerji. Głównie jednak prosił rewident, by syna natychmiast powołano, bo jest bezrobotny. Gdy prośby nie odnosiły skutku Ryfiukowie postanowili działać skuteczniej. Dnia 19 stycznia br. udał się młodszy Ryfiuk do domu majorowej Iwaszkiewiczowej i oddał służącej pakunek, który zawierał kilim i list dla p. majorowej, zaznaczając, że to prezent. Kiedy majorowa I. przekonała się z treści listu, że tu idzie o protekcję, sprawę oddała policji. Akt oskarżenia zaznacza, że w wypadku tym zachodzi przestępstwo z art. 134 k. k., gdyż usiłowano skłonić urzędnika do naruszenia obowiązków służbowych, albowiem przydział do poszczególnych garnizonów i formacyj nie odbywa się wedle widzimisię komendantów PKU., lecz wedle ustalonego przez władze wojskowe klucza. Sąd skazał Michała Ryfiuka na trzy tygodnie aresztu z zawieszeniem, a ojca uniewinnił.    

Echo. 1936-12-02 R. 12 nr 335

Fabrykant z Kowla • Maszynka do banknotów. •

Z Kołomyi donoszą:

Naiwność ludzka nie ma granic, a najłatwiej można oszukać ludzi, którzy sami nie szanują przepisów kodeksu karnego. W październiku br. zjawił się w Kołomyi niejaki Izrael Sztambuch z Kowla, który uchodził w pewnych sferach za bogatego fabrykanta. — Sztambuch zaprzyjaźnił się z właścicielem autodorożki z Kut Majerem Stenglem i zaproponował mu łatwy sposób wzbogacenia się: fałszowanie banknotów. Postanowiono założyć w Kołomyi fabryczkę i do spółki wciągnięto jeszcze szofera z Kosowa Szajego Sznajdera, który zakupił wraz z fabrykantem z Kowla w Warszawie odpowiednie „przyrządy". Rozpoczęto produkcję. Sztambuch urządził całe laboratorium wedle najlepszych recept średniowiecznych alchemików i począł swym spólnikom demonstrować fabrykację pieniędzy. — Od jednego ze wspólników wziął banknot 20 złotowy i po dokonaniu nad nim szczególnej konstrukcji aparatem tajemniczego zabiegu, — włożył banknot wraz z czystą kartką papieru do rodzaju prasy introligatorskiej. Po 14 godzinach wspólnicy uroczyście odkręcili prasę i uszczęśliwieni szoferzy ujrzeli dwa nowiuteńkie banknoty, które dla próby wymienili bez przeszkód zresztą w Banku Polskim. Nazajutrz Sztambuch przystąpił do produkcji 100 złotowych banknotów i w tym celu wziął od Sznajdera 6 banknotów po 100 złotych, które również wraz z czystymi kartkami papieru wkręcił do czarodziejskiej prasy. Po 14 godzinach Sztambuch w „laboratorium się nie zjawił, wobec czego jego wspólnicy sami otworzyli prasę, w której zamiast banknotów znaleźli list od Sztambucha tej treści, źe oni są dla niego za biedni, że rozwiązuje spółkę i proponuje im pozyskanie innego „frajera"; sami się „odkują" a i on zarobi... Sznajder posłuchał rady sprytnego „fabrykanta" i za poradą Stengla zwerbował niejakiego Abrahama Steinera z Jabłonowa do owej spółki z naprawdę „ograniczoną odpowiedzialnością". Wezwano ponownie Sztambucha i ten podjął dla fabrykacji u nowej ofiary 500 złotych lecz zamiast je wręczyć Sznajderowi, zbiegł z Kołomyi. Po raz drugi oszukany Sznajder nie posiadając się ze złości - zawiadomił o wszystkim wydział śledczy P. P. w Kołomyi, który jego oraz Stengla aresztował. Za Sztambuchem trwają poszukiwania.

Głos Trybunalski : niezależny organ polityczny. 1937-07-15 R. 14 nr 175

SKANDAL W KOŁOMYI - 14-LETNIA MATKA

KOŁOMYJA W tych dniach ujawniono, że mieszkająca w Kołomyi 14-letnia Józefa S. uczennica szkoły powszechnej w Stanisławowie poczęła dziecko. Aby sprawa nie nabrała rozgłosu dziecko ochrzczono pod fałszywym nazwiskiem. Policja wykryła oszustwo i ustaliła że ojciec dziecka zajmuje wysokie stanowi w Kołomyi.

środa, 23 października 2024

Kołomyja - Kresy - Kronika wypadków - 1926-38 - cz.1

 

Ilustrowana Republika. 1927-07-11 R. 3 no 188

NA KARĘ ŚMIERCI SKAZANY ZOSTAŁ W KOŁOMYJI ŻONOBÓJCA.

Ze Stanisławowa donoszą:

 Przed trybunałem sędziów przysięgłych w Kołomyi odbywała się onegdaj rozprawa przeciwko Dmytrowi Kowbasiukowi z Wierbiąża Niżnego, oskarżonemu o morderstwo. Kowbasiak, typowy donżuan wiejski zdradzał ustawicznie swoją żonę, a wreszcie postanowił pozbyć się jej zupelnie i w tym celu zamordował ją w sposób skrytobójczy. Po przeprowadzonej rozprawie został on skazany na karę śmierci przez powieszenie. Obrońca jego wniósł zażalenie nieważności. Jest to już szósty wyrok śmierci, wydany w Kołomyi w roku bieżącym.

Echo. 1938-04-16 R. 14 nr 106

Bandyci wymordowali rodzinę kupca. Krwawy napad pod Kołomyją

KOŁOMYJA, 16.4. _ W Chlebiczynie Leśnym pow . Kołomyja dwaj bandyci napadli w nocy na dom kupca Premingera. Wywiązała się walka z domownikami, w czasie której kupiec, jego żona i 19-letni syn zostali zabici, a poraniona córka uratowała się, skacząc przez okno. Bandyci splądrowali mieszkanie i zbiegli. Na miejsce przybył komendant powiatowy pp. z. Kołomyi i natychmiast wszczął dochodzęnie.


Kurjer Łódzki. 1926-12-09 R. 26 nr 338


Express Wieczorny Ilustrowany. 1927-10-01 R. 5 nr 272

Mord polityczny. Nożem w pierś przeciwnika 

Stanisławów, 1 października. 

W Sorokach pod Kołomyją odbywał się niedawno wiec polityczny partji ugodowej U. N. S. z udziałem około 400 osób· Wójt gminy Dmytra Anniuk, nie mogąc inaczej przeciwstawić się wiecowi, nakazał trąbić i bębnić co sił przed urzędem gminnym, aby zagłuszyć wywody mówców. Wieczorem tegoż dnia za jego zgodą odbyła się zabawa, na której zjawił się syn dróżnika, 18-letni Ziobrowski. Nagle wielką awanturę wszczął niejaki Matkowski. Wpadł mianowicie na Ziobrowskiego, począł go lżyć, a gdy ten próbował się bronić, pchnął go nożem w pierś i przebił go na wylot. Ofiara mordu zmarła w 12 godzin po wypadku. Zachodzi silne podejrzenie, że cała awantura była inspirowana i Ziobrowski padł ofiarą porachunków partyjnych.

Echo. 1934-01-20 R. 10 nr 18

Paniczna ucieczka nagich kobiet z łaźni. Gorący prysznic dziewczyny

Z Kołomyi donoszą: 

W łaźni parowej w Kołomyi niejaka Szalerowa, obryzgana przypadkowo wodą przez kąpiącą się wychowankę z domu sierot 16-letnią Sterberżankę. nabrała cały garnek wrzątku i oblała nim dziewczynę. Ta przeraźliwie krzyknęła i padła bez przytomności. Krzyk poparzonej wywołał w łaźni panikę, wiele kobiet wybiegło na podwórze, przypuszczając, że zdarzyła się katastrofa — Ciężko poparzoną Sternberżankę odwieziono do szpitala. Doznała ona poparzenia 3-go stopnia! Walczy ze śmiercią. Wiele kobiet, które uciekły na podwórze, niebezpiecznie się przeziębiło.

Echo. 1936-12-29 R. 12 nr 360

Jakby śmierć objąć chciała... Wstrząsająca scena na szynach. 

Z Kołomyi donoszą. Do Kołomyi nadeszła wiadomość o wypadku na dworcu w Matyjowcach obok Kołomyi — gdzie znalazła śmierć 26-letnia absolwentka szkoły w Snopkowie, Wanda Milewska. Pierwsza wiadomość przedstawiała tragiczny wypadek następująco: Pociągiem nr. 321 wracała ze Lwowa do Kołomyi na święta Wanda Milewska, która zdrzemnęła się i zbudziła się dopiero na przystanku w Matyjowcach, gdzie wysiadła. Przy wsiadaniu do pociągu, który o godz. 15.40 zdążał ze Śniatynia do Kołomyi wpadła pod koła i doznała śmiertelnych obrażeń. Te tezę nieszczęśliwego wypadku popierał fakt, że przy zmarłej znaleziono bilet kolejowy Lwów — Kołomyja. Na miejsce wypadku udała się komisja, która stwierdziła, że Milewska, popełniła samobójstwo. Świadkowie stwierdzili mianowicie, że Milewskiej na dworcu w Kołomyi zwrócono uwagę, że należy wysiąść, ona jednak tylko machnęła ręką. Inni świadkowie zeznali, że widzieli, jak Milewska w Matyjowicach wysiadłszy z pociągu po przeciwnej stronie budynku stacyjnego, rzuciła walizy i stanęła na torze twarzą zwróconą ku nadjeżdżającemu pociągowi nr. 912, trzymając ramiona szeroko rozwarte jakby śmierć objąć chciała. Wieść o tragicznym zgonie Wandy Milewskiej, córki zmarłego przed kilku laty lekarza powiatowego, wywołała w Kołomyi wstrząsające wrażenie, gdyż pochodziła ona z jednej z najlepszych polskich rodzin na Pokuciu.


Echo. 1936-12-29 R. 12 nr 360

Zemsta żon karciarzy. Szulernia w płomieniach

Z Kut donoszą: W Kutach Starych podpalono dom niejakiego Stefana Szpylczuka. Ktoś ułożył na czterech rogach domu szmaty napojone naftą i podpalił je. Na szczęście ogień odkryto i ugaszono. Okazało się, że zamachu na dom dokonało kilka kobiet. W domu Szpylczuka grano mianowicie co noc w karty i mieszkańcy Kut Starych przegrywali w szulerni tej znaczne kwoty. — Chcąc uniemożliwić dalszy hazard żony kilku najzagorzalszych graczy postanowiły pozbyć się ze wsi Szpylczuka i w tym celu usiłowały dom jego podpalić. Policja prowadzi dochodzenia.



Echo. 1938-06-15 R. 14 nr 164

Nowy wielki zakład karny powstanie pod Kołomyją  

KOŁOMYJA, 15.6. — Z końcem czerwca rozpoczną się roboty budowlane w Peczyniżynie pod Kołomyją, gdzie na miejscu dawnych aresztów sądowych stanie wielki zakład karny. Na miejscu bawiła komisja z Warszawy, z dyrektorem departamentu Min. Sprawiedliwości, Krychowskim oraz inspektorem więziennictwa, Wapniarskim, na czele.  

wtorek, 22 października 2024

Kołomyja - Orędownik - Miasto najweselszego posła - 1935 - cz.3

 Tekst oryginalny.

Rok 1934 znienawidzony minął bezpowrotnie. Na Pokuciu w Kołomyi upamiętnił swoje panowanie nietylko długotrwałem bezrobociem, spowodowanem groźnym kryzysem światowym, gospodarczym, który pogrążył najbiedniejsze warstwy społeczeństwa w otchłań straszliwej nędzy, nie i też cięższym kryzysem moralnym, nieuzależnionym od konjunktur światowych. Klika kołomyjska zawsze wesoła i rozbawiona bez poczucia człowieczeństwa, czy nie powinna nam przyświecać przykładami, pracą, uczciwością i obowiązkowością względem społeczeństwa miasta i Rzpltej? Hasła głoszone przez czołowych mężów stanu w Warszawie, zelektryzowały lud zawsze przychylnie odnoszący się do naszej ideologii. Jednak lud nie jest manekinem, by entuzjazmować się destrukcyjną robotą pewnej elity z grona kliki kołomyjskiej, dla której pijatyki, huczne polowania, lenistwo, nieład, bezhołowie i demoralizacja jest przewodnią myślą. Jakie społeczeństwo, tacy i jego posłowie. Trzeba więc wykuwać i przeciwstawiać czoło przeciwnościom. Trzeba uderzyć na alarm....".
     Tak napisał Nagay w noworocznym numerze swego organu, w artykule p.t. "Do walki o lepszy rok 1935". W kogo gromy te noworoczne miały uderzyć, nie wiedzieć takiemu, jak mnie, laikowi, który przyjechał do Kołomyi i akurat w pół roku dopiero po wypadkach owych, a więc za późno. Niebo się ponoć rozjaśniło, jak mi tu teraz mówią, po tych gromach, chociaż p. Nagay musiał na jakiś czas z "Prawdą Kołomyjską" wyprowadzić się z niewdzięcznej Kołomyi. Ale "prawda" jak wiadomo, zawsze zwycięża. To też p. Nagay, po chwilowej burzy, wrócił do starej swojej drukarni "Grafika" w Kołomyi, o czem nie omieszkał zanotować z triumfem (P.K. nr. 3 r. VI, str. 4):
    "Klika straciła na rezonie, bo idą czasy, że popłacać będzie w Kołomyi praca prorządowa w czynach, a nie, jak dawniej, w chochsztaplerstwie".
     Przeczytawszy pierwszą napotkaną w Kołomyi gazetę i takie w niej verba veritatis pomyślałęm sobie: toć ten Nagay, człek prorządowy i stary pewnie wiarus, nie tak źle znowu myśli, jak pisze po polsku. Z tą polszczyzną jednak, panie Nagay, zlituj sioę pan! Jak można piękny język tak kaleczyć, jak pan to czynisz w swoim własnym organie! Kalecz pan sobie, kogo ci się żywnie podoba, swoim piórem ciętem a zjadliwem, ale nie kalecz mowy ojczystej nawet dla "Prawdy Kołomyjskiej". Ja rozumiem - pomyślałem sobie dalej - ciebie, Nagay, zredukowali, Rychlika z B.G.K. - jeśli ci wierzyć - chcą zredukować, Chaleniaka, choć to stary niepodległościowiec (jak piszesz) też "klika też zjeść z bebechami". Ale poco człeku drukujesz to wszystko drogą farbą drukarską? Azali myślisz, żeś apostołem i że głos twój usłyszany będzie? Jeżeli tak, ano, pisz sobie "kolego" Nagay! Niech ci przyświeca "Prawda Kołomyjska"! Ja wyjeżdżam w góry, bo mi wstyd, że tu na Kresach takie "prawdy" wypisujecie w polskiej "prasie". Serwus, kolego Nagay!
                                                                                                                   F.F.



Kołomyja - Orędownik - Miasto najweselszego posła - 1935 - cz.2

 


"P.K." walczy z "Z", chociaż Nagay ogniś razem z posłem Sanojcą, dzisiejszym prezydentem, terminował na chlebie asesorskim w tamże magistracie kołomyjskim.

     Drzewiej inaczej bywało. Ale przyszedł rok 1935. Mnie wtedy w Kołomyi nie było. Znałem ją jeno tyle, co sobie w Poznaniu i gdzieindziej opowiadano o "mgle londyńskiej" oraz o "Anglikach" z Kołomyi. Posła Sanojcę raz jeden w życiu widziałem i słyszałem w Sejmie, jak przemawiał i pięściami bił w pulpit, przyczem posłowie i z opozycji i tamci ogonkiem wychodzili do bufetu sejmowego.... P.Nagaja nie widziałem na oczy. Co się działo w noc Sylwestrową w mieście Kołomyi, nie wiem; kto był na lampce wina u Rottenberga, nie wiem. Wiem jeno tyle z opowiadania ludzi statecznych, ze stary rok w Kołomyi zakończył się wogóle brzydko. Był jakiś proces mamałygowy, był proces przeciw Katarzynie Wołoszczuk i Krystynie Śliwińskiej, oskarżonych o to, że obie rzucały na prezydenta miasta jajami, za co sąd grodzki kołomyjski skazał pierwszą na jeden miesiąc aresztu, drugą na trzy miesiące, wykonanie kary zaś zawieszając na trzy miesiące; obie panie - oskarżone liczyły sobie wonczas t.j. u schyłku 1934 r. , pospołu lat 134. W starym również roku jeszcze odbyła się generalna czystka w kołomyjskich szeregach legjonowych, przyczem aż 40 jakoby samozwańczych legjonistów nie zgłosiło się do zarządzanej ad hoc rejestracji.

Na zakończenie również starego roku stała się w Kołomyi rzecz niebywała:

     "Rada miejska uchwaliła nałożyć podatek od psów łańcuchowych, których właściciele są ubodzy mieszczanie na peryferjach. Te wdzięczne stworzenia uczciwue strzegą nocami ich dobytku. Natomiast postanowiono obniżyć podatki od psów pokojowych. Nieszczególna uchwała napsuła dużo krwi biedakom i nic dziwnego, że gdy afisze zawiadomiły mieszkańców o wiecu, sala "Sokoła" wypełniła się po brzegi. Zgromadzenie zagaił architekt p. Piskozub, pierwszy przemawiał adw. dr. Krämer i.t.d. (P.K. nr.9 r. V., str.2.)

    Daleko przedtem jeszcze odbyło się inne zgromadzenie, na którym przemówienia wygłosili posłowie B.B. dr. Rubel, Chowaniec i Sanojca.

    Na tym wiecu - "P.K." j. w. - p. poseł Sanojca uwypuklił zło sopkostwem, gdzie niejedni mają po kilka pensyj, gdy lud przymiera głodem. Winę przypisał czarnej mafji i wołał: Tak jak dawniej Mojżesz, gdy zobaczył, że lud pozostaje dalej w nieprawościach, rzucił tablicę na ziemię z 10-ciu przykazaniami od Pana Boga, która rozbiła się, tak on (Sanojca) obecnie rzuca tablicę z napisem B.B.W.R. na tej sali wiecowej, aby zaznaczyć, że nie zgadza się z taką gospodarką".

     Stary więc rok ów zakończył się Kołomyi, jakby wynikało z powyższego, pochmurne zaiste i groźnie. I gdyby nie rozświergotane ptactwo z gór, które m.in. świergotać zaczęło o nadchodzących wyborach na posłó oraz gdyby nie nieprawda "Prawdy Kołomyjskiej" organu Edwarda Nagaya, groza i smętek starego roku przyniosłoby się niezawodnie do nowego. Tymczasem jednak niewątpliwie zasługą Nagaya (cokolwiek się o nim tutaj napisało) pozostanie, że niebo na nowy rok 1935 nieco się rozjaśniło nad Kołomyją i doliną Prutu. 
    




Kołomyja - Orędownik - Miasto najweselszego posła - 1935 - cz.1

 

Bardzo długo nie wchodziłem na stronę:

Kołomyja Info - Towarzystwo Genealogiczne Miłośników Pokucia i Ziemi Stanis

Materiały które kilka lat temu tam wstawiałem ponownie spotkały się z zainteresowaniem czytelników, jest to miłe. Wielki ukłon dla Pani Anny Gmurek, która administruje tę jakże ciekawą stronę. 

W łódzkim wydaniu gazety Orędownik zamieszczono ciekawy i zarazem obszerny artykuł poświęcony Kołomyi i okolicom. Postanowiłem przybliżyć go czytelnikom. (pisownia oryginalna).


Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1935-07-07 R. 65 nr 153

List z Haculszczyzny

                                      MIASTO NAJWESELSZEGO POSŁA B.B.

                                           Korespondencja własna Orędownika

Kołomyja w czerwcu.

W przerwie między jedną wycieczką a drugą na haculskie doliny i góry, wykąpawszy się w Prucie to znów w Czeremoszu, wracam do Kołomyi. To moja stacja niejako węzłowa. Wogóle każdemu, kto w tempie z konieczności - tak, jak ja przyspieszonem chce poznać Haculszczyznę i tak, jak ja, pluskać się naprzemian to w bystrym Prucie, to w leniwym nieco, ale równie czyściutkim Czeremoszu temu radzę czynić wycieczki z Kołomyi właśnie. Od niedawna kursuje stąd z niezwykłą punktualnością w kierunkach: Worochta, Kosowo-Kuty i Kosmacz autobusy P.K.P. są wygodne i niezawodne. Szofer ubrany w sympatyczny mundur polskiego kolejarza, to samo konduktor, są naprawdę mili i uprzejmi. Wogóle ma się wrażenie, że minister komunikacji pozazdrościł laurów ministrowi poczty, który, jak wiadomo pierwszy odkrył drogę do konsumenta w Polsce.

     Tak tedy jestem sobie w Kołomyi. Ani z prezydentem miasta, panem posłem Sanojcą, ani z p. redaktorem E. Nagayem, ani z p.p. Krystyną Śliwińską (lat 20), Katarzyną Wołoszczuk (lat 64), Antosiem Mrozowickim, Błońskim, Budykiem, Goldbergiem, Rotenbergiem i wogóle właściwie z nikim ważniejszym zpośród tubylczej "Polonji" osobiście przyjemności nie miałem. Tyle, że się zetknąłem zbliska z umundurowanym godnie woźnym magistrackim, który, obejrzawszy ze znawstwem moją legitymację dziennikarską, skwapliwie zaprowadził mnie na wysoką wieżę ratusza, skąd miałem widok boski na skąpane w słońcu i kurzu miasto, które zajmuje przestrzeń większą niż Stanisławów. Wzwyż wyszczególnione osoby poznałem jednakże... z miejscowej "prasy". Owszem, Kołomyja, miasto przeszło 40-tysięczne, nic dziwnego, ma swoją prasę: "Prawdę Kołomyjską", w skrócie P.K. która wedle mego osobistego przekonaniu rzadko prawdę pisze oraz "Zjednoczenie", które jak mi się wydaje, nikomu w Kołomyi nie jednoczy. Poza tym wychodzą w Kołomyi jakieś dwa pisma żydowskie. I tyle "P.K." jest organem Edwarda Nagaya. "Z" jest organem posła Sanojcy. Jeden i drugi, tam czy tu pisuje artykuły wstępne. "P.K." walczy zaciekle z "Z." i odwrotnie, chociaż Nagay z posłem Sanojcą był kiedyś dobrze:

"Niedawno jeszcze temu, bo w roku 1933, w większym towarzystwie u Rottenberga p. Sanojca wzniósł toast za zdrowie Nagaya, i zaznaczył, że swoją krytyką przyczynił się on (Nagay) do umniejszania korupcji i polepszania stosunków prorządowym w Kołomyi ("P.K". numer 1, R 6 strona 2.)







poniedziałek, 7 października 2024

Józef Pabiś - Wandalin - Wiskitno - Krzyż Virtuti Militari - Wojna polsko-bolszewicka - 1920 - cz.2

 


1 - Stopień -                                                                Kapral
2 - Nazwisko i imię -                                                  Józef Pabiś
3 - Potwierdzenie nazwiska podpisem D-cy -            Rzedzicki por.
4 - Data wstąpienia do W.P. -                                     11.11.1918


Dnia 24 maja 20 r. w bitwie pod Mariampolem kapral Pabiś Józef dowodząc plutonem K,Km II/28 odznaczył się tem, że gdy bolszewicy zaatakowali i zajęli częściowo nasze pozycje, zabierając nam jedno działo, on zaś nie zważając na silny ogień nieprzyjaciela i chwilowe zamieszanie w naszych szeregach szybko zorganizował małą grupę z którą to z własnej inicjatywy uderzył na nieprzyjaciela silny ogień, obsadził z powrotem naszą pozycję dawną, czem przyczynił się do naszego zwycięstwa na wspomnianym odcinku. Ostatnie zdanie nie potrafię odczytać.. - czytelne: Rzedzicki

6 - Czy ranny lub zabity przy akcji:            Nie
7 - Obecny przydział wymienionego:         6 Komp. II/18 p.S.K.
8 - Wniosek na stopień orderu:                    "V.M." V.Kl.



                                                                                                      Kapral Józef Pabiś
                                                                                                      6 Komp.

                                                             OPIS CZYNU
    W dniu 24 maja 1920 r. w bitwie pod Marjampolem kapral Pabiś Józef dowódca plutonu K.KM. II/18. S.K. odznaczył się tem, że: gdy bolszewicy zaatakowali i częściowo zajęli nasze pozycje zabierając nam jedno działo, on zaś nie zważając na silny ogień nieprzyjacielski ..... zamieszanie w naszych szeregach, szybko zorganizował małą grupę z którą to z własnej inicjatywy ..... na nieprzyjaciela silny ogień, obsadził z powrotem naszą dawną pozycję, czem przyczynił się do naszego zwycięstwa na wspomnianym odcinku. Dowódcą kompani był wówczas por. Rzedzicki.



URZĄD WOJEWÓDZKI ŁÓDZKI                                     Łódź, dnia 24 lipca 1933 r.
Wydział Bezpieczeństwa
                                                                                                                      Tajne!
L. OA.X - 2b/664
Pabisz Józef - opinja                                                  Do
                                                                                   Pana Kierownika Biura Personalnego
                                                                                   Ministerstwa Spraw Wojskowych
                                                                                                                         w Warszawie.
Na pismo z 123/VI.1933 r.
Nr. 3400-Og. 107.

                                              Urząd Wojewódzki Łódzki komunikuje, że Pabisz Józef, s. Józefa i Antoniny, ur. 5/II 1898 r. we wsi Wandalinie, gm. Wiskitno zam. w Łodzi przy ul. Lelewela 25, majątku żadnego nie posiada. Wymieniony wstąpił w dniu 11.XI 1918 r. jako ochotnik do wojska polskiego i przebył kampanię przeciwko bolszewikom. Służył w 28 p.p. - Pabisz posiada dobrą opinję pod względem  moralnym i politycznym.
                                                                                                  Za Wojewodę
                                                                                                  /L.Berkowicz/
                                                                                                  W./z Naczelnika Wydz. Bezpieczeństwa,




czwartek, 3 października 2024

Józef Pabiś - Wandalin - Wiskitno - Krzyż Virtuti Militari - Wojna polsko-bolszewicka - 1920 - cz.1

 

Następny, niezwykle ciekawy zestaw dokumentów przesłanych grzecznościowo przez Marka Pietrzko! Jest takie przysłowie, "że dobro wraca". Myślę, że w tym przypadku tak jest.

Pan Wojciech Chwastniewski przysłął mi dokumenty dotyczące ppłk. Władysłąwa Kudaja, żołnierza 28 p.p. Strzelców Kaniowskich.

Teraz ja, za pośrednictwem Marka "rewanżuję" się podobnymi dokumentami dotyczącymi sierżanta Pabisia Józefa, żołnierza 28 p.p. Strzelców Kaniowskich. 

Pabiś Józef był mieszkańcem mojej Gminy Brójce, co dla mnie jest wartością jeszcze większą!

JÓZEF PABIŚ -  ur. 5 lutego 1898 roku w Wandalinie gm. Wiskitno, Syn Józefa i Antoniny z domu Olkowicz. Uczestnik w wojnie polsko-bolszewickiej 1919 -1920 roku.  Był żołnierzem 28 p.p. Strzelców Kaniowskich (2 Baon, kompania karabinów maszynowych). Dwukrotnie ranny podczas bitwy w 1919 i 1920 roku nad Stochodem*. Odznaczony Krzyżem Virtuti Military V klasy.

życiorys pisany najprawdopodobniej ręką innej osoby (pisownia oryginalna):

Urodziłem się 5 lutego 1898 roku, do szkoły nie chodziłem, gdyż moich rodziców nie było stać na to. Mając 18 lat wstąpiłem do wojska jako ochotnik. Przebywałem w wojsku polskim od 18 roku do 21 roku stale na froncie. Na froncie zostałem dwa razy ranny, w 21 roku zostałem zwolniony. Z powodu tego utraciłem z ogólnej utraty zdolności do pracy 25%.

Podczas ciężkiej pracy odczówam bul w lewem boku, w poziomie żebra sączy się ropa. Warunki utrzymania są bardzo trudne, często zapadam na zdrowiu.

Z powodu ran zadanych mi na froncie Bolszewickim i Ukraińskim.

                                                                               Podpis: Józef Pabiś

Wielki smutek odczuwam po przeczytaniu tego krótkiego, zarazem przejmującego życiorysu. Nigdy nie chodził do szkoły, rodzice byli zbyt biedni. Trzy lata na froncie, dwukrotnie ranny. Niestety, nie wszyscy byli równi..., on nie dostał nagrody w postaci hektarów na Kresach....  Schorowany pisze w ankiecie:

"Prosił bym uprzejmie o jakąkolwiek lekką pracę. Ciężko pracować nie mogę".

W tejże ankiecie można przeczytać, że 60 złotych miesięcznie, było zasiłkiem bardzo niskim...Jego marzeniem był etat policjanta lub woźnego...


* - Bitwa nad Stochodem – część wielkiej bitwy wołyńsko-podolskiejwalki polskiej 18 Dywizji Piechoty z oddziałami sowieckiej 12 Armii w czasie ofensywy jesiennej wojsk polskich w okresie wojny polsko-bolszewickiej. - Wikipedia

Źródło: CAW.





wtorek, 1 października 2024

Władysław Klima - Pałczew - Gmina Brójce - Krzyż Virtuti Militari - 1920 - cz.4

Ostatnia część materiału poświęcona bohaterowiu tamtych dni, jednemu z bohaterów "Cudu nad Wisłą" Władysławowi Klimie. Prostemu chłopakowi z malutkiego Pałczewa. Z całego serca dziękuję Markowi za przesłanie tego materiału. Niestety w naszych szkołach nie mówi się, nie uczy młodzieży o historii naszych ziem, jego mieszkańców.... Ci prości ludzie walczyli o "Wolność naszą i waszą". Wielka szkoda, że w gminnej gazecie brak miejsca dla takich wspaniałych mieszkańców .....

Oryginalna pisownia. Wspaniały opis bohaterstwa Klima Włądysłąwa, pisany rękoma jego kolegów na polu walki. 

                                                     POŚWIADCZENIE!

Poświadczamy, że w dnió 265 kwietnia 1920 podczas gdy nieprzyjaciel za atakował nasza kompanię szeregowiec Klima Władysław okazał swą męskość bowiem na rozkaz dokąd ataku.  ..... się śmiało naprzód gdzie wręczyciele tegóż zostali ranni, z których jeden zaraz zmarł, sam odbierał amunicyę ładował do magazynku i ostrzeliwując dalej za..tował nieprzyjacielowi straty zabitych i rannych.

     Jednocześnie poświadczamy, że i w dniu 15.5.1920 podczas gdy nieprzyjaciel za atakował stacye kolejowo Kryżopol znacznie większemi siłami niż nasze szeregi. Klima Władysław wstrzymał atak nieprzyjaciela, a gdy padł rozkaz do kondrataków szeregowy Klima Władysław nie zważając na silny ogień nieprzyjacielski artylerii i karabinów maszynowych śmiało żócił się naprzód i celnemi strzałami zmusił nieprzyjaciela do odwrotu ścigając go aż pod las, gdzie nieprzyjaciel powtórnie się do ataku, szeregowy Klima Władysłąw okazywał swą gotowość oddać życie za Ojczyznę bowiem był ostatnim przy cofaniu się, przy którym to odwrocie do swych dawnych okopów został ciężko ranny w nogę, ten że niezważając na swój ból zdążył jeszcze umknąć ze swoim karabinem maszynowem do okopów który to był jeszcze karabinem w dobrym stanie zamienił z kolegą któremu się popsuł zamek zabierając zepsuty karabin którego nastęmpnie Sanitaryjusze zabrali zabrali do opatrunku, gdzier do piero przy omdleniu rozstał się ze swoim karabinem. 

                                                        Dnia 20 kwietnia 1920 roku

                                                        Szeregowy Krawczyk Franciszek

                                                        Szeregowy Wislet Antoni



Władysław Klima - Pałczew - Gmina Brójce - Krzyż Virtuti Militari - 1920 - cz.3

 

     Wniosek w postaci dwóch dokumentów na odznaczenie orderem Virtuti Militari w myśl Uchwały Kapituły Tymczasowej z dnia 23.1.1920 na nazwisko Władysław Klimy.






Szczegółowy wypis czynów

Szeregowiec Klima Władysław strzelec karabinu maszynowego podczas ataku bolszewickiego pod Bienną na 7-mą kompanię, dnia 24 kwietnia 1920, wielce przyczynił się do powstrzymania nacierającego nieprzyjaciela umiejętnie kierowanym ogniem swego karabinu maszynowego. Na rozkaz kontrataku wymieniony szeregowiec, pierwszy w plutonie porwawszy karabin maszynowy skoczył z nim naprzód, strzelając w biegu, czem zadał nacierającemu nieprzyjacielowi wiele strat. W czasie ataku nie bacząc na silny ogień, mimo tego, iż jeden z jego donosicieli amunicji został zabity, a drugi ranny, nie wycofał się, lecz biorac sam magazynki od kolegów, strzelał dalej bez przerwy. Dnia 15.V.1920 podczas ataku na stację Krzyżopol, gdy nieprzyjaciel w sile znacznie większej nacierał na centrum kompanii, szeregowy Klima rzucił naprzód się z ogniem swego karabinu maszynowego dzielnie atak powstrzymywał, zadając nieprzyjacielowi wiele strat w zabitych i rannych. 

     Następnie sam ciężko ranny w nogę, nie zważając na ból nie rzucił swego karabinu, lecz doniósł go na miejsce. Tu swój dobry karabin maszynowy oddał koledze aby ów dalej strzelał, a wziął od niego zepsuty. Gdy go siły opadły dał się wziąść sanitariuszom, biorąc i karabin maszynowy ze sobą, który oddał dopiero na placu opatrunkowym.









Władysław Klima - Pałczew - Gmina Brójce - Krzyż Virtuti Militari - 1920 - cz.2

 

Prezentuję, jakże przebogaty życiorys Władysława Klimy, z jego podpisem (pisownia oryginalna):

    Urodziłem się dnia 16 marca 1896 roku we wsi Pałczew gm. Brujce pow. łódzkiego, syn Emanuel i ś.p. Magdaleny zam. tamże. 

    W roku 1909 do 1914 r. miesiąca sierpnia pracowałem w fabryce w Łodzi jako przykręczacz.

    Od roku 1914 m-ca sierpnia do 1915 r. m-ca września pozostawałem przy rodzicach.

    Od roku 1915 m-ca września byłem przymusowo pobrany przez niemców do robót publicznych i wywieziony do okolic Mińska, gdzie przebywałem do m-ca maja 191 6r.

    W maju 1916 r. zbiegłem. W czerwcu 1916 r.  zostałem przyłapany  przez niemców i odstawiony do Pułtuska, do robót publicznych, gdzie pozostawałem do m-ca sierpnia 1916 r.

    W sierpniu 1916 r. zostałem wysłany jako podejrzany do Niemiec i osadzony w obozie internowanych gdzie pozostawałem do m-ca listopada 1916 r.

    W m-cu listopadzie 1916 r. zostałem wywieziony na Górny Śląsk do robót polnych, gdzie pracowałem do m-ca października 1918 r.

    W miesiącu październiku 1918 r. powróciłem do Polski /do domu/.

    W dniu 11 listopada 1918 r.  przystąpiłem do rozbrajania niemców w okolicy łodzi, Zgierza i Ozorkowa, co trwało do 15 listopada 1918 r.  - powróciłem chory.

    Wskutek choroby zostałem przy poborze odroczony na 1/ jeden/ rok.

    W dniu 19 czerwca 1919 r. zostałem pobrany przez P.K.U. Łódź do W.P. i wysłany do 9 Pułku Strzelców Polskich w Modlinie, w którym przebywałem do m-ca sierpnia 1919 r.

    W m-cu 1919 r. przydział, zostałem do 51 Pułku Strzelców Kresowych, z którym przeszedłem całe kampanję Ukraińską i Bolszewicką t.j. do roku 1921 m-ca marca.

    W roku 1921` dnia 7 lutego 1921 r. zostałem udekorowany  ord. woj. "Virtuti Militari" kl. V-ej mr. 7760.

    W dniu 9 czerwca 1921 r. zostałem bezterminowo urlopowany i powróciłem do domu.

    Od m-ca czerwca 1921 r. do 1926 r. pracowałem w fabryce włókienniczej w Łodzi, z której zostałem zredukowany.

    Od roku 1926 do roku 1927 m-ca maja byłem na zasiłku.

    Od maja 1927 r. do roku 1928 m-ca grudnia pracowałem w fabryce włókienniczej w Łodzi, i z powodu zamknięcia fabryki zostałem zredukowanym i pozostawałem na zasiłku do miesiąca kwietnia 1931 r.

    W m-cu maju 1931 r. na skutek mojej prośby otrzymałem przez D.O.K. 1 V pracę wartownika cywilnego w Kadrze 4 Dyonu Taborów, w której pracuję do dnia dzisiejszego. 

Łęczyca, dnia 16 czerwca 1933 r.                           Podpis






Władysław Klima - Pałczew - Gmina Brójce - Krzyż Virtuti Militari - 1920 - cz.1

 Kilka dni temu zamieściłem na moim blogu  materiał dotyczący odznaczenia Krzyżem Virtuti Militari ppłk. Władysława Kudaja. Jego bohaterstwo w wojnie z bolszewikami w 1920 roku zapisało się na trwałe w historii Pabianic. Już raz dziękowałem Panu Wojciechowi Chwastniewskiemu za przesłanie mi tych dokumentów, dziękuję raz jeszcze!

    Wielka niespodzianka spotkała mnie ze strony dobrego znajomego, wspaniałego regionalisty Marka Pietrzko. Czytając materiały o bohaterach wojny polsko-bolszewickiej z Pabianic, zadzwonił do mnie z zapytaniem, czy miałbym ochotę na publikację podobnych dokumentów związanych z bohaterstwem dwóch mieszkańców naszej gminy Brójce?

    Cóż może być wspanialszego niż taka wiadomość!

    Oczywiście wyraziłem zgodę, przepraszam Marka za opóźnienie z prezentacją, ale mam sporo problemów prywatnie, myślę, że to rozumie. Skany pozyskane z ogólnodostępnych na stronie CAW.

    Pierwszą osobą jest Władysław Klima, mieszkaniec Pałczewa, urodzony 16 marca 1896 roku. Zachowało się sporo dokumentów, więc zaprezentuję je w kilku częściach. Dodam, że niewiele gmin może pochwalić się mieszkańcami odznaczonymi Krzyżem Virtuti Militari! Zapraszam na podróż w czasie!



WŁADYSŁAW KLIMA, urodzony w Pałczewie 16 marca 1896, syn Emanuela i Magdaleny z domu Worchuł. ojciec czwórki dzieci: Genowefy ur. 4 stycznia 1918, Czesława, ur. 24 września 1922, Heleny ur. 25 października 1924 i Eleonory ur. 4 grudnia 1928 roku. Ukończył 1 klasę szkoły powszechnej w Łodzi, przed wstąpieniem do wojska wykonywał zawód przędzalnika. W wojsku był w stopniu szeregowca. Po zakończeniu wojny wykonywał zawód wartownika cywilnego w Kadrze 4 Dyonu Tab. w Łęczycy. Służył w 51 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych. Podczas zmasowanego ataku bolszewików na Krzyżopol* został ranny w udo prawej nogi. Chciałbym nadmienić, że Władysław Klima był jednym z 31 odznaczonych Krzyżem Virtuti Militari!

Tak o 51 Pułku napisano na łamach: Jednostki - Wojskowe.pl:

W wojnie polsko-bolszewickiej pułk zapisał chlubną kartę w dziejach oręża polskiego. Brał udział w ofensywie na Ukrainę oraz obronie w związku z sowiecką kontrofensywą. Stoczył krwawe walki pod stacją kolejową Krzyżopol i Czobotarkami. 27 maja pułk stoczył ciężką walkę o stację kolejową Rudnica, na pamiątkę tę dzień ten ustalono dniem święta pułkowego. Kolejne walki pod Lwowem i Zbruczem przyniosły kolejne sukcesy. Podczas wojny tej pułk wziął do niewoli ponad 4000 jeńców, zdobył kilka tysięcy karabinów, ponad 120 karabinów maszynowych, 13 dział polowych, 2 działa ciężkie, 1 pociąg pancerny, kilkaset koni, wozów z amunicją i innymi dobrami. W uznaniu marszałek Józef Piłsudski odznaczył  żołnierzy pułku 31 srebrnymi Krzyżami Orderu Wojennego Virtuti Militari V klasy oraz 116 Krzyżami Walecznych.

* - Krzyżopol – osiedle typu miejskiego w obwodzie winnickim na Ukrainie, siedziba władz rejonu krzyżopolskiego. Miejscowość powstała w 1866, status osiedla typu miejskiego od 1938. Ludność liczy około 9500 osób. Wikipedia