niedziela, 22 lutego 2026

Styczeń 1945 roku - Łódź - Dąbie n. Nerem - Ucieczka Niemców - Der Heimatbote - 7/1955 - cz.5

W ostatnim wydaniu nasz rodak opisał przesłuchanie, którego doświadczył w „Milicji Obywatelskiej. Wydziale Bezpieczeństwa Publicznego” przy Alei Kościuszki w Łodzi, oraz to, jak ostatecznie zaprowadzono go do piwnicy, która służyła wówczas jako więzienie dla Niemców etnicznych.

Kiedy znów nastał świt, rozejrzałem się. Znajdowałem się w brudnej piwnicy. Ściany były w niektórych miejscach poplamione krwią, okna i drzwi były zakute w żelazo. Małe drzwi prowadziły do sąsiedniego pomieszczenia. W naszym pomieszczeniu z desek zbudowano drewniane prycze, na których mogli leżeć ludzie. Obok mnie leżało dwóch mężczyzn, jeden z Łodzi, drugi z Żubardzia. Ich jedyną zbrodnią było to, że służyli w niemieckim Wehrmachcie. Nie podejrzewając niczego, po klęsce niemieckiej armii wrócili do swoich rodzin i zostali natychmiast aresztowani i uwięzieni! Jeden z nich miał okaleczone, opuchnięte i pokryte krwią oblicze.

Obaj należeli do nieskończonej liczby ofiar pochodzenia niemieckiego, które pozostały bezimienne, które osadzono w więzieniu lub obozie koncentracyjnym, a następnie zamordowano i zakopano w dole poza miastem lub gdzie indziej w lesie. Nie ma krzyża wskazującego ich grób, nie ma wiadomości o ich śmierci, po prostu zaginęli, a kobiety i matki czekają na nich na próżno do dziś. A przecież ich zbrodnią – podobnie jak wszystkich Volksdeutschów w Warthegau – była służba w niemieckim Wehrmachcie... Volksdeutschowie mieli jednak wybór:

1. albo podpisać listę ludności i wstąpić do Wehrmachtu, aby po powrocie do domu w 1945 r. trafić do więzień Bezpieki (tajnej policji) i często ponieść śmierć (jak to spotkało tych dwoje), albo

2. nie podpisywać listy ludności i zostać zabranym przez gestapo do obozu koncentracyjnego, gdzie również czekała ich śmierć.

Nie było innego wyjścia dla Volksdeutschen. W czasach Hitlera w Polsce znaleźliśmy się pod rządami bezlitosnej dyktatury, a po wojnie pod rządami drugiej. Jako dowód działań gestapo w przypadku niepodpisania listy ludnościowej przytaczam tutaj tajne rozporządzenie:

„Reichsführer SS i szef niemieckiej policji, komisarz Rzeszy ds. umacniania niemieckiej tożsamości narodowej

S I A 2 nr 420 VII/41 - 1761

Dotyczy: osób pochodzenia niemieckiego, które nie złożyły wniosku o wpisanie do niemieckiej listy ludnościowej.

I. Proszę o poinstruowanie podległych służb, aby zgłaszały osoby pochodzenia niemieckiego, które nie składają wniosku o wpisanie do niemieckiej listy ludności, do właściwej lokalnej komendy policji państwowej.

Należy złożyć raport o podjętych działaniach.

11. Lokalne właściwe urzędy policji państwowej muszą nałożyć na zgłoszone im osoby obowiązek udowodnienia w ciągu 8 dni, że złożyły wniosek o wpisanie do niemieckiego spisu ludności. Jeśli dowód nie zostanie przedstawiony, osoba ta musi zostać zatrzymana w areszcie ochronnym i przekazana do obozu koncentracyjnego.

podpisano Himmler podpis

                                                                                        poświadczony: pracownik kancelarii

Rozporządzenie to, skierowane do gauleiterów w okręgach Wartheland i Westpreußen, do prezydentów sąsiednich obszarów, do określonych organów policji państwowej itp., mówi samo za siebie!

Moi współtowarzysze niedoli opowiadali mi przerażające historie o życiu w więzieniu.

Rzadko kto stąd wychodzi, mówili. Trzy razy dziennie zabierają nas do sali tortur, kładą na ziemi, biją butami, uderzają w klatkę piersiową, aż leci krew, a potem na kilka godzin wysyłają do piwnicy, żebyśmy mogli odetchnąć i odpocząć.

Płuca łodzianina były poważnie uszkodzone przez uderzenia butami. Pluł krwią, mięśnie klatki piersiowej miał opuchnięte i pokryte krwią. „Uwolnieniem byłoby dla mnie”, powiedział, „gdyby mnie zastrzelili, ale tego nie robią, bo czerpią przyjemność z moich męczarni, z mojego bólu, z krwi, która wypływa z płuc pod wpływem uderzeń. Drżę, gdy otwierają się drzwi. Jakie to straszne, kiedy mnie wyciągają! O Boże, ta komora na górze, gdybym tylko mógł tam znaleźć śmierć, ale są tylko męki i nieludzkie bóle, aż w końcu upadam pod ciężkimi ciosami”. -

Leżałem oszołomiony na deskach i słuchałem mojego sąsiada, który cicho – z przerwami – opowiadał mi tę mroczną historię.

Czy to już drugi oddział, zapytałem sam siebie, ten drugi, o którym opowiadał mi młody tajny policjant? Ale nie, to wszystko nadal należy do pierwszego. Jesteśmy przecież w pierwszym, tak mi powiedział. Czy nasz oddział ma być „humanitarny”, a może istnieje coś jeszcze bardziej przerażającego? Te myśli nie dawały mi spokoju.

Współwięzień z Żubardzia podał mi trochę wody, był bardzo miły i troszczył się o nas. Leżałem dalej aż do następnego ranka. W nocy obudziłem się, wszedł żołnierz i wyciągnął dziewczynę z małej sąsiedniej komórki. Po pewnym czasie wróciła płacząc i całkowicie wyczerpana. - Po raz drugi tej nocy drzwi zostały wyważone, pojawił się żołnierz z wielkim rykiem: „Wstawajcie, komendant nadchodzi!”. Każdy z nas trzymał obiema rękami zranione żebra i czołgał się, aby wstać na nogi. Komendant wpadł do małego pokoju, w którym znajdowała się niemiecka dziewczyna, a po dłuższym czasie zniknął. - Rano drzwi znów zostały otwarte. Wbiegł cywilny Polak, rzucił się na mojego sąsiada, ściągnął go z pryczy na ziemię i przycisnął go swoimi butami. „Wy przeklęci Szwabowie, pokażę wam, co to znaczy być Polakiem. Wycisnę ci wątrobę, przeklęty”. Uzbrojony żołnierz, który otworzył drzwi, stał spokojnie i uśmiechał się, obserwując tę nieludzką, przerażającą, zwierzęcą scenę. Ofiara krzyczała i prosiła, żeby ją zabito. Polak odszedł, a łodzianin leżał krwawiący na podłodze.

O poranku podszedłem do okna i poprosiłem żołnierza pełniącego wartę, aby otworzył drzwi, ponieważ musiałem wyjść, a w piwnicy nie było toalety. Żołnierz jednak zaczął się śmiać. „Możesz wyjść dopiero o jedenastej, do tego czasu musisz wytrzymać i napinać mięśnie” – powiedział. „Dla ciebie ustalono czas, musisz czekać”. Musiałem czekać.

O 11:00 pozwolono nam wyjść. Kiedy na chwilę się oddaliłem, zaczął przeklinać i wyzywać. „Szybciej, nie ma czasu, idziesz teraz do kuchni po zupę”. Musieliśmy iść, poruszaliśmy się powoli w szeregu. Weszliśmy do kuchni, aby odebrać zupę. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem tam tylko niemieckie kobiety, które musiały pracować jako służące. One również były bardzo zaskoczone, gdy mnie zobaczyły, przerwały na chwilę pracę i szeptały do siebie: „Dr Ziegler też został aresztowany, spójrzcie tylko na niego”. W tym samym momencie usłyszeliśmy groźny głos grubej Polki, która dowodziła w kuchni. „Co tu się dzieje, do cholery, dlaczego nie pracujecie, natychmiast zabierzcie się do pracy”. Otrzymaliśmy zupę i zostaliśmy zaprowadzeni z powrotem do naszej celi. Naszym jedynym pragnieniem było położyć się z powrotem na deskach i zasnąć.

                                                          „Położyć kres życiu”

W nocy obudziły mnie odgłosy. Mój sąsiad wykonywał dziwne ruchy, które mnie zaniepokoiły. Zauważyłem, że wokół szyi miał zawiązane dwie chusteczki i właśnie próbował je zawiązać na gwoździu, który wystawał z deski, aby w ten sposób odebrać sobie życie. „Nie rób tego”, krzyknąłem, chwytając go za rękę. „Nie masz prawa odbierać sobie życia, pomyśl o prawach Boga. Cierpienie i męka niewinnych ludzi są niezwykle trudne, ale mimo wszystko nie wolno nam odbierać sobie życia. Bóg kocha również pana i ma moc, by uwolnić pana z tej otchłani i zaprowadzić do pańskiej żony i dzieci”. „Doktorze, wiem, że nie wolno mi tego zrobić, moja żona, moje dzieci, te nieszczęśnicy, ale nie wytrzymam tego dłużej. Sama myśl o powrocie do sali tortur i ponownym znoszeniu tego wszystkiego, męki, bólu, sama myśl o tym, co już wycierpiałem, doprowadza mnie do szaleństwa”.

Rozmawialiśmy, a on się uspokoił. Modliłem się, ponieważ w tej męczącej godzinie rozpaczy tylko modlitwa, a nie ludzkie słowa, mogła przynieść ukojenie, nadzieję i pocieszenie. Połączenie z żywym Bogiem, który wkracza w nasze życie i działa właśnie w mrocznej godzinie rozpaczy, kiedy nie tylko wszyscy nas opuszczają, ale także odczuwamy nienawiść i podłość całego otoczenia, daje nam jedyną siłę, aby przetrwać i pokonać trudności. Siła, która pochodzi z góry i wzmacnia człowieka w mrocznej dolinie śmierci. Zrozpaczony człowiek, który chciał odejść z tego świata, w końcu się uspokoił i zasnął.

                                                                    (Ciąg dalszy nastąpi)







In der letzten Ausgabe berichtete unser Landsmann von dem Verhör, das er bei der "Milicja Obywatelska. Wydzial Bezpieczenstwa Publicznego" auf der Aleja Kosciuszki in Lodz erlebt hatte und wie er zum Schluß in einen Kellerraum geführt worden war, der damals als Gefängnis für die Volksdeutschen gedient hat.

Als wieder der Morgen graute, schaute ich mich um. Ich befand mich in einem schmutzigen Keller. Die Wände waren auf einigen Stellen mit Blut bespritzt, Fenster und eine Tür waren mit Eisen beschlagen. Eine kleine Tür führte in einen Nebenraum. In unserem Raum war aus Brettern eine Holzpritsche zusammengeschlagen, unten und oben kannten Menschen liegen. Neben mir lagen zwei Männer, der eine ein Lodzer, der andere ein Zubardzer. Ihr ganzes Verbrechen bestand darin, daß sie in der deutschen Wehrmacht gedient hatten. Ohne etwas zu ahnen, kamen sie nach dem Zusammenbruch der deutschen Armee heim zu ihren Familien und wurden sofort verhaftet und eingesperrt! Der eine hatte ein verstümmeltes, geschwollenes, mit Blut unterlaufenes Gesicht.

Die beiden gehörter zu der unendlichen Zahl der volksdeutschen Opfer, die namenlos geblieben sind, die man ins Gefängnis oder KZ-Lager eingewiesen, dann umgebracht und in einer Grube außerhalb der Stadt oder sonstwo im Walde verscharrt hat. Kein Kreuz, das ihr Grab anzeigt, keine Nachricht, die über ihren Tod gekommen ist, sie sind einfach verschollen und Frauen und Mütter warten vergeblich bis auf den heutigen Tag. Dabei war ihr Verbrechen - wie das aller Volksdeutschen im Warthegau - der Dienst in der deutschen Wehrmacht ... Die Volksdeutschen aber hatten die Wahl:

1, entweder die Volksliste zu unterschreiben und in die Wehrmacht zu gehen, um dann 1945 nach der Heimkehr in den Gefängnissen der Bezpieka (Geheimpolizei) zu landen und vielfach den Tod zu finden (wie es diesen zweien ergangen ist), oder

2. die Volkslisten icht zu unterschreiben und von der Gestapo abgeführt und ins KZ gesteckt zu werden, wo auch der Tod auf sie wartete.

Einen anderen Ausweg gab es für die Volksdeutschen nicht. Wir gerieten in Polen zur Hitlerzeit unter eine gewissenlose Diktatur und nach dem Kriege unter die zweite. Als Beweis für die Maßnahmen der Gestapo bei Nichtunterschreiben der Volksliste sei hier eine Geheimverordnung angeführt:

"Der Reichsführer der SS und Chef der Deutschen Polizei, Reichskommissar für die Festigung deutschen Volkstums

S I A 2 Nr. 420 VII/41 - 1761

Betrifft: Deutschstämmige, die ihre Eintragung in die Deutsche Volksliste nicht beantragen.

I. Ich ersuche, die nachgeordneten Dienststellen anzuweisen, die Deutschstämmigen, die ihre Eintragung in die Deutsche Volksliste nicht beantragen, der örtlich zuständigen Staatspolizei(leit)stelle nahmhaft zu machen.

Über das Veranlaßte ist zu berichten.

11. Die örtlich zuständigen Staatspolizei(leit)stellen haben den ihnen namhaft gemachten Personen ZUr Auflage zu machen, innerhalb einer Frist von 8 Tagen nachzuweisen, daß der Antrag auf Eintragung in die Deutsche Volksliste gestellt worden ist. Wird der Nachweis nicht erbracht, so ist der Betreffende in Schutzhaft zu nehmen und seine Überführung in ein Konzentrationslager zu veranlassen.

            gez. Himmler                                                                    gez, Unterschrift

                                                                                                      beglaubigt: Kanzleiangestellte

Diese Verordnung, die an die Gauleiter in den Gauen Wartheland und Westpreußen, an die Oberpräsidenten der benachbarten Gebiete, an bestimmte Staatspolizeistellen usw. gerichtet war, spricht für sich!

Meine Leidensgenossen erzählten mir von dem Leben im Gefängnis grausige Geschichten.

Von hier kommt selten jemand raus, sagten sie. Dreimal am Tage werden wir in die Folterkammer geholt, auf die Erde gelegt, mit Stiefeln bearbeitet, in den Brustkorb geschlagen bis Blut läuft und dann für einige Stunden zum AliJatmen, zur Erholung in den Keller geschickt.

Die Lu.nge des Lodzers war durch die, Stiefelschläge stark verletzt. Er spie Blut, seine Muskeln am Brustkorb waren angeschwollen und mit Blut unterlaufen. "Eine Erlösung wäre es für mich", sagte er, "wenn sie mich erschießen möchten, aber das tun sie nicht, denn sie haben Wohlgefallen an meiner Qual, an meinen Schmerzen, an dem Blut, welches aus der Lunge durch die Schläge herausgepreßt wird. - Ich zittere, wenn sich die Tür öffnet. Wie furchtbar ist es, wenn sie mich heraufholen! O Gott, diese Kammer da oben, wenn ich dort den Tod finden könnte, es sind aber nur Qualen und unmenschliche Schmerzen, bis ich unter den harten Schlägen endlich zusammenbreche." -

Wie betäubt lag ich auf den Brettern und lauschte meinem Nachbar,. der mir leise - mit Unterbrechungen - diese Mördergeschichte erzählte.

Sollte das schon die zweite Abteilung sein, fragte ich mich, die zweite, von der mir der junge Geheimpolizist berichtet hatte? Aber nein, das alles. gehört noch zu der ersten. Wir sind doch in der ersten, so hat er mir gesagt. Und soll denn unsere Abteilung noch eine "humane" sein und soll es noch etwas grauenhafteres geben? ? - Diese Gedanken verfolgten mich. 

Der Zubardzer Gefängniskamerad reichte mir etwas Wasser, er war so freundlich und so besorgt um uns. Ich blieb weiter bis zum nächsten Morgen liegen. In der Nacht wachte ich auf, es kam ein Soldat herein und hat ein Mädchen aus der kleinen Nebenkammer herausgeholt. Nach einiger Zeit kam sie weinend zurück und total erschöpft. - Zum zweitenmal wurde in dieser Nacht die Tür aufgestoßen, ein Soldat erschien mit großem _Gebrüll: "Aufstehen, der Kommandant kommt!" Jeder von uns hielt mit beiden Händen die verletzten Rippen und kroch hervor, um sich auf die Beine zu stellen. Der Kommandant raste in das kleine Zimmer hinein, wo sich das deutsche Mädchen befand, und nach einer längeren Zeit verschwand er wieder. - Am Morgen wurde wieder die Tür geöffnet. Ein Zivilpole lief hinein und warf sich, auf meinen Nachbarn, zog ihn von der Pritsche auf die Erde hinunter und belegte ihn mit seinen Stiefeln. "Ihr verfluchten Schwaben, ich werde Euch zeigen, was es bedeutet, ein Pole zu sein. Ich werde Dir schon die Leber herausquetschen, Du verfluchter." Der bewaffnete Soldat, der die Tür geöffnet hatte, stand ruhig dabei, schaute lächelnd dieser unmenschlichen, schauderhaft tierischen Szene zu. Der Überfallene schrie und bat, getötet zu werden. Der Pole entfernte sich, der Lodzer lag blutend auf dem Fußboden.

In den Morgenstunden ging ich zum Fenster und bat den Soldaten, der Wache hatte, daß er die Tür öffnen möchte, denn ich mußte austreten und im Keller war kein Abort. Der Soldat aber fing an zu lachen. "Um elf Uhr kannst Du erst rausgehen, solange mußt Du aushalten und Deine Muskel anstrengen", sagte er. "Für Euch ist dazu eine Zeit festgelegt, warten sollst Du." Ich mußte warten.

Um 11 Uhr wurden wir rausgelassen. Als ich' mich für einen Augenblick entfernte, fing er an zu fluchen und zu schimpfen. "Schneller, es ist keine Zeit, Du kommst jetzt in die Küche Deine Suppe holen." Wir mußten gehen, langsam im Gänsemarsch bewegten wir uns. Wir kamen in die Küche, um Suppe zu holen. Zu meinem Erstaunen sah ich dort nur deutsche Frauen, die als Mägde arbeiten mußten. Die waren auch sehr erstaunt, als sie mich erblickt haben, sie unterbrachen für einen Moment ihre Arbeit und flüsterten eine der andere zu: "Dr. Ziegler ist auch verhaftet, schaut ihn doch an." In demselben Moment hörte man den drohenden Ton der dicken Polin, die in der Küche kommandierte. "Was ist da los, do cholery, warum arbeitet ihr nicht, sofort sich an die Arbeit nehmen." - Wir erhielten unsere Suppe und wurden zurück in unser loch gebracht. Unser einziger Wunsch war, sich wieder auf die Bretter zu legen und zu schlafen.

                                                       "Sich das Leben nehmen"

In der Nacht wachte ich durch Geräusche auf. Mein Nachbar machte sonderbare Anstrengungen und Bewegungen, die mich gestört hoben. Ich entdeckte, daß um seinen Hals zwei Taschentücher zusammengebunden waren und er gerade dabei war, die Taschentücher on einem Nagel, welcher oben im Brett stak, zusammenzuziehen, um sich auf diese Weise das leben zu nehmen. "Tun Sie das nicht", rief ich ihm zu, indem ich seine Hand festhielt. "Sie haben kein Recht sich das Leben zu nehmen, denken Sie mal an die Gesetze Gottes. Es ist bitter schwer, unschuldig zu leiden und gepeinigt zu werden, ober trotz allem dürfen wir uns das leben nicht nehmen, Gott hat auch Sie lieb und in seiner Macht steht es, Sie selbst aus dieser Mördergrube zu befreien und zu ihrer Frau und Kindern herauszuführen." "Herr Doktor, ich weiß, ich darf es nicht tun, meine Frau, meine Kinder, die Unglücklichen, aber ich kann es nicht mehr aushalten. Der eine Gedanke, wieder in die Folterkammer gebracht zu werden und nochmal das alles zu ertragen, die Qual, die Schmerzen, der eine Gedanke an das, was ich schon erduldet habe, treibt mich einfach zum Wahnsinn." 

Wir unterhielten uns und er wurde ruhiger. Ich betete, denn in dieser qualvollen Stunde der Verzweiflung konnte nur ein Gebet, nicht Menschenworte, eine Beruhigung, eine Hoffnung, einen Trost bringen. Die Verbindung mit dem lebendigen Gott, der in unser Leben hineingreift und, gerade in der düsteren Stunde der Verzweiflung wirkt, wo man nicht nur von allen verlassen ist, ober den, Haß und die gemeine Niedertracht der ganzen Umgebung empfindet, verleiht einem die einzige Kraft, durchzustehen und zu überwinden. Die Kraft, die von oben kommt und den Menschen stark macht im finsteren Tal des Todes. Der Verzweifelte, der von dieser Welt scheiden wollte, war endlich beruhigt und schlief ein.

                                                                      (Fortsetzung. folgt)


                                                                                 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz